Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Smeaton’s Tower, Plymouth
AutorWiadomość
Smeaton’s Tower, Plymouth [odnośnik]29.06.21 11:15
First topic message reminder :

Smeaton’s Tower

Mrugające, ruchome światło u wybrzeży Plymouth to Smeaton's Tower. Dzieło magicznego konstruktora Johna Smeatona, jedno z najbardziej rozpoznawalnych miejsc w mieście. Pierwotnie latarnia znajdowała się na skałach Eddystone, ale tam dręczona przez potężne fale nie mogła już dłużej pozostać, dlatego czarodzieje przenieśli wieżę w bezpiecznie miejsce, aby mogła służyć marynarzom jeszcze przez wiele wieków. Na jej szczyt prowadzą dziewięćdziesiąt trzy schody, a odwiedzający powiadają, że rozciągający się widok zapiera dech w piersi. Niektóre historie związane z tym miejscem mówią o tym, że budowniczy zaczarował wieżę tak, by jej światło, ukazywać się mogło tym najbardziej oddalonym łodziom, w największej mgle, w największych sztormach, o ile ich kapitanowie nie mieli wrogiego nastawienia. Wsparta czarami latarnia nie niszczeje, niegroźne są jej gniewy morza i krusząca się skała.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Smeaton’s Tower, Plymouth - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Smeaton’s Tower, Plymouth [odnośnik]08.07.22 18:39
Serce się kraje, że przekazywanie dobrych nowin musi być owiane woalem konspiracji, bo samo ich otrzymanie jest zbrodnią w czasach rządów terroru. W zalewie informacyjnego szumu, który pozostawia przestrzeń wyłącznie na mgliste domysły, prawda może nigdy nie ujrzeć światła dziennego. Nadzieja jest dziś bronią obosieczną; z jednej strony daje nam motywację, by przeć naprzód mimo trudów egzystencji — z drugiej, gdy wynikiem złudy, doprowadza na skraj szaleństwa. Ubolewam, że tak rzadko mam szczęście, by przekazać dobre wieści. Reakcja na jakiekolwiek zawsze wznieca gorliwy płomień, w którym ludzie odrzucają wszelkie racjonalne teorie i liczą, że usłyszą to, co chcą usłyszeć. Przekrój emocji na ich twarzach, gdy gorzka prawda spływa do ich uszu, jest zatrważający... mimo to uważam, że nawet złe wieści są lepsze niż spędzająca sen z powiek niewiedza prowadząca do poszukiwań odpowiedzi, których nigdy nie znajdą.
Żałowałem, że musiałem wysłużyć się Nealą, żeby możliwie najbezpieczniej skontaktować się z jej przyjaciółką, Leonie. Dla niepoznaki lepiej było wykorzystać łączącą ich relację do przekazania daty i miejsca spotkania — z tych samych powodów, z których jej brat wciąż nie dał po sobie znaku życia. Wybrałem stosunkowo dyskretne, mało zaludnione miejsce, aby zapewnić nam swobodną przestrzeń do rozmowy i ograniczyć zainteresowanie burzliwymi reakcjami. Zjawiłem się tam na długo przed umówionym spotkaniem, cicho obserwując otoczenie i przechodniów w poszukiwaniu zagrożeń, by ustrzec dziewczynę — i samego siebie — przed potencjalnym niebezpieczeństwem. Nie wiedziałem przecież, czy ktoś nie przechwycił listu od mojej kuzynki, czy odpowiedzi, którą młódka mogła jej odesłać. Gdyby tak było, musiałbym wstrzymać się z przekazaniem wieści, gdyż bez wątpienia byłaby obserwowana, dlatego skrupulatnie badałem teren z ukrycia jeszcze przez chwilę po jej przybyciu. Pozostawiłem Kelpie nieopodal na wypadek komplikacji i wyruszyłem na konfrontację, starając się niezauważenie podejść na relatywnie bliską odległość, by zareagować na potencjalnie gwałtowne, ściągające spojrzenia reakcje. Spostrzegła mnie wcześniej, niż zakładałem — nie dziwiło mnie, że również była czujna; uspokoiłem ją gestykulacyjnie, aby nie podnosiła tonu i odezwałem się w pół jej zdania.
Shh, już dobrze. Wszystkiego się dowiesz, ale proszę, zachowaj spokój; to bezpieczne miejsce, ale nie możesz o tym mówić na głos. — nie dostrzegałem zagrożenia, ale musiałem ją odpowiednio poinstruować, żeby nie ściągała zbędnej uwagi, gdy pójdziemy w swoje strony. Informacje, które miałem jej do przekazania, były dla rodziny Henrego zabójcze, a to ostatnia rzecz, jaką chcieliśmy osiągnąć. — Jestem Garry, kuzyn Neali. Twój brat jest cały i zdrowy, ale nie mógł Cię narażać spotkaniem. — oznajmiłem, łagodnie patrząc jej w oczy. Starałem się uwydatnić swoją bezpretensjonalność, by spotkanie z wysoko urodzonym nie wzbudzało w niej stresu i skupiła się na bardziej istotnych aspektach niż tytulatura, do której nie przykładałem wagi.
Henry prężnie działał dla dobra magicznej społeczności w podziemnych strukturach od samego początku. Ma ledwie dwadzieścia jeden lat i więcej odwagi, niż ja w jego wieku mógłbym sobie zamarzyć. Krwawiło mi serce, że tak młoda osoba musiała porzucić kontakt z własną rodziną, żeby nie narażać jej na niebezpieczeństwo. Marzyłem o tym, by któregoś dnia Wielka Brytania stała się bezpiecznym miejscem, a wszyscy pokrzywdzeni zbrodniami Malfoya i Voldemorta odetchnęli z ulgą, jednocząc się we wspólnym gronie. Brat Leonie od dawna próbował znaleźć sposób na bezpieczny kontakt z bliskimi, lecz było na to jeszcze za wcześnie; dopiero kiedy wspólnie zadecydowaliśmy, że zaaranżowanie takiego spotkania nie będzie okraszone nadmiernym ryzykiem, zaoferowałem swoją pomoc. — Henry nie mógł się z Tobą wcześniej skontaktować, ale wszystko, co robił - robił z myślą o rodzinie. Musisz zrozumieć, że gdyby ktokolwiek zobaczył Was razem, groziłoby Wam wielkie niebezpieczeństwo. Z tego samego powodu nikt nie może się dowiedzieć, że masz z nim jakikolwiek kontakt, dlatego zachowaj dyskrecję. — powtarzałem słowa jak mantrę, bo jej bezpieczeństwo było dla Henrego najważniejsze, a moim obowiązkiem było zadbać, aby sama się nie podkładała. Niestety szczęśliwe wieści to nie jedyne, które miałem jej dzisiaj do przekazania. — Jest coś jeszcze, o czym powinnaś wiedzieć. — szukałem w jej oczach gotowości, moja twarz wyraźnie posmutniała.
Garfield Weasley
Zawód : Biuro Informacji i Propagandy "Memortek"
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 15 +5
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Wilkołak

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t11219-garfield-weasley#345390 https://www.morsmordre.net/t11265-persymona#346336 https://www.morsmordre.net/t11272-futerkowy-problem https://www.morsmordre.net/f426-devon-appledore-wooda-road-12 https://www.morsmordre.net/t11264-skrytka-bankowa-nr-2454#346322 https://www.morsmordre.net/t11263-garfield-weasley
Re: Smeaton’s Tower, Plymouth [odnośnik]08.07.22 18:39
The member 'Garfield Weasley' has done the following action : Rzut kością


'Zdarzenia' :
Smeaton’s Tower, Plymouth - Page 2 VxEgIzc
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Smeaton’s Tower, Plymouth - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Smeaton’s Tower, Plymouth [odnośnik]11.07.22 12:58
Dostrzegając uspokajający gest mężczyzny, umilkła natychmiast, zaciskając wargi w wąską kreskę i kiwając przepraszająco głową, choć niekończące się pytania nie przestały cisnąć się jej na język. Miała wrażenie, że się nimi udusi; chociaż zdawała sobie sprawę z faktu istnienia magicznego podziemia (ukryte pod stertami dokumentów egzemplarze Proroka Codziennego nadal trafiały w jej ręce, a przeglądanie ich zawsze wyglądało tak samo – zaczynała od ostatniej strony, przesuwając opuszkiem palca wskazującego wzdłuż długich kolumn z nazwiskami poległych, pozwalając sobie na wypuszczenie powietrza z płuc dopiero, gdy upewniła się dwukrotnie, że nie było wśród nich Henry’ego), to wszystko inne pozostawało dla niej niewiadomą. Nie miała pojęcia, kto wygrywał w toczących się na terenie kraju walkach, których echa docierały do Londynu pod postacią niesprawdzonych pogłosek i cichych plotek wymienianych na korytarzach Świętego Munga przez uzdrowicieli i kursantów; Walczący Mag stwierdził parę dni temu, że tajemniczy Zakon Feniksa został doszczętnie rozbity, co to jednak oznaczało? Nie miała pojęcia.
Na wieść o tym, że Henry był cały i zdrowy, odetchnęła bezgłośnie, czując się tak, jakby po raz pierwszy od miesięcy zniknął przygniatający jej klatkę piersiową ciężar. Przytknęła wierzch dłoni do ust, walcząc przez sekundę z cisnącymi się do oczu łzami, nie mogąc się doczekać, aż przekaże tę wiadomość rodzicom. – Gdzie… – zaczęła, ale zanim słowa zdążyłyby się na dobre ukształtować na jej ustach, potrząsnęła głową, zdając sobie sprawę, że lord Garfield – Garry – nie mógł jej tego zdradzić – nawet jeśli wiedział. Wzięła głębszy oddech, robiąc krok do przodu, żeby móc mówić ciszej. – Jest bezpieczny? Wolny? – zapytała, zadzierając głowę i szukając odpowiedzi w jego łagodnym spojrzeniu, zanim jeszcze rozbrzmiałaby w wypełnionej szumem fal przestrzeni. Sama przestała je słyszeć; krzyki mew i przechadzający się wzdłuż oddalonych o kilkanaście metrów plaży nieznajomi równie dobrze mogliby nie istnieć.
Słuchając kolejnych słów, objęła się bezwiednie ramionami, wyłapując i zapamiętując każdą głoskę – zupełnie jakby zachowując je w pamięci i oglądając pod wszystkimi kątami mogła dotrzeć do dodatkowych skrawków informacji. Tych wciąż miała nieznośnie mało, chciała wiedzieć więcej – czy miał gdzie spać? Czy dobrze jadł? Czy był ranny, czy był daleko? Tutaj, na półwyspie – czy gdzieś dalej, w hrabstwach, gdzie toczyły się najcięższe walki? Przesuwała te pytania między palcami, zastanawiając się, które z nich powinna zadać najpierw, ale zanim zdążyłaby dokonać wyboru, coś innego w wypowiedzi kuzyna Neali zwróciło jej uwagę. – Nie powiem nikomu, ale… Muszę przekazać mamie, że wszystko u niego w porządku, umiera ze zmartwienia – powiedziała, nie wyobrażając sobie, że mogłaby utrzymywać to przed nią i ojcem w sekrecie, zresztą – tylko oni i Bernie wiedzieli o tym, że Henry nie zginął tamtej nocy, kiedy cienie dementorów przykryły księżyc. Dla całej reszty świata był martwy.
Tak? – podjęła po chwili, było coś jeszcze? Rzuciła czarodziejowi pytające spojrzenie, ale nim zdołałaby cokolwiek wyczytać z jego twarzy, nagle jakby smutniejszej, jej serce załomotało mocno – a ona sama potrzebowała kilku sekund, żeby zrozumieć, dlaczego.
Nie była pewna, co zaalarmowało ją pierwsze – odgłos ciężkich kroków cichnących tuż za jej plecami, zbyt blisko, by należały do przypadkowego przechodnia? Przeczucie? Echo wyśnionej wizji, o której zapomniała tuż po przebudzeniu? Odwróciła się na pięcie, a kiedy jej spojrzenie zatrzymało się na dwóch rosłych mężczyznach, poczuła się tak, jakby w jej gardle pojawiła się wielka, niemożliwa do przełknięcia gula. Czego chcieli? Dokumentów? Nie poruszyła się, sparaliżowana oblepiającą ciało paniką, myślami natychmiast wracając do ludzi, którzy zjawili się parę tygodni wcześniej w księgarni szukając jej ojca. Czy to mogli być oni? Przesunęła spojrzeniem po ich stężałych twarzach, nie rozpoznając żadnej, ale to nic nie oznaczało; byli przecież częścią większej szajki, ktoś tak mówił, tylko kto? W głowie miała pustkę, urywki informacji nie pasowały do siebie, a próbując poskładać je w całość, zapomniała na moment, że przecież miała to, czego chcieli; w ukrytym w torbie portfelu spoczywały jej dokumenty, wystarczyło sięgnąć po nie ręką. Z drugiej strony – jeśli rzeczywiście szukali jej, jeżeli chcieli zemścić się za to, że wtedy im uciekła, to czy powinna dawać im potwierdzenie swojej tożsamości? Czy miała wyjście? Zerknęła z przestrachem na Garfielda, teraz stojąc tuż obok niego, ramię w ramię.
– Ogłuchliście? – warknął jeden z mężczyzn, robiąc krok do przodu; nie wyglądał, jakby żartował ani planował czekać w nieskończoność.
Już – już, tylko – może m-mogliby panowie się wylegitymować? Tylu teraz kręci się po okolicy oszustów, nie wiadomo komu… Ale tak, oczywiście, chwileczkę – wymamrotała, uginając się pod groźnym spojrzeniem dryblasa, palcami sięgając do zapięcia skórzanej torby, ale dłonie trzęsły jej się tak mocno, że zanim odnalazła portfel, skórzany pasek zsunął jej się z ramienia. Listonoszka upadła na ziemię z cichym chrobotem, a ze środka wysypało się kilka drobiazgów: parę brązowych monet, ołówek, skrawek pergaminu. – Przepraszam – wyrzuciła z siebie szybko, przykucając na ziemi, żeby pozbierać wszystko z powrotem, podczas gdy jej policzki i szyja pokryły się czerwienią.




i nie wiem o czym myśleć mam
żeby mi się przyśnił taki świat
w którym się nie boję spać
Leonie Wilde
Zawód : kursantka uzdrowicielstwa
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
tańcz ze mną
sekundy pędzą
no tańcz
potem powróci mój
szary świat
OPCM : 2 +1
UROKI : 0 +2
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 11
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Jasnowidz

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11260-leonie-wilde https://www.morsmordre.net/t11278-bard#346707 https://www.morsmordre.net/t11268-nie-pytaj-mnie-co-bedzie-jutro#346372 https://www.morsmordre.net/f427-pokatna-12-mieszkanie-nad-esami-i-floresami https://www.morsmordre.net/t11270-skrytka-bankowa-nr-2462 https://www.morsmordre.net/t11269-leonie-wilde
Re: Smeaton’s Tower, Plymouth [odnośnik]15.07.22 4:49
Potrafiłem zrozumieć, jak musiała się czuć ta bezradna dziewczyna, gdy po miesiącach, czy nawet latach rozłąki w niepewności, jedyne przekazane jej wieści były wyłącznie strzępkiem informacji, o którym nie mogła nawet za bardzo mówić na głos. Nie pierwszy raz konfrontowałem się z bliskimi ofiar wojny. Słyszałem opowieści o spędzonym z powiek śnie, koszmarach, przez które zaginieni nawoływali o pomoc, atakach paniki w zaciszu własnych czterech ścian; w osamotnieniu z egzystencjalnym bólem i niekończącym się cierpieniem. Potrafiłem się z tym utożsamić, gdyż od kiedy zostałem przeklęty, tak właśnie wyglądały moje dni i noce, w których miałem wypocząć. Zatraciłem się w wirze wojny, bo zadaniowość, skrupulatnie przeistaczająca się już w pracoholizm, pomagała ujarzmić destrukcyjne myśli, które niweczyły moją nadzieję; wiarę, której strata odebrałaby mi chyba resztkę człowieczeństwa.
Szczególnie stresującym dla Leonie musiał być najnowszy numer Walczącego Maga, gazety pod władaniem zbrodniczego reżimu, która poinformowała świat o rzekomym pokonaniu Zakonu Feniksa. Nie wiedziałem, jak wiele wie na temat toczącej się wojny, lecz mogła przecież przypuszczać, że jej brat do tejże organizacji przynależał, skoro ukrywał się przed obecną władzą. Starałem się więc być wyrozumiały i nie potęgować jej stresu, wyraziłem więc znane mi fakty wprost i bez ogródek, przy zachowaniu najwyższej ostrożności. — Jest wolny, lecz póki oficjalny urząd Ministra Magii obejmuje zbrodniarz pod kontrolą Śmierciożerców, nikt z nas — ani ja, ani on, czy nawet Ty — nie jest bezpieczny — wiedziałem, że ją to zmartwi, lecz musiała znać prawdę. Jej brat brał czynny udział w tej wojnie, czy tego chciała, czy nie, bo tak naprawdę nie miał wyboru. Był jedną z poszukiwanych osób na terenie całego kraju, nawet jeśli na ścianach nie widniały listy gończe z jego wizerunkiem. — Twój brat jest bohaterem. Jednym z wielu bezimiennych, o których świat może nigdy nie usłyszeć, gdy odzyskamy utraconą niepodległość. W tej chwili musimy milczeć; tylko tak zapewnimy przetrwanie sobie, jemu i Waszej rodzinie. Przysięgam jednak, że kiedy to wszystko się skończy — a może minąć naprawdę wiele czasu — nie zapomnę; jeśli pozostanę żyw, wówczas będę sławić jego imię — obiecałem jej, chwytając ją czule za dłonie. To zwracało uwagę, lecz widziałem, że była w roztrzęsionym stanie; brakowało tylko żeby się rozkleiła. — Przekaż te wieści wyłącznie swoim najbliższym. Nikt inny nie powinien nawet wspominać jego imienia; to może sprowadzić Wam na głowę wielkie niebezpieczeństwo, przed którym nie będziemy w stanie Was uchronić — wiem, że powtarzałem te słowa jak zdarta płyta w gramofonie, trwoniąc przy tym czas; wiedziałem jednak, że tylko wtedy weźmie je sobie do serca. — Wiem, że martwisz się o Henrego, on także chciałby Cię teraz uściskać. Prosił, abym przekazał, że bardzo Cię kocha — to właśnie wtedy posmutniałem, anonsując, że mam jeszcze jedną sprawę. — Timothy... — już chciałem dokończyć, po prostu wręczając jej list, który miałem jej do przekazania; nie zdążyłem — usłyszałem kroki, odwracając się w ich kierunku. Poczułem ścisk w gardle; na Merlina, ktoś musiał za nią podążać.
Wtedy usłyszałem rozgniewany głos.
Sytuacja rysowała się jednym z najczarniejszych scenariuszy, które mogłem sobie wyobrazić. Jakim prawem ci ludzie przybyli na moje ziemie, by żądać ode mnie okazania ich londyńskiego świstka? Postanowiłem wykorzystać fakt, że wokół nas znajdowało się kilkoro ludzi; byłem panem ludu, od zawsze krocząc między prostymi ludźmi, a reputacja mego rodu od zarania dziejów była pozytywna. Weasleyowie cieszyli się wielkim szacunkiem mieszkańców Devon; czas sprawdzić, czy ci mieszkańcy nam teraz pomogą. — Macie czelność, by rozsiewać na tej ziemi myśl segregacji krwi, za którą stoją zbrodnicze reguły Waszych londyńskich pionków. Znajdujecie się na niepodległym terytorium hrabstwa Devon i w imieniu naszych praw, oraz najświętszych tradycji, nakazuję Wam je opuścić! — wypiąłem dumnie klatkę piersiową, dzierżąc różdżkę w dłoni, a każde kolejne słowo wypowiadając tak głośno, by otaczający mnie ludzie je słyszeli. Swoją broń skierowałem w stronę wroga, wykrzykując jeszcze. — Słyszycie ludzie? W Plymouth zagościł intruz, który ogranicza naszą wolność! — zasłoniłem swoim ciałem Leonie, gotów podjąć walkę; liczyłem jednak, że ludzie zgromadzą się wokół tłumnie, odpowiadając na moje wezwanie do broni — i pomogą mi zaaresztować intruzów. Wiele ryzykowałem, lecz w mgnienie oka byłem gotów rzucić zaklęcie Protego Maxima, by ochronić siebie i... swoją podopieczną?
Garfield Weasley
Zawód : Biuro Informacji i Propagandy "Memortek"
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 15 +5
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Wilkołak

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t11219-garfield-weasley#345390 https://www.morsmordre.net/t11265-persymona#346336 https://www.morsmordre.net/t11272-futerkowy-problem https://www.morsmordre.net/f426-devon-appledore-wooda-road-12 https://www.morsmordre.net/t11264-skrytka-bankowa-nr-2454#346322 https://www.morsmordre.net/t11263-garfield-weasley
Re: Smeaton’s Tower, Plymouth [odnośnik]16.07.22 22:15
Wydawało jej się, że tyle jej wystarczy: że nie potrzebowała nic więcej poza potwierdzeniem, że Henry żył i miał się dobrze; że ta wiadomość – nieistotne, jak bardzo lakoniczna – sprawi, że wreszcie będzie mogła swobodnie odetchnąć, wypuścić z płuc wstrzymywane od Bezksiężycowej Nocy powietrze. Przez parę tygodni żyła dla tego momentu, wypatrując nieznajomych sów latających ponad dachami kamienic i przeglądając drżącymi palcami koperty zostawiane w księgarni przez młodych chłopców w szarych kaszkietach biegających między wąskimi uliczkami; jak mogła nie dostrzegać, jak bardzo naiwne były jej nadzieje? Stabilny grunt pojawił się pod jej stopami jedynie na sekundę, trzy niespokojne uderzenia serca, zanim kolejne słowa Garfielda znów jej go odebrały, zasnuwając przyszłość oparami niewiadomej. Opuściła spojrzenie, bezwiednie obejmując się ramionami i zaciskając palce na materiale wiosennego płaszcza, zastanawiając się: na co miała czekać teraz? Na śmierć ministra? Na to, aż ustaną walki? Aż wygrają? Kim właściwie byli oni? Wszystko to wydawało jej się odległe, nieosiągalne; nie miała przecież wpływu na to, co się stanie; czy to znaczyło, że w żaden sposób nie mogła mu pomóc? Bezsilność zalała ją falą goryczy, osłodzoną – jedynie odrobinę – przez następne zdania; zaśmiała się cicho, z wdzięcznością przemieszaną z lękiem, jej brat był bohaterem; jednym z tych odważnych wojowników, o których czytała w książkach, z nerwów obgryzając do krwi brzeg paznokcia – nawet jeśli wiedziała, że z walki na śmierć i życie wyjdzie zwycięsko (zdarzało się, że nie potrafiła się powstrzymać przed zajrzeniem na koniec powieści i przewertowaniem paru ostatnich stron w poszukiwaniu szczęśliwego zakończenia). Chciałaby móc zrobić to też teraz, ale jej wizje nie były na tyle łaskawe, by pokazywać jej to, co pragnęła zobaczyć. – Zawsze był taki – powiedziała cicho, niepewna: czy do siebie, czy do Garfielda. Pamiętała, jak dumna była ze starszego brata, gdy mimo terroru zasianego w Hogwarcie przez Grindelwalda, odważnie stawał w obronie słabszych – i jak bardzo się o niego bała za każdym razem, gdy to robił.
Oczy zapiekły ją nagle, niespodziewanie; chłodny podmuch wiatru musiał wycisnąć z nich łzy, sięgnęła więc dłonią do twarzy, żeby rękawem osuszyć wilgotne kąciki. – Dziękuję – powiedziała cicho, starając ukryć dźwięczący między głoskami zawód, ale nie potrafiła odnaleźć pocieszenia w obietnicy Garfielda. Nie chciała, żeby Henry był bohaterem; chciała, żeby po prostu wrócił do domu. – Ale… – zawahała się; gest czarodzieja był niespodziewany, zamrugała szybko, opuszczając na chwilę spojrzenie na ich dłonie. Jego były ciepłe, szorstkie; podniosła na niego zaskoczony wzrok, ale nie wyrwała się. – Naprawdę możemy tylko czekać? Aż wszystko się skończy? Nie mogę mu… Jakoś pomóc? Nie ma sposobu, żeby chociaż mu coś przekazać, paczkę? Może potrzebuje ubrań, może… – Gubiła się; nie miała pojęcia, w jakich warunkach przebywał Henry, ale wiedziała przecież, że w kraju wszystkiego brakowało: żywności, lekarstw; mogła to dla niego zdobyć, nawet jeśli miałaby wynieść fiolki ze Świętego Munga.
Poważnie słowa przywróciły ją do rzeczywistości, kiwnęła głową. – Nikt nie wie, że Henry przeżył Bezksiężycową Noc – zapewniła; na to, że raniło go czarnomagiczne zaklęcie, byli świadkowie; na to, że pomogła mu mama – nie. Zorganizowali cichy pogrzeb, pozwolili jej przyjechać na kilka dni do Londynu, żeby wziąć w nim udział – mimo że jej brat oficjalnie umarł jako zdrajca. Zastanawiała się, czy o tym wiedział – i czy go to bolało. Miała nadzieję, że nie.
Imię Timothy’ego sprawiło, że coś zakłuło ją za mostkiem, ale niewypowiedziane pytanie zdążyło zaledwie musnąć jej wargi, zanim cała sytuacja obróciła się o sto osiemdziesiąt stopni.
Rozsypane przedmioty za nic nie chciały dać się upchnąć z powrotem do torby, wypadając z drżących dłoni; miała wrażenie, że podniesienie się z ziemi zajęło jej całą wieczność, mimo że tak naprawdę nie mogło trwać dłużej niż kilkanaście sekund. Wstała powoli, czując, jak policzki i szyja płoną jej gorącem, a serce dudni w klatce piersiowej – ale dopiero, gdy tuż obok rozległ się donośny głos Garfielda, strach zmroził ją do kości. Zamarła, przenosząc zaskoczone spojrzenie z profilu czarodzieja na dwóch oprychów, jednak szybko straciła ich z oczu, kiedy jej towarzysz wysunął się do przodu, odgradzając ją od mężczyzn. Rozejrzała się szybko dookoła, ludzie spacerujący wcześniej wybrzeżem wyraźnie zaczęli zwracać na nich uwagę; powinna ich jakoś zawołać? Przełknęła ślinę; gdyby to była jedna z jej opowieści, historii pisanych po nocach na skrawkach pergaminu, miałaby gotowe całe odważne przemówienie – ale teraz, stojąc za plecami Garfielda, nie potrafiła odnaleźć w głowie ani jednego słowa. Jak on to robił – jak udawało mu się przemawiać tak odważnie? Ogarnął ją wstyd; opuściła wzrok, dopiero teraz orientując się, że lord Weasley w którymś momencie wyciągnął różdżkę – i szybko zrobiła to samo, mimo że nie miała pojęcia, jak mogłoby to pomóc. Zaklęcie tarczy po raz ostatni rzucała na egzaminie z obrony przed czarną magią; biorąc pod uwagę wszystko to, co wydarzyło się później, wydawało się to mieć miejsce w zupełnie innym życiu.
Rozejrzała się znów, tym razem przypadkowo krzyżując spojrzenie z mężczyzną, który wyraźnie próbował ocenić sytuację; przełknęła ślinę. – Proszę nam pomóc! – krzyknęła, a przynajmniej: spróbowała; w porównaniu do Garfielda, jej głos brzmiał w jej uszach jakoś słabo, niepewnie. – Ci mężczyźni nas zaatakowali, nie zrobiliśmy nic złego! – dodała, mijając się z prawdą tylko trochę; groźba dźwięcząca w głosach intruzów nie mogła przecież zwiastować niczego dobrego.

| to co - rzucamy k3 na to, co dalej?
1 - Nawoływanie Garry'ego ściąga uwagę kilkunastu osób, parę z nich podchodzi bliżej - przez co nasi nowi koledzy wyraźnie tracą trochę pewności siebie. Okazuje się, że nie są tacy głupi, na jakich wyglądają i widzą, że są w mniejszości - zaczynają się więc wycofywać, obiecując przy tym, że jeszcze tego pożałujemy.
2 - Dryblasy reagują raczej nerwowo na wyciągniętą przez Garry'ego różdżkę i też wyciągają swoje. Gromadzący się dookoła ludzie sprawiają, że zaczynają tracić cierpliwość jeszcze bardziej, aż w końcu jeden warczy: "Wystarczy tego!" i rzuca w naszą stronę Lanceę. Drugi kieruje różdżkę na przypadkową osobę w tłumie.
3 - Mężczyźni wyciągają różdżki, gotowi nas zaatakować, ale pojawienie się dookoła innych ludzi wydaje się ich powstrzymywać; wyglądają, jakby wahali się, co robić - nie atakują, ale również się nie wycofują; grupka ludzi, podburzona słowami Garry'ego, wydaje się gotowa do wykurzenia intruzów siłą, kilku mężczyzn wyciąga różdżki.




i nie wiem o czym myśleć mam
żeby mi się przyśnił taki świat
w którym się nie boję spać
Leonie Wilde
Zawód : kursantka uzdrowicielstwa
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
tańcz ze mną
sekundy pędzą
no tańcz
potem powróci mój
szary świat
OPCM : 2 +1
UROKI : 0 +2
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 11
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Jasnowidz

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11260-leonie-wilde https://www.morsmordre.net/t11278-bard#346707 https://www.morsmordre.net/t11268-nie-pytaj-mnie-co-bedzie-jutro#346372 https://www.morsmordre.net/f427-pokatna-12-mieszkanie-nad-esami-i-floresami https://www.morsmordre.net/t11270-skrytka-bankowa-nr-2462 https://www.morsmordre.net/t11269-leonie-wilde
Re: Smeaton’s Tower, Plymouth [odnośnik]16.07.22 22:30
The member 'Leonie Wilde' has done the following action : Rzut kością


'k3' : 1
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Smeaton’s Tower, Plymouth - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Smeaton’s Tower, Plymouth [odnośnik]21.07.22 11:30
Jakkolwiek brutalna by nie była, prawda to wciąż prawda i należało ją głosić. Nie chciałem zostawiać złudzeń, że brat Leonie jest zupełnie bezpieczny; gdybym ją okłamał, a chłopakowi stałaby się krzywda... nie chcę nawet myśleć, do jakich konsekwencji mogłoby to prowadzić. W dobrym geście było pokazanie, że to, co robi jej brat, nie jest bezcelowe; że dzięki takim ludziom istniał cień szans, że kiedyś wszyscy odetchniemy z ulgą, a nasi potomni będą wieść bezpieczny żywot w kraju pozbawionym segregacji na lepszych i gorszych. Widziałem wewnętrzny konflikt w jej spojrzeniu, namacalne stały się nigdy niewysłowione pytania, które spływały niemym potokiem z drżących ust. Problemem było, że choć pragnąłem się wysilić, żeby dodać jej otuchy — żadne słowa nie byłyby w stanie przebić się przez ścianę niepewności i strachu, która miała wszak racjonalne podłoże. — Dowiem się, czy jest coś, co możesz dla niego zrobić. Z następnym listem do Neali możesz przesłać Henremu drobny upominek, a ja upewnię się, że trafi w jego ręce — tyle mogłem jej akurat obiecać. Wiedziałem też, że chłopak ucieszy się, mając osobisty przedmiot, który będzie przypominać mu o siostrze i pozostałych bliskich. Chciałbym, żeby to mogło działać w drugą stronę, ale jakiekolwiek ślady jego istnienia były zbyt ryzykowne dla rodziny Wilde, aby ich dodatkowo narażać. Ciepłe słowa musiały tym razem wystarczyć. — Mogę Cię zapewnić, że żyje w warunkach spełniających jego podstawowe potrzeby; żałuję, że nie mogę powiedzieć więcej — szczerze miałem nadzieję, że będzie okazja, aby sam jej o tym opowiedział. Na tym etapie emocje trochę brały górę i czułem się rozczulony tą sytuacją; przez chwilę byłem wręcz gotów, by zaaranżować ich spotkanie przy zachowaniu szczególnej ostrożności. Ciekawe, jak widziałby tę koncepcję Henry.
Bo w obliczu nowej sytuacji, nie wiem, czy kiedykolwiek się nią z nim podzielę. Wyglądało na to, że nie wszystko poszło zgodnie z planem i musiałem improwizować; gdyby podobna sytuacja przytrafiła się przy spotkaniu rodzeństwa, tragedia byłaby nie do uniknięcia. Rozejrzałem się, czy aby na pewno tylko dwie osoby stanowią dla nas zagrożenie; mogliśmy być obserwowani, a nie chciałem przecież, aby rodzinie Leonie stała się jakaś krzywda. Należało więc działać z rozsądkiem, a rozsądek podpowiadał mi, że skoro ci dwaj podjęli już z nami interakcję, to nie wolno było ich puścić wolno. Mężczyźni, przypuszczalnie szmalcownicy — choć kto wie, te szuje z londyńskiego Ministerstwa też nie wyglądają przyjaźnie — zaczęli się wycofywać i snuć pogróżki w naszą stronę; wtedy postanowiłem ich zatrzymać. — Nikt na moich ziemiach nie będzie adresować w mym kierunku żadnych pogróżek. Jesteście aresztowani — zatrzymanie obywatelskie czas zacząć. — Periculus — wypowiedziałem, unosząc różdżkę ku niebu, z której niemal trysnęła intensywna poświata czerwonej flary sygnałowej. Szybkie spojrzenie po ludziach, by ocenić, czy mam w nich wsparcie; następująca po tym reakcja jest błyskawiczna. — Timoria — posłałem urok w kierunku mężczyzny, który mi się odgrażał, aby tymczasowo zneutralizować zagrożenie z jego strony. Gotów byłem przyjąć na siebie obrażenia zaklęcia od tego drugiego; pozostawało pytanie, czy zdążę się jakoś obronić, a tłum jakoś zareaguje.

| udane rzuty na zaklęcia:
Periculus
Timoria

| pierwsze k3 na reakcję tłumu:
1 - następuje poruszenie reakcją Garfielda; być może ze strachu przed gniewem Ministerstwa ludzie nie są zadowoleni, że Weasley powstrzymuje mężczyzn przed ucieczką. Z tłumu wyłania się osoba, która jawnie przeciwstawia się ich aresztowaniu
2 - początkowy zryw tłumi podjęcie ofensywy przez Weasleya; nikt nie chce angażować się w walkę, grupa się rozrzedza, nieliczni obserwatorzy przypatrują się rozwojowi sytuacji
3 - w gronie lojalnych poddanych znajdują się dwie odważne osoby zainspirowane bojową postawą Garfielda; w stronę obydwóch napastników rzucają zaklęcia Petrificus Totalus i uczestniczą w walce do jej zakończenia

| drugie k3 z reakcją na flarę sygnałową:
1 - nikt nie odpowiada na wezwanie
2 - prośba o pomoc ściąga uwagę składającego się ze wsparcia dwuosobowego patrolu Hipogryfów; responsywnie odpowiada również duet egzekutorów ministerialnej policji, walki się intensyfikują
3 - na miejsce przybywa oddział pacyfikacyjny z głównej siedziby podziemnego Ministerstwa Magii, który wspomaga neutralizację zagrożenia ze strony obcych
Garfield Weasley
Zawód : Biuro Informacji i Propagandy "Memortek"
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 15 +5
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Wilkołak

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t11219-garfield-weasley#345390 https://www.morsmordre.net/t11265-persymona#346336 https://www.morsmordre.net/t11272-futerkowy-problem https://www.morsmordre.net/f426-devon-appledore-wooda-road-12 https://www.morsmordre.net/t11264-skrytka-bankowa-nr-2454#346322 https://www.morsmordre.net/t11263-garfield-weasley
Re: Smeaton’s Tower, Plymouth [odnośnik]21.07.22 11:30
The member 'Garfield Weasley' has done the following action : Rzut kością


#1 'k3' : 2

--------------------------------

#2 'k3' : 2
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Smeaton’s Tower, Plymouth - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Smeaton’s Tower, Plymouth [odnośnik]31.07.22 23:14
Dziękuję – odpowiedziała szybko, kiwając głową na propozycję przekazania Henry’emu podarunku, zupełnie jakby się bała, że Garfield się rozmyśli; zastanawiając się już gorączkowo, co mogłaby mu wysłać. Jedzenie nie miało sensu, w maleńkiej paczuszce nie zmieściłaby wiele; z kolei za pieniądze i tak nie można było teraz nic kupić, o ile nie było się jednym z nich – ale talizman, woreczek fiolek z podstawowymi lekarstwami – to już byłaby w stanie zorganizować. Rodzice z pewnością by pomogli, matka potrafiła przyrządzać proste mikstury. – Rozumiem – mruknęła jeszcze, znów potakując, chociaż druga odpowiedź usatysfakcjonowała ją mniej, sprawiając, że wyobraźnia niemal natychmiast podsunęła jej obraz targanego wiatrem namiotu przycupniętego gdzieś na końcu świata (sama nigdy w podobnym nie spała, ale ponieważ przez całe życie wychowywała się w centrum miasta, na wyciągnięcie ręki mając wszystko, czego mogłaby potrzebować – zwłaszcza ciepłe łóżko i łazienkę dającą możliwość wzięcia gorącej kąpieli – uważała, że byłoby to koszmarne). Chciała nalegać, wyciągnąć od lorda Weasleya więcej szczegółów, nim jednak zdążyłaby to zrobić, dookoła zapanował chaos.
Czuła się jak w potrzasku; gromadzący się dookoła nich ludzie powinni, być może, nieco ją uspokoić, ale z jakiegoś powodu wcale nie czuła się pewniej; na peronie, na który zabrali ją tamci, również byli inni, przechodnie mijający ich bez słowa, niezwracający kompletnie uwagi na jej przerażone spojrzenie. Wszyscy – oprócz chłopca o jasnych włosach i łagodnych oczach. – Co mam robić? – zapytała cicho, ledwie słyszalnie, robiąc krok do przodu tylko po to, żeby spojrzeć w stronę Garfielda. Stojąc za nim i obserwując dwóch nieznajomych mężczyzn, mogła przyjrzeć im się lepiej – i była już niemal pewna, że nie mieli żadnego związku z lichwiarzami, którym ojciec winien był pieniądze. Tamci zawsze ubrani byli elegancko, w ciemne, dobrze skrojone płaszcze i skórzane rękawiczki; ci, którzy stali przed nimi, wyglądali znacznie mniej schludnie, prawie niechlujnie – a o ile się nie myliła, jeden z nich miał braki w uzębieniu.
Gdy zaczęli się wycofywać, prawie odetchnęła z ulgą; rozluźniła zdrętwiałe od zaciskania palce, gotowa schować różdżkę z powrotem do kieszeni spódnicy, ale wtedy stała się kolejna rzecz, której nie przewidziała: w górę buchnęły czerwone iskry, a lord Weasley wyciągnął różdżkę, kierując ją w stronę jednego z oprychów; powietrze przeciął kolejny promień, nieznajomy czarodziej krzyknął protego, ale nic się nie stało – zaklęcie ugodziło go w klatkę piersiową, rysując na jego twarzy emocje, które zdawały się do niej nie pasować: przerażenie. Leonie tego nie rozumiała, inkantacja wypowiedziana przez Garfielda była jej obca; tę wypowiedzianą przez drugiego z dryblasów zrozumiała, prawie krzyknęła cicho – ale świetlista włócznia poleciała za wysoko, przemykając ze złowrogim świstem ponad ich głowami.
Co powinna robić? Walczyć? Potęgujące się zamieszanie sprawiało, że nie była w stanie zebrać myśli, otaczający ich ludzie przerzedzali się z każdą chwilą, nie chcąc brać udziału w walce – a może bojąc się uwagi, którą ściągnął na nich lord Weasley. Jeden z oprychów, ten trafiony zaklęciem, zaczął wycofywać się szybciej; drugi coś do niego krzyknął, a później rozległ się jeszcze jeden krzyk – tym razem dobiegający gdzieś z prawej strony.
– Co tu się dzieje?! – Dwóch czarodziejów zbliżało się w ich stronę; obaj nosili zwyczajne ubrania, skórzane kurtki, wysłużone spodnie – obaj trzymali też w dłoniach różdżki. Usta jej drgnęły, kolejni gapie znikali, rozpierzchając się we wszystkie strony; ona również chciała do nich dołączyć, choć ta myśl sprawiła, że gorąc wypłynął jej na policzki; Henry’emu byłoby za nią wstyd.
– Magiczna policja! Proszę natychmiast odrzucić różdżki na ziemię – rozległo się gdzieś z lewej; niedaleko nich, na ścieżce biegnącej w stronę Plymouth, znajdowało się dwóch ubranych w charakterystyczne mundury funkcjonariuszy. – Kto z was wzywał pomocy? – zapytali, wyraźnie żądając odpowiedzi. Nie wyglądali jeszcze na wrogo nastawionych, ale byli czujni – wzrokiem przesuwając pomiędzy nimi, dryblasami, a dwójką czarodziejów, którzy odpowiedzieli na wezwanie Garfielda (im dłużej im się przyglądała, tym bardziej była pewna, że byli to członkowie którejś z bojówek – czy mogli znać jej brata?).
My – usłyszała swój głos, dopiero wtedy orientując się, że się odezwała. Głoski wypływające spomiędzy ust drżały, zrobiła jednak krok do przodu, żeby palcem wskazać na oprychów. – Ci mężczyźni podali się za pracowników Ministerstwa Magii i chcieli nas wylegitymować. Kiedy odmówiliśmy, zaatakowali nas – powiedziała, zmuszając się, żeby spojrzeć prosto na policjantów.
– Bzdury! – warknął jeden z dryblasów; drugi zatrzymał się, ale nadal wyglądał na przestraszonego. – To rebelianci, próbowaliśmy ich zatrzymać – rzucił, wbijając nienawistne spojrzenie w lorda Weasleya.
Leonie miała wrażenie, że jej serce się zatrzymało, po czym wpadło do żołądka; nie było możliwości, żeby wyszli z tego cało.

| rzut na obronę dryblasa i na atak drugiego - oba zaklęcia nieudane

i jeszcze:
1 - magiczni policjanci wierzą Leonie, i kierują różdżki w stronę dryblasów, ale ci nie pozostają im dłużni, próbują się bronić; bojówkarze wykorzystują sytuację i atakują policjantów, w tej turze nikt nie atakuje nas;
2 - magiczni policjanci wierzą dryblasom, i kierują różdżki w stronę naszą i bojówkarzy, oprychy robią to samo; w każde z nas leci po jednym zaklęciu (musimy wybrać i rzucić na powodzenie);
3 - magiczni policjanci wahają się na tyle długo, że dryblas (ten, który nie jest pod wpływem zaklęcia Garry'ego) traci cierpliwość i atakuje jedno z nas (losujemy w rzutach kością, które, musimy wybrać zaklęcie i rzucić na powodzenie); bojówkarze atakują policjantów, a policja odpowiada tym samym i atakuje bojówkarzy




i nie wiem o czym myśleć mam
żeby mi się przyśnił taki świat
w którym się nie boję spać
Leonie Wilde
Zawód : kursantka uzdrowicielstwa
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
tańcz ze mną
sekundy pędzą
no tańcz
potem powróci mój
szary świat
OPCM : 2 +1
UROKI : 0 +2
ALCHEMIA : 3
UZDRAWIANIE : 11
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Jasnowidz

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11260-leonie-wilde https://www.morsmordre.net/t11278-bard#346707 https://www.morsmordre.net/t11268-nie-pytaj-mnie-co-bedzie-jutro#346372 https://www.morsmordre.net/f427-pokatna-12-mieszkanie-nad-esami-i-floresami https://www.morsmordre.net/t11270-skrytka-bankowa-nr-2462 https://www.morsmordre.net/t11269-leonie-wilde
Re: Smeaton’s Tower, Plymouth [odnośnik]31.07.22 23:14
The member 'Leonie Wilde' has done the following action : Rzut kością


'k3' : 3
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Smeaton’s Tower, Plymouth - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Smeaton’s Tower, Plymouth [odnośnik]01.08.22 12:18
Schowaj się za mną, a gdyby coś poszło nie tak, uciekaj na mój znak — odparłem, nachylając się nad nią, żeby utrudnić interpretację ruchów warg, kiedy od mężczyzn dzielił nas jeszcze dystans. Nie byłem pewien, czy podjąłem słuszną decyzję. Uzmysłowiłem to sobie dopiero wówczas, kiedy tłum przerzedził się i nie przyłożył palca do aresztowania dryblasów, którym tak źle patrzyło z oczu. Z jednej strony, nie mogłem pozwolić, aby tak po prostu odeszli; gdyby to zrobili, wytropienie nas z osobna byłoby dla nich zdecydowanie prostsze, a podjęcie ofensywy z zaskoczenia — zabójcze w skutkach. Co miałaby zrobić ta dziewczyna, gdyby nie było mnie w pobliżu? A gdyby wyrokowania tych mężczyzn miały decydować o być albo nie być jej rodziny w Londynie? Tym kierowałem się, kiedy wyszedłem z inicjatywą ofensywy. Robiłem to jednak z wiarą, że mam po swojej stronie ludzi; patriotów, których podburzyłem — to znaczy, tak mi się wydawało. Moje starania spełzły jednak na niczym, a teraz nie tylko Leonie i ja staliśmy w obliczu zagrożenia, ale i wszyscy ci ludzie, moi ludzie, którzy nie zaakceptowali mojego osądu. Nie byłem zawiedziony nimi. Byłem zawiedziony sobą, bo można to było rozegrać inaczej.
Znaleźliśmy się w sytuacji, której zupełnie nie przewidziałem. Magiczna policja? Tutaj, w Devon? Czy Ministerstwo Magii naprawdę miało taki tupet, aby zasiać kiełkujące ziarno zepsucia nawet na moich ziemiach? Byłem oburzony, ale i przestraszony; z jednej strony bowiem, na wezwanie odpowiedziała rebelia — i całe szczęście, że miałem ich po swojej stronie; z drugiej zaś, być może gdyby nie ich obecność, nie doszłoby do bitwy, której — wzywając wsparcie — chciałem przecież uniknąć.
Nie mogłem pozwolić, aby emocje wzięły nade mną górę. Wiedziałem, co może się stać, jeśli im ulegnę; to byłoby gorsze niż najkrwawszy pojedynek. Może dlatego, że za bardzo skupiałem się na zachowaniu spokoju i pozbieraniu myśli, nie skoncentrowałem się wystarczająco, aby rzucić sukcesywne zaklęcie, kiedy rozpętała się walka. — Muscipulia — krzyknąłem w intencji unieruchomienia drugiego z przysadzistych, ale drgnęła mi ręka, przez co gest nie współgrał z zaklęciem. Przeciwnik gotował się na podjęcie kontrataku, lecz nieznana mi inkantacja nie odniosła żadnego efektu; wyczuwałem jednak, że było to coś plugawego, czarnomagicznego. Wzdrygnąłem się, próbując określić, w jakiej sytuacji się znaleźliśmy i jakie było z niej wyjście.
Być może do reszty zwariowałem, ale mieszanina zapachów... strachu i nienawiści wdzierała mi się do nozdrzy równie intensywnie, jak krew, która uleciała z pierwszej ofiary tej bezsensownej walki. Miałem szczególne baczenie na Leonie, która pomimo swojej drobnej postury i zahukania, próbowała robić, co w jej mocy, by wyciągnąć nas z tego bagna. Tylko co ona tak naprawdę mogła? Zdawała się być bezbronna; niewinna i naiwna, jakby nigdy nie miała do czynienia z podobną sytuacją. Ostatecznie jej próby i tak spełzłyby na niczym, bo nawet gdyby policjanci Malfoya jej wysłuchali, w końcu próbowaliby nas wylegitymować; do tego nie mogłem dopuścić (chociaż podejrzewałem, że ona może sobie nawet nie zdawać z tego sprawy). Za równie bezsensowny ruch uważałem atak ze strony bojówkarzy, którzy walczyli teraz zaciekle z reprezentantami Ministerstwa Magii. Pozostawało dwóch dryblasów — jeden z nich wciąż był oszołomiony moim zaklęciem, podczas gdy drugi planował wymierzyć kolejny atak... Przyjmując pozycję defensywną i zasłaniając sobą Leonie, wypiąłem pierś, by przekrzyczeć wszystkie rzucane inkantacje. — To wszystko nieporozumienie, walczycie z poczciwymi ludźmi, PRZESTAŃCIE! — w moim krzyku był zwierzęcy warkot, efekt wzbierających we mnie emocji — gniewu, który mógł przejąć nade mną kontrolę. Wkrótce miałem się przekonać, czy czarodzieje przeszli obok niego obojętnie, czy tę krwawą, samonapędzającą się machinę dało się jeszcze zatrzymać.

Rzuty:
1) Dryblas 2: nieudany rzut na Glacium, hp 80 (100%)
2) Garfield: nieudany rzut na Muscipulia
3) Cienie: wykorzystano zaklęcie III poziomu
4) k6 na reakcję walczących:
1-3: pochłonięci walką bojówkarze i policjanci nie reagują na krzyk Weasleya
4-6: walki przygasają, dając prowodyrom zamieszania szansę na ich powstrzymanie; każdy stoi z wycelowaną w kogoś różdżką, uwaga skierowana jest na Garfieldzie i Leonie
Garfield Weasley
Zawód : Biuro Informacji i Propagandy "Memortek"
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 15 +5
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Wilkołak

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t11219-garfield-weasley#345390 https://www.morsmordre.net/t11265-persymona#346336 https://www.morsmordre.net/t11272-futerkowy-problem https://www.morsmordre.net/f426-devon-appledore-wooda-road-12 https://www.morsmordre.net/t11264-skrytka-bankowa-nr-2454#346322 https://www.morsmordre.net/t11263-garfield-weasley
Re: Smeaton’s Tower, Plymouth [odnośnik]01.08.22 12:18
The member 'Garfield Weasley' has done the following action : Rzut kością


#1 'Cienie' :
Smeaton’s Tower, Plymouth - Page 2 4lLsxpd

--------------------------------

#2 'k6' : 6
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Smeaton’s Tower, Plymouth - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Smeaton’s Tower, Plymouth
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach