Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Mary Celeste

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
0
99
Czarodziej

PisanieTemat: Mary Celeste   05.03.16 22:11

First topic message reminder :

Statek Widmo Mary Celeste

Właściwie nie wiadomo gdzie ani na jakich wodach Mary Celeste została zatopiona, wydarzyło się to około stu lat temu. Czarodzieje, którzy na nim umarli, nie zaprzątnęli sobie szczególnie głowy śmiercią - w momencie katastrofy odbywał się wielki bal. I bal ten trwa do dzisiaj, duchy tańczą od stu lat nieprzerwanie, ubrane w powłóczyste odświętne suknie i eleganckie wyjściowe szaty. Każdy może wejść między duchy i dołączyć do tej niekończącej się wiecznej zabawy. Czasem zdają się nie zauważać gości, czasem sami zapraszają ich do tańca; nie zwracają uwagi na strój ani urodzenie.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett http://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 http://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 http://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
0
4
5
6
20
0
2
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Mary Celeste   09.05.17 1:04

Wspomnienia. Oddawanie się im może nie jest najbardziej rozsądne, jednak może być bardzo przyjemne. Szkolne wspomnienia Julii są w większości miłe. Nie brakuje w nich rzecz jasna złamanego serca, kłótni i innych nastoletnich dramatów, te jednak czynią całość jeszcze bardziej kolorową, pełną. Prócz tego bale, czy właśnie przyjaźnie, pierwsze bliskie osoby jakie poznała nie będące jej rodziną, które w pewien sposób stały się rodziną. Pomijając rzecz jasna Brendana, którego znała znacznie dłużej.
Wspomnienie bali ją rozbawiło. Uwielbiała się do nich stroić, dobierać fryzury, dodatki, marudzić przyjaciółce i biec przez pół szkoły, bo Pom MUSI pożyczyć jej swoją bransoletkę, lub dlatego że między swoimi rzeczami zobaczyła drobiazg idealny do kreacji Sprout. Nie można w końcu wiecznie udawać, że jest się ponad to.
- Najważniejsze wiesz. Kobieta na balu musi przede wszystkim pięknie wyglądać. Jeśli upadasz to chociaż w idealnej kreacji. - odpowiedziała jej więc. Nie szalała za sabatami, na których wszystko podlegało ocenie i było bardziej arystokratyczne, niż tylko się dało. Szkolne bale były jednak inne, miały znacznie bardziej szczerą, niewinną naturę i w tym były idealne. Niechaj więc ten będzie podobny.
Szczególnie, jeśli ma być związany z poczęstunkiem lepszym nawet niż ten w Hogwarcie! I pozbawiony wścibskich spojrzeń pod którymi nie wolno się objadać, bo to przecież nie przystoi damie.
Zauważając chwilę, kiedy Sprout... cóż, widocznie się zawahała, spojrzała jej uważnie w oczy.
- Może ustalmy więc, że teraz jest bal i wszystko jest doskonałe, a po balu przyjdzie czas na narzekanie. - nie było sensu naciskać, niszczyć zabawy skoro nie było to nic z czym Pom by przyszła. Gdyby była to nagląca sytuacja, najpewniej widziałyby się w innych okolicznościach, przyda im się jednak także rozmowa od serca, niewątpliwie. Najlepiej po zabawie, może przy jedzeniu?
- Dobrze więc, zaczniemy od kroków. - pociągnęła lekko swoją suknię ku górze, nie nadmiernie, jednak na tyle by Sprout łatwiej było obserwować jej ruchy, wskazując jej jeśli popełniłą błąd. - Dobrze ci idzie. - pochwaliła, a widząc obrót w wykonaniu Pomony, uśmiechnęła się tylko weselej. Uwielbiała prostą szczerość tej relacji. Nie tyle polegającą na słowach, co pewnej swobodzie.
- To prawda. - przyznała na wspomnienie o głównej przyczynie niepokojów w magicznej Anglii. Nie kontynuowała jednak w zgodzie z postanowieniem o zabawie, zastanawiając się przy tym, co mogłaby powiedzieć o swoim czasie. - Nie przestałam być powalająco przebojowa. Co wieczór randkuję z innym kugucharem i liczę, że nie dowiedzą się o psidwakach, zaraz po tym szalone imprezy z podręcznikami. Powinnam uważać, ludzie tracą głowę od tej nauki, podobno można to przedawkować. - nie narzekała. Lubiła swoje życie. Swój spokój, pewną rutynę przebijaną jedynie Zakonem, który także w pewnym momencie się w nią wtopił, więc przerwami stała się rodzina i przyjaciele. Zamknęła się w tym świecie i powoli jakby budziła z drzemki.
Była jedna rzecz warta opowiedzenia, to jednak... a może?
- Prócz tego wychodzę za mąż. Eh, psuję własną zasadę. - dodała tylko i wyłącznie po to, by zobaczyć jaką minę zrobi Sprout i zaśmiać się, prezentując przy tym całkiem poprawny obrót. - Odgórny nakaz. Właściwie nie nakaz, a sugestia.
Dodała dla wyjaśnienia sytuacji. Póki na jej palcu nie zjawił się pierścionek zaręczynowy, nie musiała martwić się czasem, jednak... cóż, był to temat stresujący.
- Zmieniam zasady. Wiadomość za wiadomość. A prawo do jakiegokolwiek pytania uzyskasz dopiero kiedy zrobisz ładny obrót. Patrz i powtórz.
Dodała, odliczając i prezentując właściwe ruchy i ani trochę nie przejmując się duchami.




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
Pomona Sprout
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3270-pomona-sprout#55354 http://www.morsmordre.net/t3350-pomonkowa-poczta#56671 http://www.morsmordre.net/t3302-pomonka-oponka#56021 http://www.morsmordre.net/f298-hogsmeade-mieszkanie-nr-14 http://www.morsmordre.net/t3351-pomona-sprout
nauczycielka zielarstwa
25
Czysta
Panna
Kiedy przebywasz w ciemnościach, spójrz w górę.
Tam czeka na ciebie słońce.
Ono nie omija nikogo.
Ciebie też nie ominie, jeśli nie schowasz się w cień.
11
11
5
5
5
0
2
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Mary Celeste   18.05.17 12:13

Nasze szkolne lata rozpoczęły się raczej tragicznie - otwarcie Komnaty Tajemnic oraz śmierć uczennicy, później śmierć Dumbledore’a, wybitnego nauczyciela transmutacji oraz jak się okazuje, założyciela Zakonu, to naprawdę marny początek. Do dziś zresztą wierzę, że to moja wina, bo pojawiłam się w Hogwarcie oraz ściągnęłam na niego jakąś dziwną klątwę, o której istnieniu nie wiedziałam. I chociaż mimo tych przeciwności losu zachowałam masę wspaniałych wspomnień oraz jeszcze więcej przyjaciół czy dobrych dusz mających na mnie wpływ nawet teraz. Bale są jednymi z pozytywnych historii - nawet jeśli wszystkich partnerów bez skrupułów zadeptałam na zabój. Było dużo śmiechu oraz tej dziecięcej beztroski, którą staram się jeszcze zachować, ale ona już dogorywa. Coraz częściej muszę być dorosłą, odpowiedzialną Pomoną, a ta rola wyjątkowo mi nie służy. Dobrze jest wyrwać się z tych kajdan przynajmniej na krótką chwilę oraz poczuć moc spontanicznych spotkań w doborowym gronie.
Śmieję się na myśl, że kobieta powinna przede wszystkim dobrze wyglądać. Trochę wątpię, żeby to zamaskowało brak talentu, a deptanie palców partnera nagle okazywało się przyjemniejsze przy wspaniałej aparycji partnerki, ale ty się znasz na tym lepiej - nie ośmielam się sprzeciwić!
- Zapamiętam! Obym nie musiała chodzić na nie zbyt często, bo pójdę z torbami przez te upiększacze. - Kontynuuję swoje własne rozbawienie. Fryzura, makijaż, sukienka, bielizna, buty, coś na wierzch, a biżuteria… jakiś czas temu wydałam moją niewielką fortunę na amulet miłości, który nie działa. Od tamtej pory jestem sceptycznie nastawiona do własnych zakupów - o ile nie dotyczą one jedzenia.
- To dobry pomysł - przytakuję już spokojniej, po czym próbuję odnaleźć się w plątaninie kroków oraz obrotów. I tego, żeby nie potknąć się o posty parkiet oraz nie zakleszczyć się we własnej sukni. Nie myślę dzięki temu o niczym przykrym ani wymagającym pilnej rozmowy - w moim mniemaniu jest przecież wszystko w porządku. Poza Hogwartem, który w głównej mierze spędza mi sen z powiek. Dopiero później przerzucę swoje zmartwienia na coś innego, czy raczej kogoś…
Obserwuję zatem twoje ruchy starając się ze wszystkich sił je odtworzyć, ale to takie trudne! Och, obrót, kroki, obrót, kroki, jak te wszystkie arystokratki to wytrzymują przez całą noc? Jeszcze w tych butach!
- Masz piękne buty - komentuję nagle, bo dociera do mnie, że są naprawdę ładne. Może jak przepracuję jeszcze dwadzieścia lat to też sobie takie kupię! Och, słodka niewiedzy, że czas mojej posady w Hogwarcie jest mocno policzony. - Naprawdę? - dopytuję, bo wydaje mi się to dziwne, że wychodzi mi to dobrze. Nie jestem urodzoną tancerką, zdecydowanie brakuje mi gracji. Ale podbudowana komplementem zaczynam się nawet dobrze bawić w tych nieskoordynowanych pląsach.
- Hoho, to rzeczywiście prowadzisz rozpustne, przebojowe życie! Poznałaś już jakiegoś miłego pana kuguchara, z którym zechcesz spędzić resztę swojego życia? - pytam żartobliwie nie wiedząc nawet, że trafiam w punkt. Oraz wywołuję wilka z lasu. Uderzam w stół i odzywają się nożyce. Aż z wrażenia się zatrzymuję wlepiając w ciebie swoje wielkie ślepia.
- Za mąż? - pytam zdziwiona co najmniej, jakbyś mi obwieściła, że obcinasz włosy, uczysz się czarnej magii i uciekasz z kraju smażąc dusze potępionych w ogniu plugawej dziedziny czarów nucąc przy tym znane szlagiery Celestyny Warbeck. Aż nabieram w płuca powietrza przepełnionego niezrozumieniem oraz najdzikszą rozpaczą. - Sugestia? - wyrywa się znów z mojego gardła. Skoro jednak nie mogę zadawać konkretnych pytań, to znów znajduję rytm. Kilka kroków, obrót. A wszystko to z większym zapałem niż dotychczas. - Zamierzasz spełnić tę sugestię? - pytam. Znów kilka kroków, obrót - w przeciwną stronę, żeby nie zakręciło się w głowie. - Kim jest ten szczęśliwiec? Znam go? - Dwa pytania wymagają dwóch obrotów. Aż dostaję zadyszki!




Sprouts


do it
w e l l

Powrót do góry Go down
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett http://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 http://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 http://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
0
4
5
6
20
0
2
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Mary Celeste   20.05.17 22:19

Dorastanie to trudna sprawa i to bzdura, że po siedemnastym roku życia stajemy się dorośli. Wtedy kończymy szkołę, jest jednak różnica między pełnoletniością, a dorosłością, olbrzymia różnica. I choć Julia nie miała zbytnich problemów z zapanowaniem nad swoim życiem, z wyborem dróg jakie uważała za słuszne, czy drogą zawodową, tak ostatnimi czasy odkrywała, że wcale nie jest tak dorosła, jak chciałaby o sobie myśleć. Obie były jeszcze młode, najpewniej obie wciąż miały w sobie coś z tych małych dziewczynek dyskutujących o bzdurach, ale tylko tych szalenie istotnych bzdurach, przeżywających prawdziwe koszmary i najwspanialsze chwile, objadających się po kątach i robiących głupoty - to ostatnie, włącznie z uporem chyba było główną częścią dzieciństwa z której Julia nie potrafiła wyrosnąć.
Nie była wybitną mistrzynią balów, na sabatach szczególnie czuła się nie na miejscu, jednak czuła się zdecydowanie lepiej, kiedy chociaż prezentowała się jak należy i była przekonana, że wtedy o wiele więcej może kobiecie ujść na sucho. Czy lubiła z tego korzystać - raczej tylko na balach. To już jednak całkiem inna sprawa.
- Możemy też stwierdzić, że piękna kobieta we wszystkim prezentuje się pięknie. - puściła oczko Pomonie i także uśmiechnęła się szerzej. Czasem zapominała, że Pom ma zdecydowanie mniejsze możliwości pod tym względem, bo i ta różnica była ostatnim o czym miałyby rozmawiać. Dzięki temu, że Julia była Prewettem, czyli należała do rodu, który dopuszcza dużą dozę swobody w wychowaniu dzieci, wcale nie różniły się od siebie jakoś szczególnie. Może jedynie odrobinę więcej jej nie-wypadało.
Uśmiechała się szeroko widząc, jak Pomona próbuje się skupić na tańcu. Duchy dookoła czasem na nie zerkały, niektóre z zainteresowaniem, inne może niezadowolone, kolejne rozbawione. Nie zwracała na nie jednak większej uwagi, powtarzając swoje ruchy, całkiem podstawowe, bo i wiele więcej faktycznie zwyczajnie nie umiała.
- Długo ich szukałam. - na komplement odpowiedziała uśmiechem. Dotyczyło to głównie nauki, że wszystko musiała mieć doskonałe, do wszystkiego musiała dojść i nie lubiła niedociągnięć, jeśli chodzi o strój jednak, choć na codzień ubierała się bardzo skromnie, wszystko i tak musiało być doskonale dobrane. A odnalezienie butów do tej właśnie sukni to nie lada problem! - Dobrze mieć czasem takie głupie problemy. Nagle sobie myślisz, jaka jesteś mała w tym całym świecie.
Stwierdziła z lekkim rozbawieniem, choć w głębi duszy czuła, że w tym co powiedziała nie było właściwie nic śmiesznego. Bywało, że miała wyrzuty sumienia, kiedy zbytnio przejmowała się podobnymi bzdurami, kiedy dookoła działy się znacznie gorsze, znacznie bardziej zasługujące na jej uwagę sprawy. Czuła, że to nie na miejscu myśleć o ubiorze, kiedy świat staje na głowie. Tylko... cóż, gdyby myśleć tylko o tym, one także by oszalały, a działać także nie mogą bez przerwy. Nawet, jeśli oczekiwanie paliło jej gryfońskie serce.
Zaraz jednak wróciła do tematu tańca, bo i Pom jakby nabrała rozmachu, złapała rytm, może i wyszła poza ramę, jakie to jednak ma znaczenie, skoro ewidentnie zaczęła się tym bawić? A przecież to jest najważniejsze.
- Naprawdę. Czy ja bym cię okłamała?
Pokręciła głową z lekkim rozbawieniem. Przystanęła, by przyjrzeć się przyjaciółce kręcącej się między duchami, które utknęły tutaj w wiecznym balu, obojętne na to, co dzieje się w świecie. Miejsce było na swój sposób piękne, nawet romantyczne, idealne na chwilę odpoczynku i oderwania.
Pomona ją rozumiała. To właśnie przeszło jej przez myśl, kiedy dostrzegła jej reakcję. Może nie tyle rozumiała, co Julia była pewna, że zrozumie, kiedy dowie się wszystkiego. Odetchnęła więc i wróciła do tańca, na chwilę milcząc, by dobrać słowa.
- Wiesz, mój ród jest inny. Wiesz o tym. - nie musi jej w końcu tłumaczyć o tym, ile swobody mają dzieci Prewettów w porównaniu do innych rodów. - Nie aż tak jak Weasleyowie, ale... nas także nie zmusza się do małżeństw. - chyba najpierw powinna wyjaśnić, dlaczego to jedynie sugestia? I dlaczego ta sugestia znaczy dla niej równie wiele, co nakaz. Kilka spokojnych oddechów, obrót. - A jednak zawsze pojawiają się oczekiwania. Ja nikogo nie mam od pseudo związku ze szkoły, miałam bardzo dużo czasu, ale... wiesz.
Wzruszyła lekko ramionami, nie zastanawiając się nad tym, jak bardzo niedbły i nieszlachecki jest to ruch. Nie była zainteresowana. Nie szukała. Nie tyle odrzucała, do po prostu nie bardzo zwracała uwagę na sprawy sercowe, nie czując pod tym względem szczególnych potrzeb.
- Stare panny nie są dobrze widziane. O ile mi jest to obojętne, nie chcę zawieźć rodziców. Jestem im to winna. - tak czuła. Wiele od nich dostała. Była dziwadłem wśród szlachcianek, panienką która mówi po trollińsku, rozwijała się prowadząc własną klinikę, zawsze czuła wsparcie i masę możliwości. - Jeśli będzie mi źle, nie będzie żadnego przymusu. Mogę go odrzucić.
Uśmiechnęła się znów lekko, choć jakby bardziej blado, jej świat obracał się do góry nogami, choć przecież powinna się tego od bardzo dawna spodziewać. Wyciągnęła ręce, by zatrzymać Pomonę, która już się nieźle zakręciła. Dała jej chwilę odetchnąć, zanim zaczęła pokazywać kolejne kroki, w przód i w tył, unosząc przy tym znów lekko suknię, by mogła się przyjrzeć.
- Obrót już ci wychodzi, może teraz coś innego? Możesz zrobić coś z okazji urodzin i tam się popiszesz. Już w sumie niedługo. - stwierdziła zaraz, żeby trochę dać sobie odetchnąć od tematu, wracając przy tym do rytmu. Do przodu, do tyłu, kilka kroczków, dygnięcie, nic trudnego. Potem wszystko połączyć i już, coraz większa część gotowa.
- Ulysses Ollivander. Mamy się spotkać. Spróbować poznać. - odwróciła lekko wzrok, przez chwilę czując niejasną winę, jakby sprzedawała samą siebie, choć przecież było to coś całkowicie normalnego. Nie miała nikogo na oku i nie zapowiadało się, żeby miała się zakochać, więc dlaczego nie miałaby spełnić oczekiwań rodziny? Oto jej mały świat stawał na głowie. - Nie znam go. Znaczy widywaliśmy się, ale nigdy właściwie nie rozmawialiśmy. W razie czego po prostu to przerwiemy.
Tylko dlaczego ta myśl je nie uspokajała? Spojrzała na Pomonę ciekawa, co ta jej powie, jak zareaguje. Uśmiechnęła się jednak znów, odrobinę spokojniej, powtarzając sobie po raz kolejny, że wszystko może się ułożyć, a związek może być spokojny i nawet jeśli nie pełen miłości to szacunku. Jedyne, czego chciała to nie porzucać swoich dotychczasowych zajęć.




