Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Dolina Dovedale
AutorWiadomość
Dolina Dovedale [odnośnik]06.04.21 23:26
First topic message reminder :

Dolina Dovedale

Przecięta przez rzekę Dove, dolina słynie z wyjątkowo pięknych formacji skalnych ukształtowanych przez jej nurt. Brzeg porośnięty jest bujną roślinnością, a niedalekie polany służą jako miejsce wypasu zwierząt gospodarczych. Miejsce nie należy do często uczęszczanych, za wyjątkiem sezonowych wizyt rybackich. Częste wzdłuż nurtu krzewy, stanowią doskonałe miejsce odpoczynku po długiej wędrówce, dając cień zmęczonym, a także odpowiednio maskując wejście na niewielki skalny most prowadzący na przeciwny brzeg. Liczne meandry utrudniają nieco orientację w terenie, jednak dla zagubionych pocieszeniem może być atrakcyjny krajobraz i wyjątkowo czyste powietrze.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Dolina Dovedale - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Dolina Dovedale [odnośnik]05.09.21 14:46
Nie miała pojęcia, czy to jej słowa sprawiły, że mężczyzna zwolnił kroku, czy może przyszło do niego jakieś opamiętanie. Aurora należała do nielicznych ludzi, którzy próbowali zawsze i u wszystkich dopatrzyć się znamion dobra. To nie znaczy, że wszystkich miała lubić, czy ze wszystkimi zadawać. Mogli koegzystować w tym samym świecie i nie wchodzić sobie w drogę. Przecież na dobrą sprawę nic by nie stracił tym, że by ich puścił. Już zranił ich krewniaka, po co więcej…
Ale coś jednak zbiło ją z tropu. Coś, o czym nie miała pojęcia.
- O czym ty mówisz? Jakie Stoke-on-Trent? - Aurora żyjąca gdzieś na uboczu, pogrążona w swoim świecie nie miała pojęcia, że ich kuzyn został wydany na śmierć za to, że działał zgodnie ze swoim sumieniem i zgodnie z tym, jak żył każdy Sprout od zawsze. Poczuła, jak wzbiera w niej złość, bo skoro on mówił o jakimś Sproucie, to nie mogło być nic dobrego. I rzeczywiście. Honorowa śmierć .
Aurora siedziała na podłodze, tam, gdzie rzuciło ją zaklęcie, ale cały czas odwracała się tak, żeby mieć go w zasięgu wzroku. Jęki nieprzytomnego kuzyna zdradzały, że ten wciąż żyje.
- Każde dziecko, jakie urodzę, będzie wierzyć w to, że życie jest najważniejsze. Nie będzie chciało krzywdzić… Nie będzie potworem. - Powiedziała o wiele dzielniej, niż się czuła. Bo tak zupełnie po prawdzie to cholernie się bała i tego, co mówił Rookwood i tego jego psa. W niczym nie przypominał łagodnego Cu, który przeważnie jedynie leniwie wyciągał łapy obok jej łóżka.
A pies się zbliżał. Niemal czuła sapliwy oddech na swojej twarzy. Ale Rookwood też się zbliżał, zupełnie pewny swego. W pierwszym więc odruchu chciała wymierzyć zaklęcie w psa. Jej różdżka na krótką chwilę wymierzyła mu w pysk, ale jeden oddech wystarczył, by kobieta odwróciła się i z całą mocą krzyknęła
- Expelliarmus! - Prosto w Hannibala. Nawet jeśli teraz pies się na nią rzuci, a Rookwood nie zdoła się obronić, to zawsze lepiej bronić się przed psem, niż przed uzbrojonym i jak widać niebezpiecznym czarodziejem.
Aurora zerwała się na równe nogi, gotowa rzucić się po kuzyna, a jeśli by się udało, to wraz z nim do drzwi. Na razie jednak wymierzyła ponownie różdżką w zwierzę, gotowa bronić się przed jego kłami.


Suddenly,
I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Aurora Sprout
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Dolina Dovedale - Page 3 D836eb438dea1946dc5bb9dd21fef622
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout#328488
Re: Dolina Dovedale [odnośnik]13.09.21 4:13
Wymierzyła weń różdżką, której koniec zabłysnął jasnawo na ułamek chwili, wieńcząc inkantację genialnie rzuconego zaklęcia. Nie zdążył nawet wypowiedzieć słów obronnego czaru, gdy siedemnastocalowa osika wyrwała się z pewnego chwytu, wpływem magii odlatując jak najdalej od czarodzieja - na drugi koniec pomieszczenia. I choć dla reagującej w silnym stresie kobiety mogło wydawać się, że podjęta decyzja kupiła trochę czasu na ucieczkę - wielce błędną oceną sytuacji było atakować czarodzieja, którego pupil szczerzył doń zęby, bynajmniej nie w przyjaznym geście. Nie zdążyła jeszcze podnieść się z ziemi, gdy z gardła zwierzęcia wydobył się agresywny warkot i było już za późno na reakcję obronną; cholernie ostre kły zamknęły się w szczękościsku na jej nadgarstku, a zwierzę szarpało zajadle, jak gdyby gotowe, by pozbawić jej całej dłoni, z której wypadła różdżka. Można było wyobrazić sobie trzask łamanej kości, widok niechlujnie rozerwanego kawałka mięsa i zwisającej zeń skóry, bryzgającą strumieniem krew - czystą, czarodziejską, jakże pożądaną w społeczeństwie; być może właśnie ona stała się powodem, dla którego jeszcze tę rękę zachowała.
- Zostaw! Dość. - zarządził krótko, wydając psu polecenie, którego powtarzać nie musiał - genialnie wytresowane zwierzę poluzowało chwyt, wysuwając ubabrane w jej krwi zębiska.
- Aport kurwa! - wskazał na własną różdżkę, a drugi pies w mgnieniu oka pobiegł po ów przedmiot, gdy czarnoksiężnik skracał dystans do kobiety o jakże niewinnej, a jak kusicielskiej aparycji. - Naprawdę myślisz, że możesz stąd po prostu uciec, dziwko? Posłuchaj, a usłyszysz przeeerażające fakty - zwierzęciousty wydał z siebie dźwięk przypominający wilczy skowyt, a zawtórowały mu zwierzęta wokoło posesji - liczne watahy wilków, które zgromadziły się tu na specjalną okazję, by stanowić teatralne narzędzie terroru w planie Rookwooda.
Pies posłusznie przyniósł w zębach różdżkę, lecz Hannibal jej nie przyjął, karę Aurorze planował wymierzyć własnoręcznie. Pierwej uderzył ją z otwartej dłoni w twarz, nie szczędząc przy tym siły, choć dość ostrożnie wycelował cios - nie chciał przecież połamać jej kości policzkowych czy nosa, miała pozostać atrakcyjną, cieszącą spojrzenie kobietą. Późniejsze wydarzenia działy się już błyskawicznie, choć dla dziewczęcia cielesne tortury mogły wydłużać się w nieskończoność. Złapał ją za szyję i silnie szarpnął ku górze, zaciskając nań lewą dłoń, kiedy prawa ocierała słone łzy spływające z jej oczu. Sadystycznie napawał się widokiem strachu i bezradności, którymi niemalże emanowała, karmiąc jego wiecznie nienasycony głód krzywdy. Niewiele robił sobie z jej reakcji obronnej, kobieta poszybowała w górę zgodnie z jego wolą, a tedy jego dłoń zjechała z twarzy pogrążonej w przeraźliwiej rozpaczy nieco niżej, siłując się z zapięciem guzików sukienki osłaniającej dekolt. Dziewczę wierciło się walecznie, próbując wielorakich sposobów, by z tegoż chwytu się uwolnić, ale bezskutecznie - czarodziej był od niej silniejszy, a jej ruchy przewidywalne, wobec czego skrzętnie blokował je wolną ręką. W końcu zdecydował się ją odwrócić i wykręcić obie ręce, których nadgarstki zmieściły się w jednej jego dłoni, gdy druga hańbiła ją dotykiem piersi przez materiał ubrania. Wreszcie podniósł rant sukienki w górę, odsłaniając materiał pończoch owiniętych pasem. Spoczęła na nich umorusana dłoń czarnoksiężnika, niebezpiecznie zbliżająca się do miejsc intymnych, gdzie też się zatrzymała; silne uderzenie obcasa o stopę przerwało dalsze zamiary, a instynktowne uderzenie łokciem wyswobodziło dziewczę z uchwytu. Hannibal na chwilę stracił równowagę, a psy najeżyły się na powrót z agresją, jednak nie drgnęły bez rozkazu. Natychmiastowa reakcja Rookwooda przyniosła kobiecie zgubę, bo kiedy sięgnął po różdżkę z psiego pyska, wydarzyło się coś, czego nawet nie potrafiła sobie wyobrazić...
- CRUCIO! - warknął kurewsko głośno, że aż cały las umilkł jak gdyby na jego rozkaz, a to, co działo się z Aurorą pod wpływem zaklęcia niewybaczalnego, było nie do opisania w słowach. Trudno było racjonalizować jego reakcję, podjęła wszakże tylko próbę samoobrony, ale impulsywny mężczyzna nie przebierał w środkach, nie potrzebował wielu pretekstów, by wyrządzić krzywdę. Jakiekolwiek wizje kłębiły się teraz w jej głowie, zadany ból stanowił najokrutniejszą torturę w dziejach magii i czarodziejstwa; dziewczyna cierpiała katusze i mogła jedynie pragnąć śmierci, by się od nich uwolnić. - Będę Twoim największym koszmarem, we śnie i na jawie, każdej nocy i za dnia. NALEŻYSZ DO MNIE! - groził, gdy Aurora wiła się w mękach i być może wreszcie dostrzegła, że nie w każdym człowieku tkwi dobro. W Hannibalu nie było już nawet jego cienia.

wedle ustaleń gramy niemechanicznie
Hannibal Rookwood
Zawód : Łowca wilkołaków z grupy Sigrun, dystrybutor zwierzęcych ingrediencji
Wiek : 33
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Moja natura mówi głośniej
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10003-hannibal-rookwood https://www.morsmordre.net/t10021-kwatera-w-harrowgate https://www.morsmordre.net/t10020-hannibal https://www.morsmordre.net/f373-harrogate-12-jesmond-rd https://www.morsmordre.net/t10024-skrytka-bankowa-nr-2264#302725 https://www.morsmordre.net/t10023-hannibal-rookwood
Re: Dolina Dovedale [odnośnik]16.09.21 1:00
Radość z udanego zaklęcia, jak i jego nieudanej obrony trwała ułamek chwili, bo niestety dość szybko szala wygranej ponownie przechyliła się na jego stronę. Psy, którym starała się oszczędzić od bólu, postrzegając je poniekąd jako kolejne ofiary Hannibala, nie miały w sobie ani krztyny psiego ciepła, do którego nawykły.
Kłapnięcie zębami i dźwięk gruchotanej kości jej nadgarstka przez chwilę były jedynym dźwiękiem chaty, zanim Aurora nie krzyknęła przeraźliwie, próbując obronić się przed zwierzęciem. Szarpana ręka była niczym szmaciany worek. Siła zwierzęcia sprowadziła ją na kolana, które przykleiły się do podłogi. Jej własna, gęsta krew bryzgała na podłogę, powodując u kobiety jeszcze większy szok. Czuła obrzydzenie do lepkiego uczucia własnej posoki. Czuła, że im bardziej się szarpie, tym bardziej zęby zwierzęcia się zaciskają. Może dlatego nie poczuła momentu, gdy puścił, a dopiero widok oddalającego się zwierzęcia sprawił, że przyciągnęła krwawiącą rękę do piersi, próbując jakimś sposobem zatamować upływ krwi.
Ledwo słyszała jego słowa, bo w uszach dudniło jej i chyba nawet to było echo jej własnego serca. Wycie za to usłyszała nadwyraz dobrze. Zrozumiała, że marne ma szansę na ucieczkę, że jej życie najpewniej zakończy się, wbrew jego słowom, jeszcze przed północą. Przed pierwszym uderzeniem nie zdążyła się obronić, twarz i tak miała czerwono-szarą od rozmazanej nań krwi, od płaczu i kurzu z podłogi i zimna. Spodziewała się kolejnych, spadających na nią deszczem bólu, ale nie była przygotowana na to, co chciał jej zgotować.
Z łatwością postawił ją na nogi, roszcząc sobie bezwstydne prawa do tego, by móc ją dotknąć, by móc chcieć od niej jej ciała. I to bynajmniej nie planując najpewniej poszanować w żaden sposób jej woli. Szarpnęła się, ale nie miała dostatecznie siły. W pierwszej chwili próbowała oderwać jego wielką dłoń od swojej szyi, ale zaraz potem spróbowała wbić mu palce w oczy. Chyba stawiała mu większy opór, niż by sobie tego życzył, ale ona próbowała głównie obronić jakieś resztki godności, które on jednak sukcesywnie deptał. Szarpnięty materiał dekoltu popruł się, niemal całkowicie obnażając jej jasne piersi, na co ona w beznadziejnym odruchu próbowała zareagować, tracąc ułamek sekundy. Znów krzyknęła, gdy złapał ją za rozszarpany nadgarstek, łącząc go w ciasnym uścisku z drugim. Odwrócona ku ścianie, poczuła jej twardy chłód na policzku, który zderzył się z nią w pełnym rozpędzie. Sukienka wciąż się trzymała na skrawkach materiału, chroniąc jej piersi przed bezpośrednim dotykiem. Niestety, pomimo zaciętej szarpaniny, nie udawało jej się obronić przed tym, dokąd jego dłoń zmierzała następnie.
- Nie! Nie! Błagam nie! - Krzyknęła, wijąc się i próbując się wyswobodzić. Uniesienie nogi miało najpierw ochronić jej kobiecość, przed obrzydliwą dłonią, próbującą ją zbrukać, ale w tym momencie nadeszło olśnienie. Czy może raczej przeklęta myśl, która sprawiła, że Aurora zadarła nogę jeszcze wyżej, a potem z całym impetem wbiła mu obcas w śródstopie. Znów dało się słyszeć gruchot kości, ale tym razem to nie były jej. Czując na sobie napór jego ciała z całą rozpaczliwością, zamachnęła się również łokciem, gdzie miał odsłonięte żebra i wyrwała się spod zamkniętej pozycji przy ścianie. Ale to nie był bieg — kilka kroków nim jej ciało wybuchło bólem, którego nie sposób było wyrazić nawet krzykiem. Upadek na podłogę, który w każdym innym wypadku uznałaby za bolesny, teraz był niezauważalnym zdarzeniem w bólu. Ciało rozszarpywane było od zewnątrz i obrzydliwie spychane do środka, by cały proces mógł się powtórzyć, trwając jednocześnie ułamek sekundy, jak i całą wieczność. Podłogę zryła paznokciami, łamiąc je do krwi, a kręgosłup wygiął się w niezdrowy kształt, próbując być może jakoś ratować jej ciało, przed przeraźliwymi spazmami, które miotały nią po całej podłodze. Wyła, jak wilki na zewnątrz, krzyczała, ale słowa zlewały się w rozpaczliwy, przeciągły krzyk i charczenie z gardła. Na twarzy miała już skorupę z krwi, brudu i łez. Zagryzione w beznadziei wargi zmieniły się niemal w miazgę. Sama sobie wyrządzała krzywdę niewiele mniejszą, niż czyniło jej Crucio.
Niech ją zabije, niech robi, co chce…
Niech się to wszystko skończy.


Suddenly,
I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Aurora Sprout
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Dolina Dovedale - Page 3 D836eb438dea1946dc5bb9dd21fef622
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout#328488
Re: Dolina Dovedale [odnośnik]17.09.21 20:28
Bolesne pojękiwania w akompaniamencie dźwięków gruchotanych kości i rozpaczliwego skowytu podsycały demoniczne żądze sadysty, który ani myślał, by odstąpić od wątpliwej przyjemności poniżenia Aurory. Delikatne dziewczę wiło się pod różdżką bestialskiego czarownika, przez jej ciało przechodziły spazmy bólu, zmiażdżone wargi utraciły ponętne walory, kusząc jednakowoż ociekającą zeń karmazynową posoką. W niehumanitarnej kaźni pragnął utrzymać z nią kontakt wzrokowy, aby nienawistne, brązowe ślepia prześladowały ją dzień w dzień, każdej nocy, aby stała się jego pierdoloną niewolnicą umysłu i już nigdy nie uciekła z koszmaru, w którym ją uwięził. Jeszcze przed chwilą ryczał donośnie niby rozwścieczony niedźwiedź, gdy obcas kobiety przełamał kość śródstopia, teraz własny ból koił wymierzaniem ciemiężycielskich tortur, w równym stopniu napawając się kobiecym samookaleczeniem. Husky wciąż czuwały u boku Pana, a las jak umilkł, tak nie odezwał się na powrót, pozwalając wybrzmieć tragedii głośniej, przedrzeć się przez szum siarczystej, śnieżnej zamieci, wypełniając całą kwaterę i rozchodząc się w dal, w okolice posesji. Czarnoksiężnik przerwał zaklęcie Cruciatusa, kuśtykając na jednej nodze, by doskoczyć do kobiety i przyklęknął na jednej nodze, sycząc cicho z bólu, bo złamana kość przemieszczała się pod wpływem ruchu. Paskudna twarz uwydatniała wybroczyny i podskórne wylewy, zbliżając się niebezpiecznie blisko jej buzi. Aurora pozostawała przytomna, ale bezsilna, jęczała z bólu niezdolna do zebrania sił, by się przeciwstawić; dłoń wokół jej szyi zacisnęła się niczym imadło, odbierając dech, zmuszając do łapczywej walki o tlen. Nie chciał jej zabić, regulował ucisk, poddając ją kolejnej torturze, co rusz przyzwalając na wykonanie solidnego haustu tylko po to, żeby znów go odebrać.
- Cichutko, dziecino, nic nie mów... i nie kładź się na krawędzi łóżka... bo przyjdzie szary wilk... i życie z Ciebie wysupła. - wyszeptał przeraźliwie drżącym głosem w rytm zasłyszanej niegdyś melodii, a dłoń zacisnęła się mocniej na jej gardle, odcinając dopływ tlenu do mózgu. Jeszcze przez chwilę kobieta zachowała pełnię świadomości, a ich usta złączyły się w makabrycznym pocałunku, z którego tylko bestia mogłaby czerpać przyjemność. Rookwood spijał sączącą się z nich czystą, czarodziejską krew, wypowiadając słowa jeszcze przed tym, jak bezwładnie padła na ziemię. - Gorzkich snów, Auroro Sprout.
Upewnił się, że żyje - nie miał w zamiarze pozbawiać jej tchu; zauważając ruch klatki piersiowej, podniósł się w górę, kulejąc, tudzież podskakując na jednej nodze w kierunku faktycznego celu jego spotkania. Czarodziejka zaspokoiła jego brutalne żądze, toteż na odchodne splunął tylko w stronę półżywego faceta, po którego tu przyszedł, zostawiając za sobą leśną chatkę. Zawył wilczą zgłoską w podzięce zwierzęcej watasze, która rozbiegła się w głąb mrocznego lasu; magiczna mgła powoli się przerzedzała.

ztx2, przepraszam za krzywdę aurora Neutral
Hannibal Rookwood
Zawód : Łowca wilkołaków z grupy Sigrun, dystrybutor zwierzęcych ingrediencji
Wiek : 33
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Moja natura mówi głośniej
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10003-hannibal-rookwood https://www.morsmordre.net/t10021-kwatera-w-harrowgate https://www.morsmordre.net/t10020-hannibal https://www.morsmordre.net/f373-harrogate-12-jesmond-rd https://www.morsmordre.net/t10024-skrytka-bankowa-nr-2264#302725 https://www.morsmordre.net/t10023-hannibal-rookwood

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Dolina Dovedale
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach