Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Przedsionek
AutorWiadomość
Przedsionek [odnośnik]06.06.21 22:53

Przedsionek

Po wejściu do mieszkania Elviry w pierwszej kolejności uderza łagodna woń lawendy, starego pergaminu i tytoniu. Po jednej stronie wąskiego korytarzyka mieści się okno wychodzące na wewnętrzny dziedziniec kamienicy, po drugiej natomiast prostokątne lustro i wieszaki na płaszcze; czarne, brązowe i białe, zawieszone w równym rzędzie i stanowiące jedyną ozdobę przedsionka.

[bylobrzydkobedzieladnie]


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 9 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 28 +2
TRANSMUTACJA : 15 +3
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Przedsionek [odnośnik]17.06.21 16:14
24.10

Wybierając prezent urodzinowy dla Wren nie zastanawiała się zbytnio nad tym, w jaki sposób dziewczyna odbierze ten gest. Kierowała się specyficznym pragmatyzmem, przemierzając Ulicę Pokątną, w poszukiwaniu sklepu, w którym mogłaby znaleźć coś równocześnie wyjątkowego, dającego znać, że nie jest to jedynie pusta formalność, a przy tym nie wykraczającego poza granice intymności, których naruszenie mogłoby przynieść więcej szkody jak pożytku. Nie zamierzała kupować Chang bielizny, choć podczas wizyty w butiku widziała niejedną podwiązkę i pończochy, które chętnie zobaczyłaby na jej smukłych, białych nogach. Nie wiedziała, w jaki sposób jej Azjatycka kultura odnosiła się do tego typu darów, nie wiedziała nawet, co dziewczyna preferuje, bo widziała ją bez wierzchniej warstwy odzieży zdecydowanie rzadziej niż by preferowała. Kontemplowała też zawartość półek aptecznych, w poszukiwaniu specyfiku, który przypadłby Wren do gustu - każdy zdawał się jednak mdląco typowy, niezaskakujący i każdy dałoby się zorganizować na własną rękę przy pomocy wprawnego alchemika. Choćby i chciała, nie mogła też załatwić przyjaciółce najdroższych ingrediencji i biżuterii ze złota, ponieważ nie miała na to wystarczająco dużo pieniędzy. Kto zresztą chciałby dostać na urodziny naszyjnik? Same pustogłowe damy, dla których bardziej niż rozwaga i potęga liczyło się świecenie na salonach - pomyślała Elvira, tarmosząc między palcami ametystowy wisior, który dawno temu dostała od matki.
Worek ze skóry wsiąkiewki wydawał się w porządku. Nieprzesadzony w żadną ze stron, nie mógł ściągnąć na nią gniewu ani dziewczyńskiego focha. Był przydany, zapewniał prywatność i bezpieczeństwo. Na ulicach grasowało wielu złodziei, zwłaszcza teraz, gdy tak wiele zakał społeczeństwa musiało ukrywać się przed sprawiedliwością i trzymać ciemnych zaułków. A praca Wren była ryzykowna, często wybierała się w podróże, podczas których powinna mieć wszystko co ważne przy sobie. Czy tyle wystarczy?
Zastanawiała się nad tym, gdy zapisywała gładki, pachnący pergamin, żeby przypiąć go do nóżki Kim wraz z paczką z prezentem. Choć wydała sporo pieniędzy, wciąż czuła, że zaoferowała zbyt mało, aby naprawdę pokazać przywiązanie. Nie rozumiała do końca, w jaki sposób przeciętny człowiek okazywał uczucie. Czy powinna ją odwiedzić? Przywieźć tort? Nie, to wszystko byłoby mdłe i bez znaczenia. Obłudne. Na pokaz.
Przygryzła miękką część pióra, wygładzając palcami pergamin. Po chwili namysłu dodała jeszcze jeden akapit. Teraz było akceptowalne. Teraz mogła to wysłać.
Otworzyła okno i z dziwnym uczuciem w przełyku wypuściła Kim w lot.

/zt

wysyłam do Wren woreczek ze skóry wsiąkiewki


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 9 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 28 +2
TRANSMUTACJA : 15 +3
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Przedsionek [odnośnik]05.07.21 20:55
02.11

Miała wrażenie, że od momentu, w którym rozpoczęła skomplikowany proces hodowania przedramienia na eliksirze stworzonym przez Frances, minęły lata. Może nawet wieki. Każdy kolejny tydzień znoszenia niewygodnej, metalicznej protezy dłużył się Elvirze niczym największe upokorzenie i wbrew temu, co twierdziła w towarzystwie swoich najwierniejszych - wcale się do niej nie przyzwyczaiła. Jak niby mogłaby pogodzić się z myślą, że lewa ręka już zawsze będzie odznaczać się czernią na poziomie łokcia, że nigdy nie odzyska pełnej sprawności w palcach? Wypisywała i sprawdzała, kotłowała się w bezsilnym oczekiwaniu, łagodząc niepokój szklanką po brzegi wypełnioną alkoholem. Raz za razem musiała przypominać sobie, że proces tworzenia przedramienia jest znacznie bardziej skomplikowany i mozolny niż było to w przypadku ucha - że tkanki muszą zostać wyhodowane do końca, jeżeli chciała liczyć na to, że transplantacja przyjmie się bez zarzutu, a ręka będzie spełniała swoją funkcję. Odliczała dni, wreszcie godziny, aż w końcu mogła odebrać od alchemiczki gotową kończynę, krew z jej krwi, tak samo bladą i szczupłą jak zwykła mieć dawniej. Było coś niebywale wzniosłego w spoglądaniu na własne ciało zamknięte w szczelnej szkatule wyściełanej aksamitem. Utrzymywanie w niej stale chłodnej temperatury było musem do czasu aż Cassandra znajdzie dość czasu, by przybyć do jej mieszkania i pozostać w nim do końca. A proces miał się wszak dłużyć, bo tym razem uzdrowicielka nie będzie mieć nikogo do pomocy, a połączenia należało dokonać z milimetrową dokładnością.
Elvira wiedziała, ponieważ była specjalistą w dziedzinie anatomii - wiedziała i przygotowała się, rozkładając na kanapach, fotelach i stolikach ryciny ze starych atlasów, wszelkie przeźrocza, jakie zdołała znaleźć w swoich bogatych zasobach, a które przedstawiałyby kończynę górną wedle różnych kryteriów; od kości, przez połączenia mięśniowe, naczyniowe, nerwowe i powięź.
Stresowała się, przeżywała najczarniejsze scenariusze, choć zdawała sobie sprawę z kompetencji Cassandry. Może właśnie ta pewność była tak trudna do przełknięcia? Bo jeżeli nawet Vablatsky nie zdołałaby doprowadzić tej procedury do końca lub stwierdziłaby nieprawidłowość niemożliwą do obejścia, to kto wtedy mógłby jej pomóc? Musiałaby znaleźć odpowiedź sama, a to trwałoby miesiące, jeżeli nie lata...
Tyle szczęścia, że gdy nadszedł dzień, nie musiała czekać długo - Cass była punktualna i przygotowana, nie dała się namówić na herbatę przed wyznaczonym zadaniem, czym zaskarbiła sobie przychylność Elviry. Pytanie zadała zresztą jedynie z wymuszonej grzeczności.
Do procesu wykorzystały krzesło i stolik przywleczone z kuchni, dość wysokie, by mogła oprzeć na nim przedramię po zdjęciu czarnej protezy i odplątaniu warstw bandaży z dobrze wygojonego kikuta. Na pierwszy rzut oka ciężko było wyobrazić sobie, że ta skrupulatnie przygotowana ręka wkrótce stanie się częścią jej ciała w miejscu, gdzie w tym momencie nie znajdowało się nic. Pierwszym krokiem było otwarcie starej blizny, rozkrwawienie rany, czego Cassandra dokonała w lekkim znieczuleniu - w ten sposób dopiero dało się uwidocznić przecięte przez Decollatio wiotkie struktury, w tym tętnice, żyły i nerwy. Najbardziej Elvira obawiała się o staw łokciowy, tak skomplikowany, pełen przyczepów mięśniowych i ścięgien. Obserwowała, jak starsza uzdrowicielka kilkukrotnie przymierza się do rzucenia zaklęcia, lecz za każdym razem coś okazywało się nie odpowiadać jej sokolemu wzrokowi. Procedura musiała być doskonała, przedramię dopasowane kość do kości. Kilkukrotnie powtarzane zaklęcie Transplantatio łączyło ze sobą różne struktury, a Elvira nie odrywała od tego wzroku, znieruchomiała w niemej fascynacji. Cały zabieg mógł trwać wiele godzin, a mógł piętnaście minut, ale gdy w końcu zaczęła odczuwać świadomie obecność ręki, nie powstrzymała się przed objęciem Cassandry - na krótki moment i sztywno, niezgrabnie, ale najszczerzej jak potrafiła. Nie wszystko było idealnie od razu, wspólnie omówiły proces rekonwalescencji i rehabilitacji, miało bowiem minąć kilka tygodni nim będzie w stanie w pełni panować nad odruchami, odzyska miarodajne czucie powierzchowne i głębokie. Elvirze wystarczyło jednak, że było już po wszystkim, że mogła raz na zawsze odrzucić protezę w kąt. Warto było korzystać z pomocy wprawionych wiedźm.

/zt

zużywam eliksir odtworzenia (od Frances)
[bylobrzydkobedzieladnie]


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 9 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 28 +2
TRANSMUTACJA : 15 +3
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Przedsionek [odnośnik]14.11.21 20:17
10 stycznia 1958

Od kiedy podjęła decyzję o dodatkowej nauce, Odetta wierzyła, że łatwiej będzie jej zagłębić się w świat eliksirów, jednocześnie zastanawiając się, czy powinna rzeczywiście zaufać sobie i pójść w tę dziedzinę, a co najważniejsze, czy uda się jej tym zająć. Kochała poświęcanie się temu, ale jednocześnie nie zamierzała i nie chciała zaniedbywać się zarówno pracy dla Domu Mody, oraz temu, że na obecną chwilę miała również parę pomysłów odnośnie tego, jak wyglądać miała jej przyszłość i przyszłość hrabstw, które należały do jej rodziny. Chciała głębiej zaangażować w pomoc ludziom, którzy byli jej poddanymi, ale do tego potrzebowała nie tyle środków, ale planów, bo środki zapewnić mógł nestor gdy tylko przedstawi mu plany, ale to plany musiały być takie, które możliwe były do zrealizowane i miały ręce i nogi. Może też uda jej się uzyskać poparcie Edwarda jeszcze przed tym, jak porozmawia z resztą rodziny.
Teraz jednak musiała odsunąć te zmartwienia, czy jednak nie tyle musiała, o ile po prostu chciała. Już przed nowym rokiem umówiona była na to spotkanie i ciekawa była, jak zaprezentować się miała Elvira. O ile dobrze Odetta się orientowała (a nie ukrywała, próbowała nieco więcej zainteresować się kuzynką bez większego podpytywania o niej, być może po to, aby poznać ją nieco lepiej i zrobić jej niespodziankę), była bardziej kobietą nauki niż większość z rówieśniczek i kobiet z kręgów lady Parkinson, dlatego nie do końca wiedziała, czy panna Multon nie uzna tych spotkań za stratę czasu. Odetta próbowała również zadecydować się, co mogła przynieść. Ostatecznie zadecydowała na zabranie ze sobą kawę i pomarańcze, tak aby nie przychodzić z pustymi rękoma.
Musiała przyznać, że była ciekawa, jak mieszkają ludzie tacy zwykli. No dobrze, może zwykli to nie było najlepsze określenie, ale wydawała się doprawdy zainteresowana, jak wyglądały mieszkania, które nie były szlacheckimi dworami, bo takich jeszcze nie odwiedzała. Czy mieli skrzaty? Czy jednak sami musieli robić takie rzeczy jak, o zgrozo prawdziwa, gotowanie? Czy nie mieli żadnej pokojówki?! Tego właśnie miała dowiedzieć się dzisiejszego dnia, kiedy stanęła przed drzwiami, ostrożnie stukając w nie, ciekawa, czy Elvira ma może zapowiadającego jej gości majordomusa. A może magiczną istotę?


Someone holds me safe and warm
Horses prance through a silver storm,
Figures dancing gracefully across my memory
Odetta Parkinson
Zawód : ambasadorka Domu Mody Parkinson, alchemiczka
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
It’s a game of war
death, love
And sacrifice
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9654-odetta-eimher-parkinson#293343 https://www.morsmordre.net/t9761-kitri#296220 https://www.morsmordre.net/t9760-ksiezniczka-labedzi#296219 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9839-skrytka-bankowa-nr-2212 https://www.morsmordre.net/t9759-odetta-parkinson#296218
Re: Przedsionek [odnośnik]15.11.21 20:26
Lost in skies of powdered gold
Caught in clouds of silver ropes
Showered by the empty hopes

Nie była przekonana do idei zapraszania Odetty do własnego mieszkania na ich obiecane i starannie zaplanowane zajęcia z anatomii. Do samego końca wierzyła w to, że kuzynka rozmyśli się i zrezygnuje z tej nagłej nieodpartej chęci odwiedzenia Elviry na Pokątnej i zamiast tego spotkają się w ich pałacu, w Domu Mody albo przynajmniej w Londyńskiej Bibliotece. Mieszkanie zapewniało co prawda więcej prywatności, kameralną atmosferę i komfort, ale nie chciała obnażać przed Odettą rzeczywistości swojego dalekiego od ubóstwa, ale jednak przeciętnego poziomu życia. W porównaniu do choćby siedziby Selwynów w Boreham, w której Elvira spędziła parne, bajeczne lato, kawalerka na poddaszu kamienicy nie miała sobą do zaprezentowania nic przykuwającego oko. Wąska klatka schodowa, nieco wytarte dywaniki, drżące w lampionach świece. Jedynym, czym wyróżniały się drzwi numer cztery, był wyczuwalny w ich okolicy lekki zapach lawendy.
Woń stała się intensywniejsza, gdy Elvira stanęła na progu, aby wpuścić Odettę do równie niewielkiego przedpokoju, gdzie szlachcianka mogła zostawić płaszcz i zmienić buty na miękkie domowe pantofelki, które Elvira z obojętną miną jej podsunęła.
Kilkupokojowe mieszkanie blond uzdrowicielki charakteryzowała przede wszystkim elegancka skromność i pragmatyczność. Niewielka ilość obrazów na ścianach przedstawiała albo abstrakcje albo rysy anatomiczne, ciemne regały zapełniały poukładane według wielkości książki, stolik kawowy przed kanapą był wytarty na błysk; stał na nim wazonik bez kwiatka oraz cukierniczka, filiżanki i dzbanek z herbatą, który Elvira postawiła tu specjalnie na przybycie Odetty. Zawsze dbała o porządek, była perfekcjonistką, dziś jednak przeszła samą siebie, aby choć w minimalnym stopniu osłabić zawód, jaki kuzynka odczuje zapewne odwiedzając ją w końcu w jej własnym świecie.
Blada twarz Elviry spowiła się lekkim rumieńcem, gdy wskazywała Odettcie miejsce na fotelu. Sama usiadła na kanapie, krzyżując w kolanach nogi spowite zwiewną, błękitną szatą i odrzucając na plecy strugę jasnych włosów.
Nie czuła wstydu.
Lubiła swoje mieszkanie, ponieważ należało w pełni do niej i mogła liczyć w nim na orzeźwiającą samotność.
Nie oznaczało to jednak, że nie targał nią głód luksusu. Zazdrość, tak cierpka i paląca, choć przecież obiecała sobie, że nigdy więcej nie pokaże żadnemu Parkinsonowi, że czuje gorycz.
- Cieszę się, że mogę cię ugościć, droga kuzynko - powiedziała spokojnie, nie okazując zażenowania w głosie ani nie próbując się tłumaczyć. - Zanim zaczniemy, masz chęć na coś poza herbatą?
Mieszkanie było ciche; poza nimi znajdowała się w nim tylko Kim, sowa, przysypiająca teraz na żerdzi w korytarzu wiodącym do sypialni.


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 9 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 28 +2
TRANSMUTACJA : 15 +3
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Przedsionek [odnośnik]21.11.21 12:54
Odetta jeszcze nigdy nie miała okazji, aby oglądać mieszkanie prywatne, co w jakiś sposób bawiło, kiedy w perspektywie można było pomyśleć o niej, wpadającej na wydarzenie na Nokturnie które całkiem niedawno organizowali przedstawiciele rodu Burke. Okolica wzbudziła w niej mdłości, podobnie jak w towarzyszącym jej wtedy Edwardzie, nic więc dziwnego, że ciężko było w wyobraźni lady Parkinson przedstawić to, jak wyglądać miało takie przeciętne mieszkanie. Powoli podchodząc do drzwi wzrokiem śledziła okolicę, spodziewając się, że mogłoby coś wyskoczyć, nie zapowiadało się jednak, aby była to niebezpieczna dzielnica. Pukanie do drzwi mimo to wciąż było ostrożne, a jakaś ulga zalała ją, kiedy mogła już wejść do środka i odetchnąć, że nie stoi na świeczniku.
Rozejrzała się po mieszkaniu, przez chwilę podziwiając okolicę. Wydawało się większe z zewnątrz i o wiele mniejsze, jak się wchodziło do środka, niemal jak przeciwieństwo Broadway Tower. A może to po prostu było już jej wrażenie, spowodowane tym, że przyzwyczajona była do spędzania czasu w wielkich pomieszczeniach i na otwartej przestrzeni. Dopiero wtedy przyjrzała się ostrożnie samej Elvirze, uśmiechając się kiedy delikatnie wręczała jej przyniesione ze sobą rzeczy.
- Miło cię widzieć, Elviro. Wszystko u ciebie w porządku? Przyniosłam pomarańcze, nie wiem, czy je lubisz, jak nie to zabiorę ze sobą. – Ewidentne było, że pamięć Odetty do niektórych spraw była tak problematyczna, że łatwo było jej zapomnieć o czymś, jeżeli się na czymś nie skupiała. Kobieta, która w grudniu przekazywała swoje zapasy głodującym, teraz zastanawiała się, czy ktoś w tych czasach mógł być wybrednym. – I kawę, wiem, że niektórzy wolą ją pić, zwłaszcza jak pracują do późna, więc pomyślałam, że przyniosę, bo nie wiem, ile potrwa nam dziś nauka. Nie spodziewam się, że bardzo długo, tak abym nie wróciła do domu, ale chciałam ci trochę zostawić. Może się przyda.
Słodka Odetta, jak zawsze mówiąca kolejne słowa których efektu nie chciała przewidywać. A może nie umiała. Intencje w wielu wypadkach miała szczere, ale spuszczona spod opieki rodziny często mówiła rzeczy dość obraźliwe, których nawet mówić nie chciała, ani nie miała też ich na myśli. A już na pewno nie sugerować, że panna Multon ją tutaj znudzi do momentu przysypiania. Nic dziwnego, że ojciec wolał, aby siedziała w Domu Mody gdzie musiała nawiązywać konwersacje, ale przynajmniej robiła to o ubraniach.
- Ja pozostanę jednak przy herbacie, wystarczy zwykła czarna i bez cukru. – Czekała na to, gdzie zaprowadzi ją kuzynka, uśmiechając się jeszcze kiedy delikatnie pogładziła przysypiającą na korytarzu sowę, nie mogąc się powstrzymać. – Jaki mamy plan lekcji na dziś?


Someone holds me safe and warm
Horses prance through a silver storm,
Figures dancing gracefully across my memory
Odetta Parkinson
Zawód : ambasadorka Domu Mody Parkinson, alchemiczka
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
It’s a game of war
death, love
And sacrifice
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9654-odetta-eimher-parkinson#293343 https://www.morsmordre.net/t9761-kitri#296220 https://www.morsmordre.net/t9760-ksiezniczka-labedzi#296219 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9839-skrytka-bankowa-nr-2212 https://www.morsmordre.net/t9759-odetta-parkinson#296218
Re: Przedsionek [odnośnik]28.11.21 18:28
Zamieszkana przez Elvirę ulica była charakterystyczną czarodziejską dzielnicą klasy średniej - brukowanych uliczek i kolorowych kamienic Pokątnej nie można było nijak porównywać do Śmiertelnego Nokturnu ze ich obskurnymi alejami. Tu może nie mogli pochwalić się prywatnymi ogrodami i tarasami, ale mieli wewnętrzny dziedziniec malowniczo zasypany śniegiem, niewielkie, ale zadbane mieszkania i wydzielone boksy na strychu. Chociaż nie utrzymywała ciepłych relacji z sąsiadami, chwaliła sobie, że nie sprawiali jej oni większych problemów - żadna szlama nie musiała wynosić się stąd w popłochu po Bezksiężycowej Nocy, bo od początku kamienicę zamieszkiwali tylko czystej lub półkrwi czarodzieje.
I tak, nie miała większych wątpliwości, że Odetta była przyzwyczajona do warunków zgoła innych, lecz jeśli chciała podzielić się opinią, Elvira nie zamierzała uchylać się od... dysputy. Najwyższa pora przyzwyczaić się do myśli, że nie każdego stać na pałac, nawet jeśli na niego pod każdym względem zasługiwał.
Uśmiechnęła się powoli, widząc zainteresowanie w oczach kuzynki, gdy tak rozglądała się po wąskim przedsionku. Chciała tym uśmiechem zamaskować zaciśnięte zęby - wdech i wydech, Multon, uspokój się, od dawna już masz ważniejsze sprawy na głowie niż dziecinna zazdrość. Spodziewała się, że lady Parkinson nie zjawi się na jej progu z pustymi rękami, ale i tak udawała niewinne zaskoczenie.
- Dziękuję. To bardzo miłe z twojej strony - powiedziała cicho, przyjmując owoce i przyglądając się ich jaskrawej barwie. Kiedy ostatnio miała okazję zjeść pomarańczę, która nie byłaby wyschnięta i mdła? Jeszce bardziej pożądanym prezentem była kawa i tym razem Elvirze trudno było ukryć pożądliwość w sposobie, w jaki przesunęła językiem po krawędzi zębów. - Nawet nie wiesz, jaką sprawiłaś mi przyjemność. Kocham kawę. Zaparzyć nam po filiżance? - spytała, gdy ruszyły do salonu.
Nie wysilała się nad wyraz, by robić na Odetcie wrażenie, od początku pogodzona z myślą, że i tak jej się to nie uda. Pozostawiła swoje mieszkanie takim, jakie zawsze było - czystym i minimalistycznym. Pochowała tylko papierosy i butelki, wietrząc starannie pomieszczenia z woni tytoniu i pozostawiając wyłącznie znajomy zapach suszonej lawendy.
- Wiesz, że nie będzie mi przeszkadzać, jeśli zdecydujesz się zostać na noc - powiedziała cicho, przystając na krótką chwilę i obserwując Odettę uważnie jak sowa na wysokiej gałęzi mogłaby obserwować mknące między trawami gryzonie. - Rzecz jasna, jest to wyłącznie propozycja. - Uniosła brwi, gdy kuzynka bez zapowiedzi pogłaskała pióra Kim. Marudna sowa uzdrowicielki rozbudziła się, bursztynowe oczy wpiły się w nieznajomą twarz z niepokojącą intensywnością, Elvira zdążyła jednak zerwać się i stanąć między kuzynką i sową zanim doszłoby do krwawych konsekwencji.
- Więc herbata. Usiądź, proszę, zaraz wrócę - Zanim zniknęła w kuchni, upewniła się, że Odetta jest bezpiecznie usadowiona na kanapie.
Po niedługiej chwili wróciła z dwoma filiżankami w kolorze miętowej zieleni. Obok ramion Elviry lewitował dzbanuszek mleka, cukierniczką się nie przejmowała, gdyż sama również nie zamierzała słodzić swojej kawy. Postawiła przed Odettą herbatę, a potem usiadła na fotelu i zgarnęła na kolana przygotowane uprzednio woluminy wiedzy anatomicznej; te, które sama ceniła najmocniej.
- Myślę, że opanowałaś już podstawy proporcji anatomicznych i układ kostny, na dziś planowałam więc wstęp do układu mięśniowego, który zintegrujemy z dotychczasowymi informacjami. Czy to cię zadowala? - zapytała uprzejmie, unosząc parującą filiżankę. Wahała się przed dodaniem kolejnych słów. - Zastanawiałam się nad tym, jaki byłby twój stosunek do możliwości przeprowadzenia następnych zajęć w prosektorium. Nic nie zastąpi prawdziwego ciała... oczywiście tylko, jeżeli nie będzie to negatywnie wpływało na twój komfort, droga Odetto.


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 9 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 28 +2
TRANSMUTACJA : 15 +3
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Przedsionek [odnośnik]30.11.21 18:44
W umyśle Odetty najbardziej wybijały się trzy rodzaje lokacji – przepastne sale dworków szlacheckich, w tym samego Broadway Tower, w którym spędzała większość swoich dni, przemierzając wieżę z jednego miejsca na drugie, czasem bez większego celu, czasem po to odwiedzić kuzynów, sprawdzić jakąś nowość która wyszła spod ręki Edwarda czy chociażby dla zobaczenia, jaki to gość postanowił zjawić się w Broadway. Drugim miejscem było pokoje wypełnione materiałami, sukniami, przyborami do szycia czy przepastne pomieszczenia wypełnione kociołkami i woniami perfum, co przywodziło jej na myśl skojarzenia z przepychem i luksusem. Ostatnimi były szerokie połacie terenu, pozwalające jej na spacer i niczym niezakłócone podziwianie gwiazd, co ostatnimi czasy robiła co raz częściej, pozwalając też sobie na zaczytywanie się w astronomii, chcąc lepiej dostosować ją do eliksirów.
Z milczącym zainteresowaniem delikatnie wyciągnęła rękę, przesuwając ją po ścianach i wyczuwając fakturę ściany oraz to, czym mogła zostać pomalowana. Spojrzała jeszcze na otoczenie, mimo to szybko oddając się rozmowie z Elvirą niż podziwianiu wnętrz, głównie dlatego, że nie chciała przeciągać bardziej niż to potrzebne wstępu do nauki. Litościwi przodkowie Parkinsonów załamaliby się chyba, widząc jak wiele rzeczy Odetta powtarzała w kółko i w kółko. Niektórych po prostu nie rozumiała, inne zaś…starała się, ale wychodziło to o wiele ciężej. Może nic niezwykłego w tym, że nie wymagano od niej wiele, bo po prostu niewiele umiała.
- Nie do końca wiedziałam, co w sumie lubisz, mogę więc przyznać że w większości wypadków zgadywałam. Jeżeli by ci to nie smakowało albo chciałabyś coś innego, daj mi znać. Przywieźli nam trochę ognistego kraba, ale może uda się go zachować na urodziny Edwarda. Chciałabym, aby mógł spędzić ten wieczór przyjemnie. – Albo w sumie dzień, bo w końcu kto miałby wiedzieć, jak potoczą się jego losy? Jej wystarczyło, że Edward miał od niej prezent i przygotowany dzień który miał być dobrym dniem. To jak go chciał spędzić zależało już jedynie od niego. Uśmiechnęła się na słowa Elviry, kiedy ta zwróciła się w jej kierunku z propozycją.
- Dziękuję, to bardzo miłe z twojej strony, ale obiecałam dziś nie siedzieć do bardzo późna. Potrzebuję jeszcze przygotować parę rzeczy na jutrzejsze modelowanie wystawy. Przyjdziesz ją zobaczyć? W tym sezonie organizuję ją sama i mam nadzieję, że wyjdzie doskonale. – Odsunęła się jeszcze od sowy, ostrożnie i niepewnie spoglądając na nią zanim nie zajęła wskazanego jej miejsca, na ten moment zdecydowanie nie chcąc się poruszać.
- Dobrze, ufam, że wybierzesz dobry materiał do naszej nauki dzisiaj. – Uśmiechnęła się, dobierając od niej filiżankę, chociaż radość na twarzy Odetty szybko zmalała, kiedy została poruszona kwestia ciała i możliwych zajęć w prosektorium. Nie wiedziała co miała powiedzieć, co miała przyznać, bo przecież rozumiała skąd wychodziła ta propozycja, ale Odetta dotąd rzeczy oglądała tylko na obrazach. Jak na nią wpłynie oglądanie ciała? Czy mogła w ogóle cieszyć się faktem, że potratowano ją poważnie, czy jednak przejmować się swoim możliwym zachowaniem. – Co powiesz na to, że zastanowię się i odpisze ci listowanie po naszych dzisiejszych zajęciach? Wydaje mi się to sensowne, bo zobaczysz, czy będę w stanie przyswoić materiał z takiej lekcji. – O ile Elvira naprawdę nie podda się po dniu dzisiejszym.


Someone holds me safe and warm
Horses prance through a silver storm,
Figures dancing gracefully across my memory
Odetta Parkinson
Zawód : ambasadorka Domu Mody Parkinson, alchemiczka
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
It’s a game of war
death, love
And sacrifice
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9654-odetta-eimher-parkinson#293343 https://www.morsmordre.net/t9761-kitri#296220 https://www.morsmordre.net/t9760-ksiezniczka-labedzi#296219 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9839-skrytka-bankowa-nr-2212 https://www.morsmordre.net/t9759-odetta-parkinson#296218
Re: Przedsionek [odnośnik]05.12.21 20:37
Obserwowanie zachowania Odetty było w równym stopniu frustrujące co zabawne. Czy kiedy Elvira trafiała do nowego miejsca - zazwyczaj były to ruiny ważnych budynków, jaskinie, zamki, w końcu regularnie podejmowała się zadań w konspiracji wojennej - wyglądała w ten sam sposób? Czy też miała w oczach tyle niewinnej fascynacji, przesuwała palcami po ścianach, przyglądała się każdemu najmniejszemu szczegółowi? Zapewne nie. Nawet jeżeli w głębi ducha czułaby się oczarowana, pewnie okazałaby powściągliwość. Trudno było zmusić ją, by wyraziła na twarzy szczere emocje, umiała dobrze kłamać - pulę gorszych cech uzupełniała za to widoczną gołym okiem zaborczością. Pożądała wielu rzeczy, a jeżeli nie mogła ich mieć - tym bardziej stawały się kuszące.
- Dobrze trafiłaś. Naprawdę jestem wdzięczna - powiedziała cicho, z wygasającym entuzjazmem, nie zwykła bowiem przeciągać pozytywnych reakcji w nieskończoność; wydawało jej się to sztuczne, pretensjonalne. - Edward... Kiedy ma urodziny? Może też sprawię mu prezent - wymruczała, po części do siebie, po części do kuzynki, znalazły się już bowiem blisko salonu, mijając sowę, Kim, wiecznie niezadowoloną, nieskorą do zapoznawania się z obcymi. Elvira szanowała to w niej, miała pewność, że jej korespondencja nie trafi nigdy w niepowołane ręce; Kim prędzej wydziobałaby komuś oczy niż oddała ją bez walki.
- Chętnie zobaczyłabym twoją wystawę. - Właściwie odpowiedź ta nie była ani odmową ani potwierdzeniem. Nie była jeszcze pewna, w jaki sposób ułożą się jej jutrzejsze plany, które lubiły zmieniać się z godziny na godzinę. Dla spokoju ducha i dobrej atmosfery dodała jednak: - Odbędzie się w Domu Mody, prawda? O której godzinie? - Na wypadek, gdyby akurat miała wtedy wolne. Zresztą, gdyby mignęła tam Odettcie choćby i na kilka minut, na pewno wpłynęłoby to pozytywnie na sposób, w jaki traktowała Elvirę matczyna gałąź rodziny, czy nie tak?
Gdy padła sugestia zajęć przeprowadzanych na prawdziwych preparatach, w chłodnym i surowym otoczeniu prosektoryjnych narzędzi i słojów z formaldehydem, Elvira uważnie przyglądała się reakcji kuzynki znad krawędzi filiżanki z kawą. Nietrudno było zauważyć na ślicznej twarzy arystokratki zawahanie, obawę, może okruch wstrętu.
- Oczywiście - przyznała grzecznie, skrzętnie ukrywając wszelkie ślady zawodu. Czasem zapominała, że nie każdy czuł się swobodnie pracując na fragmentach ludzkich ciał. Być może anatomia naprawdę była potrzebna Odettcie jedynie do pracy w Domu Mody. Nie była pasją. - Proszę, weź ten atlas, to część druga z doskonałej serii Michaela von Grau, zawarte w niej przeźrocza świetnie nadadzą się do wizualnego śledzenia tego, o czym będziemy dziś rozmawiać. - Przekazała Odetcie ciężki wolumin oprawiony w bordową skórę, a potem złożyła kościste dłonie na kolanach. - Wiesz już, że mięśnie to część układu ruchu i że stanowią one jego część aktywną. Kości, pełniące funkcje podporową i ochronną, stanowią część bierną dlatego, że poruszane są tylko i wyłącznie za sprawą skurczu mięśnia. Fizjologiczny mechanizm skurczu mięśnia pozwolę zostawić sobie na koniec, gdyż jest najbardziej skomplikowany. W pierwszej kolejności powinnaś zapamiętać, że każdy mięsień, niezależnie od rodzaju, będzie mieć przyczepy ścięgniste na kościach. Poza jednym wyjątkiem w postaci mięśni mimicznych, których przyczepy znajdują się w skórze; bezpośrednio odpowiada to za nasze bogactwo ekspresji. Rozumiesz to na pewno? - Przerywała raz na jakiś czas, chcąc upewnić się, że Odetta, jak dotąd pilna uczennica, nadąża za tym, o czym rozmawiają. - Przyczepy dzieli się na dalsze i bliższe, biorąc za źródło odniesienia oś ciała. Niektóre mięśnie będą mieć po jednym przyczepie dalszym i jednym bliższym, ale istnieją też mięśnie, które mają ich więcej. Na przykład mięsień trójgłowy ramienia, który odpowiada za prostowanie przedramienia... możesz wyczuć go pod skórą, o tutaj, poczuć jego napięcie w ruchu... - wyciągnęła dłoń, by lekko pokierować ręką kuzynki - ...ten mięsień ma jeden przyczep dalszy, ale trzy przyczepy bliższe. Zobaczysz go na stronach opisujących mięśnie kończyny górnej.


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 9 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 28 +2
TRANSMUTACJA : 15 +3
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Przedsionek [odnośnik]11.12.21 17:12
Nie wiedziała nawet, że zachowuje się jakoś niezwykle, a przecież wiadomym było, że nikt nie rozgląda się od razu po wejściu do jakiegoś pokoju. Nie sądziła jednak, że ludzie mogą żyć w tak małych pomieszczeniach i zastanawiało ją, czy w końcu to nie tak, że po prostu nie starczyło już architektów, którzy mogliby powiększać innym ludziom mieszkań, bo wszyscy skupili się jednak na dworkach szlacheckich. Mogło to mieć sens w jej pokrętnym umyśle kiedy rozwiązanie było absurdalne w ten sposób, że osoba wydawała się w nie wierzyć. Mimo to nawet nie dopatrywała się w działaniach albo zachowaniach Elviy czegokolwiek co byłoby niezadowoleniem albo niechęcią. W końcu podejrzewała, że gdyby trafiła do dworku szlacheckiego, panna Multon naprawdę wpadłaby w podobny stan.
- Powiedz mi, odwiedzanie się w domach nawzajem też jest takie typowe? Wiem, że razem z innymi szlachciankami spotykamy się na mieście i rozmawiamy, ale czasem zapowiadamy się też u kogoś innego, znajdując się w dworku. Czy panny z dobrych domów robią podobnie? – Nie chciała zabrzmieć wywyższająco, ba, nawet nie pomyślała o tym, że w tym wypadku brzmiało to, jakby kobiety traktowała jakby były z jakiejś innej rasy. Talentu do słów nie miała jednak wcale i było to jak zawsze przykre. – Dziesiątego lutego, nie wiem jakie ma plany póki co, ale pamiętam, że bardzo lubi coś do wyglądu. Wiesz, modowego i niekoniecznie, jak z dobrej jakości produktów.
Spojrzeniem jeszcze ostrożnie obdarzyła sowę, zanim nie przeszła za panną Multon, ostrożnie obserwując Kim czy ta pozostawiona sama sobie nie będzie już zajmowała się ludźmi, czy może jednak ostatecznie próbuje zaczaić się na Odette, kiedy ta spuści ją z oka? Wolałaby jednak być bezpieczna, ale ufała, że Elvira nie zrobiłaby jej krzywdy, dlatego jeżeli coś by się działo, ufała kuzynce, że ta nie pozwoli aby coś się stało.
- Będzie możliwa do oglądania od przyszłego tygodnia, możesz wpaść o której godzinie ci pasuje, ale w czasie działania domu mody możesz wejść w każdym momencie. – Widać było po jej twarzy, że znacząco cieszyła się, że Elvira zainteresowała się możliwością odwiedzenia jej i zobaczyła jej dzieło. Uwielbiała, kiedy ludzie blisko niej byli z niej dumni i kiedy mogła pokazać im coś, co u wielu ludzi wzbudzało zachwyt. Nie cierpiała być zbędna i miała nadzieję, że nikt nigdy jej za taką nie uzna.
Ostrożnie przejęła tom wręczony jej przez pannę Multon, dłonią przesuwając po pięknej skórzanej oprawie. Nie musiała być niezwykle inteligentna aby wiedzieć, że książki takie jak ta były bardzo drogie i często również dość rzadkie, dlatego też ostrożnie przejęła ją, delikatnie otwierając księgę i przeglądając obrazy, jednocześnie sięgając do torby którą przyniosła ze sobą. Wyjęła za to pergamin i przybory do pisania, poświęcając się ostrożnie rozkręcaniu się wszystkiego, starając się zrobić co mogła aby jednak śledzić jej wszystkie słowa i jednocześnie zapisywać to, co do niej mówiła. Skoro miała korzystać z nauki, chciała jeszcze zostawić sobie notatki które mogłaby odłożyć na później i do których mogłaby wrócić później.
- Wszystko rozumiem. – Chciała jej dać znać, że nadążała za wszystkim, co tutaj mówiono, otwierając jeszcze atlas na odpowiedniej stronie. Przyglądała się atlasowi, spoglądając na rysunek i ostrożnie w ramach też ćwiczenia szkiców przerysowując sylwetkę człowieka na notatki i skupiając się po tym już samym mięśniom.


Someone holds me safe and warm
Horses prance through a silver storm,
Figures dancing gracefully across my memory
Odetta Parkinson
Zawód : ambasadorka Domu Mody Parkinson, alchemiczka
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
It’s a game of war
death, love
And sacrifice
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9654-odetta-eimher-parkinson#293343 https://www.morsmordre.net/t9761-kitri#296220 https://www.morsmordre.net/t9760-ksiezniczka-labedzi#296219 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9839-skrytka-bankowa-nr-2212 https://www.morsmordre.net/t9759-odetta-parkinson#296218
Re: Przedsionek [odnośnik]01.01.22 22:48
Elvira odwiedzała dwory szlacheckie więcej niż raz; wcześniej jako uzdrowiciel na specjalizacji chorób genetycznych, a potem na dłużej, gdy przyjęła propozycję zamieszkania w pałacu rodziny Selwyn. Chociaż bogate biblioteki oraz luksusy robiły na niej wrażenie, starała się nie sprawiać wrażenia osoby nieobytej z tak wysokim poziomem życia, zupełnie jakby w jakiś sposób miało to ująć jej autorytetowi.
Znacznie różniła się od swojej matki, od rodziny owładniętej szałem piękna. Dostrzegała za to wiele podobieństw między Miriam Multon z domu Parkinson a Odettą. Mówią, że krew zawsze wypłynie na wierzch, Elvira nie była jednak pewna, czy powinna być zadowolona z faktu, że sama tak dalece odbiega od tego... standardu. Poza niewinnym zachwytem, kuzynkę z matką uzdrowicielki łączyła też iskra szaleństwa, prawie obłędu, a przynajmniej w ten sposób interpretowała dziwaczne pytania i stwierdzenia pozbawione kontekstu.
- Oczywiście, że tak. Spotykamy się w kawiarniach, bibliotekach... teraz, podczas wojny, częściej we własnych mieszkaniach - Zmrużyła oczy i obrzuciła Odettę uważniejszym spojrzeniem, próbując przedrzeć się wyobraźnią do tego, co mogło kryć się pod tą doskonale ułożoną fryzurą. - Nie zawsze się zapowiadamy, ale ja wolę, gdy goście nie odwiedzają mnie nieproszeni. Zwykle oznacza to nagły wypadek lub problem. Nie jestem przychylnie nastawiona do obcych.
Odpowiadała zgodnie z prawdą, lecz znacząco łagodziła swoje prawdziwe odczucia oraz sugestie czynów, które popełniała na tych, którzy naprawdę i bezcelowo naruszali jej spokój. Odkąd czarna magia przeniknęła do jej krwi i zaczęła tętnić mocą we wszystkich naczyniach, Elvira pozwalała sobie na więcej, miała mniej skrupułów - pogrążała się w innym rodzaju szaleństwa.
Najwyraźniej zdołała poprawić kuzynce humor pytaniami o pokaz w Domu Mody; chociaż ubrania jako takie interesowały ją w niewielkim stopniu, starała się nawiązywać i zacieśniać więzi, które do tej pory ignorowała na rzecz własnego, płonnego komfortu. Księżniczka z poddasza Pokątnej musiała kiedyś zrozumieć, że ludzie wokół niej byli czymś więcej niż tylko środkami do celu i frustrującą niedogodnością.
- Jeżeli masz pytania, nie obawiaj się ich zadawać - zasugerowała spokojnie, z uznaniem przyglądając się powstającym na pergaminie notatkom. W anatomii prawidłowej fiszki pamięciowe były kluczem do sukcesu, zwłaszcza, że zamierzały mierzyć się z układem wyjątkowo rozległym i pełnym trudnych do przyswojenia terminów. - Nie mamy ze sobą modeli ani sztucznych ani wypreparowanych z ciała, ale mamy najlepsze narzędzie do nauki o mięśniach - własne ciała - Podniosła się z kanapy, odstawiając filiżankę kawy z cichym brzdękiem na spodeczku. - Ucząc się o mięśniach, najlepiej jest obserwować ich ruch u innej osoby oraz czuć go we własnym ciele. Nie wymaga to rozbierania się, przynajmniej nie w części, którą zamierzam poruszyć - dokładnie, mowa o kończynach. - Zachęciła Odettę do wstania z miejsca i stanięcia naprzeciw Elviry nim przeszła do ich omawiania. - Podstawowe podziały mięśni w kończynach to podział na mięśnie powierzchowne i głębokie oraz, z powodu funkcji, na przywodziciele i odwodziciele... czy te terminy są zrozumiałe? - Przywodzenie i odwodzenie zaprezentowała krótkim i nieszczególnie urokliwym ruchem ręki; tej, która przed miesiącami była jeszcze w połowie sztuczna.


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 9 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 28 +2
TRANSMUTACJA : 15 +3
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Przedsionek [odnośnik]02.01.22 22:17
Nie wiedziałaby nawet jak zareagować na komentarz ze strony Elviry gdyby ta zadecydowała się wypowiedzieć go głośno, najpewniej jednak uznałaby go za swoistego rodzaju prawdę. W końcu nawet jeżeli było się tak głupawym jak Odetta, wciąż miało się w sobie tę próżność Parkinsonów, to zamiłowanie do piękna, te genialne wyczucie w pochlebstwach. Nie robiła tego specjalnie w wielu wypadkach, starając się aby każdy komentarz z jej strony miał w sobie odrobinę z prawdy, a mimo to, wychodziło czasem nie do końca tak, jak tego chciała. Czy była taka jak Miriam? To już ocenić mogła jedynie sama Elvira, ale mogło to skończyć się w ten sposób, że Odetta również wydana zostanie za mężczyznę pośledniejszej krwi, jeżeli sprawą jej ożenku nikt się nie zainteresuje.
- Oh, w sumie trochę jest w tym racji, w domach jest bezpieczniej i bardziej…prywatnie, nieprawdaż? Chociaż jeżeli mowa o Londynie, to ten nie wydaje się aż tak niebezpieczny, prawda? Mimo wszystko mogłabym powiedzieć, że w wypadku miast jest o wiele lepiej strzeżony. Chyba, że nie? – Spojrzenie powiodła w kierunku panny Multon, tak jakby szczerze oczekiwała odpowiedzi na to, jak bardzo bezpieczny jest teraz Londyn. Odetta nawet nie zastanawiała się, jak bardzo nieżyciowa musiała się wydawać w oczach kuzynki. – My w dworkach szlacheckich zazwyczaj również się zapowiadamy, bo przy obecnej ilości obowiązków to o wiele trudniejsze aby jednak udać się i zastać kogoś natychmiast na swoje życzenie.
Nie miała nawet tak bardzo pojęcia, że Elvira z dnia codziennego podchodzi do spraw zupełnie inaczej, niż robiła to wobec lady Parkinson, po prostu nawet nie do końca zauważając, co może się z tym wiązać. Teraz po prostu cieszyła się ze wszystkiego, a zwłaszcza z tego, że po prostu mogła spędzać czas z panną Multon, chociaż miała swoje dziwactwa i gotowa nawet była unieść się nad wyraz butnie, gdyby tylko uznała, że Elvira posuwa się za daleko. Mimo dwudziestu dwóch wiosen na karku, Odetta wciąż wydawała się do końca nie rozumieć zasad rządzących tym światem.
Zapisywała wszystko, co kierowała w jej stronę Elvira, chcąc zapamiętać o wszystko co jej właśnie powie, a że na pewno nie umiała zrobić wszystkiego, co mogła, dlatego jeżeli teraz mowa była o rzeczach bardziej skomplikowanych, wolała je zapisać. Mimo swojego ducha dość lekkiego, Odetta trzymała wszystkie notatki pod kluczem, posegregowane i odpowiednio oznaczone, tak aby o nich pamiętała.
- Czy jest jakieś zaklęcie, które pozwala sprawdzić działanie mięśni aby spojrzeć przez skórę? Czy jednak jesteśmy zdani tylko na rysunki i badania przeprowadzone…po śmierci. – Ostrożnie podniosła się ze swojego miejsca, stając przed kobietą, która pokazywała wszystkie działania na mięśniach, prezentując je za pomocą swojego ciała.
- Tak, wszystko rozumiem jeżeli chodzi o terminologię. Powiedz mi, czy któryś z rodzajów mięśni jest bardziej podatny na obrażenia albo zerwania, czy jednak są jednako narażone? – chciała zadawać pytania, bo chciała się uczyć, dlatego spoglądała na Elvirę z zaciekawieniem, palcem ostrożnie wodząc po jej skórze.


Someone holds me safe and warm
Horses prance through a silver storm,
Figures dancing gracefully across my memory
Odetta Parkinson
Zawód : ambasadorka Domu Mody Parkinson, alchemiczka
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
It’s a game of war
death, love
And sacrifice
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9654-odetta-eimher-parkinson#293343 https://www.morsmordre.net/t9761-kitri#296220 https://www.morsmordre.net/t9760-ksiezniczka-labedzi#296219 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9839-skrytka-bankowa-nr-2212 https://www.morsmordre.net/t9759-odetta-parkinson#296218
Re: Przedsionek [odnośnik]16.01.22 20:28
Wewnętrzne monologi i uwagi Elviry zwykle składały się z mieszaniny złośliwych przytyków, zaskakujących konkluzji oraz opowieści niegodnych tego, by wypowiadać je na głos. Jako nastolatka nie miała jeszcze takiej kontroli nad tym co wypływa z jej ust i w tamtym czasie zraziła do siebie wielu ludzi. Obecnie przychodziło jej to łatwiej, nierzadko więcej wysiłku wkładała w to, aby podjąć konwersację i utrzymać ją do końca ze stałym zaangażowaniem. Była starsza, za rok skończy trzydzieści lat. Nie mogła dłużej pozwalać sobie na bezczelność i frywolność.
Mimo wszystkich oznak zgorzknienia, nie życzyła jednak Odettcie losu swojej matki. Mało kto na niego zasługiwał.
- Hmm. Wydaje mi się, że w dzielnicach, w których zazwyczaj się poruszasz, w Kensington, przy Bibliotece Londyńskiej czy Domie Mody, jest dużo bezpieczniej niż w tych partiach stolicy, które po wygnaniu mugoli stały się opustoszałe - odpowiedziała ostrożnie, starannie dobierając słowa, niepewna tego ile szlachcianka zamknięta pod kryształową kopułą chciałaby usłyszeć. - Na pewno nie zalecałabym poruszania się po zmroku obrzeżami lub... po znacznie większej części portu. Jeśli mam być zupełnie szczera, w porcie bezpieczne są chyba wyłącznie jarmark oraz tereny należące do Fantasmagorii. - Obserwowała kuzynkę spod zmrużonych rzęs, próbując wybadać jej reakcję na ową gorzką prawdę. Jeśli nie zostanie zapytania, nie zamierzała wchodzić w szczegóły, mówić o ubogich, głodnych i o przestępcach ukrywających się w piwnicach i tylko czekających na to, by zadać prawdziwym czarodziejom ból. - To rozsądne - skwitowała jej uwagę na temat spotkań w dworkach szlacheckich. Sama wiedziała o nich niewiele, bo z rzadka była na nie zapraszana. Niemal nigdy, jeżeli nie liczyć Sabatu u Nottów.
Mimo dobrej spostrzegawczości, nie dostrzegała, a może nie chciała dostrzec, że Odetta naprawdę cieszy się jej towarzystwem i możliwością spędzenia wspólnie czasu nad książkami. Być może wynikało to z faktu, że Elvira nie była przyzwyczajona do ludzi, którzy nieironicznie lubią jej towarzystwo. Zwłaszcza w sytuacjach, gdy nie wiązało się to z docinaniem sobie sarkazmem, litrami alkoholu i dokonywaniem krwawych czynów podczas rozlicznych misji.
- Wydaje mi się, że nie ma takiego zaklęcia - odpowiedziała na wątpliwości kuzynki po dłuższej chwili namysłu, gdy przeszły do pytań. - Przynajmniej nie jest mi ono znane. Uzdrowiciele zazwyczaj wykorzystują Diagno Haemo, by dowiedzieć się, czy któryś organ, któraś część ciała jest uszkodzona i nie działa jak należy. Nie jest to jednak tak proste jak spojrzenie przez skórę. Uszkodzona część ciała się rozświetli, potrzeba doświadczenia, aby powiązać miejsce z organem, a następnie z objawami... ale to dygresja. - Pokręciła głową, gdy zdała sobie sprawę, że zboczyła w odmęty medycyny, swojej ukochanej sztuki. - Odpowiadając na twoje pytanie, najlepsze do nauki układu mięśniowego są oczywiście sekcje pośmiertne. - W rzeczywistości naprawdę najbardziej skuteczne były wiwisekcje, ale tego nie zamierzała opowiadać niewinnej kuzynce. - Ale wnikliwe analizowanie przeźroczy anatomicznych wystarcza, jeśli po nauce anatomii nie podejmuje się kursu uzdrowicielskiego. - Uśmiechnęła się kątem ust, a potem wstała, by zaprezentować Odettcie w jaki sposób uczyć się przy wykorzystaniu własnego żywego i niepokrojonego ciała. - Sama będziesz mogła zauważyć, że gdy przeczytasz o umiejscowieniu jakiegoś mięśnia oraz ruchach, za które odpowiada, to podczas takiego ruchu wyczujesz jak napina się pod skórą. Najłatwiejszym przykładem jest mięsień dwugłowy ramienia i mięsień trójgłowy ramienia, tak zwane biceps i triceps. Spójrz, gdy wyprostujesz rękę mocno w łokciu, możesz poczuć pod palcami napięcie mięśnia trójgłowego. - Obserwowała z przyjemnością jak szybko kuzynka załapuje to, co ma na myśli. - Jeżeli chodzi o obrażenia, zawsze najbardziej narażone są mięśnie, które używamy najczęściej. Będzie to zależeć od pracy, trybu życia. Mówi się chociażby o tak zwanym łokciu pałkarza. To uszkodzenie mięśni prostowników nadgarstka wynikające z mikrourazów pojawiających się przy bardzo częstym nadwyrężaniu tej okolicy przy machaniu pałką w celu odbicia ciężkiego i szybko lecącego tłuczka.
Zajęcia przeprowadzane z Odettą okazywały się zaskakująco przyjemne, niemal relaksujące. Posiadanie ucznia chętnego zadawać pytania i skrupulatnie notować jej wykłady przypominało Elvirze o tym, dlaczego zdarzało jej się zgłaszać do uczenia stażystów uzdrowicielstwa anatomii w warunkach prosektorium.

/zt <3


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 9 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 28 +2
TRANSMUTACJA : 15 +3
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Przedsionek [odnośnik]27.03.22 22:43
31 marca 1958


Historia spotkań Multon i Vanity wzbogacała się z każdym przemijającym tygodniem. Czwartkowe spotkania stały się już częścią rutyny Valerie do tego stopnia, że konieczność zaplanowania wizyty w poniedziałek spowodowała zmianę wcześniej założonego planu. Powrót z Caynham do Londynu miał odbyć się dopiero następnego dnia rano, Cornelius miał jej bowiem towarzyszyć w nadchodzącej uroczystości, choć wcześniej nakazał jej wyjechać z Londynu z powodu jakiegoś nieokreślonego, tajnego niebezpieczeństwa. Valerie cieszyła się jednak z powrotu do stolicy, to w niej odnajdywała się najlepiej i to tam biło artystyczne serce tego kraju.
Wiadomość o otrzymaniu podobnego zaproszenia również przez pannę Multon uzniosło delikatnie brwi pani Vanity. Najwidoczniej listy kreślone ręką Valerie, a trafiające regularnie do Kent okazywały się powoli stawiać sylwetkę uzdrowicielki w pozytywnym świetle, a przynajmniej na tyle, by ktoś ważny zdecydował się dać jej drugą szansę. Śpiewaczka wiedziała jednak, że do ewentualnej zgody na udział jej protegowanej w tak podniosłym i istotnym dla wizerunku całego ich stronnictwa wydarzeniu, potrzebna była pozytywna opinia przynajmniej dwóch osób. Jej samej, lorda Kent i kogokolwiek, kogo lord Tristan Rosier poprosi o radę w tej kwestii.
Dzisiejsze spotkanie miało więc olbrzymią, decydującą wagę. Czuła ekscytację gromadzacą się w koniuszkach palców, zupełnie tak, jakby to ona miała być debiutantką na wielkiej scenie. W pewnym sensie cieszyła się, że jej protegowana dostała szansę na odkupienie swoich przewin. Choć niewątpliwie zdarzenia, które doprowadziły ją na Harley Gardens 10 zasługiwały na potępienie i stosowną karę, Valerie... chyba zdążyła polubić nieco ekscentryczną, delikatnie zdziwaczałą Elvirę Multon, jej determinację w dążeniu do celu i perfekcjonizm, z którym zabierała się za każde zlecone jej zadanie. I choć ich relacja nie była wolna od zgrzytów, Vanity oddawała jej stopniowo coraz więcej pola do samodzielnych prób rozwiązywania stawianych przed nią problemów. Nie trzymała jej już za metaforyczną rączkę i nie prowadziła przez skomplikowane zagadnienia etykiety — skupiła się na korygowaniu błędów, na wygładzaniu ostrych krawędzi, jak lubiła to nazywać. Z pokorą przyjmowała to, że nie uda jej się stworzyć z Elviry Multon prawdziwej damy, nie w trzy miesiące, nie po przeminięciu lat formujących, ale postanowiła, że pomoże jej stać się najlepszą wersją siebie. Może nie będzie to transformacja zupełna i szczera. Ale najważniejsze, by w przemianę uwierzyli ci, którzy nie mogli słyszeć myśli uzdrowicielki.
Stawiła się przed drzwiami mieszkania Elviry o umówionej godzinie, kilkukrotnie stukając w drzwi. Miała na sobie futro ze srebrnego lisa, prezent od narzeczonego zakupiony z okazji ich koncertu w Shrewsbury. Spod niego migotał ciemnoczerwony dół sukni, lecz o konkretnym jego kroju można się było dowiedzieć dopiero gdy zdejmie futro.
— Och, cieszę się, że trafiłam pod prawidłowy adres. Pokątna zawsze wydawała mi się taka... zaludniona. Ale teraz, po tych wszystkich zmianach jest tu chociaż czym oddychać — uśmiechnęła się lekko, gdy Elvira wpuściła ją do środka. — Ale wygląda na to, że mieszkanie tu pannie służy. Wygląda panna zdecydowanie lepiej niż pod koniec stycznia. A to dobry prognostyk — oczywiście, że Valerie zauważała takie zmiany. Miały się w końcu zajmować przede wszystkim prezencją, a ta nie zamykała się tylko w doborze stroju.


you tried to change, didn't you?
closed your mouth more, tried to be softer, prettier, less volatile, less awake. you can't make homes out of human beings. someone should have already told you that.
Valerie Sallow
Zawód : Celebrytka, śpiewaczka
Wiek : 29/30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
delicate in every way but one
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10881-valerie-vanity#331558 https://www.morsmordre.net/t10918-andante#332758 https://www.morsmordre.net/t10920-tell-me-i-m-your-midnight-muse#332762 https://www.morsmordre.net/f408-kensington-harley-gardens-10 https://www.morsmordre.net/t10921-skrytka-bankowa-nr-2362#332773 https://www.morsmordre.net/t10919-v-vanity#332759
Przedsionek
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach