Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Finley Jones
AutorWiadomość
Finley Jones [odnośnik]05.04.21 14:11


Finella MacFusty
Finley Jones


i'm not a whole person and i don't think i ever be
part of me died in the house i grew up in
and i visit him in my dreams

Karty Tarota

0



[bylobrzydkobedzieladnie]


Jak ja Cię obronię i po czyjej stronie
Stanąć mam dziś, gdy oczu wrogich sto?


Ostatnio zmieniony przez Finley Jones dnia 13.04.21 16:34, w całości zmieniany 1 raz
Finley Jones
Zawód : Tancerka Ognia
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

it's courage and fear
not courage or fear

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Finley Jones IYOfLg4
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9481-finley-jones https://www.morsmordre.net/t9564-finleyowe https://www.morsmordre.net/t9566-where-are-my-dragons https://www.morsmordre.net/f351-dzielnica-portowa-arena-carringtonow-wagon-9 https://www.morsmordre.net/t9667-skrytka-nr-2188 https://www.morsmordre.net/t9568-finley-jones
Re: Finley Jones [odnośnik]13.04.21 16:32
g ł u p i e c
the ghost of the past speak to all who will listen

wyspa Skye, Hebrydykońcówka maja, 1945 rok
Szczupłe palce suną po miękkiej trawie, ich krańce łaskocząc, wywołują mimowolny chichot błąkający się po roześmianych, coraz to pełniejszych ustach, nim dłoń sięgnie po kolejną łodygę, wplatając kolejne kwiecie w wiązankę. Obce ramie zderza się z jej własnym, gdy drugie równie drobne ciało nachyla się nad nią, szepcąc do ucha sekrety świata, nawet jeśli ogranicza się on jedynie do tej polany, do trzech dziewczęcych sylwetek oraz rozsianych dookoła owiec. Pochylają się w skupieniu, otulone ciepłymi promieniami słońca, aromatem rosy wciąż osiadłej kryształem kropel na pojedynczych liściach koniczyny, cichym beczeniem zajętych popasem zwierząt. Gdzieś obok przemyka psidwak szczekając radośnie, kiedy chłopięca sylwetka biegnie obok niego, zagrzewając do walki o trzymany w ręce patyk, a hałas ten wywołuje mimowolne skrzywienie się na buzi zaczytanego pod drzewem jabłoni kolejnego młodzieńca, który wzdycha bezdźwięcznie, zaraz wracając do lektury. Plecione wianki powoli nabierają odpowiedniego kształtu, zachwycając soczystością barw, choć ich tworzenie raz po raz przerywane jest przez brzęczące pszczoły skuszone słodyczą zapachu, przed którymi dziewczynki uciekają z piskiem, zadzierając spódnice do góry, przenosząc się ze łzami w oczach w kolejne miejsce w nadziei, iż wstrętne owady tym razem ich nie odnajdą. A mimo to jest spokojnie, tak spokojnie, iż Finny nie potrafi powstrzymać się przed cichym nuceniem, przed obrzucaniem kuzynek rozbawionym spojrzeniem, jakby ta chwila beztroski była swoistym sekretem wiążącym najmłodsze pokolenie szkockich duchów rozsianych po wyspach. Nie było bardziej sielskiego czasu ponad ten, rezerwat przyrody wydawał się wymagać nieustannej uwagi i niekończąca się krzątanina nie potrafiła ominąć nawet najmłodszej dziatwy, wiecznie popędzanej przez czerwoną na twarzy gospodynię o surowym głosie, lecz mającej wzrok tak łagodny, że nawet największe urwisy decydowały się nie szukać prawdziwie okrutnej zemsty za odbieranie im cennej swobody, zresztą kobieta i tak nie bała się wijących węży ni glizd, twierdząc, iż ma z nimi do czynienia na co dzień. Prostuje się, wyciągając przed siebie ręce, krytycznie zerkając na swe dzieło, któremu co prawda brakowało do ideału wiele, lecz dla siedmioletniej panienki była to prawdziwie ładna kwietna korona, której wyrazu nadać miała jeszcze odpowiednio dobrana wstążka. Decyduje się na czerwień, żywą, wyrazistą, taką, która przełamuje ślicznie biel oraz błękit kwiatów okraszonych lekkim fioletem, wplata ją między łodygi ostrożnie, nie chcąc zerwać przypadkiem więzów, a następnie czeka na werdykt zgromadzonych dziewczynek, nim ułoży ją sobie na skroniach z dumą. Nim jednak padną pierwsze słowa, nim zostanie zaproponowane nowe zajęcie, do uszu dolatuje przeciągły krzyk paniką przepełniony, a wszystko zamiera. I owce i dzieci, nawet pies z siebie dźwięku nie wyda, tylko czujnie zerka w stronę dochodzących odgłosów. Krzewy szeleszczą, gdy na polanę wpada niewiele starszy od nich chłopiec, z oczami szeroko otwartymi zdradzającymi panikę oraz roztrzepaną fryzurą, pomiętą i brudną koszulą. Zatrzymuje się, pochylony podtrzymuje się na kolanach, oddychając prędko a Finella zrywa się ze swego miejsca, wyciąga dłonie, by móc pochwycić jego buzie, spojrzeć, czy wszystko jest w porządku, czy jest cały i zdrowy.
- Angus - szepce, kciukiem wycierając czerwień w kącikach ust kuzyna. Nie krew, zauważa z ulgą, sądząc po drobnych plamkach, musiał znaleźć nieco malin po drodze - Co się stało? - pyta poważniej, surowiej. Tak, jak na córkę głowy rodziny na Skye przystało, jak na wnuczkę samego ceannard cinnidh. Popielate oczy spozierają na niego z uwagą, niepisana wcześniej rola przywódcy tej młodocianej zbieraniny osiada ciężarem na jej ramionach, nawet jeśli jest jedynie ledwo odrośniętą od ziemi dziewczynką. Ale w jej żyłach płynie krew przywódców, w dźwięcznym głosie przebywa siła i gromadzące się ciała zwrócone są na nią, niemo domagając się wyjaśnień, podjęcia jakiejkolwiek decyzji od królowej pastuchów - Natrafiłeś na smoki? - dopytuje, marszcząc ciemne brwi. Zaklęcia chroniły część terenów przed panami nieba, oni zaś pozostając niebywale terytorialnymi, zwykle żerowali w okolicach gór Cuillin, gdzie ciotki oraz wujowie mieli nad nimi pieczę. Jednak młode osobniki, ledwie pisklaki, chcąc chronić się przed większymi drapieżnikami, schodziły na bardziej zalesione, gęste od wonnych traw tereny. Spotkać ich szło niebywale rzadko, nie oznaczało to jednak, iż było to całkowicie niemożliwe.
- N-nnie, a-ale widziałem - potrząsa głową, przerywając w połowie. Dzieci rozglądają się po sobie niepewnie, bo co mógł widzieć? Smoka? Mugola? Jakąś straszliwą bestię, przed którą nawet wierny Merlin ich nie obroni, choćby nie wiadomo jak mocno szczerzył kły? - Lunabell...odłączyła się od stada, widziałem, jak biegnie w stronę terenu Belenusa - wyspał wreszcie, prostując się. Finny wciągnęła ze świstem powietrze, odsuwając się od towarzysza. Owce ginęły, to było wiadome, ich przeznaczeniem było zostać zjedzonym, ale Lunabell była pierwszym jagnięciem, które urodziło się pod ich okiem, najbardziej kochanym oraz słodkim, obdarowywanym masą wstążek i przysmaków. Utrata jej byłaby czymś najgorszym, prawdziwie okrutnym, łzy same zaczęły się zbierać w ślepiach kuzynek, jednak MacFusty zachowywała nienaturalny spokój, będący najprawdziwszą ciszą przed burzą, chwilą przed popełnieniem błędu. Czymś równie naturalnym, co oddychanie.
- Odzyskamy ją - oświadcza, rączki kładąc na boki, niczym gospodyni, która w ten sposób wzbudzała posłuch - Nie mamy pewności, że trafiła na Belenusa, równie dobrze mogła pomknąć na Oldstones, tam podobno rośnie dużo szczawiu i bezpieczniej jest to sprawdzić - wyjaśniła, pragnąc załagodzić niepokój, zapewnić, że nie będą wpychać się na ziemię smoczego podrostka, która równie dobrze mogłaby być przez to ich mogiłą. Finella bywała uznawana za najprawdziwszego głuptasa, ale głupia mimo wszystko nie była. Próbowała być rozsądna w zasadzie, chociaż jej propozycja nie spotkała się z entuzjazmem - Naprawdę? - zapytała płasko, bezbarwnie, próbując złapać wzrok innych dzieci, jakże prędko umykający przed nią w popłochu - Przecież to tylko kupa starych kamieni, nie ma tam żadnej klątwy, to tylko gadanie MacLeodów, od kiedy my ich słuchamy? - prychnęła, niczym oburzona kotka. Durne podlotki z innego klanu lubiły robić sobie z nich żarty, twierdzić, że tragedia z przeszłości, była winą klątwy, jaką sprowadziła na siebie panienka z kwiatami we włosach, a nie szalona wiedźma z ich krwi, a każdego, kto zbliży się do ruin czeka straszliwy koniec - Naprawdę dacie sobie wmówić, że ktoś z naszych, miałby nam zrobić jakąkolwiek krzywdę, albo ściągnąć nieszczęście? - uniosła jedną brew, wielce rozczarowana podobnym zachowaniem. Mama opowiadała jej historie, śpiewała pieśni i Ginny z opowieści nie była wcale straszna, była po prostu bardzo smutna, a smutni ludzie bywają zmuszani do samotności. To okropne, westchnęła w duchu, a następnie pokręciła głową, wprawiając brązowe pukle w ruch - Ja, Angus, Logan i Maisie pójdziemy poszukać Lunabell, weźmiemy ze sobą Merlina, może natrafi na jej trop, reszta niech zaopiekuje się stadem - obwieściła tonem nieznoszącym sprzeciwu, chociaż zbyt młody wiek odbierał mu odpowiedniej mocy, ale to nic, bo odpowiedziało jej niechętne ayeee. Przygotowania nie trwały zresztą długo, pod nos psidwaka zostały podstawione wstążki, których używało jagniątko, dziewczynki zaś zbierały śliczne bukiety kwiatów dla duszycy rezydującej w ruinach zamku. Z misją w sercu, mała grupka łowców owiec ruszyła przed siebie, uciszając się wzajemnie, przeciskając się przez wystające korzenie, wskakując na co większe kamienie, żeby z dłonią przytkniętą do czoła, mogli iście teatralnie wypatrywać zguby. Potykali się i popychali, chcąc być pierwszą osobą, która zauważy biel owczej wełny, dosłyszy przestraszone beczenie. Poruszali się znanym szlakiem, odchodząc od niego ledwie na moment, upewniając się, że w żadnej niewielkiej rozpadlinie nie leży zwierzęce truchło, wołając imię co jakiś czas, wierząc, że głupiutkie stworzonko nań zareaguje. Zamilkli, wręcz zamarli dopiero, kiedy mijali osmalone kamienie, kiedy zniszczony zamek ukazał się przed nimi w pełnej krasie. Będzie dobrze, zapewniła samą siebie Finny, bo to przecież nie tak, że się bała, że cofnęła się o krok od spustoszonego wejścia, że przełknęła głośno ślinę. Czuła respekt, dokładnie tak, czuła respekt przed przeszłością, dlatego dreszcz zrosił jasną skórę, a ręce zrobiły się jakieś takie spocone. Nie wymawiając ni słowa, przekroczyła próg miejsca, które mogłoby być jej domem, jeśli oszalała z zazdrości MacLeod nie rzuciła na to miejsce straszliwego zaklęcia. A może nie mógłby, bo klan winnych tejże zbrodni sam musiał odstąpić od swojego na przestrzeni lat. Ospałą ciszę miejsca, gdzie spoczywały prochy ich spopielonych przodków, przerywały zawołania, znacznie cichsze, niż powinny, trochę pozbawione brawury, ale tęskne Lunabell oraz och, Ginny! mieszały się ze sobą w zlepek słów pełnych nadziei, może jeśli duch pojawi się przed nimi, to ten im zdradzi miejsce ich zagubionej owieczki?
- To nie ma sensu - mruknęła Maisie, pociągając nosem, obejmując się ramionami, jakby to miało ją uchronić przed wszystkim, co złe - Ona się nam nie pokaże, Lunabell jest zgubiona i już nigdy jej nie znajdziemy - niemal zapłakała, ignorując jednocześnie ciekawskie myszkowanie towarzyszących im chłopców. Ciemnowłosa dziewczynka nie chciała przyznać towarzyszce racji, ale sprawa wydawała się strasznie beznadziejna, czekało ich rozczarowanie, a także skarcenie, za niedopilnowanie trzody. Co za bezsens, burczy Fin, kopiąc przed siebie kamień, przechodząc do kolejnego pomieszczenia wypełnionego pajęczynami oraz kurzem. Zatrzymuje się, rozglądając się po otoczeniu, ogromna sala musiała być tą biesiadną, której używano na większych spędach rodzinnych, a przynajmniej to resztki wyposażenia, które ledwo co szło rozpoznać, zdradzały. Czy to tutaj tańczyła? Zastanawiała się mimowolnie, spozierając na wysokie okna pozbawione szyb, światło jakie zeń padało, wydawało się magicznie nadawać niepowtarzalnej atmosfery temu opuszczonemu przez gwiazdy miejscu. Serce zakuło, na myśl o losie dziewczyny, której winą była miłość do jednego z MacFusty, nic więcej. I krew, przypomniała sobie, nie rozumiejąc całkowicie, dlaczego miało to dla kogokolwiek znaczenie. Zaróżowione usta rozchyliły się, mimowolnie, albowiem magia płynąca w dziecięcym ciele zdawała się wiedzieć, co winna uczynić, jak przywołać przeszłość.
- W zamku tym żaden, nie mieszka już wódz. Lecz Ginny chce tańczyć z nim znów. I z tym, co ją stracił i z tym, który trwał i z tym, który miłość jej dał - dźwięczny, śliczny głos przepłoszył sobą ciszę, miękka melodia osiadła na osmalonych ścianach, porośniętych gdzieniegdzie mchem, na zroszonej gruzem, drewnem oraz pyłem posadzce. Przekroczyła kilka kroków, zatrzymując się na samym środku, z uniesionymi dłońmi, z nogą wysuniętą do przodu -  Ci, co odeszli, zmienili się w głaz. Ich imię zatarte jest w snach. Zatańczyć z nią chce stary kamień choć raz, by znikł jej ból i strach - śpiewała, obracając się na kości śródstopia, czując się trochę głupio, niezbyt wprawnie, albowiem miała za sobą nie wystarczająco dużo lekcji baletu, żeby mogła wyglądać równie zgrabnie co starsze członkinie rodziny. Ale to nie ważne, liczyła się symbolika, pocieszała się w myślach - Ona nie chciała zostawić ich, nigdy zostawić ich. Nigdy zostawić ich, nigdy zostawić ich - czy to mógł być powód, dla którego czarownica mugolskiego pochodzenia porzuciła swojego nowonarodzonego syna? Czy bard układając tę pieśń mógł mieć racje? Czy naprawdę można kochać kogoś tak, by sama myśl, o pozostaniu na świecie bez tej jedynej wyjątkowej osoby, wydawała się nie do zniesienia? - Tańczyli, co dzień i tańczyli też w noc, nawet śnieg wirował u stóp, od zimy do lata, aż po pierwszy mróz, aż ze ścian został kamienny gruz - kontynuowała, obracając się, wirując po zakurzonej posadzce, układając malowniczo ramiona, popielatym okiem łapiąc zgromadzone w skupieniu towarzystwo. Milczące, niewyśmiewające się w niej wcale a wcale - Ona nie chciała zostawić ich, nigdy zostawić ich. Nigdy zostawić ich, nigdy zostawić ich, nigdy zostawić ich - dołączyły do niej kolejne głosy, dłoń splotła się z wyciągniętą ręką Angusa, kiedy dzieci wyśpiewywały swój ból oraz tęsknotę, nie do końca pojmując zalewającą ich falę emocji. Finny też nie chciała ich zostawić, uświadamiała sobie to z każdym kolejnym krokiem, z każdym zerknięciem na zdeterminowane buzie. Jak mogłaby opuścić własną rodzinę, ukochane Skye kiedykolwiek? Chyba też mogłaby tutaj zostać na zawsze, jak Ginny - Ona nie chciała zostawić ich, nigdy zostawić ich. Nigdy zostawić ich, nigdy zostawić ich, nigdy zostawić ich - palce rozstały się gwałtownie, gdy śpiewała coraz ciszej, zaprzestając tańca, niepewnie krocząc tam, gdzie znajdował się niegdyś długi stół, przy którym zwykły zasiadać głowy klanu - W zamku tym żaden, nie mieszka już wódz. Lecz Ginny chce tańczyć z nim znów. I z tym, co ją stracił i z tym, który trwał i z tym, który miłość jej dał - przeszła w niemal szept, ostatnie słowa wymawiając tak cicho, iż tylko wiatr zdawał się ją dosłyszeć. Oldstones odpowiedziało jej milczeniem, skrzącymi się łzami zaległymi w kącikach szarych oczu. Na próżno, uznała ze zrezygnowaniem, porzucone bukieciki kwiatów układając razem z resztą przed resztkami ławy. Kiedy opuszczali zamek, nie odzywali się wcale, zgaszeni, zmęczeni oraz zawiedzeni, dlatego też dziewczęcy chichot od razu ich zaalarmował. Rozglądając się po sobie, pobiegli za dźwiękiem, który rozlegał się, co jakiś czas wskazując im drogę, póki nie znaleźli się w miejscu, które chyba było niegdyś całkiem ładnym ogrodem, obecnie porośniętym chwastami, ziołami oraz dzikim kwieciem.
- Lunabell! - zawołała z uciechą Maisie, biegnąc w stronę jedzącego spokojnie trawę jagniątka, chłopcy zawtórowali jej szczęśliwi, otaczając zwierzątko. Tylko Finella nie ruszała się z miejsca, wzrokiem sięgając ponad kuzynostwo, bowiem mogła przysiąc na mały palec, że przez ledwie moment widziała kobiecą sylwetkę, z lekka przezroczystą, niewyraźną w tak jasnym świetle dnia, o kwiatach wplecionych we włosy.
- Finny, wracajmy - z zamyślenia ocknął ją Angus, trzymający w ramionach niewzruszoną owcę, przeżuwającą w znudzeniu ofiarowany jej listek. Dziewczynka kiwnęła głową, dzisiejsza misja okazała się całkowitym sukcesem i tylko trochę odwracała się przez ramię, licząc, że może jeszcze raz uda się jej ujrzeć pląsającą ze swoimi duchami Ginny.


Jak ja Cię obronię i po czyjej stronie
Stanąć mam dziś, gdy oczu wrogich sto?
Finley Jones
Zawód : Tancerka Ognia
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

it's courage and fear
not courage or fear

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Finley Jones IYOfLg4
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9481-finley-jones https://www.morsmordre.net/t9564-finleyowe https://www.morsmordre.net/t9566-where-are-my-dragons https://www.morsmordre.net/f351-dzielnica-portowa-arena-carringtonow-wagon-9 https://www.morsmordre.net/t9667-skrytka-nr-2188 https://www.morsmordre.net/t9568-finley-jones
Finley Jones
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach