Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Przebudzenie krakena - 24.06.1956

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Przebudzenie krakena - 24.06.1956   24.12.17 12:54


24.06.1956 r.

Przebudzenie krakena

Nagła śmierć Naupliusa Traversa

Zmarł Nauplius Travers, czarodziej stateczny, poważny, budzący szacunek, choć na starość głoszący niejasne, kontrowersyjne poglądy sugerujące, że ród Travers zamierza poprzeć mugolską sprawę. Sytuacja ta doprowadziła do konfliktów, rodziny utrzymujące dotąd sojusz z dziećmi morza domagali się wyjaśnień - nigdy ich nie otrzymali, pod krótką wodzą Naupliusa okręt Traversów ugrzązł na mieliźnie. Plotki rozpuszczane przez jego zwolenników a przeciwników najpoważniejszego kontrkandydata do przejęcia pieczy nad rodem sugerują, że okoliczności jego śmierci nie są jasne. Walczący Mag zapewnia, że nie jest to prawdą: ród Black osobiście przeprowadził sekcję zwłok starego czarodzieja i potwierdził, że przyczyną odejścia 56-latka była starość.

Wracając do kontrkandydata Naupliusa, jest to Koronos, jego młody bratanek. Objął władzę jako najmłodszy w historii, w wieku zaledwie 49 lat - i z pewnością poprowadzi okręt Traversów z entuzjazmem godnym młodego człowieka. Całe życie spędził na morzu - wypłynął jeszcze jako nastolatek, przemierzył świat wzdłuż i wszerz, a ostatnie lata stacjonował w pobliżu Trójkąta Bermudzkiego, gdzie bezkompromisowo rozprawiał się z mugolami łamiącymi w tamtym rejonie podstawowe zasady mugolsko-czarodziejskiego układu o tajności. Jego zasługi są nieopisane, więcej na ich temat będzie można przeczytać w specjalnym wydaniu Walczącego Maga poświęconym drodze Koronosa do objęcia władzy. Nie jest łatwa, część rodziny sprzeciwia się jego władzy - ta jednak podejmuje słuszną decyzję o opuszczeniu kraju.

Niezwłocznie publikujemy deklarację lorda nestora - jej wartość w obliczu nadciągającego konfliktu jest i będzie nieoceniona.


Okręt Traversów znów na szerokich wodach

Ja, Koronos Travers, ubolewam nad błędami mojego poprzednika. Długie lata morskiej tradycji sprawiły, że byliśmy dotąd odseparowani od konfliktów targających Wielką Brytanią, niesłusznie i niepotrzebnie. Mamy siłę, nie mniejszą niż pozostałe rody, mamy zasoby i umiejętności, których nie posiada nikt inny. Nastroje się zaostrzają, a my nie pozostaniemy wobec nich obojętni. Nie obierzemy mugolskiej strony. Nie będziemy stać bezczynnie. Podróżując po świecie widziałem zbyt wiele zepsucia, prześladowania małych czarodziejów w Afryce, ostracyzm w Azji, podłość w Ameryce, nie dopuszczą do tego, by to samo uczynić z Europą. Staniemy do walki jako pierwsi i jako ostatni złożymy broń. Od zawsze chroniliśmy przed mugolami morza - od dziś chronić będziemy również lądu.
Nie przepraszam za błędy moich poprzedników - nie odpowiadam za nie. Niosę dziedzictwo pradziadów, którzy dawno ich wyklęli.



O szaleńcach

Gniewny esej Magnusa Rowle'a

Polityka jest brudna, a ci, którzy zajmują się nią bezpośrednio, mają ręce unurzane w tym brudzie po łokcie. Czarodzieje trzeźwo myślący (nieliczny odsetek spośród wszystkich magów, to bardzo przykre) zostali postawieni przez nią pod ścianą w sytuacji dokonanej, z jaką muszą zmagać się na swój własny sposób. O czym dokładnie mowa? O wszystkim. Działania Ministerstwa Magii obserwujemy jawnie, gdyż zakulisowe gry najwyraźniej wyszły już z mody, w kuluarach toczą się rozmowy o winie i kobietach, a urzędnicy wręcz chełpią się swymi pozornymi, drobnymi sukcesami, podając je ucieszonej publice na złotej tacy. Wybieg stosowany już w starożytności, kiedy to Zeus dał się nabrać na podstęp maluczkich (podjudzanych przez zdradzieckiego tytana Prometeusza, wprowadzamy więc nowe pojęcie, uznając go za archetyp zdrajcy własnej krwi), wybierając kości obleczone tłustą skórą. Wąskie patrzenie napytało biedy samym bogom, których błędów przecież nikt z nas – czarodziejów - nie ma zamiaru powielać. Społeczeństwu przychodzi uczyć się na potknięciach najwyższych, a i tak opornie krąży we mgle, przyjmując tłumaczenia, zaniechawszy odwetu. Zadowala się tymi ochłapami, rzuconymi między magów, lecz one już dawno przestały symbolizować ofiarę niedoskonałą: stały się kośćmi niezgody, siejąc zamęt i rozróżniając czarodziejską brać.
Podział straszliwy, niechętny żadnemu zdroworozsądkowemu głosowi, który pragnie jedności i wielkości rasy, budowanej na dwudziestu ośmiu kamieniach węgielnych, gdyż przecież nikomu z nas, nie jest obojętny przyszły los Magicznej Wielkiej Brytanii. Patrzenie na jej destrukcję, na rozpad potęgi, wznoszonej latami to cios prosto w serce, zadany klingą, jaką sami na siebie naostrzyliśmy. Obosieczny miecz tnie bez litości i grzebie całą czarodziejską tradycję, zostawiając po sobie chaos i degrengoladę, w jakiej radośnie taplają się tylko parszywi zdrajcy, ucieszeni odwróceniem uwagi od prawdziwie ważnej kwestii, problemu kwitnącego szerzej, niż kiedykolwiek na żyznym gruncie nieudolności Ministerstwa Magii. Tajemniczy pierwszomajowy wybuch, Londyn zniszczony anomaliami, zbierającymi żniwo przy każdym, choćby najdrobniejszym użyciu magii, moc, która „objawiła się” wśród mugoli, jak ujęła to zahukana redakcja Proroka Codziennego, szereg śmierci i zmiany w kadrze Hogwartu: takimi sensacyjnymi nowinkami czarodziejski rząd tuszuje rozprzestrzeniającą się plagę szlam w oficjalnym obwieszczeniu. Rzucenie mięsa i mało konkretnych informacji, prędzej domysłów niż rzetelnych faktów sprytnie odciąga uwagę od wydarzeń ważnych, rzutujących na przyszłość i tworzącą się historię.

W ogólnym zamieszaniu umykają istotne pytania, które warto zadać na tym niepewnym gruncie, w jaki podstępem czarodzieje zostali wepchnięci. Uwrażliwieni na krzywdę, jakiej niegdyś doświadczyliśmy od mugoli obawiamy się o życie swoich i naszych najbliższych, lecz nie możemy pozostawać ślepcami; odżywiony cmentarz liczb, nazwisk i miejsc nigdy nie był interesujący. Powinien umrzeć na statystyczną rozstrój i dać przestrzeń do czujnego rozejrzenia się po zmarniałej ziemi. Szacując, radykalnych działaczy, gotowych publicznie przyznać, że szlamy nie są niczym innym, jak workiem obleczonym w ludzką skórę z grzechoczącymi w środku kośćmi, ocierającymi się o masę ze ścięgien, tłuszczu, krwi i innych wydzielin jest… za mało. A zarazki rozmnażają się szybciej niż czarodzieje, nie potrzebują do tego aranżowanych małżeństw i zalewają nas, odnosząc serię krótkich zwycięstw, zaszczepiając się wygodnie na nowym żywicielu i jątrząc między prawdziwymi magami z dziada-pradziada. Punkt krytyczny został osiągnięty, kiedy otworzono bramy getta i wpuszczono ich wśród nas, dopuszczając do jawnego zmieszania czystej krwi z rynsztokowym brudem. Póki żyli osobno, nie wadzili. Mogliśmy ich tolerować, niechętnie, ale jednak – znosić ich obecność. Teraz już za późno, by pozamykać wszystkie szlamy w kojcach z kolcami, rażące ładunkami elektrycznymi obróżki z numerem na ich szyjach to za mało, by należycie wytresować te zwierzęta. Ewidentnie wściekłe, bo czyż lata temu nie zdołały zarazić pierwszych Weasleyów, doprowadzając ich ród do upadku? Przykład książkowy, pierwszy z brzegu, lecz w każdej porządnej rodzinie może kryć się taka czarna owca, Weasley żerujący jak sęp i kupczący wartościami, starannie pielęgnowanymi przez lata, lecz możliwymi do zatracenia w ciągu jednej chwili. I w nich tkwi największa nienawiść, z jaką świecą oczami, dumnie wypinają pierś, bratają się z mugolami i ich czarcimi pomiotami, zapominając o swoim dziedzictwie i paktując z robactwem, brudząc się szlamem i przesiąkając smrodem przynoszonym z ludzkich, pozbawionych krztyny magii dzielnic. Odpowiednio traktowane szlamy nigdy nie miały głosu, nie buntowały się tak głośno, jak to dzieje się dziś: odpowiednio tresowane były gotowe lizać stopy swym czarodziejskim panom, bić czołem i składać dziękczynienie za dopuszczenie do tajników magii. Dopuszczone za blisko, spoufaliły się z czystą krwią – efekty przyszły zaś błyskawicznie, siejąc zgniłe nasiona żałosnej rewolucyjnej myśli, mającej postawić znak równości między szlamami a czarodziejami.
Poza tępieniem mugolaków w pień trzeba wyciąć wszystkich heretyków, tuczących poczucie wartości swoich maskotek. Nie ulega wątpliwości, iż są to szaleńcy, lecz pytanie brzmi: jak bardzo niebezpieczni? Do czego potrafią się posunąć i jak daleko zamierzają doprowadzić swoimi wzniosłymi ideałami? Gdzie postawią granicę? Czy postawią na szali życie czarodziejów, aby bronić egzystencji marnych szlam? Zarżnięcie najszlachetniejszych impulsów winno dokonać się w tej chwili i wyrwać wszelkie wątpliwości, hojnie okraszone wymówkami o podobieństwie i pokrewieństwie. Nie przyjmujmy na powrót synów marnotrawnych, nie zezwalajmy na gwałty dokonywane na naszej historii, nie tolerujmy powściągliwości wobec Judaszów własnej rasy. Nie umywajmy rąk – obojętność karmi zdrajców.

Magnus Rowle
 





Powrót do góry Go down
 

Przebudzenie krakena - 24.06.1956

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Przegląd towarzyski - 19.07.1956
» Plebiscyt Czarownicy - 08.01.1956

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Media :: Walczący Mag-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18