Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Lysandra Vablatsky

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Lysandra Vablatsky
avatar

Dzieci
Dzieci
http://www.morsmordre.net/t3996-lysandra-vablatsky#77495 http://www.morsmordre.net/t3997-mala-wieszczka
mała wieszczka
7
Czysta
Panna
wiatr kołysze w locie ćmy
wilki śpią mocno że aż strach
0
0
0
0
0
0
0
0
Jasnowidz

PisanieTemat: Lysandra Vablatsky   22.11.16 21:07


Lysandra Vablatsky

Data urodzenia: 15 II 1949
Nazwisko matki: Vablatsky
Miejsce zamieszkania: Śmiertelny Nokturn
Czystość krwi: czysta ze skazą
Wzrost: 120 centymetrów
Waga: 19 kilogramów
Kolor włosów: bury, niemalże czarny
Kolor oczu: zielone
Znaki szczególne: jest małym skrzatem przemykającym wśród mroków uliczek Nokturnu, brudzi pyłem szare sukienki, ma wzrok zbyt dojrzały jak na swój wiek


Czarny wilk szczerzył kły, lecz przecież nie było tu owiec. Były one - dwie wrony wijące gniazdko w otchłaniach nocy, wyściełające je włosiem, nadbudowujące gliną. Lysa często śniła o wilku rozrywającym misternie splecione gałęzie na strzępy, o jego przekrwionym spojrzeniu śledzącym lot odlatujących ptaków, o burym pisklęciu trzepoczącym skrzydłami zbyt wolno, zbyt słabo, by nadążyć za rodzicem.

Wychowana w meandrach zagubionych w mroku uliczek nie znała innego świata - od zawsze otaczał ją wyłącznie Nokturn, mozaiki obcych, brzydkich twarzy i nieodłączne poczucie czyhającego za rogiem niebezpieczeństwa. Matka nauczyła ją, jak ostrożnie stawiać kroki, upominała, radziła, zabraniała; Śmiertelny Nokturn nigdy nie był miejscem dobrym dla małych dziewczynek, więc Lysandra swoje życie zawdzięczała wyłącznie trosce Cassandry. Starała się nie zawodzić oczekiwań matki - nie miała wszak bliższej od niej osoby w pełnym wrogów, skąpanym w cieniu półświatku, nikogo innego nie darzyła bezwarunkową miłością.


Prążkowany, ciemny kot strzygł ostrożnie uszami, szykując się do ataku - wśród wysokich traw rozlegały się paniczne piski gryzoni, drobne ciałka przedzierały szlaki wśród zieleniących się gąszczy. Odkąd Lysa pamiętała, w jej snach jawiła się przyszłość; niedosłownie, prawda kryła się za zwierzęcymi alegoriami, choć dziewczynka z nieznanych nikomu powodów i tak potrafiła je zrozumieć, dopasować symbole do otaczających ją twarzy. Razem z matką mieniły się metalicznym połyskiem skrzydeł wrony, niebezpieczeństwo przywdziewało krwawe maski szakali, hien, rozszalałych niedźwiedzi i jadowitych wężów, a bliskie oblicza barwiły się lisią rudością, skradały na długich, pajęczych nogach.

Choć matka nie pozwalała jej zbyt długo przebywać w lecznicy, nie wtedy, gdy pacjenci rozwierali powieki, Lysa niekiedy śniła o ich losie: o bólu, o smutku, cierpieniu, skradającej się śmierci. Jastrzębie pikowały w dół, by dokonać żywota, zestrzelone z kuszy; ryby przestawały tęsknić za wodą, gdy - wyrwane z jej otchłani - ginęły w uściskach wydrowych zębisk. Starała się pomóc najlepiej, jak tylko potrafiła; zdawała sobie sprawę z ogromu pracy matki, wielkości poświęcenia i dobrego serca skrytego przed obcymi za grubą zasłoną obojętności. Lubiła spędzać czas w lecznicy, nawet jeżeli jej praca ograniczała się do zamiatania wielką miotłą podłogi, domywania zakrzepłych resztek krwi i przynoszenia niedawno wypranych bandaży. Lysandrę najbardziej fascynowały jednak barwne eliksiry zamknięte w więzieniu szklanych kolb, ich zapachy - nieraz ziołowe, częściej jednak siarkowe, drażniące - i to, jak bardzo potrafiły wspomóc leczniczą magię jej matki. Jak łagodziły ból, sprawiały, że wykrwawiające się stworzenia w jej snach uciekały przed atakiem drapieżników i na nowo odzyskiwały siły.


Wrony wzbijały się do lotu, lecz bełty przeszywały je na wskroś. Warkot czarnego wilka przeistaczał się w skowyt, tym razem to nie przez niego tryskała krew; drapieżcy przegrywali w walce w żywiołem, jednak nie tylko oni. Ćmy mknęły do ognia, zwodzone powiewami lekkiego wiatru, lecz wyłącznie po to, by w kontakcie z powolnymi jęzorami płomieni spłonąć żywcem. W powietrzu wibrował niewypowiedziany ból, namiastka katastrofy, a Lysa budziła się z krzykiem. Była zbyt mała, by rozumieć polityczną burzę zasłaniającą kłębiącymi się chmurami błękitne niebo, ale przeczuwała, że zbliża się zło - zło spędzające jej sen z powiek, przekształcające marzenia w koszmary. Spokój odnajdowała u matki, oddychając powietrzem naznaczonym zapachem miodu i agrestu.

Nigdy nie miała nikogo poza nią, nie potrzebowała mieć - kilkakrotnie zganiona za pytania o ojca, nie drążyła tematu. Nie szukała obcej, męskiej ręki zaburzającej harmonię ich nokturnowego gniazdka, broniła się przed wilkiem bezczeszczącym świętość lepiącej się gliny i splecionych gałęzi. Miała matkę, miała ciotki, miała rzucającego olbrzymi cień trolla; w obliczu wszystkiego, co usłyszała na temat bezwzględności i okrucieństwa mężczyzn, nie potrzebowała żadnego w pobliżu. Wystarczył Umhra - wcześniej Gust, bo jego pierwotne imię plątało jej język - i chwile, które spędzili na rozmowach. Lub monologach; prawdopodobnie tylko przy nim Lysandra mówiła tak dużo, tak otwarcie, bez jakichkolwiek zawahań, odnajdując w trollu przyjaciela oraz powiernika tajemnic. Doceniała istnienie zwierząt i nieludzkich istot o wiele bardziej od innych dzieci. Widując je w snach jako symbole ludzi, których drogi krzyżowały się z jej życiową ścieżką, mimowolnie nadawała kotom, jaszczurkom, parchatym sowom i insektom cechy człowieczeństwa. Zdążyła się nauczyć, że niekiedy stworzenia okazują się bardziej ludzcy od samych ludzi.


Pohukiwania nastroszonej sowy bezlitośnie przerywały późnowieczorną ciszę - słała ostrzeżenie, choć nie mogła wiedzieć, czy ktokolwiek jej słucha. Zazwyczaj to one inicjowały polowania, dziś role mogły się odwrócić; brzmienie nocnej, ptasiej muzyki rozpierzchło się jednak bez odzewu, a leśne echo wygasło.

Pierwszy raz w jej krwi zawrzała magia, gdy nie skończyła jeszcze czterech lat. Tej nocy miała koszmar - koszmar o tyle rzeczywisty, że okazał się przepowiadać okrutną, bolesną śmierć jednego z pacjentów w lecznicy Cassandry. Pierwsza w życiu, tragiczna wizja zakrwawionych kłów czarnego wilka rozrywających truchło rudego, długouchego królika sprawiła, że Lysa obudziła się z panicznym krzykiem i histerycznym płaczem. Natłok negatywnych emocji sprawił, że i tak potłuczone szyby skruszyły się na drobny, szklany pył; znajdujące się w pomieszczeniu przedmioty zaczęły lewitować i chaotycznie się przemieszczać, z impetem oraz akompaniamentem głośnych stukotów strącając wszystko, na co tylko natrafiły po drodze.
Niedługo potem rozpoczęły ćwiczenia; Lysa nie rozumiała znaczenia słowa animagia ani sensu szlifowania umiejętności, które wciąż pozostawały dla niej tajemnicą. Nie sprzeciwiała się jednak matce - nie robiła tego przecież nigdy - i dokładała wszelkich starań, aby wypełniać jej wolę, troszczyć się o bezpieczeństwo, próbować (bo o sukcesach nie było mowy) przemienić się w zwierzę. Łatwo było zgadnąć, w jakie; przecież w wieszczych snach przywdziewała skąpane w czerni skrzydła ptasiego symbolu śmierci i wojny.

Lysandra nie pragnęła poznać świata innego od tonących w półmroku uliczek Nokturnu; matka nie zabierała jej na ulicę Pokątną zbyt często, wyłącznie w celu zatroszczenia się o najpilniejsze sprawunki, tłumacząc jednocześnie, że nie jest to miejsce dla takich, jak one - że w otoczeniu malowanych masek i woali sterylnych pozorów na dwie wrony padną wyłącznie przepełnione dezaprobatą spojrzenia. A choć Lysa drżała przed niebezpieczeństwami kryjącymi się w cieniach Śmiertelnego Nokturnu, mimo wszystko czuła się tam bezpieczniej - brudne, zatęchłe ulice do cna przepełnione kryminalistami, czarnoksiężnikami i mordercami, których potem łatała leczniczymi zaklęciami Cassandra, stanowiły jej dom. Gniazdo wyściełane włosiem, nadbudowane gliną, o misternie splecionych gałęziach.


Czarny wilk krył się w mroku. Spojrzenie przekrwionych oczu śledziło tor ruchu dwóch wron, których srebrzyste skrzydła mieniły się w blasku wczesnowiosennego słońca; mknęły dalej, nie zdając sobie sprawy z niebezpieczeństwa czyhającego w gęstwinach drzew. Bure pisklę trzepotało skrzydłami zbyt wolno, zbyt słabo, by nadążyć za rodzicem, a czarny wilk, nie odwracając wzroku, znów wyszczerzył kły.



Patronus: Lysa nie potrafi jeszcze rzucać zaklęć.


Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 0 Brak
Zaklęcia i uroki: 0 Brak
Czarna magia: 0 Brak
Magia lecznicza: 0 Brak
Transmutacja: 0 Brak
Eliksiry: 0 Brak
Sprawność: 0 Brak
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: angielski II0
Język obcy: trollańskiI1
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
AnatomiaI2
KłamstwoI2
ONMSI2
Ukrywanie sięI2
WróżbiarstwoII5
ZielarstwoI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Brak-
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Brak -0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Brak-0
AktywnośćWartośćWydane punkty
Brak-0
GenetykaWartośćWydane punkty
Jasnowidz-11(+22)
Reszta: 1

Wyposażenie

Kryształowa kula (+5 do wywołania wizji)




Powrót do góry Go down
Josephine Fenwick
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3390-josephine-fenwick#58313 http://www.morsmordre.net/t3429-laverne#59532 http://www.morsmordre.net/t3431-josephine#59578 http://www.morsmordre.net/f264-maxwell-lane-17 http://www.morsmordre.net/t3428-josie#59531
przyszła aurorka
22
Czysta
Panna
Odrzucam twoją rzeczywistość i tworzę własną.
23
0
0
0
10
0
4
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Lysandra Vablatsky   06.12.16 19:35

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana
INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam pw lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!

Dźwięki świat brzydoty, mroku i przestępczości stanowił nietypową kołysankę dla małej Lysandry. Nuty nietypowego otoczenia wywarły na nią wpływ - doroślejsza, przystosowana... Trzeba przyznać, że Lysa bezbłędnie zna kroki tańca obowiązującego na Nokturnie. Jej codzienność od czasu do czasu zakłócają wizje, od pokoleń charakterystyczne dla rodziny. Szczęśliwie, w tym wszystkim otoczona jest matczyną miłością, która czynni ten świat przystępniejszym i bezpiecznym. Z taką opieką - i trollem na werandzie - nic jej się nie może stać.

OSIĄGNIĘCIA
nokturnowa księżniczka
 STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
Jasnowidz
WYPOSAŻENIE
Kryształowa kula, pająk [od Vitalija]
HISTORIA DOŚWIADCZENIA
[22.11.16] Zakupy -100 pkt
[29.06.17] Tworzenie postaci - aktualizacja, -100 PD





these violent delights have
violent ends...
Powrót do góry Go down
 

Lysandra Vablatsky

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Lysandra Vablatsky
» Lysandra
» Cassandra Vablatsky

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki :: Dzieci-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17