Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Kuchnia
AutorWiadomość
Kuchnia [odnośnik]28.02.21 21:00
First topic message reminder :

Kuchnia

Kuchnia - opis wkrótce


Cave Inimicum,
Mała Twierdza,
Zawierucha,
Nierusz,
Nigdziebądź,
Lepkie Ręce,


Suddenly,
I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly


Ostatnio zmieniony przez Aurora Sprout dnia 19.04.22 22:42, w całości zmieniany 2 razy
Aurora Sprout
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia - Page 2 D836eb438dea1946dc5bb9dd21fef622
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout#328488

Re: Kuchnia [odnośnik]15.08.21 13:06
Wszystko działo się tak szybko, że Castorowi wydawało się, jakby nie zdążył mrugnąć i już kuchnia zapełniła się nie tylko ludźmi, ale też przyniesionymi pakunkami. Ostatnimi czasy w dziwny sposób zaczynało brakować mu towarzystwa; godziny spędzane samotnie w szopie wciąż pozwalały zachować względny spokój oraz skupienie na tym, co powinno być dla niego jednym z priorytetów — pracy. Praca zawsze odciągała myśli od mniej lub bardziej racjonalnych zmartwień o dobrobyt wszystkich, którzy bliscy byli jego sercu, praca pozwalała oddać się czemuś naprawdę wartościowemu, wreszcie dochody z pracy zdejmowały przynajmniej ułamek ciężaru z pleców ojca i siostry, choć sytuacja majątkowa Sproutów nie mogła się równać do tej sprzed wojny.
Ale zawsze mogło być gorzej, czyż nie?
— I nie jesteś. No już, uśmiechnij się nieco, bo serce mi się łamie na samą myśl, że moje słowa mogłyby ci sprawić przykrość — niemal zaświergotał w odpowiedzi na żachnięcie się Demelzy, zupełnie tak, jakby zapomniał, że jeszcze przed kilkoma minutami żołądek ściskał mu się nerwowo na samą myśl o jej przybyciu. Teraz gdy była już w pobliżu musiał przecież prezentować się odpowiednio godnie, dlatego też postarał się nawet o wyprostowanie, tak by wydawać się wyższym, ale też nieco lepiej... odżywionym. Sam zauważył* wcześniejsze uważne spojrzenie Sheili, lecz uznał, że mogło być ono podyktowane naturalną ciekawością i chęcią sprawdzenia, co zmieniło się u drugiej strony przez te wszystkie lata. Ocena warunków bytowych czy wagi po tylu latach mogła być nie do końca adekwatna, toteż zmartwienia o nią odstawił na boczny plan.
Spojrzał raz jeszcze w kierunku wyciągającej gramofon Finley, a wzrok swój zatrzymał na jej sylwetce może delikatnie za długo, by móc przejść nad tym do porządku dziennego bez kolejnego załaskotania w klatce piersiowej. Z zamyślenia, pędu myśli o wszystkich odcieniach romantyzmu i katastrofizmu, wyrwały go ponownie słowa dziewcząt, a dokładniej te, które głosiły, że niemal wszystkie były sobie znajome. Przystanął więc Castor niedaleko drzwi do spiżarni, dłonie zaciśnięce lekko w pięści opierając na kościstych biodrach schowanymi pod materiałami ciemnych spodni oraz wyszywanego fartucha, po czym sam sapnął, prawie złowrogo, choć iskierki tańczące w jego szarobłękitnych oczach zdradzały najwyraźniej, że tylko sobie żartuje.
— No wiecie co? Jakbym wiedział, że się wszystkie znacie, to bym się nie wygłupiał z przedstawianiem. Mówcie mi takie rzeczy wcześniej, dobrze? — zaśmiał się w głos, po czym odwrócił się na pięcie, by otworzyć drzwi, przy których przystanął. Po ich drugiej stronie znajdował się wieszak, a na nim kilka dodatkowych fartuchów. Demelza otrzymała fartuch w kolorze jasnoróżowym, który na samym dole ozdobiony był łatkami, po których spacerowały haftowane białą nicią owce. Neala z kolei stała się posiadaczką fartucha zielonego jak liście kapusty, który posiadał jedną, sporą kieszeń mniej—więcej na wysokości serca i na tej właśnie kieszeni naszyto obrazek z żółtym kurczaczkiem.
— Naprawdę musisz iść? — pytanie pada w kierunku Finnie, gdy pokonał dzielącą ich odległość i przystanął wreszcie przy stole oraz wystawionym na nim gramofonie. Prawa ręka oparła się o blat, głos ściszony był do nieco rozczarowanego szeptu, choć spojrzenie zawieszone na postaci brokatowego dziewczęcia wyraźnie wskazywało na troskę, która niemal zacisnęła mu gardło. Ale z pomocą znów przyszła Neala, której posłał wdzięczny uśmiech. — Widzisz? Nie tylko ja chciałbym, byś została na dłużej... — kontynuował szeptem, do momentu aż okulary raz jeszcze zsunęły się w dół jego nosa i musiał poprawić je szybkim, pewnym gestem. — Ale jeżeli potrzebują cię pilnie gdzieś indziej, to leć. Gramofonu będę pilnował jak oka w głowie, obiecuję.
Zawisł w bezruchu raz jeszcze, kontemplując tylko z bliska urodę swej randki w ciemno, ech, że też nie mógł określić jej inaczej, ale spanikował! Była to przecież prawda, ale niewygodna jakaś, jakby Castor odwykł już od spoglądania na Finley w ten sposób. Nachylił się nad nią raz jeszcze, by tak jak na ich pierwszym spotkaniu, zagarnąć kosmyk lśniących włosów za jej ucho. Delikatnie, powoli, jakby od poprawności tego jednego gestu zależało dobro całego świata.
Dopiero po tym wyprostował się raz jeszcze i odwrócił w kierunku rozprawiających o jedzeniu Sheili i Demelzy.
— Na Merlina, to my mamy tyle pyszności? Mam nadzieję, że nie głodowałyście cały miesiąc tylko po to, by najeść się na sylwestra... — otworzył szerzej oczy, bo lista składników, które mieli do wykorzystania, była naprawdę imponująca. Z racji swojej raczej bardzo początkującej wiedzy w zakresie gotowania postanowił pozostawić kolejność działań oraz tworzenie jadłospisu bardziej utalentowanym od siebie, kiwając głową na zgodę, że podejmie się każdego z działań, które mu powierzą.
— Jeszcze tylko jakbym mógł prędko spytać, czym jest frużelina? — pytanie zostało zadane w sposób całkowicie zdradzający niezaznajomienie Castora w temacie kulinariów, które mogły zawadzać przecież o kuchnię mugolską. Frużelina brzmiała na tyle dziwnie i egzotycznie, że w połączeniu z faktem, iż słowo to wypowiedziane zostało przez Sheilę, Castor był w stanie uwierzyć, że mogła być to potrawa cygańska i właśnie dlatego nie była mu wcześniej znana.


słońce nadal jest tuż nad głową, deszcz dotyka jeszcze mnie. wiatr odbija się mi o dłonie, noc pozwala zbliżyć się. jeszcze mamy odwagę, siłę i oddechu starczy nam. Niebo wisi wciąż tuż nad głową, jeszcze mamy czas.
Castor Sprout
Zawód : Twórca talizmanów, właściciel sklepu "Bursztynowy Świerzop"
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
muszę to przespać
p r z e c z e k a ć
przeczekać trzeba mi
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 8
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Wilkołak

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9918-castor-sprout#299830 https://www.morsmordre.net/t9950-irys#300995 https://www.morsmordre.net/t9949-i-will-keep-my-flowers-safe#300972 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t9952-skrytka-bankowa-nr-2255#301004 https://www.morsmordre.net/t9951-c-sprout#300999
Re: Kuchnia [odnośnik]16.08.21 2:14
Kuchnia wypełniła się gwarem, głosami przeplatającymi się między sobą w swoistej melodii powrotów i poznania. Próbowała odepchnąć od siebie ten ścisk w żołądku, poczucie ciasno oplatanych skórą kości, bo wszystko nadal było w porządku. Dziewczęta zgromadzone były ewidentnie miłe, gospodarz też się starał, w ostatnich minutach prostując się i sztywniejąc wręcz nienaturalnie i powinna przestać, przestać poddawać się tej chęci prędkiego umknięcia, gdy nic się nie dzieje ani wcale przykro się nie robi, zaś nienaturalność tego obrazka - będąca wynikiem jej obecności - jest po prostu wytworem zmęczonego umysłu. Sabat był już jutro, od miesiąca ćwiczyli jak szaleni, przestępując wszelkie granice wytrzymałości iście tanecznym krokiem, że moment bez wzniesionego głosu, bez upominania, iż minuty płyną, a efektów brak był po prostu wręcz dziwny. Na wszystkie gwiazdy, czy można zdziczeć od przepracowania się? Mimowolnie myśl zlękniona w niej zadrgała, kiedy uśmiech miły spłynął na wargi raz jeszcze.
- Ciebie również - zwróciła się do Sheili, po prostu machając jej raz jeszcze ręką, przepełniona jakąś wewnętrzną ulgą, że brunetka podobnie jak i ona, nie garnęła się zbytnio do dotyku. Może nie uzna jej za niegrzeczną, Finnie w zasadzie nigdy nie zastanawiała się nad pierwszym wrażeniem, jakie robi, wychodząc z założenia, że jest na tyle wystarczająco tragiczne, iż niczyje rady już jej nie uratują. I utonę w tym morzu niezręczności, lamentuje teatralnie, stawiając gramofon na stole by po wyjęciu różdżki, mogła zaklęciem przywrócić go do odpowiedniej wielkości. Być może rozsądniejszym byłoby, gdyby pozostał mały, jednak mniejsze rzeczy miały zadziwiające skłonności do niszczenia się, tak też wolałaby w tym przypadku nie ryzykować. Wyjątkowo zadowolona, z dłonią wiodącą do piersi przyciągniętą, skierowała spojrzenie na stojącego przy drzwiach od spiżarni Castora, na ledwie moment zamierając, gdy szarość jej oczu z podobnym kolorytem, błękitem przetykanym się spotkała. A potem usta rozciągnęły się iście kocio, w kącikach jakąś psotę wzniecając.
- A może wszystkie po prostu chciałyśmy sprawdzić, czy legendarny czar zwany: powinieneś się domyślić, faktycznie działa w niektórych przypadkach? - zastanawia się niewinnie na głos, palcem wskazującym stukając w prawy policzek - W tym akurat chyba niekoniecznie - dodaje, aż nosek marszcząc w tym straszliwym zawodzie, nim wzrok dziewczęcia łagodniejszym się staje, a tancerka powraca do pracy przy maszynie. Przyniosła do tego kilka płyt. Oby chociaż część doceniła kunszt Fatalnych Jędz - A może świat jest rzeczywiście mały, jak twierdzi Neala, kurczy się do niewielu ścieżek, tak by poszczególne dusze się odnalazły? Powinieneś być dumny, jeśli miejsce to ma w twojej kuchni - być może mówi od rzeczy, może ton przyjemnego dla ucha głosu, obiera śladowe ilości karcenia względem twierdzenia, iż alchemik głuptasa z siebie robi. Jakkolwiek by to nie brzmiało, było to lepsze niż natychmiastowe ukrycie twarzy w dłoniach, kiedy Weasley nazwała ją wróżką. Oby nikt nie dostrzegł, jak prędko buzie odwróciła i jak czerwienią spłynęły końcówki uszu, spąsowiały policzki. Rudowłosa miała piękny, kwiecisty język, ale czasem był on za długi i sięgał nieodpowiedniego celu, takiego, co to raczej nie nawykł do podobnych porównań. Zebranie się w sobie na nowo nie trwało na szczęście długo, acz drgnęła lekko, gdy Sprout pojawił się tuż obok i prawdopodobnie trzepoce właśnie rzęsami głupio, w głowie nieco zbyt pustej jak na tę porę dnia, warząc to, co powinna powiedzieć. Nie chcę robić kłopotu, ma ochotę rzec w pierwszej chwili, bo przecież miała tylko podrzucić składniki i zniknąć, pozwolić wirtuozom kuchni oraz sztukmistrzyniom garnków zająć się tym wszystkim lepiej, niż sama Jones kiedykolwiek by mogła. Ale rozczarowanie wybrzmiewające w jego głosie sprawia, iż ciało nie zamierza się wcale ruszać ni o krok, a uścisk na gardle zdaje się aprobować tylko odpowiedź przeczącą, że skąd, że nie musi, że powinna zostać tu, obok. Przecież to śmieszne, aż sarka w środku samej siebie, metaforycznie obnażając zęby na wzór dzikiego zwierzęcia, za to niedorzeczne zachowanie, jakie przejawia. Jednak chyba jest za późno, bo urokliwy rudzielec również się odzywa i Finnie ku swej absolutnej zgrozie przepada, przepada całkowicie.
- Mogę zostać - odpowiada szeptem, przygryzając dolną wargę. Idiotka, dopowiada sama sobie, patrząc jak poprawia okulary znajomym gestem - O ile nie jest problemem moja niewiedza - dodaje, po przecież mieli nade wszystko gotować. Ale wypuszcza ze świstem powietrze, animusz powraca w pełnej krasie i dziewczę prostuje się, nieco się wychylając w stronę Neli - I co takiego zaintrygowałoby cię w losie fretki, jeśli nie sama dieta? - zapytała, szczerze ciekawa, gdyż młodziutka panienka miała naprawdę wyjątkowe spojrzenie na to wszystko, co ją otacza. Rozbawienie na dobre zatrzymuje się w popiele spojrzenia, które ponownie na Castora kieruje - Potrzebują mnie - potwierdza - Potrzebują, żebym była jutro sprawna. Gdzie do tego czasu będę, nie jest istotne - wzrusza ramionami, tylko blondyn nagle był jakoś tak bliżej, miodowe kosmyki wyglądały naprawdę miękko, a kiedy wyciągnął w jej stronę dłoń, by pukiel za ucho zaczesać, tak niby przypadkiem buzie przechyliła, żeby wciąż drepcząc po piętach przypadków sprawdzić, czy skóra jego dłoni ciepłem objawi się na chłodnych policzkach. Odsuwa się, czując śmieszne łaskotanie, zaraz oczami przewracając, jakby dzięki temu to niezrozumiałe napięcie zerwać mogła jednym ruchem.
- Prawdziwy czarodziej nie wyjawia swych sekretów Cas-s - urywa, bo chyba to zdrobnienie nie powinno padać w większym gronie, zresztą może dziewczęta miały jednak do opowiedzenia parę własnych historii? Dzielne opowieści o zdobyciu jedzenia, na pewno bardziej sensowne od tych, które opowiadał Moe. Och, koniec jednak nastąpił powitań oraz paru słów przełamujących wszelkie bariery, profesjonalistki wzięły się do pracy i jakoś Finley nie zamierzała wchodzić im w paradę.
- Brzmi jak plan - nie bardzo wiedziała, czy po prostu to stwierdza, czy mimowolnie mówi z podziwem względem planu panny Doe, acz nie miało to chyba znaczenia. To, co jednak się liczyło, to małe zielone stworzenie biegnące w zaaferowaniu, zatrzymujące się na bezpieczną odległość od jedzenia, które nieruchomieje, wzrok paciorkowatych oczu ogniskując na rudych puklach nim szponiaste łapy władczo wyciągnie w stronę Neali, albowiem kieszeń w jej fartuchu wyglądała na idealną bazę wypadową do czujnej obserwacji otoczenia.


Jak ja Cię obronię i po czyjej stronie
Stanąć mam dziś, gdy oczu wrogich sto?
Finley Jones
Zawód : Tancerka Ognia
Wiek : 20
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

it's courage and fear
not courage or fear

OPCM : 3
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia - Page 2 Cutie
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9481-finley-jones https://www.morsmordre.net/t9564-finleyowe https://www.morsmordre.net/t9566-where-are-my-dragons https://www.morsmordre.net/f351-dzielnica-portowa-arena-carringtonow-wagon-9 https://www.morsmordre.net/t9667-skrytka-nr-2188 https://www.morsmordre.net/t9568-finley-jones
Re: Kuchnia [odnośnik]20.08.21 20:34
Na słowa Castora Demelza przewróciła oczyma, gdy odwróciła się akurat, tak, aby nie widział. Nie znały się przecież wszystkie. Znała tylko Sheilę Doe, zaś jasnowłosą, drobniutką czarownicę kojarzyła z występów z cyrku. Tylko tyle i aż tyle. Panny Neali nie znała z to wcale. Cieszyła się jednak szczerze na to spotkanie. W czasach, jakie nastały, ciężko było o nowe znajomości. Ludzie unikali się wzajemnie, pogłębiali pomiędzy sobą dystans z powodu lęku i nieufności. Panna Fancourt zaś tęskniła do innych, do nowych znajomości. Lubiła poznawać nowych ludzi, zawsze była otwarta i z łatwością nawiązywała kontakty z innymi, choć odkąd jej reputacja była zszargana miała z tym trudność. Wierzyła jednak, że Sprout trzymał jednak język za zębami i lojalnie wobec niej zachował dla siebie zawód jakim się trudziła. W towarzystwie tak młodych dziewcząt nie chciała się tym chwalić. To nie byłby dobry przykład.
- Z taką urodą rzucasz się w oczy, nie myśl sobie - zaśmiała się Demelza na słowa Finley, gdy ta stwierdziła, że łatwo ją przeoczyć. Wcale nie. Z jakiegoś powodu twarz twa zapadła Fancourt w pamięć, a w cyrku dostrzec można było ich przecież całe mnóstwo. Neali posłała ciepły uśmiech, kiedy zdradziła, że ma już doświadczenie w kuchni, bo gotowała bratu. - Masz brata? Zazdroszczę! Zawsze chciałam mieć starszego brata, ale jestem jedynaczką - przyznała z lekkim westchnieniem. Cudownie byłoby mieć starszego brata, który mógłby jej bronić. Tak to sobie zawsze wyobrażała. W dzieciństwie Demelza często czuła się samotna i zazdrościła tym posiadającym rodzeństwo.
A co do rodzeństwa... Gdy Castor zniknął po kuchenne fartuchy, ona rozejrzała się z ciekawością po wnętrzu kuchni, jednocześnie słuchając propozycji Sheili co do menu na jutrzejszy wieczór.
- Pełna zgoda. Ciasto będzie na pewno doskonałe - powiedziała z entuzjazmem. Tak naprawdę wcale nie przyniosły wiele wbrew słowom Sprouta, od którego odebrała jasnoróżowy fartuch z wyhaftowanymi owcami. - Śliczny. Pasuje mi do różdżki - powiedziała przejęta, wymachując lekko swoją różdżką, z drewna berchemii, które miało bardzo specyficzny kolor - różowy właśnie. Zawiązała go go sobie i zanim jeszcze zabrała się za zająca stanęła przy ścianie i wskazała palcem na blondwłosą kobietę na fotografii. - Castor, kto to jest? Znasz ją? - spytała. Dałaby sobie rękę uciąć, że to Aurora Potter, która wzięła udział w przesłuchaniu na tancerkę w Piórku Feniksa. Co jej zdjęcie robiło w kuchni rodziny Castora? To jakaś jego kuzynka?
- Zrobię marynatę do zająca i go przygotuję. Nealo, gdybym mogła cię prosić, może mogłabyś zacząć przygotowywać kasztany? Trzeba je będzie namoczyć w wodzie, ugotować, a potem obrać, chyba, że Sheili potrzebna będzie pomoc przy wyrabianiu ciasta drożdżowego... - zaproponowała. Musieli ustalić plan działania. - A ty, Castor, na razie usiądź i nie przeszkadzaj. Jutro obierzesz ziemniaki zanim przyjdziemy, dobrze?


Let me see you

Stripped down to the bone

Demelza Fancourt
Zawód : tancerka w Piórku Feniksa, wschodząca gwiazdka burleski
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I have to believe that sin
can make a better man


OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9417-demelza-fancourt#286301 https://www.morsmordre.net/t9592-belle#291686 https://www.morsmordre.net/t9595-zatancz-ze-mna#291787 https://www.morsmordre.net/f355-brighton-whitehawk-way-389 https://www.morsmordre.net/t9591-skrytka-bankowa-nr-2177#291683 https://www.morsmordre.net/t9593-demelza-e-fancourt#291728
Re: Kuchnia [odnośnik]22.08.21 18:40
Och, gdyby tylko Castor zauważył, jak potraktowała go Demelza, pewnie mruknąłby coś niezadowolony z takiego przebiegu akcji (Nie rób tak, Demi, jeszcze gotów jestem pomyśleć, że naszą przyjaźń pragniesz na próbę wystawić!), choć później dotarłoby do niego jeszcze jedno; Panna Fancourt rzeczywiście mogła czuć się nieco niekomfortowo wobec nowych—nienowych znajomości. Mogła jednakże spać spokojnie. Wszystkie sekrety, do których dopuściła Castora, blondyn zatrzymywał wyłącznie do własnej wiadomości. Waga dzielonych na pół sekretów tylko wzrosła, gdy sam stanął przed sytuacją, w której coraz częściej musiał trzymać język za zębami.
Myślałby pewnie o tym dłużej, gdyby nie fakt, że jego spojrzenie raz jeszcze spotkało się z popielatym spojrzeniem Finley. Lubił ten jej koci uśmiech, chociaż za każdym razem, gdy prezentował się na jej wargach czuł mrowienie w żołądku. Bo nie był to uśmiech zupełnie zwykły, poprzetykany czymś dziwnie ekscytującym, nieznanym, a jednocześnie każący nieporuszonego oczekiwania, wedle pytania na cóż takiego wpadła tym razem?
— Ech, w nauce nie ma miejsca na domysły, Finnie. Musi być pewność, tylko i wyłącznie pewność — rzucił na swoje usprawiedliwienie, jakby nauka, dotychczasowa niepodzielna królowa jego serca stanowiła wytłumaczenie na wszystkie braki jego charakteru. Domyśl się, co to za brednie, które nigdy to nie uwzględniają zdania męskiego, prowadzą setki, jeżeli nie tysiące biednych mężczyzn na manowce relacji ze swoimi lubymi. Odbił spojrzeniem w kierunku Demelzy, próbując chyba odnaleźć na jej licu jakąkolwiek wskazówkę, których rozbudowana mimika tancerki ognia mu odmawiała. Hej, byli przecież przyjaciółmi, Castor poświęcił tej dziewczynie naprawdę dużo wysiłku, uwagi i bólów swego serca, może mogłaby mu doradzić?
Ale ta wyjęła prędko różdżkę, która — faktycznie — pasowała kolorystycznie do podarowanego wcześniej fartucha. Wargi Castora wygięły się w zadowolonym uśmiechu, a on sam pozwolił sobie nawet na krótki chichot, który zniknął, podług jego wypracowanych przez lata nawyków — za barierą z otwartej dłoni przyciśniętej do ust. W żadnym wypadku śmiechu tego nie można było sklasyfikować jako złośliwego, czy kpiącego. Ot, po prostu był szczęśliwy w towarzystwie, którego nie widział od dawna, a które przepełnione było pozytywną energią, tak różną od tego, co widywał na co dzień.
Uśmiechnął się jeszcze do siebie, gdy usłyszał deklarację o pozostaniu Finley na Wrzosowisku.
— Widzisz, dziewczyny będą nas nadzorować, my wypełniać rozkazy. Do tego nie trzeba wielkich umiejętności, prawda? — choć pierwsze zdanie wypowiedziane zostało w prowizorycznej intymności szeptu, pytanie puszczone zostało w eter, a Castor z ciekawością dopatrywał się reakcji ze strony swoich rozmówczyń. Choć obawiał się nieco, że gdy do kuchni wpuszczono przynajmniej dwójkę amatorów, mogliby mieć z gotowaniem całkiem niespodziewany problem. Mimo to jego dłoń chwyciła na moment dłoń panny Jones, ściskając ją lekko, w geście asekuracji. Jeżeli tylko zechciała wtedy na niego spojrzeć, jej spojrzenie musiało spotkać się z szarobłękitem tęczówek Sprouta. A te, z całą mocą swego wyrazu mówiły jedno zdanie.
Będzie dobrze.
Kolejne pytanie Demelzy sprawiło, że Castor uniósł lekko głowę do góry i wychylił się nawet w jej kierunku, chcąc zerknąć, o kim właściwie mowa. Gdy palec przyjaciółki wskazał na fotografię jego siostry, posłał jej może nie najmądrzejsze spojrzenie, za którym pobiegło przepełnione przeświadczeniem o oczywistości tejże informacji zdanie.
— To moja starsza siostra. Możesz jej nie kojarzyć, bo jest ode mnie trzy lata starsza i była Gryfonką. Czemu pytasz? — przekrzywił głowę w bok zaciekawiony szczególnie, jednakże nie było zbyt wiele czasu na roztrząsanie tej kwestii. Pyszności same się nie zrobią, dlatego też pomny na następne słowa Demelzy o ziemniakach Castor przeszedł ponownie do spiżarki, chcąc sprawdzić, czy mają odpowiednią ich ilość, oczywiście z uwzględnieniem przyniesionych przez dziewczęta zasobów.


słońce nadal jest tuż nad głową, deszcz dotyka jeszcze mnie. wiatr odbija się mi o dłonie, noc pozwala zbliżyć się. jeszcze mamy odwagę, siłę i oddechu starczy nam. Niebo wisi wciąż tuż nad głową, jeszcze mamy czas.
Castor Sprout
Zawód : Twórca talizmanów, właściciel sklepu "Bursztynowy Świerzop"
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
muszę to przespać
p r z e c z e k a ć
przeczekać trzeba mi
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 8
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Wilkołak

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9918-castor-sprout#299830 https://www.morsmordre.net/t9950-irys#300995 https://www.morsmordre.net/t9949-i-will-keep-my-flowers-safe#300972 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t9952-skrytka-bankowa-nr-2255#301004 https://www.morsmordre.net/t9951-c-sprout#300999
Re: Kuchnia [odnośnik]23.08.21 12:13
Gdyby nie ufała Castorowi, to mogłaby się wcale tutaj nie pojawić. Lubiła poznawać nowe osoby i tęskniła do czasów, kiedy było to o wiele prostsze i naturalne dla wszystkich, gdy z każdym dniem nie powiększał się dystans pomiędzy czarodziejskim społeczeństwem, lecz nigdy nie należała do zbyt odważnych osób. Właściwie wprost przeciwnie - Demelza Fancourt była raczej płochliwa niczym łania w lesie. Miała w swoim życiu na tyle dużo kłopotów, że nie potrzebowała kolejnych i starała się trzymać od nich z daleka. Co prawda przyjęcie organizowane w opuszczonym domu w Dolinie Godryka w noc sylwestrową stanowiło niejako zaprzeczenie tego postanowienia, lecz brunetka nie była zarazem zbyt asertywna i z trudem odmawiała przyjaciołom... Zwłaszcza, że to nie był zwyczajny sylwester.
- Mężczyźni nie potrafią się domyślić, Finnie - wtrąciła się w ich rozmowę pogodnym, łagodnym tonem, uśmiechając najpierw do jasnowłosej tancerki ognia, później zaś do Castora, któremu puściła perskie oczko. Niech sobie nie myśli, że nie zauważyła jak patrzył na pannę Finley. Nie mogła oprzeć się wrażeniu, że coś tu się święci, znała Sprouta za długo i za dobrze. Zresztą - miała naturę romantyczki i po prostu nosa do takich spraw.
- Prawda, Cas. Mam nadzieję, że skoro w kuchni się nie napracujesz, to chociaż ten dom, o którym mówiliście, będzie posprzątany na błysk. Od kurzu kręci mnie w nosie - powiedziała, zawiązawszy fartuch; złapała pierwszą lepszą drewnianą łyżkę w lewą rękę i pogroziła mu żartobliwym gestem. Prawda była jednak taka, że właściwie to nie mieli dużo do zrobienia - Castor pochwalił, że przyniosły ze sobą sporo jedzenia, ale na tyle osób... Cóż, mogłoby być tego więcej, dobre jednak i tyle.
- To jest Aurora? - spytała głupio, kiedy Sprout wyjawił jej tożsamość jasnowłosej dziewczyny ze zdjęcia. Pamiętała, rzecz jasna, że siostra przyjaciela ma tak na imię i kojarzyła ją, ale przecież nie jednemu psu na imię Burek, twarz tej czarownicy zatarła się jej w pamięci, a kobieta, którą spotkała w Piórku Feniksa przedstawiła się zupełnie inaczej. Demelza odchrząknęła krótko i pochyliła się w stronę Castora, aby wyszeptać mu do ucha kilku słów - niegrzeczne to było wobec pozostałych dziewcząt, starała się jednak zrobić to dyskretnie. - Wiesz, że w październiku była w Londynie wziąć udział w przesłuchaniu na tancerkę... w Piórku? - Na samo wspomnienie tamtego przesłuchania Demelza poczuła się zmieszana - Przedstawiła się jako Aurora Potter i mówiła, ze ćwiczyła... ten taniec razem z tobą. Potem powiedziała, że myślała, że szukamy sprzątaczki. Chyba powinieneś z nią porozmawiać, powinna bardziej na siebie uważać... - ... zwłaszcza biorąc pod uwagę, że wasze nazwisko budziło teraz skojarzenia z poszukiwaną Pomoną Sprout. Zdradziła to Castorowi z czystej troski. Nie chciała, aby ktoś mu bliski wpadł w kłopoty.
Powiedziawszy to Demelza zbliżyła się do kuchennego blatu, gdzie czekał już na nią zając. Zajęła się nim - w miseczce rozpuściła zaklęciem łój, a w nim zioła, aby mięso zamarynować. Najpierw musiała jednak oczyścić całą tuszę.


Let me see you

Stripped down to the bone

Demelza Fancourt
Zawód : tancerka w Piórku Feniksa, wschodząca gwiazdka burleski
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I have to believe that sin
can make a better man


OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9417-demelza-fancourt#286301 https://www.morsmordre.net/t9592-belle#291686 https://www.morsmordre.net/t9595-zatancz-ze-mna#291787 https://www.morsmordre.net/f355-brighton-whitehawk-way-389 https://www.morsmordre.net/t9591-skrytka-bankowa-nr-2177#291683 https://www.morsmordre.net/t9593-demelza-e-fancourt#291728
Re: Kuchnia [odnośnik]24.08.21 22:44
Słowa niosły sobą orzeźwienie. Miłe, słodkie, pozbawione trosk dni minionych oraz nadchodzących. Uśmiechy rozjaśniające twarze, iście wojskowe rozplanowywanie poszczególnych składników, z lekka niezręczne uprzejmości świadczące o tym, iż pośród zgromadzonych wciąż obce dusze się znalazły. To wydawało się niemal normalne. I jakieś przykre zarazem, gdy normalność urastała do rangi wydarzeń wyjątkowych. Ale wystarczyło odwrócić wzrok i udawać, że wszystko jest w porządku, na moment zatracić się w beztrosce tworzenia przynajmniej jednego przyjemnego wspomnienia. To, co złe pożegnać, co dobre powitać, stary rok precz odrzucić. Brzmiało rozsądnie, wywołując drgnięcie kącików ust, które pogłębiło się tylko, gdy Demi rzuciła ze swojej strony grzeczny komentarz, uwagę zaraz przenosząc na najmłodszego prawdopodobnie rudzielca. Co mogłaby w ogóle od siebie dodać?
Poza kolejną zaczepką, na którą reagowała nader chętnie, niczym kocię, któremu podrzucono miękki kłębuszek wełny, by chociaż przez chwilę na coś mógł energię spożytkować. Aż dramatycznie dłoń do piersi przyłożyła, absolutnie wstrząśnięta wypowiedzią gospodarza.
- Ależ czym jest nauka, jeśli nie pomysłem przeistaczającym się w rzeczywistość? - zapytała, trzepocąc niewinnie rzęsami, acz w ton głosu nie zakradła się przemądrzałość, a zwyczajne rozbawienie. Nauka nigdy jej nie sprzyjała, nie potrafiła odnaleźć się w jej ramach, próby ponad pewność, choć w pewności tej przecież bezpieczeństwo tkwiło - Jesteśmy stracone - wzdycha dramatycznie w stronę panny Fancourt. Niedomyślny mężczyzna to prawdziwa tragedia, rozgrywająca się każdego dnia, w każdej upływającej minucie. Nie na smutki jednak pora była, a na pracę, do której zdecydowała się przyłączyć. Znała się na gotowaniu nieco, nie darzyła go jednak na tyle szczerą sympatią, by miała w tych kwestiach przodować - ba, wolała Norze oddawać honory, jeśli ta decydowała wspomagać swymi umiejętnościami ich drogiego Moe. Finnie sama być może i widziała się w kuchni, ale głównie taką siedzącą na stole oraz wypijającą kieliszek wina. Obecna wersja też nie była zła, gdy męska dłoń pochwyciła jej mniejszą, a szczupłe palce mimowolnie splotły się z tymi Sprouta. Dziękuję.
- Yhmm, w słuchaniu też nie jestem najlepsza - wyszeptała, dolną dłoń unosząc przy twarzy, jakby tworzyła zeń jakąś ścianę, dzięki której mogła wyjawić mu wszystkie sekrety świata. Ale mruga zaraz pogodnie, zrywając niespiesznie dotyk skóry ze skórą. Blondyn z urokliwą brunetką ciche tajemnice dzielili, a Finnie nie chciała im przypadkiem przeszkadzać. Chyba lepiej zresztą byłoby czymś myśli zająć i to małe zebranie do przodu popchnąć, w końcu czas uciekał, a tancerka winna pomóc, póki okoliczności jej na to pozwalały.
- Mogę pomóc przy cieście, albo bułeczkach - zwróciła się do Sheili, zaraz rękę jednak wzniosła, wplatając ją w jasne kosmyki - Jednak ostrzegam przed potencjalnym efektem ubocznym w postaci brokatu, małe chochliki nam go dziś nie żałowały - dodała, starając się swój stan w żart obrócić. Błyszczące drobiny byłyby raczej niespotykaną ozdobą łakoci.


Jak ja Cię obronię i po czyjej stronie
Stanąć mam dziś, gdy oczu wrogich sto?
Finley Jones
Zawód : Tancerka Ognia
Wiek : 20
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

it's courage and fear
not courage or fear

OPCM : 3
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia - Page 2 Cutie
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9481-finley-jones https://www.morsmordre.net/t9564-finleyowe https://www.morsmordre.net/t9566-where-are-my-dragons https://www.morsmordre.net/f351-dzielnica-portowa-arena-carringtonow-wagon-9 https://www.morsmordre.net/t9667-skrytka-nr-2188 https://www.morsmordre.net/t9568-finley-jones
Re: Kuchnia [odnośnik]28.08.21 14:44
Uwięziony między młotem a kowadłem Sprout przesuwał spojrzeniem pomiędzy dwoma paniami, które tymczasowo zajęły całą jego uwagę. Z jednej strony cieszył się, że prędko znalazły wspólny język, nawet jeżeli polegał on przede wszystkim na skupianiu się na jego męskiej naturze, odstającej — jak to męska natura — od romantycznych wyobrażeń młodych dziewcząt. Właściwie w tych przytykach, puszczanych ze swobodą oraz lekkością, której nie widział od dawna, odnalazł coś dziwnie znajomego, niemalże domowego, choć nie chodziło tutaj o budynek, a raczej o barwy. Żółć i czerń, barwy domu borsuka, ogień trzaskający w pokoju wspólnym i ciepłe szaliki przylegające do rozgrzanych z emocji policzków, gdy wychodzili do szkolnej szklarni.
Czuł się dobrze, wciągnięty w rozmowę dziewczątek, nawet gdy Finley wspinała się na szczyty swych umiejętności, by pokazać, jak bardzo jego pragmatyczne podejście do świata rani jej duszę.
— Pomysł a domysł to dwie różne rzeczy, Finnie — wolna dłoń odnalazła drogę do skrzących brokatem włosów dziewczęcia i spoczęła na samym czubku jej głowy. Kciukiem pogłaskał ją po włosach, powoli i z pewnym rodzajem rozmarzenia wymalowanym na twarzy, po czym nachylił się nad jej uchem, by szepnąć krótko. — Kiedyś zrozumiesz.
A później wyprostował się, niczym na komendę odwracając się w kierunku Demelzy. Krótki uśmiech zatańczył mu na wargach, bo przecież pamiętał, jak dużą wagę jego przyjaciółka przywiązywała do porządku. Dłoń, która wcześniej opierała się na głowie panny Jones, wplotła się pomiędzy kosmyki miodowych loków, a on sam przechylił głowę nieco w bok, ku lewemu ramieniu, przymykając radośnie oczy.
— Spokojnie, Demi. Wyjdę nawet wcześniej, bo gdzieś tutaj ma się kręcić Thomas z Aidanem. A znając życie i ich, lepiej znaleźć im odpowiednie zajęcie. Poradzicie sobie? — jeszcze raz, kontrolnie przyjrzał się wszystkiemu i wszystkim, którzy byli w kuchni. Ale wydawało się, że mógł pozostawić je same, przy okazji dbając o to, by męska część przyjacielskiego grona nie popadła w jakieś tarapaty; jeszcze tego brakowało, by Doe wplątał się w jakąś nieprzyjemną sytuację na kilka dni przed sylwestrem.
I zebrałby się w sobie, nawet sięgnął do swego karku, by rozpocząć odwiązywanie fartucha, który wciąż miał na sobie, gdyby nie kolejne słowa szeptane w pełnej powadze tajemnicy. Szarobłękitne tęczówki skupiły się na twarzy przyjaciółki z całą swą intensywnością, kąciki ust zadrżały, lecz nie ku górze chciały się wybić, a spaść w dół. Jak najprędzej. Lewy bark szarpnął bólem i opadł powoli, bo i Castor nieco zniżył się ku ciemnowłosej czarownicy.
— Dem, na wszelkie wyczyny Merlina, powiedz mi, że to tylko żart... — szepnął przejęty, a w szepcie tym więcej było powietrza niż faktycznego dźwięku. Po samej minie — skonfundowanej, niepewnej, niemalże przerażonej — Demelza mogła poznać, że wybryki siostry nie były mu znane. Że nie miał nawet możliwości stworzyć naprędce jakiegoś logicznego wytłumaczenia. Następująca zaraz po kolejnych słowach młodej czarownicy bladość Sprouta jedynie dodawała pewności tym założeniom. — Nasza... nasza mama ma na panieńskie Potter... Cholera, co ona sobie znowu wymyśliła... — szeptał, wciąż tkwiąc w lepkich objęciach szoku. Nie mógł nawet zmusić się do ponownego spojrzenia pannie Fancourt w twarz. Zagryzł wewnętrzną stronę polika, drżące ręce wcisnął głęboko w kieszenie spodni i trwał tak chwilę, ciszę przebijając jedynie stukaniem butem o podłogę, bo nerwowość zawsze szukała wyjścia.
— Demi, przecież ty wiesz, że ja nie potrafię tańczyć... — jęknął wreszcie bezradnie, bo to przecież jedyna rzecz, do której mógł odnieść się od razu i której weryfikacja nie była znowu taka trudna. Ostatecznie jednak uznał, że nie może dłużej podtrzymywać szeptanej rozmowy bez zwracania na nich specjalnej uwagi. Finley zresztą wspomniała już o nie byciu zbyt dobrą w słuchaniu, co przebiło się przez umysł Castora z lekką trudnością, tak jakby mówiła te słowa zza szyby czy innej bariery; prawdopodobnie bariery paniki, która krążyć zaczęła w żyłach Sprouta bez większego udziału samego zainteresowanego.
Ostatecznie jednak odsunął się od Demelzy, na moment przechodząc na środek pokoju. Bardzo starał się uśmiechnąć tak, jak wcześniej, bez widocznych oznak zmartwienia.
— Dobrze, dziewczyny. Na mnie już pora. Sheila, zabieram Tommy'ego i Aidana na miejsce, dotrzecie z Nelą same, czy po was wyjść? — spytał, po czym rozpoczął żegnanie się z każdą z dziewcząt z osobna. Pozwolił sobie na przytulenie Finley oraz Demelzy, a choć gesty wydawały się na pierwszy rzut oka podobne, dłonie Sprouta splotły się na plecach Jones niżej, niż w przypadku Fancourt. — Cieszę się, że zostałaś — szepnął do ucha blondynce, zaś ciemnowłosej powiedział: — Dziękuję. Za wszystko.
Raz jeszcze wysilił się na ciepły uśmiech, po czym pomachał reszcie dziewcząt. Nie minęło więcej niż kilka chwil, szmery w przedsionku ustały, a kucharki mogły mieć pewność, że żaden element męski nie przeszkodzi im w dalszej pracy.

| z/t


słońce nadal jest tuż nad głową, deszcz dotyka jeszcze mnie. wiatr odbija się mi o dłonie, noc pozwala zbliżyć się. jeszcze mamy odwagę, siłę i oddechu starczy nam. Niebo wisi wciąż tuż nad głową, jeszcze mamy czas.
Castor Sprout
Zawód : Twórca talizmanów, właściciel sklepu "Bursztynowy Świerzop"
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
muszę to przespać
p r z e c z e k a ć
przeczekać trzeba mi
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 8
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Wilkołak

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9918-castor-sprout#299830 https://www.morsmordre.net/t9950-irys#300995 https://www.morsmordre.net/t9949-i-will-keep-my-flowers-safe#300972 https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t9952-skrytka-bankowa-nr-2255#301004 https://www.morsmordre.net/t9951-c-sprout#300999
Re: Kuchnia [odnośnik]30.08.21 15:47
Nie chciała się wymądrzać, bo wcale nie była specjalistką w relacjach damsko-męskich i nie potrafiła owijać sobie mężczyzn wokół palca, choć jej taniec potrafił zawrócić w głowie i sprawić, że pojawiała się w ich myślach z dużą częstotliwością. Miała z nimi jednak do czynienia już na tyle, by to wiedzieć na pewno - nie potrafili się domyślać. Trzeba było im wszystko wykładać jak małemu dziecku, kawę na ławę, inaczej dochodziło do koncertu nieporozumienia i niezręczności. Na samą myśl o rozmowie z Everettem w wiosce Whalley kilka tygodni wcześniej przechodził ją dreszcz zażenowania. Demelza potwornie się wówczas wygłupiła. Sądziła, że Sykes domyśli się co chciała powiedzieć, lecz popełniła ten właśnie błąd - i zrobiła z siebie kompletną idiotkę. Znowu.
- Niestety. My to mamy z tymi mężczyznami... Człowiek stara się ich zrozumieć, nauczyć, poświęca się temu całą inteligencję, przemyślność instynktu... Na próżno - zaśmiała się brunetka, puszczając tancerce perskie oczko.
Znów westchnęła leciutko, wracając wspomnieniami do poprzedniego życia, kiedy jeden z nich zawrócił jej w głowie. Dała się zwieść, niestety. Gdyby tylko ona potrafiła się wtedy domyślać... Cóż, życie wyglądałoby teraz zupełnie inaczej. Dalej pracowałaby w Domu Mody Parkinson, a nie rozbierała się na deskach sceny Piórka Feniksa. Jeśli zaś o tym mowa...
- Nie żartowałabym w takich sprawach, Cas... - żachnęła się szeptem Demelza. Nie straszyłaby go tak. Nie teraz, nie w takich czasach. Niestety mówiła poważnie. Czuła, ze powinna mu to powiedzieć - dla dobra samej Aurory. Castor powinien był z nią porozmawiać, aby uważała na siebie bardziej i najlepiej w ogóle nie odwiedzała tego miasta. - Szuka pracy w Londynie. To nie jest chyba dobry pomysł, nie sądzisz? - spytała, obdarzając twarz przyjaciela uważnym spojrzeniem. Gdy zasugerował, ze uwierzyła w to, że ćwiczył burleskę spojrzała na niego z politowaniem. - Przecież wiem. Na początku nie wiedziałam o co chodzi, ale gdy wyjaśniła, że chodziło o sprzątanie, to się domyśliłam, ciołku - odpowiedziała.
Zacisnęła zaraz potem warg i wróciła do smarowania zająca tłuszczem z przyprawami ziołowymi. Castor je opuścił, pozostawiając w swojej kuchni; odwzajemniła uścisk i życzyła powodzenia w walce ze sprzątaniem. Ona sama została na miejscu jeszcze długo - zająca w marynacie włożyła do chłodziarki, miał upiec się jutro; pomogła w wyrabianiu drożdżowego ciasta i formowaniu bułeczek, do których włożyły suszone śliwki. Towarzyszyła też Neali w obieraniu jadalnych kasztanów ze skórek, które miały dodać do sałaty masłowej. Żałowała, ze nie ma oliwy, by to lepiej doprawić, musiały sobie jednak poradzić z tym, co miały. Sheila okazała się prawdziwą czarodziejką w kuchni - z niewielkiej ilości składników upiekły niezłe ciasto. Mogły być z siebie dumne.
Nad Doliną Godryka zdążył zapaść zmrok, gdy Demelza opuściła dom Sproutów, by powrócić do Brighton i zacząć przygotowania na ostatnią noc w roku.

| zt


Let me see you

Stripped down to the bone

Demelza Fancourt
Zawód : tancerka w Piórku Feniksa, wschodząca gwiazdka burleski
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I have to believe that sin
can make a better man


OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9417-demelza-fancourt#286301 https://www.morsmordre.net/t9592-belle#291686 https://www.morsmordre.net/t9595-zatancz-ze-mna#291787 https://www.morsmordre.net/f355-brighton-whitehawk-way-389 https://www.morsmordre.net/t9591-skrytka-bankowa-nr-2177#291683 https://www.morsmordre.net/t9593-demelza-e-fancourt#291728
Re: Kuchnia [odnośnik]19.09.21 14:29
Zaciekawienie niczym zwierzę jakieś przekręciło się w jej wnętrzu leniwie, rozchylając powiekę w zaintrygowaniu, jakby chciało ujrzeć, chociażby najdelikatniejszą skrę paniki przemykającą przez szaro-niebieskie tęczówki młodzieńca. Zakleszczony między dwoma drobnymi pannami, w rozbawieniu rozprawiającymi o męskiej naturze, jawił się niby ofiara stojąca bezradnie przed drapieżnikami, gotowymi żerować na jego słabostkach. Jednak nie był słaby, nie Castor o uśmiechu, w którym zaklęte były promienie słońca, o spojrzeniu tak łagodnym, iż wszelkie złośliwostki kierowane w jego stronę zdawały się być nazbyt podłe, by mogły mieć miejsce dłużej niż na dwa drżące serca uderzenia. A kiedy dłonią sięgnął ku barwionym na blond kosmykom, przesunął nią po miękkich puklach skrzących od brokatu i tchnących dymem, gestem niemalże czułym - tym samym zadał śmiertelny cios wszelkim przekomarzaniom, uciszając je zręcznie. Przynajmniej do czasu, aż nie zamrugała w zaskoczeniu, gdy ciepły oddech otulił sobą płatek ucha, wywołując mimowolny dreszcz. Jednak słowa miast pęczniejącej przyjemności, wywołały zmrużenie oczu oraz wykrzywienie usteczek w niezadowolonym, z lekka naburmuszonym grymasie. Że niby teraz nie rozumiała? Uważał ją za głupka? Powinna go kopnąć w kostkę? Przemoc nigdy nie była rozwiązaniem, tak mówili, ale czasem dawała satysfakcję, choć i tę odczuła, kiedy wsunął palce w miodowe włosy, przez co błyszczące drobiny osiadły i na nich. Żałosne, aż musiała westchnąć nad swymi rozważaniami, bo zachowywała się nawet we własnej głowie zwyczajnie śmiesznie. Co on z nią robił?
- Być może logika się ich po prostu nie trzyma - uznała z rozbawieniem Finnie, uśmiechając się do Demelzy. Całość przypuszczeń tancerki wydawała się niedorzeczna, wszak to mężczyzna kierował się rozsądkiem, podczas gdy kobiety były istotami skłonnymi do zbytniego rozemocjonowania, lecz ten, kto obmyślił podobny podział, chyba nie spotkał męskiej części znajomych panny Jones. Widząc, że dwójka przyjaciół chciała ze sobą porozmawiać na osobności, artystka zamierzała zbliżyć się do drugiej brunetki, gotowa przyjąć swoje zadanie w kuchni, kiedy jedno zdanie w półkroku ją zatrzymało. Nie kłamała, gdy mówiła, iż ma problemy ze słuchaniem, lecz tyczyły się one poleceń, nie zaś słów zewsząd padających i chociaż teraz naprawdę, naprawdę pragnęła podarować im odrobinę dyskrecji, tak świadomość, że Castor zamierzał właśnie wyjść, zmusiła popiół oczu do sięgnięcia czubków własnych butów. Wychodził, chociaż chciał, żeby została? Po co to robił? Jaki był cel, skoro nawet czasu nie mieli wspólnie spędzić? Lubiła Nealę, Demelza też wydawała się osobą, z którą mogłaby złapać wspólny język, jednak to blondyn był głównym powodem, dla którego chciała tutaj w ogóle pozostać. A teraz po prostu chciał sobie pójść? Czy on jest t ę p y? Złość ogniem zatańczyła w liniach błękitnych żył, patrzyła pod cienką warstwą pergaminu skóry i naprawdę musiała walczyć ze sobą, żeby całość uczuć, nie wylała się zeń, musiała pozostać rozsądna, nie zrazić do siebie innych dziewcząt zanurzonych w miłej, przyjemnej atmosferze. I coś na samym skraju świadomości śmiało się z niej podle, że znowu dała się zrobić w bambuko, ponownie była niedorzecznie naiwna. Świetnie, syczy do siebie Finnie, po prostu fantastycznie. Kiedy Sprout zbliżył się do niej raz jeszcze, szeptem ponownie uszko znaczył, tak czarownica musiała przygryźć wnętrze policzka i to nie z powodów miłych duszy.
- Yhm. Jasne - odpowiada, machając mu ręką bez entuzjazmu. Buzia jednak obiera zaraz radosny wyraz, bo przecież potrafiła kłamać jak nikt i mając na uwadze zachowanie Eilidh, zaczęła pomagać przy bułeczkach. I szło jej to zdecydowanie zbyt sprawnie jak na kogoś, kto zarzekał się, że nie potrafi nic. Nie opuściła jednak Wrzosowiska wieczorem, a ledwie dwie godziny później, kiedy sowa Nailah w panice zastukała w kuchenne okno. Najwyraźniej miała przed sobą jeszcze dwie przymiarki w trybie pilnym, dlatego też ze szczerymi przeprosinami wypadającymi z ust, musiała pożegnać się z towarzyszkami i wraz z nieśmiałkiem, wrócić ponownie na Arenę.

| zt dla Fin (i każdego kto chce)


Jak ja Cię obronię i po czyjej stronie
Stanąć mam dziś, gdy oczu wrogich sto?
Finley Jones
Zawód : Tancerka Ognia
Wiek : 20
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

it's courage and fear
not courage or fear

OPCM : 3
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia - Page 2 Cutie
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9481-finley-jones https://www.morsmordre.net/t9564-finleyowe https://www.morsmordre.net/t9566-where-are-my-dragons https://www.morsmordre.net/f351-dzielnica-portowa-arena-carringtonow-wagon-9 https://www.morsmordre.net/t9667-skrytka-nr-2188 https://www.morsmordre.net/t9568-finley-jones
Re: Kuchnia [odnośnik]07.11.21 9:32
24 stycznia 1958

Przetransportowanie żywego zwierzęcia do Anglii okazało się być trudne. Na tyle trudne, że Cillian bardzo szybko pożałował decyzji przekazania znalezionego kota komuś mieszkającemu tak daleko, ale wątpliwości, które zdążyły narosnąć w nim w czasie podróży, szybko się rozmyły. Wystarczyło zejść z miotły, ściągnąć z twarzy gogle chroniące go przed sypiącym w oczy śniegiem i rozejrzeć się po Wrzosowisku.
Cillian kochał to miejsce. Przede wszystkim przez domowników zamieszkujących chatkę w centrum tego zagajnika, ale również przez niesamowity, przytłaczający wręcz momentami urok tego miejsca. „Tutaj będzie czuł się dobrze”, było pierwszą myślą, która zawitała do jego głowy, kiedy przyglądał się zasypanym śniegiem klombom i pozbawionych liści drzewom. Potrafił wyobrazić sobie to miejsce na wiosnę, kiedy wszystkie kwiaty zaczną kwitnąć, a niebo pokryje się zielenią. Teraz Wrzosowisko wyglądało trochę łyso, ale to w niczym nie przeszkadzało — na czas zimowy, codzienność będzie spędzał na piecu lub zawinięty w kłębek na łóżku, lub fotelu, wygrzewając się w cieple trzaskającego paleniska.
To naprawdę niezłe życie jak na kota. Tak mu się przynajmniej wydawało. Przy okazji spełniał teraz chyba jakąś zachciankę przyjaciółki, która takiego kota chciała posiadać. Nie wiedział, czy powodem były nękające ich myszy, czy obce koty kręcące się po okolicy i psujące coś, czego psuć nie powinny. Nie pytał. Nie musiał.
Rorciu! — Powitał ją w drzwiach serdecznym, choć dosyć lekkim jak na niego uściskiem. Powodem tego był ten kotek właśnie, grzejący się pod jego płaszczem. Mała główka wystająca spomiędzy szala zbadała Aurorę ciekawskim spojrzeniem. Następnie kot przeciągnął się (przy okazji wbijając w Cilliana ostre pazury — ten się jednak do tego przyzwyczaił i nawet nie pisnął) i ziewnął ospale.
Oto nowy domownik.
Kotek był bezimienny. Każdy mówił na niego po swojemu, przez co żadne słowo nie przylgnęło do niego na stałe. Cillianowi wydawało się to być strasznie smutne. Nie to, że kotu na tym jakoś szczególnie zależało... Po prostu każde zwierzątko domowe, jakie Moorowie posiadali do tej pory, jakoś się nazywało. Dlaczego on miał być gorszy?
Trzeba mu wymyślić jakieś imię — oświadczył więc, wchodząc do środka. Kiedy tylko drzwi chatki zamknęły się za jego plecami, położył kota na podłodze.


no beauty shines brighter
than a good heart
Cillian Moore
Zawód : Wygnany powieściopisarz, chwyta się prac dorywczych
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Chodźmy nad wodę
Na Twoich kolanach zasnę
Wymyślę więcej dobrych wierszy
OPCM : 20
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia - Page 2 C511aabdf597b22fa48d7610e8ae258d
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9648-cillian-moore https://www.morsmordre.net/t9664-aslan#293571 https://www.morsmordre.net/t9665-pisarzyna#293576 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t9741-skrytka-bankowa-nr-2207#295617 https://www.morsmordre.net/t9666-cillian-moore#293577
Re: Kuchnia [odnośnik]13.11.21 16:50
Zapowiadał się piękny, chociaż pracowity dzień. Aurora od rana krzątała się po kuchni, żeby móc przygotować jakieś drobne przekąski dla swojego kuzyna, którego zamierzała odwiedzić wieczorem. Tak po prawdzie to mężczyzna nie był jej prawdziwą rodziną, a łączyły ich jedynie więzy spowinowacenia, niemniej jednak Aurora niezależnie od tego chciała mu pomóc. Od kilku dni stan mężczyzny był już stabilny i wystarczyło jedynie go podtrzymać w cieple i z pełnym żołądkiem — eliksiry to nie wszystko Organizm musiał mieć siłę, by się zregenerować, i Aurora chciała mu to zapewnić. W dodatku miała nadzieję, że uda się jej wreszcie wyciągnąć niezbędne informacje z mężczyzny, co tak właściwie mu się przydarzyło. Z przygotowania paczuszki wyrwało ją pukanie do drzwi, dlatego też wytarła dłonie w domowy fartuszek i ruszyła do drzwi. Widok Cilliana zawsze ją radował, dlatego czym prędzej otoczyła go ramionami, wprowadzając do środka.
- Witaj Silly. Tak dobrze cię widzieć. - Powiedziała szczerze zadowolona, że przez te dwa tygodnie od sylwestra nie stało się nikomu nic złego. Może była szansa na jako taki powrót do normalności? A może zupełnie zbyt wcześnie na takie marzenia.
Zaraz też zobaczyła małą główkę pomiędzy połami kurtki przyjaciela. A więc to on będzie nowym mieszkańcem Wrzosowiska!
Aurora nie mogła przestać się zachwycać, chociaż kotek wydał jej się tym mniejszy, gdy miało się do porównania prawie 50-kilogramowego Cu. Pies jednak od dawna miał do czynienia z kotami i nie zamierzał urządzać sobie polowań. Wolał jednak spać w kuchni, więc Aurora miała szczerą nadzieję, że przynajmniej kot będzie chciał spędzać noce na górze. Zwłaszcza że od kiedy Castor się wyprowadził, dom wydał jej się nagle okropnie pusty.
Oczywiście wiedziała, co powiedziałyby wszystkie ciotki, które by to usłyszały. Że pora na męża i dzieci. Ale co Aurora miała poczynić, jeśli żaden kawaler nie spieszył się w jej progi? No i tak zupełnie między borem a prawdą, nie spieszyło jej się specjalnie do tego. Aranżowane małżeństwa nie brzmiały wcale zachęcająco, a na takie z miłości miała małe szanse. Czy więc stara panna z kotami i psami brzmiała tak zupełnie źle?
- Wejdźcie, ogrzejcie się i zaraz pomyślimy nad imieniem. - Powiedziała, zamykając za nimi drzwi, żeby nie wpuszczać do ciepłego domu chłodu. - Napijesz się czegoś ciepłego? A może byś coś zjadł? Szykuje właśnie chleb z powidłami. Mam też ciepłe mleko. - Powiedziała, wyciągając dłoń, żeby mały kot mógł ją powąchać. - Czy myślisz, że napiłby się śmietanki? - Zapytała jednocześnie podekscytowana, jak i zmartwiona, że tak mało wie o kotach.


Suddenly,
I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Aurora Sprout
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia - Page 2 D836eb438dea1946dc5bb9dd21fef622
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout#328488
Re: Kuchnia [odnośnik]04.01.22 20:55
To było zdecydowanie zbyt wcześnie, a może za późno, bo czymże była ta normalność? Istniało coś takiego jeszcze? Czy można było wrócić do czegoś, co się zgubiło gdzieś pomiędzy myślami i strachem? Cillian nie myślał już o tym w takich kategoriach - do niektórych rzeczy nie wróci już nigdy, nie pokona swoich traum, patrząc wstecz, tylko w przyszłość - widział ją inną, ale wciąż przepięknie błękitną. Możliwe, że to tylko przez to, że się tak namiętnie wpatrywał w parę niebieskich niczym wiosenne niebo oczu.
Możliwe.
Nie potrafił się tu zamartwiać. Nie w tym domu, nie w otoczeniu ludzi, których kochał. Twarz spowitą miał więc wciąż ciepłym uśmiechem. Nie musiała mówić, że tęskniła. Wiedział to, bo znał ją i też tęsknił. I coraz częściej zastanawiał się, czy jeszcze tu kiedyś wróci. Czy dane mu będzie to jutro, o które walczyli, czy spotka tylko tych, dla których tak się starał?
- I ciebie.
Zawtórował jej, na krótki moment przykładając czoło do jej czoła. Z zamkniętymi oczami, zawieszony na kilka piekielnie długich sekund, nie dał jej odejść, jakby się chciał wpierw upoić jej bliskością.
- Jest tak zimno, że nawet piekło musiało zamarznąć - przyznał wreszcie, odsuwając od niej zarówno siebie, jak i spojrzenie, skupione teraz na wnętrzu domostwa. - I przez ten wiatr leciałem tutaj zdecydowanie zbyt długo... chciałem na to ponarzekać, ale jak już wszedłem do środka, to zdążyłem o połowie tej niedoli zapomnieć. Wszystko pewnie zniknie najpóźniej wtedy, jak skończę wypowiadać to zdanie. - Powiedziawszy to, wzruszył ramionami z wyraźnym rozbawieniem. - Herbaty jednak nie odmówię. - Bo się rozgrzać chciał, może nawet musiał. Potworny ziąb, a wszyscy mówili, że im dalej w zimę, tym gorzej z tym wszystkim będzie. Dobrze, że byli czarodziejami, bo by się inaczej musiał zastanawiać, jak on na Boga ma zdążyć z wysuszeniem wszystkim Moorom niedzielnego prania, zanim to zamarznie na raszce.
- Napiłby się pewnie czegokolwiek, tylko... - zapomniał wspomnieć - uważaj, bo on naprawdę mocno drapie. - To mówiąc, zademonstrował Aurorze dosyć pokaźne rozcięcie wzdłuż swojej lewej ręki. O pociętych od świąt plecach nie wspomniał. - Ale w sumie to Aidan mówił, że ten skurczybyk drapie tylko mnie. Niedługo przekonamy się, jak jest naprawdę.


no beauty shines brighter
than a good heart
Cillian Moore
Zawód : Wygnany powieściopisarz, chwyta się prac dorywczych
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Chodźmy nad wodę
Na Twoich kolanach zasnę
Wymyślę więcej dobrych wierszy
OPCM : 20
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia - Page 2 C511aabdf597b22fa48d7610e8ae258d
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9648-cillian-moore https://www.morsmordre.net/t9664-aslan#293571 https://www.morsmordre.net/t9665-pisarzyna#293576 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t9741-skrytka-bankowa-nr-2207#295617 https://www.morsmordre.net/t9666-cillian-moore#293577
Re: Kuchnia [odnośnik]17.01.22 21:28
Ci, którzy nie patrzyli na czas, gdy szukali nadziei, mogli nie do końca rozumieć, jak wiele wody musi upłynąć w rzece, żeby zaszły trwałe zmiany. Nie chodziło nawet o to, że była narwana, bo samą naturę miała przecież spokojną, ale po prostu miała nadzieję, że to, co zdaje się dostrzegać na końcu, to światełko w tunelu, a nie jedynie odbijający się czyjś sztylet, wbijany w plecy w najmniej spodziewanym momencie.
I nawet nie chciała myśleć, że normalność jako taka już wcale nie istniała. Że nie da się wrócić do kiedyś, bo zbyt wiele ruin je przygniotło. Musiał istnieć jakiś sposób, żeby byli jeszcze szczęśliwi. Wszyscy. Prawda?
Może i mówić nie musiała, jednak bez powodu też nie rzucała słów na wiatr. Wolała się upewnić, że gdyby coś złego jej się przytrafiło, nikt nigdy nie miałby wątpliwości co do tego, co aktualnie czuła. Cillian powinien wiedzieć, że tęskniła, jakoby w stanie ciągłym. W szkole, lata temu, mogli widywać się do woli i ileż w zasadzie godzin spędzili na zwykłych rozmowach, które wtedy wydawały się poważne i dorosłe. I może na ich ówczesny wiek rzeczywiście takie były.
Teraz? Pomimo całej przepełniającej ją nadziei, bała się, że to właśnie ona padnie ofiarą własnej głupoty, która zaprowadzi ją w złe miejsce, a przez to sprowadzi na nią śmierć. I jak wtedy przekazać miłość i tęsknotę, tym, którym by tego nie powiedziała?
Odetchnęła z ulgą, gdy poczuła ciężar jego czoła na swoim. Nieznacznie roztarła je na boki w przedziwnym poszukiwaniu bliskości. Tylko z nim tak potrafiła. Tylko on ją tak rozumiał.
- Czuję, żeś przemarzł do szpiku kości. - Wskazała mu wełniany koc ułożony zaraz przy palenisku. Zupełnie jakby czekał specjalnie na niego.
Wiatr dął za oknami, ale uszczelnione magią szyby nie wpuszczały go do środka. Tylko dźwięk zdradzał, że nie zanosiło się na spokój.
Machnęła różdżką w kierunku czajnika, żeby zagotować go szybciej, a zaraz potem z szafki wyleciała miseczka z fajansu, która zaczęła napełniać się śmietanką. Chyba był za mały, żeby dostać puszkę, którą dostała od Aresa z okazji świąt.
Dopiero wtedy spojrzała na jego wyciągniętą dłoń i lekko ściągnęła brwi. Wciąż trzymała w dłoniach różdżkę, ale nie chciała robić czegokolwiek bez jego woli.
- Uleczyć ci to? - Spytała, podchodząc bliżej i chwytając pokazaną dłoń. - No i skoro mowa o twoich braciach. Jak się czuje Volans? Kiedy ostatnio go widziałam, mierzył się z czarodziejskim katarem. - Czy powinna wspomnieć, że momentami jego brat przyglądał się jej w taki przedziwny sposób? Jakby dostrzegł ją dopiero po raz pierwszy? Nie. To pewnie jej się jedynie wydawało.


Suddenly,
I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Aurora Sprout
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Kuchnia - Page 2 D836eb438dea1946dc5bb9dd21fef622
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout#328488

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Kuchnia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach