Wydarzenia


Ekipa forum
Sypialnia Tatiany
AutorWiadomość
Sypialnia Tatiany [odnośnik]30.10.20 18:45
First topic message reminder :

sypialnia Tatiany

Pomieszczenie zagracone, pogrążone w wiecznym nieładzie i woni kobiecych perfum mieszających się z dymem papierosowym. Łoże rzadko kiedy bywa zaścielone; fotele zwykle pełnią rolę podręcznej szafy; kobieca toaletka dzieli swą rolę z biurkiem i półką na opasłe księgi. Choć okna są wysokie i rozłożyste, wychodzą na jedną z ciemniejszych uliczek nokturnowej alei, skazując sypialnię panny Dolohov na nieprzyzwoicie duże ilości mroku; popołudniowa lektura jest tutaj możliwa tylko w towarzystwie świecy bądź zapalonej różdżki.
Tatiana Dolohov
Tatiana Dolohov
Zawód : emigrantka, pozowana dama
Wiek : lat 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
wanderess, one night stand
don't belong to no city,
don't belong to no man
I'm the violence in the pouring rain
OPCM : 17
UROKI : 16 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 7 +3
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8945-tatiana-dolohov#267430 https://www.morsmordre.net/t8948-ivan#267594 https://www.morsmordre.net/f312-smiertelny-nokturn-9 https://www.morsmordre.net/t9019-skrytka-bankowa-2104#271324 https://www.morsmordre.net/t8959-t-dolohov#267756

Re: Sypialnia Tatiany [odnośnik]22.04.24 21:52
Skandaliczna czerwień w okowach koniakowych kieliszków i smuga uśmiechu przemykająca prędkim krokiem w lichy wyraz zaskoczenia; które z nich skłonniejsze było do wiary w los, które gotowe było zrzucić coś pozornego na karb przeznaczenia ― z której strony bluźniercze nie ma przypadków wygrywałoby melodię wraz z rozbawionym śmiechem, za szybkim tętnem, garścią muśnięć o materiał, skóra o skórę, wargi o wargi.
Nieważne; nie interesowało ją to, nigdy, lub przestało w strzępach sztucznie stworzonej chwili, kiedy on na nowo witał się z ciemnym mieszkaniem, a ona w nawykowym geście sięgała po alkohol. Przestało, kiedy puls przyspieszył, oddech spłycił, język oplatał język i przez moment ułomnego wyobrażenia wydawało jej się ― im? ― że cała parszywość ― ich, Anglii, wojny, tego brzydkiego miejsca? ― przestała istnieć. Że nie wyszła tamtego dnia, że nie odwrócili się od siebie; a może nigdy nie poznali, i tak naprawdę ci, których zamknięto w szczelnej, dusznej puszce, nawet nie znali swoich imion.
Byłoby łatwiej?
Łopatki i lędźwie przywarły do ściany, cichy pomruk zatańczył na krawędzi jego ust; mógł wybrzmieć zawahaniem, pociemniałe spojrzenie z niebieskiego zaczęło przypominać sarnie, choć w rzeczywistości nie miała w sobie choćby krzty niepewności.
Mieli tak trwać ― w fasadzie przyjętych ról, choć paradoksalnie każde z nich już dawno porzuciło maski i kostiumy; w wyuczonym geście, gdzie to do niej należało tak i należało nie. W tęsknocie, która ścieliła się przecież w jego oczach i na którą łaskawie gotowa była odpowiedzieć, uciszając własną potrzebę, desperackość wylewającą się gdzieś niepostrzeżenie obok przyspieszonych i nieskładnych gestów, ruchów, uniesień dłoni i niezgrabnych pocałunków ― jakby w tym wszystkim miała odsłonić się z prawdą, z prostolinijnym faktem, że przecież potrzebowała go tak samo mocno. Nim wzejdzie słońce, zaprzeć się tego trzykrotnie.
Przecież wiesz ― wiem.
Wiem jak bardzo.

Wiedziała, zasiadając na skraju eleganckiego weluru i odchylając tułów w tył. Wiedziała, w zrelaksowaniu pozwalając sobie na uśmiech, w międzyczasie unosząc nogi, w rozbawieniu obserwując jak but uderza obcasem o podłogę, a dźwięk niesie się po pomieszczeniu ― on wciąż pozostawał tam. Na dole, na kolanach, przed nią.
Tylko odrobinę ostentacyjnie wyprężyła na moment ciało, z bezwstydnym zadowoleniem rozchylając leniwie nogi, pomiędzy oczekiwaniem a wyznaczaniem tego co dalej. Podwinięta sukienka przestała być ważna, ramiączko dawno temu ukazało połać bladej skóry na lewym ramieniu, w kolejnych muśnięciach materiału obnażyła przed nim jasne udo; na jego tafli mignęła ciemna nić bielizny, która niedługo później skapitulowała na drewnianej podłodze.
Patrz na mnie ― w rozkazie rozciągała się wciąż subtelna miękkość; odnalazła się w dotyku, z jakim ujęła jego podbródek, musnęła żuchwę, wplotła ją we włosy, a palce szarpnęły tylko odrobinę ― Taką wyobrażasz mnie sobie w nocy?

Tatiana Dolohov
Tatiana Dolohov
Zawód : emigrantka, pozowana dama
Wiek : lat 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
wanderess, one night stand
don't belong to no city,
don't belong to no man
I'm the violence in the pouring rain
OPCM : 17
UROKI : 16 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 7 +3
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8945-tatiana-dolohov#267430 https://www.morsmordre.net/t8948-ivan#267594 https://www.morsmordre.net/f312-smiertelny-nokturn-9 https://www.morsmordre.net/t9019-skrytka-bankowa-2104#271324 https://www.morsmordre.net/t8959-t-dolohov#267756
Re: Sypialnia Tatiany [odnośnik]24.04.24 23:09
W niemym powitaniu dawnej kochanki tliły się dwie, zupełnie ambiwalentne siły; we wzajemności tarły się naprzemiennie, zarazem też na przekór, to czułością, to zapalczywością, to godną podlotka łagodnością, to rubaszną ordynarnością. W całym niezrozumieniu tej labilnej konwersacji bez słów mieli pojąć się jednak w wyjątkowej precyzji, z ukrytą w podświadomości elokwencją, spisaną jakby machinalnie w odmętach pamięci; w pozie iście wprawnego mówcy-retoryka jednym zaledwie komunikatem potrafiła obudzić weń zastygłe w bierności zmysły, nęcąc, urzekając, zwodząc na pokuszenie. Zza przymglonych od kojącej pierwotności spotkania powiek wyglądała jakaś milcząca potrzeba, najpewniej swym sednem dotykająca nie jego samego, a zaledwie tego, czym zwyczajowo potrafił ją obdarować.
A dla niej właśnie, dla niej, gotów był uczynić naprawdę wiele.
Sprytna myśl, dotykająca głębin omawianej głębokim tonem tęsknoty, cudownie omamiła młodzieńcze serce, wniknąwszy nieoczekiwanym pochlebstwem do samego drygu krwioobiegu, spajając go jednością, bodaj na ten krótki moment, ze ślepotą naiwnej wierności. W to, że układane w afekcie figury z obydwu ciał znaczyć miały coś więcej od efemerycznej fantazji; w to, że nie po raz ostatni jeszcze odnajdywali się w gorącu perłowej pościeli, z twarzami objętymi sidłami jakże urzekających ― czy szczerych? ― uśmiechów. Kim jesteśmy? Dla siebie, dla nas samych, majaczyło zwątpieniem gdzieś z tyłu głowy, dodając całemu temu aktowi, istotnie chłodnemu i wyrachowanemu, barw obłudnego ciepła. Niczym blady płomień świecy, okalający teraz skrawki jej pięknego ― Salazarze, chyba też i idealnego ― istnienia; toksyna wydobywająca się zwykle zza cynicznej zasłony bytu rozlała się gdzieś w eterze, trochę jak zapach jej ciężkiego piżma, trochę jak masa dusznego, letniego i wieczornego powietrza. Nie potrafił powstrzymać dyskretnego uśmiechu zadowolenia, nie potrafił też ukryć żaru pożądania w ciemności osobistych tęczówek; jak ten wygłodniały pies dosięgał teraz wzrokiem najpyszniejszego kąska własnych imaginacji, a ona, ona uwielbiała przecież karmić go z analogiczną manierą. Zachęcała, by otworzył usta, by polizał i skosztował czegoś egzotycznego, swego czasu nawet grzesznie zakazanego; rozsmakowany w tym boskim wrażeniu, non stop żądał więcej, więcej, więcej. I tak też dziwnym trafem wiecznie opuszczał progi jej życia z parszywym wrażeniem, pazernego być może, nienasycenia; tym tropem narastał weń najdokuczliwszy z nałogów, uzależniająco dręczący w snach i na jawie, chorobliwie przypominający, że była pozornie na wyciągniecie ręki, zarazem też ciągle gdzieś poza jego zasięgiem. Miłość, nazwałby ten stan roboczo przelotny obserwator, kolorując całość jakąś niegodną, bajkową wzniosłością, ale to bynajmniej nie było zakochanie; obsesja, żądza, obłęd, wymieniać by się dało w próbie objaśnienia przyczynowości oglądanych tu migawek, bo tak właśnie scałowywał z niej resztki potencjalnej wahliwości ― obsesyjnie, pożądliwie, w szale jakiegoś popieprzonego obłędu.
Zdejmij to ― zarządził stanowczo, mocnym chwytem w talii przyciągnąwszy ją bliżej, by w półcieniu nadchodzącej nocy faktycznie ujrzeć mógł każdy cal jej skóry, każde dziedzictwo jej bliskości. W niecierpliwości sam ostatecznie wyciągnął jej ręce ku górze, ostatni ślad zbędnego materiału sukienki porzucając w którymś z zakurzonych kątów. ― Taką, inną, każdą, jakąkolwiek... ― stwierdził w leniwym wyliczeniu, raz za razem, ilekroć tylko naznaczył obecnością swoich warg gładkie wnętrza jej ud. Ale najbardziej, najbardziej lubię, gdy spazmatycznie prosisz o j e s z c z e. Chciałoby się więc nakazać jej wreszcie zamilknąć, chciałoby się pewnie niekonwencjonalną perwersją zamknąć jej usta, ale dla niego przyjemnością specyficznego uznania, jedynego chyba w swoim rodzaju, niosła się jej prywatna rozkosz. Uniżone spojrzenie po raz ostatni omiotło jej długie nogi i prężący się w kociej posturze gors, opuszki sięgnęły zaś dwóch kobiecych wydatności, a język, język począł inicjująco malować oblicze ekstatycznego porywu. Iście po francusku, choć nie umiałby przecież wydusić z siebie monumentalnie brzmiącego ma chérie, tu es tellement belle.
Igor Karkaroff
Igor Karkaroff
Zawód : pomocnik w domu pogrzebowym; początkujący zaklinacz
Wiek : 22
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
his eyes are like angels
but his heart is
c o l d
OPCM : 6 +3
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 13 +3
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 15 +3
Genetyka : Czarodziej
по пътя към никъде
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t11807-igor-karkaroff-budowa#364730 https://www.morsmordre.net/t11827-listy-igora#365077 https://www.morsmordre.net/t12117-igor-karkaroff#373077 https://www.morsmordre.net/f445-suffolk-dunwich-przekleta-warownia https://www.morsmordre.net/t11813-skrytka-nr-2571#364862 https://www.morsmordre.net/t11812-igor-karkaroff#364859
Re: Sypialnia Tatiany [odnośnik]Wczoraj o 15:21
To przeklęte miasto; dwa półoddechy i przestało istnieć, rozmyte w przyspieszonym stukocie serca, zapomniane w okrawkach niezgrabności ruchów, pomięte w przypadkowych pomrukach i mniej przypadkowych pół―szeptach zadowolenia. Przeklęte miasto; razem z nim cała Anglia i wszystko co ją otaczało, ten miękki do znużenia język brytyjski i kurczący się w zasobach skarbca funt brytyjski. Brytyjska herbata, brytyjska kultura, brytyjskie dzień dobry i brytyjska obcość, którą zdeptała obcasem i schowała pod dywan. Ta dzielnica, ten dom, to pomieszczenie ― z fantomowym wyobrażeniem triumfu przemykającym pomiędzy kolejnymi gestami, w muśnięciach palców i ocierających się o siebie oddechach ― uleciało gdzieś w powietrze, a impulsywny, odrobinę bezczelny chichot, zdawało się, że wgryzł się w jej skronie.
Ciepło ― to rzeczywiste i to stanowiące jedynie wydmuszkę niemoralnych oczekiwań; przestało ją nawet interesować, które było prawdziwe; welur pod skórą prawie przyjemnie zostawiał po sobie dziwne wrażenie, sennej iluzji dopełniał widok tuż przed nią, pod nią, dla niej. Sukienka stała się nieistotnym artefaktem minionego dnia, porzucona gdzieś na podłodze razem z bielizną, w zamęcie zadymionej pożądaniem percepcji, w bezwstydnej pozie, w której wyprężone ciało nawiedzał słodki dreszcz; usta nawiedzał uśmiech, oczy półmrok, o nozdrza ocierał się jego zapach, dobijając się do myśli nieoczekiwaną tęsknotą.
Tęskniła, naprawdę?
Za nim, za wyobrażeniem, które mogli mieć razem, za tą prostolinijną rysą dawnego, gdy to wszystko wydawało się mniejsze i mniej istotne. Za dusznością splecionych ciał, które we wzajemnie spijanych dźwiękach zadowolenia tworzyły na jeden, pamiętny i bezpruderyjny moment, swoistą antyfonę, spijaną każdym zmysłem, z pozwoleniem na każde mignięcie lubieżnego uśmiechu.
Jedno drgnięcie w długiej strunie kręgosłupa i kilka w okolicy podbrzusza, przymknięte powieki i rozluźnione zadowolenie na wygiętych w uśmiechu wargach; wraz z pocałunkami, całą ich siatką, całym tym słodkim uniżeniem odchyliła na moment głowę, w upodobaniu do pieszczoty jakiej się dopuszczał ― mogłaby choćby otrzeć się o prośbę? O cichy jęk nienasycenia, o nutę desperacji, gdyby przerwał i przestał, gdyby podniósł się i wystawił jej chybotliwe widzimisię na próbę?
Przełknęła ślinę, we wrażeniu tego anormalnego strachu patrząc na niego znów, zupełnie tak, jakby miał zniknąć z taką łatwością, jak znika płomień świecy. Zaraz też wysunęła dłoń z kosmyków jego włosów, układając ją na podbródku i w prostym ruchu podnosząc go wyżej siebie, łącząc na nowo ich usta w słonym pocałunku namaszczonym tą niepotrzebną obawą. Niepewny pomruk i pewny ruch; dłonie z policzków przeniosły się niżej; zahaczyły o guziki lekkiej koszuli i prędko straciły zainteresowanie, docierając do spodni owiniętych w szlufkach skórzanym paskiem. Palce sięgnęły klamry machinalnie, stanowczo, w takim samym pośpiechu rozpięła też spodnie, a kiedy usiadł obok na szezlongu, i ona zaraz podniosła się z niego i okrakiem zajęła miejsce na męskich kolanach.
Nigdy mnie nie zostawisz ― rozbawienie, fakt, prośba, ostrzeżenie; interpretacja dowolna. Mylące wrażenie i niepewność, czy wyszeptała to już przy jego wargach, czy zostało w granicach własnej krtani ― nieistotne. Przesłonięte żarem zlepionych ciał; powoli, wolniej, subtelniej ― ze spojrzeniem rozmytym i wlepionym w to jego, z rozchylonymi ustami, których miękką skórę kropiła przyjemność, biodro przy biodrze, ruch za ruchem, wstrzymany oddech i ciężki wydech zaraz potem. Jak w sennej próżni, słodkiej fantazji, dusznej fatamorganie ― bez perspektyw na jakąkolwiek oazę po drodze.

Tatiana Dolohov
Tatiana Dolohov
Zawód : emigrantka, pozowana dama
Wiek : lat 24
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
wanderess, one night stand
don't belong to no city,
don't belong to no man
I'm the violence in the pouring rain
OPCM : 17
UROKI : 16 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 7 +3
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8945-tatiana-dolohov#267430 https://www.morsmordre.net/t8948-ivan#267594 https://www.morsmordre.net/f312-smiertelny-nokturn-9 https://www.morsmordre.net/t9019-skrytka-bankowa-2104#271324 https://www.morsmordre.net/t8959-t-dolohov#267756

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Sypialnia Tatiany
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach