Wydarzenia


Ekipa forum
Salon
AutorWiadomość
Salon [odnośnik]18.12.23 19:04

Salon

To największe i najbardziej okazałe pomieszczenie w domu, miejsce gdzie zwykle spotykali się domownicy i gdzie byli przyjmowani odwiedzający rodzinę goście. Znajduje się tu tak typowe wyposażenie jak kanapa, fotele, stół, dywan czy kominek, na ścianach wiszą liczne obrazy oraz magiczne fotografie członków rodziny, które niegdyś umieściła tam matka Yany. W wielu miejscach wciąż leżą haftowane przez nią serwetki.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Salon Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Salon [odnośnik]10.07.24 15:54
| 11.10?

Jej ojciec znowu musiał opuścić dom w interesach, ale przed wyjściem poprosił Yanę o załatwienie pewnej sprawy, związanej z naszyjnikiem, który kilka dni temu wszedł w ich posiadanie i wydawał się podejrzany. Przezornie ani Yana, ani jej ojciec nie dotykali go gołą ręką i zamknęli go w szkatule w pracowni, woląc, by najpierw przyjrzał mu się ktoś bieglejszy w klątwach. Yana może ostatecznie nie poszła na kurs klątwołamacza, ale zdawała sobie sprawę, że zaklinacze potrafili zakląć naprawdę różne przedmioty, a biżuteria była dobrym i często wybieranym nośnikiem klątw, dlatego zawsze należało uważać na wszystko, co wyglądało choć trochę podejrzanie.
Wiedziała jednak, że jedna z jej kuzynek, Gudrun, znała się dobrze na klątwach, dlatego postanowiła napisać właśnie do niej, co było też świetnym pretekstem do spotkania po raz pierwszy od czasu tamtej tragicznej sierpniowej nocy. Ostatni raz widziały się dobrych kilka miesięcy temu, jeszcze przed śmiercią Fabiana, i choć z racji nauki w różnych szkołach nigdy nie były sobie nie wiadomo jak bliskie, to wiedziała, że Gudrun nie powinna mieć problemu z rozpoznaniem ewentualnej klątwy, jeśli takowa ciążyła na naszyjniku.
Kiedy kuzynka przybyła do domu Blythe’ów, Yana najpierw zabrała ją do salonu, gdzie mogły chwilę posiedzieć i porozmawiać nim przejdą do pracowni i wezmą się do rzeczy.
- Nie jestem pewna, czy jeszcze jest herbata, ale ciotka nagotowała wczoraj kompotu z suszonych owoców, mogę nam przynieść trochę, jeśli masz ochotę… - zaproponowała, przypominając sobie, co matka zawsze jej mówiła o przyjmowaniu gości, że zawsze wypada zaproponować coś do picia. – Co u ciebie słychać? Mam nadzieję, że w twojej rodzinie wszystko w porządku po sierpniu. Powinnam była odezwać się już dawno, ale… - No cóż. Yana bywała dość chaotyczną osobą, czasem coś mogło jej wylecieć z głowy, zwłaszcza że ten rok nie był łaskawy dla niej i jej rodziny. W styczniu mugole spalili Elię, początkiem czerwca zginął Fabian, a później jeszcze sierpniowa katastrofa… - No cóż, mam nadzieję, że jakoś leci. I że wybaczysz mi to, że salon nie jest tak perfekcyjny jak w czasach, kiedy żyła moja matka. Jakoś nigdy nie chciało mi się uczyć tych głupich gospodarczych zaklęć, bo moją uwagę pochłaniały zawsze ciekawsze zajęcia i rozrywki, a teraz mieszkam sama z ojcem i gdyby nie wpadająca co kilka dni ciotka, to byłoby krucho – zaśmiała się cicho. O tak, gdyby nie ciotka, to pewnie szybko zarośliby brudem i może nie pomarliby z głodu, ale mogliby się potruć nieudolnymi próbami kulinarnymi Yany. Przy kimś obcym pewnie by się nie przyznała do swojej nieudolności jeśli chodzi o gospodarność, by nie przynosić rodzinie wstydu, ale kuzynka już ją chyba trochę znała i zapewne wiedziała, że Yana zawsze trochę żyła w swoim świecie. Skakała z kwiatka na kwiatek jeśli chodzi o pomysły na życie i obiekty zainteresowań, nie paliła się do szybkiego pakowania w małżeństwo i pieluchy, i najchętniej to jeszcze długo by sobie tak próżniaczo żyła, pomagając ojcu w jego rodzinnym interesie, nurzając się w marzeniach o poznawaniu świata oraz szukając czegoś, co ją porwie i wciągnie. Jednak gdyby matka tu była, to i tak zgromiłaby ją morderczym wzrokiem. Yana czasem aż się dziwiła, że Davina Blythe nie wróciła jako duch, żeby wciąż móc ją strofować, pouczać i wychowywać, ale całe szczęście, bo chyba by oszalała, gdyby matka dyszała jej w kark w duszanej postaci i nagle wynurzała się ze ścian, żeby ponarzekać, jak to Yana tragicznie radzi sobie z obowiązkami domowymi i że żaden normalny mężczyzna nigdy nie pojmie jej za żonę, jeśli nie weźmie się wreszcie za to, czym kobieta powinna się zajmować.
- Miałaś ostatnio jakieś ciekawe zlecenia, jeśli chodzi o zdejmowanie klątw? – zapytała po chwili.
Yana Blythe
Yana Blythe
Zawód : początkująca twórczyni talizmanów
Wiek : 20
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Jeśli plan "A" nie wypali, to pamiętaj, że alfabet ma jeszcze 25 liter!
OPCM : 8 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +3
UZDRAWIANIE : 0 +3
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11890-yana-blythe https://www.morsmordre.net/t11970-poczta-yany https://www.morsmordre.net/t12090-yana-blythe#372680 https://www.morsmordre.net/f451-suffolk-obrzeza-blythburga-dom-rodziny-blythe https://www.morsmordre.net/t11975-skrytka-nr-2584 https://www.morsmordre.net/t11973-yana-blythe
Re: Salon [odnośnik]22.07.24 12:02
Zapukała i - jak to miała w zwyczaju - głośno się zapowiedziała. Wraz z uchyleniem się drzwi wejściowych, jednak zamilkła. Z niewielkim ociąganiem wstąpiła za próg, rzucając przysłoniętym przez strugi deszczu kwiatom zapuszczonego ogrodu ostatnie, pożegnalne spojrzenie. Cichy szczęk zamka oraz znajomy głos kuzynki szybko zagłuszył szum nasilającej się z każdą sekundą mżawki. Gudrun minimalnie się spięła, zaraz jednak zsuwając przemoczony kaptur, oszczędnie kiwnęła głową w ramach przywitania. Omiotła Yanę wzrokiem - krótkim, ale wystarczającym, by stwierdzić brak jakichkolwiek rzucających się w oczy opatrunków czy innych uszczerbków na zdrowiu. Surowy chłód bladoniebieskich oczu delikatnie zelżał. Ponownie kiwnęła głową ni to do siebie, ni to do młodej Blythe. Bezwiednie ruszyła za nią do salonu.
Kompo… — cicho zaczęła, lecz równie prędko przerwała, bardziej zajęta przysłuchiwaniem się kolejnym wypływającym spomiędzy ust kuzynki słowom. Prędkim, trochę chaotycznym, ale koniec końców treściwym. Nieustannie się im przysłuchując, ostrożnie wyciągnęła z kieszeni różdżkę i wysuszyła swój płaszcz krótkim chłoszczyć, nim przewiesiła go przez oparcie jednego z foteli. Dokładanie domowych robót zarobionym krewnym było ostatnim, czego pragnęła.
Podobnie jak wysłuchiwanie kolejnych zmartwień, niepotrzebnych usprawiedliwień oraz branie udziału w równie niepotrzebnych pogawędkach. Ścisnęła mocniej w dłoni tamaryszkowe drewno. Nie powinna myśleć o tym wszystkim jak o odciągającej jej od pracy niedogodności, a jak o nieodłącznej części, trochę specyficznego, bo wypełnianego w rodzinnym kontekście, zlecenia. A poza tym… Rozluźniła chwyt, pozwalając różdżce gładko wsunąć się do kieszeni ciężkiej spódnicy. Choć Yana momentami drażniła ją błahostkami, Gudrun i tak nie była w stanie naprawdę się nią zdenerwować. Na lekkość, z jaką przeskakiwała między kolejnymi tematami oraz pogodność, z jaką przedstawiała ich sytuację, po prostu nie dało się złościć. Można się było co najwyżej frustrować. Co najwyżej zamęczać wieczorem pytaniami: Czy gdyby nie choroba… Czy gdyby surowi, lecz wspierający rodzice… Czy gdyby posiadała choćby ułamek dzieciństwa, umysłu bądź zdrowia Yany… Czy wtedy byłaby w stanie, mimo wszelkich przeciwności losu, pozostawać równie - na ten lekki, nieprzesadnie pudrowo-słodki sposób - pogodną? Niewinną, ale nie dziecinną.
Zacisnęła szczękę, odpędzając od siebie tę zbędną gdybaninę.
Nie przejmuj się — odparła swym monotonnym głosem, miękko opadając na wcześniej upatrzony fotel. — Od kurzu jeszcze nikt nie zginął — wzruszyła ramionami. A przynajmniej nie od tego - darowała sobie komentarz, nie chcąc jeszcze ściągać nad ich rozmowę widma, już roztrzaskanej, komety. Zresztą była przekonana, że kuzynka ma zbyt wiele oleju w głowie na kąpiele w kosmicznym pyle. — I ja też mogłam napisać — stwierdziła suchy fakt, dobromyślnie dzieląc się odpowiedzialność za brak kontaktu po pół. Nawet jeśli w przeciwieństwie do Yany nie miała nic na swoją obronę. Może poza ciągotami do pracoholizmu, ale kto ich nie miał. Ciężka głowa samoistnie opadła na zagłówek. Klatka piersiowa minimalnie się uniosła pod wpływem cichego, głębszego wdechu.
Sidła stoją jak stały — Gudrun rozpoczęła wreszcie swój krótki raport. — Rodzinna posiadłość — szybko dodała w gwoli ścisłości. Pryki żyją. Oczywiście, że żyją. Trzeba było czegoś więcej, by zetrzeć Borginów z powierzchni ziemi. Nie musiała przeglądać nekrologów ani dokładnie przyglądać się migającym w oknach domu sylwetkom, by być co do tego przekonaną. — Kamienica Pod Ramorami również. — Taktycznie przemilczała istnienie innej kamienicy, której Antonia o mało nie puściła z dymem. Oczywiście zacząwszy od własnego mieszkania. Kącik ust Gudrun minimalnie drgnął, jednak zostawiła sobie złośliwostki na kiedy indziej. Zresztą nie wiedziała nawet, na ile kuzynki się wzajemnie znają.
Widzę, że twój dom również — spostrzegła, powoli na nowo przekierowując ciężar dyskusji na Yanę. — Coś cię drasnęło tej nocy czy obyło się bez wylizywania z ran? — Niespiesznie się wyprostowała, by - tym razem jawniej - uważnie się przyjrzeć każdemu milimetrowi młodszej krewnej. Twarz i ręce zdawały się nietknięte, chód równy, ruchy swobodne, ale co jeśli mimo wszystko coś przeoczyła.
No i jakie ciekawsze — Delikatnie uniosła brwi, podłapując spojrzenie Yany - brązowe, błyskające szczerozłotymi refleksami, żywe. Ich stosunkowo jasna barwa była chyba jedynym łączącym je rodzinnym podobieństwem. — zajęcia oraz rozrywki wciąż odciągają cię od kuchni? — zapytała, otrzymawszy odpowiedź na poprzednie pytanie. Jej głos pozostawał jak zazwyczaj beznamiętny, oschły zdaniem wielu, dawno jednak już odpuściła sobie usilne próby jego intonowania. Zwłaszcza przy Yanie, której może nie znała się wyśmienicie, lecz… miała wrażenie, że mimo to zdążyły już ukruszyć wzajemnie swe mury. Że przynajmniej jej kuzynce nie-aż-tak-beznamiętny wyraz twarzy oraz delikatne pochylenie się w fotelu wystarczy jako dowód zainteresowania.
Długo, by wymieniać. — Na samo wspomnienie klątw się rozluźniła. Oczy zaiskrzyły, wzrok nabrał na ostrości i werwy. Umysł od razu pognał w kierunku krwistoczerwonej komnaty i prężących się w ramach lwic. Prędko, jednak przekierowała swe myśli na inny tor, sięgnęła do mniej ryzykownych wspomnień — Coraz częściej natrafiam na klątwy poliruniczne. — Na nowo rozłożyła się na oparciu. Brwi powróciły na swoje miejsce, przywracając twarzy zwyczajowy, neutralny wyraz. — Przez równoważące się siły wielu run są bardziej precyzyjne w działaniu — wyjaśniła, powstrzymując się przed złośliwym komentarzem. Gdybyś została przy klątwach, dawno byś to wiedziała.Na przykład aktywują się dopiero pod wpływem ciepła, bądź łączą działania kilku klątw. Ot, na przykład klątwy krwi i lodowego golema, przecudaczna hybryda. — Delikatnie pokręciła głową. — Misterna robota, lecz gdy już rozpracujesz formułę niezwykle prosta do obrócenia wniwecz. — Leniwie przymrużyła oczy. Właściwie na tym polegała większość pracy klątwołamaczy, na poszukiwaniu tej jednej nitki, której pociągnięcie rozpruje cały haft.
Gudrun Borgin
Gudrun Borgin
Zawód : łamaczka klątw
Wiek : 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Umysł będzie swoją ostatnią przeszkodą
OPCM : 24 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 3 +3
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11766-gudrun-laerke-borgin#364882 https://www.morsmordre.net/t11825-huginn#365040 https://www.morsmordre.net/t12386-gudrun-laerke-borgin#381258 https://www.morsmordre.net/t11870-skrytka-bankowa-nr-2550#366769 https://www.morsmordre.net/t11826-gudrun-l-borgin
Re: Salon [odnośnik]Wczoraj o 12:21
Yana przywykła do tego, że jej trochę starsza kuzynka jest dość specyficzną osobą. Chłodna, konkretna i rzeczowa, zapewne nie lubiła tracić czasu na czcze pogaduszki, ale Yana chciała się dowiedzieć, co u niej słychać, nim przystąpią do rzeczy. W porównaniu ze swoją matką i tak wcale nie była gadułą. Davina Blythe zawsze od wejścia zasypywała gości paplaniem, nie rozumiała realiów życia ludzi, którzy mieli jakieś obowiązki poza wychowywaniem dzieci i zajmowaniem się domem. Potrafiła być męcząca, i choć po jej śmierci czasem jej brakowało tej kobiecej figury w domu, oraz dobrych obiadków i wysprzątanych wnętrz, to za niektórymi zachowaniami matki zdecydowanie nie tęskniła.
Yana była o wiele bardziej stonowana pod tym względem od swojej matki. Lecz z Gudrun nie łączyło ich też fizyczne podobieństwo; jej kuzynka wyglądała zdecydowanie jak Borgin a nie jak Blythe, blada jak ktoś kto większość życia spędza w ciemności, i zauważalnie wyższa nawet od Yany, choć panna Blythe też nigdy nie należała do najniższych dziewcząt i od większości swoich szkolnych koleżanek zawsze była troszeczkę wyższa. Gdyby ktoś je zobaczył, pewnie nie pomyślałby, że są w jakiś sposób spokrewnione, zwłaszcza jeśli oprócz wyglądu brać też pod uwagę usposobienie, choć Yana i tak była rada, że nie wdała się zbyt mocno w swoją matkę. Może też nigdy nie były bardzo blisko przez to, że uczyły się w różnych szkołach, ale rodzina to rodzina. Ceniło się ją tym mocniej, kiedy kilka bliskich osób już się straciło. Pewnie jednak by się zdziwiła gdyby wiedziała, w jaki sposób postrzega ją Gudrun. Różnica doświadczeń robiła jednak swoje, choć i życie Yany straciło już dawną sielankowość po tym, jak na przestrzeni dwóch lat zginęła połowa jej najbliższej rodziny, i to w sposób tragiczny i przedwczesny. Takie doświadczenia zmieniały ludzi, choć Yana starała nie poddać się załamaniu, i wiele emocji dusiła gdzieś głęboko w sobie, przez co na zewnątrz nie było tego widać. Patrząc na nią można było odnieść wrażenie – ot, normalna dwudziestolatka z dobrego domu. Nie należała do tych osób, które lubią robić dramy czy pokazowo użalać się nad sobą. Cały swój ból po utracie rodzeństwa przeżywała w środku, choć czasem brakowało takiej osoby, której mogłaby się wygadać. Wypowiedziane na powitaniu słowa ubrała jednak w pozorną lekkość.
- Moja mama pewnie by się nie zgodziła. Ale ja jakoś żyję – uśmiechnęła się. Nie była aż taką perfekcjonistką, żeby jakiś pyłek kurzu spędzał jej sen z powiek. Ale matka kochała idealny porządek, tym bardziej że była osobą, która zawsze lubiła robić dobre wrażenie na innych i pozować na kogoś lepszego niż była w rzeczywistości. Ojcu to odpowiadało, bo kiedy on dbał o byt i pozycję rodziny, to matka zajmowała się domem i robiła dobre wrażenie na jego gościach.
Pokiwała głową na jej kolejne słowa. Dobrze, że obeszło się bez gorszych nieszczęść.
- Dobrze, że tamten dzień łagodnie obszedł się z twoją rodziną i waszym domem. Nadal mieszkasz „Pod Ramorami”? – spytała. Ona sama pozostała w rodzinnym domu, nie potrzebowała mieć Londynu na co dzień i wygodnie jej było tutaj, zresztą, jej ojciec tworzył głównie w domowej pracowni i tu też pomagała mu Yana. – U nas też, jak widać, szczęśliwie nie ma tragedii. Jakiś niewielki meteoryt uderzył w lesie może kilometr lub dwa stąd, ale dom stoi. Ale nie było mnie wtedy tutaj. Byłam w Londynie, w lesie Waltham, na obchodach kończących Brón Trogain. Tamta okolica ucierpiała znacznie bardziej, ale udało mi się uciec z lasu nim obszar zapadł się i spłonął. – Przed oczami przeleciały jej wspomnienia tamtych chwil. Najpierw lecących chaotycznie i następnie ginących nietoperzy, a później trzęsienia ziemi, eksplozji komety i ucieczki – przed zapadającą się ziemią, walącymi się drzewami oraz fragmentami komety sypiącymi się z nieba niczym ognisty deszcz. Wydostała się z lasu, a później wraz z inną kuzynką i jej znajomymi przedostali się podziemnymi tunelami do Londynu. – Dostałam się do Londynu i tam przeczekałam. Do domu udało mi się dotrzeć dopiero dwa dni po… tym wszystkim. Miałam sporo szczęścia i cieszy mnie, że i ty przetrwałaś bez większych problemów.
A przynajmniej niczego niepokojącego nie dostrzegała. To dobrze. Wystarczyło nieszczęść w rodzinie.
- Och, wszystko jest ciekawsze od stania przy garach czy ścierania kurzy! – machnęła ręką, żywot typowej gospodyni zawsze wydawał jej się nudny. Lubiła zjeść coś dobrego, ale sam proces przygotowywania wszystkiego wydawał się nużący. – Od dłuższego czasu pomagam ojcu przy biżuterii i talizmanach. To… bardziej absorbujące. Pod jego okiem doskonalę swoje umiejętności. Często coś innego, więc nie ma takiej nudy i monotonii… - A Yana nie lubiła tego co nudne, żmudne i nie dające satysfakcji. Dlatego interesowała się różnymi rzeczami i zawsze miała problem z jasnym określeniem życiowych planów. Lubiła być jak taki wolny ptak, który robi to, na co akurat ma ochotę. – I oczywiście, nadal lubię latać. I czasem wyrwę się na kilka godzin do lasu, by w samotności zrelaksować się i pomyśleć, choć wiele ulubionych miejsc wciąż przypomina mi o… o Fabianie.
Jej brat umarł ledwie cztery miesiące temu, a jego odejście wciąż było niezabliźnioną raną. Wciąż nie do końca pogodziła się z tym, ponieważ brat zawsze był jej bardzo bliski i spędzali razem mnóstwo czasu. Był bliższy niż matka, bliższy niż Elia, która była prawie dekadę starsza i zupełnie odmienna usposobieniem. I wciąż nie udało jej się dowiedzieć, co dokładnie się stało ani kto konkretnie go zabił. Zacisnęła lekko usta. Tak bardzo chciałaby poznać prawdę!
Dostrzegła, że Gudrun ożywiła się na wspomnienie klątw. Wiedziała, że jej kuzynka bardzo się tym tematem fascynuje, i co najważniejsze, była w swojej pasji wytrwała. Yana jakiś czas temu też myślała o kursie klątwołamacza, ale zanim zdecydowała się go realnie rozpocząć, spadła na nią tragiczna śmierć siostry, a później brata, i nie miała wtedy głowy do tego, więc dalej pozostawała przy byciu uczennicą ojca, ale nie podjęła starań ku temu, by zdobyć jakiś konkretny fach poparty papierkiem.
- To brzmi fascynująco, choć pewnie jest trudne w nakładaniu i łamaniu, bo trzeba dobrze rozumieć powiązania między poszczególnymi runami... Ale zaklinacze zapewne prześcigają się w coraz to nowych pomysłach, które zapewnią ich działaniom skuteczność, skoro łamacze doskonalą się w łamaniu ich przekleństw - zauważyła. Taka była naturalna kolejność rzeczy, przeciwstawne dziedziny magii musiały nieustannie ewoluować, bo każda ze stron chciała osiągnąć sukces. Zaklinacze chcieli porazić ofiarę klątwą, a łamacze starali się temu przeciwdziałać. Yana jednak zdecydowanie wolałaby nie padać ofiarą żadnej klątwy, ale ciekawie było posłuchać Gudrun, która posiadała sporą wiedzę jak na wciąż młody wiek. Wiedziała więc, że jeśli na naszyjniku, który przezornie schowali w szkatule jest jakaś klątwa, to jej kuzynka na pewno da radę ją rozpoznać i złamać. A woleli z ojcem dać zarobić komuś z rodziny niż komuś zupełnie obcemu.
Wiedząc, że Gudrun była konkretna, po chwili zaczęła więc temat naszyjnika, by nie zanudzać jej zbyt długimi pogawędkami towarzyskimi.
- Kilka dni temu ktoś przyniósł do mojego ojca naszyjnik do zreperowania, który wydawał się na tyle podejrzany, że ojciec od razu zamknął go w szkatule i postanowił pokazać go komuś, kto da radę określić, czy rzeczywiście jest przeklęty i pozbyć się klątwy, jeśli jakaś jest – zaczęła. Jej ojciec znał się na runach niezbędnych do tworzenia talizmanów, które były jego drugą działalnością po jubilerstwie, ale nie był klątwołamaczem i wolał zwrócić się do kogoś, kto specjalizuje się konkretnie w klątwach. Sama była ciekawa, czy coś tam jest. Kiedy myślała o kursie to liznęła trochę wiedzy teoretycznej, musiała też trochę poznać starożytne runy, skoro używała ich w talizmanach, ale nie była to wiedza na tyle zaawansowana, by samodzielnie podejmować ryzyko łamania klątwy.
Yana Blythe
Yana Blythe
Zawód : początkująca twórczyni talizmanów
Wiek : 20
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Jeśli plan "A" nie wypali, to pamiętaj, że alfabet ma jeszcze 25 liter!
OPCM : 8 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +3
UZDRAWIANIE : 0 +3
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11890-yana-blythe https://www.morsmordre.net/t11970-poczta-yany https://www.morsmordre.net/t12090-yana-blythe#372680 https://www.morsmordre.net/f451-suffolk-obrzeza-blythburga-dom-rodziny-blythe https://www.morsmordre.net/t11975-skrytka-nr-2584 https://www.morsmordre.net/t11973-yana-blythe
Salon
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach