Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Leśna droga
AutorWiadomość
Leśna droga [odnośnik]28.02.21 23:30
First topic message reminder :

Leśna droga

Tam gdzie kończy się asfalt, a zaczyna las. To tutaj udają się wszyscy mieszkańcy Doliny Godryka, gdy na drzewach żółknieją liście. Las, do którego prowadzi droga jest zawsze bardzo oblegany przez czarodziejów trudzących się w zbieractwie i łowiectwie. Miejsce to kryje wiele niezwykłych gatunków roślin, jest też domem dla wielu dziko żyjących zwierząt. Czarodzieje mieszkający na skraju tego lasu z niepocieszeniem patrzą jak kolejne tłumy ludzi wędruje przez ich las. Mieszkańcy centralnej części Doliny Godryka nazywają tych ze skraju lasu odludkami i często przestrzegają przyjezdnych przed ich nieprzewidywalnymi zachowaniami.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Leśna droga - Page 6 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Leśna droga [odnośnik]20.07.22 18:10
Czas płynął tu inaczej, a jednak ich wszystkich dotyczyło to samo. Wszyscy budzili się z tym samym niepokojem, z dreszczem niepewności przebiegającym po kręgosłupie nim jeszcze stopa spotykała się z chłodną posadzką przy łóżku. Nie wiedziała czy to strach, niepewność, czy coś na kształt obsesji – ale gotowość (sama nie wiedziała na co) zdawała się na stałe wpisać w życie mieszkańców Doliny. I całej Anglii.
O wielu rzeczach się nie mówiło – nie trzeba było o nich mówić, kiedy namacalna rzeczywistość po raz kolejny dobijała się w postaci nieuchronnego losu. Pracy nie brakowało, bo kiedy pomogło się jednemu, na jego miejsce pojawiała się kolejna osoba, rodzina, czasem cała grupa osób. Dolina była względnie bezpieczna, choć ten stan ściągał też ludność pragnącą schronić się przed londyńską zawieruchą, coraz więcej osób prosiło o azyl, coraz więcej zatrudniało się w sklepikach, lokalach czy nawet w pracy na roli czy innych gospodarczych robotach. Bezpieczeństwo było wyzwalające, ale Beddow wiedziała, że taki stan nie będzie trwał wiecznie. Tym bardziej w obliczu pogłosek, które do niej docierały – plotki o tym co szerzyła stolica, zasłyszane słowa o rozbiciu Zakonu Feniksa, którym tak bardzo pasjonował się Peter. Najgorsze wiadomości mogły przyjść z dnia na dzień, uderzyć w drzwi w środku nocy lub dobić się nad ranem.
Gdzieś w tym wszystkim przebiegła krótka myśl, która łączyła Iana z takimi scenariuszami – był z tych, którzy tak jak ona, chcieli się tu ukryć, czy posłańcem niosącym złą wiadomość?
– Och, którym? Długo już tu jesteś? Dopiero dzisiaj mi powiedzieli, w piekarni, tam na dole placu, że się kręcisz po okolicy! – tutaj wieści rozchodziły się szybko, zwłaszcza w ostatnim czasie; każdy czegoś szukał, kogoś szukał, czekał na wiadomość lub wręcz przeciwnie, pragnął spokoju pozbawionego jakichkolwiek wieści i nowości. Sama również angażowała się w mniejszą i większą pomoc w poszczególnych domostwach, nie za pieniądze, a głównie z czystego poczucia obowiązku, chęci odwdzięczenia się za to, co inni jej ofiarowywali – Oj jest, ostatnio zawaliła się kładka nad stawem, niby samoistnie, choć wcale tak nie wyglądało, dziwna sytuacja – nie chciała podejrzewać niecnych zamiarów, nie chciała nawet myśleć, że to mogło być skutkiem jakiegoś wypadku czy pojedynku – Ja? Cóż... pomieszkuję – stwierdziła z nutą rozbawienia i wstydliwości. Wciąż trudno było jej zaakceptować fakt, że tak naprawdę nie potrafiła osiąść na stałe, nie znalazła domu. Ale nawet kiedy pojawiały się propozycje, wiedziała, że nie może się zatrzymać. Nie, póki nie znalazła Petera – Na wzgórzu, w Makówce, to taki piękny, kolorowy dom. Nie mój oczywiście... – wytłumaczyła po krótce, uśmiechając się zakłopotana – To długa historia, staram się łapać czego się da w okolicy, póki co. Wiesz, rozdzieliłam się z Peterem i... i trochę czekam, aż w końcu na nowo się znajdziemy, potem będę mieć jakiś plan – nie dodała już, że ten stan ciągnął się miesiącami, a jej zwyczajnie brakowało siły i nadziei, że ów plan wejdzie w życie. Starszy brat był jednak niezbędny do...czegokolwiek – Niekoniecznie, przyszłam do ciebie – odpowiedziała z rozbawieniem, wzruszając ramionami i po chwili wskazując dłonią okolicę – Ale ja mogę odprowadzić ciebie, gdziekolwiek musisz się wybrać.


czekam na wiatr co rozgoni ciemne skłębione zasłony;
stanę wtedy na raz ze słońcem
twarzą w twarz
Anne Beddow
Zawód : powsinoga
Wiek : 18
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
świat dziwny jest jak sen
a sen jak świat
OPCM : 9 +5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9261-anne-beddow#281746 https://www.morsmordre.net/t9589-listy-do-ani#291635 https://www.morsmordre.net/t9276-anne-with-an-e#282533 https://www.morsmordre.net/t9277-annie-beddow#282540
Re: Leśna droga [odnośnik]01.08.22 16:14
- W wiejskiej świetlicy i w Ruderze. W sumie od lutego, kiedy zbijaliśmy z wujostwem meble. Wiesz, te wszystkie prycze i szafki, sporo tego było, jak na tak krótki czas, ale wiesz, jakoś daliśmy radę. Sheridanowie w takich zadaniach, to zawsze dadzą radę - mówi szybko, ekscytując się od razu zdawaną relacją. - Nie jestem tu codziennie, mamy też inne zamówienia, a meble same się nie zrobią. Ale przylatuję do Doliny jak tylko mam okazję i proszę, oto jestem! - Sam nie zagłębia się w liczne plotki, mając głównie styczność z tymi biedakami, których znaleźli na wzgórzach Quantock. Może usłyszał gdzieś wspomnienie imienia Anne, ale nie sposób od razu skojarzyć wszystkich imion z twarzą. Zwłaszcza że od początku kwietnia bywa tu zdecydowanie rzadziej, przenosząc swoje siły i energię na Oddział Lotników. - Słyszałem o tym, ale nie było mnie tam. Nic się nikomu nie stało? - pyta w nawiązaniu do kładki. Nie ma tylu rąk ani czasu, by być we wszystkich miejscach na raz, choćby bardzo tego chciał. - Chyba wiem, gdzie to jest - zastanawia się na głos, gdy wspomina o Makówce. Te wszystkie domy w Dolinie mają tak specyficzne nazwy, że nie sposób ich wszystkich spamiętać, o zlokalizowaniu ich w okolicy nie wspominając. Na wzmiankę o Peterze przez twarz Smitha przemyka cień przestrachu. Rozłączanie się z najbliższą rodziną rzadko kiedy kończy się dobrze, choć sam stara się o tym nie myśleć, stale pozostawiając własną w Cork. - Rozumiem - ucina tylko i kiwa głową ze zrozumieniem. Choć bardzo kusi, nie chce pytać o szczegóły - nie teraz, gdy nie ma pewności czy nie przywoła tym negatywnych wspomnień, od których sam przecież próbuje stale uciekać. Bo o wielu rzeczach się nie mówiło - nie trzeba było o nich mówić.
- Do Irlandii stąd kawał drogi, nie porwałbym się na spacer - śmieje się, rozpinając zamek kurtki. - Ale jak będziesz chciała wpaść, to wezmę cię ze sobą. Tylko musisz się dobrze trzymać, bo nad wodą trochę wieje - kontynuuje z szerokim uśmiechem, choć wcale nie żartuje. Jest gotów, by wziąć ze sobą Beddow, jeśli ta tylko wyrazi taką chęć. Rzadko kiedy ma okazję, by zapraszać do siebie gości, a jeszcze rzadziej zaproszenie zostaje przyjęte, gdy pada hasło Cork w Irlandii. - Gorzej będzie z powrotem, krótka wyprawa to to nie jest, nie opłaca się tak tylko na chwilę, więc poważnie się zastanów. - Łypie na nią poważnie, sprawdzając, czy weźmie go na poważnie i od razu odmówi czy może zaśmieje się w głos, również odmawiając. Nie chcąc dopuścić do wygłupienia, śmieje się pierwszy, po czym kiwa głową w stronę ścieżki. - Skoro żadnemu z nas się nie spieszy, chodźmy tędy.
Rusza przed siebie, by zejść z polany i wkroczyć na leśną drogę. Zerka co rusz na Anne, nie mogąc wciąż uwierzyć, że to naprawdę ona i że mieszka tu, w Dolinie Godryka, gdzie z wolna zbierali się wszyscy jego bliscy znajomi. Nie był to najlepszy pomysł, zwłaszcza jeśli te czarne pierdy z Londynu zdecydują się ruszyć na zachód, ale nie chce teraz o tym myśleć i martwić się na zapas. Chce poruszyć jeszcze jakiś temat, wybrnąć z ciszy, która ewidentnie mu nie leży, ale zamiast tego sznuruje usta i w milczeniu unosi wzrok przed siebie.
Ian Smith
Zawód : stolarz, lotnik w oddziale łączności "Sowa"
Wiek : 18
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10 +2
UROKI : 4 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 2 +1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18
SPRAWNOŚĆ : 16
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t11168-ian-smith#343705 https://www.morsmordre.net/t11207-oisin#344724 https://www.morsmordre.net/t11210-ian-smith#344728 https://www.morsmordre.net/f422-irlandia-cork-maryborough-woods https://www.morsmordre.net/t11208-skrytka-bankowa-nr-2441#344725 https://www.morsmordre.net/t11209-ian-smith#344726
Re: Leśna droga [odnośnik]05.08.22 12:22
Dolina stała się destynacją nie tylko dla tych, którzy uciekali przed wojną chciwie zbierającą żniwo; ludzie szukali spokoju, wytchnienia od miejskiego zgiełku, szarości, kurzu i brudu. Chcieli mieć swoje miejsce, oazę, kąt, w którym panowała pewna harmonia, naturalny porządek. Małomiasteczkowość była urokliwa, a przy obecnych wydarzeniach doceniało ją coraz więcej mieszkańców Anglii. Nie dziwił więc fakt, że potrzeba było miejsca – domów, mieszkań, schronień, i wyposażenia dla tych miejsc. Meble codziennego użytku, przedmioty pomagające w zwyczajnym funkcjonowaniu – nie myślało się nad tym od razu, a wciąż tak wielu brakowało łóżka, koca czy czajnika by móc wypić herbatę.
Słyszała coś tam o wzgórzach Quantock, o ludziach, którzy poszukiwali nowego startu i pomocy – i oto znajdowali; kiedy Ian wspominał o tworzeniu mebli, nie potrafiła pohamować uśmiechu. Nie musiał tutaj latać, a jednak to robił. W tym wszystkim było jakieś przyjemne ciepło, które finalnie pozwalało im wszystkim przetrwać w ponurej codzienności.
– Nie nie, wszystko w porządku. To naprawdę świetne, że wszyscy tutaj są dla siebie tak otwarci – nie znała tego w londyńskiej rzeczywistości, tam mieszkańcy zwykle zajmowali się własnymi sprawami; jeszcze przed wojną zwykle chodzili z nosami wciśniętymi w płowe gazety, przesiadywali na ławkach z papierosem i smętną miną. Dolina Godryka była zupełnie inna.
Uśmiechnęła się, dość blado, choć z całą starannością, kiedy krótko podsumował kwestie Petera – to zawsze był swego rodzaju drażliwy temat; jedni ją zachęcali, inni próbowali odwieźć od pomysłu nieustannych poszukiwań i starali się wyperswadować, że powinna iść do przodu, zacząć żyć bez niego – ale to wydawało się zwyczajnie niemożliwe.
– Ale że aż do Irlandii? – powtórzyła za nim, kiedy zaproponował jej podróż do miejsca, w którym mieszkał. Już teraz, zaraz? Na miotle? Nieco zbita z tropu zamrugała kilkukrotnie, nie przestając się jednak uśmiechać – Jak to miałoby być na dłużej, musiałabym się spakować... – stwierdziła, po części jednak nieco żartując, głównie ze względu na fakt, że nie miała zbytnio dużo rzeczy. Mówił poważnie, z tą podróżą?
– Jaka tam jest teraz pogoda? – było chyba zimniej niż w Anglii? Tak przynajmniej się jej wydawało. Wciąż nieco roześmiana ruszyła wzdłuż drogi u jego boku.
Szli wśród wysokich drzew i niskich krzewów, raz po raz słysząc świergot ptaków, innym razem szelest poruszanych wiatrem liści. Kiedy cisza trwała już nieco dłużej, westchnęła cicho.
– Powinnam być teraz w szkole, na ostatnim roku. Ale nie wróciłam do Hogwartu – wyznała w końcu, zupełnie jakby to siedziało jej niewygodnie gdzieś w środku. Chyba już pogodziła się z faktem, że nie zdobędzie wykształcenia, że nie podejdzie do egzaminów – ale jakaś odrobinę bolesna myśl wyrywała się na przód – Peter zniknął w zeszłe lato, od tego czasu go nie ma. Działa w Zakonie – jemu mogła powiedzieć prawdę, nawet jeśli okruch zdrady Frances wisiał jeszcze gdzieś w jej świadomości; Ian nie mógłby jej wykorzystać w taki sposób – Nie mogłam wrócić, muszę go znaleźć.


czekam na wiatr co rozgoni ciemne skłębione zasłony;
stanę wtedy na raz ze słońcem
twarzą w twarz
Anne Beddow
Zawód : powsinoga
Wiek : 18
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
świat dziwny jest jak sen
a sen jak świat
OPCM : 9 +5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9261-anne-beddow#281746 https://www.morsmordre.net/t9589-listy-do-ani#291635 https://www.morsmordre.net/t9276-anne-with-an-e#282533 https://www.morsmordre.net/t9277-annie-beddow#282540

Strona 6 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Leśna droga
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach