Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Evelyn Despenser
AutorWiadomość
Evelyn Despenser [odnośnik]24.04.21 0:48


Evelyn Despenser

Karty Tarota
0



[bylobrzydkobedzieladnie]




It's in your nature to survive


Ostatnio zmieniony przez Evelyn Despenser dnia 19.01.22 20:59, w całości zmieniany 3 razy
Evelyn Despenser
Zawód : hodowca aetonanów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Gdy niebo mi oporne, piekło wzruszę do dna.
OPCM : 13
UROKI : 8
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Wilkołak
Evelyn Despenser  Ee1d988fa9eb05c30d519762d91857f8
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9065-evelyn-despender https://www.morsmordre.net/t9070-wloczykij#273545 https://www.morsmordre.net/t9069-evelyn-po-prostu-eve#273540 https://www.morsmordre.net/f168-szkocja-balmaha-farma-despenser https://www.morsmordre.net/t9075-skrytka-bankowa-2130 https://www.morsmordre.net/t9076-evelyn-despender#273691
Re: Evelyn Despenser [odnośnik]24.04.21 0:49
Głupiec
Szkocja14.04.1950 r.

Niewielki, rodzinny cmentarz na ziemiach Despenserów od zawsze wydawał się być miejscem pełnym ciszy, powagi i żalu, wywołującym chłodny dystans w duszy Evelyn. Tego dnia jednak zmieniło się wszystko, bowiem stała teraz tu, sama, pomiędzy dwoma pustymi grobami, nie mogąc oderwać wzroku od przerażającej ją pustki, dwóch dołów bez ciał pod dwiema tablicami. Nora i Philip Despenser. Nie mogła oderwać wzroku od imion rodziców, jakby próbowała ich ściągnąć do siebie, zaprzeczyć rzeczywistości, której tak bardzo nie pojmowała.
- Evelyn, oni nie wrócą – usłyszała męski głos zza pleców, zdecydowanie za blisko jej lewego ucha, ale teraz, gdy wszyscy próbowali uświadomić jej tę prawdę, ona nie chciała w nią uwierzyć, nie chciała marnować słów i tłumaczyć, że może wcale nie umarli, że to mogą być jedynie plotki, głupstwa bez pokrycia. Tak, widziała krew, ślady walki, ale… Ale może to wszystko było jedną wielką pomyłką? Nie chciała pocieszenia, słów otuchy, prawdy, towarzystwa, chciała jedynie samotności, odosobnienia, możliwości zebrania własnych myśli. Problem z młodą Despenser był jednak taki, że odczuwała złość, tak dużo złości i rozgoryczenia, że zaczęła się w tym zatracać, gubić w rzeczywistości, przestawała być sobą, a likantropia niczego nie ułatwiała.
- Odejdź, proszę – dwa wyszeptane, choć grzmiące słowa wydobyły się spomiędzy jej zaschniętych ust z załamaniem tonu, sugerującym bliskość łez. Płakałaby, gdyby tylko miała taką możliwość, ale ostatnie tygodnie okupowała łzami, zamknięta w czterech zimnych ścianach swojego więzienia i pozbyła się wszystkich zasobów. Jej skóra była jeszcze bledsza niż przed miesiącem, policzki miała zapadnięte, a kości policzkowe wybrzuszyły się, nadając jej rysom jeszcze ostrzejszy kształt, jakby miały zaraz przebić jej skórę. Dla niej dzisiejszy dzień był czymś więcej niż jedynie pożegnaniem rodziców. Był zakończeniem rozdziału. Dniem palenia mostów. Zaraz poczuła dotknięcie dłoni, otarcie ciałem o ciało, pozornie niewinny gest mający dodać otuchy. Tylko tyle i aż tyle wystarczyło, by wydobyć z zakamarków jej duszy gwałtowny impuls, pewną bezmyślność w działaniu, przez którą w jednej chwili jedynie stała, porażona gestem, a w drugiej odwróciła się gwałtownie, łapiąc przedramię przybysza mocno, wpijając paznokcie wprost w odsłoniętą skórę. Jej stalowoniebieskie tęczówki ze złością, palącym gniewem wbiły się wprost w oczy mężczyzny. Stała twardo na nogach, prezentując całą pozostałą siłę w jej osłabionym ciele. – Nigdy więcej nie waż się mnie dotykać – warknęła, odpychając jego rękę na której pozostawiła po sobie ślady paznokci, linie świadczące o sile jej uchwytu. Widziała przebłysk zaskoczenia przebijający się przez maskę, którą sama zwykła zakładać. Maskę kłamstw i obłudy, obojętności, która była im tak potrzebna do zachowania pozorów. Szachowała go, naruszała jego granicę zrozumienia, odkryła karty i prowokowała, specjalnie i usilnie. Chciała wydobyć z niego emocje, by pojął zamiary, doszedł do ich konieczności. – To jest już skończone – łudziła nadzieję, że zrozumie. Widzieli się pierwszy raz od miesiąca, wcześniej nawet nie próbowała się z nim kontaktować, nie szukała w jego ramionach pocieszenia, nie chciała widzieć jego twarzy, słyszeć tonu jego głosu, oszukiwać się, że jej pomoże, ukoi jej ból i przyniesie zapomnienie. Przecież był taki jak ona, obarczony tą samą klątwą, wspierał ją w przetarciu ścieżek, rozumiał ją, ale to przestało być wystarczające. Widział ją jako kogoś, kogo da się naprawić, łudził się, że wybawi ją od zguby, ale na to było już zdecydowanie za późno. Straciła zbyt wiele i choć był dobry, tak bezgranicznie oddany, to wiedziała, że stanowił dla niej zagrożenie, czynił ją słabą. Mieli jednak jedną wspólną cechę – żadne z nich nie poddawało się łatwo.
- Wiem, co robisz. Odrzucasz od siebie wszystkich, bo obwiniasz samą siebie o całe to zło. Znam cię i nie pozwolę ci się zniszczyć. – Nie zbliżył się, choć uniósł dłonie w pokojowym geście, pozwalając płynąć słowom, mamiąc ją spokojnym tonem głosu, niemą obietnicą bezpieczeństwa, wsparcia w każdej możliwej chwili.
- Nie możesz się… - urwała, próbując przetrawić własne myśli, dobrać odpowiednie słowa, próbując nie skrzywdzić ostatniej osoby na której jej zależało, ale siła przywiązania przestała być wystarczająca. Wzięła głęboki oddech, jakby to miało jej pomóc w wygłoszeniu słów, które kładły na nią cień, które miały ją boleć jeszcze długo po ich wypowiedzeniu. – Musisz iść dalej, Ezra. Sam. – uśmiechnęła się smutno, omiatając spojrzeniem ziemie, które należały do niej. Słowa, które wypowiedziała były miększe, chciała zostać dobrze zrozumiana, wyjść naprzeciw jego wewnętrznym rozterkom, a wiedziała, że z tą kwestią walczył najmocniej. Widziała zmianę na twarzy mężczyzny, doskonale poznawała znaczenie zmarszczenia brwi. Zaczynał rozważać jej słowa, rozumieć jej przekaz i przypominać sobie, o co prosiła go, gdy się poznawali, złożył jej przysięgę, najsilniejszą z możliwych i już wiedział, że Evelyn ma zamiar dziś wyciągnąć tę kartę z rękawa.
- Chcesz żebym zabrał ci nasze wspomnienie – wraz ze zrozumieniem przyszło oburzenie wyczuwalne w głosie, które przeniosło się w ułamek sekundy na mimikę, ściągając maskę obojętności, ukazując czyste emocje, furię, jak na dłoni. Bolało, każde słowo było uderzeniem złości, nie na nią, a na świat, na życie, na brak sprawiedliwości. Lustrował jej oczy, tak zimne, a jednocześnie bezgranicznie pewne, świadome własnej decyzji. Spojrzenie w którym tyle razy odnajdował zrozumienie wobec własnych czynów. Na wszystko zawsze znajdowała wytłumaczenie, nie pocieszała nigdy, ale potrafiła odnaleźć odpowiednie słowa, które stawiały na nogi, przygotowywały na dalsze działania, pozwalały na znalezienie w sobie sił do dźwignięcia się z kolan po porażce. Dla niego wszystko dało się jeszcze poukładać, skleić na nowo, ale w jej oczach widział, że ona już postanowiła, a Despenserowie zdania nie zmieniali, choćby było to dla nich zgubne.
- Nie – to było cięższe, zdecydowanie bardziej bolesne niż sądziła. – Nie chcę, żebyś ty to pamiętał, żebyś tu wracał i próbował się mną opiekować. Jestem ci ogromnie wdzięczna za pomoc, za te wszystkie noce, podczas których stałeś na straży przy moim łóżku, broniąc mnie przed niewidzialnymi demonami, gdy ja nie mogłam nawet wstać. Za dni, gdy wyczekiwałeś pod domem, zmuszając mnie do wyjścia do ludzi. Za każdą pełnię do której idealnie mnie przygotowywałeś. Za to, że wmówiłeś mojej matce, że kiedyś się ze mną ożenisz, by zahamować jej zapędy swatania mnie z każdym napotkanym mężczyzną – zatrzymała się, by szczerze się roześmiać, przypominając sobie każdy szczegół tej kuriozalnej sytuacji. Zszokowaną minę matki, która usilnie próbowała doprowadzić później do zaręczyn, wymagając pośpiechu, który Ezra za każdym razem kulturalnie, acz stanowczo zbywał małostkowymi wymówkami. Spojrzenia najbardziej plotkujących sąsiadów i możliwość ucierania im nosa, gdy myśleli, że oświadczyny będą lada dzień. Świadomość, że tylko ich dwójka wiedziała, że to nigdy się nie zdarzy. – I za to, że finalnie tego nie zrobiłeś. Dziękuję ci za naszą przyjaźń – to ostatnie było zdecydowanie kwestią zaufania, pewnością przyjaźni, która nigdy nie miała przerodzić się w coś większego. Wpatrywała się w zielone tęczówki mężczyzny, szukając w nich odpowiedzi na niezadane pytanie, ale odpowiedź, niestety, pojawiała się w nich jak na tacy. Zostałby, gdyby nie trwała przy swoim. Kochał ją, inną miłością niż ona darzyła jego, taką prawdziwą, której nie mogła mu ofiarować, bo nie był tym człowiekiem, którego wybrała. Nie był jej, tak jak ona nie była jego.
- Zrób to – zawyrokował twardo, bez uczuć, bez sprzeciwu. Tonem, który wbijał szpilki prosto w jej umysł i serce. Straciła go w tym momencie bezpowrotnie, zraniła go do cna i naprawiłaby to jedynie wtedy, gdyby pozwoliła mu zostać, ale… Nie mogła i oboje doskonale o tym wiedzieli. – Rób co musisz, Evelyn, zawsze wiedziałaś, co masz zrobić – jego spojrzenie paliło żywym ogniem, wściekłość przesycała się w słowach, w mimice, w zamaszystym wyrzuceniu dłoni. Pogarda w głosie jednak mówiła wszystko, że to nie skończy się dobrze, a on postarał się, by i w jej wspomnieniach pozostało to koszmarem. To skończone…
- Ezra, ja… Przepraszam – ostatnie słowa, wypowiedziane szeptem, obarczające, nienawistne wobec samej siebie, zawyrokowane pojedynczymi łzami spływającymi po policzkach. Będzie to pamiętać, ostatnie spotkanie z przyjacielem, którego skrzywdziła, skazała na wywiązanie się z obietnicy, którą złożył wierząc, że nigdy nie przyjdzie dzień w którym będzie musiał ją spełnić, poddać się jakże surowemu wyrokowi. Jedno z nich pozostanie z tym ciężarem, z wiedzą, z pamięcią sięgającą dzisiejszego dnia, jednak Evelyn wiedziała, że zmiany wymagają poświęceń, że zajdą jeszcze w niej zmiany, które wyjdą jej na dobre, że jej hodowla się ustabilizuje, wyjdzie na prostą, że sąsiedzi przestaną ją napastować, daleka rodzina przestanie wypytywać i przede wszystkim – że kiedyś wybaczy sobie śmierć rodziców i klątwę likantropi, która przyszła tak niespodziewanie z rąk jednej z najbliższej osoby, że kiedyś stawi czoła bratu i da sobie radę, że będzie silniejsza, wytrwalsza, stanowcza, dorosła. Kiedyś, nie dziś.
Obliviate.
Paskudne zaklęcie, które poniekąd ich uratowało. Evelyn dostawała latami informacje od znajomych o działaniach i podejmowanych wyzwaniach przez mężczyznę, któremu odebrała siebie. Na wieść o jego ślubie płakała, wylewając łzy smutku i jednoczesnej radości. Gdy dowiedziała się o jego pierwszym dziecku, córce, której nadał imię Evelyn… Zabrakło jej tchu, wieść była tak niespodziewana, że Despenser nie mogła sobie z nią poradzić. Ktoś inny dał mu to, czego ona nigdy nie byłaby w stanie dać. Czego nie mogłaby mu dać. Cieszyła się jego szczęściem i choć chciała mu pogratulować, napisać list, to… Wiedziała, że jest to niemożliwe. Pozostawało jej cieszenie się wieściami z drugiej ręki i oczekiwanie, że będzie żył spokojniej, stabilniej, pewniej, będąc pewnym, że jest ktoś, dla kogo warto to robić, żyć i cieszyć się, tak po prostu, tak zwyczajnie.
Życie toczyło się dalej, jednak decyzja, którą podjęła Evelyn miała dalekosiężne skutki, zmieniała ją, czyniła bardziej zamkniętą, odosobnioną, nieufną. Skrzywdziła drugą osobę, skrzywdziła siebie i choć było to w dobrej wierze, nie zapominała skąd się ów decyzja wzięła. Nigdy nie zapomni, że zrobiła coś wbrew drugiej osobie, że ta decyzja ją odmieniła, przyczyniła się do jej rozwoju w późniejszych latach, do możliwości podejmowania trudnych decyzji. Nauczyła się na nowo żyć, stopniowo godzić się z własnymi czynami i uznawać je za słuszne. Do dziś uważa, że decyzja przez nią podjęta, choć bolesna, była słuszna.




It's in your nature to survive
Evelyn Despenser
Zawód : hodowca aetonanów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Gdy niebo mi oporne, piekło wzruszę do dna.
OPCM : 13
UROKI : 8
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Wilkołak
Evelyn Despenser  Ee1d988fa9eb05c30d519762d91857f8
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9065-evelyn-despender https://www.morsmordre.net/t9070-wloczykij#273545 https://www.morsmordre.net/t9069-evelyn-po-prostu-eve#273540 https://www.morsmordre.net/f168-szkocja-balmaha-farma-despenser https://www.morsmordre.net/t9075-skrytka-bankowa-2130 https://www.morsmordre.net/t9076-evelyn-despender#273691
Evelyn Despenser
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach