Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Big Ben, wnętrze zegara

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Big Ben, wnętrze zegara   10.03.12 22:14

First topic message reminder :

Big Ben, wnętrze zegara

Jest to rozległe pomieszczenie w kształcie kwadratu, które pełniło niegdyś funkcję strychu, dziś zaś służy głównie za atrakcję turystyczną oraz jeden z najlepszych punktów widokowych w całym mieście. Na wieżę prowadzą spiralne schody liczące dokładnie trzysta trzydzieści cztery stopnie, a tymczasem zza szklanej tarczy zegara rozpościera się zapierający dech w piersiach widok na ogromną londyńską panoramę: dziesiątki rozmaitych budynków poprzecinanych sznurem dróg, mostów oraz sunącą spokojnie swym torem Tamizę. Miejsce to mimo szalejącej w Anglii wojny nie utraciło na swej popularności, każdego dnia będąc tłumnie odwiedzanym przez mrowie ciekawskich i zakochanych, a także przez liczne wycieczki szkolne. Na samym środku umiejscowiono dwa długie rzędy drewnianych, niewygodnych ławek, jak zwykle obleganych przez zmęczonych wspinaczką turystów, a także przyozdobionych wyżłobionymi scyzorykami lub magią napisami pamiątkowymi.
Zaś na każdej z czterech tarczy zegarów umiejscowiono łacińską sentencję: Domine salvam fac reginam nostram Victoriam primam, którą tłumaczyć można jako Panie, zachowaj naszą królową Victorię I.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Colin Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t592-colin-fawley http://www.morsmordre.net/t1184-poczta-kociarza-colina http://www.morsmordre.net/t2648-ten-smaczniejszy-wafelek http://www.morsmordre.net/f123-inverness-stuart-street http://www.morsmordre.net/t1185-colin-fawley
Właściciel Esów&Floresów i własnej sieci ksiegarni
36
Szlachetna
Kawaler
Zasada pierwsza: nie angażować się
9
9
0
0
1
2
0
5
Czarodziej
A co, jeśli wszyscy żyjemy w świecie, który nie ma końca?

PisanieTemat: Re: Big Ben, wnętrze zegara   05.10.15 17:52

Nie miał żadnych wątpliwości co do tego, że postępuje słusznie, zlecając komuś śledzenie Raven. Wyrzuty sumienie czy chociażby krótka chwila zastanowienia nad etyczną oceną takiego czynu były mu zupełnie obce; w swoim zwyczajny egoizmie bardziej skupiał się na własnym bezpieczeństwie i opinii wśród przyszłych arystokratek - jedynych panien, które mógłby pojąć za żonę - niż na roztrząsaniu swojego poziomu moralności. Ostatnim, czego potrzebował, to niedoszła narzeczona opowiadająca na prawo i lewo o swoim "opiekunie", który niebawem miał się jej oświadczyć. Śmieszne doprawdy.
- Może na szczycie London Eye? - rzucił zabawnym tonem, jakby wymyślanie ekstrawaganckich miejsc spotkań było przednią rozrywką. - Proponowałbym londyńskie ZOO, wybieg z wielbłądami. Mam dziwne wrażenie, że spodobałyby się pani te zwierzęta - dorzucił po chwili, podnosząc się powoli z ławeczki. Oparł się mocniej na lasce, obciągając materiał marynarki, mimo że ten pozostał w nienagannym porządku. Zastanowił się jeszcze, czy oby na pewno poruszył wszystkie niezbędne sprawy, zadał konieczne pytania i uzyskał potrzebne informacje, ale nic więcej nie przychodziło mu na myśl. Zbytnie przedłużanie spotkania byłoby zaś cokolwiek niepożądane.
- Zatem do zobaczenia - uśmiechnął się lekko, skłaniając głowę w geście pożegnania. - Liczę, że ten tydzień będzie bardzo owocny - odwrócił się na pięcie, kierując się w stronę schodów i postukując laseczką niczym wytrawny mugol, który wybrał się na zwiedzanie jednej z najbardziej znanych londyńskich atrakcji.

z/t


Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 http://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli http://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 http://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 http://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Big Ben, wnętrze zegara   22.12.15 0:46

|październik

Wyjście do serca Londynu nie było głupim pomysłem. Nie, jeśli chciał pobyć sam od znajomych, pracy, rodziny. Chciał być gdzieś, gdzie raczej nikomu by nie przyszło do głowy, że może tutaj być. Nabroił ostatnio przez co czuł sumienie, które było cięższą z każdym jego czynem. Gdyby może wymyślił inną strategię, gdyby wpadł na inny pomysł, to by może nie został zmuszony do pozbawienia wspomnień własnej siostrze. Nie wiedział, komu mógłby powierzyć to nie bojąc się, że może w każdej chwili dostać nakaz aresztowania. Bo zabranie wspomnień to nic z porównaniem do narkotyzowania i to w nie małych dawkach. Gdyby ktoś o tym się dowiedział, a zwłaszcza Garrett - to obawiałby się o własne życie. Żeby przez takie coś złamać swój kodeks. To powinno być niewybaczalne.
Szedł sobie spokojnie mijając londyńczyków, którzy jak zawsze gdzieś się śpieszą i zerknął na Big Bena. To byłoby dobrym schronieniem dla niego i jego własnych myśli. Wiedział, że nie mógł wziąć teraz narkotyku, bo miałby nie małe problemy. Z resztą ostatnio brał, więc nie może ryzykować chorobą czy jakimś zatruciem. Rozejrzał się wokół siebie, po czym ruszył w stronę zegara. Minął kilku turystów i opłacił, śmieszną według niego, wstęp na sam szczyt zegara. Idąc tymi schodkami czuł się, jakby szedł jakąś spiralą. Miał w pewnym momencie, że one nigdy się nie kończą i będzie zmuszony iść tak cały czas. A nie mógł użyć teleportacji, bo wszędzie było pełno mugoli. Ustawę tajności szlag by trafił i zostałby zabrany do Ministerstwa. Ciekawe, czy udałoby się Samuelowi go uratować od jakiejkolwiek kary. Bo wolałby mieć czystą kartotekę.
Będąc na samym szczycie, wziął kilka głębszych wdechów chcąc ustabilizować bijące serce od tego wysiłku. Trochę się tuta wchodziło, ale gdy podszedł do jednej z tarcz, to ujrzał świat pokryty kolorami tarczy, która zastępowała szkło. Było nieco zdeformowane, ale to zaciekawiło Weasley'a. Niedaleko tarczy znalazł sobie kącik, który pozornie był ledwo widoczny. Wyjął swoje magiczne szachy, które nosił w swojej wsiąkiewce i ustawił pionki. Wybrał sobie ciemne kolory i zaczął grać z szachami.
- Nie powinienem jej tak atakować. Garrett mnie zabije jak się dowie.- cicho szeptał do siebie podczas rozgrywki, gdy próbował się skoncentrować nad swoją partią. Pomyślał chwilę o Herewardzie, z którym kiedyś toczył rozgrywki szachowe, ale on pewnie też ma swoje życie. Czy powinien jemu zacząć jemu mieszać w swe ciemne intrygi? I przez to stracił w tym momencie konia. Drugiego konia i zarazem ostatniego w tej partii. [bylobrzydkobedzieladnie]





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.



Ostatnio zmieniony przez Barry Weasley dnia 19.02.16 19:38, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Hereward Bartius
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t576-hereward-bartius-barty http://www.morsmordre.net/t626-merlin http://www.morsmordre.net/t674-bartus http://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 http://www.morsmordre.net/t1014-bartek-wsiakl
Profesor w Hogwarcie
33
Półkrwi
Kawaler
Na szczęście był tam las.
Na szczęście nie było drzew.
Na szczęście brzytwa pływała po wodzie.
20
3
0
0
25
1
2
5
Czarodziej
Zdarzyć się musiało

PisanieTemat: Re: Big Ben, wnętrze zegara   22.12.15 1:20

|jakiś weekend, oki? bo uciekam z pracy w innym przypadku

Mając pierwszą możliwość wyrwania się z Hogwartu uczynił to z niemałą radością. Odkąd dowiedział się tych rzeczy o dyrektorze wolał w murach zamku spędzać jak najmniej czasu. Na szczęście jego wycieczki do Londynu nie wzbudzały specjalnych podejrzeń, dwoją bliźniaczą siostrę odwiedzał w Mungu tak często jak tylko to było możliwe. I nawet jeśli nikt nie znał celu jego wycieczek do Anglii, to nie zastanawiał się specjalnie nad tym, czemu Herewarda nie było w szkole. Spacerował po ulicach stolicy paląc jednego papierosa po drugim, nie wiedząc, co z sobą począć. Jego bezładne pałętanie się po mieście doprowadziło go w końcu do obleganego przez turystów okolic parlamentu. Stanął pod słynną wieżą z zegarem i nie zastanawiając się zbyt długo ruszył na górę. Zapłacił za bilet i po raz kolejny w ciągu ostatnich kilku tygodni zaczął się wspinać. Jego zmęczenie dotarło do granic, gdy na dwieście siedemdziesiątym schodku postanowił się teleportować o całe trzy w górę. Tak, przynajmniej absolutnie nikt tego nie widział. Powinien jednak rzucić palenie. Tylko - jak? Jak w tak niespokojnych, stresujących czasach miałby się pozbyć tego cudownego nałogu? Może wystarczy jak po prostu wróci do regularnych ćwiczeń? Pobiega z rana trochę po błoniach, porobi pompki w gabinecie pilnując, by żaden uczeń ani profesor go na tym nie przyłapał i może kondycja ulegnie chociaż lekkiej poprawie.
Na podobnych rozważaniach spłynęła mu droga przez męką, która pogłębiała się z każdym stopniem. Wreszcie był na miejscu. Kręciło się tu niewiele osób, bo też i komu chciało się tu wchodzić. Podszedł do tarczy obserwując zdeformowany przez szkło świat. Nie trwało to jednak długo. Jakaś wycieczka postanowiła właśnie w tym momencie zwalić się tłumnie na górę. Hereward pozwolił im oglądać Londyn zza wielkich wskazówek zegara, a sam poszedł przeczekać to oblężenie w jakimś zacisznym kątku, do którego nie dotrze żaden turysta. Tak się złożyło, że jedyny takie miejsce w wieży zajęte było przez pewną rudowłosą postać, która właśnie straciła konia. Sytuacja na szachownicy nie przedstawiała się najlepiej.
- Przesuń królową na E5 - mruknął próbując jakoś Barremu pomóc. Rozegranie partyjki zabrzmiało nawet kusząco, jeśli się nad tym zastanowić. Szachy pomagały spojrzeć na wszystko trzeźwym okiem. Na chłodno, wziąć wszystko na logikę, odrzucić emocje. Teraz miał do rozegrania najważniejszą partię szachów w swoim życiu, a problem tkwił w tym, że przeciwnik miał znacznie lepiej rozstawione figury. Swoją drogą, ciekawe czy Garry planował wciągnąć w całą zabawę młodszego brata. Hereward oczywiście tego nie zrobi za niego, to decyzja przyjaciela, który pewnie wolałby nie mieszać rodziny w tak niebezpieczną grę. Z resztą, zajęty szachami rudzielec zdawał się przebywać myślami gdzieś zupełnie indziej, nawet nie na szachownicy. Mając swoje problemy pewnie nie bawiłby się w ratowanie świata, co nie jest normalne tylko dla grupki pomyleńców, która porywała się na niemożliwe na prośbę nieżyjącego od lat starca. Zakon z dnia na dzień brzmiał coraz lepiej.




Ocalałeś, bo byłeś pierwszy
Ocalałeś, bo byłeś
ostatni

Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 http://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli http://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 http://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 http://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Big Ben, wnętrze zegara   22.12.15 11:19

| no wiadomo!

Każdy toczył własną batalię. Barry nie miał pojęcia, jaką walkę podejmuje Garrett, ale i on nie zna tajemnic swego brata. Co prawda teraz wszystko się skomplikowało i Barry musi w jakiejś części odciąć się od rodzeństwa, by zapewnić im bezpieczeństwo. Ile razy jeszcze będzie musiał podejmować ryzyko, aby chronić swych najbliższych? 5, 10 razy? Może więcej albo mniej? Tego nie jest w stanie ocenić, ale z każdym podejmowanym krokiem jest coraz ciężej.
Z jego ponurych rozmyśleń jak i rozgrywanej beznadziejnie partii przerwał głos, który dobrze rozpoznał. Hereward. Chwilę temu myślał o nim i ten się tutaj zjawia jak na zawołanie. Jak to możliwe? Przecież jest dzisiaj czysty. Spojrzał zaskoczony w jego stronę, po czym wrócił wzrokiem na szachownicę myśląc, czy jego wskazówka pomoże.
- Zaskoczyłeś mnie. Co cię tutaj sprowadza?- powiedział kierując słowa do Herewarda wykonując jednocześnie jego ruch. Uzyskał niewielką przewagę, lecz po kilku ruchach i tak przegrał. Zbyt wiele stracił i nie było szans na wygraną. Może tak samo z nim teraz jest? Traci wszystko, co jemu jest drogie i dąż ku przegranej? Czy jego los jest podobny do tej partii? Może jest jakieś rozwiązanie, którego teraz nie zauważył? Nie miał zielonego pojęcia. Posprzątał po swojej grze i zerknął w stronę rudzielca.
- Chcesz zagrać? Jak za starych lat? - zaproponował jemu partyjkę. Kiedyś grali razem w szachy i nawet im to dobrze szło. Może teraz jest trochę rozkojarzony, ale będzie musiał zaraz się skupić. Podczas gry można łatwo się wygadać na różne tematy. A Barry wolał jak najmniej mówić o swych tajemnicach. Zrobił Bartiusowi miejsce naprzeciwko siebie i ustawił szachownicę dając jemu białe pionki. Czerń dobrze koloryzowała jego życie, które powoli przybierał taki kolor. A w bieli to raczej nie będzie chodzić. Nie zasługuje na ten kolor. Ani teraz ani później, bo skoro teraz już zaczął rzucać zaklęcia na własną siostrę, to kto wie czy i nie zacznie bawić się czarną magią. O ile jego ktoś po drodze nie powstrzyma od tego pomysłu.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Hereward Bartius
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t576-hereward-bartius-barty http://www.morsmordre.net/t626-merlin http://www.morsmordre.net/t674-bartus http://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 http://www.morsmordre.net/t1014-bartek-wsiakl
Profesor w Hogwarcie
33
Półkrwi
Kawaler
Na szczęście był tam las.
Na szczęście nie było drzew.
Na szczęście brzytwa pływała po wodzie.
20
3
0
0
25
1
2
5
Czarodziej
Zdarzyć się musiało

PisanieTemat: Re: Big Ben, wnętrze zegara   26.12.15 0:49

Gdyby Hereward wiedział, z jakimi problemami musi mierzyć się Barry, to... No nie wiadomo co, bo Hereward nie wiedział, ale można gdybać. Zapewne chciałby pomóc. Zacząłby najprawdopodobniej od rozmowy z Garrettem i próby wyciągnięcia dzieciaka z bagna, w którym się znalazł i zakopywał coraz głębiej. Nie żeby Barty miał w tym jakiekolwiek doświadczenie, ale przecież nie wszystko trzeba przeżyć, by umieć się zachować. Poza tym, cudze problemy zawsze są łatwiejsze do rozwiązania.
- Przeznaczenie - rzucił z uśmiechem. - Spacerowałem po Londynie zagubiony w myślach i przywołały mnie rozpaczliwe jęki twoich figur, które błagały kogoś o ratunek.
Skrzywił się widząc agonię szachów na planszy. Sytuacja naprawdę była beznadziejna. Cóż, lepiej żeby ta konkretna partia nie była alegorią życia któregokolwiek z nich, bo nie wróży im to zbyt dobrze.
- Krótka partyjka brzmi całkiem nieźle - mruknął siadając na przeciwko. - Wyglądasz na zamyślonego - dodał układając białe figury na swoich polach. - Chcesz pogadać?
Rzucił spojrzenie na wycieczkę mugoli, która miała ich w zupełnym poważaniu.
- Ach! I gratuluję dobrego wyniku w pojedynkach - rzucił i przypomniał sobie swoją spektakularną porażkę. Tak, dalej było mu wstyd.




Ocalałeś, bo byłeś pierwszy
Ocalałeś, bo byłeś
ostatni

Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 http://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli http://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 http://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 http://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Big Ben, wnętrze zegara   27.12.15 18:49

Może by i jego sposób pomógł Weasley'owi na jakiś moment, ale jako nałogowiec wkrótce by wrócił chociażby do narkotyków. To jest dla niego jak chleb powszechni, tyle że raz na dwa/trzy tygodnie może bezpiecznie zażywać. Wiadomo, że czasem częściej bierze i wtedy musi przy pomocy zaklęć doprowadzić siebie do porządku. No ale póki co nikt go na tym nie złapał - może nawet i lepiej.
Cicho zaśmiał się ze słów Bartiusa. Jego partia nie wyszła tym razem. Szkoda pionków, ale chłopak starał się myśleć. Lecz chyba wziął za dużo spraw do myślenia i ignorował swoją trasę ku klęski.
- Garrett ciebie przysłał do mnie?- zadał pytanie wprost kończąc układać swe pionki. To było w sumie dziwne jego przybycie. Jego tutaj się raczej nie spodziewał, jeśli ma być szczery. Albo trafił przypadkiem, jak sam to wcześniej powiedział, albo go wcześniej śledził, bo Garrett chciałby sprawdzić swego brata. Za dużo ostatnio się posprzeczali i jeszcze ten incydent z Lyrą. Oczywiście że chciałby o wszystkim powiedzieć bratu, ale on ma wystarczająco dużo spraw na głowie. Jakaś rada mimo wszystko się przyda!
- To tylko czysty przypadek, że dostałem się dalej. Ale ty nie powinieneś się przejmować. Przynajmniej nikt ze znajomych Fawley'a nie zaadoptował.- pocieszył swego dalekiego kuzynka. Mógł być gorzej, bo a) koty by go zjadły; b) ktoś mógłby go zagłaskać na śmierć; c) zawsze mógł być nową potrawką na kolację. A bycie gęsią jest lepsze od królika, bo przynajmniej można latać. Spojrzał na Herewarda czekając na jego ruch.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Hereward Bartius
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t576-hereward-bartius-barty http://www.morsmordre.net/t626-merlin http://www.morsmordre.net/t674-bartus http://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 http://www.morsmordre.net/t1014-bartek-wsiakl
Profesor w Hogwarcie
33
Półkrwi
Kawaler
Na szczęście był tam las.
Na szczęście nie było drzew.
Na szczęście brzytwa pływała po wodzie.
20
3
0
0
25
1
2
5
Czarodziej
Zdarzyć się musiało

PisanieTemat: Re: Big Ben, wnętrze zegara   28.12.15 0:12

Wiedział coś o nałogach. Od lat walczył z jednym. Problem tej nierównej potyczki tkwił jednak w tym, że Hereward wcale nie chciał jej wygrać. Papierosowy dym drapiący go w gardło za bardzo kojarzył się z przyjemnym uczuciem spokoju, które ogarniało go po zaciągnięciu się. I przypominało Francję oraz związane z tamtym życiem wspomnienia, można rzec, beztroskie. W tak beznadziejnej sytuacji nie mógł absolutnie próbować wygrać. Uzależnienie od papierosów było jednak niczym w porównaniu z problemami Barry'ego, o których Barty naturalnie nic nie wiedział i nawet nie przypuszczał. O ile mógł zdawać sobie sprawę, że brat przyjaciela może mieć pewne życiowe problemy z pewnością nie podejrzewał ich skali. Poza tym, Hereward był święcie przekonany, że sam ma właśnie największy problem na świecie. Mianowicie - Zakon Feniksa i Gellerta Grindelwalda. Ciężko mu było wyobrazić sobie coś gorszego. Zagubiony w wielkich ideach, które ostatnio wyrastały w jego życiu niczym czyraki po czyrakobulwie, zapomniał, że to te najmniejsze w skali świata i z jego perspektywy prozaiczne problemy dręczą najbardziej. Bo niesiemy je sami i nikt się nimi nigdy nie przejmie tak jak my. Należy przyznać, że Barty jest ostatnią osobą, która o podobnej prawdzie ma prawo zapomnieć. A jednak mu się zdarzyło i każde ściągnięcie go z powrotem na ziemię będzie o tyle trudne, że cały czas wydaje mu się, że twardo po niej kroczy.
- Nie - odparł równie prosto. - A powinien?
Tak, trafił to zupełnym przypadkiem. Szedł przez tłum mugoli, w który nie mógł się teleportować i trafił w miejsce, w którym ostatnio skończył swą pijacką eskapadę z Garrettem. Wiedziony jakąś nieokreśloną wewnętrzną potrzebą wszedł zaś na szczyt wieży z zegarem i dostrzegł znajomą, rudą fryzurę. Niespodziewane spotkania mają to do siebie, że się ich nie spodziewa. Tak też było w tym wypadku. Ale coś Herewardowi mówiło, że Barry wcale nie liczy na elaborat na temat Bartiusowego popołudnia.
- Tak, czar przestał działać tuż po nastawieniu wody na rosół, więc tym razem mi się udało - rzucił z przekąsem. - A o szczęściu mówią tyle, że sprzyja lepszym.
Rozpoczął tradycyjnie, pionkiem stojącym przed królem. Przesunął się dwa pola do przodu stając się pierwszym filarem żmudnie tworzonej defensywy w rozgrywce. Nie mówił nic więcej, dał okazję Barry'emu zdecydować, o czym mają rozmawiać. O błahych tematach jak pogoda czy strategie w szachach, a może jednak coś bardziej skomplikowanego. Uczucia, obawy, zmartwienia, dla których na przeszpiegi młodszego brata Herewarda miałby wysłać Garrett.




Ocalałeś, bo byłeś pierwszy
Ocalałeś, bo byłeś
ostatni

Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 http://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli http://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 http://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 http://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Big Ben, wnętrze zegara   28.12.15 0:40

Barry gdyby miał czas, to by i pewnie palił papierosy. Dwie prace jego powoli wykańczają, a on sam zaczyna coraz bardziej się denerwować. Stres go zjada nawet podczas błahych spotkań rodzinnych, na których przecież powinien zachowywać się nienagannie. Teraz nie potrafi przewidzieć, kiedy straci kontrolę nad sobą i popadnie całkowicie w obłęd. A już jemu niewiele brakowało do osiągnięcia po raz drugi dna. Wtedy to sam przez swój głód stoczył się na dno, ale dzięki szantażom Burke'a jakoś podniósł się. Ale to chyba nie wystarczyło, bo sam zaczyna mieszać powoli Złotą Rybkę z opium. Gdyby jeszcze dodał do tego papierosy [na pewno te najtańsze i najszkodliwsze z resztą], to wkrótce by spadł na całkowite dno i odciąłby się od własnego rodzeństwa. Już i tak na to się powoli zachodzi, ale papierosy tylko przyśpieszyłyby takiego tempa. A porównując jego problemy do Herewarda, to jego problemy są pikusiem.
- Nie.- odpowiedział krótko, a nawet bez zastanowienia. Barry wolał, jak brat nie wysyła za nim żadnych wisielców. Wierzył w prawdomówność Herewarda, także nie chciał dodatkowo wywoływać kolejnej batalii na słowa. Ale w sumie dobrze, że tak na siebie wpadli. Nie dość, że pograją w szachy, to mogą sobie chwilę pogadać zapominając jednocześnie o pracy.
- Każdy różnie definiuje szczęściarza.- rzucił jednocześnie obserwując ruch Bartiusa. spojrzał na szachownicę i pomyślał, jaki ruch zastosować. Postawił po chwili na ofensywę i zablokował ego piona kładąc swojego od strony królowej przed jego pionem.
- Jesteś nauczycielem, nie? Trochę się znasz na ludziach... Co powinna zrobić... powiedzmy pan X, gdy chcąc zrobić coś dobrego pani Y, użył złych metod?- zadał pytanie zerkając na niego z szachownicy. W sumie zdradził mu temat jego myśli, które krążyły podczas poprzedniej partii i zapewne by krążyły na obecnie rozgrywanej. oby te tematy rozmów potem nie dotarły do jego starszego brata. Im mniej on wie, tym lepiej dla niego.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Hereward Bartius
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t576-hereward-bartius-barty http://www.morsmordre.net/t626-merlin http://www.morsmordre.net/t674-bartus http://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 http://www.morsmordre.net/t1014-bartek-wsiakl
Profesor w Hogwarcie
33
Półkrwi
Kawaler
Na szczęście był tam las.
Na szczęście nie było drzew.
Na szczęście brzytwa pływała po wodzie.
20
3
0
0
25
1
2
5
Czarodziej
Zdarzyć się musiało

PisanieTemat: Re: Big Ben, wnętrze zegara   05.01.16 20:06

Skupił wzrok na szachownicy, jednak uważnie słuchał Barry'ego. Zdaniem Herewarda, który, warto przypomnieć, był nauczycielem od kilku lat i nieraz słyszał wymigujących się uczniów, rudzielec odpowiedział nieco za szybko na jego pytanie. Ale Barty nie drążył tematu. Słusznie. Jego rozmówca niebawem sam przeszedł do ważniejszych kwestii. Przez chwilę zrobiło się nawet wzniośle.
- Można definiować jak się chce, ale na samym szczęściu nie da się przeżyć całego życia - mruknął przesuwając kolejnego piona tak, by wspierał poprzedniego. Nie lubił zaczynać gry w szachy. Za dużo możliwości, pochody, walka o to, kto pierwszy straci cierpliwość i się odsłoni, test na wytrwałość i umiejętność rozplanowania własnych figur. Praca mozolna, która jest podstawą do późniejszej rozgrywki, znacznie bardziej bezpośredniego starcia, gdzie liczyła się umiejętność dostrzegania tego, co umknęło oponentowi. Rozmawiając z Barrym i skupiając się na jego słowach, Hereward nie mógł liczyć na udany start.
- Ponoć liczą się chęci - mruknął. - Doświadczenie jednak uczy, że w takiej sytuacji należy szczerze przyznać się do błędu i wziąć na siebie konsekwencje swoich wyborów.
Zastanowił się przez chwilę, czy to naprawdę odpowiednia rada.
- Tak, zwłaszcza, jeśli chodzi o kobiety, dobrze wtedy znieść z godnością ich złość i udowodnić, że więcej się podobnego błędu nie popełni. Chyba że źle zrozumiałem i relacje pana X i pani Y są zgoła inne - spojrzał na chłopaka, krótko i uważnie zanim ponownie wrócił do obserwowania szachownicy czekając na jego ruch.




Ocalałeś, bo byłeś pierwszy
Ocalałeś, bo byłeś
ostatni

Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 http://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli http://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 http://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 http://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Big Ben, wnętrze zegara   05.01.16 21:04

Chłopak przyznał rację nauczycielowi. Sam wiedział, że szczęście wiecznie nie trwa i należy cieszyć tymi momentami, które są właśnie tymi szczęśliwymi. Przynajmniej takie, jakie się wtedy uważa za szczęśliwe. Bo nikt nie odpowie za to, że one mogą potem przeobrazić się w jakieś koszmary. A koszmary dla wszystkich są najgorszą rzeczą, jaką chcą poznać na własnej skórze.
Barry wysłuchał swój Herewarda, które niezbyt jemu pomagały. Chyba jeszcze za mało drobnych szczegółów jemu podał, aby móc usłyszeć radę. Spojrzał po szachownicy i zobaczył możliwość szachu, ale co dalej? Zaszachuje, on albo obroni się damą albo ucieknie. Mógł też ruszyć koniem, by w razie czego zbić pierwszego piona. Westchnął cicho nie wiedząc przez moment, który ruch byłby lepszy.
- A jeśli oboje są rodzeństwem? Czy to nie jest niebezpieczne wyznanie błędu?- powiedział przy okazji łapiąc jego wzrok. Nie był przekonany, czy dobrze mówi wyjawiając taki szczegół, który Barty mógłby przypadkiem powiązać z atakiem na Lyrę. No ale słowa poleciały. Nie da rady ich cofnąć. Tak samo zrobił chwytając gońca, który postawił na g5 jednocześnie dając szach. - Szach... Pani Y przez to wylądowała na szpitalnym łóżku, a pan X zabrał pani Y wspomnienia z tamtego dnia. - mówił to, lecz ostatnie jego słowa były ściszone o ton z porównaniu z jego wcześniejszymi wypowiedziami. Jakby wstydził się tego, co zrobił, bądź zdradzał sekret osoby pana X. Bo trzeba zakładać, że Barty może jednak nie dopasuje tej historyjki do ostatnich wydarzeń. Nadzieja matką głupich.

//mam nadzieję, że dobrze odczytałam poprzedni ruch ;x





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Hereward Bartius
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t576-hereward-bartius-barty http://www.morsmordre.net/t626-merlin http://www.morsmordre.net/t674-bartus http://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 http://www.morsmordre.net/t1014-bartek-wsiakl
Profesor w Hogwarcie
33
Półkrwi
Kawaler
Na szczęście był tam las.
Na szczęście nie było drzew.
Na szczęście brzytwa pływała po wodzie.
20
3
0
0
25
1
2
5
Czarodziej
Zdarzyć się musiało

PisanieTemat: Re: Big Ben, wnętrze zegara   11.02.16 15:38

Od niechcenia zasłonił króla pionkiem. Jeśli Barry postanowi go zbić, znajdzie się na miejscu zagrożonym biciem przez królową. Ale partia szachów nie była w tym momencie najważniejszym elementem tego popołudnia. Tak, Barry zdecydowanie potrzebował pomocy. Problem w tym, że Hereward nie był pewien czy jest mu jej w stanie udzielić. Nie miał doświadczenia w relacjach z rodzeństwem, przynajmniej nie takich. Jego doświadczenia były zgoła inne i zupełnie w tym momencie nieprzydatne. Na szczęście dla Weasley'a.
- Jeśli są rodzeństwem, to tym bardziej wypada wyznać prawdę - udał że zainteresowało go coś na szachownicy dając czas swojemu rozmówcy na odpowiednie przygotowanie się do kontynuowania rozmowy. Barty zdawał sobie sprawę, że wcale nie była ona dla Barry'ego łatwa.
- Barry, spojrzał wreszcie na chłopaka - twoja rodzina cię kocha i zawsze się za tobą wstawi. Możesz na nich liczyć. I na pewno będą źli, ale ci wybaczą i znowu będziesz mógł liczyć na ich wsparcie.
Wziął głębszy oddech i zamilkł, bo w pobliżu pojawiło się kilku mugoli, którzy spoglądali na dwóch rudzielców zaniepokojonym wzrokiem. Kontynuował dopiero kiedy odeszli.
- Kłamstwo zaś ma to do siebie, że ma krótkie nogi, prędzej czy później wszystko wyjdzie na jaw. I wtedy konsekwencje będą znacznie gorsze. Zastanów się czy jesteś gotów całkowicie utracić zaufanie Garretta, Lyry, matki. Masz rodzinę, która jest ci gotowa pomóc, nie odrzucaj jej w taki głupi sposób.
Zapatrzył się przez chwilę na panoramę Londynu. Miasto wyglądało wyjątkowo pięknie w tym słońcu, spokojnie i leniwo.
- A przynajmniej tak bym powiedział Panu X, gdyby był tobą i pytał się mnie o zdanie. Możesz mu przekazać moje rady - dodał po chwili z cieniem uśmiechu na ustach i przeniósł wzrok ponownie na szachownicę.
- Twój ruch.




Ocalałeś, bo byłeś pierwszy
Ocalałeś, bo byłeś
ostatni

Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 http://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli http://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 http://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 http://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Big Ben, wnętrze zegara   11.02.16 16:36

Chłopak wpierw spojrzał na rudzielca słuchając jego uwag, które sprawiły, że zaraz zniżył głowę krzywiąc swoją mimikę. Barry nie był pewny, czy po wyznaniu prawdy, rodzeństwo zarówno przebaczy, jak i będzie chciało jemu pomóc. Oddalał się od rodzństwa zachowując w pamięci wszystko co, co razem kiedyś osiągnęli. Lecz Barry wiedział doskonale, że odkąd się usamodzielnił, to ma mniejszy kontakt z rodzeństwem, niż dawniej. A teraz to są nawet pokłóceni, więc relacja nie idzie w dobrym kierunku. A Barry obawia się, do czego będzie zmuszony, aby zachować swe stare postanowienia. Że będzie dbać o rodzeństwo. Że im wspomoże. Teraz to wydaje się wręcz niemożliwe po tym, co zrobił Lyrze. On oczywiście widział w tym swoje cele, ale czy taki Garrett je spostrzeże?
- Nie wiem, czy będę w stanie się przyznać... zbyt długo w tym siedzę, w tym kłamstwie, a i jeszcze Lyra przez to oberwała. - powiedział cicho obserwując szachownicę. Starał się uniknąć spojrzenia Herewarda, które by mogło zmusić Weasley'a do mówienia. już i tak Barry zaniechał gry z panem X i panią Y. - Muszę się od nich odsunąć... dla ich bezpieczeństwa. - dodał odważając się spojrzeć na chwilę na swego aktualnie przeciwnika, po czym westchnął i ruszył pionkiem od strony króla jedno pole do przodu. Nie zakomunikował, że jest jego ruch. Barry'emu w głowie brzęczały słowa Herewada, które nie chciały dać jemu spokój. - Nie podoba mi się to, ale nie widzę innego lepszego wyjścia. I ... może lepiej, abyś nie wspominał Garrettowi o naszej rozmowie. On i tak ma o co się martwić, a nie chcę jemu dokładać moich problemów. Mogę liczyć na Ciebie, Hereward?
Miał nadzieję, że Barty potem nie poleci do jego brata i nie wspomni o tej rozmowie. Barry sam chciał rozwiązać własne problemy, które zrodziły się z popełnionych przez niego kilku błędów. Garrett już i tak pewnie zamartwia się Lyrą i znając jego, dodatkowo siedzi zbyt długo w pracy. Rudzielec nie chce, by ktoś z rodzeństwa ucierpiał, więc chce sam to wszystko naprawić. I może wkrótce wrócić do normalnej ścieżki, która podążał na początku po opuszczeniu bram Hogwartu. Egoistyczna postawa, lecz zależy, z którego punktu się spojrzy.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Hereward Bartius
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t576-hereward-bartius-barty http://www.morsmordre.net/t626-merlin http://www.morsmordre.net/t674-bartus http://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 http://www.morsmordre.net/t1014-bartek-wsiakl
Profesor w Hogwarcie
33
Półkrwi
Kawaler
Na szczęście był tam las.
Na szczęście nie było drzew.
Na szczęście brzytwa pływała po wodzie.
20
3
0
0
25
1
2
5
Czarodziej
Zdarzyć się musiało

PisanieTemat: Re: Big Ben, wnętrze zegara   13.02.16 15:31

Nie miał pojęcia, co jeszcze powiedzieć ani jak zagrać. Spróbował skupić się na szachownicy, ale myśli pędzące mu w tę i we w tę nie pozwoliły mu na wymyślenie żadnego genialnego ruchu. Wyskoczył więc po prostu koniem, gdziekolwiek, byle nie pod pionka.
- Im dłużej będziesz w kłamstwie siedział, tym będzie gorzej. Weź się w garść, Barry i rozwiąż swoje problemy. Im bardziej zwlekasz, tym są gorsze. Nie czekaj aż ktoś je rozwiąże za ciebie, to się zawsze źle kończy.
I co on ma zrobić? Troszczył się o Lyrę, martwił się o nią. Dziewczyna przeszła wystarczająco. Kto wiem, może powrót do domu dobrze by jej zrobił? Zabrać ją z Londynu do matki, niech odpocznie od tego wszystkiego. Trzeba będzie to zaproponować Garrettowi. Właśnie, Garrett. Lojalność wobec przyjaciela nie pozwoli Herewardowi przemilczeć wszystkiego, co dzisiaj usłyszał, udawać, że nic nie wie.
- Z czasem nie będzie lepiej, Barry. Zachowaj się jak mężczyzna i wypij to piwo, które sobie nawarzyłeś. Pytasz mnie o radę, oto ona. Przyznaj się, powiedz o wszystkim Garrettowi, powiedz Lyrze i zrób to, czego sam byś oczekiwał od rodzeństwa. Chciałbyś, żeby oni ukrywali swoje kłopoty przed tobą?
Nie chciał chłopakowi grozić, ale jeżeli Barry sam nie zdecyduje się tego rozwiązać, Hereward zrobi to za niego. Jego wątpliwości rozwiało postawienie się na miejscu Garretta. Jak może się czuć człowiek, przed którym przyjaciel zataja fakt wymazania pamięci rodzonej siostrze? Zawiedziony i oszukany. A i to w najlepszym przypadku. Zawiedzenie zaufania rudego aurora było ostatnią rzeczą, jakiej zarówno Hereward jak i Garrett potrzebowali. Nie teraz, kiedy od zaufania zależeć miało życie i śmierć.
- Możesz liczyć, jeśli chcesz wsparcia. Ale nie mogę udawać przed Garrettem, że nic nie wiem. Nie chodzi tylko o twoje dobro. Przepraszam, Barry, ale nie obiecam ci, że będę milczeć, kiedy wiem, że milczenie jest złe.
Uśmiechnął się smutno przewracając króla w geście kapitulacji. Zrozum, Barry, nie mogę. Nie mogę teraz pozwolić Garrettowi na utratę pewności i wiary w przyjaciół w momencie, w którym najbardziej tego potrzebuje. Jakim czyni mnie to człowiekiem?




Ocalałeś, bo byłeś pierwszy
Ocalałeś, bo byłeś
ostatni

Powrót do góry Go down
Barry Weasley
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1134-barry-weasley#7558 http://www.morsmordre.net/t1142-zjadacz-mebli http://www.morsmordre.net/t1143p9-barry-weasley#7772 http://www.morsmordre.net/f189-smiertelny-nokturn-19-4 http://www.morsmordre.net/t1144-barry-weasley#7771
sprzedawca u Ollivandera
24
Szlachetna
Kawaler
Well someday love is gonna lead you back to me
But 'til it does I'll have an empty heart
So I'll just have to believe
Somewhere out there you thinking of me...
6
10
0
0
10
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Big Ben, wnętrze zegara   13.02.16 16:03

Barry chciał rady - to ją dostał. Ale nie podobała mu się ani trochę. Owszem, zdaje sobie sprawę z tego, że im dłużej zwleka, tym gorzej będzie. Jak i to, że w sumie własnych problemów byłby gotów oddać własne życie, jeśli rodzeństwu coś się stało. Ale nie był w stanie wyznać prawdy. Nie, gdy jest bolesna i długotrwała. Pochylił głowę myśląc nad tym wszystkim jednocześnie zapominając o grze, którą zwano szachami. Rozstawione pionki, gra początkowo dobrze się toczyła, a zakończyła się niespodziewanym blokiem, który zakończył jego gest kapitulacji. Koniec gry. Niby Barry wygrał, ale te zwycięstwo jego nie radowało. To była gra na słowa, którą przegrał wyznając część prawdy. Może się tylko obawiać tego, co będzie dalej.
- A mógłbyś jemu od razu tego nie mówić? To nie jest takie łatwe do wyznania, a dla mnie jest to dosyć ... ciężki temat myśląc nad tacą kłamstw, jaką jemu zafundowałem. Potrzebuję czasu na przygotowanie się do tej rozmowy.- powiedział cicho podnosząc wzrok na Herewara. Niech nie mówi Garrettowi od razu. Co prawda Barry nie wie, czy kiedykolwiek będzie w stanie wyznać bratu całą prawdę, ale o tym nie musi wspominać rudzielcowi. Nie musi wiedzieć też o innych problemach, z którymi się boryka. Ale jeśli będzie chciał spróbować, to musi się przygotować. W końcu od dobrych dwóch, lub nawet i trzech lat rzuca kłamstwa swojemu rodzeństwu. Trzeba by było zacząć od początku, co by wyjaśniło jego wszystkie motywy. Nie zdziwiłby się, gdyby Garrett wyrzucił do z mieszkania po tym wszystkim.
Zaczął zbierać pionki i chować je do szachownicy. Barry stracił ochotę na grę, która przyniosła jemu zarówno przegraną, jak i złudną wygraną, która jego nie cieszy, tylko smuci. - Z resztą, teraz jestem pokłócony z bratem, więc tym bardziej od razu tego jemu nie powiem. O to jedno w takim razie ciebie proszę Hereward - o czas.- powiedział, gdy skończył chować pionki i zamknął szachownicę. Daj mi czas. Miesiąc, może dwa... albo do świąt w grudniu. Albo najlepiej kilka lat, gdy nazbiera się tyle kłamstw, że aż nie będę w stanie ich więcej dźwigać. Ale nie mów Garrettowi o tym teraz. nie teraz.





Ne­ver fear sha­dows, for sha­dows on­ly mean
     the­re is a light shi­ning so­mewhe­re near by.

Powrót do góry Go down
Hereward Bartius
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t576-hereward-bartius-barty http://www.morsmordre.net/t626-merlin http://www.morsmordre.net/t674-bartus http://www.morsmordre.net/f294-lord-street-10 http://www.morsmordre.net/t1014-bartek-wsiakl
Profesor w Hogwarcie
33
Półkrwi
Kawaler
Na szczęście był tam las.
Na szczęście nie było drzew.
Na szczęście brzytwa pływała po wodzie.
20
3
0
0
25
1
2
5
Czarodziej
Zdarzyć się musiało

PisanieTemat: Re: Big Ben, wnętrze zegara   19.02.16 19:23

Król potoczył się po szachownicy przewracając pionka, który jeszcze przed chwilą go bronił. Hereward wpatrywał się w to znacznie intensywniej niż by wypadało. Jego myśli błądziły daleko, bardzo daleko. Nie mógł tak łatwo zapomnieć o lojalności wobec przyjaciela. On sam chciałby wiedzieć. Garrett na pewno też. Barry, coś ty najlepszego narobił? Były problemy, z którymi Barty radził sobie całkiem nieźle. Grindelwald jest zły, trzeba mu się przeciwstawić, najwyższa pora, żeby ktoś to zrobił, a skoro nikt inny się nie zgłasza, to on da przykład. Proste. Trzeba stanąć przeciwko komuś, kto sieje strach. Pokonanie swoich obaw, tak, to może być problemem. Ale nie samo zdecydowanie, co robić należy, co jest słuszne. Wszystko było jasne. Tu czarne, tam białe, decyduj Barty. No i zdecydował. A tu? Tu wszystko jest szare, dobre i złe na raz. I jak tu dokonać słusznego wyboru, kiedy każdy w oczywisty sposób krzywdzi? Ktoś mógłby być zły, ze Barry stawia go w takiej sytuacji, rozdarcia między obietnicą a przyjacielem. Ktoś, ale nie Hereward. Jemu nie przyszło to nawet do rudej głowy.
- Będę się widział z Garrettem najpewniej za miesiąc, w listopadzie - przełamał w końcu ciszę. - Wtedy mu powiem, Barry. Nie mogę okłamywać przyjaciela.
Nie, zatajanie, żeby nie skłamać też jest kłamstwem. Kto jak kto, ale nauczyciel powinien wiedzieć o tym najlepiej. W końcu sam dawał za to szlabany swoim uczniom. Czy teraz dałby jeden sobie? Może tak należało podchodzić do rzeczy - zasłużył na szlaban czy nie? Jego dom straci szansę na wygranie pucharu czy raczej ją zyska? Ale dalej nie znał odpowiedzi na podstawowe pytanie, czy postępuje słusznie. I dowie się pewnie dopiero, gdy spotkają go wreszcie konsekwencje jego decyzji. Zupełnie jak Barry, prawda?
Wstał uśmiechając się pokrzepiająco na pożegnanie. Rzucił ostatnie roztargnione spojrzenie rudzielcowi i nie wiedząc, co powiedzieć po prostu uniósł rękę. Wydało mu się to jednak głupie, więc zamiast pomachać, podrapał się w tył głowy. I wyszedł z wieży nie za bardzo wiedzieć, jak powinien się pożegnać.

zt




Ocalałeś, bo byłeś pierwszy
Ocalałeś, bo byłeś
ostatni

Powrót do góry Go down
 

Big Ben, wnętrze zegara

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Big Ben, wnętrze zegara
» Serce zakazanego lasu
» Korytarz na II piętrze
» Apartament na piątym piętrze
» Apartament na dziewiątym piętrze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17