Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Wyspa Lindisfarne
AutorWiadomość
Wyspa Lindisfarne [odnośnik]15.03.21 7:53

Wyspa Lindisfarne

Lindisfarne to wyspa pływowa u północno-wschodnich wybrzeży Anglii, w hrabstwie Northumberland. Ze stałym lądem połączona jest groblą komunikacyjną.
W 635 roku na Lindisfarne został założony klasztor ufundowany przez Aidana Longbottoma, który tym gestem okazał im swoją przychylność. Przeciwnicy gościnności wobec mugoli w roku 793 spalił klasztor i splądrowali go ze wszelkiego złota. Wszyscy mieszkańcy klasztoru zostali zamordowani, jest to jedna z mocniej odznaczających się objawów nietolerancji wobec mugoli, który został opisany w podręcznikach Historii Magii. Na miejscu tragedii postawiony został w IX wieku rzeźbiony kamień.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wyspa Lindisfarne Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wyspa Lindisfarne [odnośnik]21.03.21 22:50
13 listopada

Wschód słońca obserwowałem z wydm, kilometr, może dwa oddalonych od komunikacyjnej grobli jaka łączyła wyspę Lindisfarne z lądem. Nad linią morza wznosiło się nieśpiesznie słońce, które zniknęło za chmurami. Jesienna aura znów dała o sobie znać. Niebo zagrzmiało, błyskawica rozcięła ciemne chmury, niemal zagłuszając trzask teleportacji jaki rozbrzmiał nieopodal mnie. Zwróciłem w tamtą stronę spojrzenie, odnajdując drobną, niziutką sylwetkę Justine Tonks, po czym zerknąłem na zegarek. Nie spóźniła się. Doskonale. Poprosiłem ją, by pojawiła się tu, nie na samej Wyspie, nie przy grobli. Chciałem z nią jeszcze porozmawiać. Przekazać kilka istotnych informacji. Od klasztoru, który zamierzałem z nią sprawdzić, dzieliło nas tyle, że niemożliwym byłoby wykrycie naszej obecności - tego samego nie mogliśmy uczynić sami. Pod nieobecność Justine sprawdziłem najbliższą okolicę. Nikt się tu nie kręcił, nie nałożono żadnych klątw i innego rodzaju zabezpieczeń. Mogliśmy w spokoju porozmawiać. Kusiło mnie, jak często ostatnimi czasy, by zapalić, kieszenie miałem jednak puste. Tytoń się skończył, a kiedy handlarz w Hogsmeade podał mi ostatnio cenę - złapałem się za głowę. Coraz trudniej było mi ostatnio złapać płatną robotę, więc zrezygnowałem.
- Dzień dobry - przywitałem ją, ciaśniej opatulając się płaszczem; wtedy też, nagle, z ołowianych chmur runął deszcz. - Caelum - mruknąłem, celując różdżką w niebo, aby najbliższy obszar wokół nas zaczęła chronić niewidzialna bariera - zatrzymała deszcz i silny wiatr. Jego wycie ucichło, wilgoć przestała osadzać się na twarzy i ubraniu.
Podszedłem do sporego głazu, który wysokością sięgał mi kolan i był dość płaski, nadawał się więc do służenia za prowizoryczny stół. Wysuszyłem go kolejnym czarem, po czym wyciągnąłem zza pazuchy starannie, wielokrotnie złożony pergamin i rozwinąłem go, kładąc na kamieniu, przy którym przykucnąłem. Gestem wskazałem, aby Tonks uczyniła to samo.
- To plany klasztoru - poinformowałem ją, sunąc palcem po pierwszej stronie, na której w świetle Lumos, jakim rozbłysnął koniec mojej osikowej różdżki, czarownica mogła dostrzec szczegółowo rozrysowane wszystkie piętra, a na nich pomieszczenia wspomnianego klasztoru. - Wiesz do czego tam przed laty doszło? - spytałem, ogniskując na jej twarzy wspomnienie, ciekaw, czy sama poczyniła jakieś kroki, by się do tego spotkania przygotować. W liście nie ujawniłem wiele, nie można było teraz ufać listom, zwłaszcza niesionym przez niemal całą Wielką Brytanię, jednakże dzięki samej nazwie wyspy mogłaby znaleźć całkiem sporo, jeśli tylko by chciała.

| k100 na poazkabanowe konsekwencje


when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Cedric Dearborn
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
anger makes you stupid

stupid gets you killed
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wyspa Lindisfarne Hss7
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Re: Wyspa Lindisfarne [odnośnik]21.03.21 22:50
The member 'Cedric Dearborn' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 2
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wyspa Lindisfarne Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wyspa Lindisfarne [odnośnik]21.03.21 23:29
The member 'Cedric Dearborn' has done the following action : Rzut kością


'Zdarzenia' :
Wyspa Lindisfarne EeroVMZ
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wyspa Lindisfarne Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wyspa Lindisfarne [odnośnik]28.03.21 0:26
Wstała w zły humorze. A może wstała w złym, bo trochę czuła się winna i w jakiś sposób wiedziała, że miał rację. Mimo to, wstała o czasie, właściwie przed nim. Sama zaskakiwała się, jak bardzo zmieniła się przez ostatni rok. Wcześniej, nawet gdy próbowała zdawała się nie być w stanie pojawić się odpowiednio, jeśli nie z własnej winy, coś stawało na jej drodze. Teraz, te sytuacje wydawały się schodzić z jej drogi, była nie do  zatrzymania.
Przynajmniej wcześniej. Azkaban ją zmienił ponownie. Wlał w jej serce strach, rozbił całkowicie. Zakwestionował wszystko kim była i czym była, wykładał dokładnie jej błędy raz za razem. Odnaleziony od Cedrica list był prawie jak wybawienie, oddech powietrza, którego potrzebowała by zacząć oddychać ponownie. Nie to,że sie nie bała - obawiała się cholernie. Spojrzeć w twarz w światu, ale jednocześnie zaczynała dusić się w klatce którą wyznaczało zaklęcie Fideliusa okalające jej własny dom. Wiedziała, że nie będzie zadowolony - Vincent. Ale nie mogła dłużej uciekać, dłużej chować się przed światem. Zamykać, nawet jeśli wyjście nie miało należeć do przyjemnych. Nawet, jeśli nie przepracowała jeszcze wszystkiego. Nie stawiając czoła własnym obawom i lękom. Była silna, ale zjadało ją wszystko to, co nadal rozgrywało się w jej głowie.
- Bry. - odpowiedziała Cedricowi podchodząc bliżej, bez uśmiechu, bez jakiejkolwiek większej reakcji, chociaż język aż prosił, żeby mruknąć jakimś komentarzem odnośnie tego, że dzień wcale do dobrych nie należał. Zatrzymała to jednak dla siebie, bo niczego to też nie wnosiło. Nie miało za bardzo jak. A swoje własne humory, powinna zostawić za sobą w domu. Mijający czas pozwolił jej nauczyć się tego. Zgubiła gdzieś większość swojej naiwności. Może czasem wydawała się zwyczajnie nieprzystępna, ale wolała być skupiona. Oberwanie chmury, nagłe - ale w Anglii mało zaskakujące. Uniosło na chwilę jej głowę do góry. Szybko rzucone zaklęcie powstrzymało krople. Ruszyła w milczeniu za nim podchodząc do głazu na którym rozłożył pergamin. Pochyliła się nad nim dłonie pozostawiając wetknięte w kieszenie płaszcza.
- Masowe morderstwo. Czytałam o nim po twoim liście - przyznała ze spokojem, unosząc na niego spojrzenie. Kiedy otrzymała list, sięgnęła po Księgę od historii magii. Sama nazwa którą wspomniał kołatała się w jej głowie. Dość cicho, nawet niewyraźnie. Wolała wiedzieć. Pochylona nad mapą, skupiona na niej, dopiero po chwili do poczuła. Dotyk, który przesunął się po jej ciele jak coś obrzydliwego, który przypomniał jej dotyk strażników z Azkabanu. Ciało mimowolnie uciekło, odsunęło się, różdżka z ręką wystrzeliła z kieszeni w stronę mężczyzny. Oddychała ciężko, a ręce jej drżały, obie, choć drugą zaciskała w pięść. Spoglądała na mężczyznę, który - nie wiedzieć kiedy - znalazł się obok nich. Wyglądał mizernie i wyglądał na przestraszonego. Ale ostatnie co powinien próbować, to okraść ich dwóch. Nie była pewna, czy rozpoznał z listów jej twarzy, czy nie. Dziś ciemne włosy okalały jej twarzy, ale poza nimi, nie zmieniła nic więcej. Próbowała opanować drżące serce, kiedy ten się odezwał.



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Justine Tonks
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Wyspa Lindisfarne Just6
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Re: Wyspa Lindisfarne [odnośnik]23.05.21 16:56
Nie spodziewałem się po Tonks entuzjastycznej reakcji. Ani uśmiechu, ani podekscytowania z powodu zadania do którego została wyznaczona, choć na twarzach stażystów często można było je dostrzec. Jeszcze nie wiedzieli na co się piszą, co tak naprawdę ich czeka. Ekscytowała ich myśl, że wreszcie stają do upragnionej walki ze złem, nieświadomi, że ona wypleni z nich wszystko, co dobre.
Tylko, że Tonks nie była standardową kursantką, stażystką. Miała znacznie więcej doświadczenia, temu nikt nie przeczył. Na własnej skórze dotkliwie przekonała się jak bolesna była czarna magia i jak ciemna mogła okazać się otchłań w którą musieliśmy spoglądać. Wielu członków Zakonu Feniksa miało podobne doświadczenia, jednak nikt nie przeżył w Azkabanie aż miesiąca. Dziwiłem się, że Tonks, dwa księżyce później, jest w stanie wstać z łóżka i wziąć się do pracy, stawić czoła obowiązkom. Nie chodziło mi o stan fizyczny, Zakon Feniksa miał niesamowitych uzdrowicieli, zdolnych do wyleczenia największych ran, lecz o ducha. Niewiele osób byłoby w stanie się po tym podnieść. Azkaban wyniszczał ludzi. Dementorzy wysysali z nich wszystko co dobre. Trzeba było niebywałej siły, aby choć spróbować wstać i ruszyć dalej - a co dopiero walczyć.
- Tak, to prawda - skinąłem głową, zadowolony, że poczyniła do naszego spotkania przygotowania. Dobrze to o niej świadczyło. - Czarnoksięskie szumowiny mają słabość do takich miejsc. Chyba ekscytuje ich echo śmierci w powietrzu, niekiedy ma to dla nich znaczenie wręcz symboliczne, a do symboli bywają mocno przywiązani - wyjaśniłem jej cicho. - Auror czasami musi myśleć jak czarnoksiężnik, spróbować wniknąć w jego myśli, to może naprowadzić cię na... - tłumaczyłem Tonks, dzieląc się z nią tym, czego nauczyłem się sam i co pomagało mi w ostatnich latach pracy, wtedy jednak usłyszałem jakiś szmer, trzask gałązek. Z zarośli, przy których staliśmy, wyłonił się człowiek, od razu wyciągnął dłoń ku Tonks, a ja wysunąłem z rękawa różdżkę. - Odsuń się od niej - zażądałem natychmiast.
Kim był? Śledził nas? W tej opuszczonej okolicy nie spodziewałem się włóczęgów. Nie wyglądał jednak jak czarnoksiężnik, szmalcownik - właściwie to wyglądał tak mizernie i słabo, że silniejszy podmuch wiatru mógłby go złamać w pół. Wychudzony, brudny, trochę też cuchnął. Miał zapadnięte policzki, na nich siniaki i przerzedzone włosy, w matowych oczach zaś strach. Cofnął się na mój rozkaz, uniósł obie dłonie, a z jego pobielałych ust padł potok słów.
- J-ja... p-przepraszam. Umieram z głodu. Od kilku dni nie miałem nic w ustach. Mnie samego okradli, nie mam już nic. Błagam, pomóżcie mi, może macie coś do jedzenia?
Lewą dłoń położyłem na ramieniu Tonks, ciągnąc ją lekko ku sobie, sugerując, by się cofnęła. Zauważyłem jak zareagowała na ten niespodziewany dotyk i nie zdziwiło mnie to ani trochę. Musiała być jednak bardziej czujna, jeśli chciała już teraz towarzyszyć aurorowi podczas misji.
Na włóczęgę spojrzałem niechętnie, podejrzliwie; powinien był zapytać, poprosić o pomoc, a nie podkradać się do nas znienacka, próbować okraść Tonks - lecz w obecnych czasach nie można było już liczyć na łaskę. Każdy musiał radzić sobie sam, tak jak potrafił. Niekiedy nawet i kradzież okazywała się konieczna, by przetrwać.
- Masz coś ze sobą? - mruknąłem do Justine.
Miałem przy sobie tylko kanapkę na później. Marną ale jakąś. Dwie kromki jasnego pieczywa z pastą z białej fasoli. Wyciągnąłem ją spod płaszcza, zawiniętą w papier, oddałem ją włóczędze, on zaś odwinął ją od razu i zaczął żarłocznie pochłaniać.


when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Cedric Dearborn
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
anger makes you stupid

stupid gets you killed
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wyspa Lindisfarne Hss7
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Re: Wyspa Lindisfarne [odnośnik]07.06.21 1:18
Nie potrafiła się uśmiechać tak jak wcześniej. Nie potrafiła być taka jak kiedyś. Ale nie dziwiło to nawet jej samej. Chociaż nie chciała, Azkaban zmienił ją. Czas który tam spędziła doprowadzał ją na skraj szaleństwa, czasem wyrywając ją z niego ostatnich westchnieniem poczytalności innym razem wrzucając w widok nierealnych mar. Powrót wcale nie był łatwiejszy, nadal je słyszała gdy zostawła sama - głosy, które znajdowały się wokół w nieuchwytnych marach, cieniach, przemykających po ścianach. To obecność innych ludzi sprawiała, że milkły. A jej własna osobowość potrzebowała towarzystwa jak powietrza. Nie mogła dłużej zamykać się w niewidzialnej klatce pod kopułą zaklęcia, które same utkała. Musiała stawić czoła światu na nowo, od samego początku. Przyswajając zachowania, które uleciały, które pozostały a trzeba je było odświeżyć, przypomnieć im, jak mięśniom, o odpowiedniej reakcji, działaniu.
Kiedy otrzymała informacje od Cedrica poświęciła czas, żeby odnaleźć informacje o wspomnianej wyspie. Nie raz powtarzano im, że odpowiednie przygotowanie i zrozumienie danego miejsca - jeśli w jakieś byli kierowani - mogło im pomóc. Nie wątpiła w te słowa, przeczytała więc historię wyspy. Kilka krótkich słów potwierdzonych przez Cedricka skwitowała skinięciem głowy. Słuchała kolejno padających słów, łatwo i dość szybko wchodząc w relację która łączyła ich podczas pracy dla biura. On prowadził - ona podążała za nim. Jasne tęczówki przeniosły się z niego, na mapę i uniosły ponownie ku górze. Przytaknęła głową, wdzięczna w jakiś sposób za słowa. Nie musiał, tak po prowadzie. Mógł zwyczajnie przedstawić plan, bez wnikania w szczegóły, czy rozwijania, rozkładania na mniejsze tego, czym mogli kierować się czarnoksiężnicy.
Nagły dotyk, niespodziewany, niezapowiedziany, zadziałał paraliżująco wrzucając ją w najczarniejsze odmęty przeżytych chwil. Czuła jak drżenie przechodzi przez nią całą, jak obezwładniające paraliżujące uczucie przyśpiesza oddech, odbiera chwilowo skupienie. Trzymała różdżkę, ale zdawała się mieć pustą głowę, nadal nie potrafiąc wyrwać się ze wspomnień, które tak wyraźnie czuła na ciele. Mocniejszy uścisk na ramieniu sprawił, że ponownie drgnęłam odwracając głowę, dostrzegając jak przez mgłę Cedricka. Cofnęłam się, zgodnie z ruchem, siłą, którą wkładał, stając nie obok, ale trochę za nim. Różdżka nadal kierowała się w stronę mężczyzny, wypowiadane przez niego słowa docierały do niej, ale jednocześnie nie całkowicie i do końca. Brałam wdechy, przymykając na chwilę powieki, wypuszczając powietrze przez nos, starając się uspokoić tak, jednym ze sposobów, które znałam. Doprowadzić serce do miarowego, spokojnego bica. Padające obok pytanie uniosło je ku górze, spojrzała najpierw na aurora, a później na mężczyznę. Pokręciła przecząco głową, wsadzając lewą rękę do kieszni, prawa dłoń mocniej zacisnęła się na różdżce. Ręka w kieszeni natrafiła na kilka moment. Złapała je w palce i wyciągnęła, zerkając przelotnie na monety. - Nie będzie tu więcej niż dziesięć galeonów. Weź to i idź. - powiedziała do mężczyzny, cichym, wypranym z emocji głosem wyciągając rękę, czekając aż on wyciągnie rozwartą dłoń. Wrzuciła na nią monety, a później patrzyła, jak w pośpiechu odchodzi. Przesunęła spojrzeniem wokół nich, układając dłonie na biodrach, biorąc kolejne wdech w pierś. - Salvio Hexia. - zdecydowała w końcu, stawiając niewidzialną barierę mającą oddzielić ich widoczność dla kogoś, kto mógł spoglądać w tym kierunku zza drzew. Z drugiej strony mieli puste pole, nie istniała możliwość by ktoś podszedł niezauważony bez używania zaklęć. - Kontynuujmy…? - zaproponowała, a może poprosiła. Oddychała już spokojniej, chociaż lewa dłoń nadal drgała, prawa zdawała się pozostawać względnie nieruchoma. Widocznie silniejsza od tej, która nie była wiodącą. Samo doprowadzenie rąk do użyteczności zajęło długo, teraz chociaż - ponownie - była samodzielna.



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Justine Tonks
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Wyspa Lindisfarne Just6
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Re: Wyspa Lindisfarne [odnośnik]08.07.21 11:14
Przez pierwszą, właściwie, połowę mojego życia miałem zupełnie inne plany na swoją karierę, ścieżkę zawodową. Marzyłem o tym, aby zostać łamaczem klątw z ramienia Banku Gringotta i podróżnikiem tak jak on. Fascynowały mnie starożytne runy (wciąż to robiły, były moją pasją mimo upływu lat) i pragnąłem zgłębiać ich tajniki, życie miało wobec mnie jednak inne plany. W obliczu morderstwa ojca, dokonanego przez czarnoksiężnika, sumienie nie pozwalało mi postąpić inaczej jak tylko dopilnować tego, by sprawiedliwość została wymierzona. Ciężko pracowałem na wyniki na tyle dobre, aby dostać się na kurs aurorski - sądziłem, że wiem co mnie na nim czeka. Nauka walki ze złem. Niejako byłem w błędzie. Na kursie aurorskim człowiek dowiaduje się, że musi niekiedy nauczyć się myśleć jak czarnoksiężnik. Wejść w głowę tej parszywej, obrzydliwej gnidy i spróbować przewidzieć jego kolejny ruch. Oczywiście tego nie dało się wpoić przez półtorej roku. To zajmowało lata. Sam wciąż się tego uczyłem i czułem, że to ważne, aby przekazać to Justine, która ledwie zaczęła kurs, a został przez sytuację polityczną brutalnie przerwany. Może nie byłem odpowiednią osobą do przeprowadzenia szkoleń, może to jeszcze za wcześnie, bym komuś mentorował tak jak Kieran Rineheart mnie - ale starałem się jak mogłem, sytuacja była jaka była.
W innej może byśmy nawet przerwali. Odłożyli rekonesans na ruinach wyspy Lindisfarne na inny termin przez nagłe, niespodziewane pojawienie się włóczęgi. Czy aby na pewno to tylko przypadek? Wrodzona podejrzliwość podpowiadała mi czarniejsze scenariusze, o byciu obserwowanym i śledzonym, z drugiej jednak strony człowiek ten wyglądał tak marnie i biednie, jakby znajdował się na krawędzi śmierci. Od razu wziął ode mnie kanapkę z białą fasolą i zaczął ją łapczywie pożerać. Pieniądze też przyjął i miałem wrażenie, że oczy zaświeciły mu się lekko. Podziękował chrypliwie i odszedł, jakbyśmy zaraz mieli się rozmyślić, zabrać mu kanapkę i galeony. Sporo ich mu dała, lecz na pewno pomogą mu przetrwać następne dni.
W milczeniu obserwowałem jak bariera niewidzialności opuszcza się za naszymi plecami, na wszelki wypadek, gdyby ktoś rzeczywiście nas obserwował.
- Tak. Na mapie, jak widziałaś, jest jedno dyskretne wejście. Przyjmowali tamtędy dostawy, Spróbujemy wejść tamtędy, przełamać zabezpieczenia. To po drugiej stronie wyspy. Możemy rzucić zaklęcie kameleona i polecieć tam na miotle. Mam swoją - zaproponowałem, ręką wskazując na zachodnią część wyspy. - Sprawdzę jeszcze, czy na szerszy obszar nie rzucili zaklęć ostrzegających - mruknąłem, podchodząc bliżej krawędzi klifu i wyciągając różdżkę. - Carpiene.


when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Cedric Dearborn
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
anger makes you stupid

stupid gets you killed
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wyspa Lindisfarne Hss7
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Re: Wyspa Lindisfarne [odnośnik]08.07.21 22:55
Obserwowała jak mężczyzna zjadała podarowaną kanapkę i bierze wyciągnięte przez nią pieniądze. Nie do końca powinna była. Od kiedy Biuro zostało zdelegalizowane, musiała zacząć się podejmować dodatkowych zleceń. Praca w lecznicy też nie mogła być stała, nie kiedy kurs nadal się toczył - choć w całkiem innej formie. Ale jej dostępność dla Biura pozostawała w tym samym wymiarze co wcześniej, nie licząc przerwy na dojście do siebie po Azkabanie. Do tego oczywiście dochodziły działania na rzecz Zakonu. Gdzieś po drodze lecznica. Zwyczajnie brakowało jej czasu, żeby tam zostać na dłużej. Więc tak, zdecydowanie - nie powinna była. Ale chciała się go pozbyć jak najszybciej. Jego i wrażenia, które rozpełzło się po niej. Niewygodnie, okrutnie, takie o którym chciała możliwie jak najszybciej zapomnieć. Teraz wiedziała, że nie będzie to takie proste. Szczęśliwie dla niej, mężczyźnie nie trzeba było powtarzać dwa razy. Odszedł i nawet nie zastanawiała się nad tym, co tak właściwie zrobi dalej. Wiedziała, że kilka galeonów nie naprawi jego problemów. Ale w tym momencie chciała - a może wolała - skupić się na tym, co mieli do zrobienia.
Uniosła różdżkę, układając za nimi zasłonę, nie chciała, żeby ktoś zaskoczył ich ponownie. Ta sytuacja pokazała jej, jak daleko jej było jeszcze do odpowiedniego funkcjonowania. Stałej czujności o której tak często mówił Kieran. Pytanie wypadł z jej ust, a werbalne potwierdzenie sprawiło, że odetchnęła lekko. Irracjonalnie obawiając się że Cedric zdecyduje się przerwać rekonesans i nakarze jej powrót do domu. Była w stanie działać dalej. Wiedziała, że tak. Uspokoiła oddech i nie zamierzała dać się podejść tak drugi raz. A co ważniejsze, potrzebowała znów działania. Potrzebowała prędkości, której nabierała tylko wtedy, kiedy nie pozostawała w bezruchu.
Pochyliła się znów nad mapą i siknęła krótką głową, żeby palcem stuknąć miejsce o którym mówił nie przerywając wypowiadanych przez niego słów. Też miała ze sobą miotłę, dlatego plan działania nie budził w niej żadnych większych wątpliwości.
- Chcesz przejąć to miejsce? Jeśli mamy wystarczająco dużo czasu i uda nam się złamać zabezpieczenia, możemy sami nałożyć takie, żeby udaremnić kolejnym próby zasiedlenia się tutaj. O ile spotkamy kogoś na miejscu. - nie odrzucała żadnej z możliwości. Bo przecież - oni jak nikt, powinni spodziewać się niespodziewanego. Zacisnęła palce na różdżce, kiedy on rzucał Carpienie, Justine podjęła się próby rzucenia kameleona, ale pierwsza z prób spłynęła na panewce. - Wykryłeś coś? - zapytała, nie ruszając bliżej niego, zamiast tego podejmując kolejną z prób z tym samym skutkiem. Transmutacja szła jej… różnie. Za trzecim razem w końcu zaklęcie się powiodło, a ona zaczęła zlewać się z otoczeniem.



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Justine Tonks
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Wyspa Lindisfarne Just6
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Re: Wyspa Lindisfarne [odnośnik]13.07.21 1:01
- Jeśli tylko uda nam się przeszukać ich kryjówkę i wystarczy czasu, to możemy nałożyć na nich pułapkę - odpowiedziałęm, skinąwszy głową na propozycję Justine, była dobra, choć przejęcie klasztoru nie było naszym dzisiejszym celem. Chodziło nam o dotarcie do ich potencjalnych planów, znalezienie dowodów, wskazówek, czegoś co podpowie nam co zamierzają zrobić w przyszłości, aby zapobiec tym zbrodniom. Samo schwytanie kilku nie będzie wystarczające.
- Nie. Przynajmniej nie stąd. Spróbuję raz jeszcze, kiedy znajdziemy się trochę bliżej - odparłem, kręcąc przy tym głową, gdy zapytała.
Przeniosłem na nią wzrok, kiedy Tonks rzucała zaklęcie kameleona - trzykrotnie. Machała różdżką, wciąż ją jednak widziałem; nie wiem dlaczego moje myśli zaczęły krążyć znów wokół Tower. Powróciły wspomnienia jej wychudzonej sylwetki, którą wyniósł z odmętów Azkabanu Vincent. Wątłej, słabej, tak kruchej, że mogłaby złamać się pod silniejszym podmuchem wiatru. Przypominała wtedy szkielet obciągnięty skórą. Teraz wyglądała lepiej - ile w tym jednak było zasługi metamorfomagii, o której sama mi powiedziała, kiedy odbywaliśmy patrol w londyńskim, magicznym porcie? Była potężną czarownicą, lecz Azkaban wyniszczał człowieka. Może osłabła?
Może byłoby lepiej, gdyby to jednak wszystko się skończyło?
Pomyślałem o Pomonie. Dla niej nic nie dało się już zrobić. Co, jeśli i dla Justine było już za późno? Jeśli Azkaban wyniszczył ją tak mocno, że nigdy nie będzie już w stanie się pozbierać? Nawet nie złożyć odłamki w nową całość, ale zupełnie nie da rady ich poukładać. Wyobraźnia zaczęła podsuwać mi wizję, w której zaciskam dłonie na chudej szyi Gwardzistki i kończę jej cierpienia, jakie niewątpliwie wciąż ją dręczyły pomimo opuszczenia Azkabanu, rozsądek podpowiadał, że tylko tak mogłem Justine pomóc, skrócić ból...
Potrząsnąłem głową, próbując pozbyć się tych natrętnych, dziwnych myśli. Wsiadłszy na miotłę niemal znieruchomiałem przerażony, że w ogóle coś takiego się w niej pojawiło. Jak mogłem tak pomyśleć? Jak mogłem pomyśleć o skróceniu życia Tonks? Niemal mnie to przeraziło.
- Wsiadaj - mruknąłem, zaciskając dłonie na trzonku miotły i zaczekałem aż czarownica usadowi się za mną. Dopiero wtedy, czując jej ręce wokół mojego pasa, odepchnąłem się od ziemi i zleciałem powoli z klifu. Zbliżywszy się do muru powtórzyłem zaklęcie Carpiene, na całe szczęście jednak nic nie wykryło - dlatego skierowałem kurs na wskazany wcześniej kierunek i kilka minut później wylądowaliśmy u progu starych, dębowych drzwi o łukowatym wykończeniu. Tutaj dobijały niegdyś do brzegu łodzie z zapasami do klasztoru. - Homenum revelio - szepnąłem, skierowawszy różdżkę na drzwi, aby upewnić się, czy w korytarzu za nimi nie ma wartownika. Pokręciłem głową w stronę Tonks na znak, że jest pusto. Oparłem miotłę o wilgotny mur klasztoru, po czym podszedłem do drzwi i rzuciłem jeszcze: - Hexa Revelio.
Te skurczybyki niejednokrotnie nakładały klątwy, chciałem więc mieć pewność, że nie czeka nas niemiła niespodzianka. A mimo to i tak nie zamierzałem dotykać klamki - drzwi otworzyłem zaklęciem, wystarczyła prosta Alohomora, aby otworzyły się ze skrzypnięciem. Lumos rozświetliło mrok korytarza, z którego uderzył silny zapach wilgoci i stęchlizny.
- Pójdę przodem. Sprawdzaj, czy nikt w pobliżu się nie kręci - zwróciłem się cicho do Justine, instruując ją, aby używała Homenum revelio i nie dała się zaskoczyć.


when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Cedric Dearborn
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
anger makes you stupid

stupid gets you killed
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wyspa Lindisfarne Hss7
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Re: Wyspa Lindisfarne [odnośnik]13.07.21 19:52
- Dobrze. - zgodziła się krótko z wytycznymi, czy może decyzjami, które podjął Cedric. Propozycja nałożenia zabezpieczeń zdawała się jej logiczna i jego słowa to potwierdzały. Oczywiście, że nie musiało to być ich głównym celem, właściwie jak powiedział nie było. Ale z chwilą zapasu mogli zadbać o to, żeby nikt więcej się tam nie kręcił. Wszystko zależało od tego, co tak naprawdę chcieli wynieść i po co szli. Jako, że miała być jedynie wsparciem wiedziała, że całość informacji posiadał Cedric. Przytaknęła raz jeszcze krótko głową, kiedy dostała odpowiedź na zadane pytanie. Jasne tęczówki zmierzył oddaloną od nich budowlę.
Nie przepadała za transmutacją, głównie przez własne zaniedbanie dziedziny. Wiedziała, że to ona jest winną. Wszystkie swoje siły włożyła w nieustanne kształcenie z zakresu białej magii - trochę mniej w uroki, właściwie nie pochylając się nad transmutacją. I teraz za to płaciła - teraz, kiedy przeważnie nie musiała nawet myśleć, sięgając po jedne z prostszych zaklęć z białej magii, te z dziedziny transmutacji stawiały opór, do którego nie przywykła. Frustrowała ją własna niewiedza i wiedziała, że będzie musiała w końcu coś z tym zrobić. Może nie tyle co niewiedza - a brak praktyki. W końcu jednak się udało i zaklęcie pozwoliło jej zlać się z otoczeniem Spojrzała na Cedrica, który właśnie potrząsał głową. Jej brew uniosła się ku górze - miała już zapytać czy wszystko w porządku ale porzuciła ten pomysł, postanawiają pozostać stricte na zawodowych tematach i tych dotyczących klasztoru. Pamiętała ostre słowa Anthony’ego, kolejnych nie potrzebowała. Musieli ze sobą współpracować i zamierzała zrobić wszystko najlepiej, jak potrafiła. Natrętne szepty w końcu odpuszczały. Jeszcze czasem powracały do niej, kiedy znajdowała się sama, kryjąc się w cieniu. Ale obecność innych osób znacząco je zniechęcała.
Wsiedli na miotły i wyruszyli by w końcu zbliżyć się do muru przy którym Cedric ponownie rzucił Carpienie. Jego milczenie i dalszy lot odebrała jako informację że zaklęcie nic nie wykazało. Odebrała kolejny z gestów, który informował ją o braku obecności innych osób już pod wejściem do samego budynku. Przytaknęła krótko, zaciskając palce na białej różdżce, czekając na konkretne polecenie. Jednocześnie skupiona, by móc zareagować, kiedy zajdzie taka potrzeba. - Dobrze. - zgodziła się z wypowiedzianymi przez niego słowami. Tak jak powiedział, co kilkanaście kroków rzucała zaklęcie, mające ich ostrzec wcześniej, o możliwych...niedogodnościach. - Nikogo nie ma. - powiedziała po sporym kawałku przebytej głowy. - Myślisz, że porzucili to miejsce? - zapytała, nie zwracając jednak ku niemu tęczówek. Te w skupieniu obserwowały otoczenie. Trudno było uwierzyć, że zostawili miejsce, które było dla nich i znaczące i wygodne. Ale co jeśli, znaleźli lepsze i nowe? Co do samego Homenum - było przydatne, jeśli rzucone było poprawnie i wiedziała, że nie sprawi jej większych trudności, ale magia czasem bywała kapryśna - a trudno było dostrzec różnicę między udanym zaklęciem i nie.



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Justine Tonks
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Wyspa Lindisfarne Just6
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Re: Wyspa Lindisfarne [odnośnik]14.07.21 13:04
Podskórnie czułem, że Justine zasługuje na nieco inne traktowanie niż pozostali kursanci, którzy naprawdę byli żółtodziobami i niewiele wiedzieli, nic nie widzieli, a wydawało im się, że są mądrzejsi od każdego, bo coś tam poczytali i zdali egzaminy, podczas gdy praktyka była czymś zupełnie innym i nowym. Tonks wchodziła na aurorską ścieżkę z bagażem doświadczenia walki z czarnoksiężnikami. Jej umiejętności w białej magii imponowały - zarówno mnie, jak i dużo bardziej doświadczonym ode mnie aurorem. Szanowałem to, nie traktowałem jej z góry, nie podchodziłem lekceważąco do propozycji czarownicy. Nałożenie zabezpieczeń, które schwytałyby potencjalnych czarnoksiężników w pułapkę w istocie brzmiało rozsądnie i było niezłym pomysłem, decyzję o nich mieliśmy jednak podjąć później - po przeszukaniu kryjówki i sprawdzeniu, czy w ogóle to będzie możliwe.
Miałem wrażenie, że Justine zauważyła jak się jej przypatruję. Wyglądało to dziwnie? Niepokojąco? Oby nie. Nie mogła poznać moich myśli, nie mogła wiedzieć o wizjach jakie pojawiły się w mojej głowie, lecz mimo to i tak czułem się z tym wszystkim paskudnie. Jakby doskonale wiedziała, że jeszcze przed momentem we własnej wyobraźni zaciskałem palce na jej drobnej szyi, by zakończyć cierpienia jakich doznała i mogła jeszcze doznać - a właściwie na pewno tak się stanie, biorąc pod uwagę to wszystko co działo się wokół.
Cieszyłem się, że mogłem nie patrzeć w jej oczy, kiedy lecieliśmy wzdłuż muru, by dostać się do środka klasztoru. Starałem skupić się na tym, po co w ogóle tu przybyliśmy. Rzucaniu zaklęć wykrywających ludzką obecność, potencjalne klątwy, pułapki. Wydawało się, że twierdza ta została porzucona i jedynymi żywymi istotami - poza pająkami - byliśmy już tylko my. Wciąż wracały do mnie jednak natrętne myśli o Pomonie, o tym, co zrobiłem w Azkabanie i co przeszło mi przez myśl zaledwie kilkanaście minut wcześniej. Nie rozumiałem dlaczego coś takiego przyszło mi do głowy i czułem się z tym źle. Nie patrzyłem na Justine, słyszałem jednak, że jest tuż obok.
- Może tak być. To hrabstwo Longbottomów. Może przestali czuć się tu wystarczająco bezpiecznie. Wiedzieli, że przyjdziemy - zastanowiłem się. Wyspa Lindisfarne należała wszak do hrabstwa Northumberland, które opierało się wciąż Rycerzom Walpurgii i nieprawemu Ministerstwu Magii.
Przeszliśmy cały korytarz, wspięliśmy się po schodach, wszędzie cuchnęło wilgocią i stęchlizną. Wędrowaliśmy po klasztorze, przeszukując kolejne komnaty, lecz to jedna - w północnym skrzydle przyciągnęła moją uwagę.
- Czujesz to? - spytałem Justine, spoglądając na nią wreszcie. Przeciągnąłem końcem różdżki wzdłuż jednej ze ścian, część starych kamieni była ciemniejsza od innych.
- Czarna magia zawsze zostawia ślad - mruknąłem, chcąc, aby czarownica sprawdziła to sama. Miałem wrażenie, że jesteśmy blisko miejsca, gdzie popełniono zbrodnię z użyciem tej plugawej magii. Zaklęciem otworzyłem zatem drzwi, by wejść do środka - w środku panował bałagan, stare kufry leżały na posadzce rozwalone, gdzieniegdzie walały się kartki. Wszystko to musieliśmy przeszukać.
- Nie traćmy czasu - mruknąłem niechętnie.


when injustice
becomes law
resistance
becomes duty



Cedric Dearborn
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
anger makes you stupid

stupid gets you killed
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wyspa Lindisfarne Hss7
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t7241-cedric-dearborn https://www.morsmordre.net/t7249-nike#195067 https://www.morsmordre.net/t7242-znajde-cie https://www.morsmordre.net/f238-oaza-chata-nr-30 https://www.morsmordre.net/t7248-skrytka-bankowa-nr-1776#195061 https://www.morsmordre.net/t7247-cedric-dearborn#195054
Re: Wyspa Lindisfarne [odnośnik]15.07.21 18:58
Była przygotowana na to, że zmieniając swoją ścieżkę kariery w tym wieku będzie zaczynać prawie od zera. To prawda, nie była jak inni kursanci. Miała już wcześniejsze doświadczenie, które nabyła walcząc dla Zakonu. Zetknęła się wcześniej z wrednymi szumowinami. Ale jednocześnie, nie dawała sobie taryfy ulgowej. Zdawała sobie sprawę, że nie wszystko wiedziała, jej kondycja pozostawiała wiele do życzenia. Dlatego z uporem maniaka oddawała się szkoleniu - kiedy jeszcze trwało na normalnych zasadach - wyciskając z siebie nie sto procent, a jeszcze kilka ponad normę. Chciała wiedzieć. Musiała. W końcu była tam, odkąd - odnosiła wrażenie - zmierzała od samego początku. Jednocześnie posiadając w sobie dość pokory, by przyjąć do wiadomości swój błąd. Musiała też zmienić swoje myślenie, przestawić je. Dobry ratownik medyczny, był żywym ratownikiem, dlatego najpierw dbało się o własne bezpieczeństwo. Ścieżka aurorska, nie do końca opiewała w luksu bezpieczeństwa. Ale dla niej ono od jakiegoś czasu już właściwie nie istniało. Trwała otwarta wojna i nie tylko ona była zagrożona.
Jasne tęczówki zawisły na Cedricu, jednak nie potrafiła wyczytać nic konkretnego z jego twarzy czy spojrzenia. Nie zapytała też, nie poruszyła tematu. Po prostu zrobiła to co powiedział. Wyruszyli w stronę klasztoru, gotowi na to, że mogą spotkać na swojej drodze kolejne przeszkody. Lecz tych - dzisiaj - o dziwo nie było, co zakomunikowała. Wypowiedziane słowa sprawił, że jeszcze raz przytaknęła głową. Mogło tak być. Ziemie Longbottomów, choć oddalone i odcięte od ziem sojuszu, otrzymywały wsparcie i podziemnego Ministerstwa - czy raczej Biura Aurorów i członków Zakonu Feniksa. Do tego na ich ziemiach wznoszono mur, który, choć może nie był w stanie całkiem zatrzymać wroga, to jednoczył ludzi. Wędrowała obok niego, rozglądając się mimo wszystko z uwagą na boki.
- Czuję. - potwierdziła spokojnie. Nie musiała kłamać. Im mocniej rozumiała białą magię, im bardziej ta stapiała się z nią tym mocniej czuła plugastwo jej przeciwstawnej siostry. Zauważyła to po Próbie. A wyczulenie na nieczyste zaklęcia rosło wraz z jej własną świadomością. Przechodzili po klasztorze, który pozostawał dostatecznie duży, by - chcąc sprawdzić go dobrze - zajęło im to więcej, niźli kilkanaście minut. W końcu trafili na coś, co mogło zdawać się interesujące na tyle, by spróbować rozszyfrować spisane na kartkach i ukryte za cegłami notatki.
- Cedric, jest plan na zagospodarowanie tego miejsca, może powinniśmy zaproponować to Kieranowi? - uniosła na niego jasne tęczówki. - Po upewnieniu się, że nie wracają. - dodała rozglądając się wokół. Magazyn, schron. Było tak naprawdę wiele możliwości. - Samo wejście objęte zapominajką - to przez które przyjmowali dostawy - jeśli by wrócili napsułoby im krwi. Nie wiedzieliby co tak właściwie tu robią. - na rzucanie dzisiaj pułapek nie było już czasu. Ale mogli wrócić znów jutro. Działać dalej. Przejmować budynki i tereny, które nie należały do ponoszących się po kraju czarnoksiężników. Dzisiaj, musieli wrócić i zdać raport.
Dlatego niewiele później zniknęli.

| zt x2



And oh, stupid things I do. I'm far from good, it's true. But still, I find you
next to me.
Justine Tonks
Zawód : Rebeliantka
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
The gods will always smile on brave women.
Like the valkyries, those furies who men fear and desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
Wyspa Lindisfarne Just6
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3583-justine-just-tonks https://www.morsmordre.net/t3653-baron#66389 https://www.morsmordre.net/t3649-just-tonks https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t4284-skrytka-bankowa-nr-914#89080 https://www.morsmordre.net/t3701p15-just-tonks
Re: Wyspa Lindisfarne [odnośnik]25.08.21 1:31
26 stycznia 1958

Śmiała się, że powinna zacząć śledzić mężczyzn swoich przyjaciółek, niczym rasowy dziwak chodząc za nimi pod metamorfomagią. Teraz jednak miała tyle spotkań z Gabrielem, umówionych czy takich, które wypadały przy okazji, że mogła powiedzieć, że nie wiadomo było, kto kogo tak dokładnie śledził. Musiała jednak przyznać, że przebywanie w towarzystwie Tonksa (a może i Tonksów, biorąc pod uwagę to, że to samo podejście mogła zastosować do Michalea również, a i reszta rodziny spotkana na Wigilii wydawała się dość sympatyczna) było…proste. Wiedziała, że nie wpisywała się w kobiecy model…cóż, kobiecości. Przeklinająca niczym żeglarz, którym zresztą była,  głośna, czasem nieporadna, ale jednocześnie gotowa atakować jeżeli na szali leżało bezpieczeństwo albo życie bliskiej jej osoby, w tym samym czasie wstrzymując się od odbierania życia…a to prowadziło do wielkich rozważań, zarówno z dawnej przeszłości, jak i chwili obecnej, kiedy wraz z krajobrazem przewijały się ciemne postaci, osnuwane ciemną, przybijającą aurą...
Podniosła głowę, otrząsając się z ponurych myśli. Dłoń od razu powędrowała do rękojeści noża zawieszonego przy pasie – dotyk chłodnej stali i drewna od razu wydawał się przywoływać ją do rzeczywistości. Może to dzisiejszy humor i przygnębienie nie pozwoliły jej na przemianę? Próbowała zmienić sylwetkę na męską, wydobyć bardziej kości policzkowe, a włosy przemienić w słomiany blond, nie mogła się jednak przemóc. Zmęczenie dopisywało jej ostatnimi czasy – jadła mniej, spała mniej regularnie, zyskiwała więcej obrażeń. Alkohol jak zawsze krążył gdzieś po jej myślach, a wydawało się, że w wypadku problemów które napotkać mogła, to jedynie odpoczynek i odprężenie, nie problem. Obiecała się sobie jednak hamować, a wiedziała, że Yvette byłaby znacznie spokojniejsza, gdyby nie martwiła się tak o nią.
Wyczuła chłód kamiennego murka nawet przez rękawiczki, nie przeszkodziło jej to jednak w podciągnięciu się, ciężar ciała opierając najpierw na dłoniach, potem zaś przenosząc go na powierzchnię ściany, ostrożnie podnosząc się i rozglądając po okolicy. Dostrzegła już wtedy jasną czuprynę, ześlizgując się zaraz na ziemię, dłonie wciskając do kieszeni, pod palcami jednej wyczuwając różdżkę. Pewnie i tak nie zdążyłaby jej wyciągnąć, jak to myślała optymistycznie, ale przynajmniej dobrze wiedzieć, że tam była.
- Hej, Blondi Junior! Stęskniłeś się tak mocno, że musiałeś mnie zobaczyć? – Szelmowski uśmiech rozświetlił jej twarz, jednocześnie sprawiając, że blizny zmieniły nieco swój wygląd. Jej spojrzenie, chociaż rozbawione, kryło w sobie uwagę, tak jakby wyczekiwała reakcji Gabriela na uwagę o Blondi Juniorze. Ciekawska niczym mewa i równie nieustraszona, zwłaszcza jeżeli chodziło o kradzieże! Teraz zaś wpatrywała się w niego oczekująco, kołysząc się lekko na nogach i pozwalając, aby wiatr rozwiewał jej rude loki, które nawet spod czapki żyły własnym życiem.

Nieudana metamorfomagia tutaj (energia magiczna 48/50), Thalia ma przy sobie dobrze wyważony nóż (+10 do obrażeń ciętych podczas walki) i kryształ teleportujacy.



Here I am

Here I remain


Ostatnio zmieniony przez Thalia Wellers dnia 29.08.21 10:06, w całości zmieniany 1 raz
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 13 +2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Wyspa Lindisfarne [odnośnik]26.08.21 23:35
List, który przyniosła do niego sowa w poranek 19 stycznia zaskoczył go i ucieszył jednocześnie. Zaskoczył dlatego, że nie spodziewał się go w żadnym wypadku, a ucieszył, bo w końcu mógł zacząć działać. Odkąd wrócił z Kornwalii na początku października miał w planach powrócić do czynnej walki z ciemiężcą, jednak jakoś nie koniecznie mu to wyszło. Starał się, owszem, ale nie zawsze mu wychodziło tak jakby tego chciał. Nie zmieniało to jednak faktu, że w nowy rok wszedł optymistycznie nastawiony. Głównym powodem był fakt, że się zakochał, pierwszy raz w swoim trzydziesto-dwu letnim życiu szczerze i prawdziwie. I kompletnie nie przeszkadzało mu to, że on i jego wybranka należą do dwóch totalnie do siebie nie pasujących światów. Dla niego liczyło się to co między nimi było, a nie to co inni myśleli. No bo tak naprawdę co innym do tego? Kompletnie się tym nie przejmował i miało to duży wpływ na jego optymizm. Kiedyś nie był takim optymistą, zwłaszcza po śmierci przyjaciela zaczął patrzeć pesymistycznie na świat wszędzie dopatrując się spisku i brzydoty. Dopiero od niedawna…no cóż, w drugim życiu na nowo postanowił, może nie patrzeć przez różowe okulary, ale być bardziej pozytywny i mieć więcej nadziei.
Według słów pana Becketta, które dokładnie zapamiętał, a następnie spalił list, zgodnie z wytycznymi, miał zając się działalnością na terenie hrabstwa Northumberland, którego zarządcami byli Longbottomowie. I choć z tego co było mu wiadome największe wpływy miał tam Zakon, to tak naprawdę musiał trzymać się na baczności. Postanowił więc, że sam nie będzie się tam udawał, bo w pojedynkę zawsze gorzej, więc wystosował list do dobrej znajomej, która jak się ostatnio okazało była również przyjaciółką jego dziewczyny. Z Thalią był już nawet umówiony na sparing na noże, co prawda to ona miała go uczyć, bo Gabs sam za dużej wiedzy w tym temacie nie posiadał, ale to był dobry szczegół. Lubił spędzać z nią czas, zawsze było śmiechu co nie miara.
Wyznaczonego dnia o wyznaczonej godzinie pojawił się na wyspie Lindisfarne i od razu skierował się w kierunku miejsca spotkania. Dłonie miał wciśnięte głęboko w kieszenie, rękawiczki miał, ale takie bez palców i w sumie gówno dawały, a czapki z tego wszystkiego zapomniał i teraz marzły mu uszy. Zauważył znajomą sylwetkę z daleka i uśmiechnął się lekko pod nosem.
- Cześć Chochliku. – powiedział z uśmiechem podchodząc do niej – Ależ naturalnie, że się stęskniłem. Każda minuta rozłąki z tobą była jak sztylet w moje serce. – roześmiał się kręcąc głową z rozbawieniem – I nie mów do mnie Blondi Junior ile razy mam ci powtarzać. – sprzedał jej kuśkę w bok, po czym spojrzał na nią uważnie – Ogólnie to robotę mamy. Dostałem od Becketta pluskwy, które musimy roznieść po domach i ludziach, niech sobie zamontują w radiach. Będą mogli słuchać porządnych informacji, a nie propagandowego bełkotu. We dwoje zawsze będzie raźniej i szybciej, ale mimo wszystko trzeba się mieć na baczności. – wyjaśnił jej po krótce co i jak, bo nie było sensu tracić czasu, a w liście wolał nie zdradzać szczegółów, gdyby nie daj Merlinie miałby wpaść w niepowołane ręc


Between life and death
you will find your true self, you will know what you are and what you never expected to be


Ostatnio zmieniony przez Gabriel Tonks dnia 29.08.21 11:46, w całości zmieniany 1 raz
Gabriel Tonks
Zawód : Szpieg
Wiek : 32
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony - no nie powiedziałbym.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 Ten co martwy chodzi wśród żywych
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9947-gabriel-tonks https://www.morsmordre.net/t9987-pimpek#301926 https://www.morsmordre.net/t9990-zombie-zbiera-znajomych#301965 https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t10857-skrytka-nr-2261#330979 https://www.morsmordre.net/t9988-gabriel-tonks#301946

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Wyspa Lindisfarne
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach