Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Wzgórze Pennine
AutorWiadomość
First topic message reminder :

Wzgórze Pennine

Wzgórze, którego główną atrakcją są niewiadomego pochodzenia skalne koła, przypominające wyglądem części nigdy niezłożonej maszyny. Zdążyły już porosnąć mech, a ich niegdysiejsza forma z czasem zaczęła ulegać zębowi czasu, krusząc się i łamiąc. Mieszkańcy zgodnie przyznają, iż były tam od zawsze i nikt nie jest w stanie konkretnie wskazać czasu, ani ich pochodzenia. Wejście po łagodnym zboczu odkrywa przed odwiedzającymi urokliwą panoramę okolicy. Idealne miejsce na okazyjne pikniki, średnio wymagające wędrówki górskie, a także spontaniczne wyjście z naturą w roli głównej.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Wzgórze Pennine - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down


Gdzie uciekać, gdy atak może nadejść z każdej strony? U kogo szukać schronienia? Nawet jeśli kilka hrabstw chronił polityczny sojusz, to jednak nie wszyscy znajdą tam całkowity spokój, bo jak wykarmić ogromną masę ludzi? Jak uleczyć wszystkich rannych? Wszyscy chcieli przeżyć, kierowali się pierwotnymi instynktami, nawet jeśli nigdy wcześniej nie przypuszczali, że mogą tak bardzo przesuwać granice swojej moralności. Kieran miał podobne wątpliwości, którymi podzielił się z nim Stevie, jednak nie miał też żadnego dobrego rozwiązania w ramach odpowiedzi. Musiał skupić się na tym, co było osiągalne, wciąż mógł zapewnić innym drogę ucieczki, a właściwie to wspomóc numerologa w jego działaniach, które miały na celu usprawnienie ewentualnej ewakuacji.
Na pierwszy rzut oka wszystko zdawało się być w porządku z okolicą, w której się znaleźli. Dzięki punktom oznaczonym przez Becketta na mapie udało się całkiem precyzyjnie znaleźć na samym szczycie wzgórza i to pomiędzy skalnymi kołami niewiadomego pochodzenia. Nie było sensu przyglądać się im nieufnie, choć mogły zostać przez kogoś zaklęte, pokryte klątwami, a może trucizną. Rineheart zdolny był wszędzie odszukać niebezpieczeństwo, ale nie zawsze poddawał się całkowicie swoim ponurym przypuszczeniom. Zresztą, wcześniej rzucone zaklęcie upewniło go, że nigdzie nie było pułapek. Ale coś go tknęło, aby zejść nieco ze wzniesienia i rozejrzeć bardziej, gdy tylko kompan podzielił się swoją ekspertyza odnośnie świstoklika. Ktoś tutaj był i nie mógł mieć dobrych intencji, skoro grzebał przy zaczarowanym przedmiocie, za który robił stary kalosz.
W powietrzu unosił się tylko zapach deszczu, który już dawno przepędził woń krwi, lecz nie mógł całkowicie zmyć martwych ciał. Dopiero po zrobieniu kolejnych kroków do jego nozdrzy wreszcie dotarł smród świadczący o początku rozkładu. Minęły trzy dni? Góra cztery, bo deszcz też zrobił swoje, tak jak i niska temperatura spowolniła pewne procesy degradacji tkanki. Powykrzywiane trupy, którym przyglądał się beznamiętnie, nawet nie zrobiły na nim wrażenia, choć przez myśl przemknęło mu, jak odrażające praktyki czarnomagiczne były odpowiedzialne za poszczególne obrażenia. Masowy mord, obraz śmierci, nie pierwszy i na ich nieszczęście nie ostatni, choć tego auror pragnął w tej chwili najbardziej, aby bezmyślnym rzeziom stał się koniec. Ale nie każdy był w stanie zachować spokój przy takim widoku. Kieran odwrócił się, rzucając spojrzenie ku pozostawionemu wyżej Beckettowi. – Skup się tylko na świstokliku – polecił mu stanowczo, bo przecież to było ich głównym zadaniem, nie przyglądanie się dowodom makabry. Wcale nie bał się zmarłych, znacznie bardziej obawiał się wciąż żywego wroga, za którym dalej się rozglądał, póki nie dostrzegł poruszenia między ciałami, gdzieś spod spodu wielkiej kupy trupów. Inferius? Jakoś szybko zwątpił w tę możliwość. Ożywieniec miałby wiele siły, aby spokojnie wydostać się spod innych ciał i zaatakować nawet z dużą szybkością i płynnością ruchów. – Nie schodź ze wzgórza, póki nie powiem wyraźnie, że możesz! – zawołał nim zbliżył się dokładnie do miejsca, gdzie ujrzał poruszenie. Pochylił się nad ciałami i zaczął je przesuwać, próbując dotrzeć do czegoś, co zdolne było jeszcze się ruszać. Może spodziewał się dzikiej zwierzyny, ale nie ludzkiego oblicza wykrzywionego z bólu, przerażenia i tak żałośnie niemego, poruszającego się ostatkiem sił. Jego spojrzenie skrzyżowało się z tym należącym do nieznajomego, który wiedział o nadchodzącym końcu. – Jak mogę ci pomóc? – spytał, choć był przekonany, że mugol nie zdoła wydobyć z siebie słów. To był cud, że jeszcze czerpał kolejne oddechy. Potem wziął ostatni, zakończony ciężkim sapnięciem, lekko świszczącym, a z trudem uniesiona dłoń opadła bezwładnie raz na zawsze. Kieran w próbie odnalezienia jakichkolwiek odpowiedzi o tym, co właściwie w tym miejscu zaszło, wyjął z martwego już uścisku świstek papieru. Brudna i wygięta koperta, z której ostrożnie wydobył jedną kartkę adresowaną do jednej z uciekinierek ulokowanych w Oazie. Czy naprawdę człowiek może kurczowo trzymać się resztek życia dzięki rozpaczliwym myślom o najbliższych? Ojciec i córka, więź nierozerwalna.
Zabrał list z solidnym postanowieniem doręczenia go odpowiedniej osobie. Z powrotem wspiął się na szczyt wzgórza, aby z grobową powagą przyjrzeć się towarzyszowi. Czy Stevie spojrzał ku martwym ciałom? Co o tym wszystkim myślał? Kieran jednak liczył, że druh dostosował się do jego poleceń i skupił wyłącznie na naprawieniu mechanizmu. – Nie wiem, czy nie będzie lepiej przenieść świstoklika – zaproponował bez wielkiej stanowczości, szybko przechodząc do kolejnej kwestii. – I musimy udać się do Oazy. Najlepiej od razu, nie ma co zwlekać.
Nie można odmówić ostatniej prośbie zmarłego, nawet jeśli nie została wypowiedziana głośno. Rineheart w drodze do kolejnego celu powoli wytłumaczył całą sytuację. Czuł się zobowiązany jakoś zadośćuczynić osobie, która wcale o tę straszną wojnę nie prosiła.



this mud is too thick to see through, the stitches are coming out,
the wounds won't heal themselves

THE WORST IS YET TO COME
Kieran Rineheart
Kieran Rineheart
Zawód : Rebeliant
Wiek : 53
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
I have a very particular set of skills, skills I have acquired over a very long career. Skills that make me a nightmare for people like you.
OPCM : 45
UROKI : 28
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 1
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Wzgórze Pennine - Page 2 Kl7tyVE
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5879-kieran-rineheart https://www.morsmordre.net/t5890-aedus#139383 https://www.morsmordre.net/t5891-aurorskie-sprawki#139384 https://www.morsmordre.net/f205-opoka-przy-rzece-wye-walia https://www.morsmordre.net/t5895-skrytka-bankowa-nr-1467 https://www.morsmordre.net/t5907-k-rineheart#139780

Powrót do góry Go down

Wielkie metalowe okręgi pozostawione tutaj przez kogoś (a może coś), zapewne wieki temu, wcale nie pomagały w skupieniu się. Stevie nie miał zresztą zbyt wiele czasu, aby badać je teraz od podstaw, chociaż wydawały się szczególnie ciekawe. Nie wyglądały, jakby stworzyła je Matka Natura, a prędzej czarodziej, pytanie jednak w jakim celu. Stevie wyciągnął z wewnętrznej kieszeni marynarki mały notatnik, a także krótki ołówek, lekko nadgryziony z drugiej strony i zaczął bazgrać w nim ciągi liczbowe, uważnie obserwując co, takiego ukazywała magia. Wiązki i splątania, które widoczne były gołym okiem, nie były jednak największą tajemnicą, jakie skrywało to miejsce. Jeśli okręgi pokryte miały być magią, to ta przez lata nieco bielała, obsypywała się, wnikała w ziemię, bo przecież nie mogła tak po prostu rozpuścić się i zniknąć. Zapach deszczu wszechobecny dookoła w niczym nie pomagał, ale na szczęście zaklęcia ochronne były silne, a przynajmniej tego spodziewałby się Beckett po starym przyjacielu, który przecież był szefem biura aurorów. Ta renoma o czymś świadczyła. Kieran osłonił teren, więc numerolog mógł brać się do pracy, co też zresztą zrobił, odkrywając, że świstoklik nie do końca spełnia swoją funkcję... Że właściwie nie spełnia go wcale. Nie zagrażał życiu nikogo, nie miał wybuchnąć, przenieść do Londynu, czy też na sam szczyt góry skutej lodem. Miał po prostu nie zrobić nic, zaprzepaścić szanse na ucieczkę. Powoli zaczął badać jego magię, liczby, które się w nim skrywały i wiązania, które sczepiły się molekułami tego przedmiotu, a to, co z początku zdawało się wyczyszczeniem, przybierało teraz nową formę. Skupiony na pracy, nie rozejrzał się dookoła, w końcu był przy nim Rineheart, znacznie lepiej radzący sobie w terenie. Mroźny wiatr smagał po karku, mierzwił włosy i zachęcał do ucieczki stąd, ale przenosił także informacje. Do nozdrzy Steviego doszedł zapach, którego się tam nie spodziewał. Obrzydliwy zapach, jaki kojarzył mu się tylko z zepsutym mięsem, które zbyt długo leżało w temperaturze pokojowej. Z upolowaną zwierzyną, której nikt nie zabrał na pożywienie czy futro, a jedynie zabił dla przyjemności, które zwykł widywać w lasach. Odwrócił wzrok w kierunku, z którego wiał wiatr i wtedy naukowca w oczy zapiekła oddalona o nieznacznie od nich makabra. Tam stał już Kieran, zbyt blisko, aby był bezpieczny, a przynajmniej taka myśl przebiegła przez głowę Steviego. Wtem auror odezwał się, stanowczo zabraniając mu zejście ze wzgórza, miał skupić się tylko na świstokliku, jednak ten nie odwrócił wzroku, nie potrafił. Rozkazujący ton Rinehearta wydawał się nie znosić sprzeciwu, co zresztą nie dziwiło już po tylu latach obcowania z nim, nie zamierzał też nie posłuchać się go... Eh, Merlinie. Może i umysł miał tęgi, ale nie był wojownikiem. Żołądek wykręcał się na drugą stronę, zmysły wyostrzyły się, a gardło zaschło. Kiwnął głową i niechętnie spuścił wzrok niżej, z powrotem na świstoklik. Skupienie przepadło i potrzebował więcej niż chwili, aby wróciło, bo umysł wciąż krążył wokół obrazu, który dostrzegł pod wzgórzem. - Cztery ćwierci - mruczał do siebie, usiłując mnożyć liczby, które nawarstwiały się na powierzchni przedmiotu. Musiał znaleźć te zależności między pochodnymi funkcji spisanych w świstokliku, ale nie miało sensu wyciszenie go. Kto chciałby to robić, jeśli wystarczyło go zwyczajnie połączyć. Chyba, że... Niechcący, mimowolnie, jedynie z dziwnego przyzwyczajenia, podniósł ponownie wzrok do góry, obserwując jak ręka trupa rusza się w stronę Rinehearta. Chciał krzyczeć uciekaj, ale głos uwiązł mu w gardle, cofnął się jedynie o krok. - Cztery ćwierci dwunastu pierwiastków z tysiąca sześćdziesięciu trzech - pomrukiwał, próbując nie widzieć tego, co przecież i tak widział. - Cztery ćwierci... - dość. Nic z tego nie będzie, już to widział. Zabranie świstoklika ze sobą byłoby zbyt ryzykowne, ale rozbrajanie go tutaj, obserwując, jak powykręcane trupy niedaleko robią co? Ożywają? Czy w ogóle świstoklik mógł do tego doprowadzić...? O ile nie był świst-klikiem... To mógł. Rozwiązanie zagadki przyszło z trudem, ale wzory układające się na powierzchni obiektu jasno wskazywały na jego pochodzenie. Już dawno przestał być użyteczny, można było co najwyżej zakląć go ponownie i nadpisać dane, teraz miał służyć innym celom. Stevie usiłował jeszcze sprawdzić jakim, rozczytując jego właściwości i wartości pomiędzy plątaniami dziwnej magii. Nie była to czarna magia, prędzej coś niebywale sprytnego. Może nawet mającego związek z tamtym... Żołądek znów skoczył do gardła, znów wykręcił się nieprzyjemnie. Gdy towarzysz wrócił na górę, nawet nie otworzył ust, aby zapytać. Czy na pewno chciał wiedzieć? Głód wiedzy mówił, że tak, ale zdrowy rozsądek odpychał od siebie to stwierdzenie. - To nie świstoklik, tylko coś na rodzaj bomby z opóźnionym zapłonem - wyrzucił bardziej do siebie, gdy Kieran wspomniał o przeniesieniu go. - Nic z tego nie będzie, zacząłem to rozbrajać - podrapał się jeszcze po brodzie, obserwując list, który teraz znalazł się w dłoni aurora. Usiłowanie pozostania silnym, a przynajmniej na zewnątrz, nad powłoką ciała, wydawało się logicznym. Naprawdę ostatnie czego Beckett chciał teraz, to aby przyjaciel miał go za tchórza, to nie były czasy na tchórzostwo. Ostatnie liczby poprzestawiał względem siebie, tak, aby wyłączyć wyciszenie świstoklika, a po prostu dezaktywować w przedmiocie całą magię. Zadanie trudne, męczące, ale możliwe do wykonania, czuł, że magia od Rinehearta wciąż na nim działa. Gdy skończył, podniósł przedmiot lewą dłonią, nieco ryzykując, że jeśli coś poszło nie tak, to oderwie mu rękę. Nic takiego się nie stało, to też wskazał różdżką na kalosza i wypowiedział - Reducio - wypowiedział, ale widocznie był zbyt rozproszony, bo zwyczajnie nic się nie stało. - Reducio - jeszcze raz, nieco pewniej i mocniej, a czar trafił w buta, który zmniejszył się do kieszonkowych rozmiarów, tak, że pasować mógł teraz na lalkę. Numerolog schował do kieszeni. - Potem się go pozbędę, bezpiecznie... - tak by nikt nie wykrył robót przy nim. Ostatnie spojrzenie na makabrę. Powyginane ciała, dziwne poczucie bezlitosnej bezsilności. Może powinni ich pochować? Albo zrobić cokolwiek... Kto to w ogóle był? Czy to efekt eksperymentów? Czy w ogóle chciał wiedzieć?  - Widzimy się przed wejściem - powiedział nieco nieobecnym głosem, zapewne trochę zbyt blady jak na siebie, przełykając jeszcze głośno ślinę i deportowali się w ustalone miejsce. Skoro mówił, że należy działać, to należało działać... Tylko czym do cholery były te trupy? Potem go spyta. Chyba.

zt x2, przechodzimy tutaj


Moja wolnościja byłem cały Twój w moim samotnym gniewie. Gonił mnie ludzki śmiech w mej wędrówce przez czas. Ja wiedziałem w czym rzecz. Moja wolność mnie zna.
Moja wolność mnie ma.


Stevie Beckett
Stevie Beckett
Zawód : twórca świstoklików, wynalazca
Wiek : 57
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Wdowiec
The blues ain't nothing but a good man feelin' bad.
OPCM : 15
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 26
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9282-stevie-beckett https://www.morsmordre.net/t9293-einstein https://www.morsmordre.net/t9292-wujek-stevie#282938 https://www.morsmordre.net/f318-dolina-godryka-warsztat https://www.morsmordre.net/t9294-skrytka-bankowa-nr-2137 https://www.morsmordre.net/t9295-stevie-beckett

Powrót do góry Go down

08.11.1957

Wstała tego poranka wcześnie, jak zawsze. Nie lubiła marnować czasu. Ucieszyła się, gdy dotarła do niej sowa od Lovegooda. Bała się, że odmówi jej spotkania. Na całe szczęście wszystko poszło po jej myśli. Dlaczego napisała akurat do niego z taką prośbą? Sama nie do końca wiedziała. Kiedy ostatnio się widzieli był dla niej miły, co przekonało ją do tego, że może warto spróbować. Wyraził chęć nauczenia jej co nieco z obrony przed czarną magią, co bardzo jej się przyda ze względu na to, co się aktualnie dzieje na świecie. Miała świadomość, że musi ćwiczyć, bo niebezpieczeństwo czai się tuż za rogiem, zawsze.
Nie powiedziała ani nestorowi, ani kuzynowi dokąd i w jakim celu się wybiera, nie miała w zwyczaju dzielić się z nimi takimi informacjami. Liczyła na to, że mężczyzna nie będzie miał jej tego za złe. Zresztą kogo to właściwie obchodziło? Grunt, że znalazł się chętny, aby jej zademonstrować swoje umiejętności.
Ubrała na siebie dzisiaj ciemne ołówkowe spodnie i białą koszulę, na wierzch narzuciła czarny płaszcz. Włosy związała, aby nie przeszkadzały jej w naukach. Miała nadzieję, że dowie się czegoś nowego. Wyszła z domu o świcie, szkoda jej było marnować czasu. Zaliczy jeszcze po drodze jakiś spacer, dotleni się, tak jak lubi najbardziej.
Pojawiła się na wzgórzu, o którym wspomniał jej w liście Elric, teleportowała się tutaj. Nie przypominała sobie, czy kiedykolwiek miała sposobność być w tym miejscu. Raczej nie, a szkoda, w końcu było tak niedaleko rezerwatu, w którym przecież była częstym gościem. Rozejrzała się uważnie po okolicy, byłą całkiem urokliwa. Jej uwagę zwróciły koła, które się tutaj znajdowały, nie były bowiem niczym standardowym. Podeszła więc bliżej, aby się im przyjrzeć. - Ciekawe..- powiedziała do siebie i ruszyła aby przyjrzeć się kolejnym. Zastanawiało ją skąd się tutaj właściwie wzięły, nie przychodziło jej jednak aktualnie na myśl nic. Pustka, zaćmienie? Może poczyta o tym w księgach, które ma w domu.



I was born without this fear.
Now only this seems clear
I need to move, I need to fight
I need to lose myself tonight..
Prudence Macmillan
Prudence Macmillan
Zawód : Specjalista ds. morskich organizmów
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Love, love will tear us apart again..
OPCM : 14
UROKI : 11
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Wzgórze Pennine - Page 2 Original
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9686-prudence-macmillan https://www.morsmordre.net/t9710-limbo https://www.morsmordre.net/t9701-syrenka https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9860-prudence-macmillan#298534

Powrót do góry Go down

Miał wątpliwości co do tego, czy powinien przyjąć osobliwą prośbę lady Macmillan. Wydawało mu się to niestosowne, nieodpowiedzialne - kobiety z tak wysoko postawionych rodzin nie powinny wybierać za nauczycieli mężczyzn znanych sobie wyłącznie ze sporadycznych odwiedzin w rezerwacie smoków. Czy rody takie jak Macmillan nie miały pieniędzy na opłacenie nauczycieli? Mieli w końcu wielką wytwórnię alkoholu, choć biorąc pod uwagę czasy biznes mógł podupaść, a ród nieprzystający do polityki rządowej ucierpieć zarówno wizerunkowo, jak finansowo. Było mu trochę szkoda Prudence i tego, że musiała w ten sposób szukać okazji do nauki, pamiętał też Lucindę, która mimo nazwiska nie odpuszczała, dążąc do spełnienia marzeń i robienia w życiu tego, czego chce. Choć przyznać należało, że Lucinda skończyła na tym jak skończyła - wierzył jednak, że bez poprzedniego nazwiska była szczęśliwsza. A nowe ładnie komponowało się z imieniem.
Przygotował sobie odpowiedni, skromny strój - kurtkę ze skórzanym kołnierzem, rękawice bez palców i wysokie buty - a potem zaczesał włosy i teleportował się na umówione miejsce spotkania. Daleko w dolinie widać było stąd graniczną część rezerwatu. Wydawało mu się, że nie znajdzie miejsca lepszego, bo przy smokach nie zamierzał nikogo uczyć, a biorąc pod uwagę obyczaje nie chciał pokazywać się z lady w publicznym miejscu w takich okolicznościach. Prudence już na niego czekała, a on ukłonił się teatralnie, obdarzając czarownicę na dzień dobry szerokim uśmiechem.
- Witam, lady Prudence. Zainteresowały lady kamienne konstrukcje? - Zauważył, że kobieta przechadza się między nimi, z zastanowieniem ogląda ich gładkie krawędzie. - Niestety, muszę lady zawieść, ja też nie wiem skąd się tutaj wzięły. To miejscowa tajemnica, legenda prawie. - Wzruszył ramieniem. Wdrapywał się na Pennine tyle razy, że wiedział, że koła w żaden sposób im nie zagrażały. Nie liczyło się nic więcej.
Wyciągnął z naramiennej torby szeroki, wełniany koc w kolorze ciemnej żółci i rozłożył go na trawie jednym machnięciem różdżki. Nie miał dużo prowiantu na trening, bo też spiżarka ostatnio świeciła pustkami, ale wziął nieco już twardą drożdżówkę z marmoladą oraz landrynki. Drożdżówką lady mogła wzgardzić, w końcu trochę przeleżała w szafce, ale cytrynowe landrynki chyba przyjmie.
- Proszę się częstować - zaoferował z kurtuazją, a potem ze zmrużonymi oczami przyjrzał się horyzontowi.
Na Pennine ciągle wiał wiatr, ale nadawało to wzgórzu jedynego w swym rodzaju charakteru. Miał nadzieję, że przyniesie im szczęście.
Elric Lovegood
Elric Lovegood
Zawód : Smokolog
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
każdy widzi dokładnie to,
co chce widzieć
OPCM : 15
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Jasnowidz
my kind belongs nowhere
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9649-elric-lovegood https://www.morsmordre.net/t9725-vincent#295249 https://www.morsmordre.net/t9722-droga-niewybrana#295200 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9724-skrytka-bankowa-nr-2210#295204 https://www.morsmordre.net/t9723-elric-lovegood#295203

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Wzgórze Pennine

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach