Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Opuszczona wioska nad rzeką Chelmer
AutorWiadomość
Opuszczona wioska nad rzeką Chelmer [odnośnik]01.04.21 19:50
First topic message reminder :

Opuszczona wioska nad rzeką Chelmer

Wioska opustoszała około pięćdziesiąt lat wcześniej wskutek nawiedzających ją cyklicznie powodzi. Teren jest nieprzyjazny, podmokły, a wiele chat zniszczonych i ulega postępującemu rozkładowi. Choć odejście mieszkańców było planowane, a większość dobytku zabrana, w co poniektórych mieszkaniach wciąż można znaleźć porzucone książki, naczynia kuchenne lub stare, niepotrzebne ubrania. Ludzie z okolicznych osad chętnie opowiadają o wiosce legendy oraz przerażające historie, które swój początek mają zwykle w bezdomnych i ubogich, szukających schronienia na piętrach pustostanów.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Opuszczona wioska nad rzeką Chelmer - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Opuszczona wioska nad rzeką Chelmer [odnośnik]26.01.22 18:32
Wróg nie miał litości - mugolskie sposoby na radzenie sobie z czarodziejami okazywały się zaskakująco skuteczne; szybko nauczyli się, że mag pozbawiony wiodącej ręki był zdecydowanie mniej groźny: nie rozumiała broni, której używali, ale zmasowane ataki kierunkowane właśnie na prawe ramiona nie miały w sobie nic z przypadku. Czarodziej, który leżał na kocu przed nim, miał oderwaną - dosłownie oderwaną - prawą rękę, rany wykańczały jego ciało z wielu stron, ale to ta jedna rana mogła okazać się śmiertelna. Kończyna wisiała na strzępie skóry i mięsa, trzeba było ją odciąć do końca - w ranę dawno wdało się zakażenie. Nie dało się jej już ocalić. Siedziała na nogach, na rozmokniętym śniegu zmieszanym z błotem, w długiej spódnicy, ciężkiej od wilgoci, białe rękawy koszuli zapiętej pod szyję poplamione były krwią. Okrywała ją peleryna chroniąca przed mrozem, niedbale zarzucona: choć chroniła przed chłodem, to nade wszystko krępowała także ruchy, a na to nie mogła sobie pozwolić.
Coraz rzadziej spędzała popołudnia w lecznicy na Nokturnie, coraz częściej nawiedzała fronty Ministerstwa Magii, pomagając tym, którzy brali w nich udział; Londyn był spokojny, a większość czarodziejów omijających szerokim łukiem szpital św. Munga dotychczas wkradła się w łaski urzędników szmalcownictwem. W zaułkach wciąż czaiły się sylwetki czarodziejów kryjących się przed światem, ale świat się zmieniał, teraz były to sylwetki, które mogły sprowadzić na nią tylko kłopoty. Ludzie nie mający dokumentów poświadczających ich pochodzenie, wrogowie systemu. Była rozdarta, nie chciała odmawiać pomocy, widząc tych, którzy jej potrzebowali, a jednocześnie wiedziała, że świadczyć jej nie mogła: zamknięte oczy i ucieczka w miejsca, w których nie było już przestrzeni na szarości, wydawało się dzisiaj zdecydowanie prostsze. Musiała znaleźć dla siebie nowe miejsce - powtarzała to sobie już od kilku tygodni. Tam przestało być dla niej bezpiecznie. Zaczynało robić się niewygodnie.
Ściskała w lewej dłoni szmatkę, którą oczyszczała skórę z krwi, prawą, przy pomocy magii, hamując krwawienie. Omijała liche strzępy łączące kończynę z ciałem, zostawiając odcięcie tkanek na koniec: najpierw należało go na to w pełni przygotować. Tamte dzieciaki miały przynieść dyptam, który złagodzi ból - gdzie one były?
Ciche pani Vablatsky, nie obejrzała się za siebie, nie rozpoznając też głosu młodsze siostry Edgara. Znała go, lecz to miejsce było ostatnim, w którym spodziewałaby się ją spotkać.
- Zaraza, mowę ci odebrało?! Rusz się, dziewczyno, czekam na te zioła! Urządziliście sobie grzybobranie po drodze, ze to tyle trwało?! To nie zabawa, jesteśmy na wojnie! Tam leży nóż, przynieś mi go, tylko w podskokach! I, na słodką Morganę, oczyść go zanim mi go dasz - mruknęła zawzięcie, ostrożnie rozchylając nadszarpnięte tkanki; ściągnęła brew, gdy jej pacjent zawył z bólu. Nie mogła go uśpić, kiedy jego stan był tak niepewny. Bladość, szarość skóry zdradzała, jak wiele utracił krwi, trwał w półprzytomnych majakach, a wokół niego unosił się już zapach gnilizny. Była z nim oswojona, tak jak z cierpieniem i śmiercią, a jednak zawsze żałowała uchodzącego życia.




bo ty jesteś
prządką

Cassandra Vablatsky
Zawód : Szeptucha
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
wdarły się znowu upiory w twój sen
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 26
UZDRAWIANIE : 36
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10/60
SPRAWNOŚĆ : 5/5
Genetyka : Jasnowidz

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t943-zorya-utrennyaya#4959 https://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 https://www.morsmordre.net/t2811-skrytka-bankowa-nr-3#45477 https://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Re: Opuszczona wioska nad rzeką Chelmer [odnośnik]27.01.22 16:19
Wojna istniała na papierze. Wojna była w Walczącym Magu oraz w zdawkowych historiach brata i kuzynów gdy wracali z kolejnych misji. Wojnę widziała w wygłodniałych twarzach ludzi, w dziurawych spodniach dzieci, w szarym Londynie.
Wojna pełna krwi, rozczłonkowanych ciał, smrodu i zapachu śmierci była jej całkowicie obca. Widok krzątającej się uzdrowicielki w błocie, wśród plam z krwi, która mieszała się ze śniegiem tworząc istne bajoro, sprawił że żołądek podjechał jej do gardła. Była niemalże pewna iż zawartość żołądka za chwilę zajdzie się na ziemi. Czuła skurcze zwiastujące nieszczęście. Chłodny, jak powietrze które ją otaczało, głos Cassandry sprawił, że przestała myśleć o tym co wyczynia jej ciało i posłusznie sięgnęła po nóż. Niczym mała dziewczynka, którą upomina guwernantka posłusznie podążyła za poleceniami uzdrowicielki. W innej sytuacji, w innym momencie zapewne czułaby się dotknięta takim traktowaniem, ale nie teraz. Nie kiedy wokół leżeli ranni z obrażeniami, których nie rozumiała. Nie wiedziała skąd się wzięły, jakie zaklęcia powodują takie rany. Czarna magia? To nie wyglądało na żadną magię, a ten hałas w tle niczym nie przypominał tych jej znanych kiedy rzucana jest bombarda.
Napominania w końcu odnalazła rzeczony nóż, który nosił na sobie ślady krwi i chyba zaschniętych tkanek. Szybko rozejrzałą się za jakąś szmatką, ale zaraz uznała, że nie ma czasu i wyciągnęła różdżkę. Szybka inkantacja zaklęcia, które sprawiło, że ostrze lśniło jak nowe. Podeszła do Cassandry i podała nóż.
-Jak mogę jeszcze pomóc? - Zapytała pewniejszym głosem zapominając o swoim problemie, o tym jak się znalazła w samym środku wojny wśród rannych. Nie to było teraz ważne; jej przypadłość nie miała teraz znaczenia. Choć zbierało się jej na płacz, a pod powiekami piekły zdradzieckie łzy. W głowie trwała gonitwa myśli, serce waliło jak oszalałe ze stresu i przejęcia, ale też nie chciała być piątym kołem u wozu. Nie zniosłaby myśli, że odciągnęła uzdrowicielkę od jej pracy tylko dlatego, że jej przytrafiła się czkawka. -Proszę powiedzieć, a pomogę… hep… przepraszam, najlepiej jak potrafię. - Dodała jeszcze gdyby kobieta uznała, że zajmie się teraz niespodziewanym pojawieniem się szlachcianki w brudnym namiocie uzdrowicielki. -Nie mam niestety ziół… - Uprzedziła, bo nie znała się całkowicie na ziołach i istniała spora szansa, że jeszcze by nazbierała nie takich jakie trzeba.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Opuszczona wioska nad rzeką Chelmer - Page 2 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Opuszczona wioska nad rzeką Chelmer [odnośnik]10.04.22 21:09
Niemal wyrwała nóż z dłoni dziewczyny, ale bez dyptamu pozostawał bezużyteczny, pacjent przed nią wył, wył w agonii, z której zamierzała go wyciągnąć; każde życie uważała za cenne, czarodziejskie, mugolskie, po prostu życie: była uzdrowicielką i stała na jego straży. Znajdowała się po jednej ze stron konfliktu - i jako taka wykonywała rozkazy. Ale nie mogła ich wykonywać, kiedy ludzi umierało tak wiele, a do pomocy miała tylko kilku młodocianych partaczy. Ze złością iskrzącą w oczach uniosła spojrzenie, splecione w warkocz włosy opadły przez ramię, wysuwając się pod naciągniętego na głowę kaptura chroniącego przed chłodem. Jak wielkie było jej zaskoczenie, gdy, zamiast jednego z partaczy, dostrzegła przed sobą lady na zamku, na którym służyła. Mrugnęła raz i drugi, czy to mara, dopadało ją zmęczenie i majaki? Czy to sen, z którego zaraz się zbudzi? Nie, młodziutka lady Burke stała przed nią cała i zdrowa, pośrodku tej dramatycznej makabry.
- Lady Burke? Co ty tu... - Nie. Nie było na to teraz czasu. Potrząsnęła głową, szepcząc kolejną inkantację zaklęcia hamującego krwotok, musiała utrzymać tego czarodzieja przy życiu. I każdego innego. - Muszę go znieczulić - Wtrąciła lada moment, z powagą spoglądając prosto w oczy Primrose - jakby nagle dostała olśnienia. Zdawała sobie przecież sprawę z jej umiejętności, zajmowała jedną z pracowni w Durham. Jeśli te młodziki zgubiły się w lesie, mogła jej pomóc zamiast nich. Bez odpowiednich ziół to się nie uda, ale alchemiczka mogła znaleźć sposób. - Tam jest skrzynia - Skinęła głową w pośpiechu na pobliskie drzewo, drewniana skrzynia zawierała kilkanaście fiolek, buteleczek i słoiczków. - Nie ostało się tam nic porządnego, ale jest kilka silnych substancji. Nie ma czasu, szybko. Z kilku zlewek powinno się udać sporządzić coś, co pozbawi go czucia w nodze na przynajmniej kwadrans - Przydałoby się na dłużej, ale to nie mogło być proste. Warunki były złe. Najgorsze. - Przybyły posiłki? - To stąd się tutaj wzięła? Nie widziała nikogo więcej, lecz widok lady pośrodku tej krwawej puszczy był tak absurdalny, że nie potrafiła wytłumaczyć go inaczej. A posiłki - niosły nadzieję na nowe zapasy. - Pajęczyna, sok z brzozy, odczynnik, - wyliczała, lady Burke potrafiła warzyć eliksiry, ale Cassandra nie była przekonana, czy kiedykolwiek próbowała z lekami. Trudno, nie miały więcej czasu.




bo ty jesteś
prządką

Cassandra Vablatsky
Zawód : Szeptucha
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
wdarły się znowu upiory w twój sen
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 26
UZDRAWIANIE : 36
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10/60
SPRAWNOŚĆ : 5/5
Genetyka : Jasnowidz

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t943-zorya-utrennyaya#4959 https://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 https://www.morsmordre.net/t2811-skrytka-bankowa-nr-3#45477 https://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Re: Opuszczona wioska nad rzeką Chelmer [odnośnik]11.04.22 13:39
Zwierzęce wycie wydobywające się z ludzkich ust było surrealistyczne i niemal niemożliwe do zrozumienia. Umysł Primrose starał się jakoś nie zwracać na to uwagi, a być może ona nie chciała tego widzieć ani słyszeć i skupiała się na zupełnie innych czynnościach? Brutalny gest wyrwania nożna z jej dłoni był niczym odcięcie się od spokoju Durham, w którym żyła niczym księżniczka. Nie chciała być tak nazywana, ale właśnie do niej dotarło, że nią była czy chciała czy nie, tak wyglądała właśnie rzeczywistość. Niezależnie jak bardzo się starała to zawsze będzie w ten sposób postrzegana. Nie petycjami to zmieni, a rzeczywistym działaniem. Nie zważając na nic podwinęła rękawy sukni, tak nie adekwatnej to tej sytuacji, ale nie miała czasu na marudzenie nad własnym stanem. Zebrała ciemne włosy i wepchnęła je pod materiał sukni by nie przeszkadzały.
-Zrobię co w mojej mocy. - Zapewniła Cassandrę niczym uczennica, która bardzo nie chce zawieść mentora. Zwyczajnie nie chciała przeszkadzać kiedy ludzie umierali i przede wszystkim mogła skupić na czymś swoją uwagę kiedy krzyki i jęki rannych świdrowały zmęczony i spanikowany umysł. Nie musiała patrzeć na te wiszące kończyny, na krew i fragmenty ciał, żołądek nie musiał tak szaleć. Otworzyła wieko skrzyni by zajrzeć do jej wnętrza i wyciągnąć odpowiednie specyfiki. Nie potrafiła tworzyć leków, ale przepis czy receptura zawsze opierała się na tym aby odpowiednie składniki ze sobą zmieszać. Usilnie starała sobie przypomnieć lekcje zielarstwa w szkole oraz te krótkie chwile z matką czy ciotką w pracowni, które przecież tworzyły wiele eliksirów na różne przypadłości. Zapytanie o posiłki zmroziło jej krew. Nic na ten temat nie wiedziała, a nuta nadziei w głosie Cassandry wręcz przyprawiała ją o fizyczny ból. -Przykro mi… mam czkawkę teleportacyjną. - Widząc co się tutaj dzieje chciałaby móc przybyć z posiłkami, z zapasami, których brakowało. Wystarczyło spojrzeć na zawartość skrzynki, którą otworzyła. Nie chciała patrzeć w oczy czarownicy kiedy to mówiła więc skupiła spojrzenie na specyfikach. Widząc pod kociołkiem żar nie potrzeba dużo czasu by znów rozpalić pod nim ogień. Składniki wrzuciła do jego wnętrza zgodnie z intuicją, która jej podpowiadała co powinna zrobić. Odczynnik dodała na samym końcu patrząc na reakcję jaka zachodzi i następnie zamieszała wszystko. Nie wiedziała czy dobrze robi ale kierowała się swoim własnym przeczuciem, wiedzą jaką wyniosła jako alchemik i twórca talizmanów. Zawsze była jakaś reakcja i niezależnie jakie składniki wchodziły w przepis to reakcje negatywne i pozytywne wyglądały mniej więcej podobnie. Nie miała czasu na dokładne obliczenia numerologiczne składników aby określić ich wzór więc dokonała w głowie szybkiego rachunku dokonując równania prawdopodobieństwa. Czy mogła zaszkodzić, mogła? Ale nawet jeżeli to co zrobiła zbytnio nie pomoże to chociaż rannemu będzie lżej umierać? Taką miała nadzieję. -Gotowe. - Oznajmiła zdejmując kociołek z ognia.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Opuszczona wioska nad rzeką Chelmer - Page 2 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Opuszczona wioska nad rzeką Chelmer [odnośnik]11.04.22 19:39
Ściągnęła brew, źrenice zaszły strachem: nic z tego, na żadną pomoc nie mogli tutaj liczyć - nie zdąży pomóc wszystkim, część odejdzie. Nie mogła nie czuć się winną, choć miała tylko dwie ręce: bezradność była najgorszym koszmarem każdego uzdrowiciela patrzącego w oczy czarodzieja, który wciąż chciał żyć. Najkrwawsze oblicza wojny przerażały, były pełne bólu i cierpienia, nie miały w sobie nic z blichtru Ministerstwa i dumy tych, którzy podejmowali kluczowe decyzje. Tutaj umierali chłopcy, czasem jeszcze dzieci, niewiele młodsi od lady Primrose, żal jej było ich wszystkich: i pragnęła co sił pomóc im wszystkim. Lecz jakby miała mało trosk - między tym straszliwym harmidrem cudem odnalazła się lady Burke, smagana czkawką po kraju; miała dużo szczęścia, że znalazła się po ich stronie - a nie po stronie wroga. Zaraza, mruczała pod nosem, ściskając opatrunek nad ranną nogą; kilka szeptanych inkantacji oczyściło ranę - musiała ratować to, co zostało. Oczekując, aż Primrose skończy, zajęła się pozostałymi ranami czarodzieja, szeptanym zaklęciem usuwając zasinienia z piersi i lewego ramienia. Gestem ponagliła ją ku sobie razem z kociołkiem, podając jej leżącą nieopodal chochlę - Szybko, podaj mu to. - Nie spojrzała na wywar, nie oceniła jego klarowności, słyszała trochę o umiejętnościach Primrose i w tym momencie musiała im zaufać. Nie mieli innego wyjścia. Jeśli wywar nie odniesie wymaganego efektu - i tak nie mieli niczego w zamian. Sama nie czekała długo - sięgnęła po nóż, w lewej ręce, w prawej chwytając różdżkę, powstrzymując magią krwotok zaczęła oddzielać skórę kończyny - kość i tak była połamana - oddzielając nogę w kolanie; straci kończynę, ale to wcale nie była wysoka cena za życie. Wywar miał pomóc mu przejść przez ten potworny ból, krzyk zabierał mu wiele sił. Łokciem odrzuciła na bok odciętą łydkę, szeptane inkantację miały oczyścić rany po cięciu. - Czkawka dzisiaj to prawdziwe szaleństwo - syknęła, myślami chyba będąc bliżej przy rannym, niż przy niej. - Spróbuj wstrzymać oddech, lady - zwróciła się do niej, spoglądając nią spod boku. - Na tyle, na ile potrafisz. Może zdążę przygotować coś, co to powstrzyma. Jak długo to już trwa?




bo ty jesteś
prządką

Cassandra Vablatsky
Zawód : Szeptucha
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
wdarły się znowu upiory w twój sen
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 26
UZDRAWIANIE : 36
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10/60
SPRAWNOŚĆ : 5/5
Genetyka : Jasnowidz

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t943-zorya-utrennyaya#4959 https://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 https://www.morsmordre.net/t2811-skrytka-bankowa-nr-3#45477 https://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Re: Opuszczona wioska nad rzeką Chelmer [odnośnik]12.04.22 11:42
Tutaj rządziła Cassandra, a młoda czarownica nie miała zamiaru się z nią sprzeczać czy odmawiać wykonywania poleceń. Nie wiedziała czy czkawka się skończyła czy będzie nią rzucać jeszcze po całej Anglii. Wizja zaś wylądowania na środku morza wręcz ją przerażała. Trochę potrafiła pływać, ale nie na tyle aby się utrzymać przez parę godzin na powierzchni. Myśl, że mogłaby umrzeć poprzez utonięcie była wręcz mrożąca krew w żyłach.
Zaraz jej myśli wróciły do rannych gdy otrzymała nakaz by podać lek rannemu. Ujęła chochlę i pochyliła się nad mężczyzną, mógł być w jej wieku. W jasnych oczach widziała mieszaninę strachu, bólu, rozpaczy i błagania o uwolnienie z okowów cierpienia.
-Wypij to, proszę. - Powiedziała z ogromną łagodnością, o którą samą siebie nie podejrzewała, ale widziała w nim brata i kuzynów, którzy wracali z misji. Każdy dzień wyczekiwania na nich był czystą torturą. Przecież to oni mogli leżeć w ten sposób i oby była obok nich osoba, która się zatroszczy o ich stan. Ujęła głowę leżącego aby lekko ją unieść i ułatwić mu tym samym wypicie wywaru. Nabrała na chochlę tego co zrobiła i podsunęła pod usta mężczyzny. -Powoli… - Upomniała go jeszcze. Po wypiciu zaniósł się głośnym kaszlem, czyżby go zatruła i teraz umrze on w męczarniach, ale zamiast tego opadł na posłanie całkowicie znieczulony. -Hmm… chyba przesadziłam z dawką… - Mruknęła pod nosem lady Burek upewniając się, że mężczyzna oddycha podstawiając pod jego nos wierzch swojej dłoni. Poczuła na zimnej skórze jego gorący oddech. Zerknęła na poczynania Cassandry, ale do amputowania kończyn się nie nadawała, za to mogła napoić wywarem resztę krzyczących z bólu. Może choć na chwilę będzie tu ciszej, a oni nie będą wyć w ciągłym cierpieniu. Podeszła do kolejnego rannego, który złapał ją za dłoń i ścisnął mocno.
-Dobij… - Jęknął zduszonym głosem, a niewidzialna obręcz zdusiła gardło czarownicy, która jedynie była wstanie podać mu wywar. Podobnie jak poprzedni ranny ten również zaniósł się kaszlem i po chwili opadł na posłanie.
-Czkawka zaczęła się dopiero dzisiaj… hep …parę godzin temu. - Wyjaśniła uzdrowicielce, a gdy ta nakazała wstrzymać oddech wykonała od razu polecenie. Jej drobnym ciałem co jakiś czas wstrząsało nieme czkanie, które męczyło od momentu kłótni z lordem Rosierem. -Proszę na mnie nie zwracać uwagi… za jakiś czas przejdzie. - Chociaż powinna się przejąć, bo nie wiadomo gdzie za chwilę znów wyląduje. Zaraz jednak odstawiła kociołek w bezpieczne miejsce aby nikt go nie przewrócił, bo leki były w tym miejscu na wagę złota. -Postaram się poinformować co tu się… hep... dzieje. Niczego nie mogę obiecać, ale zrobię co w mojej mocy. - A to oznaczało napisanie do każdej kobiety aby poruszyła swojego męża by wysłali zaopatrzenie i posiłki w to miejsce. Poprosi brata by otworzył swoje kieszenie i wysłała leki oraz opatrunki do szpitala, gdzie ich zaufany uzdrowiciel uwija się w błocie i fatalnych warunkach. Teraz ona zaś pomagała jak mogła, zebrała brudne szmaty i zaraz je oczyściła zaklęciami, które znała. Stanie bezczynnie nie leżało w jej naturze.



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Opuszczona wioska nad rzeką Chelmer - Page 2 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Opuszczona wioska nad rzeką Chelmer [odnośnik]12.04.22 23:11
Wypił zbyt dużo, ale kątem oka Cassandra spostrzegła, ze Primrose sprawdziła jego oddech; zbyt silna dawka mogła mieć swoje konsekwencje, ale na ten moment miały one znikome znaczenie. Raczej nie zagrażały życiu - a ewentualne późniejsze zawroty głowy były w tym momencie najmniejszym zmartwieniem tego czarodzieja. - To nic - odpowiedziała na jej obawy. - Poradzi sobie. - Pracowała, ostrożnymi, ale perfekcyjnie wyuczonymi gestami owijała bandaż, kiedy się przebudzi, przejdzie szok, ale przetrwa, przeżyje - miał szansę. Kątem oka dostrzegła Primrose, która pomknęła z wywarem dalej, częstując nim kolejnych czarodziejów. Zaimponowała jej, chowana pod kloszem nie była przecież przyzwyczajona do podobnych widoków, bardzo młoda nie miała też żadnego doświadczenia, niejedna kobieta na jej miejscu zaniosłaby się płaczem albo znieruchomiała, oszołomiona bezmiarem cierpienia - ona miała jednak w sobie motywację i determinację. Miała odwagę, która pozwoliła jej nie odwrócić wzroku. Pamiętała, jak trudne to było za pierwszym razem. Wtedy, dawno temu. Nie usłyszy za te gesty nigdy słów wdzięczności, tych chłopców nie obchodziło już, kim była. Nie byli w stanie tego dostrzec. Tym bardziej zapamiętać. Ale nie po wdzięczność tutaj przyszła.
- Parę godzin to już długo - odpowiedziała, raz jeszcze sprawdzając oddech mężczyzny, ale wyczuwając ciepła - opatrzonego pozostawiła we śnie, wymijając jego leżące ciało i podeszła do kolejnego uśpionego przez Primrose, rozchylając poły jego płaszcza, koszuli, szukając rany, z której sączyła się krew, od której zbierała się największa czerwona plama. - Gdyby wyrzuciła was milę dalej, mogłybyście trafić prosto pod mugolską broń. Kobiet też tutaj nie szczędzą. - Zacisnęła usta, różdżką oczyszczając ściskaną w lewej dłoni szmatę, otarła nią odsłoniętą skórę rannego z krwi. Szeptana inkantacja pozwoliła zaleczyć ranę. Szlag jasny, zaraza, przecież miała tylko dwie ręce! Nie mogła się rozdwoić! - Czy lord nestor wie, co się dzieje? - Powinna go powiadomić, ale teraz - nie mogła odejść od tych ludzi. Edgar Burke z pewnością miał możliwości, żeby ją odnaleźć. Westchnęła, kiedy obiecała przekazać informacje dalej. Pomoc była teraz potrzebna wszędzie, a możliwości ograniczone, ale jeśli to miało jakąkolwiek szansę powodzenia - trzeba było próbować. Lecz, co gorsza, Primrose w pierwszej kolejności musiała wrócić bezpiecznie do cywilizacji. Niedaleko stąd, w czarodziejskiej wiosce, mieli świstoklik do Londynu - lecz czy lady Burke nie zniknie jej z oczu lada moment? Gdyby tylko miała pod ręką więcej specyfików, mogłaby przynajmniej spróbować uziemić ją od razu, teraz - teraz nie mogła nic.




bo ty jesteś
prządką

Cassandra Vablatsky
Zawód : Szeptucha
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
wdarły się znowu upiory w twój sen
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 26
UZDRAWIANIE : 36
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10/60
SPRAWNOŚĆ : 5/5
Genetyka : Jasnowidz

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t943-zorya-utrennyaya#4959 https://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 https://www.morsmordre.net/t2811-skrytka-bankowa-nr-3#45477 https://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947
Re: Opuszczona wioska nad rzeką Chelmer [odnośnik]12.04.22 23:29
Nie przyzwyczajona do takich widoków pękała z każdą minutą, ale jedynie duma i upór nie pozwalał się jej rozpaść na kawałki. Bardzo chciała móc zanieść się płaczem, ale czuła, że jak sobie na pozwoli to Cassandra będzie przeklinać dzień, w którym się pojawiła. I choć nogi bolały, palce były zmarznięte, spódnica przykleiła się zimną płachtą do nóg, a od mieszaniny zapachu krwi, błota i moczu kręciło się jej w głowie, nie załamała się. Skupiała swoją uwagę na pracy jaką mogła poczynić. To zawsze pomagało. Nigdy metoda odwracania uwagi jeszcze jej nie zawiodła. Starała się nie patrzeć na co gorsze rany, odcięte kończyny, przymykała oczy kiedy musiała spojrzeć w tamtym kierunku.
-Mugolską… hep... broń? - Zapytała i wskazała na rany, których nie rozumiała, które nie wyglądały jak po zaklęciach. Wszystkie były zadawane w prawą rękę, tą, którą najczęściej dzierży się różdżki. -To… od niej?
Co to była za broń, która tak kiereszowała ludzkie ciało? Z czym musieli się zmierzyć czarodzieje na froncie? Nagły i głośny wybuch sprawił, że podskoczyła przerażona i obejrzała się przez ramię. Głośne krzyki i wycie nie zapowiadały niczego dobrego. -Co to…hep... było?
Poczuła jak cała na ciele drży, jak zmęczenie, strach zaczynają brać górę nad zdrowym rozsądkiem. Zacisnęła mocniej dłonie aby ukryć ich drżenie i samej się uspokoić. Zapytała o brata kiwnęła twierdząco głową. -Udało mi się wysłać…do niego wiadomość…hep Niestety, w między czasie znów mnie wyrzuciło daleko… bardzo daleko. - Znalazła się na terenie wroga i tylko wielkim szczęściem uniknęła losu jednego z gorszych gdyby rebelianci wiedzieli kto wylądował w Devon.
Ranni opatrywani przez uzdrowicielkę leżeli teraz nieruchomo upojeni wywarem, który wcześniej podała im Primrose. Bez ich pojękiwań i krzyków odgłosy tego co się działo dalej bardziej do niej docierały. Ziemia drżała od wybuchów, a powietrze przecinały dźwięki, których nie potrafiła do niczego przypisać.
W tym momencie poczuła jak znów ją ściska w żołądku, jak coś zaczyna zasysać ją do niewidzialnej dziury. Znała to uczucie, już je czuła dwa razy.
-O nie… - Zdążyła jedynie powiedzieć i podnieść wzrok na Cassandrę nim głośne czknięcie wyrwało lady Burke ze szpitala polowego pozostawiając po niej jedynie czerwony szal z ozdobną broszką na ziemi.

Hep!


|zt dla Primrose



May god have mercy on my enemies
'cause I won't

Primrose Burke
Zawód : Badacz artefaktów, twórca talizmanów, B&B
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Problem wyjątków od reguł polega na ustaleniu granicy.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 30
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica
Opuszczona wioska nad rzeką Chelmer - Page 2 E331336106fb118b6485453aee90de3a
Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8864-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8880-listy-do-primrose-burke https://www.morsmordre.net/t8879-primrose-burke https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9143-skrytka-bankowa-nr-2090#276327 https://www.morsmordre.net/t8894-primrose-e-burke
Re: Opuszczona wioska nad rzeką Chelmer [odnośnik]14.04.22 11:37
Zmrożona, na moment zamarła, unosząc spojrzenie na Primrose, to nie jej słowa wprawiły ją w osłupienie, a czkniecie wyraźnie słyszalne między kolejnymi słowami; potencjalnie niebezpieczne, potencjalnie niosące kolejny napad. Przyjrzała się z jej uwagą - krótką, bo dłuższej chwili nie była w stanie jej teraz poświęcić; żałowała, żałowała, że tak niewiele zrobić mogła, kiedy wokół tyle osób potrzebowało pomocy. Nie odpowiedziała na jej pytanie, nie potrafiła. O mugolskiej broni nie wiedziała wiele więcej niż Primrose, miała do czynienia z ranami, które pozostawał ich oręż, ale nigdy z samą ofensywą - i po prawdzie wolałaby, żeby tak już zostało. Nie kierowała nią ciekawość, nie chciała zbliżać się do frontu. Miała dla kogo żyć.
- Przypominają naprawdę drastyczne zaklęcia - szepnęła, oglądając dłoń kolejnego rannego. Był ranny w prawą dłoń, lecz kiedy próbowała ją oczyścić, wyczula w niej przedziwny guz. Wyszeptana inkantacja pozwoliła mu na niego spojrzeć, lecz problemem okazała się niewielka ołowiana kula. Wydobyła ją przy pomocy prostego zaklęcia, krótką chwilę oglądając ją lewitująca w powietrzu. Wielu rannych na froncie nosiło podobne rany, ale te - były tymi najlżejszymi. Poważniejsze pochodziły od wybuchów podobnych alchemicznym reakcjom, mugole musieli znać ich podstawy. Gdyby wcześniej poświęcili więcej czasu na zbliżenie się do ich świata, dziś mieliby nad nimi przewagę informacyjną - ale czarodzieje lekceważyli ten świat od dawna. Wyprostowała się gwałtownie, kiedy rozległ się jeden z nich, niedaleko stąd. - Wróg nadciąga - odpowiedziała, sięgając po bandaż, by szybciej opatrzeć ranę, musiała dokończyć chociaż to, co zaczęła. - Musisz uciekać, lady Burke - Dokąd? Niedaleko było miasteczka, winna ją tam zabrać zanim mugole się tutaj zbliżą. Kiwnęła głową, kiedy wyznała, że lord już o wszystkim wiedział - była pewna, że w razie potrzeby poruszy niebo i ziemię, żeby odnaleźć siostrę. - Nie - powtórzyła za nią jak echo, nawet jeśli w tym momencie nie była pewna, czy czkawka - nie nadeszła jak ratunek. Rozległ się kolejny wybuch, zacisnęła mocno bandaż, obrzuciła spojrzeniem skrzynkę z medykamentami i ledwie moment później przecięła powietrze pod postacią czarnego ptaka szybującego w stronę przeciwną od tej, od której dobiegały hałasy. Ona też powinna stąd zniknąć. Rannych zabiorą stąd wciąż walczący czarodzieje.

/zt




bo ty jesteś
prządką

Cassandra Vablatsky
Zawód : Szeptucha
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
wdarły się znowu upiory w twój sen
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 26
UZDRAWIANIE : 36
TRANSMUTACJA : 25
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10/60
SPRAWNOŚĆ : 5/5
Genetyka : Jasnowidz

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t569-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/t943-zorya-utrennyaya#4959 https://www.morsmordre.net/t687-cassandra-vablatsky https://www.morsmordre.net/f94-ulica-smiertelnego-nokturnu-17 https://www.morsmordre.net/t2811-skrytka-bankowa-nr-3#45477 https://www.morsmordre.net/t1510-cassandra#13947

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Opuszczona wioska nad rzeką Chelmer
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach