Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Wzgórze Pennine
AutorWiadomość
Wzgórze Pennine [odnośnik]06.04.21 23:13
First topic message reminder :

Wzgórze Pennine

Wzgórze, którego główną atrakcją są niewiadomego pochodzenia skalne koła, przypominające wyglądem części nigdy niezłożonej maszyny. Zdążyły już porosnąć mech, a ich niegdysiejsza forma z czasem zaczęła ulegać zębowi czasu, krusząc się i łamiąc. Mieszkańcy zgodnie przyznają, iż były tam od zawsze i nikt nie jest w stanie konkretnie wskazać czasu, ani ich pochodzenia. Wejście po łagodnym zboczu odkrywa przed odwiedzającymi urokliwą panoramę okolicy. Idealne miejsce na okazyjne pikniki, średnio wymagające wędrówki górskie, a także spontaniczne wyjście z naturą w roli głównej.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wzgórze Pennine - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Wzgórze Pennine [odnośnik]08.07.21 23:32
Gdzie uciekać, gdy atak może nadejść z każdej strony? U kogo szukać schronienia? Nawet jeśli kilka hrabstw chronił polityczny sojusz, to jednak nie wszyscy znajdą tam całkowity spokój, bo jak wykarmić ogromną masę ludzi? Jak uleczyć wszystkich rannych? Wszyscy chcieli przeżyć, kierowali się pierwotnymi instynktami, nawet jeśli nigdy wcześniej nie przypuszczali, że mogą tak bardzo przesuwać granice swojej moralności. Kieran miał podobne wątpliwości, którymi podzielił się z nim Stevie, jednak nie miał też żadnego dobrego rozwiązania w ramach odpowiedzi. Musiał skupić się na tym, co było osiągalne, wciąż mógł zapewnić innym drogę ucieczki, a właściwie to wspomóc numerologa w jego działaniach, które miały na celu usprawnienie ewentualnej ewakuacji.
Na pierwszy rzut oka wszystko zdawało się być w porządku z okolicą, w której się znaleźli. Dzięki punktom oznaczonym przez Becketta na mapie udało się całkiem precyzyjnie znaleźć na samym szczycie wzgórza i to pomiędzy skalnymi kołami niewiadomego pochodzenia. Nie było sensu przyglądać się im nieufnie, choć mogły zostać przez kogoś zaklęte, pokryte klątwami, a może trucizną. Rineheart zdolny był wszędzie odszukać niebezpieczeństwo, ale nie zawsze poddawał się całkowicie swoim ponurym przypuszczeniom. Zresztą, wcześniej rzucone zaklęcie upewniło go, że nigdzie nie było pułapek. Ale coś go tknęło, aby zejść nieco ze wzniesienia i rozejrzeć bardziej, gdy tylko kompan podzielił się swoją ekspertyza odnośnie świstoklika. Ktoś tutaj był i nie mógł mieć dobrych intencji, skoro grzebał przy zaczarowanym przedmiocie, za który robił stary kalosz.
W powietrzu unosił się tylko zapach deszczu, który już dawno przepędził woń krwi, lecz nie mógł całkowicie zmyć martwych ciał. Dopiero po zrobieniu kolejnych kroków do jego nozdrzy wreszcie dotarł smród świadczący o początku rozkładu. Minęły trzy dni? Góra cztery, bo deszcz też zrobił swoje, tak jak i niska temperatura spowolniła pewne procesy degradacji tkanki. Powykrzywiane trupy, którym przyglądał się beznamiętnie, nawet nie zrobiły na nim wrażenia, choć przez myśl przemknęło mu, jak odrażające praktyki czarnomagiczne były odpowiedzialne za poszczególne obrażenia. Masowy mord, obraz śmierci, nie pierwszy i na ich nieszczęście nie ostatni, choć tego auror pragnął w tej chwili najbardziej, aby bezmyślnym rzeziom stał się koniec. Ale nie każdy był w stanie zachować spokój przy takim widoku. Kieran odwrócił się, rzucając spojrzenie ku pozostawionemu wyżej Beckettowi. – Skup się tylko na świstokliku – polecił mu stanowczo, bo przecież to było ich głównym zadaniem, nie przyglądanie się dowodom makabry. Wcale nie bał się zmarłych, znacznie bardziej obawiał się wciąż żywego wroga, za którym dalej się rozglądał, póki nie dostrzegł poruszenia między ciałami, gdzieś spod spodu wielkiej kupy trupów. Inferius? Jakoś szybko zwątpił w tę możliwość. Ożywieniec miałby wiele siły, aby spokojnie wydostać się spod innych ciał i zaatakować nawet z dużą szybkością i płynnością ruchów. – Nie schodź ze wzgórza, póki nie powiem wyraźnie, że możesz! – zawołał nim zbliżył się dokładnie do miejsca, gdzie ujrzał poruszenie. Pochylił się nad ciałami i zaczął je przesuwać, próbując dotrzeć do czegoś, co zdolne było jeszcze się ruszać. Może spodziewał się dzikiej zwierzyny, ale nie ludzkiego oblicza wykrzywionego z bólu, przerażenia i tak żałośnie niemego, poruszającego się ostatkiem sił. Jego spojrzenie skrzyżowało się z tym należącym do nieznajomego, który wiedział o nadchodzącym końcu. – Jak mogę ci pomóc? – spytał, choć był przekonany, że mugol nie zdoła wydobyć z siebie słów. To był cud, że jeszcze czerpał kolejne oddechy. Potem wziął ostatni, zakończony ciężkim sapnięciem, lekko świszczącym, a z trudem uniesiona dłoń opadła bezwładnie raz na zawsze. Kieran w próbie odnalezienia jakichkolwiek odpowiedzi o tym, co właściwie w tym miejscu zaszło, wyjął z martwego już uścisku świstek papieru. Brudna i wygięta koperta, z której ostrożnie wydobył jedną kartkę adresowaną do jednej z uciekinierek ulokowanych w Oazie. Czy naprawdę człowiek może kurczowo trzymać się resztek życia dzięki rozpaczliwym myślom o najbliższych? Ojciec i córka, więź nierozerwalna.
Zabrał list z solidnym postanowieniem doręczenia go odpowiedniej osobie. Z powrotem wspiął się na szczyt wzgórza, aby z grobową powagą przyjrzeć się towarzyszowi. Czy Stevie spojrzał ku martwym ciałom? Co o tym wszystkim myślał? Kieran jednak liczył, że druh dostosował się do jego poleceń i skupił wyłącznie na naprawieniu mechanizmu. – Nie wiem, czy nie będzie lepiej przenieść świstoklika – zaproponował bez wielkiej stanowczości, szybko przechodząc do kolejnej kwestii. – I musimy udać się do Oazy. Najlepiej od razu, nie ma co zwlekać.
Nie można odmówić ostatniej prośbie zmarłego, nawet jeśli nie została wypowiedziana głośno. Rineheart w drodze do kolejnego celu powoli wytłumaczył całą sytuację. Czuł się zobowiązany jakoś zadośćuczynić osobie, która wcale o tę straszną wojnę nie prosiła.



There’s a storm inside of us. A burning. A river. A drive. An unrelenting desire to push yourself harder and further than anyone could think possible. Pushing ourselves into those cold, dark corners where the bad things live, where the bad things fight. We wanted that fight at the highest volume. A loud fight. The loudest, coldest, hottest, most unpleasant of the unpleasant fights.
Kieran Rineheart
Zawód : Rebeliant
Wiek : 53
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
I have a very particular set of skills, skills I have acquired over a very long career. Skills that make me a nightmare for people like you.
OPCM : 47
UROKI : 28
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
when we all fall asleep where do we go
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5879-kieran-rineheart https://www.morsmordre.net/t5890-aedus#139383 https://www.morsmordre.net/t5891-aurorskie-sprawki#139384 https://www.morsmordre.net/f205-opoka-przy-rzece-wye-walia https://www.morsmordre.net/t5895-skrytka-bankowa-nr-1467 https://www.morsmordre.net/t5907-k-rineheart#139780
Re: Wzgórze Pennine [odnośnik]09.07.21 10:56
Wielkie metalowe okręgi pozostawione tutaj przez kogoś (a może coś), zapewne wieki temu, wcale nie pomagały w skupieniu się. Stevie nie miał zresztą zbyt wiele czasu, aby badać je teraz od podstaw, chociaż wydawały się szczególnie ciekawe. Nie wyglądały, jakby stworzyła je Matka Natura, a prędzej czarodziej, pytanie jednak w jakim celu. Stevie wyciągnął z wewnętrznej kieszeni marynarki mały notatnik, a także krótki ołówek, lekko nadgryziony z drugiej strony i zaczął bazgrać w nim ciągi liczbowe, uważnie obserwując co, takiego ukazywała magia. Wiązki i splątania, które widoczne były gołym okiem, nie były jednak największą tajemnicą, jakie skrywało to miejsce. Jeśli okręgi pokryte miały być magią, to ta przez lata nieco bielała, obsypywała się, wnikała w ziemię, bo przecież nie mogła tak po prostu rozpuścić się i zniknąć. Zapach deszczu wszechobecny dookoła w niczym nie pomagał, ale na szczęście zaklęcia ochronne były silne, a przynajmniej tego spodziewałby się Beckett po starym przyjacielu, który przecież był szefem biura aurorów. Ta renoma o czymś świadczyła. Kieran osłonił teren, więc numerolog mógł brać się do pracy, co też zresztą zrobił, odkrywając, że świstoklik nie do końca spełnia swoją funkcję... Że właściwie nie spełnia go wcale. Nie zagrażał życiu nikogo, nie miał wybuchnąć, przenieść do Londynu, czy też na sam szczyt góry skutej lodem. Miał po prostu nie zrobić nic, zaprzepaścić szanse na ucieczkę. Powoli zaczął badać jego magię, liczby, które się w nim skrywały i wiązania, które sczepiły się molekułami tego przedmiotu, a to, co z początku zdawało się wyczyszczeniem, przybierało teraz nową formę. Skupiony na pracy, nie rozejrzał się dookoła, w końcu był przy nim Rineheart, znacznie lepiej radzący sobie w terenie. Mroźny wiatr smagał po karku, mierzwił włosy i zachęcał do ucieczki stąd, ale przenosił także informacje. Do nozdrzy Steviego doszedł zapach, którego się tam nie spodziewał. Obrzydliwy zapach, jaki kojarzył mu się tylko z zepsutym mięsem, które zbyt długo leżało w temperaturze pokojowej. Z upolowaną zwierzyną, której nikt nie zabrał na pożywienie czy futro, a jedynie zabił dla przyjemności, które zwykł widywać w lasach. Odwrócił wzrok w kierunku, z którego wiał wiatr i wtedy naukowca w oczy zapiekła oddalona o nieznacznie od nich makabra. Tam stał już Kieran, zbyt blisko, aby był bezpieczny, a przynajmniej taka myśl przebiegła przez głowę Steviego. Wtem auror odezwał się, stanowczo zabraniając mu zejście ze wzgórza, miał skupić się tylko na świstokliku, jednak ten nie odwrócił wzroku, nie potrafił. Rozkazujący ton Rinehearta wydawał się nie znosić sprzeciwu, co zresztą nie dziwiło już po tylu latach obcowania z nim, nie zamierzał też nie posłuchać się go... Eh, Merlinie. Może i umysł miał tęgi, ale nie był wojownikiem. Żołądek wykręcał się na drugą stronę, zmysły wyostrzyły się, a gardło zaschło. Kiwnął głową i niechętnie spuścił wzrok niżej, z powrotem na świstoklik. Skupienie przepadło i potrzebował więcej niż chwili, aby wróciło, bo umysł wciąż krążył wokół obrazu, który dostrzegł pod wzgórzem. - Cztery ćwierci - mruczał do siebie, usiłując mnożyć liczby, które nawarstwiały się na powierzchni przedmiotu. Musiał znaleźć te zależności między pochodnymi funkcji spisanych w świstokliku, ale nie miało sensu wyciszenie go. Kto chciałby to robić, jeśli wystarczyło go zwyczajnie połączyć. Chyba, że... Niechcący, mimowolnie, jedynie z dziwnego przyzwyczajenia, podniósł ponownie wzrok do góry, obserwując jak ręka trupa rusza się w stronę Rinehearta. Chciał krzyczeć uciekaj, ale głos uwiązł mu w gardle, cofnął się jedynie o krok. - Cztery ćwierci dwunastu pierwiastków z tysiąca sześćdziesięciu trzech - pomrukiwał, próbując nie widzieć tego, co przecież i tak widział. - Cztery ćwierci... - dość. Nic z tego nie będzie, już to widział. Zabranie świstoklika ze sobą byłoby zbyt ryzykowne, ale rozbrajanie go tutaj, obserwując, jak powykręcane trupy niedaleko robią co? Ożywają? Czy w ogóle świstoklik mógł do tego doprowadzić...? O ile nie był świst-klikiem... To mógł. Rozwiązanie zagadki przyszło z trudem, ale wzory układające się na powierzchni obiektu jasno wskazywały na jego pochodzenie. Już dawno przestał być użyteczny, można było co najwyżej zakląć go ponownie i nadpisać dane, teraz miał służyć innym celom. Stevie usiłował jeszcze sprawdzić jakim, rozczytując jego właściwości i wartości pomiędzy plątaniami dziwnej magii. Nie była to czarna magia, prędzej coś niebywale sprytnego. Może nawet mającego związek z tamtym... Żołądek znów skoczył do gardła, znów wykręcił się nieprzyjemnie. Gdy towarzysz wrócił na górę, nawet nie otworzył ust, aby zapytać. Czy na pewno chciał wiedzieć? Głód wiedzy mówił, że tak, ale zdrowy rozsądek odpychał od siebie to stwierdzenie. - To nie świstoklik, tylko coś na rodzaj bomby z opóźnionym zapłonem - wyrzucił bardziej do siebie, gdy Kieran wspomniał o przeniesieniu go. - Nic z tego nie będzie, zacząłem to rozbrajać - podrapał się jeszcze po brodzie, obserwując list, który teraz znalazł się w dłoni aurora. Usiłowanie pozostania silnym, a przynajmniej na zewnątrz, nad powłoką ciała, wydawało się logicznym. Naprawdę ostatnie czego Beckett chciał teraz, to aby przyjaciel miał go za tchórza, to nie były czasy na tchórzostwo. Ostatnie liczby poprzestawiał względem siebie, tak, aby wyłączyć wyciszenie świstoklika, a po prostu dezaktywować w przedmiocie całą magię. Zadanie trudne, męczące, ale możliwe do wykonania, czuł, że magia od Rinehearta wciąż na nim działa. Gdy skończył, podniósł przedmiot lewą dłonią, nieco ryzykując, że jeśli coś poszło nie tak, to oderwie mu rękę. Nic takiego się nie stało, to też wskazał różdżką na kalosza i wypowiedział - Reducio - wypowiedział, ale widocznie był zbyt rozproszony, bo zwyczajnie nic się nie stało. - Reducio - jeszcze raz, nieco pewniej i mocniej, a czar trafił w buta, który zmniejszył się do kieszonkowych rozmiarów, tak, że pasować mógł teraz na lalkę. Numerolog schował do kieszeni. - Potem się go pozbędę, bezpiecznie... - tak by nikt nie wykrył robót przy nim. Ostatnie spojrzenie na makabrę. Powyginane ciała, dziwne poczucie bezlitosnej bezsilności. Może powinni ich pochować? Albo zrobić cokolwiek... Kto to w ogóle był? Czy to efekt eksperymentów? Czy w ogóle chciał wiedzieć?  - Widzimy się przed wejściem - powiedział nieco nieobecnym głosem, zapewne trochę zbyt blady jak na siebie, przełykając jeszcze głośno ślinę i deportowali się w ustalone miejsce. Skoro mówił, że należy działać, to należało działać... Tylko czym do cholery były te trupy? Potem go spyta. Chyba.

zt x2, przechodzimy tutaj


Am I going crazy? Would I even know? Am I right back where I started forty years ago?
Wanna guess the ending? If it ever does... I swear to God that all I've ever wanted was
A little bit of everything, all of the time, a bit of everything, all of the time
Apathy's a tragedy, and boredom is a crime. I'm finished playing, and I'm staying inside.
Stevie Beckett
Zawód : twórca świstoklików, wynalazca
Wiek : 57
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Wdowiec
The blues ain't nothing but a good man feelin' bad.
OPCM : 15
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 26
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9282-stevie-beckett https://www.morsmordre.net/t9293-einstein https://www.morsmordre.net/t9292-wujek-stevie#282938 https://www.morsmordre.net/f318-dolina-godryka-warsztat https://www.morsmordre.net/t9294-skrytka-bankowa-nr-2137 https://www.morsmordre.net/t9295-stevie-beckett
Re: Wzgórze Pennine [odnośnik]28.07.21 19:31
08.11.1957

Wstała tego poranka wcześnie, jak zawsze. Nie lubiła marnować czasu. Ucieszyła się, gdy dotarła do niej sowa od Lovegooda. Bała się, że odmówi jej spotkania. Na całe szczęście wszystko poszło po jej myśli. Dlaczego napisała akurat do niego z taką prośbą? Sama nie do końca wiedziała. Kiedy ostatnio się widzieli był dla niej miły, co przekonało ją do tego, że może warto spróbować. Wyraził chęć nauczenia jej co nieco z obrony przed czarną magią, co bardzo jej się przyda ze względu na to, co się aktualnie dzieje na świecie. Miała świadomość, że musi ćwiczyć, bo niebezpieczeństwo czai się tuż za rogiem, zawsze.
Nie powiedziała ani nestorowi, ani kuzynowi dokąd i w jakim celu się wybiera, nie miała w zwyczaju dzielić się z nimi takimi informacjami. Liczyła na to, że mężczyzna nie będzie miał jej tego za złe. Zresztą kogo to właściwie obchodziło? Grunt, że znalazł się chętny, aby jej zademonstrować swoje umiejętności.
Ubrała na siebie dzisiaj ciemne ołówkowe spodnie i białą koszulę, na wierzch narzuciła czarny płaszcz. Włosy związała, aby nie przeszkadzały jej w naukach. Miała nadzieję, że dowie się czegoś nowego. Wyszła z domu o świcie, szkoda jej było marnować czasu. Zaliczy jeszcze po drodze jakiś spacer, dotleni się, tak jak lubi najbardziej.
Pojawiła się na wzgórzu, o którym wspomniał jej w liście Elric, teleportowała się tutaj. Nie przypominała sobie, czy kiedykolwiek miała sposobność być w tym miejscu. Raczej nie, a szkoda, w końcu było tak niedaleko rezerwatu, w którym przecież była częstym gościem. Rozejrzała się uważnie po okolicy, byłą całkiem urokliwa. Jej uwagę zwróciły koła, które się tutaj znajdowały, nie były bowiem niczym standardowym. Podeszła więc bliżej, aby się im przyjrzeć. - Ciekawe..- powiedziała do siebie i ruszyła aby przyjrzeć się kolejnym. Zastanawiało ją skąd się tutaj właściwie wzięły, nie przychodziło jej jednak aktualnie na myśl nic. Pustka, zaćmienie? Może poczyta o tym w księgach, które ma w domu.



I am the storm and I am the wonder
And the flashlights nightmares
And sudden explosions
Prudence Macmillan
Zawód : Specjalista ds. morskich organizmów
Wiek : 26/27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
With wild eyes, she welcomes you to the adventure.
OPCM : 14
UROKI : 11
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Wzgórze Pennine - Page 2 D36cb059e33df5c9cc27b3102f0bf437286d1298
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9686-prudence-macmillan https://www.morsmordre.net/t9710-limbo https://www.morsmordre.net/t9701-syrenka https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t10646-skarpeta-pru https://www.morsmordre.net/t9860-prudence-macmillan#298534
Re: Wzgórze Pennine [odnośnik]03.08.21 18:03
Miał wątpliwości co do tego, czy powinien przyjąć osobliwą prośbę lady Macmillan. Wydawało mu się to niestosowne, nieodpowiedzialne - kobiety z tak wysoko postawionych rodzin nie powinny wybierać za nauczycieli mężczyzn znanych sobie wyłącznie ze sporadycznych odwiedzin w rezerwacie smoków. Czy rody takie jak Macmillan nie miały pieniędzy na opłacenie nauczycieli? Mieli w końcu wielką wytwórnię alkoholu, choć biorąc pod uwagę czasy biznes mógł podupaść, a ród nieprzystający do polityki rządowej ucierpieć zarówno wizerunkowo, jak finansowo. Było mu trochę szkoda Prudence i tego, że musiała w ten sposób szukać okazji do nauki, pamiętał też Lucindę, która mimo nazwiska nie odpuszczała, dążąc do spełnienia marzeń i robienia w życiu tego, czego chce. Choć przyznać należało, że Lucinda skończyła na tym jak skończyła - wierzył jednak, że bez poprzedniego nazwiska była szczęśliwsza. A nowe ładnie komponowało się z imieniem.
Przygotował sobie odpowiedni, skromny strój - kurtkę ze skórzanym kołnierzem, rękawice bez palców i wysokie buty - a potem zaczesał włosy i teleportował się na umówione miejsce spotkania. Daleko w dolinie widać było stąd graniczną część rezerwatu. Wydawało mu się, że nie znajdzie miejsca lepszego, bo przy smokach nie zamierzał nikogo uczyć, a biorąc pod uwagę obyczaje nie chciał pokazywać się z lady w publicznym miejscu w takich okolicznościach. Prudence już na niego czekała, a on ukłonił się teatralnie, obdarzając czarownicę na dzień dobry szerokim uśmiechem.
- Witam, lady Prudence. Zainteresowały lady kamienne konstrukcje? - Zauważył, że kobieta przechadza się między nimi, z zastanowieniem ogląda ich gładkie krawędzie. - Niestety, muszę lady zawieść, ja też nie wiem skąd się tutaj wzięły. To miejscowa tajemnica, legenda prawie. - Wzruszył ramieniem. Wdrapywał się na Pennine tyle razy, że wiedział, że koła w żaden sposób im nie zagrażały. Nie liczyło się nic więcej.
Wyciągnął z naramiennej torby szeroki, wełniany koc w kolorze ciemnej żółci i rozłożył go na trawie jednym machnięciem różdżki. Nie miał dużo prowiantu na trening, bo też spiżarka ostatnio świeciła pustkami, ale wziął nieco już twardą drożdżówkę z marmoladą oraz landrynki. Drożdżówką lady mogła wzgardzić, w końcu trochę przeleżała w szafce, ale cytrynowe landrynki chyba przyjmie.
- Proszę się częstować - zaoferował z kurtuazją, a potem ze zmrużonymi oczami przyjrzał się horyzontowi.
Na Pennine ciągle wiał wiatr, ale nadawało to wzgórzu jedynego w swym rodzaju charakteru. Miał nadzieję, że przyniesie im szczęście.



