Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Las Bernwood
AutorWiadomość
Las Bernwood [odnośnik]01.04.21 21:28

Las Bernwood

Przez wieki las służył mugolskiej szlachcie, na czele z ichniejszym królem, do polowań na zwierzynę łowną. Narastające wokół tego miejsca legendy o potworach, doprowadziły jednak do zaniechania podróży w jego głąb. W rzeczywistości głęboki środek lasu został odgrodzony potężną barierą magiczną, gdzie służył do polowań dla czarodziejskiej szlachty. W 1957 roku bariera została zdjęta, a miejsce zostało udostępnione dla wszystkich czarodziejów o odpowiednim statusie krwi i poglądach. Oprócz żyjących tam dziko kudłoni oraz szpiczaków, w lasach można spotkać jeszcze dzikie trolle lub motyle paziowate.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Las Bernwood Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Las Bernwood [odnośnik]08.05.21 0:55
| 8 listopada '57 |

Czkawka nie była zbyt przyjemna, szczególnie kiedy poczułem charakterystyczne szarpnięcie rozpoczynające się od okolic pępka, dlaczego był to w ogóle pępek, a nie pierś? Przecież mostek wydawał się środkową częścią wszystkiego, od którego zależało dalsze funkcjonowanie organizmu. Nie dyskutowałem, po prostu poddałem się dziwacznemu wrażeniu, które znałem z teleportacyjnego wirażu, który porwał mnie w nieznane. Posiadając już mgliste pojęcie o tym, skąd brały się tak dziwaczne anomalie reagujące na magię, potrafiłem zrozumieć już, że nie należało denerwować się na brak kontroli, miała to zdecydowana większość, co wcale nie oznaczało, że lubiłem te dziwactwa.
Wyrzucony do lasu poprawiłem różdżkę w dłoni, nie chciałem dać się zaskoczyć. Nieopodal usłyszałem szmer gałęzi, jednak z dźwięku niesionym przez opadnięte jesienną porą liście wiedziałem, że były to kroki oddalające się, nie przybliżające - wręcz stukot kopyt. Dziwne, wydawało się, że konie nie przebywały w miejscach tak lesistych i iglastych jak to, być może były to inne stworzenia? Kirill z pewnością podsunąłby jakiś pomysł, ja natomiast wlałem skupić się na odnalezieniu jakiegoś miejsca do snu, bo przecież dzień powoli chylił się ku wieczorowi, a ten obfitował zwykle w ciemności. Wciąż nie wiedziałem, gdzie jestem. Nie lubiłem nie wiedzieć.
W oddali mignęło jakieś światło, jakby coś zbudziło się do życia i szybko zaraz zniknęło. Zaintrygowany ruszyłem w tamtym kierunku, orientując się zaraz, że patrzę na porządnie zakamuflowany dom, którego okna były zabite deskami, choć patrząc na dziury, możliwe było, aby wcześniejsza jasność wydostała się z dziury. Rudera jakich mało, a może tylko i wyłącznie taka iluzja? Byłem czujny i choć instynkt kazał zawrócić, zebrać trochę sił i spróbować powrócić w okolice Londynu tak żądza wiedzy sprawiła, że potrzebowałem uchylić tych drzwi, za którymi panowała grobowa cisza. Momentalnie poczułem się lepiej. Nie chcąc zakłócać nikogo spokoju zbędnym używaniem różdżki, złapałem za świecznik leżący na kominku. Wnętrze prezentowało się dobrze, wręcz diametralnie kontrastowało z zewnętrzną fasadą, na podstawie której oceniłem go jako coś mało wartościowego, zawsze warto spojrzeć głębiej. Jednym ruchem zapałki ocierającej się o papier wskrzesiłem nieco jasności w mrok, który spowijał pomieszczenie, Kiro byłby wniebowzięty, ciekawe czy właściciel byłby gotów je sprzedać.
Szukając jakiejś podpowiedzi dotyczącej ewentualnego mieszkańca, zauważyłem otwarte drzwi w dół. Nie wiedzieć dlaczego nogi poniosły mnie w tamtą stronę, zanim zdołałem pomyśleć o tym, jak wielkie niebezpieczeństwo mogło czaić się w dole. Zanim zdążyłem przystanąć w połowie, poczułem zapach, bardzo charakterystyczny i dawno niewyczuwalny swąd krwi, a skoro była ona tak intensywna... musiało być jej bardzo dużo. Jasna różdżka w ręku drgnęła pod naporem mocno zaciskającej się na niej dłoni. Nie zwlekając dłużej, zacząłem schodzić na dół, to już nie był głód wiedzy, to była pożoga.
Kostya Kalashnikov
Zawód : początkujący zaklinacz
Wiek : 19/20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
ваше движение
OPCM : 14
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9280-konstantyn-kalashnikov#282606 https://www.morsmordre.net/t9617-konstantyn#292314 https://www.morsmordre.net/t9514-ja-nie-govoryu-po-angliyski#289333 https://www.morsmordre.net/t9857-pokoj-konstantyna#298469 https://www.morsmordre.net/t10432-skrytka-bankowa-2144#315296 https://www.morsmordre.net/t9539-konstantyn-kalashnikov#290089
Re: Las Bernwood [odnośnik]16.05.21 22:41
Las Bernwood krył jej słodką tajemnicę. Chatkę umiejscowioną pomiędzy wysokimi drzewami, w środku której, na niewygodnej kanapie w myśliwskim salonie, drzemała właśnie trzymana pod kluczem dziewczyna. Ponoć zabezpieczenia wynikały z potrzeby zapewnienia jej ochrony, jednak prawdę znała tylko i wyłącznie Wren: nie chciała, by mugolka czmychnęła z jej małej klatki przedwcześnie. Dziś miała odegrać swoją ostatnią rolę, zatańczyć ostatni taniec, nim posypią się owacje, a ona jako ten piękny okaz odejdzie w niepamięć, poporcjowana do fiolek niebawem puszczonych w obieg. W tym celu Azjatce towarzyszyła znajoma czarna skrzynia wykonana z drogiego drewna, w której skrywała puste, szklane butle. Puste - jeszcze.
Wielka szkatuła uniosła się tchnieniem niewerbalnie zaintonowanej magii i posłusznie lewitowała za czarownicą zbliżającą się do znajomego miejsca w samym oczku wielkiego, gęstego lasu. I kiedy tylko przekroczyła próg kryjówki, wszystko zadziało się już bardzo szybko. Słodka Louise nie wiedziała skąd nadeszło uderzenie, nie była świadoma tego, co działo się z nią przez najbliższe kilka minut, bo gdy tylko odzyskała przytomność, wisiała głową w dół zawieszona w powietrzu niewidzialną siłą, a twarz zalewała jej gorąca, własna krew. Umierała powoli, w odgłosach charkotu wydobywającego się z poderżniętego gardła, w piwnicy, do której prowadziły drzwi tuż obok opustoszałej spiżarni.
Dźwięk skapującej do wielkiej misy krwi był dla Wren odprężający. Przypominał deszcz uderzający o szyby, zachęcał do sięgnięcia po lekturę, co także uczyniła: dziś miała w dłoniach czarnomagiczny tom, który pozwalał jej dodatkowo pogłębiać nabywaną wiedzę. Sielanka nie trwała jednak zbyt długo... Z górnego piętra nagle dobiegły ją niepokojące dźwięki. Ktoś stąpał po podłodze, ktoś sięgnął do klamki i otworzył drzwi, które skrzypnęły leciwie, a następnie ruszył w dół drewnianych schodów, nieproszony. Intruz. Azjatka podniosła się z krzesła bezgłośnie, nasłuchując; w jej dłoni obecna była różdżka, narzędzie, którym była gotowa bronić się przed złoczyńcą wkraczającym na jej teren, a ten - ukazał się przed nią już niebawem.
- Lancea - rzuciła prędko na widok coraz większej ilości chudych nóg i męskiego torsu. Celowała w niego włócznią zrodzoną z połyskujących błyskawic, wiązek elektryczności głodnych sięgnięcia celu. Mugol czy czarodziej, to nieistotne: stanowił zagrożenie, którego nie przewidziała w przebiegu swojego wieczoru. A może był kochankiem nadciągającym na spotkanie z naiwną Louise? Oby tylko nie odebrał jej cnoty. - Masz dziesięć sekund na wytłumaczenie kim jesteś i po co tu przyszedłeś. To ostrzeżenie będzie ostatnim, jakie otrzymasz - warknęła twardo, zimno; nieznajomy mógł być pewny tego, że nie żartowała, stojąc tuż nieopodal wykrwawiającego się truchła nagiej dziewczyny splamionej jej własnym szkarłatem.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : 11
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Las Bernwood [odnośnik]23.06.21 14:04
Moim krokom akompaniowało kapanie kropel płynu. Wiedziałem czym był, zapach nie skrywał przede mną żadnych tajemnic, nie w tak głuchej ciszy, gdzie każda rzecz wydawała się tak znamienicie ważna. Jako postać w obcym środowisku dobrze wiedziałem, że należy zachowywać czujność i najlepiej, gdybym jeszcze nie próbował odkryć, cóż takiego stało lub działo się w piwnicy. Niestety siła tego pragnienia była większa, a ja przecież nigdy nie byłem w stanie odmówić nauce! Wiadomo, że szedłem tam z myślą tylko i wyłącznie światłą, nie żadną nieczystą, wścibską... nagły głos przeciął powietrze, kiedy moja postać nachyliła się w dół, by nie zahaczać ułożonymi włosami o sufit skosu. Nie spodziewałem się tak nagłej reakcji i choć chciałem odskoczyć w bok, zaklęcie, a raczej włócznia ugodziła mnie szybciej. Elektryzujące wrażenie pomogło mi w pełni zjechać wzdłuż ściany ze schodów. Opierając cały ciężar ciała na plecach, leciałem w dół, czując jak wszystkie włosy na ciele stają dęba. Oczy szeroko otwarte patrzyły w szoku na postać niskiej, miejscami zakrwawionej na odzieniu Azjatki, która nagle górowała, jakbym upadł, a przecież jeszcze nie tak dawno stałem o własnych siłach! Dopiero próbując poruszyć dłonią, poczułem jak bardzo wszystko odmawia mi posłuszeństwa. Każdy mięsień był naprężony, a każda myśl wracała się do punktu, który tak piekielnie bolał! Czarownica zaskoczyła mnie w porażający sposób.
- Леди - odezwałem się cicho, bo nie ufałem swojemu gardłu. Wydawało się mocno podrażnione, a przecież w trakcie swojej niefortunnej wycieczki w dół wcale nie krzyczałem! Prąd popieścił nie tylko spięte mięśnie. Spróbowałem się podeprzeć na ręku. - Pani - tym razem angielski zwrot wyszedł mi poprawnie, może poza tym mocnym zagranicznym akcentem, którego nie byłem w stanie się pozbyć przez zaciskającą się mocno szczękę. - Zgubiony - kolejne słowo wyrwało się z moich ust i choć byłem słaby, to nie wiedziałem, czy przedstawiła mi plan mojego mordu, czy też chodziło o zwyczajne pogaduszki międzyrasowe. Гонка лордов niestety leżała teraz na podłodze zaś ta druga szczytowała. Cóż najlepszego zrobiłem? Musiałem się upewnić, że nie będzie chciała mnie załatwić jak tych dziewcząt, zresztą, jeśli szukała krwi dziewic, to zdecydowanie trafiłem pod zły adres. - Nie dobrze po angielska. - próbowałem wytłumaczyć i może też jakoś załagodzić sytuację, choć w rzeczywistości dobrze wiedziałem, jak źle to wyglądało. Mimo to podciągnąłem się pod ścianę, szukając w niej oparcia pleców. Nogi wciąż wydawały się bardzo spięte, dlatego pozwoliłem im chwilę odpocząć, w końcu jakimś dziwnym trafem dzięki nim nie trafiłem twarzą w kant schodów, a jedynie w podłogę. Mogłem się założyć, że kwestią wszystkiego był mój wzrost. Nie byłem jakoś spłoszony, choć znałem uczucie strachu, ono jeszcze nie przebiegało przez moje plecy, byłem ciekaw, po cóż usztywniała dziewczę... dopiero po chwili mój wzrok wylądował na trupie. Przechyliłem oczy w bok i z zastanowieniem zapytałem - co robisz? - Jakbyśmy byli na pogawędce w restauracji. Metaliczny swąd krwi wpychał się do nozdrzy. Było dość duszno. Chyba bolały mnie bok, na który poleciałem. сука блять!
Kostya Kalashnikov
Zawód : początkujący zaklinacz
Wiek : 19/20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
ваше движение
OPCM : 14
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9280-konstantyn-kalashnikov#282606 https://www.morsmordre.net/t9617-konstantyn#292314 https://www.morsmordre.net/t9514-ja-nie-govoryu-po-angliyski#289333 https://www.morsmordre.net/t9857-pokoj-konstantyna#298469 https://www.morsmordre.net/t10432-skrytka-bankowa-2144#315296 https://www.morsmordre.net/t9539-konstantyn-kalashnikov#290089
Re: Las Bernwood [odnośnik]01.07.21 16:47
W oczach, zamiast strachu, błyszczała ciekawość. Zaintrygowanie prowadziło go prosto w objęcia diabła, nieuważnego, nieprzejętego wymierzoną w pierś różdżką. Już raz poczuł jej gniew - a mimo to nadciągał bliżej i bliżej, wabiony słodką wonią świeżej krwi skapującej do misy. Chodź, szczeniaku, posmakuj zakazanego owocu, zadław się jego toksyną, a potem zgnij w moich ramionach, obróć się w proch, jeśli takie jest twoje życzenie.
- Zgubiony - powtórzyła po nim surowo, chłodno, zupełnie jakby jej słowem była lancea zroszona lodem. Zgubiony nie tylko fizycznie, ale i psychicznie: obcokrajowiec nieporozumiewający się płynnie po angielsku, och, czy mogła trafić gorzej? Merlin jeden raczył wiedzieć skąd pochodził i jakimi nawykami nasiąknął; czy miał w sobie zdradliwą truciznę, gotów donieść na nią - komu? Zakonowi Feniksa? Wren przechyliła głowę do boku i oblizała usta, kosztując ostatniego wspomnienia soku zjedzonych chwilę wcześniej mandarynek, nim podeszła bliżej młodego mężczyzny, na tyle, by szpic różdżki mogła wcisnąć tuż pod jego brodę. Chciała spojrzeć mu w oczy - zbadać czy czaił się w nich strach, czy jednak trafnie odnalazła w nich fascynację, gdy spojrzał na martwą dziewczynę wiszącą do góry nogami pod sufitem. Nieco przygarbiony i tak był od niej o wiele wyższy, ale to nic. - I nie próbujesz stąd uciec - ciągnęła tym samym tonem, przechyliwszy głowę do boku w wyrazie pewnego zainteresowania.
Zadane przez niego pytanie mogłoby zachęcić do spojrzenia przez ramię na martwą nieszczęśniczkę, lecz Wren ani drgnęła, nie pozwalając sobie oderwać od niego uwagi. Wciąż mógł jej zaszkodzić, nawet jeśli wydawał się bezbronny; świecznik, który niósł by oświetlić sobie drogę po schodach upadł wcześniej na drewnianą posadzkę, tak jak i jasne, magiczne drewno, skazując go na samotność w starciu z czarnymi oczyma i kasztanowcem w dłoni Azjatki. Zgubiony, zagubiony, otulony łuskami podejrzliwego węża.
- Nie widzisz? - skontrowała pragnienie wypełniające głos o ostrym, obcym akcencie. Nie mógł być na tyle głupi, by nie zrozumieć, że dokonywała tu rzeczy strasznych - a jednocześnie pięknych, w imię dobra tak wielu zdesperowanych kobiet. Kraniec różdżki czarownicy jeszcze mocniej wbił się w podstawę jego żuchwy, a kobieta cofnęła się nagle o kilka kroków, powoli, jakby tym samym prowadząc go za sobą na smyczy, bliżej i bliżej krwawiącego truchła. - Powiesz mi teraz kim jesteś - kto cię przysłał, albo skończysz jak ona. Ładna, prawda? - wymruczała z kwaśnym uśmiechem, ruchem głowy wskazując na Louise. Jej piękno przysłaniała co prawda karminowa kurtyna, ale nawet w tym stanie wydawała się urzekać świat subtelną urodą zwieńczoną nacięciami i rzeką ściekającej czerwieni. Słodka Louise, uwodząca Konstantyna obietnicą wspólnej śmierci, jak Romeo i Julia. - Z twojej krwi też mogę mieć pożytek - zakończyła dobitnie. Raz na jakiś czas odwiedzali ją twórcy klątw w potrzebie, nie zawsze domagając się wyłącznie dziewiczej krwi; Kalashnikov nadałby się do kilku projektów.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : 11
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Las Bernwood [odnośnik]12.07.21 21:46
Mrowienie przechodziło od miejsca, w które trafiło zaklęcie, aż po brodę, gdzie przysunęła swoją różdżkę. Metaliczno-rdzawy swąd krwi przyciągał pełnię mojej uwagi nie na drugą żyjącą istotę, a tę martwo rzuconą niczym szmaciana lalka gdzieś w piwnicy. Płomyk świec tańczył po pokoju sprawiając wrażenie ciemności, która próbuje przezwyciężyć jasność. Głupota, przecież wiadomo, że mrok jest silniejszy niezależnie od intensywności wszelakich świateł. Nawet w ogniu widoczny była czerń. Nigdy nie rozumiałem, jak można być tak ślepym na te oczywistości. Niestety jego dłoń trzymająca świecznik zwiodła, pozwalając im stanąć w pełnej czerni.
Niska kobieta podeszła bliżej, zmuszając moje jasne tęczówki do skupienia się na ciemności jej spojrzenia. Nie oponowałem, byłem przecież gościem. Wydawało się, że mugolska właścicielka właśnie miała okazję obserwować świat do góry nogami. Nie powstrzymując się od oderwania wzroku z twarzy Azjatki spojrzałem na martwą kobietę. Piękno leżało w spokoju, a spokój wychodził z bezruchu, nic więc dziwnego, że w moim spojrzeniu była niemała fascynacja. Dawno już nie miałem okazji asystować Żercy w naukach i otwieraniu ludzkiego truchła, a to oznaczało pewien brak... nie, nie chodziło o piątą klepkę, jak to mówi się w moich kresach. W ciemności oferowanej przez leżący na podłodze świecznik widziałem jedynie sylwetkę truchła, a koniec różdżki nieznajomej podpowiadał gdzie znajdowała się ona. Nigdy nie rozumiałem, jak można być tak wielkim ślepcem, by nie zauważyć tego piękna. Nawet teraz, choć żadne ze świateł się nie paliło instynktownie wędrowałem wzrokiem do ciała, z którego słyszałem wciąż kapiącą krew. Powinienem martwić się o podpalenie piwnicy, a może i nawet faktu, że byłem rozbrojony, a jednak niczym magicznie zaczarowany poddawałem się kuszącej myśli patrzenia na zwłoki, a raczej myślenia, cóż można było z nimi zrobić. Wszystko oczywiście na rzecz nauki. Szacunek dla trupów był wpojony dla mnie już nie tylko kulturowo, ale również czysto racjonalnie. Dopiero nieco mocniej wbijający się patyk w spód żuchwy sprawił, że oderwałem w końcu wzrok, uspokajając nieco moją młodzieńczą chęć otwierania zmarłej damy. Oczekiwała ode mnie odpowiedzi, nie musiałem nawet wysilać się w zrozumieniu, bo przecież musiałem być dla niej obcym. Tak wyjątkowe zainteresowania, jak jej nie były zbyt często widziane, w pewnym sensie czułem do niej sympatię, bo przecież wydawała się wiedzieć, czym jest prawdziwe piękno.
Odnajdując dodatkową siłę w nogach, odepchnąłem się od ściany i umysł wiedziony na pokuszenie poznania sprawił, że przestałem tak żywo odczuwać skutki upadku. Liczyło się podejście bliżej. Moja nagle wyprostowana sylwetka sprawiła, że kobieta zmuszona została do wyższego uniesienia ręki z różdżką. Mimo to posłusznie powędrowałem za nią, przenosząc wzrok na zwłoki, które interesowały mnie najbardziej z całego tego towarzystwa. Zbliżaliśmy się do niej, a ja już nawet przestałem zwracać uwagę na to, co było bezpieczne i czego zabroniłem mówić innym zarówno Kiro, jak i samemu sobie. Byłem zbyt zwabiony na pokuszenie i zbyt wygłodniały za możliwością rozkrojenia truchła. Grafik po lekcjach z Żercą w ZSRS wciąż pozostawał pusty, nic więc dziwnego, że na chwilę straciłem głowę z tęsknoty za tą przyjemnością. - Konstantyn - powiedziałem z mocnym rosyjskim akcentem, nawet nie próbując przedstawić się w pełni, a nawet wrócić spojrzeniem do ciemnych oczu nieznajomej. - Niedawno przybyłem z ZSRS. - wyjaśniłem naprędce, skupiając się w pełni na ciele, które było coraz bliżej. - Kрасивый - skomentowałem tylko, coraz to szerzej otwierając oczy. Kąciki ust lekko podniosły się do góry, potrzebowałem sprawdzić, czy moja nauka przy boku Żercy nie została zapomniana. Musiałem. Zamiast tego otrzymałem informację, z której strzępków zrozumiałem coś o mojej krwi. Przeniosłem intensywny wzrok na Azjatkę, żeby zakomunikować o tym, jak bardzo nie było to na miejscu. Moja krew należała tylko i wyłącznie do mnie. Wolną dłonią złapałem za jej nadgarstek ręki, w której trzymała różdżkę. Moje ruchy nie były gwałtowne, a tym bardziej siłacze, gracją przecież starałem się nadrobić swój brak wielkiej muskulatury. Lekkim ruchem i delikatnym ściskiem próbowałem odciągnąć jej różdżkę od swojej twarzy gdzieś w bok. Открой это.
- Otwórz - zaproponowałem z rosnącym zadowoleniem w oczach, bo przecież nie chodziło o mnie, o nią, a tylko i wyłącznie to ciało, które kusiło swoją bezradnością i niewinnością w coraz to większej pustce zawartości truchła. - otwórzmy ją? Pani. - poprawiłem się zaraz, proponując Azjatce coś z własnych doświadczeń. Skoro chciała mojej krwi, to z pewnością zbierała składniki do eliksirów, a te mogły również wymagać części ciała, a w tym... mogłem jej pomóc.
Kostya Kalashnikov
Zawód : początkujący zaklinacz
Wiek : 19/20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
ваше движение
OPCM : 14
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9280-konstantyn-kalashnikov#282606 https://www.morsmordre.net/t9617-konstantyn#292314 https://www.morsmordre.net/t9514-ja-nie-govoryu-po-angliyski#289333 https://www.morsmordre.net/t9857-pokoj-konstantyna#298469 https://www.morsmordre.net/t10432-skrytka-bankowa-2144#315296 https://www.morsmordre.net/t9539-konstantyn-kalashnikov#290089
Re: Las Bernwood [odnośnik]13.07.21 0:17
Rosjanin. Egzotyczne stworzenie zwabione słodkim zapachem krwi, głodne, z oczyma pełnym blasku rozochoconej fascynacji. Znała te uczucia - pamiętała je we własnym obliczu za każdym razem, gdy Deirdre otwierała przed nią nowe bramy czarnomagicznej potęgi. Proste inkantacje w rzeczywistości były drogą usłaną cierniami, przez którą Azjatka podążała boso, podrażnionymi z bólu podeszwami stóp, krwawiącymi, purpurowymi od siniaków. Ale czy cokolwiek było w życiu piękniejsze od tego cierpienia? Pragnienia duszy były o wiele potężniejsze niż pragnienia ciała; zaspokoić je mogła jedynie ofiara, przekraczanie granic. Lubieżne danse macabre z tabu, które nawet w czasie wojny oceniane było z obrzydzeniem. On coś o tym wiedział, ten zbłąkany wędrowiec. Uderzenie wcześniejszego zaklęcia nasyconego błyskawicą bolało mniej niż serce wyrywające się z piersi w pierwotnej tęsknocie; Wren przekrzywiła głowę do boku, uważnie obserwując rozbiegane spojrzenie jasnych oczu, niemogących zdecydować się czy patrzeć na nią ze wzajemnością, czy może jednak pochłaniać widok truchła pięknej dziewczyny.
Pani. Wilgotny język przesunął się wzdłuż dolnej wargi na dźwięk tego słowa - nie uwłaczał tak gest próbujący odsunąć jej różdżkę od gardła młodzieńca, nie obrażało pierwotnie wystosowane polecenie, prędko poprawione. Tego chcesz, szczeniaku? Azjatka pozwoliła sobie na uśmiech - ledwo widoczny w półcieniach tańczących w dusznym, lepkim pomieszczeniu, po czym wreszcie cofnęła się o krok i skierowała kraniec magicznego drewna na misę z krwią. Karminowej cieczy było tam dosyć, by starczyło na kilka złożonych ostatnio zamówień, ba, pozyskała jej dziś z nawiązką, a reszta wyląduje w schłodzeniu, w bezpiecznym mieszkaniu na ulicy Pokątnej. Niewerbalny czar pociągnął więc naczynie spod wiszącej pod sufitem niewiasty i ostrożnie przelewitował je w daleki kąt pomieszczenia, jak najdalej Konstantyna i owocu jego rozognionej pasji. Sama Wren, zanim jeszcze odpowiedziała chłopakowi, cofnęła się bliżej stołu, na którym leżała jej torba i podskoczyła zwinnie, by usiąść na blacie. W skórzanej teczce spoczywała paczuszka suszonych brzoskwiń.
- Ty to zrobisz - zdecydowała miękkim, melodyjnym głosem, jakby przemawiała do wynagradzanego zwierzęcia, promując jego niespodziewanie zadowalające zachowanie. Bo przecież ją zaskoczył - nie tyle już swoją obecnością, co pociągiem nakazującym mu zbliżać się do ciała. - Otworzysz ją, Konstantynie, i przyniesiesz mi to, co w niej najpiękniejsze. Resztę z jej środka pozwolę ci zachować - zacmokała z krzywym uśmiechem, po czym sięgnęła po suszony owoc i wsunęła go do ust, delektując się słodkim smakiem - brzoskwini, tego spotkania, samego Konstantyna, któremu przyglądała się uważnie. Azjatka rozejrzała się jeszcze po pomieszczeniu i pochwyciła rękojeść zwykłego noża o satysfakcjonująco ostrym ostrzu, które rzuciła pod nogi mężczyzny. Nie był uzbrojony, a ona nie oczekiwała, że mięso będzie rozrywał gołymi dłońmi. Stal była pokryta zaschniętą już krwią. - A kiedy już skończysz, upewnimy się, że będzie przestrogą dla szlam kryjących się w Buckingamshire. Odpowiednie hasło i wyrzeźbione ułożenie w miejscu, gdzie szczury ciągną do swoich kryjówek powinny przykuć uwagę lokalnego brudu, jak myślisz? - westchnęła z przyjemnością, racząc się kolejnym owocem. Może to i dobrze, że otrzymała od losu towarzystwo - krwawiej wyglądające truchło mocniej bowiem zadziała na wyobraźnię uciekinierów.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : 11
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Las Bernwood [odnośnik]13.07.21 16:02
Ciężko odrywało się wzrok zarówno od nieruchomego ciała, jak i zdecydowanie żywej Azjatki. Fakt, że posiadała ona pewne skłonności do konkretnego oznaczania rzeczywistości czerwienią powodował, iż w pewien sposób nie martwiłem się o swój dalszy los. Szeroko nierozumiana nienormalność sprawiała komfort dla nas – wyjątkowych, tych, którzy w pewien szczególny sposób się rozumieli. Nigdy nie sądziłem, że zdołam odnaleźć w tym kraju kogoś równie zafascynowanego tym, co najpiękniejsze. Przecież wiadomo, że ten ludzki, pierwotny ból, który dotykał innych, miał w sobie mnóstwo uroku. Nie zamierzałem oponować przed przyznawaniem tego w swoich gestach, bo zwyczajnie poddawałem się przyjemności obserwacji i chłonięcia mrocznej atmosfery o metalicznym zapachu. Nie próbowałem posmakować powietrza jak ona, wyciągając język na spierzchnięte wargi. Ten gest przypominał mi węże, choć ona wydawała się nie mieć żadnych z podskórnych warstw, to w pewnym sensie jej ruchy przywodziły na myśl snujące się, niebezpieczne gady. Takiego ugryzienia chciałem uniknąć, zwykle nie pakowałem się przecież w dziwaczne sytuacje, a jednak zamiast pójść do wyjścia wchodziłem głębiej i dalej. Prosto w kuszącą ciemność.
Usadowiła się wygodnie, powoli zatapiając w świecie suszonych brzoskwiń, a ja posłusznie stałem, słuchając jej propozycji. Słowa wydawały się odbijać od nieforemnej przestrzeni w mojej głowie, bo wydawało mi się, że język angielski przenikał gdzieś do świadomości, pozwalając zrozumieć coś wyjątkowego – przyzwolenie, ba, wyzwanie! Otworzyć i przynieść to, co najpiękniejsze. Moja Julia czekała na swoją ucieczkę, a ja mogłem zapewnić jej to w bardzo głębokim i pierwotnym znaczeniu. Serce uwolnione w okamgnieniu mogło otworzyć się na innych, na nas patrzących.
Z niemałym trudem oderwałem spojrzenie od wygiętej głowy, szyi ciągnącej się, aż po nagą pierś, która nie unosiła się już w nagłym galopie, jak z pewnością robiła to za życia. Teraz przechodziła przez poziom zwykłości gdzieś dalej, nie miała pojęcia, jak bardzo bezwartościowe było jej truchło. Niesamowicie pragnąłem jej dotknąć. Stal odbiła się charakterystycznym dźwiękiem o podłoże, przyciągając w końcu mój wzrok. W półmroku widziałem nóż, który dzierżył na sobie ślady po jej krwi. Podniosłem go, łapiąc za rękojeść i bez zbędnych zaproszeń przyłożyłem do nosa, próbując wyłapać jakąś wyjątkowość w zapachu. Przypadkiem kilka niezaschniętych kropli skapnęło na moje usta. Ciepło ani na chwilę nie zmąciło mojej postawy. Pragnąłem ją przecież otworzyć, a Azjatka ewidentnie nie zamierzała mnie powstrzymywać. W kilku długich krokach znalazłem się przy różdżce i nakierowując ją na trupa kobiety, zmusiłem ją do lewitacji nad ziemią na wysokości moich bioder. Musiałem mieć łatwość w dostępie, dobrze pamiętałem nauki Żercy, komfort zarówno swój, jak i zmarłego miał priorytetowe znaczenie. Ostrzem przeciąłem pętający ją za nogę sznur, aby w pełni ciało mogło poddać się czarowi, a potem zostało mi już tylko stanąć tuż nad jej gołą piersią. Delikatnie przyłożyłem ostrą krawędź noża do skóry, która nie zareagowała dreszczem. Była w końcu martwa.
Niezrażony lekko przełożyłem ciężar ciała do przodu, popychając niewielki oręż, który na nieporuszającym się mostku przeciął delikatną, nienaturalnie jasną barwę pozwalając czerwieni wypłynąć na wierzch. Powolnym ruchem ciągnąłem w dół, aż za pępek do wzgórka łonowego, ani na chwilę nie zatrzymując swojej dłoni. Nic nie mówiłem, zbyt skupiony na precyzyjności, jaką musiałem się wykazać, aby truchło uzyskało odpowiedni szacunek. Przecież nie byłem barbarzyńcą, nie robiłem tego dla zabawy, jedynie dla nauki.
Pierś otworzyła się, a ja bez zbędnych pytań skierowałem nań różdżkę, przywołując zaklęciem serce, które oderwało się z niemałym chlupotem. Przesmyknęło się przez małe szczeliny pomiędzy żebrami, pozostawiając po sobie ślad. Nie odkładałem noża, po prostu przysunąłem sobie organ bliżej twarzy, obserwując jego martwość i skapującą po nim krew. Nie spoglądałem nawet na jelita, które w nagłej chęci zabłyśnięcia zaczęły pojawiać się w otworze na wysokości jej brzucha. Zapomniałem już, że byłem w towarzystwie...
Kostya Kalashnikov
Zawód : początkujący zaklinacz
Wiek : 19/20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
ваше движение
OPCM : 14
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9280-konstantyn-kalashnikov#282606 https://www.morsmordre.net/t9617-konstantyn#292314 https://www.morsmordre.net/t9514-ja-nie-govoryu-po-angliyski#289333 https://www.morsmordre.net/t9857-pokoj-konstantyna#298469 https://www.morsmordre.net/t10432-skrytka-bankowa-2144#315296 https://www.morsmordre.net/t9539-konstantyn-kalashnikov#290089
Re: Las Bernwood [odnośnik]13.07.21 16:33
Konstantyn malował przed nią obraz. Jego pędzlem stał się nóż, płótnem martwe ciało słodkiej dziewczyny, która swoje ostatnie tchnienie wydała w okowach bólu, z zamrożoną na ustach prośbą o nigdy nieotrzymaną łaskę. Artysta i jego dzieło - wszystko to powstawało na jej oczach, podczas gdy w gardle rozpływał się smak suszonych brzoskwiń. Powietrze wnikające do organizmu przez nozdrza było przepełnione jednocześnie metalem i wiosną; Wren trwała w bezruchu, obserwując, z uśmiechem wykrzywiającym usta chłonęła przedziwną osobliwość, jaką był ów młodzieniec. Nie tego spodziewała się bowiem po intruzie odnajdującym opuszczoną chatkę myśliwską - zamiast przerażenia królowała w nim ciekawość, zamiast odrazy zachwyt. I ofiarował jej to na tacy, jak najwytrawniejszą z potraw.
Nóż wsunął się wreszcie w miękkie ciało pokryte krwią, która wcześniej spływała do misy, a wrota prowadzące do wnętrzności otwarły się przed Rosjaninem bez oporu, bez spazmów cierpienia czy kolejnych błagań - wdzierał się w Louise ostrzem o zaschniętym karminie, skąpany w idealnym półcieniu pomieszczenia, precyzyjny i delikatny, pełen szacunku, którego Azjatce brakowało bardzo często. Nieużyteczne już dziewczęta znikały z płaszczyzny rzeczywistości w prędkim zapomnieniu, zakopane czy spalone, porzucone, samotne. Wyrzucone za burtę całego świata niczym niepotrzebny nikomu balast.
- Przynieś - poleciła krótko Konstantemu, gdy w jego dłoni znalazło się serce mugolki. Ociągał się, a ona nie zamierzała mu na to pozwolić - skoro odkrył już to, co w truchle trupa było najpiękniejsze. Coś za coś, przysługa za przyjemność. Nie powinien o tym zapominać; może i trzymał w swoich dłoniach różdżkę, ale Wren nie miała wątpliwości, że bliskość pięknej Louise rozkojarzyłaby go na tyle, by nie był w stanie się przed nią bronić. Znowu. - Połóż na podłodze - ruchem stopy wskazała na miejsce tuż pod swoimi butami, z głową wciąż przekrzywioną do boku.
Czarownica rzadko kiedy bawiła się w ten sposób. Jej praca była konieczną samotnią, jednoosobową egzekucją ślicznych mugolek, bo opętany żądzą umysł nie godził się na podział galeonów z kimkolwiek innym. To jej skrytka w Gringotcie miała pęcznieć od złota. To jej konto miało świecić rozkosznymi liczbami. Do tej pory dziewczętami dzieliła się tylko z Deirdre - ale to miało zupełnie inne podłoże, mroczniejsze, o wiele bardziej sensualne niż to, czym zajmowała się teraz z Konstantynem.
- Umiesz pisać po angielsku? - zapytała po dłuższej chwili, przełykając jedną z ostatnich wybranych brzoskwiń. Jej głód został zaspokojony - przynajmniej fizyczny, bo innego rodzaju uczucie kwitło w podbrzuszu, buchało gorącem, sięgając aż do piersi. Żebra nagle wydawały się za ciasne na jej własną fizyczność. - Będziesz następna, szlamo. Ogólne, a jednocześnie personalne - chcę, żeby ten napis znalazł się na jej ciele w widocznym miejscu. Wyryj go nożem. Dasz radę? - choć ton głosu Azjatki wciąż zdawał się miękki, kryła się w nim pewna surowość. Wymaganie. Mógł go nie spełnić jedynie jeśli jego rosyjska ułomność ograniczała zdolności piśmienne w języku Wysp, w innym wypadku: nie powinien pozwolić sobie na odmowę. Coś za coś, Konstantynie.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : 11
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Las Bernwood [odnośnik]14.07.21 10:58
Nie brudziłem sobie rąk. Unosiłem jej serce różdżką, którą dzierżyłem w dłoni, dlatego też nielogicznym wydawało mi się odrzucenie jej na podłogę. Ruchem nadgarstka skierowałem organ do tej, która nie pozwoliła o sobie zapomnieć. Wybudzony z transu zwróciłem na nią swoje oczy. W mroku wydawała się odnajdywać na swoim miejscu, chyba mogłem powiedzieć o sobie to samo. W kilku krokach zmniejszyłem między nami dystans, choć oczywiście zachowywałem odpowiednią odległość, aby nie wchodzić w jej przestrzeń osobistą. Naruszanie czegoś, co winno być nietykalne w zasadach dobrego wychowania było przecież karygodne, dlatego nie robiłem żadnych ruchów, aby to zmienić. Podjąwszy decyzję odłożenia różdżki, skierowałem serce tuż obok jej suchych brzoskwiń, gdzie mogła podziwiać brak pulsu w organie. Piękno przecież nie brzydziło, a tym bardziej nie zniechęcało do jedzenia. Ludzki skrawek uwolniony od zaklęcia sprawił, że mogłem w końcu odłożyć również różdżkę, co zrobiłem bez zawahania. Różni ludzie posiadali różne zasady, a przecież nie oczekiwałem z jej strony niebezpieczeństwa. Wręcz przeciwnie, wydawało mi się, działaliśmy przecież w równie szczytnym celu! Dla nauki, a przynajmniej takie odnosiłem wrażenie.
- да... tak. - kiwnąłem lekko głową, bo przecież czas spędzony w książkach pozwalał mi na zapoznanie się z przeróżnymi gramatycznymi zawiłościami oraz słowami i ich wyglądem. Czytanie mieszczańskich gazet również pomagało, szczególnie gdy ktoś był w stanie wytłumaczyć mi poszczególne wyrazy. Nie czułem nic szczególnego, choć musiałem przyznać, że posiadanie możliwości zerknięcia do środka truchła wprawiało mnie w pewnego rodzaju stan, dla którego przestawałem nieco panować nad trzeźwością umysłu. Spotkanie z Żercą wydawało się tak odległe... poprawiłem nóż leżący w moich dłoniach i spojrzałem na Azjatkę. Dlaczego nie spróbować tego samego na niej? Mogła się jeszcze przydać, mogła... zaproponować inny czas, kiedy ponownie złapie jakąś głupią, młodą kaczuszkę. Patrząc na wiek zmarłej, zaświtało mi, że mogłaby być jeszcze dziewicą, a więc krew dziewicy? Czy może była to zemsta? Tok myślenia ujawniony w jej kolejnych słowach sprawił, że odsunąłem się od Azjatki, wracając do otwartej piersi i brzucha lewitującej kobiety. Zacząłem szukać widocznego miejsca. Potrzebowaliśmy ostrzec kolejnych nieszczęśników, którzy wpadliby w zasadzkę Azjatki, bo przecież ja nie zamierzałem brudzić sobie rąk. Wydawało mi się to bardzo mało logiczne, ale byłem w stanie przystać na warunki kobiety. - Będziesz następna... szlamo. - powtórzyłem pod nosem, chcąc zapamiętać brzmienie tych słów. Na chwilę przymknąłem oczy, szukając zapisów wyrazu i ze względu na swoje obeznanie w literaturze nie potrzebowałem zbyt wielu minut. Nóż błysnął przed twarzą kobiety, a ja bez zawahania przyłożyłem ostrze do jej czoła. Zawsze próbowano złapać wzrok, nic więc dziwnego, że pole ponad łukiem brwiowym wydało mi się wręcz idealne. Powoli schludnymi ruchami zacząłem pisać literami drukowanymi. Będziesz, ciekawe ile razy nieznajoma podejmowała się takich prób, następna, czy miała jakieś konkretne miejsca, gdzie spoglądała niczym diabeł w oczy przestraszonych ofiar, szl... moja ręka zatrzymała się, niepewna czy dobrze dokończę słowo. Nie było atrakcyjne, unikałem go. Wzrokiem powędrowałem do Azjatki. - Jak pisać szlamo? - w pytaniu nie było żadnego wstydu, bo przecież uczyłem się języka. Nawet teraz. Ręka ani drgnęła przez cały czas złączona ze skórą.
Kostya Kalashnikov
Zawód : początkujący zaklinacz
Wiek : 19/20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
ваше движение
OPCM : 14
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 13
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9280-konstantyn-kalashnikov#282606 https://www.morsmordre.net/t9617-konstantyn#292314 https://www.morsmordre.net/t9514-ja-nie-govoryu-po-angliyski#289333 https://www.morsmordre.net/t9857-pokoj-konstantyna#298469 https://www.morsmordre.net/t10432-skrytka-bankowa-2144#315296 https://www.morsmordre.net/t9539-konstantyn-kalashnikov#290089
Re: Las Bernwood [odnośnik]14.07.21 22:47
Zaoferowane magią serce znalazło swoje miejsce pomiędzy długimi, szczupłymi palcami, brudząc oliwkową skórę kolejnym kaszlem chłodnawej krwi. Bez czegoś tak niepozornego nie można było przeżyć - maleńki organ biologiczną siłą napędzał całą machinę skomplikowanej formy, tracąc energię na mugolskie istnienie. Co za marnotrawstwo. Wren z uwagą przyjrzała się narządowi, obracając je w mglistym świetle świec; pierwotne, drapieżne pragnienie szeptało, by spróbowała wgryźć się w żylastą tkankę i poznała jej smak, ale nie pozwalała na to duma. Ucywilizowanie. Zamiast tego ścisnęła śliskie serce w dłoni najmocniej jak potrafiła, a gdy zagroziło upadkiem na pokrytą kurzem posadzkę, pozwoliła mu na to. Chlap, plask - i tyle wystarczyło do skąpania w zapomnieniu.
Na dźwięk pytania Konstantyna jedna z ciemnych brwi powędrowała ku górze, a czarownica zsunęła się z blatu, machnięciem różdżki wprawiając w ruch misę wypełnioną krwią i wielką skrzynię, w której znajdowały się szklane butle. Bez jej udziału zaczęły wypełniać się przelewanym doń karminem, później ponownie trafiając do kołyski pod drewnianą kopułą. Były płynnym pieniądzem, jeszcze niezagwarantowanym, ale obiecanym stertą listownych zamówień, a to wystarczyło, by wieczór zaliczyć do udanych.
- Pokażę ci - odpowiedziała gładko, z mentorską cierpliwością kładąc zakrwawioną dłoń na dłoni Kalashnikova dzierżącej nóż; tworzyli nań sztukę litera po literze, z chirurgiczną precyzją spisując jednosłowny poemat, hymn pogardy wobec niemagicznych szczurów trujących Anglię swoją obecnością. S, z, l, a, m, o. Podczas gdy hasło rozkwitało na czole i twarzy dziewczątka, Wren oparła brodę na ramieniu pochylonego Konstantyna, ukontentowana zapachem, który dusił ich z każdej strony. - Zapamiętaj to słowo, jego wygląd. Pozwala odróżnić wroga od przyjaciela. Wartego od niewartego. Wiesz kim są szlamy, prawda? - Azjatka obróciła lekko głowę i spojrzała na młodzieńca z ukosa. Pozostało jedynie oczyścić zbroczoną twarz Louise, by dodatkowo zaakcentować wyżłobiony na niej napis, resztę pozostawiając natomiast rozprutą i zmasakrowaną, ku przestrodze. Wren nie zamierzała liczyć na wyobraźnię buntowników, o nie: lepiej, by w ostrzeżeniu nie kryło się żadne niedopowiedzenie. - To mugole, którzy zepchnęli lepszych od siebie, nas, czarodziejów, w cień tajemnicy i ukrywania się. Dziś płacą za to cenę. Nie są przyjaciółmi. I zasłużyli na wszystko, co ich spotyka, Konstantynie - wyjaśniła z ciepłem matczynej troski. Swym własnym czołem przesunęła miękko po jego ramieniu i odsunęła się wreszcie, pakując swoje rzeczy z powrotem do skórzanej torby. Czas naglił, pod osłoną nocy nie powinni zostać zauważeni przez rebeliantów, o których szeptano, jakoby poruszali się pobliskim szlakiem; za pomocą różdżki Wren ostrożnie poderwała do góry szkatułę wypełnioną krwią i ruszyła w górę schodów - nim jednak to zrobiła, otarła zmoczoną chustką lico Louise. - Chodź, weź ją ze sobą - poleciła czarodziejowi.
Las Bernwood był piękny choć zdradliwy; szczęśliwie znała tę część terenu przez wcześniejsze wizyty, prowadząc Konstantyna do miejsca, w którym mieli porzucić totem przygotowany dla pozostałych mugoli. Na jednym z wysokich drzew wdzięczyły się ostre, bezlistne gałęzie, idealne, by w groteskowy sposób umocować na nich bezwładną kukłę... Zadowolony uśmiech wykrzywił usta gdy Azjatka ponownie chwyciła za różdżkę i tym razem poderwała ku górze martwe ciało dziewczyny, karykaturalnie zawieszając je o gałęzie. Wyglądała - przerażająco. Jak dzieło sztuki, którego winien obawiać się nawet jego twórca. Z otworu w podbrzuszu zwisały błyszczące jelita. - Piękna - westchnęła spełniona Chang. Będziesz następna, szlamo, ten napis bez trudu dało się dojrzeć ze ścieżki; do której adresatki ta wiadomość trafi w następnej kolejności? Domysły rozbudzały ekscytację, gdy po raz ostatni odwracała się do Konstantyna. - Życzę przyjemnego wieczoru - wymruczała miękko - a jednocześnie prowokująco, nim rozmyła się w oparach teleportacji wraz ze skrzynią wypełnioną pozyskaną krwią.

zt x2 :angel:



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : 11
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Las Bernwood [odnośnik]12.09.21 23:08
17 stycznia 1958

przyskakuję stąd

HEP!
Wpadła prosto w sieć kłopotów, gdy zimna noc otulała tę przestrzeń. Z początku, nauczona już wcześniejszym doświadczeniem, zamarła w ciszy, gotowa na wszystko. Wokół słyszeć dało się szum drzew i kapiącą wodę, a odurzający metaliczny zapach unosił się w powietrzu razem z wilgocią. Pantofel postawiła w czymś mokrym i śliskim, a pora roku mogła wskazywać na kałużę rozpuszczonego śniegu lub... - Lumos - wypowiedziała cicho, różdżkę kierując w dół, aby dostrzec, w czym stanął bucik, a tam szkarłatna maź pokrywała liche deski przybytku. Aquila wstrzymała oddech, czując, jakby wszelkie poprzednie przygody nijak nie miały się do zagrożenia, w którym właśnie się znalazła. Drżały jej palce, drżały wargi i powieki, gdy promień mlecznego światła wędrował wyżej i wyżej na źródło dźwięku. Kropla po kropli spływała z ciała krew, prosto do misy niczym wino przeciekające przez pęknięte szkło. Gotowa godzić się ze śmiercią zrobiła krok w tył, pełna rozpaczy, której jednak nie wypowiedziała głośno, aż plecami natrafiła na coś ruchomego i ciężkiego, coś, co jęknęło, jednak nie poruszyło się. Światło różdżki wędrujące w stronę znaleziska odsłoniło szkarłatną kobiecą pierś, pokrytą krwią. - AAAAAAAAA! - pisk wydarł się z gardła szlachcianki, gdy to nie była w stanie powstrzymać strachu przed makabrą, którą właśnie dostrzegła. Ani szlama i kuroliszek, ani klejący się marynarze, ani nawet lord terrorysta, nikt z nich nie był nawet porównywalnie tak straszny jak obraz, który ją tu dziś spotkał. Teleportacja groziłaby natychmiastowym rozszczepieniem, zachowała więc resztkę zdrowego rozsądku, przerywając czar lumos, tak, aby wokół znów nastała ciemność. Jeśli w czeluściach tego pomieszczenia chował się brutal gotowy pochwycić ją, aby, jak zwierzynę skazaną na rzeź powiesić pod sufitem oblewając juchą, to pozostało jej błagać przeznaczenie, aby nie dziś, nie tu, nie tak. Krople krwi kapały do wanny, a echo jej krzyku już dawno ustało. Zaciśnięte powieki nie odróżniały już jawy od snu, oh jaki koszmar ją spotkał i za cóż to wszystko? Dłoń zacisnęła na różdżce, usiłując przeanalizować sytuację, przemyśleć jak uwolnić się z tej katorgi, ale musiała wpierw uspokoić myśli, gdy podeszwa pantofla przemokła już krwią, a żelazny zapach uderzył w nozdrza, kojarząc się z tym, który wcześniej był obecny jedynie przy zabiegach, które uwielbiała, które tak doskonale czyniły jej twarzy. Pozostał więc głęboki oddech i nadzieja, że za moment się obudzi, a przeklęta czkawka teleportacyjna okaże się koszmarem tak nierealnym jak kuroliszek i ciężki płaszcz lorda Abbotta, który wciąż miała na sobie. Teraz nie było już chłodu, było przerażenie i drżenie ciała, a dreszcz zimny jak gęsia skórka przeszedł po plecach Aquili.
[bylobrzydkobedzieladnie]



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.


Ostatnio zmieniony przez Aquila Black dnia 14.09.21 10:52, w całości zmieniany 2 razy
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black
Re: Las Bernwood [odnośnik]13.09.21 18:36
Wodę - a jednak czerwoną, gęstą, wciąż ciepłą, skapującą z bezwładnego ciała pokrytego blednącym alabastrem. Las Bernwood ponownie stał się spowiednikiem najcięższego z grzechów, powiernikiem sekretu wywodzącego się spod czaplego skrzydła, spomiędzy kwiatów karminowej chryzantemy zakwitającej w obcym słońcu; gdzie jest twój Bóg, Catherine? Opowiadałaś o nim tak słodko, tymczasem on pchnął cię w sidła lepkiej pajęczyny rozwikłanej przez czarnego pająka. Wren zawsze uśmiechała się delikatnie, gdy w chwilach niespodziewanego ataku owieczki płakały do wyimaginowanego stwórcy i prosiły go o łaskę, podczas gdy to należało o nią prosić. Dlaczego tego nie pojmowały? Czy naprawdę były tak opętane głupotą, by wierzyć, że chmury na szarawych niebiosach rozstąpią się, tworząc schody światła dla kogoś mającego stać się ich rycerzem? Do tej pory to ona spełniała rolę protektorki, lecz gdy obracała się przeciwko nim, dziewczęta sięgały po nienamacalne. Przedziwne twory natury, one, piękne ale brudne, bezużyteczne, a jednak z jednym przeznaczeniem gotowym na spieniężenie. Tym razem nie było inaczej: śliczna Catherine wylądowała w piwniczce chaty myśliwskiej, do której Azjatka powracała w ostatnim czasie często i chętnie - bo kto byłby w stanie dopatrzeć się winy w tym, co robiła? -, z coraz to nowszą ofiarą wiedzioną na pokuszenie obietnicą bezpieczeństwa, jedzenia i możliwości przeczekania wojennych dni.
Na chwilę zostawiła ją samą. Wśród ciężkiego odoru metalicznej cieczy wypełniającego ciasne piwniczne pomieszczenie, bez światła, ledwie żywą lub w ogóle już martwą, to bez znaczenia. Zgłodniała, a na piętrze, na stoliku blisko kominka i starej skóry niedźwiedzia wyłożonej na ciemnych deskach podłogi, zostawiła przygotowane wcześniej kanapki z jasnego pieczywa, pokryte konfiturą owocową - jej głodu bowiem nie była w stanie zmiękczyć makabra dziejąca się w prywatności małej leśnej kryjówki. Zmysły dawno temu zostały zahartowane. Wzrok nie uginał się pod ciężarem brutalnych widoków, nos wspominał nietypowy zapach z obojętnością, a dusza - nie cierpiała wcale nad tym, że oto przelewały się do misy upłynnione galeony. Azjatka brała akurat kolejny kęs, gdy z dołu nagle do uszu dotarły niepokojące dźwięki, krzyki, przerażone i wyraźnie kobiece; nie mogły należeć do Catherine, która krwawiła od kilkunastu minut - więc do kogo? Bez zawahania odrzuciła prowiant na blat stołu i ścisnęła w dłoni różdżkę, prędkim krokiem doskakując do niewielkiej klatki schodowej prowadzącej na niższy poziom.
- Lumos maxima - warknęła gniewnie pod nosem, gotowa w każdej chwili wplątać się w wir walki, by położyć kres zbłąkanemu intruzowi, ale - kula światła zawisła wówczas nad sufitem, rzucając blask na znajomą twarz arystokratki. Kobiety, która nigdy nie powinna była się tu znaleźć. Jakim cudem odnalazła drogę akurat do chatki pomiędzy gęstwiną drzew i bagienną zdradliwością; jakim cudem dotarła tu, pomimo wszelkich przeciwności losu? Wren zamarła w przejściu na ostatnim drewnianym schodku, obniżywszy dłoń dzierżącą kasztanowca, lecz nie odejmując jej wciąż od własnego boku. Na wszelki wypadek. - Milady - odezwała się wolno, już miękko, na widok spętanej przerażeniem twarzy. Kątem oka spojrzała także na wiszące nieopodal ciało, podtrzymywane w powietrzu przez levicorpus - była tam, słodka, śliczna Catherine, krwawiąca z większości rozciętych żył i tętnic do misy ustawionej pod jej smukłym ciałem, zalana własnym szkarłatem. - Już dobrze, proszę się nie obawiać. Ta szlama nie zrobi lady krzywdy, nie jest w stanie choćby kiwnąć palcem - zapewniła Azjatka z łagodnym uśmiechem, po czym w pełni postawiła stopy na piwnicznej posadzce, odziana w czerń, z czernią włosów lśniącą lekko w świetle zaklęcia. - To jedynie ingrediencja dla płynnego piękna, tej jedynie nie wrzucimy do kociołka - podkreśliła jeszcze, przewidując, że widok ludzkiego ciała w podobnym stanie mógł być dla Aquili traumatyczny, była wszak jeszcze tak młoda, delikatna, jak kwiat, który należało chronić przed wszelką łzą. - Co się stało, milady? Jak się tu znalazłaś? Czy coś ci się stało? - pytała, wolną dłoń wyciągnąwszy w kierunku Blackówny, jakby w ten sposób oferując jej wsparcie nie tyle słowne, co i fizyczne, faktyczną obecność drugiego człowieka, znajomego, a przede wszystkim i życzliwego.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : 11
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121
Re: Las Bernwood [odnośnik]14.09.21 11:43
U góry jakby szum, stukniecie w sufit, zapewne będący gdzieś indziej podłogą, bo jak inaczej wyjaśnić te dźwięki i potężne mleczne światło wpłynęło do komnaty, oślepiając ją kompletnie, a równocześnie rozświetlając makabrę. Rzeka krwi kapiąca z ciała drobnej dziewczyny wypełniła koryto, brudne ściany i wilgotna podłoga przypominały najgorsze więzienie. Czy tak właśnie wygląda piekło? Zza blasku różdżki usłyszała zaś znajomy głos, który był miękki i słodki, wolny, dodający otuchy.
- Panna Chang? - wyszeptała, marszcząc nosek i usiłując wychwycić spojrzeniem ciemne tęczówki kobiety, która opuściła różdżkę w dół. Nie pomyliła się, tak więc była tu kobieta, którą znała i której potencjalnie mogła zaufać. Niczym poparzona odsunęła się od ciała, niemal biegnąc w stronę Wren, tak, aby schować się bliżej niej, odejść od tego znaleziska, gdy ona wyjaśniała, gdzie tak naprawdę jest. Oczy Aquili rozszerzały się z każdą sekundą, a brwi marszczyły się i ściskały usta w wąską kreskę. Oddech zaś miała płytki, formował się w krótki szept i strach, bo chociaż teraz już doskonale wiedziała, w czym stanęła jej stopa, tak dopiero teraz uświadomiła sobie, w czym pływały jej dłonie i co opływało jej podbrzusze. Przełknęła ślinę, ale nie odwróciła wzroku w tył, przysłuchując się kobiecie.
- Ja... To czkawka - wyjaśniła pokrótce wahając się ze swoimi myślami, bo cały ten dzień przypominał już kłębisko dziwów. Ani chwili odpoczynku i wytchnienia w podróży pomiędzy zjawiskami niespodziewanymi i nieoczekiwanymi. Przemarznięte uda zadrżały, gdy chwytała dłoń kobiety bez krzty odwagi w ruchach.
- To leci z nich? - nie odwróciła głowy, puszczając w ciemną nicość podmiot tego zdania. Kąpiele w dziewiczej krwi nie były dla niej obce, ale jak mogłaby rozmyślać o procesie powstania tego specyfiku. Krwawa lady, huczała w głowie ulotka, a wyraźnie zaznaczone litery piekły w oczy. Krwawa lady, zabija niewinne. Nigdy w życiu przecież Aquila nikogo nie zabiła. Była świadkiem egzekucji, ale to nie jej różdżka zadała ostateczny urok i nie jej słowa wydały wyrok. Ślad pozostawiony przez but na posadzce odbijał światło różdżki, a cichy jęk rozległ się gdzieś z tyłu. Czerwone ze zmęczenia oczy i suche powieki w końcu odniosły ulgę, wypełniając się pojedynczą łzą w lewym i drugą w prawym oku. Drżały przerażone, nieświadome widoku, którego nie wydostaną już z pamięci, który pozostanie tam niczym czarny całun otulający ciało brata we wrześniową noc na korytarzu Grimmauld Place.
- Proszę powiedzieć mi, czy... Czy ona nie żyje? - wypowiedziała cicho, a dolna warga zadrgała w błagalnej prośbie o odpowiedź. Ten widok był czymś innym niż palone ciało, niż zaklęcie godzące w pierś zdrajcy krwi, tu widać było i czuć świeżą krew, dźwięk kropel uderzających w jej morze przenikały przez głowę. - Dotknęłam jej przypadkiem... - i nie wiadomo co bardziej przerażało. Fakt, że była w połowie martwa, czy, że była szlamą.



Może nic tam nie będzie. może to tylko fantazja. Potrzeba poszukiwania, która mnie wzmacnia. Potrzeba mi tego by wzrastać.
Aquila Black
Zawód : badaczka historii, filantropka
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Czas znika, mija przeszłość, wiek niezwrotnie bieży,
A występków szkaradność lub cnoty przykłady,
Te obrzydłe, te święte zostawują ślady.
OPCM : 5
UROKI : 6
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8834-aquila-black https://www.morsmordre.net/t8844-sunshine https://www.morsmordre.net/t8843-child-of-the-sun#263595 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t8846-skrytka-bankowa-nr-2087 https://www.morsmordre.net/t8845-aquila-black
Re: Las Bernwood [odnośnik]14.09.21 21:13
Lekkim skinięciem potwierdziła swoją obecność, tożsamość - przyjaciółki, protektorki, tarczy, która za powierzone i opatrzone galeonem zaufanie była w stanie zagwarantować lady Aquili pełne bezpieczeństwo na znajomych ziemiach podległych jej szlachetnej rodzinie. Nic nie byłoby w stanie sięgnąć poń szponem ni nawet zgubną myślą, nie kiedy młoda kobieta pozostawała pod kruczym, opiekuńczym skrzydłem Azjatki - pod względem czego lepiej trafić nie mogła, wiedziona przez kraj przekleństwem czkawki teleportacyjnej, jakiej Wren wcale nie wyczekiwała doświadczyć. Dotychczas własne przeżycia pozostawały niezmącone ów procesem - ale na jak długo? Znając wcześniejsze figle magiczne, ile jeszcze mogła cieszyć się spokojem, przychylnością Merlina? Cóż, lepiej nawet o tym nie myśleć. Zrozumienie zalśniło za to w ciemnych oczach jakie nie opuszczały lica Blackówny ściągniętego ekspresją strachu i zagubienia.
- Domyślam się, że nie pierwsza - dopiero wówczas spojrzenie zsunęło się na wyraźnie męski, o wiele za duży płaszcz ciążący na ramionach dziewczęcia, och, pochodzący z gniazda promugolskich żmij, których truciznę niewątpliwie zaklęto w nitkach, splotach i szwach, a której jednak na pierwszy rzut oka rozpoznać się nie dało. Wren ujęła delikatnie dłoń klientki, gdy ta przyjęła zaoferowany gest i zaszczyciła ją dotykiem, rozedrgana kaskadą emocji zalewających ją od czubka głowy po same pięty, lękliwa jak łania, która ledwie co zbiegła goniącym ją myśliwym. Jakie to odpowiednie - że znalazły się akurat tu, w leśniczówce należącej niegdyś do człowieka wielbiącego trofea umocowane w drewnianych ramach.
- Dokładnie tak, lady Aquilo - odpowiedziała gładko, rzeczowo, bez podszeptu horroru, który czaił się za wyważonymi słowami i pozbawionymi przejęcia gestami. - Ciało stanowi zaledwie powłokę dla skarbu, który kryje się w środku, pod cienką, śliczną skórą, jak soki wypełniające dojrzały, słodki owoc. Nie należy jednak bać się tej rozciętej skórki. Ona tylko prowadzi do miąższu - wyjaśniła, chcąc jakkolwiek ułatwić szlachciance akceptację widoku, na jaki uprzednio nie przygotował jej kapryśny los. Truchło było truchłem. Pozbawionym ruchu i intencji tworem, jaki należało zakopać w zimnej ziemi niedaleko chatki, w nieoznaczonej mogile, na której niebawem wyrośnie mech, którą pokryją szyszki czy gałęzie. Ciemne brwi zmarszczyły się nieznacznie, gdy znajome oczy błysnęły woalką pierwszych łez - pragnęła ronić je dla Catherine, czy może dla siebie samej, w hymnie wzniesionym ku swojemu zdenerwowaniu? Azjatka wierzyła w mądrość Aquili. W to, że jedno ciało zalane krwią nie było w stanie zmącić jej sposobu postrzegania prawdziwych walorów procesu pracy, jaką ku jej urodzie wykonywała Chang. Czy ona żyje? Wren zamruczała cicho w kontemplacji, przesunęła wzrok na mugolaczkę oświetloną blaskiem kuli jaśniejącej pod sufitem, ale prócz skapujących z nacięć kropli krwi nie dostrzegła u niej żadnego ruchu. - Jej istnienie dobiegło końca - obwieściła zatem szczerze, ciekawa reakcji młodej pannicy. Odpowie łkaniem żałoby? Stwierdzi, że popełniła błąd korzystając z dobrodziejstwa krwawych zabiegów? Czy może zapłacze, że nie zdołała być obecną przy wydaniu z płuc ostatniego tchnienia? - Nie była chora, dotknięcie jej nie przysporzy lady żadnych kłopotów, zapewniam. Jedyną ujmą tej dziewczyny było brudne urodzenie... i kruche serce - odparła spokojnie i przestąpiła kilka kroków w kierunku Catherine, kontrolnie spoglądając na misę umiejscowioną pod jej bezwładnym ciałem. Ponad połowa pojemności kołysała w sobie ciepły wciąż szkarłat. - Proszę się nie zlęknąć, milady, ale na piętrze jest jeszcze jedna szlama. Nieprzytomna, żywa. Ona także nie zrobi lady krzywdy. Czeka na swoją kolej - wyjawiła Wren z uprzejmym uśmiechem i nieco mocniej ścisnęła dłoń Blackówny. Wiem, że twoje przerażenie jest tylko chwilowe, że pojmiesz niedługo jak wspaniałego dzieła dokonuję wśród tego zmurszałego drewna. - Czy mogę zaoferować lady gorącej wody? W saloniku na górze jest dzbanek. Niestety nie mam przy sobie żadnej herbaty - ale drżysz, lady, z doświadczeń czy z zimna, a to byłoby w stanie pomóc - zaoferowała, skora w każdej chwili poprowadzić kobietę w górę klatki schodowej.



it was a desert on the moon when we arrived. gathering all of my tears, heartbreak and sighs, jade made a potion ignite and turned the night into a radiant city of light.
Wren Chang
Zawód : handlarz krwią
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
tell her i wasn't scared.
OPCM : 11
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 5
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8598-wren-chang#252999 https://www.morsmordre.net/t8601-yue#253113 https://www.morsmordre.net/t8604-punkt-pobran-krwi#253124 https://www.morsmordre.net/f252-pokatna-56-2 https://www.morsmordre.net/t8602-skrytka-bankowa-nr-2037#253118 https://www.morsmordre.net/t8603-wren-chang#253121

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Las Bernwood
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach