Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Thomas Doe
AutorWiadomość
Thomas Doe [odnośnik]06.05.21 11:19


Imię Nazwisko

Karty Tarota
0
0
3
2



Thomas Doe EbVqBwL


Ostatnio zmieniony przez Thomas Doe dnia 27.06.21 19:26, w całości zmieniany 4 razy
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Thomas Doe AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Thomas Doe [odnośnik]01.06.21 14:18
GłupiecHogwart1 września 1947

Mury szkoły, w których się znalazł, nie były czymś co kiedykolwiek wcześniej w życiu miał okazję oglądać z takiego bliska! Mury, ozdoby, światełka, wszyscy byli ubrani identycznie, a szaty były czymś, czego Thomas nigdy wcześniej nie miał okazji nosić - i niby była to kompletnie mała i dla niektórych nieważna rzecz, a jednocześnie dla niego w tym momencie była czymś niesamowitym i nieprawdopodobnym! W najśmielszymi snach nie wyobrażał sobie, że mógłby trafić do miejsca jak szkoła, bo był wyjątkowy. Nie, żeby nie wiedział o tym od zawsze, że był inny i z pewnością zasługiwał na wiele, ale czasem ciężko było samemu określić czy własne myśli i przekonania pokrywały się z rzeczywistym stanem rzeczy.
Ciężko było mu się skupić na słowach profesorów, bo jego wzrok latał wszędzie od murów, po innych pierwszorocznych kolegach. Nie wiedział jak miał się zachować, ale jak ten irytujący dzieciak, zagadywał chyba niemalże wszystkich i nie potrafił utrzymać jednego miejsca, w którym chciał stać i obok kogo chciał iść. Stanowczo nie potrafił się zdecydować, już teraz poznając kilka imion innych uczniów z roku, poza tymi których również poznał i w pociągu - a o tej podróży pociągiem to stanowczo musiał opowiedzieć jeszcze dużo Jamesowi i Sheili! Bo w końcu nie mieli okazji jechać nigdy pociągiem, a widoki zza okna były niesamowite. Nie mógł się doczekać, kiedy jego rodzeństwo dołączy do niego! Owszem, żałował, że nie mogli już dzisiaj odkrywać tego ogromnego zamku wspólnie, ale przecież mogli mieć na to jeszcze czas; jeszcze przyjdzie okazja, żeby wspólnie biegać po tych korytarzach!
Pokoje, bagaże, coś o tiarze przydziału - dziadkowie opowiadali mu tak po krótce jak wygląda Hogwart, ale słysząc o tym, co go czekało, nie bardzo był w stanie, żeby się skupić i zapamiętać to wszystko! Kto by nie był podekscytowany? Był najprawdziwszym czarodziejem! Chociaż oczywiście wizja przymusu do przestrzegania podobno jakichś zasad i jakiejś nauki, obowiązki - to wszystko nie brzmiało tak ekscytująco jak by chciał, z drugiej strony jednak nie mogąc absolutnie narzekać, bo to ile mógł zyskać wydawało się dla niego w tym momencie bardziej niż niesamowite. Ruchome obrazy, ruchome schody - powoli myślał, że nawet stopnie zaraz będą się ruszać same z siebie pod jego stopami!
Na widok ducha aż podskoczył i mało się nie przewrócił - nie wiedział czy z podekscytowania, strachu, czy jakiejś dziwnej fuzji. Cóż, o tym dziadkowie nie wspomnieli, jednak od razu w jego głowie zaczęły pojawiać się pytania czy ten duch pił, czy można było go zafarbować, czy można było go złapać, czy można było przez niego przebiec tak jak on właśnie przenikał przez sąsiednią ścianę - a profesorowie wydawali się tym nie bardzo przejmować. Chociaż chyba kilkoro uczniów było podobnie podekscytowanych na widok martwego co Thomas - cóż, było to nieco pocieszające, że wcale nie był jedynym, który nie miał z tym jeszcze do czynienia. Chociaż już w głowie planował, o czym musi opowiedzieć rodzeństwu, kiedy tylko wróci do taboru - och, ale czy zapamięta o wszystkim? Czy nie zapomni wspomnieć o czymś, według własnej opinii, śmiertelnie istotnym?
Kolejnym przystankiem okazała się sala wspólna - długi stoły, a przy nich już zasiadający starsi uczniowie w różnych barwach. Ach, ktoś mu wspominał, tak jak dziadkowie o tych całych domach, jednak on nie pamiętał już co i jak. Oglądał z zafascynowaniem reakcje innych młodszych kolegów. Niektórzy się bali, inni byli nieco zestresowani, a inni w pełni podzielali jego ekscytację, czekając na swoją kolej, żeby tylko usłyszeć wyrok tiary przydziału.
Thomas, słysząc jak został zawołany, nawet momentu nie zwlekał, nieco się potykając o kupione na wyrost za długie szaty. Siadł z zachwytem na krześle, zerkając na tiarę, która jeszcze nie zdążyła się odezwać.
- Mam ładne zielone oczy, tak mi babcia mówi, że do zielonego to ładnie pasuje zielony, albo może niebieski? - rzucił od razu z uśmiechem, chociaż na sugestię o zieleni przy stole Slytherina nastało chyba drobne poruszenie, którego młody Doe absolutnie nie zrozumiał, nie mówiąc o tym, żeby w jakikolwiek sposób się przejął. Cóż, Tiara Przydziału nie bardzo posłuchała jego sugestii.
- Gryffindor! - zawołała, a Tomek od razu z szerokim uśmiechem wstał z krzesła, chcąc pobiec do odpowiedniego stołu, co naturalnie mu już wyszło. Tym bardziej, że już słyszał i widział, gdzie szli inni Gryfoni, więc to wcale nie wymagało od niego uprzedniej wiedzy! Chyba jednak nauka nie była taka zła, już w przeciągu tego stania i czekania na swój przydział nauczył się kolorów i nazw domów.
Nie byłby sobą, gdyby jeszcze idąc do stołu, nie posłał szerokiego uśmiechu do siedzącej przy stole Puchonów Nory, z którą już rozmawiał podczas podróży pociągiem. Niby była rok starsza, ale tłumaczyła mu, że no będzie z nim na roku, bo urodziła się w grudniu... Nie, żeby narzekał.
- Och, widzisz? Jednak będziemy mogli siedzieć całkiem blisko. Może to nie ten sam stół, ale absolutnie musisz przyznać, że w niczym to nie przeszka... - zaczął mówić, zwalniając kroku przy dziewczynie i z typowym dla siebie uśmiechem zagadywał znajomą już twarz, decydując się również na to, że im dłużej będzie szedł obrócony do dziewczyny przodem, tym lepiej będzie to dla niego. Cóż, jedynie nie przewidział, że nieco za długa szata stanie mu na przeszkodzie i już po chwili wylądował na jednym z gryfońskich kolegów. A raczej między dwójką. - ...dza - dokończył, zaraz na siłę wciskając się między dwójkę i zajmując miejsce, próbując udać, że to wszystko właśnie tak miało się skończyć.
- Śmieje się? - szepnął do chłopaka, na którego się wywrócił, nieco jeszcze wciąż skołowany. - Bo jeśli się śmieje, to znaczy, że nie jestem jeszcze taki spalony... Ale nie mogę patrzeć teraz, bo się zbłaźnię - dodał, odchrząkając jeszcze, chociaż z pewnością niektórym czerwonym przy stole humor się poprawił, a niektórzy z Puchonów mieli wyraźnie mieszane odczucia, co do nowego kolegi - zupełnie jakby żywiołowych Gryfonów było stanowczo za dużo już przy nich i niekoniecznie się cieszyli na wieść, że kolejny dołączył do tego licznego grona.
- Thomas Doe - rzucił jednak po chwili do najwyraźniej nowego kolegi, podając mu rękę. Cóż, skoro już trafił na nowego kolegę, który był od niego starszy, jak najbardziej mógł się go podpytać o kilka bardzo istotnych kwestii.
- Dobra, Steffen.... Mam bardzo ważne pytanie. Czy schody czasem próbują strącić uczniów? W sensie, bo one się ruszają... Były próby, że próbowały kogoś zrzucić? - zapytał, zupełnie jakby jego życie miało zależeć od odpowiedzi. Cóż - na pewno mogło w końcu zależeć, tym bardziej przy tym jak babcia powtarzała, że regularnie traci do niego cierpliwość. - W sensie... wiesz, jak się na kogoś zdenerwują... - urwał, bo dziewczyna obok go szturchnęła, że mieli właśnie słuchać dyrektora i jakiejś jego przemowy. Wywrócił niezadowolony oczami, spoglądając w stronę profesorów i czekając dłuższy moment - ale na to, kiedy jedzenie pojawiło się na stole przed nimi to aż oczy mu się zaświeciły i nie wiedział za co miał się zabrać do jedzenia mając taką różnorodność! W końcu w domu, babcia nigdy nie dawała mu wyboru, nie żeby narzekał, bo jej kuchnia była czymś cudownym, ale w tym miejscu aż nie mógł uwierzyć w to, co ma przed sobą.
Zabrał się żwawo do jedzenie, zasypując Steffena różnorodnymi pytaniami. Tak naprawdę to nikt, kto tylko siedział w jego obrębie, nie został w pewnym momencie zbombardowany pytaniami, przedstawieniem się, krótkim zapoznaniem - i Puchonów również to nie ominęło, bo skoro podczas posiłków tak blisko siedzieli to jakże by mogło być inaczej?
Niechętnie zostawił i Steffena, i Trixie, i jeszcze kilku innych starszych kolegów, ruszając do prefekta, który zwołał pierwszorocznych, aby jeszcze nieco ich oprowadzić po zamku - no i pokazać ich dormitoria, jak i pokój wspólny. Chociaż dla Thomasa to była kolejna osoba, która coś zrzędziła na temat zasad, które panowały na korytarzach, podczas zajęć... Nie było to niczym ekscytującym - chociaż kolejna wycieczka po zamku z pewnością była jedynym plusem tego długiego wykładu.
W końcu, kiedy już Gruba Dama (Thomas nieco się burzył za nazywanie tak kobiety z obrazu, bo babcia zawsze mu powtarzała, że tak nie ładnie, wiec się pytał czy może nazywać ją Piękną Damą, na co obiecała się zastanowić) podała im hasło, a wszyscy pierwszoroczni mogli wejście do pokoju wspólnego, Tomek absolutnie był wszystkim na nowo zachwycony. Prawdopodobnie na poziom jego energii mogły mieć wpływ ilości zjedzonej kolacji, ale nikt nie powinien się dziwić, że tak się cieszył i ekscytował na widok każdej nowej rzeczy!
Tym bardziej, że kiedy znów znalazł Steffena, chętnie zaczął mu na nowo uprzykrzać życie, zadając kolejne pytania, domagając się odpowiedzi. Nawet jeśli szczątkowych i nie pełnych - chciał je poznawać! I absolutnie nie godził się z tym, że jego młody organizm powoli odczuwał spadek energii i naciskał na to, żeby poszedł w końcu spać i odpoczął, bo przecież miał jeszcze kilka miesięcy na zapoznanie się ze wszystkim.
W pewnym momencie, siedząc na podłodze przy kominku i opierając się plecami o kanapę, po prostu przysnął przy starszych kolegach - a niektórzy z nich pewnie zauważyli to z wyraźną ulgą.
Nie pamiętał, kto dokładnie go zaprowadził do łóżka, czy może ktoś użył na nim czarów i czy w ogóle był na tyle przytomny, aby rozumieć, że jakoś w łóżku w dormitorium pierwszoroczniaków się znalazł - ale stanowczo po tych wszystkich wrażeniach spał jak zabity, wyczerpany wszystkimi pozytywnymi emocjami i ekscytacjami pierwszego dnia w szkole. Jeszcze nie wiedział, że nie polubi ślęczenia nad książkami, niektórych profesorów czy po prostu egzaminów - ale to wszystko było dopiero przed nim. Na razie ogarniała go radość z miejsca, w którym się znalazł - na samą myśl o możliwościach, które przed nim stały.


Thomas Doe EbVqBwL
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Thomas Doe AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Thomas Doe [odnośnik]03.06.21 9:20
Mag
Birmingham1942 styczeń
odwrócona



Dzisiejszą noc spędzał pod płotem - i wciąż nie rozumiał jak się tutaj znalazł. Dzisiaj, czy wczoraj, czy kilka dni temu... Ale mimo tej chłodnej mżawce, czuł się tutaj bezpieczniej. Owszem, pani Davis najpewniej rano znów się wystraszy na jego widok, ale co miał poradzić na to, że tutaj się pojawiał? Skulony i wystraszony, tuląc do siebie chudymi rękami kolana, chcąc się nieco bardziej uchronić przed deszczem. Był wystraszony i zmęczony, wciąż jeszcze śpiący. Nie wiedział jaka była godzina, ale stanowczo było wszędzie ciemno. Nawet nie zauważył, kiedy zasnął, ale sen również nie był czymś co pozwoliło mu odpocząć - a przynajmniej nie na długo.
Nie wiedział, o której godzinie tak właściwie ich ojciec się dzisiaj obudził i jak długo czasu spał na podwórku, ale miał rację co do tego, że sąsiadka go znalazła wcześnie, tuż po tym jak wyszła na spacer ze swoim pieskiem. Pod płotem, w ogrodzie. Rozpoznając czyje było to dziecko, dość szybko zareagowała, dając znać jego rodzicom gdzie też to był i odprowadzając go nie do mieszkania, bo okazało się że i mama, i tata już go szukali.
- Tommy, jak się czujesz? Wszystko w porządku? - pytała kobieta, zaraz przytulając syna, który był cały przemarznięty i wciąż jeszcze śpiący.
- Napędziłeś nam strachu... Jak wyszedłeś... - powiedział ojciec, również go przytulając. Thomas po prostu to akceptował, wtulając się w rodziców chyba bardziej z tego, że potrzebował teraz zwyczajnego ciepła - zarówno fizycznego, jak i tego poczucia, że przecież jego rodzice się nie kłócili. Może to po prostu były jego złe sny? Tata na pewno nie chciał im zrobić krzywdy... Dlaczego by miał? Byli mu wdzięczni za to, że mieli dom nad głową i kawałek chleba, tak jak zawsze im powtarzał, że powinni być no i zawsze się słuchali, a przynajmniej starali. To nie tak przecież, że Tomek chciał uciekać! To się stało samo...
Początkowo szedł na nogach, prowadzony do ich małego mieszkania przez rodziców, ale dość szybko to ojciec musiał go donieść, bo Thomas zaczął się uskarżać na brak sił. Czy była to dziecięca histeria, czy rzeczywisty problem, po krótkich namowach mężczyzna ustąpił. Wniósł najstarszego po schodach do ich ciasnego mieszkanka, zanosząc na kanapę i jeszcze przebierając w suche ubranie, a później układając jakimś pobliskim kocem.
To na pewno był tylko zły koszmar. Tata przecież na nich nie krzyczał... Tym bardziej teraz, kiedy przysypiając Thomas widział jak ich ojciec siadał do gazety i do kawy, mając dzisiaj najwyraźniej dzień wolny od pracy w fabryce, a zaraz po tym coś pokazywał Jamesowi. Nie krzyczał tak jak krzyczał w nocy. Nawet przecież zajął się przez moment Sheilą, kiedy ta zaczynała rzucać pluszowym misiem dla zabawy. Wciąż jej to pokracznie wychodziło, mimo że z Jamesem starali się ją nauczyć i pokazać, jak miała to robić, ale było ciężko! Naprawdę Thomas nie potrafił zrozumieć, dlaczego ona tego nie pojmowała.
Bardziej niż spać, rozgrzał się po prostu pod kocem, a kiedy poczuł się nieco lepiej, zjadł z rodzeństwem śniadanie, a później wyszli na podwórko, żeby się bawić.
Słyszał jak sąsiadka coś mówiła w ich stronę - a raczej po prostu o nich, wpatrując się w nich - że ich ojciec był okropny, że znów budziły wszystkich sąsiadów te hałasy i krzyki, jak to był podobno nieokrzesany i inne rzeczy, że powinni się stąd wynieść i że takie sąsiedztwo to tylko skaranie boskie. Absolutnie pięcioletni umysł Tomka niekoniecznie rozumiał, dlaczego sąsiedzi tak bardzo za nimi nie przepadali. Do tego czasem zabraniali bawić się swoim dzieciom z nimi, czego tym bardziej nie potrafił pojąć! A sam jak najbardziej szukał, kiedy tylko mógł, żeby porozmawiać z kimś nowym - zapoznać się, pośmiać nieco, pobawić. Oczywiście, że kochał swoje rodzeństwo i uwielbiał spędzać z nimi czas, ale miał ich na codzień, a on był po prostu ciekawy wszystkiego!
Po zabawie i spacerze, kiedy to już i on, i James mieli zdarte kolana od zabaw i biegania, i pomagania jednej ze starszych sąsiadek w uporządkowaniu ogródka, a Sheila wyraźnie robiła się marudna z głodu i może nieco zmarznięta, po prostu wrócili do domu, w którym ich mama już coś gotowała - a pachniało jak zawsze pięknie. Thomas nigdy nie wiedział jaka magia to sprawiała, ale był pewny, że jakaś na pewno! W końcu słyszał jak ojciec czasem wołał na ich mamę, że jest wiedźmą, a skoro ta tylko się uśmiechała na ten temat, z pewnością coś w tym było na rzeczy. Ciekawe, czy to również i ona przerywała jego złe sny o tym, że tata na nich krzyczał... Może to były zwykłe koszmary? Kiedyś usłyszał od jednej z sąsiadek o tym, jak to ktoś chodził we śnie i wychodził z domu. Może dokładnie to jemu się przytrafiało, kiedy budził się w zupełnie obcych miejscach, w których nie zasypiał? Miał zły sen, więc zwyczajnie w świecie próbował uciec! Tak, to na pewno było tym wyjaśnieniem...
Po obiedzie, kiedy tata wrócił do domu, czekała ich również słodka niespodzianka od niego. Thomas wiedział, że przecież gdyby tata rzeczywiście na nich krzyczał i próbował im zrobić krzywdę, nigdy by im nie przynosił tych herbatniczków, a dzisiejsze były z dżemem tak smacznym, że pięciolatek swoją porcję jadł jak najdłużej, chcąc się móc delektować nim jak najdłużej. Stanowczo ojciec o nich dbał - zapewniał i ubrania, i to że mieli gdzie spać, i takie smaczne jedzenie, a podobno wcale nie musiał. Więc jak mógłby chcieć im zrobić krzywdę?
Nie był świadom tego, że ojciec jedynie w ten sposób leczył swoje wyrzuty sumienia i próbował ich przekupić - uczył dzieci, a w szczególności Thomasa, że okazywanie tak nieszczerej troski i zaopiekowania, jasno świadczyło o dobrych zamiarach, bo źli ludzie by ich nie nakarmili. On to wszystko robił tylko i wyłącznie przez wzgląd na ojcowską miłość! A cicha zgoda matki, również o tym wszystkim utwierdzała najstarszego.
Wciąż pamiętał urywki krzyków i hałasów, to jak to piekło się rozpoczynało, ale niewiele więcej - czasem ojciec próbował ich uderzyć, ale w ostatnim roku, kiedy tylko był w pobliżu rodzeństwa, coś go powstrzymywało. Jakby niewidzialna siła go trzymała... to na pewno był zły sen, jakiś koszmar! Bo jak inaczej wyjaśnić latające przedmioty, czy niemożność ojca do wykonania czynności? Czy to, że Thomas nie zawsze pamiętał jak ta bura się kończyła, bo po prostu znajdywał się w innym pomieszczeniu - albo na podwórku. I to bez otwierania drzwi, bez biegania! Po prostu o tym myślał, może i będąc nieco przerażonym, ale nie było to nic, czym powinien się przejmować. Przecież nic mu nie było, James i Sheila też byli zazwyczaj cali... A nawet jeśli tata ich uderzył to Thomas czasem widział na podwórku jak i inne dzieci były uderzone - dorośli to tłumaczyli, że ktoś zachowywał się źle i nieodpowiednio, wiec zasłużył na karę. Może po prostu nie rozumieli jeszcze do końca jak mają się zachowywać, nawet jeśli wydawało im się, że w nocy powinni spać to tak nie było naprawdę?
Ale czasem nowe - czy raczej używane i nieco już zużyte, ale dla rodzeństwa jak najbardziej nowe - zabawki, czy ubrania wynagradzały krzywdy i pozwalały zapomnieć. Zupełnie jakby koszmar związany z nocą nie miał miejsca. W ciągu dnia ojciec wychodził do pracy, czasem zostawał z nimi kilka godzin, kiedy miał wolne, a czasem po prostu przychodził i pił. Opowiadał im historie, czasem się z nimi pobawił, a czasem nawet przyniósł coś pysznego i smacznego! I słodkiego. Jak ktoś, kto się nimi zajmował jak tata, mógł chcieć ich krzywdy?
Tomek nie rozumiał tego, że każda noc była dla nich niebezpieczeństwem - poddając się temu jak nieświadomie używał swojej dziecięcej magii do ucieczki, do nie słyszenia i nie pamiętania tego koszmaru odbywającego się w mieszkaniu, czy raczej strącając to na rzecz złych snów. Choć nawet próbował pytać mamę, dlaczego czasem budzi się w tak innych miejscach niż jak te, w których zasypiał. Ale ona mu nie odpowiadała... Nie wyjaśniła nigdy, tak jak lata później wyjaśnili to dziadkowie - mówiła po prostu, że to tylko przypadek, że czasem tata może zachowywać się inaczej, ale to ze względu na _potwora_, który kiedyś przyszedł i atakował nas, ale to było zanim się urodziliśmy podobno! Chociaż wciąż nie było dobrze... Podobno ten cały _potwór_ miał wracać i tym tata się martwił. Prawdopodobnie nie chciał, żeby on skrzywdził ani mamy, ani Jamesa, ani Sheili, ani oczywiście Thomasa czy jego samego! Niedługo po tym wszystkim, i Tomek zaczął tłumaczyć sobie wszystko dokładnie w ten sposób - że to właśnie potwór próbuje opętać ich tatę i prowokować do tego, aby zrobił im krzywdę. Miało to tłumaczyć te nocne zachowania, bo przecież każde rozsądne dziecko (a Tom przecież takim był) wiedziało, że wszelkiego typu mary wychodziły głównie nocą i wtedy też były największym niebezpieczeństwem! Mama starała się z nim walczyć jak tylko mogła, jednak nie zawsze dawała radę. Ale zawsze byli bezpieczni, nic nie mogło im się stać przy tacie tak naprawdę, bo potwór zawsze okazywał się być za słaby.
A przynajmniej tak tłumaczył to sobie umysł pięciolatka, potrzebujący wierzyć, że w domu ze strony rodziców nie mogła go spotkać żadna krzywda - a później i w ten sposób tłumaczył, dlaczego wraz z rodzeństwem musieli uciekać z domu. Starał się również na codzień ignorować te szepty innych sąsiadów, czy chociażby podszepty własnego młodego rozumu, że coś jest nie tak. Przecież tata na pewno dbał o nich... Musiał o nich dbać! W innym wypadku nie zabierałby ich ani do schronu podczas tych wszystkich nalotów, ani nie dawałby im jedzenia czy dachu nad głową - nawet jeśli to ostatnie było podobnie dzięki pomocy pana z fabryki. Tata powtarzał, że nie mieliby wiele bez niego, a on ślepo potrzebował w to wierzyć, aby mieć stabilny grunt do dorastania - nawet jeśli ten grunt miał się rozsypać w przeciągu kilku kolejnych lat zarówno dla Thomasa, jak i reszty rodzeństwa.


Thomas Doe EbVqBwL
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Thomas Doe AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Thomas Doe [odnośnik]03.06.21 9:24
Kapłanka
Birmingham1942 czerwiec

Wciąż drobne dłonie dziecka zacisnęły się na sakiewce z pieniędzmi, które kobieta podała najstarszemu synowi, zaraz po tym poprawiając jego koszulkę i układając dłonie na jego buzi, chcąc aby teraz się skupił tylko na niej. Widziała ten strach w jego oczach i nie mogła się mu dziwić. Sama była równie przerażona, ale nie dawała tego po sobie poznać, nie było takiej potrzeby. Tym bardziej przez takie fałszywe zapewnienie młody Smith, czy jak go mama pouczyła od dzisiaj Doe, nie rozumiał co i dlaczego się działo.
- Pamiętasz kierunek, tak? Musicie iść za miasto, nie martw się, dasz sobie radę, prawda? Ja do was dołączę nieco później. Zajmij się do tego czasu Jimmym i Sheilą, dobrze Tom? Dasz sobie radę, jesteś w końcu już dużym chłopcem, tak? I odpowiedzialnym - powiedziała kobieta, uśmiechając się do swoich dzieci delikatnie i kojąco, chcąc je w ten sposób uspokoić. Wciąż klęczała przy nich, gładząc to po policzku czy włosach, po ramieniu, jakby ciężko było jej je odesłać. Biła się z własnymi myślami i uczuciami, sprawiało jej to ból. Dokonywała właściwej decyzji, tej jedynej właściwej, a przynajmniej tak właśnie uważała w tamtym czasie. Myślała, że to będzie bezpieczniejsze dla niej, dla nich, dla rodziny, którą niegdyś chciała założyć w tym miejscu, rozkochana w zwykłym mugolaku, a dzisiaj... czy żałowała tej decyzji? Że znalazła się w Birmingham otoczona takimi, a nie innymi ludźmi? W takim położeniu?
Boję się, tętniło w głowie sześciolatka, czując jak gula mu podchodzi do gardła na myśl o nieznanym; o tym że mógłby zapomnieć trasy i zawieść mamę, swoje rodzeństwo. Szukał w kobiecie jakiegoś potwierdzenia, że wszystko będzie w porządku, że nic się nie stanie. Potrzebował tego zapewnienia... Potrzebował wiedzieć na pewno, bo jeśli mama nie wiedziała to kto miał? Komu miałby zaufać jeśli nie jej uśmiechowi, jej dotykowi, tym pięknym kołysanki śpiewanym do snu, które były zawsze najlepszą muzyką dla jego uszu. Nie mieli wiele niczego - ale mieli siebie, a on potrzebował rodziców. Chciał w to wierzyć, że ich potrzebował... choć jeśli mama mówiła inaczej, że to teraz on powinien się opiekować, prawdopodobnie miała rację. Była dorosła, a to znaczyło, że wiedziała lepiej. To zawsze słyszał - że starsi wiedzą lepiej.
Chłopiec spojrzał na młodszego brata i siostrę, i wiedział że nie rozumieją wiele więcej od niego. Byli zagubieni tak jak on, nie rozumiejąc co się działo, ale mama przecież mówiła, że to on musi być tym odpowiedzialnym. Musiał im pokazać, kto tutaj rządzi! Musiał pokazać, że wie co robi, bo inaczej nie będzie miał autorytetu i jeszcze się rozbiegną od niego! Nie chciał, żeby Jim się zgubił, ani żeby Sheila się straciła im z oczu. Musiał być pewny, że pamiętają kto tutaj dowodzi! I że mogą mu zaufać, chociaż sam do końca sobie nie ufał. Przerażała go sytuacja, w której został postawiony. Chciał móc się bawić i gubić z Jamesem! Dlaczego nagle nie mógł..? Dlaczego nagle musiał go pilnować i być za niego odpowiedzialnym? Dlaczego mama nie mogła kontynuować bycia odpowiedzialną za ich trójkę?
- Słyszysz James? Ja jestem... Jestem teraz szefem! - powiedział sześciolatek stanowczo ze zbyt dużą upartością i pewnością siebie jak na swój wiek, zaraz uśmiechając się pokrzepiająco, odsuwając się od mamy, chcąc jej pokazać, że podoła zadaniu. Potrzebował tego zapewnienia i znajdywał je w jej spojrzeniu... Bo ono nie kłamało, nie mogło, prawda? Mimo, że nie tłumaczyło niczego, nie ukrywało też przed nim prawdy. Wszystko miało być dobrze, w porządku. To tylko na moment, za kilka dni ona wróci do bycia mamą, a on do bycia jej synem.
To miał być tylko moment.
Kucnął przy młodszej siostrze. - Na razie pójdziemy, ale może to być troszeczkę daleko, więc jeśli nie będziesz mogła iść to mi powiedz, tak? Zaczniemy cię nieść. Prawda, James? Dasz radę? Może zrobimy odpoczynek pod drzewem jeśli się zmęczymy za bardzo... - mówił Thomas, powtarzając w głowie to, gdzie mieli iść. To nie była trasa mu nieznana, ale wciąż się obawiał, nie wiedząc tak naprawdę na ile wychodzili.
Mama spakowała im plecak i pieniądze, czego nigdy nie robiła wcześniej i bał się tego, co miała przynieść ta wycieczka.
Dam radę, jak trudne to może być? Mam tylko kierować... to jest łatwe!, zapewnił siebie w duchu, jednocześnie spychając niepewność na drugi plan. Nie mógł myśleć w inny sposób.
Kobieta obserwowała to z żalem, ale i z uśmiechem, z bólem serca, który rozrywał ją od wnętrza, wiedząc jednocześnie że podejmowana przez nią decyzja była dobra. Nie chciała, aby jej dzieci to pamiętały, chociaż już teraz martwiła się o synów - jak bardzo to się na nich odbije? Widziała w Thomasie jak zaczynał kłamać, widziała po jego oczach jak szukał odpowiedzi u niej, a ona nie mogła mu jej udzielić. Nie teraz, a może i nigdy? Coraz bardziej czuła, że zawiodła go jako osoba, na której powinni całą trójką polegać najbardziej. I mimo to, zaraz przeszedł do roli starszego brata. Mogła mu zaufać, tak czuła, że wyrośnie na kogoś, kim sama chciała być, ale nie miała do tego sił. Nie w tym momencie, nie teraz. Miała nadzieję, że zostanie jej to wybaczone. Tak samo James niewiele rozumiał, niewiele mógł pamiętać... Chociaż miała nadzieję, że zapamięta jej twarz, kiedy gładziła go po policzku i mierzwiła jego czarne loczki ostatni raz. Cieszyła się, że są tak do siebie podobni, że są podobni do niej, jednocześnie mając nadzieję że kiedyś ich zobaczy i nie będą sobie kompletnie obcy; że jej młodszy syn wda się w dziadka lub kuzynów. Już teraz był bystry, mimo że czasem tracił cierpliwość to wiedziała, że mógł wieść dobre życie.
Będzie zaradny, szczególnie mając takiego brata, który przejmował nad nim pieczę. Wiara w to była jej jedyną opcją, że nie miał jego temperamentu, a dziadka...
A jej Sheila... Tak piękny aniołek, którego chciała przepraszać najbardziej z nich wszystkich. Jej jedyna córka, której nigdy nie zobaczy jak dorasta, jak staje się kobietą, uczy się tańców, odnajduje swoją miłość. Och, miała taką nadzieję, że będzie szczęśliwa! Nie wątpiła już teraz w jej przyszłą urodę, choć wciąż była ciekawa na jaką kobietę wyrośnie. Wrażliwą z gracją? Może dumną i silną? Albo mieszanką, czymś pomiędzy?
- She, chcesz iść ze mną czy z Jamesem? Nie możesz się zgubić, pamiętaj. Musisz się nas trzymać bardzo bardzo bardzo blisko! - mówił z uśmiechem Thomas, chcąc nieco uspokoić siostrę, zapewnić że będzie w porządku, chodź tego nie wiedział, bo jak miał wiedzieć? Miał tylko sześć lat! - Ty też musisz, bo nie możemy się zgubić! - dodał zaraz chcąc pouczyć i brata, tak na wszelki wypadek, żeby zaznaczyć, kto tutaj rządzi!
I wyszli. Jedno po drugim, znikając za drzwiami i już nigdy więcej się nie pojawiając w tym miejscu znowu. Opuścili dom, podwórko które znali, i które z czasem przestało być tak wyraźne w ich pamięci. To wszystko znikało, a wspomnienia zostały zastępowane taborem, tańcami, karawanami, nową rodziną.
Chociaż Thomas nie chciał nigdy nowej rodziny. Zawsze miał nadzieję, że ona wróci.

***
Nie był w stanie iść dalej, sprawdzić adresu, pod którym wiedział, że kiedyś mieszkał; że tam się urodził i jako kilkulatek myślał, że tam przyjdzie mu dorastać. Nie, żeby żałował. Karawany, tabor, to jak magia wkroczyła w ich życie - nie wymieniłby tego na nic innego w życiu! Jednak dzisiaj, zastanawiał się czy ona żyje. Jak wygląda? Czy pamięta ją tak jak wyglądała, czy zestarzała się jak ich babcia? Czy wszystko co o niej pamięta to bajki i kłamstwa opowiadane Jamesowi i Sheili, kiedy zapytali o ich rodziców? Czy rzeczywiście była taka jak babcia opowiadała czy jedynie nie chciała im zrobić przykrości?
Wiedział, że miał tę możliwość na wyciągnięcie ręki, w końcu podróżując ze Szkocji do Londynu, ale bał się spojrzeć tej kobiecie w oczy i powiedzieć, że zawiódł - bo tak się czuł. Ona pokładała w nim nadzieje, zaufała mu i w swoich wspomnieniach widział ją jako tę idealną i doskonałą bez skaz. Chciałby usłyszeć, dlaczego wtedy im kazała odejść... dlaczego do nich nigdy nie dołączyła? Może bała się? Albo chciała zostać?
Nie wiedział sam czy te pytania, które przychodziły same do głowy na myśl o ich matce były tajemnicą, na którą chciał znaleźć odpowiedzi. Miał nadzieję, żywił się nią przez lata, że byli wtedy kochani - że to ich ojciec zawsze był problemem, a nie ich ukochana mama, która troszczyła się o nich jak mogła. Może sama była zagubiona tak jak on teraz? Jak oni... Wciąż miał nadzieję, że ktoś przeżył. Może to właśnie czuła ich mama? Że zawiodła, tak jak Thomas teraz, niemal dwa lata po tym jak przeżył tylko dzięki swojej ukochanej, przez przypadek. Czy to dlatego wtedy kazała im iść przed siebie? Chciała się pozbyć balastu, jakim dla niej byli, a może po prostu sama poczuła jak przerasta ją ten obowiązek i chciała czegoś lepszego dla nich? A może to właśnie jej wiedza jak wiele już kłamstw istniało w ich domu spowodowała, że postąpiła w tej sposób? Że nie chciała ich więcej narażać na niechęć ze strony sąsiedztwa czy krzywdy ze strony ich ojca.
Mimo nadziei, że była doskonała, Thomas bał się prawdy. Nie chciał wierzyć, że mogła być niedoskonała, pamiętając jak to zachwalał ją we własnych bajkach, opowiadanych Sheili i Jamesowi do snu, czy kiedy tylko indziej poprosili. Pamiętał jej twarz, a może to była twarz jej kuzynki? Może to była sąsiadka z Birmingham? Nie pamiętał, powoli zapominał... Chciałby móc się chwycić tych wspomnień i nie puszczać, chciałby móc cofnąć się do tych lat, kiedy tak żywo kłamał rodzeństwu na temat ich rodzicielki. To były tylko bajki, w których zdarzało jej się być królową czy magiczną wróżką, której głos odganiał koszmary.
Ale gdzie był jej głos teraz, gdy obrazy płonących karawan nie dawały mu zasnąć?


Thomas Doe EbVqBwL
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Thomas Doe AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Thomas Doe [odnośnik]27.06.21 19:21
Cesarzowa
HogsmeadeMaj 1953

Dłoń prowadziła pędzel pewnie i delikatnie, uchwytując wielokolorowe wiosenne kwiaty, zieleń traw, błękit nieba. Pogoda była niesamowita, a może było to złudzenie i figle umysłu Thomasa, którego wzrok co rusz podążał za kolejnym ruchem jej ręki; obserwował jak powoli kolejne plamy farby barwią płótno, a ona spogląda i obserwuje w ciszy otaczający ich świat. Wpatrywał się w jej profil - lekko zadarty nos, rumiane policzki czy to jak mrużyła oczy, próbując nieco bardziej dostrzec coś poza jego zasięgiem.
- Nie mam wypisanej zawartości podręcznika na sobie - rozległ się jej melodyjny acz stanowczy głos. Karciła go znów, choć trwało to tylko moment - bo zaraz na jej wargi wpłynął uśmiech, a ona zerknęła w stronę Gryfona rozłożonego na trawie z głową ułożoną na otwartej książce. On wywrócił oczami, niechętnie kierując te na zapisane literami strony lektury, do której był przymuszany wbrew swojej woli.
- Dlaczego nie wytłumaczysz mi tego jak zawsze? - jęknął niezadowolony. - Zawsze lepiej rozumiem jak mi opowiadasz... Nawet nie rozumiem połowy słów, nie rozróżniam co jest nazwiskiem, prawem, jakimś układem czy nie układem...
- Mogę poprosić Steffena, żeby dokładnie ci wyłożył materiał historii magii wraz z aktualnymi zawiłościami politycznymi jeśli potrzebujesz, a zaraz po tym dodatkowy z numerologii. Miałeś czas na uczenie się, ale postanowiłeś podłożyć Jamesowi i Marcelowi chrobotki pod łóżkiem... Naprawdę, myślisz, że mi się Steffen nie pochwalił twoim wyczynem? Uważasz to za takie zabawne? Żebym ja cię nie zmieniła zaraz w jednego z chrobotków... Naprawdę, o ile łatwiej byłoby cię wtedy upilnować... - mówiła, wzdychając i kręcąc głową z dezaprobatą. Zaraz odłożyła pędzel na sztalugę, odwracając się w pełni do Thomasa. Wiedziała, że dla większości uczniów czy nawet profesorów ich znajomość przez lata była jedną zagwozdką. Byli na tym samym roku, w zupełnie innych domach i jednocześnie zawsze pomagała w nauce - już od pierwszego roku, kiedy tylko dowiedziała się o tym, że nie potrafił czytać. Cóż, bez tej umiejętności było ciężko być na bieżąco z materiałem i wyrosnąć na dobrze wyszkolonego czarodzieja, prawda? A później musiała pomóc mu z nadrobieniem materiału przerabianego na zajęciach, nie mówiąc o tym, że potrzebował dodatkowego czasu na lepsze zrozumienie zasad świata czarodziejskiego! Biedny, przecież pierwszy raz się zderzał z czymś podobnym!
A mimo to zawsze z uśmiechem, przeszło jej przez myśl, chociaż zaraz jej uwagę odwrócił jakiś ruch w trawie. Gryzoń, może mysz lub szczur - nie był to jakiś rzadki widok na świeżym powietrzu czy w samym zamku. Zaraz zobaczyła jak czarny ptak nadlatuje, próbując wyraźnie upolować swój dzisiejszy posiłek i...
- ... zresztą, on wciąż nie dowiedział się, że to ja mu je podłożyłem. Steff mi o nich opowiadał i tylko odrobinę się go podpytałem o nie... Ale to przecież nic poważnego, one nie były groźne, więc nic się nie stało. Zresztą, podłożyłem je tylko dlatego, że nie zmieściły się wszystkie do biurka profesora Jay... - urwał, zauważając jak Jeanie się obraca do niego na stołku i zaraz podnosi się z niego, ruszając w jego stronę, zauważając oczywiście czerwień narzuty, na której leżał. Doskonale ją rozpoznała, bo w jej sypialni na łóżku znajdywała się identyczna tylko w niebieskościach. Znów westchnęła, kręcąc głową z dezaprobatą. I co ona miała z nim zrobić?
Spojrzała na niego, na ten uśmiech, który zwiastował kłopoty, na jego oczy, które zawsze się cieszyły - i nigdy nie pojmowała, skąd miał w sobie tyle energii i radości. Nawet jak znajdywała go pobitego po Ślizgonach, nawet jak przymuszała go do nauki, aby mógł zaliczyć kolejny rok nauki w Hogwarcie...
- Thomas! Podłożyłeś chrobotki profesorowi do biurka?! Kiedy ty dorośniesz! - zmarszczyła brwi, patrząc na niego z góry. Zawsze taki był, zawsze sam szukał kłopotów i, jak to on sam określał, jak ubarwić innym czas. Przymykała oko na jego wycieczki do zakazanego lasu, do tego jak próbował spoufalać się ze szlachtą (i to mimo tylu lat, które mu pokazały, że oni są poza jego zasięgiem, za to on jest w zasięgu zaklęć Ślizgonów!), a on wciąż próbował wynaleźć nowszy sposób na to, aby znaleźć guza.
- No samo tak wyszło... Zresztą, on sam na to zasłużył...
Tym, że go lubię i szanuję jako nauczyciela? Tym, że lubię z nim rozmawiać? Thomas... Masz tak niską wiarę we mnie, w nas?, przeszło jej przez myśl, a zaraz po tym przykucnęła przy nim. Uśmiechnęła się spokojnie, wiedząc że Gryfon postąpi w taki sposób, o jaki go poprosi. On też o tym wiedział, chociaż nie przyznawał na głos przez rodzeństwem czy przyjaciółmi - ale oni przecież wiedzieli. Mogli zauważyć jak bardzo pod wpływem Jeanie ten najstarszy z Doe się zmieniał i pokorniał. Nawet teraz wpatrywał się maślanym wzrokiem zbitego szczeniaczka w Krukonkę, czekając w rzeczywistości na to, co ma zrobić. Ona jednak jedynie przykucnęła, milcząc.
- No wypluj to z siebie! - zawołał po kilku minutach ciszy, której nie mógł znieść. Zaraz wyciągnął się płasko na książce. Nie chciał przyznać, że wie co powinien zrobić, co jest od niego oczekiwane. To całe branie odpowiedzialności za swoje czyny czy właściwe postępowanie było trudne! Wymagało od niego myślenia, odpowiednich czynów... Nie liczyły się chęci, a efekty! A jak on miał przewidzieć efekty swoich działań?
- Pójdę przeprosić profesora...
- I? - zachęciła go Jeanie do wymyślenia czegoś dodatkowego poza najprostszą możliwą drogą.
- Nie zrobię nic więcej, bo one już dzisiaj powinny chyba zacząć wychodzić z biurka... - dodał cicho, podnosząc niepewnie wzrok na blondynkę, która poraz kolejny wydawała się nie być zachwycona słowami swojego chłopaka - czy może bardziej narzeczonego, jeśli miała wierzyć w jego słowa i plany co do niej. Wciąż nie była pewna jak wiele z nich zrealizuje, chociaż widziała w nim zmiany, które wiedziała, że wcześniej się nie pojawiały. Chętniej sięgał po książki, samemu starał się odrabiać prace domowe tak, aby mogli spędzić wspólny czas nie w bibliotece, a może na spacerze czy po prostu gdzieś na korytarzu Hogwartu. Albo tak jak teraz, w Hogsmeade. Może oddalili się nieco od innych uczniów, ale tak długo jak nie robili niczego nieprzyzwoitego, mogli sobie na to pozwolić. A nie musiała się martwić o to, że Thomas próbowałby ją skrzywdzić czy dopuścić się innych niechlubnych zachowań - zbyt bardzo mu zależało, aby ryzykować, że ją straci. A ona nie chciałaby stracić jego.
Niektórzy nie rozumieli, nie pojmowali co oni wzajemnie w sobie widzieli - a przede wszystkim, dlaczego ktoś tak ułożony i obowiązkowy jak Jeanie chciał mieć wspólnego z tak zupełnym swoim przeciwieństwem jak Thomas. Może była to kwestia, że Krukonkę ciekawiło tak inne życie, tak inne podejście - a może sama czuła jakąś dziwną i nieuzasadnioną tęsknotę czy zew do tego, aby samej takie życie prowadzić?
Choć z pewnością widziała, że u najstarszego z Doe było wiele pozorów, na które było łatwo się nabrać i uwierzyć - to, że nie słuchał nikogo i zawsze postępował egoistycznie nie miało racji bytu, kiedy chodziło o bliskie mu osoby. A kiedy chciał, potrafił zaskoczyć pozytywnie tym jak był uprzejmy i czarujący. Gdyby nieco bardziej dbał o swoje maniery, z łatwością mógłby gościć na salonach... choć czy takie wizyty nie zrodziłyby w jego głowie kolejnych pomysłów na kradzieże i wyskoki?
- Pójdziesz go przeprosić - powiedziała, siadając zaraz na czerwonym materiale tuż przy Tomku, a ten z uśmiechem zaraz powędrował głową na jej kolana zamiast leżeć na książce. - I skupisz się na nauce, jasne? Owutemy nie będą tak proste do zaliczenia... - urwała, przyglądając się znów gryzoniowi, który wyraźnie wciąż uciekał przed krukiem, ale absolutnie by się nim nie przejęła, gdyby nie fakt, że niespodziewanie zaczął biec w ich stronę, zaraz przeskakując to po Tomku, co i po niej. Pisnęła zaskoczona, a już rozmarzony i zadowolony Cygan, który dość szybko zaczął przysypiać na kolanach Szkotki, po prostu poderwał się do siadu, zaraz rozglądając co się działo. Nie zauważyli gdzie i kiedy schował się szczur. A kruk dość szybko stracił zainteresowanie niedoszłą ofiarą, odlatując ze skrzekiem.
- Komuś chyba uciekł zwierzak... ten szczur nie wydawał się być dziki. Widziałeś jak skak... Czy ty zasypiałeś? - zapytała, wzdychając i zaraz podnosząc się z ziemi. Wyciągnęła dłoń do Tomka, mierzwiąc jego ciemne włosy i przyglądając się jeszcze moment jego twarzy. Była pewna, że już zaczynał przysypiać, wyglądał jak wyrwany z krótkiej drzemki... Ale wciąż miał jeszcze tyle materiału do przeczytania!
- Obiecałeś, że skończymy wspólnie szkołę i zaliczymy egzaminy, pamiętasz? - przypomniała mu, a ten przewrócił oczami, zaraz już ziewając.
- Pamiętam... - mruknął, trąc oczy na drobne rozbudzenie i pobudkę. Chyba nie uczyło mu się najlepiej na świeżym powietrzu... Jeśli nie przysypiał od siedzenia w jednym miejscu to najczęściej tracił koncentrację, skupiając się na ptakach, owadach czy innych zwierzętach.
- Możemy tak właściwie przejść się na spacer... i powtórzyć budowę roślin na rozbudzenie - zaproponowała z uśmiechem, zaraz zbliżając się do sztalugi i jednym ruchem różdżki sprawiając, że ta ładnie się złożyła i zapakowała w małą walizeczkę, pozwalającą przenosić zarówno płótno jak i farby. Thomas za to zaczął się podnosić niechętnie i zabrał się do ręcznego składania koca, na którym nie pozwolono mu uciąć sobie drzemki.
- A może pójdziemy nad rzekę? Albo poszukamy Steffka? Ostatnio dość często znikał... Nie wiem, chyba znalazł sobie nowego kolegę, bo ciężko go złapać w pokoju wspólnym...
- Albo przygotowuje się do egzaminów. Coś, co ty powinieneś również robić...Ale jak tak się zastanowię to nie pamiętam czy wychodził też na wycieczkę. Możemy go poszukać. Thomas, zaklęcia użyj - nakazała, obserwując jak jej ukochany stara się wszystko ułożyć ręcznie. Już po chwili jednak wyciągnął rzeczywiście różdżkę i korzystając z zaklęcia. Po tym już ruszył za Jeanie na dróżkę prowadzącą z powrotem do górskiego miasteczka.


Thomas Doe EbVqBwL
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Thomas Doe AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Thomas Doe
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach