Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Ogród

Go down 
Autor toWiadomość
Aurora Sprout
Aurora Sprout

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout
Zawód : Uzdrowiciel, Aptekarz
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
don't worry,
I understand.
who would really choose a daisy
in a field of roses?
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 10
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Ogród  773c9a67336dbb7ed731072b558a4846

Ogród  Empty
PisanieTemat: Ogród  [odnośnikOgród  I_icon_minitime28.02.21 21:11

Ogród

Ogród - opis wkrótce




I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Powrót do góry Go down
Aurora Sprout
Aurora Sprout

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout
Zawód : Uzdrowiciel, Aptekarz
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
don't worry,
I understand.
who would really choose a daisy
in a field of roses?
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 10
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Ogród  773c9a67336dbb7ed731072b558a4846

Ogród  Empty
PisanieTemat: Re: Ogród  [odnośnikOgród  I_icon_minitime28.04.21 18:26

17 października, wieczorem

Październikowy dzień miał się już ku końcowi, gdy Aurora po raz pierwszy usłyszała niespodziewany okrzyk. Spokojna ulica pociągnęła echem inkantacje zaklęcia.
W pierwszym momencie poczuła nieprzyjemny deszcz, który powędrował w dół jej kręgosłupa. Czy dotarli już tutaj? Czy chcieli skrzywdzić mieszkańców Doliny?
Ona akurat zajmowała się doglądaniem pokaźnych dyń, które były chlubą rodziny Sprout. Nikt nie miał do nich takiej ręki jak członkowie tej rodziny. Oczywiście sekret takich, a nie innych rezultatów, był ściśle strzeżony, chociaż wcale nie tak trudny do odgadnięcia. Czasem najprostsze rozwiązania były najlepsze.
Podniosła się momentalnie z klęczek, nerwowym ruchem strzepując ziemię z dłoni i kolan. Rozejrzała się, przypominając pewnie teraz zająca lub sarnę, które trzask gałęzi odciągnął od pasienia się.
Gotowa była rzucić się w stronę domu. Niewiele ludzi wiedziało o tym, ale pobyt w Irlandii, czy raczej powód powrotu, sprawił, że Aurora nieco straciła z tej swojej nieporadnej niewinności. Miała przygotowany bagaż, gdzie umieściła część rzeczy dla siebie i rodziców, gotowa uciekać razem z nimi gdziekolwiek. Nic nie było ważniejsze niż bezpieczeństwo najbliższych. Nie sądziła, żeby znajomość z Lordem Carrow wyszła jej na dobre. Wręcz przeciwnie. Mogła napytać sobie nią biedy.
Kolejne zaklęcie…
Gdyby ktoś przyszedł tutaj napaść na mieszkańców Doliny, raczej nie zdecydowałby się na tak łagodne zaklęcia. Tak podpowiadała jej logika. Na wszelki wypadek jednak wycofała się do domu. W salonie zastała swoich rodziców, którzy ślęczeli nad kalendarzem upraw, które musieli zaplanować na ich niewielkim skrawku ziemi. To było ich ulubione zajęcie, a Aurora lubiła się temu przysłuchiwać, gdy próbowali przeliczyć dokładnie, jak najbardziej efektywnie wykorzystać trójpodział pola. Dzisiaj jednak niesione niepokojem nie mogła znaleźć sobie miejsca, raz po raz podchodząc do okna w kuchni, odchylając firankę.
- Wszystko w porządku Rorciu? - Głos pani Sprout zaskoczył ją, chociaż nie miał w sobie nic wrogiego, czy strasznego. No, może nie do końca… W ostatnich dniach Aurora zauważyła, że jej mama porusza się wolniej, mówi ciszej. Mniej je i krócej śpi… Martwiło ją to, ale nie wiedziała, jak podejść do tematu, co było dość ironiczne, bo jako uzdrowiciel, czy nawet aptekarz, powinna umieć takie rzeczy diagnozować. Próbowała, na razie porozmawiać z ojcem, ale ten powiedział, że to tęsknota za bratem Aurory, który walczył, gdzieś tam, cholera wie gdzie. A na tęsknotę, niestety, wciąż nie wymyślono lekarstwa.
- Wszystko dobrze mamuś… - Powiedziała czule do tych pięknych, kochających oczu. - Weszłam na chwilę napić się, odpocząć. Zaraz skończę ostatnią grządkę. - Wyjaśniła, bo pomimo wyglądania przez okno, na szczęście, nic groźnego nie nadchodziło. A nie chciała jej niepotrzebnie martwić.
I rzeczywiście — upiwszy szklankę wody, Aurora wyszła ponownie na ogród, zmierzając prosto do ostatniej grządki z dyniami. Ostatnie kwiaty tego roku, nieco ginęły w październikowym deszczu liści. Aurora lubiła tę porę roku. Mokra skopana ziemia, pachniała opadłymi liśćmi. Lekko mżyło, co sprawiło, że dziewczyna cieszyła się z tego, że miała zarzucony sweterek — osuszy go później przy opalanym drewnem piecu. Teraz jednak schyliła się, by zerwać kilka mniejszych chwastów — mogła zrobić to zaklęciem, ale nie dawało to jej takiej satysfakcji. Kilka kolejnych kropel spadło na jej nos, podnosząc równocześnie jej spojrzenie, w samą porę, by natrafić na rudą czuprynę.
Teoretycznie, w Anglii nie było lwów. Jednak tak różna była teoria od praktyki, bo przecież każdy Gryfon był w jakimś stopniu lwem, ale jednak takiego, z taką grzywą nie sposób było pomylić z kimkolwiek innym.
Poczuła, jak serce na krótką chwilę jej zamiera. Nie widziała go już od lat, a teraz mijał biały płot jej domu, być może nieświadom, że i ona tutaj była. Nożyk, który trzymała pomiędzy wargami, spowolnił ją na chwilę. Miała nim co przycinać co bardziej uparte kłącza, ale teraz przecież nie chciała ucinać, a splątywać. Wypuściła więc go z ust i ponownie tego dnia zerwała się na równe nogi.
- Urien! - Zawołała, najpewniej nieco zbyt entuzjastycznie, ciut zbyt głośno.
Był duchem dawnych lat, wspomnieniem dobrych dni. Jego włosy lisim futrem, złotem zachodzącego słońca z czasów, gdy myślała, że ona może uleczyć cały świat. - Urienie Weasley! Zaczekaj! - Skrzypnęła biała furtka, a Aurora Sprout pędem ruszyła w stronę niespodziewanego spotkania.




I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Powrót do góry Go down
Reggie Weasley
Reggie Weasley

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f156-doki-pont-street-37-4 https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Zawód : co się nawinie pod rękę
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : 21
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Metamorfomag

Ogród  Empty
PisanieTemat: Re: Ogród  [odnośnikOgród  I_icon_minitime30.04.21 8:46

Nie sądził, że byli głośni - wręcz przeciwnie, przecież Stevie jasno powiedział to i tamto o przeniesieniu się do ogrodu, gdzie mogliby śmiało poćwiczyć, a może nawet pobawić się magią w dobrym tonie na tyłach domu. Próbował przez chwilę zapomnieć, nawet dać Trixie możliwość poćwiczenia zaklęć, samemu ciesząc się z jej uśmiechu. Coraz rzadziej widywał uśmiechnięte osoby, bo te wszystkie pijane gęby z portu chyba nie mogły się liczyć jako ludzie zadowoleni, czy nie miał racji? Przecież nic nie mogło wiecznie trwać, a szczęście było zwykle ulotne i dość mocno ograniczone, więc jaki sens starać się patrzeć na te podziały i... za daleko. Zwyczajnie cieszył się szczęściem znajomej osoby, którą chyba nawet mógłby nazwać bliską, gdyby nie fakt swojego dość zmiennego życia i twarzy. Przybywając w znajome strony, pozostawiał portową tożsamość za plecami, w pełni pozwalając sobie na zapomnienie o tym, że faktycznie sprawy miały się różnie, niezależnie jak bardzo chciał, aby wszystko szło dobrym torem.
Żegnając się z przyszywanym wujkiem oraz kuzynką i dziękując za gościnę, skierował się w stronę punktu aportacyjnego, skąd mógł śmiało wrócić do Ottery St. Catchpole, gdzie miał spędzić kolejną noc. Dziwnie było wracać tam, gdzie wszystko było takie samo, ale wciąż wyczuwalne inaczej. Nadal nie do końca potrafił pogodzić się z tymi wszystkimi zmianami, więc we wzroku zwykle czaiły się jakieś smutki, które próbował odpędzić przy rodzicach, a nawet tutaj, gdzie wojna wydawała się mieć jakieś poboczne znaczenie. Dobrze byłoby tu żyć, ale zawsze pojawiało się to przeklęte ale.
Mżawka pomagała w myśleniu, a raczej nie odbieganiu zbytnio myślami od miejsca, w którym się znajdował. Wędrując, patrzył raczej przed siebie, choć cały czas był gotów na wyciągnięcie różdżki i atak, to obrazem przypominał sobie wszystkie młodzieńcze lata, kiedy życie wydawało się tak proste, choć wciąż chyba było? Tutaj dom kilku spośród Dippet'ów, tam niezniszczalna Pani Montgomery, a obok nawet znalazło się domostwo rodziny Sprout, skąd wciąż pamięta lecznicze zastosowania eukaliptusa! To takie zielone, podłużne i małe zdecydowanie było eukaliptusem, prawda? A może to jednak aloes? Debatując nad odpowiednią nazwą, złapał się na tym, że ktoś zawołał go po imieniu, tym prawdziwym imieniu. Zdezorientowany spojrzał w kierunku źródła głosu, nawet nie próbując złapać za drewno o magicznych właściwościach z tego szoku, który widoczny był również na jego twarzy. Dopiero po chwili załapał, kogóż jego oczy ujrzały i mógłby sobie rękę dać uciąć, że jeszcze bardziej wypiękniała!
- Aurora! - odkrzyknął z uśmiechem, bo ileż by dał za większą ilość takich wspaniałych spotkań z tymi przyjemnymi chwilami z przeszłości, nawet jeśli nie najczystszymi i zdrowymi, to wciąż mniej problematycznymi niż teraz. - Kopę lat! - ucieszył się, podchodząc z otwartymi ramionami, choć mimo wszystko zawahał się, czas robił swoje, a on nie miał zamiaru się narzucać, nigdy. Widział zmiany, choć nie był w stanie ich jakoś dookreślić, czy było to coś w oczach, policzkach, szyi, a może całej sylwetce? Z bliska widział mokre krople na jej twarzy, sam z pewnością też pozwolił swoim długim, skręconym lokom na jeszcze większe przesiąknięcie mżawką, która spowodowała jeszcze większe napuszenie rudego włosia. Nie zwracał na to uwagi, nie kiedy pojawiała się kolejna postać gotowa porwać go w przyjazne odmęty nie tak strasznej przeszłości. - Opowiadaj! - krótkie komunikaty wydawały się jedynym, co był w stanie z siebie wykrzesać, jakby widok jasnowłosej odebrał mu mowę i w sumie trochę tak było, bo któż nie cieszy się z widoku dawnych dobrych znajomych? Co tam powoli łapiące zimno, kiedy można nacieszyć się kolejnym promykiem słońca! - Znaczy... jeśli chcesz. - zawstydził się nagle tym nadmiarem siebie, jakby go nie było dość dużo. Dodatkowo nie chciał wpędzać jej w poczucie przymusu, nigdy nie zmuszał.




Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Powrót do góry Go down
Aurora Sprout
Aurora Sprout

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout
Zawód : Uzdrowiciel, Aptekarz
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
don't worry,
I understand.
who would really choose a daisy
in a field of roses?
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 10
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Ogród  773c9a67336dbb7ed731072b558a4846

Ogród  Empty
PisanieTemat: Re: Ogród  [odnośnikOgród  I_icon_minitime23.05.21 2:22

Aurora nie raz zastanawiała się, jak straszne czasy nastały, że czarodziej gotowy był wyciągnąć różdżkę na zawołanie, a żeby wykrzesać z siebie uśmiech, potrzeba było wysiłku niemal całej twarzy. Niektórzy ludzie jednak byli promieniami jesiennego słońca, na którego widok rozświetlało się uśmiechem, jak na najpiękniejsze widoki.
Do takich ludzi, chociaż może zupełnie nieświadomie zaliczał się Urien. Trudno Aurorze było nawet określić, dlaczego w jej głowie jawił się on jako jeden z najcieplej wspominanych chłopaków ze szkoły. Aurora miała szczęście (lub też nie) nie być do końca wykluczana z grona czarodziejów o szlachetnej krwi. I niby była przez nich akceptowana, ale te kilka pokoleń czystej krwi zawsze wydawało się dla niektórych z nich za mało. Ale nie dla Uriena. On nie dość, że traktował ją jak równą sobie. Był dobrym człowiekiem, a przynajmniej tak jawił się w jej oczach.
Nic więc dziwnego, że tak bardzo ucieszyła się na jego widok. Że tak bardzo zapragnęła poczuć tego ciepła, które od niego czuła, nawet jeśli roiła sobie jedynie to swojej głowie.
Widząc, jak rozkłada ku niej ramiona, nawet chwili się nie wahała, zupełnie niepomna na to, że ktoś mógłby zobaczyć, że ktoś mógłby śledzić jej kroki. Ba! Nawet jego zmieszania po chwili zdawała się nie dostrzegać, gdy przywarła do niego w tęsknym uścisku, jakby witała brata. Jej dłonie splotły się na krótką chwilę pod jego łopatkami, a na policzku poczuła materiał jego odzienia.
- Urien! Tak dobrze cię widzieć! - Wymamrotała gdzieś w przestrzeń pomiędzy własnymi wzburzonymi biegiem włosami, a jego ramieniem.
Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że być może wyciska z biedaka właśnie ostatnie tchnienia. Odsunęła się więc na długość ramion i wzrokiem dotknęła twarzy. Biła z niej swoista duma, jakby właśnie była matką, która zobaczyła swoistego pierworodnego, który kończy Hogwart z wyróżnieniem.
- Wyrosłeś! - Dorzuciła jakby dla podtrzymania tego efektu. Poczuła też wreszcie na swojej twarzy deszcz, który z każdym jej słowem przybierał na sile. - Może przejdziemy pod ogrodową altankę? Przywołam herbatę na rozgrzanie. Albo przysiądziemy na ganku? - Ostatnie czego chciała, to żeby chłopak, czy może raczej mężczyzna, się zaziębił.
Była jednak pewna, że pani Sprout miała na sobie podomkę i jeszcze długo wypominałaby Aurorze, gdyby zaprosiła gościa, a ona byłaby tak nieprzygotowana. Stąd właśnie kuchnia odpadała.
- Och… opowiadaj, to bardzo szeroka prośba. Ale chcę ci powiedzieć! Oczywiście, że tak! Zawsze jednak miałam problem z zaczynaniem… Łatwiej powtórzyć mi po samej sobie, niż powiedzieć coś nowego. - Zmieszała się, bo oczywiście, że nie miała nic przeciwko snuciu opowieści, ale musiała bardzo uważnie przebierać w słowach. Nie chciała nikomu dokładać zmartwień, a opowieść o złamanym sercu, była niestety bardzo żałosna i w całości z jej winy. Nie mogła przecież mieć do nikogo pretensji, że uwierzyła w słowa Lorda, że niby na zawsze i że niby oni przeciwko całemu światu.
Takie gąski jak ona, istniały od zawsze i zawsze będą. Dlatego chyba lepiej skupić się na tym, co nie przytrafia się każdemu.
- Udało mi się zwiedzić każdy z ważniejszych punktów, o którym uczyliśmy się na Historii Magii, jeśli chodzi o przeszłość eliksirów w Anglii, Szkocji, Walii, czy Irlandii. - Powiedziała z dumą, prowadząc go do ogródka. No bo przecież nie przyjmowała odmowy. Nie mógł zmoknąć. A w najgorszym wypadku sypialni gościnnych mieli aż dwie. - Na dodatek dorobiłam się psa. Jest co prawda wielkości małego niedźwiedzia, ale zupełnie niegroźny. - Powiedziała, uśmiechając się do niego zupełnie szczerze i wciąż z tym samym uwielbieniem do dawnych dni wymalowanym na twarzy. - Ale powiedz… co u ciebie? Co robisz w Dolinie? - Wskazała mu ławkę, gdzie stara zielona farba łuszczyła się z oparcia, ale ktoś przezornie na siedzisku rozłożył wygodne poduszki. - Jeśli bardzo się spieszysz, to mogę zrobić tylko krótkie przesłuchanie, ale herbaty nie możesz odmówić… - Powiedziała, próbując groźnie zmrużyć brwi. Wyszło jednak bardziej zabawnie, niźli wzbudziło strach.