I'm here
I whisper
You can talk to me
or not talk to me
But i'm here
Elric Lovegood
Zawód : Smokolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
A potem świat
znowu zaczął istnieć
ale istniał zupełnie inaczej
OPCM : 15
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Jasnowidz
my kind belongs nowhere
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9649-elric-lovegood https://www.morsmordre.net/t9725-vincent#295249 https://www.morsmordre.net/t9722-droga-niewybrana#295200 https://www.morsmordre.net/f393-somerset-dolina-godryka-dom-na-rozdrozu https://www.morsmordre.net/t9724-skrytka-bankowa-nr-2210#295204 https://www.morsmordre.net/t9723-elric-lovegood#295203
Re: Wzgórze Pennine [odnośnik]04.08.21 12:42
Prudence po ostatniej dosyć burzliwej rozmowie ze swoim kuzynem, wolała go już o nic nie prosić. Miała świadomość, że mógł nie być skory do spełniania jej próśb po tym, jak go potraktowała. Jednak nie dało się nie zareagować, kiedy zaczynał męczyć ją tym całym bełkotem o tym jak powinno wyglądać jej życie. Działo się w nim dosyć sporo ostatnimi czasy i musiała skupić się na ważnych rzeczach, żeby mieć możliwość się bronić, kiedy przyjdzie taka potrzeba. Wiedziała, że aktualnie nie może być pewna swoich umiejętności, zawodziły ją one i nie do końca panowała nad magią, którą się posługiwała. Była nieokrzesana, tak jak i ona. Musiała to zmienić, żeby mieć pewność, że zawsze jest gotowa.
Nieco straciła czujność, gdy oglądała skalne koła. Nawet nie zauważyła kiedy mężczyzna pojawił się gdzieś obok. Odwróciła się nieco nerwowo, a dłoń zacisnęła mocniej na różdżce, nie powinna tak ignorować zagrożenia, które może pojawić się w każdym momencie.
Okolice rezerwatu wydawały się jej być w miarę bezpiecznym miejscem, jednak przecież i tutaj mogło pojawić się niebezpieczeństwo. Na całe szczęście był to Elric, z którym umówiła się na spotkanie. Zdjęła dłoń z różdżki, a na jej twarzy pojawił się nieśmiały uśmiech. Cieszyło ją to, że nie odmówił jej pomocy. W końcu miał na pewno ciekawsze rzeczy do robienia, a chciał jej poświęcić czas.
- Witaj Elricu, cieszę się, że Cię widzę, ogromnie jestem wdzięczna, że znalazłeś dla mnie chwilę.- rzekła i zbliżyła się nieco w jego stronę. - Tak, nie widziałam jeszcze czegoś takiego, zastanawia mnie skąd się one tu właściwie wzięły.- chętnie zaspokoi swoją ciekawość, gdy wróci do domu. W którejś z ksiąg muszą znajdować się jakieś informacje na ten temat.
- W takim wypadku będę musiała uzupełnić swoje informacje, bo nie da mi to spokoju. Malownicze jest to miejsce.- odparła zupełnie szczerze, bo nie była tu nigdy wcześniej, a widok naprawdę robił wrażenie. Zaprawdę ciekawe miejsce do nauki.
Spoglądała na niego, kiedy rozkładał koc. Nie miała zamiaru korzystać z jego zapasów, wiedziała, że trwa wojna i wszystkim jest ciężko. Ona miała jeszcze ten przywilej, że ni musiała się martwić o pożywienie. - Dziękuję, niedawno jadłam śniadanie, a landrynki sobie odpuszczę, wszak wypada dbać o linię.- rzekła uśmiechając się promiennie.
- Mam nadzieję, że nie masz mi za złe, że napisałam właśnie do siebie, jednak po naszym ostatnim spotkaniu w rezerwacie stwierdziłam, że możesz być chętny aby mi pomóc. Czasy są trudne, a ja powinnam ćwiczyć obronę, nie wiadomo, gdzie czai się niebezpieczeństwo. Nie lubię siedzieć w jednym miejscu i chciałabym mieć po prostu pewność, że umiejętności mnie nie zawiodą, gdy będą potrzebne. - powiedziała dosyć szybko, niemal jednym tchem. Chciała się w pewien sposób wytłumaczyć, dlaczego go tutaj ściągnęła.


I am the storm and I am the wonder
And the flashlights nightmares
And sudden explosions
Prudence Macmillan
Zawód : Specjalista ds. morskich organizmów
Wiek : 26/27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
With wild eyes, she welcomes you to the adventure.
OPCM : 14
UROKI : 11
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Wzgórze Pennine - Page 2 D36cb059e33df5c9cc27b3102f0bf437286d1298
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9686-prudence-macmillan https://www.morsmordre.net/t9710-limbo https://www.morsmordre.net/t9701-syrenka https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t10646-skarpeta-pru https://www.morsmordre.net/t9860-prudence-macmillan#298534
Re: Wzgórze Pennine [odnośnik]12.08.21 23:10
Nie miała najlepszego refleksu, dało się to spostrzec po sposobie, w jaki wzdrygnęła się z zaskoczeniem, kiedy się do niej zbliżył - nie winił jej jednak, wychowanie w szlacheckim domu bez wątpienia wpływało na sposób postrzegania niebezpieczeństwa. Ostatecznie, kto mógł ci zagrozić za murami pałacu? Tak przynajmniej musiało być przez większość czasu, gdy Prudence dorastała. Obecnie układ sił nieco się zmienił, ród Macmillan popadł w niełaskę w oczach rządu, a w jego oczach w olbrzymi szacunek. Teraz każdy powinien wiedzieć, jak się obronić i choć nadal budziła w Elricu dyskomfort myśl, że będzie musiał nauczyć lady jak się pojedynkować, odepchnął niechciane wątpliwości - gdyby nie była przekonana, wcale by tutaj nie przyszła.
- Jeśli coś lady znajdzie, chętnie o tym usłyszę. To miejsce od dawna budziło moją ciekawość - przyznał z uśmiechem. Kto wie, rodowe biblioteki mogły być obszerniejsze w zasobach niż te należące do rezerwatu, czy, tym bardziej, publiczne.
Rozłożył koc, bo chciał rozpocząć od odrobiny teorii, nie spodziewał się jednak, że Prudence odmówi mu drobnego poczęstunku. Nie dał po sobie poznać, że jest mu przykro, zdawał sobie sprawę, że jej pobudki mogły być szlachetne i wyrozumiałe, zwyczajnie... czuł się zażenowany myślą o tym, że mogła odmówić przez wzgląd na ogólną biedę. I tak było mu już głupio, że ta bułka jest nieco czerstwa, a tak... No cóż, nie było co roztrząsać i stresować się bez potrzeby; dla potwierdzenia, że rozumie i czuje się z tym w porządku, sam ugryzł kęsa suchej bułki, rozkoszując się lekkim posmakiem marmolady. Chociaż ona była wciąż tak samo słodka i smaczna jak zwykle.
- Nie musisz tłumaczyć, doskonale to rozumiem - wtrącił łagodnie, kiedy już przełknął, zauważając, że dziewczyna zaczyna sprawiać wrażenie poddenerwowanej. - Miałaś już kiedyś potrzebę korzystania z takiej wiedzy? - dopytał, starając się nie okazywać nadmiernego zmartwienia. W rzeczywistości każda myśl o delikatnych kobietach w niebezpieczeństwie jakoś mu uwierała. - Żeby dobrze zacząć, muszę znać twój poziom. Brałaś kiedyś udział w sparingach? Widziałaś walczących czarodziejów? Jak radziłaś sobie z obroną w Hogwarcie? Jak oceniasz umiejętności, które nabyłaś do tej pory? - Ton Elrica mimowolnie nabrał akademickiej nuty, wszedł w rolę naukowca, nie był w stanie się powstrzymać. - Jakie dokładnie zaklęcia cię interesują? Obrona przed czarną magią to szeroka dziedzina, dotycząca nie tylko parowania ofensywy w pojedynkach, ale również chronienia się przed niebezpiecznymi stworzeniami oraz, w niektórych przypadkach, zaprowadzania porządku w chaotycznych okolicznościach - Gdyby to zależało tylko od niego, chętnie położyłby się na kocu z rękami założonymi za głowę, w ten sposób najwygodniej byłoby mu zebrać myśli.
Z uwagi na obecność lady, powstrzymał się jednak od zbytniej swobody.



I'm here
I whisper
You can talk to me
or not talk to me
But i'm here
Elric Lovegood
Zawód : Smokolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
A potem świat
znowu zaczął istnieć
ale istniał zupełnie inaczej
OPCM : 15
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Jasnowidz
my kind belongs nowhere
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9649-elric-lovegood https://www.morsmordre.net/t9725-vincent#295249 https://www.morsmordre.net/t9722-droga-niewybrana#295200 https://www.morsmordre.net/f393-somerset-dolina-godryka-dom-na-rozdrozu https://www.morsmordre.net/t9724-skrytka-bankowa-nr-2210#295204 https://www.morsmordre.net/t9723-elric-lovegood#295203
Re: Wzgórze Pennine [odnośnik]22.08.21 19:37
Może zbytnio się skupiła na nieznanych sobie elementach tego miejsca? Nie powinna, jednak czuła się tu bezpiecznie, może nie do końca było to odpowiedzialne, wszak czasy były wyjątkowo niebezpieczne. Prudence może czasy dzieciństwa spędziła za murami pałacu, jednak po szkole dużo czasu spędzała poza nimi. Nie wszyscy o tym wiedzieli, jednak była osobą, która nie umiała zbyt długo siedzieć w miejscu. Musiała poznawać nowe miejsca inaczej by się zanudziła, zdecydowanie tego nie chciała. Miała świadomość, że musi podszkolić swoje umiejętności, wiedziała również gdzie leży jej problem. Szczególnie po starciu z czarnoksiężnikami, do którego doszło w obecności jej dawnego nauczyciela czarnej magii. On zaoferował jej pomoc, z której korzystała, wiedziała jednak, że to nie wystarczy. Musiała być bardziej systematyczna, aby osiągnąć cel, dlatego również szukała pomocy w innych miejscach.
- Na pewno się z Tobą podzielę informacjami, mam nadzieję, że mamy jakieś książki, które pomogą mi przybliżyć historię tego miejsca.- rzekła do mężczyzny z uśmiechem.
Nie chciała sprawić mu przykrości swoimi czynami. Wiedziała bowiem, jakie są czasy, nie miała zamiaru nadużywać dobroci innych, nie wypadało. Przynajmniej tak się jej wydawało. Wiadomo jak to jest, dobrymi chęciami piekło zostało wybrakowane.
- Wolę się wytłumaczyć, wiem, że nie jest to mile widziane u osób jak ja.- rzekła nieco smutnym głosem. Miała świadomość, jak Lady są postrzegane wśród innych. Nie chciała taka być, bezbronna. Musiała mieć możliwość zadbać o siebie, szczególnie, że nie trzymała się domu. - Ostatnio, napotkałam na swojej drodze czarnoksiężników..- wzięła głęboki oddech, nie było to coś, czym chciała się dzielić z wszystkimi, w tym przypadku, może jednak powinna? - Udało nam się ich pokonać, z pomocą mojego dawnego profesora, przypadkiem zrobiłam krzywdę jednemu z nich.- wzrok wbiła w podłogę, nadal nie do końca pogodziła się z tym, że przez nią zginął człowiek. Nie była osobą, która nadawała się do mordowania. Jednak, jakoś tak wyszło.
- Nie wydaje mi się, żebym była w tym fatalna. Moim głównym problemem jest to, że nie panuję nad moją mocą. Raz nic mi nie wychodzi, a innym razem zaklęcia są nawet nazbyt silne.- bardzo dobrze wiedziała, gdzie leży problem i na czym powinna się skupić.
- Nie potrafię ich ocenić. Brałam udział z sparingach, wiem, że nie panuję nad tym, co czaruję, tu jest największy problem.- odparła z rezygnacją. -Głownie zależy mi na tym, aby radzić sobie z przeciwnikami, ostatnio zauważyłam, że wszędzie można spotkać wrogów, a nie chcę wiecznie siedzieć w domu, skoro mam chęć na wyprawy, muszę mieć pewność, że będę w stanie sobie poradzić z nieprzyjaciółmi.- miała świadomość, że ich ród nie był aktualnie miło widziany. Zdawała sobie sprawę, że znalazłoby się wieli chętnych, aby zrobić im krzywdę.


I am the storm and I am the wonder
And the flashlights nightmares
And sudden explosions
Prudence Macmillan
Zawód : Specjalista ds. morskich organizmów
Wiek : 26/27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
With wild eyes, she welcomes you to the adventure.
OPCM : 14
UROKI : 11
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Wzgórze Pennine - Page 2 D36cb059e33df5c9cc27b3102f0bf437286d1298
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9686-prudence-macmillan https://www.morsmordre.net/t9710-limbo https://www.morsmordre.net/t9701-syrenka https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t10646-skarpeta-pru https://www.morsmordre.net/t9860-prudence-macmillan#298534
Re: Wzgórze Pennine [odnośnik]23.08.21 12:14
Nie był zdania, że samoobrona jest niemile widziana u kobiet wyższego stanu, w gruncie rzeczy czary defensywne, przynajmniej te podstawowe, powinny być znane każdemu, bo człowiek nigdy nie mógł przewidzieć, kiedy zostanie bez pomocy i przyjdzie mu ich użyć. Miał tylko zwyczajną, męską niechęć do wyobrażenia kobiet, które musiały same stawać naprzeciw czarnoksiężników, walczyć o życie i zdrowie, zabijać... Lucinda pewnie dałaby mu za to po głowie, ale cóż miał poradzić na to, że wychowano go na czarodzieja szarmanckiego?
- Napotkałaś czarnoksiężników? Gdzie? - starał się, aby jego głos nie zdradzał zbytniego oburzenia, choć zapewne Prudence była w stanie wyczytać je w gniewnym spojrzeniu i nerwowym postukiwaniu palcami o kolano. - Nie dręcz się, jeżeli przypadkiem zrobiłaś któremuś krzywdę, jestem przekonany, że gdyby on skrzywdził ciebie, wcale by tego nie żałował - dodał nieco spokojniej, wzdychając ze współczuciem. - Musisz na siebie uważać, nawet gdy będziesz bardzo utalentowana w dziedzinie obrony przed czarną magią, wciąż może się zdarzyć, że znajdziesz się na wprost kogoś arcyniebezpiecznego. Nie znaczy to, że nie powinnaś opuszczać pałacu, po prostu... - dodał prędko. - Nie bez powodu mówi się, że w czasie wojny są miejsca, których lepiej nie odwiedzać - zakończył ponuro.
Wyciągnął z torby obszerną księgę z nieco pozaginanymi rogami; wybrał takie tytuły, z których sam chętnie się uczył i odświeżał wiedzę, nie chciał obciążać Prudence literaturą fachową, gdy jeszcze nie była do takowej przygotowana. Wysłuchał jej podsumowania dotychczasowych doświadczeń, a potem z zastanowieniem podrapał się po brodzie.
- Kontrola, kontrola... - Zamyślił się. - W gruncie rzeczy nie jest to typowe zagadnienie z zakresu obrony, bo dotyczyć może każdej dziedziny magii. Nowe zaklęcia nie sprawią, że będziesz lepiej panować nad różdżką. Treningi będą przydatne, ale myślę, że warto też, abyś zastanowiła się, co sprawia, że tak się dzieje. - Spojrzał na nią z zachęcającym uśmiechem i zebrał się na nogi. - Możemy zasymulować jakiś pojedynek, ale najpierw spróbuj odpowiedzieć sobie na to pytanie: czy tracisz kontrolę z powodu dekoncentracji? Strachu, gdy stajesz naprzeciw prawdziwego wroga? A może chodzi o coś jeszcze innego? - Skrzyżował ramiona na piersi. - Pokaż mi, jak rzucasz tarczę. Najprostszą, zwyczajne Protego.
[bylobrzydkobedzieladnie]



I'm here
I whisper
You can talk to me
or not talk to me
But i'm here
Elric Lovegood
Zawód : Smokolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
A potem świat
znowu zaczął istnieć
ale istniał zupełnie inaczej
OPCM : 15
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Jasnowidz
my kind belongs nowhere
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9649-elric-lovegood https://www.morsmordre.net/t9725-vincent#295249 https://www.morsmordre.net/t9722-droga-niewybrana#295200 https://www.morsmordre.net/f393-somerset-dolina-godryka-dom-na-rozdrozu https://www.morsmordre.net/t9724-skrytka-bankowa-nr-2210#295204 https://www.morsmordre.net/t9723-elric-lovegood#295203
Re: Wzgórze Pennine [odnośnik]25.08.21 1:18
Prudence zapewne sama nie wybierałaby drogi która kieruje przemocą. Przyszły jednak takie czasy, że nie miała już wyjścia. Musiała zadbać o to, że sobie poradzi. Nie chciała prosić męskich członków rodziny o pomoc, miała zamiar zająć się swoją edukacja w tej dziedzinie na własną rękę. Tak po prostu. Wszystko zorganizować, od początku do końca zupełnie sama. Miała w końcu też jakieś swoje znajomości, jak widać Elric jej nie odmówił, choć nie do końca wiedziała dlaczego. - Na moje nieszczęście napotkałam. Zresztą, nade mną wisi jakieś fatum i zawsze pakuje się w kłopoty, nawet jak bardzo mocno chce spędzić czas na spokojnie. Spotkałam ich w Rough Hill Wood, na całe szczęście nie były to jedyne osoby, które było mi dane spotkać tam tego dnia. Wpadłam na mojego nauczyciela obrony przed czarną magią, który okazał się być moim wybawieniem. Sama bym sobie z nimi nie poradziła, a tak, to daliśmy radę.- rzekła z entuzjazmem. Miała również świadomość, że była to zasługa Vancea, że praktycznie nic im się nie stało, gdyby była sama.. Na pewno by się to skończyło zupełnie inaczej.
- Możliwe, jednak czy nie sądzisz, że to powinno nas od nich różnic, że my mamy sumienie? Jaka inaczej jest między nami różnica. Skoro miałabym się nie przejmować tym, że kogoś skrzywdziłam. Wiem, że była to obrona, jednak nie umiem się z tym pogodzić. - rzekła zupełnie szczerze. Nie wiedziała w sumie, dlaczego mówiła mu to wszystko. Skoro jednak zgodził się jej pomóc, to chciała być przed nim szczera.
- Tylko, że się duszę, naprawdę staram się wybierać jak najbardziej bezpieczne miejsca, ile jednak można siedzieć w Kornwalii? Brakuje mi wypraw badawczych, adrenaliny, wiem, że to głupie, tym bardziej, że wielu by chciało być na moim miejscu. Nie muszę się martwić o nic, a i tak ciągle mi czegoś brakuje. Głupia szlachcianka, ale nie zrozumie tego ten, kto nie zasnąć choć trochę przygody. - spojrzała na Lovegooda spod grzywki opadającej jej na twarz.
- Zdaję sobie sprawę, że nie jest to do końca typowe zagadnienie związane z nauką obrony przed czarną magią. Z czego to wynika? Mam wrażenie, że z dekoncentracji, bardzo łatwo jest mnie wybić z rytmu, szybko się irytuje. Raczej nie jest to spowodowane strachem przed przeciwnikiem. - stanęła na przeciwko mężczyzny. - Chętnie spróbuję z pojedynkiem - odparła z nieukrywanym entuzjazmem. -Jak sobie życzysz. - sięgnęła do kieszeni kurtki, wyciągnęła różdżkę, machnęła nią zwinnie i powiedziała - Protego! - skupiła się na rzucanym zaklęciu, nie chciała się pokazać ze złej strony.


I am the storm and I am the wonder
And the flashlights nightmares
And sudden explosions
Prudence Macmillan
Zawód : Specjalista ds. morskich organizmów
Wiek : 26/27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
With wild eyes, she welcomes you to the adventure.
OPCM : 14
UROKI : 11
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Wzgórze Pennine - Page 2 D36cb059e33df5c9cc27b3102f0bf437286d1298
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9686-prudence-macmillan https://www.morsmordre.net/t9710-limbo https://www.morsmordre.net/t9701-syrenka https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t10646-skarpeta-pru https://www.morsmordre.net/t9860-prudence-macmillan#298534
Re: Wzgórze Pennine [odnośnik]25.08.21 1:18
The member 'Prudence Macmillan' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 30
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wzgórze Pennine - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wzgórze Pennine [odnośnik]27.08.21 12:19
Zgodził się, bo głupio było mu odmówić. Bo nigdy nie uchylał się przed żadnym wyzwaniem, bo uważał, że wzajemna pomoc to najlepsze rozwiązanie na to, aby przetrwać próbę czasów. Szanował Macmillanów, lubił Prudence, choć w zasadzie nie znali się dobrze, jedynie przelotem, z różnych przypadkowych spotkań na terenie Peak District oraz okolic. Wreszcie, bo było mu niezmiernie miło, że ktoś uznał go za wystarczająco kompetentnego czarodzieja, aby poprowadzić taką lekcję; specjalizował się przecież głównie w magicznych stworzeniach.
- Fatum, powiadasz? - parsknął niezręcznie pod nosem, tak jakby zgadzał się z nią w sprawie niesprawiedliwości losu. W rzeczywistości jednak poczuł dreszcz mknący po kręgosłupie na myśl o tym, że dziś, jutro, może za tydzień Prudence przyśni mu się w proroczych snach spowitych szarością. Nie chciał tego, jeżeli miało ją wkrótce spotkać nieszczęście, nie chciał wiedzieć wcześniej; zazwyczaj przecież nie miał najmniejszej szansy na to, aby nieszczęściu zapobiec. - Ja bym to jednak nazwał szczęściem - dodał po chwili lżejszym tonem, bo naprawdę imponującym zbiegiem okoliczności było, że w trudnej sytuacji napotkała kogoś, kto mógł wspomóc ją w obronie.
Na dobrą sprawę walka mogła nieoczekiwanie spaść dziś na każdego, najważniejsze było to, aby wyjść z niej cało. Być może zaczynał rozumieć, dlaczego Prudence tak zależało na tym, aby się rozwijać.
Spojrzał na nią poważnie, w milczeniu kiwając głową, gdy poczyniła ważne spostrzeżenie. Tak, nie byli tacy jak zwolennicy Malfoya, ale nie mogli też nie odpowiadać ogniem na ogień, gdy... musieli przecież stawić jakiś opór, gdy wróg wchodził im na podwórko!
- Masz rację, ale nie ma sensu, abyś się tym gryzła. To nie twoja wina, że do tego doszło - powiedział cicho, nie wiedząc, jak jeszcze może przekonać ją, że naprawdę nie zrobiła nic złego. Zaraz jednak temat zszedł na jej szlachectwo, żądzę przygód i stereotypy i Elric znowu zmieszał się, gdy zdał sobie sprawę, że sam również tym stereotypom ulegał. Naprawdę sądził, że arystokraci mają teraz łatwiej, mogąc chować się w dworach i wydawać pieniądze na drogich strażników, choć przecież zdawał sobie sprawę, że wiele rodów takich jak Macmillan czy Abbott było na cenzurowanym i kaskadowo traciło wpływy. - Muszę uwierzyć ci na słowo, bo sam nigdy nie byłem w pałacu - rzucił nieco żartobliwie, mając nadzieję, że Prudence uśmiechnie się i rozluźni. Nie powinien zaczynać rozmowy w ten sposób, spotkali się przecież po to, aby ćwiczyć zaklęcia, a nie debatować nad społeczeństwem.
Była chętna do tego, aby mierzyć się w pojedynku, znacznie bardziej chętna niż Elric, który na pierwszej lekcji wolałby skupić się na teorii. Nie dlatego, że uważał ją za ciekawszą, absolutnie, sam również był poszukiwaczem adrenaliny, ale wciąż jeszcze podświadomie obawiał się, że zrobi jej krzywdę.
- Skup się na tym, pomyśl co teraz czujesz. Dlaczego ci nie wyszło? Która emocja w ten sposób cię blokuje? A może to nie emocja, może to myśli rozbiegają się w różnych kierunkach, gdy powinnaś ogniskować je na inkantacji czaru? Spróbuj raz jeszcze! - A dochodząc do wniosku, że za spaloną próbę może odpowiadać brak bezpośredniego bodźca, stanął naprzeciw niej z wyciągniętą różdżką. - Rictusempra! - Nie zamierzał sięgać po silniejsze zaklęcia.



I'm here
I whisper
You can talk to me
or not talk to me
But i'm here
Elric Lovegood
Zawód : Smokolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
A potem świat
znowu zaczął istnieć
ale istniał zupełnie inaczej
OPCM : 15
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Jasnowidz
my kind belongs nowhere
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9649-elric-lovegood https://www.morsmordre.net/t9725-vincent#295249 https://www.morsmordre.net/t9722-droga-niewybrana#295200 https://www.morsmordre.net/f393-somerset-dolina-godryka-dom-na-rozdrozu https://www.morsmordre.net/t9724-skrytka-bankowa-nr-2210#295204 https://www.morsmordre.net/t9723-elric-lovegood#295203
Re: Wzgórze Pennine [odnośnik]27.08.21 12:19
The member 'Elric Lovegood' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 64
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wzgórze Pennine - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wzgórze Pennine [odnośnik]30.08.21 12:52
Prue miała świadomość, że obrona może nie była tym, czym Elric zajmował się na co dzień. Jednak jeśli chodzi o magiczne stworzenia.. cóż wydawało jej się, że akurat w tej dziedzinie sama jest całkiem kompetentna. Przynajmniej w tym zakresie, który ją interesował. Nie potrzebowała pomocy. Jeśli zaś chodzi o obronę.. czemu właściwie wybrała jego? Może przez to, że ostatnio potraktował ją po ludzku, nie patrzył na nią jak na damę, która chce spełniać swoje zachcianki. To wystarczyło do tego, aby odważyła się do niego napisać, zresztą wydawało jej się, że musi posiadać wiedzę w temacie obrony przed czarną magią. Szczególnie, że jako smokolog brał udział w wielu wyprawach, musiał potrafić się bronić, tak się jej przynajmniej wydawało.
- Właściwie nie wiem, jak to inaczej nazwać. Gdzie się nie pojawię, tam zawsze pakuję się w jakieś kłopoty. Jakby coś nie chciało dać mi spokoju.- sama nie potrafiła do końca określić o co właściwie jej chodzi. Zauważyła to jego parsknięcie pod nosem, zastanawiała się przez moment, czy może przesadza mówiąc tak o tym, co ją spotyka? Z drugiej strony naprawdę czuła się, jakby coś nie chciało dać jej spokoju.
- Może trochę szczęście, w nieszczęściu? Grunt, to zawsze wychodzić w miarę możliwości cało z takich sytuacji.- rzekła z uśmiechem. Być może faktycznie miał nieco racji. Zawsze mogło być gorzej, mogła na nich trafić sama, a tu niczym wybawienie ktoś się pojawił. Nie ma, co narzekać.
Prudence miała nieco inne zdanie, jeśli chodzi o obronę. Mogła się bronić, jednak nie chciała zabijać, nie chciała, żeby ktoś tracił życie przez to, że trwa wojna. Po drugiej stronie barykady przecież tez było sporo osób, które nie miały nic do gadania. Podążały ślepo za ideałami, które wydawały im się słuszne, tak jak ona. Często zresztą nie było to ich zdanie, a ich rodzin, nie mogli się im przeciwstawić. Nie podobało jej się do czego to wszystko prowadziło.
- Fakt, nie jest to odpowiedni moment, bo znowu zaczynam się denerwować, przez te wszystkie myśli, które co chwila się pojawiają się dekoncentruję, nie potrafię się skupić, nie wiem, jak niektórzy potrafią to wszystko ignorować.- może była zbyt emocjonalna? Zbytnio się wszystkim przejmowała, ale nie zamierzała tego zmieniać. Nie potrafiła być jak głaz, czasem próbowała wylewać na siebie kubeł zimnej wody, widać jednak jak jej to wychodziło.
- Och, przepraszam, nie powinnam narzekać. Nie mam prawa, kiedy większość nie ma nawet, co do garnka włożyć, czasem nie do końca panuje nad tym, co mówię.- teraz to zrobiło jej się po prostu głupio. Chyba powinna trzymać język za zębami, aby się nie kompromitować. Nie do końca umiała ubierać myśli w słowa, przez co często, to co mówiła nie do końca brzmiało tak, jakby chciała. Westchnęła ciężko. Lepiej będzie zakończyć tą rozmowę i zająć się tym, po co właściwie tutaj przyszła.
No i jak widać i tym razem, nic z tego. Westchnęła ciężko, gdy zobaczyła efekt swojego zaklęcia, a raczej jego brak. Przynajmniej wyszło, że mówi prawdę, chociaż wolałaby jednak, żeby się to potoczyło inaczej. Dlaczego jej nie wyszło? Dlatego, że jej myśli wędrowały ku temu, że nie jest normalnie, że jest tyle osób, które potrzebują pomocy, a ona nie może ich wszystkich uratować.
No i wtedy Elric machnął różdżką w jej stronę, odruchowo ponownie wyprostowała się, wzięła głęboki oddech i krzyknęła wcześniej wykonując ruch różdżką. PROTEGO!- może tym razem tarcza jej się uda.


I am the storm and I am the wonder
And the flashlights nightmares
And sudden explosions
Prudence Macmillan
Zawód : Specjalista ds. morskich organizmów
Wiek : 26/27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
With wild eyes, she welcomes you to the adventure.
OPCM : 14
UROKI : 11
ALCHEMIA : 2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Wzgórze Pennine - Page 2 D36cb059e33df5c9cc27b3102f0bf437286d1298
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9686-prudence-macmillan https://www.morsmordre.net/t9710-limbo https://www.morsmordre.net/t9701-syrenka https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t10646-skarpeta-pru https://www.morsmordre.net/t9860-prudence-macmillan#298534
Re: Wzgórze Pennine [odnośnik]30.08.21 12:52
The member 'Prudence Macmillan' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 52
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wzgórze Pennine - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wzgórze Pennine [odnośnik]31.08.21 19:57
Chociaż wiedzę z zakresu obrony przed czarną magią miał całkiem przyzwoitą i uważał, że nie ma powodu do wstydu, nie znał się w ten sam sposób na przekleństwach, które mogły dotykać biedne dusze dręczone ciągle kaskadowymi nieszczęściami. Prędzej posądziłby o takie doświadczenie Lucy, która większość życia spędziła ściągając zabezpieczenia i klątwy podczas swoich wypraw w poszukiwaniu artefaktów. A, niestety, historie opowiadane przez Prudence podejrzanie przywodziły mu na myśl magiczne fatum.
- Jesteś pewna, że nikt cię nigdy nie przeklął? Mam na myśli... - zmieszał się, gdyż pytanie to zabrzmieć mogło wyjątkowo dramatycznie i nieuprzejmie. - Nie znam się, nie wiem dokładnie, czego doświadczałaś, ale czasem zdarza się, że klątwa rzucona na człowieka albo na jakiś jego przedmiot może doprowadzić do serii niefortunnych zdarzeń, których nie da się przewidzieć i na pierwszy rzut oka wydają się zupełnie absurdalne. - Starał się ubrać swoją myśl w słowa możliwie przystępne, aby nie wzbudzić w niej zbytecznego przerażenia, ostatecznie pojęcia nie miał, czy kryło się w tym pomyśle choć ziarno prawdy. - Jeśli znasz kogoś, kto specjalizuje się w runach i ściąganiu klątw, mogłabyś spróbować zasięgnąć jego opinii - zasugerował uprzejmie. Nie zamierzał wspominać ani polecać Lucindy, za nic by jej w ten sposób nie naraził, nawet przed lady Macmillan.
Widział, że Prudence dość łatwo przychodzi danie się wytrącić z równowagi, nie zamierzał tego jednak oceniać ani wytykać na głos; zamiast sugerować kobiecie, co ma myśleć, wolał, aby sama poszukała w sobie tych czynników, które utrudniają jej skupienie, poprawne rzucanie zaklęć, magiczną swobodę. Ostatecznie, nikt nie znał jej tak dobrze jak ona sama. Uśmiechał się tylko ciepło, licząc na to, że dyskomfort nie jest wzbudzony jego obecnością - zaprosiła go wszak, chociaż nie zdziwiłby się, gdyby przebywanie sam na sam z obcym mężczyzną po czasie wydało jej się stresujące.
- Spokojnie, nie nakręcaj się. Zatrzymaj potok myśli, spróbuj wyłapać tę, która cię hamuje - zasugerował łagodnie, gdy wstawał. Wzruszył niezręcznie ramionami, gdy zaczęła ujmować sobie na zmartwieniach; może to i prawda, że nie miała ich tyle, co przeciętna, biedna rodzina, ale nie zamierzał negować jej niepokojów, każdy jakieś miał i cóż, trudno było oczekiwać, aby skupiali się bardziej na cudzych niż własnych. Sięgnął po w miarę niegroźne, ale nieprzyjemne zaklęcie i pokiwał z satysfakcją głową, gdy tym razem przed kobietą pojawiła się półprzeźroczysta bariera. - No widzisz! Brawo! Potrafisz reagować w obliczu niebezpieczeństwa. Nawet jeżeli jestem to tylko ja - dodał żartobliwie. - Spróbuj teraz rzucić zaklęcie na mnie! Na przykład Muffliato - to też bardziej obrona niż ofensywa - zachęcająco poruszył dłońmi.



I'm here
I whisper
You can talk to me
or not talk to me
But i'm here
Elric Lovegood
Zawód : Smokolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
A potem świat
znowu zaczął istnieć
ale istniał zupełnie inaczej
OPCM : 15
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Jasnowidz
my kind belongs nowhere
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9649-elric-lovegood https://www.morsmordre.net/t9725-vincent#295249 https://www.morsmordre.net/t9722-droga-niewybrana#295200 https://www.morsmordre.net/f393-somerset-dolina-godryka-dom-na-rozdrozu https://www.morsmordre.net/t9724-skrytka-bankowa-nr-2210#295204 https://www.morsmordre.net/t9723-elric-lovegood#295203

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Wzgórze Pennine
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach