Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Pub Rozbrykany Hipogryf

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Pub Rozbrykany Hipogryf   05.04.15 21:00

First topic message reminder :

Pub Rozbrykany Hipogryf

W powietrzu czuć przyjemny zapach piwa, smażonej ryby, frytek oraz papierosowego dymu. Do uszu dociera odgłos cichej muzyki, szmer rozmów, a od czasu do czasu głośniejszy toast. Za barem kobieta z zapamiętaniem poleruje kufel, żeby po chwili nalać do niego złocistego płynu ozdobionego białą pianą. W pubie czas płynie leniwie, spokojnie, a wszystkie zmartwienia życia codziennego wydają się błahostkami wobec przyjemności płynącej z kontemplacji uroków życia zapijanych whisky z lodem, tutejszym specjałem. Wnętrze urządzone jest ze smakiem, typowo dla podobnych lokali rozsianych po małych mieścinach na całych Wyspach Brytyjskich. Przy barze ciągnie się rząd wysokich stołków bez oparcia, na brązowej, nieco zakurzonej miejscami podłodze przy stoikach ustawione są obite skórą krzesła. Na oknach naklejono ruchome wycinki z różnych gazet. Do pubu przychodzą wyłącznie czarodzieje, a sam budynek skryty jest za prostą iluzją podniszczonej kamienicy z zablokowanym wejściem.

Możliwość gry w darta


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Pub Rozbrykany Hipogryf   07.09.15 22:22

Żadna rodzina nie jest idealna. To jest podstawa jeśli jakąkolwiek chcesz zrozumieć, jeśli masz tyle tupetu, aby to zrobić. Z wierzchu nie ma na niej żadnej skazy, rysy czy zadrapania- stanowczy i spełniony zawodowo mąż, piękna i kochająca żona, urokliwa córka i dostojny syn. Wszystko zapięte na ostatni guzik kiedy wychodzą po za strefę domu(bezpieczeństwa) i każda odpowiedź na kłopotliwe pytanie ustalona. Wszyscy muszą mówić to samo, aby plotek nie było. Tak naprawdę to nikt tego nie ustala i nie ma jakiś ceremonii, to się po prostu wie i tyle. Dlatego gdy obserwuje się te cudowne rodziny to wszystko wydaje się być po prostu dobrze. Gdy są zbyt szczęśliwi i słodcy to każdy wie, że to brak umiejętności aktorskich. Trzeba dobrze wyważyć emocjonalność i czułość, nigdy nie przesadzać. Elizabeth wie o tym naprawdę dużo, dzieci polityków przechodzą niezłe szkolenie. Gdy obserwowało się jej ojca w miejscach publicznych, gdzie pokazywał się, aby dać do zrozumienia: że jest blisko ludzi, jest jednym z nich i że kocha swoją rodzinę- to wszystko za sprawą zwykłego wyjścia do lodziarni. Oczywiście, obok była guwernantka, która tak naprawdę była niepotrzebna, bo dzieci były bardzo grzeczne, w końcu tego je uczono. Ojciec dosyć często grał kartą samotnego ojca, współczucie jakie płynęło od społeczeństwa, gdy obserwowali jak zajmuję się dziećmi- bezcenne dla polityka. Najważniejsze było jednak zachowanie, gdy odwiedzali ich największy szychy Wielkiej Brytanii czyli Ci co mieli pieniądze, sławę i spryt, aby wykorzystać to na swoją korzyść. To wszystko miał też Hector Fawley, więc idealnie dopasował się do owej grupy. Jego dzieci nie mogły jednak być niegodne Ministra Magii, bo przecież był najważniejszą osobą w kraju, a zarazem jedną z przyczyn jego porażek. Ona sama czasem czuła się jak sierota, która wraz z matką straciła ojca, bo nigdy go obok niej nie było. Za to jednak była perfekcyjną aktorką, zaskakująco dobrze znała politykę i każdą liczącą się w tamtym czasie osobę, którą w większości nadal jest u szczytu. Gdy jej ojciec zaczął tonąć i wszystkie znaki na niebie mówiły, że nie da się go uratować większość tych osób nagle uznała, że nie jest wart ich uwagi. To było zrozumiałe, uciekali z dziurawej łodzi jak każda rozsądna osoba.
- Nie wydaje mi się, aby to była głupota. – odpowiada oschle, a w jej głosie nie dominuje żadna emocja. Żadna rodzina nie jest idealna, nawet Averych. – Masz rację, nic o nim nie wiem. Ale myślę, że jeśli chce zrozumieć w co się wpakowałaś to powinnam. – Nie wie o nim nic, ale widząc jej zachowanie jest pewna, że coś gorszego niż u niej w domu. Ma w głowie pełno obrazów spraw aurorskich i przecież podobna tragedia mogła odbywać się w jej domu. Co z niej za przyjaciółka jeśli nie umiała dostrzec tego? Na pewno były sygnały, ale ona głupia nastolatka była bardziej zajęta rywalizacją o oceny niż bolączkami przyjaciółki. – Powiedz mi tyle ile możesz.- Tak, to jest właśnie wsparcie. Nie będzie jej przerywać i posłucha do końca, nie będzie sędzią ani rozjemcą, ale cichym słuchaczem widowiska. Przecież chce jej pomóc, tylko nie wie jak- musi mieć czas, aby to przemyśleć. Ally bierze ślub.. Szybko poszło. Jej brat to jednak ma tempo, ciekawe kto był takim idiotą, aby się w to wplątać. Czuję, że jej nienawiść do brata i przeszłego narzeczonego Ally rośnie, choć żadnego z nich nie zna. Po prostu obserwowanie przyjaciółki w takim stanie jest bolesne, ale jej mina wyraża tylko determinacje. Boleć to może głowa, nie dusza. Zostaniemy rodziną. Cudownie, czyli owy osobnik płci męskiej ma z nią jakieś powiązania. Jednak jej rodzina wypełniona jest świrami.. Tylko to chyba nie jej brat? Nie, powiedziałby jej. To zdanie pozostawia wiele możliwości, bo przecież więzy krwi dzieli prawie z połową arystokracji.
- Kto to?- pyta zaskakująco lekko, choć jej wzrok jest godny zabójcy. Taki sam stosuje w czasie przesłuchań i już wie, że czeka ją dzisiaj wizyta u kogoś. Aby jej rodzina wyprawiała takie rzeczy- niepoważne, niedopuszczalne i na pewno bolesne dla niego, kimkolwiek jest. Dobrze, że jej ojciec jest zajęty, bo inaczej na pewno by się zainteresował.


Powrót do góry Go down
Allison Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t653-allison-avery http://www.morsmordre.net/t814-poczta-allison http://www.morsmordre.net/t815-allie http://www.morsmordre.net/f98-shropshire-ludlow-dwor-averych http://www.morsmordre.net/t1885-allison-avery#25620
Alchemik u Borgina&Burkesa, badacz
25
Szlachetna
Zaręczona
imagine that the world is made out of love. now imagine that it isn’t.
0
2
16
6
0
2
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub Rozbrykany Hipogryf   10.09.15 15:29

Myśląc o swojej rodzinie, czuję nic innego jak tylko wszechogarniającego obrzydzenia. Można nienawidzić swojego rodu? Jego historii od czasów zamierzchłych, spisanych w skorowidzu krwi szlachetnej poprzez doskonale skrywane mroki dni obecnych? Szlachetnie urodzonym dzieciom już od najmłodszych lat wpaja się szacunek do swojego pochodzenia; nawet jeśli nie jest on szczery, należy zachować się jak w każdym niewygodnym przypadku – grać i czarować przekonującymi uśmiechami podczas wspomnień dawnych wydarzeń, a nawet i uniesionymi do pojedynku różdżkami wycelowanymi wprost w serce wroga. Siedząc teraz tutaj u twojego boku, ciężko udawać, szczególnie, gdy zdradziłam się, że coś jest nie tak.  
Patrzę w twoje oczy, zachowując się trochę jak welonka wyciągnięta z wody – kilkakrotnie otwieram usta, które natychmiast zamykam, nie wiedząc, jak zacząć ani od czego. Gdy już mam coś powiedzieć, przypominam sobie wszystkie obrazy przeszłości, wraz ze świadomością, że to rodowa tajemnica. A ich trzeba dochowywać – zresztą czy nie wzięłabyś mnie za pomyloną, gdybym ci przedstawiła długą listę rodzinnych patologii poczynając od wczesnego molestowania, poprzez sypianie z własną matką, tortury rodzeństwa, aż kończąc na obietnicy rychłego sięgnięcia po swoją własność. W końcu przełamuję się, by zdradzić ci to, co jest tylko marnym i nieudolnym obejściem sprawy, którą powinnaś usłyszeć. A może właśnie nigdy nie powinna dojść twoich uszów, ani kogokolwiek innego? Wzdycham ciężko, dobrze, tylko się nie denerwuj, ani nie przekazuj tego dalej, choć to tylko błahostki – prawdziwe rodzinne dramaty zostaną bezpiecznie ukryte w mojej głowie.
- Sądzisz, że marzyłam o wyjedzie do Gizy? W Anglii jest wiele wspaniałych miejsc dla alchemików, nienawidzę tamtego klimatu, tamtej mentalności społeczeństwa, za nic nie chciałam was wtedy zostawiać. Samael jest odpowiedzialny za każdą łzę, za każdy strach, za każde złe wspomnienie, za moją chorobę… Za to, że porzuciłam własną miłość… - nie przerywam ani na chwilę, bo jeśli zatrzymam się choć na chwilę, to nigdy nie usłyszysz, co miałam ci do przekazania. Wcale nie czuję się z tym lepiej, żaden kamień nie spada z mojego serca, tylko jeszcze jeden wyrasta gdzieś w okolicach mojej przepony, utrudniając oddychanie i powodując mdłości. - Oh, i za śmierć Tobiasa – dorzucam jeszcze, przypominając sobie o swoim drogim przyjacielu, po którym została tylko fiolka adrenaliny, nigdy niewykorzystana do jakiegoś eliksiru. Ze spokojem czekam na twoją reakcję, przyjmiesz to dobrze, zapewne kiwnięciem głową, może jakimś ciepłym słowem, lecz nie dasz po sobie poznać, co naprawdę czujesz; tak jak ja nie dam poznać po sobie, że jest coś więcej – sekrety zbyt straszne, by ujrzały światło dzienne.
Daje sobie chwilę na złapanie oddechu, zebranie myśli zanim przedstawię ci plany mojego brata. Tylko się nie denerwuj, damy sobie z tym radę, to nie jest ostateczne, to tylko bezzasadny plan Samaela. Pójdę z tym do ojca, on na pewno nie zgodzi się na mój związek z Selwynem… Tylko potrzebuję czasu, by roztopić jego złość. - Selwyn… Alexander – odpowiadam ci tak cicho, że prawie niedosłyszalnie, ujmując cię za rękę i mocno ją ściskając. Wiem, to brzmi jak żart, ale jednak… Moja poważna mina mówi ci, że wcale nie jest mi do śmiechu, by żartować sobie z twojego kuzyna. Wciąż unikam twojego wzroku, nie chcąc widzieć tego rozczarowania, a może i złości.


Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Pub Rozbrykany Hipogryf   11.09.15 14:38

Ta scena jest dla niej nietypowa, jak dla całego ich świata. Arystokraci bronią do końca swoich grzeszków zabierając większość z nich do grobu. Teraz jednak Ally miała jej zdradzić świętą tajemnicę, cichy sekret, który był wielkim dowodem zaufania. Sama Elizabeth nie wie czy zdecydowałaby się na taki krok gdyby jej rodzina miała wielką tajemnicę strzeżoną przez wszystkich członków- to było odważne, ale zarazem  okazywało desperacje Ally w tym, aby jej wybaczyła? Nie, zrozumiała. Może spróbować, okazać to, ale nigdy do końca nie pojmie jej uczuć i spojrzenia na świat, bo różniły się zbyt mocno. Każdy różnił się od siebie zbyt mocno, by zrozumieć drugiego człowieka. Czekała aż przepełniona brawurą albo wyzwolona brakiem rozsądku przemówi, łamiąc przy tym wszystko czego była uczona od dziecka. Czy Elizabeth była gotowa, by zniszczyć ten pakt milczenia? Uwielbiała przecież przekraczać granice wyznaczone przez otoczenia, tylko że po cichu. Nie robiła tego dla nich ani dla publiki, ale dla własnych idei wolności. Nie pośpieszała jej- była cierpliwa. Sama miała wątpliwości czy chce to usłyszeć, ale było to takie naiwne wymysły tchórza. Usłyszała to. Świat się nie zawalił, ludzie nadal wokół nich prowadzili swoje rozmowy a whisky była równie mocna.
- Co takiego zrobił Samael? Kontynuuje to? Dlaczego twój ojciec się temu nie przeciwstawi?- jej głos był zaskakująco bezbarwny jakby nie należał do niej, ale do jakieś maszyny. Nie wykonuje żadnych ruchów, po prostu patrzy. Czy nie powinna w tej chwili przejść jakieś przemiany wewnętrznej? Wszystko wokół nich jest jednak nadal takie same i ona też, tylko obdarte z wystudiowanych słówek i poz. Czy w poradniku dla arystokratki była jakaś rada na takie sytuacje? Miała możliwość, by w końcu poznać swoje prawdziwe reakcje, a nie nauczone przez guwernantki. – A co on miał wspólnego z jego śmiercią? To było stosunkowo dawno.- Czy ktoś nią kieruje czy może to ona nie mogła usiedzieć w własnym ciele? Pełny dualizm ciała i duszy, bo to pierwsze odmawiało współpracy każąc jej trwać w jednej, raz przyjętej pozycji. Próba analizowania własnych odczuć była chyba zbyt skomplikowana na obecną chwilę dla niej- najważniejsze to jednak nie dać się im poddać. Wykrzyczy, napłaczę czy porozwala przestrzeń wokół siebie później teraz musiała się skupić na logicznym poukładaniu historii, która została jej przedstawiona. Patrzy na swą przyjaciółkę dodając do jej osoby kolejne warstwy tworząc zupełnie nowe oblicze znanej jej osoby, choć przez lata trochę zapomnianej. W końcu decyduje się na kiwnięcie głową, bo woli nie nadużywać swoich strun głosów, może czasem będzie musiała użyć ich w bardziej wartościowym celu. Dochodzą do wątku jej narzeczonego, kogoś kto jest jej rodziną. Zapewne to jest jej kuzyn, kolejny mężczyzna, który nie szanuje wolności kobiet jako przedstawicielki gatunku Homo Sapiens. Selwyn Alexander. Śmieję się słysząc to nazwisko, jest to jednak pełen niedowierzania, gorzki dźwięk, który bez jej woli okazał jej reakcje.
- Nie kpij sobie ze mnie, to jeszcze dziecko.- wyrzuciła w końcu z siebie i kręci głową nie mogąc w to uwierzyć. Jej mały kuzyn, który dopiero niedawno skończył szkołę ma stanąć na ślubnym kobiercu. Czuje pewien ścisk w sercu, który jest fizyczną reakcją organizmu na poczucie zdrady przez własną rodzinę. Lex dobrze wiedział jak podchodzi ona do przymusowych ślubów czy pozycji kobiety w obecnym świecie i jedną decyzją przekreślił wszystko co mu kiedykolwiek mówiła. – Dlaczego on? Nie jest tak głupi, aby pakować się w to z własnej woli. –  jej ton był już o wiele bardziej agresywny. Jak wcześniej nie ruszała się w ogóle, tak teraz ciężko jej było znaleźć wyglądną pozycje do siedzenia.


Powrót do góry Go down
Allison Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t653-allison-avery http://www.morsmordre.net/t814-poczta-allison http://www.morsmordre.net/t815-allie http://www.morsmordre.net/f98-shropshire-ludlow-dwor-averych http://www.morsmordre.net/t1885-allison-avery#25620
Alchemik u Borgina&Burkesa, badacz
25
Szlachetna
Zaręczona
imagine that the world is made out of love. now imagine that it isn’t.
0
2
16
6
0
2
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub Rozbrykany Hipogryf   17.09.15 19:54

- Powiedzmy, że mój ojciec zgadza się na ślub. Stwierdził, że zbyt duża dawka wolności mi szkodzi. W gniewie ludzie podejmują… różne decyzje… – zaciskam usta, by nie rzucić kilkoma słowami, które nie przystają arystokratce. Ta kara za absencję na zaręczynach Samaela wydaje się nad wyraz przesadzona, ciekawi mnie jakich manipulacji użył, by przekonać ojca do swoich racji. Zresztą dla psychiatry i legilimenty to żadne wyzwanie. Z przyjemnością obdarłabym go ze wszystkich mrocznych tajemnic, które skrywa za maską idealnego uzdrowiciela, brata, ojca, syna… Nie obawiam się, że nikt mi nie uwierzy, chociaż te wszystkie historie brzmią niczym mowa osoby obłąkanej. Wiem, że uwierzyłabyś mi, droga Elizabeth i to stanowi największy problem. Zagrożenie, jakie zawisłoby nad tobą, wydaje się zbyt wielkie, bym mogła podzielić się z tobą sekretami własnej rodziny... Ani z kimkolwiek innym. - Troll nie jest odpowiednim towarzystwem dla damy - dlatego odpowiadam w dwojaki sposób zamiast zdradzić ci wszystko, co leży na moim sercu. Wciąż bronię się przed wyznaniem ci prawdy, choć stwarzam pozory uprzedzenia wobec Samaela. Czy to już za dużo?
To wszystko brzmi jak kpina, chciałabym, by nią było. Alexander i Allison Selwyn… To już samo w sobie brzmi jak patologia. Moczę usta w whisky, chcąc zapaść się pod ziemię. Szybkie Orcumiano powinno uratować sytuację. - Najwyraźniej jest na tyle głupi, by wchodzić w układy z moim bratem – zapewniam cię oschle. Wybacz, że tak wyrażam się o twoim kuzynie, lecz dla Alexandra nie ma już ratunku, choć jeszcze go nie poznałam, to delikwent jest stracony w moich oczach. Nie jestem w stanie zrozumieć działań Samaela, dlaczego wysługuje się tym młokosem w celu osiągnięcia własnych celów? Bawi się w pseudo subtelne gierki, chociaż mógłby osiągnąć to samo w krótszym czasie, bez zbędnych ceregieli. Przecież jest mistrzem w brutalności, skąd więc ta zmiana, ta próba ukrycia własnych intencji za postacią Selwyna?


Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Pub Rozbrykany Hipogryf   21.09.15 18:04

Wdech. Na razie nic nie jest zaskakująco bolesne ani obrzydliwie nieludzkie, więc nie powinna się nadmiernie się niepokoić skoro i tak czekają ją bardziej gorące nowiny, które dopiero będą wżynać się powoli w głąb jej ciała. Ally na pewno mówiła jej tylko ćwiartkę , która była najłagodniejszym opisem jej rodziny, która z obrazu świętej familii zmieniła się obraz Mefistofelesa.
- Hm.. Zbyt duża wolność? Lepiej założyć kaganiec. Może gdy jego emocje opadną to zmieni zdanie. Twoja matka popiera wolę swego męża? – zapytała, choć mogła się domyślić, że nie ma ona za dużego prawa głosu w domu, albo ma i jest to jeszcze gorsza opcja dla Ally. Może z każdym jej słowem będzie odczuwała coraz większy strach? O nią, Lexa i o samą siebie, bo zawsze ceniła swoje życie. Na razie jednak czuje się pewna i bezpiecznie, a zagrożenia czyhające na jej przyjaciółkę były za jakąś barierą. No i co że cienką jak błona komórkowa. Nie jest w tę sprawę zaangażowana, w porównaniu do jej drogiego kuzyna, który musiał postradać zmysły, aby się w to wszystko wplątać. Nie chciał być nazywany dzieckiem, ale zachowywał się jak ono. Brak trzeźwiej oceny sytuacji, która od razu powinna dać mu wynik- Stop! Ta droga jest niebezpieczna- ukazało na jakim stadium rozwoju jest.
- Ale on był Ci bardzo bliską istotą. Czy twój brat go zabił? – słowa spłynęły z jej ust z niedowierzeniem, a następnie popatrzała na nią i wiedziała, że oczy zdradziły ją i jej strach. Musiała się szybko opamiętać, ale myśl, że w tak szybko ktoś mógł ukazać swoje mordercze zapędy potrafiła wstrząsnąć człowiekiem. Kto mógł wychować takie stworzenie? W jakich warunkach musiało być chowane, by od dziecka wiedzieć, że jest drapieżnikiem. Czy Ally też skrywa przed nią swoją mroczniejszą stronę?
- Przecież on Cię nawet nie zna. Czym miałby się kierować podejmując taką decyzje?- Niech ona jej to wytłumaczy, bo się zapadała ze złości, nieporadności i zamykającej się coraz ciaśniej klatki. To nie mógł być jej kuzyn, usilnie próbowała to sobie wmówić. Wydech- jeszcze oddycha.


Powrót do góry Go down
Allison Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t653-allison-avery http://www.morsmordre.net/t814-poczta-allison http://www.morsmordre.net/t815-allie http://www.morsmordre.net/f98-shropshire-ludlow-dwor-averych http://www.morsmordre.net/t1885-allison-avery#25620
Alchemik u Borgina&Burkesa, badacz
25
Szlachetna
Zaręczona
imagine that the world is made out of love. now imagine that it isn’t.
0
2
16
6
0
2
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub Rozbrykany Hipogryf   22.09.15 18:54

Choć minęło już kilka dni, a bolesny i wciąż ciemny - teraz skrupulatnie zakryty - siniak na mojej ręce tylko przypomina o dewastującym wewnętrznie wydarzeniu, wciąż świetnie pamiętam dźwięk pogardliwego głosu matki, do którego przywykłam już w dzieciństwie. Otrzymywałam go zamiast zwyczajowych czułości, którymi powinny być obdarowywane pociechy, więc i tym razem nie powinien mnie zdziwić. Lecz wtedy w salonie, pomimo całego upokorzenia, jej fałszywość odczułam jako bolesny policzek. Najpiękniejszy dzień mojego życia, dobre sobie. Dzień pełen łez, cierpienia, zapowiadający własny koniec, wypełniony walką ze samą sobą, by po raz kolejny nie uciec od wszystkiego, co mnie otacza… tym razem definitywnie. Za niestawienie się na własnym ślubie niechybnie groziłoby mi wydziedziczenie. Może to nie taka zła opcja, gdy wszystkie inne możliwości zawiodą? Lecz na ostateczne kroki przyjdzie jeszcze czas, choć nienawidzę swojego rodu, idei wyznawanej od stuleci, to nie potrafię do końca zrezygnować z wygodnego życia, kontaktu ze swoimi najbliższymi… O ile nasza relacja z Sorenem mogłaby osłabnąć przez utratę szlacheckich przywilejów – czyżby mój brat niejednokrotnie udowodnił, że należy do rodziny tylko z nazwiska? Choćby jego pasja do miotlarstwa, na którą matka godzi się tylko dlatego, że w skrytości liczy na jakieś narwane tłuczki, które pozbędą ją jednego utrapienia. Próba uniknięcia przymusowego małżeństwa to nie tylko wymknięcie z pomiędzy zatrzaskujących się drzwi złotej klatki, ale także uniknięcie całych przygotowań… Przygotowań do ślubu z Laidan, która na pewno czerpałaby z tego nieziemską przyjemność, raz na zawsze obrzydzając mi całe współżycie z Alexandrem, o ile o jakiejkolwiek zdrowiej relacji mam prawo mówić.  Wiem, że kobieta pragnie, by dzieci, które wyjdą z mojego łona okazały się dla mną prawdziwą katuszą, podobnie jak dla niej narodziny bliźniąt. Być może życzy mi śmierci w połogu, w otoczeniu uzdrowicieli załamujących ręce nad moją przypadłością. To byłoby wygodne, o ile wizja podłych pociech, nienawiści do nich – w końcu spłodzonych z mężczyzną, do którego nigdy nic nie poczuję – nie satysfakcjonowałaby ją bardziej. Gdyby tylko wiedziała, że jedno z tych dzieci może należeć do Samaela, jeśli nie odetnę się od niego, od jego brutalnego dotyku, o ile ktoś w pewnym momencie nie przerwie tego wyzwania rzucanego przeciw naturze? Ileż mogę liczyć na przybycie Sorena w odpowiednim momencie? Limit niesamowitego szczęścia kiedyś się wyczerpuje, nie myśl, że o tym nie wiem.
- Nie, na niej nie mogę polegać. Wiesz, że dba o kultywowanie szlacheckich tradycji – kręcę głową, przy czym nie dzielę się informacjami o swojej matce. Gdybyś zestawiła jej nienaganny wizerunek z tym co mogłabym o niej powiedzieć… Wysłałabyś mnie na oddział zamknięty. Na wzmiankę o trollu czuję nieprzyjemne ukłucie w klatce piersiowej. Choć dokarmiałam błąkające się koty, próbowałam oswajać półdzikie kuguchary od czasu do czasu pojawiające się w niewielkim zagajniku w pobliżu hodowli, to właśnie ten niepozorny troll skradł moje serce. - Może umarł ze starości – odpowiadam, uśmiechając się do ciebie krótko. Szybko wycofuję się z tego co wcześniej powiedziałam. Nawet taka drobnostka jak zabójstwo trolla wydaje ci się całkowicie nierealna, lecz dla mnie było to przeżycie pieczętujące moje dalsze życie. Drobna dłoń zaciskająca się na szkle fiolki z czerwoną zawartością, której nie można było pomylić z krwią – żaden miłośnik eliksirów, by tego nie zrobił, chociaż mój mózg bronił się przed okrutną prawdą. Cicha obietnica skrzywdzenia wszystkich, których kocham, wciąż dziwisz się, że musiałam uciec najszybciej i to bez żadnych wyjaśnień? Kocham swoje życie, oczywiście, trudno zaprzeczać, lecz jak można w nim trwać widząc – lub oczekując z niepokojem, co chyba jest gorsze – cierpienie najbliższych sobie osób. Samael znalazłby sposób, by zniszczyć każdego po kolei… Z legilimencją i waszymi sercami na wierzchu to przecież takie łatwe!
- Nie wiem, Lizzy… Ale… – spoglądam na ciebie z błyskiem w oku. Jesteś jego kuzynką, przecież to takie oczywiste! Być może moje ucieczka znajduje się tuż obok? Tylko czy cię posłucha? - Obiecaj mi, że go od tego odwiedziesz, proszę… - w moim głosie pobrzmiewa desperacja połączona z nadzieją, że jeśli uda ci się odwlec go od tego pomysłu, jakoś uda mi się odbudować życie, które straciłam sześć lat temu. Czy to nie byłoby wspaniałe, Lizzy?


Powrót do góry Go down
Elizabeth Fawley
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t745-elizabeth-fawley http://www.morsmordre.net/t773-odyn http://www.morsmordre.net/t772-elka-fawley http://www.morsmordre.net/f155-baker-street-223a http://www.morsmordre.net/t1058-elizabeth-fawley
Auror
26
Szlachetna
Zaręczona
"Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny" W. Szekspir.
16
13
0
0
2
0
2
5
Czarownica
Wszechświat się cały czas rozrasta.

PisanieTemat: Re: Pub Rozbrykany Hipogryf   24.09.15 17:25

Nawet Elizabeth, która często łamała wszelkie normy ich konserwatywnego społeczeństwa nigdy nie chciałaby zostać wydziedziczona, co więcej obawiała się tego. Mogła się buntować przeciwko wszystkiemu co wyznawał jej ojciec, ale nigdy nie chciałaby tak narazić honoru rodziny, o który przecież walczyła. Wydziedziczenie zabrałoby jej wszystko co teraz miała i najpewniej skazałoby na samotność. Jak miałaby się ponownie odnaleźć w świecie, gdzie wszystko było obce? Od dziecka była wychowywana do stałego kanonu świata, który był całkiem prosty i po prostu go znała. To otoczenie było wypełnione osobami, które też były zaprogramowane, aby w nim przeżyć i mimo różnić charakterów każdy umiał się w nim odnaleźć. Znaczy, niektórzy mieli z tym problem, ale o nich się nie mówiło, bo w końcu najczęściej kończyli po za rodziną na wydziedziczeniu. Całą tą znajomą otoczkę straciłaby.. Dla czego? Wolności? Tak, to może i był potężny argument, ale niewystarczający, aby porzucić wszystko co było jej znane. Gdyby ją to spotkało zapewne wyjechałaby z Brytanii, co najprawdopodobniej złamałoby jej serce, bo jest mało rzeczy, które kocha równie mocno jak ojczyznę. Tylko głupiec nie docenia krajobrazu Cumberland, zapachu lawendy i tej soczystej barwy trawy, która zawsze wyrasta na wiosnę. Elizabeth w ciągu swego życie odwiedziła sporo krajów i nigdzie trawa nie ma takiej odcieni jak w Cumberland. No i przestałaby być Fawley’em. Pozwolono by jej zachować nazwisko, ale nie byłaby częścią rodziny. W ogóle co to znaczy być Fawley’em? Czy tylko nazwisko znaczy człowieka i określało go jako członka rodu? Została wychowana tak samo jak jej ojciec, jego rodzice i dalsze pokolenia – była jedną z nich. Mimo, że czasem straszniej jej rodzina ją denerwowała, to ceniła ją i czuła do niej przynależność. Nigdy jednak nie uważała, że to nazwisko ją oznacza, bo to byłoby niesamowicie gorzkie i smutne, znaczyła coś więcej niż te pięć liter.
- I córka nie stanowi wyjątku. – dodała wyobrażając sobie jak Laidan Avery w swej krwistoczerwonej sukni siedzi w pierwszej ławce w czasie tej farsy. Elizabeth nie pamięta matki, nawet jeśli bardzo stara się cofnąć pamięcią. Wie, że była dobrą osobą (ale to równie dobrze może być pamiątka po latach idealizowania jej) i jest do niej bardzo podobna, ale po za tym jest ona dla niej tylko imieniem i nazwiskiem. Nie jest z nią związana w żaden  sposób emocjonalnie, bo nie miała nawet kiedy taką więź utworzyć. Od kiedy pamięta matki nie miała i jest do tego przyzwyczajona, choć czasem Thomas o niej wspominał. Były to jednak krótkie chwilę melancholii i oznaki tęsknoty za tym co znał a zostało mu zabrane. Matkę Ally znała tylko z salonów, ale nigdy nie wydawała się zbyt ciepłą osobą, raczej typową arystokratką. - W końcu nie wiadomo kiedy osiągnął starość. – zgadza się, ale zupełnie nie wierzy w jej wyjaśnienie. Nie będzie na nią naciskać, ale była pewna, że sięgało to głębiej i było bardziej poplątana niż mogłaby się spodziewać. Pytanie czy Avery chciała przekonać ją czy siebie? Jakby nie było poniosła na obydwu polach sromotną porażkę, która nie zapewni żadnej z nich spokoju. Niby zabicie trolla nie jest w żaden sposób zakazane prawem, ale może zasadami moralnymi. O czym ona w ogóle mówi.. Jeśli zrobiło oto dziecko to nigdy nie zostało nauczone systemu wartości, który powinien szybko przypomnieć mu, że to też jest żywe stworzenie. Okrucieństwo dziecka jednak może być często równie niepojęte jak poczynania dorosłych, a podobno są to tylko niewinne istoty. Fawley jednak uważała, że nawet lepiej od dorosłych potrafią znaleźć najsłabszego w grupie i dręczyć go aż im się nie znudzi albo gdy ich ofiara zostanie już zniszczona. – Spróbuje, nie pozostawię tego tak. – zapewnia ją i już teraz wie, że złoży niedługo kuzynowi wizytę. Pokłócą się, wykrzyczą co im na sercu leży i może dojdą do consensusu. Położyła łokcie na stole a głowę oparła o dłonie i w tej pozycji obserwowała swoją przyjaciółkę. Nie powinny więcej rozmawiać na ten temat, bo tylko będzie dłubał on w ranach. Czuła jak pod skórą gniew wrze i że w pewnym momencie wybuchnie, ale to nie Ally była winna. Nie mogła jednak również wyobrazić sobie, aby jej kuzyn tak łatwo wplątał się w tak nieodpowiedzialną rzecz. Uśmiechnęła się do Ally szeroko. – Słyszałaś o zaręczynach Branda i Morgan? Tworzą cudowną parę! – I na pewno nie ustawianą przez ich rodziny ma ochotę dopowiedzieć, ale zamiast tego szczerzy się do niej. Niech już się nie smucą, przecież może być tylko gorzej.


Powrót do góry Go down
Allison Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t653-allison-avery http://www.morsmordre.net/t814-poczta-allison http://www.morsmordre.net/t815-allie http://www.morsmordre.net/f98-shropshire-ludlow-dwor-averych http://www.morsmordre.net/t1885-allison-avery#25620
Alchemik u Borgina&Burkesa, badacz
25
Szlachetna
Zaręczona
imagine that the world is made out of love. now imagine that it isn’t.
0
2
16
6
0
2
0
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub Rozbrykany Hipogryf   25.09.15 15:19

Nie wiesz, co mówisz, moja droga; za obietnicę wolności ludzie są w stanie zrobić wiele, nawet poświęcić własne życie, odbierać je innym. Czy nie po to zaledwie kilka lat temu toczyły się wojny zarówno magiczne, jak i mugolskie? Wszystko dla wolności, poczucia spokoju i bezpieczeństwa. Czymże byłoby życie bez tych podstawowych czynników warunkujących jego komfort? Jako aurorka powinnaś to wiedzieć, w końcu na tym polega twoja praca. Zresztą wszyscy jesteśmy żyjącymi świadkami, tego co czyni wojna z ludźmi. Naturalny instynkt przetrwania i już nie liczy się żaden bilans zysków i strat. Czy to nie tragiczne? Obecna sytuacja w Anglii jest złudnie podobna do mojej małej rzeczywistości, wokół której skupiam wszystkie myśli. Ten pozornie bezpieczny świat, w którym już i tak tracę zmysły, runie w gruzach z momentem wejścia w związek małżeński. Kochana Lizzy, niezależnie jaki okaże się twój kuzyn, Samael osiągnie dokładnie to czego pragnie: zamknie mnie - a może nas obojga? - w klatce z wyniszczającym poczuciem przegranej. Nikt nie może mi pomóc, nie chcę, by ktokolwiek się dla mnie narażał, próbując wywalczyć wolność. Walka z Samaelem to czyste samobójstwo, liczenie na to, że ktokolwiek podejmie się jej zamiast mnie jest najgorszą formą egoizmu. Patowa sytuacja: nie móc żyć w tym, co mnie czeka, nie potrafić sobie spojrzeć w oczy, gdybym coś rozegrała inaczej – gdybym choć raz była zdobyła się na szczerość, której nawet teraz unikam niczym piekielnej pożogi. Także wiedz Elizabeth, że jeśli wszelkie sposoby nie przyniosą oczekiwane rezultatu, nie zawaham się sięgnąć po środki mogące przyprawić o ból głowy nie jedną dobrze urodzoną pannę. Tylko czy brutalne odcięcie się od tego wszystkiego – od rodu, którego nienawidzę, od szeregu przymusów – naprawdę zablokowałoby Samaelowi drogę, a może tylko szerzej otworzyłoby drzwi? Jakby zareagował Soren? Myślę, że on jeden wsparłby mnie w tej decyzji. Ah, kochana, za dużo niewiadomych, mamy jeszcze czas – tylko ta myśl trzyma mnie w ryzach. Mam czas. Kilka miesięcy, może rok albo dwa? Przecież nie od razu muszę zostawać panią Selwyn… Skutecznie obrzydzającą swojemu lubemu okres narzeczeństwa, jak i przyszłe współżycie.  
Mogę czuć tylko wdzięczność, że spróbujesz coś wskórać, może twój głos rozsądku przywróci go Selwynowi? Wszak jesteście rodziną, która jest nią nie tylko poprzez niechciane więzy krwi – godne pozazdroszczenia, lecz teraz najwyższa pora byś użyła tej relacji przeciwko swojemu, najwyraźniej szalonemu kuzynowi.
- Znów razem? - pytam się z błąkającym się na ustach nostalgicznym uśmiechem. Dobrze słyszeć, że choć jedna para, pomimo odległości znalazła sposób na bycie razem. Lizz ma rację, chociaż dziś nie ma sensu już płakać nad rozlanym kremowym piwem. Musimy poczekać na to, co przyniesie jutro. Po raz pierwszy od wielu tygodni pozwalam sobie na luźne plotki stanowczo zbyt często goszczące na językach czarodziejskiej społeczności. A nuż ktoś ma gorzej niż ja?

| zt x2


Powrót do góry Go down
Alice Elliott
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1201-alice-elliott http://www.morsmordre.net/t1911-poczta-alice#26809 http://www.morsmordre.net/t1208-alice-elliott
brak
24
Półkrwi
Panna
...
4
8
2
0
7
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub Rozbrykany Hipogryf   01.12.15 12:05

/po wszystkich

Co tu robiła? Sama nie wiedziała. Czarodziej, z którym się tu umówiła, nie nadchodził, choć minęło już sporo czasu. Cóż, zwykle to ona się spóźniała, ale tym razem było inaczej. A może po prostu została wystawiona? Może ten ktoś miał wcale się nie zjawić? Cóż, okazałoby się, że nie pierwszy raz ktoś ze współpracowników ją zawiódł. Nawet w jej departamencie trafiały się osoby, które nieszczególnie przepadały za jej jawną promugolskością, nawet jeśli w pracy nie okazywały tego otwarcie w imię jakiejś pokręconej poprawności politycznej.
Westchnęła tylko i wzruszyła ramionami. Mówi się trudno. Gorzej, że na próżno musiała znosić nieprzyjemność teleportacji, ale skoro już pojawiła się w tej mieścinie, po opuszczeniu baru mogła poświęcić czas na zwiedzanie jej. Tym bardziej, że ostatnimi czasy rzadko ruszała się z Londynu.
Siedziała na wysokim stołku przy barze, powoli sącząc chłodne piwo z kufla o zroszonych ściankach. Jasne włosy zaplotła w krótki warkocz, i jak zwykle była odziana po mugolsku, w koszulę i spodnie sięgające do połowy łydki; w końcu na zewnątrz było bardzo ciepło jak na zbliżający się powoli, lecz nieubłaganie koniec lata. Miejsce to przywodziło jej na myśl podobne puby w mniejszych miasteczkach Ameryki, stanowiące kontrast dla tych wymuskanych, nowojorskich. Nieco przyciemnione wnętrza, gwar rozmów, wysokie stołki ustawione przy barze i ściany obklejone wycinkami... Tak, Alice znała to ze swojego wcześniejszego życia, dlatego też to miejsce także od razu przypadło jej do gustu.
I nawet nie przeszkadzała jej zbytnio samotność, bo mogła znowu cofnąć się myślami do przeszłości, do swoich podróży po Stanach (bo przecież nie cały czas siedziała w wielkim mieście) i tych chwil, gdy zatrzymywała się w podobnych miejscach, by odpocząć od skwaru i napić się czegoś przed dalszą drogą. Teraz do pełni tego obrazu brakowało jej starego samochodu, amerykańskiego kapelusza z szerokim rondem i oczywiście, widoków za oknem, bo zamiast spieczonej słońcem równiny i kilku drewnianych domków, widziała brukowaną uliczkę z niewielkimi, murowanymi domostwami i sklepikami znajdującymi się po obu jej stronach. Miejsce typowo europejskie, ale na swój sposób także klimatyczne i urokliwe. Mieszanina szarości i zieleni zamiast odcieni żółci, czerwieni i brązów. Prawie wszystko tutaj było inne i tylko wnętrze pubu dawało to znajome wrażenie. Które zresztą pewnie dawało mnóstwo podobnych miejsc na całym świecie.
Uśmiechnęła się nieznacznie pod nosem i wysączyła kolejny łyk cierpkiego napoju, tęskniąc za prawdziwym domem i obiecując sobie, że kiedyś tam wróci. Co nie znaczyło, że i tutaj nie mogła się dobrze bawić, skoro już tu przyjechała i zamieszkała na razie w Londynie.
Parę razy pomachała nogami w powietrzu. Okręciła się na moment, słysząc otwierane drzwi i myśląc, że to może jej spóźniony towarzysz, ale po chwili znowu wzruszyła ramionami i odwróciła się w stronę baru.


Powrót do góry Go down
Thomas Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1420-thomas-fawley http://www.morsmordre.net/t1498-zlosnik http://www.morsmordre.net/t1497-zabawimy-sie http://www.morsmordre.net/f198-queen-victoria-street-12-9 http://www.morsmordre.net/t1829-thomas-fawley#23843
Straż Wiedźmia
30
Szlachetna
Wdowiec
Smile no matter what.
9
11
0
0
4
1
0
5
Metamorfomag
 ...

PisanieTemat: Re: Pub Rozbrykany Hipogryf   01.12.15 22:35

/po wizycie u siostry

Co robić, co robić kiedy nie ma co robić? Kiedy skończyło się długotrwałe zadanie z pracy, a po powrocie zapomina się, jak do tej pory spędzało się wolny czas? No, może nie do końca zapomniało, bo niektórych rzeczy się nie da zapomnieć *if you know what i mean*. Tak czy inaczej, błąkał się teraz po centrum Londynu nie bardzo wiedząc co ze sobą począć. Iść do pustego mieszkania, gdzie nikt na niego nie czeka? Kuszące. Nie był na tyle zmęczony, by iść spać, a czytanie przy świecy nie było jego ulubionym zajęciem. Wolał jednak inaczej spożytkować ten czas.
Bo czemu miałby nie zajść do Pubu i napić się piwa? Nawet jeśli nikogo znajomego nie spotka (zresztą byłoby dziwne, gdyby spotkał), to zawsze może kogoś poznać, prawda? Nie bardzo lubił pić alkohol w samotności, więc zwykle będąc w takim miejscu szukał jednak towarzystwa.
Dlaczego skierował swoje kroki akurat do Rozbrykanego Hipogryfa? Chyba dlatego, że miał najbliżej, a nie chciało mu się łazić w tę i z powrotem - nie widział również sensu w teleportacji, skoro tak blisko był pub, do którego mógł się udać.
Wszedł do środka dziarskim krokiem i nawet nie rozglądał się, po prostu podszedł do baru i usiadł na wysokim stołku.
- Ognistą whisky - powiedział do barmanki, która z braku innych zajęć, polerowała właśnie kufle. Chyba się ucieszyła, że ktoś daje jej zajęcie, bo uśmiechnęła się gorliwie i zabrała do pracy. Kiedy już szklanka z napojem Merlina znalazła się przed nim, pociągnął spory łyk i poczuł przyjemne palenie w gardle. O tak, tego mu brakowało. Podziękował grzecznie, płacąc za usługę i dopiero teraz dyskretnie się rozejrzał.

Za nim przy stolikach siedziała grupka młodych czarodziejów (oczywiście po Hogwarcie, ale nadal młodych), którzy przy swoich napitkach głośno rozmawiali i śmiali się - jakby mieli z czego. Dalej jakaś samotna kobieta, być może czekająca na niedoszłą randkę? Przy barze po prawej stronie siedziało trzech mężczyzn w średnim wieku, którzy wesoło gawędzili, pijąc mocniejsze trunki. I oprócz Thomasa, przy barze siedziała jeszcze tylko jedna osoba. Kobieta ubrana po mugolsku - ładna blondynka, która popijała piwo z kufla. Uśmiechnął się na jej widok i pomyślał, że oto właśnie jego potencjalna towarzyszka wieczoru. Dzieliło ich kilka stołków, więc Thomas wstał wyprostowany i podszedł do kobiety.
Może nie powinien, bo w końcu każdy chce mieć od czasu do czasu odrobinę prywatności. Ale jakby się nad tym głębiej zastanowić, to ile ludzi straciło okazję poznania naprawdę wartościowej osoby tylko dlatego, że bali się podejść i zacząć rozmowę? Czy zrobiłoby różnicę, gdyby podszedł do faceta zamiast kobiety? Jemu nie, nie poszedł z jawnym zamiarem wyrywania. Chciał po prostu mieć z kim wypić i do kogo się odezwać... chociaż była całkiem ładna, a znając flirciarską naturę mężczyzny, nie obejdzie się bez kilku komplementów. Druga kwestia, że żaden inny czarodziej nie siedział w barze samotnie, a nie będzie się wbijał komuś do towarzystwa. Trzeba mieć jakieś zasady!
- Podstawiłbym ci drinka, ale widzę że póki co masz co pić - powiedział z szarmanckim uśmiechem, patrząc prosto w oczy dziewczynie i stając tuż obok niej. - Czy masz coś przeciwko, żebym się przysiadł?
Oczekując na odpowiedź, badał wzrokiem jej twarz oraz zachowanie, by w tym wczesnym stadium możliwie jak najwięcej dowiedzieć się o towarzyszce. Czy była sama, czy na kogoś czekała, czy nie chciała dziś rozmówcy (nawet tak uroczego jak Fawley)? Cały czas uśmiechał się do niej nienachalnie.






Thomas Fawley

Drink up baby, stay up all night with the things you could do, you won't but you might.


Powrót do góry Go down
Alice Elliott
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1201-alice-elliott http://www.morsmordre.net/t1911-poczta-alice#26809 http://www.morsmordre.net/t1208-alice-elliott
brak
24
Półkrwi
Panna
...
4
8
2
0
7
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub Rozbrykany Hipogryf   02.12.15 18:41

Siedziała w miejscu, opuszkiem kreśląc bliżej nieokreślone wzory z rozlanych kropel na ciemnym blacie. Jednocześnie zerkała w okno, by następnie przenieść wzrok na półki zastawione trunkami, na stoliki, przy których siedzieli pojedynczy czarodzieje, a w końcu z powrotem na kufel, z którego pociągnęła łyk. Atmosfera była spokojna, wręcz senna. Pub był przyjemnym miejscem, ale brakowało mu energii wielkiego miasta.
W momencie, gdy zastanawiała się, czy nie lepiej byłoby niedługo stąd wyjść i poszukać wrażeń gdzieś indziej, nagle dostrzegła obok siebie poruszenie i zauważyła męską sylwetkę zatrzymującą się przy niej. Czyżby nie tylko ona została dzisiaj wystawiona i tkwiła tutaj samotnie, udając wszem i wobec, że kompletnie jej to nie obchodzi?
Mimo wszystko, w jakiś sposób obchodziło, nawet jeśli wydawała się rozluźniona, nonszalancka i nie okazywała negatywnych odczuć.
Uniosła lekko brwi, zdziwiona; w końcu odkąd tu weszła, nie zwracano na nią większej uwagi, a jedynymi wypowiedzianymi słowami było zamówienie rzucone w stronę krzątającego się za ladą barmana. A tymczasem ten mężczyzna (jak zauważyła, młody i całkiem przystojny) postanowił do niej podejść i zagadać. Na jej twarzy pojawił się uśmiech. Nieznajomy zdecydowanie nie był niemiły dla oka, a dodatkowo mógł okazać się całkiem interesującym towarzyszem. Oby tylko nie okazało się, że był zatwardziałą konserwą, ale może nie, skoro w ogóle podszedł do dziewczyny w mugolskich ubraniach. Nie przepadała za konserwami uparcie obstającymi przy tym, że jedynie ich przestarzałe zwyczaje są jedynymi słusznymi, a postęp i otwarcie na nowości są niestosowne.
- Nie mam nic przeciwko, siadaj – powiedziała, zachęcając go gestem, by się dosiadł. – Wygląda na to, że zostałam wystawiona, więc nie pogardzę towarzystwem.
Mówiła lekko, szczerze, a na jej twarzy wciąż majaczył lekki uśmiech. W oczach natomiast błyszczała ciekawość. Kim był tajemniczy nieznajomy?
- Alice Elliott – przedstawiła się, licząc, że za chwilę się dowie, z kim miała do czynienia, i że nazwisko „Elliott” nie sprawi, że mężczyźnie nagle minie ochota do wdawania się w konwersację. Jej ojciec był dość rozpoznawalny w Ministerstwie Magii i każdy wiedział, że był szlamą. Jednak, z racji tego, że ostatnich kilka lat spędziła za granicą, jej znajomości w Anglii nie były imponujące. Właściwie, mało kogo znała, poza osobami ze swojego działu w ministerstwie (ale i tam większość tylko pobieżnie), czy garstką dawnych znajomych sprzed wyjazdu. Których nie było wiele, bo podobnie jak ona, po ukończeniu Hogwartu każdy obrał swoją ścieżkę. I czasami rzeczywiście czuła się samotna po swoim powrocie.


Powrót do góry Go down
Thomas Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1420-thomas-fawley http://www.morsmordre.net/t1498-zlosnik http://www.morsmordre.net/t1497-zabawimy-sie http://www.morsmordre.net/f198-queen-victoria-street-12-9 http://www.morsmordre.net/t1829-thomas-fawley#23843
Straż Wiedźmia
30
Szlachetna
Wdowiec
Smile no matter what.
9
11
0
0
4
1
0
5
Metamorfomag
 ...

PisanieTemat: Re: Pub Rozbrykany Hipogryf   03.12.15 2:15

/ aha, ten pub jest w Golinie Godryka, a nie w Londynie. Ale mam ogar ;d

Kiedy zobaczył na jej twarzy najpierw malujące się zdziwienie, że ktoś w ogóle do niej podszedł, a później uśmiech, już wiedział że nie zostanie spławiony. Dziewczyna również chciała towarzystwa, może po prostu nie wypadało, by go tak otwarcie jak on szukała. Niemniej chyba była zadowolona, że ktoś do niej podszedł. A przynajmniej takie wrażenie odniósł Thomas.
Z uśmiechem na ustach, zajął miejsce na stołku stojącym obok niej. Kiedy dowiedział się, że została wystawiona uniósł brwi w zdziwieniu. Kto był na tyle "mądry" i nie przyszedł na spotkanie z nią? Z pewnością Tommy zamierzał na tym skorzystać.
- Co za głupiec z niego - powiedział z czarującym uśmiechem. - Wybacz, ale nie rozumiem jak można wystawić tak piękną kobietę.
Delikatnie zapleciony komplement chyba nie był zbyt nachalny. Zresztą, mężczyzna lubił dodawać pochwały, bo umilały one rozmowę. Między innymi.
- Zapewniam cię, że nie pożałujesz, że się tu dosiadłem - stwierdził po chwili. Kiedy się przedstawiła, zaklął w myślach, bo przecież to on powinien pierwszy powiedzieć jak się nazywa. No ale trudno, wstał i ujął jej dłoń po szarmancku. - Nazywam się Thomas Fawley. Bardzo miło mi cię poznać, Alice - to mówiąc ucałował wierzch jej dłoni.

Alice Elliott... Elliott. Chyba coś mu to nazwisko mówiło. Może spotkał się z nim w pracy? Całkiem możliwe, ale nie chciało mu się o tym myśleć. Co za różnica? Thomas przy spotkaniach towarzyskich nie wywlekał czyichś brudów - czy byli z rodzin mugolskich, czy ich nazwisko było znamienite. Człowiek to osobowość, a jeśli osobowość mu nie odpowiadała to bez znaczenia, czy arystokrata, czy nie, bo i tak by się z kimś takim nie polubił.
Kiedy usadowił się z powrotem na swoim miejscu i łyknął kolejną porcję swojej ognistej whisky, spojrzał na nią z niekrytą ciekawością.
- Czyli miała być randka, co? - wspomniał z rozbawieniem, bo jak widać do niej nie doszło. - Chyba miałem szczęście. I ty pewnie też.
Zaśmiał się cicho pod nosem. No musiał się przecież pochwalić! Poza tym, nikt lepszy od Thomasa nie mógłby teraz tutaj siedzieć. Przynajmniej teoretycznie.
Upijając ostatni łyk ze swojej szklaneczki, zamówił kolejną porcję dla siebie i kolejne piwo dla Alice.






Thomas Fawley

Drink up baby, stay up all night with the things you could do, you won't but you might.


Powrót do góry Go down
Alice Elliott
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1201-alice-elliott http://www.morsmordre.net/t1911-poczta-alice#26809 http://www.morsmordre.net/t1208-alice-elliott
brak
24
Półkrwi
Panna
...
4
8
2
0
7
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub Rozbrykany Hipogryf   04.12.15 11:54

Alice nie przejmowała się tym, co wypadało, a co nie. W swoim życiu robiła mnóstwo rzeczy niestosownych jak dla młodej dziewczyny i czarownicy, ale spędziła dużą część życia w środowisku mugolskim i do wielu spraw podchodziła na swój własny, specyficzny dla Brytyjczyków sposób. Zagadanie do kogoś również nie stanowiłoby dla niej problemu, gdyby tylko chciała to zrobić. Raczej nie miała większych problemów z nieśmiałością. Po prostu nie była aż tak skrajnie zdesperowana, by na siłę szukać towarzystwa. Samotność także potrafiła być dobra i Alice nie zamierzała wpadać w panikę tylko dlatego, że jej znajomy z pracy nie przyszedł i musiała trochę posiedzieć sama. Co nie znaczyło, że nie ucieszyła się z pojawienia się Thomasa.
- Ja także nie rozumiem – mrugnęła do niego lekko, choć nie wiedziała, co myśleć o tym komplemencie. Z jednej strony był mężczyzna wydawał się uroczy i sympatyczny, z drugiej, czuła się dziwnie za każdym razem, kiedy traktowano ją w taki sposób, bo jednak nie zdążyła jeszcze na powrót przywyknąć do tutejszych zwyczajów. Oraz do tego, że prawie wszyscy napotykani mężczyźni byli jej obcy lub mało znani, więc siłą rzeczy nie traktowali jej na takim luzie, jak koledzy z amerykańskiego ministerstwa, gdzie pracowała jeszcze parę miesięcy temu. Wielu z nich, przynajmniej tych bliskich jej wiekiem i zaczynających pracę w podobnym czasie, traktowało ją bardziej jak kumpla. Nie całowali jej w rękę ani nie mówili, że jest piękna. Dlatego to było takie niespotykane.
A jednak wolała większy luz w relacjach, bez zbędnej sztywności. Ale od czegoś trzeba zacząć, prawda? O ile oczywiście, jeszcze kiedyś spotka Thomasa. Mógł usłyszeć w jej głosie charakterystyczny amerykański akcent, więc pewnie domyślił się już, że nie była do końca tutejsza.
- Mnie także miło cię poznać, Thomasie – odrzekła. Nazwisko Fawley obiło jej się o uszy, ale nie pamiętała, gdzie. Może był ktoś taki w ministerstwie lub w Hogwarcie, gdy się tam uczyła? Zamyśliła się na moment, ale nie umiała go powiązać z żadną konkretną osobą.
- Nie, po prostu spotkanie ze znajomym z pracy. Obiecał pokazać mi najciekawsze zakątki tej mieściny – zaprzeczyła. Odkąd przyjechała do Anglii, z nikim się nie umawiała na randki. Jej spotkania były czysto koleżeńskie lub zawodowe. – Ale nie przyszedł. Pewnie jest zajęty.
Zbyła to wzruszeniem ramion, nie zamierzając się tym przejmować.
- A ty, przyszedłeś tu w konkretnym celu? Czy po prostu szukasz ciekawego sposobu spędzenia czasu? – zapytała po chwili. Zaciekawił ją, chciała go lepiej poznać. – Czym się zajmujesz, kiedy nie wałęsasz się po wiejskich barach?
Upiła kolejny łyk trunku, ale niebieskoszare oczy były utkwione w jego sylwetce.


Powrót do góry Go down
Thomas Fawley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t1420-thomas-fawley http://www.morsmordre.net/t1498-zlosnik http://www.morsmordre.net/t1497-zabawimy-sie http://www.morsmordre.net/f198-queen-victoria-street-12-9 http://www.morsmordre.net/t1829-thomas-fawley#23843
Straż Wiedźmia
30
Szlachetna
Wdowiec
Smile no matter what.
9
11
0
0
4
1
0
5
Metamorfomag
 ...

PisanieTemat: Re: Pub Rozbrykany Hipogryf   07.12.15 0:08

Uśmiechnął się do niej, kiedy potwierdziła jego słowa. Lubił, kiedy kobieta znała swoją wartość, obiektywnie oceniała swoje atuty i nie była fałszywie skromna. Kobiety, które były piękne, a gdy się je pochwaliło zaczynały wymieniać swoje wady albo zaprzeczały, były w pewien sposób fałszywe. W ten sposób chciały pewnie uzyskać większą ilość komplementów, dlatego Thomas zwykle kończył wtedy rozmowę... chyba, że rozmówczyni była wyjątkowo ładna.
A co do sztywności. Thomas miał wyuczoną szlachecką sztywność od rodziny, aczkolwiek zawsze myślał, że w relacjach międzyludzkich jest jak najbardziej wyluzowany. Jego komplementy i pochwały nie były wymuszone, on po prostu mówił co myśli.
Kiwnął głową delikatnie, gdy odwzajemniła uprzejmości związane z poznaniem. Kulturalna dziewczyna na poziomie - przynajmniej na razie. Lepiej nie mógł trafić!

- Uhuhu! - powiedział zbyt głośno, ale czy obchodziło go, że komuś przeszkadza? Następne słowa już wypowiedział w normalnym stopniu głośności. - Zdajesz sobie sprawę, jak to brzmi "pokazać najciekawsze zakątki tej mieściny"? Co najmniej dwuznacznie... tylko mówię.
Ton na pozór poważny, ale oczywiście robił sobie żarty.
- Słuchaj... ja mogę ci pokazać najciekawsze zakątki - powiedział konspiracyjnie, delikatnie się do niej nachylając. - Może niekoniecznie tej mieściny, ale będzie równie ciekawie.
Typowy Fawley. Dwuznaczne żarty przede wszystkim, bo czymże byłby bez nich świat? Pokerowa twarz musiała pozostać przynajmniej do jej odpowiedzi, której był strasznie ciekawy.
- Już ja nie wnikam jak bardzo musiał być zajęty, żeby tu nie przyjść - powiedział, myśląc o tym, że znalazł już pewnie inną ofiarę, kiedy prawda zapewne była daleka od tej teorii.
Przybrał żartobliwą minę, gotów odpowiedzieć na dalszą część jej pytań.
- Przyszedłem tu się zrelaksować w miłym towarzystwie, co też robię - powiedział z urokliwym uśmiechem, patrząc jej w oczy. - Wałęsam się po miejskich barach. I tak w kółko.
Zaraz pomyśli, że jest jakimś pijakiem.
- Mieszkasz w Dolinie Godryka? - zagaił, po czym zastanowił się nad jej pracą. - A właściwie gdzie pracujesz, jeśli można wiedzieć? Jestem ciekawe z jakiej branży kolega, który wystawia kobiety.






Thomas Fawley

Drink up baby, stay up all night with the things you could do, you won't but you might.


Powrót do góry Go down
Alice Elliott
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://www.morsmordre.net/t1201-alice-elliott http://www.morsmordre.net/t1911-poczta-alice#26809 http://www.morsmordre.net/t1208-alice-elliott
brak
24
Półkrwi
Panna
...
4
8
2
0
7
0
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Pub Rozbrykany Hipogryf   08.12.15 0:10

Alice nigdy nie uważała się ani za piękną, ani za brzydką. Należała do tej rzadko spotykanej kategorii kobiet, które akceptowały siebie i nawet stosunkowo niski wzrost nie był dla niej problemem. Wciąż lekko się uśmiechała, zastanawiając się nad kierującym nim pobudkami.
- Wcale nie miałam zamiaru być dwuznaczna – zaprzeczyła. Owszem, Alice miała swoje na sumieniu, w oczach wielu brytyjskich matron jej prowadzenie się mogłoby uchodzić za dosyć... swobodne, ale akurat teraz naprawdę miała na myśli tylko i wyłącznie faktyczną chęć zwiedzenia nieznanej sobie okolicy. Chociaż... Thomas wyglądał całkiem zachęcająco. Po jego uwadze znowu szybko zlustrowała go wzrokiem, jakby go oceniając: zarówno jego zamiary, zachowanie jak i powierzchowność. – Po prostu lubię podróżować i poznawać nowe miejsca. Zanudziłabym się, musząc cały czas tkwić w jednym miejscu.
Nie miała mu jednak niczego za złe, nie była przecież sztywna i potrafiła docenić zabawność, tym bardziej, że tak wielu spotkanych w Anglii czarodziejów wydawało się mieć ujemne poczucie humoru. Czasami naprawdę ją to martwiło, ale i irytowało. Alice była żywa, energiczna. Lubiła dobrze się bawić, nie przygnębiać czy skupiać wyłącznie na obowiązkach. Potrzebowała wrażeń.
Czuła się przyjemnie rozluźniona, opierała się nonszalancko o blat i co jakiś czas podnosząc do ust kufel.
- Co ciekawego chciałbyś mi pokazać? – zapytała więc, nieco zadziornie unosząc do góry jedną brew, wyraźnie zaintrygowana. – Miło mi, że tak uważasz. Zawsze to ciekawiej, mieć z kim porozmawiać, tak normalnie, bez zbędnej sztywności. Naprawdę nie lubię tej sztywności, z jaką muszę zmagać się w pracy... Jestem stażystką w waszym ministerstwie, Urząd Łączności z Mugolami – wyjaśniła, gestykulując z ożywieniem. – I nie mieszkam w Dolinie Godryka, jestem tutaj pierwszy raz. Aktualnie mieszkam w Londynie. Wielkie miasto, te sprawy. Uwielbiam duże miasta, w nich zawsze coś się dzieje.
Po jej akcencie mógł się domyślić, że spędziła dużo czasu poza granicami Anglii. Jej zachowanie także było nietutejsze. Bardziej przypominała nowojorskie dziewczęta i to z nimi bardziej się utożsamiała. Zdecydowanie dziewczyna z wielkiego miasta, i, jak zawsze lubiła o sobie myśleć, nowoczesna, postępowa i ciekawa świata.


Powrót do góry Go down
 

Pub Rozbrykany Hipogryf

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Herbaciarnia Rozmarzony Hipogryf
» Rezerwat Hipogryfów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia :: Dolina Godryka-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18