I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Powrót do góry Go down
Reggie Weasley
Reggie Weasley

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8733-regi-weasley https://www.morsmordre.net/t9176-poczta-uriena#278014 https://www.morsmordre.net/t9054-moze-mnie-kojarzysz#272989 https://www.morsmordre.net/f156-doki-pont-street-37-4 https://www.morsmordre.net/t9072-skrytka-bankowa-2069#273565 https://www.morsmordre.net/t9055-u-r-weasley#273095
Zawód : co się nawinie pod rękę
Wiek : 28
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
... here we go again
OPCM : 21
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Metamorfomag

Ogród  Empty
PisanieTemat: Re: Ogród  [odnośnikOgród  I_icon_minitime06.06.21 18:41

Dobrze wiedział, że nie powinien przejmować się tym, że czas faktycznie zmieni wszystkie znajome twarze, a raczej ich charakter o sto osiemdziesiąt stopni, jednak nie był w stanie pozbyć się tego strachu. Wszystko było inne, nawet te chwasty, które przecież kojarzył z ogródka rodziny Sprout. Nigdy nie zdołał zrozumieć całej tej fascynacji, która szerzyła się pośród zafascynowanych ogrodników. Na szczęście nikt nigdy tego nie wymagał, oczywiście poza szkołą, gdzie zawsze znalazł się ktoś chętny pomóc rudemu, piegowatemu berbeciowi, który zwracał uwagę tylko na kłopoty i Quidditch. Nie wyróżniał się z tłumu, bo przecież kto w tamtym czasie nie uwielbiał tego sportu? Wydawało się, że życie tętniło tylko i wyłącznie od meczu do meczu, a to nigdy nie było po drodze z zajęciami! Dzięki temu znajomości łapało się niemalże w trymiga! Aurorę poznał w nieco inny sposób.
Mimo wszystko dobrze było wiedzieć, że miewa się dobrze, a przynajmniej takie odnosił wrażenie, kiedy widział jej tryskającą energię i znaczny wzrost endorfin. Cieszył się równie mocno, bo przecież każdy żywy znajomy był niczym więcej jak potężnym odsapnięciem dla zmartwionego umysłu. Dookoła działo się tak wiele okropieństw, jego własna rodzina przeżywała zaginięcia i śmierci, dlatego wiedział, jak niepożądany był kogokolwiek zgon. Nigdy nie przyszłoby mu do głowy, że wszystko zawdzięczali Ministerstwu, organowi, w który tak głęboko wierzył i działał na jego korzyść. Państwu, które przecież było mu drogie. Wszystko mogło się zmienić tak szybko…
- Wyjęłaś mi to z ust. – stwierdził nieco pokrzepiony myślą, że wciąż go lubiła. Nie podejrzewałby, żeby mógł sobie zaskarbić jakąś przykrością w jej oczach, a jednak było w tym coś komfortowego, kiedy o tym pomyślał dłużej. – Również dobrze cię widzieć. – dopowiedział, w razie, gdyby nie wiedziała, o cóż takiego mu chodziło, bo przecież prosty z niego był chłopak i też lubił gadać.
Uśmiechał się do niej, kiedy mu się przyglądała, jakby badając, czy zmieniło się wszystko, czy kompletnie nic. Lekko prychnął z rozbawienia, gdy stwierdziła pewną oczywistość, której sam nie był do końca pewien, bo przecież jemu zdawało się, że cały czas jest tego samego wzrostu! Cóż innego mogłoby oznaczać to jakże proste słowo.
- Ty również wyrosłaś! – zauważył szybko, bo przecież niemalże dwa lata braku spotkań powodował, że każda drobna zmiana wydawała się wręcz kolosalna. Szczególnie we wzroście! – Jasne, prowadź. – przytaknął, kiwając głową w geście akceptacji, bo przecież nie miał zamiaru jej pozwalać moknąć, cieszył się, że też doszła do tego wniosku. Jego długie, rude włosy nabierały coraz to większego wyprostu od wody, toteż przy każdym ruchu twarzą wyglądał na przemoczonego psiaka z oklapniętymi uszami. Jego szeroko otwarte, błyszczące tęczówki żywo wpatrywały się w Aurorę, próbując nacieszyć oczy.
- Hej, jeśli chcesz, to mogę posłuchać jeszcze raz jednej z jakichś historii szkolnych. – zapewnił ją z przyjaznymi nutami w głosie, bo przecież nie wszystko toczyło się tylko wokół tego, co przegapił w jej życiu. Nie miał pojęcia o miłosnych zawodach, chyba nawet nie byłby w stanie jej pomóc, a jedynie poprosić o nazwisko i imię postaci, której uprzykrzyłby życie pod nagłym impulsem chęci wbicia komuś pięści w twarz. Przecież nie wolno było bawić się z nikogo uczuciami, mama mówiła, że to bardzo niegrzeczne i z biegiem czasu zaczął zauważać, jak wiele było w tym prawdy.
- Mam tylko nadzieję, że Twoja wycieczka nie była kompletną nudą. – stwierdził dosyć szczerze, zaraz próbując naprawić swoją gafę. Czasem potrafił tak rzucić jakąś bombą bez zastanowienia. – Znaczy, bo wiesz… chodzi mi oczywiście o tą Historię Magii! – wyjaśnił szybciutko. – Nie wiem, jak można nie zasypiać na tym przedmiocie! Podziwiam, że cokolwiek z tego zapamiętałaś. – posłał w jej kierunku szczery uśmiech, bo przecież była to prawda. Zamiast jednak dalej skupiać się na tym temacie, zaczął rozglądać się w poszukiwaniu małej bestii. Nie był wielkim fanatykiem zwierząt, ale lubił ich towarzystwo, szczególnie tych, które mógł wytarmosić za uchem i trochę się z nimi pobawić. – Niedźwiedzia?! – zdziwił się, bo przecież to wydawało się dosyć niemożliwe! Próbował wyłapać wzrokiem ruch gdzieś przed sobą, bo któż wie, czy nie czaił się gdzieś pomiędzy grządkami. Miał nadzieję, że zwierzak go polubi. W końcu jej pytanie oderwało go od poszukiwań. Uśmiech jakby trochę przygasł, bo przecież nie miał sensu przed nikim grać, nie w swojej postaci, bo po co? – Ach, nic szczególnego. Wróciłem do Anglii po wyjeździe, wyleciałem z roboty i teraz tak się pałętam. Byłem przed chwilą poćwiczyć z Trixie, wiesz, jakie z niej ziółko. – ucieszył się przy końcu, bo przecież dobrze było widzieć tę energię u dziewczyny. – Ostatnio trochę częściej tutaj bywam, to w końcu blisko Devon. – stwierdził, siadając na ławce, a raczej jednej z poduszek, obrócony był w stronę Aurory. – Powiem, co tylko zechcesz, tylko daj herbatę! – odpowiedział przekornie, jak ten nastolatek w szkole, choć wtedy przecież gorące napoje nie smakowały tak dobrze, jak dziś. Może poza kakao. Nawet podniósł ręce w geście poddaństwa. – Chociaż chyba lepiej skupić się na tym, co teraz. – zaproponował jej, uśmiechając się dosyć nieporadnie, nie był najlepszym mówcą.




Serce mnie bije
Dusza zapije

Żyję

Powrót do góry Go down
Aurora Sprout
Aurora Sprout

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout
Zawód : Uzdrowiciel, Aptekarz
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
don't worry,
I understand.
who would really choose a daisy
in a field of roses?
OPCM : 10
UROKI : 0
ELIKSIRY : 15
LECZENIE : 10
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Ogród  773c9a67336dbb7ed731072b558a4846

Ogród  Empty
PisanieTemat: Re: Ogród  [odnośnikOgród  I_icon_minitime11.06.21 23:53

Rodzinę Sprout szczęśliwie ominęły tragiczne losy innych rodów. Niemal zupełnie przeprawiali się przez wojnę. Do uszu Aurory nie dotarła bowiem wciąż wieść o śmierci dalekiej kuzynki imieniem Pomona. Rodzina nie chciała jej martwić — nie tylko jednak w tej kwestii. Z pozoru idealna rodzina ogrodników sprawiała, że każdy miał swoje mniejsze lub większe tajemnice, które miały pozostać skryte starannie. Zapewne do czasu, bo przecież oliwa sprawiedliwa zawsze na wierzch wypływa i wszystkie tajemnice będą musiały być ujawnione.
Na razie, jak zawsze pozostawiona gdzieś nieco z boku, żyła zupełnie nieświadomie o dotkliwych okropnościach wojny. Znaczy no… Wiedziała, że się toczy, wiedziała, że jest zła — nie odczuła jedynie bezpośredniego impaktu.
Zaskarbić sobie niechęć Aurory było o wiele trudniej niż jej sympatię. Wiele razy już słyszała, że jej największym problemem było to, że zbytnio się angażowała, za bardzo lubiła, zbyt łatwo puszczała w niepamięć wszelkie waśnie. Chociaż może niepamięć w jej przypadku nie była odpowiednim określeniem — bo pamiętała wszystko, ale nie brała ich pod uwagę. Inaczej rzecz jasna sprawa by się miała, gdyby ktoś skrzywdził jej najbliższych. Łagodna panna Sprout gotowa była wejść w tryb bojowy i stanowić zagrożenie dla zdrowia. A przynajmniej tak chciała myśleć, bo do tej pory zaledwie raz musiała postawić się w takiej sytuacji. I miała nadzieję, że nie prędko stanie się to ponownie.
I chociaż ich słowa, że miło cię widzieć, niektórzy mogli uważać za zwykłą kurtuazję, Aurora naprawdę tak czuła.
- Chyba jedynie w biodrach… - Odparowała, oczywiście uważając, że wzrostu jej nie przybyło. Podobnie jak on z resztą. U siebie nigdy nie widzi się zachodzących zmian, za to nawet najmniejsze widząc u dawnych znajomych.
Zaprosiła go więc gestem, by postąpił w głąb ogrodu. Późnojesienne rośliny pyszniły się ciemną zielenią w strugach coraz mocniejszego deszczu.
Ale właśnie ona wolała również dzielić się szczęśliwymi momentami, niż tymi, które ostatecznie sprowadziły ją ponownie do Anglii. Oczywiście starała się czerpać z tego możliwie najwięcej korzyści, ale trudno patrzeć pozytywnie w przyszłość, gdy wciąż do końca, nie było się rozliczonym z przeszłością.
- Skoro taki chętny z ciebie słuchacz, to czy opowiadałam ci kiedyś o tym, jak byłam przekonana, że Wywar Żywej Śmierci może uczynić z ciebie ducha, ale da się to odwrócić antidotum? - Powiedziała, zerkając na niego przez ramię, a potem wskazując, by wszedł do altanki. Nie zaciągało tutaj, nie padało. Brakowało jeszcze ciepłego napoju, który przywołała zaklęciem. Zaraz się rozgrzeją, ale dla pewności ściągnęła jeszcze koc, żeby mógł się ogrzać.
- Spokojnie… Wiem, że jestem dziwna. To nie nowość. - Wielu ludzi miało trudność w określaniu jej jako innej, jakby to było coś złego. Jej zupełnie nie przeszkadzało, no i cóż — zupełnie nie czuła się winna. Nie byłaby sobą, gdy byłaby inna, czy jakoś tak.
Zaśmiała się z jego zaskoczenia, bo ostatecznie jej mogło się wydawać, że pies jest całkiem spory — sama była raczej przeciętnego wzrostu, ale gdy siedziała, to pies był jej niemal równy. Stąd może porównanie?
- Mogę go zawołać, jeśli chcesz. Jest bardzo łagodny. - Wiedziała, że niektórzy boją się nawet najłagodniejszych psiaków, a ona nie zamierzała dokładać mu stresu.
Słysząc, że odwiedził Trixie, uśmiechnęła się nieco szerzej. Może tych dwoje łączyło coś więcej? Dawno temu z miejsca by zadała odpowiednie, czy raczej nieodpowiednie pytanie, ale teraz, po latach spędzonych w towarzystwie lorda, wiedziała, że czasem swoją bezpośredniość należy hamować.
- Och tak. Trixie to zawsze było wszędzie pełno. Czasem mam wrażenie, że jak tylko będę przechodzić koło ich domu, to za moment oberwę pomidorem. A przecież od ostatniej wojny na jedzenie minęła ponad dekada. - Z pewnością nawet więcej, ale w sumie, po co sobie przypominać ile się ma lat, a jak mało się osiągnęło. Zdecydowanie wolała się skupić na tym, że coś w jego życiu poszło nie tak. Nie, żeby jego krzywda, go cieszyła, ale po prostu skoro coś jej zepsute, to jej charakter kazał jej to naprawić.
- Za co cię wyrzucili? - Spytała, nalewając mu wreszcie gorącego napoju. - Chociaż może powinnam najpierw spytać, skąd… Mam wrażenie, że połowa wiedzy, jaką miałam, uleciała mi z głowy. - Spróbowała się uśmiechnąć, ale utrata pracy, wcale nie była lekkim tematem.
- A może… - Zawahała się przez chwilę. - Do herbatki chcesz Portera? Ja w sumie nie pijam zbyt często, ale jeśli chcesz, to może na takie tematy wolisz coś z procentami? - Posłała mu spojrzenie. Miło było mieć go obok. Może komuś na tym bożym świecie się przyda. Nawet jeśli nie fizyczną pomocą, to może chociaż rozmową?




I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Powrót do góry Go down
 

Ogród

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Mieszkania :: Pozostałe miejsca :: Dolina Godryka, Wrzosowisko-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21