Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Gabinet Maghnusa
AutorWiadomość
Gabinet Maghnusa [odnośnik]17.05.21 21:22

Gabinet Maghnusa

★★★
Powyżej głównej sceny, na antresoli, znajduje się gabinet właściciela Piórka Feniksa. Ściany wyciszone odpowiednimi zaklęciami sprawiają, że pomieszczenie to jest zdecydowanie najzaciszniejsze z całego klubu, co pozwala na odetchnięcie od zgiełku panującego w wypełnionej gośćmi sali i pracę w komfortowych warunkach. Witrażowe okno oddzielające gabinet od reszty lokalu ma charakter lustra weneckiego, umożliwiając tym samym niezakłóconą obserwację wszystkiego, co dzieje się na scenie i w jej pobliżu z miękkiej sofy obitej burgundowym aksamitem. Nieopodal znajduje się biurko z mahoniu, zasłane wszelkiego rodzaju dokumentami, opasłymi księgami, rolkami pergaminu i przyborami piśmienniczymi. W pomieszczeniu nie zabrakło również dobrze wyposażonego barku ani kryształowych kieliszków.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 20:52, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Gabinet Maghnusa Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Gabinet Maghnusa [odnośnik]18.05.21 12:25
10 października 1957
Strusie pióra, blichtr, feeria barw i gra świateł - mieszanka ta niezmiennie wprawiała gości Piórka Feniksa w zachwyt, sprawiając, że ponad dźwięki żywiołowo grającego zespołu wybijały się rozbawione głosy, śmiechy i wyrazy uznania oglądających spektakl. I dopóki echem roznosiły się akompaniamenty instrumentów dętych, dopóki na scenie tancerki wirowały tak szybko, że ich nieskromne stroje zlewały się w smugi wyrazistych kolorów, dopóki w kieliszkach gęsto zastawiających niewielkie stoły chlupotały wykwintne trunki, nikt nawet by nie pomyślał, że na zewnątrz tego wielobarwnego światka codzienność rozdzierana była anomaliami i wojną, a ulica prowadząca do lokalu, tak jak i wiele innych londyńskich ulic, ledwo co spłynęła mugolską krwią.
Maghnus spędzał ten wieczór w klubie, by po zwyczajowym sprawdzeniu czy wszystko jest w jak najwyższym standardzie i po osobistym przywitaniu i odbyciu kurtuazyjnych rozmów z najznamienitszymi z gośćmi zasiadającymi w lożach, zaszyć się w swoim gabinecie. Zapadł się lekko w miękkiej kanapie, odruchowo przesuwając smukłymi palcami po burgundowym aksamicie jej obicia. Nie musiał czekać, usłużny skrzat, który dbał o jego komfort od ponad dekady, podał mu lampkę wytrawnego wina nim lord Bulstrode zdążył zwerbalizować swoje życzenie. Odprawił stworzenie krótkim gestem, nim powrócił spojrzeniem piwnych tęczówek do ostatnich scen rozgrywającego się na scenie poniżej spektaklu. Gibkie ciała otulone sznurami pereł, na przemian odkrywane i zakrywane pierzastymi wachlarzami, pobłyskiwały w światłach reflektorów, wdzięcznie wpasowując swe ruchy w rytm muzyki, którą Maghnus nie potrafił się szczerze zachwycić; tym chętniej korzystał z uroków zacisznego gabinetu.
Rozbrzmiały gromkie brawa - upił łyk szkarłatu, obserwując, jak zza kurtyny na jego uprzednie polecenie wyłania się Rickard; niemalże widział jak usta zarządcy wypowiadają słowa wzywa cię do gabinetu do jednej z tancerek, której klatka piersiowa wciąż falowała w przyspieszonym po występie oddechu. Patrzył z zainteresowaniem, czekał aż się odwróci, aż przez jej przypudrowaną twarz przemknie cała gama emocji, gdy spojrzy w stronę witrażowego okna nie wiedząc czy i teraz śledzi każdy jej ruch. Upił kolejny łyk, uśmiechając się pod nosem - humor wyjątkowo mu dopisywał. Czekał.
[bylobrzydkobedzieladnie]


half gods are worshipped
in wine and flowers
real gods require blood




Ostatnio zmieniony przez Maghnus Bulstrode dnia 03.06.21 16:27, w całości zmieniany 3 razy
Maghnus Bulstrode
Zawód : badacz starożytnych run, były łamacz klątw, cień i ciężka ręka w Piórku Feniksa
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
gore and glory
go hand in hand
OPCM : 25
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 26
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
 death before dishonor
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9868-maghnus-i-bulstrode https://www.morsmordre.net/t9891-helios#299311 https://www.morsmordre.net/t9887-mouth-full-of-white-lies#299287 https://www.morsmordre.net/f377-gerrards-cross-bulstrode-park https://www.morsmordre.net/t9894-skrytka-bankowa-nr-2246#299355 https://www.morsmordre.net/t9896-maghnus-bulstrode#299374
Re: Gabinet Maghnusa [odnośnik]18.05.21 22:36
Niekiedy światła, jakie padały na scenę, były tak oślepiające, że właściwie nie widziała twarzy gości Piórka Feniksa, nie widziała nikogo i lubiła myśleć, że jest tu po prostu sama. Na scenie była tylko ona i muzyka. Jeszcze bardziej jednak Demelza lubiła sobie wyobrażać, że na na widowni jest tylko on - ten jedyny, wymarzony, książę ze snów i marzeń o prawdziwej miłości. Rycerz, który przybył, aby obejrzeć występ, zakochać się w tańcu i porwać ją gdzieś na drugi koniec świata. Wtedy szczery uśmiech wyginał czerwone od szminki wargi, oczy błyszczały, a każdy ruch miał w sobie jeszcze więcej wdzięku. Tańcząc nietrudno było utonąć w fantazjach, a do rzeczywistości przywracały Demelzę gromkie brawa - przypominały, że wcale nie była tu sama, że Piórko Feniksa jest pełne gości, a ich spojrzenia badają każdy cal odsłoniętego niemoralnie ciała. Chyba już do tego przywykła. Przestała się wstydzić. Pod grubą warstwą pudru policzki miała zaczerwienione jedynie od tańca, to miało się jednak lada chwila zmienić. Zeszła ze sceny, pierś falowała jej wciąż od przyśpieszonego oddechu, ledwie skryła się za czerwoną kurtyną, a na drodze stanął jej Rickard. Nie wiedziała czego może od niej chcieć i wcale nie miała ochoty na rozmowy z nim. Jego obecność od razu popsuła Demelzie humor - nienawidziła tych chwil właśnie, kiedy zatrzymywał ją tuż po występie: wciąż półnagą, obnażoną, odsłoniętą. Nienawidziła jak jego spojrzenie błądzi po jej ciele, może dlatego, że wobec niego żywiła głęboką urazę i niechęć, wydawał się też dziewczynie zwyczajnie... obleśny. Już się bała, że właśnie teraz, nie pozwoliwszy się jej nawet ubrać, zechce z nią coś omówić, coś niecierpiącego zwłoki, naglącego i pilnego, lecz Rickard miał jedynie wiadomość do przekazania. Nie wypowiedział imienia, każdy jednak wiedział o kogo chodzi - o lorda Bulstrode, właściciela Piórka Feniksa, a w kierunku witrażowego okna jego gabinetu natychmiast powędrowało lekko spłoszone spojrzenie Demelzy, nie potrafiła się powstrzymać.
Dlaczego ją wzywał? Zrobiła coś nie tak?
Nie sądziła, aby chodziło o rzecz tak błahą. Uwagi najpewniej przekazałby komuś innemu. Ciekawość walczyła w niej z głębokim niepokojem.
- Już idę - mruknęła jedynie, odwracając się od Rickarda i robiąc kilka kroków w stronę garderoby, on jednak złapał ją za nadgarstek.
- Teraz - podkreślił oschłym tonem.
- Już idę - powtórzyła upartym tonem, wyrywając z jego uścisku rękę, wcale jednak nie pomaszerowała potulnie w stronę schodów - nie zamierzała kroczyć korytarzami w samej dolnej części bielizny i pończochach. Na wieszaku za kulisami powieszono kostium, którego pozbyła się na scenie - ubrała więc chociaż te kilka skrawków czarnej koronki mających być krótką sukienką, ramiona zaś owinęła szalem, choć nie wiedziała nawet do kogo należał.
Wspinając się po schodach niemal czuła na karku oddech Rickarda, dlatego przyśpieszyła kroku, aby wreszcie zniknąć mu z oczu. Wzięła głęboki oddech, wsunęła kosmyk włosów za ucho, zapukała do drzwi. Do gabinetu, po uzyskaniu zaproszenia, wślizgnęła się niemal z ulgą i ledwie powstrzymała się przed pokazaniem Rickardowi języka, kiedy jego oblicze znikało w szparze. Zamknęła za sobą drzwi i po kilku niespokojnych uderzeniach serca odwróciła się z dłońmi splecionymi przed sobą.
- Wzywał mnie lord - wyrzekła miękko, odnajdując lorda Bulstrode spojrzeniem, lecz nie ruszyła się z miejsca przy drzwiach - na razie. - Czy mogę coś dla pana zrobić?
Oby nie.


Let me see you

Stripped down to the bone

Demelza Fancourt
Zawód : tancerka w Piórku Feniksa, wschodząca gwiazdka burleski
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I have to believe that sin
can make a better man


OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9417-demelza-fancourt#286301 https://www.morsmordre.net/t9592-belle#291686 https://www.morsmordre.net/t9595-zatancz-ze-mna#291787 https://www.morsmordre.net/f355-brighton-whitehawk-way-389 https://www.morsmordre.net/t9591-skrytka-bankowa-nr-2177#291683 https://www.morsmordre.net/t9593-demelza-e-fancourt#291728
Re: Gabinet Maghnusa [odnośnik]19.05.21 11:05
Kłamałby mówiąc, że był bezkrytycznym fanem burleski, bo nijak nie podzielał mniej lub bardziej uzewnętrznionego zachwytu malującego się na twarzach stałych bywalców, wlepiających czujny wzrok w tancerki przemykające przez scenę, ale kłamałby również mówiąc, że nie zdarzało mu się czasem zawiesić oka na mieniących się sznurach pereł przewieszonych przez rozkołysane biodra czy na pobłyskujących bielą ramionach dzierżących pióropusze - rzecz jasna tylko po to, by trzeźwo ocenić walory artystyczne prezentowanych treści, które powinny być na jak najwyższym poziomie, by nikt nie umiejscawiał Piórka na jednej linii z Wenus. Śledził więc uważnie te ostatnie z doskonale wystudiowanych ruchów panny Fancourt, utwierdzając się tylko w przekonaniu, że zaiste była wyborną inwestycją. Czy zdawała sobie sprawę z tego, jak czarowała każdym gestem, każdym krokiem? Z szarej, nieśmiałej myszki rozkwitała w świetle reflektorów, a to nie zdarzało się zbyt często. Na palcach jednej ręki zliczyłby przewijające się przez klub tancerki, o których mógłby powiedzieć to samo.
Nie miał wątpliwości co do tego, że Rickard aż nazbyt gorliwie wypełni jego polecenie. Z początku ich współpracy Maghnus prawdziwie doceniał zaangażowanie zarządcy, którego przejął razem z Piórkiem, jednak wraz z upływem czasu, kiedy to młody lord coraz bardziej wgryzał się w tajniki prowadzenia tego typu lokalu, coraz wyraźniej dostrzegał uchybienia Rickarda, szczegóły, które często zdarzało mu się przeoczyć i władzę, której uwielbiał nadużywać w stosunku do występujących w burlesce dziewczyn. Tak jak w momencie, w którym ścisnął drobny nadgarstek Demelzy swoimi grubymi paluchami, wywołując tym samym mimowolne skrzywienie ust lorda Bulstrode. Musiał szczerze przyznać, że Rickard wzbudzał w nim – doskonale zazwyczaj skrywaną, lecz wciąż - głęboką odrazę.
Nie musiał długo czekać, ponaglenia zarządcy okazały się być na tyle skuteczne, że już po paru chwilach w gabinecie rozległo się pukanie do drzwi. Wstał z sofy, by w paru krokach przemieścić się za biurko, nim Demelza znalazła się w środku pomieszczenia. Zatrzymał się w pół ruchu, widząc kusą koronkę, w którą była ubrana i pokręcił głową, doskonale świadom, że był to efekt nadgorliwości człowieczka, który ją tu przyprowadził.
- Rickardzie, bądź tak miły i przynieś pannie Fancourt porządne odzienie. Nie chcemy wszak, żeby zmarzła - odezwał się na tyle głośno, by zarządca z pewnością go usłyszał. Stał pod drzwiami, nasłuchując jak na wścibskiego amatora przystało; to było bardziej niż oczywiste, gdy chwilę później ze zmieszanym, przepraszającym wyrazem twarzy przez uchylone drzwi podawał Maghnusowi satynowe kimono z futrzastym kołnierzem. Odprawił go krótkim gestem, jak wcześniej skrzata, z którym w oczach lorda Bulstrode był na jednakowym poziomie - choć w lojalność skrzata nie musiał wątpić nigdy.
- Demelzo - zwrócił się do dziewczyny miękkim barytonem, przekazując jej kremowy peniuar, którego gładki materiał przyjemnie przelewał się przez palce. Był długi, powinien jej sięgać co najmniej powyżej kostek.
- Dziękuję, że do mnie dołączyłaś - jakbyś miała jakikolwiek wybór. - Usiądź proszę - wskazał sofę przy oknie, samemu wędrując w kierunku biurka, zza którego wyciągnął okazały bukiet przybrany z eustomy, limonium i frezji. - Chciałbym podziękować ci za ilość pracy, jaką wkładasz w swoje występy. Gdyby wszystkie dziewczyny szły twoim śladem, bylibyśmy najchętniej odwiedzanym klubem na Wyspach - kontynuował wypowiedź, skracając dystans dzielący go od panny Fancourt, której szarmanckim gestem wręczył rzeczony bukiet, wraz z tabliczką czekolady, którą jakimś cudem udało mu się zdobyć na początku miesiąca. - Dziś mijają dwa lata od twojego debiutu na scenie - choć pewnie pamiętasz tę datę aż za dobrze, przeklinając mnie w myślach po wielokroć. - Eloise cię zastąpi - świętuj więc tę cudowną rocznicę, dziś na scenę już nie wrócisz. - Czego się napijesz?

przekazuję Demelzie czekoladę mleczną (100 g) z zaopatrzenia


half gods are worshipped
in wine and flowers
real gods require blood


Maghnus Bulstrode
Zawód : badacz starożytnych run, były łamacz klątw, cień i ciężka ręka w Piórku Feniksa
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
gore and glory
go hand in hand
OPCM : 25
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 26
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
 death before dishonor
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9868-maghnus-i-bulstrode https://www.morsmordre.net/t9891-helios#299311 https://www.morsmordre.net/t9887-mouth-full-of-white-lies#299287 https://www.morsmordre.net/f377-gerrards-cross-bulstrode-park https://www.morsmordre.net/t9894-skrytka-bankowa-nr-2246#299355 https://www.morsmordre.net/t9896-maghnus-bulstrode#299374
Re: Gabinet Maghnusa [odnośnik]20.05.21 21:19
Drogę do gabinetu lorda Bulstrode znała doskonale. Trafiłaby pod te drzwi nawet z zamkniętymi oczyma, krocząc po omacku po krętych schodach, lawirując po korytarzach. Ileż to razy przemierzała tę drogę w myślach, aby zapukać donośnie, wpaść do środka i oświadczyć, że to koniec, że ma natychmiast cofnąć to zaklęcie, klątwę, czar - cokolwiek na nią rzucił, bo inaczej... W tym momencie zazwyczaj przerywała swoją tyradę w myślach, niekiedy ganiąc się za tak niemądre wizje, bo miała świadomość, że w rękawie nie ma nic, czego mogłaby przeciw lordowi Bulstrode użyć, innym znowuż razem rozważała prawdopodobieństwo odniesienia sukcesu, jeśli komuś by o tym powiedziała. Niestety każda kalkulacja okazywała się dla niej wyjątkowo niekorzystna. Lord Bulstrode miał pieniądze, znajomości i wpływy. Demelza zaś nie miała nic poza zszarganą reputacją i talentem. Nawet na własnych rodziców liczyć nie mogła. Była więc zdana na łaskę i niełaskę właściciela Piórka Feniksa - i niekiedy z goryczą myślała, że jej własnego. Często czuła się jak przedmiot.
Mimo że drogę do tej wyjątkowej, eleganckiej komnaty znała doskonale, to nie była tu zbyt częstym gościem. Demelza nie dawała lordowi Bulstrode powodów do niezadowolenia, powodów by wzywał ją na dywanik. Najczęściej widywała go jedynie przelotnie. Zawsze wydawał się czymś zajęty, choć jednocześnie doskonale wiedział o wszystkim co działo się w Piórku Feniksa. Co kto powiedział, gdzie spojrzał, z kim rozmawiał. Nawet teraz, choć nie rzucił żadnego zaklęcia, miał świadomość tego, że za drzwiami podsłuchuje Rickard.
Dostrzegając jak mężczyzna kręci głową Demelza zmieszała się, nieświadoma powodu, coraz bardziej zaniepokojona tym nagłym wezwaniem i reakcją. Zrobiła coś nie tak? Zatańczyła nie tak jak powinna? Nie potknęła się przecież, nie zapomniała o śmiechu, wydawało jej się, że wszystko wyglądało tak jak powinno. Splotła na piersiach ramiona, jakby chciała się zasłonić, kuląc przy tym lekko ramiona, wyraźnie spłoszona, a niepokój z jej twarzy odegnało odrobinę żądanie odzienia dla niej. Lord Bulstrode widział ją już nie raz - w podobnych strojach, bardziej kusych, wyzywających i bez nich. Ze swojego gabinetu miał doskonały widok na scenę. Podczas prób niekiedy siadał jeszcze bliżej. Wtedy czuła się jednak inaczej. Na scenie było inaczej. Poza nią krępowała Demelzę nagość, zwłaszcza, gdy była z nim sam na sam. Najbardziej jednak czuła się zmieszana i zawstydzona przy Rickardzie, który w przeciwieństwie do lorda Bulstrode nie miał klasy i taktu za grosz. Gdy pojawił się w drzwiach, by zgodnie z życzeniem pracodawcy przynieść kimono z futrzastym kołnierzem, posłała mu pełne niechęci, urażone spojrzenie. Magnus wyraźnie zainsynuował, że nie życzy sobie podsłuchiwania nie mówiąc tego wprost, lecz i tak nie miała pewności, że zarządca lokalu nie tkwi gdzieś pod drzwiami. Rickard bywał wścibski i arogancki. Liczyła, że pewnego dnia zadrze nosa tak wysoko, że się potknie.
- Bardzo dziękuję, lordzie Bulstrode - odpowiedziała miękko, z wyraźną ulgą, odbierając od mężczyzny kimono; od razu wsunęła ręce w rękawy, zawiązała materiał w talii ozdobnym paskiem. Zasłonięta miękką, przyjemną w dotyku satyną poczuła się swobodniej i pewniej - od razu się wyprostowała, trochę wyżej uniosła brodę.
Na podziękowania Maghnusa Demelza nie powiedziała nic. Co by mogła? Nie ma za co wydawało jej się nie na miejscu. Nie miałam wyjścia nie przeszłoby dziewczynie bez gardło. Nigdy nie miała śmiałości, by pyskować. Uważnie obserwowała jego twarz, oczy, próbując wybadać, czy jest zły, rozgniewany, zawiedziony. Nigdy jednak nie miała pewności co do słuszności swoich interpretacji. Była zbyt naiwna. Łatwo było ją zwieść i oszukać. Przekonał się o tym już nie raz. Tego wieczoru jednak wydawała się wyjątkowo podejrzliwa i...
... szczerze zaskoczona, gdy dostrzegła bukiet w w jego rękach. Siadała właśnie na wskazanej przezeń sofie i taką ją to zszokowało, że niemal straciła równowagę i zapadła się w jej miękkości. Tego się nie spodziewała. Kompletnie nie.
- Och... To niezwykle uprzejme z pańskiej strony... Jest mi bardzo miło, dziękuję, proszę pana - odrzekła, wstając z miejsca, aby odebrać od niego bukiet i tabliczkę czekolady, która wywołała w niej jeszcze większe zaskoczenie - słodkości nie wpływały dobrze na figurę. Biorąc jednak pod uwagę jak trudno teraz było je dostać, to mogła okazać się warta więcej, niż ten bukiet i butelka wina razem wzięte. Demelza uśmiechnęła się, lecz już po chwili uśmiech ten zgasł - przez jedno uderzenie serca zastanawiała się, czy jej ostatnie występy w istocie były warte takich gratulacji i prezentów, ale chodziło o coś innego.
Pamiętała, że właśnie dziś mijały dwa lata odkąd po raz pierwszy stanęła na scenie Piórka Feniksa, lecz uparcie starała się to z pamięci wyprzeć. Czas leciał tak szybko. Właściwie przeciekał tancerce przez palce. Nie sądziła wtedy, że spędzi tu aż dwa lata... Czuła się bardziej zaskoczona tym, że to lord Bulstrode miał w pamięci tę datę. Ten człowiek był dla niej wciąż chodzącą zagadką.
- Dziękuję, proszę pana - powtórzyła raz jeszcze, już trzeci (co innego mogła jednak odpowiadać na te czarujące gesty i prezenty?), trochę ciszej, spuszczając wzrok na piękne frezje. Tabliczkę czekolady wsunęła do kieszeni szlafroka. - Czy mogę prosić o wino? - spytała, nagle podnosząc na niego wzrok. Starała się nie pić zbyt często. Lloyd zgodnie z jej życzeniem rozwadniał dla niej drinki. Miała słabą głowę, lecz teraz czuła, że potrzebuje trochę alkoholu.
- Bardzo się staram, cieszę się, że jest pan zadowolony - powiedziała, siląc się na blady uśmiech.


Let me see you

Stripped down to the bone

Demelza Fancourt
Zawód : tancerka w Piórku Feniksa, wschodząca gwiazdka burleski
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I have to believe that sin
can make a better man


OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9417-demelza-fancourt#286301 https://www.morsmordre.net/t9592-belle#291686 https://www.morsmordre.net/t9595-zatancz-ze-mna#291787 https://www.morsmordre.net/f355-brighton-whitehawk-way-389 https://www.morsmordre.net/t9591-skrytka-bankowa-nr-2177#291683 https://www.morsmordre.net/t9593-demelza-e-fancourt#291728
Re: Gabinet Maghnusa [odnośnik]22.05.21 13:37
Powiedzieć, że zwyczajowo w niewielkim poważaniu miał pracowników Piórka Feniksa, to nie powiedzieć nic. Przyznawał to sam przed sobą otwarcie i bez ogródek - osoby przewijające się przez klub w rolach odmiennych od roli gości były dla niego narzędziami potrzebnymi do osiągnięcia celu. Gdy celem tym było podnoszenie renomy lokalu i zwiększanie przychodów z niego płynących, dbał szczególnie o każdy z najdrobniejszych detali, doglądał osobiście każdego aspektu i interesował się dogłębnie zarówno wykonywanymi przez podwładnych zadaniami, jak i samymi podwładnymi. Znał imiona wszystkich, zapamiętywał dotyczące ich szczegóły i prowadził w myślach kartoteki z co ciekawszymi informacjami pozyskanymi w spokojniejsze dni, gdy pozwalał, by po wyjątkowo udanym wieczorze w Piórku panowała luźniejsza atmosfera i gdy krążył pomiędzy pracownikami nie po to, by wyliczać ich błędy, lecz by rozmawiać i zaskakiwać ich faktem, że pamiętał. Otwierali się wtedy tym chętniej, pozwalając w sobie czytać bez końca i myśląc, że nareszcie udało im się zadzierzgnąć nić porozumienia z kapryśnym lordem, który bawił się nimi jak lalkami w teatrze marionetek. Nierzadko w przypływie lepszego humoru dopytywał z przejęciem o samopoczucie tancerek, sprawiając przy tym wrażenie, jakoby troszczył się o ich dobrobyt, bo wiedział doskonale, że gdy rozkwitały w blasku jego pozornej troski, ich kroki stawały się bardziej sprężyste, głowy wyżej uniesione, a uśmiechy, którymi czarowały ze sceny, bardziej magnetyczne. I płynął za tym pieniądz. Jak to jednak bywało z narzędziami, szczególnie tymi ponadnormatywnie eksploatowanymi, z czasem się zużywały - i wtedy wymieniał je bez sentymentu, mówiąc sobie przewrotnie panta rhei.
Może to właśnie panna Fancourt była żywym dowodem na to, że jego metody prowadzenia biznesu były skuteczne? Będąc świadkiem licznych aktów jego braku wyrozumiałości czy tolerancji w stosunku do braku perfekcji, zdawała się być na tyle zalękniona, że pomimo czujnego obserwowania każdej jej próby i każdego występu, nie dostarczała mu powodów do sądzenia, że nie stara się być coraz lepsza w swoim fachu, że nie szanuje powierzonej jej pracy, czy że jej najzwyczajniej na świecie nie zależy. Wiedział, że okoliczności jej zatrudnienia wpływały na obecny stan rzeczy, że nie pozostawił jej za bardzo wyboru, by było inaczej, ale jednocześnie nie miał sobie absolutnie nic do zarzucenia - trafiła do niego sama, naiwna aż do bólu i absurdalnie ufna, błyszcząca głęboko skrywanym talentem, który od razu dostrzegł, a on po prostu wyciągnął rękę przed siebie i złapał ją - bo mógł. Głupcem był ten, co dostawał od życia okazje i ich nie wykorzystywał, a lord Bulstrode głupcem z pewnością nie był.
Po raz kolejny truchlała pod jego spojrzeniem, nie potrafiąc odczytać jego zamiarów skrywanych pod maską nieco niedbałego uśmiechu. Bawiła go ta gra, której zasady rozumiał tylko on, choć teraz oczywiście zdawał się w ogóle nie dostrzegać jej zmieszania i niepokoju, po prostu kontynuując odgrywanie swojej roli jak gdyby nigdy nic.
- Rickard bywa nadgorliwy - stwierdził w odpowiedzi na podziękowania Demelzy wyjaśniającym tonem; nie on kazał ją przyprowadzić do gabinetu natychmiast po zejściu ze sceny, nie dając nawet szansy na uzupełnienie wybrakowanego odzienia. Takie zachowanie ze strony zarządcy, który najwidoczniej sądził, że Maghnus w życiu nie widział kawałka gołej skóry i powinien nadrobić zaległości, balansując na skraju molestowania tancerki wybitnie drażniło szlachcica, który lubił wierzyć w to, że jego etyka zawodowa jest godna naśladowania. Odnotował więc kątem oka komfort jaki odzyskała zatapiając się w miękkiej satynie i niczym niewzruszony kontynuował swój teatrzyk drobnych uprzejmości, zbywając jej podziękowania. Chociaż czy tak drobnych? Czasy były ciężkie, a fakt, że udało mu się zdobyć tylko jedną tabliczkę czekolady w tym miesiącu mówił sam za siebie.  
- Mam nadzieję, że czekolada będzie ci smakowała. Ostatnimi czasy jakość produktów spożywczych pozostawia wiele do życzenia - wyraził swoje obawy, wracając myślami do spiżarni w Gerrards Cross, której jeszcze nigdy nie było tak ciężko zapełnić. Nie przywykł do ograniczonej dostępności podstawowych w jego oczach produktów. Być może nie powinien w przypływie dobrego humoru porywać się na podobne gesty i po prostu przekazać słodycze Laisreanowi – przez głowę przeszła mu myśl, że dziewczyna znikąd nie doceni tego prezentu i sprzeda czekoladę, w dodatku za wiele mniej niż była warta. Trudno, było już za późno.
- Oczywiście - skinął głową, sięgając po drugi kieliszek z barku, by nalać do niego wina ze smukłej, kryształowej karafki i podać pannie Fancourt, siedzącej na sofie. Sam oparł się o brzeg mahoniowego biurka, dochodząc do wniosku, że przysiadanie się do niej byłoby nieodpowiednim i najprawdopodobniej mylnie odebranym zachowaniem z jego strony. - Chciałbym, żebyś częściej występowała w pierwszej linii, Demelzo, częściej pojawiała się na scenie solo - oznajmił ostatecznie, upijając łyk wina. - Eloise i Margaret są dobre, ale grają pierwsze skrzypce już od tak dawna, że nasi stali goście z pewnością odczuwają już znużenie - pora coś zmienić, przeważyć lekko szalę na korzyść innej osoby.
- Jeśli byłabyś zainteresowana, umówię choreografa na przyszły tydzień, by rozpoczął z tobą przygotowania - kontynuował, opierając na chwilę dłoń dzierżącą kieliszek o blat biurka, by spojrzeć tu tancerce z błyskiem ciekawości w oku. Czy wykorzystasz tę sposobność i rozkwitniesz, Demelzo? To szansa, na jaką czekałaś, dostrzegasz to?
Maghnus Bulstrode
Zawód : badacz starożytnych run, były łamacz klątw, cień i ciężka ręka w Piórku Feniksa
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
gore and glory
go hand in hand
OPCM : 25
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 26
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
 death before dishonor
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9868-maghnus-i-bulstrode https://www.morsmordre.net/t9891-helios#299311 https://www.morsmordre.net/t9887-mouth-full-of-white-lies#299287 https://www.morsmordre.net/f377-gerrards-cross-bulstrode-park https://www.morsmordre.net/t9894-skrytka-bankowa-nr-2246#299355 https://www.morsmordre.net/t9896-maghnus-bulstrode#299374
Re: Gabinet Maghnusa [odnośnik]25.05.21 21:43
W to, że lord Bulstrode nie nakazał jej przyprowadzić tu prosto ze sceny, półnagiej i obnażonej, wcale nie wątpiła. Winą całkowicie obarczała zarządcę Piórka Feniksa. On w przeciwieństwie do właściciela lokalu nie miał klasy za knuta. Cokolwiek by nie powiedzieć o intencjach, czy moralności Maghnusa Bulstrode, to nie mogła zaprzeczyć temu, że był doskonale wychowanym dżentelmenem o nienagannych manierach. Angielski lord nie musiał poniżać dziewcząt, nie bywał wobec nich wulgarny, napastliwy, nie wpatrywał się w nie jak sroka w kość. W szlafroku Demelza czuła się bardziej komfortowo, bezpieczniejsza i swobodniejsza, lecz nawet gdyby go nie miała, to lord Bulstrode najprawdopodobniej zachowywałby się tak jakby była w pełni ubrana i nie dałby jej tego odczuć - akurat tę cechę w nim ceniła. Nigdy też jego dłonie nie zawędrowały w nieodpowiednie rejony jej ciała, nie starał się zbliżyć, wykorzystać jej w taki sposób, choć miał nad nią władzę i mógł - nie czuła się przy nim bezpiecznie, lecz przynajmniej o to była spokojna.
Przy Rickardzie nigdy tak się nie czuła.
- Tak, to prawda, proszę pana. Nigdy też nie może się napatrzeć na... - powiedziała Demelza, wyraźnie brzmiąc na niezadowoloną z towarzystwa Rickarda, zniżyła głos, a spojrzenie zielonych oczu powędrowało ku drzwiom, zmrużyła je lekko jakby podejrzewała, że nadal tam stoi i podsłuchuje. Prędko sobie jednak przypomniała gdzie jest i z kim rozmawia. - Nie chciałabym się jednak skarżyć, naturalnie... - zreflektowała się od razu. Chyba nie powinna była tego mówić. Z jakiejś przyczyny lord Bulstrode wciąż zatrudniał Rickarda, musiał mu ufać, współpracowali od lat. Z jego zdaniem pewnie liczył się o wiele bardziej niż z grymasami młodej tancerki... To nie były jednak wcale jej wymysły. Niczego sobie nie dopowiadała. Rickard wykorzystywał swoją pozycję, nadużywał powierzonej przez lorda Busltrode władzy, pytanie tylko brzmiało - czy on o tym wiedział? Przyzwalał na to? Demelza nie miała co do tego pewności.
- Na pewno. Uwielbiam mleczną czekoladę. Od dłuższego czasu nigdzie nie mogłam jej kupić... - a raczej nie było mnie na nią stać - ... dlatego to naprawdę przemiłe z pańskiej strony, lordzie - powiedziała potulnym tonem. Teraz tabliczka czekolady znaczyła znacznie więcej niż bukiet kwiatów (które naturalnie także jej się podobały), czy nawet srebrna bransoletka. Przez myśl Demelzy nie przeszło, że mogłaby ją sprzedać. Nie miała takiego zamiaru. Już teraz w myślach zaplanowała, że zostawi ją sobie na specjalną okazję - może Noc Duchów? Może Boże narodzenie? Chyba nie powinna się zestarzeć w tak krótkim czasie. A może będzie jadła ją po kostce, gdy poczuje się znów samotna i opuszczona, by słodycz na języku przyniosła pocieszenie? Zastanowi się jeszcze. Brunetka wsunęła tabliczkę do kieszeni szlafroka, ostrożnie, aby jej nie połamać.
Uniosła zaraz po tym wzrok na właścicielka Piórka Feniksa, odebrała od niego kielich, uśmiechając się przy tym i dziękując lakonicznie za poczęstunek; nie miała zamiaru wznosić toastu za te dwa lata, Maghnus także tego nie uczynił, więc po prostu przytknęła kielich do ust i napiła się - było słodkie, świeże, dla niej idealne. Rzadko piła coś tak dobrego. Wychyliła go więcej, gdy mężczyzna zdradził jej co jeszcze kryło się za świętowaniem tej wyjątkowej rocznicy.
- Naprawdę? - spytała z niedowierzaniem, nie kryjąc przy tym zaskoczenia, ciemne brwi uniosły się przy tym lekko. Miała wrażenie, że widzowie uwielbiają Eloise i Margaret, że ciężko będzie przebić się komuś innemu, lecz może Maghnus miał rację? Może po prostu ona była tu wciąż zbyt krótko, by to dostrzec, by zrozumieć w pełni gusta klientów. Dotąd myślała, że repertuar jest dość różnorodny - na każdą okazję przygotowywały wyjątkowe występy, lecz w rzeczywiście niektóre bywały powtarzalne.
Nie spodziewała się tylko, że lord Bulstrode zechce, aby to ona je zastąpiła.
Dobrze czuła się jako jedna z tancerek. Niekiedy miała występy solowe, lecz w jej naturze nie leżało rozpychanie się łokciami - chyba bywała na to zbyt uległa. Czasami jedynie zazdrościła Eloise i Margaret cięższych sakiewek, które dostawały, większego uwielbienia gości - tak po prostu, po kobiecemu. Teraz miała szansę, by sięgnąć po to, czego dotąd im zazdrościła. Niepowtarzalna okazja. Wątpiła, aby Maghnus Bulstrode zaproponował jej to dwa razy, uszanował wątpliwości.
A wątpliwości miała - i to sporo. To oznaczało przecież jeszcze więcej czasu spędzonego w Piórku Feniksa, większe przywiązanie do tego miejsca, większą rozpoznawalność. Łatka rozbierającej się tancerki przylgnie do niej jeszcze mocniej. Z drugiej jednak strony - czy kiedykolwiek się jej pozbędzie?
Odpowiedź brzmiała: nie. Dla niektórych Demelza Fancourt już zawsze miała pozostać kimś pokroju kobiety upadłej.
- Chciałabym... - zaczęła, biła się jednak z myślami, a nie dawał jej wiele czasu na zastanowienie. - Tak. To znaczy: jestem zainteresowana, to znaczy... Jeśli tylko chce dać lord mi szansę, to pragnę wykorzystać ją najlepiej jak potrafię. Z chęcią spotkam się z choreografem. Na pewno nie będzie lord zawiedziony, obiecuję to panu.
Obyś tylko nie popełniała kolejnego błędu, Dem.


Let me see you

Stripped down to the bone

Demelza Fancourt
Zawód : tancerka w Piórku Feniksa, wschodząca gwiazdka burleski
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I have to believe that sin
can make a better man


OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9417-demelza-fancourt#286301 https://www.morsmordre.net/t9592-belle#291686 https://www.morsmordre.net/t9595-zatancz-ze-mna#291787 https://www.morsmordre.net/f355-brighton-whitehawk-way-389 https://www.morsmordre.net/t9591-skrytka-bankowa-nr-2177#291683 https://www.morsmordre.net/t9593-demelza-e-fancourt#291728
Re: Gabinet Maghnusa [odnośnik]28.05.21 16:54
Lewa brew lorda Bulstrode uniosła się automatycznie, gdy Demelza urwała swoją wypowiedź w najciekawszym momencie. - Na co nie może się napatrzeć? - zachęcił, by kontynuowała. Miał wszak swoje podejrzenia co do Rickarda, którego profesjonalizm topniał w oczach Maghnusa z tygodnia na tydzień, niczym śnieg w wiosenny dzień. Czy więc rewelacje panny Fancourt mogły go zdziwić? Czy była w stanie powiedzieć mu coś, czego już nie wiedział lub przynajmniej się nie domyślał? - Chcę wiedzieć, jeśli w Piórku dzieje się coś, co nie powinno mieć miejsca - oznajmił w kontrze, nie uznając wcale, by zgłaszanie nieprawidłowości czy uchybień było skarżeniem. - Rickard pełni istotnią - czy nie zbyt istotną? - rolę w klubie, jego zachowanie nie może pozostawiać żadnych wątpliwości - a jak jest, wiemy coraz lepiej. Decyzja co do przyszłości zarządcy Piórka Feniksa ważyła się już od dłuższego czasu; można by rzecz, że w głowie Maghnusa sprawa była właściwie już przesądzona, a pozostającą do uzgodnienia kwestią było kiedy.
- Miło mi to słyszeć - uśmiechnął się krótko, chcąc wierzyć w to, że dziewczyna potrafi docenić prawdziwie ten gest. Dla niego problemy z zaopatrzeniem były po prostu przejściową niedogodnością, gdy nie mógł jeść tego, na co miał ochotę, gdy nigdzie w Londynie nie mógł kupić kawioru ani krewetek, lecz wciąż mógł sobie pozwolić na ekstrawagancję i zgromadzić kilka towarów luksusowych w spiżarni, choć brakowało do nich odpowiednio komponujących się dodatków. Nigdy jednak nie zastanawiał się co znaczy być głodnym, jak wygląda racjonowanie zapasów - nie chciał się zastanawiać, w końcu jemu podobny stan nigdy nie groził. Nie widział w tym żadnego przywileju, taki po prostu był porządek rzeczy.
- Naprawdę - potwierdził krótko, obserwując przelotnie jak smakuje wina. Sam również upił następny łyk. Wierzył święcie w to, co mówił, wierzył w to, że była najwyższa pora na zmianę repertuaru i najbardziej rozpoznawalnych twarzy. Oczywiście, miał w tym swój interes, nie chciał w końcu, by dwie dziewczyny miały monopol na najbardziej dochodowe występy - w momencie, w którym jedna z nich by zachorowała, reszta wieczoru nie zdołałaby wypełnić powstałej w ten sposób luki. Miał również drugi powód: Margaret zaczęła ostatnio zadzierać nosa i niejednokrotnie wpadała do jego gabinetu niczym burza, twierdząc, że z racji swojej pozycji w Piórku ma jakieś prawa. Prawa do urlopu, prawa do wyższego wynagrodzenia, prawa do napiwków, prawa do darmowych biletów dla znajomych, prawa do wybierania choreografii niczym wisienek z tortu. Nie miała praw, żadnych, najwyższa pora, by jej to uświadomić, brutalnie ściągając ją na ziemię i zapewniając wymaganą w przyrodzie rotację. Tak jak każda inna tancerka - była do zastąpienia i jej kadencja właśnie dobiegała końca.
- Nie musisz odpowiadać teraz - wtrącił pospiesznie, widząc jej zawahanie. - Nie musisz decydować teraz - tym bardziej, jeśli miałaby to być decyzja odmowna. Nie lubił dźwięku słowa nie. - Zastanów się na spokojnie, wymagałoby to od ciebie więcej pracy i czasu - kontynuował już zdroworozsądkowo, przedstawiając ten bardziej realny aspekt kryjący się za graniem pierwszych skrzypiec. - Oczywiście wynagrodzę ci zwiększone zaangażowanie - poruszył kwestię, która, jak zakładał, była dla niej dość istotna; główną, o ile nie jedyną motywacją do przyjęcia angażu w Piórku był wszak dług, który skupił w jej imieniu. Dług w jego oczach śmiesznej wysokości - w jej oczach rujnujący życie. - Umówię zatem spotkanie, zrobicie próbę, pomyślicie nad układem. Jeśli wówczas stwierdzisz, że to nie dla ciebie, wrócisz tu i mi to powiesz. Nie poniesiesz żadnych konsekwencji, po prostu któraś inna tancerka zajmie twoje miejsce, zdaję sobie sprawę z tego, że nie dla każdego jest pierwszoplanowa rola.
Pytanie tylko, co kusi cię bardziej – sukces na scenie czy odzyskanie wolności?
Maghnus Bulstrode
Zawód : badacz starożytnych run, były łamacz klątw, cień i ciężka ręka w Piórku Feniksa
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
gore and glory
go hand in hand
OPCM : 25
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 26
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
 death before dishonor
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9868-maghnus-i-bulstrode https://www.morsmordre.net/t9891-helios#299311 https://www.morsmordre.net/t9887-mouth-full-of-white-lies#299287 https://www.morsmordre.net/f377-gerrards-cross-bulstrode-park https://www.morsmordre.net/t9894-skrytka-bankowa-nr-2246#299355 https://www.morsmordre.net/t9896-maghnus-bulstrode#299374
Re: Gabinet Maghnusa [odnośnik]31.05.21 23:45
Niech to szlag, pomyślała Demelza w panice.
Bulstrode złapał ją za słówko, sprytnie próbował pociągnąć ją za język, w mig zdążył się zorientować, że tancerka coś wie. W tej chwili wiedziała już, że on nie odpuści, nie miał takiego zwyczaju, mężczyzna taki jak on zawsze dostaje to, czego chce. O tym zdążyła się już przekonać. Kiepsko kłamała, wyglądała więc na zakłopotaną tym tematem, tym, że coś jej się wymsknęło; wcale nie chciała poruszać tego tematu przy Maghnusie, to przecież nie była jej sprawa.
- Na tancerki - powiedziała w końcu, sądząc, że odnalazła tym samym złoty środek - udzielenie odpowiedzi, a jednocześnie niedotykanie wrażliwego meritum, Bulstrode jednak naciskał, wiedział jak ją podejść. Zasugerował, że może Rickard pełnił zbyt istotną rolę w klubie. Czy miał wobec niego wątpliwości?
- Nie chcę rozpowiadać plotek, nie wiem nic na pewno... - wyrzekła cichutko, nie patrząc mu w oczy; w intencjach Demelzy nie leżało sianie zamętu, nie pragnęła też nikogo wygryźć, lecz prawda była taka, że nie wszyscy pracownicy Piórka Feniksa kierowali się tak żelazną etyką pracy wobec tancerek burleski jaką miał w sobie Maghnus Busltrode. Fancourt przypuszczała, że Rickard za bardzo zbliżył się do Eloise i to niezgodnie z jej życzeniem, wykorzystując swoją pozycję, nie miała na to jednak żadnych dowodów. Nie szukała ich.
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz, to było jej motto.
Skupiała się na tym, co do niej należało i robiła to dobrze. Maghnus także to dostrzegł, skoro nie tylko zdecydował się jej zaproponować więcej czasu na scenie tylko dla niej, lecz i zdobył się na hojny - jak na obecne czasy i jej przyzwyczajenia - podarek. Zapewne dla niego samego to niewiele, sprawił jednak, że Demelza poczuła się bardziej... doceniona? Och, jakże łatwo było wpłynąć na jej uczucia, znowu ją zwieść. Zdecydowanie za łatwo. Powinna była zwietrzyć tu podstęp - te komplementy, kwiaty, czekolada, to wszystko zapewne było zaplanowaną strategią, aby rozwiać obawy dziewczyny i znów zapędzić ją w kozi róg.
I znowu się udało.
- Tak, zastanowię się nad tym jeszcze, wstępnie jednak... - wyrzekła niepewnie. Lord Bulstrode zapewniał, że nie ma pośpiechu, jednakże do Nocy Duchów wcale nie pozostało wiele czasu. Zbliżał się sezon, kiedy będzie sporo okazji do występów specjalnych. Noc Duchów, Boże Narodzenie, Sylwester, karnawał, Walentynki... Na scenie te kilka godzin wymagały wielu tygodni przygotować. Wcale nie miała więc wiele czasu i Demelza doskonale o tym wiedziała. Podniosła nagle spojrzenie, kiedy wspomniał o większym wynagrodzeniu, zdecydowanie czujniejsza, zaintrygowana.
Zielone oczy niemal rozbłysły jak złoty galeon w świetle Lumos. Właśnie wtedy chyba już zadecydowała. Pokazała na scenie już i tak wszystko, co tylko mogła. Nie odzyska reputacji, nie odzyska dawnego imienia, mogła zyskać za to co innego - wolność, która kosztowała bardzo dużo. Nie tylko galeonów jakie była Maghnusowi winna od chwili, gdy wykupił od lichwiarzy jej długi.
- Dobrze. W porządku. To uczciwa propozycja - odpowiedziała dziewczyna, napiwszy się znów trochę wina, w myślach już wyobrażając sobie siebie w roli głównej gwiazdy wieczoru. Wtedy jej nazwisko pojawiłoby się na językach. Mogłaby puścić wici, że kostium jaki będzie miała na sobie wyszedł spod jej igły i różdżki - mógłby wzbudzić zainteresowanie. Przez chwilę na twarzy Demelzy malował się wyraz skupienia, gdy w myślach już snuła dalekosiężne wizje przyszłości - oczyma wyobraźni widziała zgłaszających się do niej klientów po kostiumy, wpadające do sakiewki galeony, które odda Maghnusowi i zażąda, aby w związku z tym zdjął z niej klątwę.
Myśl o odejściu z Piórka Feniksa jak zawsze miała swoje konsekwencje. Poczuła bolesny ucisk w okolicach serca, niemal zabrakło jej oddechu, aby to zamaskować napiła się wina, które uśmierzyło ból - ucisk zaraz zelżał, gdy uniosła spojrzenie na Maghnusa i uśmiechnęła się blado.
- Czy istnieje szansa, że nawet w Noc Duchów mogłabym... ?
... zastąpić Eloise?


Let me see you

Stripped down to the bone

Demelza Fancourt
Zawód : tancerka w Piórku Feniksa, wschodząca gwiazdka burleski
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I have to believe that sin
can make a better man


OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9417-demelza-fancourt#286301 https://www.morsmordre.net/t9592-belle#291686 https://www.morsmordre.net/t9595-zatancz-ze-mna#291787 https://www.morsmordre.net/f355-brighton-whitehawk-way-389 https://www.morsmordre.net/t9591-skrytka-bankowa-nr-2177#291683 https://www.morsmordre.net/t9593-demelza-e-fancourt#291728
Re: Gabinet Maghnusa [odnośnik]01.06.21 13:18
Nie była mistrzynią kamuflażu. Czytał w niej jak w otwartej książce, wyłapując krótki błysk paniki w jej oczach, cień rumieńca oblewającego łapczywie jej lica czy uciekanie spojrzeniem w bok, chociaż właściwie do tego ostatniego był przyzwyczajony - mało który pracownik Piórka Feniksa utrzymywał z nim kontakt wzrokowy, jakby piwne tęczówki lorda Bulstrode były zbyt przenikliwe. A może po prostu każdy z nich miał coś do ukrycia? Wystarczyło uchwycić temat i nie puszczać, w chwili zawahania drugiej strony wstrzymać się jeszcze odrobinę, pozwalając niezręcznemu, pełnemu wyczekiwania milczeniu okrzepnąć. Czekał więc, spoglądając na nią spod lekko uniesionych brwi. I chociaż ostatecznie odpowiedziała, wygiął usta w krótkim wyrazie niezadowolenia, wiedząc, że nie była to myśl, którą pierwotnie chciała wypowiedzieć.
- Na tancerki - powtórzył powoli, jakby smakując te słowa. Nie, wciąż nie brzmiały dobrze – panna Fancourt musiała już wiedzieć, że jej wersja go nie przekonywała. Dlaczego miała obawy przed wyjawieniem prawdy? Dlaczego w ostatecznym rozrachunku wybierała chronienie jegomościa wątpliwej klasy ponad realną możliwość zmiany?
- Nie wiesz nic na pewno, ale widzisz i słyszysz to, co jest poza moim zasięgiem, tak? - nie potrzebował jej potwierdzenia, wiedział doskonale, że tak było. Większość wydarzeń z garderoby i zza kulisów go omijała, mimo tego, że wielu spraw mógł się sam domyślić. - Kto zatem coś wie? - kogo dotyczy krzywda, o której mi nie mówisz? - Nie chcesz się nikomu narazić, rozumiem... Ale Rickard nie jest nietykalny. Nie jest wszechmocny. Nie jest niezastąpiony - dlaczego więc się go boisz? - Nie jest w stanie nic ci zrobić. To tylko mały, zwyczajny do bólu człowieczek, któremu wydaje się, że wdrapał się na szczyt i może zrobić wszystko. Jest w błędzie. Jakże łatwo byłoby go strącić... - na samo dno, wprost do rynsztoka, z którego wypełzł. Mówił już właściwie bardziej do siebie niż do panny Fancourt, mając przed oczyma wyraźną wizję sądu ostatecznego i końca kariery zarządcy Piórka. Spojrzał na tancerkę, ponownie szukając jej wzroku.  
Wyjaw swe tajemnice, Demelzo. Wiem, że też odliczasz dni do momentu, w którym stąd zniknie raz na zawsze.
Wiedza to potęga; życiu Maghnusa przyświecało inne motto i spał wcale nie najgorzej.  
Kupił ją po raz kolejny, tym razem nie podstępem, lecz wystudiowaną troską i wizją rozbłyśnięcia na scenie jaśniej niż kiedykolwiek dotąd. Niby nieśmiała, niby początkowo skrępowana samym pomysłem wystąpienia w skąpym stroju przed pełną salą śledzących każdy jej ruch widzów - marzyła o atencji, o bezkrytycznym uwielbieniu i o karierze, jak każda inna tancerka, z którą przecinał swe drogi. Początkowo nieświadoma tego, co znaczy być w centrum uwagi, z każdą kolejną minutą spędzoną w świetle jupiterów nabierała apetytu na więcej. Nie była żadnym wyjątkiem. Zdziwiłby się, gdyby była.
Wstępnie było wystarczające. Chciał, by zasmakowała w prywatnych próbach, w niepodzielnej uwadze choreografa, który pomoże jej dążyć do perfekcji. Eloise z początku też miała wątpliwości czy występy solo faktycznie są tym, czego było jej potrzeba do szczęścia - i jeden dzień wystarczył, by zrozumiała benefity, jakie niesie za sobą status gwiazdy. Owszem, przed nimi był trudny sezon, sezon żniw w Piórku. Od wielu tygodni planowane były z największą szczegółowością wszystkie występy aż do pierwszych dni marca, a co kilka dni przybywały grupy potencjalnych pracowników na przesłuchania i rozmowy w sprawie pracy sezonowej. Kwestią czasu było to, aż w klubie pojawi się następna tancerka z potencjałem; Maghnus był pewny, że Demelza była tego doskonale świadoma i tym uważniej rozważy swoją ostateczną odpowiedź. Okazja, jaką jej ofiarował, mogła już się nie powtórzyć - nie miał w zwyczaju dawać drugich szans.
- Cieszę się, że tak uważasz - oznajmił, pozwalając, by wyraz zadowolenia wywołanego jej słowami przemknął przez jego twarz. Chwyciła haczyk, to było wystarczające - i nie wnikał już nawet w motywy, jakie nią kierowały, w gruncie rzeczy nie były one istotne. Miał, co chciał. Tylko to się liczyło. Świętując to małe zwycięstwo, uniósł kieliszek do ust i upił parę łyków wina, po czym odstawił puste naczynie na blat biurka. Chwycił w dłoń karafkę i w paru krokach zbliżył się do sofy, by uzupełnić poziom rubinowego trunku w kieliszku trzymanym przez Demelzę. Następnie wrócił na swoje miejsce, by powtórzyć operację ze swoim kieliszkiem, po czym odstawił karafkę na barek. Powędrował spojrzeniem w stronę panny Fancourt, gdy urwała swoje pytanie. Przybrał maskę uprzejmego zainteresowania, skrywającą pod sobą uśmiech satysfakcji. Szybko poszło.
- Jeśli próba przyniesie spodziewane efekty, nie widziałbym żadnych przeciwwskazań - odpowiedział, wykonując wirujący ruch kieliszkiem, by wino zatańczyło w nim wdzięcznie, uwalniając głębię swojego aromatu. Ależ niespodzianka czeka naszą drogą Eloise.
Maghnus Bulstrode
Zawód : badacz starożytnych run, były łamacz klątw, cień i ciężka ręka w Piórku Feniksa
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
gore and glory
go hand in hand
OPCM : 25
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 26
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
 death before dishonor
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9868-maghnus-i-bulstrode https://www.morsmordre.net/t9891-helios#299311 https://www.morsmordre.net/t9887-mouth-full-of-white-lies#299287 https://www.morsmordre.net/f377-gerrards-cross-bulstrode-park https://www.morsmordre.net/t9894-skrytka-bankowa-nr-2246#299355 https://www.morsmordre.net/t9896-maghnus-bulstrode#299374
Re: Gabinet Maghnusa [odnośnik]01.06.21 23:10
Rzadko kłamała. Nie potrafiła robić tego za dobrze. Zdradzał ją zwykle rumieniec, pokrywający piegowate policzki, zdradzały emocje jakie wprawiały palce w drżenie i zmuszały oczy do spojrzenia gdzieś w bok. W latach szkolnych, w czasach przed Piórkiem, które określała w myślach "poprzednim życiem", można było wręcz nazwać Demelzę nieco nieśmiałą, trochę płochliwą. Nigdy nie należała do tych odważnych. To nie tak, że była bardzo lękliwa i bała się odezwać, lecz jej pewność siebie bywała zdecydowanie za krucha. A może po prostu brakowało Dem asertywności. To właściwie więcej, niż pewne. Nawet, kiedy coś sobie postanowiła, to łamała się przy mocniejszym nacisku jak krucha gałązka. Szczególnie było to niebezpieczne w towarzystwie osób wiedzących jak to wykorzystać. Doskonale zdających sobie sprawę z tego jak ją podejść - tak Maghnus, jak i jego krewna Aquila wpływali na nią czarem słowa, kłamstwem, ona zaś ulegała raz, za razem, nieświadoma jak bardzo potrafili być wyrachowani, że pozwoliła im obojgu poznać się lepiej, niż powinna. Może i potrafiła zamaskować przed widzami Piórka Feniksa złość i żal czarującym uśmiechem, udać, ze cieszy ją towarzystwo klientów, kiedy siedziała z nimi przy barze i pozwała wciągnąć się w rozmowę - zawsze jednak przy Bulstrodzie czuła, że on widzi i wyczuwa więcej. Jakby od samego patrzenia na nią znał jej myśli.
Czasami podejrzewała, że opanował sztukę legilimencji. Wcale by się nie dziwiła. Nie mogła tego jednak zweryfikować, bo nie wiedziała jak to działa, zaś sztuka ta uchodziła za niemal czarnomagiczną, bała się więc nawet zapuścić w rejony biblioteki, gdzie mogłaby o tym przeczytać... Zresztą za rzadko bywała teraz w bibliotece.
Niezależnie od tego, czy potrafił spenetrować dosłownie cudzy umysł, czy też nie, to zwietrzył, że Demelza coś ukrywa i nie zamierzał odpuścić. Fancourt czuła się zaś niczym zwierzę znów zagonione w kozi róg i była już pewna, że nie zdoła się z tej pułapki uwolnić. Sądziła, że odmowa Maghnusa urazi, sprowadzi nań jego gniew i niezadowolenie, a niezależnie od wszelkich negatywnych uczuć jakie do niego żywiła za nałożenie na nią klątwy i sprowadzenie na tę nieodpowiednią dla młodej dziewczyny drogę, to nie chciała mu się narażać. Po prostu się tego bała. Bała, że nigdy nie odpuści jej tego długu, to raz. A dwa - bała się też, ze jednocześnie wyrzuci ją na bruk, pozbawi pracy i środków, aby go spłacić. Dosłownie ją zniszczy. Mógł to zrobić w każdej chwili, jeśli tylko taki miał kaprys. Brunetka kręciła się trochę niespokojnie na kanapie, obracając w dłoniach kielich z winem, walcząc z własnymi myślami, podczas gdy Bulstrode kontynuował tkanie swojej sieci niczym pająk.
- Tak, nie chcę narazić się Eloise, zwłaszcza teraz, kiedy... - podchwyciła, wchodząc Maghnusowi w słowo; powiedziała to szybciej, niż pomyślała, zrobiła to niemalże mimowolnie. Wpadła jak śliwka w kompot. Uświadomiła sobie, że powiedziała to głośno po sekundzie i zamarła z lekko rozchylonymi ustami. Przepadło. Po ptakach.
Mógł się chyba domyślić, co chciała powiedzieć. Zaproponował jej właśnie, aby zastąpiła Eloise na scenie, więcej występowała solo, dawał Demelzie szansę na większy rozgłos, większy zarobki, większą sławę, odbierając to wszystko innej tancerce - na którą właśnie doniosła. Chociaż właściwie nie na nią, tylko na Rickarda. Fancourt obawiała się jednak, że dla Eloise nie będzie to miało znaczenia, że połączy jedno z drugim i uzna, że to ma ze sobą nierozerwalny związek.
- Ona nie jest niczemu winna, lordzie Bulstrode, to Rickard. Myślę, że ją zmusza do... - wyrzekła w końcu, urywając w połowie zdania i rumieniąc się przez to, co chciała powiedzieć. Ale, na Merlina, nie powinna teraz udawać świętej dziewicy. W ogóle nie powinna. Pokazywała się na scenie półnago. - ... bliższych kontaktów. Nieodpowiednich w pracy. Myślę, ze wykorzystuje swoją pozycję i ją krzywdzi - wydusiła z siebie w końcu.
Jednocześnie poczuła jakby jakiś ciężar spadł jej z barków. Uważała tę sytuację za więcej niż nieodpowiednią. Za obrzydliwą. Tak jak za obrzydliwego uznawała Rickarda. Był podłym i bezwzględnym człowiekiem. Wcześniej sądziła, że Bulstrode darzy go zbyt dużym zaufaniem, aby cokolwiek się zmieniło, lecz jego ostatnie słowa zweryfikowały zdanie Demelzy na łączące ich relacje.
- A ja się go boję - przyznała szczerze. Czy Maghnus powinien się temu dziwić? Przecież to Rickard ją do niego przyprowadził, to Rickard ją tu zwabił - jak mysz w pułapkę.
Nie pomyślała o tym, że mógł powiedzieć to z premedytacją, aby dać jej poczucie bezpieczeństwa i komfortu, że może mówić, że może mu zaufać. Znowu. Kiedy wreszcie nauczy się na błędach? Kiedy przestanie wchodzić bez przerwy do tej samej rzeki?
Chyba po prostu urodziła się ze skłonnością do autodestrukcji lub brakowało jej umiejętności podejmowania słusznych wybór. W rwącą rzekę zwaną Piórkiem Feniksa i burleską brnęła coraz głębiej. Niby chciała od tego uciec, pragnęła wolności i własnej marki modowej, a teraz zgodziła się wsiąknąć w to jeszcze bardziej. Sądziła, że może właśnie do jest droga ku marzeniom - tylko nieco okrężna. Sama przed sobą nie chciała przyznać, że wizja świateł skupionych tylko na niej, sławy, uwielbienie nie była kusząca. Oczywiście, że była. Demelza Fancourt nie miała, niestety, zbyt skomplikowanej osobowości trudnej jak numerologiczna zagadka. Bywała próżna, bywała kapryśna, bywała wścibska - tak jak każda kobieta lubiła błyskotki, piękne sukienki, ładne perfumy i kwiaty. Wszystko to wydawało się na wyciągnięcie ręki. Musiała tylko tańczyć... A lubiła przecież tańczyć. Ba! Kochała to. Gdyby tylko burleska nie wiązała się z koniecznością zrzucenia ubrań, to nie chciałaby stąd odejść nawet i do czterdziestki. To było widać w jej ruchach - niewymuszonych, pełnych lekkości i wdzięku, pełnych pasji. Wystarczyło tylko zacisnąć zęby i przyjąć to wszystko z całym dobrodziejstwem inwentarza.
Skoro wytrzymała już dwa lata, to chyba wytrzyma jeszcze kolejne dwa, czyż nie? Czy wolność, galeony na własny sklep i niezależność nie były tego warte?
Oczywiście, że były.
Skinęła głową z wdzięcznością, kiedy Maghnus dolał jej wina. Nawet nie zauważyła, że przez zdenerwowanie rozmową o Rickardzie i przejęcie nową rolą zdążyła wychylić już cały. Nic to, chyba zasłużyła, więc napiła się jeszcze. Dem czuła jak przez emocje krew w żyłach krąży szybciej.
- Eloise już wie? Nie chciałabym, aby myślała, że to ja chcę jej zaszkodzić, zwłaszcza przez Rickarda, rozumie pan... - bąknęła nieśmiało, spoglądając na twarz lorda Bulstrode.


Let me see you

Stripped down to the bone

Demelza Fancourt
Zawód : tancerka w Piórku Feniksa, wschodząca gwiazdka burleski
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I have to believe that sin
can make a better man


OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9417-demelza-fancourt#286301 https://www.morsmordre.net/t9592-belle#291686 https://www.morsmordre.net/t9595-zatancz-ze-mna#291787 https://www.morsmordre.net/f355-brighton-whitehawk-way-389 https://www.morsmordre.net/t9591-skrytka-bankowa-nr-2177#291683 https://www.morsmordre.net/t9593-demelza-e-fancourt#291728
Re: Gabinet Maghnusa [odnośnik]05.06.21 12:39
Asertywność była przereklamowana. Na świecie musieli istnieć ludzie tacy jak Demelza, ludzie o giętkich karkach i plastycznych umysłach, by zachowana została równowaga w przyrodzie, wszak gdyby wszyscy mieli nieugięte opinie i trzymali się z pełnym przekonaniem raz powziętych planów, nikt nikomu by nie ustępował, nikt nikomu by nie ulegał, a każda interakcja zakończona by była konfliktem przywiązanych do swoich racji jednostek. O ile przyjemniej się żyło, gdy naokoło wciąż znajdowały się osoby poniekąd tylko czekające na to by dopasować się pod cudze dyktando i tańczyć do melodii wygrywanej przez kogoś bardziej zdecydowanego.
Czekał z pozorną cierpliwością aż Demelza podejmie na nowo urwany temat, który tak ją speszył, chociaż w jego wnętrzu już wykluwały się zalążki rozdrażnienia tymi podchodami. Ile jeszcze zachęt potrzebowała ta dziewczyna, by zrzucić z siebie ciężar prawdy o niegodnym zachowaniu zarządcy Piórka Feniksa? Nie wybiegał myślami w rejony tak abstrakcyjne, by za prawdopodobną uznać możliwość, że tancerka zdoła wyprowadzić go z równowagi i tym samym popchnąć do wyciągania przykrych dla niej konsekwencji jak żądanie natychmiastowej spłaty rozłożonego na dogodne raty długu lub pozbawienie jej źródła zarobkowania, by ową spłatę umożliwić - to prawda, Maghnus był kapryśny, lecz mimo wszystko wiedział, co jest dobre dla klubu i nie pozwoliłby sobie na sabotowanie jego sukcesu.
- Nie masz jak jej się narazić, to nie Eloise decyduje - choć z pewnością właśnie w to lubiła wierzyć odgrywając teatrzyk wielkiej gwiazdki, której każde życzenie jest rozkazem. Nie było. Dzięki nagłemu wtrąceniu Demelzy następne elementy wybrakowanej układanki zaczynały się w końcu składać w sensowną całość. Czyli to właśnie ich główna solistka wpadła w oko zarządcy Piórka. Czy wykorzystywała jego względy, by osiągać własne korzyści? Czy ulegając nadużywającemu swej władzy Rickardowi jednocześnie umacniała swoją pozycję, dbając o to, by żadna z młodszych stażem dziewczyn nigdy nawet nie zbliżyła się do dostania szansy, jaką Maghnus właśnie oferował pannie Fancourt? Obraz malujący się przed jego oczami miał już porażającą klarowność - i rozumiał już doskonale co leżało u podstaw wszystkich żarliwych apeli Rickarda, by nie zmieniać dobrze działającego na scenie układu sił i nie dawać głównych ról do odegrania mniej dotąd docenianym tancerkom.
Ona nie jest niczemu winna, lordzie Bulstrode, to Rickard. Myślę, że ją zmusza do...
Spojrzał ponownie na Demelzę badawczym wzrokiem, jakby próbował wyczuć czy kierują nią szczere intencje. Przez parę chwil z tyłu głowy dźwięczała mu myśl, że być może całe to zamieszanie jest doskonale zaplanowanym i wcale nie gorzej odegranym teatrzykiem, mającym podciąć skrzydła nie jednemu, lecz dwójce innych pracowników, lecz szybko odrzucił od siebie tę wizję; panna Fancourt był zbyt naiwna, zbyt uprzejma, zbyt prostolinijna, by ukartować coś podobnego.
- Naprawdę przykro mi to słyszeć, takie rzeczy nie powinny mieć miejsca w Piórku. Etyka pracy Rickarda nie powinna zostawiać żadnych wątpliwości - skwitował jej słowa bez śladu zadowolenia, chociaż zyskując to ostateczne potwierdzenie swych podejrzeń, mógł dodać następną zmienną do swoich kalkulacji i podjąć radykalne kroki, które rozważał już od pewnego czasu. Sama myśl, że ten obrzydliwy, obślizgły typ mógł wykorzystywać jedną z dziewcząt, które szukały po prostu stabilnego zatrudnienia i ufały, że będzie to bezpieczne miejsce, napawała go skrajną odrazą. - Dziękuję, że mi o tym powiedziałaś - chociaż łatwo nie było, miał tego świadomość. - Wiedz, że nie spotka cię w związku z tym żadna nieprzyjemność. Również z jego strony - Rickard urósł w jej oczach do rangi potwora chociażby przez wzgląd na to, że podstępem zwabił ją do klubu, nie powinno to dziwić, lecz w gruncie rzeczy miał tylko tyle mocy sprawczej, na ile pozwalał mu lord Bulstrode; a ten kurek został właśnie zakręcony już na zawsze. - Masz na to moje słowo - dodał z emfazą, licząc na to, że pomimo niższego urodzenia zdawała sobie sprawę z tego, ile znaczy taka obietnica w ustach lorda. Niestety Rickard musiał zostać z nimi do końca roku, tuż w przeddzień najgorętszego sezonu w ich branży nie podejmowało się tak drastycznych kroków, nie mając wdrożonego i zaznajomionego ze specyfiką lokalu zastępcy jako opcję awaryjną, a niemądrym byłoby pozbywanie się, o Merlinie, prawej ręki, gdy sam nie był w stanie doglądać Piórka non stop - miał wszak inne zobowiązania w tym okresie, zobowiązania wynikające z jego urodzenia i wymagające od niego chociażby obecności w innych miejscach w tym samym czasie, w którym londyńskie kluby przeżywały prawdziwe oblężenie. Z wielką niechęcią myślał o kolejnym kwartale współpracy z zarządcą, ale na tym etapie niewiele mógł zrobić, musiał czekać. Maghnus upił kilka łyków wina, jakby chcąc zmyć nutę goryczy rozlewającą się na jego języku.
- Dowie się wkrótce - i nie będzie miała nic do gadania. - Nie zaprzątaj sobie głowy Rickardem ani Eloise. Skup się na sobie, na spotkaniu z choreografem, na nowym układzie i występie solo. Martwienie się tym, na co nie masz wpływu, w niczym ci nie pomoże - a może tylko zaszkodzić, bo jeśli nie staniesz na wysokości zadania, zadanie to przejmie ktoś inny. Ale to już z pewnością wiesz.
Maghnus Bulstrode
Zawód : badacz starożytnych run, były łamacz klątw, cień i ciężka ręka w Piórku Feniksa
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
gore and glory
go hand in hand
OPCM : 25
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 26
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
 death before dishonor
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9868-maghnus-i-bulstrode https://www.morsmordre.net/t9891-helios#299311 https://www.morsmordre.net/t9887-mouth-full-of-white-lies#299287 https://www.morsmordre.net/f377-gerrards-cross-bulstrode-park https://www.morsmordre.net/t9894-skrytka-bankowa-nr-2246#299355 https://www.morsmordre.net/t9896-maghnus-bulstrode#299374
Re: Gabinet Maghnusa [odnośnik]17.06.21 15:26
Charakter zdecydowanie odziedziczyła po mace, wrażliwej estetce krwi Delacour, miękki i łagodny, niektórzy określiliby to mianem bardzo kobiecego, lecz bywała niekiedy aż zbyt uległa. Brakowało jej asertywności. Nie lubiła i nie potrafiła odmawiać. Nawet, kiedy próbowała, to w swej naiwności ulegała podstępom. Wystarczyło, aby miała do czynienia z rozmówcą na tyle bystrym, by użyć kilku sztuczek, spróbować zagrać na jej emocjach. Wykorzystywały to koleżanki w dzieciństwie, szkole, później chłopcy. Wykorzystał to Rickard i wykorzystywał to lord Bulstrode, a Demelza nie była nawet świadoma tego z jaką premedytacją i finezją to czyni. Wiedziała, oczywiście, że to kłamca, oszukał ją raz, na pewno nie raz, rzadko jednak udawało się dziewczynie odszyfrować te oszustwa. Może po prostu Demelza wolała po prostu nie wiedzieć. Życie w błogiej nieświadomości wydawało się lepsze. Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz, czyż nie?
Znów dała się podejść, miała jednak wrażenie, że postąpiła słusznie. Nie chciała kłopotów, lecz co jeśli zachowanie tego w tajemnicy nie przyniosłoby ich więcej? Co, jeśli Rickard, głęboko przekonany o swojej bezkarności, posunąłby się dalej? Wykorzystywana Eloise - o czym Demelza była głęboko przekonana - mogła się go bać. Ten człowiek miał przecież tu dużą władzę. Dziewczęta, w tym Fancourt, sądziły, że lord Bulstrode darzy go dużym zaufaniem. Czym było więc ich słowo przeciwko nich? Maghnus wydawał się jednak podejść do tematu poważnie, bez lekceważenia, nie zarzucił Demelzie kłamstwa, krętactwa, co ją ośmieliło. Może sam miał już co do swojego pracownika pewne wątpliwości? Demelza pomyślała, że to była szansa, aby wymierzyć Rickardowi sprawiedliwość i uchronić inne dziewczęta przed jego lepkimi dłońmi, nieczystymi zamiarami, lubieżnym wzrokiem? Bardzo by tego chciała. Ten człowiek może i miał smykałkę do interesów, lecz przecież to nie wszystko, prawda?
- Ja też tak myślę - odpowiedziała, choć pewnie zdanie Demelzy co do etyki pracy Rickarda w ogóle dla Maghnusa się nie liczyło. Niekiedy jednak sprawiał wrażenie, że jest inaczej. Czasami grał tak dobrze, że naprawdę wierzyła w jego czystsze intencje i troskę o dobro zatrudnionych w klubie tancerek, podczas gdy mogło chodzić wyłącznie o reputację lokalu i zyski jakie przynosił. Słodka naiwności. Odetchnęła z ulgą, kiedy zapewnił ją, że ten donos nie przypłaci przykrymi konsekwencjami. Zwłaszcza ze strony Rickarda. Komuś innemu nie dałaby wiary w to, że uchroni ją przed tym człowiekiem, to był jednak lord Bulstrode. Rickard nie mógł być aż tak głupi, aby chcieć mu się narazić. To na pewno. Nikt nie chciałby zadzierać z człowiekiem tak wpływowym, bogatym i bezwzględnym jednocześnie. Dotychczasowy zarządca Piórka Feniksa powinien wiedzieć o tym najlepiej. - Dziękuję, lordzie Bulstrode. Proszę mi wierzyć, że chcę dla Eloise i... wszystkich jak najlepiej - powiedziała cicho.
Demelza nie przypuszczała nawet, że w głowie Maghnusa mogłaby zakiełkować myśl o intrydze uknutej przez nią. Nigdy przecież nie sprawiała wrażenia kobiety skłonnej do manipulacji. Nie była głupia, lecz po prostu zbyt naiwna, za dobra, za miękka na podobne intrygi. Niekiedy zazdrościła, czasami się złościła, lecz nie byłaby skłonna skrzywdzić drugiego człowieka - do tego za bardzo bała się zarówno Rickarda, jak i Maghnusa by w ogóle pomyśleć o czymś takim.
- Dobrze, proszę pana. Mówiąc szczerze, to myślałam ostatnio trochę o spektaklu na Boże Narodzenie, mam kilka pomysłów, które mogłabym omówić z choreografem, ale jeśli lord chce posłuchać... - zaczęła nieśmiało.
Najbliższą okazją na duży występ była, rzecz jasna, Noc Duchów, do niej jednak pozostały jednak zaledwie trzy tygodnie, co oznaczało, że plan został ułożony już dawno i od kilku tygodni trwały intensywne próby, szyły się stroje i szykowała scenografia. Piórko Feniksa musiało zachwycać i zasłużyć na swoją renomę. Zachęcona uśmiechem lorda Bulstrode kontynuowała, racząc się winem, którego jej nie żałował - lecz nie wypiła go wiele, tłumacząc, że musi dotrzeć do domu.
A gdy kilka godzin później leżała już w swoim łóżku, w Brighton, zastanawiała się, czy podjęła dobrą decyzję i dokąd ją ona zaprowadzi.


| zt x2 :pwease:


Let me see you

Stripped down to the bone

Demelza Fancourt
Zawód : tancerka w Piórku Feniksa, wschodząca gwiazdka burleski
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna

I have to believe that sin
can make a better man


OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9417-demelza-fancourt#286301 https://www.morsmordre.net/t9592-belle#291686 https://www.morsmordre.net/t9595-zatancz-ze-mna#291787 https://www.morsmordre.net/f355-brighton-whitehawk-way-389 https://www.morsmordre.net/t9591-skrytka-bankowa-nr-2177#291683 https://www.morsmordre.net/t9593-demelza-e-fancourt#291728
Re: Gabinet Maghnusa [odnośnik]11.08.21 14:11
2 stycznia
Początkowi nowego roku daleko było do miana spokojnego. W czasie, w którym większość śmietanki towarzyskiej wciąż odsypiała szaleńcze zabawy, które na jeden krótki wieczór pozwalały zapomnieć o rozrywającej kraj wojnie, personel Piórka Feniksa ukończył już porządki po hucznych obchodach przełomu roku i gotów był rzucić się w wir przygotowań do następnych występów, które były już za pasem. Branża rozrywkowa nie spała nigdy, a Maghnus, chcąc, nie chcąc, musiał szybko pozwolić świeżym i wielobarwnym wspomnieniom sylwestrowego sabatu odejść w niepamięć i powrócić w pełni skupienia do ponurej rzeczywistości dnia codziennego i wyjątkowo przyziemnych obowiązków. Poranek rozpoczął wcześnie, by przygotować się solidnie do umówionego na późniejsze popołudnie spotkanie z ekonomem i chociaż zwyczajowo już od momentu przekroczenia progu klubu gotów był udzielać złotych rad pracownikom i wydawać najnowsze dyrektywy, zgodne z najświeższymi pomysłami, jakie zawitały w jego głowie, tak tego dnia ograniczył wszelkie interakcje do absolutnego minimum i czym prędzej zaszył się w swoim gabinecie, wprawiając tym samym pozostałych w niemałe osłupienie. Od czasu impulsywnego, lecz w pełni zasłużonego zwolnienia Andrei o drewnianych nogach, zatrudnieni przez niego kelnerzy, barmani, tancerki, muzycy oraz choreografowie mieli się wiecznie na baczności, z wyjątkową rozwagą stawiając naokoło niego kroki i uważając, by absolutnie nie nadepnąć mu na odcisk i nie prowokować do powtórzenia skrajnego nawarstwienia się jego irytacji niekompetencją otaczających go jednostek. Zasiadł w miękkim fotelu za ciężkim biurkiem z ciemnego, mahoniowego drewna i chociaż rozłożone na przepastnym blacie dokumenty napawały go zniechęceniem, pochylił się nad nimi bez większej zwłoki, doskonale świadom faktu, że nikt inny nie zrobi tego za niego.
Skrupulatność zdawała się być jego drugim imieniem, a czas jaki poświęcił na zatapianie się w księgach finansowych, przyspieszył ponadnormatywnie, sprawiając tym samym, że Bulstrode ledwie dostrzegał przesuwające się po tarczy zegara wskazówki, ledwie odnotowywał nienatrętną obecność Danny'ego, który kilkakrotnie wślizgiwał się do wnętrza gabinetu, by stawiać przed szlachcicem talerze ze śniadaniem, lunchem, a następnie podwieczorkiem i wymieniać karafki z wodą z cytryną i miętą na nowe. Skupiony na wertowaniu ciągów cyferek na coraz to kolejnych stronach, oderwał się od biurka dopiero po to, by powitać Herewarda Flitwicka, który stawił się na umówione spotkanie punktualnie.
- Herewardzie, od dłuższego już czasu próbuję wyprostować zawiłości w księgach finansowych, jednak przyznam szczerze, że samodzielnie nie znajduję w tym większego sensu i twoja pomoc będzie na wagę złota - dosłownie. - Wiem, że ceny z miesiąca na miesiąc szybują w górę, ale z pewnością jeszcze pół roku temu nie wydawaliśmy aż tyle na zaopatrzenie - pokładał w ekonomie wielkie nadzieje, nie przedłużał więc podstawowych uprzejmości, by jak najszybciej przejść do palącego tematu. - Te liczby po prostu się nie zgadzają - oznajmił, wręczając Flitwickowi opasły notes oprawiony w czarną, cielęcą skórkę oraz zachowaną dokumentację z zakupów alkoholu, mięs, warzyw, owoców, materiałów na stroje czy do elementów scenografii i nawet w jego uszach te słowa zabrzmiały tragicznie. Oby to nie była prawda, prosił w myślach, licząc na to, że błąd leżał po prostu w jego wyliczeniach, które być może wciąż, mimo najszczerszych chęci, nie odbywały się na eksperckim poziomie, a wprawne oko Herewarda z pewnością to wychwyci. Trwał w ciszy cierpliwie, pozwalając człowieczkowi niewielkiej postury zagłębić się w tajemnicach spisanych na kolejnych stronach, w które wgląd do tej pory miały zaledwie dwie osoby, a za zapisy odpowiedzialna była tylko jedna: Rickard. Jego uchybienia zajęłyby już kilka rolek pergaminu i Maghnus zgrzytał zębami ze złości na samą myśl o tym, jak wiele leżało w rękach tego pozostawiającego wiele do życzenia delikwenta. Rozważał w głowie przeróżne scenariusze, przypisywał zarządcy całe spektrum prawdopodobnych wykroczeń, bo wszak ten niejednokrotnie wykazał się brakiem kręgosłupa moralnego, jednak z jakiegoś powodu chciał wierzyć w to, że do manipulacji w księgach Rickard by się nie posunął. Upił kolejny już łyk czerwonego wina, nawet nie zauważywszy momentu, w którym Danny zamienił karafkę z wodą na ambitniejszy trunek i chociaż liczył na najlepsze, gdy Flitwick po przeciągającej się w nieskończoność analizie spojrzał na niego znad okularów-połówek, wiedział już, że jego spojrzenie nie zwiastuje niczego dobrego.
- Szanowny lord wybaczy, ale te liczby nie mają prawa się zgodzić. Ktoś majstrował przy tych księgach, sir - oznajmił ekonom rzeczowym głosem, nie posiłkując się żadnymi eufemizmami czy zmiękczaczami. Bulstrode upił łyk wina i zacisnął usta w wąską, pełną niezadowolenia linię, pozwalając milczeniu owinąć ich w ścisły kokon, nim rozłożył na czynniki pierwsze słowa Flitwicka i przyjrzał się im z każdej możliwej strony. Nie, wciąż były wysoce rozczarowujące, wciąż niepokoiły tak samo, wciąż potwierdzały jego najgorsze obawy. Nie było od tego ucieczki.
- W jaki sposób? - zapytał, nie komentując rewolucyjnych doniesień w jakikolwiek sposób i zamiast tego chcąc dowiedzieć się więcej na ten temat. Czy mógł to dostrzec wcześniej, gdzieś pomiędzy drobnymi wierszami zapisanych równym pismem cyferek?
- To tak zwana agresywna księgowość, sir, oszukańcza. Doszło do manipulowania zapisami transakcji w ewidencjach księgowych, by wykazać zysk mniejszy niż uzyskany w rzeczywistości - wyjaśnił ekonom, poprawiając na nosie okulary i przyglądając się uważnie Maghnusowi, jakby nie rozumiał tego, jakim cudem ten reagował tak spokojnie na owe wieści.
- Czy to nie jest księgowość kreatywna, wykorzystująca szarą strefę pomiędzy obowiązującymi przepisami prawa podatkowego, ale nie nielegalna? - zapytał szlachcic, którego uszy niemalże bolały od słowa oszukańcza. To się nie godziło, by Piórko Feniksa, jego oczko w głowie, dopuszczało się szachrajstw księgowych na wielką skalę. Ekonom pokręcił głową przecząco, z nieskrywanym żalem.
- Różnica pomiędzy wykazanym zyskiem a niewykazanym nie jest ujęta w księgach, w żadnym miejscu. To znaczy, że został wygenerowany przychód nieopodatkowany, a w razie kontroli... - kontynuował wyjaśnienia Hereward, dopóki Maghnus nie przerwał mu wypowiedzi gwałtownym gestem uniesionej w powietrze dłoni. Wiedział aż za dobrze, co mogłoby się wydarzyć w przypadku, gdyby nieprawidłowości w księgach w pierwszej kolejności wykryli urzędnicy, a nie on sam. Nie dopuszczał do siebie tej myśli.
- Herewardzie, płacę wszystkie moje podatki i to z nawiązką, biorąc na swoje barki ciężar współfinansowania działań Ministerstwa jako przedstawiciel warstwy uprzywilejowanej i ponoszącej największą odpowiedzialność za losy naszego kraju. Gdyby wszyscy się od tego uchylali, Zjednoczone Królestwo już dawno obróciłoby się w ruinę - oznajmił Bulstrode niewzruszonym głosem, chociaż ile trudu kosztowało go faktyczne zachowanie zimnej krwi, wiedział tylko on. - Napraw to, Herewardzie - zarządził oszczędnie w słowach, zużywszy całą swoją energię na zachowywanie dobrych pozorów; nie starczyło ich już na zbędne uprzejmości i kwieciste wyrażanie swojej ogromnej wdzięczności za pomoc. Ta przecież nigdy nie była charytatywna, a w szufladzie entowego biurka spoczywała sakiewka ze złotymi monetami. Bulstrode odchylił się na oparciu miękkiego fotela, niespiesznie popijając wino i kalkulując ile dokładnie będzie go kosztowało to zaniedbanie, podczas gry Flitwick w pocie czoła wertował coraz to kolejne strony i wynotowywał wszelkie uwagi na pergaminie pokaźnej długości.
- Czy dobrze rozumiem, że przy podobnych praktykach powinna gdzieś istnieć druga księga, w której osoba dopuszczająca się przekłamań zapisuje prawdziwe kwoty? - zapytał jeszcze w miedzy czasie, nie potrafiąc tak po prostu odpuścić rozważania każdego możliwego scenariusza i spokojnie czekać na werdykt ekonoma, który skinął głową w odpowiedzi. Gdyby tylko udało mu się znaleźć ową bliźniaczą księgę... To byłby ostatni gwóźdź do trumny Rickarda, ostatnia pętla, którą samodzielnie ukręcił na własną szyję. Musiał ją odnaleźć, chociażby dla odzyskania spokoju ducha, bo gdyby ta wpadła w niepowołane ręce, byłaby pierwszorzędnym materiałem do szantażu. Nie mógł sobie na to pozwolić. - O jakiej kwocie mówimy? - zapytał, by po chwili z ciekawością spojrzeć na sumę zapisaną przez ekonoma na skrawku pergaminu. Zmął niewybredny komentarz w ustach, które zamoczył ponownie w rubinowym trunku i dla własnego zdrowia psychicznego postanowił już nie zadawać więcej pytań.
Na zewnątrz panowała już nieprzenikniona ciemność, rozświetlana tylko i wyłącznie ulicznymi latarniami i światłami rozrzuconych po Kensington lokali i ambasad, gdy Flitwick ostatecznie wyprostował się na krześle i wręczył Maghnusowi rolkę pergaminu z wynotowanymi błędami w księgach finansowych. Bulstrode przesuwał czujnym spojrzeniem po kolejnych linijkach zapisanych czarnym niczym smoła atramentem, a na koniec jego piwne tęczówki ponownie odnalazły skryty za okularami błękit - tym razem jednak w spojrzeniu szlachcica oprócz determinacji do wyjaśnienia sprawy, malowała się również wdzięczność. Powracając do formalnych uprzejmości, wręczył ekonomowi zapłatę i nim pożegnał go przy drzwiach gabinetu, zaproponował mu pozostanie na kolacji i obejrzenie występów, które miały się wkrótce zacząć, a na twarzy mężczyzny rozkwitło podekscytowanie. Jego ministerialna pensja zapewne nie pozwalała na bywanie w prestiżowych lokalach i zbyt wystawne życie, lecz ten jeden raz Bulstrode czuł się na tyle wspaniałomyślny, że w ramach specjalnych podziękowań postanowił ugościć Herewarda Flitwicka na swój koszt.

| zt


half gods are worshipped
in wine and flowers
real gods require blood


Maghnus Bulstrode
Zawód : badacz starożytnych run, były łamacz klątw, cień i ciężka ręka w Piórku Feniksa
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
gore and glory
go hand in hand
OPCM : 25
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 26
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
 death before dishonor
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9868-maghnus-i-bulstrode https://www.morsmordre.net/t9891-helios#299311 https://www.morsmordre.net/t9887-mouth-full-of-white-lies#299287 https://www.morsmordre.net/f377-gerrards-cross-bulstrode-park https://www.morsmordre.net/t9894-skrytka-bankowa-nr-2246#299355 https://www.morsmordre.net/t9896-maghnus-bulstrode#299374
Re: Gabinet Maghnusa [odnośnik]12.08.21 8:15
3 marca
Odnalezienie czarnej księgi, brakującej księgi, zawierającej rzeczywiste dane finansowe nie było proste, ale Maghnus dostatecznie dopiął swego, dodatkową zapłatą zachęcając Danny'ego do pomocy w poszukiwaniach i przetrząśnięcia każdego zakamarka pomieszczenia pełniącego rolę gabinetu Rickarda, gdy ten był zajęty nadzorowaniem próby generalnej piątkowego występu - lub raczej nadzorowania kołyszących się ruchów bioder Eloise, na którą zerkał lubieżnie, raz po raz oblizując pełne wargi w sposób, który napawał Bulstrode'a żywym obrzydzeniem. Odkąd jego przypuszczenia co do nieodpowiednich relacji zarządcy z tancerką zostały potwierdzone, takie drobne, z pozoru nic nieznaczące gesty i zachowania raziły go w oczy i gotowały krew w żyłach przy jednoczesnym akompaniamencie krzyczących w głowie myśli, że nic nie wygląda tak, jak powinno. Czy naprawdę był jedyną osobą z Kensington, która miała jakąkolwiek etykę pracy? Poprzez witrażowe okno oddzielające gabinet od reszty klubu odnalazł spojrzenie świńskich oczek Rickarda i przywołał go gestem dłoni, nim powrócił na swoje miejsce w miękkim, obitym skórą fotelu pod ścianą i nalał sobie wody z cytryną do złotego kielicha w oczekiwaniu na zarządcę - a oczekiwanie to przedłużało się nieznośnie do kilku minut, wzmagając tym samym poziom irytacji szlachcica. Drzwi gabinetu ostatecznie otworzyły się i ponownie zamknęły, a paskudny człowieczek wpełzł do środka, by z klapnięciem opaść na fotel i sięgnąć po karafkę, w której zwyczajowo znajdowało się wino; tym razem jednak z wylewki poleciała krystalicznie czysta woda, a brwi tłustego mężczyzny uniosły się w zdziwieniu.
- Rozczarowany, Rickardzie? - zapytał Maghnus, tym samym poniekąd przypominając o swojej obecności w gabinecie, do którego zarządca wszedł jak do siebie. - Czy zaprosiłem cię do zajęcia miejsca? Czy zaproponowałem ci trunek? Czy dałem ci powód, by myśleć, że to jest twój folwark i możesz robić co ci się żywnie podoba? - wymieniał tylko najświeższe przewiny, a irytacja coraz głośniej rozbrzmiewała w jego głosie i chociaż przywołany do porządku mężczyzna poruszył się na fotelu niespokojnie, najwidoczniej ani myślał faktycznie poderwać się do pionu i wyprostować to faux pas. Spóźnił się, nawet teraz, gdy wezwany przez niego, zamiast zjawić się niezwłocznie, znalazł czas na to, by przy schodach prowadzących na antresolę rzucić parę nieodpowiednich żarcików do najnowszej, niedawno zatrudnionej tancerki. Spóźniasz się ostatni raz. Zaniedbujesz Piórko ostatni raz. Rozczarowujesz mnie ostatni raz. Upominał go w połowie grudnia, dając ostatnią szansę na poprawę, szansę, której normalnie by nie dał, gdyby nie wymagający ogromnych nakładów pracy sezon świąteczno-sylwestrowy. Ale sezon ten skończył się ostatecznie, występy walentynkowe również już mieli za sobą i chociaż Maghnus wciąż nie wytypował najlepszego kandydata spośród osób wystarczająco kompetentnych do podjęcia stanowiska zarządcy, nie potrafił już dłużej czekać i dłużej znosić uchybień, za które sam nadrabiał już od wielu ciągnących się niemożebnie miesięcy. Wystarczy.
- Znosiłem twoją indolencję i safandulstwo wystarczająco długo. Za długo - oznajmił Bulstrode, mierząc tego obrzydliwego człowieczka spojrzeniem piwnych tęczówek, w których pobłyskiwał chłód skłonny zamrozić pustynię. - Od zakończenia tej rozmowy będziesz miał równo piętnaście minut, by zabrać swoje rzeczy i zniknąć mi z oczu. Po upływie tego czasu wyprowadzi cię ochrona - kontynuował, niewzruszony jego poruszającymi się niemo ustami niczym ryba wyjęta z wody. - Zważ na dobór słownictwa, swoje rzeczy, Rickardzie, nie moje. Ode mnie zabrałeś już wystarczająco wiele - mówił dalej, a gdy zarządca poderwał się ostatecznie z miejsca i bełkotliwie zaczął protestować, Maghnus uciszył go gestem dłoni. Następnie otworzył szufladę biurka i wyciągnął z niej odnalezioną tajemniczo księgę finansową. Położył ją na blacie, tuż koło księgi, która jeszcze do niedawna była mu przedstawiana jako jedyna istniejąca i prowadzona poprawnie. - Poznajesz, Rickardzie? - zapytał, wskazując czarną okładkę, a twarz mężczyzny pobladła gwałtownie. - Zdaje się, że nie muszę mówić, że kwota, którą ukradłeś, oraz kwota, jaką otrzymał ekonom w zamian za wyprostowanie twoich oszustw w księgach wielokrotnie przewyższa twoją pensję, w związku z czym oczekuję spłaty twojego długu w ciągu trzech dni. Z dwudziestoprocentowymi odsetkami, takimi samymi, jakie bank Gringotta nakłada na udzielane pożyczki - wyjaśniał dokładnie plan tego, co nastąpi w ciągu kolejnych kilkudziesięciu godzin od zakończenia spotkania w gabinecie, a zarządca przełknął ślinę, nim ponownie zaprotestował, świadom już opłakanego położenia w jakim się znalazł. Zdecydowany gest dłoni tym razem nie przyniósł oczekiwanego skutku, ale szybko rzucone silencio już tak. Nastąpiła błoga cisza, przerywana tylko przez wyważone i w pełni skalkulowane słowa Bulstrode'a.
- Musisz nauczyć się słuchać, Rickardzie, bo przez ostatnie miesiące mówiłem do ciebie wiele, ale nie raczyłeś przyjąć sobie mych uwag do serca. Wielka szkoda. Martwi cię wysokość długu, jaki musisz spłacić? Niepotrzebnie, mój drogi, jak widać, jesteś wyjątkowo zaradnym człowiekiem, a odpowiednia motywacja z pewnością doda ci skrzydeł. Zmotywuję cię zatem - mówił więc dalej, ignorując rozpaczliwe machanie tłustymi rączkami i niemo poruszające się usta. - Trzy dni, Rickardzie, po tym czasie odwiedzi cię gobliński komornik, a zapewne jesteś świadom tego, jak gorliwie ściągają długi. To, co z ciebie zostanie, będzie gniło w Tower - komendant Montague z pewnością niebywale chętnie się wykaże, a naczelnik Warrington osobiście zadba o to, by pobyt byłego już zarządcy Piórka w kurorcie dla zdrajców i szumowin był niebywale przyjemny. - Wykazałeś się skrajną ignorancją myśląc, że możesz mnie okradać bez konsekwencji - jego, lorda Bulstrode, osobiście czuwającego nad majątkiem, doglądającego uważnie swoich inwestycji, zauważającego i słyszącego więcej niż inni sądzili; informacje były wszak jego chlebem powszednim, walutą, którą handlował każdego dnia, nadając im sobie tylko znaną wartość. - Rozochociłeś się od początku naszej współpracy, Rickardzie. Niegdyś byłeś moją prawą ręką, sprawnie zarządzałeś Piórkiem w czasach, gdy ja sam o tym biznesie wiedziałem tyle, co nic - pamiętał dokładnie tamte pierwsze dni po zainwestowaniu w klub, gdy ogrom nowych informacji i nowych obowiązków był tak zatrważający, że bez pomocnej dłoni ciężko byłoby mu się utrzymać na powierzchni; nie był przecież powiązany ze światem sztuki, niewiele wiedział o branży rozrywkowej, a przynajmniej nie o kwestiach wykraczających poza jego własne, hedonistyczne rozrywki. Doświadczenie zarządcy okazało się być wtedy nieocenione, lecz później - coś poszło bardzo nie tak.
- Popełniłeś wielki błąd, licząc na to, że pozostanę głuchy i ślepy na twoje wybryki. Wiem doskonale o nadużyciach, jakich się dopuszczałeś. Wiem, czego oczekiwałeś od nowych tancerek w zamian za zatrudnienie i wiem o Eloise. Źle trafiłeś, to nie takie miejsce, gdzie podobne praktyki są powszechnie tolerowane - obrzydzenie niemalże skapywało z jego głosu, gdy mierzył wciąż niemo bulwersującego się człowieczka spojrzeniem pełnym pogardy. - Brak umiaru to paskudna cecha. Powinieneś był wiedzieć, że nie gryzie się ręki, która karmi - a ta ręka karmiła wyjątkowo dobrze. - Oczywiście masz świadomość, że moja wdzięczność jest na wagę złota - dosłownie, przekonał się o tym nie raz, chętnie czerpiąc z łaskawości lorda Bulstrode. - Wiedz zatem, że za krzywdy odpłacam po wielokroć gorliwiej - zakończył swoją litanię przewinień byłego już zarządcy, odsuwając fotel od biurka i wstając z miejsca, by niespiesznie podejść do tej kreatury, którą szczęśliwie musiał oglądać już ostatni raz. Pochylił się tuż przy jego uchu, a odór przerażenia wymieszanego z potem uderzył go w nozdrza. - Powinienem cię wypatroszyć jak świnię, którą jesteś, tu i teraz - szepnął ledwie słyszalnie, chociaż spazmatyczny oddech wydobywający się z ust mężczyzny mówił mu, że każda zgłoska wydźwięczała wystarczająco skutecznie. - Jednak w przeciwieństwie do ciebie, kieruję się w życiu pewnymi zasadami, dostajesz więc szansę naprawienia swego błędu - i dopiero wtedy przyjdzie moment prawdziwej zapłaty za grzechy. Czy będący na skraju zawału serca spaślak był tego świadomy? Maghnus wyprostował się, jak gdyby nigdy nic, a jego usta wygięły się w krótkim uśmiechu pozbawionym wesołości. - Mam nadzieję, że wykażesz się rozsądkiem i nie będziesz próbował uciekać. Twoja jedyna droga do rozwiązania tego palącego problemu, to moja droga. Zatem trzy dni, Rickardzie i ani minuty dłużej - przybrał na powrót uprzejmy ton, jakby zwracał się do kogoś zupełnie innego niż do wieprza, który tak okrutnie zawiódł pokładane w nim nadzieje. Położył dłoń na jego plecach i odprowadził go do drzwi gabinetu, niemalże go z niego wypychając. Pobladła twarz eks-zarządcy zwróciła się do arystokraty z błagalnym wyrazem, lecz było już za późno na krokodyle łzy. Maghnus skinął głową na strażnika, który miał dopilnować tego, by grubas faktycznie zniknął im wszystkim z oczu w ciągu kwadransa.
- Tik-tok, Rickardzie, tik-tok - pożegnał zarządcę ozięble i chociaż przez parę chwil patrzył, jak ten pędzi przez Piórko, pobladły i trzęsący się jak galareta, niemalże potykając się o własne nogi, wzbudzając przy tym powszechną konsternację pozostałych pracowników klubu, to przedstawienie nie sprawiało mu żadnej przyjemności, dlatego też zamknął drzwi swojego gabinetu i odciął się od tych tragikomicznych scen, by zatopić się na powrót w fascynującej lekturze o umocnieniach poszczególnych odmian zaklęcia Protego.

| zt


half gods are worshipped
in wine and flowers
real gods require blood


Maghnus Bulstrode
Zawód : badacz starożytnych run, były łamacz klątw, cień i ciężka ręka w Piórku Feniksa
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
gore and glory
go hand in hand
OPCM : 25
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 26
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej
 death before dishonor
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9868-maghnus-i-bulstrode https://www.morsmordre.net/t9891-helios#299311 https://www.morsmordre.net/t9887-mouth-full-of-white-lies#299287 https://www.morsmordre.net/f377-gerrards-cross-bulstrode-park https://www.morsmordre.net/t9894-skrytka-bankowa-nr-2246#299355 https://www.morsmordre.net/t9896-maghnus-bulstrode#299374

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Gabinet Maghnusa
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach