Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Gabinet Leandra
AutorWiadomość
Gabinet Leandra [odnośnik]07.06.21 12:32

Gabinet Leandra

Gabinet Leandra znajduje się w południowym skrzydle Ashfield Manor, z ekspozycją południowo-wschodnią, a to powoduje, że jest jednym z jaśniejszych pomieszczeń w posiadłości, do którego niemal przez cały dzień wpada naturalne światło słoneczne. Zdobione biurko z ciemnego drewna zazwyczaj obłożone jest zrulowanymi pergaminami, księgami i miniaturami dzieł sztuki, a także potrzebnymi do pracy przyrządami oraz niewielkimi rzeźbami z obsydianu. Za nim, tuż ponad kominkiem, wisi wielkie lustro optycznie powiększające gabinet, dodatkowo ściany zdobią ulubione obrazy lorda Notta. Znajduje się tu również niewielki komplet wypoczynkowy, a na stoliku przy nim zawsze leżą karafka oraz komplet eleganckich szklanek do whisky. Dwa wysokie regały przy drzwiach uginają się od ksiąg traktujących o malarstwie.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Gabinet Leandra Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Gabinet Leandra [odnośnik]08.06.21 16:54

9 XII 1957


Sowa przysłana przez Aresa zaniepokoiła Leandra i już na resztę dnia zburzyła względny spokój myśli, tym samym nie pozwalając skupić się porządnie na pracy. Nie chodziło tylko o fakt zerwanych zaręczyn – wszak to się zdarzało, gdy rody ostatecznie nie potrafiły dojść do satysfakcjonującego porozumienia – ale raczej jakieś głęboko zakorzenione przeczucie, że z kuzynem coś jest nie do końca w porządku. Leander był świadom jego bliskiej relacji z Francisem, a także ogromu przytłaczających wydarzeń, jakie niosły za sobą niespokojne czasy wojny oraz panoszący się gdzie popadnie, cholerni rebelianci opętani manią równości. I właśnie ta świadomość położyła się cieniem na wszystkich myślach niczym ciemne chmury zbierające się na horyzoncie przed burzą.
Przełożył więc wszystkie obowiązki i spotkania z czwartkowego wieczoru, na który umówił się z Aresem w Ashield Manor, zastrzegł służbie, że nie należy mu przerywać bez naprawdę istotnych powodów i po południu zaszył się w swoim gabinecie. Panował w nim porządek, ponieważ Leander rzadko kiedy naprawdę tutaj pracował lub używał go w celach innych niż odetchnięcie od świata zewnętrznego i ludzi, którzy ciągle czegoś chcieli. Na blacie mahoniowego, ciężkiego biurka, obok sterty zrulowanych pergaminów, ułożonych w rzędzie piór do pisania, atramentów, ksiąg, perfekcyjnych miniatur dzieł sztuki i szkła powiększającego znajdował się także komplet grubo ciosanych szklanek do whisky oraz karafka na srebrnej tacy. Leander czasami siadywał tu z drinkiem w dłoni i myślał lub kontemplował poezję, której tomiki często wynosił z biblioteki, drażniąc tym zapewne muszące po nim sprzątać skrzaty. Pomieszczenie było jasne, wypełnione naturalnym światłem słonecznym przez większość dnia dzięki ekspozycji południowej, a białe ściany zdobiły ulubione obrazy. Wysokie regały wyłożone były najróżniejszymi przedmiotami; choć głównie książkami. W związku z tak osobistym wyposażeniem pomieszczenia, w gabinecie Leander przyjmował gości tylko zaufanych lub należących do rodziny – zaś w obu tych grupach mieścił się Ares Carrow.
Lord Nott stał przy oknie, z rękami wciśniętymi głęboko w kieszenie eleganckich spodni od garnituru; ubrany jak zwykle modnie i elegancko, wyprostowany i zastygły bez ruchu. Tylko spojrzenie wodziło po rozciągającym się za szybą widoku. Właśnie w tej pozycji zastało go pukanie do drzwi i zaanonsowanie przybycia gościa.
Nie pojawiłeś się na koncercie charytatywnym lady Burke — zauważył Leander zamiast tradycyjnego powitania, odwracając się w stronę wejścia do gabinetu i kładąc znaczące spojrzenie na mężczyźnie stojącym w jego progu. — Musiałem tam za ciebie świecić oczami, bo ci co bardziej bezczelni i nie znający umiaru plotkowali o powodach twojej nieobecności wprost przy mnie. Choć w świetle takich informacji... — westchnął teatralnie, po czym zakończył z uniesieniem brwi: — Sytuacja nabiera nieco innego kształtu.
Nie zamierzał robić kuzynowi wyrzutów; najpierw chciał wysłuchać, co ma do powiedzenia w całej tej sprawie, której szczegółów zdecydowanie nie należało podawać listownie. Dlatego Leander machnął nonszalancko dłonią w stronę foteli i sam usiadł na jednym z nich, po drodze biorąc dwie szklanki oraz karafkę. Dopiero wtedy, lustrując spojrzeniem Aresa, uśmiechnął się z sobie typową nutą ironii, aczkolwiek wyjątkowo szczerze – naprawdę cieszył się, że mogą porozmawiać osobiście, zwłaszcza że tak dawno się nie widzieli. Musiał wiedzieć co się dzieje.
Czy to miało coś wspólnego z zerwanymi zaręczynami? A może raczej było powodem do takiego posunięcia? — zapytał, po czym nalał brandy do obu kieliszków i jeden z nich podał Aresowi. Miał wrażenie, że przy takiej rozmowie im obojgu przyda się odrobina dobrego, trudno dostępnego w tych czasach alkoholu.


the fire can't touch me,
for i have burned one too many times & the sea can't harm me, for i've been drowning all my life. Oh but you could rip my heart open, darling,for i have never known love before.
Leander Nott
Zawód : mecenas sztuki, handlarz dziełami sztuki
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
You might think that you can hurt me but the damage has been done.
OPCM : 8
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 14
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9796-leander-nott#297151 https://www.morsmordre.net/t9825-vivacity#297951 https://www.morsmordre.net/t9818-i-was-good-but-then-i-quit#297820 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9877-leander-nott#299087
Re: Gabinet Leandra [odnośnik]10.07.21 19:48
Zerwane zaręczyny były jednak kłopotem. Bo zawsze wydaje się, że należy znaleźć powód lub winnego, a to, że Burkeowie tak niespodziewanie podjeli się tego kroku nie było możliwe do łatwego wyjaśnienia, szczególnie kiedy sam nie rozumiałem powodu. Od razu zacząłem doszukiwać się winy w sobie, niestety nic nie znajdowałem. Absurdem było podejrzewać, że zrezygnowali z tak dobrego układu przez jakieś plotki. Ale może żyliśmy w czasach innych od tych, które mnie wychowały. Jeżeli by się zastanowić - tak było, ale odnosiło się przecież do wszystkich.
Odczułem, że i mój nestor jest zawiedziony tym zdarzeniem. Atmosfera w Sandal Castle nie mogła być gęstsza. Isabella została odesłana do Francji, natomiast moje plany wyjazdowe nie mialy szan być teraz brane pod uwagę. Ponadto od zerwanych zaręczyn zacząłem żyć w niepewności, czy moja była narzeczona nie zacznie rozpowiadać na prawo i lewo rzeczy które jej wyjawiłem, mając pewność, że będą u niej bezpieczne. Jeszcze tego brakowało, zeby sir nestor dowiedział się, że szukam sobie rezydencji w której mógłbym być daleko od niego.
Lęk zapijałem alkoholem, a ten w połączeniu z eliksirem, który przepisał mi mój medyk (nie, nie zamierzałem skorzystać z usług pani z Nokturna, jak mi poradziła panna Burke) sprawiał, że dni mijały mi w dość mętnych okolicznosciach. Nie dalej jak dwa dni temu wkradłem się z sir Traversem do piwnic jego zamku by zjeść Krakena, na prawdę tak było. Będąc przy Traversie, nie sposób nie oddać mu, że stanął na wysokości zadania jako wsparcie. Upił się za bardzo i przy nim nie wyglądałem aż tak żałośnie, jakbym mógł. Miło wiedzieć, że nie tylko Francis potrafił się tak wykazać.
Zupełnie innego wsparcia oczekiwałem od lorda Nott. Jego wiecznie reprezentatywna poza i świeży umysł był mi potrzebny, żeby uporządkować moje demony. Możliwe, że w obecnej sytuacji był jedyną osobą, która umiałaby przemówić mi do rozsądku i zawołać o to, bym po kilku dniach żałoby, zadziałał w odpowiedni sposób i raz na zawsze pozbył się tego kamienia, który ciąży mi na sercu.
- Sir Leandrze - witam się z drogim kuzynem serdecznie, po francusku całując go w oba policzki. Ta wylewność pozostała mi za sprawą dwóch szklaneczek burbona, które wypiłem przed wyruszeniem na spotkanie. Z drogim Leandrem mamy daleką przeszłość, która sięga czasów zamierzchłych. Wiem, że tylko takie znajomości mogą w obecnych czasach mieć wartość. Nawet po kilku kryzysach które przeżyliśmy - jak ochłodzenie relacji w czasie szkolnym, czy sytuacja z nieudanym małżeństwem Isabelli i zdrajcą z rodu Nott - wciąż miałem go za jednego z najbliższych. Mijam go, ciężkie spojrzenie zatrzymując na nim, kiedy wita się ze mną wyrzutem nieobecności. Odrazu chcę mu odpowiedzieć, że moja obecność tam i tak na nic by nie była widocznie, ale póki co szukam miejsca do posadzenia tyłka. Siadam, a Leander dochodzi właśnie do tego wniosku. Gratulacje składam, ręce składając przed twarzą i posyłając mu typowe moje spojrzenie, które świadczy o tym, że mam wieści, które zmiotą go z podłogi.
- Nie mogę się doczekać, kiedy mi tylko powiesz, któż taki był aż tak bezczelny
Wieczór, który powinienem był przeznaczyć na wspieranie przyszłej narzeczonej spędziłem w ramionach mojej tajemniczej kobiety, o której Leander wiedział wszystko, oprócz jej imienia. I tego, że darzyłem/darzę ją prawdziwym uczuciem, a nie tylko chucią.
- Ten wieczór był tak dawno i tak wiele rzeczy się wydarzyło od tego czasu... - zaczynam obserwując alkohol uzupełniający brakujące miejsce w szklankach z prawdziwego kryształu. - Powiem ci tak Leander: jeżeli ktokolwiek nie pasował do siebie bardziej niż ja i panna Burke, to może byc to tylko Isabella i twój tfu! kuzyn - a żeby to zaakcentować uniosłem kieliszek i po spojrzeniu przez niego na Leandra, który również go uniósł, przybiliśmy się, wypiliśmy i skinąłem głową.
- Ale to, czy się do kogoś pasuje to jeszcze nic. Jestem w absolutnym szoku, że Burke'owie to zrobili. Nie sądziłem, że się do tego posuną, sądzisz że to na prawdę może być kwestia tego spotkania kawiarnianego? - pokręciłem głową, bo zważywszy na to, że traktuję to wydarzenie wciąż niepoważnie, może faktycznie nie pasowałem do obrazka, który państwo Bukreowie chcieli wobec siebie namalować. - Nie byłem w najlepszym stanie po tej sytuacji z Francisem - przyznałem cicho, spoglądając uważnie na drzwi. Lepiej, zeby nikt nie usłyszał, że z uczuciem wypowiadam się o tym, którego inni nazywają zdrajcą. - Możliwe, że zaniedbałem moją narzeczoną jeszcze bardziej niż myślałem. Ale to było od początku skazane na porażkę... wiesz co się wydarzyło w noc naszych zaręczyn? - pokręciłem głową, gotów zrzucić wielką bombę na lorda Notta.
Ares Carrow
Zawód : biznesman, zarządca w stajniach
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Hard work and ambition are vulgar.
OPCM : 6
UROKI : 23
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8988-ares-carrow https://www.morsmordre.net/t9000-cooper#270633 https://www.morsmordre.net/t9001-ares#270653 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9139-skrytka-nr-2118#276166 https://www.morsmordre.net/t9066-a-carrow#319475
Re: Gabinet Leandra [odnośnik]11.07.21 14:03
Prychnął tylko pod nosem na dźwięk tytułu, którym dość szumnie obwołał go na wejściu kuzyn. Sam nie zamierzał jednak zwracać się do niego per pan ani silić się na słowne gierki czy zbędną w jego mniemaniu przy takim towarzystwie i w takim miejscu kurtuazję. Leander rozparł się wygodniej w fotelu i wbił wyczekujące – a może nawet ponaglające – spojrzenie w Aresa, czekając na odpowiedź bez chociaż jednego słowa więcej.
Lady Black we własnej osobie — odparł krótko w celu zaspokojenia ciekawości kuzyna, nie zagłębiając się więcej w szczegóły. Akurat najmniej istotnym dla niego było teraz ustalanie kto papla co ślina na język przyniesie i lubuje się w podburzaniu plotek na salonach.
Leander przez cały czas przyglądał się swojemu gościowi. Nietrudno było stwierdzić, że Ares już przed wyjściem wypił coś na rozluźnienie, ale jeżeli przez głowę Leandra przebiegła choćby myśl, że nie należy go więcej częstować alkoholem bo może się to skończyć w najlepszym wypadku bólem głowy następnego dnia, to jej nie posłuchał. Gorzej, jeśli padną trudne do cofnięcia słowa – lecz tym też nie potrafił przejmować się zbyt długo. W końcu byli rodziną, a na dodatek łączyła ich dość zażyła przyjaźń. Mógł zaryzykować stwierdzenie, że mu ufa.
Tfu — zawtórował Aresowi w tym specyficznym toaście, z bezczelnym uśmieszkiem kryjącym się w kącikach warg, po czym upił spory łyk trudno dostępnego, ale cholernie dobrego trunku. Gdyby był sam, z pewnością przymknąłby powieki i delektował się nim dłużej, ale teraz sytuacja na to nie pozwalała. — Czekaj, czekaj, ogierze! — wciął się podniesionym głosem w potok słów kuzyna, unosząc obie dłonie w powietrze, jakby fizycznie chciał go powstrzymać przed wypluwaniem z siebie tylu sprzecznych słów naraz. — Mówisz, że do siebie nie pasowaliście – i pozwól mi to ze względu na szacunek jaki żywię względem ciebie pominąć milczeniem – ale słyszę wyraźny zawód w twoim głosie, kiedy mówisz o zerwanych przez Burke’ów zaręczynach. O co chodzi? To była jednostronna decyzja i zapadła po tym felernym koncercie? Pragnąłeś tego i do tego dążyłeś czy nie? — zapytał, bo Ares chyba zapominał, że Burke’owie nie wysyłają mu kopii listów posyłanych sowami do Sandal Castle. Leadner wciąż nie orientował się w przebiegu całej sprawy, a chaotyczne wyjaśnienia nie układały się jeszcze w logiczną całość.
Z pewnością lekceważące podejście, które mu zaprezentował nie pomagały w utrzymaniu sojuszu z inną rodziną. Jednak wspomnienie Francisa gwałtownie wypłukało ze świadomości Leandra takie spostrzeżenia. Syknął pod nosem przeciągle, zupełnie jakby kuzyn uderzył go pięścią w splot słoneczny, a nie wyszeptał kilka słów.
Tak właśnie myślałem — skwitował chłodno, choć w jego głosie nie czaił się wyrzut. Ale też nie wsparcie, bo Leadner zwyczajnie nie potrafił dodawać innym otuchy. Nachylił się lekko w stronę mężczyzny siedzącego obok. — Ale wykręcanie się rzekomymi biznesami nie będzie cię chronić wiecznie, Aresie. Weź się w garść.
I tyle. Opadł z powrotem na oparcie fotela, opanowany jak zawsze.
Cóż, tutaj muszę się z tobą zgodzić. Bezpieczniej jest zaniedbywać żonę, z którą łączą cię faktyczne, prawne więzi niemożliwe do łatwego rozerwania aniżeli narzeczoną, z którą umowa polega wyłącznie na obietnicach — powiedział z krzywym uśmiechem, wyraźnie czując gorzką prawdę kryjącą się w tych niesprawiedliwych słowach. Przy kimś innym z pewnością nie mówiłby tak otwarcie o poglądach na małżeństwo, zwłaszcza że wciąż pozostawał kawalerem.
Spojrzał w bok na Aresa, kiedy zawiesił między nimi dość dziwne pytanie. Zanim odpowiedział, przeciągając ciszę wziął jeszcze jeden haust alkoholu, opróżniając tym samym szkło.
Nie wiem — mruknął wreszcie znad brzegu szklanki, po czym odstawił ją na stolik. — Oświeć mnie zatem, kuzynie — dodał z pozorną tylko lekkością w głosie, bo w jakiś sposób wyczuwał, że nie spodoba mu się to, co Ares miał do powiedzenia.


the fire can't touch me,
for i have burned one too many times & the sea can't harm me, for i've been drowning all my life. Oh but you could rip my heart open, darling,for i have never known love before.
Leander Nott
Zawód : mecenas sztuki, handlarz dziełami sztuki
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
You might think that you can hurt me but the damage has been done.
OPCM : 8
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 14
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9796-leander-nott#297151 https://www.morsmordre.net/t9825-vivacity#297951 https://www.morsmordre.net/t9818-i-was-good-but-then-i-quit#297820 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9877-leander-nott#299087
Re: Gabinet Leandra [odnośnik]11.07.21 15:58
Jakiś nieprzyjemny dreszcz przeszedł mnie, kiedy usłyszałem kto stał za rozsiewaniem plotek o mnie. Lady Black, która jeszcze przed dwoma miesiącami wydawała się być chętną do zawiązania bliższej relacji, po tym jak poświęciłem się dla pogrzebu jej zmarłego bohatersko brata, okazała sie być więc podstępną żmiją. Nie powinno mnie to dziwić, w przeszłości Blackowie nie wykazali się nigdy lojalnością wobec Carrowów, dlaczego tym razem miało być inaczej? Myśl moja pobiegła prędko do lorda Rigela, z którym zawiązałem niedawno całkiem bliski stosunek, do lorda Perseusa, który zaoferował mi leczenie na prośbę drogiej Aurory i pojąłem, że ta żmijowatość musiała wynikać z czegoś innego, czegoś o czym jeszcze nie wiem, ale wtedy przypomniałem sobie, że przecież to była jedna z najbliższych przyjaciółek Primrose Burke. I nagle uderzyła mnie kolejna niesprawiedliwość, bo zrozumiałem, że zarówno ja, jak i Primrose byliśmy ofiarami knucia tej całej Lady Black! To na pewno przez nią nasze małżeństwo nie dojdzie do skutku! Odkryłem więc Amerykę i gotowy jestem do pognania i wygarnięcia młodej głupiej dziewusze, kiedy orientuję się, że przecież od kilku dni przekonuję wszystkich, jak to wcale nie zależało mi na układzie z Burke'ami i że nawet nie jest mi przykro, że to nie wyszło. Niekonsekwentny wydał mi się więc ten płomień, który zapłonął w mnie całym. Zalać go chcę innymi myślami, znów sam się przekonuję tak samo żarliwie jak postronnych, jak bardzo na rękę było działanie podstępnej lady Black. Nie mogę jednak pozbyć się tego wrażenia, że zostałem marionetką pod palcami osoby z którą nawet nie miałem żadnych zażyłości. Może się myliłem, ale jednak od kilku dni nie mogę przestać myśleć o tym, jak gwałtownie tuż po koncercie zmieniło się nastawienie mojej narzeczonej do mnie. Mogła być jedynie obrażona, ale gdybym zrobił w październiku to, co wydarzyło się w listopadzie, najpewniej odpuściłaby mi i zgodziła na zażegnanie kryzysu, ciesząc się z bukietu. A osoba lady Black tak idealnie wpasowuje się w teorię, która żyła w mojej głowie! Leander wydaje się jednak zupełnie nieporuszony tym odkyciem, ba, może dlatego, że było ono tylko w mojej głowie i wcale go nie powiedziałem na głos? - Na niektórych ludzi nie ma lekarstwa - skwitowałem, ale złość maluje mi się pomiędzy zmarszczonymi brwiami. - Czy w twojej ocenie, Leandrze... - zaczynam i zawieszam na chwilę spojrzenie na kuzynie, który sądził, że ten temat jest już zamknięty, - Te słowa były na tyle krzywdzące, że powinienem ubiegać się o ich sprostowanie?
Bądź co bądź, podkopywanie wartości lordowskiej mości to coś za co niekiedy odbiera się życie! Jasne, że plotki wcale mnie nie ruszaly, ale dopóki nie szkodziły interesom, a jednak zerwane układy z Burke'ami to wiele straconych galeonów. I może tych powinienem się domagać z kieszeni Blacków teraz?
Niebezpieczna bestyja ten Nott, nic dziwnego, skoro pochodzi z tak politycznej rodziny. Wpatruję się w jego przenikliwe oczy i wiem, że nie umknie mu żadne słowo, które wypowiem. I chyba właśnie tego oczekuję, niech mnie zanalizuje.
- Nie powiem, że ucieszyła mnie ta wieść, Leandrze. Szykowało się bardzo szybkie rozwiązanie moich problemów. Widzisz, lady Burke zgodziła się na ślub w lutym, co oznacza, że już za trzy miesiące miałbym nestora z głowy, nie musiałbym wiecznie odbywać tej samej rozmowy o moim chaniebnym zachowaniu. Przy dobrych wiatrach za rok mielibyśmy już dziedzica, a ja byłbym ustawiony do końca . Nie brzmiało to dla mnie źle, uwierz mi lordzie drogi - prezentuje to bardziej pragmantyczna część, natomiast tu moje spojrzenie rozmarzone, jak na obrazach mej zmarłej matki - ciemne oczy przepływają przez przestrzeń, nie szukając niczego prawdziwego, ale raczej snując się wokół marzeń i snów o romantycznej historii, której pragnę - Ale jednak to nie ja decydowałem o tym, że to właśnie ona zostanie moją żoną i nie ja zdecydowałem, że nią już nie zostanie. W tej rzeczywistości zakazów, wojny i niepewności, chciałbym chociaż raz podjąć swoją własną decyzję, która zostanie wzięta pod uwagę przez lorda Aaarona, rozumiesz co mam na myśli?
Nieco zmieszany poczułem się reakcją na moje wyznanie, a już na pewno tę pokutę, którą mi zadał mój spowiednik postanowiłem odbyć i skinąłem głową, mając nadzieję, że nie potępi mnie, tylko odbierze moje cierpienie.
- No więc widzisz. Mam nauczkę, żeby podobne cyrki robić dopiero po bezpiecznym zawiązaniu umowy małżeńskiej - żartuję wtórując Leandrowi w jego poglądach. Mamy je bardzo podobne, trudno więc byłoby mi nie wyjawić mu wszystkich moich przemyśleń. No i wydarzeń, które mnie spotkały. Mówiąc o nich uśmiecham się lekko, niegrzecznie też, bo wiem, że stapam na granicy przyzwoitości. Skupiam się i ściskam miejsce nad nosem, a w końcu uznaję, że skoro powiedziałem A to musze i B.
- Stała się rzecz niesłychana. Nikomu dotąd o tym nie mówiłem, myślę, że ona też... - jeszcze nigdy nie było mi tak trudno powiedzieć Leandrowi o czymkolwiek, tak jak teraz, a todlatego, ze... - Mowa o twojej siostrze. Spotkałem się z Eurydice tego wieczora. - wyznaję i czekam na reakcję Leandra. Czy nasza przyjaźń jest w tym momencie zagrożona?
Ares Carrow
Zawód : biznesman, zarządca w stajniach
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Hard work and ambition are vulgar.
OPCM : 6
UROKI : 23
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8988-ares-carrow https://www.morsmordre.net/t9000-cooper#270633 https://www.morsmordre.net/t9001-ares#270653 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9139-skrytka-nr-2118#276166 https://www.morsmordre.net/t9066-a-carrow#319475
Re: Gabinet Leandra [odnośnik]11.07.21 17:17
Zerknął na niego z nieco większą czujnością, słysząc ponowne nawiązanie do sprawy z plotkami na koncercie; dla Leandra była to sprawa zamknięta, nieistotna i niewarta marnowania czasu oraz śliny. Najwyraźniej jednak Ares miał inne zdanie na ten temat. Nott westchnął pod nosem.
Zwykłe, mało subtelne podważanie wagi wymówki, którą się posłużyłem aby usprawiedliwić twoją nieobecność — odpowiedział wreszcie z pewnym ociąganiem. — Lady Black z pewnością nie powiedziała niczego, za co można by ją pociągnąć do jakiejkolwiek odpowiedzialności. A przynajmniej nie przy mnie — dodał z nutą obojętności, nie mając bladego pojęcia o tym, jak zaawansowane teorie spiskowe i czarne myśli kotłowały się w głowie jego kuzyna.
Wsłuchał się za to uważnie w wyjaśnienia, z którymi Ares pospieszył chwilę później. I tylko pojedyncza zmarszczka rysująca się pomiędzy brwiami sugerowała o burzy myśli, którą wywołał swoimi słowami Carrow. Bowiem Leander nigdy w przeszłości nie liczył na jakąkolwiek decyzyjność w tej sprawie; na jakiś wybór lub możliwość wpływu co do wybranki mającej kroczyć u jego boku przez resztę życia. Nie tracił sił na porywy romantyzmu, zawczasu przygotowany do myśli, że w jego życiu ów romantyzm nigdy się nie spełni. A przed nim siedział Ares, ulubiony kuzyn, którego towarzystwo Leander naprawdę sobie cenił i wszystko wskazywało na to, że jego oczekiwania są zgoła odmienne.
Obawiał się, że jest pewna niebezpieczna przyczyna takiego zachowania. I należało wykazać się delikatnością, żeby wybadać tego podstawy.
Chcesz powiedzieć, że gdybyś mógł kogoś teraz wskazać, kuzynie... Zupełnie samodzielnie... — zaczął niespiesznie, ostrożnie dobierając słowa i nie odrywając wzroku od twarzy Aresa — zrobiłbyś to? Czy jest jedna konkretna twarz powiązana z imieniem, które przyszło ci na myśl? Teraz, gdy o to zapytałem — dodał gwoli wyjaśnienia, z naciskiem na pierwsze słowo. Nie chciał pozostawiać żadnych niejasności między nimi w tym temacie. Nawet jeśli istniała taka osoba i nawet jeśli była powodem takiego zachowania Aresa, nie wszystko było stracone. Prawda?
Leander byłby machnął ręką i odprężył się w fotelu na dźwięk następnych słów kuzyna – wszak jeśli chodziło tylko o kolejną kobietę, czymże miałby się przejąć? – ale wtedy mężczyzna dodał ich kilka więcej. A wśród nich imię, jedno znajome imię, którego Leander nigdy nie mógł się spodziewać.
Wtedy wszystko się zmieniło. W niepamięć odeszła lady Black z długim jęzorem, aranżowane małżeństwo i plany Burke’ów, a nawet jego kroki w stronę znalezienia odpowiedniej narzeczonej. Zniknęło wszystko, pozostawiając pod powiekami tylko pulsujący obraz słodkiej, niewinnej młodszej siostry oraz głuche słowa Aresa odbijające się echem we wnętrzu czaszki.
I wściekłość. Bezgraniczna, niemożliwa do opanowania wściekłość.
Gdyby Leander był drapieżnikiem – prawdziwym lwem – jego źrenice rozszerzyłyby się gwałtownie, połykając tym samym kolor tęczówek, uszy położyłyby się po głowie, a ciało w napięciu przygotowałoby się do skoku na wypatrzoną ofiarę. Gdyby miał futro, z pewnością zjeżyłoby mu się ono groźnie na karku. Wszystko to stałoby się w jednej sekundzie, malując obraz krwiożerczej bestii na moment przed rozszarpaniem krtani człowieka, który śmiał położyć łapy na Eurydice. I bynajmniej nie miał w tym wypadku żadnego znaczenia fakt, czy jest to zaciekły wróg, czy też najlepszy przyjaciel.
Leander był jednak człowiekiem.
Co nie czyniło go zgoła mniej niebezpiecznym niż lew, którego reprezentował. Drgnął na dźwięk imienia siostry i ostrzejszym niż sztylet spojrzeniem przeszył siedzącego w fotelu obok Aresa. Poza tym jednak nie wykonał żadnego ruchu. Puls szumiał mu w uszach rytmicznymi uderzeniami, a oddech się wyraźnie spłycił. Uśmiech, który zauważył na ustach kuzyna spowodował, że pobielało mu przed oczami z wściekłości.
Różdżka ciążyła w wewnętrznej kieszeni kamizelki. Leander szacował, że sięgnięcie po nią wprawionym ruchem i wypowiedzenie zaklęcia zajmie góra półtorej sekundy.
Jeśli ją, kurwa, choćby dotknąłeś — zaczął po przedłużającej się chwili ciszy, a jego głos był nienaturalnie spokojny i lodowato zimny; nie czuć było w nim porywczej furii, która szarpała jego trzewiami niczym pożoga — to poruszę samo piekło żeby sprawić, że aranżowane zaręczyny wydadzą ci się bardzo przyjemnym problemem. — Pozwolił tym słowom opaść niczym kurz, wciąż siedząc bez ruchu, z palcami zaciskającymi się na szklance tak mocno, że szkło niemal trzeszczało pod pobielałymi stawami. — Po co się spotkaliście? Gadaj. I dobrze radzę, dobieraj słowa w ten sposób, żeby mnie nie wkurwić. — Dziwna prośba jak na kogoś, kto był tak wkurwiony, że ledwie dawał radę usiedzieć w miejscu.
Myśli galopowały w chaosie, obrazy i najgorsze przypuszczenia nakładały się na siebie w niemożliwym do powstrzymania korowodzie. Po co mu to mówił? I czy Eurydice spotkała się z nim z własnej woli, czy ją do tego zmusił? Był starszy i silniejszy od niej, może pijany. Co robili? Co, do kurwy nędzy, robili w noc zaręczyn Aresa? Dlaczego nie był wtedy ze swoją pierdoloną narzeczoną, tylko z jego siostrą?!
Jeszcze nie było w natłoku emocji Leandra miejsca na racjonalizowanie, nie było też czasu, żeby przemyśleć to, co powiedział Ares i choćby postarać się odtworzyć przebieg zdarzeń z takiego spotkania. Rzygać mu się chciało na samą myśl.
Ale Leander nie był sędzią ani katem w tej sprawie. A przynajmniej jeszcze nie.


the fire can't touch me,
for i have burned one too many times & the sea can't harm me, for i've been drowning all my life. Oh but you could rip my heart open, darling,for i have never known love before.
Leander Nott
Zawód : mecenas sztuki, handlarz dziełami sztuki
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
You might think that you can hurt me but the damage has been done.
OPCM : 8
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 14
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9796-leander-nott#297151 https://www.morsmordre.net/t9825-vivacity#297951 https://www.morsmordre.net/t9818-i-was-good-but-then-i-quit#297820 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9877-leander-nott#299087
Re: Gabinet Leandra [odnośnik]11.07.21 17:55
Upokojony - nieco - przez Leandra, postanowiłem zlecić Danielowi (jeżeli ten raczy w końcu wrócić na jego usługi) wybadanie i przebadanie owej sprawy. Skinąłem głową.
- Skoro tak mówisz, ufam ci. I dziękuję za świecenie oczami przed ciekawskimi gośćmi. Wiesz, że zrobiłbym dla ciebie to samo - gdybym tylko mógł, dopowiadam sobie w głowie po czym przechodzimy do kwestii bardziej delikatnej.
Do moich romantycznych uniesień, których szukam i za którymi błądzę i w których sie gubię. I na zgubę całego gatunku lordów Yorkshire pracuję. Tak, i ja zawsze powtarzałem, że nie czeka mnie nic dobrego w małżeństwie, że nie bierze się go przecież z powodu uczuć, a raczej dobrego układu rodowego. A teraz nagle ujawniam to, co mnie budziło w nocy, co napędza mi koszmarów, kiedy wracam z sabatu, uświadamiając sobie, że po raz kolejny, żadna dama nie poruszyła mego serca . I obawiałem się, że pytanie Leandra trafiło celnie w serce moje, bo gdy spytał mnie o sytuację t e r a z, łączymy się spojrzeniami.
Było w moim życiu wiele kobiet. Dzieliłem je na te ciekawe i na te nieciekawe. O nieciekawych nie mówimy. Dalej ciekawe kobiety dzieliły sie na te do których potrafiłbym coś poczuć i na te, które sa niedostępne. Tutaj odrzucamy kategorię niedostepnych, bo moja droga Evandra już dawno dziecię powiła z wrogiem wielkim (zaszłości historyczne rodów) - panem Rosierem z krwi i kości. I zostają panny dostępne, które następnie muszę znów podzielić. I tutaj zaczynają się schody, bo wiem, że muszę odsiać panny z domów nieszlacheckich. I muszę nagle pożegnać się z miłością mojego zycia, a kiedy wyobrażam sobie, że Aurora znika w czeluści ciemnego zapomnienia, nagle bunt we mnie wzbiera i wiem, że nie pójdę dalej. Jestem uparty i wciąż, wciąż mam nadzieję. Moje spojrzenie utkwione w drogim Leandrze smutną ma nutę, bo znów wróciłem do tego podziału i znów zatrzymuję się w miejscu.
- Leandrze, trafiłeś w samo sedno, bo tak jest - usta moje przestają mówić, boję się dalej kontynuować tę rozmowę. Pomiędzy naszymi rodami była już jedna taka sytacja. Wcześniej wspomiany Percival, już nie Nott, ale działający pod innym nazwiskiem, wyrzucony przez towarzystwo, pozbawiony wszystkich udogodnień i tytułów, poszedł za głosem serca, podobnym do tego, który i mnie woła. Ten syreni śpiew, zgubny dla takiego romantyka jak ja - nie mogę go słuchać, zatykam uszy woskiem. - Ale to jest niemożliwe, nie w obecnej sytuacji politycznej - chociaż czy przed wojną nie było podobnie? Odsuwam się na bezpieczną odległość od rozgrywek wojennych, nie umiem jednoznacznie poświęcić się idei czystości, kiedy wiem, że moje serce pragnie tej która jest niżej urodzona. To, że właśnie Ona jest powodem mojego wstrzymania, to mój największy sekret. - Leandrze, nie myśl o mnie źle, postarałem się, by to zakończyć. Tej relacji już nie ma, nie zagraża mojej pozycji. Ale uwierz mi, że gdyby tylko była taka możliwość, bym zachował swój tytuł będąc z nią, z miejsca bym się na to zdecydował.
Wyjawienie tego sekretu było dla mnie trudne. Nie mówiłem o nim nawet zmarłemu Francisowi Lestagne o tym, że kobieta z którą romansuje to jest jedna kobieta, a nie jakieś przypadkowe kochanki a do tego, że poczułem do niej coś więcej niż tylko pożądanie. Leander znalazł na mnie zupełnie nowy sposób i podszedł mnie pytaniami tak, że momentalnie uległem i powiedziałem mu wszystko.
- Właśnie dlatego, wiem że muszę wziąć ślub niezwłocznie, ale sam rozumiesz, że kiedy posmakowałem raz uczucia... nie umiałbym bez niego obyć się w małżeństwie. To już niemożliwe - moje rozterki teraz jeszcze bardzo ważne dla nas obu, po kilku minutach okazały się zupełnie nieistotne.
Bo wyjawiłem kuzynowi, że ja, drapieżnik poszukujący miłości , który zwiedził pół świata i poderwał wiele kobiet, spędził wieczór, noc może całą, z jego młodszą siostrą. Nierozważne wyjawienie sekretu? Mogłem je przypłacić życiem. Widzę te emocję wzbierającą w Leandrze i odrazu orientuję się, że nie mogę zatrzymać szczegółów tego spotkania tylko dla siebie, bo przyjaciel gotowy jest wyobrazić sobie, że niewiadomo jak skrzywdziłem jego małą siostrę.
Unoszę ręce, ale nie jak tchórzliwa fretka. Jeżeli Nott był lwem, to mnie przypada koń. I ta wrodzona elegancja, spokój, idzie zaraz obok czujności. Wiem, że jeżeli zrobię o krok za daleko, stanę się ofiarą. Dlatego ostrożnie i ze spokojem wycofuję sie na swoje miejsce.
- Spokojnie, nic się nie wydarzyło. Nic, co mogłoby ją pohańbić. Lady Eurydice to prawdziwa dama, ale... Leandrze - tutaj jestem znów przyznającym się do błędu jegomościem, a serce bije mi mocno, bo wiem, że muszę mu powiedzieć coś, co mu się nie spodoba. - Tego wieczora, chociaż wiedziałem, że dopiero co zaręczam się z inną, obiecałem Twojej siostrze, że gotowy jestem dla niej rzucić pannę Burke. Nie wiem co we mnie wstąpiło, czułem się jak pod wpływem zaklęcia, ale kiedy tylko ujrzałem Twoją siostrę... To takie niezręczne. Wydaje mi się, że nawkładałem do głowy tej młodej dziewczyny nadziei, które powinny zostać teraz spłacone. I przyszedłem dziś do ciebie również po to, by wyjaśnić to. Nie chcę, żeby jej serce było złamane, żeby czekała na mnie teraz na mój ruch. Bo chociaż nie wyobrażam sobie lepszej rodziny z którą mógłbym się związać, obiawiam się, że byłaby ze mną ogronie nieszczęśliwa. - w tej całej przemowie nagle odnalazłem swoją świadomość i już wiem, że teraz faktycznie, najbardziej cnotliwe byłoby, gdybym poprosił o rękę Eurydice, skoro moje poprzednie narzeczeństwo się rozpadło. -Wnioskuję, że ona niczym się nie zdradziła...
A więc wydałem nasz sekret, a przecież prosiła, bym nikomu nie mówił.

Ares Carrow
Zawód : biznesman, zarządca w stajniach
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Hard work and ambition are vulgar.
OPCM : 6
UROKI : 23
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8988-ares-carrow https://www.morsmordre.net/t9000-cooper#270633 https://www.morsmordre.net/t9001-ares#270653 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9139-skrytka-nr-2118#276166 https://www.morsmordre.net/t9066-a-carrow#319475
Re: Gabinet Leandra [odnośnik]15.07.21 19:50
Jeśli jeszcze chwilę wcześniej miał jakieś nadzieje na możliwość rozwiązania tej sprawy po cichu i z korzyścią dla wszystkich – niestłumione do końca potwierdzeniem, że chodzi o jedną, konkretną kobietę – to rozpierzchły się one w chwili, w której Ares uzupełnił swoją wypowiedź o kolejne zdanie. Leadner przymknął powieki raczej odruchowo, na ulotną chwilę, a z jego ust wyrwało się nieproszenie kolejne ciężkie westchnienie.
Niemożliwe w obecnej sytuacji politycznej.
A więc chodziło o szlamę. Albo buntowniczkę.
Jedna opcja gorsza od drugiej, a kolejne czarne scenariusze splatające oba warianty w jedną całość kreśliły się pod powiekami mężczyzny, kiedy tkwił tak z zamkniętymi oczami. Otworzył je wreszcie i spojrzał na Aresa. Bez śladu bezradności, którą faktycznie odczuł w tym momencie. Chciałby – szczerze mógł to przed sobą przyznać – spełnić prośbę kuzyna i nie myśleć o nim źle pod tym względem. Ale nie potrafił powstrzymać wślizgującej się do umysłu pogardy.
Dobrze zrobiłeś, ucinając to zawczasu — odpowiedział, starając nie dać się po sobie poznać myśli i uczuć, które napływały falami. — Wciąż jednak niepokoi mnie ta kwestia. Zapewniasz, że zakończyłeś tą farsę, a jednak ona wciąż rzutuje na twoje decyzje i na twoją przyszłość, na pozycję, którą musisz zająć. — Leander położył szczególny nacisk na to jedno słowo. — Nie dostrzegasz tego, kuzynie? Może dlatego Burke’owie zerwali zaręczyny – bo sam ich do tego posunięcia zachęciłeś, bardziej lub mniej świadomie? — W tym zdaniu nie krył się żaden osąd. Było to raczej pytanie retoryczne, które miało nakierować Aresa na tok rozmyślań Leandra. To znaczy jedyny prawdziwy i słuszny.
To jest możliwe — odparł twardo, z jakimś rodzajem tępego uporu. — Nawet więcej, konieczne. Uczucia wyłącznie komplikują sprawy proste i prowadzą równą ścieżką do zimnego grobu — mruknął, tracąc resztki pozytywnych myśli a także chęci na zastanawianie się, czy uczucia komukolwiek się do czegokolwiek dobrego przydały.
Ares uniósł dłonie i to spowodowało, że Leander wreszcie poruszył się nerwowo na swoim fotelu. Gest kuzyna, być może odruchowy, wywołał natychmiastową reakcję obronną, którą na szczęście udało się Leandrowi pohamować w ostatniej chwili; nie sięgnął po różdżkę. Gdyby to zrobił, prawdopodobnie nie byłoby drogi odwrotu.
Potok słów mężczyzny i wyjaśnienia mające rozświetlić tą irracjonalną schadzkę z jego własną siostrą wcale nie uspokoiły Leandra, nie pozwoliły emocjom osiąść. Wzbiły za to inne myśli, tysiące mnożących się w nieskończoność pytań, których nie sposób było wypowiedzieć. Dopiero do niego docierał ogrom zniszczeń, które mógł sprawić Ares w umyśle słodkiej Eurydice. I nagle wszystko wydało mu się podejrzane. Każdy gest. Każda rozmowa z siostrą o jego kuzynie, wypytywanie o niego podczas koncertu charytatywnego, nerwowe rozglądanie się na boki zupełnie jakby w poszukiwaniu jednej twarzy – już nie miało znaczenia czy faktycznie wynikało to z ich potajemnego spotkania, bo w wyobraźni Leandra wszystko wreszcie zaczynało układać się w logiczną całość. Szkoda tylko, że tak przygnębiającą.
Co musiała przeżywać Eurydice? Jeszcze nie zadebiutowała, nie pokazała się w towarzystwie tak naprawdę, a już została zwiedziona podejrzanymi zapewnieniami Aresa o jego gotowości do oświadczenia się.
Co za pierdolona głupota. Farsa, w której młoda, niedoświadczona lwica chroniona od maleńkości przed światem zewnętrznym prawdopodobnie nie miała szans się połapać.
Że co? — warknął jedynie w odpowiedzi, mrużąc oczy. — Przychodzisz tu do mnie jak najlepszy przyjaciel. Pijesz moją brandy. Szukasz mojego wsparcia i zapewniasz o swojej chęci pomocy. — Leander cedził słowa wolno, jedno po drugim, robiąc pomiędzy nimi krótkie pauzy. — A jednocześnie oświadczasz się mojej siostrze za moimi plecami, w tajemnicy przed światem, w noc własnych oficjalnych zaręczyn? Bez jakichkolwiek ustaleń z nestorem rodu albo przynajmniej ze mną, bez zgody, bez chociaż jednej pierdolonej notatki wysłanej sową informującej o takim planie? Uważasz, że to jakaś płocha gra? — urwał nagle i zaśmiał się głucho, ale w tym dźwięku próżno było szukać melodii rozbawienia. — Skoro po to tu jesteś, wyjaśniaj, Aresie. Wyjaśniaj co spowodowało, że uznałeś mącenie w głowie młodej lwicy za dobry pomysł.
Pokręcił wolno głową na boki, po czym gwałtowne pochylił się do przodu, żeby z hukiem odstawić szklankę na blat stolika. Szkło w zderzeniu z drewnem pękło i rozcięło skórę dłoni w kilku miejscach, tworząc podłużne, regularne i głębokie szramy. Dopiero wtedy Leander oderwał wzrok od twarzy Aresa i spojrzał beznamiętnie na rękę, z której już sączyła się ciemna krew. Ból przynosił ukojenie, skupiał i ukierunkowywał emocje, klarował myśli. Leander przyglądał się cieczy i z chorą satysfakcją zagłębił się w pulsującym gorącu rozchodzącym się nerwami do łokcia i dalej, w cierpieniu; zupełnie nic sobie nie robiąc z tego, że nie jest sam.
A teraz wreszcie rzuciłeś pannę Burke i tylko czekasz na dogodną okazję, żeby oświadczyć się Eurydice zgodnie z gorącymi zapewnieniami tamtej nocy — odezwał się ponownie, a jego głos był pusty i nieprzyjemnie odległy. — Nie staraj się zaprzeczać. Tak to właśnie wygląda w oczach mojej drogiej siostry.
Może powinien go teraz zmusić do takiego kroku? Choć myśl o postawieniu go w takiej sytuacji jako kara za nonszalancję wywołała u Leandra ponurą satysfakcję, natychmiast jako przeciwwaga pojawiło się szczęście Eurydice. Być może w planowanym dla niej zamążpójściu nie zazna wielkiej miłości wyjętej żywcem z jednej z romantycznych powieści, o której tak marzyła; ale przynajmniej ma szansę być szczęśliwa.
To o więcej niż mógłby zapewnić jej zakochany w jakiejś szlamie Ares.
Sam nigdy nie był najlepszym bratem; ani entuzjastycznym wsparciem, ani kompanem do psot, które tak uwielbiała jako dziecko. Wielokrotnie stał niczym obojętny posąg, chłodny marmur, patrząc na łzy toczące się po policzkach i starał się ją znienawidzić za krzywdy, które wyrządzili mu rodzice. Ale oboje mieli świadomość – niepotrzebne do zwerbalizowania przeczucie – że za rodzinę mogliby wskoczyć w samą czeluść piekieł. Dla niej Leander był zdolny zabić.
I dobrze wnioskujesz — warknął w odpowiedzi, przenosząc na niego wściekłe spojrzenie. Jednak ostatnim, na co miał teraz ochotę było dziękowanie za akt łaski ze strony kuzyna, jakim było podzielenie się ów informacją.


the fire can't touch me,
for i have burned one too many times & the sea can't harm me, for i've been drowning all my life. Oh but you could rip my heart open, darling,for i have never known love before.
Leander Nott
Zawód : mecenas sztuki, handlarz dziełami sztuki
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
You might think that you can hurt me but the damage has been done.
OPCM : 8
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 14
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9796-leander-nott#297151 https://www.morsmordre.net/t9825-vivacity#297951 https://www.morsmordre.net/t9818-i-was-good-but-then-i-quit#297820 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9877-leander-nott#299087
Re: Gabinet Leandra [odnośnik]29.07.21 14:08
Leander, jak każdy Nott, dobrze prowadził rozmowę i nie dawał powodów, by grubociosany Carrow mógł odkryć jego prawdziwe uczucia. A jednak wydawało mi się, że nie uświadczę dziś Leandra skaczącego pod sufit, cieszące się na moje rewelacje. Przełknąłem więc pierwszą, nieprzyjemną łyżkę, słysząc że i on zgadza się, ze "dobrze, że to ukróciłem". Wiem, że dobrze. Tak mi się wydaje, że dobrze. A jednak chyba wolałbym, by chociaż jedna osoba na świecie powiedziała, że zrobiłem głupio i powinienem rzucić wszystko dla tej miłości.
Wiem też o czym mówi Leander. O mojej pozycji, o moim przeznaczeniu. Ono jest również powodem dla któego zaprzestałem relacji z Aurorą. Niestety, będąc narzeczonym, mając do czynienia ze światem nestorów i głów rodzin, zorientowałem się, że wcale nie odnajduję się w tym świecie.
- Myślę, że jest wyjście akurat z tej sytuacji - wziąłem wdech, sprawdzając po raz ostatni czy to mądre mówić komuś spoza rodziny o moim planie. Ale nie miałem już Francisa, a Leander był mi najbliższą osobą, jeżeli nie jego, to kogo mam się poradzić? - Ikar - przywołuję imię mojego młodszego brata, który nie dość, że ma już żonę to ma również kilkuletnie bliźniaczki. Jest idealnym ojcem, dobrym politykiem. - Ikar zajmie moją pozycję. Nada się dużo lepiej, a i nestor traktuje go już praktycznie jak następcę. Właściwie czeka się tylko na mój ruch i... myślę, że to zrobię - wyjawiam w końcu Leandrowi, a jakiś ciężar spada z moich barków. On wie, że tu nie chodzi o styl życia, ten jest wynikiem ciężkich przemyśleń. Nie zdaje sobie sprawy, ze to kwestia psychologiczna. Ale Leander musi domyślać się moich ciemniejszych momentów, kiedy potrafiłem zniknąć na kilka miesięcy, lub bez słowa wyjść z imprezy i pojawić się dopiero po kilku tygodniach. Ustąpienie w tym momencie, aby nie starszy, ale lepszy kandydat był wskazany na kolejnego nestora, było najmądrzejszym, co wpadło mi do głowy w czasie tych ciężkich dni.
- Nie wykluczam, że zauważyli, że nie posiądą oczekiwanej władzy, wiążąc swoje nadzieje ze mną - przyznałem, ukazując jak małą wiarę mam w swoją własną wartość. Z podobnym podejściem nie mogłem być przywódcą rodu, nie kiedy przez wszystkich wokół jestem uznawany za słabego. Jasne, że odpowiednia dama u boku, mogłaby to wszystko zmienić, ale czy takie kobiety się jeszcze rodzą? Szczerze wątpię.
Obserwując narastające emocje w Leandrze, pojąłem, że kiedy ja wycofuję się, by stać z tyłu, on jest tu by pokazać mi, jaki powinien być przywódca. Jak lew, pewny siebie i władczy. Obserwuję jego złość wzburzającą całą jego postać, czując zawstydzenie tym absurdalnym czynem, który popełniłem w Noc Duchów.
- Masz absolutną rację, popełniłem błąd - pragnę mu wytłumaczyć, niestety wydaje mi się, że to będzie trudna rozmowa, a ta sytuacja będzie największym sprawdzeniem naszej przyjaźni. Czy przetrwamy, kiedy w tak bezmyślny sposób postanowiłem zranić jego rodzinę. - Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, może oprócz tego, że... wybacz mi, ale jestem prawie pewny, że Twoja siostra mnie uwiodła tamtej nocy. Poczekaj - zatrzymuję go, nim rzuci się i odgryzie mi głowę, jak to robią lwy - Pojawiłem się nagle w restauracji, nie wiem co mnie tam przeniosło, ale to musiał być świstoklik. Później byłem odurzony, tak że dwa dni dochodziłem do siebie. A wiesz kto nam towarzyszył na tym spotkaniu? Jakiś skrzat przebrany za cherubina. Myślisz, że ja rozumiem co się wtedy wydarzyło? Nie myślałem logicznie, Leandrze, jestem prawie pewny, że mnie odurzono jakimiś elkisirami. - wyjaśniam, chociaż to nie było może dla mnie oczywiste, to może dla Leandra bardziej? Pewnie już kiedyś ktoś mu podał eliksir miłosny. - To mnie nie tłumaczy i jeżeli pozwoliłem sobie na taką słabość, to wiem, że teraz nie mam innego wyjścia, jak zrobić to do czego się zobowiązałem tamtej nocy.
Zamilkłem i czekam, ale Leander dobrze to przetrawi i powtórzyłem:
- W takim razie, powinienem zachować się tak jak należy i zrobić to. Powinienem się jej oświadczyć teraz w oficnalnej drodze... - przekładamy się pustymi spojrzeniami, chociaż moje na chwilę się ożywia, by znaleźć w twarzy kuzyna zaprzeczenie, chociaż w połowie tak gwałtowne jak wcześniej. Że nie, że nie muszę brać ślubu z jego siostrą. Że przecież to była głupota wieczorowego czaru, że ani ona, ani jej rodzina by tego nie chciała.
Bo kto by chciał go, po tym, jak przyznał, że nie zamierza być nikim istotnym w śmietance arystokrackiej. Czyż diament, którym jest Eurydice, nie powinien błyszczeć w koronie najbardziej utytułowanego mężczyzny?
Ares Carrow
Zawód : biznesman, zarządca w stajniach
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Hard work and ambition are vulgar.
OPCM : 6
UROKI : 23
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8988-ares-carrow https://www.morsmordre.net/t9000-cooper#270633 https://www.morsmordre.net/t9001-ares#270653 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9139-skrytka-nr-2118#276166 https://www.morsmordre.net/t9066-a-carrow#319475
Re: Gabinet Leandra [odnośnik]07.08.21 11:35
Nie opanował drobnego żachnięcia się, tej milisekundowej reakcji skupienia na nim spojrzenia, w którym odbijało się zaskoczenie ani iskierki ciekawości błyskającej w oczach na dźwięk tego imienia. W skupieniu słuchał dalszych wyjaśnień Aresa, choć samo ”Ikar” wystarczyło żeby przypuszczać, do czego kuzyn chce się posunąć.
I te słowa rozdarły go w jakiś sposób. Oczywiście, musiał niechętnie przyznać, że jego młodszy brat nadawał się na nestora rodu doskonale – był ustatkowany, oddany jedynej słusznej sprawie, zdecydowany i niezbyt podatny na manipulacje osoby z zewnątrz. Ale z drugiej strony – nie był Aresem. Niejako przyjacielem, osobą bliską, na której Leander mniej lub bardziej potrafił polegać mimo tych momentów nadszarpywania jego cierpliwości czy zaufania.
Choć czy mimo łączącej ich relacji Leander nie powinien przyznać, że z Aresem bywa ostatnio gorzej, zwłaszcza po śmierci Francisa? Stan psychiczny miał potężny wpływ na kierowanie rodziną, a to był ród, z którego wywodził się sam Leander i jego dobro prawdziwie leżało mu na sercu.
To może sprawić, że już nie znajdziesz odpowiedniej kobiety. Zepchną cię na margines sceny politycznej — odparł cicho, przesuwając spojrzenie gdzieś w bok, na jeden z obrazów wiszących na ścianie za plecami Aresa. Myśli kotłowały się w czaszce, racjonalizm walczył z sympatią. — Ale nie o to ci chodzi, czyż nie? Nie szukasz siły, chwały ani władzy. Może dla ciebie to jest właśnie droga do osiągnięcia jakiegoś rodzaju... szczęścia — dodał po krótkiej chwili zwłoki, pozwalając sobie na tą szczyptę słabości. Bo tak postrzegał swoje słowa – jako słabe, żałosne przytaknięcie, pozwolenie Aresowi na odpuszczenie w życiu tego, co dla Leandra było najważniejsze.
W całej swojej pysze był świadom, że nie dla wszystkich arystokratów jest – choć powinno być.
Ból dłoni promieniował do łokcia i tylko skupienie się na nim pozwalało Leandrowi usiedzieć w miejscu, kiedy Ares zaczął znów mówić o jego siostrze. O uwiedzeniu. Warknął pod nosem groźnie na dźwięk tak idiotycznego przypuszczenia – Eurydice była zbyt nieświadoma i niewinna, żeby kogokolwiek uwieść, był tego pewien i nie wynikało to tym razem z jego krótkowzroczności czy przywiązania do siostry – ale nie przerwał potoku słów kuzyna. Cierpienie uspokajało te mordercze zapędy, które go owładnęły na myśl o ich potajemnym spotkaniu, a słowa Aresa dodawały kolejne części tej chorej układanki. Myśli wybiegały w różnych kierunkach, tworząc sieć połączeń.
I pojawiła się myśl, że przecież żadne z nich nie zdradziłoby go tak naprawdę. Ani Ares, ani Eurydice nie śmieliby zrobić tego za jego plecami, gdyby nie jakiś zewnętrzny czynnik. Czy to tylko głupia nadzieja z jego strony albo wielka chęć zaufania w słowa kuzyna pchnęły go do takich przypuszczeń? Wahał się tylko kilka ulotnych sekund.
Nie — odparł wreszcie krótko i chłodno, stanowczo ucinając tok przypuszczeń Aresa co do oświadczyn, nawet jeśli to on sam go zapoczątkował, sącząc do głowy kuzyna wizje o jakichś wymaganiach ze strony rodziny Nott albo samej Eurydice. Nonszalancko opuścił dłoń, po której niespiesznie płynęły asymetrycznie stróżki ciemnej krwi tworzące upiorną siatkę na jego śródręczu. Krew wolno, rytmicznie kapała z na parkiet u stóp zajmowanego przez niego fotela. Podniósł za to spojrzenie. To, co zamierzał powiedzieć, to były jedyne słowa jakie miały opuścić usta Leandra w kwestii wybaczenia Aresowi. — Nie powinieneś się jej oświadczać. To tylko niefortunne zrządzenie losu, a nestor nigdy nie brał pod uwagę twojej kandydatury do ręki Eurydice. Na nią czeka już ktoś inny.
Czy to satysfakcja odbiła się w jego umyśle, kiedy pozostawił te ostatnie słowa do wybrzmienia w trwającym w bezruchu gabinecie? Ekscytowała go myśl o sojuszu z kolejną rodziną, którą mógł zawrzeć za tak niską cenę – w końcu to jego młodsza siostra poniesie wszelkie konsekwencje.
Sam z nią porozmawiam — odezwał się znowu po krótkiej pauzie. — I do tego czasu lepiej dla wszystkich będzie, jeśli nie będziesz się z nią kontaktował. Nie chcę żeby to przedstawienie się ciągnęło i żeby nawarstwiały się nieporozumienia — dodał, jednocześnie mrużąc oczy, co nadało jego twarzy wręcz drapieżnego wyrazu.


the fire can't touch me,
for i have burned one too many times & the sea can't harm me, for i've been drowning all my life. Oh but you could rip my heart open, darling,for i have never known love before.
Leander Nott
Zawód : mecenas sztuki, handlarz dziełami sztuki
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
You might think that you can hurt me but the damage has been done.
OPCM : 8
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 14
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9796-leander-nott#297151 https://www.morsmordre.net/t9825-vivacity#297951 https://www.morsmordre.net/t9818-i-was-good-but-then-i-quit#297820 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9877-leander-nott#299087
Re: Gabinet Leandra [odnośnik]22.09.21 13:38
To co dla Leandra wydawało się karą, w moich oczach wyrastało na najwyższą nagrodę. Odsunięcie od polityki, zejście na margines. I w tym marginesie, to ciepłe miejsce w którym mógłbym do końca dni przejmować się jedynie tym, czy dany zwierz ma odpowiednie warunki, by sie rozwinąć. Na szczęście Leander mnie znał i zgadł, że o to właśnie mi chodzi. Uśmiecham się skromnie, potwierdzając jego przypuszczenia. Jeżeli z kimkolwiek rozmowa mogła iść tak lekko, to był to właśnie Nott i to jemu zwierzać się potrafiłem.
Walka, którą musiał stoczyć w sobie mój przyjaciel i mnie dotknęła. Tkwiłem w tym momencie, gdy czeka się na wyrok, niczym przed sądem z azkabanu. Może to właśnie tak czują się ci wszyscy złoczyńcy, zanim usłyszą, że za pomoc mugolom poniosą śmierć? Tylko, że oni robią to bo chcą, a ja... ja nie wiem co mnie opętało.
- Dostosuję sie do tego co uważasz - odetchnąłem nieco z ulgą i widać to, kiedy opieram się znów w fotelu, a po chwili moja ręka wędruje do głowyi masuję sobie nasadę nosa. Przemyślenia dotyczące ewentualnego ożenku z młodą i nieokiełznaną lwicą, mogły prysnąć, ale jak na złość wcale nie chciały i wciąż miałem przed oczami ten widok - ten koszmarny widok, w którym jedynie Leander jako przyszły brat jawił mi się pozytywnie. Nagle zmarszczyłem czoło i skupiam się znów na Nottcie.
- Ktoś inny? - to właśnie mnie zastanowiło, nawet do tego stopnia, że ja, który od kilku godzin przekonany byłem, że Eurydice zostanie moją żoną, poczułem się trochę zazdrosny. Natychmiastową ulgę przyniosła myśl, że mimo wszystko, żoną moją na szczęście nie będzie i nie mam być o co. Ciekawość nie dała mi jednak ominąć tego tematu. - Znaleźliście dla niej męża w tym sezonie? - moje zdumienie staram się kryć, bo biorąc pod uwagę to jak złej reklamy narobił rodzinie Nott Percival, nie sądziłem, że uda się znaleźć siostrze Notta tak prędko męża. Wystarczyło się tylko cieszyć, bo patrząc po Calypso, mam wrażenie, że jeżeli da się kobiecie możliwość niewychodzenia za mąż, to później bardzo trudno jej dobrać kogokolwiek. Jeden za niski, drugi za brzydki, trzeci ma króliczą wargę, kolejny łysieje, a jeszcze inny sepleni. A lordów coraz mniej!
Ares Carrow
Zawód : biznesman, zarządca w stajniach
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Hard work and ambition are vulgar.
OPCM : 6
UROKI : 23
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 13
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8988-ares-carrow https://www.morsmordre.net/t9000-cooper#270633 https://www.morsmordre.net/t9001-ares#270653 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9139-skrytka-nr-2118#276166 https://www.morsmordre.net/t9066-a-carrow#319475
Gabinet Leandra
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach