Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Pub "Królik z melonika"
AutorWiadomość
Pub "Królik z melonika" [odnośnik]01.04.21 21:34

Pub "Królik z melonika"

★★
Ten prowadzony od 1932 roku przez panią Wood pub, został zadedykowany jedynie czarodziejom. Chciała ona stworzyć miejsce komfortowe, gdzie żaden klient, nie obawiałby się sięgnięcia po różdżkę lub gry w szachy czarodziejów. Przyjęła się legenda, że do lokalu nie są wpuszczane sfery niższe, ale pomimo tego pub nigdy nie zasłużył na miano miejsca, gdzie mogłaby stołować się szlachta. Pomimo wysokich ambicji właścicielki, klasa pubu wciąż pozostaje średnia.
Oprócz wybornego angielskiego ale i portera można tam także zjeść gotowaną fasolkę z pomidorowym sosem oraz tosty z jajkiem. Daniem szczególnie polecanym, jest pieczony królik, któremu chwilę przed podaniem ubiera się melonik.
Możliwość gry w szachy czarodziejów.


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:28, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Pub "Królik z melonika" Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Pub "Królik z melonika" [odnośnik]01.07.21 12:59
|16/11/1957

Do stu beczek gumochłonów, ile to już kufli? – Pomyślał wychylając kolejny kufel angielskiego ale. Beknął przeciągle kiedy gazowany napój zabulgotał w żołądku. Chciał skorzystać, że przybyli na dwa dniu do portu nim ruszą w kolejny rejs. Odwiedził matkę, zjadł z nią obiad, opowiedział wymijająco na temat tego jakie towary przywieźli tym razem, nie wspomniał słowem o Merry, a może o Alice… nie, to chyba jednak była Merry. Teraz nie mógł sobie przypomnieć i nie to było najważniejsze. Pub „Królik z melonika” wspomniał z przyjemnością, ostatnio jak tu był zjadł dobrą fasolkę i spędził miło wieczór. Czasami musiał odpocząć od załogi, a oni musieli odpocząć od Pierwszego i pić swobodnie wiedząc, że Fernsby nie zjawi się nagle w progu przybytku, w którym korzystają z uciech. Popuścił im sznurki, a sam uciekł od pytań matki właśnie do tego miejsca, gdzie zamówił piwo ciesząc się chwilą ciszy. Następnie przyszedł jego nowy towarzysz do picia, którego nie spodziewał się dzisiaj mieć. Po paru toastach przedstawił się jako Hannibal Rookwood i postawił kolejną kolejkę.
-Fala była tak wielka, na co najmniej dziesięć stóp. – Kontynnuował swoją opowieść marynarz podnosząc do góry ręce aby zobrazować jak wysoka była to fala. –Jak opadła na pokład to nas wszystkich zmiotło z nóg psia mać. Podnoszę wzrok i widzę jak jeden majtek wisi niczym szmata przez reje i rzyga dalej niż widzi!
Nie dziwił się chłopaczkowi, bujało nimi i szarpało tak mocno, że on sam miał problemy ze swoim żołądkiem, ale nie pierwszy raz morze się wściekło więc musiał działać.
-Wstaję i poganiam tych zawszonych leni do roboty. Marudzą, że sił nie mają, to daję kopa w zad i zapowiadam zamknięcie w kubryku jak nie zepną dupsk. I wtedy uderza kolejna fala, poszycie skrzypi, a ja myślę, że zaraz zostaniemy karmą dla ryb. Kapitan jednak krzyczy, że załoga do masztów, że on nas wyciągnie z tego gówna. Jak nie wierzyć kapitanowi?- Osuszył swój kufel i zerknął czy jego towarzysz potrzebuje dolewki, dał znak barmanowi aby polał. Ten miał nie tęgą minę bo już widział, że mężczyźni srogo zabalowali, ale jak mawiają klient nasz pan i wypełnił kufle. –Na czym to ja… a tak, kapitan mówi robić to robimy. I skurczybyk, szczęściarz jeden wyprowadził nas z tej zawieruchy i w tym momencie słyszymy trzask. Potężny, okropny trzask, patrzę a tam masz się łamie… poleciał na lewą burtę, a my na środku morza. Powiem ci, że sam jęknąłem z rozpaczy, bo to oznaczało stanie na środku bezkresu i naprawianie statku aby dopłynąć do jakiegokolwiek portu i tam zajęcie się resztą.
Kenneth Fernsby
Zawód : Marynarz, przemytnik
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Jestem nieuczciwy i uczciwie możesz liczyć na moją nieuczciwość.
OPCM : 18
UROKI : 12
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10073-kenneth-fernsby https://www.morsmordre.net/t10121-nereus#306722 https://www.morsmordre.net/t10122-devil-of-the-seas#306723 https://www.morsmordre.net/f380-dzielnica-portowa-horn-link-way-3 https://www.morsmordre.net/t10123-skrytka-bankowa-nr-2283#306724 https://www.morsmordre.net/t10127-kenneth-fernsby
Re: Pub "Królik z melonika" [odnośnik]01.07.21 15:46
Zabawa trwała w najlepsze. Pochłaniany alkohol pozwalał zapomnieć o doczesnych sprawach i rozkoszować się niedawnym zwycięstwem. W Buckinghamshire brodacz dobijał dziś kolejnego targu na zwierzęce ingrediencje, z którego był nad wyraz zadowolony. Dobry humor utrzymywał się od poprzedniego dnia, kiedy to mężnie schwytał wodne monstrum i pogonił, jak wówczas myślał, arogancką szlamę. W życiu nie spodziewałby się, jak bardzo mógł się co do niej mylić. Otrzymany o poranku wyjec, którego nadawcą była Prudence Macmillan niemal rozbawił go do łez, sprawiając, że tego dnia Rookwood był nad wyraz pogodny i optymistyczny. Nie powinno zatem dziwić, że kiedy nadarzyła się okazja, by przysiąść się do równie samotnej duszy i paplać jęzorem, czego to on nie osiągnął, skorzystał z niej.
Ha, ha! Czuję, że jak popłyniemy z falą serwowanych trunków, będziem rzygać dalej niż on. Barman, polej no kurwa! — warknął, stale uzupełniając procentowe płyny w organizmie. Był ciekaw, czy to prawda, co mówią o żeglarzach i ich mocnej głowie; sam pochłaniał przeogromne ilości alkoholi, kiedy decydował się balować - choć zwyczajowo w samotności. — Leniwe gnojki. Ja bym ich za burtę wyjebał, a co! Jak nie chcą ratować kompanii z tonącego statku, niechaj z rybami pływają, psie syny. Ale co ja tam wiem, jestem tylko... Szczurem lądowym, ha. — roześmiał się, ujmując kolejne łyki z kufla. — Więc to prawda, co mówią? Że kapitan nigdy nie opuszcza tonącego okrętu? — oczywiście, że nie, ale był ciekaw, jaki pogląd ma jego kompan od ale. — Długo ślęczeliście na szerokich wodach, nim naprawiliście statek? Ja bym nie mógł tak z daleka od domu na dłużej. Yorkshire to piękna kraina, niech mi kutas odpadnie, jeśli kiedykolwiek przejdzie mi przez myśl, by ją opuścić. — w ten czas zdołał już zawołać kelnerkę, która kokieteryjnie zaświeciła zębami i biustem, podając mężczyźnie - tudzież dwójce rozmówców, jeśli Pierwszy sobie tego życzył - strawę. Kątem oka Hannibal dostrzegł pijące w drugim końcu sali dziewczęta kuszące wdziękami i uśmiechem, jednakże takie przyjemności musiały jeszcze poczekać; faceta od środka wręcz rozsadzało, by pochwalić się wczorajszym dokonaniem. — Tyle podróżujesz statkiem... Widziałeś kiedyś wodnego demona? Zwą je kelpiami. Nie uwierzysz, jak Ci powiem, że jedną schwytałem. — konspiracyjnie ściszył głos, patrząc się kolesiowi prosto w oczy.
Hannibal Rookwood
Zawód : Łowca wilkołaków z grupy Sigrun, dystrybutor zwierzęcych ingrediencji
Wiek : 33
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Moja natura mówi głośniej
OPCM : 15
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Zwierzęcousty

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10003-hannibal-rookwood https://www.morsmordre.net/t10021-kwatera-w-harrowgate https://www.morsmordre.net/t10020-hannibal https://www.morsmordre.net/f373-harrogate-12-jesmond-rd https://www.morsmordre.net/t10024-skrytka-bankowa-nr-2264#302725 https://www.morsmordre.net/t10023-hannibal-rookwood
Re: Pub "Królik z melonika" [odnośnik]01.07.21 20:18
Zdaje się, że obydwaj mężczyźni mieli co świętować więc trafił swój na swego.
-Twoje zdrowie! - Uniósł w górę kufel i upił solidny łyk - Ano leniwe! Ale wypierdolić za burtę nie mogę, bo chciał nie chciał sam łajby nie poprowadzę. -Załoga była niezbędna do tego aby statek działał i dopłynął tam gdzie chciał jego kapitan. Pewni członkowie załogi byli niezbędni. Zdarzało się jednak, że komuś w porcie dziękowano, wciskano w dłoń garść pieniędzy i radź sobie sam, nikt się nie będzie nad tobą rozczulał. -Statek to część kapitana. Prawie jak ulubiony członek rodziny, jak przyjaciel na dobre i złe. - Oznajmił poważnym tonem. -Nie zostawiasz przyjaciela na pastwę losu.
Nawet załoga traktowała z niezwykłą czułością statek, na którym pływali. Spędzali nie raz na nim długie miesiące, mając za kompanów innych marynarzy, długie miesiące żeglugi i zapomniałeś jak to jest żyć na lądzie, jak to jest stawiać nogi na miękkiej trawie i nie czuć bujania pod stopami. Wracanie na ląd zawsze było niczym nauka chodzenia od nowa i nigdy mu się nie znudzi. -Pieprzona naprawa zajęła bite pięć dni, a potem nie było wiatru, musieliśmy czarami napędzać statek aby w ogóle ruszyć. I wierz mi, że pływanie przy wietrze z różdżki jest niczym przy żeglowaniu gdy prawdziwy wiatr dmie! Okiełznać morze i wichury, to jest prawdziwe wyzwanie. Testowanie siły własnych mięśni.
Podążył za spojrzeniem Rookwooda w stronę dwóch kobiet, który zerkały w ich stronę co jakiś czas. Zastanawiał się jakie są kobiety na lądzie, te żyjące w głębi kraju, które nie znały smaku słonej wody, nie chodziły codziennie na rybny targ i nie okrzepły w towarzystwie wilków morskich. Zaraz jednak stracił zainteresowanie kiedy wylądowała przed nim miska pełna strawy. Żołądek zareagował od razu informując, że jak chciał pić więcej to musiał teraz zjeść. -Kelpie. Wodny koń, który pożera ludzi żywcem? Jednak legenda z cieśniny Mnich u północnych wybrzeży Szkocji opowiada o tym, że kelpie ciągle mąciły wodę aby statki wybierały inna trasę, a śmiałków topiły od razu. - Wychował się na morskich legendach, więc wiedział czym jest kelpie, ale nigdy żadnego nie spotkał. -Opowiadaj, jestem ciekaw. - I prawdziwie był. Zabrał się za jedzenie by w międzyczasie słuchać opowieści towarzysza.
Kenneth Fernsby
Zawód : Marynarz, przemytnik
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Jestem nieuczciwy i uczciwie możesz liczyć na moją nieuczciwość.
OPCM : 18
UROKI : 12
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10073-kenneth-fernsby https://www.morsmordre.net/t10121-nereus#306722 https://www.morsmordre.net/t10122-devil-of-the-seas#306723 https://www.morsmordre.net/f380-dzielnica-portowa-horn-link-way-3 https://www.morsmordre.net/t10123-skrytka-bankowa-nr-2283#306724 https://www.morsmordre.net/t10127-kenneth-fernsby
Re: Pub "Królik z melonika" [odnośnik]01.07.21 21:24
Wychylił niezliczony toast tego wieczoru, wsłuchując się w odpowiedzi kompana od flaszki.
Nikt nie jest niezastąpiony. Z pomocą magii byś do brzegu nie dopłynął? W moich stronach lenistwo jest surowo karane, a jeden chłop - czy baba, bo kuzynkę mam jak dziesięciu rosłych - poradzi sobie sam i chuj w dupę łasce. Od czegoś mamy kurwa te rózgi, prawda? — Rookwood jest samotnikiem i niespecjalnie pojmował ideę pracy zespołowej. Od zawsze był samowystarczalny, a jeśli zdarzyło mu się pracować w drużynie, pozbywał się słabych jednostek, nim zdołały zaszkodzić jego interesom. — Skoro łajba jest jak przyjaciel... jak dom, w istocie warto skonać w jej obronie. — choć było to jego osobiste zdanie i wciąż nie wierzył, że byle wilk morski poświęci życie, by ratować statek i swoją załogę. Ludzie to w końcu egoistyczne chujki, tchórze, dla których śmierć dla idei i reprezentowanych wartości jest głupim wyborem. Hannibal miał odmienne zdanie, wszak żył ideologią. — Zdecydowanie preferuję ląd, ale jakby się okazja nadarzyła, w żeglugę bym wyruszył. Silne mięśnie mam, to i na pokładzie bym się przydał. A jakby przy tym kogoś ograbić, to dopiero emocje! Nie jesteś przypadkiem piratem, co? No przecież, nie masz przepaski na oku, chuj z Ciebie nie pirat. — roześmiał się rubasznie, lecz nie żartował ani przez chwilę. Z pomocą Sigrun zrobił się ostatnio bardziej ekstrawertyczny, toteż nawet obecność wesołej załogi nie byłaby dla niego kłopotem, gdyby miał szansę przeżyć taką przygodę. Gdy zeszli na temat kelpi, podniecony wachlował łyżką z fasolką, pożerając syty posiłek. W przerwach kontynuował opowieść. — Żaden wodny koń, a istota zmiennokształtna. Domyślnie przybiera formę długiego, grubego wija pokrytego wiechą z sitowia. Często przybiera kształt konia, kiedy wychodzi na żer, by zwabiać ludzi na grzbiet i wciągać pod wodę. — skorygował legendę zgodnie z pozyskanymi wczoraj informacjami. — Byłoby szlachetnie z ich strony, gdyby odstraszały swoje ofiary, dając im szansę na ucieczkę. Miast tego będą próbowały sprawić, byś poczuł się swojo w ich towarzystwie. Zjedzą Cię i wysrają od razu, gdy nadarzy się okazja. — właściwie nie był przekonany, czy to prawda. Kelpia, na którą polował, zdawała się zachowywać ostrożność i nie atakowała na oślep. Być może chciała jedynie odstraszyć duet łowców, przepędzić ich w stronę brzegu? To było mało prawdopodobne, a historia byłaby zbyt nudna. — Poza tropieniem likantropów, dorabiam, przyjmując zlecenia na magiczne bestie. Napisała do mnie jakaś dziewka, że oceanografem jest i chce kelpie schwytać do badań. Patrz kurwa, jakie trofeum wyniósłem z tej walki. Część już sobie oprawiłem i powiesiłem nad kominkiem. — wyciągnął z kieszeni garść kelpiego włosia, trzymając zdobycz w zaciśniętej dłoni.
Hannibal Rookwood
Zawód : Łowca wilkołaków z grupy Sigrun, dystrybutor zwierzęcych ingrediencji
Wiek : 33
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Moja natura mówi głośniej
OPCM : 15
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Zwierzęcousty

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10003-hannibal-rookwood https://www.morsmordre.net/t10021-kwatera-w-harrowgate https://www.morsmordre.net/t10020-hannibal https://www.morsmordre.net/f373-harrogate-12-jesmond-rd https://www.morsmordre.net/t10024-skrytka-bankowa-nr-2264#302725 https://www.morsmordre.net/t10023-hannibal-rookwood
Re: Pub "Królik z melonika" [odnośnik]02.07.21 12:07
Wywód Rookwooda sprawił, że Kenneth parsknął śmiechem wprost do swojego kufla.
-I co jeszcze, drewniana noga oraz papuga na ramieniu i wielki kapelusz z piórem? – Zapytał szczerze rozbawiony wnioskami jakie wyciągnął jego towarzysz. Choć wielki kapelusz to mógł mieć, nie pogardził by takim nakryciem głowy. Spałaszował kolejną łyżkę fasolki, jak zawsze pysznej, niech morscy bogowie mają w opiece kobietę, która to ugotowała. –Taki chłop na schwał jak ty na pewno by się na pokładzie przydał. – Przyznał kiwając głową z uznaniem, pytanie tylko czy taki szczur lądowy by dał sobie radę na łajbie. Wyglądał na jego solidnego mężczyznę, któremu nie straszna by była żegluga. –Typowym piractwem nie… – Teraz Kenneth nachylił się w stronę Hannibala ściszając głos.-Ale jak trzeba coś przemycić, coś ukryć, to już nie stanowi problemiu.
Po tych słowach opróżnił swoje piwo. –Te! Barman, polej no jeszcze trochę.
Miał silną głowę, ale powoli czuł, że piwo wchodzi i zaczyna mu przyjemnie szumieć, prawie jak morskie fale uderzające o strome klify. –Jak tego potwora schwytałeś? Jakiś podstęp czy brutalna siła była najlepsza? – Miał przed sobą człowieka, który złapał prawdziwego demona i jeszcze go sobie oprawił. Takie opowieści nie mógł przepuścić, potem powtórzy tą historię załodze. Marynarze byli bardzo przesądni i uwielbiali takie historię. Fernsby nie był wyjątkiem od reguły jeżeli chodziło oto ostatnie. Odstawił jedzenie na bok by spojrzeć na trofeum jakie pokazywał mu Rookwood.
-Ty w mordę… – Sięgnął dłonią aby dotknąć tej zdobyczy i teraz patrzył ze szczerym uznaniem na Hannibala. Zerknął na dziewki, które nadal się wdzięczyły przy swoim stoliku. –One pewnie też by chciały posłuchać na temat tego jak okiełznałeś dziką bestię z głębin. – Nie czekając na reakcję kompana zwrócił się do kobiet.-Drogie panie, mój kolega pokonał dziką bestię, prawdziwego potwora, który porywa w otchłanie głębin i pożera żywcem swoje ofiary. Dacie wiarę, że ten mężczyzna ochronił tym samym wiele istnień. Istny bohater! Chcecie posłuchać, ja jestem zachwycony! – Mówiąc to puścił im oczko zachęcając aby się przysiadły do nich, a Rookwood mógł snuć opowieść godną prawdziwego herosa morskich opowieści.
Na początku trochę się wahały, ale jedna z nich zabierając swój trunek wstała i podeszła do nich, druga ruszyła w ślad z nią. Kenneth zaś spojrzał wymownie na Rookwooda: „Dajesz!”
Kenneth Fernsby
Zawód : Marynarz, przemytnik
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Jestem nieuczciwy i uczciwie możesz liczyć na moją nieuczciwość.
OPCM : 18
UROKI : 12
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10073-kenneth-fernsby https://www.morsmordre.net/t10121-nereus#306722 https://www.morsmordre.net/t10122-devil-of-the-seas#306723 https://www.morsmordre.net/f380-dzielnica-portowa-horn-link-way-3 https://www.morsmordre.net/t10123-skrytka-bankowa-nr-2283#306724 https://www.morsmordre.net/t10127-kenneth-fernsby
Re: Pub "Królik z melonika" [odnośnik]02.07.21 17:07
Ja żem słyszał, że pirackie przepaski pomagają widzieć w ciemności podczas abordażu. Jak taką nosisz na oku, to wzrok przyzwyczaja się do mroku i schodząc pod pokład, widzisz więcej. Kapelusz jest stylowy, a z papugą przynajmniej pogadasz na szerokich wodach, gdy Cię wkurwi załoga. Może i stereotyp, ale jaki praktyczny, psia mać. — łyknął sobie z kufelka, pożerając wespół z Pierwszym resztki fasolki w pomidorowym sosie. Rzeczywiście tak męski posiłek wymagał błogosławieństwa. — PANI WOOD, ROBI PANI ZAJEbistą fasolkę. — wrzasnął pijackim głosem, którego tonacja spadła pod koniec wypowiedzi, jak gdyby brakło mu tchu. Czknął sobie zapowietrzony, wycierając usta w szmatkę. — A jak już o psiej maciorze, to się pochwalę, bo mogę - potrafisz tak? — dość cicho zawył niczym wilk, by chwilę później przeobrazić dźwięk w pokazowe warczenie. Nie sposób nie zauważyć spojrzeń skierowanych na ich stolik, choć wkrótce wszyscy stracili zainteresowanie. — Widzisz kurwa, mi nawet papuga niepotrzebna. Ze swoimi kundlami się dogadam w ich języku. — alkohol sprzyjał szpanowaniu. Rookwood bawił się jak nigdy, czerpiąc garściami z uroków wieczoru i dobrego kompana od picia. Rzadko mógł się tak rozerwać, na chwilę zapomnieć o przygnębiającej rzeczywistości. A to nawet nie był najlepszy moment wieczoru!
Wiesz, jakbyś kiedyś potrzebował silnych mięśni na statku... Nigdy nie żeglowałem, ale szmuglerki liznąłem. Mam też znajomości... więc ruszamy w rejs i chuj.
W zasadzie oznajmił, nie pytając faceta o zdanie. Przecież jest Rookwoodem, niewiele osób mu się sprzeciwiało. Wczoraj pogonił nawet Macmillanową, spieprzała aż miło, a ten Pierwszy raczej nie był szlachetką. No właśnie, kim on właściwie był? W ferworze walki o resztki trzeźwości nie miał nawet czasu spytać, a może wyleciało mu z głowy... to bez znaczenia, bo właśnie zmierzały do nich dwie, atrakcyjne kobiety. I wbrew oczekiwaniom Pierwszego, nie chciał skraść całego show. Puścił mu oczko, jak gdyby chciał powiedzieć coś w stylu: prawdziwą historię poznasz kiedy indziej. Chwycił jedną z wątpliwego statusu dam i usadził na kolanach, obejmując z kuflem w dłoni.
Drogie Panie, oto wiecha sitowia z morskiego potwora! — krzyknął, pokazując im zdobyte trofeum. Niech się napatrzą, ale wara z łapami, bo poucina.
Płynęliśmy z tym oto... kurwa, kapitanem... — nachylił się nad nim do ucha z pytającą miną, rozbawiając do łez przybyłe dziewczyny — Jak Ty się właściwie nazywasz? Weź no się przedstaw, kapitanie jakiś tam. — wrócił wzrokiem do kobiet sekundę później. — Płynęliśmy dwiema łajbami z wesołą kompanią, transportując towary ze Szkocji do angielskiego portu. Wtem fale wezbrały się, wokoło spochmurniało i rozległa się burza. Sztorm był przepotężny, wichura niemal unosiła majtków w powietrzu. Z wody wyłonił się długi wij - daję wiarę, większy od mego sprzętu - o grubości pięciu takich Hannibali! — wskazał na siebie, zostawiając kompanowi polę do dopowiedzenia dalszej części historii.
Hannibal Rookwood
Zawód : Łowca wilkołaków z grupy Sigrun, dystrybutor zwierzęcych ingrediencji
Wiek : 33
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Moja natura mówi głośniej
OPCM : 15
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Zwierzęcousty

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10003-hannibal-rookwood https://www.morsmordre.net/t10021-kwatera-w-harrowgate https://www.morsmordre.net/t10020-hannibal https://www.morsmordre.net/f373-harrogate-12-jesmond-rd https://www.morsmordre.net/t10024-skrytka-bankowa-nr-2264#302725 https://www.morsmordre.net/t10023-hannibal-rookwood
Re: Pub "Królik z melonika" [odnośnik]05.07.21 19:44
Słyszał różne opowieści o piratach pływających po szerokich wodach, żaden tych opisów nie pasował do Pierwszego. Kto wie, może powinien sprawić sobie przepaskę na oko i papugę. Dopiero by robił furorę w porcie, a dzieciaki pytały czy brał udział w jakiejś bitwie morskiej. Rozbawiła go ta wizja mocno więc zaśmiał się w głos wtórując tym samym wychwalaniem zdolności kucharskich pani Wood.
-Uważaj, bo za wilkołaka cię wezmą. - Powiedział Rookwoodowi, choć umiejętność gardłowania jak zwierzę trochę mu zaimponowała. Towarzysz przywodził na myśl wielkiego niedźwiedzia w Puszczy, który broni swej gawry i sieje postrach pośród lokalnych grzybiarzy, tym samym obrastając w legendy, aż pewnego dnia słyszy się, że po lesie grasuje jego strażnik, a każdy kto naruszy mir siedliska nie wychodzi z niego żywym. Pewność siebie Hannibala była imponująca, ale miał jeszcze tyle zdrowego rozsądku aby nie poklepać go z radością i od razu zapraszać na pokład. Nie raz widział jak tacy osiłkowie tracili swoją pewność siebie w obliczu wielkich fal; choć istniała szansa, że tym razem mężczyzna mógłby okazać się przydatnym na pokładzie kiedy wymagana jest siła mięśni oraz żelazny charakter. Zaraz jednak dziewczyny zachęcone jego słowami podeszły do nich, a jedna znalazła się na kolanach Rookwooda, drugą w talii objął Fernsby. Tą, która była mniej pewna tego spotkania. Delikatnie położyła mu dłoń na ramieniu i wbiła spojrzenie kasztanowych oczu w Rookwooda, z każdym jego słowem stawały się coraz bardziej okrągłe.
-Hook, Kapitan Hook! - Przedstawiła się Fernsby fałszywym nazwiskiem. Wolał aby jednak nikt nie skojarzył go z Brzaskiem. Łajba miała swoją renomę, a kapitan Brown by go przechrzcił gdyby się dowiedział. Pierwszy miał świecić przykładem przed załogą, a nie rozbijać się tak jak oni. Jeśli miał się rozbijać, to lepiej aby nikt nie wiedział, że jest Pierwszym pod komendą Browna. Zorientował się, że towarzysz chce aby przyłączył się do opowieści. -Uniósł się na wysokość trzydziestu stóp ponad statek szczerząc trzy, nie! Cztery szeregi zębisk ostrych jak najlepszej jakości szable. Zaczął owijać się wokół masztu aby go złamać, tak silny skurczybyk był! Chciał nas wciągnąć pod wodę i tam pożreć, a ludzi połyka w całości, nie przeżuwa. Bycie pożartym żywcem, drogie panie, najgorsza śmierć! Owinął się, o tak -By zaprezentować mocniej objął dziewczynę swym ramieniem przyciągając się tym samym do siebie.
-Co zrobiliście? - Zapytała druga ośmielona opowieścią.
-Mój towarzysz sięgnął po ostry harpun na wieloryby i rzucił we wściekłą bestię. Obydwaj wiedzieliśmy, że trzeba wija zmusić aby przyjął postać konia. - wyjaśnił tonem znawcy.-Poszedłem za jego przykładem widząc jak moi żeglarze wypadają poza burtę bo wij zaczął łamać maszt i poszycie statku. Harpuny leciały w jego stronę jak szalone. Atakowaliśmy go niczym szarańcza. Wtedy przyszedł czas atak zaklęciami. Ranny wij w końcu zaczął się zmieniać i pod postacią czarnego konia o czerwonych, niczym rubiny oczach porwał mojego towarzysza w głębiny wody, ale on dzielnie i pokonał go w jego własnym środowisku! - Dokończył Kenneth i spojrzał na kobiety. - Bohater moje drogie panie, prawdziwy bohater!
-To musiało być straszne! - Zawołała kobieta na kolanach Rookwooda patrząc na garść włosia, które ściskał w dłoni.
Kenneth Fernsby
Zawód : Marynarz, przemytnik
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Jestem nieuczciwy i uczciwie możesz liczyć na moją nieuczciwość.
OPCM : 18
UROKI : 12
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10073-kenneth-fernsby https://www.morsmordre.net/t10121-nereus#306722 https://www.morsmordre.net/t10122-devil-of-the-seas#306723 https://www.morsmordre.net/f380-dzielnica-portowa-horn-link-way-3 https://www.morsmordre.net/t10123-skrytka-bankowa-nr-2283#306724 https://www.morsmordre.net/t10127-kenneth-fernsby
Re: Pub "Królik z melonika" [odnośnik]06.07.21 0:58
Żart o wilkołactwie wywołał gromki śmiech obu konsumentów dobrego alkoholu. Stwierdzenie było oczywiście dalekie od prawdy i pozostało w sferze dobrego humoru, lecz niedawne bestialstwo, którego dopuścił się Hannibal wespół z Ritą Runcorn nawiedziło jego pamięć. Alkohol zaś wzmagał potrzebę podzielenia się historią, jednakże nie w pełnej wersji - tak podpowiadał rozsądek. Wszak nie byłoby za wesoło, gdyby w karczmie dowiedziano się, że dłonie łowcy zbroczyła krew dziecięcia skalanego klątwą likantropii.
Byś się kurwa zdziwił, jakie przydatne potrafi być uznanie za wilkołaka, gdy zajmujesz się ich łowieniem. Mówiłem Ci już, że to moje główne zajęcie? No to kurwa słuchaj. — pokrótce przewinął mu historię opowiadającą o grupie mugolaków skrywających wilkołaka na leśnej posesji. — W końcu odnaleźliśmy z tym dziewczęciem rzekomą bandę. To byli rebelianci — rodzina z dzieckiem wycieńczona wojną — i zaatakowali nas, zanim zdążyliśmy wyłonić się z krzaków. Zajebałem jednego gnoja, co na mnie przyszarżował i zaraz słyszę płacz drugiego: "Ty skurwysynie, dość się już wycierpiał! Najpierw klątwa pełni księżyca, a teraz Ty!". No i sobie myślę, kurwa - właśnie zdradziliście swoją największą słabość, szlamy. Zobaczcie na to. — dla efektów specjalnych w tej historii, raz jeszcze zawył jak wilk, tym razem głośno i donośnie. Spojrzenia, które na niego skierowano były pełne obaw, choć wszystkich uspokoiła Pani Wood, która przecież zezwalała na wszelkie rodzaje magii i brak dyskrecji w tym przeznaczonym dla czarowników lokalu. — No i krzyczę: też jestem wilkołakiem i wiem jak mu pomóc! Musicie jednakże uwolnić moją towarzyszkę - tą wjebali w pajęczynę, trochę ją pokąsało - i porzucić broń. Na początku smęcili, ale zapewniłem ich, że wiem jak go uratować. Chłop — to znaczy kaszojad, który wkurwił go niesforną magią dziecięcą — był już martwy, ale przynajmniej się nie przemienił, a resztę mieliśmy pod kontrolą.
Jeśli wierzyć historiom Hannibala Rookwooda, jego życie było usłane przygodą. Aspekty uznawane w towarzystwie za zbrodnicze starał się omijać, nie znał dobrze tego faceta - a nawet gdyby znał, kontrowersja była zbyt duża, by o tym rozpowiadać.
Ciężką łapą pogłaskał dziewczę po naturalnie rudych, bujnych włosach. Pozwolił sobie przekroczyć granicę intymności i na czas opowieści tę samą dłoń położył na jej biuście, bo przecież kto mu zabroni. Domniemany Kapitan Hook rozpoczął swą opowieść, która gloryfikowała czyny mężczyzn - ostatecznie i tak postawił Rookwooda w roli bohatera. Należałoby to skorygować zwrotem akcji.
Mój przyjaciel, kapitan kurwa Honk jest zbyt skromny. No, ale od początku! Głodne przygody, dziewczęta?!
- Obaj jesteście tacy mężni i odważni. Pewnie, że jesteśmy!
Przy obecnym stanie upojenia alkoholowego ciężko było stwierdzić, czy na myśli miały opowieść, czy przygodę z ich męskością. Chłopakom jednakże nie zbierało się na chędożenie, gdy opowieść płynęła jak Brzask na niespokojnym morzu, porywając uwagę wszystkich zebranych. W tej chwili bowiem nawet czarodzieje z sąsiednich stolików wsłuchiwali się w pijacką historię.
Wdrapałem się na grzbiet wodnego demona przeobrażonego w konia. Istnieje legenda, że założenie kelpi kiełzna na pysku pozwoli ją oswoić. Tak się składa, że naszym ładunkiem były czystej krwi araby, kurwa jego mać! Mieliśmy więc na pokładzie wędzidło. Honk podał mi je zaklęciem, gdy dryfowałem pod wodą, trzymając się włosia bestii. Mknęliśmy z niewyobrażalną prędkością, lecz nim zdążyłem ją okiełznać, stało się coś okropnego! — opowiadał, gestykulując z wyraźnym przejęciem.
- Co takiego? Mów, jestem piekielnie ciekawa! — odezwała się ta, która wieszała się teraz ośmielona na jego szyi.
Kelpia z rozpędu pieprznęła w drugą łajbę z taką siłą, że przebiliśmy się pod pokładem. W drodze jebnęła mnie w łeb deska, ale udało mi się wyczarować tarczę ochronną i uniknąć poważnych obrażeń. Niestety statek momentalnie zatonął... — pokiwał głową na boki, mimiką zaś chciał wyrazić niedolę po tragedii. Jednakże prędko zakrzyknął, wskazując na towarzysza. — Ale, ale! Mój zacny towarzysz, Kapitan Honk przeprowadził akcję ratunkową dla załogi sąsiedniego statku. Kiedy ja byłem zajęty walką z potworem, który pokazał pazur - mimo osłabienia dalej stanowiąc niebywałe zagrożenie dla nas wszystkich - Honk wespół ze swymi, znaczy naszymi kamratami, spuścił do wody magiczne sidła i wyłowił wszystkich rozbitków. Ni jeden nie legł trupem, drogie Panie! Wypijmy za jego zdrowie!
- Kapitan Hoooonk! Twoje zdrowie! — ku ich zaskoczeniu, odezwał się ktoś z sąsiedniego stolika. Dziewczyny to oczywiście podchwyciły i mimo początkowej nieśmiałości, przyzwoitości czy resztek oporów, zadecydowały wlecieć w ślinę z bohaterami wieczoru. Rookwood oczywiście korzystał, a nawet trochę pomacał, bo przecież mógł, kto mu zabroni.
Szczęśliwym zakończeniem historii spętałem bestię magicznym łańcuchem. Wodny koń raz jeszcze przemienił się w długiego wija i legł trupem, ostając w okolicy naszej łajby. Honk był przekonany, że nie żyję i zaginął po mnie ślad, lecz wyłoniłem się z tym oto włosiem — raz jeszcze pokazał wszystkim obecnym swoją prawdziwą zdobycz — i pokonałem bestię! Bez pomocy tego tu Kapitana Honka, z pewnością bym sobie nie poradził.
- A skąd my wiemy, że to prawdziwe włosie morskiego demona? Może kupiłeś sztuczne wiecho na targu i teraz cwaniaczysz, wilczku?! — wybrzmiał oskarżycielski głos jednego z odważnych kozaków spod baru. Jego dwaj kompani przybrali dumne pozy, prężąc muskuły i ewidentnie szukając zadymy.
A Ty masz kurwa problem? Podejdź no, to przerobię Ci pysk na waginę, szmato! — rzekł, w dalszym ciągu trzymając w objęciach pubową lafiryndę.
Hannibal Rookwood
Zawód : Łowca wilkołaków z grupy Sigrun, dystrybutor zwierzęcych ingrediencji
Wiek : 33
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Moja natura mówi głośniej
OPCM : 15
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Zwierzęcousty

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10003-hannibal-rookwood https://www.morsmordre.net/t10021-kwatera-w-harrowgate https://www.morsmordre.net/t10020-hannibal https://www.morsmordre.net/f373-harrogate-12-jesmond-rd https://www.morsmordre.net/t10024-skrytka-bankowa-nr-2264#302725 https://www.morsmordre.net/t10023-hannibal-rookwood
Re: Pub "Królik z melonika" [odnośnik]07.07.21 15:45
Opowieść płynęła wartko jak alkohol, wlewany do kufli dwóch towarzyszy, którzy nie spodziewali się zapewne, że znajdą tego dnia kompana do wspólnego picia i snucia opowieści.
Hannibal był w swoim żywiole opowiadając wartką opowieść, roztaczając przez coraz większą grupką słuchaczy historię godną dobrej książki przygodowej. Oprawione to wyciem niczym wilk, wymachiwaniem rąk, okrzykami innych w przybytku. Dwaj mężczyźni byli teraz w centrum uwagi, zbierając aplauz godny bohaterów i herosów, którzy obdarzani hojną nagrodą od dziewcząt w zagłuszającym ryku męskich głosów.
Kenneth objął mocniej dziewczynę, która przylgnęła do niego i zaśmiał się kiedy ta pewnie usiadła na jego nogach i zamruczała cicho.
-Jak ci na imię? – Zapytał żeglarz gładząc jej jasne pukle opadające na odsłonięte niewstydliwe ramię.
-Scarlett – Odpowiedziała, choć zakładał, że pewnie jej prawdziwe imię to Ana lub Mery, jak większość dziewcząt, ale Scarlett brzmiało lepiej, ładniej i bardziej dziko.
-Gotowa na kolejne przygody? – Zapytał, bo uznał, że może czas jednak skorzystać z wdzięków dziewczyny nim znów wypłynie na parę tygodni w morze. Wyląduje w innym porcie gdzie czekając go będzie Giselle albo Cathy, albo obydwie. Matka mówiła, że powinien znaleźć sobie porządną dziewczynę, która będzie go oczekiwać w domu, godząc się na bycie żoną marynarza, ale Kenneth uznał, że nie chciałby skazywać żadnej porządnej panny na bycie wiecznie słomianą wdową i wyczekiwać dnia, w którym otrzyma list, że mąż zginął na morzu. –Twoje zdrowie!
Przypił do Rookwooda i zaśmiał się z Honka, może być tego dnia i Honkiem, nic mu do tego póki mógł się dobrze bawić. Zaraz jednak doszedł go głos z sąsiednich stolików. Obrócił się lekko by spojrzeć na krzykacza. –A tobie co? – Zapytał mężczyzny unosząc znacząco brwi. –Jak pragniesz takiej przygody, to zapraszam na statek. Choć patrząc, to połowę rejsu spędzisz wyrzygując z siebie swój żołądek, kolego.
Może powinien załagodzić sytuację, a nie ją podsycać, bo tamten zaraz napiął całe swoje ciało, a zaciśnięte szczęki sprawiły, że wyglądał niczym wściekły kundel gotowy do skoku.
-Ja ci zaraz obije mordę – warknął mężczyzna, a ludzie zebrani w knajpie już wiedzieli, że szykuje się zadyma bo radosne okrzyki zaczynały cichnąć. – A z ciebie wyduszę żołądek gołymi rękami.
Zademonstrował jak zaciska grube i kanciaste dłonie w powietrzu przed sobą jakby chciał wycisnąć niewidzialną tubę z jej zawartość.
-Grozisz nam, kolego? – Zaśmiał się Kenneth, bo patrząc na Rookwooda nie chciałby mu podpaść, a przecież nie widział go w akcji. Widząc jak tamten ze swoimi kumplami się do nich zbliża klepnął Scarlett w tyłek aby zeskoczyła mu z kolan i powoli wstał ze swojego miejsca. Teraz poczuł, że całkiem sporo wypił, ale nie na tyle dużo aby nie móc utrzymać równowagi. -I po co te nerwy?
W tym momencie wielka pięść poszybowała w stronę twarzy Kennetha.

Kenneth Fernsby
Zawód : Marynarz, przemytnik
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Jestem nieuczciwy i uczciwie możesz liczyć na moją nieuczciwość.
OPCM : 18
UROKI : 12
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10073-kenneth-fernsby https://www.morsmordre.net/t10121-nereus#306722 https://www.morsmordre.net/t10122-devil-of-the-seas#306723 https://www.morsmordre.net/f380-dzielnica-portowa-horn-link-way-3 https://www.morsmordre.net/t10123-skrytka-bankowa-nr-2283#306724 https://www.morsmordre.net/t10127-kenneth-fernsby
Re: Pub "Królik z melonika" [odnośnik]07.07.21 18:15
Nastała niezręczna cisza. Był to przybytek średniej klasy, nienawykły do takich niebezpiecznych atrakcji. Wszystkie spojrzenia zostały skierowane na tych kilku uczestników konfliktu, którzy prężyli przed sobą muskuły. Krótka wymiana zdań zagotowała krew Rookwooda, nienawykłego do chojraczenia obcych ludzi. Postrachowi szlam i magicznych bestii z Yorkshire postawiła się właśnie barowa kurwa, jak ją ładnie określił przy słownej przepychance. Zrzucił z kolan dziewkę, sadzając ją na swoim krześle i zakasał rękawy, zaciskając żelazne pięści. Nie ostrzegał raz drugi, gdy dostrzegł bojowe zamiary przeciwników. Kiedy Kenneth został zaatakowany, wyminął jednego z wrogów i wystartował do dwójki stojącej w połowie drogi do baru od stolika. Niewiele myśląc, skierował pierwszy cios prawym sierpem w tego, który oskarżycielsko wymierzył palcem w jego stronę i kopnął go z buta na splot, popychając na sąsiedni stolik. Jego drugi kompan zaatakował Rookwooda serią ciosów, którą usiłował sparować, jednakże facet zadawał bardzo szybkie uderzenia, które przeciskały się przez gardę Hannibala. Na chwilę obecną miał nieco obitą mordę, a w ramach kontrofensywy odsunął się w tył, odsłonił gardę i w porę złapał nadgarstek chudego, wykręcając go i kładąc na ziemię. W ten czas Kenneth musiał uporać się z trzecim sam na sam, gdyż panowie, którzy zdołali pozbierać się z gleby, ruszyli pędem na Hannibala. Bronienie się przed dwoma przeciwnikami o wyważonym stopniu umiejętności w barowych bójkach byłoby zadaniem trudnym, gdyby nie gabaryty i wprawa łowcy wilkołaków w walce wręcz. Nic więc dziwnego, że po chwili pijaczyny poniosły porażkę i legły na ziemi. Rookwood odwrócił się, by pomóc swojemu kompanowi w walce z ostatnim przeciwnikiem.
Prędko tego pożałował.
Ten najbardziej wyszczekany ze wszystkich sięgnął bowiem po różdżkę. Leżąc na ziemi wypowiedział głośno Everte Stati, a gdy z przedmiotu dobyła się wiązka, wszyscy w barze jęknęli ze strachu i oburzenia. Owszem, Pani Wood zezwalała na korzystanie z magii w lokalu, ale nie w takim celu! Bójka przeobraziła się bowiem w magiczny pojedynek. Cały czas w tle dało się usłyszeć nawoływanie do porządku, ale nikt - włącznie z właścicielką lokalu - nie ważył się unieść różdżki i zmusić towarzystwa siłą do zachowania spokoju. Rookwood poleciał prosto w swojego kompana i cisnął go umięśnionym cielskiem w stronę ściany, w którą obaj wlecieli, demolując przy tym stolik. Trzech przeciwników zachowało się nieczysto i przyłożyło różdżki do ich gardeł.
- Spokojnie, Pani Wood! Zajmiemy się tymi niekulturalnymi śmieciami, nie będą więcej bruździć w naszym lokalu. — zawołał z hipokryzją inicjator zdarzenia, a śmiechem wtórowali mu kompani. Panowie Kenneth i Hannibal zostali podniesieni za fraki i uderzeni w twarz raz jeszcze, jednakże zrobić mogli niewiele - sięgnięcie po różdżkę byłoby w tej sytuacji brakiem rozsądku. Powoli zmierzali teraz ku wyjściu z lokalu, wypychając siłą obu towarzyszy kufelka. Ludzie zebrali się przy oknach, by obserwować kontynuację niecodziennego zajścia. Trzech bandziorów nie zamierzało tutaj zakończyć sporu. - A takie cwaniaki byliście, skurwysynki. I co teraz będziecie opowiadać w pubach? Jak bohatersko pokonaliście trzech kolesi w barze, którzy spuścili Wam srogi wpierdol? — przywódca grupy zbliżył teraz twarz do Rookwooda, wbijając koniec różdżki w jego grdykę z hardym wyrazem twarzy.
Pozbawiony możliwości obrony Rookwood miał jednak asa w rękawie. Rzadko bowiem podróżował samotnie. I tym razem towarzyszyły mu dwie suczki rasy siberian husky, które czuwać miały nieopodal lokalu. Z ust Rookwooda niespodziewanie raz jeszcze wydobył się wilczy skowyt, wprawiając faceta w osłupienie. Trzech facetów w reakcji roześmiało się gromko, jak gdyby wycie miałoby mu teraz pomóc. Nie spodziewali się, co za chwilę nastąpi.
Przed lokalem pojawiły się psy Rookwooda - brązowa Lumen i czarnobiała Luna. Na powrót zawył, choć teraz wtórowały mu zwierzęta, które zdawały się synergicznie łączyć ze swoim właścicielem. Nie przestały wyć nawet gdy ten zakończył nawoływanie niezrozumiałe dla pozostałych zebranych. Agresywni czarodzieje powoli zaczęli się wkurwiać hałasem.
- Ty ucisz te kundle, bo jak my to zrobimy, zostanie z nich tylko gulasz, brodata kurwo. — powiedział lider wrogiej grupy, a zwierzęta zamilkły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Przeciwnik Hannibala kiwnął do swoich koleżków, wydając im polecenie dobicia Kennetha, samodzielnie chcąc rozprawić się z Rookwoodem. I gdy Pierwszy mógł domyślać się, że to już koniec - nagle rozległ się hałas tak głośny i przerażający, że zlękli się nawet Ci bezpiecznie skryci w Króliku z Melonika. Psie wycie zaczęło się na powrót od grupy kilku psów przerywających skowyt agresywnym warkotem. Wkrótce jednakże zebrani dostrzegli formujący się krąg wściekłych, wygłodniałych psów liczonych w dziesiątkach, zwarcie zaciskających pole ruchów przy wejściu do pubu. Z kręgu wyszło kilka zapchlonych kundli obnażających kły przed towarzystwem i skracało dystans do centrum wydarzeń. Agresorzy wycofali się do lokalu w popłochu, zamykając za sobą drzwi. Rookwood i Fernsby mogli podnieść się, dobyć swe różdżki i podjąć kontratak, co zresztą zasugerował Hannibal.
Ja tym skurwielom nie daruję. Zajebałem niejedną szmatę, ale bym się nie spodziewał, że zagrają tak nieczysto. Pora się z nimi kurwa rozprawić. — rzekł i gwizdnął do całej chmary psów, by siadły i oczekiwały. Zamierzał przynieść im wkrótce pożywkę z tych żałosnych dupków.
Alkohol pompował adrenalinę i wkurwienie, napędzając go do akcji. Momentalnie otworzył drzwi, lecz stanął z boku, słusznie spodziewając się ataku. Skrył się przed nadciągającym zaklęciem i wypowiedział tylko głośno inkantację Locuste, wpuszczając do budynku agresywną chmarę szarańczy ukierunkowaną na atak lidera ugrupowania. — Pomożesz mi kurwa? Chyba nie zamierzasz tak stać, wilku morski? — zagadnął, motywując Pierwszego do działania.
Hannibal Rookwood
Zawód : Łowca wilkołaków z grupy Sigrun, dystrybutor zwierzęcych ingrediencji
Wiek : 33
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Moja natura mówi głośniej
OPCM : 15
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Zwierzęcousty

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10003-hannibal-rookwood https://www.morsmordre.net/t10021-kwatera-w-harrowgate https://www.morsmordre.net/t10020-hannibal https://www.morsmordre.net/f373-harrogate-12-jesmond-rd https://www.morsmordre.net/t10024-skrytka-bankowa-nr-2264#302725 https://www.morsmordre.net/t10023-hannibal-rookwood
Re: Pub "Królik z melonika" [odnośnik]12.07.21 19:04
-Kurwa..- - powiedział z rezygnacją w głosie Kenneth widząc szybującą w jego stronę pięść jednego z napastników. Szybko zanurkował w dół aby w zgięciu wjechać z bara w brzuch przeciwnika, a wolną dłonią złapać go za podudzie i zachwiać jego równowagą. Tamten się tego nie spodziewał i runął jak długi na ziemię, ale zaraz złapał Kennetha i pociągnął za sobą, a mocny cios trafił w szczękę marynarza, który nie był dłużny. W powietrzu mieszały się krzyki i nawoływania innych obecnych w tym miejscu, ale na nic się to zdało. Wpadli w szał walki, której żaden krzyk nie był w stanie przerwać. Przeciwnik Pierwszego wstał z ziemi i zaraz spotkał się z jego pięścią, a następnie kolanem, a dokładnie jego czoło, gdzie wyrżnął gdy cios Kennetha zmusił jego ciało do pochylenia się. Kątem oka marynarz widział jak Rookwood stara się dać radę dwójce, która się na niego uwzięła, ale nie mógł mu pomóc, gdyż jego napastnik, z którym sam się zmagał jeszcze nie dał za wygraną. W tym momencie do jego uszu doszło zaklęcie, odwrócił się aby zobaczyć kto złamał wszelkie zasady walki na pięści, ale wtedy poczuł jak Rookwood wpada na niego z impetem godnym toczącej się lawiny. Dosłownie zmiótł go na ziemię przewracając stoliki i rozbijając szkła, które raniły boleśnie dłonie. -Kurwa… - Tym razem jęknął kiedy podniesiono go za fraki z ziemi i siłą wypchnięto poza przybytek. Słyszał jak opryszki rechoczą zadowoleni z siebie, ale w uszach Pierwszego wciąż coś brzęczało. Chyba dostał jednak mocno w głowę.
-Co tam szemrzesz? - Zapytał bezczelnie powodując napływ kolejnej furii u jego przeciwników, ale ci gadali dalej niczym baby na targowisku. -Będziemy opowiadać jak trzech bohaterskich tchórzy nie potrafiło pokonać dwójki w walce na pięści więc wyciągnęli różdżki, jak ostatnie miernoty. - Kenneth splunął tamtemu pod nogi, bo zaczynały do niego docierać słowa gościa, który upatrzył sobie Rookwooda na swoją ofiarę. -Taki z ciebie odważny typ. To schowaj różdżkę i dawaj na pięści. Takimi jak ty karmię ryby na środku oceanu. - Skrzywił się nieprzyjemnie gotowy przyjąć kolejny cios, ale w tym momencie Rookwood zawył ponownie jak dziki zwierz, a to tylko rozwścieczyło napastników. Kenneth był gotowy bić się do końca, wiedział gdzie ma różdżkę, psy wyły jak potępione dusze aż nagle umilkły, ale nie dlatego, że się przestraszyły oprawców ich pana, ale dlatego, że sprowadziły pomoc. Zauważył jak ciasny krąg zwierząt jest coraz bliżej powodując paniczny strach u agresorów, którzy skryli się wewnątrz knajpy. A to była taka dobra knajpa. Wstał powoli z ziemi dobywając różdżki, nim zdołał się odezwać Rookwood już wystrzelił szarańczą do wnętrza.
-No dobra chłopcy, pobawiliśmy się, ale koniec zabawy! - Zakrzyknął gdy z środka dało się słyszeć wrzaski przerażenia. -Wyłaźcie i rozegrajmy to do końca! - Ruchem głowy wskazał tyły knajpy, przecież ci tchórze mogli spierdalać tyłem, byle tylko nie musieć się z nimi mierzyć. -Bo jak mi Neptun świadkiem, utopie waś w łyżce wody!
Kenneth nie lubił zabijać tylko po to aby zabić. Nie był skrzywionym dzieckiem w ciele dorosłego człowieka. nie szukał spełnienia swoich morderczych potrzeb, ale nic go bardziej nie wkurwiało jak ucieczka w tłum niewinnych ludzi aby ratować własną skórę. Wtem usłyszał szarpaninę wewnątrz i zduszony okrzyk pani Wood oraz jęki innych osób. Jeden z opryszków uznał, że świetnym wyjściem z tej sytuacji będzie wzięcie kobiety jako zakładnika. Z różdżką przy jej głowie stanął w progu knajpy.
-Wycofaj te bydlaki! - Zawołał mężczyzna wskazując na psy czekającego tylko na rozkaz swojego pana.
-Ty skurwielu… - Wysyczał Kenneth widząc przerażoną twarz pani Wood, po której niegdyś rumianych policzkach teraz bladych jak ściana, spływały pojedyncze łzy przerażenia. -Póść panią Wood, teraz.
-Odwołaj te bydlaki!
-Ty myślisz, że jesteś na pozycji negocjatora? - Zakpił jawnie Kenneth celując różdżką w napastnika.-Pani Wood, oczy! Caeco! - Snop światła uderzył w stronę napastnika, który nie miał czasu tak jak jego zakładnik aby zasłonić oczy. Mężczyzna zaryczał niczym ranne zwierzę i dał krok do tyłu zasłaniając rozpaczliwie oczy. Pani Wood jak tylko poczuła, że ma szansę to nie otwierając oczu zaczęła uciekać.
Kenneth Fernsby
Zawód : Marynarz, przemytnik
Wiek : 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Jestem nieuczciwy i uczciwie możesz liczyć na moją nieuczciwość.
OPCM : 18
UROKI : 12
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10073-kenneth-fernsby https://www.morsmordre.net/t10121-nereus#306722 https://www.morsmordre.net/t10122-devil-of-the-seas#306723 https://www.morsmordre.net/f380-dzielnica-portowa-horn-link-way-3 https://www.morsmordre.net/t10123-skrytka-bankowa-nr-2283#306724 https://www.morsmordre.net/t10127-kenneth-fernsby
Re: Pub "Królik z melonika" [odnośnik]14.07.21 6:09
W przeciwieństwie do Kennetha brodacz lubował się w krzywdzeniu. A już szczególnie, kiedy ktoś poważnie wytrącił go z równowagi. Nie była to sztuka trudna i perfekcję opanować można było już po pierwszym spotkaniu. Trzech tchórzy miało się o tym przekonać na własnej skórze i to dosłownie, bo magiczne szarańcze kąsały tak zaciekle, jak gdyby ich atakami kierował sam gniew Hannibala. Pod ich presją uległ jeden z agresorów, którego upodobały sobie za główny cel. W ten czas Pierwszy zdołał oślepić zgromadzonych w pubie. Rookwood był już gotów do posłania w ich stronę kolejnego pocisku, lecz właścicielka lokalu weszła mu w drogę, uciekając na oślep z budynku. Szczęściem wybrała to tylne wyjście i ukryła się w bezpiecznym miejscu, więc mężczyźni mogli dalej siać zniszczenie, bez obaw o postronne ofiary. Instynktownie inkantował słowa kolejnego zaklęcia.
- Vulnerario! - drugi cel wygiął się w łuk, jak gdyby jego plecy przeszył niewidzialny miecz. - Ostatni gnój jest Wasz! - odezwał się psim skowytem do tabunu zwierząt, które wtargnęły do pubu, powodując przerażenie wśród zebranych. Ostatni napastnik próbował się bronić, w tym wszystkim nawet zdołał posłać kulę ognia w jednego psa, który wybiegł z piskiem w stronę Hannibala. - Balneo. - ugasił płomienie prostym zaklęciem i zawołał swoje psy, które dostrzegły nierozległe rany u zwierzęcego towarzysza. Obydwie legły na ziemi i poczęły wylizywać oparzenia, opiekując się rannym na swój sposób. W ten czas pozostałe, wściekłe psy zdołały już zagryźć swoją ofiarę i wybiegły z budynku, rozpraszając się na życzenie Rookwooda. Kolejny, przytulny bar przeobraził się w zgliszcza masakry po wizycie człowieka, którego śmiało można ochrzcić mianem żywego wpierdolu.
Niehonorowe kurestwo. Rozpętać taką wojnę po niewinnej, barowej bitce? Na tutejszych kiepsko działa alkohol. — robił za przyzwoitego, choć trudno ukryć było paletę euforycznych emocji rysujących się na twarzy, kiedy mordował napastników. — Słuchaj no. Nie pamiętam, jak się nazywasz, ale bić się umiesz, czarować też potrafisz. Dobry z Ciebie kompan do picia i to wcale nie jest tak, że każde spotkanie towarzyskie obracam w krwawą jatkę. — czasami robią to inni, jak w tym wypadku. — Pewnie chcieli nas nastraszyć, ale chuj wie, co im do łba strzeliło tutaj, na zewnątrz. A później to już samo poszło. — zawsze samosię, to najlepsza wymówka. — Żal tej karczmarki, ale najważniejsze, że uciekła cała i zdrowa. Zawsze mogło się skończyć gorzej... Obsługa posprząta bajzel, wyrzuci truchła i pub jak nowy. My w każdym razie nie mamy już dziś dokąd wracać, więc rozejdziemy się w swoje strony. Jakbyś kiedyś chciał się umówić na chlanie albo nakręcić robotę na łajbie - mieszkam w Harrogate, odeślij sowę. I nie przejmuj się, nikt nie wyciągnie konsekwencji z tej rozróby. - tych słów akurat był cholernie pewny. Nowo nabyte znajomości dawały mu niemal całkowitą protekcję przed nieoczekiwanym patrolem ministerialnej policji. Przekazał Kennethowi dokładniejszy adres pocztowy i rozeszli się w swoje strony, wieńcząc spotkanie pożegnalnym uściskiem dłoni.

ztx2
Hannibal Rookwood
Zawód : Łowca wilkołaków z grupy Sigrun, dystrybutor zwierzęcych ingrediencji
Wiek : 33
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Moja natura mówi głośniej
OPCM : 15
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Zwierzęcousty

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10003-hannibal-rookwood https://www.morsmordre.net/t10021-kwatera-w-harrowgate https://www.morsmordre.net/t10020-hannibal https://www.morsmordre.net/f373-harrogate-12-jesmond-rd https://www.morsmordre.net/t10024-skrytka-bankowa-nr-2264#302725 https://www.morsmordre.net/t10023-hannibal-rookwood
Pub "Królik z melonika"
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach