Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Pokój Rity
AutorWiadomość

Pokój Rity

Nieduży pokój na lewo od schodów, w którym właścicielka mieszka właściwie od urodzenia. Nawet po śmierci ojczyma oraz zamknięciu matki w szpitalu, nie przeniosła się do znacznie większej głównej sypialni. Śpi na tym samym pojedynczym łóżku, co 10 lat temu, a jedyne co zmieniło się, to szpargały na biurku. Nie leżą już tam księgi do nauki zaklęć, a stoi ono zupełnie puste. Na komodzie obok łóżka stoją dwa zdjęcia. Jedno z matką, gdy Rita miała zaledwie 11 lat i zaraz miała zaczynać Hogwart, oraz drugie sprzed kilku lat, z Cassandrą i małą Lysą, wtedy jeszcze nie rękach matki. W okna pokoju widać ogród.


[bylobrzydkobedzieladnie]
Rita Runcorn
Rita Runcorn
Zawód : wiedźmi strażnik, szpieg
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Ile warta jest twa głowa?
OPCM : 16
UROKI : 26
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9622-rita-runcorn https://www.morsmordre.net/t9822-raido#297856 https://www.morsmordre.net/t9821-run-rita-run https://www.morsmordre.net/f367-borough-of-enfield-chase-side-21 https://www.morsmordre.net/t9823-skrytka-bankowa-nr-2203 https://www.morsmordre.net/t9824-rita-runcorn#297859

Powrót do góry Go down

15 listopada 1957

Deszcz stukał w szybę bez opamiętania, a ja leżałam na łóżku nieco zbyt zmęczona, by myśleć o czymkolwiek. Już dawno powinnam je wymienić na coś większego i wygodniejszego, miałam przecież pieniądze, praca w Ministerstwie miała swoje korzyści, a jednak nie potrafiłam. Tak samo jak nie potrafiłam zadbać o ogród, wynieść starego fotela po ojczymie, czy wymienić krzesła w jadalni, które bujało się na boki, gdy się na nim siadało. Dom był stary, a ja byłam tragiczną gospodynią. Może i potrafiłam ugotować podstawowy posiłek, ale wychodziłam z założenia, że nie mam na to ochoty. Czy to ptak uderzył w szybę, czy wiatr zawiał mocniej? Cassandro, nie podglądaj mnie, jeśli to Ty przemierzasz dziś londyńskie nieba jako ptak. - Zjesz jajka? - spytałam tylko wyjątkowo spokojnie, ale wcale nie podniosłam się łóżka, a co najwyżej odwróciłam na drugi bok, by teraz nie wpatrywać się w ścianę, a w jego twarz. Materac był zdecydowanie za mały, a to nie czyniło tej chwili bardziej intymnej. Było zwyczajnie nie do końca wygodnie, ale dało się wytrzymać. W życiu zdarzały się przecież gorsze rzeczy niż wąskie łóżko. - Jajecznica, cebula i gin. Mam cytrynę - powiedziałam jeszcze podnosząc głowę nieco wyżej i opierając ją na zgiętej ręce. Zaraz zacznie drętwieć mi nadgarstek, ale to nic. Uczył mnie numerologii, więc czułam się w zwykłym obowiązku, żeby zrobić mu śniadanie. Tak chyba wypadało? Była może 3, może 4 w nocy, a ja nie zmrużyłam dzisiaj oka. To za wcześnie na śniadanie i za późno na gin, pora nie zachęcała, ale przecież lubiliśmy łamać schematy. Nie byłam najlepszym rozmówcą, rzadko kiedy miałam też na to ochotę. Przyjemniejsze byłoby spojrzenie do głowy i zobaczenie co ten mężczyzna naprawdę o mnie myśli, ale to przecież bolało, a ja nie chciałam zrobić mu krzywdy. Nie miałam takiej potrzeby, nie zranił mnie niczym. Układ był prosty, ale nigdy nie pytałam co dalej i nie miałam zamiaru pytać. Płyń z prądem, mówili. Tyle że ja nienawidziłam pływać, o wiele przyjemniejsze było latanie. - Chce ci się spać? - zapytałam jeszcze, gdy mrugnął, niepewna, czy to ze zmęczenia, czy po prostu, bo musiał jak każdy zdrowy człowiek nawilżyć czasem oczy. Chociaż kołdra była ciepła, a materac miękki, byłam gotowa wstać i zrobić jajecznicę, a nawet wkroić mu cytryny do szklanki ginu. Sama nie piłam dużo, a tę butelkę dostałam w prezencie od znajomej z pracy, która pilnie potrzebowała dowiedzieć się, gdzie jej mąż spędza sobotnie wieczory. Zdecydowanie nie był to klub pokerowy. Oficjalnie pracowałam w Wizengamocie, jako specjalistka ds. podróży służbowych, niemal nikt nie wiedział o tym, że od lat zasilam szeregi Wiedźmiej Straży. Jemu też nie powiedziałam, chociaż wiedział o moich umiejętnościach, o tym jak dobrze się ukrywałam, o tym, że potrafiłam przekonać kogoś, aby udzielił mi informacji. Nigdy nie miałam kompleksu niższości, ale wciąż zadziwiał mnie, tym ile wiedział, zwłaszcza ze sztuki numerologii. Mogłam bardziej uważać w Hogwarcie na lekcjach.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Rita Runcorn dnia 20.07.21 18:46, w całości zmieniany 3 razy
Rita Runcorn
Rita Runcorn
Zawód : wiedźmi strażnik, szpieg
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Ile warta jest twa głowa?
OPCM : 16
UROKI : 26
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9622-rita-runcorn https://www.morsmordre.net/t9822-raido#297856 https://www.morsmordre.net/t9821-run-rita-run https://www.morsmordre.net/f367-borough-of-enfield-chase-side-21 https://www.morsmordre.net/t9823-skrytka-bankowa-nr-2203 https://www.morsmordre.net/t9824-rita-runcorn#297859

Powrót do góry Go down

Pojedyncze uderzenia deszczu o szybę, z biegiem czasu zmieniły się w zwykły szum, który stanowił nieistotne tło do powolnego, metodycznego wpatrywania się w pęknięcia znajdujące się na suficie. Za każdym razem, kiedy znajdowali się w tej konfiguracji, jego spojrzenie leniwie zaczynało wodzić po nierównościach farby, śledzić szczeliny, załamania światła i omiatać spojrzeniem powstałe od wilgoci i upływu czasu drobne zacieki. Czasem przy całym tym procesie zastanawiał się też, czemu właściwie właścicielka tego całego dobytku nie postanowiła wreszcie zrobić z nim porządku, ale szybko odganiał od siebie te myśli, stwierdzając że w sumie go to nie interesuje. Jakiekolwiek bowiem miała ku temu powody, nie zależało mu zbytnio na zagłębianiu się w nie. Z resztą... od bzdurnych rozważań odciągnęły go jej słowa.
Jajka brzmiały w tym momencie tak samo abstrakcyjnie, jak dziwaczna wydawała mu się ta sytuacja. Ta dziwność jednak, a przynajmniej miał takie wrażenie, było czymś niezwykle w ich przypadku repetycyjnym, jakby zrobili sobie z tego zwieńczenie całego sypialnianego rytuału.
Odwrócił twarz w jej stronę, przez moment patrząc nieco uważniej na jej twarz i jakby starając się odgadnąć, czy tylko zadaje tego typu pytania dla sportu, żeby nie wyjść z wprawy, czy może rzeczywiście aż pali się do tego, by wreszcie wyślizgnąć się z niewygodnych objęć wąskiego materaca.
- Jeśli bardzo ci się nudzi, możesz obliczyć swoją drogę życia - rzucił jakby bez zastanowienia, chociaż po chwili doszedł do wniosku, że gin wcale nie brzmiał tak źle. Późna, albo raczej wczesna godzina, w ogóle mu nie przeszkadzała. - Nie, raczej nie. A tobie? - odpowiedział jakby automatycznie, odgarniając przy tym włosy z czoła i wplatając w nie dłoń. - To raczej jedna z tych mało sennych nocy, bardziej skupiona na liczeniu kropel bębniących o parapet. Jeśli ci się chce, mógłbym nawet napić się tego ginu o którym wspomniałaś, ale jeśli nie masz ochoty wstawać... - wzruszył ramionami. Kołdra rzeczywiście była ciepła i rozumiał, jeśli nie kwapiła się do tego, by ją opuścić. Z drugiej jednak strony... aż za dobrze chyba rozumiał potrzebę zrobienia i powiedzenia czegoś. Czegokolwiek, byleby tylko zapchać tę ciszę, która usilnie sama cisnęła się na usta.
Augustus Rookwood
Augustus Rookwood
Zawód : Poszukiwacz Śmierci, badacz, naukowiec, numerolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Quiet, crawl to the in-between
Silent, secretive feeling
Of fearsome hatred that reaches the skies
OPCM : 9
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9814-augustus-rookwood https://www.morsmordre.net/t9940-macaria#300561 https://www.morsmordre.net/t9939-sierpnius#300560 https://www.morsmordre.net/f374-harrogate-skarpa https://www.morsmordre.net/t10009-skrytka-bankowa-nr-2232#302530 https://www.morsmordre.net/t9941-a-rookwood#300562

Powrót do góry Go down

Nigdy nie potrzebowałam odmalowywać ścian, albo sufitów. Wciąż zresztą nie czułam, jakby ten dom należał do mnie, widmo Earnestra Runcorna w moich snach wciąż przemierzało korytarze. Dlaczego jednak nie postanowiłam go stąd wykurzyć? Już raz sobie poradziłam. Delikatny uśmiech, kompletnie niekontrolowany, spłynął na moją twarz na wspomnienie samego wieczora, gdy z poderżniętego gardła mojego oprawcy leciała świeża krew. Spojrzałam tam gdzie on, prosto w sufit, jednak nie powiedziałam nawet słowa. Stare zacieki i pęknięcia były niczym szczególnym. Jeśli jednak czułam, że wciąż nie jest to mój dom, a ojczyma nie potrafiłam jeszcze stąd wynieść, to czemu nie próbowałam, stworzyć tu sobie domu. Ładny kwiatek na parapecie, nowy dywan w salonie, czy przeniesienie się do największej sypialni, to wszystko sprawiłoby, że poczułabym się tu jak u siebie, a jednak... Jednak leżałam wciąż na wąskim materacu, z mężczyzną z którego mój szanowny ojczym byłby dumny, a z którym nie łączyło mnie niemal nic, oprócz abstrakcyjnej zażyłości, której nie sposób było nazwać klasyczną bliskością. Był jednak zwyczajnie w porządku, spotykałam na swojej drodze już o wiele gorszych typów, a Rookwood był spokojny i dziwnie klasyczny, w jakimkolwiek tego słowa znaczeniu. - Nie nudzi mi się - powiedziałam twardo, nie chcąc go urazić. Samo leżenie i wpatrywanie się w człowieka było ciekawym doświadczeniem, zwłaszcza z tej odległości. Zwykle musiałam skradać się, wytężać wzrok, obserwować, a tu... Tu nie. Powinnam policzyć tę drogę życia, byłam mu przecież wdzięczna, że pomaga mi z numerologią. Nigdy nie miałam dobrego nauczyciela, a teraz w końcu na niego trafiłam i łaknęłam tej wiedzy, byłam jej żądna niemal tak jak jego samego kilka godzin temu, gdy noc dopiero się zaczęła. - Ile już naliczyłeś? - spytałam, bo chociaż pytanie mogło być całkowicie retoryczne, to jednak miałam niepohamowane wrażenie, że Augustus faktycznie je policzył i już na tej podstawie opracował przedziwne równanie. Nie rozumiałam tych zależności, zdarzało się nawet, że czułam się przy nim zwyczajnie głupia, jednak nie było to to samo uczucie co 20 lat temu. Tu pragnęłam więcej, mocniej i inaczej, rozkoszowałam się słowami o nauce, usiłując zrozumieć każde z nich i nigdy nie przyznając się do tego, że mi to nie wychodzi. - Wstanę - powiedziałam tylko i najpierw przysiadając na kolanach, a w końcu stając bosymi stopami na łóżku, zeszłam z materaca, prosto na drewnianą posadzkę w pokoju. Policzę tę liczbę życia, chociaż wciąż myliłam się jak miałabym zrobić, ale policzę. Zeszłam po schodach, tych samych po których schodziłam kilka razy dziennie, i tych samych z których spadałam kilkanaście lat temu.
Jeśli urodziłam się drugiego lutego, to będzie to 2 + 2, proste równanie. Wyjdzie mi 4.
Znalazłam w jednej z niższych szafek w kuchni butelkę ginu, która na etykiecie miała wysokiego jegomościa z laską i melonikiem, który kłaniał mi się nisko. Do dwóch szklanek wlałam trochę, a potem zabrałam się z krojenie cytryny.
W tysiąc dziewięćset trzydziestym roku. 1 + 9 + 3 + 0, to daje mi 13. 13 + 4, proste jak drut.
Cytryna prysnęła mi w oko, gdy tępy nóż próbował przeciąć jej skórkę. - Psia krew - sapnęłam tylko, przecierając je nadgarstkiem i wrzuciłam po plastrze do szklanki, a część soku wycisnęłam prosto do ginu i dopełniłam wodą z kranu. Trwała wojna, na luksusowe drinki z palemką przyjdzie jeszcze czas. Niosłam więc drinki z powrotem po schodach, bacząc aby nie rozlać ani kropli, ale ręce miałam stabilne, nie trzęsły się. - Siedemnaście - powiedziałam wchodząc do pokoju i podając mężczyźnie jedną ze szklanek, a z drugiej upiłam łyk. Kwaśno-gorzkie. Pieprzona metafora życia, czyż nie? - Moja liczba życia. Siedemnaście. Co znaczy? - spytałam, siadając na ziemi obok łóżka i przyciągając do siebie kolana.
Rita Runcorn
Rita Runcorn
Zawód : wiedźmi strażnik, szpieg
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Ile warta jest twa głowa?
OPCM : 16
UROKI : 26
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9622-rita-runcorn https://www.morsmordre.net/t9822-raido#297856 https://www.morsmordre.net/t9821-run-rita-run https://www.morsmordre.net/f367-borough-of-enfield-chase-side-21 https://www.morsmordre.net/t9823-skrytka-bankowa-nr-2203 https://www.morsmordre.net/t9824-rita-runcorn#297859

Powrót do góry Go down

Sufit nie prezentował się jako nic szczególnego, ale z drugiej strony nie był tym samym, który oglądał w posiadłości. Starannie pobielony, mający sprawiać wrażenie zadbania i świadczyć o właścicielu jak najlepiej. Miał być mężczyzną, który urodził się dobrze, a głowę nosił dumnie, tak samo jak i reszta jego rodzeństwa, a także pan ojciec. Nawet jeśli czarna magia czaiła się w zamkniętej na klucz biblioteczce, a także przeróżnych kątach, to Harrogate wciąż miało wywoływać u innych wrażenie, jakoby wewnątrz nie działo się nic niepokojącego czy nieprzystającego rodzinie, która chełpiła się wręcz swoją czystą krwią. Tam jedyną rzeczą, która wywoływała nieprzyjemnie spojrzenia, była wzniesiona nieco zbyt wysoko dłoń ojca, która za dzieciństwa często naprostowywała ich zachowania i wskazywała odpowiednią drogę.
Jej twardy ton przyjął bez mrugnięcia okiem. Ciężko było go urazić, a zwykła odpowiedź na nieco ironiczną wypowiedź, zdecydowanie nie należała do tych rzeczy, które przepełniały czarę goryczy. Z resztą - niektórzy pewnie byliby skłonni powiedzieć, że zobaczenie go w stanie wyraźnego wzburzenia, było rzeczą niemal niemożliwą do osiągnięcia. Jej niewiedza natomiast, w dziwny sposób nie sprawiała mu satysfakcji. Oczywiście, we właściwy dla siebie sposób, dawała mu bezpieczne poczucia bycia lepszym, ale prawda była taka, że nie rywalizował z nią w jakikolwiek sposób. Nie na tyle, by to uczucie w jakikolwiek sposób się liczyło czy pchało go do przodu. Jego próżność karmiła się jednak samym faktem, że to jego postanowiła uznać za autorytet na tyle istotny, by jednocześnie chcieć pobierać od niego lekcje, nawet jeśli te miały miejsce głównie w nocy, przy zasłoniętych oknach i w akompaniamencie deszczu bijącego o parapet.
- Nie powiem ci, jeśli sama nie policzysz - odpowiedział jej, w głowie faktycznie mając już ostateczny wynik dla zadanego jej równania. Dla niego była to tylko formalność; liczby same się ze sobą łączyły i skracały, przyjmując ostateczną formę. Milczał jednak, chcąc dać jej szansę; na sukces lub popełnienie błędu, to już zależało od niej. Odprowadził ją tylko spojrzeniem, kiedy wreszcie wstała i wyszła z pokoju, ruszając w kierunku kuchni.
- Osiem - odezwał się cicho, poprawiając ją i upijając łyk z podanej szklanki. - Pamiętaj, że musisz mieć jedną liczbę, więc skracasz do końca. No chyba, że liczba dziesiątek i jedności jest taka sama, jak jedenaście, dwadzieścia dwa i tak dalej - odstawił szklankę obok materaca - Władza, przywództwo, ambicja, pewność siebie. Takie osoby zwykle mają silną wolę, a także są niezwykle praktyczne i wytrwałe. Po porażkach bez problemu podnosi się i brnie dalej ku celu.
Augustus Rookwood
Augustus Rookwood
Zawód : Poszukiwacz Śmierci, badacz, naukowiec, numerolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Quiet, crawl to the in-between
Silent, secretive feeling
Of fearsome hatred that reaches the skies
OPCM : 9
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9814-augustus-rookwood https://www.morsmordre.net/t9940-macaria#300561 https://www.morsmordre.net/t9939-sierpnius#300560 https://www.morsmordre.net/f374-harrogate-skarpa https://www.morsmordre.net/t10009-skrytka-bankowa-nr-2232#302530 https://www.morsmordre.net/t9941-a-rookwood#300562

Powrót do góry Go down

Przewróciłam oczami. Tak, aby to zauważył. Nie chciałam robić mu na złość, nie było ku temu najmniejszego powodu. Czyż w obskurnym świecie pogrążonym w wojnie nie można było pozwolić sobie na odrobinę humoru? Ciosy wytyczane przez Zakon słabły, a wszystko wskazywało na to, że Czarny Pan wygra. - No dobrze - wymruczałam tylko pod nosem, w głowie już szukając odpowiedniej szuflady, z której to wylałaby się najbardziej sensowna treść podręcznika do numerologii, który starałam się czytać przed snem. Wychodziło mi to miernie. Jeśli już miałam siłę wieczorami na czytanie, to wolałam poszerzać swoje umiejętności z zakresu uroków, obrony lub kamuflażu. Potrzebowałam jednak poznać tajemnice liczb, które występują na tym świecie. Wiedziałam przecież, że bez tego niektóre dziedziny magii, nawet te używane do pojedynków, pozostaną dla mnie zagadką, a przecież uwielbiałam je rozwiązywać. Gin był gorzki, a jego jakość pozostawiała do życzenia, ale jakie czasy, takie trunki. Nikt nie wybrzydzał, o wiele bardziej liczyła się chwila, nastrój bijący razem z deszczem o szybę, czy nawet pająk, który w kącie pokoju zrobił sobie gniazdo i teraz nas podglądał, zapewne z wypiekami na twarzy. Idealna romantyczna historia o mężczyźnie, który leżał na pojedynczym materacu i kobiecie, która przysiadła obok niego na podłodze. Obydwoje mogli pochwalić się zjebanym dzieciństwem, jakie to romantyczne. - No tak, skracam... - wypaliłam tylko, czując, jak cierpki alkohol rozprowadza się po moim języku i podniebieniu. Przecież już mi to kiedyś tłumaczył, czemu tego nie pamiętałam? Czasem miałam wrażenie, jakbym była za głupia na numerologię, ale przecież pojęłam już trudne sztuki. Jak wiele była w stanie znieść ludzka głowa? O tym przekonywałam się często, ale nigdy pod kątem jej pojemności względem nauki. Augustus był zresztą o wiele lepszy w takich rozważaniach, ja byłam człowiekiem praktycznym. Mogłam wejść do mózgu i sprawdzić jakie wspomnienia tam chowa, jak wielką wiedzę ma na temat ostatnich wydarzeń. Rzadko kiedy obchodziło mnie, jak pojemna jest główka ofiary. Słuchałam więc w skupieniu mądrzejszych od siebie, a ich słowa radowały moje uszy. Władza, przywództwo, ambicja, pewność siebie... Taka byłam, czy taka mogłam być? Silna wola, niezwykła praktyka, wytrwałość. Taka była, czy taka zostanę? A może oszukano mnie i nie urodziłam się wtedy, kiedy się urodziłam. Żadne postępowanie starego Runcorna, nie było w stanie mnie zdziwić. - A Ty? Jaką masz liczbę i co znaczy? - spytałam jeszcze, wstając z podłogi, aby z biurka zabrać tackę z tytoniem i wrócić na łóżko, gdzie tym razem usiadłam ze zgiętymi nogami, opierając plecy o ścianę. Nie chciałam komentować tego co mi powiedział, to jedynie rozbujałoby mi ego. Trzymałam więc bletkę w dłoni, sypiąc do środka trochę tytoniu, by potem skręcić papierosa. Tackę oddałam Augustusowi, nie mogłam mu przecież żałować, zwłaszcza w czasach gdy o nikotynę było trudno. - Wiesz, w pracy naciskają na rejestrację różdżki. Zamierzałam machnąć na to ręką, ale chyba jednak powinnam... - papieros wsadzony w usta pozostawał nieodpalony, więc pochyliłam się nad szafką obok, próbując ją złapać i przez chwilę ocierając się o mężczyznę biodrami. Deszcz rozpadał się już na dobre, zmieniając w rytmiczne uderzenia o stary parapet, na którym zwykle siedział Raido. Teraz ptaszysko spało wygodnie w otwartej na pół klatce w najbardziej zacienionym kącie pokoju. - Lacarnum Inflamare - wypowiedziałam, przykładając kraniec różdżki do papierosa, a siwy dym wyleciał z niego, prosto do moich płuc.
Rita Runcorn
Rita Runcorn
Zawód : wiedźmi strażnik, szpieg
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Ile warta jest twa głowa?
OPCM : 16
UROKI : 26
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9622-rita-runcorn https://www.morsmordre.net/t9822-raido#297856 https://www.morsmordre.net/t9821-run-rita-run https://www.morsmordre.net/f367-borough-of-enfield-chase-side-21 https://www.morsmordre.net/t9823-skrytka-bankowa-nr-2203 https://www.morsmordre.net/t9824-rita-runcorn#297859

Powrót do góry Go down

Uniósł tylko brew, widząc jak przewraca teatralnie oczami. Nie było w tym geście niczego złośliwego, chociaż odnosił wrażenie, że właśnie po to to robiła. Żeby wytknąć mu delikatne potknięcie, które dla niego było tylko rzeczowym podejściem do tematu. Przez moment patrzył na nią, albo raczej przez nią, dochodząc po chwili do wniosku, że chyba faktycznie ten stary, wąski materac, nie był najodpowiedniejszym miejscem na wyzbywanie się jakichkolwiek resztek humoru. A mimo to, nie mógł sobie pomóc; deszcz bębnił o szybę, a Rookwood miał wrażenie, że delikatne wstążki bólu zdawały się wić w jego kolanie właśnie podług tej smętnej melodii. Rozpraszały go, wysysały wszelkie pozytywy jego jestestwa, sprawiając że jedyną rzeczą, którą miał ochotę zrobić, to urżnąć się i zasnąć snem sprawiedliwego. Ale nie mógł.
Rita nie wiedziała i miała nie wiedzieć o dręczącym go problemie. Nikt nie mógł wiedzieć, oprócz rodziny, której świadomość tematu też była mu średnio w smak. Kulawa noga była skazą na jego przyjemnym, czystokrwistym wyglądzie dobrze urodzonego mężczyzny. Mimo trzydziestu lat na karku - był młody, a przecież młodzi ludzie powinni się cieszyć dobrym zdrowiem, czy wręcz z nim obnosić. Zamiast tego, kiedy trzymał w ręku laskę i się na niej wspierał, odciążając kapryśne kolano, czuł się starzej jak swój własny ojciec. A to było niewybaczalne.
Nie skrzywił się nawet, kiedy gin pozostawił gorzki, średniej jakości posmak na języku. Nie miał zamiaru jakkolwiek oceniać przyniesiony mu alkohol, bo i nie miałoby to najmniejszego sensu. I tak nie było co oczekiwać czegoś lepszego; czasy były ciężkie i teoretycznie powinien być po prostu wdzięczny, że miał czym chociaż odrobinę otępić zmysły.
- Pięć - rzucił, czując że jednak musi się znowu napić. Duży łyk, chyba na odwagę i do przodu - Niektórzy uważają ją za szczęśliwą, bo jest środkową liczbą. Piątka to zmiany, wolność, bystry, ostry umysł i chęć zdobywania doświadczenia, ale też zmysłowość, dynamizm, miłość i seks - zakończył, nawet na moment nie odrywając spojrzenia od jej jasnych, lazurowo-szarych oczu. - ilekroć musiał komuś wykładać, co też znaczyła ta liczba i to do tego w swoim kontekście, czuł się nieco zażenowany. Nie dlatego, że jakkolwiek wstydził się swojej własnej fizyczności, ale dlatego że miał wrażenie, że brzmi to nieco abstrakcyjnie. Jakby jego prawdziwa natura, ta wyliczona i określona numerologicznie, nie do końca pokrywała się z tym, czym myślał że jest. - Jak myślisz, jak ma się to do rzeczywistości? - zapytał, przyglądając się jak skręca sobie papierosa, a potem przejmując od niej tackę. Uniósł ją na moment,  drugą ręką chwytając wolny kraniec kołdry i niby od niechcenia, jakby chcąc tylko ją wyrównać, zarzucił ją częściowo na Ritę. Następnie położył tackę i zabrał się za skręcanie własnego.
- Cokolwiek nie zrobisz... czy to nie jest tylko mało znacząca formalność? Chyba nikt nie powinien się przejmować co też tą różdżką robiłaś - wzruszył ramionami, śliniąc bletkę i kończąc swoją zabawę z tytoniem, oddając jej też zaraz tackę. Następnie pochylił się w stronę Rity, wyraźnie oczekując, że albo odpali mu papierosa za pomocą zaklęcia, albo zwyczajnie zrobi to swoim własnym.
Augustus Rookwood
Augustus Rookwood
Zawód : Poszukiwacz Śmierci, badacz, naukowiec, numerolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Quiet, crawl to the in-between
Silent, secretive feeling
Of fearsome hatred that reaches the skies
OPCM : 9
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9814-augustus-rookwood https://www.morsmordre.net/t9940-macaria#300561 https://www.morsmordre.net/t9939-sierpnius#300560 https://www.morsmordre.net/f374-harrogate-skarpa https://www.morsmordre.net/t10009-skrytka-bankowa-nr-2232#302530 https://www.morsmordre.net/t9941-a-rookwood#300562

Powrót do góry Go down

Powinnam znaleźć sobie nową pasję. Gdy wpatrywałam się w mężczyznę, wspominałam o czasach quidditcha i szkolnej drużyny. Tam się przecież poznaliśmy. Gdy obserwowałam go na treningach, w życiu nie posądziłabym przewrotnego losu o to, że wpuści go do mojego łóżka. Tego samego posłania, za którym nie tęskniłam, gdy czas spędzałam w dormitorium Slytherinu. Tamtejsze było znacznie przyjemniejsze. Smak gorzkiego ginu rozlewał się po moim podniebieniu, gdy wpatrywałam się w oczy Augustusa. Jak mocno się zmienił? Twarz mu spoważniała, a świat dookoła nas się zmienił. Płynęliśmy więc sobie przez strugi deszczu po szybie, racząc się wątpliwej jakości alkoholem, który wnikał w żyły, rozpuszczając zawarty w nich stres dnia codziennego. Nie rumieniłam się, ale mógł dostrzec, jak na mojej twarzy pojawił się uśmiech zwieńczony przymrużonymi oczami, gdy opowiadał o swojej liczbie drogi życia. Słynął z bystrego umysłu, pozostając jednym z wyśmienitych naukowców, których nigdy bym nie doścignęła. Ale też zmysłowość, dynamizm, miłość, seks... - Nie wiem, to ty się na tym znasz - wzruszyłam ramionami, wzrok chowając gdzieś dalej, gdy odpalony papieros powoli wtaczał w usta dym. Nie zawstydził mnie, ale nie przywykłam do rozmów na takie tematy. W moim życiu zresztą nie można było znaleźć wielu mężczyzn. Był tamten nauczyciel legilimencji, ale on już nie żyje. Był przyjaciel z wydziału, ale on już nie żyje. Teraz był Augustus. Całkiem żywy. - Nie każdy powinien wiedzieć co wylatuje z mojej różdżki - mimo wszystko niektóre praktyki pozostawały nielegalne, chociaż w obecnym świecie było to co najmniej dziwne. Nie widziałam w legilimencji nic złego. A to, że czasem bolała... Wszystko czasem boli. Skręconego własnoręcznie papierosa złapałam mocniej między dwa palce, przykładając jego rozżarzona stronę do papierosa Augustusa, aby ten mógł się zaciągnąć. Poprzedni temat nie wychodził z mojej głowy, a ja porzucałam powoli myśli o tym, żeby położyć głowę na poduszce i zasnąć niczym dziecko, zmęczone po trudnej nocy pełnej krzyków rodziców. Ponownie przesunęłam się nad nim, ręką sięgając do popielniczki, aby dogasić niemal do końca spalonego papierosa, jednak nie wróciłam na swoje miejsce, powoli przepychając się spod kołdry, którą wcześniej na mnie zarzucił. - Myślę, że pasuje - zaczęłam, układając poduszkę, tak aby ta była wygodniejsza i mniej spłaszczona. - Ta liczba. Że pasuje do ciebie - po raz ostatni uderzyłam w nią dłonią i oparłam tam głowę, wzroku nie odrywając od niego. - Jeśli urodziłbyś się dzień później, to byłbyś inny? - to wydawało się co najmniej dziwne. Czy data urodzenia mogła mieć aż tak ogromny wpływ na wszystko, czego dokonujemy? Lewą dłoń położyłam na wysokości jego kości biodrowych. Nie potrzebowałam czułości i obydwoje to wiedzieliśmy, ale było wąsko. Mogłabym zastanowić się nad wymianą materaca na większy, albo nawet skorzystaniem z zaklęć transmutacyjnych, ale tak było jakoś inaczej. Chłód jesiennej nocy nas nie dotykał, gdy chcąc nie chcąc musieliśmy leżeć sami, dociskając swoje ciała do siebie. A krople brudnego deszczu wciąż stukały w szybę bez opamiętania. - Nie jestem śpiąca - powiedziałam jeszcze, gdy zegar na dole rozniósł po całym domu swoje bicie, oznajmiając, że nastała godzina trzecia. Co robimy?
Rita Runcorn
Rita Runcorn
Zawód : wiedźmi strażnik, szpieg
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Ile warta jest twa głowa?
OPCM : 16
UROKI : 26
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9622-rita-runcorn https://www.morsmordre.net/t9822-raido#297856 https://www.morsmordre.net/t9821-run-rita-run https://www.morsmordre.net/f367-borough-of-enfield-chase-side-21 https://www.morsmordre.net/t9823-skrytka-bankowa-nr-2203 https://www.morsmordre.net/t9824-rita-runcorn#297859

Powrót do góry Go down

On sam czasy szkolne pamiętał mgliście. A raczej ich znajomość z zaledwie jednego roku, kiedy to wzięto ją do drużyny, gdzie zajęła stanowisko ścigającego. Nawet jeśli wcześniej kręciła się po boisku, zbierając spadające kafle, to kto by próbował zapamiętać jakąś przypadkową pierwszoklasistkę? Śmigała na miotle wystarczająco dobrze, żeby nie przynosić wstydu ślizgonom, a dodatkowo zdobywać punkty, często w efektowny sposób. Kiedy na nią patrzył, raczej nie miewał przebłysków dotyczących tych wspólnie spędzonych na boisku chwil. Z nimi bardziej kojarzył swoje rodzeństwo czy osoby bliższe mu wiekiem.
Uśmiechnął się nieco krzywo; liczby były jego konikiem. Kluczem do zrozumienia otaczającego go świata, ale z drugiej strony było w tym wszystkim tyle składowych, że czasem miał wrażenie, jak potyka się o własne nogi. Jakby jego charakter nie chciał współgrać z tym, co było jasne określone, a może po prostu tak ciężko było mu przebić się przez ścianę własnego ego i spojrzeć na siebie obiektywnym okiem?
Jeśli policzki Rity na jego słowa zareagowałyby rumieńcem, wtedy niewątpliwie by się zdziwił. Jej poukładana reakcja była jednak jak najbardziej czymś na miejscu. Czymś oczekiwanym i zwyczajnie pasującym do tego, do czego zdążyła go przyzwyczaić. Ten delikatny uśmiech mówił wystarczająco, tak samo jak i pozwalał na subtelnie niedomówienia, które jakże pasowały do ich relacji.
- Z jednej strony tak, z drugiej... mało kto pewnie zwróci na to uwagę - jego ramiona ponownie uniosły się i opadły w obojętnym geście. Nie była święta, dokładnie na jego podobieństwo, jednak znajdowali się w pewnej uprzywilejowanej pozycji, gdzie pewne znajomości gwarantowały im o wiele większą dozę bezpieczeństwa czy zwykłego, grzecznego przymknięcia oczu na niektóre kwestie. Jeśli jednak szukała u niego czegoś więcej jak wzruszenia ramion na tę sytuację, to mogła się srogo przeliczyć, bo Augustus w żaden sposób nie zamierzał jej namawiać czy to na rejestrowanie swojej różdżki, czy też darowanie sobie tego kompletnie.
Koniec papierosa rozjaśnił się, kiedy to żar łapczywie przeskoczył na niego. Do płuc napłynęło powietrze z dymem, lekko gryzące, ale w samej swojej czynności i repetytywności przynoszące pewien spokój. Nie palił często, ale niewątpliwie sprzyjało to prowadzeniu wszelkich przemyśleń.
Delikatny uśmieszek, nieco ironiczny, zatańczył na jego wargach, kiedy wróciła znowu do tematyki liczb, dopiero teraz zwracając uwagę na dopasowanie. Albo raczej, po prostu wreszcie werbalizując swoje myśli. Zajrzał jej w oczy, przez moment jakby zastanawiając się i opuszkami wolnych palców ręki, w której trzymał papierosa, delikatnie przejeżdżając po wardze.
- I tak i nie - padła wreszcie odpowiedź. Za każdym razem, kiedy patrzył jej w oczy, na ułamek sekundy tonął w nich. Lazur pochłaniał i gdyby Augustus był chociaż odrobinę poetą to pewnie pokusiłby się po tanie stwierdzenie, że był jak bezmiar oceanu. Ich szarość jednak sprawiała, że zaraz czuł się, jakby patrzył w lustro weneckie - zza jego własnego odbicia obserwowało go coś, o czym nie miał najmniejszego pojęcia, ale robiło to bardzo, ale to bardzo uważnie. - Liczby wskazują pewne cechy, które posiadasz, z którymi się rodzisz, ale trzeba pamiętać, że na to jacy jesteśmy wpływa też nasze wychowanie, otoczenie w jakim przebywamy i tak dalej. Pomyśl o tych liczbach jako o mapie, która może pozwolić ci obrać najlepszą ścieżkę do samodoskonalenia, może też zwykłego poznania siebie; niektóre wydarzenia w życiu mogą prowadzić do wycofania lub odtrącenia pewnych aspektów swojego charakteru lub po prostu swojego ja - zamilkł na moment, zaciągając się papierosem, a potem bardzo powoli wypuszczając dym ustami - Numerologia to tak na prawdę umiejętność odpowiedniego oszacowania wpływu poszczególnych liczb. Tak, wyliczamy drogę życia, liczbę ekspresji, duszy, punkty zwrotne, cykle i tak dalej, ale na przykład każda liczba w twojej dacie urodzenia wpływa na finalny wynik. Masz dwie dwójki w dacie urodzenia, więc rezonują one z ósemką, przez co będziesz inna od ósemki, która urodziła się innego dnia. Do tego, to jak realizujemy właściwości liczby, też zależy od nas... - skrzywił się nagle, jakby jakaś natrętna myśl wyskoczyła zupełnie znikąd - Rozumiesz? - zapytał, jakby chcąc się upewnić, że wciąż była myślami z nim, mimo jego nieznośnej paplaniny, która niewątpliwie popłynęła we własnym kierunku. Grymas jednak dość szybko rozpłynął się, kiedy to wypowiedziała ostatnie słowa, dając mu znać, że sen najpewniej nie będzie im towarzyszył dzisiejszej nocy. Pokiwał głową - Ja też. Mogę dalej wykładać ci istotę wszechświata określoną za pomocą liczb - kolejny uśmiech, dokładnie taki sam jak ostatni, zagościł na jego twarzy. Ręka sięgnęła w bok, w kierunku wcześniej dostawionej szklanki z resztą alkoholu, z której znowu pociągnął łyk.
Augustus Rookwood
Augustus Rookwood
Zawód : Poszukiwacz Śmierci, badacz, naukowiec, numerolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Quiet, crawl to the in-between
Silent, secretive feeling
Of fearsome hatred that reaches the skies
OPCM : 9
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9814-augustus-rookwood https://www.morsmordre.net/t9940-macaria#300561 https://www.morsmordre.net/t9939-sierpnius#300560 https://www.morsmordre.net/f374-harrogate-skarpa https://www.morsmordre.net/t10009-skrytka-bankowa-nr-2232#302530 https://www.morsmordre.net/t9941-a-rookwood#300562

Powrót do góry Go down

Pomiędzy nami coś wisiało, ale czy można by było nazwać to czymś szczególnym? Wariackie papiery, jakimi posługiwał się ostatnio świat, nie pozostawiały wiele przestrzeni na normalne życie, takiego jednak nigdy właściwie nie chciałam. Szczerze wątpiłam też, aby dla Augustusa było ono czymś upragnionym, wymarzonym. Normy społeczne odznaczały się zbyt wieloma zmiennymi, nie miałam najmniejszej ochoty się w nie wpasowywać. Od zawsze zresztą byłam samotniczką, czasem tylko znajdującą w kimś oparcie. Dlatego też wolałam leżeć na tym zbyt wąskim materacu z mężczyzną, który nieźle wyglądał nago, niżeli szukać sobie męża i rodzić mu gromadkę dzieci, tak jak zrobiła to moja matka. Co wtedy? Zdradziłabym go, a przez resztę życia dostawała wpierdol? Przygryzłam więc policzki i głowę odchyliłam do tyłu. Między nami nie mogło być normalnie i to było wyjątkowo normalne. Znaliśmy się ile lat? 10? 15? Raczej to drugie, przecież był ode mnie sporo starszy. Jednak rozmowa nie kleiła się, gdy byłam nieco wychudzonym dzieciakiem, wszelkie pokłady swojej energii przelewającym na miotłę, na której czuł wolność. Dzisiaj też nie rozmawialiśmy za wiele, czasem być może rozumiejąc się innymi drogami. Wyciągając przed siebie dłonie, nie szukaliśmy zatem siebie nawzajem, bo sobie byliśmy całkiem zbędni. Wytwarzaliśmy jednak okazje, których kurczowo każde mogło się chwycić, czując, jak spokój ogarnia Londyn.
Kap-kap, kapały krople deszczu prosto na parapet, gdy ja kończyłam swój gin. Cierpki posmak rozlewał się po podniebieniu i gardle, ale nie mogłam pokazać, że ten łyk cokolwiek mnie kosztuje, nie kosztował. Zresztą, zaraz mogłam zapalić papierosa, który skutecznie zniwelował posmak. Dym wściekał w płuca i pozostawał na ścianach, roznosił się po pokoju gęstą mgłą, która w końcu opadała na dół. Lubiłam te jego nauki, chociaż sam temat nie porywał moich bioder, ani nie rozpalał lędźwi. Jednak widziałam w tym pewną skuteczność, wystarczającą, aby rozumieć. Bądź co bądź, widziałam w tym wyższy cel. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że numerologia jest mi potrzebna coraz mocniej jeśli chciałam walczyć więcej. A chciałam. Oj, chciałam... Słuchałam więc z zapartym tchem tego co mi mówił, rozwiewając moje wątpliwości na temat liczby urodzenia. I tak i nie. Gdy odpowiedział enigmatycznie, niemal przewróciłam oczami, powstrzymując się jednak w ostatniej chwili. Jego argumentacja miała jednak sens, przecież był w tym o wiele lepszy niż ja. Kiwałam więc głową, notując gdzieś w trzeciej szufladzie mózgu najważniejsze słówka, które musiałam zapamiętać. Myślenie o liczbach jak o mapie, która prowadzi do samodoskonalenia, było przecież nad wyraz ciekawe. Chciałam być lepsza. Oczywiście, że chciałam. Musiałam. Miałam swoje powody. - Tak myślę, że rozumiem. Czy zawsze ma jedno rozwiązanie? Ta mapa... Jedno czy więcej? - dopytałam jedynie krótko, próbując wyobrazić sobie tę siatkę, tę mapkę i drogę, do której prowadzi. Jak stroma mogła być i jak wiele pułapek na mnie czekało? - Tak samo jest z każdym przedmiotem, czy tylko ludźmi? - dopytałam, ręką sunąc wyżej, ku jego przedramieniu. Pod żebrami wyczułam bliznę, którą przecież widziałam już wcześniej. Gdy kiedyś spytałam, powiedział mi, że to wypadek w trakcie polowania. Nie miałam powodów, by mu nie wierzyć, każdy miał swoją przeszłość i każdy miał swoje strachy. Jednych pochłaniał bezmiar oceanu, innych przerażała jego głębia. Palcami przesunęłam wyżej, sięgając w końcu do jego nadgarstka, gdy akurat wsadził końcówkę papierosa do ust. - W teorii możesz - w teorii mógł. Kierowałam jego lewą dłoń pomiędzy moje uda. Nie na siłę, ale przecież nie wmówiłby mi, że tego nie chce. Potrafiłam przecież wyczuć kłamstwo. Potrzebowałam teraz dotyku, który zabrałby z moich barków dziwne spięcie, które rozchodziło się po kręgosłupie w dół.
Kap-kap, kapały krople deszczu prosto na parapet, gdy ja biodra podsuwałam bliżej jego ręki. Zawsze mogłam poradzić sobie sama, jego palce to dobre narzędzia.
Rita Runcorn
Rita Runcorn
Zawód : wiedźmi strażnik, szpieg
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Ile warta jest twa głowa?
OPCM : 16
UROKI : 26
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9622-rita-runcorn https://www.morsmordre.net/t9822-raido#297856 https://www.morsmordre.net/t9821-run-rita-run https://www.morsmordre.net/f367-borough-of-enfield-chase-side-21 https://www.morsmordre.net/t9823-skrytka-bankowa-nr-2203 https://www.morsmordre.net/t9824-rita-runcorn#297859

Powrót do góry Go down

Gdyby wiedział, co plącze jej się po głowie, pewnie mimowolnie pozwoliłby sobie na lekki, nieco kpiący uśmiech. Augustus całe swoje życie egzystował w przeświadczeniu, że coś takiego jak normalne życie nie było mu pisane. Nie chciał go. Wydawało się nudne, ze wszystkich stron wyścielone rutyną i banalnością codziennych zmartwień. Żona nie była mu do szczęścia, tak samo jak i dzieci, które zapewne tylko bezsensownie plątałyby mu się pod nogami. Problem jednak był taki, że nad życiem rodzinnym Augustusa i jego rodzeństwa, pochylała się ponura postać jego ojca, któremu nie wystarczał fakt, że sam spłodził dzieci. Chciał wnuków. Sigrun i tak go zawiodła, bo jej mąż umarł zanim małe larwy zdążyły rozpruć jej ciało w cudzie narodzin, a tym samym zyskała niebezpieczne pokłady wolności. Zostali mu więc synowie, a młody Rookwood był w stanie przystać na te głupawe sugestie tylko po to, żeby jego ojciec wreszcie dał mu spokój, najlepiej w pakiecie z rodzinną posiadłością.
Ciężko było powiedzieć, żeby Rita była materiałem na żonę. Miała potencjał, ale na pewno nie jako pani domu i matka. Zestaw talentów jakimi dysponowała był zupełnie inny, chociaż on sam nie mógł powiedzieć, że mu to nie odpowiadało. Wpasowywała się w jego potrzebę i naturę samotnika, zwyczajnie mu nie przeszkadzając, tak samo jak on zdawał się nie przeszkadzać niej. Czasem jednak dziwiła go sympatia, jaką zdążył ją obdarzyć. Przywiązaniem, może. Była jednym z tych elementów, które w zbawienny dla niego sposób przełamywały rutynę.
- Więcej - odpowiedział, mimo że kusiło go, żeby znowu odpowiedzieć jej tak samo enigmatycznie jak wcześniej. Jak zawsze jednak, po prostym słowie, które stanowiło wstęp, nastąpiło rozwinięcie - Pomyśl o tym jak o zbiorze możliwości, z których możesz czerpać. Albo z których czerpać ci najwygodniej i są dla ciebie jak najbardziej korzystne. Możesz spróbować sięgnąć do innego zbioru - nie będzie to niemożliwe, ale może okazać się nieco bardziej czasochłonne, męczące czy niesatysfakcjonujące. - spoglądając na jej twarz, a potem płynąć wzrokiem po jej ciele - Przedmiotami, budynkami... każdą nazwę można rozpisać numerologicznie, tak samo jak każdą datę, każde miejsce. Liczb używasz też, żeby dla przykładu, stworzyć zaklęcie - kiedyś wzdrygał się nieco, kiedy czuł dotyk przy lewym boku. Zdawał się on nieco palić, nieprzyjemnie przypominać o sytuacji, która zrujnowała jego życie, jego plany. Z czasem jednak przywykł, gorzki posmak wspomnień przestał być odczuwalny, a blizna była tylko pamiątką bo felernym polowaniu. Jej ręka jednak sunęła dalej, wyraźnie w jakimś konkretnym celu, a kiedy sięgnęła nadgarstka, zrozumiał. Dłoń przesunęła się posłusznie dokładnie tam, gdzie go poprowadziła, wślizgując się delikatnie między jej uda, tak chętne i spragnione dotyku.
- Mogę - przyznał jej rację, po tym jak wyciągnął papierosa z ust, a kąciki znowu drgnęły w zwyczajowym uśmiechu - Ale dobry nauczyciel wie, kiedy należy zrobić przerwę - dodał, sięgając ręką, by zgasić niedopałek w popielniczce. Wolna już dłoń powędrowała w jej stronę, sięgając karku i obejmując go, a palce lekko wplotły się we włosy. On sam nachylił się w jej stronę, do pocałunku, tym samym odrzucając na bok wszelkie dalsze wywody na temat liczb i tego jak potrafiły wpływać na codzienne życie wszechświata. Kolejny pocałunek zaznaczył miejsce na linii szczęki pod uchem, by zejść niżej, po szyi, w kierunku dekoltu. W końcu kim on był, żeby podważać znaczenie swoich własnych liczb, co recytował jeszcze nie tak dawno temu?

ztx2
Augustus Rookwood
Augustus Rookwood
Zawód : Poszukiwacz Śmierci, badacz, naukowiec, numerolog
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Quiet, crawl to the in-between
Silent, secretive feeling
Of fearsome hatred that reaches the skies
OPCM : 9
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t9814-augustus-rookwood https://www.morsmordre.net/t9940-macaria#300561 https://www.morsmordre.net/t9939-sierpnius#300560 https://www.morsmordre.net/f374-harrogate-skarpa https://www.morsmordre.net/t10009-skrytka-bankowa-nr-2232#302530 https://www.morsmordre.net/t9941-a-rookwood#300562

Powrót do góry Go down

Pokój Rity

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach