Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
[sen] Nie odchodź
AutorWiadomość
[sen] Nie odchodź [odnośnik]20.04.21 23:32
Deszcz wybijał o szyby okien spokojny, miarowy rytm. Październik okazał się deszczowy, ponury i zimny - taki jaki być powinien. Szczęśliwie już bez anomalii, jakie towarzyszyły im wszystkim jeszcze rok wcześniej. Deszcz ten kołysał Demelzę do snu. Leżąc już w łóżku przeglądała stare fotografie, swoje projekty z czasów, kiedy pracowała w Domu Mody Parkinson... Po piegowatych policzkach spłynęło kilka łez, które otarła wierzchem dłoni. Z bólem serca wsunęła to wszystko do dużej koperty i wcisnęła pod łóżko z postanowieniem, ze wyprze to z pamięci. Zgasiła świecę i owinęła się kołdrą. Wciąż drżała, lecz nie z zimna - a smutku, który towarzyszył jej zawsze, kiedy wracała w myślach do przeszłości. Zmęczenie było jednak tak silne, że sen zmorzył Demelzę dość szybko - nie odnalazła w nim jednak ukojenia.
Pogrążyła się we śnie mrocznym i zimnym. Nagle znalazła się na opustoszałych ulicach Londynu, które od kilku miesięcy spływały krwią. W całym mieście brakowało kolorów, dawnego gwaru i radości, przede wszystkim brakowało w nim ludzi. Demelza snuła się po nim bez celu. Snuła było dobrym słowem - niemal lewitowała nad ziemią, nie dotykając bruku. W szybach mijanych sklepów widziała jedynie długi, ciemny płaszcz i kaptur czarnej peleryny - wcale nie wydawało się jej to jednak dziwne. Śniła o tym, że jest dementorem, choć w pełni świadomym i mającym wciąż swoje ludzkie wspomnienia - czy to w ogóle było możliwe? Nigdy nie widziała żadnego dementora na własne oczy. Czytała o nich jedynie w książkach. We śnie wcale się nad tym nie zastanawiała. Po prostu była - a zamiast karmić się smutkiem, to czuła go w sobie. Tak przejmującego żalu nie czuła już dawno. Dłonie o długich, kościstych palcach pokrytych liszajami jej drżały.
Nie wiedziała jak, znalazła się jednak nieopodal Domu Mody Parkinson. Dostrzegła jak ktoś idzie w tamtą stronę i ruszyła za nim z nadzieją, że może to lord Parkinson. Może zechce z nią znów porozmawiać? Może pozwoli się wytłumaczyć? Czarodziej jednak, nie dość, że okazał się kimś innym, to uciekł odeń z krzykiem. Tak samo było z kobietą z dzieckiem i staruszkiem z psem. Wszyscy uciekali, kiedy tylko zobaczyli ją, nawet i z daleka. Demelza snuła się więc uliczkami ponurego, brudnego Londynu dalej, a kiedy wychynęła zza rogu dostrzegła drobną sylwetkę młodziutkiej, urodziwej dziewczyny - dziwnie zajomej.
- Zatrzymaj się proszę! Nic ci się nie zrobię, przysięgam - zawołała błagalnie, unosząc obie dłonie pokryte liszajami w poddańczym geście, a ton jej głosu zabrzmiał niemal płaczliwie. - Nie musisz uciekać - zapewniła Demelza. - Chcę tylko... - porozmawiać.
Nie odtrącaj mnie, proszę. Mam wrażenie, że tak długo wędruję, a przy moim boku brakuje przyjaciela, który wskazałby mi kierunek i powiedział "nie martw się, wszystko będzie dobrze".


Let me see you

Stripped down to the bone

Demelza Fancourt
Zawód : tancerka w Piórku Feniksa, wschodząca gwiazdka burleski
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I have to believe that sin
can make a better man


OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9417-demelza-fancourt#286301 https://www.morsmordre.net/t9592-belle#291686 https://www.morsmordre.net/t9595-zatancz-ze-mna#291787 https://www.morsmordre.net/f355-brighton-whitehawk-way-389 https://www.morsmordre.net/t9591-skrytka-bankowa-nr-2177#291683 https://www.morsmordre.net/t9593-demelza-e-fancourt#291728
Re: [sen] Nie odchodź [odnośnik]22.04.21 16:12
Chłód wydawał się pochłaniać wszystko – nawet oddech, który ulatywał z jej ust, wydawał się zamarzać gdzieś w powietrzu, nie tworząc już nawet pary, a raczej wydawało się tak, jakby nagle wszystko zamarzało na ustach. Ten sen z początku przepełniony był niepewnością – taką, która przypomniała czające się gdzieś na granicy podświadomości zwierzę, które krążyło gdzieś na granicy światła i cienia, w tej materii snu zatarte pomiędzy dwoma granicami. Emocje rozchodziły się po ciele, wypełniając życie niepewnością, pewnego rodzaju paraliżu, który wyznaczał krawędzie i obrysy własnych kończyn w umyśle, ale jednocześnie nie miało się wrażenia, że to było coś innego niż we śnie. W końcu jednak sen przekształcił się, ciemność wynurzyła z siebie uliczki Londynu – okryty szarością bruk, ocierająca się o kostki mgła, która mleczną jasnością wydawała się nie pasować. Ludzie snuli się przed siebie bez celu i bez jakiegokolwiek znaczenia, tak jakby byli jedynie przesuwanymi na szachownicy pionkami bez żadnego znaczenia. Może tak właśnie było z nimi wszystkimi? Nic nie znaczyli, a jedynie byli odbiciem, teatrem dla czegoś, co stało gdzieś za zasłoną, niewidzialną kurtyną. Czegoś prawdziwie okropnego, skoro pozwalało na te wszystkie wydarzenia.
Sama kroczyła gdzieś przed siebie – chciałaby wiedzieć, jaki miała tu cel, nie było to jednak możliwe – jej nogi poruszały się bez jej własnego udziały. Tak jak pozostali, przemierzała te ulice, ale mrowiło ją poczucie, że sama nie wiedziała gdzie idzie. Dojdzie gdzieś do miejsca, w którym nie będzie już dla niej celu i nadziei? A może coś innego się zmieni i nagle wszyscy zastygną? Gdy tylko pomyślała o zmianie, materia przekształciła się – chociaż na początku słyszała przyśpieszone kroki, nie spodziewała się, że zaraz zimno stanie się jeszcze dotkliwsze.
Krzyk wyrwał się z jej ust mimowolnie – nie chciała tego zrobić, przynajmniej nie zdawała sobie z tego sprawy, ale stanięcie twarzą w twarz z dementorem wywołało w niej koszmarne uczucie. Nie miała z nimi do czynienia i po prawdzie, nie chciała.  Wiedziała, co mogło się znaleźć w jej koszmarze – te wspomnienia, kiedy jej bliscy padali dookoła niej, położeni śmiertelnym zaklęciem, jej krzyki, rozpaczliwe wołanie o braci których nie mogła odnaleźć aż w końcu ucieczka w ciemną noc, w której czuła żal, że nic nie może zrobić jak tylko jechać i się oddalać.
Chciała się odwrócić i uciec – jej nogi były jak z ołowiu, tak jakby nawet nie dała rady na chwilę oderwać ich porządnie od gruntu. Czuła, że zapada się w kamienie pod jej nogami, nie było to jednak coś prawdziwego. Nawet odezwanie się dementora nie zdołało przełamać tej paniki, która się w niej budziła gdy tylko spoglądała wprost na zakapturzoną twarz. Naprawdę zamierzała oddalić się jak najszybciej, ale zamiast tego, skończyło się to na tym, że przystanęła całkiem niedaleko.
Bo przecież dementorzy nie rozmawiali.
- Jesteś dementorem! – Przedstawiła to niemal płaczliwie, tak jakby miałoby to mieć jakikolwiek wpływ na nią. Na ten sen. Jakby rzeczywistość miała się zmienić gdyby tylko powiedziała o tym głośno. – Nie wiem, czego ode mnie oczekujesz, nie mam nic i nic nie mogę zrobić!


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : 5 +4
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1 +1
TRANSMUTACJA : 10 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Re: [sen] Nie odchodź [odnośnik]12.05.21 19:04
W rzeczywistości Demelza także, tak jak i Sheila, nigdy nie miała do czynienia z dementorami. Jako dziecko, wychowane w czarodziejskiej rodzinie, długo nawet nie wiedziała o ich istnieniu, dopiero kiedy nauczyła się czytać przypadkowo przeczytała to dziwne słowo w gazecie i zaczęła pytać o nie matkę, później ojca. Na początku nabierali wody w usta, Demelza okazała się jednak wyjątkowo uparta. Najpierw powiedzieli jej, że to strażnicy więzienia dla najgorszych zbrodniarzy i takie wyjaśnienie dziewczynce wystarczyło. Dopiero później dowiedziała się, że to nie byli tacy zwykli strażnicy, a przerażające, nieludzkie monstra, stworzenia najgorszego rodzaju. Demelza czytała i słyszała o drapieżnikach, wiedziała, że tak wygląda łańcuch pokarmowy, że niektóre stworzenia żywią się innymi, lecz... Czy istniało coś bardziej obrzydliwego od wysysania z ludzi szczęścia, ciepła, wszystkiego to dobre? Jej niewinny umysł ani wtedy, ani teraz nie potrafił pojąć jak coś takiego w ogóle mogło powstać. Na pewno było utkane z czarnej magii. Nie istniało dla dziewczyny inne wytłumaczenie. Demelza łudziła się, że nigdy-przenigdy żadnego dementora nie spotka i sądziła, że to wysoce prawdopodobne - do czasu, dopóki nie wybuchła wojna, zaś dementorzy opuścili Azkaban. Ponoć pierwszy pokazał się na Festiwalu Lata w 1956 roku, lecz szczęśliwie nie była wtedy obecna na meczu quidditcha - nie wiedziała jak by zareagowała. Na jak szerokie kręgi oddziaływała obecność dementora? Czy poczułaby smutek, zniechęcenie i żal...? Słyszała też, że można było je spotkać w Londynie, że strzegą je przed rebeliantami i Zakonem Feniksa jak niegdyś Azkabanu, unikała takich miejsc jak ognia... Może za dużo o tym myślała i dlatego wyśniła tak dziwny sen?
Czy Demelzę można było porównać do dementora? Chyba obraziłaby się na takie stwierdzenie. Nigdy nie chciała nikomu odbierać szczęścia. Nigdy nie chciała nikogo zranić, skrzywdzić... Nawet w tym śnie, gdzie przybrała postać tego obrzydliwego stwora, wciąż poniekąd pozostała sobą. Nie potrafiłaby skrzywdzić Sheili.
Musiała o tym wiedzieć. Musiała ją przekonać.
- Ależ... - nie, nie jestem dementorem cisnęło się Demelzei na usta, lecz... czyż nie widziała własnego odbicia w witrynie sklepu? Długiego płaszcza, który spowijał chudy tułów, ukrywał twarz (albo jej brak), wystające z powłóczystych rękawów kościste dłonie pokryte liszajami? Wyglądała jak dementor. Nie czuła się jednak nim wewnątrz. Było w niej tyle własnego żalu i smutku, że to zwyczajnie nie wchodziło w grę. - Nie chcę cię skrzywdzić, przysięgam, zaklinam się na wszystko - zawołała rozpaczliwie Demelza. - Wszyscy uciekają, wszyscy się boją, podczas gdy ja... Chciałabym tylko w końcu z kimś porozmawiać. Czuję się taka samotna. Nie mam nikogo... - mówiła dalej, zaś jej głos, zupełnie niepodobny do takiego, jakim mógłby przemówić dementor (gdyby tylko mówił), zadrżał i powoli przechodził w szczery szloch.


Let me see you

Stripped down to the bone

Demelza Fancourt
Zawód : tancerka w Piórku Feniksa, wschodząca gwiazdka burleski
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I have to believe that sin
can make a better man


OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9417-demelza-fancourt#286301 https://www.morsmordre.net/t9592-belle#291686 https://www.morsmordre.net/t9595-zatancz-ze-mna#291787 https://www.morsmordre.net/f355-brighton-whitehawk-way-389 https://www.morsmordre.net/t9591-skrytka-bankowa-nr-2177#291683 https://www.morsmordre.net/t9593-demelza-e-fancourt#291728
Re: [sen] Nie odchodź [odnośnik]16.05.21 1:56
Żadna z nich nie miała wielkiej styczności z dementorami, ale chyba żadna nie chciała nigdy ich napotkać. Już nawet nie chodziło o to, że ani Sheila ani Demelza nie miały żadnego powodu aby się z nimi stykać, ale żadna nie była aż tak nastawiona na przygodę aby chcąc stanąć twarzą w twarz z czystym urzeczywistnieniem strachu. Wszystko też nagle wydawało się wyprane z rzeczywistości, a myśl ta pojawiała się w niej gdy tylko rozglądała się po okolicy – były to wrażenia osoby, która przeżywała właśnie wojnę. Czy takie właśnie było towarzystwo dementorów? Człowiek chciał jednocześnie położyć się na ziemi, poddając się wszystkim negatywnym emocjom, nie oglądając się na ludzi dookoła, a z drugiej strony uciec czym prędzej, starając się nawet nie oglądać za siebie. Połączenie tej całej mieszaniny sprawiało, że ostrożnie poruszała się, mimo wszystko czując się, jakby trafiła do smoły. Kroki stawiała ciężkie, a niechęć walczyła z paniką. Doświadczenie tych emocji budziło w niej prawdziwą chęć rozpłakania się i wyciszenia się na wszystkie dźwięki dookoła. Gdyby tylko mogła jakoś temu zaradzić.
Wołanie za nią, coś, co wydawało się znajomym głosem. Pojawiało się nagle to drażniące niezrozumienie, kiedy tony głosu, który kojarzyła, trafiały do jej uszu, ale przed sobą widziała obrzydliwą kreaturę. Naprawdę, nie rozumiała. To miała być zasadzka? Przecież dementorzy podobno nie mówili. Czy to jakaś sztuczka? Czy zmieniali się w kogoś, tylko po to, aby nagle z zaskoczenia rzucić na biednych przechodniów. Musiała uciekać, musiała się schować, przeczekać wszystko, co się działo.
Nie mam nikogo…
Te słowa brzmiały zbyt smutno. Również nie miała nikogo. Nie w tym świecie snu, gdzie nagle była sama z pustką. Nie było tu jej braci, nie było Eve. Aidan czy Jayden nawet nie mieli prawa tu zaistnieć, jakby nawet sam umysł wypierał ich z wojennej rzeczywistości, chcąc uchronić ich w jakiś sposób. Wiedziała przez chwilę swojego życia, jak to jest być samotnym. I chyba tym bardziej bolało ją, kiedy ktoś inny też nie miał na kogo liczyć.
Jej kolana się trzęsły, usta były suche, a jednak…jednak została. Pewnie zaraz pożałuje, pomyśli, że powinna uciec, ale teraz…coś sprawiło, że uniosła twarz i spojrzała na dementora, gotowa odbiec gdyby tylko było to potrzebne.
- O-o czym chcesz porozmawiać? Ja nie wiem…nie wiem…może mogę pomóc? Ale nie wiem… - przestawała nawet powoli mówić z sensem, wypluwając z siebie słowa tak jakby musiała je z siebie wymuszać, a nie prowadzić konwersację. Sama prawie zaczęła płakać i gdyby nie to, że szloch dochodził z ciała dementora, na pewno by się nie powstrzymała.


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : 5 +4
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1 +1
TRANSMUTACJA : 10 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Re: [sen] Nie odchodź [odnośnik]30.05.21 17:08
- Nikt nie może mi pomóc! - zawołała żałośnie Demelza, głos jej przy tym zadrżał wyraźnie; uniosła do twarzy pokryte liszajami dłonie o długich palcach, jakby chciała ją zasłonić, a przynajmniej do miejsca gdzie powinna być twarz, a był jedynie długi, czarny kaptur zasłaniający to, co w dementorze najbardziej przerażające, a o czym żadna z nich, ani Demelza, ani Sheila, nie miały zielonego pojęcia i oby nigdy, przenigdy nie przekonała się o tym w rzeczywistości - gębowy otwór do wysysania duszy. W tym śnie jednak nie użyłaby go. Wcale i w ogóle. Na kimkolwiek. Nie mogłaby, nie potrafiłaby przecież kogoś skrzywdzić. Tym bardziej Sheili, którą darzyła sympatią. Dusza Doe była bezpieczna, nie wiedziała jedynie jak może ją o tym przekonać. Czy cyganka nie czuła, że towarzystwo tego dziwnego, pokracznego dementora nie jest takie jak innych? Nie karmiła się tym co dobre, nie odbierała jej dobrych, ciepłych wspomnień, nie przywoływała tych złych. Wokół nie zrobiło się zimniej, gdy przylewitowała bliżej. Naprawdę nie miała złych zamiarów.
- Nie oczekuję pomocy... Naprawdę niczego od ciebie nie pragnę. Chciałabym tylko... Och, jest mi tak ciężko. Czuję się taka samotna - wyrzekła Demelza, kręcąc przy tym kapturem, a gdyby tylko miała policzki, to popłynęłyby po nich łzy. Nie brzmiała już smutno, a niemal szlochała, kolejne słowa zaś przerodziły się po prostu w płacz. - Wszyscy mnie zostawili. Wszyscy mnie porzucili. Popełniłam jeden błąd, jeden błąd, że się zakochałam... Mówił, że będziemy już zawsze razem, że się mną zaopiekuje. Obiecywał mi pierścionek, ślub i wspólną przyszłość. I co?! Pierwszy mnie zostawił. Uciekł jak ostatni tchórz... - zawyła, wracając wspomnieniami do przeszłości, mieszając to co realne z tym co nieprawdziwe. Była dementorem? Czy nie? Nieważne, nie zastanawiała się nad tym, po prostu mówiła, skoro zdołała już zatrzymać Sheile, sprawić, że nie uciekła z krzykiem i nie starała się przywołać zaklęcia patronusa. Demelza czuła tak wielki ciężar na sercu i chciała się go pozbyć. Z każdym wypowiedzianym słowem było jej jakby lżej...
- Rodzice... Myślałam, że mnie kochają, że zawsze mnie wesprą, ale przyniosłam im wstyd, wiem... Teraz udają, że nie istnieję, chociaż to dziecko nigdy się nie narodziło... Straciłam je ze swojej winy. Nie! Z jego winy... Gdyby nie uciekł, wszystko byłoby inaczej. Tchórz, cholerny tchórz, mężczyźni są okropni... - płakała. Czuła potrzebę, aby się zbliżyć, przytulić do kogoś, lecz wiedziała, że wtedy Sheila zacznie uciekać, dlatego trwała obok, a jej ramiona, ukryte pod czarną szatą, zapadały się jakby pod ciężarem wspomnień pełnych rozpaczy.


Let me see you

Stripped down to the bone

Demelza Fancourt
Zawód : tancerka w Piórku Feniksa, wschodząca gwiazdka burleski
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I have to believe that sin
can make a better man


OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9417-demelza-fancourt#286301 https://www.morsmordre.net/t9592-belle#291686 https://www.morsmordre.net/t9595-zatancz-ze-mna#291787 https://www.morsmordre.net/f355-brighton-whitehawk-way-389 https://www.morsmordre.net/t9591-skrytka-bankowa-nr-2177#291683 https://www.morsmordre.net/t9593-demelza-e-fancourt#291728
Re: [sen] Nie odchodź [odnośnik]01.06.21 23:27
Krzyk przeraził ją bardziej, niż chciała dać po sobie poznać – ciało gotowe było zareagować bardziej, niż by chciała, wyszukując nawet najdrobniejszego sygnału który przekonałby ją do ucieczki. Niczym pies albo wilk, skulić uszy, podwinąć pod siebie ogon i czmychnąć byle dalej, drobne ciało wciskając w jakąś wykopaną w ziemi dziurę i uciec, tak by nikt już jej złapać nie mógł. Przeleżałaby tak, mokry nos wciskając w ziemię aby jej zapach ją uspokoił, sierść przestała się stroszyć, a oddech się uspokoił. Teraz jednak miała jednak dwie nogi, nie biegła tak szybko, a dementor…no właśnie, płakał? To już samo w sobie było dziwaczne, do tego jednak dochodziły też te słowa…
Problemy o których opowiadał ten stwór…bolały. Ją, kiedy tylko o tym słuchała, ale ta istota…może nie dementor, ale ktokolwiek kto był…Sheilę uczono, aby nie martwiła się obcymi. Że oni nie będą zajmować się jej problemami, nie uznając tego za coś wartościowego. Ponad dwa lata temu pewnie w ogóle nie zaufałaby nikomu, kto byłby obcy a oferowałby pomoc. Ale czasy się zmieniły, życie potoczyło się dziwnymi torami i musiała przyjąć wyciągniętą rękę…teraz mogła zrobić to samo, prawda?
- Czasem…nie jest źle przyjąć pomoc. Albo po prostu o czymś opowiedzieć… - Przełknęła ślinę, nie wiedząc ani tego, jak siebie samą uspokoić, ani jak wesprzeć dziwnego dementora. Wydawało się jednak, że nie ważne, co powie, to nie będzie miało znaczenia, gdy zaraz smętne słowa przechodziły w szloch. Babcia ostrzegała ją przed takimi kawalerami, co przydarzył się właśnie smutnej istocie i teraz Sheila tym bardziej dziękowała jej za te życiowe lekcje. „Nie idź z nikim do łóżka tylko dlatego, że ci coś obiecał”.
Przymknęła oczy, dłoń w pierwszym momencie kładąc na swojej piersi, wyczuwając bicie przerażonego serca. Kołatanie jednocześnie ją uspokajało i wydawało się niepokoić jeszcze bardziej, udało jednak jej się dodać odwagę samej sobie, przynajmniej na tyle, by po uniesieniu powiek, delikatnie i ostrożnie wyciągnęła dłoń, łapiąc jedną należącą do dementora. Poczuła właśnie obrzydzenie, czując jak jej ciało się wzdryga kiedy zdusiła w sobie odruch wymiotny, nie puściła jednak, w pierwszej chwili odwracając głowę, zaraz też jednak zmuszając się, aby spojrzeć na istotę przed sobą.
- Nie-nie jesteś sama. Ja jestem tu z tobą, nigdzie nie idę. – Wypuściła z siebie powietrze, jakby powiedzenie tych słów przyniosło jeszcze większe obciążenie niż by się spodziewała. Ale skoro ktoś jej kiedyś pomógł…może przyszedł czas, aby odwdzięczyć się drugiej osobie. I wszechświat wtedy nie będzie próbował jej wmawiać, że ma jakiś dług wobec niego. I przestanie wpadać na ludzi, którzy ciągle potrzebują pomocy.
- Nie znam twojej rodziny, ani tego mężczyzny. Nie jestem pewna, kim jesteś ani co tobą kieruję. Ale skoro masz tyle pasji, by czuć niechęć, by czuć, kogo nienawidzisz, masz też siłę, aby żyć. By walczyć o swoje, aby zębami, kłami, pazurami, czymkolwiek tam masz – aby tym właśnie wyrzeźbić swoją przyszłość. Nie zamykaj się na mężczyzn, ale jeżeli jakiś przyjdzie, niech udowodni swoją wartość. Walcz, bo skoro nie masz nic do stracenia…możesz tylko powalić świat na kolana.
Nie wiedziała, jak mocno przemówi to do…kogokolwiek. Ale niech działa, niech pokaże światu, jak można jasno błyszczeć, nawet kiedy się płonie.


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : 5 +4
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1 +1
TRANSMUTACJA : 10 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Re: [sen] Nie odchodź [odnośnik]19.06.21 14:21
Czy ostrzeżenie, jakimi raczyły Sheilę kobiety z jej rodziny, podziałałoby na Demelzę tak samo? Wątpliwe. Otrzymywała przecież podobne. Może nie tak bardzo wypowiedziane wprost. W domu Fancourtów nie rozmawiano na takie tematy. Matka Demelzy nigdy chyba nie przeprowadziła z nią otwartej rozmowy o kobiecych sprawach, chłopcach... Powtarzała jedynie, że porządne dziewczyny nie bywają z chłopcami sam na sam, ze to wypada dopiero po ślubie. Pan ojciec krzywo spoglądał na każdego chłopca, który kręcił się w okresie wakacyjnym w pobliżu córki, zabraniał jej spotykać się z nimi i późno wracać, lecz czy ktokolwiek kiedykolwiek uświadomił ją bardziej jakie mogą być konsekwencje, na co powinna uważać?
Nie.
Miała jeszcze to nieszczęście, że urodziła się z prawdziwą wadą serca - serca zbyt wrażliwego, miękkiego i naiwnego. Może Demelza była po prostu za głupiutka, może miała to serce za dobre, lecz nietrudno ją oszukać. Zwłaszcza, gdy w grę zaczęły wchodzić uczucia, pierwsza miłość, burza hormonów... Nie bardzo zdawała sobie sprawę z tego co robi. Nie słuchała rozsądku, bo on nie wiedział co ma jej podpowiedzieć.
- Będę ci bardzo wdzięczna po prostu za obecność. Czuję się taka samotna - odpowiedziała płaczliwie. Nie chciała na Sheili wymuszać pomocy. To ostatnie, czego by próbowała. Potrzebowała tylko... obecności drugiej osoby. Kogoś, kto mógłby ją wysłuchać. Wesprzeć dobrym słowem. Wszyscy uciekali. Nawet teraz czuła jak Sheila wzdrygnęła się z obrzydzeniem, kiedy chwyciła za pokrytą liszajami dłoń dementora, ale nie przeszkadzało to Dem - była taka wdzięcz na Doe za to, że chociaż próbowała. - Dziękuję. Nawet nie wiesz jak bardzo jestem ci za to wdzięczna... Myślałam, że zostanę sama już na zawsze - odpowiedziała szeptem.
Spłynęła na nią dziwna ulga, kiedy wyrzuciła z siebie to wszystko. Jakby zrzuciła z ramion ogromny ciężar jaki ciążył jej od dawna. Supeł na żołądku poluzował się, pozwalając, aby Demelza mówiła dalej.
- Lepiej chyba jej nie znać - odparowała ze złością. - Kto porzuca własne dziecko w potrzebie?! Popełniłam błąd, to prawda, ale... Ale wszystko mogło się ułożyć. Reputacja była dla nich ważniejsza - mówiła dalej. Miała taki żal do swoich rodziców o to, że wyrzucili ją z domu, że nie mogła na nich liczyć. Całe życie przecież starała się sprostać ich oczekiwaniom. - Nie wiem czy mam na to siłę. Nie wiem, czy tego chcę. Mam wrażenie, ze moje życie się skończyło, że nie czeka mnie już nic dobrego, że nie zasługuję. Ani na dobrą przyszłość, ani na dobrego mężczyznę. Który taki zresztą zechciałby kogoś takiego jak ja? - zawyła z rozpaczą, wspierając się o najbliższą witrynę sklepową łokciem, chowając pod nim głowę skrytą kapturem. - Zhańbioną, upadłą, okropną... - zaszlochała.


Let me see you

Stripped down to the bone

Demelza Fancourt
Zawód : tancerka w Piórku Feniksa, wschodząca gwiazdka burleski
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I have to believe that sin
can make a better man


OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9417-demelza-fancourt#286301 https://www.morsmordre.net/t9592-belle#291686 https://www.morsmordre.net/t9595-zatancz-ze-mna#291787 https://www.morsmordre.net/f355-brighton-whitehawk-way-389 https://www.morsmordre.net/t9591-skrytka-bankowa-nr-2177#291683 https://www.morsmordre.net/t9593-demelza-e-fancourt#291728
Re: [sen] Nie odchodź [odnośnik]20.06.21 17:17
W domach wielu ludzi, zwłaszcza rodzin czystokrwistych, występowała pruderia na którą wśród cyganerii nie było miejsca. Oczywiście, podział na czyste i nieczyste zajęcia był zdecydowany, nie zezwalając na niektóre zachowania, ale ciężko było unikać rozmów, gdy od małego wciskano ci w ramiona obce dzieci. Gdy kobiety po raz kolejny chodziły brzemienne. Gdy chciwe ręce pianych mężczyzn wyciągały się w twoim kierunku, a ich oddech, cuchnący gorzałą, zbliżał się niebezpiecznie do twojej szyi. Najpewniej państwo Fancourt chcieliby, aby Demelza odebrała tę samą lekcję, co Sheila – nieufności wobec świata, dowodom, że nic dobrego nie mogło cię spotkać u obcych. Rodzina i ludzie z tej samej krwi, tego samego taboru – to oni mieli być wszelkim gwarantem bezpieczeństwa.
Ale każdy był mądry po szkodzie. Każdy wiedział lepiej, jeżeli do czynienia miał z kimś innym w potrzebie i mógł sobie gdybać o przyszłości. Nie umiałaby winić jej w żadnym stopniu za to, co się stało. Ani postrzegać też ją jako głupszą. Być może dlatego, że przez dwa lata doskonale rozumiała, że bycie z dala od rodziny zawsze bolało. A kiedy rodzina wyrzekła się ciebie? To musiało być dewastujące, zwłaszcza dla osoby dość młodej.
Walczyło to z obrzydzeniem które teraz czuła – zmysły walczyły z logiką, sprawiając, że biła się niemal ze sobą. Teraz jednak ktokolwiek chował się pod płaszczem dementora, potrzebował jej. Trzymała się mocno, mając nadzieję, że taka sytuacja już się nie powtórzy. Że to wsparcie zapewnione tutaj będzie lepsze. Nie czuła się wystarczająco dobrze, nie rozumiejąc nawet, że to sen i wrażenie minie w pierwszych chwilach po rozbudzeniu się.
- Teraz już nie jesteś samotna. Teraz ja jestem tutaj. – Wzięła jeszcze parę większych oddechów. Nie, nie mogła uciec. Zbyt wiele cierpienia wylało się z tego dziwacznego dementora aby teraz miała go zostawiać. Trzymała go właśnie za dłoń i skoro zrobiła już ten jeden krok, nie było co teraz się wycofywać.
- Nie zostaniesz sama, będzie już lepiej. – Nie była w sytuacji, gdzie mogłaby składać takie obietnice, ale chciała ją jakoś pocieszyć. Zwłaszcza, że ta wydawała się już zupełnie załamana i nie zwracała już uwagi na otoczenie. – Hej, moja mama mnie też zostawiła. A mój tata bił mnie i moich braci. Więc jeżeli chodzi o złą rodzinę, to znam twój ból. Ale możesz wybrać tych, których zrobisz nową rodzinę. To nie zaleczy bólu, ale przynajmniej nieco pomoże odnaleźć się w świecie. – Poklepała ją ostrożnie po ręce. – Nie wszystko jest dla ciebie stracone i na pewno znajdzie się ktoś jeszcze. Ja tu jestem, więc wszyscy będą. Albo wszyscy, którzy mają coś znaczyć. Mogę być twoją rodziną, jeżeli chcesz… - Nie powinna tego mówić, ale w tym momencie było jej tak szkoda dementora, że starała się jak najlepiej aby pocieszyć istotę obok siebie.


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : 5 +4
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1 +1
TRANSMUTACJA : 10 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Re: [sen] Nie odchodź [odnośnik]27.06.21 17:40
Może za bardzo użalała się sama nad sobą, chociaż naprawdę starała się tego nie robić? Czasami to bywało po prostu silniejsze od niej. Demelza miała wrażliwą duszę, miękką osobowość, sama o sobie myślała, że jest po prostu słaba, nadwrażliwa, że nie jest dość silna. Wielu powiedziałoby, że tak właśnie jest. Nie miała przecież w życiu tak ciężko jak niektórzy, chociażby Sheila; los nie doświadczył jej równie mocno. Nie mieszkała w taborze, gdzie musiała zajmować się cudzymi dziećmi, nie wydano jej za mąż zdecydowanie zbyt wcześnie, nie musiała użerać się z pachnącymi alkoholem mężczyznami o lepkich rękach, podróżować z miejsca na miejsce. Wielu powiedziałoby, że do momentu ukończenia szkoły żyła jak pączek w maśle. Fancourtowie byli wszak dobrą, szanowaną rodziną. W ich domu nigdy niczego nie brakowało. Galeonów na jedzenie, ubrania, książki, dodatkowe zajęcia. Demelza uczyła się tańca, szycia, w jej sypialni stal domek dla lalek i miała ich co najmniej dziesięć. A jednak nie dano dziewczynie tego, czego każdy potrzebował chyba najbardziej - wsparcia i miłości w kryzysie.
Tymczasem Demelza o tym marzyła. Naprawdę tego pragnęła. Może właśnie dlatego o tym śniła? Sheila wydawała się jedną z najcieplejszych i najserdeczniejszych osób jakie poznała od dawna. Czuła, że zbliżają się do siebie, że może na niej polegać i się jej zwierzyć. Wyobraźnia Demelzy galopowała do przodu, choć z niewiadomych przyczyn w tym śnie przedstawiała ją samą jako dementora... Nawet jednak to nie było w stanie powstrzymać Sheili przed okazaniem jej wsparcia. Demelza dawno nie słyszała tak miłych i ciepłych słów, które wlewały w serce nadzieję. Spojrzała na cygankę słuchając jej z uwagą i coraz większym wzruszeniem.
- Naprawdę? - zaszlochała z niedowierzaniem. Aż trudno było uwierzyć w to, że trafiła na kogoś takiego. Kogoś, kto nie uciekł, kto mimo strachu i obrzydzenia wyciągnął do niej pomocną dłoń. Demelza kurczowo zacisnęła długie, pokryte liszajami palce na drobnej rączce Sheili. - Jesteś taka dobra... - westchnęła cichutko, po czym wsłuchała się w jej historię. Nawet nie sądziła, że dziewczyna mogła mieć za sobą tak przykre doświadczenia - nieco podobne. Porzucenie przez matkę musiało być cholernie bolesne.
Demelza pod postacią dementora nagle, niespodziewanie rozłożyła ramiona skryte pod długim płaszczem i nie bacząc na nic zamknęła w uścisku Sheilę.
- Tak mi przykro, że cię to spotkało. Zasłużyłaś na wszystko, co najlepsze. Naprawdę. Nikt dawno nie okazał mi tyle dobroci i zrozumienia - szlochała jej w ucho, drżąc na całym, wydłużonym ciele. - Chcę tego. Chcę, żebyś została. Ja też przy tobie będę, obiecuję. Razem stworzymy o wiele lepszą rodzinę niż ta, której nie mogłyśmy wybrać - powiedziała stanowczo, przyciskając Sheilę do siebie.


Let me see you

Stripped down to the bone

Demelza Fancourt
Zawód : tancerka w Piórku Feniksa, wschodząca gwiazdka burleski
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I have to believe that sin
can make a better man


OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9417-demelza-fancourt#286301 https://www.morsmordre.net/t9592-belle#291686 https://www.morsmordre.net/t9595-zatancz-ze-mna#291787 https://www.morsmordre.net/f355-brighton-whitehawk-way-389 https://www.morsmordre.net/t9591-skrytka-bankowa-nr-2177#291683 https://www.morsmordre.net/t9593-demelza-e-fancourt#291728
Re: [sen] Nie odchodź [odnośnik]04.07.21 20:26
W każdego życiu przychodził moment, kiedy wszystko dookoła niemal się sprzysięgało przeciwko tobie, a cokolwiek by się nie zrobiło, pozostawało się w przeciwnościach wobec świata. Sama Sheila w końcu wiedziała jak to jest należeć do grupy, która mniej lub bardziej zasłużenie zagrabiła sobie u wszystkich pozostałych. Wiedziała jednak, że nie jest centrum wszechświata, a i jej cierpienie nie było tym najgorszym, ale chyba nie było sensu się porównywać w tym podejściu. Nieważne, czy Demelza miała lepiej kiedy była dzieckiem, bo teraz cierpiała. Coś było w tym, że niezależnie od tego, jak głęboko się tonęło, skoro efekt wychodził ten sam.
Na pewno nie umiała wspomóc panny Fancourt tak, jakby chciała to w pełni. Mogła teraz zapewniać ją wszystkimi frazesami, ale prawda była taka, że musiały zweryfikować to, jak życie rozwinie ich relacje, czy dalej będzie spędzać czas w Londynie, czy jednak wraz z rodziną opuszczą miejsce w którym obecnie przebywali. Jeżeli jednak komuś życzyła dobrze, to właśnie Demelzie – chciałaby aby właśnie zyskała tę pewność siebie i odwagę, którą tak łatwo było stracić, nie tylko teraz, ale i w całym życiu, zwłaszcza, że Demelzę wiele nieprzyjemności musiało spotykać z racji jej zawodu. Chyba dlatego, póki mogła, chciała jakoś wesprzeć? Zrozumieć? Pokazać, że brak rodziny nie zawsze oznaczał samotność. Czy też może właśnie oznaczał, ale nie wykluczał tymczasowych alternatyw.
- Naprawdę – powiedziała całkiem ciepło, zwłaszcza jak na nią. Może we śnie jednak wszystko wydawało się inne? Może wszystko się mieszało i tak naprawdę nie było nic pewnego? A może po prostu jej umysł podpowiadał, że Fancourt mogła być w przyszłości dobrą przyjaciółką, tylko trzeba było jej dać szansę. I ona sama musiała w siebie uwierzyć. – Musimy się wspierać…
Uścisk był nagły, niespodziewany i dalej wywoływał dreszcze, ale Sheila nie odsunęła się od niego, pozwalając aby Demelza zamknęła ją w nim tak, jakby wierzyła, że to jej pomoże. Może pomagało? Nie wiedziała, ale czuła coś ciepłego na ramieniu. Przez chwilę myślała, że to dziwne uczucie to już kompletne złudzenia, ale dostrzegła jasną plamę na swoim ramieniu. Słońce. Przebijało się przez chmury i zaczęło pojawiać na tej szarej ulicy.
- Żadna z nas nie zasłużyła, ale musimy wierzyć, że kiedyś los się nie odmieni. Nie jesteśmy już same. – Z tymi słowami wszystko wydawało się rozwiać w słońcu poranka.

|ztx2


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : 5 +4
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1 +1
TRANSMUTACJA : 10 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
[sen] Nie odchodź
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach