Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Pracownia
AutorWiadomość
Pracownia [odnośnik]21.03.21 20:19

Pracownia

Jeden z nielicznych pokojów domku szeregowego panna Fancourt przearanżowała na swoją niedużą pracownię krawiecką. Prowadzą do niej pierwsze drzwi na prawo po wejściu do holu. To nieduże pomieszczenie, którego okna wychodzą na południe, aby przez większość dnia wpadało nie jak najwięcej światła dziennego i Demelza mogła przy nim pracować. Jest tu kilka kufrów i szata, gdzie trzyma materiały, tkaniny i przyrządy krawieckie. Pod oknem duży, szeroki stół, a przy nim wygodne, miękkie krzesło, by nie bolały ją plecy od wielogodzinnego szycia. Pod ścianami stoją manekiny z szatami nad jakimi aktualnie pracuje, zaś na lewo od wejścia duże, wysokie lustro. Podłoga jest dość stara, ścianom przydałoby się odmalowanie, lecz zawsze jest czysto i panuje porządek.


Let me see you

Stripped down to the bone

Demelza Fancourt
Zawód : tancerka w Piórku Feniksa, wschodząca gwiazdka burleski
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I have to believe that sin
can make a better man


OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9417-demelza-fancourt#286301 https://www.morsmordre.net/t9592-belle#291686 https://www.morsmordre.net/t9595-zatancz-ze-mna#291787 https://www.morsmordre.net/f355-brighton-whitehawk-way-389 https://www.morsmordre.net/t9591-skrytka-bankowa-nr-2177#291683 https://www.morsmordre.net/t9593-demelza-e-fancourt#291728
Re: Pracownia [odnośnik]07.04.21 14:35
| 19 października

Dzień był ciemny, niebo spowijały ciężkie, deszczowe chmury, przesłaniające stojące wysoko słońce, a w nozdrza uderzał charakterystyczny zapach niesionych wiatrem liści – wypłowiałych, mających zasłać trawniki i ścieżki, zginąć pod ciężkimi butami nielicznych przechodniów. Przyniósł ze sobą aurę nadciągającej wielkimi krokami jesieni i pulsujący w skroniach ból. Nie mogła jednak poczekać, aż dolegliwość minie w łóżku, skulona pod kraciastym kocem, z Rolandem u boku i Quidditchem przez wieki w dłoni. Musiała coś robić – dla własnego dobra, dla dobra swej rozchwianej psychiki. Pamiętała, że tego popołudnia miała stawić się w odległym Brighton, w pracowni panny Fancourt, by dać zdjąć z siebie miarę, więc zaraz po wzięciu długiej, w założeniu relaksującej kąpieli ruszyła do kuchni, by spróbować ugotować coś z niczego, posilić się przed podróżą. Produkty spożywcze, które powoli gromadzili, w niczym nie przypominały tego, czym zapełniali szafki, gdy jeszcze przepływ towarów nie był tak ograniczony – z niezadowoleniem wyraźnie wymalowanym na pobladłej twarzy przeglądała skromne, chaotyczne zapasy, bochenek chleba, kasza, mleko... Największym problemem było, oczywiście, mięso, a raczej jego brak. Musieli jednak dawać sobie radę z tym, co mieli – i szukać sposobów na pozyskiwanie wspomnianego towaru deficytowego inaczej niż od zdzierających, wykorzystujących sytuację sprzedawców. Trochę grochu, marchwi, ziemniaków, powinna dać radę ugotować z tego zupę, albo coś, co jedynie miało ją przypominać. Powoli, ignorując przy tym stale obecny ból głowy, zabrała się za obieranie warzyw, by następnie krótkim ruchem różdżki rozniecić ogień pod garnkiem, przelewitować do niego wybrane składniki, doprawić wywar szczyptą soli. Przegoniła z blatu kuguchara, wzięła go w ramiona i wróciła do swego pokoju szukać szaty, która byłaby odpowiednia na tę okazję – okazję wcielenia się w rolę Emer, a przy tym nie utrudniałaby lotu na miotle. W końcu ubrała się cała na czarno, uważając przy tym na wciąż obolałą lewą rękę; elegancja była ważniejsza niż wygoda czy ciepło, przynajmniej dla kobiety, za którą się podawała. Dlatego nim podjęła się metamorfomagicznej przemiany, teleportowała do Doliny Godryka i pokonała resztę drogi na wysłużonej Smudze, wpierw napełniła żołądek niezbyt smacznym, lecz ciepłym posiłkiem. Ile zajmie wizyta u krawcowej? Nie wiedziała. Wiedziała jednak, że podróż będzie trudna.
Kiedy lądowała na obrzeżach Brighton, zmęczenie dawało jej się we znaki. Leciała na tyle wysoko, by uniknąć wzroku majaczących w dole jednostek, a przez to zmarła aż do kości, do tego utrzymywanie się na miotle, gdy ramię rwało bólem, kosztowało ją niemało wysiłku – próbowała jednak nie dać tego po sobie poznać, gdy stukała do drzwi domu o numerze 389, na siłę prostując zgarbione od mrozu plecy, poprawiając fałdy ściągniętego paskiem płaszcza. – Panna Fancourt? – zapytała, gdy po krótkiej chwili ujrzała twarz młodej, z pewnością młodszej od niej, czarownicy – ładną, naznaczoną piegami. Czy na pewno dobrze trafiła? Złożyła usta w niewielkim, podszytym uprzejmością uśmiechu, a w jej spojrzeniu pojawiło się coś chłodnego, oznaka taktownego dystansu. Nie przybyła tu w celach towarzyskich, do tych i tak nie miałaby głowy, a by dobić targu. Czy otrzyma zamawianą szatę jeszcze dziś? – Emer, Emer Gauntier. Wymieniłyśmy kilka listów w sprawie zlecenia, miałam stawić się na zdjęcie miary – przedstawiła się cicho, uważnie lustrując stojącą przed nią kobietę, szukając na jej licu oznak zrozumienia; w kieszeni ściskała różdżkę, w geście tym szukając pokrzepienia, choć była niemalże pewna, że nie ma się czego obawiać, nie tutaj. Chciała już wejść do środka, ogrzać się choć odrobinę, nie marząc nawet o kubku parującej herbaty.

| rzucam na skutki Tower


It is not our enemies that defeat us. It is our fear.
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
The moments of peace that we find sometimes, they aren't anything but warfare, thinly disguised.
OPCM : 23
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Re: Pracownia [odnośnik]07.04.21 14:35
The member 'Maeve Clearwater' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 2
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Pracownia Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Pracownia [odnośnik]10.04.21 20:11
Nie obudziły jej ani pierwsze promienie słońce, ani nawet dźwięk zegara, który wisiał na ścianie. Do łóżka Demelza położyła się dopiero nad ranem. Cały wieczór i pól nocy spędziła w Piórku Feniksa, kiedy zaś odprowadzano ją na obrzeża miasta, by stamtąd mogła się bezpiecznie teleportować do Brighton zatrzymali ich funkcjonariusze magicznej policji i zażądali dokumentów. Mimo że podobne sytuacje zdarzały się regularnie od przeszło pół roku, to wciąż do tego nie przywykła. Czuła się nieswojo, kiedy stała przed policjantem i dręczył ją jakiś niepokój - co, jeśli uzna, że jej dokumenty są nie w porządku? Nigdy dotąd nie poddano ich pod wątpliwość, nie skłamała przecież przy rejestracji różdżki, podała prawdziwe dane i przedstawiła oryginalne dokumenty świadczące o urodzeniu, lecz... Nie mogła oprzeć się wrażeniu, że gdyby policjant zechciał ją zatrzymać, to i tak by to zrobił. Kontrola się przedłużała, Demelza drżała z zimna pod grubym płaszczem, a uśmiech jakim obdarowała obu policjantów bladł - w końcu jednak zwrócono im dokumenty i puszczono wolno. Gdy dotarła do domu pozamykała drzwi na dwa zamki i dodatkowo zaklęciem, choć tu nie miała się czego obawiać... Chyba. Wciąż powtarzała sobie, że powinna była zatroszczyć się o jakieś zabezpieczenia. Kontrola tak ją poruszyła, że nie mogła zasnąć jeszcze długo po położeniu się do łóżka - dlatego zbudziła się popołudniu i niemal wyskoczyła z łóżka, przerażona, że przespała wizytę panny Gauntier. Spojrzenie na zegar i upewnienie się, że nie wybiła jeszcze piętnasta trochę Demelzę uspokoiło, nie pozwoliło jednak na wrócenie do łóżka. Ziewając przeszła do łazienki, aby zmyć z siebie zmęczenie, resztki snu i wspomnienia ubiegłego wieczoru. Otulił ją zapach kwiatowego mydła i olejku, który wmasowała we włosy. Rozczesała je starannie i osuszyła zaklęciem. Miała ochotę zostawić je rozpuszczone, lecz przeszkadzałyby w pracy - dlatego zgarnęła kosmyki przy twarzy i związała je białą kokardą z tyłu głowy. Zdążyła jeszcze zejść na dół i zaparzyć kawy zbożowej, gdy rozległo się pukanie do drzwi.
Nie spodziewała się nikogo innego, niż panny Gauntier.
Vera powiedziała kogo powinna oczekiwać. Ładnej, młodej kobiety o ciemnych włosach i nieco podłużnej twarzy. Przyjaciółka z Piórka Feniksa zapewniła Demelzę, że może ją zaprosić do siebie bez obaw, że nie musi spotykać się z panną Emer poza pracownią - ręczyła za nią. Fancourt była drugiej tancerce wdzięczna za polecanie jej znajomym, dzięki poczcie pantoflowej miała więcej prywatnych zleceń, lecz jednocześnie wolała pozostać ostrożna. Czasy były niespokojne
Drzwi otworzyła szeroko, stanęła w progu ubrana w jasną sukienkę z długim rękawem, ozdobnymi guziczkami na piersi i rozkloszowaną spódnicą sięgającą połowy łydki, gestem zaprosiła ciemnowłosą czarownicę do środka. Zadrżała przez zimny podmuch wiatru, który wdarł się tam pierwszy.
- Tak. Demelza Fancourt, dobrze pani trafiła. Zapraszam. Miło mi panią poznać,  panno Gauntier - odpowiedziała z ciepłym uśmiechem. Szybko zamknęła za Emer drzwi, odgradzając je obie od październikowego chłodu. W długim, jasnym korytarzu było już ciepło. - Napije się pani kawy zbożowej? Właśnie zaparzyłam - zaproponowała uprzejmie, stając w progu kuchni i gestem zapraszając pannę Gauntier, aby przeszła dalej, w stronę pracowni krawieckiej. Prowadziły do niej pierwsze drzwi na prawo od wejścia. Nagle jednak Demelza zbladła, kiedy ładna twarz nieznajomej zaczęła się jakby... zmieniać, a zamiast niej pojawiła się facjata starej kobiety. Krzyknęła głośno, unosząc dłonie do ust i cofając się o krok.
- Co z pani twarzą... ?!
Na ścianie, obok drzwi prowadzących do kuchni, wisiało długie, stare lustro w srebrnej ramie - wystarczyło krótkie zerknięcie na własne odbicie, aby Emer mogła przyjrzeć się swojej zmianie.


[bylobrzydkobedzieladnie]


Let me see you

Stripped down to the bone



Ostatnio zmieniony przez Demelza Fancourt dnia 20.04.21 23:14, w całości zmieniany 2 razy
Demelza Fancourt
Zawód : tancerka w Piórku Feniksa, wschodząca gwiazdka burleski
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I have to believe that sin
can make a better man


OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9417-demelza-fancourt#286301 https://www.morsmordre.net/t9592-belle#291686 https://www.morsmordre.net/t9595-zatancz-ze-mna#291787 https://www.morsmordre.net/f355-brighton-whitehawk-way-389 https://www.morsmordre.net/t9591-skrytka-bankowa-nr-2177#291683 https://www.morsmordre.net/t9593-demelza-e-fancourt#291728
Re: Pracownia [odnośnik]20.04.21 16:49
Nieznajoma wzbudzała w niej sprzeczne emocje. Otworzyła drzwi szeroko, niemalże na oścież – czy mimo wstrząsających Anglią niepokojów wciąż miała w sobie tyle ufności, by nie bać się ataku na progu domu? – i już od samego początku wywoływała opierającą się na pozorach sympatię, z tym swoim promiennym uśmiechem na ustach i przyjemną dla oka aparycją. Z drugiej jednak strony – zarabiała na życie w sposób, o którym Maeve miała nie najlepsze mniemanie. Wiedziała, gdzie pracowała Vera, z tego co rozumiała Demelza pracowała tam również. W Piórku Feniksa, jako pozbawiona wstydu, rozbierającą się na oczach wszystkich tancerka burleski. Zabawiająca znudzonych, opływających w bogactwa klientów, w dużej mierze wysoko postawionych pracowników Ministerstwa, lordów, członków półświatka. Dlaczego to robiła? Nie miała pojęcia i tak naprawdę nie chciała wiedzieć. We wspomnianym lokalu była ledwie kilka razy, to jednak wystarczyło, by zrozumieć, na czym polegała ta rzekoma sztuka. Uprzedmiotowianie kobiet, nic więcej. Jako przedstawicielka płci pięknej – była zniesmaczona. Lecz jako wiedźmia strażniczka – doceniała wieści pozyskane od rozproszonych negliżem i wszelkiego rodzaju używkami mężczyzn.
Co panna Fancourt miała w głowie, gdy po raz pierwszy wstępowała na klubową scenę...? Była z siebie dumna?
Bardzo chętnie, dziękuję – odpowiedziała po krótkiej chwili zawahania, w końcu decydując się na schowanie dumy, ta kiedyś wpędzi ją do grobu, do kieszeni. Ile oddałaby za łyk ciepłego napoju! I choć kawa zbożowa nie brzmiała nawet w połowie tak dobrze jak ta zwykła, czarna, którą zwykła pijać każdego poranka, to wystosowana przez gospodynię propozycja była nieoczekiwanym przejawem dobroci. Zaczęła rozpinać płaszcz z zamiarem zawieszenia go na ulokowanym obok wejścia wieszaku, nim jednak zdążyłaby to zrobić, skierować się do warsztatu i przejść do tematu szaty, młodsza kobieta krzyknęła – a krzyk ten przyprawił ją o gęsią skórkę. Mięśnie spięły się, gotowe do skoku, a dłoń zacisnęła na chłodnym drewienku różdżki. Potrzebowała krótkiej chwili, by zrozumieć, co było powodem reakcji Demelzy. Co z pani twarzą...? Zaklęła szpetnie, w myślach, gdy wzrokiem odnalazła wiszące w korytarzu lustro i zamiast twarzy Emer dojrzała twarz, która nawiedzała ją w snach, a która należała do zmarłej więźniarki. Bladą, wygiętą grymasem złości, obcą. Jak miałaby się z tego wytłumaczyć? Nie umiałaby. Nie chciała testować przenikliwości krawcowej i próbować wymawiać się egzotycznym schorzeniem czy okropną klątwą, która odmieniała lico na wzór starszej, wychudzonej czarownicy. Nie było na to czasu.
Obliviate – zażądała stanowczo, bez śladu zawahania, czując, że krew szumi w uszach, a serce podchodzi do gardła; oby towarzyszka nie zdążyła krzyknąć ponownie, wezwać pomocy, sięgnąć po własną różdżkę. Chciała usunąć z jej pamięci ledwie kilka minut, to powinno wystarczyć, by zachować pozory. To nie był pierwszy taki wypadek, umysł płatał podobne figle od niemalże miesiąca, lecz skoro już była świadoma niepożądanej przemiany, mogła też spróbować ją odwrócić. Teraz, szybko, nim wszystko zostanie spisane na straty. Mrugnęła raz, drugi, trzeci, skupiając na podporządkowaniu ciała swej woli. – Wszystko w porządku? – zapytała jak gdyby nigdy nic, widząc odmalowującą się na buzi Demelzy konsternację. Ponad jej ramieniem dojrzała swe odbicie w nakrapianej odpryskami tafli lustra, już wyglądała jak trzeba. Ile zawdzięczała swym stale szlifowanym umiejętnościom, zdolności zachowania zimnej krwi, a ile zwykłemu szczęściu? I ile z tego wypadku pamiętała gospodyni...? Odwróciła się bokiem, by w końcu pozbyć się odzienia wierzchniego, niespostrzeżenie skryć różdżkę w kieszeni sięgającej połowy łydki spódnicy.
Nie była pewna, czy rzucone pod presją czasu zaklęcie naprawdę zadziałało, czy kobieta – a raczej dziewczyna, w końcu panna Fancourt okazała się taka młoda – postanowiła udawać, ze strachu czy z innego powodu, że nic się nie stało. Dopóki jednak miała otrzymać swą szatę, nie miało to dla niej większego znaczenia, choć mimo woli wciąż odczuwała podskórny lęk przed spaleniem budowanej od długich miesięcy przykrywki. – Niech mi panna wybaczy to pytanie, ale zastanawiałam się, czy dzisiaj będziemy jedynie zdejmować miarę? Czy istnieje szansa, że jeszcze dziś otrzymam gotowe odzienie? – Uniosła wyżej brwi, przestając rozglądać się po wnętrzu pracowni, odnajdując pojawiającą się w drzwiach Demelzę wzrokiem.


It is not our enemies that defeat us. It is our fear.
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
The moments of peace that we find sometimes, they aren't anything but warfare, thinly disguised.
OPCM : 23
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Re: Pracownia [odnośnik]20.04.21 23:12
Często myślała o tym, że powinna kogoś poprosić o to, aby nałożył na ten dom kilka podstawowych czarów ochronnych, które zabezpieczyłyby ją chociażby przed złodziejami. Wciąż jednak odkładała to na później, umykało to czarownicy z myśli, żałowała na to sykla. Wolała je odkładać na spłatę długów. Pocieszała się, że nikt nie miał przecież powodu, aby stanąć w progu tego domu i uczynić jej krzywdę. Była czarownicą czystej krwi, miała na to papiery, mogła to udowodnić. Nie łamała prawa, podporządkowała się nowym wymogom Ministerstwa Magii. Czy jednak ludzie nie ginęli też przypadkiem? Przez pomyłkę? Wojna nie oszczędzała nikogo. Demelza była jednak naiwna, tak naiwna, że otworzyła na oścież drzwi przed obcą, nieznajomą kobietą, o której powiedziała jej przyjaciółka z Piórka Feniksa - i to naprawdę niewiele. Fancourt próbowała pociągnąć Verę za język, ta jednak nabrała wody w usta. Nie wiedziała nawet skąd się znały i czy panna Gauntier w ogóle wiedziała czym zajmują się Vera i Demelza w późnych godzinach wieczornych? Jak naprawdę wyglądał ich taniec?
Chyba wolała nie znać prawdy. Nie wiedzieć, że panna Gauntier doskonale to wie. Inaczej domyślałaby się, że nie ma o tym wysokiego mniemania - że o niej nie ma już od początku żadnego mniemania, mimo że wcale jej jeszcze nie znała. Nie miała pojęcia kim była. Tak prościej przywołać uśmiech na usta. Dzięki temu szczerzej zabrzmiała uprzejma propozycja kawy. W tamtej chwili chciała czuć się jedynie krawcową, projektantką, panna Emer zaś była jej klientką - czy to ważne gdzie miała udać się wieczorem? Prawdopodobnie bardziej, niż sądziła. Emer Gauntier najwyraźniej także nie była tym, za kogo się podawała. Zmieniona twarz, twarz starej, wymęczonej kobiety wywołała w głowie młodej czarownicy burzę podejrzeń, strachu i dziwnych teorii spiskowych.
- Kim pani jest?! - zdążyła krzyknąć. Kobieta miała jednak w dłoni już różdżkę, pojawiła się w jej palcach tak szybko, że niemal umknęło to uwadze Demelzy. Nie zdążyła w żaden sposób zareagować. Nie potrafiła się bronić, nie miała żadnego doświadczenia w pojedynkach - od początku była skazana na porażkę. Głuche nie! wyrwało się z ust Demelzy, kiedy promień czaru trafiał ją prosto w pierś. Nagle tancerka znieruchomiała, a z jej piegowatej twarzy zniknęło zdezorientowanie, strach i zaskoczenie. Na kilka chwil stała się całkiem obojętna. Zielone oczy zaszły mgłą i przez moment wydawały się po prostu niewidzące.
Ocknęła się kilka uderzeń serca później. Potrząsnęła głowa, jakby chciała się z czegoś otrząsnąć. Spojrzała zaskoczona na kobietę stojącą w korytarzu swojego domu.
- Panna Gauntier? - upewniła się. Jej głos zabrzmiał jakoś tak niepewnie i słabo. Odchrząknęła lekko. Naprawdę zdążyła ją wpuścić? Dopiero co trzymała dłoń na klamce i... Nieważne. Może po prostu się nie wyspała. - Co to ja... Napije się panna kawy? Dopiero zaparzyłam - zapytała raz jeszcze, nieświadoma, ze robi to drugi raz. Na przytaknięcie Emer odpowiedziała uśmiechem. - Proszę przejść do pracowni, zaraz przyjdę - zaprosiła ją gestem w stronę pracowni - pierwszych drzwi na prawo, które były otwarte.
Sama zniknęła w kuchni, by po chwili dołączyć do Emer z drewnianą tacą w dłoniach, na której stały dwie filiżanki pełne czarnej, zbożowej kawy. - Proszę wybaczyć, skończył mi się cukier - przyznała zawstydzona. Liczyła, że panna Gauntier nie będzie miała jej tego za złe - na pewno wiedziała jak trudno było teraz o przyprawy.
Demelza uniosła własną i upiła trochę gorącego napoju, a fala ciepła rozeszła się przyjemnie po całym ciele. Uczucie dezorientacji szybko zniknęło.
- Och, przykro mi panią rozczarować, ale to nie jest takie... hop-siup. Dokładne rozrysowanie projektu, podzielenie materiału, uszycie tego w całość i zaczarowanie zajmuje więcej, niż kilka godzin. Nigdy nie oddaję w pół-skończonych prac. Myślę, że dam radę skończyć w ciągu kilku dni. Jak bardzo zależy pani na czasie? - odparła Fancourt przepraszającym tonem. Lekkim krokiem podeszła do biurka, chwilę szukała czegoś, nucąc wesołą melodię pod nosem. Odwróciła się w stronę Emer już z centymetrem krawieckim w dłoni. Z kieszeni spódnicy wyciągnęła swoją różdżkę, przyciągającą spojrzenia ze względu na swój specyficzny, różowy kolor, machnęła nią, a w powietrze uniósł się pusty pergamin i pióro, gotowe spisywać podane przez Demelzę wartości. Ona zbliżyła się do panny Gauntier, rozwijając centrymetr. - Proszę podnieść ręce, dobrze? Tak na boki, prosto. O czym pani myślała? Zwykle ze skóry wsiąkiewki szyłam płaszcze, peleryny, kamizelki. Wie pani jakie właściwości ma ten materiał? - trajkotała zadowolonym tonem.


Let me see you

Stripped down to the bone

Demelza Fancourt
Zawód : tancerka w Piórku Feniksa, wschodząca gwiazdka burleski
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I have to believe that sin
can make a better man


OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9417-demelza-fancourt#286301 https://www.morsmordre.net/t9592-belle#291686 https://www.morsmordre.net/t9595-zatancz-ze-mna#291787 https://www.morsmordre.net/f355-brighton-whitehawk-way-389 https://www.morsmordre.net/t9591-skrytka-bankowa-nr-2177#291683 https://www.morsmordre.net/t9593-demelza-e-fancourt#291728
Re: Pracownia [odnośnik]23.04.21 13:46
Miała tylko nadzieję, że panna Fancourt mieszka sama, a kolejne wyrywające się z jej gardła krzyki nie zwrócą niczyjej uwagi. Czy którekolwiek z okien miała otwarte, czy ściany domostwa były na tyle grube, by żaden przypadkowy przechodzień nie mógł ich usłyszeć...? Nie bez powodu obawiała się, że w założeniu spokojne popołudnie, zwykła formalność doprecyzowania detali zamówienia, nagle przemieni się w prawdziwy koszmar na jawie. Wciąż nie doszła do siebie po wrześniowej wyprawie do Tower, nie była w formie do walki, nie miała w sobie nawet dość cierpliwości, by tłumaczyć się przed hipotetycznymi, zwabionymi hałasami sąsiadami, kim jest i czego tu szuka. Reakcja przerażonej młódki stanowiła dla niej novum; jeszcze nikt nigdy nie spoglądał na nią z takim oburzeniem, a później – lękiem. Może odczołgujący się na bok, rażony urokami czarnoksiężnik, z którym starła się w trakcie bezksiężycowej nocy... To jednak było coś innego. Demelza była bezbronna i nie musiała jej lubić, by odczuwać wyrzuty sumienia z powodu tej nieoczekiwanej komplikacji, stresu, o który musiała ją przyprawić.
Zgadza się – przytaknęła z uprzejmym uśmiechem na ustach, gdy skołowana, zapewne od działania Obliviate, towarzyszka odzyskała świadomość, powiodła dookoła zdziwionym wzrokiem. Wyglądało na to, że skutecznie wymazała wspomnienia obcej, należącej do więźniarki twarzy, do tego wciąż były same. Czy naprawdę mogła mieć tyle szczęścia, by uniknąć jakichkolwiek konsekwencji popełnionego błędu? – Bardzo chętnie, dziękuję – dodała jeszcze, gdy gospodyni znów zaproponowała, że poczęstuje ją kawą. Wdech, wydech; ostrożnie przekroczyła próg pracowni, powoli zapoznając się z jej rozkładem, obejmując spojrzeniem ustawione z boku manekiny, wychodzące na podwórze okno, kufer, w którym krawcowa musiała składować swe skarby. Jej uwagę przykuło wysokie, pozwalające przejrzeć się w pełnej krasie lustro. Znów miała twarz Emer, bladą i delikatną, o wyraźnych kościach policzkowych, chmurnym wejrzeniu i ciężkich, opadających powiekach. Tylko dlaczego, na Merlina, na moment przestała nią być? Dlaczego przemieniła się w tamtą nieszczęsną kobietę, która zginęła pod gruzami więzienia...? Pokręciła głową, próbując odgonić od siebie te niewesołe myśli, strzepując z materiału koszuli nieistniejący paproch.
To żaden problem, nie znam nikogo, kto byłby teraz w posiadaniu tego skarbu – przyznała cicho, również po to, by pomóc pannie Fancourt przejść dalej, do sedna sprawy, a także by zasłużyć sobie w jej oczach na choćby namiastkę sympatii. Wystarczy już wzbudzania podejrzliwości i strachu. Bezzwłocznie sięgnęła po drugą z filiżanek, wzniosła ją do ust, a chwilę później poczuła przyjemne, rozlewające się po przełyku ciepło. Podróż na miotle była męcząca, powiewy zimnego wiatru sprawiły, że przemarzła do kości; ubrany na tę okazję strój może i był elegancki, pasował do wizerunku, który starała się kreować, za nic jednak nie chronił przed październikową słotą. – Och – powiedziała tylko, gdy została wyprowadzona z błędu. Nie chciała brzmieć zbyt ostro czy niewdzięcznie, więc ograniczyła się do tak lakonicznej reakcji, nim przeanalizowała całą tę sytuację, plany na najbliższe dni i była gotowa do podania odpowiedzi. – Rozumiem. Przyznaję, że im szybciej mogłabym otrzymać gotową szatę, tym lepiej. Zdaję sobie jednak sprawę z faktu, że zapewne pracuje panna również nad innymi projektami... Czy wtorek brzmi jak osiągalny termin? – Uniosła wyżej brwi, odstawiając naczynie na tacę, robiąc krok w stronę nucącej coś pod nosem towarzyszki. Kątem oka dostrzegła niecodzienny kolor różdżki Demelzy, nie chciała jednak przyglądać się jej zbyt długo, by nie sprawiać wrażenia niegrzecznej. I dopiero wtedy tknęło ją, że może te przymiarki teraz, gdy poruszanie stłuczonym ramieniem sprawiało jej niemałe problemy, nie stanowiły najlepszego pomysłu. Było jednak zbyt późno, by mogła się wycofać. – Oczywiście – odpowiedziała, posłusznie stając w bezruchu, rozkładając ręce na boki. Jej usta wykrzywił przelotny grymas bólu, gdy powróciło kłucie. Byle tylko nie trwało to zbyt długo. – Słyszałam, że ten materiał jest na tyle ciemny, matowy, że ułatwia skrycie się przed wzrokiem innych, a także pozwala stąpać możliwie jak najciszej. I niech panna nie zrozumie mnie źle, nie jestem żadnym włamywaczem... Ale odkąd zaczęło się to wszystko, ta wojna, miałam już kilka nieprzyjemnych sytuacji. Czasem wracam do domu nocą. Może dzięki temu, dzięki tej szacie, przestaliby mnie zaczepiać pijani w sztok mężczyźni – rozwinęła swą myśl, w odpowiednich miejscach zabarwiając wypowiedź zmartwieniem i niechęcią, mając nadzieję, że podając takie wytłumaczenie rozwieje ewentualne wątpliwości krawcowej. Demelza nie sprawiała jednak wrażenia podejrzliwej, przynajmniej – już nie. – Myślałam o kaftanie, który nie krępowałby ruchów, dodatkach, którymi mogłabym okryć resztę ciała... Peleryna pewnie byłaby tutaj najwygodniejsza? Lecz czy wystarczy na to wszystko materiału? I czy potrafiłaby też panna obszyć skórą wsiąkiewki buty?


It is not our enemies that defeat us. It is our fear.
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
The moments of peace that we find sometimes, they aren't anything but warfare, thinly disguised.
OPCM : 23
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Re: Pracownia [odnośnik]12.05.21 20:59
Dla własnego bezpieczeństwa powinna była chyba kłamać i wspominać o tym, że ktoś jest na górze. Mąż, brat, ojciec. Obojętnie. Jakiś mężczyzna, który by o nią dbał. Demelza miała wrażenie, że to mogłoby zniechęcić kogoś do potencjalnego ataku, oszustwa, kradzieży, gdyby tylko wiedział, że nie jest sama. Czy to odwiodłoby Emer od rzucenia na gospodynię Obliviate...? Cóż, nigdy się tego nie dowie. Nie będzie się nawet nad tym zastanawiać. Minione dwie minuty, może nawet mniej, zupełnie wyparowały Demelzie z głowy. Zniknęły, rozmyły się, nie pamiętała chwili otwarcia drzwi i zaproszenia Emer do środka. Pomyślała, ze może jest przemęczona. Tak, to na pewno wina niewyspania. Spodziewała się przecież tej wizyty i słyszała wyraźnie pukanie. To pamiętała. Uspokojona własnym wytłumaczeniem, którym przekonała siebie sama przygotowała tacę z kawą zbożową i dołączyła do swojej nowej klientki w pracowni krawieckiej.
- Oby jak najszybciej wszystko wróciło do normalności - westchnęła lekko Demelza w odpowiedzi na porównanie cukru do skarbu. Tak, właściwie teraz można było tak powiedzieć o wielu przyprawach, owocach, rodzajach mięsa... Ceny jedzenia tak bardzo poszybowały w górę, że niektóre produkty okazywały się równie drogie co niegdysiejsze materiały z wysokiej półki. Demelza miała to szczęście (albo i nieszczęście, zależy jak na to patrzeć), że nie odczuła tego tak dotkliwie jak niektórzy... Jak choćby Emer, co wynikało z jej słów. Przynajmniej takie odnosiła wrażenie.
Fancourt wydawało się także, że odpowiedź odnośnie terminów nie do końca usatysfakcjonowała panny Gauntier. Nie zaczęła narzekać, dopytywać dlaczego tak długo - jak niektórzy klienci - złościć się, w jej oczach dostrzegała jednak coś na kształt zawodu. Niewiele mogła na to poradzić. Niestety. Nie posiadała zmieniacza czasu, który pozwoliłby jej na manipulację dobą. Miała jej dokładnie tyle, co każdy inny, zaś krawiectwo było dodatkowym zajęciem - musiała pracować w Piórku Feniksa. Nie odwrotnie.
- Rozumiem, panno Gauntier, każdemu klientowi jednak zależy, aby otrzymać szatę jak najszybciej... Chodzi mi o materiały z magicznymi właściwościami. One wymagają znacznie więcej uwagi i ostrożności, by ich działanie okazało się takie jak należy. Do tego trwałe - wytłumaczyła cierpliwym, spokojnym tonem. Spojrzała na Emer z ukosa, gdy zapytała o wtorek. - Postaram się, nie mogę jednak tego pani obiecać, chyba że... Priorytet może kosztować więcej - dodała po głębszym oddechu. Nigdy nie żądała więcej niż powinna była, uważała, że uczciwie wycenia swoją pracę, lecz niekiedy miewała zbyt miękką naturę i uginała się pod cudzymi prośbami, spojrzeniami... Robiła więcej, niż jej za to płacono, chociaż rozpaczliwie potrzebowała zbierać każdego knuta. Odważyła się teraz wyłożyć drugą kawę na ławę - tym razem mniej dosłownie. Jeśli panna Gauntier chciała szaty dużo szybciej, znaleźć się na szczycie kolejki oczekujących klientów, to musiała za to zapłacić więcej. Oczywiście Demelza nie miała zamiaru jej do tego namawiać, to tylko dodatkowa możliwość.
- Jeśli sprawię pani dyskomfort, proszę powiedzieć - zmartwiła się Fancourt, kiedy dostrzegła na ładnej twarzy Emer grymas. Nie zdawała sobie sprawy z tego co mogło być jego przyczyną. Ledwie przecież jej dotknęła. Nie miała jeszcze w ręku igły, by przypadkiem wbić ją w skórę... Dokładnie i starannie zbierała miarę, podawała ją cicho, pióro zaś zapisywało wszystko na pergaminie. Rozkładała centymetr krawiecki pod różnymi, najdziwniejszymi kątami, kiedy Emer mówiła o materiale. Mierzyła odległość od brody do obojczyka, długość ramion, od prawego ramienia do lewego biodra... Była bardzo dokładna. - Och, to nie moja sprawa do czego pani tego potrzebuje... - odezwała się od razu, jakby nie chciała słuchać tych tłumaczeń, które popłynęły z ust panny Gauntier. Demelza uważała, że im mniej wiesz, tym lepiej śpisz. Nie zadawała pytań, nie dociekała dlaczego kto potrzebuje szaty o takim, a nie innym działaniu. W ten sposób czuła się bezpieczniej. Wydawało jej się też, że dla samego klienta jest to zdecydowanie bardziej komfortowe.
Wyraz twarzy dziewczyny zmienił się jednak, kiedy wyjawiła jej, że chodziło o o pijanych mężczyzn. Pojawiło się na niej szczere współczucie, rysy złagodniały.
- Och, rozumiem panią doskonale. Potrafią być naprawdę uciążliwi i obleśni... Dzięki skórze wsiąkiewki na pewno mniej będzie się pani rzucać im w oczy - wyrzekła, posyłając Emer pokrzepiający uśmiech. Gdy wreszcie skończyła zbierać miarę, podpisała na pergaminie te dane jej imieniem i nazwiskiem, by wiedzieć do kogo należą.
- Mógłby to być nieco luźniejszy kaftan, coś na kształt kurtki, by ukryć pod nim także torbę, jeśli pani by ją przy sobie miała - zastanowiła się Demelza, po czym podeszła do biurka, wzięła do rąk jeden ze szkicowników. - Pani pozwoli tutaj - gestem dłoni zachęciła czarownicę, by się zbliżyła. Przekartkowała szkicownik i odnalazła projekt, który stworzyła kilka miesięcy wcześniej z tego samego materiału - była to luźniejsza peleryna. - Możemy uszyć ją trochę węższą i krótszą, ale nie za krótką. Tak do połowy uda co najmniej bym to widziała. Im więcej zakryje, tym lepszy efekt. Jeśli chodzi o buty... Nie mam aż tyle materiału. Musiałaby go pani mi dosłać lub zaczekać aż zdobędę go sama, ale tak - można nim obszyć buty. Nawet obcasy wtedy nie będą stukać - wyjaśniała cierpliwie.


Let me see you

Stripped down to the bone

Demelza Fancourt
Zawód : tancerka w Piórku Feniksa, wschodząca gwiazdka burleski
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I have to believe that sin
can make a better man


OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9417-demelza-fancourt#286301 https://www.morsmordre.net/t9592-belle#291686 https://www.morsmordre.net/t9595-zatancz-ze-mna#291787 https://www.morsmordre.net/f355-brighton-whitehawk-way-389 https://www.morsmordre.net/t9591-skrytka-bankowa-nr-2177#291683 https://www.morsmordre.net/t9593-demelza-e-fancourt#291728
Re: Pracownia [odnośnik]20.05.21 19:28
Nie chciała naciskać czy grymasić – bo i nie mogła sobie pozwolić na to, by krawcowa, zniechęcona nierealnymi oczekiwaniami, odprawiła ją z kwitkiem. Szukanie innej rzemieślniczki byłoby marnowaniem cennego czasu. Potrzebowała tej szaty i to możliwie jak najszybciej. Bała się, że kolejne spotkanie z żandarmerią czy przeważającymi siłami wroga nastąpi prędzej niż później, musiała więc chwytać się wszystkiego, co mogłoby zwiększyć jej szanse na przetrwanie. W tym – pozyskania odzienia, dzięki któremu miała się stać trudniejsza do zauważenia, nie zwracać na siebie zbędnej uwagi. Wiedziała, że jest materiał, który odpowiadałby jej potrzebom jeszcze bardziej – tkanina z włókien sierści przyczajacza pozwalała pozostać w ukryciu nawet wtedy, gdy przeciwnicy sięgali po magię – była jednak stanowczo zbyt droga, by mogła sobie na nią pozwolić.
Pokiwała głową, gdy panna Fancourt uprzejmie wyjaśniała, że praca nad takimi włóknami była trudniejsza, stanowiła większe wyzwanie, a co za tym idzie – zajmowała więcej czasu. Nie znała się na szyciu, nie miała porównania, nigdy nie pochylając się ani materiałami, które należały do grona zwykłych, ani tymi o wyjątkowych właściwościach. Wierzyła krawcowej na słowo, naprędce rozważając wszelkie możliwości, szukając wyjścia z tej sytuacji. Nim jednak zdążyłaby cokolwiek sama zaproponować, Demelza wspomniała o priorytecie. Wzniosła na nią wzrok, myślami wracając do wyraźnie uszczuplonych zapasów monet. Czy miała wybór? – Rozumiem. Pytanie brzmi: o ile więcej? – Obserwowała młodszą kobietę z uwagą, szukając na jej twarzy śladu zawahania. Nie dziwiła się, że ta chciałaby otrzymać lepszą zapłatę za zlecenie, z powodu którego będzie musiała zarwać noc czy odmówić sobie innego zajęcia. Musiała wiedzieć, jak wysoka może okazać się cena, nim podejmie jakąkolwiek decyzję. Kiedyś może nie byłoby to problemem, pójście do Gringotta i zabranie stamtąd kilku dodatkowych sykli, przełożenie konkurencyjnego wydatku na później, teraz jednak liczyła się z każdym knutem.
Proszę się nie przejmować – odpowiedziała powoli, siląc się na naturalny ton głosu, zabrzmiała w nim jednak fałszywa nuta, między kolejne zgłoski wdarła się namiastka napięcia. To nie ona wywołała grymas bólu, nie ona sprawiła jej dyskomfort. Tego jednak nie mogła wiedzieć. Oddychała płytko, szybciej niż powinna, tak jednak było łatwiej zachować tę pozę, poradzić sobie z uciążliwą dolegliwością. Kątem oka obserwowała tańczący dookoła centymetr, mknące po pergaminie pióro. Demelza wyglądała na taką, która zna się na rzeczy – dlaczego więc pracowała w Piórku Feniksa...? Nie chciała o tym myśleć. Zamiast tego zaczęła mówić o materiale, niejako tłumaczyć się z tego, dlaczego zdecydowała się akurat na niego. Chciała odgonić ewentualną podejrzliwość, sprawić, że nie utkwi w pamięci panny Fancourt na dłużej niż powinna. Nie była nikim wyjątkowym, nie zamierzała zostać włamywaczem, próbowała jedynie uniknąć nachalnych, naprutych mężczyzn. – Też miewa panna problemy? Z natrętami? – dopytała uprzejmie, choć przecież znała odpowiedź na to pytanie. – Lepiej mieć się na baczności, zwłaszcza teraz – dodała jeszcze, nim śladem krawcowej podeszła bliżej biurka, skąd ta wzięła szkicownik, zaczęła w nim czegoś szukać. Słuchała jej w milczeniu, wyobrażając sobie odzienie, które Demelza starała się opisać. Kiwała w zrozumieniu głową, z każdą chwilą coraz bardziej przekonując się do tego pomysłu. – Kaftan brzmi dobrze, wygodnie byłoby móc schować pod nim torbę. Peleryna również, do połowy uda, może dłuższa, jeśli da radę... W kwestii butów... – urwała, zastanawiając się, jak to ubrać w słowa, by nie urazić gospodyni; obiecała, że zajmie się pozyskaniem materiałów, co też zrobiła. – Nie byłam pewna, czy nie napotka panna na żadne problemy z dostępnością skóry. Udało mi się pozyskać jeszcze jeden fragment na własną rękę, nie wiem tylko, czy nie okaże się on zbyt mały, by obszyć buty... Mam go ze sobą, zaraz pokażę – zaoferowała, po czym wróciła się w kierunku wejścia do pracowni, przy którym zostawiła swoją torbę.


It is not our enemies that defeat us. It is our fear.
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
The moments of peace that we find sometimes, they aren't anything but warfare, thinly disguised.
OPCM : 23
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Re: Pracownia [odnośnik]25.05.21 20:37
Nikt nie przepadał za grymaszącymi klientami, lecz jeszcze bardziej - nikt nie przepadał za krawcowymi, które wymyślały i kręciły nosem. To panna Gauntier była wszak jej klientką, nie odwrotnie. Stare porzekadło mówiło zaś: nasz klient, nasz pan. Demelza nie chciała jedynie dawać jej złudnych nadziei, bo rozczarowanie mogłoby wpłynąć na ogólną ocenę jej kompetencji - chciała zyskiwać klientów na stałe, chciała, by zostali z nią na dłużej, niż jedno zlecenie. Starała się im dogodzić, spełniać ich życzenia, wymyślne fantazje; zadowolony klient wracał, a jej sakiewka robiła się pełniejsza. A im pełniejsza była, tym Demelza bliższa czuła się upragnionej wolności.
- Dziesięć galeonów - powiedziała po chwili zastanowienia.
Starała się jednak, aby jej głos zabrzmiał pewnie, by nie było w nim zawahania. Zawsze wtedy klienci je wyczuwali i starali się z nią targować, ona zaś była w negocjacjach wyjątkowo słabym graczem i zwykle w końcu ulegała... Musiała się tego oduczyć. Miała zbyt spolegliwy charakter, to było pewne.
Skinęła głową, gdy panna Gauntier zapewniła, że ma się nie przejmować, lecz Fancourt nie była ślepa - dostrzegała i wyczuwała w niej dyskomfort, dlatego starała się być naprawdę delikatna, kiedy kazała jej rozkładać ręce, bądź obracać się w różne strony.
- Mhm... - przytaknęła Demelza, przez chwilę nie udzielając odpowiedzi na pytanie o natrętów, skupiała się bowiem na zbieraniu miary i nie chciała się pomylić. - Mimo że Londyn jest teraz taki pusty, to nie brakuje w nim parszywców... Muszę dostać się jakoś poza miasto, by się teleportować, a nie umiem latać na miotle... Chociaż jest tylu funkcjonariuszy magicznej policji, to łapią nie tych, co trzeba i... Och, sama pani pewnie wie. - Krawcowa była wyraźnie niezadowolona z tego jak to teraz wszystko wyglądało. Głos zabrzmiał marudnie, twarz spowił grymas, usta się skrzywiły na samo wspomnienie tych wszystkich mężczyzn, którzy czyhali w pobliżu Piórka Feniksa z nadzieją, że uda im się złapać którąś z tancerkę i spróbować wyłudzić całusa. Na całe szczęście lord Bulstrode dbał teraz o to, aby każda z nich bezpiecznie dotarła do miejsca, z którego mogła się teleportować do domu.
- Jest pani szczuplutka, a tak jak mówiłam, kaftan będzie luźniejszy, na pewno schowa pod nim pani jakąś torbę. Nie za dużą, oczywiście, mam na myśli jakieś większe bagaże, ale coś, co zmieści sakiewkę, jakąś księgę, sweter... Na pewno się zmieści - uspokoiła pannę Gauntier, uśmiechając się do niej ciepło; zaznaczyła sobie wstążką wybrany przez klientkę projekt, by go nie zgubić. - O materiały teraz rzeczywiście jest ciężej. Jak o wszystko. Dobrze pani zrobiła, ze się przygotowała, to wszystko przyśpieszy. Niechże pani go pokaże... No i te buty, które trzeba obszyć. Ma je pani przy sobie? Nie wiem, czy to mają być pantofle, trzewiki, buty z wyższą cholewą? Najlepiej, by nie miały obcasa, nie trzeba będzie go odkuwać, by nie stukał - odpowiedziała, odkładając szkicownik na biurko, lecz za nim zwróciła się ku Emer, by obejrzeć materiał i buty, pochwyciła pergamin, na którym miała spisane miary, prawą dłonią chwyciła za orle pióro i zaczęła skrobać swoje notatki - nie chciała o niczym zapomnieć. Pamięć zaś bywała zwodnicza.


Let me see you

Stripped down to the bone

Demelza Fancourt
Zawód : tancerka w Piórku Feniksa, wschodząca gwiazdka burleski
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I have to believe that sin
can make a better man


OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9417-demelza-fancourt#286301 https://www.morsmordre.net/t9592-belle#291686 https://www.morsmordre.net/t9595-zatancz-ze-mna#291787 https://www.morsmordre.net/f355-brighton-whitehawk-way-389 https://www.morsmordre.net/t9591-skrytka-bankowa-nr-2177#291683 https://www.morsmordre.net/t9593-demelza-e-fancourt#291728
Re: Pracownia [odnośnik]28.05.21 21:50
Nie spuszczała z niej wzroku, gdy Demelza podawała dodatkową opłatę, której oczekiwałaby za potraktowanie omawianego zlecenia jak priorytetu. Dziesięć galeonów...? Miała ochotę zakląć pod nosem, zgrzytnąć zębami. Kiedyś może nie byłaby to dla niej aż taki problem, teraz jednak – kwota wydawała się niezwykle wysoka, może nawet za wysoka, zwłaszcza w połączeniu z kosztem, jaki poniosła już w związku ze zdobyciem dodatkowego materiału, ceną samej usługi krawieckiej. Nie dała jednak dać tego po sobie poznać. Choć towarzyszka próbowała ukryć przed nią brak stanowczości, dostrzegała w jej postawie ślady zawahania. Lata praktyki sprawiły, że nie potrzebowała wiele, by przejrzeć niewprawną grę pozorów. Może mogłaby odwieść ją od tego pomysłu całkiem, urabiać i kokietować tak długo, aż krawcowa uległaby pod naporem kolejnych argumentów i zrezygnowała z podnoszenia ceny. Może tak byłoby lepiej – dla niej i dla Kaia, z którym wspólnie próbowali się utrzymywać mimo wojennej zawieruchy. – A gdyby przesunąć termin oddania szaty na środę? Lub czwartek? Czy wtedy ten priorytet mógłby kosztować... mniej? – Zamarła w bezruchu, jak drapieżnik obserwujący swą ofiarę, ale też – z czymś na kształt przeprosin zmiękczającym czającą się w jej spojrzeniu badawczość. Nie chciała wykorzystywać Demelzy. Nie chciała też stawiać jej dobra ponad własnym. W końcu i tak musiała zgodzić się na warunki krawcowej, instynkt samozachowawczy nakazywał spróbować obniżyć cenę, skrupuły zaś – nie targować się zbyt ostro.
Łapią nie tych, co trzeba... – powtórzyła po niej niemalże bezgłośnie, wciąż nie pozwalając sobie na żaden gwałtowniejszy ruch, choć przecież nie musiała obawiać się igły, zaś wirujący wokół centymetr nie mógł jej ukłuć. O zmianie nastrojów przekonała się na własnej skórze, policja już dawno przestała być organem dbającym o dobro obywateli, przemienili ją w narzędzie ucisku, zastęp sługusów Malfoya, gotowych do popełniania najgorszych zbrodni – dla awansu, premii, wypaczonej wizji lepszego jutra. – Tak, wiem, co ma panna na myśli. Niestety – przytaknęła z kwaśnym uśmiechem, nim jeszcze ruszyły w stronę blatu ze szkicownikami. Coś je łączyło, niezadowolenie z obecnej sytuacji, niechęć względem postępujących reform, choć ich drogi były wyraźnie odmienne; gdyby nie przypadek, pewnie nigdy by się nie przecięły. A może po prostu przemawiało przez nią rozgoryczenie, uraza względem wykonywanego przez ładną, mającą fach w ręku dziewczynę zawodu.
Oczywiście, rozumiem – mruknęła pod nosem; potrafiła sobie wyobrazić, o czym mówiła krawcowa, zwłaszcza w połączeniu z projektem, który widniał na kartach szkicownika. Dopóki będzie mogła zabrać ze sobą najpotrzebniejsze drobiazgi, skryć je pod materiałem kaftana, brzmiało to dobrze. Zaraz ruszyła w kierunku zostawionej przy wejściu torby, w jedną dłoń łapiąc przyniesiony ze sobą skrawek materiału, dla bezpieczeństwa schowany w miękką szmatkę, w drugą ujmując postawiony z boku kubek z kawą. – Proszę. – Bez oporów przekazała skórę kobiecie, walcząc z ukłuciem niepokoju, że może dała się oszukać, że może to wcale nie skóra wsiąkiewki. – Myślałam o tych butach, które mam na sobie. Mają nieco wyższą cholewę, mam nadzieję, że to nie problem, ale obcas jest dość płaski... – urwała, nie będąc pewną, czy powinna zdjąć obuwie, czy wystarczy, że zadrze stopę do góry, by lepiej zaprezentować typ buta. Stłumiła przelotną irytację faktem, że skórę zdobiły plamy z błota, pogodę jednak mieli taką, że co chwilę padał deszcz, kałuż nie brakowało.

| przekazuję Demelzie skórę wsiąkiewki


It is not our enemies that defeat us. It is our fear.
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
The moments of peace that we find sometimes, they aren't anything but warfare, thinly disguised.
OPCM : 23
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater
Re: Pracownia [odnośnik]30.05.21 16:18
Demelza czuła na sobie badawcze spojrzenie panny Gauntier, jednakże nie wydawała się nim speszona. Przywykła do utkwionego na niej wzroku, nie krępowało jej to w żaden sposób; zastanawiała się, czy aby na pewno nie przesadziła podając kwotę dziesięciu galeonów i przygryzła wargę mając wątpliwości. W pierwszej chwili nie sądziła, by było to wygórowane żądanie, zwłaszcza, że będzie musiała poświęcić na to kilka godzin snu i odłożyć na bok inne zlecenia, co wiązało się z wysłanie informacji o opóźnieniach innym klientom. Dem odchrząknęła leciutko, przywołując się do porządku, starała się zachować poważną i stanowczą minę, lecz najwyraźniej nieszczególnie dobrze to dziewczynie wyszło, bo Emer i tak zdecydowała się targować.
- To jest nieduża różnica... - odpowiedziała powoli, uchwytując spojrzenie Emer, która obserwowała ją nadal uważnie jak drapieżnik ofiarę. W pierwszym momencie czuła ochotę, by pokręcić głową i pozostać przy swoim, lecz czarownica nie wydawała się przy tym szczególnie agresywna, nie napierała... Na twarzy Demelzy coraz wyraźniej malowało się wahanie, aż w końcu westchnęła głęboko. - Czwartek i niech to będzie siedem galeonów więcej. To moja ostateczna cena za wyższy priorytet i pierwszeństwo - zadecydowała, odwracając się od klientki, aby ta nie próbowała kolejnych sztuczek z proszącym spojrzeniem, czy smutną miną. Niech to szlag, Demelza czuła się zdecydowanie za miękka na takie rzeczy. Ciągle sobie obiecywała, że będzie bardziej stanowcza i asertywna, a wciąż dawała się podejść. Miała o to do siebie żal. Każdy galeon zbliżał ją przecież do uwolnienia się od Bulstrode'a i długów, to powinno być dla niej najważniejsze. Wszyscy mieli problemy.
Usłyszała niemal bezgłośne słowa panny Gauntier o łapaniu nie tych co trzeba, nie skomentowała jednak w żaden sposób. Starała się nie wdawać w takie dyskusje. Zwłaszcza z obcymi ludźmi. Nie znała tej kobiety, a choć przyjaciółka z Piórka Feniksa zapewniała, ze może jej zaufać, to wolała nie dzielić się z Emer prywatnymi przemyśleniami. Tak na wszelki wypadek. Wiedzieć więcej o tym, co sądziła o obecnej sytuacji - też nie chciała. Demelza była zdania, że im mniej wiesz, tym lepiej śpisz. Ze swoją niewiedzą czuła się bezpieczniejsza.
- Większość tak urodziwych czarownic jak pani wie - odpowiedziała za to na ten kwaśny uśmiech, z ulgą zmieniając temat, chwaląc urodę czarownicy - kompletnie nieświadoma, że to tylko maska, nieprawdziwa twarz, że rozmawia z kimś zupełnie innym.
Odebrała od Emer kawałek skóry wsiąkiewki, którą przyniosła ze sobą; rozłożyła ją na biurku, by się jej lepiej przyjrzeć, gładziła opuszkami palców materiał, jakby badając jego strukturę i twardość. Potem wyprostowała się i opuściła spojrzenie na buty jakie miała na sobie klientka. Dopytała o rozmiar. Chwilę w myślach oceniała, czy materiału wystarczy.
- Jest w porządku. Tym obszyję buty, a ze skór, które uda mi się dostać uszyję kaftan, który pani wybrała. Ma pani jakąś inną parę przy sobie? - spytała uprzejmie, lecz szczerze wątpiła. Panna Gauntier chyba nie pomyślała, że mogłaby je zostawić od razu, tak jak skórę wsiąkiewki. - To nich mi panie je jak najszybciej prześle sową, od razu po powrocie do domu, jeśli łaska. Musi też pani wpłacić zaliczkę. Jedną trzecią kwoty, pozostałą część przy odbiorze zamówienia. Proszę przyjść o trzynastej w czwartek - poinformowała ją i tym razem głos Fancourt zabrzmiał o wiele bardziej pewnie i stanowczo. Zaliczka nie była jej widzi mi się, potrzebowała jej też na zakup materiału i jako gwarant, że klientka zjawi się po zamówienie i wpłaci resztę kwoty.
Uzgodniwszy szczegóły odprowadziła pannę Emer Gauntier do drzwi; kilka godzin później na parapecie jej pracowni przysiadła płomykówka z paczką - z parą wyczyszczonych i wypastowanych butów.

| ztx2


Let me see you

Stripped down to the bone

Demelza Fancourt
Zawód : tancerka w Piórku Feniksa, wschodząca gwiazdka burleski
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I have to believe that sin
can make a better man


OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9417-demelza-fancourt#286301 https://www.morsmordre.net/t9592-belle#291686 https://www.morsmordre.net/t9595-zatancz-ze-mna#291787 https://www.morsmordre.net/f355-brighton-whitehawk-way-389 https://www.morsmordre.net/t9591-skrytka-bankowa-nr-2177#291683 https://www.morsmordre.net/t9593-demelza-e-fancourt#291728
Re: Pracownia [odnośnik]27.06.21 18:30
23 październik 1957

Krople deszczu wybijały o okiennice pracowni krawieckiej Demelzy Fancourt miarowy rytm, kiedy weszła do niej z kubkiem parującej, czarnej kawy bez cukru i mleka, ziewając raz po raz. Dochodziła godzina dziesiąta, niedawno wstała i zjadła śniadanie, na które złożyły się kanapki z razowego chleba posmarowane pastą z wędzonej szprotki. Było późno, lecz Demelza spała bardzo krótko - zaledwie pięć godzin. Całą noc niemal ślęczała nad zamówieniem dla panny Emer Gauntier. Zmusiła się do wstania z łóżka, aby finalnie skończyć szatę. Kubek z kawą odłożyła na parapet okna, by przypadkiem go nie trącić i nie zaplamił materiału.
Projekt nie był trudny do wykonania. Miała szyć dla panny Gauntier dość obszerną pelerynę i obszyć buty. Zaczęła już kilka dni wcześniej - od dokładnego rozrysowania projektu zgodnie z zebraną miarą, na którą zerkała bardzo często. Demelza była dokładna, kiedy magicznymi nożycami wycinała lekką, delikatną skórę wsiąkiewki w odpowiednie kształty. Mimo że była pewna powodzenia, raczej nic nie powinno pójść nie tak, to i tak starała się być bardzo dokładna i precyzyjna. Zszywała ze sobą kawałki skrojone kawałki materiałów zaczarowanymi nićmi tak, aby peleryna opadała na ciało lekko, przylegała do niego, lecz jednocześnie pozostało pod nią miejsce, by ukryć torbę. Demelza doskonale wiedziała, że skóra wsiąkiewki ma właściwości maskujące, czyniła ruchy bezszelestnymi, mniej zauważalnymi. Starała się więc stworzyć szatę, która swoim prostym krojem nie będzie przyciągać uwagi. Głęboka czerń tego materiału mogła w tym jedynie pomóc. Zaczarowanie szaty wymagało od niej sporo energii i mocy magicznej, dlatego musiała przerwać pracę i wrócić do niej rano. Pracowała nad płaszczem, lecz nie mniej uwagi i czasu poświęciła parze butów, które przesłała jej panna Gauntier. Były czyste i wypastowane. Całe szczęście. Miały wysoką cholewę i płaską podeszwę, więc nadawały się do tego idealnie. Ostrożnie, używając odpowiednich narzędzi, które zakupiła dawno temu u zawodowego, magicznego szewca, obszywała skórą wsiąkiewki najpierw prawy, później lewy but.
Zerknęła na wiszący na manekinie płaszcz, bardzo długi, sięgający łydki. Powinien niemal sięgnąć tych butów. Tego była właściwie pewna, miała dokładne wymiary panny Gauntier. Zaraz po tym skupiła się na tym, aby skończyć z butami - później starała się dokonać ostatnich poprawek w płaszczu. Miała nadzieję, że po sprawdzeniu właściwości będzie mogła wysłać szatę klientce.

| | zt

krawiectwo III, szyję magiczną szatę z 3 skór wsiąkiewki, ST 120, 4 x k10 na bonus do ukrywania się, 1 x k3 na bonus do zwinności, 3 x k6 na bonud do efektów magii maskującej



Let me see you

Stripped down to the bone

Demelza Fancourt
Zawód : tancerka w Piórku Feniksa, wschodząca gwiazdka burleski
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I have to believe that sin
can make a better man


OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9417-demelza-fancourt#286301 https://www.morsmordre.net/t9592-belle#291686 https://www.morsmordre.net/t9595-zatancz-ze-mna#291787 https://www.morsmordre.net/f355-brighton-whitehawk-way-389 https://www.morsmordre.net/t9591-skrytka-bankowa-nr-2177#291683 https://www.morsmordre.net/t9593-demelza-e-fancourt#291728
Re: Pracownia [odnośnik]27.06.21 18:30
The member 'Demelza Fancourt' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 6

--------------------------------

#2 'k10' : 10, 5, 10, 9

--------------------------------

#3 'k3' : 3

--------------------------------

#4 'k6' : 2, 3, 4
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Pracownia Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Pracownia [odnośnik]29.06.21 8:10
| 24 października

Wypatrywała sowy Demelzy, kiedy więc w końcu Belle odnalazła jej parapet, przyniosła list z zaproszeniem do pracowni, odczuła coś na kształt ulgi. Oczekiwanie dobiegło końca, krawcowa nie kłamała, potraktowała zlecenie priorytetowo – żeby tylko wszystkie wymiary się zgadzały. Nie dziwiła się, że czarownica nie chciała wysyłać gotowych szaty i butów pocztą, pogoda nie sprzyjała, a taka paczka brzmiała jak coś, co mogło okazać się zbyt ciężkie lub zbyt duże dla jej uroczej sówki. Bała się, że znowu popełni jakiś błąd, odmieni się na oczach tancerki albo przez całą drogę będzie lękać się majaczącej na granicy wzroku więźniarki, nie miała jednak wyboru; musiała przymierzyć kaftan, obszyte skórą buty, i upewnić się, że projekt, który omawiały kilka dni temu, został wcielony w życie. Wszak strój ten miał służyć jej w terenie, przy tropieniu i bezszelestnym podkradaniu się do wroga – musiał być idealny, nie krępować ruchów, by mogła z niego korzystać.
Bezzwłocznie odpisała na list, by potwierdzić datę i godzinę spotkania, a następnego dnia, zgodnie z jej prośbą, znów udała się do Brighton. Krawcowa znała ją pod inną twarzą, wpierw zadbała więc o dokonanie udanej przemiany, którą mogła zwieść przechodniów, ale i samą krawcową. Bez trudu odnalazła drogę do domu, w którym bawiła w zeszłym tygodniu. – Panno Fancourt – przywitała się krótko, składając usta w uprzejmym uśmiechu, kiedy już stanęła w drzwiach, odnalazła jej spojrzenie własnym. Czy naprawdę nie pamiętała o tamtym wypadku? – Dziękuję za szybką pomoc. – Dopłacała za priorytet, tak jak się umówiły. Była jej winna niemałe pieniądze. I z tego też powodu chciała się upewnić, że wszystko jest takie, jakie być powinno, nim przekaże młodszej kobiecie wypełnioną monetami sakiewkę.
Wyglądało jednak na to, że zna się na swym fachu. Kiedy założyła na siebie przeszyte skórą wsiąkiewki buty i skrojoną z tego samego materiału pelerynę, kiedy sprawdziła zakres ruchu rąk i upewniła się, że obcasy nie stukają o deski podłogi, uśmiechnęła się znowu – tym razem z uznaniem.
Będę o pannie pamiętać – pożegnała się, zabierając ze sobą obiecane elementy ubioru, w zamian zostawiając zapłatę, z którą rozstawała się z ciężkim sercem. Nie chciała nawet myśleć, ile kupiłaby za to jedzenia.

| zt, odbieram od Demelzy szatę o której napisała mi tutaj


It is not our enemies that defeat us. It is our fear.
Maeve Clearwater
Zawód : Rebeliant, wywiadowca
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
The moments of peace that we find sometimes, they aren't anything but warfare, thinly disguised.
OPCM : 23
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6468-maeve-clearwater https://www.morsmordre.net/t6481-artemizja#165435 https://www.morsmordre.net/t6475-maeve#165296 https://www.morsmordre.net/t10356-sypialnia-maeve#312817 https://www.morsmordre.net/t6969-skrytka-bankowa-nr-1629#183139 https://www.morsmordre.net/t6512-maeve-clearwater

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Pracownia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach