Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Targ w Bridgwater
AutorWiadomość
Targ w Bridgwater [odnośnik]28.02.21 23:31
First topic message reminder :

Targ w Bridgwater

★★
Targ, który dawniej odbywał się w Bridgwater przyciągał do Somerset tłumy ludzi. Dla mieszkańców trwał on przez cały tydzień oferując swoim klientom wszystko co najlepsze, lecz wszyscy wiedzieli, że najwięcej najznakomitszych kupców zjeżdża się do Bridgwater w środę, a dzień ten zaczęto nazywać Świętem Dyszla. Wojna jednak zmieniła panującą tu od lat tradycję. Miejsce to stało się puste i choć nadal niektórzy z kupców rozstawiało tu swoje stragany, to były one znacznie uboższe. Choć Święto Dyszla przeszło już do historii, to ludzie nadal chętnie się tu gromadzili i to bez względu na dzień tygodnia.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:38, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Targ w Bridgwater - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Targ w Bridgwater [odnośnik]05.05.22 1:17
? IV 1958r


time to take off the mask

Łaskotało. To poczucie nerwowości chłodnym oddechem omiatające skórę karku, napinające mięśnie, kurczące płuca przez co głębszy wdech wydawał się niemożliwy. Mówiła sobie przestań, mówiła też sobie dużo innych rzeczy - tych ważnych i niekoniecznie istotnych - cicho, cichuteńko w swojej głowie, z drżącymi wargami oraz smukłymi palcami to splatającymi się, to rozplatającymi. Problem w tym, że chociaż tak szeptała gorączkowo do siebie samej, tak nijak nie zamierzała się słuchać. Zdenerwowanie, lęk, zagubienie oraz wstyd przeplatały się ze sobą niby kolorowe cyrkowe wstęgi, a ona nie mogła w żaden sposób ich pochwycić, uporządkować, naprostować, w prostej linii ułożyć. Cały ten górnolotny rozsądek, którym tak bardzo pragnęła się szczycić, ot wyparował. Jak dym po zgliszczach unosił się, już niezbyt widoczny, wciąż jeszcze swądem zranionego ego osiadający w powietrzu. Rozłożenie dłoni w geście bezradności, chyba tylko to jej zostało. To i może jeszcze nerwowe łaskotanie na ciele, zdmuchiwanie jasnego pukla z lekko zadartego nosa, a także uderzanie obcasami nadto rozchodzonych butów o siebie, gdy tak majtała nogami siedząc na jednej z beczek w Bridgwater. Nikt jej nie beształ, strapione oraz zirytowane spojrzenia nie sięgały w stronę artystki, nazbyt zajęte spozieraniem w ziemię pod stopami. Niebo było jeszcze zbyt szare, by można było wypatrywać nań wszelkich znaków zsyłających nadzieję, aura nadal pozostawała ponura, a przecież wiosna była tuż tuż - wszystko niebawem zakwitnie, odrodzi się, pozwoli przetrwać. Czy tak będzie i z nami? Zastanawia się mimowolnie Finley, zaciskając w końcu mocniej poły brązowego, połatanego płaszcza, nim objęła się ramionami. To było całkiem ciekawe rozważanie, ale raczej nie tutaj, nie na targu wśród nielicznych grup i jeszcze mniejszej ilości kupców próbujących sprzedać swoje towary. Kiedyś było jakoś głośniej, żywiej, barwniej. Pamiętała muzykę na Święto Dyszla i śmiech. Chyba że nadal tak było i Finnie po prostu nie pojawiła się o odpowiedniej porze. Miejsce dobre, ludzie odpowiedni, tylko zły czas. Nic nowego i nic starego. Och, gwiazdy! Ależ się jej na filozofowanie brało! Mogłaby zrzucić winę na te książki, które bez entuzjazmu przeglądała, próbując ich mądrości wbić do swojej głupiutkiej głowy, ale czasem nie potrafiła zrozumieć, pojąć logiki, subtelności prozy, więc to nie mogło być to. Najprawdopodobniej lubiła narzekać i karcić siebie samą, oceniać podle oraz wstrętnie, drwić z każdych prób rozwoju i w ogóle dołki kopać pod sobą samą. Nie na długo, groziła, tłumiąc gorycz słów wbijającą się w duszę. Znowu się nie słuchała, może serio ogłuchła, tak jak oślepła ostatnio. Tylko metaforycznie - coraz częściej ważyła ich znaczenie na srebrnym języku, rozsmakowując się w tej niejednoznaczności - co prawda, lecz ta bystrość popielatego oka nieco straciła na ostrości. Podświadomie jednak wiedziała, że nawet jeśli już nie patrzyła, nie tak szczegółowo, nie jak przyczajone zwierzę - tak jednej istoty przegapić by nie mogła. Zwiewnej, utkanej z wiatru oraz wilgotnych liści pachnących rosą, otulonej w melodię oraz zew wolności, z czekoladowymi puklami poddającymi się każdemu przepełnionymi gracją ruchami. Pojawi się? Blondynka kuli się, może nie, źle się dzieje, po co ryzykować? Może nie powinna jej dręczyć, wywodzić z bezpiecznej kryjówki, nękać spokojny nurt życia, jakim płynęła. Panna Jones mruga prędko, krzywiąc się delikatnie, zdecydowanie powinna odstawić książki na trochę. Tylko doczyta ten jeden rozdział. A potem kolejny. I jeszcze jeden. Ale potem koniec. Totalnie.


Jak ja Cię obronię i po czyjej stronie
Stanąć mam dziś, gdy oczu wrogich sto?
Finley Jones
Zawód : Tancerka Ognia
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

it's courage and fear
not courage or fear

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Targ w Bridgwater - Page 3 IYOfLg4
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9481-finley-jones https://www.morsmordre.net/t9564-finleyowe https://www.morsmordre.net/t9566-where-are-my-dragons https://www.morsmordre.net/f351-dzielnica-portowa-arena-carringtonow-wagon-9 https://www.morsmordre.net/t9667-skrytka-nr-2188 https://www.morsmordre.net/t9568-finley-jones
Re: Targ w Bridgwater [odnośnik]23.05.22 22:04
Ostatnie tygodnie, całe miesiące uciekły jej przez palce. Przez to, co działo się w czterech ścianach domu w Dolinie, zapominała o wszystkim. Umykał jej fakt, że osoby, które nadal noszą miano przyjaciół zasługują na uwagę, na cień zainteresowania. Zapomniała o nich. Kiedy więc dotarła prośba o spotkanie, poczuła się nieswojo. Powinna być przy Niej, zjawić się obok, gdy potrzebowała towarzystwa. Usiąść ramię w ramię i pomilczeć wspólnie, poczekać na lepszy czas, aby rozmawiać o trudach codzienności, o złamanych sercach, zadeptanych oczekiwaniach. O wszystkim, co nie minie, póki rozpamiętują to co dzień. Nie było jej, dlatego dziś nie wahała się. Zarzucając na siebie kurtkę, zatrzasnęła drzwi. Nie mówiła, gdzie idzie, nie mówiła na ile. Musiała wyrwać się z daleka od każdego kto nosił nazwisko Doe. Odkąd przyznała się do ciąży, było jakby lepiej, trochę lżej na barkach, ale nadal potrzebowała oddechu. Chociaż bardzo chciała, nie mogła tego uzyskać opierając się o wybudowaną w niedopowiedzeniach ścianę. Potrzebowała ucieczki, takiej jak teraz. Bez cienia ryzyka, a z szansą na śmiech, na poczucie, że obok miała bratnią duszę. Jedyną taką, której potrzebowała w równym stopniu, co ona jej.
Rozglądała się dyskretnie, błądziła wzrokiem po ludziach zebranych na targu. Było tu ciszej, niż się spodziewała. Spokojniej niż powinno w taki dzień i o takiej porze. Gwar nie wypełniał powietrza tak zaciekle, nie niósł się echem daleko poza miasto. To było smutne, lecz nie chciała się na tym skupiać. Było tu ponuro, a chmury na niebie pogłębiały te odczucie. Powiodła spojrzeniem po otoczeniu, szukając już jednej sylwetki. Znajomej, smukłej i zarazem drobnej. Tej, która zachwycała na arenie, czasami na ulicach, kiedy w głupim zrywie pomysłowości, chciały przyciągnąć spojrzenia. Kiedy we dwie nęciły naiwnych, śmiejąc się cicho. Poczuła lekką tęsknotę za tamtym czasem. Świadoma, że czas grał na jej niekorzyść i już niedługo będzie mogła zapomnieć o swojej sylwetce, smukłej i zmysłowej, jak upierał się Jimmy. Sama nie oceniała tego tak, lecz nigdy się nie kłóciła.
Kącik ust drgnął odrobinę, kiedy zauważyła ją. Siedzącą na beczce, nieco skuloną tak, że łatwo było pominąć ją wśród ludzi. Podeszła powoli, by zatrzymać się tuż obok, opierając się delikatnie biodrem o beczkę.
- Finny.- odezwała się, by zwrócić jej uwagę do końca, wyrwać ją z objęć zamyślenia, które wyraźnie otuliło ją szczelnie.- Gdzie tak uciekłaś myślami? Zabierzesz mnie tam też? – spytała zaraz, wymuszając trochę pogodności we własnym głosie. Cieszyła się na jej widok, co zdradzały ciemne oczy jaśniejące zauważalnie.- Jak się czujesz? Wszystko już dobrze? – spytała zaraz. Pamiętała, że to nie był również i dla dziewczyny łatwy czas, że było źle, że trudno było sobie poradzić. Pęknięte serce bolało okropnie, wiedziała o tym.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Zawód : Tancerka, sroka łasa na wszystko
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
To, czego chcesz, przychodzi do ciebie zawsze inaczej; wcześniej, później, w niedoborze, w nadmiarze.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Targ w Bridgwater - Page 3 W05eVlm
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe
Re: Targ w Bridgwater [odnośnik]25.06.22 0:15
Niepokój narastał, kiedy powinna czuć wdzięczność. Że czas płynie, że dni wciąż zmieniają się w niespokojne noce pełne skotłowanej i przepoconej pościeli, a monotonna w swej niezwykłości rutyna nieco spycha koszmary codzienności na bok. Ale nie potrafiła, nie, kiedy ta nerwowość wdzierała się w duszę, mościła się niczym rozleniwione zwierzę w drobnym ciele, napinające bladą skórę do granic możliwości całym tym chaosem odczuć i nie była w stanie dokładnie określić, w którym momencie wszystko zaczęło się kruszyć, łamać oraz rozbijać. Kalejdoskop emocji, jakie przywlókł ze sobą styczeń, nakładał się wraz z każdym błędem, niepotrzebnym słowem, nieposkromionym lękiem i to naraz mieszało się ze sobą tak długo, aż wreszcie wybuchło, a potem...potem była cisza. Luty oraz marzec były, ale Finnie jakby nie. Zamknęła oczy, dłonie zakryły uszy, usta zacisnęły się w wąską linię, więżąc srebro kłamliwego języka. I nie pamiętała, co było oraz jak było, umysł otuliła mgła, podczas gdy ciało poruszało się wedle wyuczonych nawyków. Podskok, obrót, dłoń z gracją przecinająca powietrze, nie pozwól ognistym językom na żarliwe pocałunki, przewrót, ukłon, uśmiech, podskok, obrót...Nic nie wydawało się realne, gdy tak stąpała pośród oparów niebytu, na który sama się poniekąd skazała. Jak więc mogłaby mieć żal, ni skry złości na ten dojmujący brak kolorowej ptaszyny? Cyrkowa artystka przebudziła się przecież tak niedawno, z tego letargu oraz obojętności, wyrwana z własnego świata poprzez atrament liter zdradzających niepojęte okrucieństwo spowite w pochwalne peany Walczącego Maga. Okazało się ono zarówno kłamstwem, jak i kubłem zimnej wody wylanym na jasną głowę bez krzty zawahania. Wstydziła się, och jak bardzo się wstydziła! Czy nie mówiła, że jest odważna, sprytna oraz że nie wycofa się w chwilach, które były dlań najcięższe? Jones czuła, że zawiodła. Ale czuła. Tak, jak czuła tęsknotę za znajomym śmiechem, rozbawionymi tęczówkami barwy gorzkiej czekolady oraz zrozumieniem, takim bez słów, bez oceniania, bez zbędnej podłości i poczucia, że każdy żywi doń nienawiść. Ucieczka w książki, które nie zaprzątały myśli na zbyt długo, nie wystarczyła, by móc przegnać potrzebę ponownego spotkania - posmakowania na nowo beztroski, nawet jeśli cień wojny skutecznie skrywał pod sobą wszelkie przebłyski słonecznych promieni.
Drga więc delikatnie, acz wciąż zauważalnie, wyrwana z gwiazdy raczą wiedzieć jakiego transu, gdy smukła sylwetka nagle znajduje się w polu widzenia szarych oczu, a dźwięczny głos ściąga ją na ziemię. Finny. Chmurzy się na dwa uderzenia serca. Kiedy ostatnio ją tak nazwano? Czy wtedy, gdy życie, którego nie było, wciąż należało do niej? Finnie. Finny. Dwie różne osobowości, gotowe popełniać identyczne błędy. Jak żałośnie.
- Jest takie miejsce - mówi powoli, spojrzeniem sięgając przed siebie, w dal, gdzieś tam do wonnych traw i czerni potężnych skrzydeł - Gdzie niebo styka się z wodą, a granica między nimi zaciera się tak bardzo, że w pewnym momencie nie wiesz, co jest czego odbiciem - odwraca się w stronę przyjaciółki, przywołując na twarz nikły uśmiech - Myślę, że by ci się tam spodobało - dodaje, nieświadoma, że Skye, jej dom, malował się coraz bardziej idyllicznie we wspomnieniach. Ziemia obiecana, ziemia niemal zapomniana. Nagle sztywnieje, a przecież była gotowa na to pytanie. Jak się czujesz? Pełne wargi rozchylają się, chcąc automatycznie odpowiedzieć, że dobrze. Ale nie lubiła kłamać, nie Eve, z którą mogła trwać w ciszy, ile tylko pragnęła, bez pytań i ponagleń. Chyba jest źle. Tylko nie tak do końca. Miała pracę, a dzięki temu stały przychód - a że nie najwyższy, to była to sprawa czysto drugorzędna - i jedzenie na talerzu zawsze było, ilość do zawrotnych nie należała, jednak było. Posiadała również dach nad głową oraz nie tak mocno połatany koc, jej nieśmiałek nadal domagał się korników, a ubrania wciąż nadawały się do noszenia. Tak też nie mogło być źle. Boję się, to mogłaby powiedzieć, że bała się przyszłości, własnej głupoty, złych spojrzeń, własnego odbicia, wojny. Ale nie tylko ona się bała, Doe z kolei nie zasługiwała na zrzucenie na wąskie barki bolączek tancerki.
- Nie wiem - mówi w końcu szczerze, czubkami butów zderzając się ze sobą - Raczej jest lepiej - dodaje ostrożnie. Zbliżały się jej urodziny, musiała wziąć się w garść, przestać być taka rozlazła, miękka, wrażliwa. Pęknięte serce bolało okropnie, niemniej to w kostkę lodu zaklęte uwierało tylko troszeczkę - Teraz nawet bardziej - bo jesteś, tylko tego nie musi dopowiadać, miast tego zeskakuje z beczki, ręce na bok rozkładając, jakby chciała utrzymać równowagę. Ledwie podeszwy uderzają o ziemię, a na pięcie się odwraca, głęboki ukłon wykonując w stronę cyganki.
- Zatańczymy? - pyta. Na czyichś nerwach, przy melodii wiatru, ze wzrokiem obcych im twarzy. Wtedy ty opowiesz mi co u ciebie, a ja powiem ci sekretów swoich parę.


Jak ja Cię obronię i po czyjej stronie
Stanąć mam dziś, gdy oczu wrogich sto?
Finley Jones
Zawód : Tancerka Ognia
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

it's courage and fear
not courage or fear

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Targ w Bridgwater - Page 3 IYOfLg4
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9481-finley-jones https://www.morsmordre.net/t9564-finleyowe https://www.morsmordre.net/t9566-where-are-my-dragons https://www.morsmordre.net/f351-dzielnica-portowa-arena-carringtonow-wagon-9 https://www.morsmordre.net/t9667-skrytka-nr-2188 https://www.morsmordre.net/t9568-finley-jones

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Targ w Bridgwater
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach