Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Przy barze
AutorWiadomość

Przy barze

Ta lada wykonana z ciemnego drewna gościła przy swojej powierzchni znamienitą większość mieszkańców Doliny. Króluje tu zapach wszelkiego rodzaju napojów - od ziołowych herbat i cięższych aromatów parzonych kaw, do wysokoprocentowych trunków, choć nie brakuje też woni dobiegających z kuchni, gdzie przysadzista żona właściciela, Brea, własnoręcznie przygotowuje przeróżne przekąski, jakie można zamówić do napoju. Niechętni do zajmowania miejsc przy stołach mogą przysiąść przy kontuarze i porozmawiać z dobrodusznym barmanem. Ansley Doge nie jest jednak człowiekiem bez wyczucia, jeśli dostrzega na twarzach klientów oznaki pragnienia bycia pozostawionymi samym sobie, bez urazy powraca wtedy do wycierania kufli czy obsługi innych gości.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Przy barze Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

[14 stycznia 1958, godzina 20.13]

Trzynasty, nieświadomie nieco głupkowaty, uśmiech posłany w stronę kręcącej się nieopodal starej dobrej Lolly, charłaczki pracującej w pubie w roli kelnerki, może powinien wydać się Henriettcie poniekąd alarmujący. Czuła się podejrzanie rozluźniona, a świat i życie samo w sobie wydawały jej się w tym momencie dziwnie bardziej beztroskie niż zwykle. Było to dosyć zaskakujące zważywszy nie tylko na wojenne okoliczności, ale także i na fakt, że przekraczając próg pubu wcale nie towarzyszyły jej tak pozytywne myśli. Wręcz przeciwnie, dobrze znany ciężar ciążył jej na ramionach, była niewątpliwie przygaszona, a na jej twarzy gościł ponury cień. Trzynasty stycznia był dniem urodzin jej starszego brata, którego nie widziała już od dobrych dziewięciu lat, a pub "Porter Starego Sue" był tradycyjnym miejscem świętowania, do którego wybierali się co roku, odkąd tylko zamieszkała z nim wspólnie na południu kraju.
Chociaż dawna tradycja siłą rzeczy umarła, pojawiała się tutaj zawsze trzynastego stycznia, zawsze o tej samej porze, ucinając sobie krótką pogawędkę najpierw z Lolly, a potem usadawiając się wygodnie przy barze, prowadząc niezobowiązująca konwersację z Ansleym Dogem, regularnie zerkając w stronę wejścia do pubu, jakby liczyła na to, że jakimś cudem w zarysie drzwi wyrośnie nagle sylwetka jej ukochanego brata.
Uśmiech ten był wprawdzie szczery, jednak sama Henrietta miała wrażenie, że to jakaś dziwna, odurzająca siła każe jej wznieść do góry kąciki ust, a uczucie rozluźnienia zdradliwie rozpływa się po całym ciele, sprawiając, że zaczynała tracić kontakt z rzeczywistością. Świat nieco wirował jej przed oczami, a gdy na chwilę przymknęła oczy, nie pojawiła się przed nią naturalna w takim momencie ciemność, ale dziwnie wibrujące, nakładające się na siebie kolorowe kręgi.
- Przyznaj się, Doge. Co potajemnie dodałeś mi do drinka? - rzuciła żartobliwie w stronę stojącego za barem mężczyzny, tak naprawdę nie wierząc w zawartą w swojej wypowiedzi sugestię. Chociaż z drugiej strony może Ansley, znając jej coroczny, nieco ponury nastrój towarzyszący jej w dniu urodzin brata, naprawdę pragnął w nawet tak durny sposób trochę poprawić jej humor. Nieco zniecierpliwiona faktem, że nie doczekała się żadnej odpowiedzi, bo barman skupiony był na obsługiwaniu innego klienta znajdującego się na drugim końcu lady, Etta zsunęła się nieco niezgrabnie z barowego krzesła, rozglądnęła się wokół, stanęła na środku drewnianej podłogi, nagle przekonana, że oto znajduje się w samym centrum swojego wielkiego królestwa, a wokół niej zgromadzili się jej najbardziej oddani poddani. Roześmiała się perliście, sama nie wiedząc dlaczego. Nieco chwiejnym krokiem pokonała parę kroków dzielących ją od postaci siedzącej na kolejnym z kolei barowym krześle. Wysokiego, postawnego mężczyzny z lekkim zarostem, który zapewne nic sobie nie robił z jej obecności, dopóki teatralnie nie oparła lewego łokcia na ladzie tuż obok, na dłoni zaś zaróżowiony od alkoholu policzek.
- Księżniczka Henrietta - wypaliła, wystrzeliwując przed siebie prawą dłoń, najwyraźniej czekając, aż mężczyzna zaraz ją uściśnie. Nie dała mu jednak czasu na jakąkolwiek reakcję, bo w ostatnim momencie zmieniła zdanie i wyprostowała się gwałtownie. - Ach, przepraszam, nie tak… Jako księżniczka powinnam się ukłonić. - W palce ujęła wyimaginowane skrawki sukni i skłoniła się dostojnie, nie spuszczając z oczu twarzy nieznajomego. - Mój najdzielniejszy rycerzu, czy gotów jesteś spełnić życzenie swojej damy serca? - Brzmiała bardzo poważnie, wydawała się naprawdę święcie przekonana, że rzeczywiście przysługiwał jej tytułu księżniczki, pragnęła nawet przyjąć adekwatną do tego pozę, zupełnie dziewczęcą, godną swego stanowiska, jednak lekkie oszołomienie i fakt, że znowu nieco zawirowało jej w głowie sprawił, że jej łokieć ponownie spoczął na barowym blacie, twarz na lewej dłoni, a ona sama spoglądała w oczy nieznajomego zalotnie mrugając powiekami. Co zupełnie nie leżało w jej zwyczaju.[bylobrzydkobedzieladnie]


I’ll just keep playing back
These fragments of time Everywhere I go, These moments will shine Familiar faces I’ve never seen Living the gold and the silver dream


Ostatnio zmieniony przez Henrietta Bartius dnia 15.11.21 11:26, w całości zmieniany 1 raz
Henrietta Bartius
Henrietta Bartius
Zawód : amnezjatorka
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 0
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4/39
SPRAWNOŚĆ : 7/12
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10582-henrietta-bartius https://www.morsmordre.net/t10642-racuch https://www.morsmordre.net/t10639-etta https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10697-skrytka-nr-2335 https://www.morsmordre.net/t10641-h-bartius

Powrót do góry Go down

Niewiele miał przyjemności w życiu – nie narzekał, bo miał przy sobie ludzi, którzy jakoś dawali radę nie tylko ze swoimi zadaniami, ale jednocześnie potrafili zadbać o niego. To było całkiem wymagające, aby uspokajać ich i podpowiadać, że wszystko w porządku, ale jednocześnie czasem poprosić ich o pomoc kiedy potrzebował. No i te niektóre koszmary i ataki które przeżywał…to było takie problematyczne, że momentami było to o wiele bardziej bolesne, by ukrywać to, co się myślało i przeszkadzało to w normalnym funkcjonowaniu. Na szczęście miał Precla – jednego z tych psów obdarzonych tym cudownym instynktem, który pozwalał mu przeczuwać, kiedy mężczyzna zaraz będzie złapany w koszmarze paniki nad własną osobą, próbując pocieszyć go i przytulić się do niego, trzymając się blisko „swojego człowieka”.
Teraz jednak pozwolił sobie na oddzielne wyjście, tak by chwilę spędzić w barze. Nie był nikim wyjątkowym – nawet wbrew całemu wychowaniu ojca zdawało się, że był przeciętnym człowiekiem swojej klasy. Były żołnierz, budowlaniec, obecnie bywalec pubu, który chciał spędzić jedno popołudnie (czy w sumie która to godzina teraz była? Zgubił się gdzieś w czasoprzestrzeni kiedy poświęcał się lekturze książki wyciągniętej z książkowego zakątku) nad ciemnym piwem, którego gorzki smak rozpływał się nieco nieprzyjemnie na języku, ale towarzyszące temu ciepło wydawało się nadrabiać za wszystko.
Teraz zaś siedział gdzieś na uboczu, wiedząc, że dopóki on nikomu nie przeszkadzał, nikt nie będzie zaczepiał jego. Przywitał się z paroma stałymi bywalcami, wymieniając z nimi parę informacji na temat najnowszych wydarzeń, o których mógł nieco wiedzieć, teraz zaś sącząc swoje piwo i pochłaniając się w opowieściach o których dawno nie słyszał. Czuł się prawie jak na kazaniach ojca – niezależenie od tego, co sądził o wierzeniach, musiał przyznać, że Jonathan potrafił swoją charyzmą porywać tłumy. Sam tego nie potrafił, ale nie przejmował się tym aż tak.
Nie spodziewał się jednak, że w tym momencie będzie przez kogoś zaczepiony, spodziewając się raczej, że szybko zostanie zostawiony w spokoju. A w tym momencie kiedy spojrzeniem uciekł w stronę ciemnowłosej kobiety, nie do końca wiedział, co miał odpowiedzieć. Była w końcu kobietą, a przecież miał dość standardowe podejście do nich, nie odmawiając im odwagi ale czując, że powinien być jakoś za nie odpowiedzialny – a ta tutaj wydawała się zdecydowanie odpływać, prawdopodobnie pod wpływem alkoholu. Jeżeli trafiłaby na jakiegoś łajdaka, ten mógłby ją wykorzystać…
W tym momencie poczuł lekkie przerażenie, od razu zamykając książkę i pozwalając jej usiąść obok, cały czas pilnując, czy czasem się nie przewraca.
- Cóż potrzeba księżniczce? – postanowił na ten moment zagrać w jej „grę”, tak aby dowiedzieć się może czegoś więcej o niej i nie przestraszyć jej zbytnio. Rozejrzał się po okolicy, zastanawiając się, czy nie przyszła może sama i tylko na chwilę się odłączyła, ale nie wydawało się, że w tym momencie ktoś jeszcze miał się nią opiekować.
Richard Moore
Richard Moore
Zawód : Budowlaniec, złota rączka
Wiek : 36
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Charłak

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t10538-richard-moore https://www.morsmordre.net/t10644-listy-do-rysia#322337 https://www.morsmordre.net/t10651-rysiu#322691 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10649-szuflada-r-m#322600

Powrót do góry Go down

Siła wyższa sprawiła, że Etta była zmuszona przez lata nauczyć się samodzielności i, co za tym idzie, samowystarczalności. Nawet w okresie, w którym jeszcze utrzymywała kontakty ze swoim sporo starszym bratem, to raczej ona roztaczała nad nim ochronne skrzydła dbając o jego dobre samopoczucie, z rzadka bywało odwrotnie. Wciąż tak naprawdę nie przyzwyczaiła się do ciepła na jakie mogła liczyć w zajeździe, chociaż ramiona ciotki Cynthii, którą w jakiś sposób z łatwością przyszło jej tak nazywać, miały w sobie tyle dobrotliwego bezpieczeństwa, że z tyłu głowy pojawiała się myśl, że trudno byłoby się już jej dzisiaj bez nich obejść. Nie zapomniała jednak trudu lat nastoletnich, po których nastał londyński, wcale nie łatwiejszy, okres, gdy nie bardzo miała na kogo liczyć, pielęgnując w sobie raczej nieufność wobec otaczającego ją świata, który w tamtym okresie nie bardzo zasługiwał dla niej na kredyt zaufania. Może właśnie dlatego nie przyszło jej nawet na myśl, aby poprosić którąś z obecnie najbliższych sobie osób, o to, aby wybrała się tego wieczoru do pubu razem z nią. Może nadmiernie celebrowała ten coroczny rytuał, zastanawiając się, co pomyślałby Bobby, gdyby zobaczył ją w zupełnie obcym sobie towarzystwie, wybuchającą zapewne niewymuszonym śmiechem. W końcu ten konkretny dzień w roku miał należeć jedynie do nich.
Teraz jednak zdawała się w ogóle o tym nie myśleć, tęsknota za bratem i towarzyszące jej od lat wyrzuty sumienia ulotniły się niczym kamfora, ustępując miejsca niezaprzeczalnemu odurzeniu. Odurzeniu, które zamiast niknąć, stawało się coraz bardziej uciążliwe, wprowadzając zupełnie nowy porządek w jej zmysły. Kręciło jej się lekko w głowie, dźwięki docierały do uszu z nadmierną częstotliwością, a niezdolność zachowania równowagi sprawiała, że chwiała się niebezpiecznie, choć jeszcze udawało jej się jako tako utrzymać na nogach. Może właśnie dlatego, że blat stolika służył jej za całkiem dobre podparcie. Szybko jednak zajęła wolne miejsce obok mężczyzny, dopiero teraz zdając sobie sprawę, że jej wybawicielem, rycerzem na białym rumaku, któremu zapewne w innych okolicznościach spuszczałaby z wieży swój długi warkocz, był nie kto inny, a Richard Moore, którego kojarzyła przecież z zajazdu. Bywał już u nich niejednokrotnie wspomagając Cynthię w drobnych naprawach, odkąd Henrietta zajęła jedną ze skromnych sypialni na poddaszu. Nawet nie podejrzewała, że za parę godzin zaleje się wstydem na samo wspomnienie tej nieco żenującej sytuacji. Teraz jednak trwała w błogiej nieświadomości, biorąc jego odpowiedź za szalenie dobrą kartę.
- Jednorożca! - wypaliła z entuzjazmem, wpatrując się z wyczekiwaniem w swojego rozmówcę szeroko otwartymi oczami. Szybko jednak coś innego przyciągnęło jej uwagę, sprawiając, że na krótki moment straciła zainteresowanie. Wyciągnęła rękę w stronę przechodzącej nieopodal młodej kobiety i delikatnie acz stanowczo chwyciła ją za ramię. - Czy to ty jesteś odpowiedzialna za sypanie na mnie Fae Feli? - zapytała bardzo poważnie. Dziewczyna spojrzała na nią lekko unosząc brwi, wyswobadzając się z uścisku i kierując swoje kroki w stronę baru. Etta wzruszyła ramionami, dochodząc do wniosku, że jeszcze przyjdzie pora na rozkazanie swoim poddanym, aby posypali ją błyszczącym pyłem. Wróciła więc swoim spojrzeniem w stronę Richarda, spoglądając uparcie w jego niebieskie oczy. - To co z tym jednorożcem?


I’ll just keep playing back
These fragments of time Everywhere I go, These moments will shine Familiar faces I’ve never seen Living the gold and the silver dream
Henrietta Bartius
Henrietta Bartius
Zawód : amnezjatorka
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 0
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4/39
SPRAWNOŚĆ : 7/12
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10582-henrietta-bartius https://www.morsmordre.net/t10642-racuch https://www.morsmordre.net/t10639-etta https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10697-skrytka-nr-2335 https://www.morsmordre.net/t10641-h-bartius

Powrót do góry Go down

Życie w społeczność magicznej nie było łatwe, jeżeli samemu nie umiało się czarować – nie miał bladego pojęcia, jak magia działała, pozostawiając go samego. Obserwował braci i siostry wybywających do Hogwartu, jego samego pozostając w szkole bez większego rozważania, czy tęsknił, czy chciał też tam pójść, czy też może w tym momencie nie umiał poradzić sobie ze swoimi uczuciami. Był tylko dzieckiem i to takim, na którego nie spływało zrozumienie. Matka skupiła się na pomaganiu magicznemu rodzeństwu, ojciec, chociaż w podobnej sytuacji co Richard, zasłaniał się wciąż swoją wiarą co do której młody Moore nie był przekonany. Pozostał więc sam ze sobą – więc może dlatego tak szybko zdecydował się na wybycie na wojnę.
Teraz jednak wrócił, nie tylko dla siebie ale też dla dalszej rodziny. Miał swoje zajęcie, wszystko miało iść ku lepszemu….drugiej wojny w swoim życiu się nie spodziewał. Na szczęście nie w trzeciej, bo wtedy już chyba zaszyłby się gdzieś na drugim końcu świata. Budowlańców chyba potrzebowali nie tylko w Anglii, a tam przynajmniej nikt nie chciał go zabić za to, kim w ogóle miał być. Mimo to, cieszył się, że ludzie przyjmowali go do pracy i pozwalali mu jakoś ratować siebie. Tak jak Cynthia Skamander, ze swoim pięknym zajazdem. I młoda Henrietta.
Czuł się niepewnie, widząc, jak Etta wydawała się niemal lecieć na siedząco. Nie miał zamiaru komentować, ile wypiła, bo nie był jej rodzicem i nie miał zamiaru nauczać jej, jak powinna żyć. Ale martwił się, bo była w tym momencie samotną kobietą, która pod wpływem substancji mogłaby natrafić na niewłaściwą osobę, chętną do wykorzystania jej osoby, zwłaszcza w ten najgorszy możliwy sposób. Była to Dolina Godryka co prawda, ale wciąż było takie niebezpieczeństwo.
- Etto…księżniczko Etto…myślę, że w tym momencie jedynym jednorożcem w okolicy może być Precel. Ale Precel teraz siedzi w domu i odpoczywa, ostatnio śpi nieco więcej przez hałasy po nocach. Jeżeli taki jednorożec panny nie zadowala…to będziemy musieli iść poszukać innego. – Wolałby albo żeby mogła pójść spać w pokoju gościnnym (Precel na pewno nie miałby nic przeciwko dodatkowemu tulaniu i głaskaniu, bo zawsze chętnie przychodził do każdego człowieka), albo chociaż przeszła się po świeżym powietrzu. Potem mógł zapytać, czego dokładnie się napiła albo co zjadła.
- Jesteś tu sama…księżniczko? – Tak dziwnie czuł się nazywając ją w ten sposób, ale starał się cokolwiek zrobić, aby tylko móc jej pomóc.
Richard Moore
Richard Moore
Zawód : Budowlaniec, złota rączka
Wiek : 36
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Charłak

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t10538-richard-moore https://www.morsmordre.net/t10644-listy-do-rysia#322337 https://www.morsmordre.net/t10651-rysiu#322691 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10649-szuflada-r-m#322600

Powrót do góry Go down

Dzisiaj nie byłaby już w stanie wyobrazić sobie swojego życia bez magii, chociaż założenia tak niewiele brakowało, aby żyła w błogiej nieświadomości o jej istnieniu. Fakt, że Bobby, podobnie jak ich rodzice, nie okazał żadnych jej przejawów, prawidłowo utwierdził państwo Bartius w przekonaniu, że także pozostałym dzieciom nie przyjdzie w życiu korzystać z magii. Ich decyzja o ukrywaniu przed swoimi latoroślami istnienia tego innego świata wydawała się więc jak najbardziej przemyślana i odpowiednia. Chociaż kto wie, jak potoczyłyby się ich dalsze losy i czy prawda nie wyszłaby pewnego dnia na jaw, w końcu całą rodziną regularnie odwiedzali krewnych od strony ojca i chociaż przez lata udało im się pomyślnie skrywać tę szczególną tajemnicę, z pewnością w końcu przyszedłby moment, w którym niemożliwym stało by się zachowanie pozorów. Wciąż takie rozważania pozostawały jednak w sferze bezsensownego gdybania. Henrietta dzisiaj wiedziała, że nawet gdyby zaproponowanoby jej wykonanie kroku w tył i wyrzeczenie się magii, nigdy by się na coś podobnego nie zdecydowała. Nawet za cenę przywrócenia do życia jej rodziny, do takiego bolesnego wniosku doszła zresztą już przed kilkoma laty. Magia stanowiła jej nieodłączną część, choć jeden niezaprzeczalny element tożsamości, której do dzisiaj nie była w stanie dokładnie zdefiniować zagubiona we własnym jestestwie.
Zupełnie nie zdawała sobie sprawy w jak krępującej sytuacji stawia siedzącego obok mężczyznę, zmuszając go do reakcji mimo dyskomfortu wynikającego ze swojego nieprzewidywalnego zachowania. Rzeczywiście wydawało się, że Etta wypiła o kilka kufli za dużo, tym bardziej, że zaczynała coraz bardziej mamrotać, język plątał jej się sprawiając, że mówiła coraz bardziej nieskładnie. Uśmiechnęła się rozbrajająco, gdy nazwał ją księżniczką Ettą, czuła się jak w siódmym niebie. Ktoś w końcu otwarcie doceniał jej szlachetność, udowadniając przy tym, że zasługiwał na miano rycerza roku.
- Precel? Ależ zabawne imię dla jednorożca! - odparła ze śmiechem, przyglądając się coraz bardziej rozmazanej twarzy Richarda. Ponownie podniosła się z miejsca, wyraźnie chwiejąc się na nogach pokonała kilka kroków i chwyciła za ramię powracającą z baru dziewczynę. - No już, posyp mnie w końcu proszkiem fae feli. Każda księżniczka zasługuje, żeby się błyszczeć! - Jej chwiejność najwyraźniej osiągnęła w tym momencie apogeum swojej chwiejności, nogi z wiaty poniosły ją jeszcze kilka kroków, wprost w ramiona okazującego jej tak ogromne wsparcie rycerza. Spojrzała mu w oczy, choć obraz, który dostrzegała stawał się coraz bardziej zamglony. - Chyba nie mam innego wyjścia. Nawet jednorożec o tak za… zastan… zastananawiaj...wiającym imieniu zasługuje na uwagę księżniczki E...Etty. - Czknęła zaskoczona, przysłaniając usta dłonią i wybuchając nerwowym śmiechem. Czy była tutaj sama? Barman, który znał ją w końcu od lat, gdzieś zniknął, także kelnerka Lolly chyba skończyła już swoją zmianę, bo jej szczupła, zapracowana sylwetka rozpłynęła się w powietrzu. - Jestem tu tylko ja, księżniczka Henrietta, mo...mo… moi poddani - wykonała wokół niesprecyzowany gest, jakby chciała nim objąć całą zgromadzoną w barze gawiedź. - I mój wierny rycerz. - Nagle opadła z sił, bezwiednie osuwając się na ziemię. Zapewne jedynie silne męskie ramiona powstrzymały ją od upadku i zrobienia z siebie kompletnego pośmiewiska. Choć do tego, nie było jej już wcale tak daleko.


I’ll just keep playing back
These fragments of time Everywhere I go, These moments will shine Familiar faces I’ve never seen Living the gold and the silver dream
Henrietta Bartius
Henrietta Bartius
Zawód : amnezjatorka
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 0
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 20
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4/39
SPRAWNOŚĆ : 7/12
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10582-henrietta-bartius https://www.morsmordre.net/t10642-racuch https://www.morsmordre.net/t10639-etta https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10697-skrytka-nr-2335 https://www.morsmordre.net/t10641-h-bartius

Powrót do góry Go down

Nie zastanawiał się nigdy nad tym, jak to wyglądało z perspektywy czarodziejskiej i czuł się nieco głupio, że nawet przez myśl mu to nie przeszło. To wszystko było tak niepokojące, zwłaszcza, że teraz znajdował się w sytuacji, że gdzie nie było żadnego wyjścia z przepaści, która podzieliła jego i jego rodzeństwo. Wszystko wydawało się porządne, normalne, spokojne…ale w tym momencie tak przykro mu było, kiedy tylko dowiedział się, że jego rodzeństwo odziedziczyło po matce umiejętności magiczne, a on został sam. Oni mogli sprawnie skakać pomiędzy światami, oni też potrafili poradzić sobie w sekundę z czymś, co miało trwać znacznie dłużej. Nie do końca rozumieli, co miało się stać jeżeli został pozostawiony sam sobie…i tak właśnie się zadziało. Nie mógł teraz nawet utrzymywać kontaktu z ojcem i nie miał pojęcia, co się z nim stało. Miał nadzieję, że reszta go odnalazła i uratowała.
Nie chciał magicznego życia w pełni, zwłaszcza teraz, ale nie miał na to wpływu, a wojna sprawiła, że będzie to znaczący problem, a może nawet jeżeli tylko nie mógł o tym porozmawiać, co mógł zrobić w tej sytuacji gdyby tylko Henrietta miała mu tu zemdleć. Naprawdę nie chciał wykorzystywać jej upojenia w żaden sposób i nie miał zamiaru robić jej krzywdy, musiał jednak ją pilnować i musiał też upewnić się, że pani Skamander będzie mogła potem jakoś ją wyleczyć i wszystko będzie mogło skończyć się dobrze.
- Precel bo…bo jest słodki. Jednorożce są słodkie, prawda? Więc trzeba je nazwać słodkimi imionami. – Ostrożnie podniósł się ze swojego miejsca, powoli zabierając ostrożnie swoje rzeczy. Musieli się zbierać i nie mógł pozostawić jej w tym miejscu, bo jak zacznie zaczepiać wszystkich, to nagle będzie musiała się bronić, a w tym stanie nie pokonałaby nawet korniczaka. Miał oczywiście rację, bo chwilę później Etta postanowiła powitać podłogę i jedynie mocny uścisk Richarda powstrzymał ją przed tym, aby oficjalnie skończyła na podłodze. Westchnął ciężko, mając nadzieję, że uda się ją uratować przed tym, a ona jak najszybciej zacznie zachowywać się..normalnie. Czarodzieje.
- Księżniczka pozwoli, nie wypada, aby księżniczka musiała chodzić do swojego jednorożca, pozwolę sobie zanieść księżniczkę na miejsce. – Wiedział, że prowadzenie jej po mieście pijanej będzie tragedią dla niej samej, a niosąc mógł zawsze udawać, iż zmierza właśnie w stronę uzdrowiciela bo coś jej się stało. Ostrożnie złapał ją w ramiona, niosąc ją i kierując się w stronę swojego domu.
- Co powie księżniczka na to, że posypiemy ją brokatem i dopiero wtedy zaprezentujemy ją pozostałym? Wtedy nikt nie powie, że księżniczka będzie niegotowa, a wtedy jej widok będzie tak olśniewający, że od razu padną i być może będzie to wrażeniem dla wszystkich. – I może wtedy jakoś przekona ją, aby poszła spać i nie będzie musiał ją powstrzymywać od kolejnych wygłupów i zaczepiania obcych ludzi.
Richard Moore
Richard Moore
Zawód : Budowlaniec, złota rączka
Wiek : 36
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Charłak

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t10538-richard-moore https://www.morsmordre.net/t10644-listy-do-rysia#322337 https://www.morsmordre.net/t10651-rysiu#322691 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10649-szuflada-r-m#322600

Powrót do góry Go down

Przy barze

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach