Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 [SEN] don't lose your head

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Jean Desmond
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5620-jean-desmond https://www.morsmordre.net/t5810-atlas#137310 https://www.morsmordre.net/t5794-on-the-other-side-of-clouds#136842 https://www.morsmordre.net/f103-swansea-st-helen-avenue-7 https://www.morsmordre.net/t5996-skrytka-bankowa-nr-1383 https://www.morsmordre.net/t5995-jean-desmond
Zawód : twórczyni magicznych map nieba, przyszły-niedoszły auror
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
i'm pretty sure you have
s t a r d u s t
running through those
v e i n s
OPCM : 23
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: [SEN] don't lose your head    19.06.18 20:13

Londyn zamilkł znienacka, uciszony przez pęd godzin przeskakujących na mugolskich zegarkach.
Gdy opuszczała bramy obserwatorium, wpadał właśnie w stan niezruszenia, obojętności, która unieruchamiała ruch życia przetaczający się przez dotychczasowe ulice. Był, egzystował dalej, lecz pozbawiony chęci, pozostawał zaledwie biernym obserwatorem atramentowego wieczoru. Wydawał się niewyraźny, jakby rozmyty przez późnogodzinną mgłę osiadającą miękko w oknach mijanych budynków, przybrany w granatowo-szare płótno, które tylko gdzieniegdzie odsłaniało kontury wyodrębnione przez blade światło. Nie przyglądała mu się zbyt uważnie – formy zlewały się gdzieś z boku obrazu, pozostając zaledwie tłem dla samotnej ścieżki wiodącej Jean w stronę magicznej części.  Jej kroki stanowiły jedyny przerywnik, nie-marszowy rytm znanej melodii rozciągającej się na ulicach pustego miasta. Wygrywała ją bez specjalnego przekonania, choć z uwagą, szybko, a zarazem cicho, wygłuszając każdą nutę do granic możliwości. Odnajdywała w tym pewnie rodzaj nienaturalnego ukojenia, które powodowało, że nie myślała o samotności wymarłej okolicy, ani tym bardziej o swojej, pozostając w towarzystwie dusznego akompaniamentu nierównych chodników. Wsłuchiwała się w niego, miarowo przeskakując co kilka taktów, opierając linię raz na palcach, raz na piętach.
I nagle niespodziewanie, gdzieś między jednym cyklem a drugim, wyłoniło się kilka fałszywych nut.
Melodia urwała się, zdeptana przez idealne sekwencje żwawych kroków, które pojawiły się niemalże znikąd. Wyrwana ze swoich muzycznych uniesień, obejrzała się przez ramię, poszukując źródła zakłóceń, choć jedyna postać znajdująca się w zasięgu bystrego spojrzenia, pozostawała w dalekiej odległości. Odgłos jednak nie znikał, wręcz przeciwnie – zauważony przez zmianę dotychczasowego rytmu, zdawał się narastać, wciąż wciskając pomiędzy jej własne, aż w końcu dominował rytm. Ktoś biegł, a ona również instynktownie najpierw przyspieszyła, a następnie przerzuciła się na nieracjonalny pęd, bo wszystko wokół, każda myśl, każde drgnięcie, mówiły jej, że zbliża się niebezpieczeństwo. Nie analizowała, nie tłumaczyła, racjonalizm chowając głęboko do kieszeni. Liczył się tylko fakt, że on zbliżał się, a ona wciąż była zbyt wolna.
Oddech spłycał się, serce uderzało częściej niż podeszwy o bruk, a w głowie pojawiła się tylko jedna myśl, wątpliwej jakości pomysł, który jednak stanowił jedyny promień światła w promieniu kilkudziesięciu metrów. Skręciła w bok, licząc, że na moment zmyli go, akurat na tyle, aby zebrać myśli rozwiane pod pływem ucieczki. Wyciągnęła różdżkę i spróbowała skupiła się na swoim celu, ulicy Pokątnej, która wciąż wydawała się tą przyjaźniejszą częścią miasta. Zaraz potem pojawiło się charakterystyczne uczucie towarzyszące szybkiemu obracaniu się, lekkie rwanie gdzieś z boku. Gdyby tylko zdążyła, wypuściłaby na głos powietrze, lecz znany szum pojawił się w uszach, zakłócając wszystko inne.
Być może powinno ją to zaalarmować lub przynajmniej zdziwić, lecz przez moment liczył się tylko fakt, że uciekła, bezpiecznie oddaliła się od tego miejsca, odnajdując po swojej stronie miasta.
Gdy otwierała oczy, bolała ją głowa, a widziany obraz był przechylony – dużą jego część stanowiło podłoże, wilgotna, ubita ziemia, o którą opierała się lewym policzkiem. Nie czuła się najlepiej, wiedziała, że nie powinna ryzykować teleportacji, tym bardziej, że przecież po pożarze zabroniono korzystania z niej. Nie potrafiła sobie przypomnieć dlaczego właściwie, ale być może ten dziwny stan, w którym się znajdowała, był odpowiedzią?
Dłuższy moment nie podnosiła się, właściwie nie myślała o wstawaniu, o miejscu, w którym się znalazła, wciąż walcząc z falą bólu, jaka ogarnęła ją tuż po wylądowaniu. Kręciło jej się w głowie, a chłodna ziemia odrobinę łagodziła zawroty - obiecywała więc sobie, że lada moment podźwignie się i na spokojnie rozejrzy wokół.


[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Jean Desmond dnia 14.08.18 22:12, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Anthony Macmillan
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan#137153
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
As I arrived I thought I saw you leaving, carrying your shoes. Decided that once again I was just dreaming of bumping into
you
OPCM : 6
UROKI : 19
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: [SEN] don't lose your head    23.06.18 16:48

Mógłby przeklinać swoje myśli, gdyby tylko był bardziej świadomy tego, co przyszło mu do głowy. Znowu śnił mu się ten sam koszmar, który jak mu się zdawało minął bezpowrotnie po tym jak wyciszył się za granicą. Teraz jednak, po powrocie do Wielkiej Brytanii, przeklęty sen powrócił. To był ten sam koszmar, w którym znowu widział zielony błysk, a potem ciało upadające, jak gdyby w zwolnionym tempie, na posadzkę, wydając przy tym dziwnie głośny dźwięk, który go hipnotyzował. Chwilę przyglądał się temu ciału, nie wiedząc co tak właściwie powinien zrobić. Ten widok zawsze sprawiał, że stał jak sparaliżowany przez pewien czas. Później dopiero starał się przywoływać kobietę, która stała się ofiarą niewybaczalnego zaklęcia, potrząsał nią jak oszalały. Potem zerkał na swojego przyjaciela, który rzucił w nią zaklęciem… i poczuł jak dopada go niewyobrażalny szał. Nie zawsze koszmar ten zawierał akurat wpadanie w taki stan. Czasem rozpaczał i nie mógł się wybudzić, dopóty nie przelał odpowiedniej ilości łez. Czasem pomagał przyjacielowi w pozbyciu się zwłok, co sprawiało, że po obudzeniu czuł się wyjątkowo źle. Czasem gubił się w swoim własnym umyśle i nie wiedział co zrobić, więc sparaliżowany przyglądał się martwej ukochanej… ale teraz wpadł w szał, nad którym nie mógł zapanować. Chwycił za swoją różdżkę, która leżała na podłodze, najpierw na czworakach podążał za mężczyzną, potem podniósł się i zaczął za nim biec. Chciał go zabić, rozkwasić mu twarz, ulżyć sobie w złości. Ale Cygnus gdzieś się rozpłynął, a on wciąż szaleńczo go gonił, jak gdyby w nadziei, że gdzieś za rogiem go napotka.
Błądził więc po Londynie, który zdawał się pusty. Nie mógł w to uwierzyć… naprawdę nie mógł, ale czy powinien się tym przejmować? Liczyła się zemsta, której powinien dokonać na swoim przyjacielu, który go zdradzić. Krzyczał, próbując wywabić znaną mu sylwetkę zza każdej ulicy… ale nadal nigdzie go nie było. Nie mógł przecież uciec mu za daleko. Nie mógł! Zaciskał mocno dłoń na swojej różdżce. Gdyby tylko mógł go dorwać… oj, Black skończyłby marnie. Ciskałby w niego klątwami. Nie przejmowałby się otoczeniem, mugolami, niczym! Liczyłoby się tylko zobaczenie bezradnego Cygnusa, który zapłaciłby życiem za życie. Dlaczego akurat ten koszmar szedł w tę stronę? Nie wiedział, nie był świadomy, że znowu śni tę samą historię, z kolejnym rozwinięciem. Całe otoczenie było wyjątkowo realistyczne, choć… coś tu się nie zgadzało. Nie wiedział jeszcze co, ale coś było w tym wszystkim dziwnego. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego, że w swoim amoku niespodziewanie wkroczył do magicznej części… a może nawet zabłądził?
Nie… znajdował się tuż przy wejściu na ulicę Śmiertelnego Nokturnu. Wszedł tutaj, myśląc zapewne, że tutaj właśnie powinno czaić się zło, a tym złem był przecież Cygnus. To oczywiste, że powinien gdzieś go tutaj zastać i zacząć rzucać w niego klątwami bez opamiętania. Na pewno!
BLACK! – Wrzasnął i zaskoczył samego siebie potęgą swojego głosu. Zdawało mu się, że warczał, a przecież zazwyczaj miał wyjątkowo przyjemny, łagodny, choć dość niski głos. – ZNAJDĘ CIĘ I OBIECUJĘ, ŻE WTEDY ODPŁACĘ SIĘ TOBIE PO STOKROĆ! – Nie wiedział dlaczego aż tak reagował na to, co się stało, ale rządził nim szał i chęć mordu za mord, chęć zemsty za to, że czarodziej odebrał mu ważną w życiu osobę. – WYPRUJĘ TOBIE FLAKI, W TAKI SPOSÓB, ŻE NIE NADADZĄ SIĘ NAWET NA ZUPĘ! – Takie wyzywanie dawało mu dziwną satysfakcję i spełnienie. Akurat wtedy, przechodząc obok jednego ze sklepów zobaczył magiczny zegar, który wybił pierwszą trzynaście. – TO TWOJA PECHOWA GODZINA, BLACK! – Darł się dalej, uparcie idąc z przygotowaną w dłoni różdżką.
Krążył jak opętany po tej części, w poszukiwaniu swojej ofiary, która jednocześnie była mordercą… wtedy też stanął przed głową nieznanej mu dziewczyny. Nie zaskoczył go ten widok, wręcz przeciwnie, to był dobry znak, może widziała uciekającego Cygnusa. Może to był drogowskaz dla niego.
Gdzie on jest?! – Zapytał, ku swojemu zdziwieniu, wyjątkowo agresywnie. Zaraz jednak odetchnął głęboko. Nie chciał jej przestraszyć. Chciał tylko wiedzieć gdzie jest ta gnida i musiał to z niej wyciągnąć. Podniósł jej głowę, stawiając ją na lewej dłoni i celując w nią swoją różdżką. To powinno ją zmusić do gadania. Był przekonany, że to na pewno podziała. – Widziałaś go? Gdzie uciekł? W którą stronę? Muszę go ubić…




Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга  уздисати
Powrót do góry Go down
Jean Desmond
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5620-jean-desmond https://www.morsmordre.net/t5810-atlas#137310 https://www.morsmordre.net/t5794-on-the-other-side-of-clouds#136842 https://www.morsmordre.net/f103-swansea-st-helen-avenue-7 https://www.morsmordre.net/t5996-skrytka-bankowa-nr-1383 https://www.morsmordre.net/t5995-jean-desmond
Zawód : twórczyni magicznych map nieba, przyszły-niedoszły auror
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
i'm pretty sure you have
s t a r d u s t
running through those
v e i n s
OPCM : 23
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: [SEN] don't lose your head    25.07.18 20:39

Uświadomienie sobie pewnych braków wcale nie było takie proste – może to kwestia zmęczenia, emocji, które wciąż kołatały się niespokojnie wraz z krwią pulsującą w skroniach, być może bólu, który zaczynał i kończył się w okolicy skroni. Przez dłuższy moment niewiele spraw było w stanie wprawiać w ruch rozedrgane myśli, jedynie fakt, że umknęła, nawet kosztem nieracjonalnej fali rwącej gdzieś z boku. Oby wszystko było na swoim miejscu, przecież była tak blisko.
Jednak blisko właściwie czego?
Świadomość zaczynała słabo przebijać przez wszystko inne, szukając ujścia w powolnej obserwacji przez uchylone powieki. Okolica wciąż pozostawała schowana za zasłoną późnej nocy, niewiele kształtów rysowało się wyraźnie na ponurym, atramentowym tle. Zaskakująco również niewiele osób kręciło się w pobliżu, najwyraźniej chowając się już we własnych domach, zostawiając ślad jedynie w postaci niewyraźnych, kołyszących się świateł świec, które migały w przestrzeniach kilku pustych okien. Jakże chciałaby się tam znaleźć, schronić pośród ciepłych przestrzeni, aby przetrwać tę noc, byle dalej od pustych ulic Londynu, samotności, bólu oraz ciszy, przerywanej zaskakująco bliskimi pokrzykiwaniami.
Musiała wstać, wiedziała, że powinna powoli poruszyć się, aby umknąć w kolejne uliczki. Przeklęta głowa pulsowała tak, jakby zaraz miało ją rozsadzić. Odruchowo zechciała dotknąć jej, być może nawet przytrzymać , zrobić z nią cokolwiek, byle przestała boleć, jednak dłonie natrafiły na pustkę. Nie czuła, że w ogóle nimi poruszyła, nie czuła nic, poza rwaniem w skroniach. Gorączka myśli napędzała panikę, tworząc kolejne niewiadome, a gdy podczas kolejnej próby poruszenia się, również żadna z jej kończyn nie przesunęła się nawet o cal, finalnie zaryzykowała spojrzenie w dół.
Bolało bardziej niż wyglądało, bo nie wyglądało w ogóle. Poza głową nie było już nic, ciemna przestrzeń późnego Londynu. Chciała krzyczeć i z pewnością byłaby tego bliska, gdyby nie świadomość, że powinna zniknąć stąd niezauważoną. Wierciła się, próbując w jakikolwiek sposób poruszyć, nie zastanawiając nawet bardziej nad sensem, przyczynami tej sytuacji. Nie brała już pod uwagę teleportacji, ale chciała uciec jak najdalej stąd, daleko od samej siebie, wyrwać się z koszmaru, o którym tak wiele słyszała i który właśnie odczuwała na własnej skórze.
Niczego nie polepszały wciąż wzmagające się okrzyki, które najwyraźniej świadczyły o tym, że ktoś wcale nie miał dobrych zamiarów. Jeśli tylko by mogła, już dawno zniknęłaby w jednej z bocznych ścieżek, tymczasem mogła jedynie wiercić się na nierównych przestrzeniach ziemi, kołysząc z jednej strony na drugą i licząc, że pozostanie niezauważoną. Daremnie najwyraźniej.
Przez krótki, żałosny moment, przyszło jej do głowy (dosłownie), aby udawać martwą. Być może mściciel pomyślałby, że jest tylko starą, domową ozdobą, jaką właściciel ktoś w końcu postanowił się pozbyć, wyrzucając na ulicę? Gdy unosił ją do góry, zamknęła oczy, próbując nie myśleć o wszystkich fatalnych uczuciach, które zalęgły się w środku i prosząc Merlina o to, aby wyszła z tego cało.
Choć prawdopodobnie i na to było już za późno.
Nie odpowiadała na żadne jego słowo i dopiero, gdy wyczuła ruch powietrza spowodowany wyciągnięciem różdżki, uchyliła powieki, w końcu spoglądając na mężczyznę. – Zaczekaj, powiem ci wszystko – odpowiedziała szybciej niż zdążyłaby pomyśleć. Gdyby mogła, zasłoniłaby sobie usta, jednak z racji faktu, że nie miała czym, mogła w tej chwili jedynie zrobić dłuższą pauzę, zastanawiając się, jak wybrnąć z tej sytuacji. – Zabierz tę różdżkę sprzed mojego nosa, proszę. – Jej ton wahał się, nie był silny ani pewny, zdradzając towarzyszące emocje. Jean odchrząknęła jednak, starając się ukraść jeszcze chwilę dla siebie. – Dlaczego go szukasz? Mało szkód narobił wokół? – zapytała oskarżycielsko, jakby winą obarczała czarodzieja trzymającego jej głowę. Nie wiedziała, o kim mówi, jednak ze słów nieznajomego wynikało, że nie przysłużył się mu w żaden sposób. – Chyba mu nie pomagasz? – pytała dalej, próbując odnaleźć się w tym konflikcie. – Kim jesteś?


Powrót do góry Go down
Anthony Macmillan
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5779-anthony-macmillan https://www.morsmordre.net/t5786-bato https://www.morsmordre.net/t5785-dzisiaj-pije-stara-ognista-ogdena https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemere-dwor-macmillanow https://www.morsmordre.net/t5790-skrytka-bankowa-nr-1421 https://www.morsmordre.net/t5806-anthony-macmillan#137153
Zawód : Podróżnik i wynalazca nowych magicznych alkoholi dla Macmillan's Firewhisky
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
As I arrived I thought I saw you leaving, carrying your shoes. Decided that once again I was just dreaming of bumping into
you
OPCM : 6
UROKI : 19
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: [SEN] don't lose your head    28.07.18 9:48

Do głowy nie przyszło mu nawet to, że patrzył przecież tylko na mówiącą głowę. Musiał tylko wydobyć od niej informacje, ruszyć dalej, dopaść swoją przeklętą ofiarę i ją ukatrupić. Zadanie było proste, naprawdę proste! Głowę zostawiłby w spokoju tak szybko, jak tylko wskazałaby mu odpowiedni kierunek. Potrzebował tylko zmusić dziewczynę do gadania. Na pewno wiedziała wiele. Nie pomylił się, wiedziała! Sama powiedziała, że mu wszystko opowie, więc musiała widzieć Blacka i musiała go rozpoznać! Zadowolony uśmiechnął się i już miał ją poganiać, gdy ta zaczęła go wypytywać o powody. Pech chciał, że tym samym zmusiła Anthony’ego do myślenia. Spojrzał na nią tak, jak gdyby nie mógł zrozumieć jej motywu pytań. Zabrał jednak różdżkę sprzed jej nosa, uznając że głowa nie może mu zrobić krzywdy.
Jak to dlaczego – oburzył się. Przecież ta gnida przed chwilą zabiła mu ukochaną, którą musiał pomścić. Taki był jego cel. Należało się zemścić, tego wymagał honor. Nie było innego wyjścia. Żadnej litości! Skoro jego przyjaciel jej nie miał, to dlaczego on miałby ją mieć. – Musi zginąć! – odpowiedział, jak gdyby niewzruszony. Gdzieś jednak czuł, że takie pytania powodowały u niego niepewność co do akcji, którą sobie zaplanował. On miałby kogoś mordować? Przecież nigdy nie byłby do tego zdolny, a teraz?… Na jego twarzy pojawiło się zakłopotanie. – Musi zginąć! – Powtórzył jeszcze raz, chcąc upewnić bardziej samego siebie niż nieznajomą, że wiedział czego chciał. – Zabił mi ukochaną, – zaczął wyjaśniać, – więc musi zginąć! – powtórzył jeszcze raz, już odważniej, choć twarz zdradzała, że nie do końca podobał mu się ten plan, a szał w którym niedawno się znajdował gdzieś umknął. Zaraz jednak poczuł złość jej kolejnym pytaniem. On pomagać Blackowi w morderstwie? – NIGDY! – warknął głośno, zupełnie oburzony jej pytaniem. – Nigdy! Nie mógłbym! Oszalałaś! – powiedział, odstawiając jej głowę z powrotem na jej miejsce.
Miał już nawet odejść, przekonany, że głowa mu jednak nic nie powie, a on tylko stracił cenny czas, który mógłby poświęcić na łapanie przeklętego Blacka. Nie mógł pozwolić na jeszcze większe marnotrawstwo. Usłyszał jednak kolejne pytanie i zastanowił się nad jej odpowiedzią. Kim był? Właśnie… kim był? Gorączkowo szukał odpowiedzi w głowie. Zupełnie tak, jak gdyby zapomniał swojego imienia, choć nadal miał jakąś świadomość tego, że był sobą.
Nie wiem – odpowiedział po chwili zupełnie zaskoczony. – Wiem, że muszę tylko zabić Blacka. Takie jest moje zadanie. Miałaś mi powiedzieć gdzie on jest, a nic nie powiedziałaś! – Znowu wycelował w nią różdżką. Może teraz zacznie mówić!




Каранфиле, цвијеће моје
да сам Богд'о сјеме твоје.
Ја бих знао гдје бих цвао,
мојој драгој под пенџере.
Кад ми драга иде спати,
каранфил ће мирисати,
моја драга  уздисати
Powrót do góry Go down
 

[SEN] don't lose your head

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Myślodsiewnie-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18