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
Pomona Sprout
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3270-pomona-sprout#55354 http://www.morsmordre.net/t3350-pomonkowa-poczta#56671 http://www.morsmordre.net/t3302-pomonka-oponka#56021 http://www.morsmordre.net/f298-hogsmeade-mieszkanie-nr-14 http://www.morsmordre.net/t3351-pomona-sprout
nauczycielka zielarstwa
25
Czysta
Panna
Kiedy przebywasz w ciemnościach, spójrz w górę.
Tam czeka na ciebie słońce.
Ono nie omija nikogo.
Ciebie też nie ominie, jeśli nie schowasz się w cień.
11
11
5
5
5
0
2
1
Czarownica

PisanieTemat: Re: Mary Celeste   13.06.17 13:15

Nie dorosłam do końca nigdy. Nawet teraz mam w sobie więcej z dziecka niż dojrzałej kobiety, a to dopiero przedsmak mojej infantylności. Całe szczęście, że mam cierpliwość oraz rękę do dzieci, w przeciwnym razie byłabym kiepską nauczycielką. Pozwalałabym im się byczyć godzinami na trawie, jeść nieskończoną ilość słodyczy, a nauka wyglądałaby zupełnie inaczej niż teraz - mniej formalnie, za to dużo zabawniej. Grindelwald bez mrugnięcia okiem wyrzuciłby mnie z Hogwartu dorzucając paskudną klątwę w gratisie. Chyba wolałabym być zawsze poważna oraz roztropna, przynajmniej stroniłabym od głupich wpadek. Niestety charakter trochę trudno zmienić - może z czasem rzeczywiście uda mi się nabrać nieco więcej powagi oraz zapobiegliwości. Mam taką nadzieję.
Dziś jednak dobrze się bawię wymykając się w nocy na statek pełen duchów. I tańcząc z przyjaciółką. To niesamowite jak silne potrafią być przyjaźnie z czasów szkolnych! Wierzę, że między nami będzie dobrze już do końca świata. Niestety nie dociera do mnie, że te światy się mimo wszystko dość różnią, bez względu na pozorne punkty zbieżne. Zaraz mnie w tym uświadomisz, chociaż wystarczy już spojrzeć na strój, żeby zauważyć to, o czym myślę. Nie jest mi z tego powodu ani źle, ani niekomfortowo - znamy się już zbyt długo żeby zwracać uwagę na takie rzeczy. Jestem zwyczajnie szczęśliwa, że możemy wspólnie odwrócić na chwilę głowę od tych wszystkich zmartwień piętrzących się na naszych barkach już od dłuższego czasu. I co najgorsze - skrupulatnie oraz systematycznie. To wszystko niesłychanie ciąży, ale każde z nas musi nieść ten bagaż jeśli chce lepszego świata. Kolejny, wspólny punkt.
Ledwie powstrzymuję się przed prychnięciem gromkim śmiechem - zatykam dłonią usta. Ja i piękno, dobre sobie. Doceniam jednak ten komplement, uśmiecham się szeroko udając, że mile na mnie podziałał, chociaż ja wiem swoje. Zresztą, nie piękno zewnętrzne jest najważniejsze, a wierzę natomiast, że serce rzeczywiście mam ładne. I nie muszę się go wstydzić jak spora część społeczeństwa zwariowanego na punkcie brutalnych idei.
Rozmywających się w takt rozbrzmiewającej muzyki, stukotów obcasów o drewniany pokład, cichych śmiechów oraz rozmów. Okręcam się już któryś raz z kolei, czasem wypadając z rytmu, ale za to mocno się przykładam do tego, żeby taniec sprawił mi przyjemność. Nawet trochę rozluźniam ciało dając się porwać wewnętrznemu kompasowi odpowiedzialnemu za ruch kończynami - jest wspaniale, nawet jeśli część duchów naprawdę wpatruje się we mnie z niesmakiem.
- Każdy z nas potrzebuje czasem normalności. I błahych problemów - uznaję zgodnie, kiwam głową nie przerywając pląsów. Coraz żywszych, mniej skoordynowanych, niemających wiele wspólnego z rozpoczętym balem. Jakbym wyrzucała z siebie wszystkie strapienia, wprost na podłogę. - Szukanie butów akurat powinno być przyjemne - chichoczę. O ile w moim przypadku nie kończy się to tak, że uznajesz, że są piękne, ale za drogie, więc na pocieszenie kupujesz równowartość w czekoladzie. Żelazna logika. - I to oczywiste, że ci wierzę! - obruszam się. Jak możesz myśleć inaczej?
Potem się zamykam, tańcząc (czy raczej udając) oraz słuchając jednocześnie. Nadal jestem zszokowana, dlatego teraz dla odmiany moje kroki są spokojne, zagubione, niepewne. Czuję dziwne ukłucie w sercu na myśl o byciu starą panną - już niedługo. Niecały miesiąc. Niby to przewidziałam, a i tak źle się z tym czuję. Bardziej jednak chcę ci pomóc, martwię się. Niby nie musisz go poślubić, ale jednak powinnaś. To nie tak miało być. Mieliśmy być wszyscy szczęśliwi, pamiętasz? Ty, Bren, Poppy, Cerise, ja. Mieliśmy żyć w pięknym świecie, ze swoimi rodzinami, z miłością w żyłach - wszystko jest nie tak, nie tak jak powinno. - Myślę Julka, że powinnaś myśleć o sobie. Rodzice na pewno nie chcieliby twojego nieszczęścia. I to nie jest kwestia długu - mówię spokojnie, ważąc słowa. - Nie namawiam cię do bojkotu, ale wolałabym, żebyś nie myślała w tych kategoriach. Nie jesteśmy niczyją własnością. To zrozumiałe czuć wdzięczność względem rodziców, ja również ją czuję. Ale wiem, że ona nie powinna determinować mojego życia. Pamiętam, że jeszcze jakiś czas temu wciskali mi takiego jednego mężczyznę, jak on się nazywał… Bell? Trochę im zajęło, zanim zrozumieli, że szczęście jednej strony to szczęście drugiej, ale się udało. Chciałabym, żebyś w to wierzyła - dodaję, z troski. Naprawdę. Chyba nie będę mogła patrzeć na twoją rozgoryczoną twarz oraz zgaśnięte spojrzenie wiedząc, że nie zrobiłam nic, żeby cię od tego odwieść. - Dobrze, że chociaż możecie się poznać i zadecydować. Ma ładne imię. I pewnie różdżkarskie dziedzictwo, brzmi naprawdę nieźle - stwierdzam niepewnie, bo tak naprawdę nie wiem co mogę powiedzieć o kimś, kogo nie znam. Szczęśliwie Ollivanderowie nie prowadzą jawnej polityki antymugolskiej, ale i tak wątpię, żeby twoja rodzina myślała o kimś takim jako o mężu dla ciebie. Mimo wszystko pozostaję sceptyczna - wszak rozchodzi się o przyszłość przyjaciółki, nie mogę zaufać pierwszemu lepszemu nazwisku, nawet jeśli jest tak znane i cenione! - Wiem, że nie zrobisz niczego pochopnie, ale i tak mi to obiecaj! - dopowiadam siląc się na groźny ton. I tak się nie udaje, kogo ja chcę oszukać.




Sprouts


do it
w e l l

Powrót do góry Go down
Julia Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett http://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 http://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 http://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Weterynarz
25
Szlachetna
Panna
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
0
4
5
6
20
0
2
0
Zwierzęcousty

PisanieTemat: Re: Mary Celeste   18.06.17 0:07

Tak, ich światy, a przynajmniej te z których pochodziły były inne. Julii nigdy niczego nie brakowało i przynajmniej pod względem materialnym nie musiała się o nic martwić. Miała szczęście urodzić się w rodzie wychowującym dzieci w wyjątkowej swobodzie, co zapewne ułatwiło jej późniejszy kontakt z rówieśnikami nie-szlachcicami, szybko także doszła do wniosku, że tytuł jaki nadano jej z urodzeniem jest pusty i bezwartościowy. Nie wyrzekała się oczywiście swojego nazwiska i nie traciła przywilejów, jakie jej dawało, jednak nie nadużywała ich i nie czuła się lepszą od innych. Można też powiedzieć, że już w szkole stworzyły wspólny świat: strój żadnej z nich nie miał znaczenia, znaczenie miały wspólne tematy, czy rozrywki. I słodycze, ich świat był pełen pyszności.
Jak i teraz - były w swoim świecie. Spojrzenia duchów nie miały znaczenia, tańczyły, kręciły się, obracały. Julia zapewne zbyt sztywno i poprawnie - nigdy nie miała talentu, prezentowała jedynie tyle ile musiała się nauczyć - Pom za to niewątpliwie z większym urokiem, za to mniej jak należy. Gdyby je połączyć, byłyby zapewne tancerką idealną.
- Spróbowałabyś nie wierzyć. - zaśmiała się na oburzenie przyjaciółki.
Dalej jednak spoważniała, choć... czuła się zagubiona. Dobrze było porozmawiać, szczególnie z bliskimi, którzy doradzali jej bunt, co nawet trochę ją bawiło. Wiedziała, że cokolwiek zadecyduje, poprą ją i, że nawet jeśli podejmie decyzję która nie spodobałaby się nestorowi, nikt się od niej nie odwróci. Choć akurat tego była pewna od dawna. Zbyt mocno nie pasowała do salonów, by zbliżyć się, zaprzyjaźnić z osobami, które myślałyby inaczej.
- Widzisz, rzecz w tym, że nie mam kontrargumentu tak na prawdę. - przyznała, kiedy wysłuchała wszystkiego, co Pomona ma do powiedzenia. Przystanęła przy tym. - Zasłużyłyśmy już na babeczki, nie uważasz?
Dodała zaraz, patrząc na ruchy przyjaciółki, ale nie czekając. Julia na pewno zasłużyła, jeśli Pomona ma ochotę tańczyć dalej, nie będzie jej zabraniać. Wtedy Prewett odpocznie z babeczkami. To nawet całkiem dobra opcja. Bardzo dobra.
Byłaby, gdyby nie podstawowa zasada łakomczucha: słodycze najlepiej smakują w towarzystwie. Szczególnie tym konkretnym.
- Chodzi o to, że ja nikogo nie kocham. Raz, jeden raz byłam zakochana. W szkole, pewnie kojarzysz, bo przeżywałam to jak chorobę, ale nawet nie wiem czy mogę to miłością nazwać, czy może to raczej było zauroczenie, dziecięce hormony. Od tej pory... - w wyjątkowo nieszlacheckim geście, który zapewne wywołałby wiele wzgardliwych spojrzeń na sabacie wzruszyła lekko ramionami. - Nic. I...nie potrzebuję tego. Więc nie widzę powodu dla którego miałabym nie zgodzić się na związek aranżowany, skoro odmawiając zawiodłabym rodzinę.
Więc dlaczego, skąd ten dziwny ciężar gdzieś w jej sercu? Mówiła prawdę, nie czytała romansideł, wiersze o miłości do niej nie trafiały, jej serce od długich lat dla nikogo mocniej nie zabiło i wszystko wskazywało na to, że zwyczajnie nie odczuwała potrzeby, aby miało być inaczej. W końcu szczęśliwe życie może być wspaniałe także bez miłości.
- To przyjaciel rodziny. Ojciec chrzestny Miriam, kuzyn Lorraine. Na pewno nie mogę się spodziewać nic złego. Ale na pewno napiszę do ciebie po spotkaniu i zdam relację, możesz być pewna.
To dodała z łagodnym uśmiechem. Trochę, może trochę prócz całej masy obaw odczuwała też pewną ekscytację czymś nowym i nietypowym, co ma zacząć odgrywać się w jej życiu. Nie chciała wyjaśniać, jak bardzo przeraża ją perspektywa zawiedzenia rodziny - wiedziała, że Sprout by to zrozumiała, może nie wiedziała wszystkiego o jej świecie, jednak na sposób emocjonalny, empatycznie potrafiła pojąć wiele. Mimo to... cóż, przecież może wyjść dobrze, prawda?
Julia nie pierwszy raz w swoim życiu cieszyła się, że urodziła się jako członek tak liberalnego rodu.
- Obiecuję i jeśli kłamię, nigdy więcej nie zjem babeczki. - odpowiedziała prawdziwie uroczystym tonem, z lekkim rozbawieniem czającym się w tonie jej wypowiedzi. Jednocześnie odsłoniła koszyk i wyjęła jeden z pysznych smakołyków. - Będziemy musieli... ustalić zasady. Ale na to przyjdzie czas.
Czas. Na szczęście tego im nie brakuje.
- Jak to się stało, że nie słyszałam o tym Bellu? - dodała zaraz, wracając do opowieści Pomony na równi rozbawiona i zaskoczona. Wyobrażała sobie waleczność Sprout w najlepszym wydaniu. Jednocześnie zabrała się za jedzenie. - Mam ochotę ci się oświadczyć. - wymruczała z zadowoleniem.




She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Powrót do góry Go down
 

Mary Celeste

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Mary J. Morgan
» Amelia Mary Fern
» Mary Jane Watson
» Kadri Anvelt
» Jaśminowe Czary-Mary!

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dzielnica portowa :: Magiczny port-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17