Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Artemis Mikhail Hailstone [budowa]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Artemis Hailstone
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t86-wzor-karty-postaci https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Łamacz klątw
33
Czysta
Kawaler
I've got more wit, a better kiss, a hotter touch, a better fuck than any boy you'll ever meet, sweetie you had me
0
0
0
0
0
0
-
-
Czarodziej

PisanieTemat: Artemis Mikhail Hailstone [budowa]   12.06.18 18:52


Artemis Mikhail Hailstone

Data urodzenia:04.10.1923
Nazwisko matki: Khanenko
Miejsce zamieszkania: Londyn
Czystość krwi: czysta ze skazą
Status majątkowy: średniozamożny
Zawód: Łamacz klątw
Wzrost: 180
Waga: 95
Kolor włosów: ciemny brąz
Kolor oczu: zielone
Znaki szczególne: Blizna biegnąca przez plecy, pamiątka po niefortunnym spotkaniu z młodym smokiem. Runiczny tatuaż na wewnętrznej części przedramienia - ma zadanie ochronne, nie ozdobne, ale jedno nie przeszkadza drugiemu.


Na początku było słowo...


Zacznijmy od początku. Ponad ćwierć wieku temu nieustraszony młody mężczyzna wyruszył w odległe krainy by zmierzyć się ze swym dziedzictwem i okiełznać ziejące ogniem potwory. Przygotowany na walkę z bestiami nie przewidział, że tym co go pokona i swą mocą usidli będzie wila… Cóż, chociaż urodą niewiele im ustępowała, to jednak wilą to ona nie była. Gdyby zaś próbowała sporządzić eliksir miłości by kogoś usidlić, skończyłoby się to najpewniej salmonellą. On do smoka zaś nigdy nie podszedł na odległość mniejszą niż kilometr, a choć zmierzyć się z czymś musiał, owszem, to raczej ze swym dziewictwem niźli plującym ogniem gadem. Tak oto opisać można sam początek Artemisa, a raczej wydarzenia, które doprowadziły do spłodzenia jego parszywej osoby. Ale rozwleczmy nieco ten etap historii, bo przecież rodzina i środowisko w jakim się urodziliśmy mają kluczowe znaczenie dla naszych charakterów (a także dla długości tego tekstu). Ów nieustraszony mężczyzna, zwany Adalbertem Hailstonem, przybył z Niemiec na Ukrainę, by, jako jedyny potomek czystej krwi w rodzie, przejąć zwierzchnictwo nad rodzinnym interesem. Cóż to za interes niemiecka rodzina mogła mieć na wschodzie? Ano smoki. I to nie byle jakie smoki! Największe i jedne z najagresywniejszych - Spiżobrzuchy Ukraińskie. Ich hodowla nie należy do najłatwiejszych czy tanich, ale zyski są warte zachodu jako iż klientami są zazwyczaj banki lub najzamożniejsi czarodzieje z całego świata, potrzebujący ochrony dla swoich kosztowności. Matkę Artemisa, Milę, Adalbert poznał przypadkiem podczas jednego ze służbowych pobytów na Ukrainie. Był pewien, że w jej żyłach płynie krew wili, jakże więc wielkie było jego zdziwienie, gdy okazała się wywodzić z jednej z najbardziej poważanych na wschodzie rodzin czystej krwi. Owo spotkanie zaowocowało dalszymi. Nim jednak stały się one oczywistymi, bezwstydnymi randkami, wymówką dla kolejnych rozmów były porady dotyczące prawa ukraińskich czarodziejów. Mila pracowała i pracuje do dziś w magicznym ukraińskim dzienniku, w dziale porad prawnych. Jej rodzina była bardziej niż zadowolona z takiego obrotu spraw, jako iż nigdy nie wierzyli, że z córki będzie jakiś pożytek. Byli zdania, że będzie dobrze, jeśli jakikolwiek czarodziej (choćby i mugolak) ją zechce. Powód tej rodzinnej niechęci był prozaiczny - Mila okazała się być czarną owcą, charłakiem, istną hańbą. Mając utalentowanego starszego brata i równie piękną jak ona, ale nie "wybrakowaną" młodszą siostrę, Mila nie była kimś pożądanym w rodzinie. Raczej czymś, o czym się nie wspomina i myśli ze wstydem. Ot, taka mokra biała plama na rodzinnym prześcieradle genealogicznym. Adalbert osiadł w mieście swej pięknej małżonki tuż po ślubie, jako że tak było po prostu wygodniej dla obojga. Już w niecałe dwa lata "intensywnych" starań młode małżeństwo doczekało się potomka. Potomka, który przekroczywszy wiek trzech lat zaczął budzić rodzicielskie obawy, gdy wciąż jeszcze nie wykazywał magicznych zdolności. Za charłaczego wnuka Mila zostałaby wydziedziczona. Nie minęło jednak pół roku, a dzieciak zaczął wyczyniać takie rzeczy, że oboje rodziców zatęskniło za małym, bezbronnym szkrabem jakim jeszcze niedawno był. A miało już być tylko gorzej. Artemis był dzieckiem energicznym, bezczelnym i rozpieszczonym do granic przyzwoitości. Winą za taki stan rzeczy należało obarczyć matkę, która wszelkie wychowawcze metody traktowała jako ograniczanie dziecka czy też "temperowanie jego charakteru". Nie karała go, a jedynie prosiła, nie zabraniała mu niczego i wyhodowała sobie tym sposobem krnąbrnego potworka. Sama będąc tłamszona całe dzieciństwo, chciała być przeciwieństwem swych rodziców i zapewnić Artemisowi jak najwięcej swobody. Żadna skrajność jednak nie jest dobra. Jego wybryki przyhamować potrafił jedynie ojciec, jako że mały Art szybko nauczył się, na przykładzie matki i opiekunek, że kobietom nie należy się żaden szacunek, bo przecież i tak zrobią co im się karze. To on uczył go jeździć konno i strzelać, co ostatecznie nie okazało się być dobrym pomysłem - lokaj boleśnie się o tym przekonał. Wpływ i kontrola jego ojca jednak również malała stopniowo z upływem lat, kiedy to Art zaczynał wyrastać z fazy "małego wrednego poltergeista", a zaczynał podejmować bardziej przemyślane i chłodne działania. Wciąż jednak było to typowe dziecinne okrucieństwo, z którego, jego opiekunowie mieli nadzieję, wyrośnie.  

...zaraz po nim same kłopoty...


Wszyscy jednak odetchnęli z ulgą, gdy chłopiec rozpoczął swą edukację w Durmstrangu. Chociaż czy powinni? Uczenie Artemisa czarów to jak wpuszczenie kota do fabryki konserw. Lub nekrofila do kostnicy. Szkoła jednak zmieniła małego drania i wyglądało to na pierwszy rzut oka na zmianę pozytywną. Durmstrang cechowała dyscyplina i surowość. Nauczyciele nie pobłażali nikomu i nikt też, zdaniem jedenastoletniego Artemisa, nie traktował go z należnym szacunkiem. Pierwszy rok był dla niego niczym zimny prysznic, lecz gdy już raz pojął zasady gry, Durmstrang stał się jego nowym placem zabaw. Zewnętrznie Art się uspokoił, gdyż nauczył się wykorzystywać inne dzieciaki w sposób skryty bez większego trudu. Bądź co bądź był bardzo inteligentnym chłopcem i cieszył się estymą jaką nadawało mu jego pochodzenie. Stał się więc osobnikiem kontaktowym, bardziej układnym i posłusznym. Tak długo jak było mu to na rękę, rzecz jasna. Nie zmieniało to faktu, iż miał w pogardzie cały świat. Cóż, prawie cały. Do czasu swoich jedenastych urodzin lubił tylko i wyłącznie siebie samego, lecz pierwsza lekcja obrony przed czarną magią zmieniła ten stan rzeczy. Po raz pierwszy osoba dorosła wzbudziła w młodym Artemisie większe zainteresowanie i szacunek. W Durmstrangu zajęcia te odbiegały nieco programem od tego, do czego byli przyzwyczajeni uczniowie Hogwartu. Wychodzono tu z założenia, że aby móc z czymś walczyć trzeba to dobrze poznać. Nauka polegała oczywiście głównie na teorii, lecz lekcje starszych klas oscylowały na granicy prawnej legalności. Starczy powiedzieć, że żaby w tej klasie nie cieszyły się dobrym zdrowiem i witalnością. Czarna magia fascynowała swą potęgą, chociaż klątwy i uroki nie były czymś co Artemis chciałby przetestować. Nie marzył o naginaniu woli innych ludzi lub torturowaniu ich – do tego starczyła inteligencja i wyobraźnia. Starożytne runy były przedmiotem, który wybrał na chybił-trafił nie oczekując zbyt wiele, bo brzmiało to nudno i takie też z początku się wydawało. Niemniej jako osoba wykazująca zdolności lingwistyczne (gdy przyszedł do szkoły znał ukraiński, niemiecki, podstawy angielskiego) zainteresował się tematem. Wszelkie języki, również runiczne, mają jedną cudowną cechę - logikę. Logikę wynikającą z zasad, które są niczym klucz. Jeśli masz klucz rozpracujesz cały system. Gdyby Artemis urodził się Mugolem najpewniej zostałby programistą. Na całe jednak szczęście (przynajmniej dla mugolskiego świata) urodził się czarodziejem, a jako taki - w odpowiednim towarzystwie - rozwijał swoje zdolności, rósł w siłę i z coraz większą niecierpliwością wyglądał końca szkoły. Z czasem robił się zresztą brutalniejszy, hodował w sobie chłodne, wkalkulowane w ryzyko okrucieństwo, co szybko sprawiło, że znalazł się w odpowiednim gronie. Gronie ludzi, którzy cenili te same wartości, którzy wilkiem spoglądali na uczniów półkrwi czy, nie daj Merlinie, pochodzących z rodzin mugolskich. Pech tylko chciał, że Artemis nie był gotów opowiadać się po żadnej ze stron, z możliwych opcji zawsze wybierając tę najwygodniejszą dla niego - jego własną. Chciał, by wypuszczono go na ten świat, długi i szeroki, a czas dłużył mu się tak niemiłosiernie, że z nudy zwrócił się wreszcie ku nauce. Ironia losu sprawiła, że to nuda pozwoliła mu zdać egzaminy na bardzo wysokim poziomie. W przeciwieństwie do swoich rówieśników, doskonale wiedział co z nimi zrobić.

...a im dalej w las tym gorzej...



.

...i końca jakoś nie widać.



Artemis to facet, który przy pierwszym kontakcie zazwyczaj wywiera pozytywne wrażenie. Może nieco zdystansowany i chłodny, ale nic co by odbiegało od przyjętej społecznej normy zachowań. Kto by pomyślał, że to taki soczysty kawał skurwiela w środku? Ale, ale... zacznijmy od ładnego opakowania nim zgłębimy zgniliznę wewnątrz. Jak powiedziano Artemis sprawia wrażenie milszego niż jest w rzeczywistości. Nie wyraża zbyt wielu osobistych opinii na głos, świadomy, iż nie są one akceptowane przez ogół społeczeństwa, a niektóre z nich mogłyby wywołać niezdrowe reakcje. Niezdrowe dla niego. Takie jak na przykład Cruciatus lub podarunek z niewielką klątwą w komplecie. Posiadanie wrogów zupełnie się nie kalkuluje chyba, że jest to ktoś bez wpływów i znaczenia. Na tyle więc, na ile jego wrodzona arogancja mu pozwoli, stara się nie zrażać zbyt wielu czarodziejów do swej osoby. Nie ukrywa jednak swej ciekawskiej strony osobowości, aczkolwiek nie tak łatwo ją aktywować. Jest bystry i od rozmówcy również oczekuje przejawów, choćby śladowej, inteligencji. Chciałoby się napisać więcej, ale to praktycznie tyle jeśli chodzi o cechy w miarę ładnie prezentujące się z zewnątrz. Może jeszcze poza pewną wrażliwością na piękno, o której istnieniu nie ma pojęcia ani on (czasami zachowa jakiś rupieć z wyprawy mimo ewidentnych braków jego przydatności), ani otoczenie. Poza ciekawością do działania napędza go chciwość i żądza posiadania. Nie pieniędzy, nie władzy, a po prostu czegoś co jest wyjątkowe, zajmuje jego umysł i przede wszystkim... co było trudne do zdobycia. Ot, typowe samcze uwielbienie do wyzwań i współzawodnictwa. I tutaj dochodzimy do tematu hedonizmu i egoizmu charakterystycznych dla małych dzieci oraz skończonych dupków. Kolejną dupkowatą cechą, którą mniej lub lepiej potrafi maskować jest pogarda do kobiet. Poflirtować to i owszem jak najbardziej, ale dziewczyna uroku ma najwięcej kiedy buzię ma zamkniętą... lub czymś zajętą. Chociaż lingwistą jest zdolnym ze zwierzakami nie potrafi się dogadać. Nie żeby specjalnie na niego reagowały. Z obu stron to tylko czysta, niezmącona obojętność. Najwyraźniej koty z jego rodzinnych stron nie doniosły swym futrzastym braciom i siostrom na całym świecie o ich bolesnych przeżyciach z czasów kiedy młody Art ganiał za nimi z procą. W świecie, w którym wszyscy narzucają sobie dodatkowe ograniczenia, poza tymi odgórnie ustalonymi, nie tak trudno wejść w rolę manipulatora. Zasady moralne jakoś nigdy nie zaprzątały jego głowy. Ktoś miał ładniejsze pióro niż jedenastoletni Art? Wziął je sobie. Czternastoleni Art źle zamknął klatkę z gryfem? Skłamał, wkopując kolegę. Siedemnastoletniemu Artowi spodobała się dziewczyna kolegi z klasy? Ją też sobie wziął. I to nie raz. Cały myk polegał na tym by nie robić tego za często (niektórzy są pamiętliwi, lecz większość ludzi ma słabą pamięć, zwłaszcza gdy opłaca się zapomnieć) i nie dać się nakryć. I tak przez całe życie. Życie, które w odpowiedzi za całą tą niegodziwość zamiast dać mu kopa w tyłek tylko lekko pogroziło mu palcem, karząc go... pechem w kartach i kościach. Do gry w jakiekolwiek losowe cholerstwa niemal nie sposób go namówić. Chyba, że po dużej ilości alkoholu... beczce na przykład. Problem w tym, że wtedy zazwyczaj robi się dość agresywny, więc zwycięstwo z nim może okazać się przegraną, gdy owe kości wygrany będzie musiał ze swego organizmu wydalić by je odzyskać.


Patronus: Dokładniejszy opis patronusa: dlaczego przyjmuje postać akurat takiego zwierzęcia i jakie przywołuje wówczas wspomnienie


Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 0 Brak
Zaklęcia i uroki: 0 Brak
Czarna magia: 0 Brak
Magia lecznicza: 0 Brak
Transmutacja: 0 Brak
Eliksiry: 0 Brak
Sprawność: 0 Brak
Zwinność: 0 Brak
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: angielski II0
Dodatkowy językI lub II1 lub 2
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
Nazwa  biegłościI, II, III lub IV2, 10, 25 lub 40
Nazwa  biegłościI, II, III lub IV2, 10, 25 lub 40
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Nazwa  biegłościzależnezależne
Nazwa  biegłościzależnezależne
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Brak -0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Nazwa  biegłościI, II lub III½, 1, 3, 7, 10 lub 25
Nazwa  biegłościI, II lub III½, 1, 3, 7, 10 lub 25
AktywnośćWartośćWydane punkty
Nazwa  biegłościI, II lub III1, 7, 25
Nazwa  biegłościI, II lub III1, 7, 25
GenetykaWartośćWydane punkty
Genetyka (jasnowidz, półwila, wilkołak lub brak)-0
Reszta: 0

Wyposażenie

WYPISZ po przecinku rzeczy (zwierzęta, inne) zakupione w sklepiku MG



Powrót do góry Go down
 

Artemis Mikhail Hailstone [budowa]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Rasy Smoków
» BUDOWA.
» Fenne [BUDOWA]
» Salem Darklyn (budowa)
» [BUDOWA] Maxine van Tresskovff

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18