Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Ogień
AutorWiadomość
Ogień [odnośnik]11.04.21 11:22

Końcówka 1956 roku, Silly Cillian i Daddy Duncan

Pierwsze skrzypce w końcówce 1956 roku grało u Cilliana podpalenie jego mieszkania. Wspomnienie tego tragicznego dnia nie jest zbyt spójne - momentami pisarz ma wrażenie, że wiele elementów to po prostu dopowiedzenia. Twarze oprawców są zbyt rozmazane, aby mógł dostrzec do kogo należą górujące nad nim sylwetki, najwyraźniejszy i najważniejszy z tego wszystkiego jest bowiem ogień. Widok jego języków otulających powoli coraz dalsze zakamarki pokoju ugrzązł w duszy czarodzieja na dobre, jakby wypaliły w niej należyte sobie miejsce. Koszmary, w których sięgają jego ciała i powoli wypalają je tak, jak rozrzucone po podłodze kartki, uczyniły noce młodego Moore'a bezsennymi - umysł nigdy do końca nie udźwignął tego, co się stało i nie chciał dać mu spokoju, wracając do tej chwili za każdym razem kiedy przymknął powieki. Powód tego był prosty: nigdy wcześniej nie był tak bliski śmierci. Kiedy otworzył oczy, był przerażony. Na początku wydawało mu się, że nie może poruszać ciałem, ale po kilku piekielnie długich sekundach dotarło do niego, że niesprawną miał tylko lewą rękę. Zostawili go tam, żeby skonał na zakrwawionej podłodze, a może myśleli, że już jest martwy. Na przekór wszystkiemu wyrywa się z tego jarzma - powoli, nie unosząc głowy w strefę gryzącego dymu, czołga się w stronę drzwi prowadzących do wyjścia. Szybka z czerwonym napisem SZLAMA jest rozbita, ale mógłby przysiąc, że wciąż widzi go w całości. SZLAMA. Pomimo traumy, jaką niosło ze sobą to słowo i obracania go w głowie setki razy, Cillian w rzeczywistości w ogóle o nim nie myśli - skupia się na tym, aby przesuwać ciało do przodu, nie stać go na nic więcej niż zaakceptowanie jego obecności. Ból przypomina o sobie dopiero wtedy kiedy kulejąc stara się odszukać wzrokiem tabliczkę z numerem domu. Nieudana teleportacja wyrzuciła go o wiele dalej, niż powinna, ale nawet mimo tego nie opuszcza go świadomość bycia istnym dzieckiem szczęścia - jeszcze oddychał. Może nie przez nos, może ciężko mu włóczyć nogami do mieszkania wujka, a jednak oddycha, żyje, stawia kroki do przodu, a z każdym z nich wraca do niego coraz więcej. Nie chce tego widzieć ani pamiętać, ale mimo tego analizuje każdy z podsuwanych mu obrazów z każdej możliwej strony. Próbuje doszukać się w nich powodu, ocenić zagrożenie, jakie niosło dla jego bliskich. Z nich wszystkich najbezpieczniejsza w tej sytuacji wydaje mu się być Tessa, a jednak to o niej myśli najintensywniej, kiedy dławiąc się powietrzem, naciska na klamkę. Drzwi są zamknięte, więc puka do nich i następuje moment ciszy. Czy wybrał złe miejsce? Nie, nie wybrał złego miejsca, bo nie znał nikogo innego, do kogo mógłby się zwrócić. Niby docierało do niego, że syn brata wykrwawiający się na dywanie twojego mieszkania należał do tej kategorii zdarzeń, które uniemożliwiały uzdrowicielom pracę, bo nie mogli podołać temu emocjonalnie, ale Duncan Moore... wydawał mu się działać poza wszelkimi kategoriami. Kiedy mężczyzna otworzył drzwi, mógł ujrzeć swojego bratanka, o ile dało się go rozpoznać - twarz miał obitą, lewe oko spuchnięte, ze złamanego nosa ciekła mu krew, którą nieświadomie rozmazał po ustach i szyi. Cillian garbił się, spoglądając na wujka z dołu, jakby nie mógł się wyprostować. Lewa ręka czarodzieja zwisała bezwładnie, zdawała się być nienaturalnie wykręcona. Coś chyba wypadało powiedzieć, miał mu przekazać coś, o czym myślał w drodze, ale nie był w stanie - warga mu jedynie zadrżała, a świat zawirował. Nieświadomie zaczął się jąkać, jakieś słowa bez większego ładu wypełzły spomiędzy spuchniętych warg, ale na próżno było doszukiwać się wśród nich czegokolwiek sensownego. Zdecydowanie lepiej brzmiały w wyobraźni, niż wypowiedziane na głos. Dopiero wtedy dociera do niego, że to nie głowa, a instynkt przetrwania pchał go do przodu - najbardziej racjonalną rzeczą, jaką zrobił przez ostatnią godzinę, było przypomnienie sobie adresu.


no beauty shines brighter
than a good heart
Cillian Moore
Zawód : Wygnany powieściopisarz, chwyta się prac dorywczych
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Chodźmy nad wodę
Na Twoich kolanach zasnę
Wymyślę więcej dobrych wierszy
OPCM : 20
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Ogień C511aabdf597b22fa48d7610e8ae258d
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9648-cillian-moore https://www.morsmordre.net/t9664-aslan#293571 https://www.morsmordre.net/t9665-pisarzyna#293576 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t9741-skrytka-bankowa-nr-2207#295617 https://www.morsmordre.net/t9666-cillian-moore#293577
Re: Ogień [odnośnik]15.04.21 23:43
Jeśli istniała jakaś definicja szczęścia, to Cillian chyba zaliczał się jako jeden z przykładów na jego istnienie. Choć dokonana przez niego teleportacja nie należała do najbardziej udanych, a każdy egzaminator z pewnością by go oblał, widząc jak daleko od swojego celu chłopak wylądował, to jednak trafił w pobliże swojego celu. Co więcej, gdy już dotarł o własnych siłach we właściwe miejsce, osoba której pomocy tak potrzebował, była obecna na miejscu - co przecież wcale nie było pewne. Choć czasy robiły się coraz bardziej niespokojne, mieszkaniec domku spod numeru 92 nie siedział jak mysz pod miotłą, korzystając nadal z uroków życia. Oznaczało to więc często, że jego domek stał pusty, podczas gdy stary Moore odwiedzał sklepy, teatry czy też puby. Póki jeszcze mógł.
Pukanie wyrywa go z lektury. Podniesienie się z kanapy kosztuje go trochę wysiłku, prawa noga jest sztywniejsza niż zwykle, być może był to wpływ pogody. A może po prostu trochę się zasiedział. Wszak książka, którą właśnie pochłaniał, była bardzo interesująca. Nie spodziewał się gości. Podejrzewał, że to jeden z jego pacjentów mógł dobijać się do drzwi - wszak Moore przyjmował ich teraz głównie w swoim domku w gabinecie. Ale nie miał na dziś nikogo umówionego, był tego pewien. Sprawdził w swoim kalendarzu dwa razy! A jeśli chodziło tylko o jakieś pojedyncze zapytanie - zwykle przysyłana była sowa. To było zdecydowanie bardziej poręczne i wygodne. A jednak, niezaprzeczalnie - ktoś stał przed drzwiami domku numer 92.
Duncan otworzył w końcu, a gdy dostrzegł kto dokładnie stoi na progu, na krótką chwilę zaniemówił. Po prostu. Facet, który zawsze miał jakąś zabawną historyjkę albo anegdotkę czy też żart do opowiedzenia, zabrakło języka w gębie. Widział już horror wojny, oczywiście że tak. Przeżył go na własnej skórze. Nie był jednak przygotowany na to, że kiedyś będzie świadkiem tego, co wojna mogła zrobić z poszczególnymi członkami jego rodziny. Teraz z resztą nie było ważne co się stało. Po pierwsze, chłopakowi trzeba było pomóc, a nie stać jak kołek w miejscu. Zawahanie trwało więc zaledwie chwilę - może ze dwa uderzenia serca. - Nic nie mów - zarządził natychmiast Duncan, widząc, że chłopak próbuje coś z siebie wykrztusić. W tym momencie jego umysł przełączył się na chłodną kalkulację - typowe dla takich sytuacji emocje i obawy o własnego członka rodziny SłodkaRowenoprzecieżtomójbratanekkochany! zepchnął na drugi plan. Czujny wzrok ocenił pobieżnie obrażenia, których doznał młodszy Moore. Na tyle, na ile pozwalała mu to własna sztywna noga wspomógł Cilliana, delikatnie i ostrożnie eskortując go do salonu. A potem zaczęła dziać się magia. Duncan nie pamiętał, ilu dokładnie zaklęć użył, ale było ich wiele. Najpierw zaklęcia znieczulające, które miały pomóc chłopakowi, chociaż odrobinę ulżyć w cierpieniu, które wyraźnie odmalowywało się na jego twarzy. Kategorycznie zabraniał też Cillianowi mówienia na temat tego, co zaszło. Raz, że nie chciał by wytrącono go ze skupienia, dwa, że chłopak najpierw musiał odpocząć. Dogłębna i wnikliwa analiza jego obrażeń kazała uzdrowicielowi najpierw zabrać się za te najpoważniejsze - zwichnięte ramię. Ocenił stan skopanego brzucha, jemu także niosąc pomoc. Złamany nos. Wszystkie poparzenia, zadrapania i siniaki. Oraz oczywiście podbite oko. Gdy skończył, za oknem była już czarna noc, jednakże wysiłek ten opłacił się. Cillian wyglądał niemal normalnie. Niemal, jako że wciąż widać było po nim echa koszmaru, przez który przeszedł. Duncan dał chłopakowi do zjedzenia miskę gorącej zupy - aby w następnej kolejności napoić naparem ułatwiającym zasypianie. Jego samego czekała jednak bezsenna noc, tego był pewien.


You’ve got a warm heart

You’ve got a beautiful brain



Ostatnio zmieniony przez Duncan Moore dnia 18.04.21 23:19, w całości zmieniany 1 raz
Duncan Moore
Zawód : Prywatny uzdrowiciel i magipsychiatra
Wiek : 53
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9685-duncan-moore#294468 https://www.morsmordre.net/t9694-odin#294576 https://www.morsmordre.net/t9695-the-golden-retriever https://www.morsmordre.net/f362-devon-exeter-rivermead-road-92 https://www.morsmordre.net/t9698-d-m-moore
Re: Ogień [odnośnik]18.04.21 22:58
Siła, która niosła go na nogach, pozwalała iść do przodu i szukać drogi ucieczki powoli opuszczała jego ciało. W jednej chwili czuł się, jakby mógł przenosić góry, a w drugiej jakby ta góra właśnie go przygniatała. Ogromny ból, najsilniejszy, jaki czuł w swoim życiu, przeszył jego ciało i Cillian niemal osunął się na podłogę, nim Duncan doprowadził go do salonu. Nic nie powiedział. Aż rwał się do wyduszenia z siebie przerażającego krzyku, ale nie zrobił też tego - „nic nie mów” dzwoniło mu w uszach. Powtarzał to w głowie jak jakąś mantrę, trzymając się tych słów, jakby miały zapewnić mu oparcie w trudnej chwili. Poza tym nie myślał o niczym. Zniknęły wszystkie te osoby, których bezpieczeństwo nawiedzało go jeszcze przed momentem. Na ich miejscu pojawiło się odurzenie od mieszanki ziół, którą przełknął z trudem, ale udało mu się jej nie zwymiotować. Trwając w tym pełnym bezsilności zawieszeniu, pozwalając opatrzyć swoje rany, czuł się jak małe dziecko. Zaciskał zęby, zgrzytał nimi głośno, próbując zagłuszyć irracjonalne poczucie wstydu, które zawładnęło nim niespodziewanie. Dlaczego to wszystko było takie trudne? Ostatecznie, aż do zaśnięcia, nie odezwał się razu. „Nic nie mów” grzmiało tuż obok, za każdym razem kiedy otworzył usta. Sen z tego dnia pamięta do dzisiaj niesamowicie wyraźnie. Londyn spowity był gęstym dymem z wielkich ognisk rozpalonych na środku ulic, którymi biegł, chociaż nie widział dokąd. Okna wielu mieszkań i sklepów były wybite, na niektórych witrynach i ścianach widział antymugolskie napisy, mające zniechęcić do zakupów w poszczególnych lokalach. Do trawiącego wszystko ognia wrzucano kolejne stosy książek i dokumentów. Cillian wciąż biegł i biegł, nogi niosły go do przodu mimo wszystkich przeciwności, aż wreszcie na końcu Pokątnej, przy ścianie będącej przejściem do Dziurawego Kotła, dojrzał cel tego szaleńczego biegu. Zrozumiał to w momencie, w którym rozpoznał postacie klęczące na ziemi, odwrócone przodem do ceglanego murku. To była jego rodzina. Trwali tak nieruchomo, z rękoma założonymi za głową. Pomiędzy nimi znajdowała się Tessa, ubrana w brudną od błota suknię ślubną, trzęsąca się na myśl o tym, co miało za chwilę nadejść - stojący za nimi, skryci pod czarnymi kapturami czarodzieje celowali różdżkami w ich głowy. Żaden krok postawiony w ich stronę nie przybliżał go do nich, żadne zaklęcie wykrzyczane w szale nie mogło ich sięgnąć - ginęli na jego oczach, nie bronili się wcale, odeszli w ciszy. Wkrótce i jego łapią, zaciągają w to samo miejsce. Umiera, widząc ich nieruchome, zastygłe w cierpieniu twarze. Dla Duncana ta noc nie wyglądała wcale, jakby jego bratanek śnił o czymkolwiek innym niż o bliskości - nieświadomie dotykał rękoma przestrzeni obok, jakby miał leżeć tam ktoś, kogo Cillian chciał bardzo mocno objąć, ale pościel była pusta. Nic poza tym. O tym, że wcale nie była to noc bezsenna, świadczył dopiero żałosny jęk, z którym obudził się z samego rana, zanosząc tak paskudnym szlochem, jakby wszystko, co widział w swojej głowie, stało się naprawdę. Dopiero po chwili dociera do niego, gdzie się znajduje. Na widok wuja, całego i zdrowego, wpatrującego się w niego tymi smutnymi oczyma, poczuł dziwne kłucie w żołądku.
- T-to mi się nie przyyyśniło, prawda?
Głośno przełknął ślinę, wpatrując się w drżące dłonie. Nie był w stanie przypomnieć sobie swojego stanu z wczoraj, ale sam fakt, że widział już dobrze oczy, zdawał się mówić mu, że... nie było tak źle, prawda? Bo skąd miał mieć pojęcie, jak źle było? Dopiero kiedy zechciał dźwignąć się do pozycji pionowej, poczuł w ciele opór i dotarło do niego, że może jednak nie powinien...
- Nie przyszli do ciebie - stwierdził, rzucając zmęczonym spojrzeniem na puste pomieszczenie. Nikogo poza nimi w środku nie było. - Pisałeś do kogoś? Nie wiem, dlaczego do mnie przyszli, a co jeżeli Billy-
Zamilkł. Złapał się jedynie za głowę i spróbował wstać jeszcze raz, tym razem mniej gwałtownie, ale jednocześnie o wiele bardziej zdecydowanie.


no beauty shines brighter
than a good heart
Cillian Moore
Zawód : Wygnany powieściopisarz, chwyta się prac dorywczych
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Chodźmy nad wodę
Na Twoich kolanach zasnę
Wymyślę więcej dobrych wierszy
OPCM : 20
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Ogień C511aabdf597b22fa48d7610e8ae258d
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9648-cillian-moore https://www.morsmordre.net/t9664-aslan#293571 https://www.morsmordre.net/t9665-pisarzyna#293576 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t9741-skrytka-bankowa-nr-2207#295617 https://www.morsmordre.net/t9666-cillian-moore#293577
Re: Ogień [odnośnik]22.04.21 11:26
Ta noc była bezsenną - dla Duncana. Nawet gdyby udało mu się zasnąć, prawdopodobnie zaraz znów by się obudził. Nie było więc najmniejszego sensu by w ogóle się kładł. Nie odpocząłby. Wolał więc zaparzyć sobie herbatę, jednocześnie pilnując śpiącego bratanka. Gdy tylko upewnił się, że Cillian śpi i jest bezpieczny, sięgnął po pergamin i pióro. Być może powinien wydusić z chłopaka co się właściwie stało, podobne niebezpieczeństwo mogło przecież grozić pozostałym członkom jego rodziny. Teraz zamierzał naprawić ten błąd, kreśląc na szybko wiadomości do wszystkich pozostałych dzieci swojego brata. Billy prawdopodobnie będzie wiedział, gdzie dokładnie znajdują się pozostali. Taką przynajmniej Duncan miał nadzieję, gdy wypuszczał Odina przez okno. Sowa pofrunęła w mrok, niosąc wiadomość, a jemu pozostało tylko czekanie i czuwanie. W międzyczasie jeszcze jednym zaklęciem upewnił się, czy nie pominął żadnego z poważnych obrażeń Cilliana, ale nie. Co mógł zrobić, zostało zrobione. Udał się więc do kuchni aby zaparzyć sobie mięty, która miała mu jakoś pomóc przetrwać tę noc.
Nic nie mógł poradzić na to, że wciągu godzin, które dzieliły ich od świtu, wyobrażał sobie co też mogło przydarzyć się chłopakowi. Miał kilka typów, wnioskując po jego obrażeniach, nie był jednak w stanie niczego obstawić na pewno. Czy winił za to wojnę i coraz bardziej wrogie reakcje społeczeństwa względem brudnokrwistych? Owszem, rozważał tę opcję. Bolało go, gdy pomyślał, że coś tak nieistotnego jak krew decydowała dziś o tym, czy ktoś był postrzegany jako człowiek wartościowy lub jak śmieć. Naoglądał się już w życiu dość wojen wywoływanych z nieistotnych powodów. To zawsze kończyło się tak samo - niewinni kończyli z połamanymi kończynami, obitymi twarzami, wykrwawiając się na bruku, w błocie i zimnie. Idealny tego przykład miał przecież we własnym domu. Oczywiście, brał także pod uwagę, że może Cillian po prostu wdał się w jakąś bójkę. Może sam wpakował się w kłopoty... ale to nie byłoby do końca w jego stylu. Z drugiej strony... teraz wystarczyło krzywo na kogoś spojrzeć, aby doprosić się kłopotów. Bo to przecież nie było zwykłe pobicie. Od pobicia nie ma się poparzeń. Czy więc w grę wchodził także pożar?
Myśli Duncana natarczywie krążyły dookoła tematu wojny i niechęci względem mugolaków. Jeśli Cillian ledwo uszedł z życia z pożaru... Eh, głupi chłopak. Powtarzał mu przecież, że stolica już od pewnego czasu nie była bezpiecznym miejscem. Lepiej by zrobił, gdyby posłuchał starego wuja i wyniósł się z Londynu, gdy jeszcze miał okazję.
Jęk, a potem szloch dochodzący od strony łóżka uświadomiły Duncanowi, że noc przeminęła. Zaparzona mięta wystygła, nieruszona. Z pościeli wyjrzała ku starszemu Moore'owi para zlęknionych, zaniepokojonych oczu. Z trudem, darując sobie tym razem sięganie po laskę, mężczyzna przekuśtykał do łóżka, siadając obok Cilliana. - Niestety nie - nie miał zamiaru mydlić mu oczu. Nie wiedział co prawda co dokładnie się chłopakowi przyśniło, czy było to odtworzenie wydarzeń z wczorajszego wieczora. - Nie wstawaj - zaprotestował ostro. Młodzik był nadal zbyt słaby i obolały, by próbować takich wyczynów. Nawet pomimo uzdrawiającej magii, potrzebował teraz przede wszystkim wypoczynku i nie mógł się nadwyrężać. - Pisałem. Billy'emu nic nie jest, pozostałym także. - list od starszego z braci Moore leżał na stole. Cillian mógł go przeczytać później. - Kto do ciebie przyszedł? Co się stało?


You’ve got a warm heart

You’ve got a beautiful brain

Duncan Moore
Zawód : Prywatny uzdrowiciel i magipsychiatra
Wiek : 53
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9685-duncan-moore#294468 https://www.morsmordre.net/t9694-odin#294576 https://www.morsmordre.net/t9695-the-golden-retriever https://www.morsmordre.net/f362-devon-exeter-rivermead-road-92 https://www.morsmordre.net/t9698-d-m-moore
Re: Ogień [odnośnik]30.04.21 21:51
Pozwolił ciału opaść bezwładnie na wilgotną od potu pościel i odetchnął. Sceny z wczorajszego wieczoru powoli do niego wracały. Nic nie mów. Ciepły, znajomy głos, ten sam, który teraz zakazywał mu wstawania. Pamiętał jeszcze jeden. Bardziej oschły, jakby ton, jakim został obdarowany, miał ociekać pogardą. Spowita cieniem postać, pochylająca się nad nim, kiedy leżał na ziemi. Chyba na niego splunął, ale nie był już niczego pewny. Co mówił...?
Nie pamiętał.
To wszystko było jak za mgłą. Nie wiedział już, czy chciał sobie ten wczorajszy dzień w całości przypomnieć, czy jednak darowanie detali nie wyszłoby mu na lepsze... Tak czy siak, kiedy próbował wytężyć umysł, zamiast odpowiedzi otrzymywał od losu niemożliwy do zniesienia ból głowy. Aż potarł skroń zdrową ręką, próbując odgonić tym samym to dziwne, pulsujące uczucie. Bezskutecznie.
- Dobre pytanie. Nie wiem... nie wiem, kto to był...
Pociągnął nosem, a następnie dał sobie chwilę na zastanowienie. Była to na pewno ponad minuta oczekiwania na to, aż Cillian odezwie się wreszcie, przerywając ciszę, która rozlała się po pomieszczeniu. W tym czasie analizował otoczenie, stan twarzy wuja, wiszące pomiędzy nimi obustronne zmartwienie i troskę. Na przekór pełnym bólu myślom, towarzystwo starszego Moore'a pozwoliło mu się chociaż trochę uspokoić. Niestety nie w pełni. Nadal znajdował się niemal na granicy płaczu.
- Wiem tylko tyle, że - zaczął się plątać - że tu nie chodziło o mnie. To znaczy... chodziło, w takim sensie, że - zawahał się, jakby zabrakło mu słowa i musiał wygrzebać je wpierw gdzieś z odmętów pamięci - że jestem brudnej krwi. - Sam potrzebował kilku sekund na przetworzenie tego, co z siebie wydusił. Użył tego słowa celowo, w pełni świadomie. Nazwano go wczoraj brudnym niejednokrotnie.
- Nie mogę tam wrócić. I nie mam po co. Podpalili wszystko.
To było jak krucjata. Nie dawało mu spokoju wrażenie, że nie mógł być jedyną ofiara tej nocy, a przynajmniej nie był ostatnią, której własność pójdzie z dymem w imię chorej idei. Ledwo się ruszał. Najwyraźniej stracił właśnie cały swój dobytek. I to wszystko z tak idiotycznego powodu, że złość narastała w nim mimowolnie, nawet jeżeli przykryły ją strach i rozpacz. Jeszcze miesiąc temu uważał się za tak wielce dorosłego i planował robić rzeczy niestworzone, a teraz... Zawładnęła nim słabość, której nie rozumiał do końca, ale jednocześnie nie potrafił przeskoczyć. Czy naprawdę udało im się go złamać? Jego, człowieka chcącego zaszczepić nadzieję i radość w każdym, kogo spotkał na swojej drodze? Chyba... Rozdał już wszystko i zabrakło ich dla niego.


no beauty shines brighter
than a good heart
Cillian Moore
Zawód : Wygnany powieściopisarz, chwyta się prac dorywczych
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Chodźmy nad wodę
Na Twoich kolanach zasnę
Wymyślę więcej dobrych wierszy
OPCM : 20
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Ogień C511aabdf597b22fa48d7610e8ae258d
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9648-cillian-moore https://www.morsmordre.net/t9664-aslan#293571 https://www.morsmordre.net/t9665-pisarzyna#293576 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t9741-skrytka-bankowa-nr-2207#295617 https://www.morsmordre.net/t9666-cillian-moore#293577
Re: Ogień [odnośnik]17.05.21 16:54
Szczątkowe wyjaśnienia, którymi obdarował go Cill mówiły wbrew pozorom całkiem wiele. Czy wychodziło więc na to, że jednak odgadł? Domyślił się powodu tego nagłego i brutalnego ataku? Irracjonalna niechęć wobec ludzi brudnej krwi. Nieczystych, z jakiegoś powodu mniej wartościowych. Nie ważne, co sobą reprezentowałeś, co potrafiłeś zrobić, co byłeś w stanie dać od siebie społeczeństwu. Jeśli wśród twoich przodków nie znajdowali się sami czarodzieje, twoja osoba była warta mniej niż pył na wietrze.
Duncan patrzył teraz na Cilliana i widział w nim siebie samego. Z przeszłości. Młodzieniaszka, którego życie postanowiło potraktować podle. Bo tak. Bo mogło. Bo ludzie nie są stworzeniami idealnymi. Starczy dać im najmniejszy powód do nienawiści, a chwycą się go nienawiść tę zaszczepią najpierw w sobie, a następnie w swoich dzieciach. Młody Moore przypominał teraz trochę Duncana sprzed chwili złamania nogi. Stary też tamtego dnia stracił coś bezpowrotnie, także musiał odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Podnieść się z szoku i jakoś stanąć prosto w wojennej zawierusze. Mógłby teraz zbesztać młodego. Wypomnieć mu "mówiłem, żebyś się wyniósł z Londynu!"... ale to nie miało sensu. Po co jeszcze dobijać już załamanego człowieka? Nie, teraz trzeba było go wesprzeć. Stąd też Duncan złapał Cilliana za przedramię, ściskając go mocno. - Masz rację, nie możesz tam wrócić. Zostaniesz przez pewien czas tutaj - od czegoś w końcu miał rodzinę. Być może chłopak czułby się lepiej w towarzystwie rodzeństwa, ale Duncan miał wrażenie, że lepiej się stanie, jeśli Cill zostanie u niego. Wydawał się naprawdę roztrzęsiony. A tutaj mógłby mieć na niego oko przez jakiś czas.
Co się zaś tyczyło powrotu do mieszkania... nie było nawet sensu próbować dostać się do spalonego lokum, aby zobaczyć, czy coś przetrwało. Nawet jeśli tak, próby odzyskania tego byłyby zwyczajnie zbyt niebezpieczne. Nie ważne, co Cill posiadał w swoim pokoju, nic nie było warte by ryzykować swoim życiem aby to odzyskać.
- Dla tych z Londynu jesteśmy teraz niemalże wrogami publicznymi numer jeden, Cill. Im szybciej to zrozumiesz i nauczysz się reagować, tym lepiej - dodał odrobinę ponuro. Co prawda Devon wciąż było regionem opierającym się wpływom konserwatywnej szlachty oraz organizowanym przez nią sesjom prania mózgu, tak naprawdę nigdzie nie mogli czuć się do końca bezpiecznie. - Ale tak nie będzie zawsze. Ja w to wierzę i ty też musisz - dodał, chcąc go jednak podnieść na duchu. Odważne to były jednak słowa, jako że Duncan nie wiedział nawet ile było w nich prawdy. Żył na świecie nieco ponad pół wieku, a właśnie rozpoczynała się trzecia wojna, której był naocznym świadkiem. Czy nadejdzie kiedyś taki dzień, w którym w każdym zakątku planety będzie panować pokój? Chciał w to wierzyć. Chciał wierzyć, że im większy, potężniejszy mrok, tym jaśniejsze było później światło dnia, oświetlające im przyszłość.


You’ve got a warm heart

You’ve got a beautiful brain

Duncan Moore
Zawód : Prywatny uzdrowiciel i magipsychiatra
Wiek : 53
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9685-duncan-moore#294468 https://www.morsmordre.net/t9694-odin#294576 https://www.morsmordre.net/t9695-the-golden-retriever https://www.morsmordre.net/f362-devon-exeter-rivermead-road-92 https://www.morsmordre.net/t9698-d-m-moore
Re: Ogień [odnośnik]06.11.21 22:57
Nie mógł wrócić. Naprawdę nie mógł tam wrócić...
Czy jeszcze kiedyś ujrzy cztery ściany, które były mu domem przez ostatnie lata? Czy istnieje choćby cień szansy na odzyskanie szkiców i dzienników, które posiadał? Czy... czy ludzie chcący odwiedzić dom bliskiego im pisarza natkną się na tę makabrę i pomyślą, że Cillian Moore odszedł na zawsze? To wszystko miało wyglądać inaczej. Miał skończyć pisać trzeci tom swojej najnowszej powieści. Miał się ożenić i starać się o pierwsze dziecko. Miał być tak niesamowicie szczęśliwy, jak tylko potrafi być szczęśliwy człowiek. Zamiast tego wpatrywał się w swoje dłonie i zdawał się ich nie dostrzegać — jakby jego głowa naprawdę mocno walczyła z koncepcją, że to, co widzi, jest prawdziwe. Ale jeżeli to nie było prawdziwe, to dlaczego tak cholernie bolało? Na samo wspomnienie uczucia, które rozdzierało mu klatkę piersiową przed podaniem leku, zrobiło mu się sucho w ustach. Medykamenty sprawiały, że nie czuł fizycznego cierpienia. Przerażenie sprawiało, że nie dostrzegał u siebie ani niespokojnego oddechu, ani łez płynących mu po policzkach.
Wrogiem publicznym numer jeden?
Zaszlochał. Co on takiego zrobił, że zasłużył sobie na to miano? Cillian Moore wrogów miał co najwyżej w Hogwarcie, gdzie się wszyscy kłócili o to, która drużyna Quidditcha jest najlepsza. W dorosłym życiu odciął się od tych konfliktów zupełnie — chciał być przyjacielem publicznym numer jeden, nie chciał zachodzić nikomu za skórę, tylko pisać, motywować i czarować słowem.
Jak można szybko się do tego przyzwyczaić?
To było w ogóle możliwe? Bo nawet nie sama prędkość tego zdawała się być niemożliwa, a sama myśl, że się można było pogodzić z byciem kimś wyklętym. Czy to tak czuli się Żydzi podczas mugolskiej wojny? Zapisy historyczne, w których zaczytywał się niegdyś z niekrytym zaciekawieniem, stały się rzeczą przerażająco namacalną — próbowali go spalić.
Próbowali go spalić.
Dopiero kiedy kilka toczących się potwarzy, słonych kropel spadło na owiniętą bandażem rękę, Cillian zorientował się, że płacze. Pociągnął nosem, przecierając oczy kawałkiem pościeli.
Ja tylko chciałem — słowa wybrzmiewające z jego ust przestawały być zrozumiałe — żeby ludzie częściej się uśmiechali. — Przez głowę przeleciało mu wiele twarzy należących do ludzi, których kiedyś (celowo lub nie) skrzywdził, ale żadna nie pasowała do zacienionej sylwetki stojącej nad nim, kiedy tracił przytomność. Dlaczego nie potrafił sobie przypomnieć...?


no beauty shines brighter
than a good heart
Cillian Moore
Zawód : Wygnany powieściopisarz, chwyta się prac dorywczych
Wiek : 27
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Chodźmy nad wodę
Na Twoich kolanach zasnę
Wymyślę więcej dobrych wierszy
OPCM : 20
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Ogień C511aabdf597b22fa48d7610e8ae258d
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9648-cillian-moore https://www.morsmordre.net/t9664-aslan#293571 https://www.morsmordre.net/t9665-pisarzyna#293576 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t9741-skrytka-bankowa-nr-2207#295617 https://www.morsmordre.net/t9666-cillian-moore#293577
Ogień
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach