Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Antresola nad salonikiem
AutorWiadomość
Antresola nad salonikiem [odnośnik]Sro 3 Mar 2021 - 12:39
First topic message reminder :

Antresola nad salonikiem

Na antresolę umiejscowioną tuż nad salonikiem prowadzą kręte schody z kutą poręczą. Podobnie jak salonik jest to miejsce, w którym spotyka się rodzina i jej najbliżsi przyjaciele. Utrzymana w kolorze bordowym lub też czerwonego wina przyozdobiona jest rodzinnymi pamiątkami oraz można znaleźć tutaj ślady bytności innych członków rodu w postaci odłożonej gazety czy notatnika ze szkicami kreślonymi dłonią kogoś z domowników. Stojąca pośrodku pufa otoczona miękkimi fotelami zachęcała aby wyciągnąć na niej zmęczone stopy. Poduszki kusiły aby się w niej zanurzyć i oddać błogiej chwili nic nie robienia. W powietrzu unosił się słodkawy zapach mieszaniny perfum i cygara lub ziela fajkowego. W małym kominku trzaskał przyjemnie ogień, a światło odbijało się w lustrze nad nim powieszonym. Otoczenie otulało i zachęcało do odpoczynku, jakby samo mówiło, że troski i problemy zostawiamy na krętych schodach.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Antresola nad salonikiem - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Antresola nad salonikiem [odnośnik]Pon 11 Paź 2021 - 22:52
Leżąc na miękkich poduszkach, Rigel kompletnie pustym i nieobecnym wzrokiem obserwował, jak opiumowy dym, malował delikatne, falujące wzory w powietrzu. Były jak nici pajęczyny, które na granicy lata i jesieni wiatr niesie w siną dal. Albo poranna mgła. Hipnotyczna. Kiedyś bezpieczna. Mężczyzna leniwie wyciągnął rękę i powolnym ruchem palców zniszczył jeden ze wzorów, jakby nie chciał już więcej oglądać tego, co właśnie ujrzał.
Wyglądał jak duch - bledszy niż zazwyczaj, z wyraźnymi cieniami pod oczami, oraz spojrzeniem, przepełnionym bezgranicznym smutkiem. Oczywiście, Black mógł udawać, że wszystko jest w porządku - jak zawsze udawał, poddając się odruchowi, który wyniósł z rodzinnego domu. Ubrać maskę i wszystkie emocje schować gdzieś głęboko w swojej duszy... Ale nie miał siły.
Ostatnie dni doszczętnie go zniszczyły.
Najpierw w jego ręce trafił list gończy, przez który rozpadł się na części jego mały świat, który tworzył razem ze swoim kochankiem - świat bez śmierci i wojny, gdzie mógł w końcu być sobą. To były dwa niecałe miesiące pełne szczęścia, jakiego Black chyba nigdy wcześniej nie doświadczył... i nie miał pewności, że już kiedykolwiek doświadczy. Parę dni później przyszedł kolejny list - tym razem od komisji wojskowej. Rigel nie mógł się od niej wymigać, nawet mimo swojej choroby, gdyż był pewien, że byłby za to wyrzucony na bruk, a jego nazwisko - wypalone ogniem z drzewa genealogicznego.
Po tym wszystkim życie przestało mieć w ogóle jakikolwiek smak. Jakiekolwiek barwy.
Tak bardzo dziś kusiło go, aby pozostać w domu, za bezpiecznymi drzwiami własnej sypialni - jak robił zawsze, kiedy rzeczywistość zbyt mocno go przytłaczała, przez co nie dawało się utrzymywać pozorów normalności. Wystarczająco wiarygodnie, żeby nie budzić żadnych podejrzeń.
Podstępne cienie, jakie udało się Rigelowi odpędzić, o jakich nawet nie wspominał przez ostatni miesiąc, znowu powoli wychodziły z najciemniejszych zakamarków jego umysłu. Szeptały słodko i kusząco, zmuszając go do zatrzymywania wzroku na ostrych przedmiotach, a nawet brania ich do rąk i wyobrażania sobie, sposób, w jaki ostrze rozcina miękką skórę.
Dlatego resztkami sił zmusił się do wyjścia. Może towarzystwo i używki, pomogą uciszyć te szepty, przynajmniej na chwilę?
Jednak kiedy tylko wszedł na antresolę i poczuł zapach pieczonych kasztanów, jakimi chciała poczęstować ich Primrose, poczuł wręcz fizyczny ból. Ostatni raz jadł je z Nim, kiedy spędzali czas, ukryci przed światem w chacie pełnej najdziwniejszych roślin.
Może to nie był dobry pomysł? - Rigel zastanawiał się, czy aby na pewno podjął dobrą decyzję, jednak zdecydował się zostać.
Muszę po prostu odpocząć.
Zbawienny dym wypełnił jego płuca, uciszył szalejące myśli, i w końcu pozwolił napiętym do granic możliwości mięśniom w końcu się zregenerować.
Teraz pozostawało mu już leżeć, patrzeć gdzieś w nicość, słuchając słów przyjaciółek.
-Jeśli to ludzie stają ci na przeszkodzie…To jeszcze nie jest źle. Z ludźmi można coś zrobić… Gorzej, kiedy cały obraca się przeciw tobie - powiedział cicho, skupiając się na rozmowie. Cóż, może i sam jest w potrzasku, ale to nie znaczy, że ma się zamykać na problemy innych.
-Ale chyba już taki nasz los - tkwić w potrzasku, jak w zamkniętym kole, gdzie każdy chce kontrolować każdego. Przeklęty Uroboros, gryzący własny ogon.
Westchnął ciężko i upił łyk Toujour Pur, którego szczerze nie znosił, ale w tym wypadku wszystko, co miało procenty, było w porządku.
-Prim, czy nawiązujesz do rozmowy, którą mieliśmy tutaj w październiku? Tej o próbach znalezienia ci męża? Czy to jeszcze inna sprawa? - zapytał, podnosząc się na łokciach i starając się nie stracić równowagi.
Październik.
Zdawało się, że było to tak dawno temu.
Zupełnie w innym życiu.


The truth may be out there
But the lies are inside your head.

Rigel Black
Zawód : Stażysta w Departamencie Tajemnic, naukowiec
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
We are all roamers of vast spaces and travellers in many ages.
OPCM : 0
UROKI : 17
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8887-rigel-black https://www.morsmordre.net/t9011-apt#270971 https://www.morsmordre.net/t9014-skeletons-in-my-closet#271101 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9012-skrytka-bankowa-nr-2091#270977 https://www.morsmordre.net/t9026-rigel-a-black#271647
Re: Antresola nad salonikiem [odnośnik]Czw 14 Paź 2021 - 18:42
Dym osadzał się pod sufitem tworząc zawiłe wzory, które nachodziły na siebie, wystarczyło jednak unieść tylko dłoń, poruszać nią lekko w tym kłębowisku, a wzory zaraz znikały zamieniając się w zwyczajny, opiumowy opar, który osiadał na włosach i w gardle drażniąc delikatnie. Wystarczyło jednak napić się wina, a irytujące uczucie natychmiast znika. Poczuła delikatne mrowienie w palcach, które teraz były nienaturalnie chłodne, wręcz zimne. Potarła o siebie koniuszki palców, lecz nic to nie dało, uznała więc, że należy się napić więcej wina; tak też uczyniła. Przechyliła lekko głowę by lepiej spojrzeć na przyjaciółkę, która zajadała właśnie wiśnie w czekoladzie i chichotała jakby usłyszała przedni żart.
-Rewolucje nie są wcale takie złe! - Obruszyła się do razu. -Dzięki nim… to właśnie dzięki nim robimy wielki krok do przodu. I to właśnie ci, za którymi nie nadążamy napędzają rewolucję. - Kobieta w świecie naukowym, kobieta w spodniach, kobieta parająca się polityką - skandal! Uważała, że to nieprawda, żaden to skandal, bo nie naraża nikogo na straty; poza mężczyznami, którzy boją się o swoje pozycje. Jakże słabe muszę one być skoro obawiają się, że kobieca wolność je zaburzy. Prychnęła cicho pod nosem i opróżniła kieliszek do końca, po czym pociągnęła solidnie z fajki by wypuścić solidny kłąb dymu, kaszlnęła. -Czarna magia. - Odparła wprost, bo przecież już nie było tajemnicą, że Primrose ciągnie do tej dziedziny, że ją poznaje, bada i na pewno już w mniejszym stopniu używa, choć nie na tyle aby poznać większe tego skutki i efekty. -I żeby było zabawniej to nikt z rodziny Burke! - Jej wzrok powędrował w stronę Rigela, który wyglądał jakby potrzebował odpoczynku od rzeczywistości. Miała nadzieję, że ta krótka chwila zapomnienia w narkotycznym dymie mu pomoże albo chociaż ukoi na chwilę ból istnienia. Nie wiedziała z czym się zmaga przyjaciel, nie w tej chwili, choć ostatnio rozmawiali, jeszcze w październiku, o tym co ich boli i trapi, czyżby to właśnie te sprawy przygniatały go do ziemi? Każde z nich tkwiło w swojej klatce, ze swoimi demonami, które sięgały w ich stronę mackami, owijały się wokół kostek, szyi i rąk ciągnąć każde w inną stronę. Byli rozrywani obowiązkami wobec rodziny, społeczności i samych siebie, gdzie to ostatnie zawsze było spychane na dalszy plan. Miała dość odkładania własnych pragnień na półkę niezrealizowanych planów, które kurzą się i po które nikt już nie sięga, a te blakły z każdym dniem aż przepadały bezpowrotnie.
-Uroboros. Początek, powtarzalność, odrodzenie, wieczność. - Powtórzyła za Blackiem niespiesznie. - Możemy jednak starać się wpłynąć na to aby powtarzalność się zmieniła. Coś innego stało się oczywistością… - W końcu o to chodziło w zmianie świata i otaczającej ich rzeczywistości. -Nie… - Pokręciła głową słysząc pytanie Rigela oraz Evandry. - Zaręczyny zerwane, a na razie nikt inny poza Tobą Rigelu, nie wysłał listu z ubieganiem się o moją rękę. - Uzupełniła kieliszek kolejną porcją alkoholu, a każdy kolejny łyk ułatwiał mówienie tego co siedziało od jakiegoś czasu w głowie. -Mathieu Rosier… - Wydusiła w końcu z siebie i zamilkła na dłuższą chwilę. -Błędnie założyłam, że może… może choć trochę jest mną zainteresowany. - Któżby był zainteresowany panną z za dużym nosem, kaczymi ustami i piegami na twarzy? Dawne kompleksy pod wpływem alkoholu i opium powróciły ze zdwojoną siłą.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Antresola nad salonikiem - Page 2 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Antresola nad salonikiem [odnośnik]Pią 15 Paź 2021 - 10:37
Przez dłuższą chwilę toczyła bój z własnymi myślami, zastanawiając się czy powinna sięgać po kolejną czekoladkę, czy też nadmiar słodyczy może jej zaszkodzić. Finalnie zdecydowała o przerwie i uzupełniła swój kielich winem.
- Rewolucja to gwałtowna zmiana, źle przeprowadzona budzi niezrozumienie i niechęć, więc reaguje się na nią równie mocnym sprzeciwem. Jestem zwolenniczką rozwoju, ale przy odpowiednim przygotowaniu - wyjaśniła spokojnie na słowa obruszonej Primrose. - Mówisz, że to nie Burke są tymi, którzy chcą cię zatrzymać. To dlatego, że są świadomi jej potencjału, jak i konsekwencji. Są odpowiednio przygotowani, nie trzeba z nimi walczyć. - Liczyła na to, że przyjaciółka zrozumie podsuwaną zależność, pomimo niepewnie dobranych słów. Przesunęła wzrokiem do Rigela, dostrzegając jego nadzwyczajną bladość i wyraźnie zarysowane cienie pod oczami. Z czym się zmagał, co przed nimi skrywał? Jak na dłoni było widać, że stara się walczyć z tym sam, i że sromotnie przegrywa.
- Ależ błagam... - westchnęła ciężko na przygnębiające przemyślenia o gonieniu własnego ogona. - Przecież świat ciągle się zmienia, a powtarzalność robimy sobie sami. - Machnęła niedbale dłonią. - Przez pewien czas także tkwiłam w błędnym kole, nie widząc odpowiedniego rozwiązania, dalszego wyjścia, tego wytrychu, którym można wydostać się na zewnątrz. Najlepiej działa spotkanie z kimś spoza koła - myślała na głos, wyciągając się ponownie na fotelu, tym razem w kierunku Primrose, by zdobyć od niej długą, ozdobną fajkę. Z triumfalnym uśmiechem na powrót ułożyła się wśród miękkich poduszek, by zająć się podpaleniem brunatnej grudki opium, jednocześnie słuchając wymiany zdań między przyjaciółmi.
O pomyśle małżeństwa Primrose i Rigela słyszała już kilka miesięcy wcześniej, mając czas przyzwyczaić się do tej myśli. Nieco wcześniej młody lord Black zalecał się do Melisande, wypytywał wszak w listach o sposoby przypodobania się Tristanowi, lecz ten finalnie oddał starszą z sióstr Traversowi. Jak w tym wszystkim odnalazł się Rigel? Czy w ogóle był chętny do ożenku, czy też wyłącznie wykonywał polecenia swego ojca? Evandra zaciągnęła się gorzkim, gryzącym dymem, wprowadzając go do płuc, kiedy w powietrzu zawisło wypowiedziane dziewczęcym głosem imię szwagra. W jednej chwili poczuła, jak zaczyna dusić się z braku tlenu i nadmiaru zaskakujących emocji. Zakrztusiła się, wykasłując nagromadzony dym i z trudem łapiąc świeży oddech. Zaraz oddała fajkę pannie Burke, pocierając dłonią wierzch zaczerwienionego, łzawiącego oka. - Mathieu? - powtórzyła za nią, chcąc mieć pewność, że dobrze usłyszała. - On ma teraz… dość trudny okres. On także zdążył się zagubić, nie sądzę, by był w stanie określić czy jest kimś zainteresowany, zresztą byłoby lepiej, jakby na pewien czas przestał szukać wybranki serca. - Miłość miała uskrzydlać, a nie wprowadzać zamęt. Nie można szukać jej rozpaczliwie, wierząc że będzie kolejnym plastrem, łatającym podziurawione serce. Dzisiejsza rozmowa z Mathieu w jadalni Château Rose pokazała, że czarodziej wciąż nie potrafi złożyć samego siebie, szukając rozwiązań nie tam, gdzie powinien. - Teraz wyprawia się na morze, mam nadzieję, że odnajdzie tam spokój i będzie mieć czas, by poukładać sobie kilka spraw. - Uspokoiła już oddech, sięgając po kielich, by przepłukać gardło winem. Przeniosła wzrok na przyjaciółkę i niepewnie przygryzła dolną wargę. - Przykro mi, Prim.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Antresola nad salonikiem [odnośnik]Czw 21 Paź 2021 - 13:35
Słowa przyjaciółki mieszały się z kłębowiskiem dumy narkotycznego oraz przyjemnie szumiały w uszach przy każdym łyku wina. Rozumiała co miała jej do powiedzenia, rodzina Burke znała Primrose i wiedziała czego się po niej spodziewać, choć Edgar czasami mówił, że była nieprzewidywalna, a jej decyzje zahaczały o głupotę.
-Będę cierpliwa… - zapewniła Evandrę samej sięgając po czekoladkę, którą zjadła ze smakiem. -Choć twardogłowie czasami mnie męczy… - Ciekawa była czy doczeka momentu, w którym brawurowe działanie zostanie przyjęte z oklaskami i zachwytem, nie zaś pomrukiem niezadowolenia połączonym z nutą ostracyzmu i wyśmiania. Świat miał wiele do zaoferowania gdyby tylko czarodzieje szerzej spojrzeli na pewne perspektywy. Pochodziła z konserwatywnej rodziny, z tradycyjnymi korzeniami, a jednak Burke w swej dzikości i krwi normańskiej potrafili widzieć ponad horyzont i czasami wymagało to pracy nad nimi, to lady Burke wiedziała, że nie skreślają czegoś na wstępie ale pozwalają aby choć trochę wyrosło nim wydadzą ostateczny werdykt.
Zerknęła uważnie na Evandrę, czy mówiła o swoim małżeństwie?
-Czy to spotkanie pokazało nowe perspektywy? Wskazało inną drogę? - Zapytała mając nadzieję, że wyrwanie się z koła pomogło przyjaciółce a nie wpędziło ją w kłopoty. Francis przecież mówił, że jak tylko Evandra pozna prawę jej choroba się pogłębi, ale tak się nie stało; zdawało się wręcz, że przyjaciółka nabrała większej siły. Była mocniejsza.
Uniosła do góry brwi widząc nagły kaszel i odebrała od przyjaciółki fajkę, z której sama się mocno zaciągnęła. Pokiwała głową przytakując. Machnęła ręką.
-Przejdzie mi szybciej niż powinno. - Zapewniła Evandrę i Rigela, choć doskonale wiedziała, że jeszcze przez jakiś czas będzie ją to gryzło, tak jak teraz. Mathieu wypłynął w morze szukać odpowiedzi na wiele pytań, a jednym z nich nie będzie przyszłość z lady Burke, tego była pewna. -Za dużo sobie pozwalam. Powinnam pamiętać, że… - Westchnęła, ponieważ nie chciała użalać się nad sobą ale połączenie wina i opium robiło swoje, niechciana łza zakręciła się w oku.-Oddam się pracy, całkowicie. Za parę lat osiągnę wiek zwany “staropanieństwem” i będę zrzędliwą ciotką dla dzieci Xaviera i Edgara, do tego czasu pewnie też Craiga. - Zaśmiała się na samą myśl jak mieszka w jednym ze skrzydeł zamku Durham, a wszystkie dzieci ciotkę odwiedzają niczym mityczną istotę, o której się mówi, ale nikt jej nie widział.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Antresola nad salonikiem - Page 2 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Antresola nad salonikiem [odnośnik]Pon 25 Paź 2021 - 23:09
Czy rewolucje były przydatne i potrzebne? Nad tym Rigel nieczęsto się zastanawiał. Chyba że dotyczyło to rewolucji w dziedzinie nauki. Te były jednoznacznie dobre. W końcu po to właśnie istniała nauka, by pogłębiać pojmowanie świata, łamać schematy, a żeby przyszłym pokoleniom żyło się jeszcze lepiej. Prawda?
Dlatego też wiadomość, iż Primrose chce zgłębiać tajniki Czarnej Magii, przyjął spokojnie. Badanie tych obszarów magii było równie potrzebne, co zgłębianie tych bardziej popularnych. Lady Burke od zawsze ciągnęło w tamtą stronę i nic dziwnego, że w końcu przyszedł czas, ażeby porządnie się skupiła na tej dziedzinie. Po prawdzie - pociąg do Czarnej Magii miała we krwi.
Uśmiechnął się do niej.
-Mieć wsparcie w rodzinie, która popiera i wspiera twoje pasje, to prawdziwy skarb.
Szczerze cieszył się, że Burkeowie nie ograniczają Primrose w tym aspekcie życia. Jednak gdzieś w głębi duszy bardzo jej zazdrościł. Sam przecież nie mógł liczyć na to samo ze strony swojej rodziny. Za każdym razem przypominano mu, że wybrał coś niegodnego uwagi, mało praktycznego. A Rigel zawsze uparcie stał przy swoim, w końcu co może być ważniejsze od badań podstaw tego, jak działa wszechświat i samo życie? Z czasem oswoił się z myślą, że nigdy ich nie przekona członków Starożytnego i Szlachetnego rodu do zmiany zdania. Nawet jeśli w końcu zostanie Niewymownym.
Uniósł zmęczony wzrok na Evandrę. Może i miała rację, tylko jak wytłumaczyć to, że za każdą próbę wyjścia, wyrwania się z koła, świat karał młodego lorda Blacka w najokrutniejszy z możliwych sposobów? Może po prostu tak powinno być - ktoś będzie tkwić, żeby koło istniało i żeby inni mieli się z czego wyrywać. A sam Rigel pewnie też to kiedyś zrobi… kiedy w końcu podczas samsary zreinkarnuje w kogoś, komu uda się doświadczyć oświecenia i odejść w nirwanę. Na tym etapie nie było innego wyjścia, a przynajmniej go nie widział.
Jak dobrze, że prawie połowa drogi już za mną. - ta myśl przyszła czarodziejowi zbyt łatwo.
-Zauważyłyście ten paradoks? Świat się zmienia, ale my nie. Zapieramy się pazurami i zębami, żeby wszystko było jak za czasów naszych babek. No, może oprócz mody. Te ogromne damskie peruki i… te białe pończochy do butów na obcasie wyglądały okropnie, szczególnie jak się miało krzywe nogi. A większość naszej męskiej populacji takie ma. Wyobrażacie sobie, jaki to byłby koszmar na Sabatach?
Nie odezwał się, kiedy Evandra zaproponowała spotkania z kimś spoza koła. Przecież już to robił i jak to się skończyło?
Boleśnie.
Żeby zagłuszyć kolejną falę żalu, rozrywającego na strzępy serce, sięgną po fajkę.
-No właśnie. Opowiedz o tym ze szczegółami. - zwrócił się do jasnowłosej czarownicy, opierając głowę na zgiętej ręce, po czym zaciągnął się dymem, wypuszczając go po chwili przez nos, zupełnie jakby był ospałym smokiem. - I o tym, co było tą powtarzalnością.
Nie wiedział, jak dopytać Evandrę o to, jak radzi sobie po stracie Francisa. Wiedział, że nie wypadało o tym mówić, a szalejący w ciele Rigela narkotyk i Toujour Pur, zupełnie nie pomagały w myśleniu nad bardziej zgrabnymi słowami.
-Słucham? Tylko ja? - prychnął. - Cóż. Nie wiedzą, co tracą.
Przewrócił oczami.
Szlachetnie urodzeni mężczyźni i ich podejście do kobiet...
Black próbował to zrozumieć, ale mimo prób - nie umiał. Przecież to mugole słynęli z ignorancji i strachu przed osobami silniejszymi i mądrzejszymi. Wśród nich było wiele kobiet - bohaterek wysyłanych na stosy.
Z rozmyślań nad niesprawiedliwością świata wyrwało go wypowiedziane przez Primrose imię, które sprawiło, że czarodziej o mały włos nie upuścił fajki, którą nadal trzymał w bladej dłoni.
Kolejny Rosier? Na Merlina…
Ponownie ciężko westchnął.
-Ten świat lubi sprawiać, że nasze serca kochają tych, których nie powinny. Może gdzieś istnieje inny świat, gdzie jest inaczej? - na wszelki wypadek odłożył fajkę na znajdujący się na stole stojaczek. - Czego on właściwie od ciebie chciał?
Na pewno korzyści.
Przecież tacy jak oni nigdy nie robią niczego z dobroci serca. O ile ten osobnik w ogóle kiedykolwiek jakieś miał.
Black łypnął na brunetkę z teatralnym oburzeniem.
-No wiesz co! A ja tu się staram, listy po nestorach wypisuję… Żartowałem. Jeśli będziesz chciała, to podaruję ci na urodziny kota, żebyś miała już wszystkie atrybuty pasujące do dziwacznej ciotki. Nawet dorzucę kapelusz mojej babki. Wiesz, ten co ma wypchanego ptaka na czubku.
Uniósł pękaty kieliszek, na wpół wypełniony mocnym trunkiem.
-Tak że wypijmy za wesołe staropanieństwo - powiedział, próbując nadać słowom uroczysty ton. - I za starokawalerstwo przy okazji.


The truth may be out there
But the lies are inside your head.

Rigel Black
Zawód : Stażysta w Departamencie Tajemnic, naukowiec
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
We are all roamers of vast spaces and travellers in many ages.
OPCM : 0
UROKI : 17
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8887-rigel-black https://www.morsmordre.net/t9011-apt#270971 https://www.morsmordre.net/t9014-skeletons-in-my-closet#271101 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9012-skrytka-bankowa-nr-2091#270977 https://www.morsmordre.net/t9026-rigel-a-black#271647
Re: Antresola nad salonikiem [odnośnik]Wto 26 Paź 2021 - 19:04
Uśmiechnęła się do panny Burke słysząc deklarację cierpliwości. Sama lady Rosier nie mogła pochwalić się spokojem, którego sama by nie zburzyła. Na własne życzenie tłumiła emocje, których żywe nagromadzenie uderzało ze zdwojoną siłą.
- Ja… - urwała nim sformułowała zdanie, przenosząc spojrzenie z Primrose na Rigela. Nic dziwnego, że dopytywali o szczegóły, skoro zdawała się być jedyną w ich towarzystwie, która spoglądała z optymizmem na nadchodzące dni. Jak wiele mogła przed nimi odsłonić i, co najważniejsze, jak bardzo opium i wino rozplączą jej język? Szeroki uśmiech zszedł z jej twarzy, błękitne spojrzenie powędrowało po oparciu fotela w dół aż do ozdobnego dywanu. - Dobrze wiecie, że czas anomalii, jak i późniejsze miesiące, były dla mnie szczególnie trudne. Pomijając już kwestie zdrowotne, które sprawiły, że długi czas byłam zmuszona pozostać w swoich komnatach, miałam sporo okazji do przemyśleń, a te nie były dla mnie dobre. - Zarzucała sobie niedbalstwo oraz słabość; nieumiejętność wyjścia do świata i powstrzymania wątpliwości, jakie stale trzymały ją w miejscu. - Każda próba powrotu do normalnego życia kończyła się fiaskiem, tylko utwierdzając mnie w przekonaniu, że się nie nadaję - do bycia żoną, matką czy przyjaciółką. - Uniosła spojrzenie z perkalowego dywanu na tych dwoje, bynajmniej szukając u nich potwierdzenia, choć pewnie mogli sami przytoczyć kilka przykładów sytuacji, w których potrzebowali pomocy Evandry i jej nie uzyskali. - Wiedziałam, że nie mogę ukrywać się wiecznie, ale gdy próbowałam zrobić kolejny krok, pojawiało się coś, co burzyło znany porządek i przywracało wątpliwości. Sądziłam że śmierć Francisa bezpowrotnie zepchnie mnie w dół wyrzutów sumienia, ale stało się inaczej. - Wróciła wzrokiem do badaczki artefaktów, dając jej do zrozumienia, że stało za tym coś więcej, o czym ta wiedziała. Imię tragicznie zmarłego brata pojawiło się na jej ustach po raz pierwszy od dawna. - Pomogła rozmowa z pewną czarownicą, która pokazała mi, że na niektóre kwestie nie ma się wpływu, a próbując doścignąć ideał nigdy nie zaznamy szczęścia. - Naturalnie miała na myśli Deirdre, która bezwzględnie odarła ją z wątpliwości i ściągnęła na ziemię. Nadal pragnęła lepszego życia dla wszystkich swoich bliskich, pełnego radości i miłości, lecz nie mogła tego osiągnąć bez zajęcia się najpierw sobą. - Od kiedy zrozumiałam, że największe z ograniczeń nakładam na siebie sama, jest mi łatwiej je odrzucić i skupić się na tym, co jest dla mnie naprawdę ważne - wybrnęła z prośby o szczegółową opowieść, licząc że nasyci to ciekawość przyjaciół, jak i zainspiruje do własnej walki. Szczątkowa i wymijająca odpowiedź Primrose powstrzymała półwilę przed drążeniem tematu, o mało też nie przytaknęła Rigelowi na słowa o chybionej miłości. W porę ugryzła się w język, uradowana że nie będzie musiała się mu tłumaczyć z niewygodnych uczuć do jego młodszej siostry.
- Oh Prim, masz zaledwie dwadzieścia lat, nie jest to jeszcze czas na planowanie staropanieństwa. - Znów wzniosła oczy ku niebu, nie chcąc powtarzać słów, jakie kierowała do niej w wozie na placu Connaught Square. Była przekonana, że Primrose doczeka się kawalera godnego jej ręki i to szybciej, niż się spodziewa. - Nie zgadzam się - rzuciła do Rigela na propozycję toastu, lecz mimo to uniosła swój kieliszek. - Ale jeśli takie są wasze marzenia, to kim jestem, by stać na drodze waszego szczęścia - westchnęła teatralnie, a na zarumienionej twarzy pojawił się uśmiech.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Antresola nad salonikiem [odnośnik]Sro 27 Paź 2021 - 22:33
-Kto się zapiera ten się zapiera. - Spojrzała wymownie na Rigela. -Jak powiedziała Evandra… rewolucja ma być przeprowadzona m ą d r z e. - Ostatnie słowo zaakcentowała wręcz teatralnie zaciągając się przy tym z fajki. Kolejny opar opium poszybował w górę ku sufitowi. -Moda mogłaby się bardziej zmienić. Gorsety, fiszbiny, długie, powłóczyste suknie. Kto tak chodzi? Tylko my. We Francji mają bardziej swobodne podejście do mody. Skostniałe, angielskie towarzystwo. - Na chodzenie w spodniach mogła sobie pozwolić jedynie w domu, a chciała móc swobodnie się w nich poruszać po za nim. Nie odejmowały jej kobiecości, tego była niemalże pewna, a były wygodniejsze niż nie jedna suknia. Co tym bardziej było dziwne, że w spodniach do jazdy konnej nikogo nie gorszyła. Zauważyła też, że to nie mężczyźni byli oburzeni zmianą mody damskiej a same kobiety. Ci pierwsi raczej byliby zadowoleni.
Podobnie jak Rigel przeniosła spojrzenie na Evandrę wsłuchując się uważnie w jej wypowiedź. Pokręciła głową kiedy ta wydawała sobie surową opinię, ale jej nie przerwała. Kolejne zaś słowa utwierdziły ją w przekonaniu, że dobrze zrobiła mówić przyjaciółce w dniu śmierci Francisa czego się od niego dowiedziała. Skoro to co później nastąpiło wzmocniło lady Rosier, to nie musiała mieć wyrzutów sumienia ani rozterek moralnych, że tak postąpiła. Choć długo się biła z myślami czy wyjawiać ten sekret. -Przez całe życie wpaja się nam abyśmy ścigali ten ideał… - Dodała swoje trzy grosze do wywodu, ponieważ tak właśnie czuła. Ideał prawdziwej damy, matki, żony, siostry. Ideał prawdziwego dżentelmena, ojca, męża, brata - niezależnie od płci środowisko wywierało na nich nacisk, niektórzy byli zbyt słabi by go wytrzymać, inni się dostosowali znajdując w tym swoje życie i pragnienia, a reszta starała się wyrwać choć odrobinę z tych ram i zmieniać świat. - Pytanie jakie mi się nasuwa od razu, brzmi: z czego wynikają te ograniczenia, które sama na siebie nakładasz? Z wychowania czy z oczekiwań środowiska? Gdzie jest ich podłoże? Skąd kiełkują? - Myśl prawie filozoficzna sączyła się przez otumaniony narkotykiem umysł lady Burke, która przeciągnęła się niczym kot wśród poduszek i sięgnęła po kieliszek wina, a następnie po czekoladkę, która już ją kusiła od jakiegoś czasu.
-Kot i kapelusz z wypchanym ptakiem brzmią jak dobry plan awaryjny. - Zaśmiała się szczerze rozbawiona, a potem zerknęła na Evandrę również unoszą swój kieliszek. -Przynajmniej nie zamykam się tylko na jedną opcję. Przewiduję różne możliwości - Po toaście odstawiła na powrót kieliszek by pospieszyć z odpowiedzią na poprzednie pytanie Rigela. -Chciał mnie powstrzymać przed zgłębianiem tematu czarnej magii, poniekąd rozumiem co nim kierowało, ale mógł to powiedzieć zgoła inaczej. - Wzruszyła ramionami. -Cóż… nie mam zamiaru stać w miejscu. Nie teraz kiedy zaszłam tak daleko.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Antresola nad salonikiem - Page 2 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Antresola nad salonikiem [odnośnik]Pią 29 Paź 2021 - 23:39
Okryta grubym futrem, zjawiła się w zamku Durham ewidentnie NIEgustownie spóźniona. Oh, cóż za wstyd, że tyle musieli czekać na nią przyjaciele, gdy to możność spraw pochłonęła młodą lady Black. W końcu jednak zawitała w skromnych progach tego domu, możliwie szybko za służbą kierując się w stronę saloniku, a następnie na antresolę. Widok brata i przyjaciółek jakoś topił lód w sercu, rozpalał ogień niezbędny do życia, a także dawał nadzieję, że będzie normalnie. Ubrana jak zwykle w żałobną czerń, powoli miała przystosować się do jaśniejszych panieńskich strojów, a jednak serce krzyczało, że jeszcze nie czas, że pozostałe dwa tygodnie żałoby miną za szybko, że to jeszcze nie pora. Śmierć Alpharda odcisnęła piętno, którego nie potrafiła z siebie zmyć, ale atak na skwerku złamał serce młodej lady. Poczucie opuszczenia, zostawienia, oszukania, zniszczenia wszelkich dobrych intencji było jej teraz bliskie, a wszelka energia, którą wcześniej wkładała w swoje działania charytatywne, skończyła się, odpłynęła gdzieś w dal, razem z potencjałem, który raz na zawsze został zmarnowany tamtego dnia. Chciała pomóc, stworzyć coś pięknego, a przy okazji wyciągnąć z tego korzyści. W zamian za to spotkało ją upokorzenie, drastyczne w środkach i piekące w oczy, jakby się nad tym głębiej zastanowić. Nie przychodziły listy z wyrazami współczucia, ale może to i lepiej, na balu nie słyszała wielu plotek na swój temat, a może zwyczajnie źle słuchała. Towarzystwo lubiło milczeć, gdy niechciane uszy przechodziły obok, lecz tam miała maskę. Złoto mieszało się z czernią, a ona trwała dumna, tak jak nakazał Pan Ojciec i tak, jak nakazała jej rodzina. On miał rację, winna się zająć książką, nie działaniami na rzecz społeczeństwa, które i tak nigdy nie miały go docenić.
Wiarę położyła też w mieszkańcu tego zamku, którego nie spotkała po drodze. Ostatnie ich spotkanie w tych murach położyło na jej szyi wielki szmaragd, a razem z nim obietnicę troski. Troską okazała się być cisza, ale to już minęło. Teraz stała tam dumna, powoli wchodząc po schodach w górę, aby następnie szeroko uśmiechnąć się do towarzystwa.
Musicie mi wybaczyć — podkreśliła pierwsze słowo, tak jakby był to ich obowiązek, a jej policzki i nos zaróżowiły się od zmiany temperatury. Nawet krótka podróż z użyciem teleportacji zostawiła ślad na zziębniętej skórze dziewczyny. - To wszystko przez to, że utknęłam w bibliotece... Najpierw nie mogłam znaleźć pism czternastowiecznych na temat Yorku, a potem... - dopiero teraz spojrzała na towarzystwo, które w oczach mieli coś dziwnego. W nozdrza uderzył zapach opium. Nie zrobiła kroku w tył, ale oczy otworzyła szerzej, ni to w zaskoczeniu, ni w podziwie, a następnie usiadła obok Evandry, nieopatrznie może zbyt blisko, ale tej bliskości i ciepła przyjaciółki dziś potrzebowała. Suknia opadła miękko na ziemię, a ona dłonią pochwyciła od blondynki fajkę, przez chwilę wahając się, co zrobić dalej, ale następnie bez krępacji zaciągnęła się z niej, wdychając w płuca słodko gorzki smak. Pierwsze uderzenie zakręciło w głowie, nieco tak jak wtedy w palarni, gdzie pewnie ściany przesiąknięte były narkotykiem. Tu jednak byli przecież w swoim gronie, swoim własnym, bez obcych oczu i cudzych uszu. Samotni.
Wiedziałam, że nie można was zostawić nawet na moment — zaśmiała się krótko, bo ewidentnie była tu najtrzeźwiej myślącą osobą, co jednak miało zmienić się ledwie za chwilę. Najpierw jednak musiała wdychać zapach ścian, uspokoić kołatanie serca, a także złożyć głowę o oparcie i wciągnąć powietrze w płuca, pozwalając się ponieść fantazjom i uległej plątaninie myśli. Nie chciała przerywać rozmów, tak więc zaczęła od słuchania, aby stopniowo móc dołączyć do żwawych dyskusji.



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black
Re: Antresola nad salonikiem [odnośnik]Pon 15 Lis 2021 - 22:34
-Jestem pełen podziwu, jak wy w ogóle wytrzymujecie w czymś, o co tak łatwo można się potknąć. Sam w pewnej chwili pożałowałem, że tren w mojej sabatowej kreacji był za długi... a co dopiero te wasze suknie. - przeczesał dłonią włosy, żeby zabrać z twarzy nieposłuszne kruczoczarne pasma. - Ale nie wiem, co masz do gorsetów. Przecież pięknie modelują sylwetkę i dobrze trzymają plecy. Może masz źle dopasowany?
Nie wiedział, czy jego przyjaciółki wiedzą, że sam często nosi gorset. Przecież ten element garderoby wyszedł z mody jeszcze za czasów młodości jego ojca.
-Może kiedyś dożyjecie do czasów, kiedy ludzie wyzbędą się dziwacznych obsesji i każdy będzie mógł chodzić, w czym tylko dusza zapragnie. We wszelkich możliwych kolorach i krojach. I wzory będą się poruszać... albo nie. Jak kto woli. - pozwolił sobie na lekki uśmiech, jakby miał przed oczami te wszystkie cudowne obrazy. - To będą naprawdę wspaniałe czasy.
Uniósł kieliszek do ust, zwilżając gardło palącym płynem, a następnie wsłuchał się w słowa Evandry. W pewnej chwili ledwo opanował impuls, aby jej przerwać - zaprzeczyć, że przecież nie jest złą przyjaciółką. Ale nie chodziło teraz o to, co jest prawdą, a co nie, tylko to, jak czuła się półwila przez cały ten czas. Było w tym wiele racji. Tyle rzeczy wmawiali sobie na każdym kroku, nawet odruchowo, nauczeni, żeby poświęcić wszystko, całego siebie, aby ucieleśnić ideał i w należyty sposób zagrać wyznaczoną społeczeństwem rolę.
-Strach, żeby nie stracić wszystkiego: rodziny, tytułu, przyjaciół? - odpowiedział Rigel na pytanie Prim bardzo cicho, dzieląc się z przyjaciółkami swoim największym strachem. Wydziedziczenie wielokrotnie śniło mu się w koszmarach, szczególnie w szkole, kiedy dowiedział się o sobie wielu niewygodnych prawd. Tak bardzo chciał być normalny, pasować do otoczenia, sprawić, by rodzina była z niego dumna… Niedawno jednak chyba podobnie jak Evandra, musiał przeanalizować swoje życie. I pogodził się z tym, że zawsze już będzie taki. Udało mu się nawet zaznać prawdziwego szczęścia, szczerej miłości. I już raz posmakowawszy tego, nie mógł powrócić do szarej rzeczywistości pełnej bólu, poniżenia i samotności.
-A może i to jest tylko iluzją? Wymysłem? - kontynuował filozoficzny temat. - Ludzie przecież są prawdziwymi mistrzami w okłamywaniu siebie.
Sięgnął ponownie po fajkę, żeby odgrodzić się od ostrych emocji ścianą z opiumowego dymu.
Starokawalerstwo było bardzo kuszącą opcją. Zostanie wujkiem-dziwakiem. Niepokojącym naukowcem, zamkniętym w swoim laboratorium, otoczonym dziwacznymi roślinami, długimi na setki łokci wzorami numerologicznymi, noszący zapach wszelakich mikstur, niczym najszykowniejsze perfumy.
-Dziękuję. - kiwnął Evandrze ze szczerym uśmiechem. - Im dłużej o tym myślę, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że małżeństwo to nie jest rzecz dla mnie.
Czuł, że kiedy już otworzy sierociniec, to całe swoje pokłady ojcowskiej miłości przeleje na biedne sieroty.
-Na pewno Rosier się przestraszył, że będziesz w tym lepsza od niego. - puścił oko do lady Burke. - Dobrze, że go nie posłuchałaś. Nie ma co się zatrzymywać w połowie drogi.
Nagle rozdały się kroki i obok nich, na stercie poduszek usadowiła się spóźniona Aquila. Jej również odpoczynek bardzo by się przydał, gdyż również nie wyglądała na mało szczęśliwą.
-Jak dobrze, że to tylko wina biblioteki… już się bałem, że cię przysypało śniegiem. - dźwignął się ze swojego wyleżanego miejsca, żeby, nawet nie pytając siostry o zgodę, napełnić i przysunąć w jej stronę kieliszek z alkoholem. -Masz, rozgrzej się, bo jeszcze zachorujesz.


The truth may be out there
But the lies are inside your head.

Rigel Black
Zawód : Stażysta w Departamencie Tajemnic, naukowiec
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
We are all roamers of vast spaces and travellers in many ages.
OPCM : 0
UROKI : 17
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8887-rigel-black https://www.morsmordre.net/t9011-apt#270971 https://www.morsmordre.net/t9014-skeletons-in-my-closet#271101 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9012-skrytka-bankowa-nr-2091#270977 https://www.morsmordre.net/t9026-rigel-a-black#271647
Re: Antresola nad salonikiem [odnośnik]Pią 26 Lis 2021 - 14:08
-Lata praktyki, kochany Rigelu. - Odpowiedziała z pełną powagą w głosie, a mówiła przecież z własnego doświadczenia. Chodzenie z książką na czubku głowy i przyczepionym kawałkiem materiału imitującego tren w obstawie ostrego głosu guwernantki i ciepłym należącym do starej niani. Kiedy zaś wspomniał o gorsetach spojrzała na niego z powątpiewaniem. - Albo za mało wypaliłeś albo za dużo. - Skomentowała oburzona jego pytaniem. -Widziałeś co to robi z ciałem? Zniekształca żebra, odbiera oddech, nie jesteś w stanie normalnie oddycha stąd te ciągłe omdlenia. Nie możesz się pochylić, jesteś sztywny jak kij od szczotki. Pochodź sobie w tym przez cały tydzień, od świtu do wieczora, wtedy porozmawiamy.
Nikt jej nie przekona do powrotu do tego narzędzia tortur, jakie zgotowała im moda. Bezduszna moda, która nie patrzyła na wygodę kobiet a na ich wygląd. Można było być eleganckim, szykownym bez gorsetu. -Znajdę takich co powielają moją opinię. - Mruknęła pod nosem sięgając po kieliszek wina. Zaraz jednak cała złość zniknęła, niczym dym z fajek, które palili. Doskonale rozumiała te lęki o jakich wspominał przyjaciel. Odcięcie przez rodzinę, wypalenie było czymś czego obawiali się najmocniej. Nazwisko i rodzina ich definiowały, ale jednocześnie dawały poczucie bezpieczeństwa i przynależności. -Nas nigdy nie stracisz. - Zapewniła przyjaciela uśmiechając się do niego ciepło, a następnie odstawiła kieliszek, z którego wcześniej upiła łyk wina i zaciągnęła się dymem z fajki.
-Odnośnie okłamywania się. - Powiedziała nagle prostując się gwałtownie na swoim miejscu. -Oraz nie zatrzymywaniu się. - Spojrzała lekko przymatowionym wzrokiem, czego skutkiem było palenie opium i mieszanie go z winem. -Moje zaręczyny z lordem Carrow zostały zerwane, ale czy wiecie czego się dowiedziałam? - Głos jej lekko zadrżał gdyż właśnie miałam zamiar podzielić się z nimi wiedzą, którą przekazał jej Perseus. Nie wątpiła w szczere intencje kuzyna oraz w to, że nie chciał jej zaszkodzić a pomóc. Oczywiście uważał, że Prim odrzuca od siebie prawdę chcąc wybielić ówczesnego narzeczonego. Lady Burke zaś wtedy wyzbyła się nadziei na to, że małżeństwo może być oparte na prawdzie i szacunku do drugiej osoby. -Pamiętacie koncert w palarni? I białe róże, które przysłał mi Ares zasłaniając się chorobą? Otóż, choroba owa nazywa się: kochanka. - Prychnęła cicho opadając znów na miękkie poduszki. -I nie chodzi nawet o to, że wybrał ją ponad moją osobę, ale że skłamał. Otwarcie i jawnie kłamie. A wcześniej składał obietnice i zapewniał mnie, że będzie wobec mnie uczciwy. Wybrał zaś oszustwo.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Antresola nad salonikiem - Page 2 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Antresola nad salonikiem [odnośnik]Sro 8 Gru 2021 - 11:34
Z malującym się na twarzy rozbawieniem słuchała wymiany zdań w kwestii noszenia staromodnych ubrań. Sama zrezygnowała z gorsetów już kilka miesięcy temu, dochodząc do wniosku, że prezentuje się zbyt dobrze, by potrzebować dodatkowo podkreślać kształt swojej figury. Powłóczyste suknie, w zależności od dobranego materiału, nadawały sylwetce ciężaru bądź lekkości, w garderobie Evandry zajmowały szczególne miejsce, lecz już od kilku tygodni można było wyczuć, że nadciągała zmiana. Zainspirowana współczesną modą z zachwytem obserwowała spódnice sięgające połowy łydki, zbierane cienkim pasem w wąskiej talii. - To może wyprawa do Francji? - zaproponowała nagle, przesuwając rozmywającym się spojrzeniem po zebranych przyjaciołach. - Nigdy nie spędziłam tam więcej, niż kilku dni, a spacery po sławnych, modowych ulicach Paryża przecież wyłącznie w waszym towarzystwie. - Francja była jednym z krajów, które Evandra zamierzała odwiedzać częściej, lecz nadarzające się okazje nigdy nie były wystarczające. Częściej bywała w Austrii, gdzie krocząc wiedeńskimi alejkami rozpływała się nad urodą tamtejszych miejsc.
Przeniosła wzrok na Aquilę, która spóźniona dotarła do antresoli nad salonikiem w Durham Castle. Zadowolona że zajęła miejsce tuż obok, sięgnęła do niej, ujmując dłoń lady Black z ciepłym uśmiechem. Również odczuwała brak jej bliskości, ale narkotyczny wpływ opium pozwalał odrzucić trzymające w ryzach przyzwoitości ograniczenia. W jej sercu wciąż tkwił kolec krzewu czarnych róż, który promieniował stłumionym bólem, lecz wciąż były przyjaciółkami, miały pozostać w swoim życiu na zawsze.
Pytania o podłoże strachu oraz piętrzących się ograniczeń wprowadzały w zadumę, coraz głębiej ciągnąc w przygnębiające tematy. Uśmiechnęła się blado na ciche słowa Rigela. - Zgadza się. Podoba mi się myśl o mistrzostwie w okłamywaniu siebie. Skoro wszystko jest wyłącznie iluzją, dlaczego w ogóle przejmować się czymś, co nie jest prawdą, co nie ma znaczenia? - Podobne przemyślenia pojawiały się w półwilej głowie od tamtego dnia listopada, który zmienił całe jej postrzeganie świata. Stopniowo wprowadzała je w życie i choć nie było łatwo, już teraz mogła przyznać, że wychodziło jej to na dobre.
- O proszę! - Przyklasnęła w dłonie na wieść o słabości Aresa. Jak bardzo kochała kuzyna i czuła się z nim związana, tak rzadko poruszali jego życie romantyczne. - Przyznam szczerze, że wcale mnie to nie dziwi, zwłaszcza po tym, jak zapewniał cię, że nie będzie wierny. Jest to przykre, ale przynajmniej nie musisz się już nim więcej przejmować. - Wątpliwości Primrose mogły zostać rozwiane, a umysł czysty. W pamięci Evandry wciąż tkwiła ich rozmowa z zapomnianego pomostu pod Londynem, kiedy to lady Burke przyznała się do swych obaw. - Skąd o tym wiesz? Sam się przyznał, czy pojawił się ktoś życzliwy, komu zależało na wyjaśnieniu sprawy? - dopytywała szczerze ciekawa jak dowiedziała się prawdy w tym temacie. Otwartość Aresa, biorąc pod uwagę wysnute kłamstwa, była tu mało prawdopodobna.
- Nigdy nie wiesz, kiedy trafisz na nową miłość - stwierdziła, zerkając kątem oka na Aquilę, by zaraz po tym sięgnąć po swój uzupełniony trunkiem kieliszek. - Nie mówiłam wam o tym wcześniej, ale trafiła mi się pewna zabawna sytuacja. Ostatniego dnia października znalazłam w bibliotece tartaletkę i chwilę później przeniosłam się na most w Sligachan. Wtedy byłam przekonana, że to teleportacyjna czkawka, ale gdy go zobaczyłam, odniosłam wrażenie, że śnię. - Do tej pory nie zdradziła nikomu słowem tego, co wydarzyło się na wyspie Skye. Tajemnicę miała zabrać ze sobą do grobu, lecz upojona winem i opium ośmieliła się wyjawić swój sekret. - Miał na imię Vincent, pasjonat podróży i piękna natury. Oczarował mnie swoją wrażliwością, znajomością poezji, własną twórczością. - I nie tylko… Choć w jej brzuchu nie było już tańczących motyli, twarz Evandry rozpromieniała na samo wspomnienie. - Tamtego dnia byłam przekonana, że jestem gotowa rzucić wszystko, by zostać tylko z nim, a później… - urwała wpół zdania, bo w następnych dniach utrata wszystkiego okazała się być nadzwyczaj realna.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Antresola nad salonikiem [odnośnik]Pią 10 Gru 2021 - 18:03
-No przecież go noszę… - przewrócił oczami w odpowiedzi na słowa Primrose. - Cały Sabat miałem go na sobie! I ani razu nie zemdlałem. Fakt, mój różni się od waszych, ale modeluje podobnie. Może kwestia wiązania?
Niestety, ludzie lubią przesadzać nawet i w takich kwestiach.
Zamiast odpowiednio dostosować ubranie, aby wygodnie się je nosiło, robi się zwrot ku skrajnościom. I jak w takich warunkach cieszyć się z ładnego stroju, kiedy jedyną rzeczą, o jakiej się myśli, jest pozbycie się go jak najszybciej?
-W jednym się zgodzę - nie każdą aktywność da się w nim wykonywać. Na pewno nie założyłbym go na dłuższy lot.
Black lekko się skrzywił, kiedy Evandra zaczęła mówić o Francji. Nadal uważał Paryż za miejsce stanowczo przereklamowane. Jednak wizja wypadu z przyjaciółkami na zakupy naprawdę przypadła mu do gustu. Tylko czy uda im się teraz? Raczej nie.
Zrobią to po wojnie, jak już będzie spokojnie, wszyscy wrócą z frontu, przeżyją. Bo muszą przeżyć, prawda?
-Na mnie zawsze też możecie liczyć. - powiedział poważnie. Nie miał pewności, czy gdyby przyjaciółki wiedziały o nim wszystko, to czy powtórzyłyby swoje zapewnienia. Nie odtrąciłyby, co było tradycyjne dla ich środowiska.
A co, jeśli nie?
Może Evandra miała rację i nie należy się przejmować czymś, co i tak nie istnieje. Rigel tyle lat wmawiał sobie, że tylko będąc posłusznym i wypruwając sobie flaki, żeby zadowolić rodzinę, zasłuży w końcu na odrobinę miłości. Życie jednak pokazało, że nie musi tego robić, gdyż ma już w swoim otoczeniu osoby, które się o niego troszczą i kochają. A ojciec... Cóż. Jego nigdy nie zadowoli i musiał się w końcu z tym pogodzić.
Jednak istniał jeszcze jeden problem - wojsko. Czy próba uniknięcia śmierci na polu bitwy pod ostrzałem zaklęć, nie zostanie odebrana jako dezercja? Nie zrobi z Rigela Blacka zdrajcy już na samym początku?
To pozostanie zagadką jeszcze przez miesiąc. Teraz czarodziej miał ważniejsze rzeczy na głowie. Jak alkohol i pocieszanie Primrose.
-No popatrz. Coś tak czułem, że to wszystko jest niesamowicie podejrzane! - wyraźnie się obruszył. - Tchórz.
Zmarszczył brwi i upił łyk alkoholu, żeby powstrzymać się przed powiedzeniem jeszcze mniej przyjemnych słów w jego adres.
-Tak naprawdę w ogóle nie rozumiem tego... wszystkiego. Tych gierek. Przecież wiadomo, że małżeństwa to sojusze rodów. Najczęściej nie ma tam większych emocji. - postawił kieliszek na stoliku, zawartość zafalowała i parę kropel spadło na drewniany blat. - Połowa osób z towarzystwa ma kochanki i kochanków. Więc po co dawać sprzeczne sygnały? Próbować z jednej strony być szczerym, a z drugiej - nadal kłamać? Wygląda na to, że wstydził tego, na co się zdecydował, no albo próbował cię omotać.
Co za kretyn.
Pewnie, gdyby Rigel mógł, zdzieliłby go teraz w twarz. Na szczęście Aresa nie było obok, a i historia ta dobiegła końca, przecież zaręczyny zostały zerwane.
-Dobrze, że ktoś ci o tym powiedział. - nerwowo zaciągnął się dymem. - O takich rzeczach trzeba mówić. Jak grać w otwarte karty - to grać.
Black prawie się zakrztusił, słysząc opowieść Evandry. Przecież i jego też spotkała historia z tarteletką w roli głównej. Tylko że jego przeniosło do jakiegoś opuszczonego teatru, a zamiast przystojnego kawalera, czekała na niego tam młoda Macmillanówna. Wtedy też myślał, że była najpiękniejszą istotą na świecie… na szczęście więcej z całego zdarzenia nie pamiętał. Był tak odurzony eliksirem, którym jakiś bandyta nasączył ciastko, że jego pamięć oszczędziła mu dodatkowego cierpienia. Na szczęście parę dni później spotkał na swojej drodze już inną osobę, a tej nie miał zamiaru zapominać.
-Opowiesz, jak wyglądał? - wtrącił delikatnie. Może i uczucia były sprawką eliksiru, ale Rigela zainteresowało to, kim była osoba, o której Evandra nadal mówi z takim ciepłem. Poczuł też ucisk w gardle, słuchając jej słów, gdyż doskonale wiedział, co było dalej.
-Czasami wydaje mi się, że życie specjalnie uderza nas boleśnie w momencie, kiedy wydaje się nam, że w końcu jesteśmy szczęśliwi. A potem stoi i patrzy, jak cierpimy. - znów odłożył fajkę i sięgnął po kieliszek, żeby zwilżyć gardło. - Ale, wiecie co, dobrze, że daje nam posmakować przynajmniej tych krótkich chwil radości. Bez tego można zupełnie oszaleć.
Opiumowy dym przywołał w pamięci Rigela małą leśniczówkę, otuloną gęstą mgłą i pierwszym śniegiem, dźwięk słów, które w końcu zostały wypowiedziane, gorący dotyk i przyspieszone oddechy. Myśli te sprawiły, że blade policzki lorda Blacka wyraźnie się zaróżowiły, a usta same ułożyły się w uśmiech - zupełnie inny, niż jego przyjaciółki kiedykolwiek widziały. Czarodziej wyglądał w tamtej chwili jak zakochany uczniak. Jakby nie siedzieli w już zadymionym pokoju, pijani i upojeni narkotycznym dymem, tylko na błoniach Hogwartu, chowając się przed nauczycielami i światem.
-Spotkałem też kogoś kompletnie przez przypadek. - zaczął powoli, ale rozgrzewający krew alkohol dodał mu odwagi, żeby podzielić się czymś, o czym obiecał nie mówić nikomu. Czego bał się kiedyś równie mocno, co śmierci. - I było to coś, nie do opisania. Chyba nigdy… nie, na pewno nigdy nie byłem równie szczęśliwy, co w tamtych dniach. I teraz mimo to, że nie wiem, czy jeszcze go kiedykolwiek zobaczę, to powiem wam, że było warto.
Popatrzył na Prim z determinacją, jakby to, co zamierzał powiedzieć, było ekstremalnie ważne.
-Tak że Evandra ma rację. Nigdy nie wiesz, kiedy nowa miłość się trafi. A jak już się trafi, łap ją.


The truth may be out there
But the lies are inside your head.

Rigel Black
Zawód : Stażysta w Departamencie Tajemnic, naukowiec
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
We are all roamers of vast spaces and travellers in many ages.
OPCM : 0
UROKI : 17
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8887-rigel-black https://www.morsmordre.net/t9011-apt#270971 https://www.morsmordre.net/t9014-skeletons-in-my-closet#271101 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9012-skrytka-bankowa-nr-2091#270977 https://www.morsmordre.net/t9026-rigel-a-black#271647
Re: Antresola nad salonikiem [odnośnik]Sro 15 Gru 2021 - 17:19
Wyprawa do Paryża, oderwanie się od tego wszystkiego zdawało się bardzo kuszącą opcją. Byli szlachetnego pochodzenia i nadal byli młodzi. Pomimo tego, że Evandra była żoną i matką to wciąż miała ledwo dwadzieścia trzy lata i podobnie jak Prim nie poznała życia, nie doświadczyła wszystkiego. Rigel zaś, raptem starszy o trzy lata i chociaż mężczyzna pozostawał stażystą w Ministerstwie Magii, wciąż się uczył i pragnął, głęboko pragnął życia, tak odmiennego od tego, które teraz posiada.
Primrose zaśmiała się ponuro do swoich myśli - mieli być poważni, rozsądni i mądrzy, a pragnęli zabawy, beztroski i możliwości popełniała głupot. Stara niania powiedziałaby, że wciąż są dziećmi u progu dorosłości. Czy wyjazd do Paryża dałby im chwilę oddechu? I czy w czasie wojny mogą sobie na to pozwolić kiedy lista obowiązków z każdym dniem się wydłużała? Szczerze w to wątpiła i musiała się pogodzić, że jeżeli kiedykolwiek znajdą się w Paryżu to kiedy wojna minie. Nie zapowiadało się aby miało się to zmienić w przeciągu najbliższych miesięcy.
-Powinniśmy udzielać lekcji z samookłamywania się. - Zawyrokowała z pewnością w głosie i zaciągnęła się z fajki, a kiedy zorientowała się, że ta powoli się kończy ruszyła się ze swojego miejsca i sięgnęła po zapas opium aby napełnić nim fajki i rozpalić na nowo. Przez to mieli chwilę przerwy więc opary z dymu rozeszły się rozjaśniając antresolę, która przez chwilę przypominała palarnie opium na Nokturnie. Maczek będzie marudził pod nosem, że wywietrzenie pomieszczenia zajmie mu sporo czasu, ale w tym momencie nie miała zamiaru przejmować się skrzatem domowym.
-Życzliwa osoba mnie poinformowała. - Odpowiedziała sprawdzając czy fajka jest dostatecznie rozpalona i podała ją obieg. -Nie wiem kim jest ta kobieta, choć próbowałam się dowiedzieć, to jedynie, że nie z naszego środowiska. - Wzruszyła ramionami. -Nadal by mógł ją mieć. Nie oczekiwałam od niego wierności, a jedynie dyskrecji i umiejętności w jej zachowaniu. Jak się okazało, nie wiedział jak to robić skoro już w okresie narzeczeństwa mi doniesiono. - Wciąż miała w pamięci rozmowę z Evandrą kiedy wiedziona poczuciem, że żona powinna wiedzieć, zwłaszcza w związku między rodami szlacheckimi, wyznała jej prawdę. -Nie wiem czym się kierował, ale najwidoczniej mi nie uwierzył, że wolę wiedzieć i nie być zaskakiwaną. Takich niespodzianek nie lubię.
Zerknęła zaciekawiona to na Rigela to na Evandrę, przygoda? Nasączone czymś słodycze pod koniec października? Ona wtedy pewnie siedziała w pracowni i szansa na szaleństwo, to jedno w życiu przeszło jej koło nosa. Jak zwykle, lady Burke nie miała poznać tego szalonego uczucia jakie mieli okazję jej przyjaciele.


|Lecimy z dialogiem do szafki



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Antresola nad salonikiem - Page 2 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Antresola nad salonikiem [odnośnik]Pią 24 Gru 2021 - 2:13
|Wracamy z szafki

Wychyliła spory łyk z kieliszka słuchając Rigela i czuła jak serce jej się rozrywa na strzępy. Widziała, że darzył tego człowieka prawdziwym uczuciem, takim o którym przed chwilą jej mówił, że jak już się to stanie, należy je złapać i trzymać mocno przy sobie. Nie mogła znieść go w takim stanie więc podniosła się ze swojego miejsca, nieco chwiejnie więc musiała złapać równowagę i podeszła do przyjaciela. Usiadła obok niego i objęła ramieniem. Oparła głowę o jego bark i uśmiechnęła się smutno.
-Wojna dotyka nas wszystkich. Bardzo mi przykro. - Chciała móc powiedzieć, że jakoś się ułoży, ale byłoby to kłamstwo, które nie niesie ze sobą żadnego pocieszenia. Złudzenie jedynie, że świat może być kiedyś lepszy. Wszyscy doskonale wiedzieli, że uczucie jakie Rigel żywi do innego mężczyzny jest zakazane, a śpiąca teraz Aquila chciała chronić brata. Przemilczenie pewnych kwestii dawało gwarancję, że Black nie straci nazwiska i rodziny, że nie zniknie nagle z ich życia; gwałtownie wyrwany i wyrzucony poza nawias klasy. Zrozumiała, że przyjaciel cierpiał w samotności i to przez bardzo długi czas, nie potrafiła sobie wyobrazić jak bardzo było to dla niego bolesne. Nagle kłamstwa Aresa i buta Mathieu okazały się drobnostką, którą nie powinna się przejmować.
-Jesteś lordem, nikt nie pośle ciebie bezpośrednio na front. - Starała się pocieszyć przyjaciela i spojrzała w stronę Evandry szukając u niej pomocy w złagodzeniu sytuacji. -Wątpię abyś został postawiony na pierwszej linii wroga. Raczej dadzą cię na tyły. Może zarządzanie jakąś jednostką? Nie znam się na wojskowości, ale nikt nie będzie przelewał bezsensownie szlachetnej krwi.
Chciała wierzyć, że tak właśnie będzie i przyjaciel spędzi gdzieś na tyłach parę tygodni po czym wróci do nich bez większych ran. Pollux Black na pewno nie pozwoliłby na to aby jego syn ginął na wojnie. Musiał mieć wobec niego ambitniejsze plany i musiał wiedzieć, że Rigel nie był typem wojownika a naukowca. O wiele lepiej będzie się sprawdzał jako człowiek poszerzający kręgi mądrych głów ich świata. -Zdaje się, że wielu położy swoje życie na ołtarzu ambicji Czarnego Pana. - Mruknęła cicho i uświadomiła sobie jak bardzo odważne czy wręcz głupie słowa właśnie wypowiedziała. -Możliwe, że po wydarzeniach z ostatniej misji wyciągną jakieś wnioski. - Dzień gdy przybyli był straszny, a moment, w którym okazało się, że Edgar stracił pamięć mroził w żyłach, poroże Craiga również zwiastowało mroczną istotę, choć nigdy jej nie zobaczyła.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Antresola nad salonikiem - Page 2 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Antresola nad salonikiem [odnośnik]Pią 7 Sty 2022 - 1:33
Rigel lekko się wzdrygnął, kiedy poczuł, że jest obejmowany. Zupełnie się tego nie spodziewał, ale bliskość przyjaciółki sprawiła, że w jego głowie puściły ostatnie hamulce i tylko bardziej skulił się, pozwalając sobie w końcu na cichy szloch. Tak bardzo czuł, że nic już od niego nie zależy. Jest teraz zupełnie jak ten liść rzucony do wzburzonej rzeki - niesiony nie wiadomo gdzie, podtapiany, uderzający o ostre kamienie. Bez drogi ucieczki, bez planu awaryjnego. Bo co może zrobić taki liść? Nic.
Tylko mieć nadzieje, że los będzie dla niego łaskawy i pozwoli mu szybko pójść na dno.
-Ja też się n-na niej nie znam… - wydusił z siebie przez zaciśnięte gardło. - N-nie znam s-się na walce. I na tych wszystkich i-innych wojskowych rzeczach. Dlaczego po prostu nie mogę z-zajmować się nauką? Czemu wszyscy uważają to za coś g-gorszego? Przecież jak będę się trzymać z dala od walk, to jeszcze nazwą mnie tchórzem, dezerterem… i zabiją. A ojciec mnie wydziedziczy.
Dlaczego ktoś wpadł na taki szalony pomysł, żeby wszystkich młodych szlachetnie urodzonych pakować w coś takiego? To głupota. A przecież tyle dobrego mogą zdziałać w swoich hrabstwach! Jak rzucenie ich na pastwę losu gdzieś w bliżej nieokreślonym miejscu ma pomóc w budowaniu stabilnego i dostatniego państwa? Dlaczego nie można dostosowywać zadań do talentów osób? Rigel tak bardzo próbował zrozumieć zasady tej gry, ale im bardziej się nad tym głowił, tym czuł się coraz bardziej zdezorientowany i zagubiony, aż od tych myśli i łez rozbolała go głowa.
Drżącą ręką sięgnął po kieliszek, jednak ten jak na złość okazał się pusty.
-Nie sądzę, że wyciągnęli. Gdyby to zrobili, nie musielibyśmy iść na front. Nie musielibyśmy… robić tak wielu rzeczy. Na przykład czekać, aż nasze istnienia wymienią na jakieś inne. Dokładnie tak jak było z Alphardem. Oni wymienili jego życie na inne. Jakby był jakimś… cholernym przedmiotem… towarem...- znowu załamał mu się głos, ale żeby powstrzymać kolejną falę łez, Black boleśnie przygryzł dolną wargę. - Niszczą nasze rodziny, wpychają się z butami na nasze święta. Jeszcze chwila i zapragnął żyć w naszych domach i nam rozkazywać. - po czym dodał już znacznie ciszej. - Powtarza się dokładnie to, o czym kiedyś powiedziałem Francisowi. Nic dobrego nie wyniknie, kiedy u władzy jest człowiek, który ubzdurał sobie, że jest wszechmogącym bogiem.
Rigel poczuł się nagle taki zmęczony i ociężały. Chyba powinni już wracać do domu. Do bezpiecznej kamienicy, ukrytej od wrogów i wszelkiego zła.
Ale czy na pewno?

/ztx3


The truth may be out there
But the lies are inside your head.

Rigel Black
Zawód : Stażysta w Departamencie Tajemnic, naukowiec
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
We are all roamers of vast spaces and travellers in many ages.
OPCM : 0
UROKI : 17
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8887-rigel-black https://www.morsmordre.net/t9011-apt#270971 https://www.morsmordre.net/t9014-skeletons-in-my-closet#271101 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9012-skrytka-bankowa-nr-2091#270977 https://www.morsmordre.net/t9026-rigel-a-black#271647

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Antresola nad salonikiem
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach