Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Baśnie tysiąca i jednego deszczu
AutorWiadomość
Baśnie tysiąca i jednego deszczu [odnośnik]27.04.21 20:36


Aurora & Artur


Krople uderzające o szybę wybijały miarowy rytm, jakby dla podkreślenia oczekiwania na pewną osobę. Gdzieś w oddali, za ścianą deszczu, chmury rozświetlały przemykające po niebie błyskawice, którym towarzyszyły złowróżbne grzmoty. Zupełnie jakby gromoptak postanowił przypomnieć ludziom jak dzika siła może kryć się w naturze, nieokiełznana przez nawet najpotężniejszych czarodziejów. Trzynastoletni Artur zamarł na moment, wyobrażając sobie jasny kształt ptaka gromu na tle ciemnych chmur, widoczny tylko przez ułamek sekundy nim zasłoni go blask piorunów. Po stworzeniu nie było już śladu, bowiem wraz z wichrem ruszyło dalej, jego naturę stanowiła nieskrępowana wolność. Łopot potężnych skrzydeł zdawał się podmuchem, a mile jedynie nikłą przeszkodą. Ptak był już daleko, jednak zostawił za sobą cząstkę swej burzowej mocy. Tak, zdecydowanie deszcz zyskiwał dzięki dziecięcej wyobraźni.
Artur poprawił się wygodniej na szerokim parapecie, przesuwając po raz setny przyniesiony z dormitorium koc, bo nadal jakimś cudem nie był wystarczająco równo ułożony. Tym sposobem oczywiście przesunął talerzyk z ciastkami przemyconym z Wielkiej Sali, więc należało też je jakoś sensownie ułożyć, musiały się w końcu zachęcająco prezentować i stanowić dopełnienie komfortowej atmosfery. Kusiło Gryfona, żeby w oczekiwaniu sięgnąć po jedno, ale postanowił zaczekać z tym na Aurorę. Wszystko miało być idealnie, w końcu nie można zmarnować tak dobrej pogody. Pogody, która nie nadawała się do wałęsania po błoniach, wycieczek do Hogsmeade, grania w pożalsięmerliniequidditcha na boisku lub gargułki na dziedzińcu. Zapewne jedni chowali się pod kołdrami, chcąc przeczekać grzmoty. Jeszcze inni parszywą pogodę wykorzystywali jako pretekst do nadrabiania materiału i pilnej nauki. Najgorsi zaś patrzyli tempo w błoto, oddając się pradawnej sztuce narzekania.
Jednak nie Artur. Dziś miał być wyjątkowy dzień, którego nie zakłóci deszcz, ba, może nawet pomóc. Od wieków w takie dni ludzie zbierali się blisko siebie, siadając przy palenisku. Szum był dla nich muzyką, rytmem prowadzącym zupełnie gdzie indziej, ponad ziemię, burzowe chmury, ponad doczesne troski. Gdzieś dalej, hen daleko, gdzie wieje inny wiatr. Dawno, dawno temu, w czasach które tak tak naprawdę istniały tylko w spragnionych cudowności sercach. Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, tam gdzie rodziły się marzenia.
Dziś miał być dzień baśni.
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : 28
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
Baśnie tysiąca i jednego deszczu Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495
Re: Baśnie tysiąca i jednego deszczu [odnośnik]28.04.21 22:09
Baśnie tysiąca i jednego deszczu Ee575fc9c16f025e302fc26fde4442d4



Drugi, czwarty, szósty…
Aurora przeskakiwała kolejne schodki, pokonując je w dół, umykając przed chłodem, który owiał ją, gdy wysunęła z ciepłego łóżka. Koleżanki w dormitorium porównywały właśnie najnowszy numer magazynu czarownica, gdzie właśnie ogłoszono plebiscyt z kandydatami, do najpiękniejszego uśmiechu, ale młodziutkiej Rorce nie w głowie byli podstarzali czarodzieje, którzy wybielali sobie zęby zaklęciem z dodatkiem kwasku cytrynowego.
W zamku zawsze tak specyficznie pachniało, a dziewczynka, ilekroć pokonywała szkolne korytarze, próbowała wyłapać każdą osobną nutę w tej specyficznej woni. Była tam z pewnością wilgoć starych murów, której nie dało się pozbyć pomimo elementu, który stanowił kolejny z elementów wonnej układanki, a mianowicie ciężkich polan, które strzelały w kominkach, uwalniając charakterystyczną woń mokrego drewna.
Wosk świec to kolejny punkt… Dołożyła go całkiem niedawno, bo w zasadzie nie zwracała dotąd uwagi na płynne światło, biorąc je za coś oczywistego. Jesiennym zapachom towarzyszyły też mokre szaty wejściowe uczniów, a także coś, co sprawiało, że czuła się jak w domu… Dynie. W okolicy święta duchów cały zamek pachniał, tak jak zawsze pachniało na ogrodzie Sproutów. Miała ostatnio nadzieję, że mama przyśle jej nieco domowych wypieków i rzeczywiście. Dzisiejszego poranka sowa postawiła przed nią pakunek, który Aurora skrzętnie schowała. Nie, żeby nie lubiła dzielić się z innymi, ale miała w swoim życiu ludzi, których chciała obdarować w pierwszej kolejności. Z jedną z tych osób miała się dzisiaj wieczorem spotkać.
Dwa grube, złote warkocze podskakiwały w rytm jej kroków, gdy zmierzała do umówionego parapetu. Już z daleka słyszała deszcz, który z dala od okna był jedynie miarowym szumem, poruszającym całym jeziorem u stóp zamku, szarpiącym liśćmi w zakazanym lesie.
Jednak, gdy siadało się przy oknie, tak jak oni mieli w zwyczaju, dało się słyszeć pojedyncze uderzenia kropel o nadtłuczoną szybę. Pasowało idealnie…
Jeszcze kilka stopni i kilkanaście kroków…
Przytulała mocno do siebie szklaną butelkę z mlekiem, a drugiej ręce niosła za jutowy sznurek domowe ciasto pani Sprout. To Artur był jej towarzyszem dzisiejszego wieczoru… Czekała ich podróż w baśnie, tak daleko, jak tylko poniesie ich wyobraźnia…
Artur mówił tak pięknie, a jej młodziutkie serce rwało się do tych wszystkich historii i legend. Widziała siebie i jego jak pokonują złych magów, dosiadają najpiękniejszych jednorożców, głaszczą największe smoki.
Pięćset osiemdziesiąt cztery
Tyle kroków, wliczając w to stopnie, zajęło jej, by znaleźć się przed Arturem, który opatulony szczelnie kocem, wyglądał jak złotowłosy król w swojej pelerynie.
- Arturze wybacz spóźnienie. Gruba dama przysnęła i nie słyszała, jak prosiłam, żeby mnie wpuściła, kiedy zapomniałam mleka. - Powiedziała i jakby na znak, że teraz wszystko ma, uniosła szklaną butelkę. - Mama wysłała mi też ciasto! Będziesz chciał spróbować? - Spytała, gramoląc się na parapet blisko niego.
W dziecięcych umysłach nie było podziałów. Artur dla Aurory był najlepszym kolegą, a nie Lordem. Nie sądziła, że kiedyś to, kim byli jej przodkowie, sprawi, że nie będą mogli mieć takich wieczór w przyszłości.
- Co mi dziś opowiesz…? - Spytała z wyraźnym przejęciem w głosie.


Suddenly,
I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Aurora Sprout
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Baśnie tysiąca i jednego deszczu D836eb438dea1946dc5bb9dd21fef622
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout#328488
Re: Baśnie tysiąca i jednego deszczu [odnośnik]13.05.21 20:31
Kap, kap, kap...
Jak tykanie wielkiego zegara wybijało rytm czasów. Od wieków, nim człowiek był oraz zapewne na długo po nim. Artur czuł zapach deszczu nawet tutaj, co tylko przypomniało mu pierwszą noc tutaj. Spokojna tafla jeziora, łódki sunące wśród mroku... wtem delikatny powiew przesunął chmury, a światło księżyca odsłoniło Hogwart, obietnicę niezwykłości.
Miał wrażenie, że teraz też chmury się nieco poruszyły, ofiarowując tym samym odrobinę blasku. Cienie osłabły, między mury wkradło się nieco koloru... moment, nie, nadal burza przesłaniała słońce.
Tak naprawdę zamiast słońca zjawiła się Aurora.
- Nie ma sprawy, czasem wydaje mi się, że Gruba Dama najchętniej zostałaby takim zwykłym obrazem, nieruchomym - zauważył, uśmiechając się widok Aurory. Zaraz jednak jego spojrzenie ześlizgnęło się na butelkę mleka. - Z wielką ochotą bym spróbował... - Longbottom niezbyt umiejętnie starał się ukrywać ekscytacje na wieść o cieście. Zaraz jednak dał sobie z tym spokój, jeszcze przyjdzie czas na etykietę, na razie był dzieckiem. - Spróbuję zgadnąć jakie... - zaczął, podsuwając przy okazji Aurorze ciastka. - Niech pomyślę... - grał na czas, nie mając tak naprawdę żadnych przesłanek. Przyjrzał się uważnie dziewczynce, zastanawiając z czym mu się może kojarzyć. - Czy to... szarlotka z jabłek tak słodkich, że tylko w Avalonie można takie znaleźć? - zagadnął. Na szczęście Aurora nie czytała w myślach, dopiero by było!
Słodkie to były czasy, kiedy jeszcze mury istniejące w czarodziejskim świecie nie więziły w zamknięciu. Krew nie grała aż takiej roli, no chyba że dla tych najbardziej złośliwych uczniów, uparcie naśladujących to co najgorsze w ich rodzinnych domach. Za wiele lat Artur będzie wspominał z tęsknotą te czasy, chętnie do nich wracając pamięcią. Do prostszego życia, nim świat zatracił się w szaleństwie.
- Co opowiedzieć... - zaczął nieco zmieszany. Nie wybrał baśni na początek, jak mógł dopuścić do takiej wtopy! Wszystko miało być idealnie, ale poległ na początku. W końcu pierwszy krok jest w podróży najważniejszy, a chłopiec zaraz się potknie.
Zaraz jednak przypomniała mu się pewna stara baśń czarodziejów, chyba jedyna jaką mu opowiedziała matka.
- Dawno, dawno temu w odległej krainie... - zaczął, przypominając sobie jedno z niewielu ciepłych wspomnień z panią Longbottom. - Żył sobie chłopiec, któremu przeznaczone było zostać wielkim czarodziejem. Największym w historii, takim co mógł położyć kres czarnej magii, przywrócić równowagę w rozchwianym świecie. Wychowywała go samotnie matka, żyli w biedzie, jednak byli szczęśliwi... - snuł początek opowieści, zerkając ciekawsko czy Aurora go słucha. - Chłopiec jednak marzył, marzył o lepszym losie. Co noc spoglądał w gwiazdy, śląc do nich życzenie. Pewnego dnia się ono spełniło, jednak jak to bywa z życzeniami, nie spełniło się tak jakby chciał tego chłopiec...
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : 28
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
Baśnie tysiąca i jednego deszczu Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495
Re: Baśnie tysiąca i jednego deszczu [odnośnik]17.05.21 22:50
Może i deszcz był swoistym zegarem świata odmierzającym kolejny upływający jesienny miesiąc? A każda kropla była wskazówką przesuwającą czas na przód. Aurorze ten wieczór również przywodził na myśl jeden z pierwszy wieczorów w zamku, gdy siedziała z początku sama, gdzieś na skraju gryfońskiej ławki. Była sobą, więc nie do końca pasowała w schemat domu. Nie, żeby inni uczniowie odnosili się do niej wrogo. Zwyczajnie nie miała nawet czasu się jeszcze zapoznać… A jednak on zwrócił jej uwagę już w pierwszym tygodniu. Może dlatego, że w jakimś stopniu przypominał jej Castora, jej młodszego brata. Chodziło jednak jedynie o wygląd. Artur okazał się chłopcem zupełnie innym niż jej brat, ale w żadnym stopniu nie sprawiło to, że przestała go lubić.
Mając swoich kuzynów gdzieś daleko, nie mogła wymarzyć sobie lepszego towarzystwa. Miał mądrość w słowach, marzenia w spojrzeniu…
Cieszyła się, że nie był na nią zły. Nie chciałaby, żeby się na nią gniewał. Ale gdyby rzeczywiście był zły, to już by sobie poszedł prawda?
Przytaknęła więc na stwierdzenie o Grubej Damie. Chociaż z drugiej strony od dawna ją fascynowała jedna rzecz, ale zamiast pytać, postanowiła, że później stworzy z niej bajkę dla Artura. Ich wieczory były bowiem bajeczne w dosłownym znaczeniu tego słowa.
Sięgnęła po wysunięte w jej stronę ciastko, zupełnie niepomna tego, że on próbował zachować, chociaż pozory dobrego wychowania. Ona nic sobie z tego nie robiła. Dzieliła się, czym miała i brała grzecznie, gdy jej oferowano. Przygryzła ciacho, a kilka okruszków spadło jej na piżamkę, kiedy potrząsnęła głową.
- Nie… Mogę ci powiedzieć albo możesz spróbować ugryźć i dopiero zgadnąć. - Powiedziała, kończąc ciasteczko. - Są pyszne! - Aurora zawsze lubiła łakocie i nie żałowała w ich kwestii komplementów, nawet jeśli nie były one dziełem dłoni Artura.
Nie wiedziała jednak, skąd takie skojarzenia mógł mieć… Gdyby wiedziała, że chodzi jednak o skojarzenia, to z pewnością chciałaby je poznać. Czemu kojarzyła mu się z rumianymi jabłkami Avalonu? Nie miała pojęcia.
Aurora była w fazie odkrywania, że chłopcy nie są zupełnie tacy źli i chociaż samo pojęcie pociągu fizycznego było jej obce, to jednak nie mogła wyzbyć się wrażenia, że jeśli miałaby mieć kiedyś męża, to byłby on podobny do Artura lub był samym Arturem. Oczywiście była to miłość w jej główce zupełnie niewinna i przypominająca te wszystkie z opowieści i baśni. Była młoda i miała prawo nie wiedzieć o wszystkich trudach dorastania, podziałów, zakazów i nakazów. Teraz mogła wierzyć, że miłość jest najważniejsza. A kto wie… Może tego przekonania nigdy nie będzie w stanie się wyzbyć.
Jednak zaczął się czas opowieści… Krainy gdzie wszystko było możliwe…
Podciągnęła jedną ze swoich nóg tak, by móc na kolanie oprzeć podbródek i wpatrywała się w niego niewinnym spojrzeniem błękitnych oczu. Widać było, że dla niej było idealnie…
Czy go słuchała? Oczywiście, że tak!
Ach! Świat bez czarnej magii…
Głos chłopca był przyjemnie ciepły. Nic dziwnego, że tiara wybrała go do domu Gryffindora… Sam był jak kompozycja przyjemnych odczuć — bijącego od kominka żaru, w deszczowy dzień. Był porywającą książką, która pomagała zapomnieć o wszelkich troskach. Dłonią odszukała też talerzyk z ciasteczkami, żeby móc na wzór myszki chrupać kawałeczki łakoci, nie przerywając mu nawet westchnięciem...


Suddenly,
I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Aurora Sprout
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Baśnie tysiąca i jednego deszczu D836eb438dea1946dc5bb9dd21fef622
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout#328488
Re: Baśnie tysiąca i jednego deszczu [odnośnik]22.06.21 21:37
Większość uczniów pierwszego dnia w Hogwarcie czuło się zagubionych, czy można się jednak temu dziwić? Mimo starań ukrycia prawdy, opowieści powtarzanych przez rodziców lub starsze rodzeństwo, nic nie było w stanie przygotować na pierwszy wieczór w zamku. To było niemożliwe!
Między murami zaklęto magię, ale nie chodziło o taką dosłowną. Tak, od wieków było to miejsce wielu zaklęć, które oplotły szkołę jak bluszcz, chroniąc ją oraz ukrywając tajemnice. Tymi ostatnimi przesiąkł tak naprawdę Hogwart, podsycanymi przez pokolenia młodych czarodziejów, chcąc znajdować odpowiedzi na pytania. Tu mógł być dom każdego z nich, dając możliwość odkrycia samego siebie, własnej drogi w pokręconym świecie zewnętrznym. Hogwart sprzyjał poznaniu, ale nie tylko wiedzy magicznej. Pozwalał spojrzeć w głąb siebie, co zaczynało się od samej Tiary Przydziału. Kto wie, a co jeśli taki był pierwotny cel Założycieli? Pomóc dzieciom wykonać pierwszy krok w odkryciu kim się jest, a następnie zachęcić do kolejnych. Tak, aby człowiek mógł pobiec ku przyszłości, w zgodzie z tym kim był... a wtedy nie ma rzeczy niemożliwych...
Cóż, dzisiejsza nauka była ubrana w szaty baśni, pozwalając dwójce uczniów poznać siebie nawzajem. Spojrzeć w głąb, ponad wszystkie te niepotrzebne ograniczenia i uprzedzenia. Artur, zerkając na Aurorę, musiał stwierdzić, że dziewczyny mimo wszystko nie są takie złe...
Nie był przyzwyczajony do takich zabaw z jedzeniem, w ostatecznym rozrachunku w jego rodzinnym domu królowała etykieta i powściągliwość. Postanowił jednak spróbować podjąć "grę", choć nie czuł się szczególnie pewny w takiej sytuacji. Z drugiej jednak strony, gdzie lepiej nowych rzeczy doświadczać jak nie w Hogwarcie?
- Spróbuję - stwierdził, sięgając po kawałek. - Na brodę Merlina... - wyszeptał przy pierwszym kęsie, zaskoczony uderzeniem pyszności. - Jakie to dobre... - dodał, nie odnajdując w umyśle grzeczniejszych słów, zbyt był zaabsorbowany ciastem, zapominając przy okazji o zgadywaniu. - Dziękuję za poczęstunek... - dodał pośpiesznie, świadom że ten specjał raczej nie pochodził z zamkowej kuchni i Aurora właśnie dzieliła się swoimi skarbami.
Na szczęście z samym opowiadaniem baśni radził sobie zgrabniej, choć w międzyczasie zdarzyło mu się zerknąć na ciast, zupełnie jakby wzywało go cichym szeptem. Nie miał zamiaru jednak ulec, w złym guście było obżarstwo, zwłaszcza łakociami, jak mawiał jego ojciec.
- Pewnego dnia do odległej krainy przybyło dwóch czarodziejów, mistrz oraz uczeń kończący już nauki, którzy... eskortowali księżniczkę uciekającą z pogrążonego w wojnie królestwa... - Artur zawahał się na moment, ale większość baśni zakładała jakieś księżniczki, więc tu też mogła być. - Jak myślisz, jak mogła mieć na imię? - wprowadził element interaktywny do opowieści.
Zaczekał taktownie chwilę, żeby Aurora na spokojnie wybrała imię. W tym czasie zrobił sobie przerwę na ciastko.
- Księżniczka była piękna jak śnieg, jak gwiazdy migoczące na nocnym niebie, jak kwiat na pustyni. Gdy chłopiec po raz pierwszy ją ujrzał, to nie mógł uwierzyć, że taka dziewczyna może stąpać po ziemi, będąc człowiekiem jak wszyscy inni - starał się należycie opisać księżniczkę. - Chłopiec nie wiedział, że to był pierwszy krok do jego zguby - szepnął bardzo cicho. - Mistrz od razu dostrzegł u chłopca talent, a po rozmowie z nim był już pewien... dziecko mogło być największym czarodziejem w historii. Postanowił zabrać go ze sobą, do szkoły magii i czarodziejstwa, podobnej do Hogwartu. Poszedł więc do miejscowego władcy, chcąc zabrać ze sobą chłopca oraz jego matkę. Ten jednak był niewzruszony, zgodził się jednak zagrać w kości o los swoich poddanych. Gdy kość miała już wskazać, że matka może zostać zabrana, jednak chłopiec musiałby zostać, czarodziej niezauważalnie machnął różdżką. Słaby powiew trącił kością, zmieniając wynik. Chłopiec mógł ruszyć, matka jednak miała zostać tu na zawsze. Nie smuciła się jednak, wiedząc że jej syn jako czarodziej mógł mieć lepszą przyszłość, spełniłby swoje marzenia. Mistrz zaś uważał, że chłopiec musiał nauczyć się żyć ponad przywiązaniem, bowiem stanowiło ono pokusę, zwłaszcza dla najpotężniejszych czarodziejów... dlatego też zabrał chłopca w podróż, nie oglądając się za siebie... - snuł swoją opowieść, w duchu jednak obawiając się, że może przynudzać.
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : 28
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
Baśnie tysiąca i jednego deszczu Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495
Re: Baśnie tysiąca i jednego deszczu [odnośnik]10.08.21 0:37
Przyjaźń była tym ciepłym płaszczem, którym mogła otulić się w chwilach smutku. Nie przenikał przez niego żadne złe słowo i jak długo czuła jego działanie, czuła się zwyczajnie bezpieczna. Pozwoliła sobie nawet nieśmiało marzyć o tym, że przyjaźń jej i Artura przetrwa długie lata, a ona sama będzie mogła słuchać jego opowieści przez resztę swych dni. Za młoda była, aby myślami sięgać po coś takiego jak romantyczne skojarzenia. Zdecydowanie bardziej w jej myślach pozostawali równie niewinni, jak wcześniej, równie przyjacielscy. Może w tej fantazji byli nawet małżeństwem, ale przecież małe dzieci nie rozumieją pojęcia intymności w taki sam sposób. Dla Aurory Artur był otulającym słowem i po prostu chciała, żeby było tak zawsze.
Jego przyjemny dla ucha głos cudownie komponował się z uderzającymi kroplami, które zaraz po zderzeniu z szybą, spływały już zupełnie bezszelestnie w dół.
Czy widziała siebie jako księżniczkę w tej opowieści?
Umysł Aurory podatny był bowiem na każdą docierającą doń opowieść. Empatia wyzierała z niej do tego stopnia, że gdy komuś przytrafiało się coś złego, ona również czuła zakłopotanie. A gdy zaś komuś działa się krzywda, momentalnie stawiała się w sytuacji tej osoby, niejednokrotnie popłakując wtedy razem z nią.
Czemu więc nie miałaby wyobrazić sobie, że występuje w historii Artura?
Czy jednak próżnym byłoby umieszczenie się w tej historii? Spytał ją o imię, a jej zabrakło śmiałości, aby to właśnie swoje własne podać jako imię dla bohaterki.
Potrzebowała więc chwili na wymyślenie tego, o które prosił.
- Różczyka. Niech ma na imię Różyczka. - Być może, gdyby któreś z nich znało mugolskie bajki o Śpiącej Królewnie, dostrzegłoby przypadek, że nosząca imię księżniczki Aurora, nazwała bohaterkę historii jej drugim imieniem Briarrose. Jej dobre wróżki chrzestne tak właśnie nazywały ją, gdy mieszkała w lesie.
Aurora podciągnęła nogę na parapet, oplotła dłońmi, a podbródek wsparła o kolano. Wpatrzona w niebieskie oczy Artura słuchała uważnie historii, która najwyraźniej miała być stworzona wspólnie.
I wtedy dotarło do niej, że ona nie mogła być Różyczką. Zerknęła przelotnie w swoje odbicie w szybie — nie była piękna. Miała piegi, włosy w kolorze słomy, a usta zawsze wydawały się nieco wydęte. Inne dziewczęta o wiele bardziej nadawały się w jej głowie na księżniczkę. Za to chłopiec miał twarz Artura. Ta myśl pojawiła się, gdy wspomniał o wielkim talencie. To się idealnie zgadzało.
Na wieść o tym, że czarodziej użył magii, by zmienić wynik, gwałtownie zmarszczyła brwi.
- Ach jak to?! Przecież to oszustwo! - Oburzyła się Aurora zupełnie szczerze. - Czy nikt go nie przyłapał?! I czemu nie chciał zabrać ze sobą matki?! - Och… dokąd zmierzała ta cała historia?!


Suddenly,
I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Aurora Sprout
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Baśnie tysiąca i jednego deszczu D836eb438dea1946dc5bb9dd21fef622
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout#328488
Re: Baśnie tysiąca i jednego deszczu [odnośnik]25.10.21 0:00
Kto potrafi przewidzieć, gdzie poprowadzi znajomość rozpoczęta w dzieciństwie? Dzieci przecież do uosobienie możliwości, obietnica przyszłości, którą do pewnego stopnia można nakierować, ułatwiając lub utrudniając drogę do dorosłości, ale gdzie dokładnie ona poprowadzi... nie wiadomo.
Artur mógł się łudzić, że jak sobie teraz postanowi, to tak na zawsze będzie, ale przecież nie mogą wiecznie wsłuchiwać się w ulewę wokół zamku. Kiedyś go opuszczą, pytanie tylko w bliskie strony. Chłopiec miał nadzieję, że ze swojej drogi będzie widział Aurorę, ta nie zniknie mu bezpowrotnie gdzieś daleko. Choć jeśli nawet... czy można kogoś naprawdę zgubić? Zawsze jest szansa, że odległe drogi w końcu się skrzyżują.
Ach te dziewczyny... - pomyślał wielce odkrywczo Artur, nieświadomy dlaczego wybór Aurory padł na Różyczkę.
- Dobrze więc... Różyczka z... - Longbottom na moment się zastanowił skąd mogła ona być, nie bardzo w tej chwili pamiętał. - Różyczka z Krainy Jezior - zdecydował w końcu, uznając liczne jeziora za całkiem malowniczą podstawę magicznego królestwa.
Coś się zmieniło, jakby wyjątkowo ciemne chmury przysłoniły blask, który miała jego słuchaczka. Gryfon zaczął w myślach szukać odpowiedzi, może powiedział coś nie tak? Jakoś księżniczka musiała tak zadziałać na Aurorę, która wpatrywała zerknęła przez okno, w którym dostrzegł jej własne odbicie. Artur też na nim na chwilę zatrzymał spojrzenie, jakby licząc, że "Druga Aurora" mu coś zdradzi.
- Zimno ci? - zapytał, widząc jak ta się skuliła. - Może zróbmy sobie "namiot" z koca... - zasugerował, zerkając jeszcze raz na okno. Może coś w odbiciu zasmuciło Aurorę, ale co to mogło być, przecież była słodka jak jabłko w Avalonie. Nie wiedział za bardzo czy jego propozycja była odpowiednio taktowna, ale wydawało się to dobrym rozwiązaniem, w końcu kocowy namiot to prawie zamek z koców, a zamek z koców to prawie Hogwart, a w nim akurat byli, więc wszystko pasowało...
- Mistrz był wielkim czarodziejem, doświadczonym i wprawnym, potrafił ledwie ruchem nadgarstka robić rzeczy, o których nawet na siódmym roku nie uczą. Tylko inny mag mógłby spostrzec co się święci - wyjaśnił kunszt czarodzieja. - Chłopiec zaś... chłopiec oczywiście nie chciał rozdzielenia z matką. Kto wie, gdyby cokolwiek powiedziała, to by pewnie z nią został, ale ona kochała go tak, jak tylko matka potrafi i chciała dla niego szczęścia nawet kosztem samej siebie - wyjawił Artur dziwnie niepewnym głosem, uciekając spojrzeniem gdzieś za okno. Zupełnie jakby mówił o czymś, czego sam nie jest w stanie pojąć... ale bardzo by chciał. - Ich ojczyzna była niebezpieczna, grasowali tam liczni bandyci, nie sięgała ochrona czarodziejów - dodał już pewniej, chwytając się tej częściowej zmiany tematu. - Cała czwórka więc ruszyła w drogę, księżniczka Róża... znaczy Różyczka, Mistrz, Uczeń oraz Chłopiec. Ruszyli do wielkiego miasta, w którym mieścił się zamek dobrych czarodziejów, aby tam prosić o pomoc dla księżniczki i jej poddanych. Miasto to miało setki srebrnych wież, rozciągało się po horyzont, sam zamek magów sięgał nieba... dziś już nie ma takich miejsc. Żyli tam ludzie i magiczne stworzenia obok siebie, sam środek świata. To miasto nazywało się... Sproutowo! - zmyślił nazwę.
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : 28
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
Baśnie tysiąca i jednego deszczu Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495
Re: Baśnie tysiąca i jednego deszczu [odnośnik]09.11.21 1:38
Aurora była marzycielką. Wychodzenie myślami i snami daleko poza mury zamku, to było trochę to, czym zwykła się zajmować na co dzień. Ale marzenia to jedno, a prawdziwe, zwłaszcza dorosłe już życie to drugie. Na szczęście, te było jeszcze daleko przed nimi. Teraz ich jedno zmartwień było to, żeby udało im się później niezauważenie ponownie przemknąć ku wieży Gryffindoru, gdy skończą już swoje opowieści. Była chyba zbyt młoda, żeby poważnie bać się rozłąki z przyjacielem. Przecież świat należał do nich, prawda? Tak im ciągle powtarzano. Że jak się czegoś bardzo chce, to wszystko się im uda.
- Różyczka z Krainy Jezior… - Powtórzyła cichutko, z zachwytem wsłuchując się w słowa padające z ust chłopaka.
Dopiero zwątpienie w możliwość zostania księżniczką sprawiało, że przerwała wpatrywanie się w niego bezpośrednio. Ich spojrzenia spotkały się dopiero w odbiciu szyby. Dlatego delikatnie skinęła głową. Trochę rzeczywiście było jej zimno, a chłodny wiaterek wdzierał się przez nieszczelne okna.
Dziewczyna zadrżała, oplatając się znów nieco bardziej, dlatego też chętnie przystała na bazę z koca. Ona nie miała rozterek, czy coś wypadało. Nie spoczywał na niej taki ciężar jak na nim, by przestrzegać pewnych zasad.
Oczywiście wiedziała podstawy jeszcze z domu, ale siedzenie pod kocem z przyjacielem, to nie było coś złego, prawda?
No i nie wiedziała, że w jego oczach, była rumiana jak jabłuszko w sadzie. W odbiciu widziała jedynie zmarznięte, piegowate dziwadło.
- Przywołasz go? Jeśli spróbuje go ściągnąć z damskiego, na pewno obudzę Lizzie, a ona później się będzie na mnie złościć i znów będzie mi dokuczać. - Powiedziała, a potem zreflektowała się. Artur z pewnością nie chciał słuchać o takich bzdurach. Był przecież starszym chłopcem, a oni mają poważniejsze rzeczy na głowie. Dlatego właśnie wróciła do słuchania opowieści.
Przyjęła tym samym jego wyjaśnienia, które rozwiały wątpliwości dotyczące matki chłopca. I tak smuciła się, słysząc, że musieli się rozstać, ale chłopiec i dziewczynka byli przecież razem. A to było ważne.
- Ładna nazwa… - Powiedziała rozmarzona Aurora, której zły humor pomału rozpływał się pod wpływem opowieści przyjaciela. - A czy nadal można zwiedzać takie ruiny Arturze? Czy taki biały zamek istniał kiedyś naprawdę? - To cud, że Artur z nią w dalszym ciągu wytrzymywał i chciał spędzać czas. Zadawał zdecydowanie zbyt dużo pytań, ale bała się, że jeśli tego nie zrobi, one wszystkie ulecą gdzieś wraz z kolejnymi myślami napływającymi do jej głowy. - Jak chłopiec miał na imię? - Zapytała jeszcze, bo przecież skoro ona była Różyczką, to jakie imię nosił chłopiec?


Suddenly,
I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Aurora Sprout
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Baśnie tysiąca i jednego deszczu D836eb438dea1946dc5bb9dd21fef622
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout#328488
Re: Baśnie tysiąca i jednego deszczu [odnośnik]09.12.21 23:01
Jak daleko Aurora potrafiła zawędrować w swoich marzeniach? Dziecięca wyobraźnia potrafiła zaskakiwać, kreując niestworzone rzeczy, przy których prawdziwa magia blakła, jakby była zwyczajnym elementem doczesności. Co jednak z tego, jeśli ich fantazja w starciu z rzeczywistością rozrywała się na strzępy. Dziś mogli wierzyć, że mogą wszystko, byle tylko dostatecznie w to wierzyli, ale w przyszłości... mogła zostać tylko gorycz.
Szkoda, bowiem kto wie, może umysł nie znający ograniczeń rzeczywiście mógłby dokonać niemożliwego? Tylko nikt o tym nie wiedział...
- Różyczka z Krainy Jezior… - powtórzył za jej powtórzeniem, jakby bawili się w zamkowe echo.
Miarowe kapanie dalej odbieżało chwile, będąc dla nich zegarem bez tarczy, dzięki niemu chyba nie tracili poczucia czasu. Dlatego Artur wiedział, że na chwilę go "zatkało", kiedy usłyszał o dokuczającej Aurorze Lizzie.
- Jak to "znowu" będzie ci dokuczać? - Artur chciał brzmieć spokojnie, ale w jego głosie dało się usłyszeć złość. - Co ona ci robi? - dopytał, chcąc jakoś pomóc Aurorze.
Oczywiście nie dałby w zęby Lizzie, w końcu była dziewczyną, poza tym przemoc nie stanowiła najlepszego rozwiązania. Jeśli jednak usłyszy, to może znajdzie jakieś inne rozwiązanie, może coś sprytnego godnego Ravenclawu lub cwanego na modłę Slytherinu.
W międzyczasie wyciągnął różdżkę, licząc na skuteczne zaklęcie, nic tak nie krępowało jak nieudana magia przy dziewczynie. Oczywiście mógł wrócić do dormitorium, ale taka podróż była ryzykowna, lepiej się stąd nie ruszać.
- Accio koc - rzucił zaklęcie.
Przez chwilę nic się nie działo, ale potem usłyszeli świst, a do dłoni Artura podleciał różowy kocyk w, zdaje się, niedźwiedzie polarne. Oczywiście chłopak takiego nie miał.
- To nie mój... - wydukał, robiąc się czerwony na twarzy.
Nie wypuścił koca z ręki, w końcu niegrzecznie było czyimiś rzeczami rzucać po podłodze. Leciał za krótko, żeby pochodził z któregoś z dormitoriów, więc zapewne musiał pochodzić z jakiejś pralni obsługiwanej przez biedne skrzaty domowe.
- Jak wrócimy, to będzie trzeba go odłożyć w widocznym miejscu, żeby go zabrali. Jest noc, więc biorą zostawione pranie - zaproponował, nie wiedząc czy wcześniej wypada go użyć w celach namiotowych. Spojrzał pytająco na Aurorę.
Z tego wszystkiego stracił wątek, musiał się chwilę zastanowić jak to wszystko szło.
- To baśń, więc opowiada o fikcji... ale mówią, że w każdej jest ziarno prawdy, może ruiny czekają na ponowne odkrycie? - powiedział, nie chcąc psuć fantazji... swojej i Aurory. - Masz mnie, nie pamiętam jak miał na imię. Chyba jakoś na "A", ale sam nie wiem... - gdybał przyłapany na dziurawej pamięci. - Rada czarodziejów wysłuchała żali księżniczki, ale przybyli tam też wrodzy jej wysłannicy. Czarodzieje debatowali komu wierzyć, co robić, czy powinni działać. Mój ojciec mówi na to biurwokracja... albo biurokracja, nie jestem pewien. Mogliby posiwieć przy tych rozmowach, a tymczasem księżniczka roniła łzy nad losem jej poddanych. Chciała działać!
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : 28
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
Baśnie tysiąca i jednego deszczu Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495
Re: Baśnie tysiąca i jednego deszczu [odnośnik]12.12.21 13:40
Droga w bezkresie marzeń, nie miała tak naprawdę celu ani nie miała wyznaczonych przystanków. Można było wędrować bez końca, jednocześnie nie będąc trzymanym przez łańcuchy życia. Można było być wszystkim, wszędzie i z kim tylko się chciało. Tak więc w swoich marzeniach Aurora potrafiła zajść niewyobrażalnie daleko.
Nikt jeszcze brutalnością codzienności nie sprowadził jej na ziemię. Jeszcze nie zmiażdżono jej snów, nie rozdeptano oczekiwań.
Uśmiechnęła się, gdy i on powtórzył jej słowa. Teraz już była pewna, że wybrali dobrze. Że ta dzielna dziewczynka z opowieści nie mogła nazywać się inaczej. I to imię na zawsze musiało zostać zapamiętane! Wszak ileż duchów musiało je usłyszeć i ile kropli deszczu. To nie mogło przepaść gdzieś w czeluści niepamięci.
- To nic. Nic takiego… - Powiedziała szybko Aurora. Jak każda osoba niepewna siebie była bowiem przekonana, że to złość na nią, a nie na dziewczynę z jej dormitorium. - Czasem mówię przez sen… czasem zapomnę się i nucę, kiedy one rozmawiają. - Nie była włączona w takie rozmowy. Była zbyt dziwna, jak to określały. Próbowała znajdować sobie zajęcie możliwie najcichsze, żeby nikomu nie przeszkadzać. Gdy zapominały, że Aurora siedzi na swoim łóżku, nawet nie było tak źle. Czasem jednak nie pilnowała się i wtedy nie były zachwycone. Ale czy to wszystko było ważne, skoro miała takiego przyjaciela? Musiała jednak uważać, żeby nie wziął ją za mazgaja. Nikt przecież nie lubił takich osób. Miała nadzieję, że nie zepsuła im wieczoru, ale na szczęście, zaraz mogła schować się pod kocem i tam właśnie ukryć ewentualne zakłopotanie.
Gdy ten pojawił się w ich dłoniach, Aurora szczerze się nim zachwyciła. Miała co prawda nadzieję, że nie należał on do nikogo, kto właśnie pod nim spadł, ale nie przeszkadzało jej to, żeby naciągnąć go na ich głowy. Nie miała w sobie arturowej ogłady ani manier — była prostą dziewuszką, która chciała siebie i swojego przyjaciela ochronić przed zamkowym chłodem.
- Szkoda… pożyczyłabym. A tak to oddamy, gdy skończymy. - Gdyby ktoś przechodził obok, mógłby źle pomyśleć o chłopcu i dziewczynce schowanymi pod kocem w środku nocy. Jeśli jednak zostałby z nimi dłużej, przekonałby się, że to, co ich tu sprowadzało, to baśń.
Tak, zamek z pewnością kiedyś istniał. Fantazja została żywa.
- Niech ma na imię Artur… Jak ty… - Poprosiła. W jej oczach bowiem jej przyjaciel jawił się niczym bohater, więc idealnie pasował na główną rolę w baśni. - Dlaczego nie pozwolili jej działać? Przecież nie chciała źle? - Zapytała, zupełnie nie rozumiejąc. I chciała zapytać o coś jeszcze, gdy nagle zamarła. Wśród uderzeń kropli o szybę dało się słyszeć coś jeszcze. Czy to były kroki?
Aurora spojrzała na chłopaka. Czy aby na pewno mogli być tak daleko od łóżek? Koc niby chronił przed zimnem i potworami spod łóżka, ale czy chronił przed szlabanem?


Suddenly,
I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Aurora Sprout
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Baśnie tysiąca i jednego deszczu D836eb438dea1946dc5bb9dd21fef622
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout#328488
Re: Baśnie tysiąca i jednego deszczu [odnośnik]13.01.22 19:17
Krok w rzeczywistości równał się milom w marzeniach. Tam nie obowiązywały ograniczenia zdrowego rozsądku, oczywiście dopóki ktoś ich nie zaczynał do fantazji wpuszczać. Wtedy to z dziecięcych niemożliwości przechodziło się do przyziemnych myśli dorosłego, gdzie hipotetyczne kilka galeonów zamazywało wspomnienie o fikcyjnej przygodzie.
Artur obiecał sobie, że zapamięta imię, jakie nadali księżniczce. Coś w spojrzeniu Aurory sprawiało, że urastało ono do poziomu jakiejś niezwykle ważnej sprawy i wielką stratą byłoby zapomnienie. Ostatni raz proponował komuś, żeby wymyślić dla tej bohaterki imię - bo od tej pory miała już zawsze być Różyczką. Niech tak będzie.
- To nie jest "nic takiego" - oburzył się chłopiec. - Znaczy, to co robisz to rzeczywiście nic takiego, każdemu może się zdarzyć. Mój stryjek Harold ponoć przez sen potrafi regulamin Biura Aurorów... - próbował wyjaśnić o co mu dokładnie chodzi, ale z emocji zaczął się motać. - Chodzi mi o to, że nie powinni cię przez to źle traktować - dodał dla rozjaśnienia, niespodziewanie się przy tym trochę rumieniąc. Dziwna reakcja organizmu, musiał ją odnotować.
Arturowi wydawało się oburzające, że Aurora musiała żyć w strachu. Za co? Za nic! Za to tylko, że nie pasowała jakimś głupim dziewuchom. Znając życie, pewnie nawet się martwiła czy nie sprawia im w jakiś sposób przykrości!
Tymczasem, oczywiście po małym zamieszaniu z kocem, chłopiec mógł wrócić do przerwanej opowieści. Zmrużył oczy, niepewny o co jej właściwie chodzi z tym imieniem, nie spodziewał się u niej takiego wyboru. Rozmyślał chwilę nad tym zagadnieniem, ale jego mózg podsunął mu tylko jedną odpowiedź - "dziewczyny". Jedno słowo, potencjalnie wyjaśniało wszystko, nie było sensu nad tym dalej rozmyślać. Skinął głową.
- Biurwokracja - powtórzył, naśladując minę ojca, kiedy ten mu odpowiadał jednym słowem, zajęty innymi sprawami. Mina ta wyrażała bezsprzeczną pewność, że pod tym pojęciem kryją się wszystkie odpowiedzi. - Nie było niezbitych dowodów, a rada czarodziejów nie chciała działać zbyt pochopnie - odparł, mając nadzieję, że to już całkiem wyjaśnia sprawę, bo sam za dobrze tego nie rozumiał. - Tak się jednak złożyło, że wybawcy księżniczki, Mistrz oraz Uczeń, postanowili jej pomóc, nie godząc się na bierność innych magów. Wyruszyli więc w trójkę do ojczyzny Różyczki... właściwie w czwórkę, bo zabrali jeszcze... Artura... - imię wypowiedział z lekkim wahaniem. - Chcieli, żeby Artur zobaczył jak powinien postępować dobry czarodziej. Jednocześnie, miał w drodze się dużo uczyć, bowiem rada nie zdecydowała jeszcze o rozpoczęciu oficjalnych nauk. Ich zdaniem chłopiec był zbyt przywiązany do matki - wyjawił wielki sekret. - Choć czwórka ta była bardzo dzielna, to nie była z nich żadna armia. Dlatego też księżniczka potrzebowała sojuszników i jej myśli powędrowały do tych, których źli czarodzieje zawsze uważali za gorszych... były to Skrzaty Domowe! - Artur zdradził swój ulubiony zwrot akcji.
Artur Longbottom
Zawód : Rebeliant
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Tylko w milczeniu słowo,
tylko w ciemności światło,
tylko w umieraniu życie:
na pustym niebie
jasny jest lot sokoła
OPCM : 28
UROKI : 21
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
Baśnie tysiąca i jednego deszczu Tumblr_n8cqa3m4uo1r9x5ovo5_250
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t6321-artur-longbottom https://www.morsmordre.net/t6433-merlin#164095 https://www.morsmordre.net/t6379-przekonaj-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6850-skrytka-bankowa-nr-1487 https://www.morsmordre.net/t6391-artur-longbottom#162495
Re: Baśnie tysiąca i jednego deszczu [odnośnik]22.01.22 18:35
Wędrówka po marzeniach była jedną z najprzyjemniejszych podróży, jakie mógł odbyć człowiek. Nigdy nie wędrował sam. Każdy mógł mu towarzyszyć — nawet jeśli pozostawał obrazem w głowie. Kto wie, jak żyłoby się Aurorze, gdyby nie miała tego swojego małego wyimaginowanego świata. Co by było, gdyby nie miała dokąd uciec? Załamałaby się, czy może jednak potrafiłaby się obronić skuteczniej niż teraz? Bo w zasadzie nie podejmowała żadnej walki na ten moment. To starci kuzyni, czy właśnie kolega Artur wyrażał tutaj troskę. Koleżanek nie miała zbyt wielu. Ale nie przeszkadzało jej to. Wszak skarb, choćby najmniejszy, na zawsze pozostaje skarbem.
Patrzyła przez chwilę przez okna na przepiękne mokre tunele, które tworzone były przez spływające po szybie krople, żeby znów spojrzeć na Artura.
Wydawał się jej zmartwiony, a coś w jej młodym serduszku podpowiedziało jej, że to właśnie prawdziwa oznaka tego, że komuś zależy.
- Chciałabym poznać twojego stryjka. - Oznajmiła z przekonaniem Aurora, bo przecież ktoś, kto mówi przez sen tak interesujące rzeczy, sam musiał być interesujący. Aurora uwielbiła wręcz nowe rzeczy, których mogła się nauczyć i które mogłaby wymieniać. Artur był jednak pierwszym, który zwrócił uwagę, że to, co robią dziewczęta, nie jest niczym dobrym. Aurora wiedziała, że źle się z tym wszystkim czuje, jednak winy doszukiwała się w sobie. - Myślę, że to taka zabawa. Ich zabawa. - Bo ona reguł nie rozumiała.
Ale to miłe ze strony Artura. Bardzo miłe.
Poczuła ciepło niemające dużo wspólnego z kocem, a raczej ze świadomości, że ma jakiegoś człowieka blisko siebie w sensie duchowym.
I mogli wrócić do opowieści. Aurora uczyła się nowych słów, pewna, że mogą się jej przydać kiedyś w życiu. Dlatego nawet nie zastanawiała się co ta cała kracja miała znaczyć. Kiedyś poprosi go o dokładniejsze wyjaśnienie, bo na razie, to mieli poważniejsze rzeczy.
Pod kocem było o wiele przyjemniej i łatwiej można było się skupić na jego słowach.
Przytknęła dłonie do ust, gdy okazało się, że chłopiec nie mógł się jeszcze uczyć magii. - A co jeśli nigdy nie przestanie być do niej przywiązany? - Zastanowiła się, gdy wreszcie opuściła dłonie. - I co jest złego w tym, że kochał mamę? - dopytała, ale zaraz jej uwagę odwróciło co innego. Klasnęła w dłonie niepomna tego, że powinni zachowywać się jak najciszej.
- Ojej! Uwielbiam skrzaty! - Ucieszyła się szczerze, a oczy jej rozbłysły na znak tego, że rusza prawdziwa akcja. - One są potężne. - Powiedziała, chociaż chłopiec z pewnością to wiedział. - Podobno w mojej rodzinie był kiedyś skrzat domowy. Ale zwolniliśmy go z obowiązków. Ale wolał z nami zostać. Znaczy się... z moją praprapraprababcią chyba. - Słyszała jedynie tę opowieść. Inna plotka rodzinna mówi, że mały pagórek na końcu ogrodu to właśnie grób skrzata Zmiotka. Ile w tym prawdy? Tego nie wiedziała. Wiedziała jedynie, że chciałaby, że Artur opowiadał dalej.


Suddenly,
I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Aurora Sprout
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Baśnie tysiąca i jednego deszczu D836eb438dea1946dc5bb9dd21fef622
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout#328488
Baśnie tysiąca i jednego deszczu
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach