Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 [sen] 13 koszmarów trzymających ziemi

Go down 
AutorWiadomość
Anthony Skamander
Anthony Skamander

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Zawód : Auror
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 17
UROKI : 40
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

[sen] 13 koszmarów trzymających ziemi Empty
PisanieTemat: [sen] 13 koszmarów trzymających ziemi   [sen] 13 koszmarów trzymających ziemi I_icon_minitime23.09.18 17:46

Trzynasty raz powiódł półprzezroczystą dłonią przez blat komody o którą się opierał biodrem - chociaż nawet i to w tym momencie było określeniem na wyrost. Bardziej zdawał się lewitować tuż przy jej krańcu patrząc jak martwa kończyna zatapia się w materii mebla po nadgarstek. Wyjmował ją potem i przyglądał się z niesmakiem, jakimś obrzydzeniem na otaczającą dłoń, pozbawioną czucia poświatę. Nienawidził duchów. Nie potrafił się z nimi dogadywać. Odstręczały go swoim wiecznym postojem. Niezałatwione sprawy, szok wywołany śmiercią - to ponoć były jedne ze składowych takiego stanu, lecz Anthony nie potrafił ani jednego, ani drugiego powiązać ze swoją osobą. Przeżył życie w pełnej zgodzie z samym sobą nie raz zawodząc bądź krzywdząc tym samym wszystkich innych. Nie żałował niczego. Nie czuł wyrzutów sumienia. Tak, tak było. Wierzył w to.
Nie bał się też śmierci. Jako auror wiedział, że Azkaban był wstanie zaoferować coś gorszego, zaś jako legilimenta zdawał sobie sprawę, że śmierć tak jak każdy inny fizyczny uraz sprawia ból przez chwilę. Spojrzał na pierś z której ziała rozjątrzona rana będąca stygmatem śmierci - to właśnie w tym miejscu trafił urok umartwiający jego ciało, lecz jak się okazało z czasem - nie duszę.
Dlaczego? Dlaczego więc był tu, choć być go nie powinno?
Oderwał się od mebla stawiając kilka kroków w głąb mieszkania. O podłogę nie wybijał taktu żaden obcas męskiego obuwia. Właściwie jego stopy nie sięgały nawet podłogi. Unosiły się gdzieś ponad nią. Okropne.
- Nie rozumiem, Sam.. - zaczął kiedy sylwetka kuzyna wyraźniej zamajaczyła mu przed oczami - ...Może to miejsce było w jakiś sposób przeklęte. Sprawdzali to? Zaglądałeś w protokoły? - dopytywał pamiętając bardzo dobrze, że zmarł na akcji. Jednej z wielu, lecz jak na ironię losu ostatniej - Musi być jakiś powód. Coś dlaczego akurat tak się skończyło... - myślał na głos wciąż lewitując po pokoju - Musisz mi pomóc Sam. Nie chcę tak żyć. To...nieodpowiednie - tak nie powinno być. Prawdą jest to, że obecny stan rzeczy napawał go niemałym przerażeniem. Myśl, że miałby do końca świata wisieć i jedynie patrzeć. Skrzywił się.




Would I be that monster, scare them all away
If I let them hear what I have to say...?

Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
Samuel Skamander

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t3509-skrytka-bankowa-nr-358#61242 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
Zawód : starszy auror
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
I’m waiting for the call, the hand on the chest
I’m ready for the fight and fate
OPCM : 52
UROKI : 31
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej
[sen] 13 koszmarów trzymających ziemi Tumblr_nkleo3UYru1sibekyo2_500

[sen] 13 koszmarów trzymających ziemi Empty
PisanieTemat: Re: [sen] 13 koszmarów trzymających ziemi   [sen] 13 koszmarów trzymających ziemi I_icon_minitime04.11.18 21:07

W chłodzie było coś nienaturalnego. Coś nieprzyjemnego. Coś złego. Jak brak. W tym przypadku, brak ciepła. I to ten brak odczuwał Samuel, obserwując rysującą się na tle komody i drewnianych mebli - sylwetkę. Anthony. Ten sam i jednocześnie inny. Kuzyn. Przyjaciel. Brat. A teraz duch.
Papierosowy pet od dłuższego czasy smętnie tlił się, powiększając żarzący się popiół, który opadł na podłogę i bosą stopę, rozsypując srebrzysto-czarny pył. Wypuścił ze świstem powietrze, ale nie poruszył nogą. Dwie, ciemne źrenice, wpatrzone były w mglisty, półprzeźroczysty zarys mężczyzny, którego kilka dni wcześniej, widział śmierć. Widział, bo na akcji byli razem. I przegrali, tracąc jedno z lepszych aurorów, jakie widziało Biuro. Samuel stracił coś więcej. Niewidzialny fragment, ulokowany gdzieś na wysokości piersi, wyrwany i pusty z ziejącą, poszarpaną wyrwą podobnej do tej, która rysowała się nieregularną raną na niematerialnym ciele starszego Skamandera.
Samuel pokręcił głową i jakoś mechanicznie, sięgnął po kolejnego papierosa, orientując się, że w palcach wciąż tkwi niedopalony pet. Podciągnął rękę do ust i zaciągnął się, dopiero wtedy odrzucając urywek do popielniczki na parapecie, przy którym stał. Chciałby wierzyć, że tylko sen dopadł zmęczony żałobą umysł, ale chłód ciągnący od otwartego okna i ten, bijący od lewitującego w jego mieszkaniu ducha, nie znikał, wgryzając się w skórę, niczym wściekłe bahanki. Bolała go głowa, a bliźniące rany, nadal przypominały, że śmierć rzeczywiście odebrała swoje żniwo.
Nie rozumiał. Tym bardziej, że znał podejście Anthonego do świata i życia. Nie żałował podjętych decyzji, nie patrzył wstecz, rozpamiętując przeszłość. A mimo to, wrócił. W postaci, której nigdy się po nim nie spodziewał. Co się stało? Dlaczego w zawierusze paskudnej wojny, nie dano mu w końcu odpocząć? Nie dano też zamknąć Samuelowi winy, która urosła w duszy na wysokość stawianych wysoko murów - Sprawdzałem. Osobiście - powtórzył głucho, w końcu przecierając twarz lewą dłonią. Kuzyn znał metody działania Samuela i wiedział, że nie odpuściłby bez sprawdzenia każdej z możliwości - Musi chodzić o coś innego - pokręcił głową, wyrzucając z umysłu wiercące się pomysły na odpowiedź. Żadna nie znalazła odzewu w prawdzie. Opuścił spojrzenie na bose stopy i zakołysał się, podnosząc do pionu - Wiem, Thony - podniósł wzrok na towarzyszącego mu ducha. Nie znał się na nich, ale te skrawki informacji, jakie posiadał i rzeczywistość w jakiej pracował, pozwalała na względne... obeznanie - Coś musiało cię tu zatrzymać. Coś, z czym się musisz zmierzyć - zawiesił głos, mierząc się ze spojrzeniem półprzeźroczystych oczu - Podobno... to ostatnia rzecz jaką się widzi... przed końcem - minął kuzyna i zatrzymał się, będąc odwróconym plecami, ze spojrzeniem utkwionym w aurorska odznakę, która leżała na jednej z szafek - Co... co pamiętasz? - krew dudniła mu w skroniach, ale głos miał spokojny, opanowany. Lata oklumenckiej praktyki, wyrobiły w nim dziwne nawyki, odcinając emocje, które mogły malować się na jego obliczu.






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.



Ostatnio zmieniony przez Samuel Skamander dnia 05.05.19 23:32, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Anthony Skamander
Anthony Skamander

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t5473-thony#124691 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Zawód : Auror
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 17
UROKI : 40
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

[sen] 13 koszmarów trzymających ziemi Empty
PisanieTemat: Re: [sen] 13 koszmarów trzymających ziemi   [sen] 13 koszmarów trzymających ziemi I_icon_minitime12.02.19 21:27

Być może jeszcze to do końca do niego nie dotarło. To, że jego życie dobiegło z chwilą obecną końca. Że nie będzie miał już wpływu na nic mającego jakąś wartość, że to minęło i już nie wróci. W końcu ciągle tu był. Widziany przez martwe oczy świat nie był dla niego inny, lecz on sam dla świata już tak. Nieprzyjemny ciężar spojrzenia Samuela boleśnie o tym przypominał. Puste, głuche, a jednak przepełnione krzykiem uchodzącej cząstki duszy. Widok ten sprawiał cierpienie tym bardziej, że doskonale zdawał sobie sprawę z tego, iż był jego przyczyną.
- Sam - nawołał go z nutą upomnienia chcąc w matowych oczach wykrzesać połysk skupienia - Przestań - tak na mnie patrzeć. Nakazał chłodno widząc, jak ziejąca na piersi rana go hipnotyzowała, odrywała od rzeczywistości w której musiał za nich obu w tym momencie tkwić - Podejmując się kursu nie byłem nieświadomym niczego dzieckiem. Wiedziałem na co się piszę i jak może się skończyć więc przestań - się rozckliwiać. Brwi poruszyły się w rozdrażnieniu, a on sam założył półprzezroczyste ramiona na torsie chcąc przysłonić śmiertelne znamię doznanej porażki.  Bezskutecznie. Za błędy się płaciło. W zawodzie aurora słono. Przypomniał o tym młodszemu kuzynowi szorstko mając na uwadze jedynie jego dobro. Żałoba nie była czymś czego chciał. Wszystko co robił miało znaczenie. Zrobił dużo dobrego. Nie było czego żałować. Ani mu, ani nikomu innemu pochylającemu się nad jego nagrobkiem. Dlatego trudno mu było zrozumieć swój stan.
Odbiwszy się od mebla lewitował ku drugiemu końcu pokoju słuchając Samuela. Nie powinien mu robić wyrzutów. Wiedział, że ten był skrupulatny tym bardziej jeżeli sprawa była powiązana z kimś mu bliskim.
- Z liczbą ścian przez którą mam przelewitować...? - jęknął zatapiając w groteskowym geście rękę po nadgarstek w tynku. To był teraz chyba szczyt jego możliwości. Przekręcił głowę by skrzyżować spojrzenie z Samem. Uniósł delikatnie brew w zamyśleniu cofając się wspomnieniami do wydarzeń z akcji, do chwili w której dotknęła go śmiercionośna klątwa, kiedy to ciało odmówiło posłuszeństwa, a rozwarte oczy kazały patrzeć w pokrywające się ciemnością niebo....
Drgnął nagle jak oparzony przyciągając dłoń ku sobie. Zmieszany, wystraszony błądził spojrzeniem po podłodze salonu jakby na tej spisana była odpowiedź, albo leżało na niej coś co tylko on był w stanie dostrzec - Gabrielle... - bąknął głucho, a potem jakby rozpłynął się na sekundę w powietrzu by w nerwowej migawce pojawić się w zupełnie innej części pokoju będąc odwróconym do Sama plecami tak, że ten nie mógł dostrzec jego twarzy.




Would I be that monster, scare them all away
If I let them hear what I have to say...?

Powrót do góry Go down
Samuel Skamander
Samuel Skamander

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
https://www.morsmordre.net/t1272-samuel-skamander https://www.morsmordre.net/t1372-filozof#10888 https://www.morsmordre.net/t1374p9-auror-na-motorze#11334 https://www.morsmordre.net/f186-harley-street-5-3 https://www.morsmordre.net/t3509-skrytka-bankowa-nr-358#61242 https://www.morsmordre.net/t1597-samuel-skamander#26793
Zawód : starszy auror
Wiek : 29
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
I’m waiting for the call, the hand on the chest
I’m ready for the fight and fate
OPCM : 52
UROKI : 31
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej
[sen] 13 koszmarów trzymających ziemi Tumblr_nkleo3UYru1sibekyo2_500

[sen] 13 koszmarów trzymających ziemi Empty
PisanieTemat: Re: [sen] 13 koszmarów trzymających ziemi   [sen] 13 koszmarów trzymających ziemi I_icon_minitime06.05.19 0:40

Nie, nie należał to tkliwych osób. Nie zatrzymywał się bez końca nad sprawami, odrzucając sprawy dnia dzisiejszego. Wiedziała, jakie obowiązki na nim ciążyły nie tylko, jako aurora. Przeszedł lata treningów, pracy, misji i wielu umiejętności, by potrafić odłożyć je na bok, na poczet działania. Ale nie był żadna mugolska maszyną, nie był nieczuły. Potrafił odsunąć od siebie gwałtowniejsze emocje, wyciszyć ich płomień i zminimalizować dręczące napięcie. To, czego wyrzec się nie umiał, to pamięci o tych, którzy wpisali się w coś, co starożytni filozofowie nazywali duszą. I to jej fragment utracił wraz ze śmiercią Anthonego. Mógłby zaprzeczać, mógł nosić się z maska obojętności, ale widok kuzyna w niematerialnej postaci, wytrącił mu z ręki budowane opanowanie i to - widać, musiał dostrzec w jego oczach.
- Daj mi trochę czasu - nie próbował zaprzeczać. Wiedział co zadziała najlepiej, potrafił spojrzeć na wszystko z boku, ale postawiony w warunkach ekstremalnych, musiał po prostu... przeczekać - Nigdy bym cię o to nie posądzał - zmarszczył brwi, dusząc papierosa. Chłód powietrza działał orzeźwiająco i jednocześnie, paradoksalnie, nadając obrazowi jakiejś sennej ulotności. Kto, jak kto, ale Skamander znał brata lepiej, niż ktokolwiek inny. Przynajmniej, mocno w to wierzył, pozwalając tym samym wpisać im w rodowy rys krwi - Po prostu... - zawiesił głos, szukając na nowo paczki papierosów. Chaotycznie obszukując kieszenie, by odnaleźć je na stole - daj mi chwilę - zmarszczył brwi, samemu doprowadzając swoje myśli do porządku. Anthony miał rację. Skamander miał skupić się, zacisnąć powieki i wyrwać spod nich odtwarzany obraz winy. Żałobę miał przesunąć na kiedyś. Albo na nigdy, zrzucając jej znamiona w poczet rzeczy, których ruszać nie powinien.
Uśmiechnął się krzywo, groteskowo, na moment próbując wyobrazić sobie świadomość niematerialności, ale - zamiast tego, wciąż widział kuzyna i rysujące się na półprzeźroczystym obliczu konsternację - Thony? - zawiesił głos, mając wrażenie, ze w pomieszczeniu ochłodziło się dużo bardziej, niż sugerowałoby uchylone okno. I wystarczyło jedno słowo. Imię, by Samuel poczuł chłód dużo głębiej, przeciskający się przez pierś, zupełnie jak czarnomagiczna klątwa. Sylwetka drugiego aurora zniknęła, razem z całą prezencją, która błysnęła i pojawiła się w drugim końcu, całkiem odwrócona do niego - Co?... - nie poruszył się, nie rozumiejąc, jaki związek miała mieć ONA - Co. Gabrielle. - tym razem pełniej zapytał, wciąż nie odnajdując właściwych wniosków. Dopiero po chwili zauważył trzymanego, nadal nieodpalonego papierosa. Zrobił to teraz, zaciągając się dymem na nowo, po raz wtóry szukając w tytoniu próżnego rozluźnienia - Wytłumacz - Anthony był jednym z niewielu, który wiedział kim była i co znaczyła dla niego jego dawna ukochana. Tym bardziej więc nie odnajdował związku, chociaż gdzieś podświadomie przeczuwał, że odpowiedź wcale nie będzie taka, którą będzie chciał usłyszeć.






Cause I walk through the valley of the shadow of death

And I fear no evil because
I'm blind.

Powrót do góry Go down
 

[sen] 13 koszmarów trzymających ziemi

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-19