Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Dziwna kraina biblioteki
AutorWiadomość
Dziwna kraina biblioteki [odnośnik]17.05.21 12:20
1947, wrzesień

To było zaledwie kilka tygodni w Hogwarcie, w trakcie których już był przekonany o tym, że szkoła nie kręciła się tylko wokół zabawy. Cóż, trochę przestawał chyba zazdrościć innym rówieśnikom, że ci mieli okazję uczenia się pisania i czytania wcześniej. Chociaż z pewnością, takie umiejętności dużo by mu ułatwiły dzisiaj... No i czuł, że to była tylko czysta niesprawiedliwość, że inni nie mieli takich problemów jak on i mogli się skupić na czytaniu i nauce!
- Tyle ludzi tu jest zawsze... Nie mają co robić, że czytają tylko? - rzucił pod nosem, wchodząc do biblioteki, bo jednak nie potrafił zrozumieć innych uczniów Hogwartu pod tym względem, szczególnie Krukonów! Co prawda, jedna z nich sama zaproponowała mu pomoc zaraz po tym jak nieudolnie w klasie próbował rzucić zaklęcie, które skończyło się tylko wyrzuceniem z jego ręki różdżki, ale to nie znaczyło, że pojmował to zafascynowanie książkami! Co w nich takiego było? Masa liter i słów, i zdań, których próby czytania przyprawiały go tylko o ból głowy! Jak miałby się skupić na tym wszystkim? Inni wydawali się czerpać przyjemność z tego, ale on... No nie rozumiał, dlaczego inni tak się nad sobą znęcali!
Kierował się z książką do stołu, przy którym już blisko dwa tygodnie spędzał codziennie z Jeanie na swojej nauce. Chociaż dzisiaj, zaskakująco, nie zauważył tam swojej koleżanki, a inną Krukonkę, chociaż kto powiedział, że nie może sprawić, aby i ta była jego koleżanką? Koleżanek nigdy nie było mu za wiele!
Uśmiechnął się, kładąc książkę zaraz na stole i posyłając uśmiech dziewczynie.
- Czy ja jestem szczęściarzem, mając okazję do nauki z tak piękną panną? - powiedział, zaraz dosiadając się do dziewczyny, którą jednak kojarzył z zajęć. No tym bardziej, że należała ona do Ravenclaw. Chyba nawet widział jak Jeanie z nią rozmawiała... - Ja wiem, po prostu muszę być świetnym partnerem do nauki. Co czytasz? - rzucił też, chociaż stanowczo liczba słów na stronie książki przez moment go przeraziła. Wolał te książki i podręczniki, gdzie były jakieś ilustracje. Sprawiały, że tekst był jakiś bardziej taki... przystępny? No i czasem można było kłamać na temat zawartości tekstu! Zazwyczaj mu to co prawda nie wychodziło, ale nikt nie zabraniał mu próbować, prawda?
- Nie udało mi się wyłapać twojego imienia podczas zajęć... Bo jesteśmy na tym samym roku, prawda? Ja jestem Thomas - powiedział, uśmiechając się nieco przepraszająco. Oczywiście, że gdyby nie skupiał się na rozpraszaniu i wygłupianiu się podczas zajęć, może udałoby mu się wyłapać imię Frances, jednak jeszcze tak wprzód nie potrafił planować i przewidywać skutków swoich działań. Nie mówiąc o tym, że pierwszy raz w życiu musiał zapamiętać tyle imiona, a czasem i nazwisk na raz!


Dziwna kraina biblioteki EbVqBwL


Ostatnio zmieniony przez Thomas Doe dnia 05.07.22 19:57, w całości zmieniany 1 raz
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Dziwna kraina biblioteki AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Dziwna kraina biblioteki [odnośnik]17.05.21 23:59
Rozpoczęcie szkoły było dla młodej panny Burroughs wydarzeniem niezwykle wielkim, nawet jeśli finalnie została zgłoszona do szkoły innej niż ta, którą kiedyś sobie wymarzyła. Niegdyś chciała otrzymać list nie z Hogwartu lecz z Beauxbatons - szkole o pięknych strzelistych wieżach oraz położonej we Francji, której barwne opisy pobudzały wyobraźnię młodej czarownicy. Nie można jednak było mieć wszystkiego, a sam Hogwart nie wydawał się być wcale takim złym, nawet jeśli pierwsze tygodnie obfitowały w ostrożniejsze spojrzenia profesorów, powiązane z jej nazwiskiem - Keaton z pewnością nie należało do wzorowych uczniów. Frances jednak szybko udało się przekonać nauczycieli, iż w głowie jej nie figle lecz nauka, zaskarbiając sobie sympatię niektórych z nich ledwie po kilku lekcjach.  Nic z resztą dziwnego, gdy od najmłodszych lat wykazywało się niezwykłe zacięcie do nauki, ambicję oraz szczere zamiłowanie do organizacji oraz perfekcji samej w sobie. I o ile z nauką szło jej całkiem nieźle, tak nie mogła tego powiedzieć o innych aspektach szkolnej codzienności. Wrodzona nieśmiałość oraz brak pewności siebie sprawiały, że w ciągu kilku pierwszych tygodni udało jej się zakolegować jedynie z kilkoma jednostkami, głównie z jej dormitorum.
Biblioteka hogwardzkiego zamku była zaś miejscem, w którym młoda Frances bywała najczęściej - zachwycona wysokimi regałami wypełnionymi opasłymi tomiszczami, skrywającymi tytuły których jeszcze nigdy wcześniej nie widziała na własne oczy, czekającymi aby położyła na nich drobne dłonie i przeczytała od deski do deski, spijając każde słowo. I tak było również tym razem, gdy siedziała nad książką, mogącą spokojnie być cięższą od niewielkiej, wątłej blondynki. Szaroniebieskie spojrzenie niechętnie oderwało się spisanych drobnym druczkiem słów, by powędrować w kierunku sprawcy hałasu? Czyżby mówił do niej? Nie, nie mógł mówić do niej, ten fakt wydawał się tak nieprawdopodobny, że aż rozejrzała się na boki w poszukiwaniu pięknej panny, nie zauważyła jednak nikogo, po za nią. Rumieniec przyozdobił jasne lico, a spojrzenie dziewczęcia od razu powróciło do pożółkłej karty.
- Nauka zwykle polega na czytaniu oraz przyswajaniu wiadomości... - Bąknęła cicho, onieśmielona obecnością chłopca uczącego się z nią na jednym roku. Dopiero pytanie jakie jej zadał sprawiło, iż poczuła przypływ odwagi. - Eliksiry na przestrzeni dziejów. Profesor Slughon polecił mi ją, jako coś lekkiego do czytania... - Zaczęła odrobinę pewniej, chodź książka znajdująca się na stole z pewnością do lekkich nie należała - Frances nie była w stanie unieść jej własnymi ramionami. - Wiedziałeś, że mianem eliksir najpierw określano prymitywne mieszaniny olejków eterycznych, nalewek roślinnych bądź ich wyciągów, często zaprawianych spirytusem? Z początku nie dodawano do nich odczynnika magicznego, były bardziej czymś powiązanym z zielarstwem, dopiero za czasów Kleopatry... Och... - Ekscytacja pojawiła się w delikatnym głosie, szybko przegnana przez delikatny rumieniec, który ponownie przysłonił jasne lico. Młode dziewczę od pierwszych zajęć nie było w stanie wyjść z zachwytu nad eliksirami do pierwszej ich lekcji, wiedziała jednak, iż większość uczniów uważa te zajęcia za zwyczajnie nudne. - A Ty? Co czytasz? - Spytała z zainteresowaniem, przenoszenie na chwilę lokując na trzymanej w jego dłoniach okładce. Szaroniebieskie tęczówki powróciły do jego buzi dopiero, gdy ten postanowił jej się przedstawić. - Tak, jesteśmy na jednym roku. Na urokach siedzę w ławce przed twoją... - Wyjaśniła, nieśmiało wyciągając smukłą dłoń w kierunku chłopca. - Frances Burroughs, miło mi oficjalnie cię poznać. - Przedstawiła się grzecznie, tak jak wypadało się przedstawiać będąc dobrze wychowaną młodą czarownicą. I nawet jeśli jej rodzinie daleko było do tych, z okładek Czarownicy France chciała, aby postrzegano ją jako grzeczną oraz posiadającą podstawowe maniery. - Przyjaźnisz się z Jeanie? Widziałam, jak kilka razy rozmawialiście. - Spytała nieśmiało, w ataku niewielkiej paniki idąc po temat znanej im czarownicy, nie do końca wiedząc, co innego mogłaby powiedzieć. Nie miała wielu przyjaciół, w zasadzie częściej spędzając czas w samotności, niż w towarzystwie rówieśników.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Dziwna kraina biblioteki [odnośnik]18.05.21 14:16
- Och... Lekkiego? - zapytał, a jego mina wyraźnie sugerowała, że stanowczo nie podzielał zdania, jakoby tomiszcze czytane przez Krukonkę można było określić mianem lekkiego. Podejrzewał, że odpowiedni zamach wystarczył, aby kogoś tą książką zabić! Po tym nikt mu nie wmówi, że czytanie nie boli, bo wyraźnie biblioteki bywały magazynami broni, która była legalna do użytku i dostępna dla każdego!
No, prawie każdego. Bo jednak Thomas wcześniej nie miał wielkiego dostępu do książek, a ceny podręczników stanowczo go zaskoczyły.
A zaraz zaskoczyła go i pozycja, to że ktoś dobrowolnie czytał książki polecane przez nauczycieli, jakieś ciekawostki. No tak, na razie pojmował tyle, że eliksiry to były jakieś dziwne płyny... Trochę jak zupa czy herbata, ale do tego miały inne skutki, podobnie do alkoholu. Był w stanie zrozumieć tyle! Ale jakieś tajemnicze olejki eteryczne?
- No oczywiście. Mój ojciec był na pewno alchemikiem, bo czasem robił takie rzeczy, całkiem dużo. No i używał tego... spirytusu. Chyba, czy czegoś takiego, ale to śmierdziało strasznie - stwierdził, uznając, że wyraźnie czarodziej tworzący eliksiry i mugol pędzący bimber to to samo. W końcu oba angażowały jakieś płyny, jakieś składniki i spirytus.
- Aa... Co czytam... - rzucił, samemu wbijając wzrok w okładkę książki, którą ostatnio poleciła mu Jeanie, ale której tytułu nie zapamiętał. A przeczytanie... Wiedział, że były to Baśnie, jednak przeczytać czy tym bardziej wymówić Barda Beedle’a wciąż miał jeszcze drobny problem. Nic dziwnego, że ostatecznie zdecydował się po prostu pokazać okładkę dziewczynie. - To. Bo wczoraj skończyliśmy czytać te takie historie o założycielach... Eee... No domów, w sensie wiesz, Rowenie Hufflepuff, Godricu Slytherinie... - powiedział, będąc pewnym, że na pewno właśnie tak te imiona i nazwiska szły. Prawdą było, że po dłuższym czasie czytania, nie skupiał się na zapamiętywaniu co dokładnie czyta, a na bólu głowy, że musiał czytać aż tak dużo. Dziwne to było, kiedy nagle te wszystkie symbole układały się w spójną całość i okazywało się, że książki próbują coś przekazać. Cóż, będzie musiał się z czasem do tego chyba przyzwyczaić.
Kiedy dziewczyna wyciągnęła do niego dłoń, delikatnie ją uścisnął, zaraz po tym siadając obok niej ze swoją książką dla dzieci.
- Cała przyjemność po mojej stronie panno Burrough! - zaraz odpowiedział z szerokim chłopięcym uśmiechem. Może i nie był oczytany, jednak stanowczo uroku mu nie brakowało w takich sytuacjach. - Ach, tak! Jeanie pomaga mi... w sumie ze wszystkim. Pierwszy raz jestem w szkole, więc wszystko raczej jest całkiem nowe. A ty? Zgaduję, że uczyłaś się...? W domu, w inne szkole? Ja się właściwie dowiedziałem o Hogwarcie dopiero w maju, znaczy wiesz, jak list mi przyszedł - przyznał, uśmiechając i się wcale jakoś nie czując wstydu czy zażenowania ze względu na to, że był pozbawiony takich informacji. Cóż, dla niego cały ten świat czarodziejów był nowy i ekscytujący, nawet jeśli zaklęcia nie do końca mu wychodziły i czasem miał problemy zrozumieć czy to szachy, czy działania innych magicznych gier.


Dziwna kraina biblioteki EbVqBwL
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Dziwna kraina biblioteki AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Dziwna kraina biblioteki [odnośnik]18.05.21 20:01
Eteryczna dziewczynka kiwnęła delikatnie głową, a brak zrozumienia odbijał się w szaroniebieskim spojrzeniu. Książka dla niej zdawała się czymś lekkim - prostym do czytania, spisanym przystępnym językiem; czymś, co zajmie jej ledwie kilkanaście popołudni, by przebrnąć przezeń od deski do deski. Frances wiedziała, iż nie wszyscy posiadali zapał do czytania oraz przyswajania wiedzy, czego najlepszym przykładem był jej starszy brat, nadal jednak ciężko było jej pojąć sposoby myślenia osób wykazujących się tą cechą, wcześniej nie mając większej styczności z większą ilością czarodziejów.
Zainteresowanie błysnęło w jej oku, gdy wspominał o powiązaniu ojca z alchemią. Och, jakże ona chciałaby posiadać kogoś takiego w rodzinie! Alchemika, naukowca bądź choćby kogoś, o kim mogłaby wspomnieć w podobnej rozmowie. Uśmiech na chwilę zniknął z jej ust, gdy uświadomiła sobie, że nie ma czym się pochwalić. Ojciec nie żył, mama chorowała, a wuj prowadził tawernę która małą dziewczynkę przyprawiała o nieprzyjemne dreszcze. - Och, to musi być fascynujące! Pewnie cieszysz się teraz, że mamy zajęcia z eliksirów, prawda? - Wyrwało się z jej ust, gdy szybko uświadomiła sobie, iż nie jest to czas na jakiekolwiek smutki. Nie chciała, nie mogła, nie powinna popsuć pierwszej sytuacji, gdy ktoś postanowił się do niej odezwać sam z siebie. Jej uwaga szybko jednak powędrowała w kierunku ukazanej okładki, a uśmiech ponownie zawitał na malinowych ustach. - Baśnie Barda Beedle’a? - Spytała z wyraźnym zainteresowaniem, wybór uznając za co najmniej ciekawy. Sama Frances przeczytała tę książkę chyba z tysiące razy - wpierw sama, później czytając ją młodszemu bratu, gdy ponownie nie mógł zasnąć. - Znam je chyba na pamięć, która najbardziej ci się podoba? - Dopytała  tylko po to, by chwilę później zamrugać z dezorientacją, gdy dotarł do niej sens jego słów. Oczy dziewczęcia przybrały formę pięciozłotówek, wpatrując się w niego z nie małym zaskoczeniem. Jak można było nie znać imion założycielu Hogwartu? Mała Frances byłą pewna, że ta wiedza była równie oczywista jak fakt, iż niebo jest niebieskie. - Hogwart założyła Rowena Ravenclaw, Helga Hufflepuff, Godryk Gryffindor i Salazar Slytherin... Przepraszam, ale jak mogłeś ich pomylić? Nie chcę cię obrazić, ale to... niespotykane. - Delikatny głos wybrzmiewał ostrożnością, nie chciała przecież sprawić mu przykrości! Jednocześnie jednak nie potrafiła pojąć, jak można było przekręcić tak znane; tak bardzo popularne w magicznym świecie nazwiska.
- Ja dzielę z nią dormitorium... - Napomknęła wpierw nieśmiało, chcąc wyjaśnić powód zadanego pytania, nadal nie będąc w pełni pewną, czy w ogóle powinna zadawać tamto pytanie. Brak pewności w relacjach z rówieśnikami był w niej w tym czasie niezwykle silny, gdyż dopiero nabierała pierwszego doświadczenia w interakcjach z nimi. Książki były towarzyszem prostszym, którego nie dało się urazić (choć panna Burroughs była niemal pewna, że źle traktowane książki są zwyczajnie smutne). Zaskoczenie ponownie pojawiło się na buzi dziewczęcia, a Frances zatrzepotała rzęsami, próbując przyjąć do świadomości przekazywane jej słowa. Czy to w ogóle było możliwe? Mimo mugolskiego ojca, dziewczyna spędziła całe życie w czarodziejskim świecie, to z nim się utożsamiając.
- Jak to nie wiedziałeś, o Hogwarcie? Rodzice nie powiedzieli ci, gdzie będziesz się uczył? Nie widziałeś o nim wspominek w gazetach? - Wyrzuciła z siebie pytania, nie odrywając zaskoczonego spojrzenia od buzi chłopaka. - Ja? Och, sąsiadka nauczyła mnie czytać, gdy miałam pięć lat,  później trochę uczyła mnie mama... Ale w szkole też jestem pierwszy raz, to w sumie nic dziwnego wiesz? Nie wydaje mi się, aby były inne szkoły, no nie licząc Beauxbatons i Durmstrangu... - Stwierdziła nieśmiało, wzruszając delikatnie wątłymi ramionami.  Pominęła fakt, iż lekcje mamy powiązane były głównie z domowymi zajęciami, a ona sama z własnej ciekawości przekopywała się przez kolejne książki.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Dziwna kraina biblioteki [odnośnik]18.05.21 20:58
- Och, tak! Chociaż ta alchemia ojca to się nijak miała jak ta alchemia tutaj... Te eliksiry chyba nie mają w sobie alkoholu, co my robimy, bo w innym wypadku chyba byśmy nie mogli ich robić? Wolę praktyczne zajęcia. Latanie na miotle! Prawie spadłem ostatnio, ale akurat to mi się podoba - stwierdził pewny swego, bo w końcu na eliksirach musiał czytać, a to mu jeszcze nie wychodziło. Praktycznie na każdych zajęciach musiał czytać, więc stanowczo wolał te praktyczne - zajęcia w szklarni, zajęcia na miotle. Wszystko, gdzie tylko nie było potrzeby zapisywania czegokolwiek od profesorów.
- Tak... Znaczy, no jeszcze ich nie przeczytałem, więc nie wiem, którą lubię najbardziej - stwierdził, nie mając pojęcia o tym, że stanowczo większość dzieci, które wychowywały się w magicznym świecie, znały te baśnie i książki, i legendy, i na pewno wiele innych bajek. Cóż, było to z pewnością sprytnym zabiegiem ze strony Jeanie, że właśnie takie pozycje podsuwała Thomasowi.
Spojrzał na dziewczynkę, marszcząc nieco brwi.
- O... To możliwe, że tak to było. Litery trochę mi się mieszają i jak czytam to w końcu boli mnie głowa... i nie pamiętam za dużo z tego co czytałem. Ty tak nie masz? Patrząc po tym, ile czytasz, prawdopodobnie nie... - powiedział, wzdychając i spoglądając na księgę leżącą przed Frances. - Przez tydzień czytałem o nich... Ile zajmuje ci przeczytanie tego całego? - zapytał z wyraźną grozą wypisaną na twarzy.
Wychowany przez sześć lat w mugolskim świecie, a później przez prawie drugie tyle żyjący w taborze w nieświadomości... To nie tak, że nie zauważał magii dookoła nich, ale jej nie rozumiał! Wszyscy dookoła zachowywali się, jakby latające przedmioty nie były nawet warte wspomnienia, a przecież widywał i to w domu, kiedy rodzice się kłócili. Tomek zawsze miał zbyt bujną wyobraźnię, która była w stanie uzasadnić mu różne zjawiska.
- Och... Nie, nie bardzo. Mama jest na bardzo ważnej misji. Nasz tata, znaczy mój i mojej siostry, i mojego brata, jest chory i został z nią. Mama szuka sposobu na to, żeby go wyleczyć, bo jest potworem, więc mieszkamy z dziadkami, i kuzynami, i innymi, tak wiesz, w karawanach. Podróżujemy głównie, chociaż czasem zatrzymujemy się na dłużej w jednym miejscu... No i nie bardzo czytałem gazety, bo nie potrafiłem czytać. Dopiero Jeanie mi pomaga - wyjaśnił, jakby tak właśnie żyli wszyscy inni. W podróży, nie w mieszkaniach. Chociaż też nie wydawał się być jakiś smutny opowiadając o tym jak wygląda jego życie rodzinne. Wręcz przeciwnie! O wszystkim mówił z uśmiechem, wierząc w to, że to nie tak, że ich mama ich porzuciła. Minęło pięć lat, a on wciąż wierzył, że ona wróci. Kiedyś, na pewno. Wróci, i dołączy do nich, do karawan.
- Dziadkowie mi powiedzieli o Hogwarcie jak dostałem list! Ale... nie słuchałem za dużo, bo za bardzo się podekscytowałem - przyznał zgodnie z prawdą, posyłając dziewczynie nieco przepraszający uśmiech, jakby to jej, a nie jego dziadkom takie przeproszenie się należało. - Tylko dwie..? - zapytał jednak już nieco bardziej zaskoczony, jakby nie rozumiejąc o czym ona mówi.
- Szkół jest dużo. Po całej Anglii! W Birmingham jak mieszkałem to dużo dzieci chodziło do szkoły. Czasem nie chodzą, czasem pracują i pomagają w domu, szczególnie jak jest dużo osób w domu, bo jest droga taka nauka... No tylko jak pamiętam, nikt się nie uczył latać na miotle. Chyba to po prostu jest różnica czy jesteś czarodziejem, czy nie - stwierdził, jednak po chwili się lekko uśmiechnął.
- Ale to nie szkodzi, chyba nie każdy chodzi do Hogwartu, wiec mogę się uważać za wyjątkowego. Są inne takie szkoły, one się czymś różnią? Czy też są w Szkocji? O, jechałaś kiedyś już pociągiem? Ja pierwszy raz! Nie wiem co jest lepsze, karawana czy pociąg... Chociaż wiesz, trochę mi smutno, że mój brat i siostra ze mną nie jechali teraz. Na pewno by im się spodobało! - stwierdził, wcale nie przejmując się swoją dzisiejszą porcją czytania, skoro znalazł rozmówczynię na dzisiaj. Chociaż bibliotekarka już ich ostrzegła wzrokiem, sugerując że zachowywali się nieco zbyt głośno.


Dziwna kraina biblioteki EbVqBwL
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Dziwna kraina biblioteki AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Dziwna kraina biblioteki [odnośnik]26.05.21 14:25
Eteryczne dziewczę uważnie słuchało słów, jakie padały w jej kierunku, z coraz większym zadziwieniem malującym się na delikatnej buzi. Czy aby na pewno rozmawiali o tym samym? Nie była pewna, odnotowała jednak w głowie, by przy następnej lekcji podpytać profesora Slughorna o tę kwestię. - Nie, w tych co robimy nie ma alkoholu, ale och, nie wiem czy w ogóle mogą go mieć... A miotły trochę mnie przerażają... - Delikatny rumieniec przyozdobił jasne lico, gdy wyszło na jaw, że czegoś nie wiedziała. Zawstydzenie wywołane brakiem wiedzy towarzyszyło jej od najmłodszych lat. Chciała wiedzieć, poznawać, udowodnić, że jest kimś więcej niż półsierotą z portu, nazbyt dojrzałą jak na swój wiek, przez problemy jakie trawiły ich rodzinę. Kierowanie uwagi na nowopoznanego kolegę pomagało skupić się na jego słowach i nie poddawać się nieprzyjemnym myślom, jakie pojawiały się w jej głowie.
- Och... - Wyrwało się z jej ust, gdy chłopiec przyznał, iż wcześniej nie miał okazji poznać baśni Beedle’a. Kolejne fakty tworzyły obraz niecodzienny, odstający od tego, co przyszło jej znać - a to wzbudzało zwyczajną, dziecięcą ciekawość tego, co do tej pory było obce. Kąciki ust dziewczynki uniosły się ku górze w pocieszającym uśmiechu, gdy Thomas przyznał się do problemów, z czytaniem.
Niezwykle dla niej dziwnych, lecz zapewne będących do pokonania. - Nie, nie mam tak. Może czytasz w zły sposób, dlatego boli cię głowa? - Zasugerowała, nie będąc jednak pewną, co kryło się pod pojęciem niewłaściwy sposób, miała jednak wrażenie, że na wszystko da się coś zaradzić. - To zależy, ile czasu na to poświęcę. Mam nadzieję, że uda mi się skończyć ją w dwa tygodnie. Wiesz, gdyby nie lekcje pewnie poszłoby mi szybciej. - Odpowiedziała delikatnie wzruszając wątłym ramieniem. Koniec zajęć nie oznaczał czasu wolnego, trzeba było odrobić zadane prace, przygotować się na kolejne zajęcia oraz znaleźć w tym wszystkim jeszcze czas na proste, przyziemne rzeczy jak jedzenie czy spanie. Frances wiedziała, że dobrze zdanie egzaminy końcowe będą niezwykle istotne, w swej ambicji chciała więc zrobić wszystko, aby faktycznie je uzyskać.
Szaroniebieskie tęczówki na dłużej utkwiły w twarzy chłopca, przez chwilę zwyczajnie przyglądając mu się z odrobiną współczucia. Doskonale wiedziała, jak to jest gdy któreś z rodziców choruje bądź jest nieobecne w życiu.
- Przykro mi, z powodu Twojego taty. Mam nadzieję, że uda się go wyleczyć. - Odpowiedziała szczerze, a ciepłe tony wybrzmiewały w delikatnym głosie. - Mój tata zmarł jak byłam mała, tylko mój starszy brat go pamięta. - Dodała uciekając na chwilę spojrzeniem. Nie zwykła dzielić się podobnymi faktami ze swojej przeszłości, chciała jednak dowieść, że zna uczucia, jakich mógł doświadczać. Opowieść o karawanach oraz podróżach wydawała jej się dziwna, z drugiej jednak strony nie były jej znane wszystkie zwyczaje mugoli - niektóre przedmioty a i owszem, lecz wiedza o wszelkich tradycjach zginęła z jej ojcem, z każdym kolejnym rokiem coraz mocniej zacierając się w młodym umyśle. - Jakbyś potrzebował pomocy z lekcjami, mogę ci pomóc. - Zaoferowała nieśmiało, doskonale wiedząc, jak wiele wiedzy potrzebnej przy pracach domowych znajdowało się w podręcznikach oraz księgach wypełniających bibliotekę. - Mogę ci opowiedzieć to, co najważniejsze, żebyś przypadkiem kogoś nie uraził przekręcając nazwisko założyciela domu... - Kolejna propozycja uleciała z jej ust, chociaż Frances nie sądziła, aby mężczyzna ją przyjął. Gdzieś w środku czuła, że nie jest wystarczająco ciekawym towarzystwem, aby ktokolwiek mógł chcieć spędzać z nią większą ilość czasu. Byłą nieśmiała, odrobinę skryta, bez większego doświadczenia w przyjaźniach.
Jasnowłose dziewczę zamrugało z niedowierzaniem, słuchając kolejnych jego słów.
- Czekaj, mówisz o mugolskich szkołach? Nie wiedziałam, że mugole mają własne szkoły... - Spytała z wyraźnym zaskoczeniem w głosie. Zaciekawienie błyszczało w szaroniebieskich tęczówkach gdy kolejne dziwne opowieści uciekały z jego ust. - W Hogwarcie uczą się czarodzieje, to jedyna taka szkoła na wyspach. Szkół magii jest kilka, ja jednak wiem tylko o dwóch. Jest Durmstrang na północy Europy  i Beauxbatons we Francji... I nie, nie jechałam wcześniej pociągiem. Czemu Twoje rodzeństwo nie jechało z Tobą? Są za młodzi? - Dopytała, nim szaroniebieskie tęczówki dostrzegły ganiące spojrzenie bibliotekarki. Policzki dziewczęcia spłonęły rumieńcem zawstydzenia, a dziewczyna niechętnie zamknęła wielką księgę. - Powinniśmy wyjść, tu nie wolno hałasować. - Rzuciła szeptem do towarzyszącego jej chłopca, nie chcąc wplątać się w kłopoty bądź naprzykrzać przemiłej czarownicy, zajmującej się szkolną biblioteką.


Sometimes like a tree in flower,
Sometimes like a white daffadowndilly, small and slender like. Hard as di'monds, soft as moonlight. Warm as sunlight, cold as frost in the stars. Proud and far-off as a snow-mountain, and as merry as any lass I ever saw with daisies in her hair in springtime.
Frances Wroński
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
Even darkness must pass. A new day will come. And when the sun shines, it'll shine out the clearer.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7986-frances-burroughs https://www.morsmordre.net/t8010-poczta-frances#228801 https://www.morsmordre.net/t8009-frances-burroughs#228799 https://www.morsmordre.net/f254-surrey-okolice-redhill-szafirowe-wzgorze https://www.morsmordre.net/t8011-skrytka-bankowa-nr-1937#228805 https://www.morsmordre.net/t8012-frances-burroughs#228806
Re: Dziwna kraina biblioteki [odnośnik]30.05.21 14:36
- Przerażają? - zapytał dość zaskoczony tym, że kogokolwiek miotły i latanie mogły przerażać. On się czuł na nich cudownie! Wiatr we włosach, na policzkach, te lekkość jaką miał i odrobina adrenaliny, kiedy wzbijał się wyżej i wyżej! - Nie są absolutnie straszne. Ale jeśli masz ochotę, możemy spróbować polatać wspólnie, może się będziesz mniej wtedy bała? - zaproponował, bo w końcu czasem nieco praktyki przy kimś mogło pomóc.
Wzruszył jednak lekko ramionami na jej słowa o niewłaściwym sposobie czytania, bo i sam nie wiedział, co by się mogło za tym terminem kryć, ale absolutnie brzmiało to mądrze i sensownie, wiec dlaczego miałby podważać słowa Krukonki? Może gdzieś o tym czytała lub ktoś ją nauczył, że są różne sposoby na czytanie?
- Nie wiem... Ale to brzmi sensownie. Może Jeanie mi później pomoże, chociaż mówiła, że to pewnie przez to, że się tak rozpraszam i nie skupiam. Ale jak się skupiam to głowa mnie zaczyna boleć! - powiedział, cicho wzdychając i kręcąc głową. No tak, to były prawdziwe problemy jedenastolatka - szkoła i nagły wymóg słuchania się. Przestrzeganie zasad i zapamiętywanie wszystkiego było nudne!
- W dwa tygodnie? - jęknął z lekkim przerażeniem wymalowanym na twarzy. - Jak tak szybko czytasz... Pewnie też szybko się uczysz? Już słyszałem o tych egzaminach od Steffena, że mam się do nich przygotowywać i ja nie mam pojęcia jak inni są w stanie zapamiętać tyle tego wszystkiego... - powiedział, bo naprawdę go to przerastało, mimo najszczerszych prób. Bo chciał wiedzieć, chciał się dowiadywać jak może nad tą całą magią panować i rzucać zaklęcia, czy uroki, czy jeszcze inny rzeczy przy pomocy różdżki, ale to wszystko wydawało się być dla niego tak odległe, kiedy niektórzy uczniowie wydawali się zajmować tym tak niesamowicie naturalnie! Jakby nie potrzebowali żadnej nauki, jakby to wszystko już znali...
- Dziękuję... Tak, mój brat i siostra są młodsi, nie pamiętają chyba ani taty, ani mamy tak dobrze... Znaczy, staram się im o nich opowiadać, ale wiesz, sam ich nie pamiętam już tak dobrze. I może nie pamiętasz taty, ale na pewno twój brat ci dużo o nim może opowiedzieć, prawda? To zawsze coś dobrego - stwierdził, uśmiechając się do dziewczyny zaraz nieco weselej, jakby podświadomie próbując również i ją pocieszyć. To było chyba już w jego naturze. Nie miał powodów do zamartwiania się większego - nawet jeśli często to sześcioletnie dziecko się w nim odzywało i chciało wołać, że tęskni za mamą, i za tatą. Ale tak naprawdę - za kim tęsknił? Za matką, która był tchórzem? Czy za ojcem, które ich magiczna strona przerastała? A może tęsknił za jakimś wyidealizowanym wzorem rodziny, rodziców? Za mamą, która piekłaby smaczne ciasta? Za ojcem, który nauczyłby go jak naprawić płot lub wędkować? Niby dziadkowie to robili, ale... tęsknił za tym, żeby to jego rodzice się tym zajęli. Tak chyba powinno być, prawda? Mógł się niby buntować i oczywiście to robił - ale nie dawało to wiele. Krzyki nie zwrócą przecież rodziców ani jemu, ani Frances, ani nikomu innemu, kto ich stracił. Ba! Thomas nawet nie mógł być pewny czy tak właściwie jego rodzice żyli.
- O tak, poproszę! Jeanie mi dużo pomaga, ale mówi, że też musi się uczyć... Więc może możemy spróbować, że będziesz mnie uczyła wtedy, kiedy Jeanie musi się uczyć? I tak na zmianę? Łatwiej jest się uczyć z kimś... - powiedział może z lekko za dużym entuzjazmem, który stanowczo zwrócił na nich zbyt dużą uwagę w bibliotece.
Jednak już po chwili z uśmiechem pokiwał głową i wstał od stołu, przy którym dopiero co zasiadł i wziął swoje książki, które i tak miał w pokoju.
- Tak, spacer to stanowczo dobry pomysł! Pomóc ci ponieść książki? - zaproponował jak na dobrze wychowanego młodego mężczyznę przystało.
Ruszył z Frances w stronę wyjścia i już niedługo po tym jak znaleźli się na korytarzu, kontynuował swoje mówienie o mugolach i ich świecie.
- Wiesz, nie pamietam czego dokładnie się tam uczą, ale tak, chodzą do szkoły. Mają takie swoje, wiesz... Znaczy, na pewno uczą się pisania i czytania, ale nie wydaje mi się, żeby to była umiejętność taka, co to wszyscy ją umieją. Chyba mój tata nie potrafił... Ale tutaj wszyscy potrafią i pisać, i czytać, niesamowite! Och, no i uczą się jakichś nudnych rzeczy. Znaczy, czasem czytają, coś tam robią z liczbami, jakieś dzielenie i te podobne. Mają historię też! Ale to niewiele więcej wiem, czasem mi koledzy opowiadali... - wyjaśniał jak wyglądają te tajemnicze mugolskie szkoły, chociaż sam ich nie doświadczył i nie znał szczegółów. - Ale to czymś te szkoły się różnią? Bo te u mugoli to tak samo wyglądają... To jest tak, że każdy kraj ma własną szkołę? Chociaż... Jeanie mówiła, że Hogwart jest na całych wyspach? A... No wyspy to nie Anglia tylko jak pamiętam... - powiedział, marszcząc brwi na moment, starając sobie przypomnieć. Irlandia, Walia, Szkocja, Anglia... Tak to szło? A może coś pomijał?
Jednak pokręcił lekko głową.
- Tak. James to mój brat i ma dziewięć lat, a Sheila ma osiem! Ale dziadkowie powiedzieli, że będą ze mną chodzić, ale dopiero jak dostaną listy swoje. No i że mam uważać na szatę to James ją dostanie - wyjaśnił z uśmiechem, nie do końca zastanawiając się też nad tym, dlaczego James nie mógł dostać nowej szaty, chociaż z drugiej strony - jemu to się podobało, że młodszy brat dostawał po nim rzeczy. Raczej nie miał problemu, żeby się z czymkolwiek z nim dzielić.
- Trochę żałuję, wiesz? Bo... Im by się tutaj spodobało! I miałbym kogoś, kogo znam. Chociaż już poznałem kilka osób. Castor, Steffen... No i Jeanie, i teraz ciebie! - powiedział z uśmiechem, chociaż z pewnością było jeszcze kilka imion, które mógłby wymienić, jako że stanowczo podchodził do stanowczo zbyt dużej ilości starszych uczniów jak na pierwszorocznego. - No i byłoby z kim chodzić po korytarzach... tak wiesz... - urwał, zaraz ściszając głos i zerkając na dziewczynę. - W nocy. Wymykając się... Zamek jest absolutnie inny w nocy! - dodał ostatnie znów nieco bardziej podekscytowany. A kto by mógł przewidzieć, że jego towarzyszka mogła nie być fanką łamania zasad?
Nie do końca zrozumiał jej dziwną ekspresję - jakby chciała się oburzyć, jednocześnie miała coś zupełnie innego na myśli w związku jego słowami. Ostatecznie jednak wyłącznie westchnęła, kiedy w bibliotece też ktoś zawołał jej imię. Thomas od razu przeniósł spojrzenie na nieznajomą - była to jej koleżanka, Jeanie. Pamiętał ją. Uśmiechnął się zaraz wesoło, machając do niej.
Po krótkiej wymianie zdań między dziewczynami, te opuściły bibliotekę, przepraszając Thomasa za kłopot - w końcu miały mu dzisiaj pomóc z nauką czytania.
Młody Doe jednak postanowił mimo wszystko spróbować samemu skupić się na czytaniu. Chociaż wszystko nie miało dla niego sensu w tym, co czytał i co oglądał. Litery bardziej przypominały obrazki, a jego głowa coraz mniej chciała siedzieć i skupiać się nad tym, co i tak nie miało sensu.
Nie wiedział czy minęło dwadzieścia minut czy dwie godziny od kiedy pozostał sam w tym miejscu - czuł się jakby wszystkie przedmioty, które miał w swoich kieszeniach, zaczynały go kusić i wołać do zabawy, a litery w książce miały coraz mniej i mniej sensu.
Sięgnął w końcu do kieszeni swojej nowej szaty. Nowej! Nie pamiętał czy kiedykolwiek posiadał coś własnego i nowego - nawet jeśli ta szata była kupiona nieco na wyrost to wciąż była jego.
Dotknął opuszkami palców jakiś stary kapsel, a po tym drugi kamień, który znalazł pierwszego dnia na dziedzińcu szkoły. Chciał go wysłać do Jamesa, dołączyć do listu, jeszcze tylko coś na nim namalować!
Zaraz po tym przesunął palcami po wystającej z kieszeni różdżki - jego własnej! Jego jedynej! Wiedział, że to nie była rzecz, którą będzie dzielił z rodzeństwem - chociaż wcale nie miał nic przeciwko dzielenia się rzeczami i zabawkami z Jamesem i Sheilą! Trochę przykro mu było na myśl, że Bułeczka nie mogła być tylko jego sową, ale babcia w końcu opowiadała i tłumaczyła mu, dlaczego. Ale w dzieleniu się takimi rzeczami z rodzeństwem było coś miłego - bo mogli robić wszystko razem! Jednocześnie posiadanie tej jednej jedynej rzeczy wyłącznie dla siebie było... dziwne? Ale i ekscytujące!
Zaraz jednak jego dłoń spoczęła na jego harmonijce. Zaraz pochwycił ją w dłonie z szerokim i szczerbatym uśmiechem. Wyciągnął ją z kieszeni i obejrzał jeszcze na moment. Potrafił grać tak trochę-trochę, nie zbyt wiele, ale na pewno więcej niż niektórzy!
Wziął głęboki wdech, oblizał usta i już po chwili zaczął zbliżać harmonijkę do ust, aby wydać z niej pierwsze dźwięki. W końcu było tutaj tak cicho! Na pewno wszyscy by docenili dźwięki harmonijki!


Dziwna kraina biblioteki EbVqBwL
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Dziwna kraina biblioteki AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Dziwna kraina biblioteki [odnośnik]06.07.22 1:02
Powietrze przepełniała kojąca, znajoma już teraz, woń starego papieru i kurzu tańczącego w smugach światła niby gwiezdny pył, od którego młodej czarownicy nie raz i nie dwa kręciło się w nosie. Najgorzej bywało wtedy, gdy ubzdurawszy sobie, iż potrzebuje tej jednej, konkretnej książki znajdującej się wysoko na półce, ściągała ją wzbijając w powietrze siwe chmury. W takich momentach radość z nowej zdobyczy przyćmiewały ataki wściekłego kichania oraz cieknący nos. Już na pierwszym roku nauczyła się, by udając się do biblioteki, zawsze nosić ze sobą chusteczkę. Wycieranie nosa rękawem było praktyką szczególnie nieelegancką, nad wyplenieniem której madre pracowała przez wiele lat. A to, że Melisa już trzeci rok spędzała bez widzenia się z nią nie oznaczało jeszcze, iż mogła zapomnieć o wszystkich tych matczynych naukach.
     Dochodziła właśnie do siebie po spotkaniu pierwszego stopnia z tumanami kurzu, gdy tuż nad jej uchem rozległ się przeraźliwy wrzask (bo muzyką by tego nie nazwała) harmonijki. Odwróciwszy się, by zlokalizować źródło rzeczonego hałasu, bardziej spodziewała się ujrzeć jakiegoś złośliwego ducha czy inną magiczną upiorę, niż chudego, ciemnowłosego chłopca. Wytrzeszczyła zaczerwienione oczy a na jej twarzy odmalowało się czyste przerażenie, gdy zerwała się z krzesła na równe nogi.
     — Madre de dios, cóż ty wyrabiasz! — zawołała unosząc dłonie do głowy w iście histerycznym geście wyuczonym od matki. Ilekroć papa wraz z Melisą wracali z przejażdżki cali ubłoceni, ta zawsze łapała się za głowę i wzywała imię Pana na daremno.
     — Zaraz cię jeszcze obedrą ze skóry za zakłócanie ciszy! I mnie też, za współuczestnictwo!  — dodała niemniej ekspresyjnie zdając się nie zauważać, iż podnosząc głos sama również łamała biblioteczne zasady. Rozejrzała się dookoła z czystą grozą wymalowanym na piegowatym obliczu jakby oczekując, że zaraz zza regałów wypadnie Filch by im za te wszystkie ekscesy wygarbować skórę. Złapała ciemnowłosego chłopaka za przegub i pociągnęła za sobą dalej, między uginające się od książek półki chcąc się upewnić, że nawet jeśli zaraz na miejscu "zbrodni" pojawi się ktoś chcący ukarać sprawców zamieszania, oni będą już daleko.
     — Bóg cię opuścił czy może ci się w życiu po prostu za bardzo nudzi? — zapytała chłopca, zatrzymując się wreszcie gdzieś w środku działu poświęconego magicznym stworzeniom. Normalnie pewnie rozpoczęłaby polowanie na co ciekawsze (z wyglądu) tomiszcza, ale teraz pochłaniała ją zgoła zupełnie inna kwestia. Powoli poczynały ją  nawet ogarniać drobne wyrzuty sumienia za tamten wcześniejszy wybuch, lecz nie byłaby sobą, gdyby za niego przeprosiła. Zamiast tego wyprostowała się na te swoje całe metr sześćdziesiąt parę w kapeluszu i zmierzyła sprawcę całego zamieszania uważnym spojrzeniem jasnych oczu. Mimo spędzonych w Hogwarcie trzech lat wciąż czuła się tu raczej niepewnie i dość obco, z drugiej jednak strony któż mógł jej zabronić udawania czegoś zupełnie przeciwnego?




Ostatnio zmieniony przez Melisa De Leon dnia 09.07.22 22:58, w całości zmieniany 2 razy
Melisa De Leon
Zawód : wiedźmia strażniczka
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
I’m gonna take you down with me
Better run while you can
OPCM : 12 +5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11249-melisa-de-leon#346127 https://www.morsmordre.net/t11275-furia https://www.morsmordre.net/t11281-relki-melki#346786 https://www.morsmordre.net/t11267-melisa-de-leon
Re: Dziwna kraina biblioteki [odnośnik]06.07.22 1:38
Nie spodziewałby się nigdy podobnej reakcji na zwykły instrument - na próbę grania na nim, niezależnie od posiadanych umiejętności czy rodzaju pięknego przedmiotu, który przecież zawsze dawał tyle radości. Minęło dopiero kilka dni, od kiedy pożegnał się z rodzeństwem i rodziną, ale doskwierał mu ten brak wieczornej gry i tańców, kiedy po pracy wszyscy zbierali się wieczorem, dorośli palili i pili, a kiedy minęło odpowiednio wiele czasu, on podbierał tytoń wujkowi i zabierał Jamesa na dach, aby mogli spojrzeć w niebo i upić nieco bimbru, który brat ciotki wujka trzymał w wielkim szklanym baniaku, uznając za najlepszy bimber w całym hrabstwie. Cokolwiek to miało znaczyć - przecież zawsze tak mówił. Sheila wtedy już najczęściej spała, zmęczona i pracą, i zabawą. Upierała się, że zostanie i porozmawia z nimi - ale zawsze zasypiała...
W jakimś dziwnym odruchu, jakby się bał że starsza uczennica odbierze mu jego harmonijkę, zaraz zacisnął na niej mocniej dłonie, chowając ją pod stół. Nie mógł jej oddać! To było... to było jak różdżka! Posiadanie czegoś swojego! Tym były instrumenty dla nich! Dla niego... Nawet jeśli była to tylko harmonijka, dla niego była harmonijką! - Gram? - zapytał odpowiadając po romsku, zupełnie zbity z tropu madrą diosową, której znaczenia zupełnie nie znał. Jego zielonawe oczy wydawały się być jeszcze większe, a on zamrugał z niezrozumieniem, co właściwie miało miejsce. I dlaczego ktoś miałby w ogóle na niego wybuchnąć w taki sposób - choć wcale nie tak, że to pierwszy raz ktoś na niego w taki sposób wybuchał! Babcia regularnie się gniewała, goniąc ich ze ścierą, kiedy coś zbroili, ale od kiedy gra na instrumencie była przewiną?
- Zakłócanie... co? Obedrą?! Ale to boli! - zaraz zawołał, nie pojmując o czym dziewczyna mówiła. Dlaczego mieli ich obedrzeć ze skóry za zakłócanie ciszy? I kto miał to zrobić?! Rozejrzał się nerwowo po bibliotece, bo wcale nie było mu też teraz do śmiechu. Powinni się gdzieś schować lub uciekać jeśli byli w niebezpieczeństwie?
Chociaż jakby miał się tak zastanowić to rzeczywiście raczej uczniowie w tym miejscu nie zdawali się być skorzy do śmiechów i głośnych rozmów. Nie do końca rozumiał ten stan rzeczy, bo dlaczego powstrzymywać się od śmiechu? Ale chyba była to rzecz, którą musiał przyjąć. Jedna z wielu, które pojawiały się w tej całej szkole, które wciąż nie do końca był pewny czy lubi, czy tak jednak nie do końca.
Złapany za ramię wcale nie starał się walczyć ze starszą koleżanką, zerkając na nią niepewnie. Jeśli byli teraz wspólnikami w zbrodni zwanej hałasowaniem, nie powinien narzekać na to, że mu pomagała - ale czy powinien być za to wdzięczny? W końcu to ona pierwsza zdecydowała się na podniesienie na niego głosu ryzykując złapaniem!
Może po prostu była amatorem we wpadaniu w kłopoty i nie wiedziała, że nie powinna zwracać na siebie uwagi? A może specjalnie szukała, aby zostać ukaraną? Kto wiedział, o co mogło jej chodzić.
Zerknął jednak na nią z dołu. Ciemnobrązowe włosy zdawały się być nieco kruchsze i bardziej puchowe niż te, które miały inne dziewczynki w taborze. To nie były takie ciemne, wręcz czarne loki, które pięknie lśniły - miała zupełnie inne włosy. Chociaż równie ładne, na ten inny i własny sposób...
Po tym przeszedł wzrokiem na jej twarz, kiedy znów zadała mu pytanie o jakiegoś boga. Czasem inni w taborze go wzywali, mimo że nie powinni. Podobno było to grzechem - ale dlaczego nie powinno się go wzywać to nie rozumiał tego wciąż. Jeśli był wszechmogący to nie powinien być w stanie pomagać w kłopotach?
- No trochę mi się nudziło... - odpowiedział, nie rozumiejąc pytania, które zadała mu dziewczyna. - Dużo było w tej książce i tak jakoś... No... nie chciało mi się czytać. Znaczy, ta historia to całkiem taka fajna, ale tak długo schodzi na czytaniu - dodał, wzrokiem kierując się w wyjście z alejki.
Był niższy od dziewczyny o kilka centymetrów, ale przecież wciąż rósł. Prawda?
Przeniósł wzrok z dziewczyny na półkę, na której jedna z książek miała... futro? Zamrugał kilka razy na ten widok, zaraz ignorując zupełnie prężącą się w pewności siebie nieznajomą koleżankę z Gryffindoru, dotykając futrzasty egzemplarz książki. - O, a na takiej mógłbym spać! Jakie to mięciutkie! - zaraz zawołał zafascynowany, nie mając nawet pojęcia, jaka była treść książki. Na dzisiaj już zupełnie odmawiał prób wysilenia się do czytania.


Dziwna kraina biblioteki EbVqBwL
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Dziwna kraina biblioteki AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Dziwna kraina biblioteki [odnośnik]09.07.22 23:25
Wpadanie w kłopoty zdecydowanie nie znajdywało się w pierwszej dziesiątce ulubionych aktywności Melisy. Sama zresztą prawie nigdy ich nie szukała. Za to one same...One lgnęły do niej niczym raz nakarmione, wygłodzone i bezpańskie kociaki. Fakt ten wcale jej nie radował, wręcz przeciwnie. Z drugiej jednak strony nierzadko zdarzało się, iż wpadłszy w tarapaty, zawierała nowe i całkiem interesujące znajomości.Wracając jednak do sedna - młoda czarownica starała się raczej nie wychylać, co jednak z reguły wychodziło jej dość średnio. Jako rozpuszczona jedynaczka z wyższej klasy nawykła do czegoś zupełnie przeciwnego. A w Hogwarcie ani nie było papy, który by ją w razie czego wybronił, ani i kogokolwiek, kto by znał jej nazwisko.
     — Nuda nudą, ale przecież w bibliotece jest zakaz hałasowania — odparła chłopcu marszcząc brwi w skonfundowaniu. Tak jak i rozmówca nie do końca rozumiał ją, tak i ona jego. Dla Melisy fakt, że między książkami należało zachować ciszę był mniej więcej tak oczywisty jak to, że słońce wschodziło na wschodzie a woda była mokra. Nie pojmowała, ba!, nawet nie przypuszczała, iż ktoś mógłby nie zdawać sobie z tego sprawy.
     — Zatem nie lubisz czytać? — zapytała w końcu, tyle tylko wynosząc z jego słów. Założyła ramiona na piersi i spojrzała na książkę, która przykuła uwagę młodszego ucznia. Była niemalże pewna, że to była jedna z tych agresywnych, co to, ledwie się je otworzy, zaczynają warczeć i szczerzyć zęby. — Uważaj, żeby cię nie pogryzła — ostrzegła chłopca po sekundzie zawahania. Jakaś wrodzona złośliwość kazała jej być cicho i tylko obserwować, co się dalej wydarzy. Z drugiej jednak strony sama doskonale pamiętała, jak to było być nową w Hogwarcie i nie rozumieć jeszcze prawie nic. Stąd też nabrała przypuszczeń, iż jej nowy kolega nie wychował się w czarodziejskiej rodzinie. Za mało wiedział o zasadach tu panujących i nie wykazywał się ani odrobiną ostrożności w stosunku do dzikich lektur zamieszkujących szkolną bibliotekę. Nie chciała być jednak nazbyt wścibską lub niedelikatną, zatem nie pytała wprost, czekając, aż temat jakoś tak sam wypłynie.




Ostatnio zmieniony przez Melisa De Leon dnia 14.07.22 23:08, w całości zmieniany 2 razy
Melisa De Leon
Zawód : wiedźmia strażniczka
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
I’m gonna take you down with me
Better run while you can
OPCM : 12 +5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11249-melisa-de-leon#346127 https://www.morsmordre.net/t11275-furia https://www.morsmordre.net/t11281-relki-melki#346786 https://www.morsmordre.net/t11267-melisa-de-leon
Re: Dziwna kraina biblioteki [odnośnik]14.07.22 12:48
Nie bardzo rozumiał słów dziewczyny - choć może nie tyle samych słów, bo przecież angielski nie stanowił dla niego problemu, co raczej ich znaczeń. Jak to przecież był? Była to jakaś wiedza tajemna, gdzie wszyscy ją już posiadali?
Z drugiej strony rzeczywiście każdy tutaj był raczej cicho... Może właśnie to sprawiało, że biblioteka była aż tak nudna? Nie odpowiedział jednak, marszcząc brwi w lekkiej zadumie. Dopiero na jej kolejne pytanie machnął lekko ręką.
- Nie wiem jak inni mogą. To zabiera dużo czasu, i to wszystko tak trzeba składać i nie brzmi tak jak się mówi! No i jeszcze mam zapamiętywać to co czytam jakby samo czytanie nie było wystarczająco trudne - powiedział niczym największym ciemiężca, bo kto też wymyślił to całe czytanie? Praca przy zbieraniu grochu była łatwa, na polach czy nawet przy zwierzętach, nawet jeśli te go niekoniecznie zawsze lubiły.
Chociaż czy rzeczywiście zabierało tak dużo czasu? Inni zdawali się wertować te wszystkie kartki w książkach! Kiedy on miał problemy uporać się z jedną. - Znaczy, te bajki takie... O, o założycielach też czytałem. To było całkiem ciekawe, ale szybciej by było jakby mi ktoś po prostu powiedział. Nauczyciele też mi każą czytać, ale widzę te litery i to nic nie znaczy przecież - stwierdził, wzruszając ramionami. Ciąg przypadkowych symboli, tym były dla niego litery.
Zaraz jednak odruchowo cofnął dłoń od książki, spoglądając z niezrozumieniem na dziewczynę.
- Że jak pies? - zapytał zaskoczony, bo pamiętał, że babcia zawsze go ganiła za znoszenie bezdomnych znajd dla młodszej siostry, ale nie mógł się od tego nigdy powstrzymać! Przecież Sheila tak bardzo uwielbiała szczeniaki i inne puchate stworzenia, no i nigdy nie zrobiły jej krzywdy, bo ich pilnował! Chociaż czy jeśli te książki mogły pogryźć...
- Żartujesz, prawda? - dodał, spoglądając na dziewczynę po chwili niczym najbardziej oburzony jedenastolatek pod słońcem. Przecież na pewno sobie z niego żartowała! Na pewno sobie z niego żartowała, bo kto to widział, żeby książki atakowały i gryzły? Znaczy, nie żeby dużo znał się na książkach, ale jednak wątpił, żeby rzeczywiście podobne istniały, bo jaki był ich cel?
A jednak, mimo wszystko, odsunął się krok w tył od półki, na której zobaczył futrzasty egzemplarz.
- Ty lubisz czytać, że tutaj jesteś? Frances lubi i Jeanie też, ale one są tych Krukonach, to to chyba tam wszyscy lubią? Najwięcej ich jest z nich tutaj...


Dziwna kraina biblioteki EbVqBwL
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Dziwna kraina biblioteki AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Re: Dziwna kraina biblioteki [odnośnik]15.07.22 0:31
Młoda czarownica przechyliła głowę w bok pozwalając ciemnym, pokręconym kosmykom włosów opaść na twarz i przygryzła usta w wyrazie zamyślenia. Młodszy gryfon stanowił dla niej prawdziwą zagwozdkę, z drugiej jednak strony całkowicie przypadkowo poruszył temat niezwykle dla niej zajmujący, który z wielką chęcią podjęła dalej. Nie trzeba było czekać długo, aż w oczach Melisy zalśniły podekscytowane ogniki a i ona sama ponownie się wyprostowała zaczynając żywo gestykulować przy każdym jednym, wypowiedzianym słowie.
— Nie, nie. Zresztą, nie jest to teraz w ogóle istotne — machnęła ręką. Uśmiech wypłynął na jej usta a i ona sama zdawała się jakaś taka jakby żywsza. Thomas samemu jeszcze nie wiedząc otworzył na swoje nieszczęście (bądź nie-nieszczęście) prawdziwą puszkę Pandory.
— Czy ja lubię czytać? Słuchaj, ja uwielbiam czytać! Chodź — odparła pokazując chłopakowi dłonią, by za nią ruszył i poszła dalej, zmierzając w sobie tylko znanym kierunku bez absolutnie żadnej refleksji na temat tego, iż ledwie kilka minut wcześniej chciała się ukrywać przed bibliotekarzem. Taka właśnie była wtedy Melisa - więcej w niej było pasji, niźli rozsądku, więcej emocjonalnych zrywów niż starannie przemyślanych czynów. Z czasem otoczenie oraz bieg historii zdołały nieco ją utemperować, wtedy była jeszcze jednak niczym żywe srebro.
Mijane po drodze rzędy książek były niczym jakiś nowy, fascynujący dla niej świat tylko czekający na jego eksplorację, chociaż trzeba było przyznać, że lektury stricte naukowe i teoretyczne pociągały ją jednak nieco mniej. Nieco bardzo.
— Są książki i książki... — kontynuowała idąc dalej, by nagle niż  gruszki, ni z pietruszki, raptownie się zatrzymać. — A tak w ogóle to jak ci na imię? Ja jestem Melisa. Wybacz, ale trochę odleciałam podczas ceremonii przydziału no i... Sam wiesz — stwierdziła odwracając się do młodego gryfona z przepraszającym, trochę zawstydzonym uśmiechem. Głupio jej się było przyznać, że tak po prostu albo zapomniała jego imię, albo też w pierwszej kolejności najzwyczajniej w świecie je zignorowała, skupiwszy się bardziej na lustrowaniu starszych kolegów wzrokiem, niż pierwszakach.
— A więc, wracając. Są książki takie tylko do nauki i one rzeczywiście przynudzają. Ale są i też takie zawierające w sobie historie — urwała przystając w końcu w miejscu na dłużej. Zatrzymali się w "fikcji". — To prawie jak droga ucieczki, gdy wszystko dookoła jest straszne i obce, albo gdy sobie nie radzisz — dodała wzruszając ramionami, jak gdyby temat wcale aż tak bardzo nie dotyczył jej samej. A dotyczył. Była w końcu w obcym kraju, między obcymi ludźmi, którzy w przeciwieństwie do niej całe życie spędzali wiedząc o istnieniu magii. Nawet po trzech latach nie przywykła jeszcze do końca do tego stanu rzeczy.


Melisa De Leon
Zawód : wiedźmia strażniczka
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
I’m gonna take you down with me
Better run while you can
OPCM : 12 +5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11249-melisa-de-leon#346127 https://www.morsmordre.net/t11275-furia https://www.morsmordre.net/t11281-relki-melki#346786 https://www.morsmordre.net/t11267-melisa-de-leon
Re: Dziwna kraina biblioteki [odnośnik]28.07.22 14:52
Nie rozumiał fascynacji książkami znajdującymi się na półkach biblioteki - dla niego samego były... dziwne? Trudne? Nieprzydatne? Wszystko tylko nie interesujące! Siedzenie w ciszy i bezruchu...
A mimo to ufnie i bezrefleksyjnie ruszył za starszą Gryfonką, wbrew temu, że podobno nigdy nie powinien chodzić za obcymi ani z nimi rozmawiać. Chociaż czy kiedykolwiek słuchał się prawd objawionych, które dyktowała mu babcia? Bardzo rzadko. Może właśnie i teraz powędrował bez zawahania za nową koleżanką.
- Thomas, Thomas Doe! - zaraz przedstawił się pewnie, szczerząc i pokazując brak dwójki. Cóż, wciąż wszystkich zębów nie miał stałych, a mleczaki wypadały kiedy chciały. Nie, żeby jakoś mu to przeszkadzało, w końcu nie było o co panikować, tak jak opowiadał o tym zawsze bratu.
Nawet nie wiedział do końca czemu dziewczyna tłumaczyła się z jakimś zapominaniem - w końcu nigdy się jej jeszcze nie przedstawił. Sam rzadko słuchał czegokolwiek, ale również zupełnie zapomniał, że jego imię było wołane podczas ceremonii przydziału. Dookoła działo się tak wiele rzeczy, że łatwo było zapomnieć o takich sprawach!
Tym bardziej, że całe życie - no może połowę - żył w wozie, a nie na takim zamku, w jakim się teraz znajdywali!
- Zawsze sobie radzę - zaraz się zaparł godnie niczym każdy młody chłopiec jedenastolatek powinien na sugestię o tym, że mógł z czymś sobie nie radzić. Chociaż czy było to prawdą? Zupełnie nie - bo nawet po pięciu latach wciąż miał nadzieję, że mama jednak do nich wróci. Przecież obiecała, prawda? Nie mogła zrobić inaczej! Obiecała, że wróci do niego i Jamesa, i Sheili!
Zaraz jednak spojrzał na półki. - To to samo... no te do nauki i te historie. Przecież i to, i to ma litery w środku - stwierdził, wciąż nie rozumiejąc co było takim interesującym w tych wszystkich książkach zebranych tutaj w bibliotece. Chociaż stanowczo wynikało to z jego słabych umiejętności czytania. - I głowa boli! Jeanie dała mi książkę do czytania... taką co miała historie o tych wszystkich założycielach domów tutaj, no wiesz... Ale to się tak dłuuuugo czyta! I głowa po tym boli, i wszystko się miesza... - westchnął, kręcąc lekko głową, nie zdając sobie zupełnie sprawy z faktu, że Melisa mogła nawet nie zdawać sobie sprawy z tego, że miała do czynienia z kimś, dla kogo zarówno czytanie, jak i pisanie, było zupełną nowością w Hogwarcie - a co dopiero szkoła.
- Można po prostu pobiec do lasu. Albo nad jezioro... Albo nie wiem, no cokolwiek takiego. Zagrać na harmonijce jak jest dookoła straszne i obce - powiedział, zastanawiając się nad tym. Jakby nie spojrzeć, opowiadał bratu i siostrze bajki, kiedy się źle czuli... - Chociaż chyba... no bajki pomagają... Ale nie wiem, jak coś jest obce to trzeba to poznać, nie? Jak podróżujemy to cały czas się w nowym miejscu zatrzymujemy! Jak wszystko jest nowe to nic nie jest obce, bo wszystko jest inne, ale to takie nie straszne inne.


Dziwna kraina biblioteki EbVqBwL
Thomas Doe
Zawód : Złodziej, grajek
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Things didn't go exactly as planned
but I'm not dead so it's a win
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 20
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Dziwna kraina biblioteki AGJxEk6
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9764-thomas-doe?nid=5#297075 https://www.morsmordre.net/t9998-buleczka?highlight=Bu%C5%82eczka https://www.morsmordre.net/t9805-fircyk https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9797-skrytka-bankowa-nr-2234 https://www.morsmordre.net/t9798-thomas-doe#297380
Dziwna kraina biblioteki
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach