Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Hogwart, 1942 r.
AutorWiadomość
Hogwart, 1942 r. [odnośnik]28.03.21 22:50


Hogwart, październik 1942 r.




Na kontynencie szalała Wielka Wojna Czarodziejów, o której Anglicy jak dotąd czytali jedynie w gazetach i słyszeli z opowieści przyjezdnych, wracających z zagranicy. Nastroje robiły się nerwowe, zaczęto obawiać się co będzie, jeśli dotrze do Wielkiej Brytanii? Przynajmniej poza murami Hogwartu. W szkole głowy uczniów zaprzątały zupełnie inne problemy. Wypracowanie o właściwościach kamienia księżycowego na dwie stopy? Horror. Konieczność rozpisania horoskopu na najbliższy miesiąc na podstawie ułożenia ciał niebieskich na niebie? Koszmar. Nikt jeszcze nie przypuszczał, że lada dzień wszystko się zmieni, bo przebudzono starożytnego potwora żyjącego głęboko pod ziemią. Marta Warren jak gdyby nigdy nic chodziła po korytarzach Hogwartu i najgłośniej jęczała koleżankom na ogrom prac domowych, a później płakała w łazience, bo mało kto chciał jej słuchać. Wszyscy inni byli bardziej przejęci zbliżającą się Nocą Duchów, której atmosfera już unosiła się w powietrzu. Zamek przyozdobiono dyniami, śmiejącymi się złowieszczo, kiedy przechodziło się obok, licznymi pajęczynami, pod sufitem latały nietoperze. Gruby Mnich lewitował po korytarzach, klasach i Wielkiej Sali śmiejąc się donośnie i obwieszczając zbliżającą się wielką ucztę, której nikt nie mógł przegapić,
Jednego z poprzedzających tę ucztę październikowych wieczorów, gdy na zewnątrz szalała jesienna burza, Sigrun nie dotarła na kolację na czas. Przy stole Slytherinu zasiadł tylko jej bliźniaczy brat, trzymał dla niej miejsce, blisko Toma Riddle'a, lecz plany zmieniły się czarownicy kiedy tylko opuściła lochy.
Późno wróciła z treningu quidditcha, cała zmoknięte i zziębnięta, wszystko ją bolało i od razu zaszyła się w swoim dormitorium, by niemal utopić się w gorącej kąpieli. Pozostałe Ślizgonki na nią nie czekały, gdy wyszła z łazienki dormitorium było puste. Wciągnęła na siebie szkolną szatę, od ponad trzech lat ozdobioną zieloną i srebrną barwą Slytherinu, wilgotne włosy związała w warkocz i leniwym krokiem opuściła lochy.
Od pieczonego kurczęcia myśli Sigrun oderwała osoba Tima Evansa, Puchona z trzeciego roku, który urodził się w mugolskiej rodzinie. Majstrował teraz coś przy dyni, stojącej na szerokim parapecie, może chciał komuś spłatać psikusa, może czegoś szukał. Był tu sam, pośrodku bocznego korytarza, pewnie myślał, że nikogo tu nie spotka o tej porze, bo wszyscy są na kolacji. Mały, chudy, szlamowaty. Usta Sigrun wygięły się w drapieżnym uśmiechu, kiedy wymierzyła w niego różdżką z cisu.
- Jinx - zawołała, czar zaś podciął chłopakowi nogi tak, że wywinął orła. - Furnunculus - wyrzekła zaraz po tym. Do nielicznych krostek na twarzy Puchona dołączyły wielkie, czerwone pryszcze. - Bardziej obrzydliwy już nie będziesz, szlamo - zakpila, zbliżając się do niego powoli, a oczy jej błyszczały ze złośliwej uciechy.


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Hogwart, 1942 r. [odnośnik]29.03.21 13:33
- I pamiętaj proszę Eloise, następnym razem nie musisz się pytać prefekta, czy możesz iść do toalety. Wiem, że nadchodzi Noc Duchów, ale te mieszkające w zamku są naprawdę niegroźne. Nie zrobią ci krzywdy. Wracaj prędko do stołu i powiedz, że dołączę, jak tylko skończę dekorować korytarz. - Jedenastolatka w dwóch brązowych kucykach pobiegła przed nią w stronę Wielkiej Sali, błękitne wstążki podskakiwały z każdym ruchem czupryny. Podczas gdy reszta domu Kruka wraz z pozostałymi, delektowała się ciepłą kolacją, Ronja obiema rękami obejmowała kosz z ozdobami i zmierzała w stronę ostatniego miejsca, jeszcze nieogarniętego odpowiednio “upiorną” atmosferą. Jej szata jak zwykle ułożona była z precyzją, a długie czarne jak noc za oknem włosy połowicznie spięła dwoma inkrustowanymi spinkami swojej matki. Wyjątkiem od typowego obrazu Fancourt, była nowa, bo otrzymana dopiero we wrześniu, srebrna broszka z dużym “P”, informująca przechodzących o pełniącej przez dziewczynę funkcji. Musiała przyznać, że z pewnym zaskoczeniem przyjęła nominację na stanowisko, ale też nie zamierzała go odmówić. Wspominając pierwszoroczną Eloise, sama Ronja przeszła długą drogę od momentu postawienia stopy w Hogwarcie po raz pierwszy, do tego wieczoru. Westchnęła przeciągle, poprawiając uchwyt i przyspieszając kroku. Chociaż większość obowiązków nie sprawiała Krukonce wiele problemów przy wykonaniu, to te niefortunne momenty, gdy musiała zastąpić jedno wydarzenie drugim, z pewnością nie należały do najprzyjemniejszych. Akurat dzisiaj, Ravenclaw pełniło dyżur, toteż otrzymawszy kilkorga z młodszych uczniów, Ronja odpowiedzialna była za odpowiednie udekorowanie zaczarowanymi dyniami i resztą udziwnień wysokich, kamiennych ścian. Noc Duchów nie należała do ulubionych obchodów Fancourt, szczególnie teraz, gdy myśli większości Krukonów skupione były na niedawnej tragedii śmierci Marthy Warren. Mimo ciepłego ubioru, po plecach brązowookiej przebiegł dreszcz na wspomnienie spetryfikowanych ciał pozostałych uczniów, którzy trafili do skrzydła szpitalnego, po otwarciu Komnaty Tajemnic. Wszyscy mugolskiej krwi. Ronja nie była bezpośredni świadkiem tych wydarzeń, ale akurat słowo mówione, podróżowało po zamczysku szybciej niż najlepsza sowa. Albo gruby, półprzeźroczysty mnich umykający żwawo u jej boku. Dzisiaj na obiad kurczę, kurczę pieczone i szarlotka! Rubaszny śmiech dodatkowo tylko potęgował żal za straconym posiłkiem.
- Tom, mam nadzieję, że ta dynia ma nieco mniej przyjazny wyraz twarzy niż ostatnia. Jestem przekonana, że odrobinkę upiorniejsza estetyka lepiej będzie współgrać z resztą deko… - Przerzuciła wzrok z wnętrza niesionego kosza na Puchona, który wraz z dwoma młodszymi Gryfonami i Ślizgonką pomagali jej wcześniej. Cała reszta grupki została już zwolniona ze swoich obowiązków, zbliżali się bowiem do końca korytarza, ale młody Evans uprzejmie zaoferował, że zostanie do końca. Ronja nie wierzyła w stałość cech o istnieniu, których mówiła Tiara Przydziału. Zdążyła już poznać ambitnych i ciekawskich Ślizgonów, głupich Krukonów i wredniejszych niż przewiduje hymn szkoły Puchonów. Evans jednak zdawał się czerpać inspiracje z najbardziej książkowych stereotypów i chociaż brakowało mu cierpliwości, pozostawał lojalny nawet w trywialnych zadaniach.
Okazało się, że Tom nie stał tam, gdzie go zostawiła, idąc po ostatnie pudło dekoracji.
- Coś się stało? - Spytała spokojnie, mierząc wzrokiem oniemiałego ze strachu chłopaka, którego twarz poznaczyły piekące bąble, oraz bliżej jej nieznaną Ślizgonkę. Ronja kojarzyła jej chłodną urodę z meczów Quidditcha, a sądząc po mokrych włosach, dziewczyna niedawno wróciła z treningu swojego domu. Fancourt mimowolnie przypomniała sobie o kilku innych ubranych w zieleń uczniów, których widziała wracających z boiska w deszczu.


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Hogwart, 1942 r. [odnośnik]01.04.21 17:25
Czternastolatka roześmiała się perliście, kiedy na twarzy młodszego Puchona pojawiły się liczne, czerwone krosty. Wyglądał tak jakby jego skórę dręczyła wyjątkowo paskudna odmiana trądziku, lecz bardziej od pryszczy Sigrun brzydziła świadomość, że urodził się w mugolskiej rodzinie. Naprawdę nie rozumiała dlaczego Hogwart wciął przyjmował ich na nauki. Dlaczego ona, czarownica czystej krwi z dziada pradziada, miała uczyć się w tych samych murach co szlamy? Oburzające. Słyszała, że w północnej szkole magii, Instytucie Magii Durmstrang, mieli na to zupełnie inny pogląd. Nie dość, że nie przyjmowali tam szlam, to nauczali czarnej magii. Niekiedy żałowała, że pan ojciec nie zdecydował się posłać tam swoich dzieci - Normund Rookwood był jednak aż za mocno wierny tradycji.
Zaalarmowały ją kroki. Od zawsze była czujna i zdawało się, że ma wrażliwsze zmysły od innych. Jakby bardziej czułe. Słysząc, że ktoś się zbliża sama podeszła bliżej Evansa, który próbował wyciągnąć własną różdżkę z kieszeni szaty cały w nerwach i trzepnęła go w głowę otwartą, lewą dłonią.
- Lepiej trzymaj gębę na kłódkę albo wyszoruję ci język mydłem, a łeb spuszczę w toalecie, gdzie zginęła Marta. Rozumiemy się? - syknęła do niego szeptem, bezceremonialnie mu grożąc i nawet się z tym nie kryła. Coś w głosie Sigrun podpowiadało, że nie jest to ani żart, ani słowa rzucone na wiatr. Evand niemrawo skinął głową, lecz jakoś mu nie wierzyła. Szlamom nie można było ufać.
Spodziewała się ujrzeć nauczyciela, który sprawdzał dlaczego nie wszystkich uczniów widzi przy czterech stołach w Wielkiej Sali. Bardziej opiekuna Hufflepuffu, niż Slytherinu. Profesor Slughorn nie zawracałby sobie Rookwood głowy, może nawet nie zauważyłby, że nie ma jej przy bliźniaczym bracie. Gdyby podszedł, to i tak wciągnąłby go w rozmowę Tom Riddle, zawsze korzystający z okazji, by przypodobać się nauczycielom. Dzięki jego znajomościom wiele rzeczy uchodziło im wszystkim na sucho. Szkolni przyjaciele Riddle'a grzali się w jego blasku.
To jednak nie nauczyciel wyłonił się zza rogu szkolnego korytarza, a dziewczyna z roku wyżej. Kojarzyła ją, naturalnie, trudno było tę konkretną Krukonkę przeoczyć ze względu na jej orientalną, wyróżniającą się z tłumu orientalną urodę. Żółtawa cera, skośne oczy, dziwne kości policzkowe i te rysy. Wyglądała dziwacznie. W tym roku coś się jednak zmieniło, coś przez co Sigrun musiała zwracać nań większą uwagę - na piersi lśniła odznaka prefekta, co wiązało się z tym, ze zamiast kazać jej spieprzać, to musiała odpowiedzieć na pytanie.
- Ależ skąd, moja droga, ja i Evans opowiadamy sobie straszne historie z okazji Nocy Duchów - skłamała gładko, wykrzywiając usta w uśmiechu, po czym objęła Puchona lewym ramieniem i spojrzała na niego wyczekująco, by potwierdził jej słowa. Drżąc pokiwał jedynie głową. Ślizgonka wróciła więc spojrzeniem do Ronji Fancourt. - To chyba nie jest zabronione, czyż nie?


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Hogwart, 1942 r. [odnośnik]03.04.21 15:03
Nie doświadczyła nigdy strachu szkolnych korytarzy. Członkowie Ravenclaw nie słynęli z przemocy, chociaż istotnie bywali wśród nich przedstawiciele niezastanawiający się szczególnie nad wagą wypowiadanych słów i rzucanych ciosów. Ronja nigdy nie należała do tej grupy. Wychowana w rodzinie czystej krwi, która od pokoleń miała przy sobie przywileje wyższej klasy średniej, posiadała złotą kartę anonimowości. Owszem, z początkiem pierwszego roku zwracała na siebie uwagę wyróżniającym się wyglądem, nieco zagubioną postawą wynikającą z rozdzielenia jej z bratem bliźniakiem, ale prócz tego dość szybko opanowała umiejętność wtapiania się w tłum. Często jako tło istotnych wydarzeń, od których plotek aż grzmiały sale dormitoriów, pełniła funkcję bezstronnego mediatora konfliktów. Zbyt pewna swojego zdania, by ją zignorować, za mało subiektywna, by skusić do swojej sprawy. Możliwe, iż dlatego nigdy nie stała się częścią popularnego grona nowobogackich dzieci urzędników, zamiast tego trzymając się na uboczu i przystając z niewielką grupką bliskich znajomych. Tę konkretną Ślizgonkę wspominała już wielokrotnie, podczas mniejszych i większych akcji odwetu na mugolskich dzieciach. Ronja nie rozumiała stłumionej w ciele dziewczyny agresji. Mogła jedynie przypuszczać, iż była zachowaniem wyniesionym z domu, kojarzyła bowiem starszych braci Rookwood, szczególnie mając w pamięci brylującego akademicko Augustusa. Drapieżny uśmiech blondynki sprowadził Fancourt na ziemię, a wzrok z zaciekawieniem padł na szczupłego Puchona.
- W takim razie, szkoda, że ich nie usłyszałam. - Odpowiedziała gładko, kładąc kosz z ozdobami pod swoimi stopami. - Właściwie Tom, wydaje mi się, że z resztą dam radę sama. Możesz wybrać się jeszcze do skrzydła szpitalnego, zapytać, czy tam nie potrzebują pomocy i pędzić na kolację. - Odczekała chwilę, aż Evans drżąco pokiwa głową i beznamiętnie obserwowała, jak nogami z galarety umyka sprzed ich twarzy. Fancourt nie była szczególnie współczującą osobą, ale tak nieistotne ataki agresji budziły u niej zaskoczenie. Jaki sens miało wtrącanie się w cichą egzystencję kogoś tak mało ważnego z perspektywy oprawcy, z pewnością też słabszego pod względem siłowym i magicznym. Taki pojedynek, nie można nawet było nazwać pojedynkiem, a bezsensownym marnowaniem czasu, oraz energii wszystkich dookoła. Zwłaszcza niej. Ponieważ jednak nie miała żadnych dowodów na zachowanie tamtej, sięgnęła tylko po zaczarowaną pajęczynę, która po położeniu na ścianie sama wznosiła się w odpowiednie miejsce.
- Sigrun, zgadza się? Widziałam ciebie i twojego brata podczas meczu. Dobrze razem współpracujecie w drużynie. Jest pałkarzem, a ty ścigającą, o ile dobrze pamiętam? - Zaczęła odwrócona do Ślizgonki bokiem, metodycznie odkładając ozdoby na swoje miejsce. - Jeśli masz ochotę pomóc, nie krępuj się. - Dodała, zerkając w jej stronę. Nie bała się, nie dlatego, że uważała Rookwood za gorszą, czy słabszą. Wręcz przeciwnie. Rozmawiały ze sobą jak równy z równym i to właśnie sprawiło, że jej reakcja była jeszcze bardziej interesująca. Czy zwracała się tak do wszystkich? Czy miała zaraz zaatakować ją jakimś perfidnym zaklęciem? A może reagowała tak tylko na tych, których czystość krwi nie odpowiadała jej wąskim wymaganiom. Akurat względem tego, ironicznie, nie można było zarzucić Ronji ani słowa, patrząc, iż oboje z rodziców pochodzili z linii dbających o swoje korzenie.
- Nigdy nie byłam odpowiednią kandydatką do uprawiania quidditcha. Reguły i zasady są jasne, ale brakuje mi naturalnego talentu w lataniu. Cóż, nie wszyscy mogą urodzić się z tym konkretnym potencjałem. I nikt chyba szczególnie nic na to nie poradzi. - Ciekawiło ją, czy brązowooka zauważy aluzję w słowach Krukonki, ale nawet gdyby miała odpowiedzieć w sposób bezpośredni, Ronję wciąż interesowało co tamta miała do powiedzenia. Nigdy nie przydarzyła się okazja do głębszego poznania kogokolwiek otoczonego patronatem Slytherina, być może ze względu na jej początkową nieśmiałość, albo po prostu fortunny zbieg przypadków. Większość z nich nie reprezentowali sobą więcej niż ślepą pogoń za pochwałą, hierarchią lepszego życia i bezpodstawną przemocą kierowaną wobec słabszy. Jednym słowem, Ronja sama nie była idealna, wręcz przeciwnie. Ale nie próbowała własnych problemów kryć pod warstwą rzekomej grubej skóry i iście nierealnych tłumaczeń mistyczną siłą czarodziejskiej krwi.


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Hogwart, 1942 r. [odnośnik]08.05.21 20:57
Nic nie było tak proste jak mogło się wydawać. Nie wszyscy Ślizgoni byli brutalnymi agresorami, który czerpali sadystyczną przyjemność z dręczenia innych. Nie każdy Gryfon to radosny, skłonny do pomocy i czarodziej o szlachetnym sercu. Puchon wcale nie musiał być niedojdą jak mówiono, a Krukon zimnym posągiem. Tiara Przydziału kierowała się kilkoma dominującymi cechami charakteru przy wyborze domu, do którego miała przydzielić danego ucznia, lecz jej wybór nie determinował całej jego osobowości. Za Slytherinem ciągnęła się zła sława, ale akurat Sigrun Rookwood przykładała do niej swoją rękę, różdżkę i język, którego nie strzępiła, gdy przychodziło jej obcować z uczniami mniej czystej krwi. Krążyły wokół niej w pełni zasłużone plotki. Była ich świadoma, ale właściwie wcale nie przeszkadzała czarownicy ta reputacja. Może nawet wprost przeciwnie. Bawiło ją to, że szlamy jej unikają, boją się. Tak właściwie powinno być, czyż nie? Dzięki temu czuła się kimś lepszym. Była coraz bardziej pewna siebie.
Sigrun przypuszczała, że do prefekta z pewnością dotarły podobne wieści. Podpadła już nie jednemu, zarobiła wiele szlabanów, pewnie obiecywali sobie wzajemnie, że będą na niej uważać. Nawet przez prefektów Slytherinu czuła się zdradzona - mieli do niej pretensje, że dom tracił przez bliźnięta Rookwood punkty. Czy skośnooka Fancourt także miała zamiar wymierzyć jej jakąś karę? Nie miała ku temu podstaw. Nic nie widziała. Evans nie piśnie słówka, na pewno nie teraz, tego Rookwood była pewna. A jednak Ronja go odesłała, zapewne celowo. Sigrun wciąż się uśmiechała, uśmiech ten jednak nie sięgał oczu.
- Może i szkoda, ale nie wiem, czy mogłabyś po nich zasnąć - odparła kąśliwie Sigrun, obserwując jak chętnie i żwawo Tom odchodzi, zupełnie jakby goniła go sama śmierć. Odprowadziła go spojrzeniem, obiecując sobie, że złapie go przy następnej okazji i nie odpuści. Skoro tak miało to wyglądać, to ona sama także zamierzała odejść, dotrzeć w końcu na kolację - ale zagajona odpowiedziała Ronji.
- Tak, Sigrun - odpowiedziała niechętnie, opierając się o ścianę i splatając przy tym ręce na piersiach, przybrała dość lekceważącą pozę, kiedy mierzyła skośnooką Krukonkę nieprzychylnym spojrzeniem. - Zgadza się. Dobrze zapamiętałaś - wyrzekła krótko. Co to miało na celu? Ronja chciała jej uświadomić, że wie kim jest? Że ma ją na oku? - Och, wybacz, trochę bolą mnie ręce po treningu. Postoję - odmówiła z udawanym żalem, kłamiąc przy tym jak z nut; nie należała do tych uprzejmych młodych dziewcząt, które udzielą pomocy choćby z kurtuazji - nawet aluzja nie była w stanie do tego Rookwood zmotywować.
Nie do końca była pewna do czego miała zmierzać ta rozmowa. Ronja nie przestawała mówić, wciągać Rookwood w dyskusję, pozornie o quidditchu, miało to jednak drugie dno. Sigrun, choć wybuchowa i podła, bynajmniej nie była głupia. Prędko pojęła co Fancourt naprawdę miała na myśli. Połączyła kropki. Przed chwilą wszak dręczyła szlamę, czego Ronja zapewne się domyślała. Chciała urządzić Ślizgonce edukacyjną pogadankę? Sigrun uśmiechnęła się kpiąco jednym kącikiem ust.
- Cóż, nie wszyscy zasługują na to, aby grać w drużynie albo chociaż trzymać różdżkę. Wszystko to zależy od tego w jakiej rodzinie się rodzisz i co płynie w twoich żyłach, nie? - odparła z brutalną szczerością, nie zamierzając się cackać i owijać w bawełnę. - Niektórzy są po prostu lepsi od innych, temu nie można zaprzeczyć. Nic z tym nie można zrobić, więc trzeba się pogodzić ze swoim miejscem w świecie - ciągnęła dalej, spoglądając Ronji prosto w oczy.


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Hogwart, 1942 r. [odnośnik]26.05.21 16:30
Niektórzy na swoją reputację pracowali od najmłodszych lat i chociaż obawa o swoją własną nigdy nie przeszła przez głowę Ronji, to słowa Sigrun wprowadziły dziewczynę w przejściowe zastanowienie. Niewiele osób okazywało się po bliższym poznaniu takimi samymi, jak pierwsze wrażenie. Może właśnie ta rzadkość podobnego zjawiska skłoniła Fancourt do kontynuowania rozmowy, z pewną dozą zainteresowania. Rookwood nie udawała nikogo innego, doskonale wiedząc, z jakim typem człowieka utożsamia się jej wyczyny. Metodyczne ruchy pozwalały skupić się na konwersacji bardziej niż rozkładaniu kolejnych ozdób, chociaż chwilę musiała poświęcić na rozplątanie wyjątkowo ciasnych supłów cukierkowej wstęgi. - Och to może faktycznie lepiej, że ich nie opowiesz już. Mam jutro do napisania ważny esej do profesora Kettleburna i potrzebuję snu dla intelektu i urody. - Lekki ton świadczył o tym, że Ronja nie wzięła sobie do serca kąśliwości blondynki, chociaż bursztynowe spojrzenie skupiło się przez chwilę na uciekającym w popłochu Tomie. Trzeba będzie go popilnować później. Póki co jednak przerzuciła skupienie ponownie na swoją rozmówczynię i jej nieszczególnie zadowolonemu wyrazowi twarzy. Może nie miała ochoty na wspólne spędzanie czasu, ale coś kazało Ślizgonce zostać. Ciekawość, podirytowanie, albo zwykła nuda sprawiły, że dwie na pozór drastycznie różne czarownice kontynuowały nieszkodliwą w zamyśle potyczkę słowną. Spodziewała się odmowy w pomocy, toteż nawet nie pokusiła się o wzruszenie ramionami, zamiast tego chwilę obserwując dotychczas wykonaną pracę. - Oczywiście. Rodzina ma ogromne znaczenie. Rookwoodowie pochodzą z Anglii? Zawsze byłam ciekawa co w zasadzie płynie w tych żyłach, o których wszyscy mówią. Wydaje się, że moja krew wygląda tak samo jak twoja, albo Toma. - Zrobiła krótką przerwę, kiedy powietrze przecięły śmiechy dobiegające z Wielkiej Sali. Nie jadła niczego od kilku godzin, zatem dobrze byłoby zdążyć w porę, chociaż na ostatki. Obowiązkowość należała do jednych z charakterystyk - przekleństw Ronji, która prędzej odmówiłaby sobie wybornego posiłku pod przyciemnionym nieboskłonem jadalni, niż nie wykonała powierzonego przez opiekuna domu zadania. Obowiązkowa. Wierna zasadom. Na swój sposób równie tradycyjna, a może nawet bardziej co Sigrun. Nie znała się dobrze na historii poszczególnych rodów, ale z pewnością Rookwoodowie mieli w swoich archiwach wiele nieopowiedzianych historii zacnych przodków, których pamięć kultywowali. Z Fancourtami było podobnie, a jeszcze dokładniej odzwierciedlały to pragnienie uszanowania przeszłości korzenie chińskie Krukonki. Różnica była taka, że inny kształt oczu i jaśniejszy kolor cery, połączony z charakterystycznie grubymi, czarnymi włosami dostrzegali wszyscy. Ta powierzchowność rzadko kiedy działała na jej korzyść. - Jak myślisz, skoro brudna krew jest gorsza, dlaczego oni też potafią czarować? - Zastanowiła się na głos, poniekąd całkiem szczerze wyrażając swoje wątpliwości. To nie miało zbyt wiele sensu. Gdyby chodziło o potencjał magiczny, umiejętności, możliwości zapewnienia lepszych warunków życia społeczeństwu. Ale arystokracja nie była już tym samym co wieki temu, chociaż wiele dzieci próbowano ukształtować na starą modłę. Wszyscy zdawali się poruszać z duchem czasu, prócz ich hermetycznego środowiska. Ciekawie było zastanowić, co stanie się z nimi, kiedy zupełnie zatracą poczucie mijającego czasu.


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Hogwart, 1942 r. [odnośnik]30.08.21 19:23
To nie tak, że Sigrun pracowała na tę reputację awanturnicy i prześladowcy. Nie udawała nikogo. Była po prostu sobą, a wnętrze miała paskudne i przegniłe. Chyba urodziła się ze skrzywionym kręgosłupem moralnym, ojciec zaś i zasady panujące w ich domu rodzinnym skrzywiły go jeszcze mocniej. Potrafiła łgać jak z nut i kłamstwa z łatwością przechodziły jej przez gardło, lecz nie udawała kogoś, kim nie była. Nie snuła wokół siebie sieci iluzji, ukrywając prawdziwe ja. Sprawiała wrażenie szorstkiej i nieprzyjemnej - taka właśnie była. Nie przeszkadzało to Sigrun wcale. Miała bowiem w nosie to, co myśleli o niej inni. Nie przejmowała się tym, co zrodziło się w głowie prefekt Ravenclawu, która ją właśnie przyłapała. Podejrzewała co robiła z Tomem? Może i tak. Cóż jednak z tego? Dopóki nie złapała jej za rękę, nie przyłapała na gorącym uczynku - nie mogła skorzystać z władzy jaką dawała odznaka na piersi i wlepić Ślizgonce szlabanu, odjąć punktów.
- Skoro tak potrzebujesz snu, to może udasz się już na spoczynek, hmm? - spytała kąśliwie blondynka, nie kryjąc się z tym, że towarzystwo Krukonki wcale nie było jej na rękę. Nie znosiła takich sztywniaczek, takie zaś zazwyczaj bywały prymuski. Właściwie większość wychowanków Domu Kruka. Nudni, skoncentrowani na nauce i trzymaniu się zasad. Sigrun aż zebrało się na ziewanie na myśl o pisaniu esejów. Chciała już sama odejść, bo miała wrażenie, że rozmowa ta prowadzi donikąd, jednak pytanie o rodzinę Rookwood skutecznie zatrzymało blondynkę w miejscu. Zmrużyła gniewnie oczy, jakby było to nie na miejscu, a Ronja okazała się bezczelna w ogóle je zadając.
- Oczywiście, że pochodzimy z Anglii. Historia mojej rodziny sięga setek lat i w naszych żyłach płynie czysta magia. Nie szlam jak w przypadku Toma, a może twojej. Kto wie z czym się zmieszała na tym wschodzie, skoro w ogóle zadajesz takie idiotyczne pytania - wycedziła przez zaciśnięte zęby, gniewnie mrużąc przy tym oczy. - Może najwyższa pora zorientować się w historii angielskich czarodziejów, jeśli zamierzasz zostać w naszym kraju - dodała z pogardą. Dotychczas nie zwracała większej uwagi na skośne oczy, egzotyczne rysy twarzy Fancourt, nagle jednak zaczęło jej to przeszkadzać i zamierzała wbić jej boleśnie szpilkę nawiązując do azjatyckiego pochodzenia. Chciała sprawić, by Ronja poczuła się tu obca i niechciana.
- Może wykradli różdżki? Może wykradli potencjał magiczny prawdziwym czarodziejom? Któż wie, trzeba by to dokładniej sprawdzić. Chyba jako Krukonka powinnaś wiedzieć, że jedynie dokładnie badania przynoszą odpowiedzi, czyż nie? - spytała kąśliwie Sigrun. Och, jakże się hamowała, żeby nie wyciągnąć znów różdżki i nie palnąć w Ronję jakimś złośliwym zaklęciem. Nie dość, że zepsuła jej zabawę z Tomem w ten uroczy, halloweenowy wieczór, to jeszcze wyraźnie chciała ją sprowokować - a problem tkwił w tym, że sprowokować Sigrun Rookwood było wyjątkowo łatwo. Miała zdecydowanie zbyt wybuchowy charakter i w tym wieku za mało samokontroli.


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Hogwart, 1942 r. [odnośnik]10.09.21 16:12
Zastanawiała się, czy w jakimś stopniu były do siebie podobne. Na pewno nie z wyglądu, grube, czarne włosy Ronji o charakterystycznej strukturze genetyki azjatyckiej nie miały nic wspólnego z jasnymi falami Sigrun. Z pewnością jednak żadna z nich nie udawała kogokolwiek innego, być może gdyby była nieco większe dostrzegłaby ironię tego odkrycia, ale w swojej apatii dziecka spokojnego i nieprzywykłego do bezpośrednich obelg, tylko wzruszyła ramionami.
Może się udam. — Przytaknęła bez żadnej większej reakcji, wciąż jeszcze nieco głucha na ewidentny podszept sarkazmu w głosie swojej rozmówczyni. Widziała, że blondynka jest już bliska odejścia, ale jej nagłe zatrzymanie się w miejscu, wzbudziło u Ronji większe zainteresowanie. Sigrun zmrużyła oczy, a usta zacisnęła w kreskę, nadając swojej twarzy ewidentnie niezadowolonego charakteru. — Coś ci wpadło do oka? — Spytała szczerze, również mrużąc oczy, by przyjrzeć się powietrzu dookoła nich. Dekoracje nie były w najlepszej kondycji, a brud i pył ze strychów zamczyska osiadał w każdym zakamarku wiekowych już ozdób. Ponieważ jednak Ślizgonka kontynuowała wywód, Fancourt wycofała się ze zrozumieniem, szepcząc już bardziej do siebie. — Aa nie, jednak nic nie wpadło. — By następnie skupić się na najwyraźniej mocno ukorzenionym w jej poglądach, wywodzie dziewczyny. W gruncie rzeczy, pod ewidentną warstwą agresji Ronja widziała w niej podobną miłość do własnej rodziny, chociaż z pewnością ugruntowaną na całkowicie innych wartościach. Palce zgięły się odrobinie w obronnym geście, bowiem dziewczyna uderzyła w czuły punkt osobowości dziecka, o już i tak skomplikowanym rozumieniu świata. Bynajmniej nie był to pierwszy raz, gdy doświadczała podobnego rodzaju wywodów, od rzekomo lepszych czarodziejów, którzy najwyraźniej sami rzadko kiedy sięgali po zapiski historii czystokrwistych rodów na tych pokiereszowanych ziemiach. Prawda w oczach Ronji była taka, że niewielu z nich wszystkie, jeśli nie ktokolwiek był w tym kraju od zawsze, przecież nawet jeszcze przodkowie ich przodków stale się przemieszczali, a granice nie istniały. Nie rozumiała, dlaczego ktoś wystawiał swój osąd jedynie na warstwę powierzchowności jej wyglądu, zamiast doedukować się na temat faktycznej istoty spraw. — Już spokojnie, nie ma co się denerwować. — Nie miała szczególnego nastroju na lekcje historii, zwłaszcza w obliczu tak dziwacznie formułowanych pytań. Jak to jeśli chciała tu zostać? Przecież urodziła się w Anglii równie rzeczywiście co sama Rookwood, chociaż zastanawiając się nad tym głębiej, kołyskę tej drugiej rodzice mogli chyba za długo trzymać przy otwartym oknie. Irytowało ją każde słowo, o ile sama go wypowiedziała, a rzeczowa dyskusja zdawała się nie wchodzić w grę. — Nie wiem, czy da się wykraść czyiś potencjał magiczny. — Teoretycznie powinna ponownie, wyczuć kąśliwość, ale zamiast tego umysł odbieg w stronę potencjalnego poszukiwania odpowiedzi na to pytanie. — Jeśli chcesz, możemy kiedyś zrobić takie badania na historię magii razem? — Zaproponowała po chwili zastanowienia. — W końcu nie macie być ambitni tam w Slytherinie? — Nie oczekiwała głębszej odpowiedzi, ani też merlińskiego cudu, który sprawiłby, że Sigrun zdecydowałaby się na normalną rozmowę. Zamiast tego, mocniej chwyciła pusty kosz ozdób, przyciskając go do piersi, tak że odczuwała tył spinki prefekta naciskający na tkaninę schludnie ułożonego swetra.


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Hogwart, 1942 r. [odnośnik]12.09.21 13:28
Obie nastolatki różniły się chyba wszystkim, co możliwe, poza statusem krwi. Ronja wydawała się dziewczyną ułożoną, spokojną, skupioną na nauce i szanującą zasady, a także drugiego człowieka. Sigrun była zaś pyskata, wybuchowa i impulsywna, ambitna, lecz niekiedy leniwa. Aparycja także stawiała je na dwóch różnych biegunach - Fancourt przyciągała uwagę orientalną, nietypową urodą, której tylko ślepiec by nie docenił, podczas gdy Sigrun wdała się w matkę wywodzącą się z rodziny o nordyckich korzeniach. Gdyby jednak tylko zechciała, mogłaby to zmienić. Wraz z krwią otrzymała magiczny dar metamorfomagii, nad którym nieustannie starała się zapanować,
- Wyśpij się spokojnie, póki możesz - pożyczyła Ronji Sigrun tonem do bólu przesłodzonym, ociekającym fałszem, z czym nawet nie starała się kryć. Co miała na myśli? O tym prefekt Ravenclawu mogła jedynie snuć przypuszczenia, bo blondynka więcej powiedzieć nie zamierzała. Przynajmniej na ten temat. Często trudno było jej powstrzymać potok słów cisnący się na usta, kiedy ktoś wyprowadził ją z równowagi. Rookwood miała bardzo niewyparzony język. - Uważaj, żeby tobie nie wpadło coś do oka - warknęła agresywnie, robiąc krok w stronę Fancourt; świerzbiły ją palce, aby nie wyciągnąć różdżki i nie zaprezentować jakiegoś zaklęcia, którego nauczyła się w klubie pojedynków. Nie powinna była tego robić, zabrzmiało to jak groźba, choć rzucona przez nastoletnią dziewczynę nie miała takiego wydźwięku jak powinna - to wcale jednak Sigrun nie przeszkadzało w próbach zastraszenia drugiej osoby. Ryzykowała szlabanem, głucha na uspokajające słowa Ronji, tyle że miała to w nosie. Łapała tyle szlabanów i traciła tak wiele punktów, że kilka w tę, czy w drugą było jej właściwie bez różnicy.
- To, że ty tego nie wiesz, to nie znaczy, że się nie da. W jakiś sposób szlamy używają przecież różdżek, a mało prawdopodobne, aby to była ich własna magia, skoro są dziećmi przebrzydłych mugoli - oświadczyła blondynka, takim tonem jakby była święcie przekonana, że to musi być prawda, że innego rozwiązania po prostu nie ma. Na propozycję Ronji, by przeprowadzić nad tym wspólne badania zareagowała kpiącym śmiechem, szczególnie że wydawało jej się, że próbuje ją sprowokować wspominając o jednej z cech, która determinowała przydzielenie ucznia do Slytherinu przez Tiarę Przydziału - ambicję.
- Może kiedyś. Wyślij mi sowę - odparła na propozycję. Ton jej głosu sugerował jednak wyraźnie, że nie ma najmniejszego zamiaru brać udziału w żadnych badaniach naukowych, tym bardziej z Ronją, bo i tak swoje wie, że nic tego nie zmieni. Za głęboko miała w sobie zakorzenioną nienawiść i uprzedzenia, by cokolwiek mogło to zmienić.
Wzięła głębszy oddech i schowała dłonie do kieszeni spódnicy.
- Chyba zgłodniałam. Pójdę na kolację. Może podali jakieś sajgonki - oświadczyła Sigrun, uśmiechając się przy tym złośliwie; nie czekała na pozwolenie Krukonki, nie była nauczycielką, po prostu odwróciła się i zaczęła podążać korytarzem w stronę wielkiej sali pogwizdując przy tym lekceważąco pod nosem.


She tastes like every

dark thought I've ever had
Sigrun Rookwood
Zawód : dowódca grupy łowców wilkołaków
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
I am not
ruined
I am

r u i n a t i o n
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
i n s a n e
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5310-sigrun-rookwood https://www.morsmordre.net/t5379-astrid#121534 https://www.morsmordre.net/t5378-sigrun https://www.morsmordre.net/f100-harrogate-skala https://www.morsmordre.net/t5380-skrytka-bankowa-nr-1330#121543 https://www.morsmordre.net/t5381-sigrun-n-rookwood#121544
Re: Hogwart, 1942 r. [odnośnik]18.09.21 18:23
Rozmowa wydłużyła się bardziej, niż tego oczekiwała i może to zaskoczyło ją najbardziej. Mimo tego, jak niewiele mogły do siebie powiedzieć bez krzty niezadowolenia z którejś strony, wciąż prowadziły dialog jako taki. Ciężko było dziewczynie radzić sobie z tak niezrozumiałym okazem niechęci, którym emanowała Sigrun, a który po raz kolejny utwierdził Fancourt w mniemaniu, iż nie warto było budować na siłę próby zawarcia mniejszych bądź większych znajomości. Ludzie byli przewidywalni w swoim skomplikowaniu. Przelewali na nią emocje, jakie odczuwała z większą niż u przeciętnej osoby łatwością, zniechęcając się każdą gwałtowniejszą reakcją. Rookwood emanowała pewnością siebie, która płynęła z niezrozumiałych dla Ronji źródeł, w jakich prawdopodobnie nigdy miały się nie zgodzić. Nie rozumiała, dlaczego nie mogą, jeśli nie przyjaźnić się, to przynajmniej żyć w zgodzie, ale jedno wiedziała na pewno. Jeśli blondynka robiła z prześladowania innych nawyk, tak jak miało to miejsce w przypadku Toma, nie chciała mieć z nią do czynienia.
Są dosyć wąskie, więc ciężko by coś do nich wpadło. — Odparła spokojnie, ściskając kosz z ozdobami, dla utwierdzenia swojej odpowiedzi. Rzadko kiedy nie miała ochoty kontynuować dyskusji, ale kiedy doświadczała ściany tak twardej jak w tym przypadku, dalsze przedłużanie istotnie nie miało sensu, o czym świadczyło ewidentnie rosnąca irytacja rozmówczyni. Nie zamierzała zatem odpowiadać na zaczepki dalej, kiwając jedynie na potwierdzenie prośby wspólnego zadania, chociaż obie zapewne wiedziały, iż takie zdarzenie nigdy nie będzie mieć miejsca. Pozwoliła, aby ostatni zgryźliwy komentarz osiadł między nimi, gdy tamta zaczęła stawiać kroki w stronę Wielkiej Sali.
Smacznego, myślę, że ich smak może cię zaskoczyć. — Odparła na odchodne, obserwując jeszcze w milczeniu odchodzącą Ślizgonkę, upewniając się przy tym, że nie zaczepiła nikogo innego. Następnie wzruszyła ramionami, kręcąc głową na boki i w myślach zastanawiając się, na jak długo to dziwne spotkanie zapadnie jej w pamięć. Święto Duchów nagle nie wydawało się takie straszne, gdy w głowie dziewczyny następowała cicha realizacja, że po korytarzach jej ukochanej szkoły chodziły żywe osoby o znacznie mroczniejszej przyszłości niż zmarłe zjawy.
| zt.2


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Hogwart, 1942 r.
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach