Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Szklarnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Szklarnia   20.02.16 23:10

Szklarnia

To jedna z mniejszych szklarni w całym ogrodzie botanicznym, bowiem znajdujące się tutaj niewiele okazów roślin. Są one jednak nietypowe, wręcz modne, wyhodowane w przeciągu ostatniego roku. Tabliczka na drzwiach ostrzega przed konsekwencjami związanymi z krzywdzeniem rosnącej tam flory - przy wejściu posadzono krzewy  niepozornie wyglądających samosterowalnych śliwek, które nie wypuszczą ze szklarni nikogo, kto uczyniłby szkodę roślinom. W środku poza nietypowymi, przypominającymi pomarańczowe rzodkiewki, śliwkami, znajdują się także, cieszące się coraz to większą popularnością w czarodziejskich domach, fruwokwiaty. Jednym z nowszych odkryć są wyglądające na niezadowolone kłaposkrzeczki, a także niepozorne pykostrąki, z których dopiero po upuszczeniu strąków, wystrzeliwują cieszące oczy i powonienie kwiaty. Właśnie tu na własne oczy można zobaczyć wyhodowane zaledwie przed kwartałem wrzeszczące żonkile - ponoć, jeśli przypadną odwiedzającym do gustu, od niedawna w sklepie można kupić kilka sadzonek tego kwiatu.


Powrót do góry Go down
Clementine Baudelaire
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2770-constanine-faye-baudelaire-budowa#44793 http://www.morsmordre.net/t2843-hanok#45618 http://www.morsmordre.net/t2840-poznaj-klementynke#45614 http://www.morsmordre.net/f268-mole-valley-little-ash-park http://www.morsmordre.net/t2844-clementine-faye-baudelaire#45621
hodowczyni ptaków
19 lat
Czysta
Panna
There's no need to be perfect to inspire others let people get inspired by how you deal with your imperfections.
1
3
6
8
2
0
0
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Szklarnia   27.07.16 2:42

21 stycznia
Przychodzi do ogrodu botanicznego poszukując roślinności, która nadawałaby się do zasiania w jej ptaszarni. Potrzebuje egzotycznej flory, która rośnie w tropikalnych warunkach. Wizyta w tej szklarni wydaje się idealnym rozwiązaniem. Clementine przechadza się w nieco dusznej przestrzeni wiwarium, dotykając kolejno każdego drzewka, każdego krzewu. Robi to ledwie smagając je opuszkami palców. Nie chce zrobić żadnej szkody roślinom. Przystaje przy jednej z nich, zaintrygowana słodkim zapachem i miękkością płatków. Przytrzymując rąbek sukni, kuca przy kwiecie, przymykając powieki, chłonąc woń kwiatu. Wydaje jej się… nie, jest pewna, że ten okaz przypadłby do gustu jej podopiecznym. Ma aksamitną fakturę kwiatów, ale rozpoznaje w roślinie drzewo. Konar jest smukły, niedrażniący w dotyku, gęsto rozpościera gałęzie we wszystkie strony. Niski, otoczony liśćmi. Idealny dla schronienia dla mniejszych gatunków egzotycznych ptaków, jakie Emmie hoduje w swojej ptaszarni. Panienka Baudelaire napotyka jednak pierwszy problem. Nie ma pojęcia, jak ta roślina się nazywa. Ma niezwykłe szczęście, bo słyszy czyjeś kroki. Nie wstając z miejsca, prawdopodobnie przytrzymując jeszcze kwiat pomiędzy palcami, zadziera głowę do góry, zwracając się do osobnika delikatnym, niepodniesionym głosem. Nie chce przerywać mu spaceru, próbuje więc nie wpływać zbytnio na towarzyszący mu spokój. Jej głos, niczym cichy szmer, idealnie wpisuje się w panującą wokół ciszę.
Przepraszam bardzo. Mogłabym liczyć na drobną pomoc?
Jeszcze nie wie, że w całej swojej dobrej passie, pytanie zadaje czarodziejowi, za którym, chociaż nie zdaje sobie z tego na co dzień sprawy, zdążyła zatęsknić.




" There's no need to be perfect to inspire others let people get inspired
by how you deal
with your imperfections


Powrót do góry Go down
Duncan Beckett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3098-duncan-beckett#50701 http://www.morsmordre.net/t3184-to-do-pana-panie-beckett#52861 http://www.morsmordre.net/t3139-duny#51645 http://www.morsmordre.net/f312-pokatna-8-5 http://www.morsmordre.net/t3185-duncan-beckett
pracownik Niewidzialnego Oddziału Zadaniowego
26 lat
Mugolska
Kawaler
spare me your judgements and spare me your dreams,
don't cover yourself with thistle and weeds
12
17
0
0
0
0
0
5
Czarodziej
 xxx

PisanieTemat: Re: Szklarnia   29.07.16 23:03

Myślał o niej nawet częściej, niż mógł się tego spodziewać.
Od czasu ich spotkania zastanawiał się czasem, jakby to było nagle i zupełnie przestać widzieć. Za każdym razem próby wyobrażania sobie tego sprawiały mu niemal bolesny dyskomfort. Potrafił, naprawdę potrafił stworzyć w galopującej szaleńczo wyobraźni te wizje; sęk w tym, że były one znacznie bardziej przerażające, niż mógł to przewidzieć.
Jakby to było, gdyby nie widział? Jak wyglądałoby słuchanie miłego, kojącego głosu Margie bez możliwości oglądania uśmiechu na jej twarzy. Jak wyglądałoby picie gorzkawego, orzeźwiającego piwa z Bertiem w Dziurawym Kotle bez szansy na ujrzenie pieniącej się żywo słomkowej powierzchni w kuflu. Jak wyglądałoby roztrzepywanie dłonią starannie ułożonych fryzur Flo lub Minnie bez możliwości dostrzeżenia tego, jak w odpowiedzi na odwieczny żart pokazują mu język. Jak smakowałyby pieczone przez Gwen waniliowe babeczki, gdyby mógł jedynie poczuć ich słodki zapach, ale nie mógł zobaczyć przyjemnie rumianej powierzchni i kolorowych papierowych foremek, w które je pakowała?
Jaki byłby ten świat?
Na pewno znacznie smutniejszy. Może dlatego, że zdążył zbyt mocno przywyknąć do chłonięcia rzeczywistości w pełni i wszystkimi zmysłami, do pochłaniania otoczenia przez wszystkie pory skóry i do zachwycania się każdym jego szczegółem. Zastanawiał się, czy mógłby dalej żyć tak jak wcześniej, gdyby nie mógł już oglądać całego cyrkowego splendoru kolorów. Gdyby, wstając wczesnym rankiem, słyszał śpiew ptaków, ale nie mógł zwyczajnie zachwycić się nad barwą nieba o poranku, która zawsze oscylowała gdzieś między perłowym różem, bladym błękitem i rozmytym leniwie odcieniem oranżu. Czy potrafiłby dalej opowiadać bajki tak, jak wcześniej, nie wiedząc, jakiego koloru była suknia księżniczki ani jakimi barwami mieniły się smocze łuski?
Nie wiedział. I nie sądził, aby kiedykolwiek chciał się tego dowiedzieć.
Dlatego żałował, cały czas żałował, że nie zdążył zapytać tamtej dziewczyny o adres. Chciałby wiedzieć o niej więcej. Chciałby móc dłużej z nią porozmawiać; na tyle długo, aby zdążył przekazać jej, jak bardzo ją podziwiał.
I może był to szczęśliwy traf losu, a może po prostu zasługa podłej londyńskiej pogody, która skłoniła go do udania się w progi ogrodu botanicznego. Lubił tam przebywać- lubił intensywny, tropikalny zapach, wilgotny i ciężki, słodki i lekki zarazem, który zawsze wprawiał go w dziwaczny stan duchowej błogości. Przechadzał się wolnym krokiem, lekko przesuwając palcami po wieczniezielonych liściach- kiedy ktoś nagle wyrwał go ze świata stworzonego we własnej głowie i ściągnął na ziemię, szybko i skutecznie otrzeźwiając.
Oczy natychmiast rozjaśniły mu się radośnie i mimowolnie uśmiechnął się szczerze, szeroko, aż do bólu policzków. Szybko i mało taktownie zorientował się jednak, że przecież nie mogła zobaczyć jego uśmiechu, dlatego odchrząknął i skorygował swój błąd.
-Podobno najcenniejszą rzeczą, jaką można znaleźć pośród roślin, jest legendarny kwiat paproci- odparł po prostu, kucając przy niej ostrożnie, w obawie, że przestraszy ją zbyt gwałtownym ruchem.- Wydaje mi się, że ja znalazłem teraz kogoś znacznie cenniejszego.
Uśmiechnął się raz jeszcze, autentycznie szczęśliwy ze spotkania, i omiótł wzrokiem kwiaty.
-Możesz liczyć na wszelką pomoc, jestem złotą rybką i spełniam dziś wszystkie życzenia- zapewnił ją jeszcze. Nie przedstawił się, podświadomie licząc, że zdołała zapamiętać jego głos. On w końcu zdecydowanie pamiętał o niej.




intertwined
I've pinned each and every hope on you
I hope that you don't bleed with me



Powrót do góry Go down
Clementine Baudelaire
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2770-constanine-faye-baudelaire-budowa#44793 http://www.morsmordre.net/t2843-hanok#45618 http://www.morsmordre.net/t2840-poznaj-klementynke#45614 http://www.morsmordre.net/f268-mole-valley-little-ash-park http://www.morsmordre.net/t2844-clementine-faye-baudelaire#45621
hodowczyni ptaków
19 lat
Czysta
Panna
There's no need to be perfect to inspire others let people get inspired by how you deal with your imperfections.
1
3
6
8
2
0
0
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Szklarnia   04.08.16 1:54

Clementine nie spodziewa się go tu spotkać. Długo wpatruj się w roślinę przed sobą, czekając spokojnie na odpowiedź nieznajomego. Po kroku, dźwięku podeszwy, kiedy nieznajomy podchodzi bliżej, rozpoznaje, ze to mężczyzna. Nigdy nie zgadłaby jednak, że to ten bliżej nieznajomy. Ale jej ciałem wstrząsa przyjemny dreszcz, kiedy w ciepłej barwie rozpoznaje Jego. Pamięta go. Nie mogłaby zapomnieć. Pamięta zbyt dobrze, boleśnie dobrze, bo nie zakładała wcześniej, że jeszcze go spotka. Na dźwięk jego słów prostuje się, nieświadoma, że uchyla nieznacznie wargi, czerpiąc powietrze z pomiędzy ust. Wydaje się podekscytowana tym nieoczekiwanym spotkaniem. W takim stopniu, że pozwala mężczyźnie ukucnąć obok siebie. Milczy. Jego ruchy są tak spokojne. Wydaje bardzo ujmujący, lekki szmer wokół siebie. To materiał jego płaszcza ociera się o ziemię, szeleszcząc w powietrzu. Ma słodszy zapach, niż zapamiętała. Przesiąknął wonią kwiatów, jednocześnie rozsiewa wokół siebie zapach świeżego powietrza. Ciepło jakie od niego bije uderza ją w twarz i część ciała, które znajduje się bliżej niego. Clementine doświadcza tak drobnych szczegółów bardziej intensywnie. Potrafi wyczuć chłód muru i temperaturę ciała z odległości pół metra.
Duncan… — w końcu szepce jego imię, poruszając się. Opiera dłoń na jego kolanie. Chciałaby go objąć, tak bardzo cieszy się, że jest obok, ale zdaje sobie sprawę, że być może jego radość jest mniejsza i nie powinna była przekraczać pewnych granic. Palce smagają więc zaledwie w przelocie jego nogę, a ona zadowala się brzmieniem jego głosu, który wibruje w niej bardzo intensywnie. Bo to, ile razy odtwarzała sobie to spotkanie w pamięci, jako swoje niewielkie marzenie, sprawia, że ta chwila staje się jeszcze bardziej wyjątkowa i przekracza jej wyobrażenia. Wykreowana rzeczywistość w niczym nie ma się do jego przyjemnych komentarzy, których nie potrafiłaby napisać w głowie tak niespodziewanych i… zaskakująco onieśmielających.
Wierzę — mruczy w końcu, a jej świetliste, niebieskie oczy, wydają się jeszcze jaśniejsze. Całe błyszczą, a chociaż na jej ustach nie gości szeroki uśmiech, bo większość emocji zachowuje w sobie, zdradza ją lekko drżący ton i niespokojny oddech. A gdyby słyszał tak samo głośno, jak ona słyszy, swoje serce, wiedziałby, dlaczego ona wydaje się tak rozproszona.
Właśnie spełniło się jedno z moich życzeń.
Spuściła głowę, zwracając twarz przed siebie, wypuszczając gorące powietrze z ust, próbując ustabilizować oddech.
Jak Ci się odwdzięczę?
Zapomina o kwiatach. Kwiaty mogą poczekać. Przysiada na stopach, opierając jedną dłoń na własnym udzie. Drugą kładzie na ziemi, blisko jego stóp. Dziwna tęsknota, której nie była wcześniej świadoma, sprawia, ze chce mieć pewność, że on jest obok i nigdzie się, przynajmniej na razie, nie wybiera. Tym razem nie chce się pożegnać bez zapewnienia, że spotkają się ponownie. Dlatego instynktownie trzyma go w granicy pół metra, bo tylko w tym dystansie jest spokojna. Poza tą przestrzenią wszystko jest wielką niewiadomą, a on, nie chce, żeby zginął w dalekiej, głębokiej czerni tak szybko.
Ma tylko nadzieję, że on też ją pamięta. Unosi do niego twarz. Wzrok wydaje się spokojniejszy, ale też pełny w inne obfite emocje.
Może mnie pamiętasz? — pyta nieśmiało, a coś sprawia, że czuje lekki stres przed jego odpowiedzią.




" There's no need to be perfect to inspire others let people get inspired
by how you deal
with your imperfections


Powrót do góry Go down
Duncan Beckett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3098-duncan-beckett#50701 http://www.morsmordre.net/t3184-to-do-pana-panie-beckett#52861 http://www.morsmordre.net/t3139-duny#51645 http://www.morsmordre.net/f312-pokatna-8-5 http://www.morsmordre.net/t3185-duncan-beckett
pracownik Niewidzialnego Oddziału Zadaniowego
26 lat
Mugolska
Kawaler
spare me your judgements and spare me your dreams,
don't cover yourself with thistle and weeds
12
17
0
0
0
0
0
5
Czarodziej
 xxx

PisanieTemat: Re: Szklarnia   10.08.16 19:44

dlaczego ja tworzę tasiemce, przepraszam ;_;
Kim byłaby w jego bajce? Może księżniczką o miłym, ciepłym głosie, o śmiechu brzmiącym jak dzwoneczki, na którą spoglądaliby z uwielbieniem wszyscy rycerze w całym królestwie. Ukoronowałby ją z radością, chociażby i na kartach bajki, jeśli miałby pewność, że wywoła to na filigranowej twarzyczce choćby wątły cień uśmiechu. Może byłaby nimfą-driadą, smukłą sylfidą- chowającą się wstydliwie podczas drzew, tańczącą boso na trawiastych polanach, oświetlaną tylko mglistym światłem księżyca.
A może (ta wizja podobała mu się zdecydowanie najbardziej) byłaby duszkiem, piękną, czystą duszyczką zamieszkującą w kielichach różnobarwnych kwiatów. Jedną z tych, które objawiają się tylko nielicznym, jasne i świetliste, cztery tony dobra wtłoczone w niepozorną, ulotną postać. Mimowolnie rozejrzał się, przesuwając wzrok po kwiatach, błękitnych i fioletowych, we wszystkich odcieniach zieleni, purpury i oranżu, różu i rozmytych żółcieni, z dziecinnym uporem próbując znaleźć kwiat, który pasowałby do niej najbardziej. Powinien być piękny jak róże, ale od nich skromniejszy; nieskazitelny jak lilie, ale znacznie mniej pretensjonalny, niż one. Nie potrafił jej określić, ubrać w odpowiednie barwy ani słowa, i chyba to było w tej bajce najcudowniejsze- że chociaż w przeciwieństwie do niej samej on mógł ją zobaczyć, to nie wystarczyło, żeby pojąć, kim tak naprawdę była. Bo była kimś więcej- o tym jednym był całkowicie przekonany, dlatego uśmiechnął się ciepło, choć przecież nie mogła zobaczyć rozjaśniającego piegowatą twarz grymasu, i łagodnym gestem pogładził wierzch spoczywającej na jego kolanie kruchej dłoni.
Słysząc jej przyspieszony nagle oddech, przez chwilę zmartwił się, że nieumyślnie zdołał ją przestraszyć; zmarszczył lekko brwi, w duchu karcąc samego siebie i swoją chaotyczną, duszną obecność. Dźwięk jej spokojnego głosu zdołał jednak szybko uspokoić i jego, więc ponownie uśmiechnął się ciepło, łagodnie, licząc na to, że w jakiś cudowny, magiczny sposób była w stanie to wyczuć. Wierzył w taką magię- dla niego magiczne były nie tylko śmigające w powietrzu zaklęcia, świst różdżek czy skłębione opary buchające znad kociołka, ale też ta magia, która od wieki łączyła ze sobą ludzi silniej niż cokolwiek innego.
Był naiwny, ale lubił tą swoją naiwność, dlatego śmiał się teraz ciepło, słysząc najmilsze powitanie, jakie usłyszał na przestrzeni dłuższego czasu.
-Odwdzięczysz mi się, jeśli tym razem nie znikniesz, duszyczko- odparł bardzo poważnie, chociaż oczy mrużyły mu się w szczerym uśmiechu. -Przeszukałem chyba połowę Londynu, byłem już gotowy rozsyłać za Tobą list gończy, kiedy na dobre uciekłaś mi z Ministerstwa.
Dodał, wciąż poważnie i zgodnie z prawdą. Silny kwiatowy zapach powodował, że musiał tłumić potężną chęć paskudnego, alergicznego kichania, jednak wszelkie niewygody zeszły na dalszy plan, kiedy skupiał się na reszcie dziewczęcych słów.
-Jak mógłbym o Tobie zapomnieć?- Zdziwił się, również całkowicie szczerze, wpatrując się nierozumnie w świetliste, jasne oczy.- Pamiętam, że opowiedziałem Ci głupią historię o tym, jak figury w fontannie Magicznego Braterstwa nocą ożywają i panoszą się po całym Ministerstwie, a Ty tylko śmiałaś się, zamiast kazać mi utopić się w tej fontannie, co było bardzo miłą odmianą.
Roześmiał się się, już prawie retorycznie dodając:- Pamiętasz?
Następnie zamilkł na jak zawsze krótką (zbyt krótką?) chwilę, która wystarczyła, aby zdążył przyjrzeć się uważniej wiszącym nad ich głowami baldachimem z zielonych liści.
-Jesteśmy teraz pośrodku olbrzymiej dżungli, Ty i ja- oznajmił, na swój sposób przyjmując jej brak wzroku z łagodną, jedynie nieco smutną akceptacją, zamierzając uczynić jej świat tak barwnym i widocznym, jak tylko było to możliwe.- Siedzimy pod baldachimem z ciemnozielonych, miękkich liści jak dwaj rozbitkowie na bezludnej wyspie, a nad nami szumią skrzydła ogromnych ciem i motyli. I gdzieś tu mruczy tygrys, możesz go usłyszeć? Chodź, poszukamy go razem.
Plótł od rzeczy, po raz kolejny stwarzając bajkę w swoim nie-bajkowym świecie, i wciąż sprawiało mu to radość. Ostrożnie, nie chcąc jej przestraszyć, schwycił ją za bliższą sobie dłoń.
-Mogę porwać Cię na to polowanie, Clem?- Zapytał jeszcze, chcąc się upewnić, i mając jedynie nadzieję, że zamierzała się zgodzić.- To jest moje życzenie. Ukraść Ci trochę czasu i upolować tygrysa. A w międzyczasie opowiesz mi, gdzie się schowałaś i obiecasz, że następnym razem przyślesz mi stamtąd chociaż jedną sowę, dobrze?
Resztki melancholijnego nastroju prysnęły jak bańka mydlana, rozpływając się w powietrzu. Odkąd ją znalazł, czuł jedynie spokój i radość, która malowała na piegowatej twarzy najszerszy na świecie uśmiech.


Powrót do góry Go down
Clementine Baudelaire
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2770-constanine-faye-baudelaire-budowa#44793 http://www.morsmordre.net/t2843-hanok#45618 http://www.morsmordre.net/t2840-poznaj-klementynke#45614 http://www.morsmordre.net/f268-mole-valley-little-ash-park http://www.morsmordre.net/t2844-clementine-faye-baudelaire#45621
hodowczyni ptaków
19 lat
Czysta
Panna
There's no need to be perfect to inspire others let people get inspired by how you deal with your imperfections.
1
3
6
8
2
0
0
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Szklarnia   18.08.16 21:08

Słucha go. Lubi jego głos. Jest miękki, nienachalny. Mężczyzna zachowuje pewną delikatność i wrażliwość, która wydaje jej się bardzo bliska. Jednocześnie nie zna osoby o takim uspoosbieniu jak jego. Chociaż nie robi tego często, przy nim uśmiecha sie lekko. Dunny potrafi bardzo łatwo wywołać w niej ten gest. Clementine czuje się z tym tak samo nieswojo, jak bardzo on wywołuje w niej ciepłe uczucia. Panienka Baudelaire nie zna jednak tego ciepla, które ściska jej serce. Oddycha inaczej, bo powietrze jest tu inne. Duszne.
- Pamiętam... wszystko. Wspomniałeś, ze kiedyś mnie tam zabierzesz.
Nie odzywa sie glosno. Zaczesuje włosy za ucho, nie patrząc na niego. Spogląda w dol, twarz majac skierowana w stronę kwiatów. Przechodzi ja przyjemny dreszcz kiedy on gladzi jej skórę na ręku. Ten dotyk jest niespodziewany, ale tak powolny i spokojny, ze nie budzi jej obaw. Baudelaire unosi głowę wyżej, patrzac w jego stronę. Czuje jego oddech na skórze. Ciepło jego dloni na jej własnej sprawia, że jest bezpieczna. Duncan wyznacza im obu ścieżkę. Ma zaskakująco silną dlon. Clementine wydawało sie, ze jest szczuplejszy, ale czuje jego mięśnie pod palcami. Tym bardziej kiedy skina głową i z jego pomocą wstaje do pionu. Instynktownie opiera sie na jego ramieniu.
- Dziekuje - dziekowala mu za tak wiele rzeczy. Wiekszosci z nich nie mogla powiedzieć głośno. Trzymała go bardzo lekko, mimochodem zaciagajac sie jego zapachem.
- Szukanie tygrysa brzmi idealnie.
Zsuwa druga reke na jego dlon, przytrzymujac go obiema rękoma. Jej uścisk jak zawsze jest ledwie wyczuwalny, ale tylko z poczatku. Zaciska trochę pewniej palce na jego. Ma wrażenie jakby znała go całe życie i ten gest byl bardziej odpowiedni niż wobec mężczyzny, którego dopiero co poznala.
- Słyszę jego pomruk - mruknela starając sie nadążyć za abstrakcyjnym mysleniem Becketta. Mówiąc o pomruku miala na myśli jego tętno. Czuła je bardzo wyraznie. - Wibruje w powietrzu - zupelnie jak jego ton... - Czujesz? Tutaj? - Uniosla rękę lekko w górę kładąc ja na jego piersi - jest blisko... - zawiesila ton i cofnela się nie puszczając jego ręki. Wydawalo jej sie, ze działo sie tak duzo... nie wiedziala, na co mogla sobie pozwolić. - Tygrys - dodala po chwili. Byla spokojna, ale przez chwile wydawalo jej sie, ze jej mysli powedrowaly gdzies daleko, poza rozmowę o tygrysie.
- Wiekszosc czasu spędzam w domu. Bylabym naprawdę zadowolona gdybym mogla go sobie umilić przez pisanie do Ciebie listow.
Na nowo obrocila sie w jego strone, czekajac gdzie mezczyna ich zaprowadzi.
- Duncan - cieszyło ja samo wypowiadanie jego imienia, przez ca wiedziala, ze na pewno jest obok - Mozesz mnie kiedys odwiedzic. Chciałabym, żebyś mógł mnie kiedyś odwiedzić w Mole Valley. Przedstawilabym Ci Hanoka, jeśli go zastaniemy. Opowiadalam Ci o Hanoku?
Clementine tęskniła do niego, dlatego utrwala temat, poprawiając uścisk palcow.
- Masz bardzo silne dlonie - zauwazyla, zastanawiajac sie nad paradoksem jego pewnego, ale delikatnego uścisku - opowiesz mi o tym?
Wiedziala, ze chowa się za tym jakas historia. Zastanawiala sie tylko jaka.




" There's no need to be perfect to inspire others let people get inspired
by how you deal
with your imperfections


Powrót do góry Go down
Duncan Beckett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3098-duncan-beckett#50701 http://www.morsmordre.net/t3184-to-do-pana-panie-beckett#52861 http://www.morsmordre.net/t3139-duny#51645 http://www.morsmordre.net/f312-pokatna-8-5 http://www.morsmordre.net/t3185-duncan-beckett
pracownik Niewidzialnego Oddziału Zadaniowego
26 lat
Mugolska
Kawaler
spare me your judgements and spare me your dreams,
don't cover yourself with thistle and weeds
12
17
0
0
0
0
0
5
Czarodziej
 xxx

PisanieTemat: Re: Szklarnia   29.08.16 17:19

Czasem, w skrytości ducha, zastanawiał się, jak wyglądał, widziany jej oczami.
Z czego się składał? Może ze zbyt głośnego śmiechu, którym wybucha, chcąc wywołać na drżących, różowych ustach uśmiech, chociaż najpewniej jedynie ją tym straszy. Może z tysiąca bajek, które próbuje jej opowiedzieć, jednocześnie czyniąc ją najważniejszą bohaterką w nich wszystkich, składając tuż pod jej stopy cudowny świat wróżek o tęczowych skrzydłach i wiecznie kwitnącej wiosennej zieleni. Być może z tej ostrożnej czułości, odruchowej troski, z którą szuka dotyku ciepłych dłoni jak u dziecka lub małego zwierzątka, którego nie chce spłoszyć.
Chciałby się takim zobaczyć. W jej wyobraźni był na pewno piękniejszy, na pewno lepszy, niż w rzeczywistości, która szczelnie zamykała go w ramach rozsianych na promiennej, uśmiechniętej twarzy piegów i rudych, wiecznie sterczących niesfornie włosów. Była przecież zbyt delikatna i zbyt dobra, żeby jakoś skrzywdzić jego wyobrażenie; być może zbyt dobra, żeby ograniczać go jakąkolwiek ramą. I czasem zastanawiał się tylko przypadkiem, czy poczułaby zawód, mogąc zobaczyć go naprawdę- zobaczyć, jak jej rycerz przewraca się o nieistniejącą zbroję, po raz kolejny spiesząc się w nieznane, albo jak przeszukuje złotą skrzynię ze skarbami, próbując znaleźć w niej chociażby jednego galeona na spłatę mieszkaniowych długów.
Jednak nie martwiło go to; był w stanie zapłacić tę cenę, jeśli tylko pozwoliłoby to szarym oczom rozświetlić się nagle, pogodnie, rozbłysnąć radośnie i zobaczyć te wszystkie rzeczy, które chciałby jej pokazać. Soczystą, wiosenną zieleń baldachimu liści, który zwisał leniwie tuż nad ich pochylonymi głowami. Gołębie szarości zbierających się nad Londynem pierzastych chmur. Delikatny, cukrowy róż jej własnych policzków, bogatą brunatność gorącej czekolady, zwodniczy oranż tygrysiego grzbietu. Chociaż, wbrew wszelkim pozorom i zgodnie z własnym sercem, był pewien, że ona rozumiała i była w stanie mu pokazać znacznie więcej odcieni tego świata.
-Nie rzucam słów na wiatr- obiecał więc, uśmiechając się szeroko, zupełnie tak, jakby mogła wyłapać ciepły odcień tego uśmiechu w jego głosie. Ostrożnie pomógł jej wstać i równie ostrożnie podsunął jej ramię, o które mogła się wesprzeć, całkiem gotów dzielić ten przyjemny ciężar przez całą drogę wzdłuż ścieżek ogrodu botanicznego.
-To ja dziękuję za zaszczyt towarzystwa damy- odparł, z rozbawieniem podążając za spojrzeniem jej błądzącego gdzieś wśród koron kwiatów wzroku.- Wszyscy dookoła patrzą na nas teraz z zazdrością spomiędzy gałęzi, zastanawiając się, w jakiej bajce rudy paź ma zaszczyt towarzyszyć Królowej Kwiatów.
Z uśmiechem i milczącym przyzwoleniem powitał ciepły uścisk palców na własnej dłoni; nie drgnął też, kiedy ciepło pięciu palców nieoczekiwanie przeniosło się na jego pierś, tuż w okolicy bijącego miarowo serca.
-Wygląda na to, że jest przyjazny i całkiem niegroźny- odparł cicho, łagodnie, opowiadając dalej bajkę, którą tworzyli właśnie w otoczeniu przysłuchujących się zazdrośnie kwiatów.- I że zakradł się aż tutaj, na skraj lasu, żeby posłuchać Twojego głosu.
Ujął ją pod ramię i powoli, niespiesznie ruszył do przodu. Polowanie nie mogło być przecież błyskawiczne, i właśnie dlatego przechodzili przez karty tej baśni zupełnie spokojnie.
-Clem- zawtórował, kiedy wypowiedziała jego imię, nie kryjąc rozkwitającego nagle na ustach uśmiechu.- Nie mógłbym wyobrazić sobie milszej propozycji. Oczywiście, że Cię odwiedzę, i obiecuję przynieść wtedy najpiękniejsze kwiaty, jakie tylko będę mógł nazbierać.
Spojrzał jeszcze na nią z ukosa, po raz kolejny szukając odpowiedzi w umykającym gdzieś spojrzeniu.
-Opowiesz mi? O Hanoku?- Zaproponował, żywo zainteresowany imieniem, które wydało mu się całkiem nowe, i dopiero wtedy uśmiechnął się raz jeszcze.
-Zatem historia za historię? W porządku.- Zgodził się pogodnie, niespiesznym krokiem skręcając w pierwszą alejkę po lewej, wciąż nie wypuszczając z uścisku jej dłoni.- Wyobraź sobie zatem chłopca o potłuczonym kolanach i całej masie potłuczonych pomysłów w głowie, który pewnego dnia wychodzi przez drzwi sierocińca i nie wraca. Jest wtorek, czerwcowy, wtorkowy ranek, kiedy chłopiec znajduje na szarym rynku kolorowy namiot i poznaje kolorowych ludzi, którzy uśmiechają się do niego i zapraszają na przedstawienie. W tym przedstawieniu słonie ryczą potężnie i podrzucają wysoko piłki, klauni śmieją się głośno i wzbudzają śmiech nawet w chłopcu, a akrobaci prężą grzbiety jak tygrysy i skaczą przez wirujące ze świstem obręcze. Kiedy przedstawienie dobiega końca, chłopiec należy już do ich rodziny, a po upływie dwóch dni po raz pierwszy uczy się chodzić na linie wśród chmur.
Uśmiechnął się, przejęty nagłym, dojmującym ciepłem wspomnień, i zwrócił rozpromienioną twarz w jej stronę.
-Niczego nigdy nie kochałem tak bardzo, jak mojej pracy w cyrku- dodał jeszcze, wciąż ciepło.- Żałuję, że nie mogłem wtedy poznać Cię i zaprosić na występ, żebyś mogła jeść watę cukrową i słuchać pomruku prawdziwych tygrysów.
Nie smucił się jednak, wciąż wyginając usta w wątły, ale szczery uśmiech. Istniało przecież jeszcze wiele cyrków, wiele waty cukrowej i wiele tygrysów, które mógł jej pokazać.




intertwined
I've pinned each and every hope on you
I hope that you don't bleed with me



Powrót do góry Go down
Clementine Baudelaire
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2770-constanine-faye-baudelaire-budowa#44793 http://www.morsmordre.net/t2843-hanok#45618 http://www.morsmordre.net/t2840-poznaj-klementynke#45614 http://www.morsmordre.net/f268-mole-valley-little-ash-park http://www.morsmordre.net/t2844-clementine-faye-baudelaire#45621
hodowczyni ptaków
19 lat
Czysta
Panna
There's no need to be perfect to inspire others let people get inspired by how you deal with your imperfections.
1
3
6
8
2
0
0
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Szklarnia   13.09.16 23:15

Nie była tak dobra w opowiadaniu bajek, jak Duncan, dlatego słuchała mężczyzny z światłem i ciepłem wypisanym w oczach. W milczeniu, w zrozumieniu i z niemym zachwytem nad tą historią. Jej wrażliwość i otwartość na każde z wypowiedzianych zdań zdawało się pokazywać jej wzruszenie nad opowiadanymi bajkami. Nie potrafiła mu odpowiedzieć, być może milczała kiedy powinna się odezwać, ale dawała sobie szansę na głębsze zrozumienie tej historii. Duncan chciał jej pokazać świat piękniejszy i doskonalszy niż był.
Myślę, że rudy paź jest głównym bohaterem tej opowieści, a pani kwiatów postacią poboczną i epizodyczną, której zadaniem było tylko zintensyfikować i wyróżnić charakterystyczność i specyficzność przewrotnego pazia.
Przymknęła na chwilę powieki, zdając się całkowicie swoimi zmysłami na Duncana. Chociaż była niewidoma, spojówki wyczuwały w jakiś sposób ciepło swiatła padające do oczu, przez powieki, znacznie mniej wyraźnie. Dlatego, można było powiedzieć, ze próbowała pielęgnować zaufanie, jakie narodziło się w tym momencie pomiędzy nią, a tym mlodym, prowadzącym ją po baśniowych terenach człowiekiem. Wypowiadał piękne słowa, liryczne. Nadawałby się do pisania wzniosłych poezji i tych bajkowych. Jeszcze nie wiedziała, czym tak naprawdę się zajmował. Dopiero próbowała go poznać. Lepiej… bo miała wrażenie, że już teraz wydaje jej się bardzo bliski. Nawet jego bliskość nie raziła ją w tym samym stopniu, co bliskość innych dopiero co poznanych jej osob. Mogła przy nim stać, czuć ciepło jego skóry przy swojej i widziała w tym prawidłowość odpowiednią dla kolorowych, zawiłych i jednocześnie bardzo intrygujących korelacji, jakie budował pomiędzy nimi swoimi finezyjnymi bajkami.
Chciałeś kiedyś poznać świat szerzej, dokładniej, na wielu bardziej wszechstronnych płaszczyznach niż te, które już znasz? Hanok jest moimi oczami, moim głosem i moim drugim życiem, którego nie poznam. Jest moim przewodnikiem i moim przyjacielem i wszystkim tym, co znam, ponad tym, co już znałam. Jest moim doradcą i głosem mojego rozsądku, jest też siłą odwodzącą mnie od złych wyborów. Jest moimi skrzydłami. Rozumiesz?
Ten wzrok, który uciekał i błądził na bokach, teraz utkwiony był całym swoim błękitem na jego rozpromienionej twarzy. Całe to jego i jej własne światło, odbijało się w jej tęczówkach, kiedy starała się upewnić, czy wiedział, o czym mówiła, bo nie miałaby pojęcia, jak inaczej ubrać to w słowa. Jego historia zdawała się pełniejsza i głębsza i mogłaby mu jej zazdrościć, a zamiast tego cieszyła się wartościami i naukami, jakie wyciągnął ze swoich doświadczeń. Słuchała, o magicznym świecie, o świeci cyrkowym, o świecie Duny’ego Becketta, wyobrażając go sobie, tak, jak on jej o nim opowiedział. Widziała więc cyrk w bardzo radosnych barwach. Widziała w nim ekspresję, artyzm i sztukę, lekką i przyjemną, jak głos, który jej o niej opowiadał.
Wznosiłeś się w powietrze? — zadała mu pytanie, urzeczona tą historią. Przeniosła wzrok na bok, zastanawiając się czy ona, kiedyś też wzniesie się na wyżyny i pozna świat doświadczalnie, w sposób chociaż przybliżony do tego, jakim znal go Beckett.
Nie szkodzi. Jest niemal tak, jakbym tam była. Słyszę, jak ludzie bija Ci brawa, kiedy sięgasz chmur i urywasz kawałek nieba dla siebie. Czuć w Tobie pożyczony błękit i czystość nieba i ciepło użyczonych promieni słońca, zachowanych blisko serca. Tak pięknie o tym opowiadasz… jakbyś układał ze słów melodię. Słyszę gotowy zapis nut, utworu opowiadającego o tym wszystkim. To wspaniała symfonia, Duncanie.




" There's no need to be perfect to inspire others let people get inspired
by how you deal
with your imperfections


Powrót do góry Go down
Duncan Beckett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3098-duncan-beckett#50701 http://www.morsmordre.net/t3184-to-do-pana-panie-beckett#52861 http://www.morsmordre.net/t3139-duny#51645 http://www.morsmordre.net/f312-pokatna-8-5 http://www.morsmordre.net/t3185-duncan-beckett
pracownik Niewidzialnego Oddziału Zadaniowego
26 lat
Mugolska
Kawaler
spare me your judgements and spare me your dreams,
don't cover yourself with thistle and weeds
12
17
0
0
0
0
0
5
Czarodziej
 xxx

PisanieTemat: Re: Szklarnia   16.10.16 15:47

Miała duszę dziecka. Tak, jak on. Może dlatego tak dobrze ją rozumiał, i dlatego tak miło było trzymać ją za wiotką, jasną, ciepłą dłoń. Przez chwilę mógł udawać, że naprawdę wybierają się w podróż- dwójka podróżników wśród bezkresu zawsze soczyście zielonej dżungli i przyjaznych tygrysów, z cichym pomrukiem ocierających się o nogi. Przez chwilę nie liczyło się nic innego. Nie czuł już chłodu wciąż mokrych od deszczu włosów, ssącego w żołądku uczucia głodu (ostatnie galeony wypłaty oddał chwilę wcześniej ulicznej skrzypaczce, oklaskując jej krótki, smutny występ najdłużej ze wszystkich zebranych słuchaczy), puste kieszenie nie zaprzątały gubiącej się wśród chmur rudej głowy. Byli oni. Po prostu. Rudy paź i najpiękniejszy kwiat ze wszystkich, jakie znajdowały się w tym ogrodzie.
Miała duszę dziecka, bo była dobra. Dobra w ten bezkresny, nieskończony sposób, który zawsze dogłębnie go wzruszał. Była dobra tą czystą, miłą bielą, jak biała magia, jak białe karty niezapisanej jeszcze księgi, jak biały welon śmiejącej się panny młodej i białe, mruczące rozkosznie kocię, swoim ciepłem rozjaśniające mroźne, zimowe poranki. Była też biała jak porcelana, którą można łatwo stłuc, i jak świeży, sypki śnieg, który nieopatrznie można skalać brudem i odciskami własnych stóp- ale nie wątpił też, że w tej swojej bieli była silna. Silniejsza, niż byłby w stanie przypuszczać. Jednak i tak chciał ją chronić, chciał chronić te niewypowiedziane, czułe dobro całego świata, jakimś cudem ściśnięte i wtłoczone w filigranową sylwetkę Clementine. Jak drobny płomyk, który należało osłonić dłońmi, by nie zgasł- tak on, błędny rycerz z równie błędnej bajki, chciał ją chronić ze wszystkich swoich sił.
I być może dlatego dotyk trzymającej go pod ramię dłoni dodawał mu takiej otuchy- nawet, jeśli oboje wciąż pozostawali dziećmi, przynajmniej byli w tej bajce razem.
-Tak myślisz?- Zapytał ciepło, i równie ciepło uśmiechnął się pod nosem, ostrożnie biorąc łagodny zakręt w pierwszą alejkę po lewej stronie.- Być może Królowa Kwiatów i rudy paź potrzebują siebie nawzajem, by razem ożywić tę bajkę.
Tuż po tym z radosną zgodą zamienił się w słuch, oczarowany i dziwnie przejęty jej opowieścią. Wszakże rzadko słuchał bajek. Najczęściej to on je tworzył- to on zbierał słowa, pieczołowicie, ostrożnie, aby potem je upiększyć i udoskonalić, nadać im barwy, smaku, formy. Zaczarować. I to on oddawał te bajki w podarunku, nad wyraz chętnie, zawsze jednakowo ciesząc się na widok kwitnących na twarzach słuchaczy uśmiechów.
Rzadko jednak bajki powstawały tylko i wyłącznie dla niego.
Dlatego ponownie uśmiechnął się, ciepło, łagodnie, szeroko, delikatnie ściskając smukłe, jasne palce swojej Królowej Kwiatów.
-Rozumiem, Clem- Odparł cicho, odrobinę ciszej, niż zamierzał.- To zupełnie tak, jakbyś Ty też potrafiła latać tuż pod niebem i dosięgać gwiazd. Może kiedyś spotkamy się gdzieś na księżycu.
Naprawdę rozumiał- nawet, jeśli nie chciał pojąć tego umysł, doskonale pojmowała to jego dusza.
-Kiedyś Cię tam zabiorę- obiecał ochoczo, wolną ręką odsuwając niesforne liście pobliskiej paproci, które nagle wyrosły tuż przed ich twarzami.- Kiedyś zabiorę Cię do cyrku, dobrze? Kupię Ci watę cukrową, i będziemy śmiać się najgłośniej ze wszystkich widzów, a potem przekradniemy się za kulisy, żeby przywitać się z lwami i tygrysami. Cyrku nie trzeba widzieć. Cyrk trzeba poczuć. A Ty potrafisz to robić znacznie lepiej ode mnie.
Roześmiał się i lekko, żartobliwie pstryknął ją w nos.
-Dziękuję, że rozumiesz moją muzykę- Odparł ciepło, miękko, tym razem prowadząc ich w alejkę po prawej. Przystanął nagle, choć ostrożnie, nie chcąc jej spłoszyć, rozproszony nagle widokiem pięknych, białych kwiatów o miękkich płatkach różowiących się na półkolistych brzegach.- Znalazłem Twoje kwiaty, Królowo.
Dodał, jedynie na wpół żartem, po czym ostrożnie podsunął jej słodko pachnący nektarem kielich. Drobny, skromny, czysty, piękny- i niepozorny. Kwitnący dopiero po dłuższym wpatrywaniu weń. Delikatny, acz niespodziewanie silny, niestrudzenie pnący się ku padającej z góry wiązce światła.
Jak ona.


Powrót do góry Go down
Clementine Baudelaire
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t2770-constanine-faye-baudelaire-budowa#44793 http://www.morsmordre.net/t2843-hanok#45618 http://www.morsmordre.net/t2840-poznaj-klementynke#45614 http://www.morsmordre.net/f268-mole-valley-little-ash-park http://www.morsmordre.net/t2844-clementine-faye-baudelaire#45621
hodowczyni ptaków
19 lat
Czysta
Panna
There's no need to be perfect to inspire others let people get inspired by how you deal with your imperfections.
1
3
6
8
2
0
0
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Szklarnia   07.12.16 13:34

Clementine podaża za nim wiernie, w ślepo, bo nic innego jej nie pozostaje. Chciałaby móc kiedyś odwiedzić cyrk razem z nim. Nie wie tylko czy zdrowie jej na to pozwoli. Nie zaprzecza jednak. Nie chce zrobić mu przykrości. Nie okłamie go, kiedy będzie milczeć. Nie trwa w ciszy specjalnie. Jedynie szuka sposobu żeby mu to powiedzieć. Nie odnajdując go, w końcu po prostu rzuca to, co szczerze myśli.
Naprawdę bym chciała.
To, czy okoliczności jej pozwolą jeszcze się okaże. Clementine nie umie jednak myśleć źle o rzeczach i o przyszłości. Spodziewa się, ze wszystko będzie dobrze. Jakoś to będzie. W jakiś sposób będzie jej dane przystać na propozycję Duncana.
Pochyla się lekko, przed szeleszczącą gałęzią paproci, którą Dunny im uchyla w bok i spogląda na niego, skinąwszy mu głową z wdzięcznością. Kwiat, który chwilę potem młody mężczyzna podsuwa jej pod nos, zajmuje całą jej uwagę. Przymyka powieki, nieświadomie lgnąc dłonią do łodygi kwiatu. Palce zahaczają o skórę Becketta. Przytrzymuje je na jego dłoni, obejmując również roślinkę. To jest właśnie cudo, którego szukała do swojej ptaszarni. Słodka, przyjemna won jest idealna dla jej podopiecznych. Gdyby nie czujność Duncana, nie byłoby tak łatwo znaleźć tego kwiatu. Dotyka opuszkami jego płatków, natrafiając na miękki, wilgotny kielich.
Dziękuję — rzuca z absolutną szczerością, bo nie zna żadnych innych słów, które mogłaby skierować do swojego towarzysza, aby zdradzić, jak bardzo pozytywnie zaskoczona jest wyborem jego kwiatów.
Dziękują sobie nawzajem, ale mają za co, bo ich osobowości na siebie wpływają w bardzo zdrowy sposób. Clementine już teraz mogłaby go nazwać prawdziwym, dobrym przyjacielem, czując narastającą miedzy nimi więź, chociaż widzą się drugi raz w życiu.
Kilka minut później panienka Baudelaire wraz z nowym nabytkiem – kwiatami i przyjacielem, udaje się do wyjścia ze szklarni. Nie odnajdują jednak wyjścia szybko. Długo spacerują pomiędzy roślinami, korzystają z czasu, jaki dał im los i nie tracą z niego ani jednej minuty.

| zt, przepraszam, ze tak nagle, ale wątek dość dawny. W wolnej chwili daj jeszcze zt od siebie <3




" There's no need to be perfect to inspire others let people get inspired
by how you deal
with your imperfections


Powrót do góry Go down
Duncan Beckett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3098-duncan-beckett#50701 http://www.morsmordre.net/t3184-to-do-pana-panie-beckett#52861 http://www.morsmordre.net/t3139-duny#51645 http://www.morsmordre.net/f312-pokatna-8-5 http://www.morsmordre.net/t3185-duncan-beckett
pracownik Niewidzialnego Oddziału Zadaniowego
26 lat
Mugolska
Kawaler
spare me your judgements and spare me your dreams,
don't cover yourself with thistle and weeds
12
17
0
0
0
0
0
5
Czarodziej
 xxx

PisanieTemat: Re: Szklarnia   16.04.17 21:11

co prawda jeszcze nie wracam, ale nie mogę się powstrzymać!

Być może czasem tak było lepiej- zwyczajnie nie widzieć niektórych rzeczy.
Słyszeć śmiech dzieci, ale nie widzieć, jak chwilę później kulą się pod połami zszarganego płaszcza, wbijając w przechodniów smutne, szkliste spojrzenia oczu, które tęsknią za widokiem chleba. Móc dotykać kwiatów, czuć pod palcami miękki meszek ich płatków, sprężystość żywych łodyg, drobny, lekki pyłek grzęznący w załamaniach skóry- i nie widzieć, jak więdną wraz z nadejściem pierwszych chłodów. Móc zajadać się najnowszymi łakociami Miodowego Królestwa i zgadywać ich smaki- pieczone nad ogniskiem jabłka, pszczeli miód, różany mus, cynamonowe pączki, sierpniowe truskawki- jednocześnie nie widząc, jak niebo za oknami sklepu powleka się czernią posępnych, burzowych chmur.
Być może tak było lepiej dla duszy Clem, czystej, białej duszy; dla słodkiej wrażliwości dziecka, dla bystrego strumyka myśli, który nieustannie drążył jej pełną cukrowych, dobrych marzeń głowę. Clementine należało się jedynie całe dobro tego świata. I właśnie dlatego on postanowił zostać jej oczami i pozostawić dla siebie wszystko to, co było złe, aby jedynie to, co najpiękniejsze, ubrać w zdobne słowa i składać je jej w codziennym podarunku jak owinięty zdobną kokardą prezent.
-Ja też- zapewnił ją więc gorąco, ostrożnie gładząc wierzchem dłoni miękką skórę filigranowych palców. Bajki zdążyły już nauczyć go, że czasem najsilniejsi okazywali być się najsłabszymi, najodważniejsi- największymi tchórzami, a najdrobniejsi i najbardziej niewinni- najsilniejszymi filarami, na których wspierał się cały świat. Dlatego uśmiechnął się najszerzej i najszczerzej, jak tylko potrafił, do jednego z filarów, na którym budował całą bajkę swojego życia.
Bezgranicznie wierzył, że nawet, jeśli nie mogła go zobaczyć, z pewnością mogła poczuć ciepło jego uśmiechu.
-Nie dziękuj mi- poprosił łagodnie, patrząc na błąkający się w kącikach różanych warg cień uśmiechu.- Jestem tylko błaznem na usługach szanownej pani. To Ty uczyniłaś mi dziś zaszczyt.
Chciałby pozostać tam dłużej- na wieki- tańcząc z nią walca do cichej melodii szumiących słodko tropikalnych liści i miękkich kwiatów o ciężkim zapachu. Chciałby odnaleźć tygrysa, całe stado tygrysów w tej znajomo-obcej dżungli i odjechać na ich grzbiecie daleko, daleko, poza granicę spowijającej Londyn mgły. Chciałby odnaleźć szepcące między płatkami kwiatów wróżki i nauczyć się wszystkich ich dobrych, miłych zaklęć; chciałby zasnąć pod cieniem roztaczanym przez ciemną zieleń mięsistych liści i wyśnić piękne sny o sprawiedliwych królach i łagodnych księżniczkach. Chciałby opowiedzieć Clementine o tym, co widział, i chciałby sprawić, żeby ona też zdołała to zobaczyć- jednak nie buntował się, z zamyślonym uśmiechem po kilku godzinach odprowadzając ją do wyjścia.
W końcu był to zaledwie początek tej baśni.

| baaardzo spóźnione, ale zt! <3


Powrót do góry Go down
Edna Stalk
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t5577-edna-stalk http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/
Właścicielka sklepu zielarskiego "Orchideous"
24
Półkrwi
Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
14
17
0
1
0
0
2
3
Czarownica

PisanieTemat: Re: Szklarnia   29.12.17 0:45

28 maja

Edna uwielbiała ogrody botaniczne, a ten z całą pewnością znajdował się w czołówce. Mimo, iż to miejsca sztucznie stworzone przez człowieka można było w nich znaleźć największą ilość niesamowitych roślin w jednym miejscu, na względnie małej powierzchni. Bez dwóch zdań to miejsce to raj dla Edny. Choć jej ulubieńcem była Sala motyli stwierdziła, że szklarnia będzie zdecydowanie lepsza na "prozielarskie" spotkanie. Edna cieszyła się na nie, ale jednocześnie była lekko zdenerwowana, a raczej zestresowana. Nigdy tego nikomu nie mówiła, ale przekazywanie wiedzy wzbudzało w niej delikatny strach. Jak dla niej wiązało się z odpowiedzialnością, w końcu aby kogoś czegoś nauczyć trzeba mu przekazać informacje. A co jeśli się pomyli? I ktoś przez nią będzie żył w błędzie? Tak, tak, Panienka Stalk miewała nieracjonalne lęki i lubiła zadręczać się rzeczami, którymi nie warto było. Cóż poradzić? Ale dzielnie z tym walczy, w końcu tu przyszła, prawda?
Rozejrzała się po pomieszczeniu w poszukiwaniu Charlie. Na pierwszy rzut oka jej nie dostrzegła, ale tak dla pewności przeszła się dookoła i nawet ku przezorności sprawdziła pod stolikiem z doniczkami wypełnionymi różnistymi roślinkami. Bo to oczywiście całkiem realne, aby pewna młoda panna postanowiła posiedzieć pod stolikiem. Tak, tak, Edno, na pewno! Chyba kogoś tu znowu poniosła wyobraźnia... Jak nie trudno się domyślić koleżanki w szklarni nie było. Pod stolikiem również. Enda nieszczególnie była tym zdziwiona. Zjawiła się jak zwykle przed czasem. Zawsze wychodziła wcześniej, nie lubiła się spieszyć, a jeszcze bardziej nie lubiła się spóźniać. Źle się czuła z myślą, że ktoś miałby na nią czekać. Miała więc trochę czasu, żeby uciąć sobie krótką pogawędkę ze swoimi koleżankami ze szklarni. One były super, zawsze na nią czekały!
-A Wy nadal niezadowolone... - powiedziała z dezaprobatą do krzaczka kłaposkrzeczek. - Chyba o Was nieźle tu dbają, co? - zapytała się roślinek. Wyglądały na wyjątkowo spokojne. Zdarzało jej się spotykać kłaposkrzeczki źle nawożone, to jest dopiero tortura! Rośliny tak przeraźliwie skrzeczą i wiją się jakby czuły fizyczny ból. Zdecydowanie odradzam osobom wrażliwym, wielbiącym zielone żywiątka.
Postanowiła jeszcze zajrzeć do swojej ulubienicy - trzepiotki. Trzeba było przejść przez całą szklarnię i za miniaturowym żywopłotem na maleńkim stoliku stała doniczka z roślinką. Zupełnie jakby ktoś ją schował przed nie dość spostrzegawczymi czy może i nawet niechcianymi gośćmi. Mała roślinka drżała jakby była przerażona, ewentualnie jakby strasznie zmarzła.
-Hej maleńka - uśmiechnęła się Edna do trzepotki - Kiedy w końcu zakwitniesz, co? - Szczerze mówiąc dziewczyna łudziła się, że stanie się to akurat wtedy, kiedy ona będzie w okolicy. Chyba każdy ma w sobie mniejsze, albo większe pragnienie bycia w okolicy niesamowitych wydarzeń, prawda? Ale to raczej nie nadejdzie dziś, sorry Edna.




Vince in bono malum
Wbrew wszystkiemu wierzę jeszcze, że ludzie są w głębi serca naprawdę dobrzy.


Ostatnio zmieniony przez Edna Stalk dnia 29.12.17 2:54, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Charlene Leighton
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton http://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie http://www.morsmordre.net/t5374-charlie http://www.morsmordre.net/f98-lavender-hill-48 http://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
alchemiczka, badaczka
23
Półkrwi
Panna
Czy to kocimiętka?
5
0
15
0
15
0
2 (30)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Szklarnia   29.12.17 1:58

Ogród botaniczny był bez wątpienia jednym z ulubionych miejsc Charlie w Londynie zaraz obok ogrodu magizoologicznego oraz Wieży Astrologów. Odkąd zamieszkała w mieście po ukończeniu Hogwartu była częstym gościem każdego z tych miejsc, oczywiście wtedy kiedy pozwalał na to czas, który musiała poświęcać intensywnemu kursowi alchemicznemu i nauce animagii. Ale oba te etapy miała już za sobą: była pełnoprawnym alchemikiem oraz od paru lat potrafiła już zmieniać się w kotkę. O czym, oczywiście, wiedziało bardzo niewiele osób. Większość ludzi znała ją po prostu jako alchemiczkę z Munga, młodą i pełną zapału pannę Leighton, która wprost uwielbiała swoją pracę i pochylanie się nad kociołkiem było jej pasją.
Tyle że w maju więcej było w tej pasji obowiązków, którym musiała sprostać, odkąd zaczęły się anomalie i Mung został zatłoczony przez ich ofiary potrzebujące coraz to nowych eliksirów wychodzących z kociołków tamtejszych alchemików. Czasem jednak udawało jej się skraść dla siebie jakieś popołudnie, by spędzić czas inaczej. Jeszcze trochę i od tego tkwienia w pracowni od rana do wieczora stałaby się jeszcze bardziej blada, wręcz anemiczna, jak ci alchemicy ze stereotypów krążących wokół tego zawodu i pokazujących alchemików jako osoby spędzające większość życia w ciemnych piwnicach.
Ale nie ulegało wątpliwości że jej wiedza z zakresu zielarstwa mogłaby być większa, by mogła jeszcze łatwiej radzić sobie z magicznymi roślinami. Na szczęście nie tak dawno spotkała ponownie swoją dawną koleżankę z Hogwartu, która, jak się okazało pracowała w sklepie zielarskim i prawdopodobnie mogła udzielić jej paru lekcji.
Umówiły się w magicznym ogrodzie botanicznym, który stanowił wprost idealne miejsce do takiego spotkania. Od razu po pojawieniu się tam skierowała się do szklarni. Niestety pogoda była kapryśna i lał deszcz, więc zanim dotarła na miejsce jej jasne włosy i zielona sukienka były wilgotne mimo peleryny którą szczelnie się otuliła a jej górny brzeg naciągnęła na głowę biegnąc alejką w stronę szklarni. Dopiero tam opuściła okrycie na swoje miejsce i rozejrzała się, szybko zauważając Ednę pochylającą się już nad roślinami.
- Witaj, Edno – powiedziała do niej, a jej jasnozielone oczy błysnęły entuzjazmem. – Jak miło cię widzieć! Mam nadzieję, że nie czekałaś długo, i tak udało mi się wyrwać z pracy i uniknąć nadgodzin. – Ostatnio brała je dość często, co też nie było najlepsze ani najzdrowsze. – Cudownie się tu znowu znaleźć, ostatni raz byłam tu chyba jeszcze w kwietniu. – Zanim nastały anomalie. Podejrzewała że ogród magibotaniczny też musiał mieć za sobą kryzysowe chwile, ale idąc tu nie zbaczała nigdzie po drodze, więc nie wiedziała, jak wygląda sytuacja w innych jego częściach. – W każdym razie... Wszystko w porządku, Edno? Radzisz sobie? – zapytała ją, także przyglądając się z ciekawością roślinom. Oczywiście posiadała podstawową wiedzę zielarską (inaczej trudno byłoby jej zostać alchemikiem), ale zdecydowanie mogło być jeszcze lepiej. A pamiętała że Edna już w Hogwarcie była bardzo dobra z zielarstwa i jeśli ktoś mógł jej trochę pomóc i teraz, to na pewno ona. – Czy to trzepotka? – zapytała, patrząc na roślinę przy której stała Edna. Zdecydowanie lepiej radziła sobie z gatunkami których używało się do eliksirów.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be;
who is to say there will not be such endings?

Powrót do góry Go down
Edna Stalk
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t5577-edna-stalk http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/
Właścicielka sklepu zielarskiego "Orchideous"
24
Półkrwi
Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
14
17
0
1
0
0
2
3
Czarownica

PisanieTemat: Re: Szklarnia   29.12.17 2:54

-Charlene - wyraźnie rozpromieniła się na twarzy - cześć! - na twarzy dziewczyny pojawiła się nieukrywana radość. Można było czytać z niej jak z otwartej księgi, nie dało się ukryć, że cieszy się na widok dawnej naukowej współtowarzyszki. Choć ich więzi nie były zażyłe, a od czasów ukończenia szkoły ich kontakt praktycznie się urwał, Edna czuła niesamowitą sympatię do tej dziewczyny.
-Niezbyt, niedawno przyszłam.- bo tak też było i mimo, że nie powie tego na głos, to była wdzięczna dziewczynie, że ta się nie spóźniła. Tak jak ona nie lubi się spóźniać, tak spóźnianie się innych również nie należy do jej ulubionych rzeczy. Zazwyczaj jednak tego nie zauważa, bo jest wtedy zajęta błądzeniem we własnych myślach, cóż poradzić.
-Eh wy, pracoholicy...- westchnęła teatralnie - tylko praca i praca, przecież w życiu liczy się więcej, czyż nie? - zapytała nieco żartobliwie. Dobrze zdawała sobie sprawę z tego, że gdyby ukończyła kurs aurorski, jej życie wyglądałoby dokładnie tak samo. Kręciło by się wokół pracy, a po pracy zapewne też myślałaby o pracy. No i czy nie lepiej, że została w sklepie? Jej praca i życie jest spokojne, ułożone, bezpieczne, przewidywalne i... nudne. Choć niełatwo jej się było z tym pogodzić, taka była prawda. Oddałaby ten spokój za poczucie, że robi coś dobrego, pożytecznego, wartościowego. Nie oszukujmy się, sprzedawanie w sklepie zielarskim nie jest szczytem jej marzeń i ambicji, ale zdaje się, że tam przyrosła. -Pewnie macie ręce pełne roboty przez te anomalie? - zapytała z nieudawaną troską.
-Koniecznie musisz częściej wpadać w to miejsce! Zgaduję, że eliksirów nie warzycie w jakiś przyjemnych komnatach posłanych zielenią? - uśmiechnęła się delikatnie, a w jej głowie pojawił się obraz Charlie w ciemnym, dość mrocznym i nieprzytulnym pomieszczeniu skupioną na swojej pracy.
-Tak, dziękuję. -odpowiedziała grzecznie na pytanie. Nie miała na co się skarżyć. Anomalie ominęły jej sklep, mimo ciężkich czasów ma nadal klientów, więc o pieniądze nie musi się martwić, a i czasem udawało jej się na trochę wyrwać i pospędzać czas z kimś kto odpowiada na jej pytania, a nie tylko ich słucha.
-A jak u Ciebie? Zawsze miałaś jasną skórę, ale teraz jest niemalże biała, może pora na jakieś wakację? -zażartowała. Słaby żart dość, wiadomo że o wakacjach w obecnych czasach nie było mowy, ale jak już wspominałam Edna się stara, a prowadzenie konwersacji nie zawsze jej wychodzi.
-Tak! -odpowiedziała trochę nazbyt entuzjastycznie, cóż poradzić, że każdy kto wykazuje choć minimalne zainteresowanie roślinami wzbudza w Ednie zachwyt. -Cudowna, prawda? -zapytała z iskierkami w oczach. - Widziałaś kiedyś jak kwitnie?




Vince in bono malum
Wbrew wszystkiemu wierzę jeszcze, że ludzie są w głębi serca naprawdę dobrzy.
Powrót do góry Go down
Charlene Leighton
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton http://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie http://www.morsmordre.net/t5374-charlie http://www.morsmordre.net/f98-lavender-hill-48 http://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
alchemiczka, badaczka
23
Półkrwi
Panna
Czy to kocimiętka?
5
0
15
0
15
0
2 (30)
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Szklarnia   29.12.17 12:28

Charlene także się cieszyła. Była stęskniona za jakimś towarzystwem i bardziej spokojnymi okolicznościami spotkania. Mimo pasji do swojej alchemicznej pracy potrzebowała się wyrwać z pracowni, odpocząć od oparów z kociołka i woni ingrediencji, od uzdrowicieli którzy ciągle przychodzili po nowe fiolki i przytłaczającej atmosfery Munga. Tegoroczny maj, zamiast być radosnym wiosennym miesiącem, przyniósł raczej ciężkie, niepewne nastroje, kiedy nie wiadomo było, co przyniesie kolejny dzień i czy nie będzie powtórki z tamtej pierwszomajowej nocy. Bardziej niż o siebie martwiła się o bliskich, zwłaszcza o rodziców; jej matka nie zniosła tamtego czasu najlepiej.
Z entuzjazmem powitała Ednę, ciesząc się, że zgodziła się na to spotkanie.
- To dobrze, niezbyt lubię się znacząco spóźniać – powiedziała z uśmiechem. – W normalnych okolicznościach pewnie miałabym dużo więcej życia poza pracą, ale cóż... ten maj wszystkich nas zaskoczył i zajęć jest dużo, nawet gdy już minęła pierwsza fala ofiar anomalii. – Te pierwsze dni były najgorsze. Później było lepiej, choć nadal sytuacja pozostawała napięta, a alchemicy i uzdrowiciele mieli dużo pracy. A oprócz pracy dla Munga miała też obowiązki wobec Zakonu, musiała warzyć eliksiry dla członków organizacji i być przykładnym członkiem grupy badawczej, na której zadania bardzo czekała. Tak czy inaczej mogła się czuć przydatna, choć często odbywało się to kosztem życia prywatnego i towarzyskiego. Ale kiedy ewidentnie zbliżało się coś złego, może nawet kolejny niepokojący konflikt w świecie magii, należało przewartościować pewne priorytety. Tym sposobem Charlie będąca w Hogwarcie osobą raczej zachowawczą i spokojną zaczęła wieść w pewnym sensie podwójne życie.
- Niestety nie. Co prawda mungowe pracownie nie przypominają w niczym wilgotnych lochów Hogwartu, ale nadal nie są to najpiękniejsze miejsca. – Obskurne, małe salki, czasem z jakimś małym okienkiem a czasem bez, oświetlone blaskiem świec, zastawione fiolkami i pakunkami ze składnikami, i stale przesycone wonią medykamentów. Cały Mung nie był zresztą zbyt piękny i rozpaczliwie domagał się remontu. – O wiele przyjemniej byłoby robić eliksiry w takiej pięknej szklarni, ale cóż, rzeczywistość jest jaka jest i trzeba jak najlepiej wykorzystywać to, co mamy.
Bo pozostawało się cieszyć, że w ogóle miała jakiś wydzielony kąt do pracy, gdzie mogła we względnym spokoju skupić się na swoich zajęciach.
- Obawiam się, że w tych czasach i przy takich kaprysach pogody może się to odbić na dostępności składników roślinnych – dodała ze smutkiem; wiele roślin rosnących na zewnątrz, poza szklarniami bardzo źle zniosło wahania temperatur między dniem a nocą z ostatnich tygodni, oraz wcześniejsze nawałnice. – Mimo to mam nadzieję że interes będzie się kręcił. – Sama też miała zamiar zostać klientką Edny.
- To pewnie przez to, że ostatnio rzadko wychodzę – odpowiedziała, spoglądając na swoje ręce. Jej skóra była niemal kredowobiała. – Jak wszystko się uspokoi chętnie pozwolę sobie na jakieś wakacje. – Ale niestety jeszcze nie teraz.
Zamyśliła się na moment.
- Moja mama kiedyś takie miała. Naprawdę cudowne rośliny – odpowiedziała. Dlatego pamiętała trzepotki, jej matka trzymała je w ogródku. – Ale doszłam ostatnio do wniosku, że choć dobrze radzę sobie z roślinami użytkowymi przydatnymi w alchemii, czas trochę poszerzyć swoją wiedzę w tym zakresie. – W końcu chciała być jeszcze lepszym alchemikiem i badaczką, więc im więcej roślin będzie znać tym lepiej, może kiedyś odkryje jakieś nowe właściwości alchemiczne takiej, która do tej pory nie była w powszechnym wykorzystaniu? – Naprawdę się cieszę, że zgodziłaś się mi pomóc, twoja wiedza z pewnością będzie bardzo nieoceniona. Pewnie znasz wszystkie rośliny które tu rosną? – spytała z ciekawością, podejrzewając, że Edna bywała tu częściej od niej.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be;
who is to say there will not be such endings?

Powrót do góry Go down
 

Szklarnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Enfield :: Ogród botaniczny im. Beaumonta Marjoribanksa-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18