Wydarzenia


Ekipa forum
Marina
AutorWiadomość
Marina [odnośnik]06.03.16 2:35

Marina

Magiczna przystań dla czarodziejskich jachtów znajduje się w centralnej części Dzielnicy Portowej. Za pomocą zaklęć ukryta przed mugolami, czarodzieje jednak oglądać mogą przeróżne egzotyczne statki zawijające do portu. Można tu znaleźć kupców przywożących latające dywany z dalekiego Egiptu, podróżników i żeglarzy gotowych opowiadać niezwykłe historie i śpiewać szanty. Po pomostach prowadzących do przycumowanych okrętów nie może poruszać się jednak każdy. Do większości okrętów prowadzą osobne ścieżki, które pojawiają się jedynie przed bosmanem portu i załogą danego statku. Turyści nie będący marynarzami mogą w dalszym ciągu korzystać mogą z uroków przechadzek po pomostach, które pojawiają się dosłownie pod stopami i znikają, gdy tylko nogę się z nich zabierze. Takie ścieżki prowadzą daleko w głąb rzeki pozwalając na odbycie nawet najbardziej prywatnych rozmów.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Marina Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Marina [odnośnik]29.05.16 11:52
Para nr 3

Po burzliwych wydarzeniach w środowisku szlacheckim Katya Ollivander przede wszystkim szukała spokoju. Późnym wieczorem wybrała się na spacer do Magicznego Portu, chcąc przemyśleć sobie kilka spraw. Umówiła się z przyjaciółką, lecz nigdzie nie mogła jej dotrzec. Chciała wypić coś ciepłego, może nawet doprawianego alkoholem, aby ukoić rozchwiane zmysły. Błądziła po porcie, aż w końcu zapomniała, z której strony przyszła. Pamiętała, że miały spotkać się przy akwarium z ośmiornica, a tego nie mogła nigdzie dojrzeć. Jak na złość magiczna przystań była wręcz opustoszała. Nie miała kogo spytać się o drogę. Podobno zawsze tu kręcił się jakiś wilk morski lub kupiec, a tu odpowiadał jej jedynie szum morza. Zagubioną duszę dostrzegł James Stalk. Czy pomoże jej znaleźć drogę?
- Aaargh, maleńka, nie chciałabyś kupić takich pereł? A może sama będziesz perłą na mym jachcie? – zagadnął nieprzyjemny typek, wychylając się na podkład. James mógł obserwować wszystko z boku i zapewne dojrzał spiętą postawę Katyi. Mężczyzna stawał się coraz bardziej namolny, a doprawiony rumem, mógł okazać się nawet niebezpieczny.


Datę spotkania możecie założyć sami. O skończonym wątku z rozwiązaną sytuacją możecie poinformować w doświadczeniu. Czara Ognia nie kontynuuje z Wami rozgrywki. Wszystko jest w Waszych rękach.
Miłej zabawy! :love:



[bylobrzydkobedzieladnie]
Czara Ognia
Czara Ognia
Zawód : n/d
Wiek : 0
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Konta specjalne
Konta specjalne
https://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 https://www.morsmordre.net/u731contact https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153 https://www.morsmordre.net/t437-szukam-towarzystwa#1153
Re: Marina [odnośnik]29.05.16 21:22
|ustal datę, bo dla mnie nie ma znaczenia :*
To był wyjątkowo leniwy dzień. Ten z kategorii długich, w których każda minuta wlecze się jakby przez wieczność. Ciepła czapka grzeje w uszy, a herbata w metalowym kubku rozgrzewa zmarznięte dłonie. Marną rozrywkę stanowi przechadzanie się między żaglowcami, sprawdzanie cum, pomostków. Wszystko było idealnie uprzątnięte, nie było się o co potknąć. Nawet pokłady od dawna stojących statków zostały doprowadzone do ładu. Wszędzie panował klar. Sam go zaprowadził dwa wieki temu. A może jednak było to przed godziną? Włóczył się więc po okolicy czekając na jakiekolwiek ciekawe zajęcie. Mijani pojedynczy marynarze albo byli zbyt pijani do rozmów, albo zmierzali do najbliższej karczmy, żeby oddać się piciu piwa i rumu. Nikt nie miał ochoty przebywać w tak nieprzyjemny dzień na dworze, a flauta znacząco ograniczyła ruch morski, nic nie wskazywało na to, by ktokolwiek zamierzał dzisiaj wpływać do portu. Pozostawało więc włóczyć się z Kalim u boku. Kot co jakiś czas rzucał swojemu panu niechętne spojrzenie, ale nie opuścił Jamesa przez cały dzień. Ciepła kurtka, za którą mógł się schować i smakołyki w kieszeni wystarczyły, by kupić sobie jego wierność na ten długi dzień.
- No tak, tak, zaraz wracamy do domu - mruknął, gdy Kali po raz kolejny swoimi oczami dał mu do zrozumienia, że najwyższy czas skończyć ten przydługi spacer.
- Może uzupełnię dzienniki, co myślisz? - Kontynuował jednostronną rozmowę z kotem. - Wiem, że to strasznie nudne, ale tutaj i tak nie wydarzy się nic ciekaw...
Wtedy ją zauważył. Młoda dziewczyna, wyglądająca na zagubioną. Nie zdziwił się specjalnie. Ta część portu, a ściślej, mariny nie należała do najczęściej odwiedzanych, większość zapuszczających się tu ludzi znajdowała się tu przez przypadek. Cumowały tu statki z załogami o najbardziej podejrzanej reputacji. Najwyraźniej niewiasta, dość pechowo, trafiła na jednego z tych nieprzyjemnych marynarzy. James potrafił sobie z nimi radzić, przynajmniej tego nauczył się w swojej pracy.
- Maleńka chyba nie jest specjalnie zainteresowana perłami - rzucił do mężczyzny jednocześnie łapiąc różdżkę, którą schował w kieszeni kurtki. Popatrzył wyczekująco na nachalnego marynarza. Kiedy ten nie zdawał się chętny, by odejść, Dżem podszedł odrobinę bliżej.
- Powiedziałem, że pani jest ze mną i nie będzie zainteresowana perłami. Proponuję chętnych poszukać w jakimś pubie - dodał nieco ostrzej. Wyciągnął do nieznajomej rękę oferując jej swoje ramię i możliwość jak najszybszego oddalenia się od woniejącego alkoholem jegomościa.
Gość
Anonymous
Gość
Re: Marina [odnośnik]30.05.16 21:56
| To może jakiś wieczór w grudniu? Na przykład 21? <3

Gdyby tylko wiedziała o lenistwie wielu osób, to zapragnęłaby się w nich przemienić i udawać, że nie ma nic wspólnego ze światem długich sukni, spędów arystokratycznych i sztywnego kręgosłupa moralnego, który podtrzymywany przez gorset, nie pozwalał upaść wprost do rynsztoku. Doskonale zdawała sobie sprawę, że życie innych - normalnych - jest dużo ciekawsze, przesiąknięte wolnością i gonieniem za upragnionym szczęściem. Jako jeszcze utytołowana lady musiała trzymać się prostych zasad, by nigdy więcej nie podpaść ojcu, który trzymał ją w garści i bawił się w kotka i myszkę, jakby to była największa rozrywka.
Może dlatego list od Roxanne sprawił, że czym prędzej wyszła z domu i teleportowała się do dzielnicy portowej? Nie widziała tej dziewczyny od wielu miesięcy, bo ostatni raz w Oslo, gdy obie udawały, że świetnie się bawią zdając raport z krótkiej misji, która zakończona fiaskiem była powodem niemałych kłopotów. To był zatem doskonały czas, w którym mogły powspominać wszystkie stare dzieje i pośmiać się przy kubku gorącej herbaty, wszak od pewnej grudniowej nocy, Katya nie zamierzała sięgać po mocniejsze trunki.
A skoro już o nich mowa...
Poczuła silne szarpnięcie za przegub i uniosła tęczówki na mężczyznę, być może trafniejszym tytułem byłby - ochlajtus, którego woń czuć było w odległości kilku mil. Z drugiej strony mogła być to również portowa dzielnica, w której młoda szlachcianka z pewnością zgubiła się szybciej, niż ktokolwiek był w stanie to przewidzieć. Przełknęła głośniej ślinę, a serce załomotało w jej piersi, gdy w końcu ogarnęła tęczówkami pełną posturę nieznanego jegomościa, a pijacka odzywka sprawiła, że szarpneła się i próbowała odsunąć na krok, jakby jedyną perspektywą stała się ucieczka. Uścisk był jednak nad wyraz silny, a drobna aurorka nie zamierzała wdawać się w słowne potyczki z człowiekiem, który inteligencją nie różnił się zapewne od górskiego trolla. Nawet początek odzywki mieli podobny.
-Jakże rozkoszna propozycja, na którą niemal bym się zgodziła, ale świadomość, że ta woń towarzyszyłaby mi przez najbliższe miesiące sprawia, iż... - zawiesiła głos, a ciężka dłoń zacisnęła się jeszcze mocniej na drobnej ręce dziewczęcia, na co syknęła z bólu. Zmrużyła też gniewnie oczy i już przymierzała się do porządnego kuksańca w brzuch, który z pewnością odbiłby się jak piłeczka, a co gorsza - mogłaby się uszkodzić sama. Ta wizja sprawiła, że zastygła w bezruchu i usłyszała głos. Nie potrafiła go przypisać do żadnego człowieka, który byłby znajomy, ale z drugiej strony - jak to kobieta - doszukała się w tym swoistego rodzaju intrygi. Nowoprzybyły musiał być przyjacielem oprycha!
-Och, ten nowy przydomek chyba mi się spodoba! - mruknęła z drwiną i wywróciła teatralnie oczami, bo czuła się jak klacz na aukcji wystawowej. Liczyła natomiast, że pan James, którego imienia na razie nie znała, dopomoże w trudnej sytuacji życiowej. Była zdana w końcu na łaskę marynarza - albo i niełaskę. -Ale właśnie - właśnie, gdyby mnie teraz szanowny pan z zamiłowaniem do jakże górnolotnych propozycji puścił - prychnęła pod nosem -to naprawdę ja i mój przyjaciel bylibyśmy wdzięczni i niezwykle radzi za oszałamiającą sugestię zakupu pereł. Mój drogi, może jednak dobijesz z panem targu, bo ramię mi ścierpło? - stopy zresztą też -i wrócimy do miejsca, w którym z pewnością nie wpadnę już w niepowołane ręce? - zaproponowała, ale wczuła się w całą aurę, wszak aktorką była doskonałą i maskowała wszelkie odczucia. Także te związane z daniem nauczki obrońcy, który pewnie sam zamierzał ją zaciągnąć na statek, by zamknąć w skrzyni, a potem oddać jakimś piratom jako okup. Jeżeli beczka rumu też wchodziła w grę, to lepiej, żeby o takich niecnych planach nie miała pojęcia. Humor jej nie dopisywał, a gniew kobiety na dwa tygodnie przed ślubem bywa nieporównywalny z jakimkolwiek innym stanem, w który mogła wpaść. W końcu... Wciąż pozostawała tylko damą o sile przypominającej małą przepiórkę.
Kiedy spostrzegła jednak różdżkę, poczuła też zwalniający uścisk, a to było dobrą wróżbą. Przynajmniej na tyle, by jakoś się wykaraskać z tej nietypowej sytuacji.
-A umiesz walczyć jak mężczyzna - hęęęk, co byś nie wisiał jak szczur lądowy? Zamiast patykami, hęęęk - wojuj lepi.. - no i nie zdążył dokończyć, bo zatoczył się od nadmiaru bąbęlków, które szumiały mu w głowie i runął na maleńką Katyę, która upadła na betonowe płyty. Uchroniła jedynie twarz przed brutalnym zderzeniem, a zaraz potem uniosła głowę, by spojrzeć z czystą desperacją w oczach na nieznajomego. -O, słodki Merlinie! Jeśli nie chce mnie pan mieć na sumieniu, to proszę nie skazywać mnie na męczeńską śmierć! - jęknęła żałośnie i powoli traciła dech. Nieprzyjemny typ był doprawdy ciężki.

/oboże, przepraszam - nie bierz ze mnie przykładu <3


meet me  with bundles of flowers We'll wade through the hours of cold Winter she'll howl at the walls Tearing down doors of time
Katya Ollivander
Katya Ollivander
Zawód : Zawieszona w prawie wykonywania zawodu
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Mogę się oprzeć wszystkiemu z wyjątkiem pokusy!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t2039-celeste-ellsworth https://www.morsmordre.net/t2291-vesper#34826 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204
Re: Marina [odnośnik]13.06.16 0:47
|ok, mi pasuje <3

Przyjaciel. James uśmiechnął się pod nosem. Nie miewał takich przyjaciółek. Jakoś tak dziwnie potoczyło się jego życie, że w ogóle miał mało w nim przyjaciół. Zawieszony między niesamowitym, pełnym cudów, ale i obcym światem magii, a znajomym, brudnym i brutalnym światem mugoli. Nigdzie nie należał, a nigdy nie udało mu się tych różnych rzeczywistości ze sobą połączyć. Wszystko, czego uczył się w jednej, okazywało się nieprzydatne w drugiej i na odwrót. Wybrał bycie czarodziejem, bo miał wrażenie, że tu coś osiągnie. I w tym świecie była Minnie. Ale nawet tutaj, mając do dyspozycji różdżkę, mogąc pozwolić sobie na więcej niż byłby w stanie wśród mugoli, nie stać go było na kupowanie pereł. Spojrzał na kobietę niechętnie. Czy on wyglądała na milionera, który kupuje perły obcym kobietom? Sugerowanie komukolwiek w tym miejscu, że jest się z nim gotowym na negocjacje nie było dobrym pomysłem. Dobicie targu zabrzmiało jakby był alfonsem i chciał pieniędzy od marynarza za możliwość spędzenia z kobietą tych kilku godzin. Na szczęście nie musiał odpowiadać. Ani na propozycję kupowania pereł, ich licytowania, ani na próbę sprowokowania bójki, która wcale mu się teraz nie uśmiechała. Było za zimno na walkę na pięści, a on marzył już tylko o kubku gorącej herbaty i książce, która czekała na niego w mieszkaniu. Nie był do końca pewien z resztą, kogo nieznajoma chciała namówić na pojedynek. Zaczął jednak żałować, że się w to wmieszał. Na szczęście jednak udało uniknąć się i kupowania pereł, i bójki. Jego potencjalny przeciwnik skapitulował. Niestety przygniótł przy tym niewiastę, która uwięzła pod jego ciężkim cielskiem. Już miał jej pomóc, kiedy usłyszał ponaglające miauczenie Kalego. Przecież nie zostawi jej teraz. Skoro raz postanowił zachować się jak dżentelmen, to zachowa się tak do końca. Z cichym westchnieniem schylił się, żeby podnieść pijanego marynarza na tyle, żeby kobieta mogła się spod niego wyczołgać. Miał złe przeczucie, że wokół mogą kręcić się jego towarzysze. Nie byłoby tu mądrze zostawać zbyt długo. Jak najszybciej powinien stąd wyprowadzić nieznajomą w jakieś bezpieczne miejsce. Skoro nie skazał jej na męczeńską śmierć, pomoże jej nawet znaleźć drogę do domu. W gruncie rzeczy nie miał nic ciekawszego do roboty. Pomoże jej znaleźć kominek z siecią fiuu, postawi nawet herbatę z rumem na rozgrzanie. W końcu jest paskudnie zimno. A do tego czasu może nawet skończy prac i będzie mógł wreszcie pójść do domu. Najpierw jednak podnieść mężczyznę. To okazało się nie lada wyzwaniem.
- Spróbuję go nieco podnieść, żeby mogła się pani spod niego wydostać.
Stęknął z wysiłku podnosząc bezwładne ciało, które na domiar złego leciało przez ręce. Podnoszenie nieprzytomnych jest najgorsze, ich stawy wyginają się w każdym możliwym kierunku, jakby nie chciały pozwolić, by w jakąkolwiek stronę ruszyć to wielkie cielsko. Ale wreszcie się udało, pomimo trudu podniósł marynarza uwalniając nieznajomą.
- Zaprowadzę panią do jakiegoś baru z siecią fiuu - zaproponował odkładając nieprzytomnego gdzieś obok i rzucając na jego ubrania zaklęcie rozgrzewające. Nie zależało mu w końcu na trupie w jego marinie.
- Może napije się też pani czegoś cieplejszego? Dosyć dzisiaj zimno.
Nie brzmiał zbyt przekonująco, ale też niespecjalnie mu na tym zależało. Nie zostawi kobiety zagubionej w porcie, całkiem samej. Ale James nigdy nie nauczył się, jak być miłym i elokwentnym człowiekiem zdobywającym niewieście serca.
Gość
Anonymous
Gość
Re: Marina [odnośnik]14.06.16 19:23
Katya natomiast otaczała się kilkoma osobami, którym bezgranicznie ufała, ale tytuł prawdziwego przyjaciela mogła przyznać tylko jednemu człowiekowi. Zawsze był wtedy, gdy tego potrzebowała. Pokazywał, że życie nie jest takie złe i przypominał o tym, co jest niezwykle ważne, a teraz? Ich drogi minimalnie się rozeszły i, pomimo że bardzo chciała wrócić do pierwotnego stanu rzeczy, tak nie potrafiła. Bała się, że zawiodłaby na całej linii, a przecież to byłoby najgorsze, prawda? Dla niej z pewnością, choć przecież musiała nabrać odpowiedniego dystansu, by nie dać się zwariować.
Sytuacja, w której się znalazła, z pewnością niczego nie ułatwiała. Nie mogła zrozumieć, dlaczego dała się tutaj wyciągnąć? Dlaczego to nie mogła być przytulna knajpka w centrum Londynu? Dlaczego to nawet nie mógł być dworek, w którym mieszkała?  Gdyby ktokolwiek decydował się dać jej drugie imię, to mogłaby się nazywać bez żadnego zawahania - kłopot albo pomyłka. Przypominała zagubionego szczeniaka, który nie umie się odnaleźć i szuka pomocy. Nie przypuszczała, że ta przyjdzie i to jeszcze ze strony mugolaka. Czarodzieja z niemagicznej rodziny. To w końcu do jego przedstawicieli próbowano ją zniechęcić, ale przecież ona... Nie umiała poczuć czystej nienawiści względem ludzi, którzy mieli prawo do rozwijania swoich umiejętności, a łączenie krwi uważała za coś słusznego i właściwego. Dopiero spotkania z niektórymi przedstawicielami świata, który chronili przed nieświadomymi niczego ludźmi, dawało jej pogląd, że powinna odpuścić. Tak, po prostu. Trzymać się z dala od takich jak Morpheus. Nie chciała jednak wierzyć w jego winę. Znała go w końcu i to nie parę tygodni, a miesięcy, może nawet lat i nagle powinna zaufać temu, że... Kogoś zabił? Nie umiała, pomimo że trzymała się na dystans od wszelkich spraw związanych z Mulciberem. Obiecała mu to w końcu.
-O, tak! To świetny pomysł, o ile nic mi nie przetrącił - burknęła pod nosem, bo nie zamierzała być opryskliwa, ale czuła jak żebra wbijają jej się w płuca, a kości biodrowe są ranione przez ostre krawędzie chodnika. Oddychała ciężko, gdyż każdy najmniejszy ruch sprawiał jej ból, ale musiała zaufać nieznajomemu, że jest w stanie sobie poradzić. Bo był, prawda? Po kilku próbowach wstała w końcu i przetarła dłońmi płaszcz. Nie sądziła, że to wszystko będzie tak trudne, ale cóż innego pozostało Ollivander? Wbiła wzrok w Jamesa i uśmiechnęła się nikle.
-Mogę się napić, ale za sieć fiuu podziekuję. Mam do niej uraz, dlatego stawiam na teleportację - wytłumaczyła pospiesznie i niemal zgodnie z prawdą, wszak niejednokrotnie myliła się w nazwach ulic, na których chciała wylądować i to ile razy znalazła się na Nokturnie, cóż - nie potrafiła tego zliczyć. -Jak ma pan na imię i gdzie proponuje coś ciepłego? - zagaiła jeszcze, a wszystkie nerwy, których jej dostarczoną za sprawą grubego marynarza, ochlajtusa i pucybuta odeszły w dal. Nie trzeba było się nim martwić, choć kiedy poruszył się nagle, Katya spięła się cała i wywróciła teatralnie oczami. -Chyba powinniśmy stąd jak najszybciej iść, zanim się obudzi.


meet me  with bundles of flowers We'll wade through the hours of cold Winter she'll howl at the walls Tearing down doors of time
Katya Ollivander
Katya Ollivander
Zawód : Zawieszona w prawie wykonywania zawodu
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Mogę się oprzeć wszystkiemu z wyjątkiem pokusy!
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t2039-celeste-ellsworth https://www.morsmordre.net/t2291-vesper#34826 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204
Re: Marina [odnośnik]14.01.17 12:16
| 5 kwietnia

Słońce powoli zachodziło i z każdą minutą znajdowało się coraz niżej. Prawie całkiem czyste niebo, po zachodniej stronie poprzerywane było podłużnymi obłokami, przez co świetliste promienie przepięknie na nich tańczyły, a im później się robiło, tym ładniejsze kolory tworzyły się po tamtej stronie. Szłam brzegiem, nie mogąc oderwać wzroku od widoków, więc bardziej patrzyłam w górę niż na drogę.
Ciemno-zielona suknia szeleściła przy każdym ruchu, na wierzch natomiast założyłam płaszcz w podobnym, ale jeszcze ciemniejszym kolorze, wpadał więc niemalże w czerń. Lubiłam szaty w różny sposób urozmaicone, pokazujące po prostu, że mogę sobie na to pozwolić, jednak dzisiejsze ubranie wierzchnie nie było obszyte futerkiem czy innymi ozdobami, toteż w porównaniu ze zwykle noszona przeze mnie garderobą prezentowało się raczej skromnie. Materiał skrywał mnie prawie w całości, szczególnie, że narzuciłam kaptur na głowę, chowając pod spodem złote kosmyki włosów. Nie na rękę byłoby mi, gdyby ktoś mnie rozpoznał, chociaż równocześnie nie miałabym kłopotów - zwyczajnie nie chciała musieć się tłumaczyć.
Statek do którego zmierzałam, powinien być gdzieś tutaj, jednak nie znałam dokładnie miejsca gdzie miał zacumować. Przypłynął prosto z Francji, a na jego pokładzie miały być różne ciekawe rzeczy. Wcale nie zależało mi na biżuterii czy może jakichś czarnomagicznych artefaktach, interesowały mnie księgi - nie mniej interesujące.
Postawiłam pierwsze kroki na skrzypiących deskach pomostu. Stojące przy nim wielkie statki sprawiały, że co pewien czas znajdowałam się w cieniu. W jednej z takich ciemności dostrzegłam dwóch mężczyzn - za późno, by móc się zawrócić, zresztą pewnie i tak bym tego nie zrobiła, bagatelizując potencjalne zagrożenie. Szłam prosto, niby ich nie zauważając. Oni, wręcz przeciwnie, wpatrywali się we mnie dziwnie i już będąc tuż-tuż, zorientowałam się, że nie zamierzają pozwolić mi przejść swobodnie.
Everte Stati, szepnęłam, wyciągając szybko różdżkę i celując w jednego z nich. Tamci jednak też mieli różdżki, nic dziwnego, w końcu znajdowaliśmy się w magicznej części portu.


1 - trafiam w zbója
2 - trafiam w Edena
3 - trafiam w jakąś podejrzaną skrzynię i równie podejrzane przedmioty rozsypują się po pomoście
Liliana Yaxley
Liliana Yaxley
Zawód : -
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Ciężko było przestać wierzyć, że kwiat może być piękny bez celu, ciężko przyjąć, że można tańczyć w ciemnościach.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3066-liliana-yaxley#50362 https://www.morsmordre.net/t3091-ares#50606 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3506-liliana-yaxley#61144
Re: Marina [odnośnik]14.01.17 12:45
The member 'Liliana Yaxley' has done the following action : rzut kością


'k3' : 3
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Marina Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Marina [odnośnik]17.01.17 13:45
Nie powinien tu tak często bywać. Minęło kilka lat, a on już zdążył uczestniczyć w dwóch wypadkach, oba ze skutkiem śmiertelnym. To nie wróżyło dobrze jego karierze, a przynajmniej tej którą wybrał jako pierwszą, bo teraz chciał być też kimś innym prawda? Miewał momenty, kiedy w to wątpił, jednak wciąż trzymał się ścieżki prowadzącej do zostania profesjonalnym łowcą. Lecz gdy tylko miał od tego przerwę, a jego siostry, jak zwykle, nie było w domu on kierował się do portu. Tak było też i tego dnia, kiedy praktycznie od rana robił coś przy swojej żaglówce albo po prostu przechadzał się po okolicy. Nie myślał o niczym konkretnym, bo to nie doprowadziłoby do niczego dobrego. Wieczór był już coraz bliżej, tak więc powoli zbierał się już do domu. Odruchowo zakasał rękawy koszuli, które nieco się osunęły, a robiąc tu usłyszał coś dziwnego. W sensie, był to jakiś huk i najpewniej by to zignorował, w końcu ludziom zdarzało się coś upuścić, jednak teraz było nieco inaczej. Rozejrzał się po okolicy, zrobił to z zwyczajnej ciekawości, może stało się coś na tyle fascynującego, aby potem opowiedzieć o tym Cece? Poza tym, że pewnie nie byłaby zadowolona z tego gdzie był, a nie zamierzał kłamać. Potrząsnął lekko głową, aby na tą chwilę przestać o tym rozmyślać i skupić się na odnalezieniu źródła tego szczególnego hałasu. Nie zajęło mu to dużo czasu, na jednym z pomostów stała kobieta z wyciągniętą różdżką, mierzyła w kierunku dwóch mężczyzn, którzy nie byli jej dłużni. Poza tym obok leżała rozwalona skrzynia i jej zawartość rozrzucona dookoła, skutek źle wymierzonego zaklęcia? Nie było czasu na wysnuwanie wniosków, działo się właśnie coś co wymagało interwencji, nie darowałby sobie potem gdyby... Gdyby ktoś znów zginął, przez to co zrobił, nawet jeśli tym razem nie byłby w to zamieszany. Podbiegł do nieznajomych, w międzyczasie wyciągnął różdżkę, a kiedy był już tuż za plecami dwójki nieznanych ludzi, a przodem do kobiety, na którą spojrzał przelotnie, wymierzył ją w jednego z nich. Starał się obserwować jednocześnie oboje, aby móc zapobiec wykonaniu jakiegoś podejrzanego ruchu - Panowie się naprzykrzają? - powiedział na tyle głośno, aby zwrócili na niego uwagę. Był gotowy na ich reakcję, poradziłby sobie z nimi zaklęciami lub nawet i bez nich.
Gość
Anonymous
Gość
Re: Marina [odnośnik]21.01.17 0:58
Ze zdenerwowania skierowałam różdżkę nie tam gdzie trzeba i zaklęcie przemknęło całkiem blisko zdecydowanie-podejrzanego-czarodzieja. O ile wcześniej byłam przekonana, że poradzę sobie z tą dwójką, to nagle już nie byłam tego taka pewna. Moja zdolność rzucania celnych czarów zadziwiająco często zawodziła wtedy, kiedy naprawdę jej potrzebowałam. W jednej chwili w głowie miałam pustkę i zupełnie nie wiedziałam co teraz. Francuskie książki odeszły na drugi plan, a może nawet na trzeci, bo wcale teraz o nich nie myślałam.
Zastanawiałam się właśnie, czy może spróbować jeszcze raz rzucić zaklęcie - wiedziałam jednak, że nie zdążyłabym powstrzymać obydwu zbirów - czy może się teleportować, jednak istniało duże prawdopodobieństwo, że przyjdzie im do głowy złapać moją znikającą nogą w i ten sposób się rozczepię... Naprawdę, wszystkie perspektywy przedstawiały się beznadziejnie, aż do czasu, kiedy usłyszałam głos mojego wybawiciela. Od razu tak założyłam, bo przechodzeń, który nie ma zamiaru interweniować, na pewno nie odzywa się w ten sposób. Zarówno ja, jak i dwójka panów, spojrzeliśmy na przybysza. Być może pytanie było skierowane do mnie, jednak byłam zbyt przerażona, żeby potwierdzić. Za to panowie ani myśleli tylko stać się i patrzeć, zaraz z wyciągniętymi różdżkami ruszyli na Edena... chociaż wyglądali bardziej, jakby chcieli go pobić.
- Nie twoja sprawa - warknął ten większy. - Chcesz skończyć, pływając z trytonami? - Być może wymyślili sobie, że najpierw zajmą się mężczyzną, a potem wrócą do mnie - na pewno nie wierzyli, że potrafiłabym się przed nimi obronić, szczególnie po mojej prezentacji przed chwilą. Jednak kiedy ci się odwrócili, wyciągnęłam trochę trzęsącą się rękę, żeby szeptem powiedzieć Petrificus Totalus. Nieeleganckie celowanie w plecy wydawało się być w tej chwili koniecznością. Równocześnie mogłam pomóc nieznajomemu, któremu teraz pozostał tylko jeden czarodziej do pokonania.
Liliana Yaxley
Liliana Yaxley
Zawód : -
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Ciężko było przestać wierzyć, że kwiat może być piękny bez celu, ciężko przyjąć, że można tańczyć w ciemnościach.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3066-liliana-yaxley#50362 https://www.morsmordre.net/t3091-ares#50606 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3506-liliana-yaxley#61144
Re: Marina [odnośnik]22.01.17 15:27
Dość często głęboko zakorzeniona chęć pomocy innym sprawiała, że pakował się w w niemałe kłopoty. Nie do końca wiadomo jednak czy to za sprawą umiejętności, czy też zwykłego szczęścia udawało mu się z nich wychodzić bez większego szwanku. No, może raz czy dwa bywało nieco gorzej, ale wciąż żył, jak było widać na załączonym obrazku. Sam nie do końca wiedział, czemu praktycznie od zawsze był czymś na kształt obrońcy, w życiu, a nawet grając w Quidditcha. Na pewno pomagała mu w tej roli znajomość zaklęć, jak i również możliwość sprawnego użycia ich w praktyce, zwyczajnie nie dawał się ponosić emocjom. Konkretniej chodziło o zdenerwowanie lub nagłe obudzenie się w nim agresji, z czym starał się walczyć. Oczywiście nigdy nie zachowywał się w ten sposób w towarzystwie kobiety, nawet, kiedy ta wyjątkowo się o to starała, umyślnie lub nie. Po prostu to stanowiłoby ujmę dla jego godności, co innego jeśli stanąłby naprzeciw osoby tej samej płci. W tej sytuacji tak się właśnie składało, że miał przed sobą dwóch przeciwników i nie miał zamiaru zawahać się przed jakimkolwiek ruchem. Nie okazywał również jakiegokolwiek poruszenia tą sytuacją i odzywkami nieznajomych. Przeciwnik mógłby dojść szybko przejąć inicjatywę, gdyby tylko zauważył, że na przykład zwyczajnie obawia się tego, co może nastąpić. Jednak w jego przypadku zwyczajnie nie brakowało mu pewności siebie.
Uśmiechnął się drwiąco w reakcji na wspomnienie o trytonach, dobrze wiedział jak poradzić sobie z nimi, a tym bardziej z różnego rodzaju stworzeniami. Nie zamierzał jednak dzielić się tą informacją - Wręcz przeciwnie - powiedział tylko, w głowie mając już pewien plan. Ten dość szybko uległ zmianie, ponieważ chwilę później pozostał mu tylko jeden przeciwnik. Nie czekając na dalszy rozwój wydarzeń szybko rzucił Drętwotę na drugiego z nich, ot pierwsze zaklęcie, które przyszło mu do głowy. Po wszystkim opuścił różdżkę, nie chowając jej jednak, na wypadek, gdyby miało się zadziać coś jeszcze. Przeniósł również wzrok z przeciwników na nieznajomą kobietę, której tym razem mógł się przyjrzeć nieco lepiej.
- Dziękuję za pomoc, razem poszło nam dość sprawnie. Wszystko w porządku? - powiedział, nie zamierzając umniejszać jej udziału w rozwoju wypadków. Akcja mogła się potoczyć o wiele gorzej, gdyby tylko oboje zrobiliby coś innego.
- Jeśli zechcesz mogę ci towarzyszyć, gdziekolwiek chciałaś się udać, nie wiadomo czy nie napatoczy się tu więcej takich typów - zaproponował wiedząc, że kobieta może mu odmówić. W końcu ludzie przychodzili tu po różne rzeczy, mniej lub bardziej podejrzane. Przy tych drugich tym bardziej nie chcieliby mieć za towarzysza kogoś zupełnie obcego. Nie przejąłby się jednak odmową i tak miał już satysfakcję w tego, że mógł pomóc.
-  Może lepiej będzie jeśli chociaż się stąd oddalimy, byłbym zapomniał, nazywam się Eden - przypomniał sobie o tych dwóch istotnych sprawach, nierozsądne było stanie przy tych zdecydowanie-podejrzanych-czarodziejach. Wyciągnął rękę w jej stronę, przy czym lekko się ukłonił, chcąc jej pomóc w przekroczeniu przeszkody jaką stanowili.
Gość
Anonymous
Gość
Re: Marina [odnośnik]22.01.17 23:40
Pierwszy raz znalazłam się w takiej sytuacji, może dlatego, że raczej nie zapuszczałam się w takiej miejsca. Port co prawda nie był specjalnie obskurny miejscem, były tutaj w końcu naprawdę eleganckie restauracje do których nie powstydziłaby się pójść żadna dama, jednak pomost o tej porze nie wydawał się tak przyjazny. Być może powinnam była przyjść tutaj o wcześniejszej godzinie - kiedy deski uginały się od krążących tutaj marynarzy, ale prawdę mówiąc ta perspektywa też nie wydawała się najlepsza - mogłabym wtedy wzbudzać zbyt duże zainteresowania i sypałoby się mnóstwo pytań - co panna tutaj robi?
Miałam wielkie szczęście, że zostałam uratowana z tej beznadziejnej sytuacji. W ostateczności mogłaby się ratować nazwiskiem i obietnicami, czego to nie dostaną, jeśli mnie puszczą... ale wiadomo, co by im przyszło do głowy? Wzdrygałam się na samą myśl o tym. Z ulgą patrzyłam jak jeden ze zbirów pada pod moim zaklęciem, a kolejny chwilę później - teraz już nie wydawało się to aż tak ciężkie do zrobienia. Panowie leżeli niczym dwie kłody, zdecydowanie zgubiła ich nadmierna pewność siebie, niedocenienie przeciwnika za swoimi plecami i zapewne również głupota.
Uśmiechnęłam się do mężczyzny, kiedy już było po wszystkim. Serce wciąż biło mi trochę za szybko, a port mimo wciąż różowego nieba, wydał się mniej przyjaznym miejscem.
- Tak, jestem tylko trochę roztrzęsiona - przyznałam, od razu mu ufając, że na pewno nie jest tym złym. Może powinnam mniej wierzyć obcemu, ale ciężko wątpić w intencje kogoś, kto przed chwilą cię uratował.
Zastanowiłam się chwilę, przypominając sobie o celu mojej wyprawy. Książki teoretycznie nie były niczym podejrzanym, chociaż nie byłam pewna jak przedstawia się okręt którym przypłynęły.
- Byłoby mi bardzo miło - odparłam w końcu, nie wiedząc, co jeszcze może czekać na mnie w porcie. Również myślałam, że dobrym pomysłem jest się stąd szybko oddalić - nie wiadomo jak długo miały działać nasze zaklęcia i czy ktoś jeszcze tutaj się nie pojawi. O ile wątpiłam by jakiś auror czy inny stróż prawa miał się tym zainteresować, to mogły przyjść podobne do leżących na deskach osoby.
Podałam Edenowi dłoń, starając się nie nadepnąć na nogę podejrzanego czarodzieja, a przy tym i nie potknąć się o bałagan, który wcześniej zrobiłam.
- Liliana - przedstawiłam się również, podobnie jak on nie podając swojego nazwiska. - Szłam w tamtą stronę. - Wskazałam drogę pomostem dalej w stronę wody. Gdzieś tam miał znajdować się okręt. Naciągnęłam kaptur bardziej na włosy, chowając kosmyk włosów, który się spod niego wydostał.
- Jesteś marynarzem? - spytałam, kiedy już trochę oddaliliśmy się od miejsca zdarzenia.
Liliana Yaxley
Liliana Yaxley
Zawód : -
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Ciężko było przestać wierzyć, że kwiat może być piękny bez celu, ciężko przyjąć, że można tańczyć w ciemnościach.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3066-liliana-yaxley#50362 https://www.morsmordre.net/t3091-ares#50606 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3506-liliana-yaxley#61144
Re: Marina [odnośnik]27.01.17 0:13
Jakoś nigdy nie bał się przebywać w porcie. Co prawda kiedy był młodszy nie miał takich możliwości obronienia się przed zagrożeniem, które niewątpliwie go czekało, mimo tego, że był mężczyzną. To właśnie przez ten fakt, plus jego charakter równało się temu, że zdarzało mu się wplątywać w pewne dyskusje, w których oczywiście miał pewność, że to on ma racje. Nawet jeśli inni byli bardziej doświadczeni i zwyczajnie jej nie miał. To wszystko doprowadzało czasem do rękoczynów, ale z czasem to wszystko mijało, on się zmienił, no i siłą rzeczy miał już więcej wiedzy na temat żeglowania. Właśnie dlatego coraz bardziej zastanawiał się co robi tu kobieta. Co prawda, ją zapewne zaatakowali z innych powodów. Raczej nie spodziewał się tego, że miała jakąś większą wiedzę na temat żeglarstwa i na pewno sama nie rwała się do bójki. Oczywiście mógł się mylić i jego myślenie było z leksza stereotypowe, ale taka to już ludzka natura. Przez chwilę zastanawiał się też czy nieznajoma jest tu stałym bywalcem, ale przecież chyba by zauważył gdyby tak było, a nawet jeśli nie, to szybko usłyszałby o niej od kogoś w porcie. Tak, wieści roznosiły się tu dość szybko i ktoś w końcu mógłby ją poznać, a wtedy znałby również jej nazwisko.  To byłoby przydatne, wiedziałby z kim na do czynienia, a tak miał przed sobą zagadkę o imieniu Liliana. Miałby problem, gdyby musiał odpowiedzieć na pytanie czy lubi takie sytuacje, były dobre i złe strony, jak praktycznie wszystkiego na tym świecie. To tyczyło się też tych dwóch, którzy wciąż leżeli na pomoście, ale starał się teraz o tym nie myśleć, w końcu kogoś uratował, a jakie będą tego konsekwencje, cóż... zobaczymy.
Skinął głową, przyjmując do wiadomości, że nic jej się nie stało. Gdyby było inaczej nie wiedział czy poradziłby z ewentualnym opatrzeniem ran, tu przydałaby się jego siostra. Swoją drogą mógłby się do niej zgłosić na małe szkolenie, ale ostatnio oboje byli tak zajęci, że ledwo mieli czas na zjedzenie razem posiłku. Cóż, może kiedyś. Podniósł lekko brwi, nie spodziewając się odpowiedzi, którą uzyskał, minęło trochę czasu odkąd... poznał jakąś kobietę. No, nie wliczając w to tych poznanych przy okazji pracy. Mogło to dziwnie zabrzmieć, ale taka była prawda, od czasu wypadku zajmował się wszystkim tylko nie tym.
Zacisnął palce na jej dłoni, aby mogła pewnie przekroczyć przeszkody, po czym puścił ją, kiedy było już po wszystkim. Nie było nic gorszego niż niezręczne trzymanie ręki kogoś nieznajomego, nawet jeśli znali już swoje imiona.
- Miło poznać - powiedział i uśmiechnął się lekko, nawet nie kontrolując, że to robi, spojrzał też w stronę którą mu wskazała i przyjął do wiadomości to, że po drodze mogą napotkać następne niekoniecznie przyjaźnie nastawione osoby - Trzeba będzie uważać na kolejnych, kto wie, czy jest ich tu więcej - ostrzegł ją, aby była przygotowana na ewentualny atak, chociaż teraz kiedy szli razem, była na to mniejsza szansa. Idąc razem pomostem rozmyślał nad różnymi sprawami i nawet nie wpadł na to, aby zapytać o coś towarzyszkę, na szczęścia ta go ubiegła - W zasadzie to już nie, teraz po prostu lubię żeglować od czasu do czasu, głównie zajmuję się łowiectwem - odpowiedział w największym skrócie na jaki mógł się zdobyć w tej chwili. Dłuższa wersja była zarezerwowana dla tych najbliższych, bo i do wesołych nie należała.
- A ty czym się zajmujesz? Jeśli można wiedzieć - zadał pierwsze pytanie jakie przyszło mu do głowy, póki co nie wypadało pytać o inne sprawy. Z resztą zrobił to raczej, aby podtrzymać rozmowę niż się czegoś dowiedzieć. Nie wiedział nawet czy kiedyś się jeszcze spotkają, a głupek na tą chwilę nawet nie pomyślał o tym, że mógłby ją gdzieś zaprosić.
- Często tu bywasz? - rzucił nagle zaprzestając poszukiwaniom kolejnych przeciwników, woląc w końcu spojrzeć na nią. Może było to trochę nierozsądne, ale szczerze mówiąc nie mógł się już powstrzymać. Od statku zapewne nie dzieliła ich już zbyt duża odległość, a potem się już rozstaną. W końcu miał jej tylko towarzyszyć w drodze na miejsce.
Gość
Anonymous
Gość
Re: Marina [odnośnik]31.01.17 1:03
Wydawało się, że mimo sprawiającej lekko eleganckie wrażenie koszuli, Eden jakoś tutaj pasował - to dlatego od razu przyszło mi do głowy, że jest właśnie marynarzem. Nie pytałam się o nazwisko, bo w zamian wypadałoby podać swoje, miałam jednak wielką nadzieję (i przeczucie), że mężczyzna, który był tak uprzejmy i uratował damę przed niebezpieczeństwem, nie może mieć w sobie zbyt dużo mugolskiej krwi. Kłóciłoby się to ze wszystkim, czego mnie uczono, że dobre wychowanie otrzymywało się przede wszystkim w odpowiednich rodzinach.
Po tym incydencie poczułam się w porcie trochę nieswojo, jednak obecność życzliwego w stosunku do mnie mężczyzny, który w dodatku wydawał się tutaj odnajdować, była całkiem kojąca. Odwzajemniłam uśmiech, chociaż mój bardziej zauważalny, a na pewno w miłym wyrazie rozjaśniał całą twarz, bo obejmował nie tylko usta, a również oczy.
- To prawda, trzeba mieć różdżkę przygotowaną - odparłam, chociaż w rzeczywistości nie rozglądałam się aż tak, jak mogłyby to sugerować moje słowa. Ciekawszym obiektem obserwacji wydawał się zachód słońca, który jakby odzyskał swój urok, zacienione żaglowce i idący obok mężczyzna, na którego spoglądałam czasem, niezbyt jednak nachalnie, na tyle na ile wypadało podczas podobnej rozmowy.
- Już nie? Czyżby morze okazało się nie być dostatecznie fascynującym otoczeniem? - spytałam, na co w zwyczajnych okolicznościach bym sobie nie pozwoliła, bo postrzegane by to było, jako zbytnie dopytywanie się. A co dopiero, gdybym wiedziała, że to nieprzyjemny dla towarzysza temat. W tej chwili port, nie mówiąc o otwartej wodzie, wydawał mi się miejscem, które ciężko zostawić, kiedy już raz się je pokocha - trochę tak jak było z konnymi przejażdżkami.
- Zajmuję się dyplomacją - powiedziałam bardzo ogólnie, nad wyraz może określając to, co na razie robiłam. Byłam przekonana, że kiedyś będę mogła tak to nazwać, o ile tylko wcześniej nie zamkną mojego departamentu.
Obserwowałam dalej żaglowce, na jednym z nich wyraźnie plątało się dużo ludzi, jakby niedawno przypłynął. Rozpoznał w nim mój cel, zwolniłam więc krok, żeby nie znaleźć się za szybko przy samej kładce prowadzącej na pokład.
- Czasem. Jednak pierwszy raz jestem tu sama - powiedziałam zgodnie z prawdą. - Czy mógłbyś chwilę poczekać? - spytałam, z jednej strony nie chcąc, żeby podchodził ze mną, a z drugiej, żeby znikał. Kiedy oddaliłam się kawałek, jakiś człowiek ze statku mnie zauważył i podszedł - do idealnego skojarzenia z piratem brakowało mu chyba tylko przepaski na oku. Parę minut i trochę więcej galeonów później, wręczył mi dwie księgi, oprawione w granatową skórą ze złotymi francuskimi literami wygrawerowanymi na grzbiecie. Zadowolona, że wszystko poszło sprawnie, mogłam wrócić do Edena. Przytuliłam swój nabytek do piersi, nie mając gdzie go schować, to było bardzo nieprzemyślane z mojej strony.
Liliana Yaxley
Liliana Yaxley
Zawód : -
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Ciężko było przestać wierzyć, że kwiat może być piękny bez celu, ciężko przyjąć, że można tańczyć w ciemnościach.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3066-liliana-yaxley#50362 https://www.morsmordre.net/t3091-ares#50606 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-yaxley-s-hall https://www.morsmordre.net/t3506-liliana-yaxley#61144
Re: Marina [odnośnik]17.02.17 19:37
Gdyby kiedykolwiek między nimi wywiązała się rozmowa na temat czystości krwi i związanego z tym wychowania zapewne doszłoby do dłuższej wymiany zdań. Do kłótni raczej by nie doprowadził, ale na pewno nie do końca by się z nią zgadzał. Oczywiście było to całkowicie normalne, co człowiek to inne poglądy, jednak nie próbowałby ją też jakoś szczególnie przekonać, każdy miał prawo do swojego zdania. Z resztą nie znali się na tyle, aby rozmawiać o swoim światopoglądzie, nie mówiąc już o próbach zmieniania go. Dodając do tego trudność w przeciągnięciu kogoś na swoją stronę... rodził się z tego temat równie ciężki jak opowiadanie o powodach rezygnacji z bycia przyszłym kapitanem. Jak to on nie zamierzał pokazywać po sobie tego, że tak było, a przynajmniej się starał, bo zapewne jego twarz nieco go zdradziła. Jego wzrok szybko powędrował w dół, tak więc przez chwilę uparcie wpatrywał się w deski pomostu - Morze bywa zdradliwe, czasem dziwie się, że wciąż nie mogę sobie odpuścić tego wszystkiego - mówiąc to podniósł głowę, aby móc spojrzeć  na pobliski statek - Przeżyłem kilka wypadków, to wystarczyło, teraz wolę być blisko rodziny - tutaj praktycznie jej się zwierzył, co zupełnie nie było w jego stylu, odkaszlnął jakby miało mu to pomóc w ogarnięciu się. Tą funkcję spełniła też zwyczajna zmiana tematu, jednak w jego głowie na sekundę pojawiła się myśl - dlaczego to zrobił? Szybko odpowiedział sobie, że to pewnie otoczenie skłoniło go do zdradzenia czegoś na swój temat, zachód słońca i takie tam, tak, to na pewno to.
- Ciekawe zajęcie - podsumował, nie wiedząc cóż jeszcze mógłby powiedzieć na tak ogólnikową odpowiedź. Być może był lekko zdziwiony faktem, że towarzyszka zajmuje się właśnie tym, jednakże nie miał zbyt wiele czasu, żeby się nad tym zastanawiać, ponieważ właśnie dotarli na miejsce. Teraz jego uwagę skradł statek oraz jego załoga, powróciły wspomnienia, na szczęście tym razem te lepsze, na dodatek dane mu było pozostać z nimi na dłużej - Oczywiście - odpowiedział wciąż pochłonięty myślami, wpatrując się w żaglowiec wyglądał na nieco oszołomionego. Włożył ręce do kieszeni przy okazji chowając różdżkę i pozostał w takiej pozycji aż do powrotu Liliany. Jednocześnie starał się też obserwować, choć niezbyt uważnie, miejsce do którego się udała. Jego uwadze nie umknął obcy wyglądem przypominającego pirata, jednak Eden pochłonięty przez wspomnienia przyjął to dość spokojnie. Nie do końca był w stanie określić ile czasu upłynęło jednak rozglądając się zauważył, że kobieta już do niego wraca, uśmiechnął się patrząc na nią, a potem na książki, które niosła - Już po wszystkim? - zapytał nie wypytując o zdobycz, to zdecydowanie nie była jego sprawa - Jeśli chcesz mogę ci dać jakąś torbę, żebyś nie musiała ich tak nosić, powinienem mieć jakąś w żaglówce, jest niedaleko - szybko wywnioskował, że książki trochę kosztowały, poza tym, kto wie czy to nie właśnie z ich powodu kobieta została zaatakowana? Ed i jego teorie...
Gość
Anonymous
Gość

Strona 1 z 24 1, 2, 3 ... 12 ... 24  Next

Marina
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach