Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Damn, I love it that you're so creepy.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Cygnus Black
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6005-cygnus-black https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Zawód : Pracownik Międzynarodowej Komisji Handlu Magicznego
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 12
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Why not?

PisanieTemat: Damn, I love it that you're so creepy.   20.05.18 1:07

Londyn, Maj 1956

Zdecydowanie ten dzień nie należał do najlepszych. Pogoda niestety nie dopisała w żadnym stopniu. Deszcz wraz z hulającym wiatrem ciągle uderzały w szyby. Ponadto kto normalny cieszyłby się z takiego obrotu spraw? No kto? Na pewno nie Cygnus! Był to dla niego ciężki dzień, wszakże jakiś czas temu dowiedział się o swojej przyszłości. O tym, że wybrano dla niego przyszłą żonę, że to już czas, aby zwolnić ze swoją karierą i zając się czymś innym. Czymś rzekomo równie ważnym co zostanie znanym na cały świat politykiem. Dokładnie, miał w końcu zostać mężem, ojcem, wspaniałym człowiekiem. Nie było mu to po drodze, o nie. Unikał odpowiedzialności, aż do niedawna. Został postawiony praktycznie pod ścianą, nie wiedząc nawet kim jest ta wybranka. Z początku nie znał jej imienia, nazwiska, a nawet nie miał pojęcia jak ona wygląda. Dopiero dzień przed zaplanowaną uroczystością postanowiono mu to wyjawić. Lady Druella, z domu Rosier, tak właśnie się nazywała. Ponoć jej piękno oszałamiało każdego kawalera, który ośmielił się choćby na chwilę spojrzeć na nią. W takim razie czemu on jej nie kojarzył? Mało uroczystości jest organizowanych przez rody szlacheckie? Chociażby Sabat, już wtedy powinien ją poznać.
Nie chciał tego roztrząsać, to jego obowiązek, poniekąd tradycja, a on nie miał zbyt wiele tutaj do gadania, nawet jeśli chciał. Cóż, taki był jego los, koniec bycia wolnym strzelcem. Rodzina Blacków postanowiła zorganizować bankiet, zapraszając praktycznie wszystkie zaprzyjaźnione rody szlacheckie oraz rodzinę jego wybranki - Rosierów. Zawsze mieli z nimi na pieńku, łączyły ich negatywne relacje odkąd tylko sięgał pamięcią. Ba! Księgi w rodzinnej bibliotece również o tym wspominały. Ich przodkowie rozpoczęli między sobą spór, a o co poszło? Nie wiadomo. Pollux natomiast postanowił najwyraźniej zadziałać w tym kierunku, ocieplić ich relacje, załagodzić sytuację. Wybór padł na Cygnusa z kilku powodów. To właśnie on był najstarszym z synów, w nim pokładano największe nadzieje, to on oficjalnie najbardziej rozwijał się zawodowo spośród całego rodzeństwa. Można rzec, że wielu uważało go za idealną partię. Za pewne rodziny zaprzyjaźnione z Blackami nie są zadowolone z obrotu wydarzeń, najprawdopodobniej chciały zagarnąć kruczego czarodzieja dla samego siebie.
O czym to ja? Ach tak, bankiet. Dobiegała już godzina osiemnasta, do rodzinnej posiadłości zaczęło się zjeżdżać coraz więcej osób. Po pomieszczeniach roznosił się harmider. Domowy skrzat zajmował się praktycznie całym przygotowaniem, Black'owie byli zbyt dumni, aby zajmować się takimi błahostkami. U progu goście byli witani przez całą męską część rodziny. Jako pierwszy stał nestor rodu, za nim kolejni, mniej ważni przedstawiciele - jego potomkowie, a w tym również i Cygnus oraz jego bracia usytuowani za jego osobą. Wszyscy byli ubrani w drogie, wieczorowe ubrania przypominające nieco mugolski frak, dodając do tego czarodziejską szatę. Na ścianie wisiały przygotowane kapelusze dla każdego z nich w razie gdyby musieli udać się na zewnątrz. W ten właśnie sposób powitali wszystkich gości, a kobiety prowadziły do wielkiej, bankietowej sali. Pomieszczenie utrzymane było w dobrym standardzie, nieco minimalistycznym, bez większego przepychu. Stoły poustawiane przy ścianach, a na nich różnego rodzaju trunki, dania i przekąski. W rogu rozstawiony był zespół muzyczny, specjalnie wynajęty na tę okazję, przygrywający muzykę klasycznego typu.

***TIMELAPSE, BO TAK***

Dochodziła północ, a impreza wciąż trwała w najlepsze. Świętowaniu nie było końca, a wszystko zaczęło się od podanej informacji. Moment gdy ojcowie Lady Druelli i Lorda Cygnusa stanęli ramię w ramię na środku i oznajmili przybyłych z jakiego powodu się tu zebrali, cóż... Należał zdecydowanie do tych rozkręcających imprezę. Szlachta również lubi się bawić, tego nie można ukryć. Choć z pozoru większość obecnych osób przypomina bardzo spokojne istoty, to najwyraźniej lubią sobie wypić i potańczyć. Kogoś jednak brakowało. Cygnus zniknął z imprezy, choć był jedną z dwóch najważniejszych tego wieczoru osób. Chociaż nie, nie tylko jego zabrakło. Również panienka Rosier zniknęła z imprezy, ba! Była pierwszą, która wyszła, co nie umknęło bystremu spojrzeniowi Cygnusa, który popędził zaraz za nią. Czuł się w tym momencie odpowiedzialny za swoją narzeczoną, nawet jeśli jej nie znał, nawet jeśli nie czuł do niej nic. Od zawsze traktował swoich bliskich bardzo dobrze, troszczył się o nich na swój, czasami nieco pokręcony sposób. Poprawił zarzuconą na siebie czarną szatę, na głowę umieścił czarodziejski kapelusz i zabierając najważniejsze dla swojej osoby przedmioty wyszedł z budynku. Deszcz wciąż nie ustępował, musiał się przed nim ochronić za pomocą swojej różdżki. Nie spuszczał z Druelli oka, podążał za nią, nawet nie mając pojęcia gdzie ona zmierza. Bez słowa, niczym najprawdziwszy stalker kroczył kilka metrów za jej osobą, coraz bardziej zbliżając się do niej. Odpalił również papierosa. Okropny dla zdrowia nałóg, aczkolwiek nie przeszkadzał mu on w żadnym stopniu. Był dobrą odskocznią od wszystkiego, a czarodziejska odmiana świetnie smakowała. Wypuścił z ust siwy dym z którego przebijała się delikatna nuta wanilii, żeby po chwili zostać całkowicie stłumioną przez krople deszczu. Jego twarz była całkowicie pozbawiona emocji, niezwykle spokojna. Ciemne oczyska przyglądały się Rosierównie. Na dodatek jego postura połączoną z całą tą powagą mogły wprowadzać w delikatne osłupienie. Nie zdziwiłbym się gdyby niektórzy chcieli wręcz uciekać na jego widok. A on grzecznie za nią szedł, wypalając papierosa i pilnując by przypadkiem nie stało się jej nic złego. Milczał cały czas. Chciał, aby to ona podjęła rękawicę, aby to ona odezwała się pierwsza. Nie miał zamiaru mydlić jej oczu pięknymi słówkami, chciał ją poznać, skoro mają spędzić ze sobą resztę swojego życia.




Ostatnio zmieniony przez Cygnus Black dnia 20.05.18 19:31, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Druella Rosier
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6012-druella-rosier https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Zawód : alchemiczka
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 5
UROKI : 5
ELIKSIRY : 17
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej
 We live in the light to serve the dark.

PisanieTemat: Re: Damn, I love it that you're so creepy.   20.05.18 1:09

W żadnym wypadku nie była na to przygotowana. Podejrzewała, owszem; zaciskający się w ciasny węzeł żołądek i towarzyszące jej od kilku tygodni uczucie niepokoju, jątrzące się pod skórą niczym żywe stworzenie wyraźnie wysyłały sygnały. Ostrzegały, podszeptywały do ucha kąśliwe uwagi gdy zamykała oczy i zapadała w płytki sen wieczorami. Ostrzegały, nużąc ją lekturą i muzyką, zamieniając w katorgę najprzyjemniejsze nawet zajęcia. Nie znajdowała ukojenia w wypełnionym oparami laboratorium, w którym szlifowała swoje alchemiczne umiejętności, nie potrafiła skupić się na rozmowie z najbliższymi, nawet w towarzystwie Tristana, ukochanego Tristana, nie odnajdując ukojenia dla rozkołatanych myśli. W żadnym wypadku nie była na to przygotowana, ale skłamałaby mówiąc, że nie czuła podświadomie, że coś się święci. Że coś, czego wcale nie będzie chciała, wyciąga po nią zachłanne ręce. Coś? Czy raczej ktoś?

*

Zdecydowanie ten dzień nie należał do najlepszych. Pogoda niestety nie dopisała w żadnym stopniu. Deszcz wraz z hulającym wiatrem ciągle uderzały w szyby, gorset pił nieznośnie tuż przy biodrze, związany niewprawnymi palcami nowej służki, a wrażenie, że prowadzona jest na ścięcie nie opuszczało Druelli przez całą drogę do posiadłości Blacków. Przeklętych, znienawidzonych Blacków, których z Rosierami łączyła długa historia niejasnych konfliktów, przypadkowych pojedynków, złamanych serc i Merlin jeden raczy wiedzieć czego jeszcze. Nie rozumiała entuzjazmu ojca, który w holu rodowej posiadłości ich gospodarzy zsunął z jej ramion aksamitną pelerynę i przesunął ustami po gładkim policzku swojej córki w pieszczocie znajomej, choć zupełnie niespodziewanej. Nie rozumiała radości w oczach matki, nieustannie poprawiającej wysadzany rubinami, misternie zdobiony naszyjnik na jej dekolcie. Nie rozumiała wreszcie, dlaczego pan domu wpatrywał się w nią z uwagą i nabożną pieczołowitością, zwykle przeznaczoną dla koni na wystawie. Podziwiał? Oceniał? Nie rozumiała, a to wszystko budziło w niej wewnętrzny sprzeciw, sprawiało, że krew w żyłach zaczynała krążyć szybciej, w bławatkowych tęczówkach pojawiał się doskonale znany wszystkim jej bliskim ognik. Ognik sugerujący, że właścicielka tychże oczu zaczyna tracić cierpliwość.

Godzinę później pożałowała, że zasłona niezrozumienia opadła. Pożałowała dokładnie w momencie, w którym chłodne palce wsunęły na jej drobną dłoń pierścionek przepięknej roboty, ani chybi wykonany przez gobliny. Ciężar wiekowej błyskotki osiadł na jej drobnym palcu i na sercu, a choć w środku gotowała się z wściekłości, rumieniec na jasnych policzkach mógł być wzięty jedynie za wyraz podekscytowania. Na zewnątrz pozostawała bowiem, cóż, idealna. Łagodnie uśmiechnięta odpowiadała na gratulacje głosem opanowanym, pobrzmiewającym dumą. Była spokojna. Pogodzona z losem. Dopiero gdy przyjęcie zaczęło nabierać rumieńców, gdy panie zgromadziły się w salonie wokół fortepianu, a panowie udali się na szklaneczkę czegoś mocniejszego; dopiero gdy uwaga wszystkich skupiła się na czymś innym, a jej zaręczyny z paniczem Blackiem stały się jedynie miłym pretekstem do towarzyskiego spotkania, wymknęła się do holu, zarzuciła na ramiona pelerynę i wymknęła się przez ciężkie, dębowe drzwi. Zimne powietrze uderzyło ją w twarz, wypchnęło z umysłu opary wina. Potrzebowała oddechu, nie bacząc więc na późną godzinę i nieprzychylne warunki atmosferyczne, szybkim krokiem pokonała kilka kamiennych schodków i naciągając na głowę kaptur ruszyła brukowaną uliczką w stronę parku, którego obecność w tej okolicy zanotowała gdzieś pomiędzy szczebiotaniem matki w drodze do posiadłości Blacków.
Wiedziała, że za nią idzie. Zorientowała się po zaledwie paru metrach, gdy wiatr zmienił kierunek, a przez nasiąknięte deszczem powietrze dotarł do niej nikły aromat waniliowych papierosów, których zapach kojarzyła z wnętrza budynku, który właśnie opuściła. Obcasy jej butów wystukiwały głuchy rytm na kocich łbach gdy przechodziła przez ulicę i skrywała się w cieniu drzew, wzrokiem szukając miejsca, które pozwoliłoby uciec jej przed deszczem.
Znalazła je wreszcie, w podniszczonej drewnianej altanie oplecionej dziką różą majaczącej w sercu parku, oświetlonego mdłym blaskiem latarni. Zsunęła kaptur z głowy, uwalniając ciemne loki z nasiąkniętego wodą materiału. Opadły na jej ramiona, kilka niesfornych pukli przylgnęło do wilgotnego czoła i policzków; odwróciła się, unosząc wzrok by odnaleźć jego spojrzenie. Przez moment badawczo wpatrywała się w zastygłą w stoickim wyrazie twarz, a choć na usta cisnęło jej się przekleństwo, prędko ugryzła się w język.
- Nie bój się, nie zamierzam rozpłynąć się w powietrzu - zaczęła, z zaskoczeniem zauważając, że jej głos nie drży, ale ochrypł od chłodu majowego wieczoru - Jeśli będzie to jakimkolwiek pocieszeniem, a wiem doskonale, i och, nie udawaj, że nie, też nie jestem zachwycona z tego powodu - uniosła dłoń, spoglądając na pierścionek. Okazały kamień pochwycił odrobinę światła, błysnął do niej prześmiewczo.




Druella L. RosierYou, my friend, are in love with an image


Powrót do góry Go down
Cygnus Black
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6005-cygnus-black https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Zawód : Pracownik Międzynarodowej Komisji Handlu Magicznego
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 12
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Why not?

PisanieTemat: Re: Damn, I love it that you're so creepy.   20.05.18 1:13

Uroczystość sama w sobie dla Cygnusa minęło bardzo szybko. Wszystko działo się w mgnieniu oka. Przywitanie gości, przedstawienie celu spotkania, wsunięcie pierścionka zaręczynowego na delikatny palec Rosierówny. Podniesienie kieliszków ku górze, wzniesienie toastu, a następnie rozpoczęcie konsumowania dań i wielu napojów wyskokowych zamówionych specjalnie na tę okazję. Kolejne gratulacje słowne spływały do jego uszu, a on z delikatnie uniesionym kącikiem ust dziękował za przybycie. Taka była jego rola. Tak samo fakt, że od teraz chcąc, nie chcąc miał na głowie damę. Co wyniknie z ich relacji, wciąż nie wiadomo. Musiał jednak podążyć za nią, gdy ta po cichutku się wymykała z uroczystości. Tak jak wcześniej było wspomniane, kroczył za nią spokojnie, aż do tej nieszczęsnej altanki w parku. Schował różdżkę po wewnętrznej stronie swojej szaty, gdzie było przygotowane specjalne dla niej miejsce po czym ukrył się od deszczu, właśnie pod altaną. Zmierzwił czarną czuprynę, która pod wpływem wiatru zaczęła szaleć w każdą stronę świata. Przejechał tą samą dłonią po twarzy, jakby chciał obudzić się z tego snu. Ciemne oczyska wciąż wlepione w Druellę, puszczany co jakiś czas kawałek szarego dymu. Do jego uszu dotarły jej słowa. Przekręcił głową kilka razy na boki w charakterze zrezygnowania.
- Też mnie ta sytuacja nie cieszy.
Tu się zatrzymał na chwilę. Co jej powiedzieć? Co chciałaby teraz usłyszeć? Mniej więcej w tym rodzaju myśli przeszły przez jego głowę. Musiał się nauczyć z nią rozmawiać. Dzieliło ich wiele. Poczynając od samego faktu, że pochodzą z wrogich do siebie rodów, a kończąc na delikatnej, aczkolwiek znaczącej różnicy wieku. Wszak, w momencie chociażby gdy on kończył szkołę, ona wciąż się bawiła. Kiedy on wchodził w dorosłe życie, ona dopiero zaczynała pięknieć, odchodzić od swojego dziecięcego uroku. Sposób wychowania, zawierane przez nich znajomości, wszystko to było inne, podobnie zresztą z kwestią ich zainteresowań. Na pierwszy rzut oka Druella była idealną szlachcianką, kobietą salonów. On wszedł w ciężki do zrozumienia świat polityki, pracując z czarodziejami z różnych krajów, mówiąc w różnych językach.
Zresztą, kto by się przejmował teraz manipulacją, manierami i czymkolwiek innym. Są sami, prawdopodobnie pierwszy raz. Spokojnym krokiem podszedł do kobiety, zdejmując ze swoich ramion czarodziejską szatę, chwytając do prawej dłoni swoją cisową różdżkę. Lewą dłonią wystrzelił już ledwo żarzącego się kiepa na trawnik nieopodał nich. Był już bardzo blisko. Teraz było widać różnicę między nimi jeśli chodzi o wzrost. Gdyby nie buty na obcasie, cóż. Mogłoby to być nawet jakieś dwadzieścia centymetrów. Przełożył nad nią swoją szatę, wypuszczając spokojnie jej końce, które opadły delikatnie na ziemię. Zawiesił ją na jej delikatnych ramionach, zapinając z przodu górny guzik podnoszący kołnierz. Bardzo dobrze chronił przed wiatrem, naprawdę!
- Przeziębisz się, Lady Rosier.
Przejechał delikatnie zewnętrzną stroną palca po jej policzku, chwycił kosmyk jej ciemnych włosów, a następnie zarzucił do tyłu. Delikatny uśmieszek nie schodził z jego ust, a niemalże czarne ślepiska wwiercały się w jej duszę.
- Wyrosłaś na ładną kobietę.
Komplement? Zdecydowanie tak. Czy się poznali kiedyś? Jak najbardziej. Drobna retrospekcja w głowie i voila. Bodajże był to sabat, Cygnus pomimo niewielkiego zainteresowania pannami, upatrzył sobie właśnię młodą Rosierównę. Kiedyś już ją kokietował, czemu miałby nie zrobić tego samego teraz?


Powrót do góry Go down
Druella Rosier
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6012-druella-rosier https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Zawód : alchemiczka
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 5
UROKI : 5
ELIKSIRY : 17
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej
 We live in the light to serve the dark.

PisanieTemat: Re: Damn, I love it that you're so creepy.   20.05.18 1:15

Obserwowała jego doskonale wyważone ruchy i skrawek po skrawku analizowała stojącego przed nią mężczyznę. Lata spędzone wśród arystokracji, lawirowanie wśród kłamstw i półsłówek, posługiwanie się półśrodkami w celu zadowolenia tej czy innej osoby i unikanie niezręcznych sytuacji przez uważne dobieranie słów nauczyły ją czytania z innych jak z otwartej księgi. Cygnus był inny.
Śledziła wzrokiem palce wplatające się ciemne włosy, chłonęła rezygnację, która opanowała jego twarz na ułamek sekundy, nim znów oblekła się tym samym stoickim spokojem. Potarł oczy dłonią, a ona odwróciła wzrok w drugą stronę i odetchnęła, wzbijając w powietrze obłoczek pary. Było chłodno; chłodniej niż przypuszczała. Z początku nie czuła zimna, zbyt wzburzona, zbyt roztargniona, zbyt skupiona na szarpiących wnętrzności emocjach by zauważyć, że lekki materiał sukienki nie radzi sobie z kroplami deszczu, a przesiąknięta nim aksamitna peleryna ciąży jedynie na ramionach, zamiast gwarantować ciepło. Odruchowo uniosła dłonie, zaciskając palce na łokciach w obronnym odruchu. Trudno powiedzieć, czy próbowała utrzymać resztkę ciepła czy osłonić się przed bliskością mężczyzny, który w gruncie rzeczy był dla niej przecież obcy.
Kolejny raz przeniosła na niego wzrok dopiero wtedy, gdy zdecydował się przerwać ciężką, niezręczną ciszę. Choć sama go sprowokowała, choć jej słowa miały być subtelną złośliwością, nie spodziewała się potwierdzenia. Uniosła łagodnie brwi, z pewną konsternacją stwierdzając, że poczuła się urażona. Wedle wszelkich wpajanych jej do tej pory zasad powinien był zaprzeczyć, choćby z grzeczności 0 tymczasem jego szczera odpowiedź wzbudziła w niej poirytowanie. Może rozczarowanie? Ogrom uczuć, które w tym momencie robiły spustoszenie w jej głowie sprawiał, że umysł nie potrafił podsunąć odpowiedzi.
- Nie spełniam twoich wymagań, lordzie Black? - spytała, samą siebie zaskakując kąśliwością, która wkradła się we wcześniej spokojny głos - Lepiej, żebyś szybko zweryfikował swoje stanowisko, bo obawiam się, że utknąłeś przy mnie na dobre. Przynajmniej, dopóki któregoś z nas nie trafi szlag - mruknęła jeszcze, odwracając się do niego plecami.
Deszcz zacinał coraz mocniej, a jej ciało drżało w niekontrolowany sposób; nie próbowała tego ukryć, a on nie udawał, że nie widzi. Kierowany dobrym wychowaniem, fałszywą troską czy innym, niezrozumiałym dla niej impulsem, zsunął z ramion chroniącą go przed wiatrem szatę i zarzucił ją miękko na jej ramiona. Druella odnalazła jego twarz, z zaskoczeniem zauważając, że nie dostrzegła nawet gdy stanął tuż przed jej nosem. Mocny zapach wody kolońskiej i ulotna nuta waniliowego tytoniu dotarła do jej nosa. Z pewnym przekąsem, skrawkiem ulotnej myśli zauważyła, że jej perfumy również pachną wanilią.
- Nie jest mi zimno - odparła buńczucznie, choć oboje doskonale wiedzieli, że kłamie.
Gdy uniósł dłoń i zbliżył ją do twarzy panny Rosier, odruchowo zrobiła pół kroku w tył. Szybko opamiętała się jednak i pozwoliła by dotknął jej twarzy, przesunął palcem po aksamitnej skórze. Dotyk ten, choć zupełnie się tego nie spodziewała, nie był nieprzyjemny; bezwiednie przygryzła wargę i znów odnalazła jego oczy, a później przeniosła wzrok na usta Cygnusa. W gruncie rzeczy nie był odpychający, wręcz przeciwnie. Jak przystało na przedstawiciela arystokracji, jak przystało na nieodrodnego syna swojej rodziny, był przystojny jak sto diabłów i właśnie takim go widziała. Kiedyś i teraz. Mimo wszystko.
Kolejna uwaga Blacka sprawiła w końcu, że Druella parsknęła śmiechem.
- Rozumiem, że dzieckiem byłam raczej brzydkim? - w jej głosie pojawiła się wyzywająca nuta, a wargi wygięły się wreszcie w uśmiechu - Kiedyś prawiłeś lepsze komplementy, Cygnusie - dodała po chwili, unosząc lekko brew. Emocje powoli opadały, a ona stopniowo zaczynała się rozluźniać, choć sytuacja nadal zakrawała na kiepski żart.
- Wiedziałeś o tym? - spytała nagle, w duchu prosząc, by odpowiedź była negatywna. Wolała, Merlinie, naprawdę wolała, by oboje wpadli w zmyślną pułapkę. By on też okazał się zwierzyną, a nie myśliwym.




Druella L. RosierYou, my friend, are in love with an image


Powrót do góry Go down
Cygnus Black
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6005-cygnus-black https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Zawód : Pracownik Międzynarodowej Komisji Handlu Magicznego
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 12
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Why not?

PisanieTemat: Re: Damn, I love it that you're so creepy.   20.05.18 1:15

Na dobrą sprawę ciężko stwierdzić czy był inny. Podobnie do reszty arystokracji - otaczał się wieloma osobami, korzystał z różnych metod manipulacji. Kłamał w żywe oczy, udawał, wszystko to dobrze mu wychodziło już od zawsze. Wszystkie zawarte w dzieciństwie przyjaźnie, pierwsze dziewczyny z którymi spędzał czas, czy nawet dzisiejsze wydarzenie. Wszystko to było robione pod publikę, z korzyścią dla siebie, czy rodziny. Nawet zawód, który obecnie wykonuje. Nawet on został wybrany przez jego ojca, Cygnus nie miał tutaj nic do gadania. Był posłuszny niczym piesek, a zarazem wydobywała się z niego silna, dominująca aura. Wynik postury? Coś w tym może być. Może to właśnie jego doświadczenie i ciągłe życie w obłudze powoduje fakt, że tak łatwo mu zaufać. Wielu zdążyło powierzyć mu swoje sekrety, nawet jeden puchon w jego wieku. Głupiutki wygadał się o swoim uczuciu do mugolskiej kobiety. To nie mogło się dobrze skończyć.
Cygnus nie miał przyjemności zmoknąć. Doskonale ochronił się przed kroplami deszczu. Dodatkowo należał do osób zimnolubnych, toteż szata wcale nie była mu potrzebna na obecną chwilę. Mógł bez straty dla siebie podarować ją brunetce, ba! Taki ruch mógł przynieść swego rodzaju korzyści. Nic, tylko się cieszyć. Pomijając rzecz jasna dobór słów. Faktycznie, mógł nimi urazić, choć nie było to jego celem. Był o dziwo szczery. Może nawet za bardzo. Natomiast nie mamił jej pięknymi słówkami i wielkimi obietnicami jak to będzie im miło i szczęśliwie. Był wobec niej uczciwy, wymagając również tego samego.
- Tego nie powiedziałem. Aczkolwiek chciałem jeszcze zająć się swoją karierą, aniżeli wręczać pierścień damie.
Karierą? Robił to od lat, przerwa nie jest wskazane w tym momencie. Dobrze mu idzie, a na dodatek ma na głowie inne sprawy. Czarny Pan powrócił, wezwanie może nadejść w każdej chwili. Macmillan wciąż mu nie wybaczył. Bracia wciąż sprawiają problemy rodzinie, a ktoś musi ich naprostować. Tutaj jednak oczekuje się od niego stabilizacji. Jej słowa docierały do jego uszu. Utknął? Lepiej, żeby szybko zweryfikował swoje stanowisko? Nie odczuwał presji czasu zupełnie, choć była zrozumiana w ich sytuacji.
- A Twoje stanowisko? Ani przez chwilę nie pomyślałaś o mnie pozytywnie?
Całkiem możliwe, że w tym momencie nadępnął na minę. Nie przejmował się jej reakcją, a ona mogła być naprawdę różna. Nie ukazywał swojej obawy, że to właśnie on jest niegodnym partnerem życiowym. Wyprostowana sylwetka i szarmancki uśmiech wręcz emanowały pewnością siebie.
- Nie zaczynaj naszego związku od kłamstw.
W ten sposób skomentował jej słowa co do odczuwania temperatury. Nie jest jej zimno? Dobre sobie! Doskonale przecież widział, że ta kobieta trzęsie się jak chorągiewka na wietrze, telepie jak fretka. Pokazywanie się z tej silniejszej strony nie było wcale potrzebne. Jak widać Cygnus szanował ją na swój sposób, traktował na równi z sobą. Wychowany w konserwatywnym rodzie nie pokazywał rzekomej męskiej wyższości, w porównaniu do swojego ojca. Pollux od zawsze trzymał wszystkich twardą ręką, wymagał wiele od swojej żony, dzieci. Młody Black na swój sposób jest inny, potrafi się dostosować do swojego rozmówcy. Wtem usłyszał śmiech. Delikatny, przyjemny dla jego uszu. Ciemne oczyska, które do tej pory biły chłodem tym razem zaświeciły się delikatnym blaskiem. Przełamał ścianę, która stała między nimi.
- Raczej powiedziałbym, że nie pobudzałaś zmysłów jak teraz.
Obdarował ją uśmiechem. I to nie takim co to tylko jeden kącik ust podnosi! O nie! Delikatny banan wymalował się na jego twarzy, lekko przymrużając oczy, uwydatniając tym samym dość długie jak na mężczyznę rzęsy. Zrobił kilka kroków w tył. Wycofał się z pozycji, którą do tej pory obejmował. Zdawał sobie sprawę, że mógł na początku wzbudzać dyskomfort. Jednakże pomimo rozluźnienia atmosfery, on po prostu postanowił sobie usiąść. Ot co. Przycupnął sobie zatem na ławeczce, ręką poklepując miejsce obok siebie. Oczywiście był to gest zapraszający, ale tego raczej nie trzeba było tłumaczyć.
- Wczoraj dowiedziałem się kto jest wybranką ojca. O samych zaręczynach wspomnieli mi jakiś tydzień temu, nie zdradzając szczegółów.
Odpowiedział zgodnie z prawdą, zarzucając nogę na nogę, dłonie splatając na kolanie. Podobnie do swojej rozmówczyni, Cygnus był zwierzyną. Został wykorzystany w grze politycznej, wbrew swojej woli, a jako przykładny Black - zgodził się. Ot, cała historia.


Powrót do góry Go down
Druella Rosier
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6012-druella-rosier https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Zawód : alchemiczka
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 5
UROKI : 5
ELIKSIRY : 17
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej
 We live in the light to serve the dark.

PisanieTemat: Re: Damn, I love it that you're so creepy.   20.05.18 1:17

Deszcz łagodnie wygrywał swoją piosenkę na drewnianym dachu altany, uderzał w liście, rozbryzgiwał się na kamiennych kocich łbach i szeleścił wśród kwiatów, które dawno zdążyły już złożyć głowy do snu. Druella wsłuchiwała się w jego kojącą muzykę, próbując poukładać swoje emocje w odpowiedniej kolejności, złość spychając gdzieś na sam koniec długiej liści sprzecznych uczuć, które w tym momencie opanowały jej umysł. Wiedziała, że nerwy niczego nie zmienią, po co więc ciskać gromami, psuć atmosferę?
Nie sądziła, że opuszczając własne przyjęcie zaręczynowe w poszukiwaniu samotności odnajdzie towarzystwo swojego narzeczonego. Narzeczonego. To słowo miało dziwnie absurdalny wydźwięk, ale ostatecznie niosło ze sobą coś słodkiego. Wyczekiwanego. I jeśli nie mogła tego w żaden sposób powstrzymać, dlaczego miała z tym walczyć?
- Nie zamierzam przeszkadzać ci w karierze. Wręcz przeciwnie. W zamian proszę o to samo - odparła krótko, z rozmysłem pomijając jego pytanie, pozwalając, by wybrzmiało między nimi nie znajdując odpowiedzi. Nie zamierzała mu niczego ułatwiać, nie chciała podawać się na talerzu niczym wyrafinowany deser, czekający tylko na skonsumowanie. Była butna, była uparta i jak każda z kobiet wywodzących się z rodu Mahaut doskonale wiedziała, że droga do zwycięstwa nad mężczyzną nie prowadzi przez uległość, a przez wystudiowaną niedostępność. Działało na jej ojca, działało na kuzyna, działało na chłopców w Beauxbatons – dlaczego miałoby nie podziałać na Cygnusa?
- Związku? - parsknęła więc, zwracając ku jego twarzy błękitne spojrzenie – Nie lepiej nazywać rzeczy po imieniu i od razu nazwać to transakcją handlową? W której ty dostajesz dziewicę i posag, a ja kawałek żelaza z kamykiem? - spojrzała na pierścionek zaręczynowy, a później znów na Cygnusa, choć trudno było powiedzieć, czy mówi poważnie, czy zaczyna sobie z niego nieśmiało dworować. Nie było to przecież ich pierwsze spotkanie, a przystojny, ciemnowłosy i czarnooki mężczyzna nie pierwszy raz próbował zawrócić jej w głowie. Jedyną różnicę stanowił fakt, że wtedy w rozmowach z przyjaciółkami nazywała go impertynentem, a teraz będzie o nim mówić "mój przyszły mąż".
- Nie kłamię - zaperzyła się, łżąc jak z nut, bo ciepła szata Cygnusa zdążyła odegnać chłód z jej ciała. Była mu wdzięczna, ale dlaczego miała podawać mu wszystko jak na dłoni? - A nawet gdybym kłamała, nikt ci nie mówił, że to nieładnie wytykać damie niedyskrecję? - spytała jeszcze, unosząc brew, ale dopiero jego kolejne słowa sprawiły, że znów się roześmiała. Powinna była spłonąć rumieńcem, upomnieć go, udawać bardziej niewinną niż była, ale zburzona przez niego ściana, naruszony porządek rzeczy, nieoczekiwana szczerość wreszcie sprawiły, że Druella postanowiła odwdzięczyć mu się pięknym za nadobne.
Gdy usiadł zrobiła krok w jego stronę, później kolejny; dystans zniwelowany niemal do minimum znów powitał ją aromatem wody kolońskiej, przyjemnie łaskoczącym w nos. Wyciągnęła dłoń, idąc w ślady swojego świeżo upieczonego narzeczonego i wplotła palce w jego wilgotne włosy przeczesując je gestem z pozoru pieszczotliwym, choć oboje wiedzieli, że nie o pieszczotę chodziło.
- A teraz pobudzam, Black? - spytała cicho, z rozmysłem przygryzając wargę, wiedząc, że patrzy na nią uważnie. Ulotny moment zniknął jednak tak prędko, jak prędko się pojawił, bo Druella niespodziewanie cofnęła dłoń i usiadła na wskazanym przez niego miejscu, zakładając nogę na nogę i wsuwając zziębnięte dłonie w fałdy szaty.
- Przynajmniej oboje zostaliśmy poprowadzeni jak jednorożce na rzeź - odpowiedziała na jego wyznanie, czując, jak kamień spada jej z serca. Znacznie trudniej byłoby jej przyjąć do wiadomości obecny stan rzeczy, gdyby wiedziała, że zabawiono się tylko jej kosztem.
- Wygląda na to, że jesteśmy na siebie skazani - odezwała się po krótkiej chwili, odwracając twarz w stronę Cygnusa – Choć, na bogów, nigdy nie pomyślałabym, że przyjdzie mi wyjść za Blacka. Czy tylko ja pamiętam, że nasze rodziny się nienawidzą? - spytała, ale w jej głosie nie było napastliwości. Została jedynie pełna rezygnacji wesołość.




Druella L. RosierYou, my friend, are in love with an image


Powrót do góry Go down
Cygnus Black
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6005-cygnus-black https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Zawód : Pracownik Międzynarodowej Komisji Handlu Magicznego
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 12
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Why not?

PisanieTemat: Re: Damn, I love it that you're so creepy.   20.05.18 1:21

Podobne odczucia miał Cygnus. Jakby tak porozmawiać z nim miesiąc temu, w głowie miał tylko swoją karierę. Egoista? Jak najbardziej. Dzisiaj jednak jest tutaj, w towarzystwie młodej szlachcianki, która nosi pierścionek zaręczynowy od niego. Nawet gdy już wiedział o wielkich planach swojego ojca, nigdy w życiu nie pomyślałby, że w połowie bankietu będzie spędzał czas ukryty w altance. No kto normalny spodziewałby się takiego obrotu wydarzeń, że dwójka najważniejszych na uroczystości osób zniknie z pola widzenia wszystkich gości. Że jedna z nich będzie uciekała w celu odnalezienia spokojnego, samotnego miejsca, a druga będzie dzielnie kroczyła za tamtą i pilnowała, ażeby nic złego się nie stało.
Kiwnął głową na znak aprobaty tuż po jej słowach dotyczących kariery. Nie będzie go zatrzymywać? Bardzo dobrze. On również nie ma zamiaru ograniczać jej w tej sferze. Ba! Będzie mogła liczyć na pewne wsparcie z jego strony, rzecz jasna w miarę możliwości. Wszakże nie jest w stanie zapewnić wszystkiego, nawet wykorzystując swoje znajomości ciężko zdobywane przez lata. Mieli pełną jasność w tej kwestii, co sprawiło, że Cygnus przestał uważać ich obecnej sytuacji jako problem.
- Ta transakcja dla nas jest zwykłą ułudą. Pamiętaj, że najwięcej zyskują nasze rodziny, a nie my sami.
Szczerze? Boleśnie? No może nie do końca. Szczerość faktycznie płynęła z jego ust, natomiast nie były to w żaden sposób krzywdzące słowa. Druella najprawdopodobniej sama zdawała sobie sprawę z tego, że zaręczyny między nimi wcale nie są dla nich. Że jemu piękna dama i posag wcale nie były potrzebne, tak samo jej ten pierścionek z kamieniem.
- Nie wytykałbym w towarzystwie innych osób. Teraz jesteśmy bez widowni.
Czy był arogancki wtedy, gdy po raz pierwszy próbował flirtu z młodziutką Rosierówną? Tak. Czy wciąż jest? Zdecydowanie. Pewne cechy charakteru wręcz płyną w jego krwi, wpajane od maleńkości, pielęgnowane przez wszystkie lata. Niektórych zachowań nie jest po prostu się pozbyć, ani on, ani jego rodzeństwo. Swego rodzaju butność zawsze towarzyszyła Blackom - ludziom, którzy zawsze idą z podniesioną głową, wznoszących siebie na piedestał, traktujących innych gorzej.
Siedząc już na drewnianej ławeczce dokładnie przyglądał się temu co robi Druella. To jak do niego podeszła, jak wplotła delikatne, długie palce w jego czarną czuprynę, przeczesując ją w pieszczotliwy sposób. Zapach jej perfum dotarł teraz do Cygnusa po raz pierwszy. Chociaż nie, wcześniej też go odczuwał, choć nie zwracał na niego uwagi. Delikatna nuta wanilii była wyczuwalna w powietrzu. Lubił ten zapach, smak. Pobudzał jego zmysły, stąd też palenie wyrobów właśnie z wykorzystaniem wanilii. Czy pobudza teraz? Jaka była reakcja Cygnusa? Całkiem możliwe, że dość niespodziewana. Jeszcze zanim dziewczyna się wycofała, on dość szybkim ruchem zbliżył usta do jej uszu, mówiąc dość cicho pozwolił, aby jego głęboki, męski głos przeniknął przez całe jej ciało.
- Pobudzasz.
Krótko, zwięźle i na temat. Nie bawił się z nią w tworzenie wielkich historii, w wypowiadanie długich, złożonych zdań. Zdawał się być mniej rozmowny niż zwykle, utrzymując wokół siebie gęstą chmurę tajemniczości. Mogło to wytwarzać dość ciekawy efekt, wszak taki zabieg idealnie komponował się z jego wyglądem, spójnie tworząc obraz pociągającego mężczyzny. Po chwili jednak wrócił do swojej poprzedniej pozycji, wujmując kolejnego papierosa, najpierw wyciągając go w stronę Druelli w celu poczęstowania. Jeśli nie skorzystała, to trudno się mówi i odpalił tylko dla siebie. W przeciwnym wypadku wykorzystał różdżkę, aby również i jej zapalić papierosa.
- Skazani, czy nie. Trochę czasu spędzimy ze sobą.
I tak jak zwykle, delikatny, szarmancki uśmiech zagościł na jego twarzy. Miał go wypracowane już do perfekcji. Był spokojnym, opanowanym gościem, który nie ukazywał zbyt wiele emocji. Natomiast musi też jako polityk zdobywać sympatię innych. Kto by pomyślał, że wystarczy lekko unieść jeden kącik ust, żeby zostać odbieranym bardziej pozytywnie? No kto?
- Najwyraźniej postanowili zakopać topór wojenny. Jeśli nasze rodziny mają plany na jakiś biznes między sobą - jest to dość zrozumiałe. Wykreowanie naszego związku umożliwi im odpowiednie zbliżenie się, a mniej znaczące kuzynostwo, z bocznych gałęzi nie będzie miało nic do gadania.
Zaciągnął się, skierował twarz ku górze i w tej dość nostalgicznej pozie wypuścił kilka szarych kółek, które rozpłynęły się po chwili pod wpływem wiatru.


Powrót do góry Go down
Druella Rosier
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6012-druella-rosier https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Zawód : alchemiczka
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 5
UROKI : 5
ELIKSIRY : 17
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej
 We live in the light to serve the dark.

PisanieTemat: Re: Damn, I love it that you're so creepy.   20.05.18 1:22

Druella była pewna, że prędzej czy później ktoś zauważy ich nieobecność, przez opary alkoholu i cygarowego dymu dostrzegając, że przyszła panna młoda i jej świeżo upieczony narzeczony wsiąknęli jak kamfora. Była pewna, że przerodzi się to w temat do dyskusji, a ten dostarczy towarzystwu sporo okazji do krotochwilnych żartów. Była pewna, że następnego dnia będzie zaś świetną pożywką dla plotek. Była pewna... i absolutnie jej to nie obchodziło.
Choć miała już przed oczami niezadowoloną minę matki, zszokowane oblicza kuzynek i marsową zmarszczkę przecinającą czoło Tristana, nie zamierzała teraz debatować nad konsekwencjami, które mógł przynieść kolejny dzień. Szukała spokoju. Znalazła Cygnusa. Ironia losu pisała najlepsze scenariusze, a Druella podjęła rzucone jej wyzwanie. Była Rosierem. Nie klękała i nie zginała karku przed nikim. Nawet jeśli wymagałaby tego przyzwoitość.
Wplotła więc palce w jego włosy, sycąc się słodkim zapachem waniliowego tytoniu, chłonąc mocny aromat wody kolońskiej. Przeczesywała ciemne kosmyki nie spuszczając wzroku z jego twarzy, a gdy sądziła, że ta runda jest wygrana i należy do niej, Cygnus przysunął się niespodziewanie, musnął ustami jej ucho, ogrzał oddechem skórę na odsłoniętej szyi. Gdyby odwróciła teraz głowę, jej wargi spotkałyby się z jego i prawdopodobnie doprowadziłoby to do jakiejś katastrofy. Gdyby odwróciła teraz głowę...
Poruszyła się niespokojnie, biorąc głęboki oddech by opanować trzepoczące w piersi serce.
- Twoja impertynencja nie zna granic, Black - rzuciła, posyłając mu spojrzenie spod zasłony z długich, ciemnych rzęs. Papierosa przyjęła jednak z wdzięcznością; gryzący dym wypełnił płuca, po języku prześlizgnął się słodki smak wanilii, a Druella rozchyliła delikatnie usta, posyłając siwą strużkę w wilgotne majowe powietrze.
- "Trochę" to drobne niedopowiedzenie - odezwała się po dłuższej chwili, unosząc głowę do góry i obserwując, jak dym kłębi się pod dachem altany, powoli rozwiewany przez szarpiący drzewa wiatr – Z drugiej strony, zawsze mogłeś trafić gorzej. Na salonach królują ładne buzie. Nie zawsze idą w parze z rozumem - dodała, unosząc kącik ust w uśmiechu uderzająco podobnym do tego, którym sam ją obdarzył.
Czy była arogancka? Na pewno. Wychowana na szlachecką modłę, od dziecka utwierdzana w przekonaniu, że jest wyjątkowa, a świat stoi przed nią otworem, Druella wyrosła na stworzenie piękne, krnąbrne i przeświadczone o własnej wyższości. Miała przy tym wystarczająco wiele rozumu i aż nadto ambicji, by nie spocząć na laurach i nie stać się jedynie kolejną ładną twarzą w rodzinnych kronikach. Chciała się rozwijać, chciała robić karierę, a skoro Cygnus nie zamierza stać jej na drodze, dlaczego miałaby martwić się tym małżeństwem?
Naiwne dążenie do zerwania zaręczyn nie zaprowadziłoby jej na bezpieczne wody domowego ogniska, a wepchnęło wprost na terytorium ludzi, których w najbliższym czasie wcale nie chciała oglądać. Wiedziała, że nie wybaczy ojcu złamanej obietnicy. Oddając jej los w ręce mężczyzny, którego nie darzyła absolutnie żadnym uczuciem, zawiódł jej zaufanie w najgorszy możliwy sposób. Wiedziała, że będzie miała do matki żal. Mogła ją uprzedzić, przygotować, ostrzec wreszcie. Wiedziała, że w domu rodzinnym, wśród tych, którzy mieli ją kochać i szanować, zawsze już będzie czuła się oszukana. Pozostawało więc pogodzić się z sytuacją i wyciągnąć z niej tyle, ile tylko się dało.
- Nie zamierzam być marionetką, wiesz o tym, mam nadzieję? - spytała w końcu, przekręcając się nieznacznie na drewnianej ławeczce, by móc bez skrępowania i wykręcania głowy w bok spoglądać na jego twarz - Jeśli sądzisz, że pozwolę się podporządkować i będę jedynie ładną ozdobą u twojego boku, bardzo się rozczarujesz. Sugerowałabym ustalenie jakichś fundamentalnych zasad, jeśli interesy naszych rodzin mają nie zrujnować nam życia - dodała, kolejny raz zaciskając usta na papierosie.
- Zakładając oczywiście, że chcesz, żeby to działało. Możemy też omijać się szerokim łukiem, ale po jakimś czasie stanie się to dość męczące - parsknęła jeszcze. Z opowieści przyjaciółek wiedziała, że podobne małżeństwa zwykle kończyły się skandalem - ona była zasuszona i zgorzkniała, on szukał pocieszenia w ramionach innej. Katastrofa gotowa.




Druella L. RosierYou, my friend, are in love with an image


Powrót do góry Go down
Cygnus Black
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6005-cygnus-black https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Zawód : Pracownik Międzynarodowej Komisji Handlu Magicznego
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 12
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Why not?

PisanieTemat: Re: Damn, I love it that you're so creepy.   20.05.18 1:23

Prawdę mówiąc cała ta sytuacja po części była na rękę Cygnusowi. Nawet chwilowe oderwanie się od grania roli idealnego syna, ucieknięcie chociaż na chwilę od kolejnych ludzi chcących zamówić z nim kilka słów. Było to na swój sposób przyjemne. Nie odpowiadał teraz na pytania dotyczące jego pracy, jego planów na przyszłość. Nikt go nie dopytywał o to w co zainwestować pieniądze, w jaki sposób je oszczędzać, żeby tylko zwiększyć swój majątek. Tym razem mógł porozmawiać na spokojnie o czym chce, nawet o zupełnych pierdołach, które nie były oficjalnie w jego stylu. Miał przyjemność spędzić tę chwilę u boku uroczej brunetki, która notabene miała dość cięty język. Choć na chwilę mógł zapomnieć o swoich obowiązkach względem rodziny, czy nawet ministerstwa. Bądźmy realistami, kto normalny nie chciałby czasami uciec na pięć minut od przykrości życia na tym ziemskim padole? Każdy. Jakby to niektórzy nazwali... Magiczna chwila? Tak, to właśnie ona minęła bardzo szybko. Ich ruchy choć pełne ostrożności i gracji były również dość szybko wykonywane. Palce wplecione w jego włosy dość szybko z nich zniknęły. Ciepły oddech Cygnusa zaledwie przez chwilę otulił gładką szyję szlachcianki. Obydwoje wrócili do neutralnych pozycji, racząc się pysznym smakiem waniliowego papierosa.
- Zawsze taki byłem, pamiętasz?
Już kiedyś wspominałem o tym jaki Cygnus był za młodu. O jego butności, arogancji, czasami zbyt dużej pewności siebie w różnych dziedzinach. Pomijając to - miał naprawdę dużo zalet. Przynajmniej tak mówią ludzie. Chociaż faktycznie, minusem był jego nałóg. Nie każdemu odpowiadał specyficzny zapach jaki wydzielały jego papierosy. Słodki zapach wanilii dość porządnie wymieszał się pod altaną z resztą zielska upchanego w bletki. Szary dymek co jakiś czas rozwiewany przez kolejne podmuchy wiatru również nie był najprzyjemniejszym widokiem, a w szczególności gdy kłębił się w pomieszczeniu.
- Sama ładna buzia nie jest w stanie mnie przekonać do siebie.
Prawda, prawda i jeszcze raz prawda. W pewnym stopniu Cyguś również czegoś oczekiwał od swojej przyszłej partnerki życiowej. Jak już miałby przekazywać dalej geny Blacków to zawsze uważał, że chciałby trafić na kobietę z głową na karku. Nie taką, której jedynym celem życiowym będzie urodzenie i wychowanie dzieci. O nie! Jego wybranka musiała mieć swoją pasję, swoje cele i plany życiowe. On będzie ją wspierał w dążeniu do tego wszystkiego, nie będzie ograniczał. Wiadomo, że ostateczne zdanie i tak należało do jego ojca, ale nawet on mógł mieć jakieś swoje marzenia, nieprawdaż? Wiecznie opanowany, niemalże idealny, nawet ktoś taki w głębi duszy pragnął, żeby obdarzyć drugą osobę miłością romantyczną. Swoją drogą, Black dokładnie wysłuchał kolejnych słów Druelli, lekko przytakując głową. Na chwilę co prawda zamilknął, musiał dokładnie przemyśleć to co zaproponowała. Stworzenie pewnych zasad dla ich związku mogło rzeczywiście być całkiem niezłym sposobem na umilenie sobie życia. Ciągłe unikanie się, mijanie bez słowa w domu i odgrywanie zakochanej pary na salonach byłoby zbyt męczące. W tym przypadku Black wolał ułatwić sobie życie, nie widząc kompletnie sensu w komplikowaniu tych wszystkich i tak zawiłych spraw.
- Nie oczekuję, żebyś była ozdobą, od tego jest ubranie. Bądź dla mnie partnerką do rozmowy, nie sprawiaj problemów w towarzystwie, a uwierz mi Lady Rosier. Zadowolisz mnie odpowiednio, nie będę Ci przeszkadzał w rozwijaniu siebie. Masz moje wsparcie.
Koniec kropka, ot co. Niewiele potrzebował od niej do szczęścia, niewiele od niej oczekiwał. Dla niego była to po prostu krótka piłka, deal z którym musiał sobie poradzić i żyć dalej.
- A ty? Czego oczekujesz ode mnie?
Bodajże dla niego w sumie najważniejsza sprawa. Skoro wyszła z taką inicjatywą, najprawdopodobniej również chciałaby zaproponować coś od siebie. W takim razie zamienił się w słuch, wciąż popalając papierosa.


Powrót do góry Go down
Druella Rosier
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6012-druella-rosier https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Zawód : alchemiczka
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 5
UROKI : 5
ELIKSIRY : 17
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej
 We live in the light to serve the dark.

PisanieTemat: Re: Damn, I love it that you're so creepy.   20.05.18 1:24

Dym wypełniał przyjemnie płuca, waniliowy zapach wgryzał się w wilgotne od deszczu powietrze, osiadał na skórze i włosach, drażnił zmysły. Kontemplowała jego słodycz, szukała w niej znajomej nuty goryczy, smakowała koniuszkiem przesuwającego się po wargach języka ostrą nutę tytoniu. Nałóg czy nie, był jedną z przyjemności, których Druella nie potrafiła sobie odmówić od czasów pierwszego papierosa, którym poczęstował ją Tristan. W dziwny sposób oczyszczał myśli, uspokajał; znajomy, przynoszący komfort i kojący nerwy zwyczaj, który wyniosła z rodzinnego domu, był już nieodłączną częścią jej poranka i wieczornym rytuałem. Jeśli i on lubił te drobne przyjemności, jeśli sprawy z pozoru nieważkie sprawiały mu równą przyjemność, była gotowa zaryzykować stwierdzenie, że ten związek nie jest z góry skazany na porażkę. Zaaranżowany lub nie.
- Pamiętam - przytaknęła zgodnie z prawdą, pozwalając by kolejne kółko z dymu poszybowało pod dach przemokniętej altany - Pamiętam też, że niebywale mnie to irytowało. Dopiero teraz doceniam arogancką szczerość. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że wystudiowana grzeczność wcale nie świadczy dobrze o moim rozmówcy - uśmiechnęła się z przekąsem, bo choć wtedy spoufalanie się z Blackiem pod jakimkolwiek pretekstem nie mieściło jej się w głowie, nie wiedziała przecież kim był. Nie wiedziała z kim ma do czynienia, zbyt zajęta łowieniem jego ciemnych oczu. Dziś unikała ich jak mogła, zbyt wściekła, zbyt rozgoryczona. Teraz, z pewnym zaskoczeniem zresztą, złapała się na tym, że wszystkie te uczucia zniknęły. Została tylko łagodna rezygnacja i słodki, waniliowy smak na podniebieniu.
Roześmiała się ponownie, gdy próbował wmówić jej, że ładna buzia to nie wszystko. Odchyliła się do tyłu i przymknęła na moment oczy, pozwalając by wesołość spłynęła po jej ciele, wyrwała z otępienia przemarznięte ciało. Dopiero po chwili odnalazła jego wzrok i przygryzła wargę, przekornie przekrzywiając przekornie głowę.
- Wolałbyś, żebym nie była ładną buzią, Cygnusie? Wyedukowana brzydulka z wyższych sfer odpowiadałaby ci bardziej? - spytała, nie próbując nawet ukryć rozbawienia w swoim głosie - Oboje wiemy, że nie jest to prawdą. Gdybyś miał do wyboru żonę brzydką, ale inteligentną, a ślicznego głuptaska o wielkich oczach, nie zastanowiłbyś się nawet sekundy. To kłóciłoby się ze wszystkim, co reprezentują wpajane nam wartości. Świat się zmienił, ale nie aż tak - strzepnęła popiół z papierosa i przez moment obserwowała, jak żar przygasa na wilgotnych deskach.
Gdy znów się odezwał, wysłuchała go w skupieniu i powoli skinęła głową, przybierając poważną minę, puszczając w niepamięć chwilę beztroski. Świadomość, że właśnie tu, z daleka od uszu wszystkich, z daleka od wścibskich oczu domykają umowę, która scementuje resztę ich życia, swoim ciężarem przegnała uśmiech z jej warg.
- Bądź dla mnie partnerem do rozmowy, nie sprawiaj problemów w towarzystwie, nie szukaj wzrokiem innych. Szanuj mnie, Black, bo nie jestem zabawką, którą możesz się znudzić. Nie waż się traktować mnie protekcjonalnie, nigdy nie zakładaj, że biernie poddam się twojej woli - zaczęła, podnosząc się powoli z ławki. Materiał jej sukni szeleścił cicho, gdy przechadzała się po altanie, ze skupieniem obracając na palcu pierścionek.
- Traktuj mnie jak równą sobie, a ja będę żoną, której wszyscy będą ci zazdrościć - odwróciła się wreszcie, splatając ramiona na klatce piersiowej i wbijając świdrujące błękitne spojrzenie w jego spokojną twarz.
- Znieważ mnie, wykonaj ruch przeciwko mnie, bądź niedyskretny lub despotyczny, a przysięgam, że nie dożyjesz kolejnego poranka - dodała, a coś w tonie jej głosu, coś w spięciu mięśni, w niemal niezauważalnym grymasie, który przemknął przez porcelanową, drobną twarzyczkę dziewczyny wyraźnie sugerowało, że ani trochę nie żartuje.
- To moje warunki. Nie podlegają negocjacjom -
Była arogancka? Oczywiście. Pewna siebie? Niemniej niż on.
Deszcz ustał, chłodny wiatr przestał szaleć w liściach, szarpać jej włosami, poruszać peleryną, którą Cygnus zarzucił wcześniej na ramiona swojej przyszłej żony. Druella nie spuszczała z niego wzroku, czekając cierpliwie na odpowiedź, choć wiedziała przecież jaka będzie.
Nie miał pola do manewru, a to działało na jej korzyść.




Druella L. RosierYou, my friend, are in love with an image


Powrót do góry Go down
Cygnus Black
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6005-cygnus-black https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Zawód : Pracownik Międzynarodowej Komisji Handlu Magicznego
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 12
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 7
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Why not?

PisanieTemat: Re: Damn, I love it that you're so creepy.   20.05.18 1:25

Relacje między ich rodzinami od zawsze były cóż... Nienajlepsze? Tak, to brzmi jak dobre określenie. Nikt nie przypuszczałby, że wbrew pozorom tak wiele rzeczy może łączyć przedstawicieli Blacków i Rosierów. Nawet oni w momencie gdy zostali sami dali radę się dogadać. Dopiero będąc w cztery oczy mogli być w stanie porozmawiać ze sobą szczerze, bez dodatkowych gapiów. Cieszyć się razem z drobnostek i spokojnego popalania. Cygnus w życiu nie pomyślałby, że tak dobrze spędzi chwilę czasu z brunetką, że uda mu się odpocząć od bankietowego harmidru, wyciszyć i nabrać siłę na dalsze zasypywanie jego osoby najróżniejszymi pytaniami. Może coś z tego będzie? Pewna nadzieja, że ta dwójka nie pozabija siebie nawzajem zaczynała się tlić. Bo skoro tak dobrze im szło teraz to co złego może pójść? Być może nie są wcale skazani na siebie, a los złączył z sobą bratnie dusze, które wcześniej nie miały możliwości zbliżyć się do siebie właśnie przez relacje rodzinne? Już pomijając fakt, że przez większość swojego dotychczasowego życia byli mocno oddzieleni od siebie. Druella jest młodsza o kilka, ponadto szkoła do której uczęszczała to francuskie Beauxbatons, z którym Cyguś nie miał zbyt wiele do czynienia. Fakt, był we Francji. Spędził tam pewien okres czasu, natomiast ulokował swoje cztery litery na północy tego kraju, a nie na południu.
- Uroki życia w wyższych sferach. Tutaj każdy najchętniej będzie mamił wszystkich wokół miłymi słówkami. Jedyna szczerość jaką można otrzymać to ta od dzieci, albo arogantów.
Żadna myśl filozoficzna, ot czysta prawda. Plebs przeważnie nie bawił się w takie podchodzy za często. Natomiast arystokrackie salony były wypełnione pochlebstwami różnej maści, kłamstwami, grą aktorską. Wszystko na bardzo wysokim poziomie, tak jakby Ci ludzie uczyli się tego od małego. I najprawdopodobniej w wielu przypadkach tak było. Black nie zapominał nigdy o swoim pochodzeniu, wiele cech swojego charakteru wynosząc właśnie z rodzinnego domu. Zbyt duża pewność siebie, lawirowanie wśród kłamstw, wręcz wyzbycie się wielu emocji na rzecz stoickiego spokoju. Przekonanie o swojej wyższości jako, że pochodził z królewskiego rodu. Właśnie, nawet jeśli teraz wali on szczerymi słowami to nie zapominajmy o tym, że Cygnus to polityk. Gadka zawsze była jego mocną stroną, a siedzenie w zupełnej ciszy nie należało do czegoś co go otaczało. W tym momencie przygasił o murek papierosa, po czym położył na nim tego nieszczęsnego
- Jest dobrze dopóki mam z kim rozmawiać. Nie przykładam uwagi do tak powierzchownych spraw jak wygląd, ale jako Black... Ostatecznie i tak nie mam nic do powiedzenia w tej kwestii. Lady Rosier, w tym świecie liczy się Twoja elastyczność. Zdolność dopasowywania się do zaistniałych sytuacji, aniżeli rozpaczanie, że stało się tak, a nie inaczej.
Czy coś jej wytykał? Nie, nie miał przynajmniej tego na celu. Natomiast zdawał sobie doskonale sprawę z tego, że brunetka wciąż może mieć burzę emocji w sobie. Była wciąż młoda, a z dnia na dzień wiele się w jej życiu zmieni. Black wiedział, że może to być na swój sposób dla każdego trudne. Jedni wypierają z siebie takie rzeczy, inni zaczynają narzekać, jeszcze inni szaleją w mniejszym, bądź większym stopniu. Nieliczni natomiast całkowicie godzą się z sytuacjami, które burzą ich dotychczasowe życie i jak to się mawia "płyną z prądem".
Jej kolej. Przyglądał się i słuchał co mówi. Nie sprawiaj problemów w towarzystwie? Za pewne łatwiej byłoby osądzać o to właśnie ją. Wspominając kolejny raz - Black jest wyrafinowanym mówcą, politykiem, który dba o swój własny wizerunek. Nawet działanie na rzecz Rycerzy Walpurgii zawsze było owiane tajemnicą. Jego umiejętności z czarnej magii również, a wykorzystanie zaklęcia, aby zabić pewną szlamę. Cóż, we wszystko został wrobiony biedny puchon. Kiedy ona wygłaszała swoje warunki - Cygnus postanowił zrobić to samo. Podniósł swoje cztery litery, kolejny raz ukazując różnicę w ich wzroście i budowie. Był szybki, toteż nie miał problemu by zbliżyć się do niej w momencie gdy postanowiła się odwrócić. Znów był blisko, spoglądając lekko w dół, wbijając swe spojrzenie w jej niebieskie oczy. Delikatny szarmancki uśmiech wciąż gościł na jego twarzy.
- W takim razie niech wszystkim opadną szczęki na Twój widok. Dbam o swój wizerunek, łączy się to z moją pracą, więc będziesz potrzebna na salonach.
Po czym raz jeszcze zbliżył usta do jej ucha...
- Twoje kuzynki będą Ci zazdrościć, że to właśnie ty zostałaś wydana za Blacka, zagwarantuję Ci to.
Odsunął się od niej na kilka kroków wbijając wzrok w niebo. Robiło się coraz później, a on nawet nie zanotował kiedy pogoda się uspokoiła. To dobrze, natomiast powinni już niedługo wracać. Najprawdopodobniej Pollux z Irmą jako gospodarze zdążyli zauważyć braki w najważniejszych osobach tej uroczystości, ale kto by się spieszył tak bardzo? Przejechał dłonią po włosach, zgarniając rozwiane kosmyki w tył.


Powrót do góry Go down
Druella Rosier
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6012-druella-rosier https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Zawód : alchemiczka
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 5
UROKI : 5
ELIKSIRY : 17
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 8
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej
 We live in the light to serve the dark.

PisanieTemat: Re: Damn, I love it that you're so creepy.   20.05.18 19:24

Uśmiechnęła się do niego, bo cóż innego jej pozostało? Z sytuacji, w którą cisnął ich przewrotny los nie było wyjścia - idziesz na przód lub umierasz, boczne drzwi nie istniały, nie można było cofnąć się przez właśnie przekroczony most, bo stanął w płomieniach w chwili, w której stopy bezpiecznie dotknęły ziemi. Mogła próbować z tym walczyć, mogła się buntować, ale czy wskórałaby coś poza zrujnowaną reputacją, nadszarpniętymi rodzinnymi relacjami, skandalem, który niewątpliwie przekreśliłby jej nadzieje na wartościowe małżeństwo?
Wiedziała, że ma rację. Wiedziała, Merlinie, że nie było sensu szukać igły w stogu siana, którą w tym momencie malowało się rozwiązanie tej sytuacji w sposób inny niż przed ołtarzem. Skoro więc oboje wpadli już po uszy w to bagno, a jedyną drogą na zewnątrz była przewieszona przez gałąź lina, którą należało chwycić w jednym momencie – dlaczego miałaby negować jego słowa?
- Moja elastyczność ma się świetnie, Black. Dziękuję uprzejmie - wtrąciła, nie dając mu dokończyć - Nie mam również powodów do rozpaczy. Ojciec najwyraźniej oszalał na stare lata, ale przynajmniej wydaje mnie za kogoś mojego stanu, a nie za, przypuśćmy, miłośnika szlam, nawołującego do równego traktowania - wzruszyła nieznacznie ramionami, z nonszalancją, na którą mogła sobie pozwolić, będąc w zwycięskiej pozycji.
Spytał o jej warunki, a ona podała mu na tacy wszystko, czego mógłby chcieć. Mówiła spokojnie pewna siebie, arogancka, dumna i przekonana o słuszności żądań, które działały przecież na korzyść obu stron. Potrzebowali siebie nawzajem by przetrwać, nie zwariować i sięgnąć po to, czego pragnęli. A gdyby zastanowiła się nad tym głębiej, poświęciła chwilę na refleksję, na pewno zauważyłaby, że jej myśli krążą wokół Cygnusa w sposób, który z niechęcią nie miał nic wspólnego. Była go ciekawa, była ciekawa jakiego potwora skrywa pod szarmanckim uśmiechem, którym uraczył ją kolejny raz niespodziewanie podnosząc się z ławki, przytłaczając jej drobną sylwetkę, zbliżając się bardziej, niż pozwalałaby na to jakakolwiek etykieta.
Odwróciła głowę w bok, pozwalając by sączył jej do ucha ten słodki jad, a na jej ustach niczym róża, wykwitł powoli szeroki uśmiech. Nie było w nim wesołości, w kącikach warg czaiło się coś innego.
- Możesz być pewny, że opadną im szczęki. A teraz chodźmy stąd, zanim wywołamy skandal. Ostatnim, na co mam ochotę, to reprymenda od kogoś, kto właśnie mnie sprzedał - spojrzała na niego ostatni raz i narzuciła kaptur na głowę, opuszczając altanę.
Wiedziała, że za nią idzie. Wiatr zmienił kierunek, przez nasiąknięte deszczem powietrze dotarł do niej nikły aromat waniliowych papierosów, męskiej wody kolońskiej. Obcasy jej butów wystukiwały głuchy rytm na kocich łbach gdy przechodziła przez ulicę, gdy pokonywała kilka schodków wiodących do drzwi rodowej posiadłości Blacków. Wiedziała, że za nią idzie. I wiedziała, że będzie szedł za nią już zawsze, niczym cień. Zaakceptowała to, pogodziła się z tym. Czas, by to wykorzystać.

[koniec wspomnienia]




Druella L. RosierYou, my friend, are in love with an image


Powrót do góry Go down
 

Damn, I love it that you're so creepy.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18