Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Sheila Doe
AutorWiadomość
Sheila Doe [odnośnik]17.03.21 10:55
Żywotność
Wartość żywotności postaci: 220
żywotnośćzabronionekarawartość
81-90%brak-5178 - 198
71-80%brak-10156 - 177
61-70%brak-15134 - 155
51-60%potężne ciosy w walce wręcz-20112 - 133
41-50%silne ciosy w walce wręcz-3090 - 111
31-40%kontratak, blokowanie ciosów w walce wręcz-4068 - 89
21-30%uniki, legilimencja, zaklęcia z ST > 90-5046 - 67
≤ 20%teleportacja (nawet po ustaniu zagrożenia), oklumencja, metamorfomagia, animagia, odskoki w walce wręcz-60≤ 45
10 PŻPostać odczuwa skrajne wycieńczenie i musi natychmiast otrzymać pomoc uzdrowiciela, inaczej wkrótce będzie nieprzytomna (3 tury).-701 - 10
0Utrata przytomności
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : 9
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Re: Sheila Doe [odnośnik]31.03.21 0:03
Rozgrywki październik-grudzień 1957
Sny
Demelza Fancourt | Nie Odchodź
Nie wiedziała jak, znalazła się jednak nieopodal Domu Mody Parkinson. Dostrzegła jak ktoś idzie w tamtą stronę i ruszyła za nim z nadzieją, że może to lord Parkinson. Może zechce z nią znów porozmawiać? Może pozwoli się wytłumaczyć? Czarodziej jednak, nie dość, że okazał się kimś innym, to uciekł odeń z krzykiem. Tak samo było z kobietą z dzieckiem i staruszkiem z psem. Wszyscy uciekali, kiedy tylko zobaczyli ją, nawet i z daleka. Demelza snuła się więc uliczkami ponurego, brudnego Londynu dalej, a kiedy wychynęła zza rogu dostrzegła drobną sylwetkę młodziutkiej, urodziwej dziewczyny - dziwnie zajomej.

Artur Longbottom | Sekrety morza
Dopiero ostatnimi czasy zaczęło się robić ciekawie, kiedy pewnej nocy przyszły do niej światła. Poprowadziły ją do skrzyni, tajemniczej, w której udało odnaleźć się białe futro, miękkie i jasne niczym puch, jasne pióra, ciepłe i jasne niczym jej to, co najlepsze. Światła później powiodły ją do morza, pozwalając jej na ubranie jasnej skóry i stanie się foką.

- H-hej... No już, już, hej! No, daj mi się podnieść! - zawołał, w połowie nawet parskającemu śmiechem. Dlaczego czuł się tak lekko, szczególnie mając tak ogromną bestię na sobie, która była w stanie go rozszarpać... Była? Nie był tego wcale taki pewny.
Nawet nie zwrócił uwagi, że okolica jakby się bardziej zaświeciła, jakby nawet drzewa spoglądały na to przychylniej. Może usłyszeli jakąś sowę, innego ptaka w oddali? Jakby las rzeczywiście chciał zapowiedzieć, że już od tego momentu wszystko miało być dobrze.
Zakończone

Dawniej
1951 | Jayden Vane | Hogwart
Sięgała wszak po kubek czekolady, który wcześniej obserwowała z wyraźną fascynacją wypisaną na twarzy. Na dobrą sprawę sam Jayden przyglądał się może nie spektaklowi rozgrywanego za pomocą kuchennych przyrządów, lecz samej Sheili. To zawsze wprawiało go w jakąś niesamowitą fascynację - dziecko pochłonięte czymś trywialnym. Czymś, co w jego oczach urastało do rangi cudu. Dlaczego i dorośli nie mogli tacy być? Doceniający małe detale? Cieszący się drobnostkami i rozjaśniającymi sobie tym dnie?
Zakończone

15 marca 1951 | Marcelius Sallow | Hogwart
Zaskoczyła się całkiem przyjemnie – nawet jeżeli trafiła do innego domu, natychmiast otoczono ją opieką i uczuciem takim, jakby właśnie trafiła do nowej rodziny. Wszyscy byli tacy mili, uprzejmi, pomocni…zwłaszcza Marcel. Nie miała pojęcia, co przyciągało ją tak do niego – czy to te delikatne, jasne włosy, często pozostawione w nieładzie kiedy tylko Marcel zlatywał z miotły? A może to te niebieskie oczy, które wpatrywały się z nią zarówno z ciepłem, jak i pewnego rodzaju radością

Październik
4 października | Reggie Weasley | Park Greenwich
Nie pojmując tego jej pośpiechu i próby ucieczki krawcowej podążał przed siebie, próbując zrozumieć, co działo się pod tą ciemnowłosą głową. Nie pamiętał, żeby ostatnimi czasy odwiedzając lokal, w którym pracowała zrobił coś złego, choć czasem przecież robiło się przykrość nieintencjonalnie i nieświadomie; szczególnie kiedy w tym tańcu psotników pojawiał się alkohol. Miał szczerą nadzieję, że nie zrobił jej nic złego, co pamięć mogłaby wymazać od tak po prostu.
Rozliczone

12 października | Demelza Fancourt | Tron księcia
- ... albo wyjątkowo poetyckie określenie toalety - wyszeptała Sheili do ucha, bo tak nieodpowiedni żart nie powinien paść z ust młodej, dobrze wychowanej kobiety. Damą jednak nie można było jej chyba już nazwać. Odszukała spojrzeniem tabliczkę wskazującą kierunek do wspomnianego Tronu Księcia i ruszyła w tamtym kierunku, wciąż trzymując Sheilę pod ramię, tempem spacerowym, nigdzie im się wszak nie śpieszyło. - Wyobrażasz sobie co byłoby, gdyby naprawdę zmienił się w księcia? Ciekawe, czy został mu jedynie tytuł...

13 października | Nessa Macnair | Boczna uliczka
- Oh! Przepraszam… Ałć! – zaczęłam zakłopotana, a potem całkowicie nie wiedząc co się dzieje krzyknęłam z bólu, ponieważ dostałam drewnianą łyżką po głowie. – Dlaczego to… ałć! Mnie bije!? Ała! Ałć!
Patrzyłam zdezorientowana na garnki i patelnie, które krążyły nad moją głową. Najpierw uderzyła mnie po głowie łyżka, a potem garnek i patelnia. Zasłoniłam głowę rękoma nie wiedząc co mam począć. Mamo ratunku!

15 października | Zlata Raskolnikova | Opuszczone cieplarnie
Nie chciała wchodzić od przodu, czując, że z jakiegoś powodu nie powinna być widziana. Ktokolwiek mógłby ją powiązać z Adelaidą, pewnie potem mógłby donieść, gdzie bywa w tych mniej przyjaznych miejscach. Zdecydowała się wślizgnąć przez jakieś nisko położone okno, które nie miało ubytków szkła na jego krawędziach, ostrożnie wskakując do środka. Cóż, to miejsce mogło być potraktowane jako również możliwość znalezienia jakiegoś ciekawego składnika. Nie wiedziała, co miałaby z nim zrobić, ale sprzedaż komuś mogłaby pomóc jej się wzbogacić. Przemierzała więc korytarze, tak cicho jak umiała zrobić, nie była jednak mistrzem skradania. Musiała uważać, ostatnie kłopoty ze sprzedawcami podejrzanych substancji przynajmniej dały jej trochę do myślenia.

19 października | Volans Moore | Wzgórza Quantock
Gdy już skończył szkicować, z powrotem włożył szkicownik i rysik do wysłużonej torby, schował do niej termos i menażkę. Ruszył ponownie w drogę. Schodził właśnie ze zbocza, kiedy to do jego uszu dobiegły żałosne piski jakiegoś zwierzęcia. Nie byłby sobą, gdyby to zignorował. Położył znów torbę na trawie, kierując się bardzo powoli w stronę źródła tych dźwięków. Potrafił się całkiem nieźle skradać. Po pokonaniu pewnej odległości ujrzał uwięzionego we wnykach lisa, który bezskutecznie próbował się uwolnić. Zagrożony jego obecnością zwierz zaszczekał monosylabicznie.

20 października | Aidan Moore | Sowi bór
Za tym też tęsknił - za ich rozmowami, które niegdyś nie były dla niego tak wielkim wyzwaniem, za ich próbami założenia własnej hodowli, za jej grą, za głosem, uśmiechem... Teraz to głównie się o nią martwił. Londyn nie był już bezpiecznym miejscem, ale nie miał prawa prosić jej żeby porzuciła swoje nadzieje związane z odszukaniem rodziny. Nie mógł jej też w tychże poszukiwaniach w jakikolwiek sposób pomóc. Nie mógł sobie pozwolić nas takie ryzyko. Jeśliby go złapali, jeśli dzięki niemu udałoby im się dotrzeć do Oazy, do jego rodziny... Sheila to jedna z najsilniejszych osób jakie zna, więc szczerze wierzy, że jest ona w stanie poradzić sobie ze wszystkim, wciąż jednak trawiło go poczucie winy związane z całą tą sytuacją.

21 października | Cillian Moore | Leśna droga
Stuknął ją łokciem w boczek, przy okazji prezentując jak bardzo wyprany był z dobrych manier, po czym oddał latawiec w jej drobne dłonie. Rozgadana o jego bracie Sheila mogła tego nie wiedzieć, ale właśnie popełniła największy błąd młodości - wygadała najbardziej psocącemu bratu Aidana to, jak wielką sympatią go darzy. Nie ulegało wątpliwości, że Silly wspomni mi o tym przy pierwszej lepszej okazji, kiedy rodzina będzie zebrana w jedno miejsce. Stuknie go łokciem tak samo, będzie wypytywał o piękną pannę z latawcem, podpyta o ich wspólne chwile, poobserwuje czy braciszek mocno się czerwieni...
Rozliczone

22 października | Duncan Moore | Exeter, Devon
To dlatego Duncan nie był specjalnie zdziwiony, kiedy i tym razem podczas spaceru został zaczepiony. Nawet lubił takie spotkania, nawet jeśli czasem musiał znosić ciągniecie za sierść czy uczy. Tym razem jednak pochyliła się nad nim osoba dorosła, co było całkiem miłą odmianą. Pies zamerdał przyjaźnie ogonem, jakże mógłby odmówić komuś radości z pogłaskania pieska? Skorzystał z możliwości obwąchania dłoni dziewczyny, a jakże. Pachniała ziołami, bardzo przyjemny aromat, musiał zauważyć. Ogon nie przestawał wesoło wachlować z boku na bok, gdy nadstawił się do drapania.

23 października | Reggie Weasley | Tajemniczy zagajnik
To miejsce zasługiwało na coś więcej, tak samo, jak tragedia Jamesa spotkanego dzień po Tonksie. Sheila… imię nietypowe, pewnie nawet pośród cyganów, choć szczerze powiedziawszy, nie bardzo wiedział wiele na temat tych psotników. Pewnie powinien się lepiej przygotować, zamiast błądzić od gospody do gospody w poszukiwaniu młodej panienki? Przecież na pewno musiała się gdzieś zatrzymać, o ile Londyn był miejscem, gdzie zawitała choćby na chwilę…

25 października | Neala Weasley | Kents Cavern
- Będę ci je prawić do końca świata i o jeden dzień dłużej! - zapowiedziałam poważnie. - Bo jakże inaczej bym mogła, jak włosy masz tak piękne, że zdaje się, jakby sama ziemia z umiłowaniem twarz twoją okalać postanowiła. Cerę tak bajeczną, że zdaje się już w samym patrzeniu gładka. A oczy, jakby z miodu ulane w które ktoś z rozmyłem włożył kawałki najprawdziwszego bursztynu. Oh! - zatrzymałam się. - Oh i usta, tak różane, jakby królowa malin sama postanowiła je namalować. - zakończyłam pewna, że nie pomyliłam się nawet w jednym słowie.
Rozliczone

28 października | Prudence Macmillan | Rzeka Lyn
- Z przemyśleń wyrwał ją odgłos końskich kopyt, dosyć nerwowo się odwróciła i zacisnęła dłoń na różdżce, którą miała w kieszeni. Dostrzegła kobietę. Może nie powinna zakładać, że jest źle do niej nastawiona? Złapała się na tym, że wystarczył jeden dźwięk, by wzbudzić w niej strach. Okropne to były czasy. Zmierzyła wzrokiem dziewczynę, która to znienacka pojawiła się nad rzeką. Nie wyglądała jej na kogoś, kto mógł jej zrobić krzywdę. Odetchnęła więc z ulgą, a i przestała tak mocno ściskać swoją różdżkę.
Rozliczone

29 października | Jayden Vane | Znikająca wieża
Radość Sheili ze spotkania uderzyła w niego tak dosłownie, że musiał walczyć z grawitacją, by nie upaść. Drobne ciało młodej czarownicy znajdowało się tak blisko tego większego należącego do niego, a jednak pomimo wewnętrznego bólu - nie odczuwał strachu związanego z tym, co się działo. Bo przecież ona też była kimś na znak podopiecznej. Córki, której nigdy nie miał i nigdy mieć nie miał. Mała Sheila Doe ze swoimi braćmi.
Rozliczone

30 października | James Doe | Park narodowy Dartmoor
Nie uspokajał jej przez chwilę. Trzęsła się, a on razem z nią, oddychając coraz wolniej, choć serce wciąż waliło mu w piersi. Ciepło rozchodziło się od niej i egoistycznie chłonął je, jakby ostatnie dwa lata spędził gdzieś daleko na północy, nie pamiętając ani blasku słońca, ani jego przyjemnego ciepła. Była nim - jego słońcem, centrum wszystkiego. I przyciskając ją do siebie nie był sam pewien, czy to ona potrzebowała go przez cały ten czas, jako brata, opiekuna, mężczyzny — w co wierzył do tej pory, czy to on cierpiał na brak, którego nie potrafił niczym uzupełnić.

31 października | Neala Weasley, James Doe | Przed domem
Uścisk jej dłoni zalewał jego ciało ciepłem i świadomością, że znalazł dom. Gdziekolwiek była, dokądkolwiek go miała zaprowadzić, nie chciał być gdzie indziej. Tylko tu, przy niej, u jej boku, ściskając jej drobną, delikatną dłoń, czesząc palcami jej włosy, zaplatając je w gęsty warkocz. Chciał śpiewać jej kołysanki i opowiadać bajki, jak wtedy, gdy miała kilka lat. Obiecał jej, że będzie przy niej zawsze, a rzadko obiecywał cokolwiek. I naprawdę nie chciał tamtej obietnicy złamać.

Listopad
1 listopada | Steffen Cattlemore | Przedpokój
Zmrużył oczy, w pierwszym odruchu nie dostrzegając w wyrośniętej pannie kogoś, kto dawno zaginął. Kogo zapamiętał jako niemalże dziecko, choć na cygańskim weselu zdecydowanie dzieckiem nie była.
Dopiero, gdy podeszła bliżej, coś w jego mózgu kliknęło. Zerwał się z kanapy, uświadamiając sobie, że zna tą dziewczynę i że zaraz jeszcze wdepnie ona w ruchome piaski.
Rozliczone

2 listopada | Caleb Macnair | Książkowy zakątek
Dzisiaj rankiem na horyzoncie pojawiła się sylwetka dziewczyny zupełnie mu nieznanej; przyciągała wzrok młodzieńczymi rysami, głębokim spojrzeniem brązowych oczu i gładko uczesanymi włosami. Caleb mógł być duchem, ale był też wciąż mężczyzną i lubił popatrzeć na ładne kobiety; uśmiechnął się więc do siebie, upewniając, że nie da się go dojrzeć z dołu. Nie chciał przestraszyć nieznajomej, zwłaszcza, gdyby okazało się, że to tylko biedna mugolka.
Rozliczone

6 listopada | Eve i James Doe (honorowo: Marcel Sallow) | Mniejszy pokój
Mała She. Mimo półmroku korytarza i pory dnia, dostrzegła, jak śliczna stała się przez te dwa lata Sheila. Uśmiech powoli wpełzł na jej usta, jednak zaraz zacisnęła delikatnie zęby na wewnętrznej stronie policzków, chcąc opanować emocje. Czuła, jak szklą się oczy.- She…- odezwała się z cieniem wahania.- Sheila.- powtórzyła, robiąc krok bliżej, aby zwrócić jej uwagę. Miała ochotę zamknąć ją w uścisku, przytulić z ulgą, że naprawdę tu była. Jednak zanim ruszyła się z miejsca, usłyszała słowa dziewczyny.- James? – był tutaj? Odwróciła głowę w kierunku Marcela, a ciemne tęczówki zdradzały jedynie urazę.

7 listopada | Eve, James i Thomas Doe | Kuchnia
Zaraz wyciągnął do niej rękę, żeby ją objąć w pasie jedną, a skoro i James był blisko to jego również nie oszczędził, bo już po chwili przewracał ich na podłogę. Musiał się trochę do nich poprzytulać, potrzebował tego! I nawet mimo tego drobnego bólu przy targaniu za uszy, czy wciąż odczuwalnego bólu oka, po prostu się szczerzył jak największy idiota świata - chociaż tego tytułu jednak nie można było mu odmówić. Ciężko na niego pracował i mimo, że prawdopodobnie mógł mieć dość silną konkurencję, to na pewno trzymał się w czołówce o pogoń za nim.

11 listopada | Aquilla Black | Camden Market
Nie zajmowała się tym jednak. Teraz nie patrzyła na balet, który rozmiękczał serce. Teraz zajęła się spoglądaniem i słuchaniem ciemnowłosej dziewczyny, która przygrywała na harfie melodię, opowiadając historię. Aquila udała się na spacer na targ, przekonana, że kupi coś niezwykłego. Może złotą biżuterię, opływającą w kamienie bransoletę, albo księgi sprowadzane z samej Aleksandrii. Ceny odstraszały tych mniej zamożnych mieszkańców Londynu, a to znaczyło, że najprawdopodobniej Black nie natknie się na targu na hołotę. Marudek, który niósł trzy pudła, ledwo widząc w którą stronę kroczy, zatrzymał się tuż przy swojej lady, obserwując, co poczyniła i czy nie potrzebuje pomocy. Gdy młoda ciemnowłosa dziewczyna przerwała swoją pieśń i skłoniła się, Aquila zaklaskała kilka razy, chociaż dźwięk w skórzanych rękawiczkach nie niósł się echem.
Rozliczone

12 listopada | Trixie Beckett | Trybuny
Umówione były, dzięki uprzejmości Cilliana, w okolicach domu gdzie rzeczona Trixie Becket miała zajmować się czyimś dzieckiem. Sama Sheila, omotana w ciemnozielony, wełniany płaszcz, zjawiła się na trybunach, ostrożnie przesuwając się pomiędzy ławkami kiedy delikatny wiatr rozwiewał jej lekko włosy. Uniosła dłoń łagodnie, w ramach powitania machając do niej lekko.
Rozliczone

13 listopada | Augustus Rookwood | Plac Piccadilly Circus
- W sumie racja - wzruszył ramionami, jednocześnie jednak kiwając nieznacznie głową. Ministerialni pracownicy raczej nie mieli czasu by wsłuchiwać się w durne piosenki, śpiewane dodatkowo na cześć tego, na czego rzecz sami pracowali. Oni chyba najlepiej ze wszystkich rozumieli na czym ta cała zabawa w rządzenie krajem polega. On sam, kiedy znajdował się na schodach urzędu, raczej nie przejmował się tym, co znajdowało się na nich. Na pewno też nie zwrócił by wtedy uwagi na kogoś rzępolącego na schodku i do tego śpiewającego o tym, jaka to panująca władza świetna nie była.

19 listopada | Ronja Fancourt | Salon na Iverness St 10
Tak właściwie nie była pewna, czego spodziewała się, po swojej wizycie u krawcowej. Może podświadomie liczyła nawet na łagodne odrzucenie zamówienia, które pozwoliłoby na sensowne podparcie porzucenia pomysłu, który w obliczu trwającej wojny wydawał się… Zbędny. Tymczasem jednak młoda kobieta wydawała się zupełnie obyta z tematem i gotowa do podjęcia wyzwania, na co Ronja zareagowała uniesieniem brwi w miłym zaskoczeniu. Zresztą, prawdopodobnie nie był to nawet największy dziw, jaki tamta musiała uszyć, biorąc pod uwagę wiele ekstrawaganckich i przesadzonych kreacji arystokratek, które Fancourt widywała w gazetach i na ulicach.
Rozliczone

21 listopada | Evelyn Despenser | Korytarz przy skrytkach
Teraz stała tu, patrzyła na młodą kobietę, która rozpościerała ręce, próbując pokazać, że własnej różdżki nie wyciągnie i co gorsze, nie zamierza się bronić wcale przed Szkotką. Choć serce Despenser krzyczało, by jej zaufała, bo to tylko głupi przypadek, błąd, pomyłka, to umysł ściągał ją w drugą stronę, wciągając w szpony podejrzliwości. Znowu musiała wybierać i decydować, mając świadomość, że jednym wprawnym ruchem mogła narazić na szwank reputację drugiej osoby. Czy słusznie?
Rozliczone

22 listopada | Jayden Vane | Kuchnia
Jayden zmniejszył dystans dzielący go od młodej czarownicy i pogładził ją po ciemnych włosach, zostawiając na ich powierzchni krótki pocałunek na znak powitania. Dopiero wówczas cofnął się o krok i wyłapał jej spojrzenie. - Mam nadzieję, że lubisz brukselki - zagadnął, chociaż na zwieńczeniu jego słów czaiło się również pytanie zmieszane ze stwierdzeniem. Nie do końca sprecyzowane, ale nie musiało takie być. Nieważne co mieli przygotowywać, chodziło w tym wszystkim, że robili to razem. Patrząc na nią, przypomniał sobie swoje słowa z tamtego listu, które podtrzymałby również i teraz.
Będę tu zawsze dla ciebie. Kocham cię, dzieciaku.
Rozliczone

28 listopada | Frances Wroński | Salon na Iverness St 10
Pani Wroński uśmiechnęła się delikatnie, słysząc słowa chętnej do działania panny Doe. Jej chęci oraz energia powoli udzielały się delikatnej alchemiczce, która gdzieś w środku obawiała się, że być może zbyt narzuci się młodszej koleżance co, na szczęście, nie okazało się prawdą. Frances odczuwała swego rodzaju ekscytację nachodzącym popołudniem, wcześniej nie mając okazji, aby z kimś wspólnie popracować nad nowymi strojami. I mimo iż sama posiadała głowę pełną pomysłów, drugi umysł, zwłaszcza taki, który regularnie zajmował się danym zadaniem.

29 listopada | Forsythia Crabbe | Warsztat krawiecki
Wydawało się jednak, że w większości wypadków jej problemy nie działają tak mocno, kiedy nie skupia się na otoczeniu, a jedynie na materiałach, igłach, niciach…wszystko ciągnęło się przed nią, wszystko miało jakiś sens, jej myśli wędrowały raczej do tego jak zacerować rozdartą bluzkę, naprawić zniszczony rękaw, wymyć i odplamić tkaninę. Zadania, które wydawały się sztampowe – a jednocześnie jakimś cudem trudniła się tym chyba połowa społeczeństwa – dla niej były pewnym sposobem ucieczki od zmartwień. Dodatkowo nie narzekała na możliwość zarobku na czymś, co po prostu lubiła robić. Oczywiście nie była jeszcze mistrzem, ale mimo wszystko starała się jak najlepiej, aby klientki wyszły zadowolone.

29 listopada | Thomas Doe | Pokój dzienny
Obserwował uważnie dziewczynę, nie chcąc jednak wnikać w szczegóły tego wszystkiego. Nawet, jeśli prosiła. Nie chciał jej opowiadać o smrodzie wody, w której klęczał ani tym bardziej o bólu, który mu towarzyszył i powstrzymywał przed jakimkolwiek poderwaniem się na nogi i próbą ucieczki. Jak całe ciało go bolało, jak mimo pragnienia nie był w stanie nawet się podnieść w celi, aby spróbować napić się czegokolwiek - nie mówiąc o starym chlebie, na którym nie byłby w stanie użyć tych zębów, które mu zostały, przez wzgląd na niemiłosierny ból.

Grudzień
30 grudnia | C.Sprout, D.Fancourt, N.Weasley, | Kuchnia
Niepokoił się zatem za nich wszystkich nie kto inny jak Castor Sprout — dziś w wyjątkowym anturażu, to trzeba było przyznać i zauważyć. Bowiem zobaczyć dorosłego przecież mężczyznę, w tych czasach, w białej koszuli z podwiniętymi rękawami to jeszcze nic wielkiego. Ale jeżeli dodać do tego, że przed zabrudzeniem chronił go żółty fartuch z ręcznie wyszywanymi kwiatkami... Można było uznać, że podszedł do sprawy bardzo poważnie i bezkompromisowo. Miał oczywiście nadzieje, że jego dzisiejsze wizytatorki nie uznają, że porywa się z motyką na słońce, a wręcz przeciwnie — docenią gorące serce do nauki nawet tak przyziemnych czynności, jak pomaganie w gotowaniu i oszczędzą sobie ewentualnych złośliwości. W szczególności nadzieje swe pokładał w Sheili, której chyba będzie musiał specjalnie podkreślić, by ani słowem nie pisnęła swym braciom o tym, co tutaj zobaczy... Nie daliby mu wtedy żyć do końca świata.

30 grudnia | C.Sprout, A.Moore, N.Weasley, T.Doe | Salon
Wspólne gotowanie, teraz wyprawa na sprzątanie...zdecydowanie budziło to w niej jakieś nostalgiczne wspomnienia i nie umiała zetrzeć z twarzy tego uśmiechu, który błąkał się po jej twarzy, w górę unosząc kąciku ust za każdym razem, kiedy jej wzrok uciekał w stronę Neali. Wiedziała, że ostatnie miesiące były dość burzliwe, dlatego spodziewała się, że przyjaciółka mogła mieć chęć, by złapać chwilę dla siebie i niekoniecznie dążyć do honorowania obietnicy, by Sheila wraz z rodziną chociaż raz na kwartał zjawiali się w Ottery...a mimo to była teraz tutaj, koło niej, pogodna jak zawsze. Budziło to nostalgię i chyba nadzieję, a przynajmniej nadzieję w Sheili - chciała w końcu mieć rodzinę i przyjaciół blisko i nie przejmować się tak otaczającą ich wojną. Czy było to możliwe chociaż na jeden dzień?




Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : 9
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Re: Sheila Doe [odnośnik]09.09.21 11:29
Rozgrywki styczeń-marzec 1958
Sny i wspomnienia
Jayden Vane | It's in the blood
A jednak wyczuł ją. Wiedział, że nadchodziła od momentu, w którym pojawiła się w okolicy jego ziemskiego domu. Tego stworzonego ku jego czci przez ludzi. Tego, do którego przychodziło niewielu. Obserwował ją z podziemia, jak łapała za kołatkę do wielkich odrzwi, jak je otwierała, jak wpuszczała do wnętrza jeszcze własnego psa. Była sama. Zawsze była sama. Olbrzym po raz ostatni spojrzał na piekło pod sobą, po czym ulotnił się we mgle, unosząc się ku powierzchni, by znaleźć się w rzeczywistości, czasie oraz wymiarze ludzkich pragnień.

Sylwester
31 grudnia | Wątek zbiorowy | Salon
Nie do końca podzielała entuzjazm Jamesa i nie do końca chciała go podzielać – wolała, aby krąg osób obecnych nie rozprzestrzeniał się niczym koła na wodzie. Nie chciała żadnych przyjaciół przyjaciół przyjaciół, świętować woląc w zamkniętym gronie, bez udziału osób trzecich i z pewnością, że nie ucieknie gdzieś w środku nocy od wszystkich, aby się nie zaszyć gdzieś z dala od ich obecności, przytrzymując blisko Marsa który właśnie z zadowoleniem dreptał obok niej, głowę zawieszając nisko i wpatrując się w okolicę, którą wdział już wcześniej, co jakiś czas też trącając Sheilę, Thomasa, Jamesa i każdego, kto jeszcze też napatoczył się po drodze, oczekując dodatkowego głaskania go i zwracania na niego uwagi. Każdą nową osobę obwąchiwał jednak, z początku nieufnie, dopiero potem decydując, czy może podejść do tego łagodniej jeżeli widział, że Sheila w żaden sposób nie reagowała nerwowo.

31 grudnia | Wątek zbiorowy | Schody
- Czy kogoś jeszcze się spodziewamy, tak poza tymi, którzy już są i którzy właśnie przyszli? – Pytanie to, z tylko sobie wiadomych powodów skierowała w stronę Thomasa, ale jednak jeżeli ktoś miałby rozmawiać z gadziami i wiedzieć, kto jeszcze przekroczy dzisiaj progi domu, to na pewno typowałaby, że Tomek już się dookoła tej osoby zakręcił. Na ten moment jednak zbierali się grupą i nie było sensu skupiać się dłużej na teoretyzowaniu, chciała po prostu wiedzieć.

Styczeń
1 stycznia | G.Tonks, K.Tonks, T.Doe, M.Sallow | Plumpkowa studnia
- O tym marzysz? - pytał, przeciągając spojrzeniem po śnieżnych łąkach bielejących się w południowym słońcu błyszczącym lodem. Naprawdę było tutaj ładnie. I marzenia Sheili też były ładne, niewiele ponad błękitne niebo tak naprawdę było w życiu potrzebne. - Co dalej, dwa tłuste koty i koza? Mieliśmy kiedyś kozę, która potrafiła wskakiwać na trapez: trzeba go było nisko zawiesić, ale bez trudu utrzymywała na nim równowagę nawet wtedy, kiedy był mocno rozbujany - wspomniał z rozbawieniem, jeszcze nim nastał późniejszy ciąg zdarzeń; dobrze wymierzony patyk poleciał w przód, świsnął przed nosem jegomościa, a Mars zerwał się za nim szybkim biegiem. Przeprosił tego faceta, ale gość nic sobie z tego nie robił - całkowicie go zignorował, jeszcze przed tym, jak olbrzymi pies wytrącił go z równowagi i przewrócił ciężarem swojego ciała. Marcel spojrzał kontrolnie na Thomasa z dziewczyną, jego pytanie zdradzało, że nie czuł się zagrożony. Jeszcze?

1 stycznia | Aidan Moore | Ogród
Stracił rachubę czasu wracając do domu pani Bagshot, gdy słońce było już wysoko na niebie, a policzki szczypały go z zimna. Czuł jak ściska go w żołądku. Nie był to jednak głód, a nerwy. Wysuszył się zaklęciem, a następnie zaczepił Nelkę pytając się gdzie znajdzie Paprotkę. Nie miał dużo czasu. Za niedługo miał się tu zjawić Billy, a on nie mógł tego tak po prostu zostawić. Pytań bez odpowiedzi. Niewypowiedzianych słów. Musiał ją przeprosić. Wyjaśnić to co miało miejsce w nocy, siebie. Przyznać się do tego co zaszło rano. Nie chciał między nimi żadnych sekretów. A jednak miał jeden, od lat. Sekret, który wszystko tylko komplikował, a to dlatego, że nie potrafił znaleźć w sobie pieprzonej krzty odwagi by go w końcu wyznać.

2 stycznia | Trixie Beckett | Pracownia krawiecka
Herbata rzeczywiście była na wagę złota, ale to nie znaczyło, że nie należało się nią dzielić ze zziębniętym wędrowcem - dlatego machnęła lekko ręką, jakby odganiała od siebie przepitego miodem trzminorka. Inaczej było na przykład z kawą. To dobrodziejstwo mogące utrzymać umysł jasnym po nieprzespanej nocy pełnej pracy traktowała ostatnio poniekąd jak skarb, który skrywała w cieniach spiżarki i udawała, że brakło go w słoikach, kiedy nadchodzili goście. Ale przecież nie robiła tego ze złej woli! Paliwo tego typu napędzało sprawną zadaniowość zarówno Steviego, jak i Trixie, którzy w innych okolicznościach mogliby mieć nie lada problem ze sprostaniem częstotliwości napływających do ich pracowni zamówień, szczególnie tych zakonnych, które wykonać należało jak najszybciej. Ale teraz nalewała wodę do czajnika z uśmiechem, spoglądała przez ramię na Sheilę z wyraźnym zainteresowaniem, wciąż odrobinę skonsternowana niewyjaśnionym jeszcze powodem wizyty.

2 stycznia | Eve Doe| Pokój dzienny
Dziś wyjątkowo nigdzie nie wychodziła na dłużej, woląc pozostać w ciepłych murach mieszkania na poddaszu i nie wystawiać się bardziej na zimno, którym raczyła obecna pora roku. Przyjemna cisza, jaka panowała w środku, tym bardziej zachęcała, aby tu być. Domknęła okno w pokoju, które często przepuszczało trochę lodowatego powietrza, akurat kiedy usłyszała głos Paprotki. Obejrzała się w kierunku drzwi, by wyjść zaraz do części, bardziej wspólnej niż mniejszy pokój, jaki zajmowała z Jamesem.

3 stycznia | James Doe | Warsztat krawiecki
Kiedy mu napisała, że zostaje z czarownicą i wróci do domu tylko po psa wiedział już, że nic i nikt nie będzie go w stanie powstrzymać przed rozmówieniem się z Vanem. Jeszcze doprowadził do tego, że była na niego zła. Za co? Za to, że próbował ją chronić? Bronić przed mężczyznami? Sam nim był, wiedział, jak to działa. I wiedział, że z pewnymi rzeczami nie należało ryzykować. Powinna mu być wdzięczna za to, że wyręczył ją z odpowiedzią, psia mąć. Jaydenie Vane, niech cię terremotio pochłonie!

4 stycznia | Marcelius Sallow | Tereny cyrkowe
Dalej była zła o to wszystko – sytuację z listem, jakieś niepokojące insynuacje w jej kierunku…zupełnie nie wiedziała, co ma o tym myśleć i dalej była poirytowana. Jednak z Marcelem mieli jeszcze inne sprawy, które powinni omówić, zwłaszcza jeżeli mowa tutaj była o listach wymienianych w ostatnich miesiącach. Nie wiedziała, czy Marcelius nie wpakował się w coś, co by go mogło przerosnąć – może jej się wydawało, ale zawsze miała wrażenie, że Marcel zawsze najpierw pakował się w kłopoty, dopiero potem się zastanawiał. Może dlatego poznali się i zaprzyjaźnili się z Jamesem? Dwie osoby, ale umysł i zachowanie wydawały się tak wspólne, a Sheila mogła jedynie załamywać się nad ich głupotą. Nie cierpiała, kiedy się bili, zarówno między sobą jak i z innymi. Nie cierpiała, kiedy robili sobie krzywdę, biegając za nimi i uwieszając się na ich ramionach, aby przestali.

5 stycznia | Jayden Vane | Plac główny
A jednak był tam dalej. Stał o własnych siłach, dając oparcie dla przerażonej Sheili. Zagubionej tak samo jak on, a być może nawet poważniej. Kto miał ją w tym momencie podtrzymać? Nie mógł przecież powiedzieć nie mogę. Nie mam czasu. Poproś kogoś innego. To było śmieszne... Fakt, że wydawał się irrelewantną jednostką dla samego siebie, podczas gdy teraz Sheila napisała do niego. Nie napisałaby po nic. Nie napisałaby, gdyby nie liczyła na pomoc, którą oczywiście, że miał jej zapewnić. Na ten moment jednak chciał poznać sprawę w dokładnych szczegółach oraz pomóc uspokoić się dziewczynie. Dlatego pytał. Poprosił, a gdy zaczęła mówić, słuchał uważnie, chociaż gdyby nie powaga, zapewne roześmiałby się z całego zdarzenia. Zarys sytuacji wydawał się wszak absurdalny. Nie dlatego, że stan Sheili, gdy opowiadała, był pełen roztrzęsienia, ale dlatego, że elementy były... Niecodzienne. Nie element kradzieży, lecz łyżwy, reakcja ludzi, a na koniec zabranie winnych do Tower...

9 stycznia | Marcel Sallow, Thomas Doe | Tyły
Nie powiedział nic. Nie, nie będzie jakoś. Nigdy już nie będzie jakoś. Romskie słowa ledwie do niego docierały, wkładał mniej wysiłku niż zwykle w to, żeby je rozumieć. Przeniósł spojrzenie na duże oczy Sheili, z roztargnieniem sięgając po kawałek połamanego mięsa, próbując jego kęsa. Sheila świetnie gotowała, przygotowane dania zawsze były pyszne, ale dziś nie potrafił odnaleźć w tym radości. Nie odsunął się, kiedy go objęła, ale chyba wtedy coś w nim pękło; delikatny dotyk łamał tamy szybciej niż ciężkie pociski, zadrżał, cały, pochylił głowę, jakby to miało sprawić, że zniknie; ukrył oczy, szkliste, ukrył usta, drżące, chowając się po części we własnych podciągniętych pod brodę kolanach, po części w jej drobnym ramieniu. Zaciskał zęby mocno, nie będzie płakać.

12 stycznia | Laurel Ollivander | Leśne huśtawki
Nie miał powodów do obaw w lesie, bo w końcu to były ich lasy. To wszystko co było w zasięgu wzroku należało do nich, a przynajmniej będzie należało do nich, kiedy tylko nieco urosną i mogli czuć się tutaj jak najbardziej bezpieczni. I chyba dlatego widok dziewczynki wcale go nie przestraszył. Obserwował jak biegnie, siedząc na huśtawce i zszedł z niej dopiero, kiedy usłyszał tę historię.

19/20 stycznia | C.Sprout, T.Beckett | Miasteczko Yeovil
Rozłożyła na podłodze koce i poduszki przyniesione ze wszystkich świetlic, dookoła umieściła także zabawki, by potem różdżkę skierować w stronę sufitu. W dużej torbie miała też kilka przyrządów krawieckich i zwykłych materiałów, przyniesionych z myślą o dziewczynkach, które mogłaby nauczyć tworzenia własnoręcznie wykonanych przytulanek. - Avis - zaintonowała cicho. Może zaczarowane stadko kolorowych ptaków ucieszy te małe szkraby? Mierzyła je własną miarą, pamiętała przecież, że w ich wieku sama ganiała za zwierzętami, uśmiechnięta i uradowana, kiedy tylko pojawiały się na horyzoncie. Pozostało jedynie czekać na nadejście Castora i Sheili - i towarzyszących im podopiecznych.

27 stycznia | Grupowy | Kents Cavern
- Mam nadzieję, że przyjdą. - szepnęłam do Virgini, nie potrafiąc opanować lekkiego podniecenia. Odbijając się na piętach kilka razy, kiedy rozglądałam się za znajomymi twarzami, krótko żegnając się jeszcze z wujem Romulusem. Nie chciałam go zatrzymywać, a tutaj, byliśmy w stanie poradzić sobie sami. Byliśmy przecież już dostatecznie dorośli, prawda? Zresztą, to nic wielkiego było. Znaczy organizacji trochę trzeba było, ale z tym jakoś powinnam dać siebie radę. Burmistrz też był gdzieś niedaleko. Ludzi kilku chętnych do pomocy ze sobą przyprowadził. Do pierwszych, co mieli pomocy potrzebować było jeszcze trochę czasu. Dlatego zaczynaliśmy tak wcześnie.

29 stycznia | Cynthia Skamander | Pokój na tyle
Dawno już nie pamiętała, kiedy miała nowych uczniów do gotowania. Podobne umiejętności, szczególnie w takich czasach wojennych w jakich przyszło im żyć nie tylko były przydatne, ale wręcz obowiązkowe w znajomości, kiedy chciało się wyżywić rodzinę. Żałowała, że tak niewiele miejsc oferowało pomoc młodym i że sama nie zawsze mogła im dopomóc w takich kwestiach. Jednak wciąż zapewniała osoby wgłębi Anglii, że gdyby tylko ktoś potrzebował pomocy, żeby zawsze kierowano je do niej. Każdego mogła ugościć na tyle, na ile była w stanie.

Luty
2 lutego | Jenny Moore | Świetlica wiejska
Dotarła do Doliny Godryka jako pierwsza, zawiązując lejce Płotki w sąsiedniej stodole i sama czym prędzej przekroczyła progi świetlicy, kładąc ciężką torbę z przyborami do szycia na porysowanym blacie. Miała w planach zrobienie płaszcza, pierwszego poważnego, samodzielnego dzieła, które planowała już od jakiegoś czasu. Wybrała tkaniny z rozwagą, niezdarnie rysując na kawałku wolnej kartki poznaczonej plamami z herbaty swoje wyobrażenie o tworzonej odzieży. Czuła się trochę jak Billy, czy Cillian, zaangażowana w proces twórczy z ogromną pasją, mimo wciąż ewidentnych braków w zdolnościach.

2 lutego | Zlata Raskolnikova | GDZIE?
Kiedy w końcu znalazłyśmy się na miejscu, od razu skierowałam się do stolików, które znajdowały się na uboczu. Klientów nie było wielu i raczej byli skupieni na swoich szemranych biznesach niż na dwóch małych kobitkach. Tylko barman rzucił na nas szybkie spojrzenie, dłużej zatrzymując się na mnie. Jego lekki uśmiech był czymś… z czym raczej się nie spotykam na co dzień. Radość? Może. Przyjemnie jest widzieć, że ktoś nie kręci nosem na osoby, w których żyłach płynie krew goblinów. Ale z drugiej strony jakoś tak… sama nie wiem, co o tym myśleć.

3 lutego | Thomas Doe | Martwe drzewo
Starał się nie pokazywać, że wbijane paznokcie siostry go bolały. Może tym działał innym na nerwy? Bo to nie tak, że go nie bolało nigdy - było wręcz przeciwnie! Po prostu nie pozwalał sobie tego pokazać innym, jakby miało to im przynieść pewnego rodzaju satysfakcję, że zadali mu ból. A może robił to już z czystego przyzwyczajenia, obudowując się pewnego rodzaju murem, który nie pozwalał mu o tym mówić wprost, kiedy coś go raniło.

7 lutego | James Doe | Pokój na piętrze
Wiedział, że wszystko co się ziało odbijało się na młodszej siostrę. Odkąd tylko pamiętał, próbował ją chronić. W domu, gdy byli sami, pośród cygańskich dzieci, do których szybko przywykli, w końcu ucieszeni, że zaproszenia do zabawy nadciągały same, później w szkole, upewniając się, że nikt jej nie gnębił, nie dokuczał. Ale nie był cieniem. Chadzał własnymi drogami, ścieżki wybierane przez niego zawsze niosły ze sobą spore ryzyko, zupełnie jakby mimo tych wszystkich doświadczeń nie uczył się na błędach, nie analizował możliwych konsekwencji. Szedł tam gdzie prowadziły go nogi, wzdychał do tego, do czego mocniej biło jego serce, nawet ulotnie, przez kilka chwil — do tej, tamtej dziewczyny, muzyki klasycznej, której nigdy dobrze nie zgłębił, śpiewu ptaków, jedzenia.

8 lutego | Kerstin Tonks | Kuchnia
Spotkanie z Sheilą miało być jednak ważne nie tylko ze względu na Tomka. Chciała poznać tę miłą dziewczynę, przeprosić ją jeszcze raz - od serca - spędzić trochę czasu razem, porozmawiać... miały tyle rzeczy, o których powinny porozmawiać, że Kerry nie wiedziała nawet, od której zaczną.

13 lutego | Sebastian Bartius | Most Gordyka
Przez większość czasu nie zwracał uwagi na nieliczne osoby pokonujące ów most. Aż do teraz, gdy ku mostowi kierowała się młoda kobieta. Względem jego wieku, rzecz jasna. Może była w wieku zbliżonym do jego jedynej córki. Raczej nie sprawiała wrażenia pijanej. Nie zmieniało to faktu, że zachowywała się bardzo dziwnie. Próbowała tańczyć do nuconej przez siebie melodii. Niezbyt jej to wychodziło, bo gdyby było inaczej to by raz za razem lądowała na ziemi z poobijanymi kolanami.

14 lutego | Aidan Moore | Little Skellig
Niecierpliwił się i denerwował jednocześnie. Wszystko z pomocą Cilliana dopiął na ostatni guzik. Znaczy, on to tylko z jedzeniem pomógł, resztę Aidan zrobił, ale wkład miał więc się liczyło, a jakby Aidan za gotowanie miał się wziąć to by sobie z Sheilą na pewno nie pojedli. Latarnie zabezpieczył i ogrzał, koce rozłożył, światełka świąteczne z choinki zdjęte, podprowadzone i prosto tu zawieszone też były. Widok z samej góry był naprawdę piękny. Latarnia znajdowała się na klifie, zaraz nad rozciągającą się w nicość tafle wody. Nie działała od lat, nikt tu też nie bywał. Był tu już wcześniej. Raz nawet wczesną nocą mając stąd naprawdę piękny widok na gwiazdy.

20 lutego | Neala Weasley | Pokój Rii
W końcu nadchodziła odpowiednia godzina. Prawie podskakiwałam już w miejscu nie mogąc się doczekać. W końcu i tak się nie doczekałam. Narzucając kurtkę na siebie i szalik - rzecz jasna. Buty też zimowe założyłam wychodząc na zewnątrz, tak żeby przywitać ją i na nią poczekać. Czułam, że o czasie będzie odpowiednim o którym się umówiłyśmy. Ruszyłam więc przed siebie trochę z włosami dzisiaj splecionymi w warkocz, zakończony wstążką którą i tak zaraz miałam ściągnąć. Dreptałam w miejscu w końcu odbijając się stopami od ziemi, pilnując się żeby nie zerknąć w stronę stajni, nie chciałam wiedzieć czy był na zewnątrz, ważniejsza była w tej chwili Paprotka. W końcu ją zobaczyłam. Z krótki okrzykiem radości ruszyłam ku niej łapiąc w ramiona a zaraz za ręce.

Marzec
2 marca | James Doe, Kerstin Tonks | Gnomi krzew
Nie powiedział mu tego nigdy, ale odkąd go odnalazł strach o to, że pięknie go paraliżował. Bardziej niż myśl, że ktoś go dorwie, znajdzie. Bał się, że ucieknie. Zostawi ich i ulegnie temu, uniknie odpowiedzialności, miłości. Bał się, że go zostawi, tak jak robił to zawsze. Ta myśl, ta obawa trzymała go przy nim kurczowo. Pielęgnować, by go nie zawieść, by spełniać się w roli brata, realizować jego działania, nawet jeśli zwykle robił coś odwrotnego. Goniła i motywowała go chęć i potrzeba spełnienia. By Thoma był z niego dumny. By robił to, co przyprawiałoby starszego brata o zadowolenie. Myśl, że wcale tego nie chciał — ich nie chciał — paraliżowała go. Co jeśli zmusił go do powrotu? Co jeśli zmusił do tego, by z nimi trwał, ale wcale nie chciał?



[bylobrzydkobedzieladnie]


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.


Ostatnio zmieniony przez Sheila Doe dnia 08.05.22 13:50, w całości zmieniany 1 raz
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : 9
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Re: Sheila Doe [odnośnik]08.05.22 13:48
Rozgrywki kwiecień-czerwiec 1958
Kwiecień
1 kwietnia | Neala Weasley | Salon
Do Neali wybrała się z ochotą – niby widziały się pod koniec lutego, prawda jednak była taka, że tęskniła i to wybitnie. Mimo to, zupełnie nie godziło się, aby przyszła z pustymi rękoma, dlatego siedziała ostatnio po nocach – i tak nie mogła za bardzo spać, więc przynajmniej poświęcała to na coś pozytywnego – wyciągając swój zestaw do szycia. Wiedziała, że to w sumie nie było wiele, a mimo tego, że Weasleyowie nie byli bogaci, to pewnie Neala takich sporo miała, ale powtarzała sobie, że liczy się gest, podczas gdy wyszywała kolejne fragmenty. I tak opaska na głowę była gotowa, z listem który delikatnie łapał młode. Przypominało jej to o Neali i jej bracie, a skoro ona znalazła własnych, może pannie Weasley również uda się odkryć, gdzie udał się jej? Na pewno było jej łatwiej.

5 kwietnia | William Moore | Dom
Grube strugi rzęsistego deszczu wciąż spływały z szarego nieba na rozmokniętą ziemię, gdy – po krótkiej podróży świstoklikiem – lądowali na kamienistej plaży rozciągniętej wokół irlandzkiego jeziora, zaledwie kilkaset metrów od domu. Pogoda była paskudna; utrzymujący się w powietrzu chłód gryzł nieprzyjemnie każdy centymetr odsłoniętej skóry, a nieustające od paru dni ulewy zamieniły górskie ścieżki w błotniste potoki, sprawiając, że niemożliwym stało się przejście nimi suchą nogą. Z powietrznych tras wracał przemoknięty do suchej nitki, razem ze sobą wnosząc do przedpokoju brązowo-bure ślady, prawdopodobnie doprowadzając tym samym Aurelię do szału – a póki co nie zapowiadało się na to, by długo wyczekiwana wiosna miała wreszcie nadejść.

6 kwietnia | Lucinda Hensley | Świetlica wiejska
Trafiła do świetlicy wiejskiej dość przypadkowo. Jeden z jej bliskich znajomych wspomniał, że można tu znaleźć rzemieślników, którzy za opłatą wybiorą materiał, uszyją szatę, stworzą talizman czy amulet. Dawniej takie miejsca miały swoją sławę. Duże sklepy w środku miasta, wielkie witryny zachęcające do kupna. Teraz wszystko zbiegło się do małych salek na wsi. Jeżeli ktoś jeszcze by jej powiedział, że wojna nic nie zmieniła, to chyba zaśmiałaby się głośno. Wojna zmieniła wszystko.

Maj
Czerwiec


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : 9
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Sheila Doe
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach