Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Pracownia badawcza
AutorWiadomość
Pracownia badawcza [odnośnik]01.04.21 19:57

Pracownia badawcza

Stojąca naprzeciwko budynku administracyjnego pracownia przekazana została do użytku dla badaczy naukowych pracujących na rzecz rezerwatu. Swoje małe laboratorium prowadzą tu alchemicy, magizoologowie, kilkoro weterynarzy i uzdrowiciel. Duże palenisko w centrum pomieszczenia stale mieści w sobie kilka bulgoczących kociołków z eliksirami, a suszące się na półkach zioła roztaczają charakterystyczny aromat na każdego z wchodzących. W tyle znajduje się dodatkowy pokój medyczny, gdzie dostępne są przybory przeznaczone do pierwszej pomocy, a także lepiej zaopatrzona apteczka dla specjalistów i pojedyncze polowe łóżko. Miejsce to nie jest dostępne dla zwiedzających, a przed drzwiami wejściowymi umiejscowionych jest kilka rzędów świeżo zasadzonych roślin.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Pracownia badawcza Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Pracownia badawcza [odnośnik]14.06.21 9:54
- 22 XI 1957 -
Ronja&Halbert
Zmrużyła oczy, oskarżycielsko wpatrując się w gliniane donice. Na wielkim drewnianym stole, pyszniły się cztery z nich, dorodne obudowane masywnymi zabezpieczeniami, a wypełnione miękką ziemią. Od strony paleniska rozchodził się znajomy zapach palącego się drewna, a głuchą ciszę co jakiś czas przerywało trzaskanie płonących gałęzi. Ronja siedziała na taborecie, podpierając dłońmi brodę wystarczająco długo, by na linii szczęki pojawiły się lekkie rumieńce. Nie zamierzała się poddać bez walki. Kilka miesięcy temu zasadziła w specjalnej mieszance odżywczej importowane z ostatniej wyprawy zioła konieczne do radzenia sobie z poważniejszymi oparzeniami od smoczego ognia. O tych konkretnych odmianach nie wiedziała zbyt wiele, ale wedle opisu kupca i sprawozdania smokologów, którzy podarunek przywieźli do jej pracowni, odpowiednia pielęgnacja oraz rozmnażanie szczepu mogło doprowadzić do mutacji roślin i nawet korzystniejszego działania uzdrowicielskiego. Od jakiegoś czasu, Fancourt ciężko pracowała nad doskonaleniem swoich zdolności alchemicznych w celu zasilenia zaopatrzenia Peak District własnej roboty kadzidłami, a te konkretne sadzonki stanowiły kluczowy krok do całego procesu. Regularnie dbała o nawodnienie, dosypywała nawet zdrowej mieszanki zwierzęcych odchodów, uważnie pilnując, by nie poprzestać jedynie na tych smoczych, ale też dodawać pozostałości po roślinach hodowlanych sąsiednich gospodarstw. Ustawiała gliniane misy w zależności od promieni słonecznych, oraz ich marudnej zmienności przy wpadaniu przez zabrudzone okna budynku, wszystko to tylko po to, żeby teraz patrzyły na nią marne kikuty o kilku uschniętych listkach. Brwi zmarszczyły się w oznace zmartwienia, a usta zacisnęły w niemej obawie, przyglądając się ostatniemu z zielonych listków, który trzymał się chyba tylko na jej własnej sile woli przy życiu.
- No dalej, nie rób mi tego przyjacielu. - Wyszeptała po chińsku, ledwo słyszalnie, zbyt skupiona na przejmującej tragedii śmierci jej dorobku zielarskiego, by usłyszeć poruszenie za ścianami pomieszczenia. Gdyby chodziło tutaj o uzdrowienie człowieka, już dawno najgorsze miałaby za sobą, ale ponieważ zielone organizmy wciąż jeszcze skrywały przed nią wiele, pilnie strzeżonych tajemnic, potrzebowała pomocy z zewnątrz. Masywne drzwi izby zostały uchylone tylko trochę, tak żeby wizytujący mieli pewność, że zastaną uzdrowicielkę w swoim małym królestwie, ale jednocześnie na tyle szczelne, żeby w razie trwającego procesu leczenia nie doprowadzić do zbędnego zamieszania. Niestety, listopadowy wiatr za nic miał wysiłki Ronji i gdy tylko nowa osoba zawitała w przedsionku, bezpardonowym dmuchnięciem wbił się siłą do przytulnego wnętrza punktu medycznego, przyprawiając Fancourt o lekkie dreszcze. O nie. Cały wysiłek przesadzania, czyszczenia liści, przycinania tego co z nich zostało i niezmąconej nadziei na widoczny progres. Nie miała pewności, czy usłyszała cichy dźwięk urywanego listka, czy ostentacyjnie łamanie się jej serca, kiedy ostatni świadek żywotności zioła upadł na brunatną ziemię doniczki.
Coś musiała robić źle, czegoś nie rozumieć, a kosztem niewystarczających umiejętności przypłaciła właśnie swoimi niedoszłymi kadzidłami. Podniosła wzrok na nowoprzybyłego, równie zasmucona co zirytowana całym zajściem. Oczywiście, że nie powinna przywiązywać tak wielkiej uwagi do niepowodzenia, ale świadomość ciążącego na plecach uczucia zawodu nieprzyjemnie wbijała się w listę dalszych obowiązków. Tak naprawdę, im dłużej przebywała w Peak District, tym bardziej miała wrażenie, że miejsce to w całkowitej ciszy zabiera sobie po kawałku jej serca. Począwszy od niepewnego strachu przed smokami, który próbowała przezwyciężyć na każdym kroku, swoich starań i wysiłków w zapewnieniu profesjonalnej opieki uzdrowicielskiej wcześniej mocno niedoświadczonych w niej pracowników, aż wreszcie oczekiwań wobec własnych dokonań, które stawiała sobie każdego dnia. Od siebie wymagała najwięcej, tak by móc pomóc innym.  Mruknęła w akcie rezygnacji, kiwając głową na powitanie mężczyzny.
- Dziękuję, że zgodziłeś się pomóc. Potrzebuję cudotwórcy, a moje zabiegi najwyraźniej nie wystarczają. - To mówiąc, podniosła się płynnie z miejsca, ruchem dłoni wskazując smutny widok na drewnianym blacie i jednocześnie zachęcając czarodzieja do zajęcia sąsiedniego miejsca. - Wody? Herbaty? Chusteczki na otarcie łez po zobaczeniu tego smutnego widoku? Przysięgam, że wydawało mi się kiedyś, że wiem coś o ziołach. - Dotarła kilkoma krokami do stojącego na palenisku imbryka z aromatyczną zieloną herbatą, którą przywiozła z Londynu. Właściwie większość tego, co w pomieszczeniu odcinało się jako nowe lub zdatniejsze do użytku, prawdopodobnie pochodziło z jej prywatnych kolekcji mebli, środków leczniczych i, ku niezadowoleniu pani Fancourt, naczyń. Dwie filiżanki chińskiej porcelany, wyglądały tutaj równie obco co ona, ale w jakiś pokrętny sposób zdawały się dopasowywać do rezerwatu. Lekko postrzępione przy uszach, nosiły ślady dzielnej walki z codziennym stosowaniem przez uzdrowicielkę i jej gości.
[bylobrzydkobedzieladnie]


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Pracownia badawcza [odnośnik]03.07.21 17:21
To była jego pierwsza wizyta w rezerwacie w Derbyshire, nigdy wcześniej nie miał także kontaktu ze smokami, więc wizja znalezienia się w bliskiej odległości od tych magicznych stworzeń była jednocześnie przerażająca, ale i ekscytująca. Najbardziej cieszył się z możliwości zobaczenia się ze znajomą z dawnych lat. Z Ronją nie byli bliskimi przyjaciółmi, ale starali się wciąż utrzymywać kontakt. Otrzymawszy od niej list, uśmiechnął się w duchu, ciesząc z nadchodzącego spotkania. Wiedział jednak, że była Krukonka poważnie podchodziła do swoich zadań, jak i zdobywania wiedzy, więc nie nastawiał się na plotki, a pracę w skupieniu.
Na śniadanie zjadł kilka sucharów i upieczonego dzień wcześniej przez Hattie dorsza w miodzie, matka wrzuciła mu też do torby dwa jabłka, bo ”nigdy nie wiesz do kogo i gdzie idziesz”. Halbert przyleciał na wzgórza Peak District i skierował się w stronę najbliższego budynku w poszukiwaniu znajomej. Ktoś uprzejmy wskazał mu schowek, w którym mógł zostawić miotłę, a następnie drogę w kierunku pracowni badawczej.
- Ronja, dzień dobry! - przywitał ją szerokim uśmiechem, suwając z ramion płaszcz. - Nieźle się tu urządziłaś. - Rozejrzał się z zaciekawieniem po pracowni, będąc pod wrażeniem mnogości nagromadzonych tu sprzętów. Choć na terenach szklarni Prewettów także miał własną przestrzeń, to jednak wizyty w nowych miejscach zawsze były inspirujące. Uśmiech zaraz zmył się z jego twarzy, gdy usłyszał markotny ton panny Fancourt.
- Co się stało? Wyglądasz jakbyś… oh, no dobrze… - urwał wpół zdania, gdy dotarł do drewnianego stołu i spojrzał na donice z tkwiącymi weń marnymi kikutami.
Ronja nie była pierwszą osobą, która prosiła go o pomoc w kwestii zielarstwa. Odwiedził wiele ogrodów i farm, których stan błagał o pomstę do nieba. O ile z początku drżał w przestrachu, przejmując się każdym chorym pędem, dodając tym samym stresu posiadaczom zmarniałej uprawy, tak dziś już łagodnie podchodził do kolejnych trudnych przypadków. Rośliny traktował z wielką czułością i opiekuńczością, ale zdawał sobie sprawę, że nie każdemu rozmowa z nimi przychodziła z łatwością. Także i dziś miał być wyrozumiały, bo i skala problemu wydawała mu się mała, no bo co złego mogło się dziać z roślinami w rezerwacie smoków? Zdjął z ramienia torbę i ustawił ją ostrożnie na podłodze obok drewnianych nóg stołu.
- Herbata będzie w sam raz. - Skinął głową w podziękowaniu. - Każda roślina wymaga odpowiedniej pielęgnacji. Bywa czasem tak, że stosujemy znane sobie sposoby na nieznanych roślinach nieświadomi, choć w dobrej wierze, tworzymy istną katastrofę - stwierdził, przewieszając płaszcz przez oparcie krzesła i podwinął rękawy luźno dzierganego swetra w kolorze ciemnej zieleni. - Sam wielokrotnie wpadłem w tę pułapkę, kiedy Herbert przywoził mi nasiona z samego środka dżungli i mówił - radź sobie! Zmarnowałem tak drogocenną Alchornea castaneifolia, krzew iporuru z dorzecza Amazonki. Okazało się, że sadzonki potrzebowały wody, tyle że więcej, niż rozumiemy to jako podlewanie. W porze deszczowej roślina ta jest całkowicie zalana wodą, a okazuje się, iż ten etap jest jej niezbędny do prawidłowego rozwoju. - Wywrócił oczami i sięgnął do torby, skąd wygrzebał etui na okular. Nieco podstarzała obudowa, nosiła kilka rys, co wcale nie umniejszało jej praktyczności.
- Co tu się stało? - spytał, ściągając brwi, kiedy nachylił się nad doniczkami, przykładając okular do twarzy. Sięgnął po ostatni z opadłych listków, wciąż zielony, lecz pozbawiony witalności i chęci do dalszego istnienia. - Chyba je trochę wymęczyłaś, hm? - Odwrócił w stronę Ronji swoją brodatą twarz i uniósł na nią zaciekawione spojrzenie. Wątpił, że problem tkwił w jej umiejętnościach, ale by mieć pewność, potrzebował znać więcej szczegółów.


may the flowers remind us
why the rain was necessary

Halbert Grey
Zawód : toksykolog, ogrodnik Prewettów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
to plant a garden
is to believe in tomorrow
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9087-halbert-grey https://www.morsmordre.net/t9093-lobuz https://www.morsmordre.net/t9092-halbert https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t9099-skrytka-bankowa-nr-2133 https://www.morsmordre.net/t9091-halbert-grey#274380
Re: Pracownia badawcza [odnośnik]10.07.21 15:32
Halbert niósł ze sobą pewną odświeżającą barwę starych znajomości. Tych niezwiązanych w żaden sposób z Ministerstwem, lub magipsychiatrą. Zapraszając mężczyznę mogła w pełni świadomości skupić się, owszem na problemie, ale problemie związanym z tą częścią własnych zainteresowań, które traktowała szczególnie prywatnie i blisko serca. Ziołolecznictwo wciąż jeszcze miało przed kobietą wiele tajemnic, słodkich sekretów, których tajniki niedane było jeszcze czarownicy zgłębić, a nie mogła się taka nauka obyć, bez uprzedniego zgłębienia tematu zielarstwa ogółem.
- Podoba ci się? Och, to nic takiego, tutaj mam tylko kilka sadzonek przed budynkiem, ale jeśli znajdziesz trochę czasu zaprowadzę cię do szklarni. Oczywiście, nie ma porównania do ogrodów Prewettów, Greengrassowie nigdy nie słynęli ze swoich kolekcji roślin, ale mogę jedynie dodać, że odkąd mam tutaj możliwość opieki nad nimi, jest znacznie lepiej niż wcześniej. - Przyznała z dumą w słowach, zastanawiając się, czy znajdą oboje w chwilach przerwy od pracy moment na luźniejszą rozmowę. Doceniała umiejętności Greya, a także jego zdanie na tematy powiązane nie tylko z florą, toteż miło by było podzielić się własnymi uwagami z kimś autentycznie zaciekawionym i rozumiejącym jej podejście.
Zdjąwszy imbryk z uchwytu, postawiła go na podkładce chroniącej drewniany stół przed plamami i podłożyła bliżej obie filiżanki, wylewając herbatę chińskim sposobem, z dosyć dużej wysokości, jaka dzieliła szyjkę naczynia od kubka. - Nie mogłeś tego ująć lepiej. Dostałam ją od smokologów z jednej z podróży, kupili ją przy okazji transportu smoka od jakichś kupców z ulicy. Z tego co powiedzieli, musi to być jakaś magiczna odmiana wąkrotki azjatyckiej. Gotu koli, jeśli wolisz, ale nie znalazłam o niej wiele informacji.
Westchnęła, ponownie rzucając zasmucone spojrzenie przysuszonym listkom.
Skupiła się przez chwilę na słowach znajomego, obserwując z pewną dozą zaciekawienia jego ruchy ciała. Momentami nie była nawet tego świadoma, jak wiele z jej pierwszych wrażeń bazowało na spostrzeżeniach, które wkradły się wraz z zawodowym przyzwyczajeniem do krwi uzdrowicielki, a raczej jej myśli. Podwinięte rękawy dzierganego swetra, nawiązywały do poczucia swojskości i wygody, kogoś, kto czuł się komfortowo w tym, a nie innym miejscu. Halbert zdawała się przyprowadzać dom tam, gdzie aktualnie się znajdował i chociaż sama Ronja przyzwyczajona była do własnych, mniej ekspresywnych uczuć, doceniała jego pozytywną aurę. Starsza obudowa okularów, zużyta już od zapewne kilku dobrych lat insynuowała pragmatyzm i brak dbałości o szczegóły, które wciąż działały w ogólnej całości. Po co bowiem przywiązywać się do estetyki czegoś, co ma zgoła inne zadanie niż po prostu wyglądanie ładnie?
- Myślisz, że nie spodobało im się mówienie po chińsku, czy raczej problem leży gdzieś indziej? Stosowałam zwykły nawóz, nawadniałam podobnie do innych z selerowatych, ale właściwie Merlin jeden wie, czy tego akurat potrzebuję. Najwyraźniej nie bardzo. - Pochwycił w dłonie ostatni z zielonkawych liści, a Ronja zauważyła na palcach dłoni oznaki pracy fizycznej, najpewniej w ogrodzie. Nie boi się wyzwań, ani ciężkiego wysiłku, który skutecznie pokonuje własnym optymizmem. - Masz jakieś własne podejrzenia, co to może być? A może to w ogóle jest inny gatunek i przez cały czas przyczyniałam się nieświadomie do tej powolnej tragedii? - Tylko ta blizna pod lewym okiem, czy była tam od zawsze? Być może tak, nie potrafiła już przytoczyć dokładnych wspomnień związanych z Greyem za czasów Hogwartu. Pamiętała go jedynie jako delikatnego, tak niezwykle pozytywnego chłopca z zamiłowaniem do zielarstwa, który spędzał wolny czas w szkolnej szklarni. Tylko kilka razy, już w dalszych klasach pamiętała o paru bójkach na tle konfliktu czystości krwi, o których wspominał na spotkaniu ówczesny prefekt Hufflepuffu. Ciekawie było zobaczyć Greya ponownie po tak długim czasie zdawkowego kontaktu i skonfrontować obraz dorosłego mężczyzny z kształtującym się uczniem.


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Pracownia badawcza [odnośnik]29.07.21 19:28
Oczy mężczyzny natychmiast błysnęły w podekscytowaniu na wieść o wycieczce po szklarniach Greengrassów. Szczerze cieszył się z możliwości obejrzenia miejsc, do których dotychczas nie miał dostępu.
- Wobec tego gratuluję! Jak udało ci się tego dokonać? - Pokiwał głową z uznaniem i zaraz spytał o szczegóły. Przez oszczędny przez lata kontakt nie za bardzo orientował się w życiu i dokonaniach panny Fancourt, chętnie za to posłuchałby na ten temat więcej. - Czy udało ci się odgrodzić szklarnie, by smoki nie podgryzały pędów? - zaśmiał się krótko z własnego żartu. O smokach wiedział na szczęście tyle, by nie powiązywać ich z dietą roślinną.
- Ah, gotu kola, miałem kiedyś wątpliwą przyjemność picia naparu, dość nieciekawy, ziemisty smak - przyznał z malującym się na twarzy niezadowoleniem na samo wspomnienie tamtej chwili. Zagranicznych specyfików dostawał od brata w potężnych ilościach, wysłuchując niezwykłych opowieści o ich zdobyciu oraz o wspaniałych właściwościach samych roślin. Choć nie wszystkie przypadły Halbertowi do gustu pod kątem spożycia, tak każda nowa odmiana była wszak cennym doświadczeniem, których starszy Grey łaknął najbardziej. Przyglądał się przez chwilę ustawianym na blacie stołu filiżankom, uzupełnianym z niezwykłą wprawą jasnym, parującym płynem.
- Ale skoro to ma być jedna z pochodnych, to powinniśmy zaobserwować przynajmniej kilka podobieństw. - Spojrzał na obracany w palcach liść przez okular i zmarszczył brwi. - Widzę drobne, czarne plamki rozłożone nierównomiernie wzdłuż głównego nerwu i niektórych od niego odchodzących. W jakim towarzystwie tu stały? Czy przynosicie tu też zarażone rośliny? - Wolał się upewnić, bo o ile powodów tak marnego stanu roślin mogło być wiele, tak należało wykluczyć podstawowe zagrożenia. Tu ponownie, im więcej wiedzieli na temat ich stanu, tym prędzej odnajdą sposób, aby im pomóc.
- Planta carere - rzucił zaklęcie na jedną roślin, po czym ponownie przyjrzał się łodydze. - Hm… szkoda - westchnął ciężko i podał okular Ronji, by sama zerknęła przez zestawione szkła na doniczkę. - Spójrz, zaklęcie nie wykryło żadnego robactwa. Pielęgnowałaś je odpowiednio, dostało wystarczająco dużo wody, nawozu i światła. To, z czym mamy tutaj do czynienia, to zwyczajnie uszkodzone nasiona. Były najpewniej źle przechowywane czy dotykane brudnymi rękami, przez co pojawiła się pewna forma pleśni. - Rozgrzebał palcami ziemię wokół rośliny, by ostrożnie wyjąć ją z doniczki wraz z korzeniami. Krótkie i zniekształcone, nie miały szans na prawidłowy rozwój. - Mówisz, że dostali je od ulicznych handlarzy? Należało je odkazić i zamknąć w szczelnym pojemniku. Nigdy nie wiadomo co dostajemy w takich miejscach, czasem naprawdę potrafią człowieka oszukać.
Grey miał niestety podobne nieprzyjemności, choćby z jednym z hodowców interesującej go odmiany rzepy. Sądził, że znajomy znajomego na pewno będzie w stanie mu pomóc, co złego mogło się stać? Był zbyt ufny i pomimo licznych potknięć wierzył wciąż w dobre intencje drugiego człowieka. Od tamtego momentu uważniej przyglądał się kupowanym towarom i zawsze upewniał się, że to, co dostaje, nie jest uszkodzone bądź zarobaczone.
- Mam dla ciebie dobrą i złą wiadomość. - Z głośnym westchnieniem splótł ręce na piersiach, odsuwając wzrok od doniczek, a skupiając go na czarownicy o azjatyckiej urodzie. - Zła jest taka, że z tych chorych pędów niewiele wyrośnie, roślina się męczy, ty denerwujesz, na nic to komu. Dobra jest taka, że jesteśmy w stanie wykorzystać ich części, ukorzenić, przeszczepić, nie ma sytuacji beznadziejnych! - Oparł znów dłonie na blacie i postukał nań palcem, zastanawiając się w jakiej kolejności należało przystąpić do działania. - Będziemy musieli je pociąć i odkazić, podobnie jak w przypadku ran, a następnie nałożyć maść i wsadzić do ziemi. Siadaj no tutaj i zabieramy się do pracy. - Znów uśmiechnął się szeroko, wprawiając w ruch zmarszczki wokół oczu i ust. - Wiecznie żyć nie będę, więc ucz się póki tu jestem!


may the flowers remind us
why the rain was necessary

Halbert Grey
Zawód : toksykolog, ogrodnik Prewettów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
to plant a garden
is to believe in tomorrow
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9087-halbert-grey https://www.morsmordre.net/t9093-lobuz https://www.morsmordre.net/t9092-halbert https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t9099-skrytka-bankowa-nr-2133 https://www.morsmordre.net/t9091-halbert-grey#274380
Re: Pracownia badawcza [odnośnik]31.07.21 23:28
Palec tańczył po krawędzi filiżanki herbaty, gdy uważnie słuchała słów mężczyzny. Nigdy nie mieli szczególnie mocnego kontaktu, ich życiowe drogi w końcu, powędrowały w dość odrębne strony, ale spotkanie rysowało przed Ronją perspektywę częstszej współpracy z doświadczonym toksykologiem.
Od zawsze ciągnęło mnie do ziołolecznictwa, wyniosłam z domu znajomość medycyny wschodniej. — Wytłumaczyła z nostalgicznym ciepłem w głosie. — Peak District nie słynie z bogatych zasobów roślinnych, ale wiesz, jak to jest w leczeniu, przyda się zawsze kilka podstawowych ziół do eliksirów i opatrunków. — Jej skromna kolekcja w szklarni miała przed sobą długą drogę do perfekcji, ale dbała o każdą sadzonkę z charakterystyczną dla siebie cierpliwością i troską. Uśmiechnęła się przelotnie na rzucony żart. — Cóż, żadnemu z moich pacjentów nie będzie dane się przekonać o tym smaku z tego co mówisz. — Pochyliła się również nad blatem, tak by móc wzrokiem śledzić równocześnie z Greyem. — Nie, tutaj właściwie trzymam ich niewiele, tylko te do doraźnego użycia. — Wskazała ruchem głowy zaledwie kilka doniczek ustawionych na parapecie. Ze ściągniętymi brwiami pochwyciła z dłoni Halberta okular, a następnie sama sprawdziła na własne oczy źródło całego nieszczęścia. — Och. — Westchnęła krótko. Nie zamierzała pokazywać po sobie przesadnego zawodu, ale w niedawno pogłębianej sztuce alchemii i budującemu się zapałowi, taka porażka przyniosła jej więcej smutku niż skłonna była przyznać przed towarzyszem. Drobne błędy irytowały Fancourt, zwłaszcza jeśli nie mogła mieć bezpośredniego wpływu na polepszenie sytuacji. Podparła dłonią policzek, jednocześnie prostując plecy. Ekipa badawcza smokologów zrobiła coś specjalnie dla niej, wychodząc naprzeciw swoich doraźnych planów, by pomyśleć o niej i jej pomysłach na rozwój punktu medycznego, a teraz zmuszona była przekazać im złe wieści. Pochmurne myśli przerwała kontynuacja wywodu czarodzieja, która wywołała u Ronji błysk nadziei w bursztynowych oczach. — Naprawdę? To wspaniale. Powiedz tylko co i gdzie mam zrobić. — Podniosła się z przeciwległego miejsca i dołączyła do strony stołu, po której usadowiony był już Halbert, ostrożnie dbając o nieporuszenie glinianych donic. Nie ulegało wątpliwości, że w sprawach związanych z zielarstwem, tamten miał znacznie większą wiedzę od Fancourt, toteż gotowa była dostosować się do posłyszanych uwag i wskazówek. Każdy dzień, w którym mogła nauczyć się czegoś nowego i posunąć odrobinę dalej własne umiejętności nie był dniem straconym. — Na szczęście jesteś tu z uzdrowicielem, więc kto wie, może przy odrobinie mojej wiedzy będziesz żył wiecznie i o jeden dzień dłużej. — Dopowiedziała, również pozwalając sobie na odrobinę żartu i nadziei w głosie. Zazwyczaj w pracy pozostawała w stanie intensywnego skupienia, ale czy to otoczenie własnej pracowni, czy przyjemne warunki, w których mieli się podjąć akcji ratunkowej, spowodowała, że czarownica mogła sobie pozwolić na, chociaż częściowe rozluźnienie. — Kto by pomyślał, że będę przeprowadzać zabiegi na roślinach. — Dodała, wygrzebując pozostałe wypełnienie doniczek i kładąc je przed nimi.


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Pracownia badawcza [odnośnik]01.08.21 14:21
Poprowadził ją wzrokiem, gdy zajmowała miejsce obok niego. Cenił sobie luźne pogawędki w trakcie pracy, często przy akompaniamencie radiowej muzyki, kiedy pogwizdując i przyklaskując muzykom urozmaicał sobie czas spędzony w pracowni czy szklarni.
- Byłoby mi bardzo miło! - zaśmiał się szczerze rozbawiony. - Dzięki tobie będę żyć wiecznie, dzięki kadzidłom zachowam naturalną młodość i wdzięk! Jak wtedy nie popaść w samozachwyt? - zażartował nieco ironicznie, bo choć w czasach szkolnych szczególnie nie dbał o swój wygląd, nie wstydząc się siniaków, jakie zbierał na szkolnych korytarzach, wdając się w ciągłe bójki, tak i dziś siedział z wystającymi znad cholewek butów różnokolorowe skarpetki. Sięgnął do swojej torby po skórzane etui. Brązowy materiał naznaczony był już zębem czasu, wewnątrz skrywał kolekcję nożyków o ręcznie ciosanych rękojeściach, metalowe szpatułki i igieł preparacyjnych.
- Zaczniemy od potraktowania ich wysoką temperaturą, od trzydziestu do trzydziestu ośmiu stopni. W domowych warunkach proces ten może trwać od kilku do nawet kilkunastu tygodni, ale choróbsko, jakie zaatakowało naszych kolegów, nie jest na szczęście tak inwazyjne, jak można by zakładać. - Uniósł różdżkę i skierował strumień światła, dbając by ciepło rozchodziło się równomiernie na całej długości łodygi. - Tu wystarczy nam dłuższa chwila nieprzerwanego ciepła, roślina jest niewielka, bo została zarażona we wczesnym stadium. W przypadku rozwiniętych roślin najlepiej zamknąć je w przeszklonym, odizolowanym od innych miejscu - mówił, nie odrywając wzroku od jednej z donic, którą się zajmował. Dawno nie miał okazji do leczenia tak niewielkich pędów, lecz proces był o wiele prostszy, niż w przypadku starszych okazów. - Strumień ciepła powinien być nieprzerwany, skutecznie hamuje namnażanie zarazków w roślinie. - Uniósł wzrok na Ronję, sprawdzając czy aby na pewno dobrze radzi sobie z przedstawionym zadaniem. Jej zapał i motywacja godne jednak były podziwu, bo nie dość, że poprosiła go o pomoc, to chętnie zabrała się do nauki, zamiast zostawić go z doprowadzeniem roślin do porządku. Widać bardzo poważnie traktowała swoją pracę, jak i umiejętności, nie cofając się przed trudnościami, tylko z nimi walcząc.
- Teraz musimy wyizolować merystem. - Sięgnął po jeden z nożyków z drewnianą rękojeścią i trzymając go u nasady wyciął fragment pędu z pąkami bocznymi i kątowymi. - Należy je odkazić i wyciąć eksplantat. Purus. - Wycelował różdżką w trzymany na ostrzu noża materiał roślinny, po czym odłożył ją na bok i poprawił okular. Bladozielony przekrój pędu znalazł się pod czujną obserwacją, ściągnęły się krzaczaste brwi Halberta, kiedy sięgał do rozłożonego obok na blacie etui. Wymienił nóż na skalpel i chwycił po osadzony w oprawce długi, zaostrzony drucik. Z cierpliwością i w skupieniu wbił igłę preparacyjną w roślinną tkankę. - Im mniejszy fragment pobierzesz, tym wyższa szansa na wycięcie nieskażonego fragmentu.


may the flowers remind us
why the rain was necessary

Halbert Grey
Zawód : toksykolog, ogrodnik Prewettów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
to plant a garden
is to believe in tomorrow
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9087-halbert-grey https://www.morsmordre.net/t9093-lobuz https://www.morsmordre.net/t9092-halbert https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t9099-skrytka-bankowa-nr-2133 https://www.morsmordre.net/t9091-halbert-grey#274380
Re: Pracownia badawcza [odnośnik]01.08.21 17:02
Między nimi zapanowało milczenie, kiedy Ronja w skupieniu starała się powtórzyć odpowiednio dobrze ruchy znajomego czarodzieja, jednocześnie wysłuchując jego tłumaczeń. Wzorem Halberta, uniosła pęd w dłoniach, a następnie rozłożyła na stole i zajęła się oczyszczaniem go, by następnie skierować strumień światła na sadzonkę. Kontynuowała pracę, co jakiś czas tylko odrywając wzrok od własnego stanowiska, żeby upewnić się o poprawności podejmowanych czynności. — Myślisz, że w następnym przypadku takiego niefortunnego zdarzenia, byłabym w stanie poradzić sobie z nim sama? — Spytała orientacyjnie, dość realistycznie licząc się z tym, że jeszcze wiele razy w przyszłości będzie miała styczność z tego rodzaju ciekawymi przypadkami. Pomoc Greya była nieoceniona, ale też nie chciała angażować go w sprawy niepotrzebnie i marnować cenny czas i energię. Wiedziała, że Halbert był typem człowieka skorego do pomocy niezależnie od warunków, dlatego też nie miała zamiaru nadwyrężać jego wrodzonej dobroci. — Wyizolować merystem, dobrze. — Skinęła głową, chwytając drugi nożyk we własne dłonie, a następnie z jak największą precyzją ucinając wskazany wcześniej przez specjalistę fragment. — Purus. — Wypowiedziały znane zaklęcie usta, by następnie kontynuować inspekcję zielonej tkanki. — Tyle… Precyzji. I cierpliwości. — Szepnęła, prawie z rozczuleniem, wpatrując się w stół operacyjny ich roślinnych przyjaciół. Z pewnością z dzisiejszego spotkania miała wynieść nowe umiejętności, a doskonalenie ich pod okiem kogoś bardziej doświadczonego, upewniało jedynie kobietę, że następnym razem będzie dokładniej wiedziała co zrobić w danej sytuacji. Peak District ostatnimi czasy cierpiało z powodu konfliktów coraz mocniej, a to z kolei odbijało się na ilości zaopatrzenia medycznego, a także obsługi poszczególnych miejsc. Smokolodzy pod nawałem pracy tracili na braku ostrożności, stawali się nieuważni, a liczba wypadków, których dałoby się uniknąć rosła. Na tak duże miejsce, Ronja rozszerzała swoje obowiązki zatem również do dbania o roślinność uzdrowicielską, a także uzupełnianie eliksirów, co dość dobrze współgrało z jej niedawnym powrotem do nauki podstaw dziedziny warzenia. Starała się poszerzać własne kompetencje tam, gdzie mogła, ale jak każdy człowiek, nie była w stanie zrobić wszystkiego i tu przydawała się pomoc większych znawców.


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Pracownia badawcza [odnośnik]02.08.21 15:14
Panująca między nimi cisza nie była wcale irytująca czy niekomfortowa. Oboje zawieszeni w pełnym skupieniu nad rozłożonymi na blacie pędami, niczym podczas skomplikowanej operacji, gdzie wystarczyłby jeden mały błąd, aby cała ich dzisiejsza praca poszła na marne. Halbert był natomiast pewien każdego ze swych kolejnych kroków, nie tylko dlatego, że wiedział, co robił, ale też dlatego, że będąc u kogoś zawsze starał się wypaść jak najlepiej.
- Na pewno dasz radę - odparł optymistycznie, wierząc że Ronja sobie poradzi, bo choć proces wymagał wysokiego skupienia oraz umiejętności, nie był aż tak skomplikowany. Co rusz zerkał na Fancourt, sprawdzając jak sobie radzi, jednocześnie nie chcąc wybijać jej z rytmu zbędnymi komentarzami. - I intuicji - zgodził się, dodając swoje spostrzeżenia. - Kiedy wydaje ci się, że coś jest nie tak, zatrzymaj się i zastanów skąd te wątpliwości. Masz do tego głowę, jak i rękę, powtórzenie całego procesu samodzielnie nie powinno sprawić ci trudności.
Choć odbyty przez niego kurs w Mungu obejmował pewne zaklęcia z zakresu magii leczniczej, tak nigdy nie planował zajmować się stricte uzdrowicielstwem. Toksykologia wymagała jednak do niego wszechstronnych umiejętności, stąd wiedział, że parająca się uzdrawianiem Ronja świetnie poradzi sobie sama.
Ze szlufek skórzanego etui wysunął puste fiolki, jedną z nich podając Ronji, a do drugiej wkładając dzierżoną w dłoni igłę, by zostawić weń pobrany z rośliny materiał. Okular kliknął kilkukrotnie, gdy soczewki przeskakiwały między sobą, zupełnie jakby same dostosowywały najlepszą moc do obserwowanego materiału, by Grey mógł po raz kolejny upewnić się, że wszystkiego dopilnował.
- Zwykłe nawozy nadają się dla dorosłych okazów, ale te w początkowych fazach rozwoju potrzebują czegoś innego, pozbawionego składników, których używa się dopiero przy procesie kwitnienia lub owocowania. Stworzyłem mieszankę, która ułatwia takim maleństwom wzrost, bez tych zbędnych elementów kalus się nie zapycha i nie obumiera od razu.
Dopiero wtedy przypomniał sobie o filiżance herbaty i upił łyk nieco chłodnego już naparu, absolutnie przyzwyczajony do podobnych konsekwencji. Skupiony na pracy zapominał o całym bożym świecie, póki ktoś nie podetknął mu posiłku czy wody pod nos.
- Z tego odmierz kroplę i przenieś do fiolki. - Wyjął z torby buteleczkę z brązowego szkła wypełnioną bezbarwnym i bezwonnym płynem. Ręcznie wypisana etykieta zdradzała zaskakująco nieskomplikowany skład. - Zostawię ci ją, ale pamiętaj, by trzymać ją w temperaturze pokojowej. - Odczekał chwilę, aż Ronja uzupełni swoją fiolkę, po czym wprowadził kroplę do pobranego przez siebie materiału. Zamknął go szczelnie i okręcił się na krześle w stronę czarownicy i skupił na niej swój wzrok, unosząc fiolkę na wysokość oczu i przyjął poważny ton głosu. - Teraz najważniejsze, panno Fancourt. Dbamy, żeby miały równomierny cykl dnia i nocy. Jako że temperatura jest istotna, najlepiej trzymać je w szklarni i doświetlać magią. Szczególnie istotny jest tu cykl dnia i nocy, bez tego roślina nie będzie wiedziała co ma ze sobą robić, co produkować, jak się rozwijać. Musisz ją poprowadzić, nadać jej rytm - zakończył zdecydowanym głosem, jakby zdradzał jej największą z tajemnic, by zaraz na pokreślonej lekkimi zmarszczkami twarzy pojawił się znów uśmiech. - Pytania?


may the flowers remind us
why the rain was necessary

Halbert Grey
Zawód : toksykolog, ogrodnik Prewettów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
to plant a garden
is to believe in tomorrow
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9087-halbert-grey https://www.morsmordre.net/t9093-lobuz https://www.morsmordre.net/t9092-halbert https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t9099-skrytka-bankowa-nr-2133 https://www.morsmordre.net/t9091-halbert-grey#274380
Re: Pracownia badawcza [odnośnik]02.08.21 20:30
Dla niej i cisza była muzyką. Inną od tej płynącej spod strun guqinu, przy którym siadywała co kilka wieczorów, dla odprężenia nerwów. Cisza nie wymagała od niej skupienia na harmonii i kolejnych nutach wygrywanych w zaplanowany takt. Mogła po prostu się nią cieszyć, zaledwie w odległych zakamarkach zmysłów wyłapując drobne okruchy zewnętrznego świata. Kilkoro opiekunów rezerwatu musiało krzyczeć coś do siebie z dalekiej odległości, bowiem ich głosy rozchodziły się aż do przykurzonych szyb pracowni. Milczenie przetykane wołaniem co jakiś czas rozbijało się o leniwy ziew smoków składających skrzydła po locie. Wszystko, co upewniało Ronję, że są bezpieczni.
Dużo w tobie optymizmu, nawet wobec moich umiejętności. Od zawsze taki byłeś. — Stwierdziła ciepło, nie odrywając wzroku od wykonywanych czynności. Niewielu ludzi pamiętało o tym, że uśmiechy też potrafiły boleć, a jeszcze mniej trzymało w sobie na tyle autentycznej energii, by móc i chcieć dzielić się nią z innymi. Nie zawstydziły ją komplementy, jednak mimo wszystkiego uważała je w wywodzie Greya za zbyteczne. Dużo lepszy w znajomości biologii roślin nie oddawał sobie wystarczająco dużo zasług, zamiast tego z kolei przesadzając z jej własnymi. Zakończyła ostatni krok procesów rozdzielania rośliny, a następnie odchyliła się odrobinę do tyłu, wypuszczając długi oddech. Sama nie zdawała sobie sprawy z tego jak mocno skupiła się na instrukcji Halberta, koncentracją, którą zwykle rezerwowała na sprawy stricte medyczne. Przyjęła od czarodzieja fiolkę z płynem, przekrzywiając głowę w zastanowieniu i szybko czytając skład. Ufała jego decyzjom, toteż potakując, podobnie jak on odwróciła krzesło, żeby mogli rozmawiać twarzą w twarz i ze skupieniem wymalowanym w brązowych oczach wysłuchała ostatecznych rad, na sam koniec, praktycznie z czułością przygarniając do siebie donice. — Byłbyś dobrym nauczycielem. Myślałeś kiedyś o tym? — Spytała niespodziewanie, w zastanowieniu wyrzucając sobie spostrzeżenia, które zebrała przez czas ich interakcji. Czasami stawały się one nie do zniesienia, przeciążając umysł i zmuszając do nadmiernych, a co gorsza, zbytecznych analiz, ale tym razem nie miała oporów przed podzieleniem się nimi z rozmówcą. — Przepraszam, to niezwiązane z tematem pytanie. — Poprawiła się po ułamku zawieszonej między nimi ciszy, gładko przechodząc do posłyszanych instrukcji. — Temperatura pokojowa, równomierny cykl dnia i nocy. Powinnam dać sobie radę, dziękuję. — Potwierdziła, całkowicie szczerze zresztą, swoją gotowość. Wstając z miejsca, machnięciem różdżki uporządkowała zbędnie rozsypaną ziemię, jak zwykle dbając o porządek w pracowni i komfort dalszej rozmowy. Grzbietem dłoni otarła ubrudzony policzek, a wystający z upięcia kosmyk włosów zagarnęła za ucho.
A wobec poważnych pytań i w nawiązaniu do szklarni, gotowy zobaczyć ją na własne oczy? — Usta rozciągnęły się w kącikach, a Fancourt już wiedziała, że podczas dzisiejszego spotkania nie tylko wiele się nauczyła, ale też pozwoliła umysłowi odpocząć w wartościowym towarzystwie.
|zt.


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Pracownia badawcza [odnośnik]03.08.21 10:58
Praca w zupełnej ciszy nie była dla Greya standardem. Zwykle sięgał do radioodbiornika, poszukując stacji o żywych, rytmicznych melodiach, w takt których mógł oddawać się ukochanej pracy. Dochodzące zza drzwi pracowni głosy nie wprowadzały go w stan rozproszenia, a podkreślały doświadczenie tego nowego miejsca i nieznanych mu zasad nim rządzących, podtrzymując radość.
- Zwykłe słowa, powtarzane jak modlitwa, zyskują moc, dążąc do spełnienia - wyjaśnił bez skrępowania. Bo choć prawdą było, że zwykł kierować się optymizmem, tak stwierdzenie, jakoby zawsze taki był, nie za bardzo zazębiało się to z jego obecnym stanem. Wciąganie w to Ronji nie miało żadnego sensu, odpowiedział uśmiechem, widząc że skupiona na pracy nie dostrzeże chwilowego zwątpienia na jego twarzy. Był tu po to, by nauczyć ją samodzielnie rozwiązywać problemy, a nie gloryfikować własne umiejętności.
- Nauczycielem? - powtórzył zaraz za nią rozbawiony swoim zdziwieniem, wszak nie takich pytań się spodziewał. - Nie, choć przyznaję, że lubię zarażać innych swoją pasją. - Dzielić się ciekawostkami i nowinkami, jakie dostrzegł podczas swych ostatnich badań, oprowadzać po szklarniach i ogrodach, wskazując kolejne z ulubionych okazów i opowiadając o ich niezwykłych właściwościach. Lubił też mieć świadomość, że jego praca przyniesie efekty, a więc i wierzył, że wyniesiona z dzisiejszego spotkania wiedza nie pójdzie u Ronji w las i zrobi z niej prawdziwy pożytek.
Pozbierał swoje przybory, czyszcząc narzędzia i zawijając je w powrotem do etui, a następnie chowając do skórzanej torby. Przyzwyczajony do targania ze sobą tych wszystkich sprzętów, nie pomyślał dotąd nawet, by torbę umagicznić i odebrać jej kilku funtów wagi.
- Gotów, jak nigdy dotąd! - zadeklarował uroczystym tonem, z dziecięcą radością błyszczącą w kącikach oczu ekscytując się nadchodzącym nieznanym. Zadowolony z listu Fancourt cieszył się, że miał okazję znów ją zobaczyć i sprawdzić jak sobie radzi w dorosłym życiu. Miła odskocznia od splamionej wojną rzeczywistości, w której ostatnimi czasy próżno szukać świetlistych promyków radości.
Zostawił torbę przy stole, uznawszy że zabierze ją ze sobą, kiedy będzie szykował się do wyjścia. Z bocznej kieszonki wziął tylko niewielkich rozmiarów notes o nieco zmiętych stronach i ołówek. - Prowadź! - zawyrokował rozpromieniony, po czym ruszył za Ronją w stronę szklarni Greengrassów.

| zt


may the flowers remind us
why the rain was necessary

Halbert Grey
Zawód : toksykolog, ogrodnik Prewettów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
to plant a garden
is to believe in tomorrow
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9087-halbert-grey https://www.morsmordre.net/t9093-lobuz https://www.morsmordre.net/t9092-halbert https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t9099-skrytka-bankowa-nr-2133 https://www.morsmordre.net/t9091-halbert-grey#274380
Re: Pracownia badawcza [odnośnik]07.08.21 18:04
- I/III 1958 -
Wykonywanie zawodu

Przełożyła różdżkę do drugiej ręki, dłonią naciągając zakażoną skórę tak, by miała do niej odpowiednio dobry dostęp. Rana była dosyć poważna, głęboka i ubrudzona w śniegu i mokrej ziemi. Smoki w okresie zimowym zapadały w stan letargu, ale każdy błędny ruch mógł w nich wywołać agresję. Liczba opiekunów zmniejszyła się, część wyjechała na zasłużony odpoczynek, korzystając z resztek świątecznego czasu, a część zmuszona była zrezygnować z pracy przez redukcję zatrudnienia. Ludzie byli rozkojarzeni, przygnębieni, popełniali proste błędy, podczas gdy Ronja, chociaż momentami równie zmęczona, musiała zachowywać czujność.
Na Merlina. — Syknął Henry, smokolog siedzący na leżance w pokoju medycznym, kiedy Ronja wyszeptała pod nosem zaklęcie Cauma Sanavi Horribilis. — Przepraszam, nie mogę cię znieczulić w razie gdyby okazało się, że uszkodził ci jakąś część układu nerwowego. — Wytłumaczyła mężczyźnie, nie odrywając wzroku od pola operacyjnego. Wbrew obiegowej opinii, lubiła pracę fizyczną, jaka wiązała się z opieką nad obrażeniami. Nie wymagała ona tak dużo myślenia jak magipsychiatria, której granice wciąż były bardzo płynne, a problemy niedoopisywane przez naukowe felietony. Daleko było Fancourt do znawczyni obrażeń mechanicznych, ale pewne rutynowe zjawiska, z jakimi miała do czynienia w rezerwacie, pozwalały zachować ciągłą sprawność w ich leczeniu, porównywalną, a może nawet lepszą niż ta, którą wykazywała się podczas pracy w ministerstwie. — Czy gdy dotykam to miejsce, czujesz ból? — Spytała, owijając palce w czysty bandaż i miękko zbliżając je do granicy rany. Czyn kobiety spotkał się z donośnym jękiem, oraz szybkim potakiwaniem głową. — Tak, czuję, czuję! — Wykrzyczał praktycznie Henry, mimowolnie odsuwając się od niej, jednak czarownica zacisnęła uchwyt ręki na ramieniu mężczyzny, by powstrzymać go od zbytecznych ruchów. — Im bardziej boli, tym większą mamy pewność na całkowitą rekonwalescencję. — Wytłumaczyła neutralnym głosem, odkładając ubrudzony krwią materiał na bok i zamiast tego mocniej ujmując różdżkę. — Teraz już cię znieczulimy na czas reszty inspekcji. — Dodała, zaraz potem na głos wypowiadając Ignominia. Następnie zabrała się do metodycznego oczyszczania rany, skrupulatnie na zmianę pęsetą i zaklęciami pilnując, by nawet najmniejsze drobinki nie zostały na poprzednim miejscu. Niedawna wizyta Greya, oraz staranie się Ronji w kwestiach doskonalenia własnych zdolności ziołoleczniczych przyniosły pożądane efekty w postaci sadzonek roślin leczących skutki głębokich oparzeń. Przygotowanie odpowiedniej maści na pewno zajmie trochę dłużej czasu, a też i jej umiejętności alchemiczne z pewnością nie będą wystarczające, ale efekty mogą się okazać bardzo dobre. Henry zmęczony przeżyciami swojej zmiany, pod wpływem zaklęcia uspokajającego milczał, co jakiś czas tylko oddychając głębokimi, przerywanymi oddechami. — Czy… Czy zostanie blizna? — Pytanie czarodzieja odbiło się echem od ciasnych ścian punktu badawczego. Fancourt przerwała pracę, odchylając się odrobinę do tyłu. — Tak. — Odparła bez ogródek. Nie musiała szczególnie analizować rany, żeby wiedzieć, że od lini kłykciów, do łokcia, a następnie od wewnętrznej strony ręki pozostanie poszarpana wiązka blizny, mimo jej starań w jak najbardziej precyzyjnym uzdrawianiu. — Ślady można łagodzić maścią i okładami, ale nigdy już nie wrócisz do poprzedniego stanu skóry na ręce. — Wyjaśniła prosto, szczerze wątpiąc w to, żeby w obecnych czasach mieli wystarczająco ingrediencji na zajmowanie się praktycznie czysto kosmetycznymi kremami. Jej myśli i słowa mogły wydawać się ostre, nadwyraz prostolinijne, ale w kwestiach zdrowotnych Fancourt zawsze starała się by pacjent znał to co najważniejsze, to jest prawdę. Mogła uspokajać go, albo kręcić się w wytłumaczeniach, ale przecież nie był głupi, koniec końców sam zauważyłby proces gojenia. — Agh, no tak. To głupie, ale… Chcę się oświadczyć, kojarzysz Marion? Pracuje w budynku administracyjnym, zajmuje się papierkową robotą i… Spotykamy się już jakiś czas, obiecałem jej ojcu, że się nią zaopiekuję, zanim… Złapali go szlamcownicy, od tamtej pory słuch po nim zaginął, a Marion została z trójką młodszego rodzeństwa. — Oboje zamilkli, podczas gdy Fancourt Ferulą zakładała magiczne bandaże. Działalność na granicach Derbyshire nie pozostawała bez echa w ich społeczności, a konsekwencje zderzeń chociaż ciche, dotyczyły ich wszystkich. — W każdym razie, nigdy nie byłem urodziwy, ale jak jeszcze dołoży mi los gigantyczną szramę na ręce… Nie zdziwiłbym się gdyby powiedziała “nie”. — Dokończył smutnym szeptem Henry. Miłość w czasach wojny, troska mimo strat. Konsekwentnie pokazywanie siłą wyższym, często brutalnym i niezależnym od nich, że uczucia mają wielką wartość i moc, której sami nie są w stanie przewidzieć. Bywa, że destrukcyjną, ale w kluczowych momentach, podnoszącą na duchu gdy tego najbardziej się potrzebuje. Zanurzyła dłonie w misce ze świeżą wodą wymieszaną z naparem z rumianku, który działał odkażająco. Starannie obywając zaschniętą krew z palców, zwróciła się w stronę poszkodowanego czarodzieja z pocieszającym wyrazem twarzy. — Nie znam Marion dobrze, ale widziałam was na spacerze przy oranżerii. Nawiasem mówiąc, miałeś całkiem długą przerwę Henry. — Uśmiechnęła się zawadiacko, mrugając do niego. — W każdym razie, to jak ze sobą rozmawialiście, jak na nią patrzyłeś, a ona na ciebie. — Pokręciła głową przecząco, wycierając wilgotne dłonie w świeży materiał. — Dla Marion najpewniej nie jest ważne, że będziesz miał bliznę. Na pewno ucieszy się z tego, że wyszedłeś cało z wypadku, który mógł się skończyć znacznie gorzej. — Orzekła miękkim głosem, już po chwili zauważając wyraźne uspokojenie w mimice twarzy czarodzieja. Chociaż jej obowiązki w Peak District nie obejmowały ściśle opieki psychomagicznej nad pracownikami, to bywały momenty, w których nawet ona sama nie zauważała gdy mimowolnie udzielała pomocy, czy wskazówek. Przywykła do pewnego procesu wnioskowania, kontynuowała go zupełnie tak, jak rutynowo nauczona zajmowała się oparzeniami czy ugryzieniami. Wstała z drewnianego taboretu i wzrokiem zaczęła szukać sadzonek, którymi zajmowała się z Halbertem miesiąc temu. — Oparzenia nie są bardzo poważne, opatrzyłam je, na tyle ile mogłam, reszta rekonwalescencji zależy od ciebie. Na twoim miejscu wzięłabym kilka dni wolnego, spędziła je w domu i porozmawiała z Marion. — Spojrzała znacząco na Henry’ego, zbierając brudne bandaże ze stołu. — Tak, tak zrobię. — Westchnął, powoli dźwigając się z polowego łóżka. Fancourt podeszła bliżej, pozwalając, by oparł się na jej ramieniu przy wstawaniu. — Poproszę też alchemików o przygotowania maści do nakładów, będziesz musiał zmieniać opatrunki i wcześniej smarować miejsce grubą warstwą. — Wyliczyła wymagania powoli, starannie artykułując każde słowo, tak by nie pozostawić cienia wątpliwości wobec tego, jakie następne kroki musiał podjąć smokolog. Ronja przykładała szczególną wagę do tego, żeby w momentach takich jak te wyrażając się konkretnie. Na rozległe dywagacje miała miejsce w londyńskim gabinecie, lub podczas mniej nagłych przypadków, ale jeśli chodziło o kluczowe informacje wobec zdrowia pacjenta, musiała zachować stosowną zwięzłość. Henry przytaknął na posłyszane słowa i już o własnych siłach ruszył do drzwi. — A czy… Gdybyś miała czas… Na rozmowę? Po tym jak powiem Marion? Boję się tego co usłyszę. — Nieśmiała prośba wykraczała poza ramy medycznych obowiązków. Nie prowadziła tu w końcu terapii par, ale jeśli istniała szansa, że wypadek miał wpłynąć na dalsze wykonywanie obowiązków przez Henry’ego lub Marion, wolała wiedzieć o tym od nich samych, niż dowiadywać się w momencie problemu. Fancourt westchnęła, wkładając różdżkę za pas i porządkując wyjęte specyfiki. — Daj znać, czy porozmawiasz z nią do przyszłego tygodnia, znajdę czas. — Z tymi słowami pożegnała smokologa, odnotowując zużycie konkretnych składników, a w duchu notując sobie, żeby przy okazji wizyty administracyjnej sprawdzić, czy dowie się czegoś więcej o Marion i sytuacji jej ojca. Mogła ona mieć powiązanie z wydarzeniami przy samotnej łódce, a jeśli istniało, chociażby małe ryzyko, że ucierpi jeszcze jakiś pracownik rezerwatu lub mieszkaniec okolicznych miejscowości, Ronja zamierzała zapobiec temu najlepiej, jak tylko będzie umieć.
|1202 słów zt.


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Pracownia badawcza [odnośnik]23.08.21 12:21
5 stycznia 1958, wieczór

Wieści od kilku godzin napływające do nich z Derby z Staffordshire były przytłaczające. Chociaż nie znali jeszcze dokładnej liczby ofiar i szczegółowego przebiegu licznych napadów, Isaiah zdawał sobie sprawę, że ich drobiazgowy opis wcale go nie uspokoi. Czuł się bezsilny, mimo chęci pomocy i poczuciu totalnej niesprawiedliwości, która w normalnych warunkach kazałaby mu poddać konkretne działania, wiedział, że w starciu z Rycerzami nie miał większych szans. Jego zdolności obronne nie były wystarczające, jedno czarnomagiczne zaklęcie najprawdopodobniej natychmiastowo zmiotłoby go ze świata.
Postanowił więc poświęcić swój czas temu, co umiał najlepiej, mając nadzieję, że kadzidło prawdy, które zamierzał przygotować przysłuży się jakoś członków Zakonu. W skrytości ducha liczył na to, że już niedługo uda im się schwytać któregoś rycerza, czy inną szarą personę w jakiś sposób powiązaną z Lordem Voldemortem, a następnie wyciągnąć z tego osobnika jakieś istotne informacje, które mogłyby przydać się im w przyszłości. Kadzidło prawdy mogło nieco ułatwić takie przesłuchanie.
Przygotował odpowiedni naczynie, aby wymieszać w nim wszystkie niezbędne składniki. Sięgnął najpierw po kwiat paproci główny składnik przyrządzanej mieszałki ziół. Po chwili dorzucił kilka ususzonych igieł cyprysu, pokroił drobno korzeń galangalu, aby tak przyszykowany komponent dodać do głębokiej misy. Sięgnął następnie po słoik, w którym przechowywał liście herbaty chińskiej, wciągnął w nozdrza jej specyficzny zapach i nie zastanawiając się długo dodał kilka z nich do powstającej mieszanki ziół i roślin. Pozostawała jeszcze kwestia odpowiedniej żywicy. Jako że nie potrzebował nadać kadzidłu żadnych dodatkowych właściwości, ograniczył się do zwykłe ladanum, licząc na to, że jej odprężające działanie, wprowadzające w dobry nastrój, w razie czego wystarczająco rozluźni przesłuchiwaną osobę i skłoni ją do mówienia otwartego mówienia prawdy. Polał mieszaninę ziół żywicznym płynem z małej fiołki, sięgnął następnie po drewnianą łyżkę i wymieszał ze sobą dokładnie wszystkie składniki. Tak przygotowane kadzidło pozostawił w misce na kilka godzin, aby potem zweryfikować czy nadawało się ono do użytku, a tym samym do przekazania Zakonnikom.

Kadziło prawdy + ladanum, łącznie st 50
Składniki: kwiat paproci, cyprys, galangal, herbata chińska, ladanum (żywica)
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Isaiah Greengrass dnia 13.10.21 12:17, w całości zmieniany 4 razy
Isaiah Greengrass
Zawód : alchemik, lord, twórca malarskich barwników
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Znam nuty przekleństw, na wylot prawdę
aż urwie świt nas, każda z gwiazd zgaśnie.
W dłoniach rwę świat nasz tak bez pamięci
za wszystko co ból wziął na zawsze.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10152-isaiah-greengrass https://www.morsmordre.net/t10368-kaszmir https://www.morsmordre.net/t10369-isaiah https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10463-skrytka-nr-2204 https://www.morsmordre.net/t10370-i-greengrass
Re: Pracownia badawcza [odnośnik]23.08.21 12:21
The member 'Isaiah Greengrass' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 64
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Pracownia badawcza Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Pracownia badawcza [odnośnik]08.04.22 23:03
15 marca
Był wręcz wściekły po interwencji, z której dopiero wrócił - wiedział, że wojna zachęcała do łamania prawa, ale nie przypuszczał, że ludzie będą aż tak lekkomyślni, aby próbować na własną rękę w czasach, w których było aż tak niebezpiecznie, hodować smoki. Wiedział doskonale, jak trudnym zadaniem było wyklucie smoczego jaja i choć te z reguły były dość odporne na wszystkie czynniki, nie potrafił pohamować swojej złości, kiedy ujrzał jaja w aż tak złym stanie.
Mężczyzna zaatakował zarówno jego, jak i jego pracowników, z którymi zjawili się do konfiskaty jaj oraz ich bezpiecznego transportu z powrotem do rezerwatu. Później zawołał jeszcze innych mieszkańców do pomocy, którzy okazali się być nie lada przeciwnikami. Większość podobnych interwencji kończyła się bez rzucania zaklęć i uników, jednak nie w tym momencie. Samego Elroya kilkukrotnie uderzyło niechciane zaklęcie, które wzbijały się w powietrze i tratowały wszystko po drodze. Dzisiaj byli w grupie trzech, całkiem doświadczonych w urokach i białej magii smokologów, ale nie wyobrażał sobie, co mogłoby się wydarzyć, gdyby nie mieli odpowiedniego wsparcia. Czarodziej, chcący zająć się na własną rękę wylęgiem smoków, był niezwykle uzdolniony w sztuce transmutacji, a na samym końcu zbiegł z miejsca zdarzenia pod postacią wróbla - lord wciąż był pod sporym wrażeniem, które mieszało się w nim ze złością. Ile razy jeszcze inni ludzie chcieli narażać życia tych mieszkających w okolicy dla zaspokojenia własnego ego? Co innego mogło prowadzić ich do chęci hodowli smoków na własną rękę? Smoków czy innych skrajnie niebezpiecznych magicznych stworzeń, nad którymi nie sposób było zapanować nawet dla osób, które poświęciły lata swojego życia na zgłębianie tajemnic tych stworzeń, naukę ich zachowania i otaczanie ich niezbędną opieką, kiedy zachodziły do tego potrzeby.
Ataki wtedy napierały, a nawet kiedy udało im się już przejąć jaja, podczas ich transportu próbowano odciąć im drogę. Kto mógłby być aż tak zawistny, aż tak uparty, aby przeszkodzić im w wykonywaniu własnych obowiązków? Nie pojmował tego, przekonując się jedynie, że musiał zaopiekować się porządkiem w Derbyshire i Staffordshire - wojna już od wielu miesięcy trawiła ich ziemię, wypaczając ludzkie umysły. Nie potrafił sobie przypomnieć ani jednej sytuacji, w której przedstawiciele Peak District byliby zaatakowani w aż tak natarczywy i zawistny sposób, wykonując swoje obowiązki z rozkazu, ale również i na ziemiach podlegających Greengrassom. Czy panująca wojna w aż tak głęboki sposób zatruwała ludzkie umysły, aby próbowali atakować tych, którzy otaczali ich ziemię opieką przed magicznymi stworzeniami, przed wrogiem w postaci Rycerzy Walpurgii, przed klęskami żywiołowymi?
Ale jak mogliby ocalić ludzi przed samymi sobą? To było poza ich zasięgiem i mimo wszystkich starań, nie dawali rady nad tym zapanować.
Pozwolił opatrzyć swoje magiczne oparzenia i stłuczoną rękę uzdrowicielowi w kącie, który poradził sobie doskonale prędko, wyczuwając zły nastrój potomka Greengrassów.
- Dziękuję - zwrócił się oschle, kiedy magimedyk dał mu sygnał, że skończył swoje zadanie. Był wdzięczny mężczyźnie, jednocześnie jego wnętrzem targały silne emocje. Był wściekły, miał ochotę odnaleźć tego przestępcę, który im zbiegł, i doprowadzić sprawy do końca, ale wiedział jednocześnie że ważniejszym aspektem całej sytuacji były teraz zaniedbane smocze jaja.
Znając się na magii uzdrawiania zoolog obserwował uważnie dwa jaja, które wydawały się być znacznie mniejsze niż powinny - nie tylko on, ale już kilku innych specjalistów potwierdziło, że powinny być to jaja ogniomotów katalońskich. Budowa jaj, sposób w jaki odbijały one światło i jak ubarwienie i żłobienie na skorupie sugerowało, że są to właśnie one.
Podniósł się z krzesła, zmierzając w stronę magiweterynarza, obserwując jego poczynania. Posiadali na swoim terenie gatunek tych mieszańców, które powoli już dokonywały swojego żywota. Czy były w podobnych, okrutnych i niedopasowanych warunkach? Przejęte z podziemi Gringotta, dzisiaj ich oczy zachodziła biel, a ich zmysły były coraz bardziej tępe. Był to niezwykle przykry widok, budzący wiele skrajnych emocji, kiedy obserwowało się niegdyś potężne, dzisiaj powoli upadające i zapadające się na zdrowiu smoki. Większość tych pięknych i majestatycznych stworzeń w końcu umierała, w końcu nadchodził ich czas - nawet one zdawały się nie być niepokonane; nawet dla nich czas i śmierć płynęły nieubłagane, nawet kiedy wzbijały się w powietrze pogrążone we własnych lotach i niewzruszone anomaliami czy panującą w Anglii wojną. Miały własne ścieżki i własne pragnienia, własne instynkty, którym się oddawały, a te ludzkie i czarodziejskie nie znaczyły dla nich nic.
Ale nawet smoki jednego dnia mogły upaść. Nie były niepokonane, były tak samo żywe i podatne na krzywdę jak ludzie.
Skierował swoje kroki w kierunku skórzanej teczki, którą wynieśli wraz z jajami, a która była wypełniona podejrzanymi informacjami i notatkami, potencjalnie sugerującymi pochodzenie jaj smoków. Będzie musiał skreślić kilka listów, szczególnie do rezerwatu irlandzkiego, ale również zabezpieczyć tereny znajdujące się na ziemiach, które znajdywały się pod opieką jego rodu. Niepokojącym był fakt przemytu i handlu nielegalnymi jajami smoków, które dodatkowo mogły pochodzić z innych rezerwatów.
Zaczął przeglądać notatki sugerujące, że jaja nie tylko trwały w hibernacji po trzech nieudanych próbach wyklucia, ale również odnalazł na jednej z kartek spis czegoś, czego nie do końca był w stanie rozpoznać - brzmiało to na łacińskie nazwy, ale nie był pewny czy roślin, czy innych środków. Nie był najlepszym zielarzem, w tych sprawach stanowczo to jego żona czy brat znali się o wiele lepiej, ale nie potrzebował kontaktować się z nimi na ten temat, posiadając na miejscu i pod ręką specjalistów.
- Wygląda jak plan, tutaj ta kartka szła w komplecie z tym notesem, w którym były spisane daty i... zdaje mi się, że dawki? - zwrócił się dość oschle do mężczyzny prowadzącego obserwacje nad jajami. Po tych słowach jednak uzdrowiciel zmarszczył brwi, przejmując wspomniane zapiski, opuszczając również na moment różdżkę.
Elroy czekał w ciszy, nie przerywając mężczyźnie, ale również nie będąc zadowolonym z okoliczności. Chciał znać pełną sytuację już w tej chwili, a inni pracownicy doskonale widzieli jak bardzo go nosi, schodząc mu z drogi i obawiając się znaleźć w jego otoczeniu. Był wściekły, traktował to jak osobistą porażkę, że podobne działania trwały tuż pod jego nosem, na jego ziemiach, tutaj w Derbyshire, prawdopodobnie przez kilka tygodni jak nie miesięcy!
Czy podobne eksperymenty mogły trwać nawet lata?
- Lordzie... - zaczął niepewnie uzdrowiciel, odchrząkając na moment. Elroy od razu wbił w niego spojrzenie, wyczekując jego dalszych słów. - To są w rzeczywistości... Wszystko sugeruje znaczy się sir, że po tym jak tradycyjne metody wylęgu smoków się nie powiodły, próbowali znaleźć drogę naokoło poprzez magiczne specyfiki. Niestety jak rozumiem... - urwał na moment, widząc jak Elroy na moment się odwraca, jakby czegoś szukał - ale jedynie zacisnął pięści jeszcze bardziej zdenerwowany. Musiał się opanować, wdech i wydech.
Odwrócił się do pracownika.
- Kontynuuj - wręcz rozkazał przez zaciśnięte zęby. Nie był zły na uzdrowiciela, który jedynie wykonywał swoją pracę - wręcz przeciwnie, wiedząc z tych notatek, co dokładnie przeszły smocze jaja, byli w stanie skuteczniej im pomóc. I uratować.
- Przekażę listę odczynników, które prawdopodobnie zostały podawane do jaj do cieplarni, aby nasi zielarze i alchemicy przygotowali odpowiednie odtrutki i pomoc, jak zapobiec toksynom, które mogły zostać podane smokom, sir - dokończył mężczyzna cicho, co tylko minimalnie uspokoiło Elroya. Wpatrywał się w dwa jaja, czekając aż i pozostali specjaliści znający się na magii leczniczej stosowanej na magicznych stworzeniach, dokonają własnych obserwacji. To nie była jego działka - potrafił dostrzec i wskazać, co nie zgadzało się ze stanem, w którym jaja powinny się znajdywać, ale niewiele więcej. Medyczna strona pomocy zwierzętom nigdy go nie zafascynowała, bardziej ich życie i zachowania, to w jaki sposób powinni się móc nimi opiekować i ich dietą.
Po wszystkich oględzinach, wraz z drugim smokologiem zajęli się przygotowaniem odpowiedniego miejsca dla dobrostanu jaj - i przygotowania środowiska, w którym te mogły się nareszcie wykluć, pomimo wszystkich przeszkód, które natrafiły na nie po drodze. Wiedząc, że proces dla nich mógł być niezwykle mozolny, starali się dopilnować każdego aspektu - odpowiedniej wilgotności, temperatury czy naświetlenia, rzucili również zaklęcia ochronne, a po wszystkim Elroy zadbał o uzupełnienie odpowiedniej dokumentacji i spisania raportu.

| Zt.




Hope's not gone
Elroy Greengrass
Zawód : Smokolog w Peak District
Wiek : 36
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
I won't talk myself up, I don't need to pretend
You won't see me coming 'til it's too late again
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10916-elroy-greengrass#332716 https://www.morsmordre.net/t10962-obsydian#334127 https://www.morsmordre.net/t10970-elroy-greengrass#334429 https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t10963-skrytka-bankowa-2372 https://www.morsmordre.net/t10961-elroy-greengrass#334126
Pracownia badawcza
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach