Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Wieś Farleigh Hungerford
AutorWiadomość
Wieś Farleigh Hungerford [odnośnik]05.06.21 12:21
First topic message reminder :

Wieś Farleigh Hungerford

Mała, skromna wieś na północnym-wschodzie Somerset, położona blisko granicy z hrabstwem Wiltshire, zamieszkała przez mugoli, jak i czarodziejów trudniących się rolnictwem oraz hodowlą bydła. Zabudowania ciągną się wzdłuż głównej ulicy oraz rzeki Frome, a krajobraz wieńczą ruiny rozległego zamczyska. Można tam spotkać pałętające się duchy, opowiadające historie z czternastego wieku tyczące się budowli i okolic, a także najważniejszych wydarzeń historycznych tego regionu. Wokół wsi znajduje się pełno pól rolnych, przecinanych pastwiskami, po których pałętają się stada krów. Od wschodu ziemie przylegają do rozległego lasu, gdzie znajduje się niebezpieczny, skalisty wąwóz powstały w wyniku dawnego pojedynku między dwójką potężnych czarodziejów.
[bylobrzydkobedzieladnie]
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wieś Farleigh Hungerford - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Wieś Farleigh Hungerford [odnośnik]29.10.21 11:19
Czas jakby zwolnił, kiedy trzymając mocno włókno szklane skoczyłem na kupę gruzu, spod którego iskrzyła uszkodzona instalacja elektryczna. W półmroku widziałem wciąż rosnącą kałużę wody i nafty, pana Becketta trzymającego różdżkę skierowaną na, jak mogłem się domyślać, Ricka, choć zza zawalonej części budynku nie widziałem Moore'a, ani tego jak sobie poczynał.
Przez myśl mi przeszło, że to w sumie trochę lekkomyślne rzucać się na gruz w ten sposób, bo cholera wie czy nie ma tam jakichś sterczących prętów, na które nadzieję się jak szaszłyk, ale było już za późno na odwrót. Ciężko rąbnąłem klatką piersiową i brzuchem na kawałki betonu, kamienia i innego syfu, aż uszło ze mnie chyba całe powietrze, a w płucach nieprzyjemnie zapiekło. Obite (miałem nadzieję, że tylko obite) żebra pulsowały bólem, ale nie to było najważniejsze. Najważniejsze w tej chwili było to, że udało mi się zabezpieczyć źródło iskier przykrywając je niepalnym materiałem.
Głośno i chciwie zaczerpnąłem pierwszy haust powietrza po upadku, na chwilę przed tym jak usłyszałem głos Ricka. Czyli udało im się. NAM się udało.
- ...tak - odpowiedziałem, ale stanowczo za słabo, żeby ktokolwiek usłyszał. Kolejny oddech i zacząłem gramolić się z gruzów, żeby ponownie stanąć na nogach i ocenić swój stan.
- Tak! - zawołałem już głośniej tylko trochę zanosząc się przy okazji kaszlem przez kurz i pył, które dostały mi się do gardła. Oprócz tego chyba nie było źle. Nic mnie nie przebiło w każdym razie. Byłem poobijany, owszem, a kiedy schyliłem się po swoją skrzynkę z narzędziami uderzone wcześniej żebra zaprotestowały silnym bólem, ale to w sumie nic takiego. Syknąłem tylko cicho i już zdecydowanie łagodniejszym ruchem się wyprostowałem ze swoimi rzeczami w ręce.
Rozglądnąłem się jeszcze raz wokół mając nadzieję, że nie czekają nas już żadne inne, niebezpieczne niespodzianki. Generator wyłączony, elektryka odcięta... Instalacja gazowa była w porządku... a pozostałe ściany wyglądały całkiem stabilnie. Powinny wytrzymać, a zakład nie wybuchnąć w najbliższym czasie. Odetchnąłem i ruszyłem z powrotem do chłopaków. Kiedy przeskakiwałem przez kałużę wody znów zapomniałem o obitych żebrach, czego błyskawicznie pożałowałem. Stęknąłem cicho lądując piętami butów w wodzie. Na szczęście nie była już pod napięciem.
- Widzieliście gdzieś zawór wodny? - zapytałem jeszcze spoglądając to na wujaszka, to Ricka. W sumie to wodę też przydałoby się odciąć.
Kiedy wyszliśmy i odetchnąłem mroźnym powietrzem poczułem ulgę. Niebo powoli się różowiło na wschodzie, wioska wciąż wyglądała jak pobojowisko i czuć było w powietrzu dojmujący strach i smutek jej mieszkańców, ale... powoli nad całym tym miejscem panowanie zaczynały przejmować: cisza, spokój i zmęczenie. Najgorsze mieliśmy za sobą. Przynajmniej na tą chwilę.
Spojrzałem na samochód, a później w dół na swoje ubranie całe w pyle. Kiedy zacząłem się otrzepywać, zauważyłem nowe rozdarcie na kolanie spodni. Ech.
- Jeszcze coś? Są inne budynki, które oberwały? - zwróciłem się do wujka, bo był zdecydowanie najlepiej obeznany w sytuacji miasteczka niż ja czy Rick. - Robimy obchód?
Trzeba było zdziałać jak najwięcej póki tu byliśmy, zresztą... jakoś nie chciałem póki co myśleć o prowadzeniu ciężarówki z powrotem. Dokuczały mi te żebra. Na szczęście w Kurniku ktoś na pewno mi z nimi pomoże.


Make love music
Not war.
Louis Bott
Zawód : Drugi Kogut Kurnika, dorywczo może coś naprawić
Wiek : 22
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Look up at the night sky
We are part of this universe,
we are in this universe,
but more important than both of those facts is that
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Mugol
universe is in us
Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t1671-louis-bott https://www.morsmordre.net/t1846-niemugolska-poczta-lou#24237 https://www.morsmordre.net/t1672-louis-bott#17379 https://www.morsmordre.net/f223-dolina-godryka-kurnik https://www.morsmordre.net/t5152-louis-bott
Re: Wieś Farleigh Hungerford [odnośnik]02.11.21 16:09
Zdawało się jakby czas stanął w miejscu, albo przyspieszył gwałtownie? Było równocześnie głośno i cicho, a serce dygotało mu jak szalone, gdy do mózgu dochodziła w końcu świadomość, że wybuch może ich zwyczajnie zabić. Nie jego, ich. Wstrzymywał więc oddech, gdy Richard sunął przez powietrze, aby zbliżyć się do generatora. Z początku mógł bać się reakcji mężczyzny, nie każdy reagował dobrze na magię, Louis nie za bardzo za nią przepadał, co z resztą było zrozumiałe... Pan Moore radził sobie jednak doskonale, chociaż Stevie w duszy podejrzewał, że ta sytuacja dla każdego z nich była stresująca. Musiał jednak skupić całą swoją uwagę na czarach, aby przypadkiem magia nie zerwała się, a mężczyzna nie wpadł do wody, przez którą przechodził prąd. To mogłoby skończyć się tragicznie, więc tak nie mogło się stać! Pod żadnym pozorem.
Trwało to krótką chwilę, a może całą wieczność, gdy z jego ust wydobyło się przekleństwo, a numerolog aż spiął mięśnie, wzrok szybko odwracając na Louisa, aby upewnić się jak radzi sobie najmłodszy z nich wszystkich. Rzucenie się na kupę gruzu było niebezpieczne i absolutnie głupie, ale prawdopodobnie w tym momencie Stevie zrobiłby dokładnie to samo. Eksplozja i pożar, które zbliżały się do nich z kolejną sekundą, doprowadzały do działania pod ekstremalną presją. Numerolog nie tracił czujności, obserwował otoczenie, szukał w nim czegokolwiek co będzie pomocne, gdy nagle coś szarpnęło i Richard rozpoczął sus w jego stronę. Ściągnął go magią do siebie. Czyżby?
Udało się? — spytał, a w sercu poczuł jedynie ulgę. Kiwając jeszcze głową, na to, że wszystko w istocie jest w porządku, odetchnął. Cichy głos Louisa, gdzieś z boku nie pozostawiał wątpliwości, wyszli z tego cało. Widać było, że jest w bólu, ale mógł się ruszać. Alexander na pewno mu pomoże, obok będzie Lecznica i wszystko będzie w porządku... Wszystko będzie dobrze.
Jest przy wyjściu... Zbierajmy się stąd — mówił spokojnie, gdy wychodzili w stronę powietrza. Te było wyjątkowo zimne, ale po adrenalinie, którą wręcz kipieli jeszcze przed chwilą, wydawało się zbawiennie orzeźwiające. Stevie przymknął na krótki moment oczy. Dym opadał, po walce nastała tylko cisza. Wtargnięcie na ten teren kosztowało zbyt wiele, musieli znacznie lepiej się zabezpieczyć. Somerset wciąż było zagrożone, jak widać. — Już to zrobiliśmy, zanim przyjechaliście — spojrzał na Louisa. — Ta część miasta oberwała czymś podobnym do bomby, ale zakład wyglądał najgorzej — pozostałe kamienice stały niewzruszone, zwłaszcza teraz, gdy temu miejscu nie groził już wybuch uszkodzonej instalacji elektrycznej. Wszystko było dobrze. Stevie podszedł jeszcze do zaworu, a potem zakręcił go, upewniając się, że woda została odcięta.
Odjazd z tego miejsca miał być oddechem, upewnieniem się, że reszcie Somerset nic nie grozi, że Dolina jest bezpieczna, że jego córka jest bezpieczna w Dolinie. Przez chwilę Beckett obserwował samochód. Widział już przecież je nie jeden, nie dwa razy. — Zabierzecie mnie tym? — wskazał nagle, chowając różdżkę w kieszeń. — Zawsze chciałem się takim przejechać... — i dopiero wtedy roześmiał się cicho, czując, jak ulatują z niego wszystkie zebrane wcześniej emocje. Ryzyko, które nie było walką z wrogiem, a walką z efektami jego poczynań. — To była dobra robota — spojrzał na obydwu mężczyzn, gdyby nie oni, kto wie, co stałoby się z tą okolicą, kto wie, jak szerokie pole miałby wybuch zakładu produkcji szkła?


Am I going crazy? Would I even know? Am I right back where I started forty years ago?
Wanna guess the ending? If it ever does... I swear to God that all I've ever wanted was
A little bit of everything, all of the time, a bit of everything, all of the time
Apathy's a tragedy, and boredom is a crime. I'm finished playing, and I'm staying inside.
Stevie Beckett
Zawód : twórca świstoklików, wynalazca
Wiek : 57
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Wdowiec
The blues ain't nothing but a good man feelin' bad.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9282-stevie-beckett https://www.morsmordre.net/t9293-einstein https://www.morsmordre.net/t9292-wujek-stevie#282938 https://www.morsmordre.net/f318-dolina-godryka-warsztat https://www.morsmordre.net/t9294-skrytka-bankowa-nr-2137 https://www.morsmordre.net/t9295-stevie-beckett
Re: Wieś Farleigh Hungerford [odnośnik]05.11.21 9:05
Jego serce biło zbyt szybko – starał się najlepiej jak mógł, aby zachować spokój, bo to nie był pierwszy raz, kiedy lądował w niebezpiecznej sytuacji. Teraz jednak wiedział, że tu nie chodziło tylko o niego, ale też o los ludzi w okolicy. Ludzi, którzy nic nie zawinili i mieli jedynie pecha, który sprawił, że mieszkali w okolicy. Chodziło też o życie pana Becketta. O życie Louisa. O życie Precla, którego zabrał ze sobą, plując sobie teraz w brodę, chociaż pies spokojnie oczekiwał przy aucie, uważnie patrząc w przestrzeń i od czasu do czasu poruszając nozdrzami, jakby w niepokoju próbując dostrzec, czy powrócą do niego jego ludzie, czy zostanie tutaj sam.
Odetchnął kiedy się udało i spojrzenie skierował w stronę Louisa – przez chwilę zamarł, widząc, jak ten krzywi się z bólu, podchodząc do niego ostrożnie i zarzucając jego rękę na swoje ramię. Nie mógł powstrzymać się, aby wolną dłonią nie sięgnąć aby roztrzepać mu włosy. Znowu, tak jakby czuł, że przyda mu się odrobinę tego braterskiego przekomarzania.
- Dobra robota, młody. – Uśmiechnął się, zgarniając ze sobą narzędzia po drodze, wręczając Louisowi jego własne, aby nie musiał się po nie schylać. Na pewno było to o wiele łatwiejsze i sam wiedział, że nie było mowy o tym, żeby teraz nagle miał prowadzić w drodze powrotnej. – Dobra, młody, słuchaj uważnie – masz teraz zająć się głaskaniem Precla. Będzie o wiele spokojniejszy jak będzie na twoich kolanach, bo jak jedzenie na moich to się strasznie rozprasza i próbuje wtykać swój nos wszędzie, zwłaszcza pod łokieć kierowcy. – Chciał podejść do tego w bardziej humorystyczny sposób, nie robiąc z młodszego kolegi kaleki. Dopiero kiedy wpakował go na siedzenie, odbierając od niego narzędzia i je chowając do bagażnika. Pozwolił jeszcze Steviemu wsiąść do środka, zanim nie usiadł na miejscu kierowcy, uśmiechając się, kiedy Precel od razu wpakował się na kolana Botta, połową ciała próbując uwiesić się na Beckettcie.
- Każdego z was odwieźć do domów? – Wiedział, gdzie mieszkają, pytanie może i było nieco naiwne, ale w tym momencie…nie chciał zakładać, czy powinni pojechać tam gdzie miał ich odwieźć. Może potrzebowali gdzieś indziej? Odpalił auto, ruszając w drogę i pozostawiając za nimi miasteczko. – Bez pana, panie Beckett, by się nie udało.
Widział, że miał rację. Starał się zrobić, co mógł, ale oczywiście, gdyby nie magia, byłoby z nimi o wiele gorzej.
- Jak pan chce…myślę, że z Louisem możemy nauczyć pana, jak się jeździ taką maszyną. Nie jest to trudne. – Chyba w jakiś sposób rozumiał chęć Steviego w prowadzeniu auta. Było to…naturalne. Poznać to, co nie było poznane do tej pory.
Najpierw odwiózł Louisa, rzucając przepraszające spojrzenie Beckettowi, ale ich towarzysz zdecydowanie potrzebował natychmiastowej opieki. Dopiero potem odwiózł Steviego, tłumacząc mu jeszcze parę istotnych informacji odnośnie samochodów, by na końcu oddać samochód i wrócić do domu, zaspanego Precla niosąc w jednej ręce.

ztx3
Richard Moore
Zawód : Budowlaniec, złota rączka
Wiek : 36
Czystość krwi : Charłak
Stan cywilny : Kawaler
There are no happy endings.
Endings are the saddest part,
So just give me a happy middle
And a very happy start.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Charłak

Niemagiczni
Niemagiczni
https://www.morsmordre.net/t10538-richard-moore https://www.morsmordre.net/t10644-listy-do-rysia#322337 https://www.morsmordre.net/t10651-rysiu#322691 https://www.morsmordre.net/f400-somerset-dolina-godryka-pustulka https://www.morsmordre.net/t10649-szuflada-r-m#322600 https://www.morsmordre.net/t11074-richard-moore#340919
Re: Wieś Farleigh Hungerford [odnośnik]20.06.22 23:43
| 10 kwietnia?

Połyskujące słabo wody rzeki Frome rozlewały się pod nim szeroko; po ostatnich ulewnych deszczach wezbrane do niebezpiecznego poziomu, odbijały mgliste światło księżyca, uchwycone nie tylko w drobnych zmarszczkach na czarnej powierzchni, ale też w mlecznobiałej, snującej się wzdłuż brzegów mgle, która – miejscami wylewając się z krętego koryta – leniwie wspinała się po wyrastających z ziemi, starych murach, otaczających zamkowe, nadgryzione zębem czasu ruiny. To tam właśnie się skierował; wyczuwając podskórnie, że była to jedna z tych nocy, w trakcie których nie byłby w stanie zmrużyć oka, nie spieszył się jeszcze do Irlandii, zamiast tego decydując się na długi, nocny lot pomiędzy stadionem Jastrzębi a Somerset – z jakiegoś powodu po raz kolejny lądując na porośniętym mokrą trawą dziedzińcu, tuż obok okrągłej, wyszczerbionej z jednej strony wieży.
Gdyby ktoś zapytał go, co takiego ciągnęło go do zapomnianego zamku, nie potrafiłby jednoznacznie odpowiedzieć. Nigdy nie był miłośnikiem historii – z prowadzonych przez profesora Binnsa lekcji zapamiętał jedynie to, że wschodnie okna dusznej sali wychodziły prosto na boisko do Quidditcha – a wędrujące pośród bastionów i wieżyczek duchy wywoływały u niego nieokreślony niepokój, ale jednocześnie: było coś kojącego w tej nieprzeniknionej ciszy, w zatrzymanej w czasie niezmienności. W trakcie nocy takich, jak ta – bezsennych, gdy zmęczenie za nic w świecie nie chciało wkraść się pod jego powieki, a myśli galopowały jak szalone – to właśnie tutaj najłatwiej było mu się wyciszyć. Być może chodziło o szum niedalekiej rzeki; o kojący szmer, nieodzownie kojarzący mu się z rodzinnym domem – a może pośród starych zabudowań kryła się najprawdziwsza w świecie magia, stara i na przestrzeni lat zupełnie zagubiona.
Dzisiaj też ją czuł; gdy przerzucał przez ramię ukochaną miotłę i ruszał w stronę prowadzących na mury schodów, miał wrażenie, że świeże wspomnienia z ostatniego treningu się rozmywają, pozostawiając po sobie wyłącznie milczenie – i klarowność myśli, rozjaśnionych dodatkowo wgryzającym się za kołnierz chłodem. Wdychając głęboko nocne powietrze, pozwolił sobie na rozluźnienie – i być może dlatego nie zauważył w porę drobnej sylwetki, która – niczym cień – przysiadła na dolnych stopniach, przez kilka dobrych sekund kompletnie nieruchoma. Dostrzegł ją za późno, oddalony zaledwie o parę metrów, gdy ukrycie własnej obecności było już niemożliwe – bo jaśniejąca w ciemnościach twarz otoczona ciemnymi włosami zdążyła już zwrócić się w jego kierunku, wyraźnie zaalarmowana.
Zatrzymał się od razu, odruchowo unosząc w górę dłonie, w geście bezgłośnie mówiącym: nie mam złych zamiarów, mając nadzieję, że jego twarz – do niedawna widniejąca na drukowanych przez Ministerstwo Magii plakatach – nie opowiadała zupełnie odmiennej historii. Rozpoznał ją – dziewczynę z burzą loków i oczami tak ciemnymi, że wydawały się prawie czarne – bo choć nigdy nie zamienili nawet jednego słowa, to jej sylwetka czasami migała mu pomiędzy ziejącymi w murach wyrwami, tak nierealna, jak nierealne były zamieszkujące to miejsce duchy. Na ogół schodził jej z drogi, wybierając punkty bardziej odosobnione, przeczuwając, że również szukała tu samotności – ale tym razem pozwolił sobie na nieostrożność. – P-p-przepraszam – odezwał się cicho, niemal szeptem – chociaż panujący wokół nich bezruch sprawiał, że nawet te ledwie słyszalne dźwięki zabrzmiały zbyt głośno. – Nie chciałem cię przestraszyć – dodał, przekrzywiając głowę i starając się ocenić, czy rzeczywiście wyglądała na przestraszoną. Teraz, z bliska, wydała mu się znacznie młodsza niż wcześniej – ale równie dobrze mogło być to złudzenie, gra słabego, rzucanego przez księżyc światła.




bo to była życia nieśmiałość,
a odwaga – gdy śmiercią niosło;
umrzeć przyjdzie, gdy się kochało
wielkie sprawy głupią miłością

William Moore
Zawód : lotnik w oddziale łączności, szkoleniowiec
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył
OPCM : 25 +5
UROKI : 12
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 22
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5432-william-moore https://www.morsmordre.net/t5459-bursztyn https://www.morsmordre.net/t5433-b-b-b-billy https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t5461-skrytka-bankowa-nr-1345 https://www.morsmordre.net/t5460-billy-moore
Re: Wieś Farleigh Hungerford [odnośnik]25.06.22 22:39
Towarzystwo duchów, nie było czymś, czego dotąd szukała chętnie. W przeciwieństwie do swej babci oraz matki nigdy nie szukała mądrości w słowach czarodziejów, którzy pożegnali się ze światem żywych. Z czystej ostrożności stroniła od tych, których coś trzymało na tym padole, nie dając im odpocząć nawet po śmierci. Widziała parokrotnie, jak przyzywało się takowe dusze, jeden raz samej to robiąc i nigdy więcej nie próbując. Martwi byli nieprzewidywalni i groźni, budzili w niej strach jakiego, o dziwo, żywi nie potrafili w takim stopniu. A mimo to od pewnego czasu pojawiała się w pobliżu ruin zamku, zafascynowana ich pozornym spokojem w środku nocy. Wcześniej przysiadała na murach pod postacią sroki, lecz od kilku dni rezygnowała z tej wygody i anonimowości. Dziś było tak samo, kiedy wystarczająco późno, aby wszyscy w domu już spali, wymknęła się nie niepokojąc nikogo. Początek miesiąca był trudny, wzmagał okropną chęć, aby wyrwać się z tego, chociaż nie widziała żadnej sensownej alternatywy. Chciała zobojętnieć, odwracać głowę z równym brakiem zainteresowania jak jeszcze potrafiła w listopadzie. Wtenczas kierowana wpojoną nieufnością i samowystarczalnością, która teraz uciekła jej przez palce. Przymykając oczy, wsłuchiwała się w dźwięki otoczenia, stawiając ostrożnie kroki w mroku. Było zaskakująco cicho, a przynajmniej na początku. Zadarła głowę do góry, kiedy gdzieś dalej usłyszała już zawodzenie jednego z duchów. Przewróciła oczami, czując, jak tętno jej przyspiesza. Ciało reagowało tak, jak zawsze, adrenalina zachęcała do ucieczki, lecz uparcie pozostawała tutaj. Schowała dłonie w rękawach za dużej kurtki, którą miała na sobie. Nie należała do niej, a do Jamesa, ale to nie sprawiało, że chociaż na chwilę zawahała się, czy ją pożyczyć. Dzisiejszy wieczór był chłodny, zimniejszy niż wskazywał na to dzień.
Przysiadła na jednym z wyszczerbionych schodków prowadzących wyżej, bezpośrednio na mury. Kuląc nieco ramiona, ukryła szyję za kołnierzem kurtki, nie chcąc, aby chłodne powietrze wkradało się niżej. Od pewnego czasu natrafiała tu na kogoś, mężczyznę, którego twarz widywała w Londynie na listach gończych. Dziś jednak wydawało się, że spędzi te godziny sama, otoczona tylko martwymi. Chociaż czy i On nie był już teraz jednym z nich? W stolicy szeptano, że zginął wraz z innymi. Nie ruszyło jej to mocniej, chociaż poczuła odrobinę smutku. Ale może sam był sobie winny.
Wyrwana z zamyślenia, odwróciła głowę w kierunku dźwięku i stawianych nieostrożnie kroków, które nagle umilkły. Ciemne tęczówki zawisły na męskiej sylwetce, przechyliła lekko głowę. Żył? Musiał najwyraźniej. Był zbyt głośny na błąkającą się duszę. Obserwowała, jak uniósł dłonie i w słowach poparł, że nie zamierzał jej skrzywdzić. Podniosła się z miejsca, robiąc krok w tył, na schodek wyżej i kolejny.
- Wiem.- odparła spokojnie. Miał ku temu wiele okazji, a jednak nigdy nie zbliżył się na tyle.- Nic się nie stało.- dodała, by zapewnić go, że nie była zła za to i przyjmowała przeprosiny. Odwróciła się powoli, by odejść kawałek, wspiąć się na samą górę po schodach.
- Jesteś William Moore, prawda? – spytała cicho, chcąc się upewnić, że to faktycznie on. Ten z plakatów i ten, który z oddali towarzyszył jej nocami. Gdzieś z tyłu głowy żyła myśl, że może nie powinna pytać. Skoro te kilka razy omijali się szerokim łukiem, może pytania nie były na miejscu. Zerknęła ku krawędzi murów i przepaści, jaka była zaraz obok. Nie była to najlepsza droga ucieczki w obecnym stanie oraz kiedy animagia potrafiła ją zawodzić.- Dlaczego tutaj przychodzisz? – zaryzykowała raz jeszcze. Nie wiedziała, czy czegoś się dowie, czy odpowie jej, ale może podpowie, czego naprawdę sama szukała w tym miejscu. Przecież to ruiny, jakich wiele w Anglii.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Zawód : Tancerka, sroka łasa na wszystko
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
To, czego chcesz, przychodzi do ciebie zawsze inaczej; wcześniej, później, w niedoborze, w nadmiarze.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Wieś Farleigh Hungerford - Page 3 89145bba4c57f02203074fc256742436
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe
Re: Wieś Farleigh Hungerford [odnośnik]25.06.22 23:04
The member 'Eve Doe' has done the following action : Rzut kością


'Zdarzenia' :
Wieś Farleigh Hungerford - Page 3 DkueKwD
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wieś Farleigh Hungerford - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Wieś Farleigh Hungerford [odnośnik]10.07.22 16:24
Nie opuścił dłoni, gdy cofnęła się do tyłu, wspinając się po kolejnych schodkach, (błędnie?) biorąc ten gest za wyraz lęku – chociaż w jej głosie, spokojnym i opanowanym, wcale nie słyszał strachu. Wciąż; była młodą dziewczyną, a on – do niedawna poszukiwanym przestępcą, niebezpiecznym członkiem Zakonu Feniksa. Jeśli chciała odejść, nie miał zamiaru jej zatrzymywać, nawet jeśli planowała powiadomić najbliższy posterunek magicznej policji. Miał ze sobą miotłę, mógł odlecieć, zanim nadejdzie patrol – i w przyszłości zwyczajnie unikać tego miejsca.
Nic się nie stało?
Opuścił ramiona powoli, kiedy odwróciła się na moment, dalej wspinając się na mury; zrobił krok do tyłu, sądząc, że nieznajoma rzeczywiście postanowiła się ewakuować – ale nim zdążyłby ruszyć w stronę, z której przyszedł, unieruchomiło go jego własne imię i nazwisko. Wypowiedziane tak po prostu, bez czającej się między głoskami groźby. Zadarł głowę do góry, szukając w półmroku twarzy dziewczyny, starając się (bezskutecznie) odczytać jej myśli i zastanawiając się, czy powinien odpowiedzieć. Przytakując mógł ściągnąć sobie na głowę kłopoty, ale z drugiej strony – ryzyko wydawało się niewielkie, a pytanie brzmiało, jakby należało do tych, które zadawało się tylko dlatego, że już znało się odpowiedź. – Tak – odezwał się spokojnie, przesuwając się nieco dalej, nie tyle bliżej schodów, co przylegającej do nich ściany; muru, o który się opierały. – Chociaż p-p-przyjaciele mówią na mnie Billy – sprostował. Przekrzywił głowę, znów próbując w rysach twarzy nieznajomej dostrzec cokolwiek, co podpowiedziałoby mu, czego powinien się spodziewać. Nie czuł strachu; nie upatrywał w niej żadnego zagrożenia, wprost przeciwnie – gdy wyparowało już pierwsze zaskoczenie, zaczął się zastanawiać, dlaczego ktoś pozwalał jej na samotne włóczenie się nocą po ruinach, podczas gdy kraj pozostawał w stanie wojny, a podobne miejsca często stawały się kryjówkami szmalcowników i innych oprychów, których nieistniejąca przyzwoitość nie powstrzymałaby przed paskudnym wykorzystaniem sytuacji. Nie miała ojca, brata? Męża? – A ty jesteś?.. – zagadnął, domyślając się, że nie poda mu nazwiska, ale i tak decydując się zapytać.
Kolejne pytanie zbiło go z tropu, nie tyle ze względu na ciekawość, którą podszyte były sylaby – a użyty czas teraźniejszy; przychodzisz, nie przyszedłeś – a więc nie tylko on zauważył ją już wcześniej. – W-w-widziałaś mnie tu już – bardziej stwierdził niż zapytał, milknąc jednak na moment, jakby spodziewał się usłyszeć potwierdzenie. Zmarszczył brwi, ściągając wreszcie z ramienia miotłę i ostrożnie opierając ją o mur. Skoro rozpoznała go już kiedyś, a mimo to tej nocy nie natknął się na komitet powitalny złożony z ludzi Malfoya, to prawdopodobnie stojąca na murze dziewczyna nie była specjalnie skora do kontaktów z przedstawicielami władzy – nawet wtedy, gdy za jego głowę wyznaczona była spora nagroda. – Nie wiem – odpowiedział szczerze, czując, jak powraca do niego wypełniający zamkowe ruiny spokój; oderwał spojrzenie od nieznajomej, zawieszając je najpierw na zasnutym chmurami niebie, a później na jednej z wieżyczek; miał wrażenie, że w wąskich oknach dostrzega błękitnawą poświatę snującego się zapadniętymi korytarzami ducha. – Nie mogę spać, czasami. A wiadomo, że lepiej nie śpi się w t-t-towarzystwie – dodał z namysłem, trochę żartobliwie, pozwalając sobie na lekki uśmiech; nie precyzując, czy miał na myśli zbłąkanych, uwięzionych pomiędzy światami mieszkańców, czy może żywych. Ją. Chociaż wcześniej o tym nie pomyślał, być może w tej bezsennej komitywie naprawdę było coś podnoszącego na… duchu. – A ty? Co tutaj robisz?Całkiem sama, chciał dodać, w ostatniej chwili gryząc się w język; nie chciał, żeby zabrzmiało to nieodpowiednio, poza tym – to chyba nie była jego sprawa.




bo to była życia nieśmiałość,
a odwaga – gdy śmiercią niosło;
umrzeć przyjdzie, gdy się kochało
wielkie sprawy głupią miłością

William Moore
Zawód : lotnik w oddziale łączności, szkoleniowiec
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył
OPCM : 25 +5
UROKI : 12
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 22
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5432-william-moore https://www.morsmordre.net/t5459-bursztyn https://www.morsmordre.net/t5433-b-b-b-billy https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t5461-skrytka-bankowa-nr-1345 https://www.morsmordre.net/t5460-billy-moore
Re: Wieś Farleigh Hungerford [odnośnik]17.07.22 23:44
Miała go w zasięgu wzroku przez cały czas, nawet kiedy pozornie zwracała większą uwagę na otoczenie. Spojrzenie ciemnych tęczówek osiadało na męskiej sylwetki skrytej w półmroku murów, prześlizgiwało się leniwie, zanim powracało do przeszkód w postaci schodków i nierównych ścieżek wśród ruin. Kącik jej ust drgnął, kiedy mężczyzna zareagował na swoje imię i nazwisko, potwierdzając tym samym, kim był. Nie musiał już nic mówić, przytakiwać lub próbować zaprzeczyć, bo zyskała pewność, jeszcze większą niż dotąd. Więc naprawdę był jednym z członków Zakonu i o dziwo wydawał się normalniejszy niż Tonks. Był wyjątkiem w tym byciu zwyczajnym czy to ci, którzy straszyli jej bliskich byli wykolejeni? Ciekawiło ją to, ale nie była gotowa ubierać swych wątpliwości w słowa. Obejrzała się na niego przez ramię, słysząc, jak zwracali się do mężczyzny, przyjaciele. Nie była jedną z nich, wątpiła więc, aby mogła sobie pozwolić na podobne zdrobnienie i spoufalanie. Milczała chwilę, opierając się ramieniem o solidną część muru i patrząc ku swemu rozmówcy. Wiele pytań cisnęło się jej na język, ale powstrzymywała się. Dotąd mijali się, przemykali gdzieś w pobliżu, lecz dopiero dziś zamienili parę słów. Nie czyniło to z nich nawet znajomych, by zasypywać drugą stronę pytaniami. Wystarczyło, że zdała te dwa dotychczasowe.
Przechyliła głowę, kiedy za to On, spytał o nią. W innych okolicznościach skłamałaby, wyłgała się bez zająknięcia i mrugnięcia. Teraz jednak zastanowiła się, zanim zareagowała. Może należała mu się prawda? Skoro ona miała tę przewagę wiedząc dobrze kim był, a przynajmniej więcej niż on.
- Eveline, ale wszyscy mówią na mnie Eve.- odparła po chwili zawahania.- Eve Doe.- dodała, zastanawiając się, czy tym nie ściągnie na siebie problemów. Nie miała pojęcia, gdzie pałętają się Thomas czy James i czy nie dali się już poznać mu. Nie chciała zostać szufladkowana tylko dlatego, że łączy ich nazwisko. Wystarczyło, że często pomiatano nią przez samą urodę odbiegającą od tej przeciętnej, typowej dla Angielki. Romskie pochodzenie wcale nie pomagało, gdy ktokolwiek orientował się w tym.
Pokiwała powoli głową, gdy stwierdził coś, co było oczywiste.
- Nieraz, ale nie chciałam podchodzić.- wyjaśniła. Nie miała powodów, a on również nie zdawał się chętny, by wdawać się w nocne pogadanki. Przynajmniej do dzisiejszego dnia.- Wiem, że ludzie cenią sobie samotność, a zwłaszcza w takiej okolicy.- dopowiedziała, gestem lekko wskazując na otoczenie. Ruiny w środku nocy to nie było miejsce, które odwiedzały osoby będące duszą towarzystwa.
Uśmiechnęła się lekko, nieco pogodniej niż w ostatnich dniach. Podeszła bliżej swojego rozmówcy, nabierając do niego odrobinę zaufania. Tylko tyle, by starczyło na tę noc, a jutro mogła o tym zapomnieć.- Ponoć.- odparła z podobnym rozbawieniem.- Ale szukanie towarzystwa martwych to dziwny sposób na bezsenność.- prychnęła nieco żartobliwie.
Spoważniała, dopiero gdy usłyszała to samo pytanie w swoim kierunku.
- Uciekam i chyba szukam odpowiedzi, ale nadal nie odważyłam się, by o nie zapytać.- wyjaśniła, zerkając w bok, kiedy zauważyła parę półprzeźroczystych sylwetek niedaleko.- Kobiety z mojej rodziny zwykły szukać odpowiedzi wśród duchów, ale sama nigdy tego nie zrobiłam. Nie ufam żywym, więc czemu miałabym martwym, których coś tu trzyma? – spytała, lecz wcale nie spodziewała się uzyskać od niego odpowiedzi. Nie mógł takowych znać.



bałam się pogryzienia przez chorą na wściekliznę rzeczywistość, strzaskania iluzji, romantyzmu utopionego w ostatnich knutach
Eve Doe
Zawód : Tancerka, sroka łasa na wszystko
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Zamężna
To, czego chcesz, przychodzi do ciebie zawsze inaczej; wcześniej, później, w niedoborze, w nadmiarze.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Wieś Farleigh Hungerford - Page 3 89145bba4c57f02203074fc256742436
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9651-eve-doe https://www.morsmordre.net/t9728-raven https://www.morsmordre.net/t9727-magpie https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t10225-skrytka-bankowa-nr-2211#311456 https://www.morsmordre.net/t9729-e-doe

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Wieś Farleigh Hungerford
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach