Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

czy wśród cierni róż brak śpiewu syren
AutorWiadomość
czy wśród cierni róż brak śpiewu syren [odnośnik]05.05.21 18:18


be strong now, because things will get better
it might be stormy now, but it can’t rain forever


28 grudnia 1955 roku, Thorness Manor
Zima na dobre rozgościła się na brytyjskich wyspach, przynosząc niepowtarzalny nastrój. Grudniowe niebo przesłonięte było gęstymi, burzowymi chmurami. Sypiące się zeń płatki śniegu skrzyły się jasnym, delikatnym blaskiem. Opadały ciężko na piaszczystą plażę, jak i ozdobne gzymsy starej twierdzy na Wyspie Wight, naturalnie wpasowując się w tutejszy krajobraz.
Przygotowania do noworocznego sabatu chyliły się już ku końcowi, wszystko zdawało się być dopięte na ostatni guzik, a zadowolenie na twarzy lady Adalaide świadczyło wyłącznie o jej dobrym nastawieniu. Evandra spędzała czas w jej towarzystwie, przyglądając się pracom i skrupulatnie zapisując złote rady mentorki w kwestii organizowania przyjęć. Marzyła o tym, by pewnego dnia prowadzić własne Hampton Court, jakie słynęło by z wystawnych spotkań na najwyższym poziomie.
Na kilka dni przed końcem grudnia, skryła się wraz z kuzynką we własnych komnatach, zazdrośnie chcąc mieć ją tylko siebie na choć krótki czas. Już wkrótce miała zdawać ostatnie egzaminy i ukończyć Hogwart, a następnie dołączyć do niej w salonowym towarzystwie. Nie musiały już tylko marzyć o tej zaszczytnej chwili, napojach z bąbelkami i komplementach kawalerów, marzenie to miało się wkrótce ziścić.
Dziewczęcy pokój nosił ślady istnego pobojowiska. Już w wejściu roznosiła się mieszanina kwiatowych perfum, jaka mogłaby niewprawny nos przywrócić o zawrót głowy. Z tuby zaczarowanego gramofonu wydobywały się dźwięki orkiestry, wprowadzając w klimat balowych sal. Podążając tropem rozrzuconych po drewnianych panelach pantofli o każdym z możliwych kolorów, można było dotrzeć do epicentrum dziewczęcego huraganu. Na każdym z krzeseł oraz każdej z obitych granatowym materiałem puf znajdowały się elementy damskiej garderoby. Eleganckie rękawiczki, wymyślne kapelusze, zwiewne halki, delikatne pończochy. Blat toaletki z okrągłym lustrem zastawiony był biżuterią, srebrem, złotem i perłami. Na zaszczytnym miejscu wśród fałd błękitnego aksamitu leżał pierścień zaręczynowy z kamieniem. Gościł na szczupłej dłoni Evandry tylko podczas oficjalnych przyjęć, wciąż towarzyszyły jej wątpliwości, by nosić go na co dzień. Coraz częściej jednak obracała go w palcach, zastanawiając się jak będzie wyglądać jej życie u boku lorda Tristana Rosiera.
Przeglądała się właśnie w stojącym lustrze w srebrnej, misternie zdobionej ramie. Wciąż nie zdecydowała która z sukien okaże się być najlepszą, by pojawić się na sabacie po raz pierwszy jako narzeczona.
- Błękit czy złoto? - zastanawiała się na głos, przykładając do ramion dekolt jasnej sukienki, która wedle krawca miała wyciągać głębię koloru jej oczu. Poprowadzony srebrną nicią haft zauroczył ją już od pierwszego wejrzenia, ale krój był wciąż bezpieczny, nawiązujący do panieńskiego życia, jakie dotychczas prowadziła. Zerknęła na profil kuzynki w odbiciu lustra i odwróciła się gwałtownie widząc, że ta jest myślami nieobecna; niebieska falbana zawirowała w powietrzu.
- Eurydice! Czy mogłabyś się na chwilę skupić? Toż to problem najwyższej wagi, bez twej pomocy się nie obędę! - jęknęła przeciągle, tracąc już cierpliwość do kolejnych przebieranek. Jak bardzo uwielbiała przyglądać się swemu odbiciu w lustrze, tak presja związana ze spełnianiem oczekiwań towarzystwa była nazbyt frustrująca.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: czy wśród cierni róż brak śpiewu syren [odnośnik]14.06.21 22:45
Westchnienie, choć niezmierzonym smutkiem znaczone, niosło się miękko po przestrzeni komnaty, niknąc niezauważenie w nieustającej krzątaninie. I chaber oczu melancholią przesiąkł, gdy wzrok nieobecny sięgał okien wysokich, za którymi płatki śniegu wirowały malowniczo niczym w tańcu, przypominając szlachetne pary płynące podług melodii przez wiatr wygrywanej, tak słodko blisko, lecz nieznośnie daleko. Im mocniej jednak chmury obierały czerni odcienie, tym żywiej obracały się wokół siebie, ciężej, dosadniej, umykając romantycznemu wyobrażeniu, tej lekkości oraz pozornie niewiele znaczącej figlarności odczuć wprost ku ponurej, jakże straszliwej rzeczywistości. A przecież miało być tak pięknie, tak rozkosznie i wspaniale, wszak rozplanowała sobie wszystko w tej swojej główce w promieniach słońca skąpanej, gdzie żadne zło wstępu mieć nie powinno, albowiem lwie córy winny znać jedynie radość i beztroskę bytu. Na różanych ustach miał osiąść perlisty śmiech, gdy rąbek różowej, prześlicznej sukni furkotałby pod wpływem rozbawionych pląsów dziewczątka, a na srebrnych paterach piętrzyłyby się najsmaczniejsze ciasteczka, zachęcające do pospiesznych kęsów nim kolejne wzory na materiałach przykułyby uwagę, nakazując poważne rozważania odnośnie ich wykorzystania na nadchodzącym Sabacie. Dźwięczne głosy unosiłyby się pod wpływem emocji, przesycane dziewczęcym chichotem, gdy celny komentarz trafiłby w gust którejś z młódek i czy to samo w sobie nie wydawało się cudowne? Lecz oto pozostawała tylko przykrość okropna i ten żal w sercu gorejący płomykiem złośliwym, kiedy los ugodził ją jakże bolesnym pstryczkiem w kształtny nos, przez co całe to planowanie, snute wyobrażenia jeszcze w zaciszu szkolnych sypialni, rozpadło się niczym zamek z piasku, gdy fale przeznaczenia zdecydowały się sięgnąć brzegów jej istnienia. Więc dąsała się okrutnie, przeszywająco, szkląc niebieskie tęczówki kryształem łez i dolną wargę wprawiając w drżenie, delikatne dłonie omdlewająco do piersi przylegały i żadne podsuwane łakocie, rozpaczliwe anegdotki szeptane przez służące, nie potrafiły poprawić panience nastroju w żaden sposób. A przynajmniej dopóki pamiętała, że powinna być smutna, w agonii, cierpiąc najprawdziwsze katusze, bo inaczej żywo dołączała do wyboru odpowiednich flakoników perfum, brwi jasne marszczyła przy pantofelkach, które nie zachwycały wystarczająco, a przecież powinny, nawet jeśli nie byłyby doskonale widoczne spod danej sukni. Ze świstem powietrze wciągała, zasłuchana w najnowsze ploteczki prosto z salonów, wierząc głęboko, że jeszcze chwilka, a u boku najdroższej kuzynki będzie mogła nie tylko oszałamiać swą jakże skromną, niewątpliwie ujmującą osobą, ale i ujrzy te wszystkie twarze, które kryły się, za co pikantniejszymi informacjami, ugładzonymi przez dobroć oraz takt kochanej Evandry. A kiedy nadchodził moment, w którym rozczulała się nad swoją ulubioną srebrnowłosą syrenką, tak pamięć szeptała najokrutniejsze prawdy i z tej zgrozy porzucała daną czynność, wracając na krzesełko przygaszona, pozwalała by Lestrenge lśniła samotnie w swych przygotowaniach, albowiem Eurydice była nazbyt strapiona i zbolała, żeby z entuzjazmem pogrążać się w arcytrudnym wyborze kolczyków. Wzrok uparcie odwracała od toaletki, misterny pierścień niczym kolec róży godził we wrażliwe wnętrze, popychając nastrój lady Nott w głębiny niezadowolenia. Jednak jako, że była coraz to dojrzalszą damą, niebawem wkraczającą w świat dorosłości, nie ukazywała przesadnie tej swojej posępności, ograniczając się li jedynie do westchnień i melancholii, wywołującej chęć objęcia panienki opiekuńczym uściskiem. Czyż nie była wspaniałą krewną, tak troskliwą oraz poświęceń pełną, kiedy tak grzecznie postępowała?
- Złoto - odpowiedziała automatycznie, jakoś tak bez życia, wystawiając kruchą filiżankę na spodeczku pod trzymany przez służącą zdobiony czajniczek. Aromat jaśminowej herbaty z dodatkiem kwiatów bzu koił nerwy, a różowiutkie trufle smakujące szampanem niemal trosk pozbawiały, zachęcająco wyglądając na porcelanowym talerzyku - Błękit wyglądałby zachwycająco, jednak bardziej pasuje on debiutantkom, a ty jesteś... - narzeczoną, nie potrafiła tego dokończyć, zbyt zawiedziona. Naprawdę sądziła, że nadejdzie dzień, w którym pochwyci szczupłe rączki Wandy i nazwie ją szczerze swą siostrą, której nigdy nie miała. Pokaże wszelkie skarby oraz cuda  Ashfield Manor, których jako gość do końca poznać nie mogła i...i będzie pięknie, ślicznie, najcudowniej. A tak? Była rozczarowana. Wstrząśnięta. A także zła, na tego niegodziwca, który ośmielił się porwać najsłodsze kwiecie wysp, prosto do tych swoich ogrodów ciężką wonią otulonych, pośród których subtelność duszy, swoisty czar lady Lestrange nie mógłby się wybić.


Magic tumbled from her pretty lips and when she spoke the language of the universe – the stars
sighed in unison
Eurydice Nott
Zawód : Twórca magicznych perfum
Wiek : 18 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Keep your eyes on me
'til I'm the last thing you see
OPCM : 1
UROKI : 5
ALCHEMIA : 10
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Półwila

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9141-eurydice-nott https://www.morsmordre.net/t9303-hermes https://www.morsmordre.net/t9311-eyes-so-blue https://www.morsmordre.net/f349-nottingham-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t9320-skrytka-nr-2145 https://www.morsmordre.net/t9330-eurydice-nott
Re: czy wśród cierni róż brak śpiewu syren [odnośnik]13.10.21 22:27
Sabatu szczerze nie mogła się już doczekać. Obrana tematyka balu inspirowała i pobudzała wyobraźnię, już teraz wyobrażała sobie tych wszystkich gości, którzy zebrani w bogato zdobionych salach będą wirować w takt walca czy fokstrota. Lady Nott dbała o to, by wszyscy uczestnicy wydarzenia czuli dreszczyk emocji, by wiodła nimi ciekawość. Także i Evandrę wprowadziła wyłącznie w mały zakres swoich planów, więc część atrakcji była wciąż dlań niespodzianką, a cierpliwość nie była najmocniejszą stroną lady Lestrange.
Już za kilka dni wkroczy do Hampton Court u boku Różanego Księcia, podtrzymując swój wizerunek jako oddanej tradycjom rodu, ułożonej, szlachetnej młodej damy. Miała wybić się ponad wszystkie róże, ale nie dlatego, by nad nimi górować, lecz aby otoczyć je ciepłem ramion. Od dnia zaręczyn, kiedy próbowała rozpaczliwie pozbierać swój rozbity na małe kawałeczki świat wiele zdążyło się zmienić. Nie kierowała nią jednak wrażliwość czy przywiązanie do członków przyszłej rodziny, a powinność względem obowiązków. Nadal towarzyszyły jej pewne wątpliwości względem Tristana. Podążał za nią wzrokiem przez tak długi czas, czy nie zauroczył się za bardzo mocą odziedziczoną we krwi matki? Czy aby na pewno zwrócił się do lorda Lestrange dlatego, że prawdziwie chciał, a nie dlatego, że duma nie pozwoliłaby mu przestać? Zdecydowany ton rodzicieli nie trafiał do przekonań Evandry. Choć w toku edukacji półwili wierność tradycji wpajano od najmłodszych lat i zwykle powtarzała sobie w duchu, że żadnej z nich nie złamie, tak z biegiem czasu stała się swoistym utrapieniem, które mimo iż otwierało wiele drzwi, tak inne zamykały się z głuchym trzaskiem. Dopiero spotkanie i rozmowa z panną Dolohov sprawiło, że dotarłszy na skraj nerwowego załamania zmieniła zdanie. Nowy plan, jasne światło, chęć życia w zgodzie z rodziną, ale i samą sobą - to wszystko pięknie wyglądało w gorącej mowie. Zamknięta w znanych sobie komnatach Thorness Manor czuła się pewnie i bezpiecznie, ale już wkrótce miała je opuścić na rzecz Kent. Mocne słowa, stanowcze deklaracje, czy aby na pewno okażą się być takie łatwe we wprowadzaniu w życie?
Dostrzegła zawieszone na ułożonym na toaletce pierścionku spojrzenie kuzynki, nie od razu domyślając się co tak naprawdę ją trapi. Z młodzieńczej piersi wydarło się ciche westchnienie, gdy zrozumiała co oznacza przygaszona postawa Eurydice. Odwróciła się od lustra i odłożyła suknię na bok, podchodząc do kuzynki i przystając obok rzeźbionego i obitego tłoczonym materiałem krzesełka. Wyglądała jak smutny anioł, zaniepokojone lwiątko, na które nie ma innej rady, jak tylko porwać w objęcia i wyściskać z czułością. Tyle że żal, jaki kotłował się w młodej półwili nie mógł zostać uzdrowiony byle uściskiem.
- A ja jestem zdeterminowana i błękit będę nosić jeszcze przez długi czas - dokończyła za nią Evandra, przywołując na twarz lekki uśmiech. - Co cię trapi, najdroższa? Przecież od zawsze wiedziałyśmy, że pewnego dnia przyjdzie nam uświetnić swoją obecnością inny, szlachetny ród. - Dotknęła jasną dłonią policzka Eurydice i delikatnie zadarła dziewczęcy podbródek w swoim kierunku, szukając zrozumienia w niebieskim spojrzeniu. Zawahała się na moment, szukając odpowiednich słów, lecz każde z nich zdawało się nie być wystarczająco dobre, by oddać to, co prawdziwie czuła. - Przecież nigdzie się nie wybieram, wciąż będę blisko ciebie. Wkrótce skończysz szkołę i będziemy już praktycznie nierozłączne - roztaczała przed nią piękne wizje, szczerze wierząc, że nadzieje nie okażą się płonne i że wciąż będzie mieć czas dla wszystkich swoich najbliższych. Nie dopuszczała do siebie myśli, że mogłoby być inaczej.


Sabat, jak każdy inny, pełen przepychu, roześmianych twarzy, wirujących na parkiecie par i plotkujących w kuluarach możnych. Od dnia ukończenia pełnoletności ulubiony czas Evandry, kiedy brylując w towarzystwie czuła się niczym syrena w wodzie, z każdym odnajdując wspólny język, korzystając z dowcipów czy komplementów. Szlachecka socjeta nie miała dla niej tajemnic, pilnie trwała wszak u boku lady Nott, chłonąc wszystkie jej opinie oraz wskazówki, by móc w przyszłości stać się taką, jak ona - poważana w towarzystwie, znana i uwielbiana przez każdego.
Dziś był ostatni sabat, kiedy występowała tu jako panna, lady Lestrange, córa syren. Już wkrótce miała porzucić ukochane błękity i stać się jedną z róż. Rozpacz związana z zamążpójściem - a zwłaszcza z nim - nie wiodła już prymu, schodząc nieco na dalszy plan. Tkwiła jednak w sercu pewnym smutkiem, pozostawiając zadrę, do jakiej miała się już nigdy więcej nie przyznać. Tristan Rosier nie zrezygnuje ze złożonej obietnicy, a i ojciec nie odmówi raz danego słowa. Wszyscy byli dobrze świadomi konsekwencji, by podważać decyzje i ściągać na swoje rody niesławę. Ich rodziny żyły ze sobą w zgodzie, a małżeństwo tych dwojga miało wzmocnić sojusz, ale i spełnić zachciankę lorda Rosiera. W ciągu ostatnich lat dał Evandrze wyraźnie do zrozumienia, że nie ma on zamiaru rezygnować z raz powziętego planu, a wszelkie przeciwności traktuje jak wyzwania, którym należy stawić czoła. Imponował jej, ale i jednocześnie budził pewien niepokój na myśl o przyszłych sporach, w których mieli nigdy nie dojść do porozumienia.
Po konsultacji z kuzynką półwila zdecydowała się na widowiskową kreację; długa suknia o lekkim materiale połyskiwała złotem przy każdym, najdrobniejszym ruchu. Delikatne warstwy spódnicy, spływały od bioder ku ziemi, spinając się w wąskiej talii dodatkowo uszczuplonej mocno wiązanym gorsetem. Wykończony hiszpańskim dekoltem top był zdobiony setkami błyszczących ozdób układających się w morski motyw, które mimo swego ogromu nadal nadawały wrażenia lekkości. Nagie ręce skrywały się pod cienkimi, sięgającymi za łokcie rękawiczkami. W długie, romantycznie rozpuszczone włosy wpleciono liczne perełki, korespondujące z biżuterią, jak i delikatnym makijażem, subtelnie czernionymi rzęsami i różowiącymi się wargami. Złączone ze sobą w skromnym geście dłonie pozwalały zająć czymś ręce, by nie bawić się nerwowo wachlarzem. Kciuk schowany we wnętrzu dłoni, stale dotykał złotej obręczy zaręczynowego pierścionka, którego grawer oplatał smukłą, wężową sylwetką. Kamień rubinu w głębokiej barwie czerwieni tkwił na samym jego szczycie, pyszniąc się odcieniem smoczej krwi.
Z łomoczącym sercem stała na skraju parkietu z nieobecnym spojrzeniem utkwionym gdzieś w przestrzeń, oddając się dziesiątkom niespójnych myśli, jeszcze zupełnie nieświadoma, że zwróciła czyjąś uwagę.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: czy wśród cierni róż brak śpiewu syren [odnośnik]08.05.22 1:05
Dłoń Theseusa krążyła nad kieliszkiem, a jego palce delikatnie sunęły po krawędzi szkła. Spoglądał na wszystkich bywalców sabatu ze swojego miejsca, niemal z rozbawieniem spoglądając na miotające się szlachcianki, które w ostatnich chwilach poprawiały jeszcze rąbki strojów czy upudrowane twarze pokryte skorupą makijażu równie głęboko co największe malowidła naścienne, czy też obserwując szlachciców którzy pożądliwym wzorkiem spoglądali na przechadzające niedaleko damy, tak jakby mieli za cel zadecydować, czy spełniają wymagania dobrej żony – wielu z nich wystarczyło, że wybranka była ładna i dobrze prezentowała się u ich boku gdy tylko przemierzali londyńskie ulice bądź organizowali przyjęcia we własnych hrabstwach. Sam nigdy nie był entuzjastą takich zabaw – kobiecy wdzięk był ważną rzeczą, nigdy jednak nie dawał tak wielkiej satysfakcji z samego oglądania jak rozmowa, długie konwersacje o wszystkim i o niczym, wzajemne szepty i spotkania gdzieś ukradkiem, gdy służące nie widziały, tak chociaż na chwilę. To zdobywanie damy dawało satysfakcję, a był w końcu Nottem – lwy zawsze kusiła zwierzyna lecz wiedziały, że trzeba było na nią napracować.
Wyprostował się dumnie, wiedząc, że będzie musiał prędzej czy później opuścić swoje stanowisko, a jego szanowna lady ciotka niejednokrotnie w rozmowie kładła mu do głowy, że wybaczać potknięcia było miarą wielkiego lorda, jemu jednak żadne potknięcia się nie należały, a pozostawanie na uboczu i wtapianie się w mury rezydencji nie wróżyło niczego dobrego. Zwłaszcza, że ojciec nalegał na to, by dzisiejszego wieczoru odnalazł wybrankę i przedstawił ją mu do końca roku Czym miało być małżeństwo jak nie kolejną rozgrywką na szachownicy.
Ruszył więc w kierunku zgromadzonych, witając znajome twarze, poprawiając złote guziki surduta czy ostatecznie kłaniając się napotkanym damom. Każdy jeden, upojony atmosferą która panowała w tym miejscu jakby niezwykła i czarująca. Nie miał nawet najmniejszej wątpliwości, że dla kogoś dzisiejszy wieczór będzie ekscytujący, dla kogoś oznaczać będzie złamane serce. Dramaty, dla których wszyscy z nich żyli.
Dojrzał ją już z dala, kiedy szła, a raczej sunęła przez pomieszczenie. Krew wił, wcale nie obca w jego rodzinie. Każdy jej gest wyglądał tak, jakby poświęcała temu minimalną uwagę ale stały za tym lata ćwiczeń, każde spojrzenie przyciągało, niemal wżerając się w duszę aż nie pozostawało po tym nic. Mogłaby być równie dobrze wydobytą z marmuru idealną niewiastą i pewnie niejeden o tym myślał, skrycie się przyglądając kiedy stawiała kolejne kroki, Theseus jednak nigdy nie słynął z nieśmiałości. Uważając, by nie wpaść na nikogo, przesunął się w stronę stojącej na uboczu parkietu lady, chrząkając cicho tak by w zamyśleniu nie zlękła się jego obecności.
- Lady Lestrange, zaszczyt cię tu widzieć. – Skłonił się, gotowy ująć dłoń i ucałować powietrze nad jej paliczkami gdyby tylko mu ją podała. – Czy przekonam lady do powierzenia mi jednego tańca, czy wolisz może zająć swój czas innymi rozrywkami?


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
czy wśród cierni róż brak śpiewu syren 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
czy wśród cierni róż brak śpiewu syren
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach