Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
[sen] i'm yours forever
AutorWiadomość
[sen] i'm yours forever [odnośnik]10.07.22 21:49

i wish time had better timing
for you and me


Zawsze chciał zabrać ją nad morze. Na klif, dokładnie taki jak ten, na którym właśnie stał. Mogłaby wtedy odetchnąć pełną piersią, a on razem z nią - w końcu razem, ręka w rękę, ramię w ramię. Jego podświadomość, a sama świadomość tym bardziej, tak bardzo pragnęła podobnego widoku, że miała już gotowy cały seans, gdy w gorączce leżał na ogromnym łożu w swojej komnacie. Magomedyk mówił, że to z żalu. Że to serce pękło, że potrzebuje teraz czasu, żeby się zagoić. Rodzice mieli już wtedy swój plan dla syna i nikt nie był w stanie powstrzymać ich przed wcieleniem go w życie. Chyba że choroba syna. Zakleszczyła go w swoich ramionach nagle, niespodziewanie. Idąc korytarzem padł jak długi na ziemię i choć znalezione go zaledwie kilkanaście sekund później, gorączka zdołała osiągnąć przedziwnie wysoki poziom, rwąc ciałem młodego lorda w spazmach, dreszczami pokrywając skórę, unosząc drobne włoski ponad jej ludzką pokrywę.
A tutaj - tutaj było dobrze. Bryza czesała włosy i tworzyła z człowieka solną rzeźbę, jakiś pomnik przyrody, jakby chciała zakląć go w sobie, zniewolić. Morze już się zbudziło z zimowej drzemki, targało falami grzbiety klifów, sprawdzając, ile sił pozostało mu po tej chwilowej, corocznej niedyspozycji. Spodobałoby jej się tutaj. Trawa już zaczynała się zielenić, pragnęłaby chodzić po niej bosymi stopami, jak robiły to razem z Cece w swoim rodowym lesie przy dworze w Lancashire. Złapałby ją za dłoń, za tę jasną, promienną dłoń, miękką jak jedwab, na której pierścień zaręczynowy lśniłby niczym najpiękniejsza z gwiazd. Gdyby rzeczywiście stał nad klifem, a nie przewracał się w pościeli w majakach, wściekłby się na świat, na los, że w tak potworny sposób mu ją odebrał, jego Ophelię, pierwszą i jedyną. Teraz jednak był daleko od tego, co było rzeczywiste, i w tym leżało piękno tych chwil.
Odwrócił się. Białą koszulą szarpnął wiatr, sznureczki przy szyi i te zaplecione przy luźnych rękawach, zatańczyły na wietrze. Uśmiech sam wpełzł na usta, choć dookoła niego nie było ani śladu po niej. Nie czuł jej zapachu. Tego, który zawsze stosowała, mieszankę szlachetnych aromatów, które w drobnym flakoniku łączyły się w woń kojarzącą się z kwietną łąką, nad którą gięłyby się wysokie pnie porastane świeżymi igłami. Mówił najbliższemu przyjacielowi, że była owocem ognistego romansu matki natury z ojcem niebem, i że zakochał się w niej, bo go zaczarowała - jakby ta wymówka w pokrętny sposób miała odciągnąć uwagę bliskich od tego, jak bardzo utonął samoistnie w jej istnieniu. Dzisiaj miał ją spotkać w miejscu, do którego zawsze chciał, a nigdy nie mógł, ją zabrać. I wcale nie martwił go fakt, że jeszcze się nie pojawiła, że jeszcze ani jej nie dostrzegł, ani nie poczuł jej zapachu. Zaraz się tutaj zjawi, za chwilkę. Nawet nie zauważy jej obecności, bo przecież była cieniutka jak powietrze, tak samo przejmująca, tak samo podtrzymywała go przy życiu.
Rhennard Abbott
Zawód : opiekun w rezerwacie znikaczy
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
who hurt you?
my own
expactations
OPCM : 10 +5
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t11085-rhennard-abbott#341563 https://www.morsmordre.net/t11149-remus https://www.morsmordre.net/t11148-opowiem-ci-o-moim-ulubionym-znikaczu#342899 https://www.morsmordre.net/f204-dolina-godryka-norton-avenue-dunster-castle https://www.morsmordre.net/t11287-skrytka-bankowa-nr-2423#347035 https://www.morsmordre.net/t11286-rhennard-abbott#347022
Re: [sen] i'm yours forever [odnośnik]16.07.22 12:25
Była powiewem wiosennego wiatru – i jak wiatr się pojawiła.
Z początku lekkim podmuchem, który niósł ze sobą morską bryzę, znajomy zapach kwiatów, białych frezji, ale i pierwsze kolory, blade i rozmyte. Nie musiał jej widzieć, by wiedzieć, że to ona, jego wytęskniona Ophelia. Tańczyła wokół smugami barw, iskrzącymi w promieniach wiosennego słońca, czule muskając materiał koszuli, bawiąc podrygującymi w takt niesłyszalnej melodii sznureczkami. Z każdą kolejną chwilą przybierała na sile, uzyskując kształty i detale, jak za pociągnięciami pędzla natchnionego artysty. Do uszu Rhennarda docierał śmiech, słodki i wdzięczny, nie sposób jednak było określić, gdzie znajdowała się jego właścicielka. Jednocześnie wszędzie i nigdzie, tuż obok, przy skórze, w klatce żeber, i boleśnie daleko, za rzeką Styks.
Rhennardzie? – Głos nie miał w sobie znamienia słabości; obce mu były ziemskie troski, zesłane przez bezlitosną chorobę cierpienia. Wybrzmiewał pewnie, melodyjnie – jak kiedyś, gdy spacerowali ramię w ramię przyprószonymi śniegiem uliczkami Hogsmeade. Lub później, gdy ujmowała w dłonie lutnię i z uśmiechem na różanych ustach śpiewała o nich, o ich wspólnej przyszłości. Szczęściu, którego mieli w końcu zaznać, gdy tylko ukończą szkołę, staną na ślubnym kobiercu. Pokonają kolejną przeciwność losu. – Rhennardzie, jak tu pięknie. – Była obok, na wyciągnięcie ręki, odziana w zwiewną biel, z włosami upstrzonymi kwieciem. Już materialna, namacalna, prawdziwa. Jego nimfa, o nienagannych manierach i z sercem, które od zawsze i już na zawsze miało wyrywać się ku naturze. Potęga szalejącego w dole żywiołu robiła na niej niemałe wrażenie; błękit tęczówek roziskrzył się podziwem, niekłamanym zachwytem. I choć wszystko wskazywało na to, że to tylko sen, ulotny i zbyt piękny, by być rzeczywistością, to umęczony umysł pogrążonego w żałobie lorda chwytał się go jak tonący brzytwy. Tam – rzucał się w malignie, odarty z sił i resztek podtrzymywanej miesiącami nadziei, tutaj – mógł nacieszyć jej rozpromienionym niemalże dziecinną radością licem, już nie bladym, chorobliwym, a naznaczonym urokliwym rumieńcem i szerokim uśmiechem... – Powinniśmy tu bywać przynajmniej raz do roku – oświadczyła miękko, nie potrafiąc ukryć pobrzmiewającej w głosie ekscytacji. – Przynajmniej, bo przecież inaczej będzie wyglądać to jesienią, inaczej zimą... – Znał ją na tyle dobrze, by wiedzieć, że jej myśli wyrywają się już ku słowom, wersom, frazom, do których mogły zainspirować ją spacery po odmienionych kolejnymi porami roku klifach. Przywykła do lasów Lancashire, pięknych i tajemniczych, lecz znajomych. Potrzebowała nowych bodźców, nowych doświadczeń, by tworzyć dzieła, do jakich do tej pory mogła jedynie aspirować.
Nagle odwróciła się ku niemu i, odgarniając rozwiewane przez morską bryzę włosy, poprawiając zdobiący palec pierścień zaręczynowy, podchwyciła lordowskie spojrzenie. Wyglądała tak prawdziwie. Tak żywo. Może to wcale nie był sen? Może to tam, gdziekolwiek było tam, dręczył go koszmar, z którego w końcu został zbudzony? – Och, najdroższy... Obiecaj mi, obiecaj, że tu wrócimy. Oczywiście, najpierw zajmiemy się najważniejszym... Już nie mogę doczekać się dnia, w którym zostanę twoją żoną. – Czekała na to tak długo. Oboje czekali. Tylko dlaczego? Przecież wszystko było w porządku, jak najlepszym porządku. – Lady Abbott. – Wyartykułowała dźwięcznie, z dumą i rozczulającym rozmarzeniem, a jej czoło wygładziła ulga. To nie był pierwszy raz, gdy o tym rozmawiali. I nie pierwszy raz oswajała się z brzmieniem przyszłego tytułu. Niczym jednak byłaby wizja rychłego zamążpójścia, gdyby wybrany przez rodzinę kandydat był jej obojętny – ona jednak kochała go miłością, która nie miała początku i końca, która była silniejsza niż sam czas i odbijała się we wszystkim, co robiła.


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
[sen] i'm yours forever 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: [sen] i'm yours forever [odnośnik]16.07.22 13:51
Pierwszy pojawił się aromat frezji. Zaledwie musnął nozdrza, myśli ciągnąc w stronę jej komnaty, gdzie zawsze prowadzono go, gdy zapowiadał swoje przybycie - tym razem jednak łóżko było puste, a porcelanowy wazon opróżniony. Jego zgarnięta gorączką głową nie oświadczyła w prostocie - ona nie żyje; powiedziała za to - wyszła na chwilę, minąłeś ją na korytarzu, jak wiatr zatańczyła na korytarzu i zniknęła, ale zaraz wróci. I wtedy pojawił się jej głos. Kojarzył mu się z łamaną w pół czekoladą z Miodowego Królestwa, zawsze się nią dzielili, wspólnie mrucząc nad jej słodkością; kojarzył mu się z dotykiem jedwabiu na skórze, tak miękkim, jak ledwo co wyrośnięta nad ziemią, wiosenna trawa. Była słodyczą dla jego uszu, miodem, wonią pierwszych promieni letniego słońca. Już wtedy, zanim jeszcze zobaczył jej sylwetkę, uśmiech zakwitł na jego ustach. A Rhennard tak szczerze i szczęśliwie jak teraz jeszcze się nie uśmiechał. Przymrużone od słońca powieki zmusił do uniesienia się ku górze, by mógł w końcu przyjrzeć się jej w stanie, jakiego życzył jej przy każdej najmniejszej okazji. Jasna twarz w końcu nie nosiła śladów jakichkolwiek dolegliwości jej ciała, a powieki były okraszone świetlistą łuną, nie natomiast sinym i niezdrowym ciężarem; usta się zaróżowiły, nie były już spierzchnięte, obdarte z życia. Była piękna - dokładnie tak, jak pamiętał ją z korytarzy Hogwartu, ale tym razem starsza, dojrzalsza. Przyglądał jej się zauroczony, ale z własnej, nieprzymuszonej woli, jak zawsze. Nie nosiła w swojej krwi śladów wilej mocy.
Był tak szczęśliwy jej reakcją. Podobało jej się. Wiedział, a mimo to gdzieś między słowami tkanymi pod falowaną czupryną sądził, że coś może nie trafić w jej gust.
- Zawsze chciałem cię tu zabrać - odpowiedział odruchowo, lekko jąkając się przy początku. Onieśmielała go, tracił przy niej resztki godności i dworskiego wychowania, gdy stała obok. Odchrząknął i wyprostował. Wyglądać to musiało nieco komicznie, robił to w końcu na siłę, usiłując wyglądać przy niej dumnie, prężąc pierś jak jeleń wyglądający zza herbu Abbottów. - Jak sobie życzysz, najdroższa. Raz do roku! Następnym razem przylecimy tutaj karocą zaprzęgniętą w aetonany, zobaczysz, jak to wszystko wygląda z góry. Zimą woda ciemnieje i walczy o wybrzeże z siłą stu olbrzymów, naprawdę! - był młody, chciał jej pokazać tak wiele, powiedzieć, przekazać. Prawdopodobnie była to ostatnia okazja, gdy mógł to zrobić. Później Fortuna odwróciła się od niego, zamazała nieprawdopodobne wydarzenia, rozkazała zejść z chmur na ziemię i podjąć się życia dorosłego człowieka. Ale teraz chciał jej się przyglądać, pochłaniać obraz jej rozpromienionej słońcem twarzy i odwzajemniać każdy kolejny uśmiech, który mu posyłała. Ujął jej dłoń. Ostrożnie, lekko, w palcach, tkniętych już szorstkością pergaminu i lepkością atramentu, oglądając jej delikatną skórę. Przypominała łuski na motylich skrzydłach. Teraz była ozdobiona pierścieniem rodowym, podarowanym mu przez matkę jako dowód połączenia ich rodzin w jedną. Wyglądał na jej serdecznym palcu doskonale. Jakby zawsze było tam jego miejsce. Roześmiał się nieoczekiwanie, w pełnym przejęcia geście. Nie mógł uwierzyć, że żadne z najgorszych przewidywań się nie spełniło i w końcu byli tutaj razem. - Przysięgam. Przysięgam na samego Papiniana, moja najdroższa Ophelio, że tu wrócimy i to nawet niedługo. Złożymy tutaj przysięgę. Tam w dole, na plaży, przeprowadzę cię - wskazał jej wyciosane w kamieniach schodki prowadzące w dół. Były strome, ale zdawały się ustabilizowane latami walki z potęgą morza. - Chodźmy, muszę ci coś pokazać. Coś cudownego.
Odgarnął zbłądzone kosmyki z jej skroni, czułym muśnięciem zawijając je za ucho, by za chwilę poprawić płatki jednego z kwiatów, by nie odleciał. Wszystko w tej wizji musiało być idealne. Żywe. Realne.
Rhennard Abbott
Zawód : opiekun w rezerwacie znikaczy
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
who hurt you?
my own
expactations
OPCM : 10 +5
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t11085-rhennard-abbott#341563 https://www.morsmordre.net/t11149-remus https://www.morsmordre.net/t11148-opowiem-ci-o-moim-ulubionym-znikaczu#342899 https://www.morsmordre.net/f204-dolina-godryka-norton-avenue-dunster-castle https://www.morsmordre.net/t11287-skrytka-bankowa-nr-2423#347035 https://www.morsmordre.net/t11286-rhennard-abbott#347022
[sen] i'm yours forever
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach