Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Duszne noce / listopad 1954
AutorWiadomość
Duszne noce / listopad 1954 [odnośnik]22.04.22 2:24
Life is a sweet, sweet wine, glittering gold.
listopad 1954 roku, Beauxbatons


Biel koszuli nocnej gryzła się z całunem cienia roztaczanym wokół każdego kąta dormitorium magicznej akademii. Alabaster kontra atramentowa ciemność, dziwnie lekka i przyjemna, ciepła, dająca schronienie każdej zahukanej duszy budzącej się do życia w lunarnym blasku ciszy i świętego spokoju. O tej porze w Beauxbatons działy się cuda. Cuda, o których mało kto miał pojęcie. Cuda, do których bram strzegły niewypowiedziane tajemnice i prywatność półprzezroczystych ust zamkniętych niby na kłódkę przy każdej entuzjastycznej próbie ciągnięcia za język; sekrety zdradzano tylko tym, którzy nie prosili. Którzy na to zasługiwali, godni zaufania i nieproblematyczni. Ta hermetyczna rzeczywistość kwitła raz na jakiś czas, długo po północy, kiedy na niebie królował księżyc w orszaku migotliwych gwiazd - i kiedy należało odpoczywać przed nadchodzącym egzaminem. Ale po co komu sen?
Po polerowanych panelach stąpała cicho, prawie bezszelestnie, poruszająca się jak duch przez powietrze wypełnione subtelnym odgłosem oddechów przypominających szumienie wody. Celine uśmiechnęła się do siebie, mijając pogrążone we śnie dziewczęta z młodszego rocznika. Odnajdywała coś niebywale kojącego w myśli, że mogły beztrosko pielęgnować piękne sny, zdane na kreatywność sennej podświadomości, malujące impresjonistyczne widoki farbami, które należały tylko do nich, do ich emocji i doświadczeń. Maria musiała robić to samo, na łóżku, do którego półwila doskonale znała drogę. To nie pierwszy raz, kiedy przychodziła do niej o podobnej porze i zachęcała do wspólnego spaceru opustoszałym korytarzem. W nocy górski wiatr wydawał się bardziej orzeźwiający. Szum drzew szeptał niestworzone historie. Aura - była piękna. A piękno należało podziwiać z kimś bliskim sercu.
Miękki materiał zakołysał się delikatnie tuż zanim usiadła na skraju posłania młodszej przyjaciółki. Celine ważyła tyle co nic, od zawsze drobna i smukła, zatracona w balecie polerującym mięśnie i sylwetkę, więc dodatkowy ciężar na materacu nie wystarczył, żeby wybudzić jasnowłosą dziewczynę. Jeden kącik ust uniósł się nieco wyżej, ona natomiast pochyliła się nad drzemiącą Multon, pozwoliwszy, żeby kilka kosmyków złotych włosów połaskotało policzek uczennicy. Mogło jej się wydawać, że to brzękotka zwabiona ciepłem skóry postanowiła nań przysiąść i chwilę odpocząć przed ruszeniem w dalszą drogę do królestwa sobie znanych priorytetów, albo może nieśmiałek pomylił ją z drzewem i wdrapał się na głowę, w poszukiwaniu nowej kryjówki.
- Marysiu - szepnęła cicho, melodyjnie, barwą czułego głosu prześlizgując się między okowami trwającej dookoła ciszy. Ciężar ciała oparła na prawej ręce. - Obudź się, śpioszku. Inaczej przegapisz cuda - Celine wolną dłonią odgarnęła włosy za ucho, ale jeszcze nie wyprostowała pleców, wpatrzona w twarz przyjaciółki w cierpliwym oczekiwaniu. Obiecała jej kiedyś, że zaprowadzi ją do najpiękniejszego miejsca w Beauxbatons i to zamierzała zrobić właśnie dziś.


idź, równiutko idź, tam mówią będzie raj,
a gdy zostaniesz tu na zawsze będziesz sam.
Celine Lovegood
Zawód : Baletnica
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
the men of the village were kind to us, but the women of the village soon grew cold.
OPCM : 8
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455
Re: Duszne noce / listopad 1954 [odnośnik]26.04.22 11:15
Jasny zamek ulokowany między szczytami Alp rzadko kiedy pogrążał się w ciszy. Cichł, to prawda, momentami potrafił imitować bezdźwięk niemalże perfekcyjnie, lecz uszy, które przyzwyczajone były do wyłapywania każdej zagubionej nuty, każdego szeptu niosącego poetyczne ukojenie lub zupełnie przesiąknięte prozą ostrzeżenie, potrafiły — przy odpowiednim skupieniu i okazji — przebić się przez tę fasadę, złapać w locie to, co nieuchwytne dla innych, mniej skupionych na dziwach zamku, tych, którzy patrzeć woleli tylko tam, gdzie padało światło.
Celine zawsze była inna — inna w sposób, który przyciągał do niej wiele osób, lecz Maria, wciąż i chyba na zawsze schowana w cieniu swej krytycznej, przyrodzonej nieśmiałości, nie potrafiła odmówić jej urokowi. Było w niej coś zupełnie bajkowego, jakby przyjaciółka (och, duże słowo, słodko rozpuszczające się na języku, pozostawiające po sobie drobne mrowienie samym jego końcu) nie pochodziła z tego samego świata. A jednak były w nim razem — księżniczka o krokach tak lekkich, że nieuważna, pogrążona w lekturze Marysia często nie zdawała sobie sprawy z jej nadejścia i ona właśnie, wiecznie pogubiona w niekończących się korytarzach, zbyt cicha, by wybrzmieć ponad śpiew nimf towarzyszących im w posiłkach, rozedrgana i strachliwa jak dirkrak, tylko bez umiejętności ucieczki przy wybuchu różowych piór.
Jak odnalazły się w tym gąszczu powiązań, tajemnic i piękna — tego nie był pewien nikt. Lecz znalazły się, prawie przeciwieństwa, choć nie tak dalekie, jakby mogło się z początku zdawać. I tak oto pewnym rytuałem okazały się nocne wizyty mademoiselle Lovegood, zawsze wyczulonej na to, co nieuchwytne. Maria zazdrościła przyjaciółce tej wrażliwości, lekkości, dobroci, która wypływała z każdego jej gestu. W porównaniu do Celine była bowiem podobna bardziej do nieociosanego kamienia — zbyt niezdarna, by zająć się tańcem na poważnie, wciąż mówiąca zbyt cicho i dalej jąkająca się w poszukiwaniu odpowiedniego słowa w języku, który był dlań obcy, o dłoniach przyzwyczajonych już do trzonka miotły i szorstkości papieru, w niczym nieprzypominających tych gładkich, jasnych i zdobnych w długie palce, które zagarniały za ucho kosmyk złotych włosów, jeszcze przed chwilą łaskoczących zaczepnie policzek.
— Humpf... — Maria poruszyła się, odrobinę niespokojnie, choć wciąż w sennym letargu, opuszkami palców powoli przesuwając po skórze, która dopiero co miała kontakt z włosami półwili. Jasne brwi ściągnęły się do środka w drobnym wyrazie niechęci do przebudzenia się, Multon walczyła z chęcią przewrócenia się na drugi bok, w bieli miękkiej pościeli pragnąc zatonąć raz jeszcze, lecz głos — och, głos Celine był nie do podrobienia! I tak oto, na prośbę przyjaciółki, szarozielone oczy rozbłysły w ciemności sypialni, chwilę błądząc dookoła w próbie dojrzenia jak największej ilości szczegółów skrytych w mroku nocy. Lecz to jedna sylwetka, świetlista jak w dzień, świetlista szczerym, choć nadnaturalnym w podskórnym wrażeniu pięknem skupiła na sobie uwagę Marii tak prędko, że ta wzniosła się ochoczo — pozbywając się w mgnieniu oka resztek snu osiadłych na krańcach rzęs — na łokciach w swej pościeli, z otwartymi lekko z wrażenia ustami przypatrując się obiecującej dojrzenie cudów starszej uczennicy. — Cuda, Celinko? — dopytała więc szeptem, gorącym od mieszanki ekscytacji i przejęcia. — Tej nocy? Jesteś pewna?


the dream of my life
is to lie down by the slow river
and stare at the light in the trees —
to learn something by being nothing
Maria Multon
Zawód : stażystka w rezerwacie jednorożcy
Wiek : 18 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
there's always been a little sadness
inside my happiness
i've never been able to
separate the two
OPCM : 10
UROKI : 11
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11098-maria-multon#342086 https://www.morsmordre.net/t11145-gwiazdka#342865 https://www.morsmordre.net/t11146-maria-multon#342866 https://www.morsmordre.net/f417-gloucestershire-tewkesbury-okruszek https://www.morsmordre.net/t11142-skrytka-bankowa-nr-2427#342857 https://www.morsmordre.net/t11143-maria-multon#342861
Re: Duszne noce / listopad 1954 [odnośnik]27.04.22 16:08
Rozczulał ją widok niechętnie rozbudzającej się Marysi. Leniwie unoszących się ku górze powiek, strzepujących z rzęs senny, srebrny pył, w którego migocie zaklęte były wszystkie wizje, jakich doświadczyła tej nocy. Były piękne? Na pewno. Miłość wypełniająca serce młodziutkiej uczennicy nakazywała sądzić, że w objęciach Morfeusza gnała przez przestworza na grzbiecie magicznego rumaka, uskrzydlonego pegaza, aetonana, króla wszystkich aetonanów. Odpowiadał na jej wezwanie i pojawiał się w snach, w świecie, który należał tylko do niej. W jakie zakątki kosmosu zaglądała podczas tych pięknych podróży? Półwila uśmiechnęła się do siebie subtelnie; to jeszcze nie była jej pora, nie była porą nikogo, by się budzić. A jednak to właśnie należało uczynić, kosztem delikatnych wstęg purpury malowanych pod oczyma o poranku i nieobecnego błądzenia widelcem na talerzu podczas śniadania. Wypoczną jutro, obie.
Mlecznobiałe dłonie sięgnęły krawędzi pościeli i lekko pociągnęły ją w dół, niespiesznie, chcąc w ten sposób przyzwyczaić Multon do temperatury panującej poza królestwem wygodnego łóżka; szelest miękkiej tkaniny nikogo nie rozbudził, żadna z dziewcząt nie zorientowała się o ich niecnym, acz pięknym zamiarze, nawet gdy chichot, prawie bezgłośny, prześlizgnął się przez wargi Celine.
- Nigdy się nie mylę w takich sprawach - przypomniała Marysi, po czym kosmyk złotych włosów dziewczynki odgarnęła za jej ucho. Trochę większe, odstające, ale przez to urzekające, charakterystyczne. To, w czym Maria upatrywała źródła swoich kompleksów, przynajmniej tych związanych z wyglądem, Lovegood postrzegała za atut. W Beauxbatons nie było pary uszu tak ślicznej jak ta należąca właśnie do niej. - Wstań, musimy już wychodzić - szepnęła z uśmiechem i podniosła się z łóżka. Duchy nie będą na nikogo czekać, nawet na nie. Złapała jeszcze za błękitny szlafrok ułożony na krześle obok, drugą dłoń zaoferowawszy pannie Multon, żeby pomóc jej wstać; świadomość musiała przebrnąć przez lepkie rozczarowanie ukróconego odpoczynku i przyzwyczaić się do funkcjonowania, a to chwilę potrwa, chwilę, podczas której Celine zamierzała być jej ramieniem i wsparciem.
Wskazówki zegara niedługo dobiją drugiej godziny. Nie mogły się spóźnić.
Sama półwila nie korzystała z dobroci szlafroka; w odróżnieniu od Marii, była przyzwyczajona do nocnych przechadzek, kiedy nawet magicznie ocieplane Beauxbatons przypominało sobie o pocałunku górskiej miłości, chłodnej, spoglądającej na pary wszystkich kochanków z najwyższych szczytów. Nic dziwnego, że poruszała się boso - łagodnie stawiając stopy na polerowanych marmurach i eleganckich panelach, jakby każdy krok był choreografią, a podłoga sceną.
- Pamiętaj, by nie napierać, gdy poczujesz opór. Odpowiedzą tylko na te pytania, na które zechcą, pociągną rozmowę na tematy, które są im bliskie i miłe. Na resztę zamilkną - tłumaczyła szeptem przy wsuwaniu na ręce blondynki rękawów szlafroka, by następnie ująć jej dłoń i zacząć prowadzić ją do wyjścia z dormitorium. Wszystko, póki co, było enigmą. Maria nie mogła wiedzieć dokąd dokładnie zmierzają, ani nawet na pewno o kim mówiła Celine, kto okaże się tym, kogo dziś odwiedzą, w jakich okolicznościach; dlatego półwila zerkała na nią z ciekawością, łaknąca reakcji. Niepewności. Pytań. Zaintrygowania. Podekscytowania. Tak wiele emocji mogło kłębić się pod złotą kopułą głowy, emocji, których chciała stać się częścią. - A jeśli to w twoją stronę padnie pytanie - bądź szczera. Taka jak zawsze jesteś - poleciła dyskretnie, ciepło, z wyraźnie wyczuwalną sympatią. Na schodach akademii skierowały się w górę. Łączące ją z duszną bracią więzy były na tyle już silne, by była w stanie zażegnać ewentualny kryzys, lecz nie chciała musieć tego robić, nie chciała widzieć jak szansa Marysi na ponowne objawienie prześlizgiwała się przez jej palce, uciekając bezpowrotnie. - Nie udawaj nikogo innego, dobrze? - Oni wyczują, jeśli to zrobisz, a wtedy przekreślisz swoje szanse i cuda zanikną.


idź, równiutko idź, tam mówią będzie raj,
a gdy zostaniesz tu na zawsze będziesz sam.
Celine Lovegood
Zawód : Baletnica
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
the men of the village were kind to us, but the women of the village soon grew cold.
OPCM : 8
UROKI : 3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 26
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9177-celine-lovegood#278139 https://www.morsmordre.net/t9212-dziadek#279452 https://www.morsmordre.net/t9215-brzydkie-piekne-kaczatko#279468 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9214-skrytka-bankowa-2148#279459 https://www.morsmordre.net/t9213-celine-lovegood#279455
Duszne noce / listopad 1954
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach