Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Pracownia Eilis
AutorWiadomość
Pracownia Eilis [odnośnik]28.02.16 21:24

Pracownia alchemika

Obszerne, skryte w półmroku pomieszczenie, w którym pracuje jeden z zatrudnianych przez Munga alchemików. Znajdujące się w nim obszerne, strzeliste regały mieszczą niezliczone zakurzone woluminy, słoje czy buteleczki różnych kształtów i kolorów. Na mocnym, dębowym stole ustawionym w centrum ulokowane zostały kociołki mniejszych rozmiarów, stojaki na drobne, kryształowe fiolki czy moździerze i niewielkie, służące do krojenia ingrediencji nożyki. Z boku, nad dużym, okrągłym palnikiem, zawieszony jest miedziany kocioł numer pięć – przydatny do masowej produkcji antidotów czy lekarstw.
Okna zostały przesłonięte ciężkimi materiałowymi zasłonami, gdyż niektóre z przygotowywanych tutaj specyfików muszą dojrzewać w ciemnościach. Alchemicy pracują przy blasku świec, zazwyczaj samotnie, spędzając całe dnie w oparach bulgoczących cicho wywarów.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Pracownia Eilis  Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Pracownia Eilis [odnośnik]02.03.16 19:24
Inaczej zapamiętała to miejsce. Korytarze nie pustoszały nigdy, teraz jednak Aurelii wydawały się martwe. Dziwnie ciche, nawet jeżeli minęła łącznie kilkanaście osób. Odbiegały od obrazu, który tak wyraźnie zachowała w swojej głowie. Brakowało w nim chaosu, nerwowej krzątaniny – gdy po raz ostatni przekraczała próg szpitala czarodziejskim światem wciąż wstrząsała wojna – i uzdrowicieli miotających się od pacjenta do pacjenta, pogrążonych w rozpaczliwej walce z czasem. Trzy miesiące spędzone w tych murach wydawały jej się kiedyś nieznośnie długim okresem, a pięć dalszych lat przeznaczonych na naukę z perspektywy podlotka, który dopiero co opuścił Hogwart niemalże wiecznością. Czy żałowała, że nie ukończyła stażu? Możliwe, ale w przypadku panny Lovegood mało prawdopodobne. Rzadko spoglądała wstecz wystarczająco długo, by dojść do podobnych wniosków. Z pomiętym listem ukrytym w kieszeni wyjściowej szaty zmierzała na miejsce spotkania, skrupulatnie wymiatając z umysłu możliwe scenariusze jego przebiegu. Nie wiedziała, czego się spodziewać (profilaktycznie więc nie spodziewała się niczego) i ostatnie, czego potrzebowała to zaciemniony obraz sytuacji. A do tego to już bardzo prosta droga od szeregu bezpodstawnych oczekiwań. W drzwiach pracowni alchemicznej zdążyła wyminąć się z wychodzącym pacjentem, odprowadzanym jeszcze głosem Eilis i po chwili była już we wnętrzu pomieszczenia, wykorzystując kilka pierwszych sekund na przyjrzenie się alchemiczce. Nie gapiła się, odnotowała tylko młody wiek kobiety - i niemal w tym samym momencie zdecydowała się przedstawić i wyjawić cel wizyty.
- Aurelia Lovegood, pisałam w sprawie badań nad Dotykiem Meduzy. Mam nadzieję, że znajdzie pani dla mnie kilka wolnych minut? - posłała pannie Sykes pytające spojrzenie i z zauważalnym zainteresowaniem rozejrzała się po miejscu jej pracy. Nie czuła się zbyt dobrze w sztywnych, oficjalnych konwersacjach, brakowało jej do tego wyczucia. Może tym razem nie będzie tak źle? Gdy ostatnio była w tej pracowni wyleciała stąd w dosłownie kilka minut, bo niemal rozbiła buteleczkę z eliksirem wiggenowym. Nauczona doświadczeniem (wspomnienie krzyków starego alchemika było wciąż żywe, a ona znacznie ostrożniejsza dzisiaj, niż przed laty) trzymała się w stosownej odległości od delikatniejszych obiektów rozmieszczonych w komnacie.
To od czego właściwie mam zacząć?
Gość
Anonymous
Gość
Re: Pracownia Eilis [odnośnik]03.03.16 20:33
10 listopada
Sowy dobijały się do mojego okna z nowymi zleconymi receptami. Przeklinałam, że niektórzy magomedycy nawet nie są łaskawi przyjść do mojego gabinetu i podać recepty tylko wykorzystują do tego biedne sowy. Ku mojemu zaskoczeniu jeden list dotyczył odpowiedzi na moje ogłoszenie w Proroku Codziennym. Od razu zrobiło mi się cieplej na serduszku, bo widząc nagrodę swojej ciężkiej pracy, miałam ochotę skakać z radości i piszczeć na cały Szpital Świętego Munga. Powinnam być bardziej ostrożna do ludzi, ale szybciutko opisałam każdemu chętnemu i czekałam na ich przybycie. Dzięki patronatowi mojego pracodawcy, mogłam przyjmować zainteresowanych w swoim gabinecie. Większość eliksirów dojrzewała i bulgotała spokojnie na małym ogniu. Ktokolwiek kto mnie znał, wiedział, że kocham swoją pracę. Nie wyobrażam sobie życia bez pomagania innym. Czasami obrazy podsuwane przez obrażenia wstrząsały mną tak mocno, że trudno było mi się pozbierać. Może dlatego nie widziałam siebie jako magomedyka? Miałam zbyt dobre i niewinne serce, aby twardo wydawać polecenia asystentom i stażystom. Od razu płakałabym nad jego losem, próbując wybrać jakieś zaklęcia. Gdy drzwi się otworzyły, aż podskoczyłam widząc twarz, której nie kojarzyłam i która na pewno nie przyszła dziś po eliksir. Zaśmiałam się zaraz ze swojej głupoty, machając ręką.
- Och, oczywiście, wchodź, wchodź. Czekałam na ciebie, czy masz coś przeciwko jak będziemy na ty? – pytam od razu, wstając ze swojego wcześniejszego miejsca i podchodząc do ciebie. Wyciągam prawą dłoń, żeby się z tobą przywitać. Na lewej wciąż pali mnie pierścionek zaręczynowy, do którego nie zdążyłam się jeszcze przyzwyczaić.
- Masz ochotę na herbatę i babeczkę? Sama piekłam, musisz spróbować, jakoś blado wyglądasz – mówię ciepłym głosem, wskazując na krzesełko tuż obok mnie. Rzeczywiście pomieszczenie dla alchemika nie było specjalnym pomieszczeniem. Dla ludzi, którzy nie kochali eliksirów jak ja, mogło wydawać się mroczne, za ciemne i zupełnie inne. Dla mnie było wyjątkowe. Nigdy nie czułam się tak dobrze, a praca stała się moją pasją. Odnajduję sowę od ciebie i przelotne czytam jej zawartość, próbując skojarzyć fakty. Ach, tak. Już wszystko wiem. Uśmiecham się do ciebie przyjaźnie.
- Nie bój się, kochana – rzucam pokrzepiająco, dotykając twojego kolana – Masz do mnie na początku jakieś pytania czy możemy zacząć?



self destruction is such a pretty little thing



Eilis Avery
Zawód : alchemik w szpitalu Świętego Munga
Wiek : 20
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
więc pogrzebałam moją miłość w głowie
i pytali ludzie
dlaczego moja głowa ma kształt kwiatu
i dlaczego moje oczy świecą jak dwie gwiazdy
i dlaczego moje wargi czerwieńsze są niż świt
chwyciłam miłość aby ją połamać
lecz giętka była oplotła mi ręce
i moje ręce związane miłością
pytają ludzie czyim jestem więźniem
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
http://morsmordre.forumpolish.com/t1783-eilis-sykes http://morsmordre.forumpolish.com/t1792-dziob#21925 http://morsmordre.forumpolish.com/t1787-eliksirow-szal#21754 http://morsmordre.forumpolish.com/t1853-pokoj-eilis#24478 http://morsmordre.forumpolish.com/t1793-eilis-sykes#21929
Re: Pracownia Eilis [odnośnik]05.03.16 22:47
Patrzyła na pracownię w sposób praktyczny - klinika św. Munga, mimo wszystkich swoich wad, była jedną z najlepiej zaopatrzonych placówek medycznych, z którymi Aurelia kiedykolwiek miała do czynienia. Nie przeszkadzała jej obecność bulgoczących mikstur, dobywający się z kotłów zapach czy panujące w pomieszczeniu ciemności. To wszystko było zupełnie nieistotne. Ważna była natomiast stała obecność wykwalifikowanych pracowników i składniki, również te trudne do zdobycia, z których mogli oni tworzyć eliksiry. Zaklęcia pozbawione wsparcia dekoktów częstokroć zdawały się na nic, a odpowiednia fiolka mogła przechylić szalę na stronę życia. Albo w odwrotnym kierunku, chciała jednak uczepić się tej bardziej optymistycznej możliwości. Czy przeszkadzało jej nagłe przejście na ty?
- Nic a nic - odwzajemniła uścisk dłoni - a babeczki i herbaty na pewno nie odmówię, po prostu nie oczekiwałam równie ciepłego przyjęcia - zajęła wskazane miejsce i uśmiechem odpowiedziała na uśmiech. Przyjazne postępowanie wywarło na Aurelii dobre wrażenie, niemalże z miejsca wzbudziło sympatię. Na razie dość czujną - nie miała cienia gwarancji, że nie jest to naprawdę dobra gra aktorska - ale Eilis nie dała jej żadnego powodu, żeby zachować się w inny sposób.
- Możemy zaczynać - stwierdziła, uważnie obserwując pannę Sykes - na pewno chciałabyś sprawdzić, czy będę w stanie potwierdzić swoje słowa, napisać można wszystko. Wolałabym nie opóźniać tego procesu.
Kolejny uśmiech, tym razem trochę weselszy od poprzedniego. Znała kilka osób, które zarzuciłyby jej właśnie próbę samobójczą karygodną lekkomyślność. W poczęstunku znaleźć mogło się wszystko, z veritaserum na czele. W maleńkich szklanych fiolkach i kociołkach pełnych bulgoczących eliksirów drzemała potęga, której lepiej było nie lekceważyć, dla własnego bezpieczeństwa. Wiara w dobre intencje drugiego człowieka była u Lovegood porządnie nadszarpnięta. Co prawda daleko jej było do graniczącej z paranoją ostrożności, którą z biegiem czasu przesiąkali aurorzy, ale czułaby się znacznie spokojniej, gdyby chociaż jej bliscy wykazywali pewną zdrową podejrzliwość. Której sama w tej chwili nie przejawiała, bez namysłu udzielając Eilis kredytu zaufania. W oparciu o wspólny cel? Znalazła się tu w końcu z własnej woli, zwabiona tematem badań. Ambitnym, graniczącym z wiarą w cuda - czego nie uważała za wadę - i który miał szansę utrzymać przy sobie jej uwagę, stać się jedną z lin wiążących ją na dłużej z angielską rzeczywistością.
Gość
Anonymous
Gość
Re: Pracownia Eilis [odnośnik]06.03.16 13:28
Pilnowałam swojej pracowni jak oka w głowie. Moja systematyczna praca jak i organizacja szybko pozwalała mi katalogować każdą najmniejsza fiolkę. Nie orientowałam się, jak to jest w innych gabinetach alchemików. Nie chciałam wchodzić komuś w kompetencje, lecz dobra organizacja miejsca pracy zwiększała moją efektywność. Byłam tu zatrudniona jako maszyna do robienia eliksirów. Potrafiłam to sobie tak wszystko zaplanować, aby mieć czas i na herbatę, i na ciastko. Dbałam o kontakty z uzdrowicielami, pacjentami, może dlatego na moim palcu błyszczał pierścionek zaręczynowy szlachetnego rodu? Miałam zdecydowanie za dobre serce, ale gdy rozdajesz ludziom ciepło i dobro, ono do ciebie w końcu wróci.
- Och, u mnie tak zawsze jest, codziennie sama piekę, rozumiesz, że są osoby, które zarzucają mi, że próbuje ich utuczyć? – dodałam smutniej, rozlewając gotową już herbatę do filiżanek. Podałam od razu talerzyk dla ciebie. Pozwoliłam ci nawet wybrać babeczkę. Niektóre z nich miały smoki z lukru, które robiłam dla Charliego. Chłopiec cieszył się z małych rzeczy, a ja chciałam mu jak najczęściej poprawiać humor. Kilka owocowych babeczek, nawet znalazła się w wypiekach taka z kawałkami czekolady. Wiele eksperymentowałam, lubiłam próbować przeróżnych rzeczy, a w szczególności w kuchni i w eliksirach.
- Tak, tak, jak powiedziałaś, niestety brak jakichkolwiek papierów na temat twoich umiejętności, zmusza mnie do sprawdzenia twojej wiedzy, ale nie masz się, czym przejmować. Jeśli nie byłabyś pewna siebie, na pewno nawet byś do mnie nie pisała! – zaśmiałam się ciepło – Jedz, jedz, kochana – ponagliłam, oczywiście łasa twojej opinii. Cóż, zmienić? Czego więcej, czego mniej? Klaskam w dłonie, wstając ze swojego miejsca i pochodząc do niewielkiego stolika koło kociołków. Przyniosłam sakiewkę z małymi karteczkami.
- Wylosuj proszę jedną karteczkę, nie bój się – rzucam ciepło, od razu się uśmiechając. Czułam, że mam do czynienia z nieco nieśmiałą osobą, która dopiero jak się rozkręci, zarazi mnie swoją pasją. Przygotowałam dla ciebie tylko dwa zadania, a do każdego sama musiałam się odpowiednio przygotować. Och, czy to spotkanie nie jest już dla nas kształcące?


Rzucasz jedną kosteczką ‘k100’ , a numer oczek będzie odpowiadał opisanym poniżej sytuacjom. W razie jakichkolwiek pytań, pisz na PW lub GG. ♥
1 – 33 Znajdujesz się nad jeziorem ze swoimi przyjaciółmi. Nagle zauważasz zamieszanie nad brzegiem i biegniesz do źródła hałasu. Zauważasz, że ktoś wyciągnął osobę z wody, która jeszcze niedawno się topiła. Nie może oddychać, wykrywasz również brak pulsu u poszkodowanego oraz ranę na czole, z której sączy się ciemnobrunatna krew. Opisz swoje postępowanie.
34– 76 Spożywając posiłek w jednej z restauracji, nagle słyszysz krzyki dobiegające z kuchni. Ktoś woła o magomedyka. Zgłaszasz się na ochotnika i biegniesz do kuchni. Człowiek jest cały pokryty ogniem, a panika wokół jego współpracowników nie działa na jego korzyść. Opisz swoje postępowanie.
77 – 100 Przed swoim domem spotykasz dziecko ze złamaną nogą (złamanie zamknięte) i złamaną ręką (złamanie otwarte). Chłopczyk jest tak przerażony, że nie nadaje siebie dotknąć, a na jego ciele znajdują się liczne siniaki.



self destruction is such a pretty little thing



Eilis Avery
Zawód : alchemik w szpitalu Świętego Munga
Wiek : 20
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
więc pogrzebałam moją miłość w głowie
i pytali ludzie
dlaczego moja głowa ma kształt kwiatu
i dlaczego moje oczy świecą jak dwie gwiazdy
i dlaczego moje wargi czerwieńsze są niż świt
chwyciłam miłość aby ją połamać
lecz giętka była oplotła mi ręce
i moje ręce związane miłością
pytają ludzie czyim jestem więźniem
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
http://morsmordre.forumpolish.com/t1783-eilis-sykes http://morsmordre.forumpolish.com/t1792-dziob#21925 http://morsmordre.forumpolish.com/t1787-eliksirow-szal#21754 http://morsmordre.forumpolish.com/t1853-pokoj-eilis#24478 http://morsmordre.forumpolish.com/t1793-eilis-sykes#21929
Re: Pracownia Eilis [odnośnik]10.03.16 20:10
Zrobione z lukru smoki skradły jej uwagę, wybór babeczki był przesądzony. Sięgnęła po pierwszą ozdobioną w taki sposób - skoro nie oparł się im kilkuletni psotnik, to jakże ona by mogła? - i odszukała spojrzeniem wzrok Eilis. Utuczyć? Babeczka była małym dziełem sztuki cukierniczej, kto by myślał w takiej sytuacji o kaloriach?
- Powiedziałabym, że są zbyt ładne, żeby je zjeść - połowy babeczki już nie było - ale byłaby to zbrodnia, bo smakują jeszcze lepiej.
Nie oszczędziła nawet lukrowego smoka. Promienny uśmiech posłany znad wypieku był prawdopodobnie najlepszym dowodem zachwytu, zaraz też jednak Aurelia zdobyła się na odrobinę powagi. Może kolejna okazja do chwalenia idealnych babeczek jeszcze się w bliskiej przyszłości nadarzy? Wszystko zależało od tego, w jaki sposób potoczy się dalsza część rozmowy. Kwalifikacyjnej, bo przecież mimo bardzo sympatycznej atmosfery panującej w pracowni wiedza Lovegood miała zostać za chwilę zważona, obejrzana i poddana wstępnej weryfikacji, o czym nie miała zamiaru zapomnieć. Zanurzyła dłoń w podsuniętej sakiewce i wyjęła losową karteczkę, po czym na kilka sekund zatrzymała ją w dłoniach.  Czyżby umyślnie odwlekała moment zapoznania się z jej zawartością?
- Jednak mam pytanie. Dotyk Meduzy - właściwie dlaczego? To naprawdę interesujący przedmiot badań, nie zaprzeczam - uważnie obserwowała młodą alchemiczkę - i w żadnym wypadku nie zmuszam do odpowiedzi, jeżeli udzielić jej nie zechcesz, ale chciałabym wiedzieć, czy kryje się za tym coś więcej. Zaangażowanie osobiste, czy ambicja i chęć zmierzenia się z niepokonaną jak dotąd chorobą?
Zorganizowanie grupy badawczej wymagało pasji i energii, a determinacja, z którą panna Sykes podeszła do tematu - uzyskanie patronatu szpitala nie było w końcu sprawą prostą, pomysł przed nadaniem mu rozgłosu musiał nabrać realnego kształtu - pozwalała z całą pewnością stwierdzić, że nie jest to kaprys pojawiający się pod wpływem chwili. Właściwych powodów oraz wypływającej z nich motywacji Aurelia nie znała. Mogła gdybać i wymyślać niepoparte dowodami hipotezy. Choroba w rodzinie? Własna? Jeżeli nawet, to nie na tyle zaawansowana, by dało się to stwierdzić na pierwszy czy drugi rzut oka. Porzuciła rozważania i rozłożyła wylosowaną karteczkę. Po zapoznaniu się z treścią odda ją Eilis, czekając na dalsze instrukcje.
Gość
Anonymous
Gość
Re: Pracownia Eilis [odnośnik]10.03.16 20:10
The member 'Aurelia Lovegood' has done the following action : rzut kością


'k100' : 99
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Pracownia Eilis  Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Pracownia Eilis [odnośnik]13.03.16 10:49
Wielu myślało, że babeczki są po to, aby pokazywać innym czystokrwistym i szlachciankom, że nie szanowałam własnych dłoni i wybierałam pracę kuchenne, zamiast spaceru wzdłuż Tamizy tuż przed zachodem słońca. Jednak byli w błędzie. Wszelkie wypieki bądź „dzieła” kulinarne były dla treningu nadgarstków. Dotyk Meduzy zbierał krwawe żniwa, a ja musiałam być sprawna zarówno w trakcie jak i po. Mój dzień był naszpikowany przeróżnymi spotkaniami, planami realizacji największej ilości eliksirów, nie miałam na wiele czasu na ćwiczenia bądź wymarzone dbanie o siebie. Chciałabym poświęcać go więcej sobie, ale po co, skoro mogłam pomagać innym?
- Och, jedz śmiało, będą następne – powiedziałam zawstydzona. Rzeczywiście jeśli piekłam na taką skalę, moi przyjaciele i współpracownicy byli bombardowani wypiekami, ale cóż miałabym z nimi robić? Ktoś je musiał zjeść, przecież nie ja! Najwięcej szczęścia przynosiły mi te uśmiechy tuż po zjedzeniu. Cicho się zaśmiałam, cieszyłam się jak głupia, że tak mało osób wiedziało o mojej chorobie. Wciąż miałam zaciśnięte piąsteczki, zwłaszcza pod koniec pracy. Mimo wszystko, jak ktoś tego nie przeżył, nigdy tego nie zrozumie. Czy czułaś kiedyś, droga Aurelio, niemożność pisania i wstania z łóżka, gdy stawy tak skostniałe, że aż trzeszczały i krzyczały razem ze mną?
- Własna, jestem jednym z nielicznych przypadków, którego choroba dotknęła w młodym wieku. Pierwsze objawy pojawiły się w czwartej klasie – staram się tłumaczyć to spokojnie, udając, że jestem z tym pogodzona, ale ledwo co założyłam grupę badawcza pod patronatem szpitala, więc jasne jest, że uważam to za klątwę, która spadła na moją rodzinę przez matkę. Ta odeszła od szlachty i zakochała się w kimś, kto nawet ją nie rozumiał, a wszystkie słowa próbował przekazać za pomocą muzyki. Nie mam zamiaru okłamywać kogokolwiek z mojej grupy, więc i na to pytanie poczułam obowiązek odpowiedzi.
- Stąd rozumiesz, że ta sprawa ma największy priorytet i szukam najlepszych specjalistów – uśmiecham się ciepło, jednak da się wyczytać pewien rodzaj smutku na mojej twarzy. – Dobrze, Aurelio, do roboty – wstaję z fotela i za pomocą zaklęcia przenoszę manekina małego dziecka. Ten nie miał prawdziwych funkcji życiowych, wszystkie były podtrzymywane przez magię, a dzięki patronatowi szpitala, odpowiedni personel potrafił stworzyć takie dziwactwa. Byłam naprawdę pod wrażeniem jak rozmawiałam ze swoim szefem o spotkaniach rekrutacyjnych i zaproponował mi manekiny.
- Aurelio, jest to manekin, z którym mogłaś mieć już styczność. Używają go stażyści, sama rozumiesz, że ćwiczenie tych zaklęć na ludziach... Och, nie, nie mogę o tym myśleć. Jak widzisz, manekin ma takie same objawy jak opisane na karteczce. Zarówno złe jak i dobre zaklęcia  będą od razu zauważane. Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć ci powodzenia – dodaję ciepło, odsuwając się na krok, aby dać mojej towarzyszce możliwość jakiegokolwiek manewru. Należy pamiętać, że manekin nie może zastąpić człowieka, ale jakże sprawdzać poprawność wykonania leczenia? Wszak nie będziemy torturować mugoli!

Dobrze, kochana, teraz zaczyna się akcja. Jedno zaklęcie = jeden post. Nie muszą być one nie wiadomo jak długie! Pamiętaj o całej formie leczenia i poprawnej mechanice forum. Tak jakby to był Twój pacjent. W razie jakichkolwiek pytań, pisz śmiało na GG



self destruction is such a pretty little thing



Eilis Avery
Zawód : alchemik w szpitalu Świętego Munga
Wiek : 20
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
więc pogrzebałam moją miłość w głowie
i pytali ludzie
dlaczego moja głowa ma kształt kwiatu
i dlaczego moje oczy świecą jak dwie gwiazdy
i dlaczego moje wargi czerwieńsze są niż świt
chwyciłam miłość aby ją połamać
lecz giętka była oplotła mi ręce
i moje ręce związane miłością
pytają ludzie czyim jestem więźniem
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
http://morsmordre.forumpolish.com/t1783-eilis-sykes http://morsmordre.forumpolish.com/t1792-dziob#21925 http://morsmordre.forumpolish.com/t1787-eliksirow-szal#21754 http://morsmordre.forumpolish.com/t1853-pokoj-eilis#24478 http://morsmordre.forumpolish.com/t1793-eilis-sykes#21929
Pracownia Eilis
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach