Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Gabinet M. P. Rowle'a

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Gabinet M. P. Rowle'a   20.04.17 20:01

Gabinet M. P. Rowle'a

W niewielkim, lecz przytulnym gabinecie niemal zawsze podczas pracy Rowle'a panuje okrutny chaos. Stosy chwiejnych konspektów zajmują całą powierzchnię biurka, ponadto nierzadko projekty rozpoczętych artykułów zaściełają podłogę, a tyle samo pomiętych plików pergaminu wysypuje się z kosza na śmieci. W powietrzu unosi się ostry zapach atramentu oraz czarnej, mocno palonej kawy, której nie może zabraknąć w filiżance Magnusa. Kiedy Rowle kończy pracę nad artykułem, gabinet momentalnie powraca do stanu wręcz chirurgicznej czystości: na blacie nie ma śladów atramentu, każdy blankiet papieru spoczywa w odpowiedniej, starannie opisanej teczce, a na biurku nie spoczywa żaden przedmiot prócz kałamarza, ulubionego orlego pióra, przycisku do papieru oraz ruchomej fotografii jego córeczek, jedynego osobistego akcentu w pomieszczeniu.


Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle http://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a http://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper http://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow http://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
reporter Walczącego Maga
35
Szlachetna
Żonaty
Dotknij mnie tam, gdzie uważasz, że
może być serce
Rozetnij żebra, częstuj się,
bierz
co chcesz
5
5
0
0
0
30
2
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Gabinet M. P. Rowle'a   24.04.17 10:39

|5 kwietnia

Świeże, ostre, kwietniowe słońce wyrwało Magnusa z płytkiego snu i poderwało z łoża w wyjątkowo dobrym nastroju. Nie przeszkadzały mu poranne godziny pracy, ani niezbędna pobudka niemalże o świcie. Filiżanka ulubionej kawy (a w biurze kolejne kilka kubków) oraz obowiązkowy magiczny papieros skutecznie stawiały mężczyznę na nogi, a on sam nie marzył w ogóle o powrocie pod ciepłą pościel, chociaż nadal odpoczywała tam jego żona. Przed wyjściem musnął ustami jej wargi - uśmiechnęła się przez sen - i wydał kilka stosownych instrukcji lokajowi, zarządzającemu dworem pod jego nieobecność. Podejrzewał, że dziś będzie musiał zostać w redakcji do późna, co w praktyce oznaczało do godzin nocnych. Terminy goniły, nieubłaganie zbliżał się czas oddania jednego z najważniejszych projektów, który w mniemaniu Magnusa nie przedstawiał się nawet w połowie tak, jakby on sobie tego życzył. Współpraca: nie cierpiał jej w kontekście podziału obowiązków w drodze wykonania określonego zadania, jednego celu. Zawsze znajdował się ktoś, kto się nie przygotowywał, kto nie brał udziału w spotkaniach, kto bardziej przeszkadzał, aniżeli pomagał, żerował na pracy innych, a w efekcie jego nazwisko i tak figurowało na stronie tytułowej, a cwaniaczka nie dość, że chwalono za to, czego nie zrobił, to jeszcze cytowano słowa, które nigdy nie wyszły z jego ust. Rowle jednak uparcie i z determinacją godną podziwu tępił podobne praktyki, wręcz słynąc ze swojej niechęci do nygusów i gagatków wymigujących się od pracy. Miał różne sposoby, by skłonić leniów do roboty, a w ostateczności (nagminne obietnice i żadnych zmian) nie poczuwał się do wyrzutów sumienia, kiedy szeptał redaktorowi naczelnemu o mało efektywnej pracy delikwenta i jego zerowych staraniach. Nie znosił nieprofesjonalności i obijania się, zwłaszcza kiedy osobiście wychodził ze skóry, by finalnie projekty zostały nie tylko uznane w środowisku wewnętrznym, ale i spotkały się z życzliwym przyjęciem społeczeństwa, często również za granicą. Śpiesząc do pracy mimo pozytywnego nastroju, nieustannie marszczył brwi pod wpływem może jeszcze nie czarnych, ale z pewnością ciemnoszarych myśli kręcących się dookoła terminu złożenia projektu i naprawdę długiej listy spraw, jakie zostały jeszcze do wykonania. Nieco rozstrojony przez swe zagwozdki, teleportował się nieco dalej od redakcji niż czynił to zazwyczaj, lecz stwierdził, że krótki spacer nieco go orzeźwi. Zwłaszcza, że przy bramie strzegącej wstępu do kamienicy zauważył postać, sądząc po gwałtownych ruchach, próbującą przekonać klamkę, by ustąpiła pod naporem jej tyrady. Nieraz musieli zmagać się ze sfrustrowanymi ludźmi, próbującymi desperacko wpłynąć na eseistów - przy czym najdziwniejsza sytuacja spotkała chyba właśnie Magnusa, kiedy nieprzychylnie ocenił polityczne wystąpienie jednego z raczkujących na arenie ministerstwa młodego szlachcica. Młodzika nie wpuszczono do środka, lecz ciężka sakiewka ze złotem rzucona nadzwyczaj celnie, wybiła okno w gabinecie Rowle'a - czasami domagając się sprostowania kąśliwego artykułu, innym razem żądając wręcz zaniechania pracy nad jakimś tematem. Magnus miał perfekcyjny pogląd na postępującą megalomanię arystokratów, którym się wydawało, że mogą wszystko, nawet jeżeli stawali w opozycji do innych szlachciców.
Nieśpiesznym krokiem zbliżył się do bramy, bacznie przyglądając się chłopakowi, nadal nierezygnującemu z próby przedostania się do środka. Co zadziwiło Magnusa, nie był przy tym zupełnie agresywny, raczej... determinacja mieszała się u niego z rozpaczą, jasno błyszczącą w dużych oczach.
-Ale ja naprawdę muszę tam wejść - przekonywał gorączkowo chłopak, wyciągając za pazuchy idealnie prosty kawałek pergaminu (czyżby czytał ten list tyle razy, że aż sam się wyprostował?) - i machając nim tuż obok metalowej klamki - jestem nowym stażystą. Nikt mnie nie uprzedzał o żadnym haśle! - jęknął, przysuwając list nieco bliżej, jakby z nadzieją, że brama prócz zdolności rozpoznawania właściwej maksymy, posiadła także umiejętność czytania. Magnus wiedział, że dowcipniejsi pracownicy często pogrywali w takie gierki z nowo przyjętymi asystentami, zmuszając biedaków (przerażonych wyrzuceniem z pracy za niestawienie się już w pierwszym dniu) do darcia portek przy i tak skazanych na porażce próbach przesadzenia płotu.
-Pozwól tu, młodzieńcze - odezwał się do chłopaka, kiedy sam już znalazł się tuż brzy bramie, nieco znudzony powtarzalnością tego widowiska, zdarzającego się przeciętnie raz w miesiącu - pokaż to polecenie - nakazał, wyciągając dłoń, w jaką ten skwapliwie wcisnął plik pergaminu. Magnus przebiegł tekst wzrokiem; zdawał się autentyczny, podpisany przez redaktora, z jego pieczęcią... i nazwiskiem Rowle'a, gdzieś w środku całego tekstu, jako bezpośredniego przełożonego młodzika.
-Wie pan, lord Rowle, ten mój zwierzchnik miał przesłać mi dodatkowe instrukcje, ale tego nie zrobił - ciągnął chłopak, kompletnie nie zwracając uwagi na nieco skonsternowaną minę Magnusa - myślałem, że akurat o n jest na tyle poważny, by nie bawiły go takie żarty - paplał dalej, skrzętnie korzystając z tego, że Rowle otworzył bramę i puścił go przodem - nie to, żeby był jakimś moim autorytetem, bo nie zgadzam się z częścią jego artykułów, ale miałem go za konkretnego człowieka - mówił nieprzerwanie, podczas gdy Magnus utrzymywał kamienną twarz, prowadząc go wśród plątaniny korytarzy - to tutaj - rzekł w końcu, zatrzymując się przed drzwiami do własnego gabinetu.
-O, bardzo panu dziękuję, gdyby nie pan, pewnie bym tam stał do zasranej śmierci - młodzieniec z entuzjazmem potrząsnął ręką Rowle'a i dziarsko się odwrócił, aby zapukać do drzwi, na co oczywiście odpowiedziała mu cisza - nie ma go jeszcze. Wie pan może, czy często się spóźnia? - chłopak odwrócił się do niego w błyskawicznym tempie, zadając kolejne (pogrążające?) go pytania.
Magnus uśmiechnął się cierpko, pokręcił głową i wyminął go stanowczo, kluczem otwierając drzwi i gestem zapraszając młodzieńca do środka - nie, nieczęsto - zaprzeczył surowym głosem - tylko wtedy, gdy musi wyciągać z tarapatów swych nowych asystentów, o których istnieniu nikt nie raczył mu wspomnieć wyjaśnił nader cierpliwie i uprzejmie, z satysfakcją obserwując czerwieniące się uszy chłopaka - ale skoro już tu jesteś - uciął rozpoczynający się właśnie monolog chłopaka po jednym słowie, podejrzewając, że później niezwykle ciężko byłoby mu się wciąć - możesz poroznosić te teczki. Są podpisane, nazwiska znajdują się też na drzwiach gabinetów. Przy okazji pozwiedzasz redakcję - oby jak najdłużej, dopowiedział w myślach, zadowolony, że przynajmniej na jakiś czas pozbył się chłopaka ze swego biura. Miał mnóstwo rzeczy na głowie, a podejrzewał, że nadgorliwy asystent skutecznie uniemożliwi mu skupienie się na jego zadaniach. Wygrał jednak dość czasu, by sporządzić konspekt do artykułu, który miał ukazać się w kolejnym wydaniu Walczącego Maga - mimo, że został mu prawie miesiąc, by go napisać, to Rowle wolał przygotować się zawczasu, zawzięcie unikając sytuacji, w których robi wszystko na ostatnią minutę. Temat zresztą przygotował dużo wcześniej, niemalże przed czterema tygodniami, kiedy tylko wiedział, o czym traktuje marcowy materiał. Kwiecień co prawda nie obfitował w równie doniosłe wydarzenia na arenie politycznej, jak marzec, jednakowoż dużo bardziej stały się odczuwalne skutki decyzji władz z poprzedniego miesiąca. Przesłuchania mugolaków - informacje z pierwszej ręki nietrudno było zdobyć, dysponując rozbudowaną siecią kontaktów, również w ministerstwie - stanowiły bezpośrednie następstwo wprowadzenia policji antymugolskiej, chociaż Rowle miał duże zastrzeżenia co do tak radykalnego i drastycznego kroku; wiedział, że nie zostawi suchej nitki na dekrecie pani Minister. Zza biurka niezwykle łatwo było wygłaszać krytykę, aczkolwiek Magnus negował nie samą ideę, a jej wykonanie. Trudniejsza część artykułu: wymagająca wyczerpującego wywiadu społecznego, zebrania pomysłów i opracowania alternatywnego rozwiązania, bo nie zwykł wytykać błędów, bez odpowiedniej podstawy, iż jednak istnieje lepsza, skuteczniejsza opcja rozwiązania tak skomplikowanego problemu. Tym jednak mógł zająć się później - i to bez wyrzutów sumienia - na razie koncentrując się nad powierzchownością. Musiał już teraz na ostatni guzik dopiąć terminy; dokładnie zdawał sobie sprawę z tego, że spotkania ze starszym podsekretarzem Ministra Magii należy ustalać ze znacznym wyprzedzeniem. Postanowił do tego zadania zaprząc nowego asystenta (jak on miał w ogóle na imię?), który akurat powrócił, zalewając go falą niepotrzebnych informacji, zapewne pragnąc zatrzeć wrażenie, jaki wywarł na Magnusie na początku. Rowle pokrótce wyjaśnił chłopakowi, co powinien napisać w liście i przykazał mu, aby przed wysłaniem pokazał mu jego brzmienie - nie zaufałby młokosowi, nawet, gdyby był synem samego Slytherina - samemu zagłębiając się w analizę sprawozdania z piątkowego posiedzenia Wizengamotu w sprawie mugolaka, który wniósł oskarżenie przeciwko swoim współpracownikom, którzy jakoby mieli go zaatakować kierowani "zaściankową ślepotą i nienawiścią do krwi innej niż czysta". W połowie lektury musiał przerwać, niezmiernie zirytowany bzdurnymi zeznaniami szlamy, przytoczonymi w skali podobieństwa jeden do jednego - akurat w odpowiednim momencie, by sprawdzić pierwsze dość poważne zadanie swego asystenta. Z którego wywiązał się... zadowalająco.
-Jest dość dobrze, ale należy popracować nad kilkoma rzeczami. Zwroty grzecznościowe przede wszystkim, w sprawach zawodowych nie musisz, a nawet nie powinieneś używać tytułów szlacheckich. Treściowo... - przeczytał szybko notkę, zwracając przy tym jednak baczną uwagę na szczegóły - w porządku, chociaż zbyt dokładnie rozwodzisz się nad przyczyną tej prośby. Wystarczy konkretne uzasadnienie - zawyrokował, podkreślając słowa, jakie należało zmienić i wykreślając te, zupełnie niepotrzebne - i kaligrafia. Pisz wyraźniej, niekoniecznie artystycznie, ale czytelnie. Przepisz to na czystym arkuszu i przynieś mi do podpisania - nakazał, po czym z ciężkim sercem wrócił do lektury. A jednak upominanie młodego asystenta mogło być przyjemniejsze, aniżeli zmaganie się z urojeniami mugolaka.

|zt


Powrót do góry Go down
Magnus Rowle
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
http://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle http://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a http://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper http://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow http://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
reporter Walczącego Maga
35
Szlachetna
Żonaty
Dotknij mnie tam, gdzie uważasz, że
może być serce
Rozetnij żebra, częstuj się,
bierz
co chcesz
5
5
0
0
0
30
2
10
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Gabinet M. P. Rowle'a   09.08.17 21:58

|2 maja

Anomalie z pierwszego dnia nowego miesiąca targnęły Magnusem równie mocno, jak całą Brytanią, która zatrzęsła się od dramatycznego wybuchu magii. Odzyskał dość sił, by na własną rękę przeprowadzić - oczywiście, zawodowy - rekonesans, podpytywać, dopytywać i zagadywać, dorabiając sobie własną teorię do zaistniałych sytuacji. Zaćmienie opadło, pozostawiając go trzeźwego, z jasnym spojrzeniem na nową sytuację, umiejętnie dopasowującego się do zastanych realiów. Jak zawsze obudził się wraz ze wschodem słońca, jak zawsze rankiem wypił swoją rytualną, czarną kawę, wypalił papierosa (tu odbiegając nieznacznie od niepisanego schematu) i teleportował się do pracy. Bez charakterystycznej elektryczności, napełniającej go diabelską energią, przekuwaną w błyskotliwe publicystyczne teksty w błyskawicznym tempie. Kiwał się powoli, a głowę rozsadzały mu strzępki pulsujących myśli, nieukładających się w żadne, logicznie brzmiące zdanie. Przywykł do tego, że na papier przelewa bezpośrednio to, co mu w duszy gra i dziwnie się czuł, nie mogąc tego zrobić. Pióro kołatało się o kilka cali nad pergaminem, ze stalówki kapały granatowe kleksy, a Magnus zasępiony, ze zmarszczonymi brwiami i silnie zafrasowanym obliczem wgapiał się w leżącą przed nim kartkę, jakby szukając w mimowolnie powstałych bohomazach twórczej inspiracji. Donosił o faktach, o natrętnych problemach, dręczących angielskie społeczeństwo (stronnictwo szlacheckie), o ekonomicznych fiaskach, o upadku obyczajów, degrengoladzie, sukcesach jednostek, o międzynarodowym kryzysie, niesięgającym na szczęście prężnej gospodarki Wielkiej Brytanii, o rozczarowaniach młodym pokoleniem, które nie spełniało pokładanych w nich nadziei. W "Walczącym Magu" nie istniała rubryka poświęcona domysłom. Rozważania, dywagacje, wszelkie formy inteligentnej rozgrywki z widzem, zmuszającym go niejako do podjęcia gry oraz dialogu - pytajniki wychodzące spod ręki Magnuisa niekoniecznie przemieniały się w retorycznie brzmiąc zdania - były mile widziane, aczkolwiek domniemywanie koszmarnej nocy było wywoływaniem wilka z lasu. Chociaż był Rowle'em, nie porywał się na podobną (samobójczą?) próbę. Odstawił więc pisanie na bok, przynajmniej na chwilę obecną, zaczynając od czegoś, co zazwyczaj odwlekał do ostatniej sekundy. Chyba jedyny znienawidzony obowiązek, poznanie przeciwnika, wywołujące serię nieprzyjemnych powikłań. Ból głowy, ogólne osłabienie organizmu, który jakby instynktownie wzbraniał się przed raczeniem go nieprzyjemną szczepionką. Mroczki przed oczyma miewał za często, kiedy tylko zbyt długo zasiedział się przy świeżym wydaniu Proroka Codziennego - czytywał to ścierwo regularnie, z pominięciem pomniejszych reklamówek a wydestylowaniem najistotniejszej części. Porcje faktów i rewelacji, będących tak naprawdę ledwie ochłapami, odpadkami mięsa, rzuconego z pogardą ludziom o ujemnym ilorazie inteligencji, chwytających każde doniesienie ministerialnej prasy jak pelikany. Przegląd prasy pozwalał Rowle'owi wyłuskiwać jednak z absurdalnych, niedorzecznych tematów i niepoprawnie gramatycznie zdań szereg tych prawdziwych, ważnych rzeczy, nieumiejętnie tuszowanych dużymi, drukowanymi literami. Te prędko się podwajały, tańcząc w irracjonalnych wygibasach, a jego przyprawiając o migrenę, z gatunku tych długich i męczących. Oddałby wiele, by zrzucić to na swego asystenta, ale pojmował wagę tego nieoczywistego zadania, odwrotnie proporcjonalnego do poziomu, jaki reprezentował sobą Prorok. Seria niefortunnych zdarzeń; nie potrzebował niczego więcej, by zdefiniować oczywiste umywanie rąk. Kadra Ministerstwa bawiła się w pieprzonego Piłata, ale im nie mogło to ujść na sucho. Kreślił zemstę. Jeszcze na papierze, ale już począł szkicować plany, zakładające totalne wyszydzenie organu rządowego, na czele z Wilhelimną Tuft.
Pierdolę - warknął na głos, jednym ruchem ręki zrzucając z biurka wszystkie zalegające na nim przedmioty. W połowie zapisane pliki pergaminu zaścieliły podłogę, przycisk do papieru upadł niebezpiecznie blisko jego stopy, ramka ze zdjęciem córek Magnusa zbiła się, zdobiąc podłogę w setki szklanych odłamków. Zaczął zbierać je ręcznie, z masochistyczną przyjemnością oddając się drobiazgowej, fizycznej pracy, odciągającej go od rozpędzającego się tornada, z jakim - po raz pierwszy - nie chciał mieć nic do czynienia. Logiczne tabelki wracały jednak na swoje miejsce, powoli odnajdując się w chaosie, porządkując rozdygotaną percepcję Magnusa na tyle, by mógł skoncentrować się na czymś innym niż eksplodującej magii, wybuchających bez powodu pożarach, nieświadomej teleportacji w nieznane miejsca, nie wspominając o utracie wzorku. Precyzyjnie, jakby kroczył po rozwieszonej nad przepaścią linie, wykaligrafował niepoważny tytuł poważnego artykuły. Kogel-mogel pysznił się u góry strony, może nie zachwycając wysublimowanych gustów wymuskanych arystokratów, ale na pewno - szokując. Głęboko w poważaniu miał poklask, czy aprobatę, pisząc tyradę o bezużyteczności Ministerstwa przeplecionej setką dygresji, traktujących o czasach zamierzchłej świetności i literackich skandalistach. Gubił głowę w nieco chaotycznym eseju, przywodzącym na myśl rozprawę przeciwko światu, a nie, zlecony do napisania artykuł, bez narzuconego z góry motywu przewodniego. Powinien czuć wdzięczność, że ofiarowano mu tak szerokie pole do popisu i nie kontrolowano zanadto jego manewrów - tekst napisany przez Deirdre, opublikowano kilka miesięcy temu, nie przykładając wagi do tej krótkotrwałej zmiany lekkości pióra. Teraz zmierzał do serii bliskiej dwunastu opowiadaniom tułaczym; pisał je z perspektywy pielgrzyma, dążącego do pewnego celu, świętego, a nieosiągalnego, burzonego powodami irracjonalnymi, jakich nie potrafił uczynić bardziej ludzkimi. Wszystko w okół było na nie, on jako jedyny przeciwstawiał się postawieniu pod ścianę. Nie przyjmował do wiadomości takiej egzekucji, hańbiącej równie mocno, jak ogolona głowa. Szkalował tak tych, którzy niejednoznacznie opowiedzieli się za ministerstwem, tych, którzy nie dość stanowczo wyrazili jedyne słuszne poglądy, tych, którzy byli zbyt dużymi tchórzami, by się przeciwstawić i tych, którzy ważyli na szali magiczną potęgę wraz z prostym człowieczeństwem. Mdliło go na samą myśl o wstawieniu między tymi odważnikami znaku równości, ale istnieli (pod)ludzie, gdzieś, w podziemiu, śniących o tym, jak Magnus śnił o swojej utopii. Przekuł niemoc w furię, z jaką przebiegał piórem po pergaminie, nie nadążając z maczaniem go w atramencie. Zwykle eleganckie pismo przybrało formę trudnych od odcyfrowania szlaczków, ciasno pokrywających zwijający się w rulon papier i niekończących się, mimo tego, że już dawno wybiła godzina, płosząca z redakcji ostatnich maruderów. Magnus nigdy nie zostawiała niedokończonej pracy, a rozpoczęty tego samego dnia artykuł potrafił skończyć - rzetelnie - już kilka(naście?) godzin później, rzecz jasna odpowiedni zaopatrzywszy go w serię przypisów i niezbędnych źródeł. Był ostry, był krytyczny, ale również - niezwykle słowny. Nie obwieszczał farmazonów, czytywał dzieła wybitnych, zagranicznych publicystów, posiłkował się terminologicznymi słownikami, co kosztowało go karkołomne poszukiwania, nierzadko trwające dłużej od samego procesu twórczego. Uparcie jednak trzymał się swoich zasad, stworzonych jego własną ręką dla jednej osoby. Wobec siebie wymagał dokładnie tyle samo, ile od innych - a nawet więcej, znając przecież swoje możliwości. Kogel-mogel był czymś na pograniczu wyuzdanych fantazji Magnusa a upolitycznionego eseju, czymś mieszczącym się w wąskich bramkach między manifestem nabuzowanego krwią szlachcica, a uroczystym orędziem zdeterminowanego dziennikarza. Wiedział, że tym razem namiesza i... może dlatego postanowił się wstrzymać? Nie napisał ostatniego akapitu, twardo zakręcając kałamarz i odkładając pióro z powrotem na miejsce; zamiast osuszyć tekst różdżką, nieco dramatycznie przysypał go suchym piaskiem (przywiezionym z pamiętnej, francuskiej wysepki) i odłożył, odwracając wzrok, by nie kusiło go postawienie ostatecznej kropki nad i. Mógł sobie na to pozwolić, miał czas, lecz przede wszystkim - miał dylemat. Czy aby na pewno zrobił to we właściwym kształcie, czy skręcone z luźno powiązanych ze sobą zbitek zgłosek nie utraci płynności już w połowie? Lubił swoje teksty i czytywał je bez żenady; należały do kategorii tych ciężkich, jakie jednak czytało się łatwo. Czyż nie po tym poznawano dobrego pisarza? Wychodząc ze swego gabinetu nie czuł się nim, nie czuł się publicystą, daleko mu było od aroganckiego eseisty, rzucającego na biurko redaktora naczelnego kilka skończonych konspektów dziennie. Chyba dojrzewał, bo niedokończony tekst zasiał w nim ziarno wątpliwości, czy aby na pewno był trafny?


Powrót do góry Go down
 

Gabinet M. P. Rowle'a

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Gabinet Pielęgniarski
» Gabinet Śmiechu
» Gabinet Dyrektora
» Gabinet burmistrza (najwyższe piętro)
» Gabinet Dyrektora

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna :: Sklepy, restauracje i lokale :: Redakcja "Walczącego Maga"-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18