Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Pokój dzienny
AutorWiadomość
Pokój dzienny [odnośnik]22.04.21 17:58

Pokój dzienny

Jasne, elegancko urządzone pomieszczeni, który służy za główne miejsce do przyjmowania gości w domostwie Fancourtów. Przeważa w nim delikatna zieleń, aczkolwiek niektóre z mebli i ozdób zaakcentowane są czerwienią, głównie za sprawą miłości Xiuying do tego koloru. Półki zastawione są książkami, zarówno naukowi, ale też czysto poetyckimi tytułami dla rozrywki. Wygodę zapewnia para foteli i dwie niewielkie kanapy po przeciwnych stronach kawowego stolika, pamiątki z Chin.

[bylobrzydkobedzieladnie]


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn


Ostatnio zmieniony przez Ronja Fancourt dnia 25.04.21 12:08, w całości zmieniany 1 raz
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Pokój dzienny [odnośnik]25.04.21 1:06
27 listopada 1957 roku

Pani Wroński nerwowo poprawiła materię eleganckiego futra, będącego prezentem jaki niegdyś dostała od swojej babki. Nie była pewna, z czego dokładnie wykonano ciepły płaszcz, teraz jednak nie miało to najmniejszego znaczenia - ważnym było, iż podkreślał delikatną sylwetkę w subtelny, elegancki sposób, tym samym dodając eterycznej kobiecie odwagi oraz pewności siebie, których w ostatnich tygodniach potrzebowała niezwykle wiele. Wspomnienie paskudnego zaklęcia nadal było żywe w jej pamięci, powracając do umysłu w momentach niespodziewanych, nie pozwalając później skupić myśli przez dobry kwadrans, utrudniając skupienie się na jakże ważnej dla niej pracy. Jednocześnie nie sypiała dobrze, nawiedzana przez straszne koszmary, których nie potrafiło odegnać nawet ciepło męża, czuwającego tuż obok. Frances wiedziała, iż nadużywanie eliksiru słodkiego snu nie zaprowadzi ją daleko, w akcie desperacji zmuszając się do napisania listu, który doprowadził ją właśnie tutaj - do tego konkretnego domu na przedmieściach; przed te jedne, konkretne drzwi za którymi czekała na nią praktycznie nieznajoma czarownica.
Niepokój przepełniał drobne ciało. Nie chciała skończyć jak jej własna matka, zamknięta w klatce swoich obaw oraz lęków nie potrafiąc funkcjonować oraz zawodząc tych, na których najbardziej jej zależało. I chyba tylko ta myśl, połączona ze zmartwieniem w kochających, zielonych tęczówkach sprawiły, że zdecydowała się na ten krok. Szaroniebieskie spojrzenie uważnie przesunęło się po otoczeniu kierowane dziwną ostrożnością, nim delikatna dłoń uniosła się, by subtelnie zastukać w drewniane drzwi. Eteryczna alchemiczka wzięła głęboki oddech, mający przywołać myśli do porządku oraz odsunąć niepokój od siebie, następnie przywdziewając maskę, pod którą skryła wszelkie troski. Delikatny, przyjazny uśmiech wybrzmiał na malinowych wargach, smukła dłoń ponownie poprawiła okrycie wierzchnie i jedynie coś w szaroniebieskim spojrzeniu zdawało się być nie tak.
- Dzień dobry, pani Fancourt. - Przywitała się delikatnym tonem głosu, w kierunku kobiety wyciągając doniczkę, przewiązaną granatową wstążką. - Nie wypada z pierwszą wizytą przychodzić z pustą ręką, proszę więc przyjąć ode mnie tę sadzonkę. To aloes, jest niezwykle prosty w hodowli, a jego właściwości... Och, pewnie doskonale pani je zna. - Wypowiedziała tuż po powitaniu, szaroniebieskie spojrzenie lokując w buzi czarownicy. Frances pamiętała opowieści kobiety o zainteresowaniu ziołolecznictwem, uznała więc ten niewielki podarek za coś oczywistego, zwłaszcza gdy roślina była niezwykle łatwą w rozmnożeniu. Zaproszona do środka przekroczyła próg domu, rozluźniając mięśnie dopiero gdy solidne, drewniane drzwi odcięły je od ulicy. - Dziękuję, że znalazła pani dla mnie czas. Sprawa która mnie do pani sprowadza jest tą, z natury delikatną oraz tą, która winna pozostać tajemnicą... Czy mamy pewność, iż nikt niepowołany nie usłyszy naszych słów? - Spytała, z zaciekawieniem unosząc brew ku górze, a powaga błysnęła w szaroniebieskiej tęczówce. Ta kwestia była dla eterycznej kobiety niezwykle ważna, niemal najistotniejsza w całym ich spotkaniu. Nie chciała, nie mogła ryzykować iż po raz kolejny ktoś opacznie zrozumie jej słowa, ściągając na nią jeszcze więcej problemów oraz przykrych doświadczeń. Nie mogła po raz kolejny wrócić zapłakana do męża, ściągając na jego barki kolejne zmartwienia.


Ostatnio zmieniony przez Frances Wroński dnia 25.04.21 11:48, w całości zmieniany 1 raz
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 40
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Pokój dzienny [odnośnik]25.04.21 11:41
Chociaż nie spodziewała się spotkać młodą alchemiczkę ponownie tak szybko, Ronja zaintrygowana była jej zdawkową prośbą. Poprawiła szerokie rękawy ciemnej koszuli wpuszczonej w gładką, przylegającą do ciała spódnicę do kostek. Ze swojego rozumienia, konsultacja wymagała wyjątkowej dyskrecji, toteż zamiast zwyczajowego miejsca przyjęć w postaci gabinetu, Fancourt zdecydowała się wybrać pokój dzienny, tak by zapewnić kobiecie możliwie jak największy komfort swobodnej rozmowy. Pukanie do drzwi zastało ją dokładnie w połowie czynności odkładania srebrnej tacy na rzeźbiony stoliczek. Ostrożnie odstawiając porcelanowy zestaw do parzenia herbaty i świeżo upieczone ciasteczka z pozostałości żytniej mąki, skierowała kroki w stronę wejścia. Zgodnie z przypuszczeniami, w drzwiach stała delikatna jasnowłosa czarownica, której obraz doskonale pasował do wspomnień Ronji. Ubrana dystyngowanie zdawała się zupełnie spokojna i opanowana. Bez zbędnego przedłużania powitania, Fancourt bowiem nie zamierzała w tej chwili analizować zachowania Frances uśmiechnęła się do niej równie przyjaźnie, tylko powierzchownie zauważając nieobecny błysk w jej szaroniebieskim spojrzeniu.
- Dzień dobry i cóż za wspaniały prezent. Naprawdę, nie musiała pani, pani Wroński. Akurat aloes o ile przydatny, dotychczas nie zagościł w mojej kolekcji, toteż z pewnością znajdę dla niego doskonałe miejsce. Niemniej, chociaż właściwości znam, dobrze wiedzieć, że nie tylko ja świadoma jestem ogromnych zalet tej niepozornej rośliny. - Przyjęła doniczkę do dłoni, gestem zapraszając kobietę do środka. Dom Fancourtów, chociaż nie opływał w bogactwa, zwłaszcza w obecnych czasach, zdecydowanie insynuował, że jego właściciele nie byli osobami skrajnie biednymi. O meble i ozdoby dbano odpowiednio nawet jeśli nie pochodziły z najwyższej półki, a bogata biblioteczka żywo świadczyła o oczytaniu i licznych zainteresowaniach domowników. Ruszyły obie w stronę salonu, mijając hol sąsiadujący ze schodami na piętro i wejściem prowadzącym do kuchni.
- Oczywiście pani Wroński, traktuje swój zawód bardzo poważnie, toteż może mieć pani całkowitą pewność, że wszystko, co zostanie wypowiedziane przez panią podczas rozmowy, pozostanie wyłącznie między nami. - Zachęciła rozmówczynię do zajęcia miejsca na małej sofie, podczas gdy sama usiadła w zielonym fotelu. - Zanim zaczniemy, jeśli ma pani ochotę na coś do picia, jedzenia, proszę się śmiało częstować. - Brodą wskazała lekko zapełniony stół, a palący się obok płomień świecy zapachowej zadrżał odrobinę, zupełnie jak na potwierdzenie jej słów. Niewielką doniczkę odłożyła na stojącą obok etażerkę, wypełnioną ramkami rodzinnych fotografii. - Na początek każdej sesji omawiam kilka podstawowych zasad ze swoimi gośćmi, jeśli zatem nie ma pani nic przeciwko, pozwolę sobie szybko je powiedzieć. Po pierwsze, zależy mi, żeby czuła się pani zupełnie komfortowo. W tym celu zazwyczaj przechodzę z rozmówcą na pierwsze imię, ale jeśli nie odpowiada to pani, proszę tylko dać znać. Operujemy tutaj w całkowitym zrozumieniu, zatem szczerość wymagana jest zarówno z pani, jak i naturalnie z mojej strony. Pominięte fakty, uczucia mogą wydawać się nieważne, ale dla mojej pomocy takie zaburzenie opisu może doprowadzić do błędnej diagnozy i niewłaściwego wsparcia, które na przykład, pogorszy tylko sytuację. - Za oknami padał lekki deszcz, regularnymi uderzeniami kropel nadając łagodnemu tonu Ronji jeszcze bardziej spokojnego wybrzmienia. Założyła nogę na nogę, obie dłonie splatając przed sobą, ramiona trzymając wyprostowane, a postawę otwartą. Utrzymywała ciągły kontakt wzrokowy, ale też co kilka zdań celowo odwracała swoją uwagę na inną część pomieszczenia, tak by Frances nie czuła się osaczona.  - Po trzecie, mamy czas. Jestem tu dla pani i przez panią. Jeśli nie jest pani gotowa poruszać dogłębnie jakiś temat, woli pani odłożyć to na inny moment, albo zupełnie nie zaczynać wątku, wystarczy tylko słowo. Tak samo, gdy czuje się pani zmęczona, ma ochotę przerwać, lub zwyczajnie odetchnąć. Nie jesteśmy tutaj na przesłuchaniu, tematy rozmowy nie ograniczają się wyłącznie do problemów, dobrze Frances? - Uśmiechnęła się dla pełni znaczenia swoich słów. Praca działała i na Fancourt kojąco, stanowiąc znacznie milszą odmianę, od tego, z czym musiała się mierzyć podczas dawnej pracy z aurorami, lub podróżowania w terenie.


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Pokój dzienny [odnośnik]27.04.21 22:20
Krycie swoich odczuć oraz emocji za najróżniejszymi maskami eteryczna alchemiczka opanowała niemal do perfekcji, przez piętnaście długich lat mieszkania w paskudnych, portowych dokach pewna, iż inaczej tamto okrutne otoczenie zapewne posłałoby ją w głąb ziemi, pod ciężki piach, okrytą jedynie drewnem lichej trumny. Od wielu miesięcy nie miała styczności z dawną dzielnicą, nawyki jednak dalej pozostały, teraz zdając się niezwykle przydatnymi w przetrwaniu tych, jakże paskudnych dni.
- Och, to nic takiego. - Odpowiedziała, delikatnie machając dłonią skrytą pod materią jasnej rękawiczki, jakoby chciała jedynie podkreślić, iż prezent nie jest niczym, na co nie mogłaby sobie pozwolić. - Posiadam własną szklarnię, w której hoduję rośliny wykorzystywane do eliksirów, gdyby potrzebowała pani jakichś sadzonek, z chęcią się  nimi podzielę. - Dodała uprzejmie wiedząc, iż pani Fancourt jest niezwykle zainteresowana roślinami oraz ich zbawiennym działaniem na zdrowie czarodziejów. Zgrabnym ruchem zdjęła płaszcz by odwiesić go na jeden z wieszaczków, odsłaniając elegancką, podkreślającą delikatną figurę szatę. Szaroniebieskie tęczówki uważnie powiodły po otoczeniu, obserwując całkiem eleganckie wnętrze.
Przyjemne dla oka, lecz dla niej odrobinę za mało ciepłe, by mogła czuć się w nim jak w domu. - Ładny dom, sama pani go urządzała? - Subtelny komplement uleciał z malinowych warg, gdy spojrzenie alchemiczki powróciło do buzi gospodyni. Kroczyła tuż za Ronją, subtelnie wodząc spojrzeniem po otoczeniu i powstrzymując chęć, aby sprawdzić jakie tytułu zawierała biblioteczka. Odkąd sięgała pamięcią książki zawsze najmocniej przykuwały jej uwagę, niezależnie czy od tego czy zawierały alchemiczną wiedzę, czy opowiadały o wielkich przygodach bądź baśniowych stworzeniach. Bystre spojrzenie szaroniebieskich tęczówek utkwiło w buzi rozmówczyni, gdy ta zarzekała się iż nikomu nic nie wyjawi, przez chwilę dokładnie analizując każdą, nawet najmniejszą zmianę w jej mimice, która mogłaby świadczyć o kłamstwie. Frances z gracją zajęła miejsce na małej sofie, odruchowo zakładając nogę na nogę i rozprostowując materiał swojej sukni smukłymi palcami tak, by ten prezentował się tak, jak powinien. Przyjemny zapach ciasteczek doleciał do jej nosa, powodując napływ śliny w ustach. Nigdy nie przepadała za słodkościami, dzisiejszego dnia jednak ciasteczka wydawały jej się niezwykle atrakcyjne. Może to za sprawą ostatnich przejść? Nie wiedziała. - Dziękuję. - Odpowiedziała, gdy smukłe palce zacisnęły się na jednym z ciastek. Maska obojętności odbiła się na jej twarzy, gdy czarownica wypowiadała kolejne zasady, z których nie wszystkie jej odpowiadały. Jak miała szczerze opowiedzieć o tym, co się stało? Jak mogła powiedzieć, iż stała się ofiarą zaledwie w kilku ułamkach sekund? Jak miała opowiedzieć o tym, jak czuła się podczas tych dwóch, jakże paskudnych zaklęć jakie ugodziły delikatną pierś? Nie wiedziała, a sama wizja poruszenia tego tematu z kimś innym niż ukochany mąż, napawała ją przerażeniem. Potrzebowała pomocy. Odpowiedniej, takiej, która mogłaby zażegnać problemy ze snem oraz koncentracją, zwyczajnie jednak bała się wypowiedzieć całkowitej prawdy. - Dobrze. I nie mam nic przeciw, abyśmy przeszły na ty. - Odpowiedziała, delikatnie unosząc kąciki malinowych ust ku górze, a następnie zamilkła na długą chwilę. W ciszy skubała pyszne ciasteczko, zastanawiając się, od czego powinna zacząć. Myśli kołatały się po jej głowie, nie potrafiąc przywołać wszystkich szczegółów, mimo iż od tamtych paskudnych wydarzeń minęło ledwie kilka tygodni. Chciała skłamać, sprowadzić temat na inne tory... Strach przed podzieleniem losu matki był jednak silniejszy. - Widzisz, chodzi o to, że... - Chciała opowiedzieć wszystko. Wiedziała, że inaczej nie otrzyma odpowiedniej pomocy, nie potrafiła jednak wytłumaczyć nagłej paniki, jaka pojawiła się w jej głowie. - Martwię się o pewną osobę. Kilkanaście dni temu została potraktowana czarnomagicznymi klątwami w skutek paskudnego nieporozumienia. Od tamtej pory miewa problemy ze snem, nawiedzają ją paskudne koszmary oraz wspomnienia, przez które nie potrafi się skupić, bywa osowiała, nadwrażliwa na niektóre zapachy oraz dokucza jej zmęczenie i silne nudności... - Wyliczała wszystkie niedogodności, nie mając jeszcze pojęcia, iż część z nich jest zasługą rosnącego pod jej sercem nowego życia. - Ja... Ja wiem, że w jej rodzinie był przypadek, gdy ktoś popadł w dziwny obłęd w skutek traumatycznych wydarzeń i nie chciałabym, aby historia się powtórzyła... - Starała się zachować spokojny ton głosu, szaroniebieskie spojrzenie uciekło jednak od buzi Ronji, skupiając się na smukłych palcach co raz zaplatających i rozplatających się ze sobą. Nie potrafiła przyznać, iż chodziło o nią - mistrza swej dziedziny, żony najwspanialszego czarodzieja, jakiego przyszło jej poznać; kogoś, kto całym sobą roztaczał wokół siebie aurę perfekcji. Tak było łatwiej. Prościej. Kto wie, może i bezpieczniej? Gdzieś w środku miała nadzieję, iż czarownica domyśli się o co chodzi, samej nie potrafiąc się do tego przyznać, zawstydzona swoją słabością. - Nie wiem jednak, jak mogłabym pomóc. Widzisz, Eliksir Słodkiego Snu czy mieszanka antydepresyjna to środki łagodzące obawy, nie są jednak w stanie ich wyeliminować. Dlatego postanowiłam posłać do ciebie sowę, Ronjo. Inni uzdrowiciele których znam, zdają się być niewrażliwi w podobnych kwestiach. - Zakończyła, nadal unikając spojrzenia ciemnowłosej czarownicy. Elvira bądź Belvina nie byłyby w stanie zrozumieć jej reakcji na podobne przeżycia - były twarde niczym skała, w momencie gdy Frances zdawała się być zbudowaną z niezwykłe kruchego szkła. Ciche westchnienie uleciało z piersi eterycznej kobiety, a smukła dłoń powędrowała ponownie w kierunku ciastek, chcąc zająć skupić zestresowany umysł na czymś innym.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 40
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Pokój dzienny [odnośnik]11.05.21 21:18
Przez wiele lat swojego zawodu, dyskrecja stała się nieodłącznym towarzyszem Ronji. Brakowało kobiecie ogłady typowej dla arystokratek, płynnie jednak poruszała się po spektrum odpowiedniej ilości perswazji, oraz umiejętności pozostawienia w spokoju tych tematów, których niedane było jeszcze podjąć w rozmowie. - Szklarnię? To wspaniałe, bardzo chętnie kiedyś skorzystam z oferty. Na pewno prywatna hodowla musi dawać dużo satysfakcji. Niestety tutaj w domu brakuje mi dobrych warunków pod tego typu angażujące inwestycje w ogródku. - Dotychczas w razie potrzeby korzystała ze szklarni należących do rezerwatu, ale nie czuła potrzeby wspominania o tym Frances. W tej rozmowie miały skupić się głównie na niej, zatem chociaż Ronja chętnie uczestniczyła w dialogu, świadomie starała się kierować jego tory na bardziej konkretne tematy. Odpowiednie wprowadzenie zawsze stanowiło podstawę udanej sesji, szczególnie już gdy dotyczyła ona problemów prywatnych i ściśle dotykających samych zainteresowanych. W odpowiedzi na komplement alchemiczki rozglądnęła się pobieżnie po pomieszczeniu z mglistym uśmiechem na ustach. - Dziękuję, akurat wystrój jest zasługą mojej matki. Ma dosyć wymagający gust, ale bez wątpienia prezentuje się on doskonale w otoczeniu. - Pogładziła opuszkami palców opartych na krawędziach fotela aksamitną tkaninę obicia. Xiuying wychowanej w chłodnej rzeczywistości bliskiej chińskiemu cesarzowi obcy były pojęcia domowego ciepła. Co prawda, im więcej dekad mijało, odkąd postawiła stopę na angielskiej ziemi, tym więcej z obecnie panującej kultury adaptowała do swojej własnej, ale wciąż jeszcze daleko kobiecie było do rozumienia oczekiwań Anglików. Dla pani Liu Fancourt bardziej niż faktyczna przytulność liczył się wizerunek, jaki odbierali inni. Dostrzegany przez obcych obraz nie musiał być prawdziwy, ale im bliższy perfekcji, tym więcej zadowolenia jej sprawiał. Jasnowłosa czarownica zdawała się uosabiać tego rodzaju pragnienie zachowania odpowiednich pozorów. Wciąż jeszcze wiele brakowało Ronji do wysnucia pewnych wniosków, ale zaledwie pobieżna obserwacja pozwalały dostrzec w pani Wrońskiej ogromne pokłady ambicji, oraz nierzadko spotykanej u osób z naukowym zacięciem determinacji dopinania wszystkiego na ostatni guzik. Nawet jeśli chodziło o idealnie rozpływającą się na siedzeniu kanapy sukienkę. - Zebrałaś w sobie siłę by zasięgnąć porady odnośnie całej sytuacji, a to już pierwszy krok do pomocy. - Zaczęła równym głosem, miękki akcent w słowach wbijał się pomiędzy dochodzącym z oddali tykaniem zegara ściennego w przedpokoju. - Klątwy czarnomagiczne są wyjątkowym zagrożeniem, głównie dlatego, iż nie są naturalne. Nie pochodzą z naszego świata, a w jego normalnym biegu nie mają miejsca. Dlatego ich konsekwencje często potrafią być bardzo nieprzewidywalne. Czy owa znajoma podzieliła się może z tobą informacjami, jakie konkretnie były to obrażenia? - Wyglądało zatem, iż czarownicy chodziło o bliską jej osobę, przyjaciółkę, lub kogoś z rodziny. Po dłuższym zastanowieniu Fancourt doszła do wniosku, że bardziej skłonna była uwzględnić kogoś z drugiej kategorii. Sposób, w jaki Frances formułowała swoje zdania, wskazywał na duże zaangażowanie emocjonalne, a to rzadko kiedy dosięgało podobnego stopnia zażyłości w przyjaźniach. - Ważne jest byś wiedziała Frances, że jak to określiłaś, “obłęd”, nie jest dziedziczną przypadłością. Magipsychiatria jest jedną z dziedzin trwale się rozwijających, zatem badania na te tematy wciąż trwają i niewielu rzeczy można być pewnym. Wskazują one natomiast, że nie można odziedziczyć chorób psychicznych samych w sobie. Jedyne co w istocie można przechwycić są pewne sposoby reagowania na stres, albo innego rodzaju emocje. - Nie starała się na siłę utrzymać wzroku rozmówczyni na sobie, w razie potrzeby dając jej możliwość nabrania bezpiecznego dla swojej przestrzeni personalnej dystansu. - Z pewnością wymienione przez ciebie środki mogły złagodzić wstępny szok, ale jego reperkusje nie znikną same z siebie. - Przerwała na moment, dając sobie przerwę do namysłu, jednocześnie obserwując jak delikatna alchemiczka skupia uwagę na swoich dłoniach. Była naprawdę młoda, po raz kolejny uświadomiła sobie to, do pomysłów dodając kolejny, nawet bardziej niepewny od pozostałych. Mianowicie, zawsze też istniało podejrzenie, że Frances w historii tej mówiła o sobie samej. - Bardzo się cieszę, że postanowiłaś powierzyć mi ten problem, nawet jeśli nie znamy się tak dobrze. Rozumiem, że twoja przyjaciółka nie jest jeszcze gotowa osobiście poruszać ten temat, ale cieszę się, że ma przy sobie kogoś takiego jak ty. Czasami sami nie jesteśmy świadomi tego, jakim wsparciem jesteśmy. - Pokrzepiająco odpowiedziała na wypowiedź drugiej kobiety, poprawiając się lekko w fotelu. - O jakiego rodzaju koszmarach i snach mówimy? Są one powiązane z treścią klątw bezpośrednio, czy raczej są one swego rodzaju skutkami, wyciągającymi to co najgorsze? - Zaoferowane kilka pytań miało pomóc Frances w dalszych tłumaczeniach, a jednocześnie Ronja starała się zawsze nie stawiać konkretnych przypuszczeń, zamiast tego oferować kilka potencjalnych powodów do wyboru.


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Pokój dzienny [odnośnik]14.05.21 19:55
Eteryczna alchemiczka uśmiechnęła się delikatnie na słowa, jakie doleciały do jej uszu.
- Przy ilości ingrediencji jakie pochłaniają moje badania, własna hodowla jest czymś, dzięki czemu można wiele zaoszczędzić. - Odpowiedziała uprzejmie, przyjaźniej zerkając w kierunku obcej czarownicy. Wspólne zainteresowania zawsze zdawały się zbliżać, jakoby ta niewielka nić porozumienia przyciągała je ku sobie. - Przyznam, że obecny dom kupiłam głównie ze względu na duży ogród. - Dodała z cieniem rozbawienia w głosie. Szafirowe Wzgórze kupiła jeszcze zanim w ogóle zaręczyła się ze swoim mężem i mimo ten doradzał jej odrobinę inny wybór, nie potrafiła odmówić sobie zakupienia domu z wymarzonym ogrodem, odpowiednio dużą piwnicą na pracownię oraz otoczonego kwiatami w jej ulubionym kolorze. Teraz, po kilku miesiącach, nie wyobrażała sobie siebie mieszkającej w innym domu, gdyż w murach Szafirowego Wzgórza udało im się stworzyć bezpieczną, ciepłą przystać zdającą się być wyrwaną z wojennego otoczenia. - Och, z pewnością prezentuje się doskonale - Potwierdziła, nieświadomie chcąc odrobinę przeciągnąć niezobowiązujące pogaduszki, w głębi duszy obawiając się wypowiedzenia tego, co zalegało w jej umyśle. Frances była pewna, ze przyzwyczaiła się do strachu. Wszystkie lata spędzone w paskudnych, portowych dokach oswoiły ją z paraliżującym przerażeniem; z adrenaliną wystrzeliwaną do krwioobiegu, nie posiadającej na tyle siły aby zmusić zamrożone mięśnie do pracy. Alchemiczka była również pewna, iż przeprowadzka oraz ślub z bratnią duszą skutecznie odcięły ją od jakichkolwiek obaw, po za cyklicznie pojawiającymi się wątpliwościami, czy zasłużyła na takie cudowne zakończenie. Problemy jednak nie odpuszczały, a strach zdawał się mieć z nimi więcej wspólnego, niż można było się tego spodziewać. Frances nie sądziła, że kiedykolwiek znajdzie się w podobnej sytuacji; że opaczne zrozumienie jej słów przyniesie tak paskudne nieporozumienie oraz powrót do dni, gdy strach towarzyszył jej w codzienności.
Ciche westchnienie wyrwało się z delikatnej piersi, gdy pierwsza odpowiedź doleciała do jej uszu. Nie posiadała w sobie wiele odwagi, nie była pewna, czy będzie potrafiła o tym mówić, lecz wspomnienie stanu matki oraz zaniepokojonego spojrzenia męża nie pozwalały jej zignorować przykrych myśli, pojawiających się w jej głowie. Nie chciała go zawieść. Nie chciała, żeby kiedykolwiek pożałował decyzji dotyczącej ich ślubu oraz zrezygnowania z planowanego rozwodu. Eteryczna kobieta zgrabnym gestem poprawiła złote pukle okalające delikatną buzię, chcąc schować się za maską perfekcji oraz obojętności. W końcu skłamała. Przedstawiła sprawę z odrobinę innego punktu widzenia próbując nabrać dystansu do przeszłych wydarzeń, nie będąc pewną czy w inny sposób potrafiłaby o tym rozmawiać. Teraz jednak, gdy padło pytanie o dokładność obrażeń, zimny pot zlał wątłe plecy, spojrzenie uciekło w kierunku biblioteczki wypełnionej książkami, palce zacisnęły się na chwilę na niewielkiej torebeczce, a malinowe usta delikatnie drgnęły. Trwało to jednak ledwie chwilę, kilka uderzeń serca nim Frances z wysiłkiem zapanowała nad instynktownymi reakcjami jej organizmu.
- Tak. - Zaczęła niepewnie, jakoby nie widziała czy w ogóle powinna o tym mówić, w końcu jednak przełknęła ślinę, nie mając jednak odwagi, by przenieść spojrzenie na buzię ciemnowłosej czarownicy. - Po jednym nie posiadała czucia w nogach. Tak... tak jakby nagle przestały się jej słuchać. Drugie... To... Jakby się topiła, lecz bez choćby kropli wody. Panika, rozdzierający płuca brak powietrza... Uczucie jakby... jakby nie dało się wziąć oddechu... Rzucono w nią również zaklęciami niewybaczalnymi, lecz żadne jej nie sięgło. - Starała się mówić płynnie, bez emocjonalnego zacięcia, nie wyszło jej to jednak najlepiej. Drobna dłoń ponownie powędrowała do złotych pukli, odrobinę chcąc przysłonić wilgoć jaka napłynęła do szaroniebieskich tęczówek. Frances mimo chęci odsunięcia się od wspomnień, nie potrafiła tego zrobić w pełni - pierwszy raz doświadczyła tak okrutnej rzeczy; pierwszy raz ktoś skierował w nią tak paskudne zaklęcia. I nie wiedziała, jak ten stan zaakceptować, co robić dalej i czy w ogóle było dla niej możliwym, aby powrócić do normalności.
Uważnie wsłuchiwała się słów, dotyczących podobnych przypadłości w rodzinie, z nieświadomym napięciem w mięśniach, jakoby organizm chciał przygotować się na możliwy wyrok. - Jej mama... Och, wydaje się być pogrążona w dziwnym marazmie, jakoby była zamknięta w swojej własnej głowie i własnej rozpaczy do tego stopnia, iż nie raz nie ma kontaktu z rzeczywistością. Ja... Nie chciałabym, aby podzieliła jej los. - nie chcę zamienić się w moją matkę. Starała się powiedzieć, nie potrafiąc jednak przyznać, iż historia przytrafiła się jej, a to co opisuje należy do jej bagażu doświadczeń. Nie potrafiła się do tego przyznać, w pewien sposób nie potrafiąc zaakceptować przeszłych wydarzeń, nadal w głębi serca czując, iż jej słowa nie miały w sobie choćby odrobiny obrazy względem Ministerstwa Magii. Ciche westchnienie wyrwało się z jej ust. - Wiem, miałam okazję stworzyć kilka autorskich receptur bazujących na manipulacji umysłem, potrzeba czegoś więcej, by pozbyć się takiego problemu, nie wymyśliłam jednak jeszcze czego. - Wysnuła w zamyśleniu, tę opcję rozważając jako pierwszą. Była alchemikiem, w dodatku takim który potrafił zamknąć większość idei w eliksirze. Niestety, nie wiedziała czego potrzebowała by w pełni pozbyć się traumy po przykrym wydarzeniu. - Powiedz mi proszę, co mogłoby pomóc? Czy da się jakoś przyspieszyć bądź ułatwić proces dojścia do siebie? - Spytała z wyraźną nadzieją w głosie oraz błyskiem przejęcia w szaroniebieskim spojrzeniu. Potrzebowała iskierki, niewielkiego blasku idei która pomogłaby jej znaleźć alchemiczne rozwiązanie. Alchemiczne, gdyż alchemia wydawała jej się kluczem do rozwiązania problemów.
- W obecnych czasach ciężko odnaleźć wsparcie. - Stwierdziła jedynie, pewna swoich słów. Posiadała wiele osób, które mogłaby określić mianem przyjaciela; wiele osób, którym sama pomagała jeśli tego potrzebowali, lecz w tej konkretnej sytuacji miała wrażenie, jakoby nie mogła liczyć na jakiekolwiek wsparcie z ich strony. Bała się, że nie zrozumieją; że podzielą zdanie pani Rookwood i kolejne, paskudne zaklęcia powędrują w jej stronę, odrobinę zrozumienia odnajdując jedynie w ramionach męża, starającego się jakoś jej pomóc. - Te sny i koszmary... - Zaczęła równie niepewnie, jak wtedy gdy przyszło jej rozmawiać o tym, w jaki sposób oddziałały  na nią zaklęcia. - Głównie wspomnienie tamtej sytuacji, bardzo dokładnie. Reminiscencje bólu oraz odczuć pod wpływem zaklęć, strachu. Czasem... Czasem to dziwne, nielogiczne ciągi scen bez większego ładu bądź składu, a czasem... Czasem ma... - Zawahała się przez chwilę, w ostatniej chwili powstrzymując się przed dodaniem niewielkiej cząstki, będące przyznaniem kłamstwa. - Ma sny w których ta osoba odnajduje ją i morduje... Z zimną krwią. W różnych miejscach oraz okolicznościach... Ja... Ja nie wiem, co takie sny mogą oznaczać, wiem jednak, że nie raz budzi się w nocy. Śpi też czujniej, nawet niewielki hałas ją wybudza, co wcześniej nie było problemem. - Wysnuła w zamyśleniu, dopiero teraz znajdując w sobie odwagę, aby ostrożnie przenieść szaroniebieskie tęczówki w kierunku Ronji. Spojrzenie alchemiczki było mieszaniną dziwnej niepewności, zmieszania oraz zwykłego niepokoju, a smukłe palce co raz splatały się ze sobą, by chwilę później rozpleść się, poprawić materię sukni bądź przełożyć niewielką torebkę z jednego miejsca w drugie. Nie wiedziała, czy czarownica przejrzała już iluzję odnajdując prawdę komu przydarzyły się wspomniane wydarzenia, miała jednak nadzieję, że podpowie jej jak poradzić sobie z tą całą sytuacją i trwale uspokoić umysł.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 40
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Pokój dzienny [odnośnik]18.05.21 22:00
Zawsze w człowieku było więcej, niż widziało oko. O ile początkowe spostrzeżenia pozostawały niewielkie pole do wątpliwości, o tyle dalsza wypowiedź Frances upewniła Ronję, że w przypadku wszystkich tych zdarzeń mowa była o niej samej. Uzdrowicielka sama w końcu była człowiekiem jak każdy inny, toteż doskonale potrafiła zrozumieć schemat dystansu wobec zwierzenia się z własnych problemów praktycznie obcej osobie. Jej zadaniem jako profesjonalisty było dojście do sedna sprawy i pokierowanie rozmową w taki sposób, by prawda sama wyszła na jaw, a nie została wyciągnięta. Z tego powodu uprzejmą rozmowę, jaką zaczęły, przyjęła na doskonałą rozgrzewkę i przełamanie pierwszych lodów. Przez głowę Frances przebiegać musiało tysiące różnych myśli na sekundę, a chociaż część powierzchownych uczuć Ronja była w stanie wyłuskać z mimiki twarzy kobiety, czy też dyskretnych zmian w ekspresji, to lwia część emocji pozostawała wiadoma jedynie ich właścicielce. Obserwowała w milczeniu jak blondynka lekko wymuszonym w opinii Fancourt gestem poprawia elegancko ułożone włosy, prawie w geście obronnym, obawie przed odkryciem kolejnej warstwy swoich tajemnic. Zadając swoje pytania Ronja liczyła się z różnymi reakcjami, toteż ewidentny dyskomfort pani Wrońskiej, zaciśnięcie szczupłych palców na niewielkiej torebce i zesztywnienie linii pleców świadczyło o uderzeniu w czuły punkt. Ktoś w rodzinie… Musiało chodzić o kogoś bliskiego, a układ poprzedniej wypowiedzi wskazywał na bezpośrednie pokrewieństwo. Ojciec? Matka? Kilka sekund ciszy wystarczyło, by Frances powróciła do swojej poprzedniej pozycji i kolejne słowa wychodzące z jej ust utwierdziły Ronję w przypuszczeniach.
- Nasz organizm to misterny mechanizm, na który składa się mnóstwo procesów, więcej niż jesteśmy w stanie przypuszczać. - Zaczęła swoją wypowiedź po chwili, którą poświęciła na przetrawienie nowych informacji. - Umysł natomiast jest jego centrum i głównym sprawcą wszelkich zajść, jakich efekty widzimy na zewnątrz, gołym okiem. Wbrew wielu stereotypom, również on posiada swoje instynkty obronne, tak jak automatycznie podniesiemy dłoń, czy nogę odpierając atak fizyczny. - Istniał dowód na to, że pewne skłonności psychologiczne przejawiały większe szansy na objawienie się, gdy ich przypadki już występowały w danej rodzinie, nic jednak w naturze nie było pewne, a już szczególnie ciało ludzkie. - Klątwy czarnomagiczne zakłócają standardowy obraz myśli, zmuszają połączenia do czynów, jakich normalnie by się nie podjęły, a samozniszczenie jest jednym z nich. Po nawet krótkotrwałym, ale intensywnym wystawieniu na nie, jesteśmy narażeni na nie tylko objawy działania, ale też próby obrony ze strony naszego umysłu. W połączeniu dają one właśnie to, co opisałaś. Fantomowe bóle, ciągłe poczucie niebezpieczeństwa, wrażenie bycia obserwowanym, przyduszanym, a nawet zaczątek klaustrofobii. - Chwyciła ozdobną filiżankę i zgrabnym ruchem nalała sobie połowę całkowitej objętości herbaty ziołowej. Upijając jeden łyk, odstawiła naczynie na etażerkę i kontynuowała wywód, kiwając lekko głową na potwierdzenie słów Frances. - O tak, ogromna szkoda jak lekceważący stosunek ma wiele ludzi do tego typu problemów, ale też nauki magipsychiatrycznej ogółem. Nie doceniamy tego rodzaju siły leżącej w nas samych, potem dziwiąc się, jak wielkie konsekwencje pozostawia zaburzenie tej wewnętrznej równowagi. - Na szczęście dość szybko zauważyła, że w przypadku pani Wrońskiej miała do czynienia z osobą wszelako obytą nie tylko w nowinkach świata alchemicznego, ale też naukowego. Nigdy nie wysnuwała takich wniosków wprost do swoich pacjentów, ale dużo łatwiej i szybciej następował progres w przypadku terapii osoby świadomej, z czym miała do czynienia, chociażby w najmniejszym stopniu. Pomijając etap przezwyciężania wątpliwości i doinformowywania, tak naprawdę to pacjent zyskiwał na swojej wiedzy najwięcej, nie Ronja. Ona rozumiała, że większość tego, co niedostrzegalne było rozumem, należało widzieć sercem. - Czy byłabyś w stanie opisać te sceny? Chociaż pobieżnie? - Spytała ostrożnie, poprawiając lekko ułożenie nóg. - Widzisz, te sny, czujność organizmu, to nic innego jak właśnie mechanizmy obronne. Umysł czarodzieja, który doświadczył traumy, gotowy jest do chronienia tego, co najcenniejsze, nawet kosztem zdrowia. Mamy pozostawać czujni, ponieważ podświadomie wydaje się nam, że zagrożenie jest niebywale bliskie.


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Pokój dzienny [odnośnik]26.05.21 14:28
Ciche westchnienie wyrwało się z ust delikatnej alchemiczki, gdy uzdrowicielka wypowiadała kolejne słowa. Szaroniebieskie tęczówki w zamyśleniu zatrzymały się na dłuższą chwilę przy buzi ciemnowłosej czarownicy, gdy bystry umysł próbował ułożyć wszystko w jedną, spójną całość. Słyszała już kiedyś podobne stwierdzenia od innego uzdrowiciela, gdy dopytywała o pewne procesy potrzebne jej do stworzenia jednej z pierwszych, swoich autorskich receptur. Rozumiała o co chodzi, przynajmniej w części, nadal posiadała jednak problem w tym, aby zaakceptować to, co się z nią teraz działo. - Zaburzanie naturalnej równowagi zawsze wiąże się z konsekwencjami. - Wypowiedziała odrobinę ciszej, z wyraźnym zamyśleniem w głosie, jakoby dokładnie rozważała wypowiedziane słowa oraz teorie. Tak, to  z pewnością miało sens. Czarnomagiczne klątwy wybiegały poza naturalny rytm, naginały normalny bieg wywołując cierpienie, ból oraz paskudne pokłady strachu. I eteryczna alchemiczka miała wrażenie, że czarownica rzucająca klątwy również na nich ucierpiała; jak tamtym razem gdy Dan próbował rzucić klątwę na złodzieja, miast tego zlał się własną krwią. - Opracowałam miksturę sprawiającą, że po jej wypiciu wspomnienia nie zapisują się w pamięci. Musiałam dobrać składniki tak, aby uplastycznić umysł w taki sposób, aby jak najbardziej zniwelować skutki uboczne... To skomplikowane, klątwy z pewnością nie posiadają podobnego czynnika. - Dodała nadal zamyślona, rozważając czy podobne rozwiązania mogłyby pomóc jej w tym momencie... Nie, to nie była odpowiednia droga myślenia.  A może jednak była? - Czy pozbycie się wspomnienia... Wyodrębnienie go z umysłu za pomocą zaklęcia Memoria mogłoby pomóc? - Spytała ostrożnie, z nadzieją błyszczącą w szaroniebieskich tęczówkach. Nie wiedziała, czy to zniweluje uszczerbek, jakiego doznała, czuła się jednak w obowiązku dowiedzieć. Smukłe palce na chwilę mocniej zacisnęły się na niewielkiej torebeczce, gdy zastanawiała się, czy wysnuta teoria mogła okazać się pomocną. A może powinna spytać o coś innego? Niepewność pojawiła się w jej gestach, gdy ponownie wygładziła materiał sukni, jakoby ten gest miał dodać jej pewności w tej niecodziennej sytuacji.
- Czy da się w jakiś sposób przyspieszyć bądź ułatwić proces dochodzenia do siebie po takim wydarzeniu? - Spytała dokładnie wypowiadając każde, nawet najkrótsze słowo niemal oficjalnym tonem, jakoby od tego pytania zależało niezwykle wiele. I tak właśnie było - pani Wroński czuła, że musi poznać na nie odpowiedź; że musi dowiedzieć się, jak jeszcze mogłaby sobie pomóc by nie podzielić losu matki i nie zawieść ukochanego męża. Nie chciała by Daniel cierpiał z powodu jej problemów oraz dziwnego nieporozumienia, do którego doszło. Frances za bardzo na nim zależało, by skazywać go na paskudny los kogoś, kto był przywiązany do osoby nie radzącej sobie z codziennością. Sama doskonale wiedziała, jak bardzo przytłaczającym potrafiło być podobne położenie, w którym ona sama spędziła kilka, z pewnością za długich, lat. Szaroniebieskie tęczówki ponownie powędrowały gdzieś na znajdującą się w pomieszczeniu biblioteczkę, skupiając się na niej na dłuższą chwilę, chcąc ukryć czające się w nich emocje oraz uczucia.
- Niestety, wiele naukowych kwestii pozostaje ignorowanych w tych czasach, zwłaszcza, gdy wypowiadają je kobiece usta. - Odpowiedziała z melancholią w głosie, samej nie raz mając do czynienia z tym paskudnym zjawiskiem. Gdzieś w środku, nie do końca świadomie, miała nadzieję, że podsunięty temat odsunie uwagę czarownicy od tego, co przed chwilą jej powiedziała. Niestety, to zdawało się nie działać. Usta alchemiczki zacisnęły się w niewielką, cienką linię gdy kolejne pytania powędrowały w jej kierunku. Niechętnie przeniosła spojrzenie ponownie na buzię uzdrowicielki, przez chwilę zwyczajnie mając ochotę wstać i opuścić ten pokój. Wiedziała jednak, że nie mogła; że jeśli to zrobi, zapewne będzie tylko gorzej.
- Ja... - Zaczęła niepewnie, mocniej zaciskając smukłe palce na torebce oraz bezwiednie poprawiając swoją pozycję w poszukiwaniu jakiegokolwiek komfortu. - Zaczyna się zawsze tak samo, od nieporozumienia które doprowadziło do tej... sytuacji. A później... Później się ona powtarza... Czasem eskaluje w morderstwo... Czasem pozostawia po sobie dziwne uczucie zagrożenia, ja... Ja nie jestem w stanie powiedzieć więcej... Przepraszam... - Zmieszanie pojawiło się w delikatnym głosie, a szaroniebieskie tęczówki zaszkliły się uciekając gdzieś na bok. Nie potrafiła w tym momencie powiedzieć więcej; nie potrafiła przywołać paskudnych wspomnień, nie wiedząc, czy umiałaby to wszystko opisać pewna, że na to było jeszcze odrobinę za wcześnie.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 40
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Pokój dzienny [odnośnik]31.05.21 17:42
Miarowe uderzenia mechanizmu wskazówek zegara upewniały w poczuciu mijającego czasu, a oczy Fancourt pilnie śledziły sylwetkę swojej rozmówczyni. W swoim zawodzie już nie raz przekonała się, jak istotną cechą stawała się spostrzegawczość, wręcz niezbędna do interpretacji odpowiednich gestów i ledwo zauważalnych ruchów. Krótkie westchnienie wypuszczone w zamyśleniu z ust alchemiczki i lekko zmartwiony wyraz twarzy, wciąż jeszcze pozostawiał wiele pola do popisu dla ekspresji emocji. Nawet tutaj, gdy obie rozmawiały o tych wydarzeniach, opisując je nad wyraz dokładnie, Frances zachowywała nienaturalny wręcz spokój, tylko odrobinę zdradzając się nerwowymi gestami. Niewiele osób potrafiła tak zgrabnie manewrować własnymi odczuciami, uspokajać je na zawołanie i wciąż panować nad naturalnymi odruchami. Zwłaszcza w przypadku opowieści tak mrożącej krew w żyłach jak bezpardonowe użycie na drugiej osobie czarnomagicznych klątw. Władający tego rodzaju zaklęciami przekraczali niewidzialną granicę bez odwrotu. Chociaż sama Ronja nie miała pojęcia o praktyce tego rodzaju uroków, to teoria w podstawowym stopniu, a bardziej jej zakazany charakter, musiał być znany każdemu absolwentowi Hogwartu. Naturalnie, za czasów szkolnych działalność taką rysowano w groteskowych, na siłę przerażających dzieci i nastolatków sposób. To, z czym mieli do czynienia, jako dorośli nie pozostawiało wielkie pola popisu dla wyobraźni, było bowiem czystym złem. Przepełnione potrzebą dzielenia i klasyfikowania społeczeństwo, tak bardzo skupiało się na swoich starannie opisanych półkach, czy szufladkach, zapominając całkowicie w międzyczasie, co tak naprawdę chcieli do nich włożyć. Na kursie uzdrowicielskim, a także podczas swojej pracy w Ministerstwie Ronja widziała ciała. Ciała nieprzypominające właścicieli niczym prócz spisanych w aktach danych. Obrażenia tak brutalne i plugawe, że na usta cisnął się niemy okrzyk obrzydzenia. A może współczucia? Najtrudniejsze musiało być pierwsze zaklęcie, przełamanie ostateczności człowieczeństwa. Chociaż w jej obowiązkach nigdy nie leżało obcowanie z czarnoksiężnikami, to staż dostarczył kobiecie wystarczająco atrakcji bliskiego kontaktu z przestępcami. Ci do czynów zakazanych podchodzili z równie wielką łatwością, co ona sama do parzenia porannej herbaty, lub wychodzenia z rana do pracy. Codzienność. Rutyna. Każdy kolejny krok, który pchał ich dalej w nieznane, pokrywał się smołą ciemności bez powrotu. W swoim mniemaniu mogli tylko iść dalej, ale Ronja wiedziała, że zawsze jest “to drugie”. Wybór. Nawet jeśli oznacza stanie w miejscu, to właśnie wybory, a nie magiczne uzdolnienie, świadczą o tym kim byli. Albo jakie potwory towarzyszyły im w lustrzanym odbiciu.
- Opis mikstury brzmi niezwykle ciekawie, autorski projekt musiał wymagać dużego natłoku materiałów badawczych. - Zwróciła się z zaciekawieniem do Frances, będąc zupełnie świadomym lekkiej zmiany tematu. Człowiek siedzący naprzeciwko magipsychiatry nie stawał się nagle wyłącznie swoimi problemami i nic nie zobowiązywało ich do bezwzględnego rozmawiania wyłącznie o tragediach życiowych. Oparła dłonie o brzeg fotela, wybijając opuszkami palców jednostajny rytm sobie tylko znanej melodii. - To zależy, co rozumiesz przez pomoc. - Zaczęła. - Wspomnienia chociaż bolesne, są częścią nas. Składają się na osobę, którą jesteśmy dnia dzisiejszego, zawsze nieco inną niż ta, którą byliśmy dwa dni temu. Albo nawet sekundę temu. Właśnie teraz tworzymy nowe wspomnienia ze sobą nawzajem i chociaż okoliczności nie są najszczęśliwsze, to nie znaczy, że automatycznie powinniśmy się takich wspomnień pozbywać. Z pewnością byłoby to częściowe poradzenie sobie z problemem koszmarów. W zależności od tego jak duże piętno odcisnęły na psychice, usunięcie rdzenia wspomnienia rzucanych zaklęć czarnomagicznych zapewni swojego rodzaju kojącą pustkę. Tymczasowo, z racji tego, że natura pustki nienawidzi. - Starała się wyrazić swoje myśli wolno i dokładnie, tak by pogląd Fancourt stał się dla blondwłosej klarowny i jasny. Nie wszyscy podzielaliby opinię Ronji, zapewne co niektórzy specjaliście woleli wyjścia możliwie szybkie, tak by pacjenci mogli dostrzec natychmiastowe efekty. Niestety, takie rzadko kiedy były trwałe, a co najgorsze miały służyć bardziej reputacji uzdrowiciela niż zdrowiu pacjenta. - Zalecałabym przede wszystkim, co z pewnością musi być trudne, ale cierpliwość. Wspólną cierpliwość, bo nie trzeba być w tej drodze pozostawionym samemu sobie. Wraz ze specjalistą magipsychiatrą możemy wspólnie rozplanować odpowiednie zalecenia, drobne czynności, które pomogą uspokoić koszmary i złagodzić reperkusje klątw. Sposobów jest wiele, a wszystkie wyjątkowo mało inwazyjne. Pierwszym, oczywiście rozmowa. Prowadzenie sennika, usystematyzowanie swoich obaw związanych z tamtym wydarzeniem i oswojenie się z mówieniem na temat przeżyć na głos. Niewypowiedziane koszmary przerażają nas dużo bardziej, bo istnieją w głównej mierze w naszej głowie. Dzieląc się obawami z innymi, na przykład uzdrowicielem - terapeutom odbieramy tej ciemniejszej stronie wyobraźni i bólu sporą część mocy.  - Pokiwała głową na znak zgody, kiedy Frances poruszyła temat kobiet w świecie magicznych nauk. Wciąż jeszcze siłą przebicia w żadnym wypadku nie dorównywały mężczyznom.
- Tak, wymaga się od nas wiele, ale kiedy mamy do zaoferowania owoce swojej ciężkiej pracy, nagle okazuje się, że niewielu ma ochotę je docenić. Wierzę, że siła leży w nas samych, kobietach. Nie dać się złamać, zniechęcić. Konsekwentnie iść do przodu z oczekiwaniami i wymaganiami, jakie na siebie nakładamy. Niech czyny mówią ponad słowa. Być może za te kilka lat nikt nie będzie już mógł zignorować wpływu kobiet naukowców i nie tylko na otaczający nas świat. - Ciekawy temat wzbudził jej żywsze zainteresowanie i swego rodzaju ciche porozumienie, między dwoma osobami obeznanymi  z tego rodzaju przeciwnościami losu.
Kiedy Frances zbytnio pochłonęły wspomnienia opisu sytuacji ze swojego snu, Ronja poruszyła się na swoim miejscu, instynktownie kierując ciało w stronę rozmówczyni. - Nic się nie dzieje Frances, nie musisz za nic przepraszać. Dowiedziałyśmy się już bardzo wiele. Jeśli pozwolisz, na zakończenie wspomnę tylko o tych symptomach z punktu widzenia magipsychiatry, dobrze? Taka analiza może pomóc w wielkiej niewiadomej uczuć, jakie doświadczamy w samotności własnych, chyba że czujesz, iż taka ilość informacji wystarczy na jeden raz?


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Re: Pokój dzienny [odnośnik]03.08.21 20:27
Delikatny uśmiech wyrysował się na malinowych wargach, gdy czarownica na chwilę podłapała temat jej projektu. Frances była niezwykle dumna ze swoich osiągnięć, nawet jeśli do tej pory nie dokonała jeszcze niczego przełomowego bądź wielkiego. Czuła jednak, że jest na dobrej drodze by w końcu coś takiego osiągnąć.
- Owszem, lecz wyniki jakie uzyskałam... Och, były niezwykle ekscytujące oraz zachwycające! Warto było poświęcić czas, aby uzyskać taki rezultat. - Delikatny włos dziewczęcia ożywił się odrobinę, gdy przyszło jej wspominać ten temat. Z największą przyjemnością popłynęłaby w tę rozmowę... Nie po to jednak tu przyszła.
Ciężkie westchnienie uleciało z piersi eterycznego dziewczęcia, gdy kolejne słowa uzdrowicielki dolatywały do jej uszu. Każdy, nawet najmniejszy jej pomysł zdawał się być nieodpowiednim; nie pasującym do sytuacji, choć pozornie mógłby stanowić rozwiązanie nieprzyjemnej sytuacji. Z każdą kolejną chwilą alchemiczka czuła się coraz bardziej bezsilna. Nie wiedziała, jak dojść do siebie po paskudnych doświadczeniach; nie wiedziała jak poradzić sobie z tym wszystkim oraz jak nie zawieść męża pewna, że jej problemy z dojściem do siebie będą powiązane z jego zawodem.
- Niektóre wspomnienia nie powinny jednak istnieć, tak jak przemoc związana z nieporozumieniem. - Odpowiedziała z odrobiną wyrzutu w głosie, ten jednak nie był skierowany w stronę magipsychiatry, a niesprawiedliwości istniejącej na tym świecie. Nadal nie potrafiła zrozumieć ostrej reakcji czarownicy, coraz mocniej przekonując się, że chyba zwyczajnie nie była stworzona do prowadzenia rozmów z innymi czarodziejami. Tamten wieczór poszedł zupełnie nie tak, jak powinien, a podłe zaklęcia niezwykle mocno wpłynęły na wrażliwą kobietę. - Po prostu... szukam rozwiązania, niestety nie da się tego wyliczyć. - Dodała przepraszającym tonem głosu, spuszczając spojrzenie szaroniebieskich tęczówek na swoje dłonie. Nie chciała urazić kobiety, lecz odczuwała dziwną frustrację, powiązaną z brakiem jednoznacznego, skutecznego rozwiązania, zwyczajnie nieprzyzwyczajona do takich sytuacji. - Na czym polegają te zalecenia? Czym są wspomniane czynności? I... jakie są rokowania przy trzymaniu się zaleceń oraz regularnych spotkaniach z uzdrowicielem? Czy jest możliwym, aby... aby w pełni... pozbyć się problemów? -Spytała z nadzieją w głosie oraz nieśmiałym zaciekawieniem w szaroniebieskich tęczówkach, które nieśmiało powróciły w kierunku buzi czarownicy. Coś musiało pomóc, musiało być jakieś rozwiązanie tej całej sytuacji, nawet jeśli byłoby czasochłonne. Frances nie chciała podzielić losu swojej matki, podskórnie czując, że nie tak powinna skończyć się jej historia... A Daniel zasługiwał na żonę, która nie jest emocjonalnym wrakiem. Co do tego nie miała najmniejszych wątpliwości.
Kolejne westchnienie uciekło z jej piersi, gdy czarownica zgodziła się z jej słowami. To było kolejną rzeczą, której nie potrafiła zrozumieć - wiedziała, że posiada o wiele większe umiejętności niż niejeden mężczyzna, a jej umysł nie odstaje umysłom innych czarodziejów, za każdym jednak razem spotykała się z niezwykle niemiłymi sytuacjami.
- Naszą pracę docenia się jedynie, gdy jest powiązana z przygotowywaniem posiłków. - Stwierdziła, wykrzywiając malinowe wargi w wyrazie niezadowolenia, jednocześnie niezwykle ciesząc się, iż jej ukochany doceniał ją za coś więcej, nie mając nic przeciw jej naukowym działaniom. - Mam nadzieję, że tak właśnie będzie rysować się przyszłość, choć jestem niemal pewna, że i tak znajdą się zadufane jednostki, które nie zaakceptują takiego obrotu spraw. Niezwykle przykrym jest, że tak wiele potencjału spisuje się na straty. - Wysnuła w zamyśleniu, pozwalając na chwilę utonąć w rozważaniach, odciągających umysł  od paskudnych wspomnień. Te krótkie przerwy pozwalały jej delikatnie odetchnąć między kolejnymi słowami oraz nabrać zaufania oraz dziwnego poczucia porozumienia z czarownicą, z którą przyszło jej rozmawiać. A to pomagało słowom wyjść z jej gardła.
Eteryczna alchemiczka przygryzła delikatnie wargę, bijąc się z myślami, by w końcu po dłuższej chwili wydać na świat kolejne, ciche westchnienie. Podczas rozmowy już kilkukrotnie zdążyła przeliczyć wszystkie za oraz przeciw, powoli dochodząc do jednego wniosku. - Jesteś bystra, pewnie domyśliłaś się już, o kim mowa... - Zaczęła niepewnie, posyłając jej przepraszające spojrzenie szaroniebieskich tęczówek. Miała nadzieję, że uzdrowicielka zrozumie, czemu przedstawiła sprawę w takiej, a nie innej perspektywie. Smukłe dłonie ponownie poprawiły materię sukienki w niespokojnym geście. - Opowiedz mi proszę wszystko, co może być istotne i... I co można zrobić, żeby z tego wyjść. To... to dla mnie bardzo ważne. - Poprosiła będąc pewną, iż w tym momencie nie mogła się wycofać. Powiedziała pierwsze słowo, przyszła tu w poszukiwaniu pomocy i nawet jeśli czuła, iż może to być ponad jej siły nie chciała teraz się poddawać; nie gdy była tak blisko otrzymania choćby wskazówki co dalej.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 40
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Pokój dzienny [odnośnik]03.08.21 21:15
Rutyna pracy dobrze działała na jej skupienie, a podobne pola zainteresowań z pacjentką sprawiały, że komunikacja była dużo łatwiejsza niż w przypadku wielu z jej terapii. Frances prezentowała niewiarygodną inteligencję i stopień orientowania się w tematach, teoretycznie niełatwo dostępnych dla młodych kobiet w jej wieku, stanowiła dla Ronji interesujący ewenement, ale problemy klątwy już z kolei sprawiały, że czarownica w pełni wolała skupić się na niesieniu profesjonalnej pomocy.
Owszem, domyślam się o kim mowa. — Potwierdziła prosto słowa Wrońskiej i przeszła natychmiastowo do rzeczy. — Skupimy się na małych, ale łatwych do podjęcia krokach. Spokojny czas przed snem. Wypicie mieszanki ziołowej, nierozpraszanie się czytaniem książek, czy czymś innym tuż przed pójściem do łóżka. — Wymieniła, powoli zmieniając pozycję ułożenia nóg. Ich pierwsze spotkanie dobiegało końca, ale z pewnością nie było ostatnim, jeśli blondynka miała nadzieję na całkowite wyzdrowienie. — Rozumiem, że nie jest to łatwy temat do dzielenia się nim z w gruncie rzeczy obcą osobą, ale uwierz mi, że nie ma potrzeby ukrywać nic, nawet jeśli mówimy o sobie samych. Jesteśmy w końcu w moim domu, wiesz, kim jestem ja i czym się zajmuje. — Rozłożyła lekko ręce, by ogarnąć gestem ich otoczenie. Fancourt zależało na komforcie rozmówczyni i tym, by ze swoim uzdrowicielem dzieliła się każdym faktem, bowiem nawet najdrobniejszy szczegół mógł się okazać wybitnie istotny. — Co do twoich objawów, zastosujemy tutaj kilka podejść. Długotrwała bezsenność spowodowana obrażeniami psychicznymi, w tym przypadku atakiem wspomnianej wcześniej osoby, musi mieć czas na regenerację. Zgłoś się proszę do mnie za jakiś czas, dwa trzy tygodnie, lub wcześniej jeśli stan będzie się pogarszał. Teraz priorytet jest ustabilizowanie sytuacji nowymi informacjami, które sobie przekazałyśmy. — Działalność czarnej magii nigdy nie pozostaje bez konsekwencji, ale oceniwszy stan Frances, Ronja miała dość dużą pewność, że nie chodzi tu o żadne urazy trwałe. — Jeśli poczujesz dalszy spadek formy przeprowadzę badania ogólne, tak by upewnić się, że przyczyną nie jest uraz mózgu, lub innych części ciała jak na przykład organów limfatycznych. — Zakończyła wreszcie, dając im obu krótką przerwę na przyswojenie informacji, po czym zebrała się, by odprowadzić gościa do wyjścia. — Nie wahaj się wysłać sowę, jak tylko coś będzie się działo, jestem dostępna. — To mówiąc posłała Frances pożegnalny uśmiech, w myślach zastanawiając się nad dodatkową literaturą, którą mogłaby wspomóc swoje obecne wnioski, a przy tym dogłębniej zanalizować poznany problem.
| zt.x2


quiet. composed. grateful. disciplined
do not underestimate my heart, it is a fortress, a stronghold that cannot be brought down, it has fought battles worth fighting, and saved loved ones worth defending, the day you think it a weakness, is the day
you will burn
Ronja Fancourt
Zawód : magipsychiatra, uzdrowiciel
Wiek : 30/31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
battles may be fought
from the outside in
but wars are won
from the inside out
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 25
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
玉兰花
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9639-ronja-fancourt https://www.morsmordre.net/t9640-demimoz https://www.morsmordre.net/t9644-zapraszam-na-kozetke#293088 https://www.morsmordre.net/f360-hornchurch-haynes-road-39 https://www.morsmordre.net/t9641-skrytka-bankowa-nr-2194#293080 https://www.morsmordre.net/t9643-ronja-fancourt#293083
Pokój dzienny
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach