Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Dmitriy Karkaroff [budowa]
AutorWiadomość
Dmitriy Karkaroff [budowa] [odnośnik]01.08.22 12:59

Dmitriy Igorevich Karkaroff

Data urodzenia:
Nazwisko matki: Wrońska
Miejsce zamieszkania: Londyn
Czystość krwi: Czysta ze skazą
Status majątkowy: zamożny
Zawód:właściciel kasyna, człowiek interesu, zajmujący się sprowadzaniem trudnodostępnych, nielegalnych przedmiotów; zajmuje się ułatwianiem życia śmietance towarzyskiej Wielkiej Brytanii; były asystent ambasadora rosyjskiego
Wzrost: 194 cm
Waga: 87 kg
Kolor włosów:siwe kosmyki przeplatają się z nieco wyblakłą już czernią, która pokryta jest matem
Kolor oczu: niemalże czarne i wciąż bystre spojrzenie
Znaki szczególne: eleganckie, ale skromne czarodziejskie szaty utrzymane w ciemnych kolorach; cienka linia biegnąca przy łuku brwiowym; pozornie grzeczny, enigmatyczny uśmiech wyginający usta


Dmitriy Igorevich Karkaroff -
Дмитрий Игоревич Каркаров



божественная месть -
divine vengeance


Niektórzy rodzą się namaszczeni boskim prawem do brutalności. Ta wartko płynęła w żyłach Karkaroffów i nie mógł jej ostudzić nawet ostry chłód mroźnej północy. Brutalność - kapryśna dama, która rozgrzewała policzki, zdzierała kłykcie i brudziła dłonie szkarłatem. Mateczka Rosja z zadowoleniem przyjmowała krew ofiarowaną przez swoich wiernych poddanych, którzy pokornie przed nią i tylko przed nią padali na kolana, bijąc pokłony. Jej ramiona otuliły kolejnego z nich, Dmitriya Igorevicha Karkaroffa.
Dima, szeptała, przynieś mi dumę.
Dumę, której nie przyniósł jego ojciec - Igor Sergeyovich Karkarov.
Plama na rodzinnym honorze.
Skaza, której nie mogła przykryć kornie składana ofiara.
Tchórzostwo - to stało się esencją bycia pana ojca. Odpowiedzialność była ciężarem zbyt ciężkim na jego ramiona. Wiecznie nieobecny - dziadek niejednokrotnie rzucał serię obelg wobec niego, gdy siadali wieczorem przy palenisku, a miejsce Igora Sergeyovicha pozostawało puste. Mateczka, kobieta o słomianych włosach, gładziła wtedy ciemne włosy swego syna, wlewając w jego uszy błogosławieństwo przyjęte wraz z nazwiskiem, ale i obowiązek, którego jego ojciec nie umiał udźwignąć.
Przynieś mi dumę.
Te same słowa, inne głosy.
Matuszka, pan dziadek i ona, Rosja.
Wszyscy powtarzali te same słowa, zmieniała się jedynie barwa głosu. Różnica tkwiła w jego tembrze, w intonacji. A młody umysł przesączony matczyną ambicją, namaszczony bystrością swego dziadka i nieskalany ojcowską tchórzliwością, chłonął te słowa. Krwawym atramentem wypisał je na ściankach umysłu, aby te mogły wgryźć się w sens jego istnienia. Niechęć względem persony pana ojca zakorzeniła się w jego świadomości. Kilkuletnie dziecko z nieprzejednanym chłodem patrzyło na majaczącą w stanie alkoholowej błogości ojca. Krzyki, groźby wykrzykiwane w gniewie i prośby zdawały się na nic. Igor stracił swego syna zanim mógł go wziąć pod swoje połamane skrzydła. W ich cieniu gnił już jego starszy brat - Aleksey.
Patrz i milcz.
Nauczył się obserwować - para młodych oczu stała się cieniem, chwytała każdy, nawet najmniejszy detal. Notowała go, wtapiała w swoją świadomość, porządkowała w kartotece wspomnień.
Obserwacja nauczyła go świata - nauczyła poruszać się między subtelnymi różnicami wśród jego szarości. Obserwował: matkę, która głowę nosiła pewnie i wysoko, chociaż jej wychudzone dłonie drżały, ojca, którego twarz nabiegła już odstraszającą purpurą i dumnie prężącą się mimo bagażu lat sylwetkę dziadka. Oddzielał to, co świadczyło o sile i to, czego należało się pozbyć. Dlatego głowę nosił głowę zadartą wysoko, dumnie wypiła pierś do przodu i ganił się za jakikolwiek okruch tchórzostwa, na które nie było miejsca w drodze do wielkości.
Uzbrojony w złość, buzującą w jego żyłach i pancerz wykuty z ambicji wszedł w świat magicznej edukacji. Przestąpił próg mrocznego zamczyska z dużo większą pewnością siebie niżeli większość młodych adeptów sztuk magicznych. On wiedział, że jego czoło namaszczone jest boskim prawem do świetności, zmierzając do niej ścieżką brutalności w całej rozpiętości jej gamy.
Durmstrang przynosił siłę - surowość wychowania w akademii, wystawienie młodych, kształtujących się jeszcze umysłów na brutalną rzeczywistość sprawiał, że młodzi adepci magii wychodzili z murów szkoły wyposażeni w wachlarz umiejętności niby w oręż. Słyszał, że w innych szkołach czarna magia traktowana jest jak coś zakazanego, na co jego usta wyginały się w nieco pobłażliwym uśmiechu. Sam Dima - pod wpływem podszeptów swojej matki - twierdził, że nie ma czegoś takiego jak zakazana magia. Były jej różne odcienie i należało poznać je wszystkie, aby nie ograniczać swojej perspektywy. Aby lepiej ją zrozumieć, należało zmierzyć się z całą prawdą o niej, a nie jedynie wybranym skrawkiem kiedyś wybranym przez czarodzieja pozbawionego imienia. Już wtedy kierowała nim ambicja, która pozwalała chłonąć wiedzę. Trudno natomiast jednoznacznie określić co sprawiało, że rzesza uczniów szła za nim korowodem - charyzma czy strach?



Dima nabył wiedzę najważniejszą, opanował umiejętność, która miała być brutalniejsza niż najmroczniejsza klątwa, najostrzejsze ostrze. Nauczył się oddzielać pył od ziarna.
Nauczył się odróżniać głupców od słabych i wśród szarej masy wyławiać jednostki wybitne.
Głupcy - ci ignorowali siłę intelektu, na piedestale stawiając siłę mięśni, ponieważ ich ograniczone umysły nie potrafiły podążać za krętymi ścieżkami wielowymiarowej rzeczywistości. Słabi - ci z lekceważyli siłę mięśni, bojąc się ubrudzić wiotkich, delikatnych dłoni szkarłatem, który wnikał głęboko w skórę.
Dima nie był człowiekiem słabym - nie obawiał się zdartych do czerwoności kłykci, słodko-metalicznego smaku tańczącego na końcu języka. Nie był też głupcem, pozbawionym umiejętności wdzięcznego posługiwania się słowem. Otaczał się ludźmi, którym brakowało jednego bądź drugiego, otaczał się słabymi bądź głupcami, odpowiednio pociągając za sznurki władzy. Dlatego pozwalał starszemu bratu na mówienie, chociaż jego słowa były puste - los pokarał go słabością jego ojca. Popadł w tę samą obsesję - chociaż jego myśli biegły ku wielkości, ku nadaniu ich nazwisku odpowiedniego znaczenia, to pozostawał jedynie w sferze marzeń. Nawet jeżeli droga ta miała zostać utorowana krwistą czerwienią.
Przynieś mi dumę.
Te słowa szumiały w uszach wraz z buzującą krwią, kiedy zakasuje rękawy. On miał zamiar przekuć marzenie w rzeczywistość. Nadać mu odpowiedni kształt i rozmiar. Szkolił się - rozwijał powoli handlowe relacje Karkarovów, strzepując z nich warstwę kurzu, która narosła gdy pan dziadek w końcu zaległ, ugiął się pod ciężarem choroby i przekazał brzemię Igorowi - swemu pierworodnemu, który okrył go hańbą. Ów relacje zostały nadszarpnięte przez niedbalstwo ojca Dimy, który nieumiejętnie oddzielał głupców od mędrców. Błędnie otoczył się mądrzejszymi od siebie, a ci wykorzystali sytuację. Chociaż gniew zalewał czerwienią jego myśli, rozumiał. Przecież zrobiłby to samo, prawda? Zręcznie działał, wykorzystując swoją pozycję. Pozwalał ojcu oraz bratu na złudne poczucie posiadania kontroli, kiedy on zręcznie poruszał się w kuluarach rosyjskiej socjety. Nie mogąc pozwolić sobie na roztrwonienie majątku, handlował czymś znacznie cenniejszym - informacją. To właśnie ona sprawiła, że nagle koszta transportu zostały obniżone przez Blishenova, czy sprawił, że Gregorowicz oddał niemalże za bezcen część wykupionych udziałów w rodowym sklepie jubilerskim. Nie ograniczał się do tradycji, która w tym przypadku stawała się wrogiem rozwoju. Pod pretekstem dystrybucji magicznych metali i klejnotów z kopalni, które kiedyś były ich dumą handlował wszystkim, czym się dało. Bo kiedy sprawdzano skrzynie z klejnotami, ich blask odwracał uwagę od niepożądanych przedmiotów. A kilka złotych monet i butelka czystej skutecznie zamykały oczy strażników. Czasem wracał do domu z kłykciami pokrytymi szkarłatem i strużką krwi ściekającą z rozciętego łuku brwiowego. Bo gdy zawodził umysł, czasem trzeba było sięgnąć po rozwiązanie bardziej doraźne. Takie, które wymagało od niego poświęcenia - jak mówią moraliści - skrawka własnej duszy. Jednakże Dmitriy miał wrażenie, że gdy z oczu ucieka życie, on odzyskuje siłę. Powoli wdrapywał się po szczeblach do góry - po plecach swoich przeciwników. Oprócz handlowania informacją, zaczął handlować przysługami - wypełnił w społeczeństwie lukę, zaczął działać w szarej strefie. Tam wypowiadało się słowa nieakceptowalne na forum socjety, tam można było szepnąć słowo, które po chwili stawało się ciałem. Nie tylko budował potęgę Karkarovów, upewniał się, że ich wielkość będzie utożsamiana z nim. A głupota ojca uśpiła jego czujność - nie spodziewali się ataku ze strony drugiego syna.
Przynosisz nam dumę.
Słowa dziadka - patrona rodu, wybrzmiały w końcu głośno, nie kryjąc się w gestach, w myślach młodego Dimy. Starzec, któremu brakło już sił wciąż zadziwiał tęgością umysłu. Wysiłki młodzieńca sprawiły, że przygaszone spojrzenie znowu rozbłysło nadzieją.
Strzeż swych myśli. pr
W cichej, zimnej wojnie o ekonomiczną władzę, gdzie informacja była najcenniejszą walutą, najważniejszym było zachować najważniejsze karty blisko siebie. Dlatego stary Karkarov niemalże od razu po opuszczeniu przez swojego ulubionego wnuka murów Durmstrangu testował jego siłę woli. Pomógł mu za pomocą oklumencji stworzyć wokół jego umysłu mur nie do sforsowania. Okazała się to być umiejętność niezwykle przydatna - ponieważ z czasem Dima miał coraz więcej sekretów, które należało skryć nawet przed wzrokiem rodziny. Szczególnie jeden, który miał parę bliźniaczopodobnych do niego oczu oraz imię. A wszystko zaczęło się od dobrej inwestycji, bo tak nazywał zaaranżowane przez siebie małżeństwo najstarszego brata, marionetkowej dumy Karkarovów z pierwszą córką Zastępcy Ministra Spraw Zagranicznych, Vasilisą Porskovą. Kobieta o równie pięknej urodzie co zachwycającym umyśle oczarowała swą nową rodzinę. Zdołała wywołać nawet cień uśmiechu na wiecznie stężałej w skupieniu twarzy swego szwagra. Lisa prędko zrozumiała ład panujący w rodzinie.
Nie miał pojęcia co sprawiło, że opuścił gardę - nie czuł też wyrzutów sumienia, kiedy pierwszy raz wślizgnęła się do jego łoża i rozpoczęli pełen namiętności i tajemnicy taniec. Nie obnażał przed nią swojej duszy, nie oddał jej serca i nie zwierzył się z najbardziej skrywanych sekretów - wystarczyło mu, że widziała jego wielkość i akceptowała mrok kryjący się za jasnym spojrzeniem.
Gdy Igor - nadzieja splugawiona imieniem tchórza - przyszedł na świat on już wiedział, że w żyłach tego chłopca płynęła krew jego, nie Alekseya, chociaż to właśnie on widniał we wszelkich dokumentach jako ojciec dziecka. Jemu wystarczyła jedynie świadomość, że los już nie zaśmieje się mu w twarz, ponieważ cząstka jego została przekazana dalej, na kolejne pokolenie. Jednocześnie nie był spętany obowiązkiem. A to otwierało możliwości.

To, kto naprawdę stał za odradzającym się sukcesem Karkarovów stało się jasne dla wielu osób, które trzymały w dłoniach władzę. Dostrzegł to również Minister Spraw Zagranicznych. Potrzebowali świeżej krwi w ambasadzie rosyjskiej na ziemi brytyjskiej. Dima zdawał się być idealnym kandydatem - znał język, miał charyzmę oraz do przodu pchała go niewysłowiona ambicja. Z uśmiechem i pozornie pokorną wdzięcznością przyjął propozycję Porskova. W rzeczywistości widział w tym swoją szansę na rozbudowanie i odbudowanie potęgi nazwiska Karkarov.
Miał w końcu przynieść dumę.
Przetarcie sobie szlaków na brytyjskiej ziemi, wśród zamkniętej na obcych społeczności, stanowiło wyzwanie, do którego Dima podchodził z subtelnym uśmiechem malującym się na twarzy. Trochę zaczynał pracę od nowa. Polityczna pozycja w Ambasadzie dawała mu dobry start - pozwalało zaznaczyć swój ślad, dać się poznać odpowiednim ludziom na brytyjskiej ziemi. Wśród polityków, możnych i ekonomistów szukał punktów zaczepienia i odnalazł je w postaci znajomych jeszcze ze szkolnych lat. Za jego pomocą wszedł szczebel wyżej, rozsławił swoje nazwisko, chociaż nie można powiedzieć, aby jego nazwisko okryło się dobrą sławą. Znalazł dla siebie miejsce, w którym czuł się dobrze, czuł się jak w domu. Ponownie rozgościł się w szarej strefie. Wykorzystał doświadczenie zdobyte na ziemi surowej mateczki Rosji i przeniósł je na równie wymagający grunt królewskiej Brytanii. Zaczął od samego dołu - zaglądał do podupadających przedsiębiorstw (skrupulatnie omijając jedno, będące poza jego zasięgiem) i posługując się mieszanką perswazji i strachu, wyciągał co chciał. Proponował ochronę w zamian za drobną opłatę. Z tych drobnych opłat rozwijał łańcuch swoich koneksji na wyspach i zarzucając nimi w stronę Rosji. Powoli - mozolnie wręcz - pracował w pocie czoła, aby w końcu stać się tym, kim był teraz. Wraz z pozyskiwaniem własnych środków, pozostawił za sobą oficjalne stanowisko w Ambasadzie, wcześniej wyciągając z niego jak najwięcej korzyści.
Gdy Dolohov stanął przed nim, po części sprawiedliwie, po części z ostrożnością ważąc to słowo, określił go mianem diaboła. Bowiem Dima pokornie słuchał przez lata próśb - czasem życzeniem czarodzieja, który pozostanie bezimienny było pozbycie się politycznego rywala, czasem to brat zwracał się przeciwko bratu. A czasem panowie - nim oddadzą się obowiązkom mężów i ojców, pragnęli doznać czegoś wykraczającego poza ich pojmowanie. Jakkolwiek pokrętne, okrutne i oburzające ich życzenia były, Karkarov spełniał je z pokornością wiernego sługi, biorąc jedynie - przecież stosunkowo małą - opłatę za swoje milczenie. Początkowo to on był myślą i czynem za stojącym zamachem, zacierając wszelkie ślady magii, odnosząc się do prymitywnej siły, aby odpowiednio opłacony funkcjonariusz mógł stwierdzić bez angażowania elitarnych jednostek, że ten wysokiej klasy polityk czarodziejów stał się ofiarą mugolskiej nienawiści. A on spokojnie ocierał dłonie z krwi. Z czasem zbudował swoje małe imperium, zakotwiczył się w powoli rozbudowywanym kasynie. To tam podjął Dolohova, który - jak wielu przed nim - rozpoznało w nim prawdziwą siłę powstających z kolan Karkarovów. Dima pamiętał, że Nikolaj mówił dużo i mówił kwieciście, ubierając swoje intencje w moty wspólnego celu. Wszakże jego carskie marzenie zbiegało się z historią zapisaną na kartach kronik rodziny Karkarov w postaci carskiego klejnotu, który jakoby miał pochodzić ze szwedzkich kopalni, a jednak trafił w ręce carycy spod rzemieślniczych dłoni Karkarovów przez pośrednictwo Dolohovów. Kiedyś żyjący w wielkiej komitywie, pogrzebani pod gruzami razem z carską rodziną i głupotą Igora Sergeyovicha Karkarova, na dekady została zapomniana. I to właśnie na brytyjskiej ziemi przyszła możliwość pojednania się rodzin za pomocą interesu, który zwieńczony miał być najtrwalszą z handlowych umów - aktem ślubu. W dłonie Dimy, potomka carskich jubilerów, miał trafić klejnot koronny Dolohovów, Tatiana Nikolaevna Dolohova. W zamian Dmitriy otworzył przed rodakiem drzwi do brytyjskich sakiewek.
Młodej, o rosyjskiej krwi, jedynie śladowo splamionej brytyjskim zepsuciem, które jednak sprawiało, że stopa Dimy w końcu pewniej mogła stanąć na drodze zatrzaskujących się drzwi. Wcześniej niczym wygłodniały wilk krążył wokół najbardziej smakowitej ofiary - brytyjskiej arystokracji. Wcześniej zadowalał się zamożniejszymi przedstawicielami rodzin o niższym statusie, których nazwiska również liczyły się w społeczeństwie, ale chociaż otarł się już o te nazwiska, przechadzając się Śmiertelnym Nokturnem, ale nie mógł pozwolić sobie na wejście do ich świata.
Wtedy też kuluary mówiły o pewnym czarnoksiężniku, który miał zmienić oblicze magicznej Brytanii. Podążył tym tropem - Dmitriy lubił stawiać na stronę wygraną, a kształtująca się społeczność wokół tego enigmatycznego czarnoksiężnika miała ambicję do stania się wygraną stroną w konflikcie pożerającym niczym zaraza brytyjską społeczność. Tam gdzie konflikt, tam przychodził profit. A Dima wiedział już jak smakuje upadek z wysokiego tronu i nie miał zamiaru ponownie popaść w nędzę.
Współpraca nawiązana z Dolohovem sprawiła, że interes rozkwitł na tyle, iż Dmitriy mógł dokonać zakupu podupadającego dworku, będącego pozostałością po kolejnej rodzinie zbyt słabej, aby utrzymać się na powierzchni. Od tej chwili Nokturn stał się dla niego jedynie miejscem pracy.

Oczekiwanie na ożenek zostało przerwane. Zachłyśnięty sukcesem pozwolił sobie zaniedbać rodzinny dom, którego przyszłość ponownie stanęła pod znakiem zapytania, kiedy rozochocony przez nieobecność Dimy i własną wyobraźnię ojciec, chciał wziąć interesy w swoje ręce. Opuścił na chwilę Wielką Brytanię, wracając na matczyną ziemię rosyjską z wyczerpanymi pokładami cierpliwości. Kiedy koń jest niezdolny do biegu, należało go wyeliminować. I to zamierzał zrobić. Zbyt długo tolerował jego lekkomyślność.
Oficjalnie Igor Sergeyovich Karkarov zmarł w wyniku tej samej choroby, która dekadę wcześniej zabrała jego ojca.
Nieoficjalnie była to przestroga dla Alekseya, aby nie starał się ponownie wyczerpać cierpliwości swojego brata. Wtedy też po raz pierwszy, jednoznacznie wystąpił w roli głowy rodziny, na ich tle pokazując kto tu rządzi i kto pociągał za sznurki od lat.
Z tym samym nastawieniem wrócił do Wielkiej Brytanii, miał zamiar przynieść kres czteroletniemu narzeczeństwu i odebrać to, co jest prawowicie jego - miano głowy rodziny Karkarov.

без ограничений -
no limitations


Patronus: Dokładniejszy opis patronusa: dlaczego przyjmuje postać akurat takiego zwierzęcia i jakie przywołuje wówczas wspomnienie


Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 0 Brak
Uroki: 0 Brak
Czarna magia: 0 Brak
Uzdrawianie: 0 Brak
Transmutacja: 0 Brak
Alchemia: 0 Brak
Sprawność: 0 Brak
Zwinność: 0 Brak
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: angielski II0
Dodatkowy językI lub II1 lub 2
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
Nazwa biegłościI, II, III lub IV2, 10, 25 lub 40
Nazwa biegłościI, II, III lub IV2, 10, 25 lub 40
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Nazwa biegłościzależnezależne
Nazwa biegłościzależnezależne
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Rozpoznawalność I0
Brak -0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Nazwa biegłościI, II lub III½, 7 lub 25
Nazwa biegłościI, II lub III½, 7 lub 25
AktywnośćWartośćWydane punkty
Nazwa biegłościI, II lub III½, 7 lub 25
Nazwa biegłościI, II lub III½, 7 lub 25
GenetykaWartośćWydane punkty
Genetyka-0
Reszta: 0
Dima Karkarov
Zawód : właściciel kasyna, człowiek interesu, zajmujący się sprowadzaniem trudnodostępnych, nielegalnych przedmiotów
Wiek : 47
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczony
Comes a tall handsome man
In a dusty black coat with
A red right hand
OPCM : -
UROKI : -
ALCHEMIA : -
UZDRAWIANIE : -
TRANSMUTACJA : -
CZARNA MAGIA : -
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Czarodziej
 red right hand
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t86-wzor-karty-postaci https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Dmitriy Karkaroff [budowa]
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach