Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Madeline Slughorn
AutorWiadomość
Madeline Slughorn [odnośnik]26.08.18 18:26

Madeline Slughorn

Data urodzenia: 6 luty 1931r.
Nazwisko matki: Flint
Miejsce zamieszkania: Westmorland, Appleby Castle
Czystość krwi: szlachetna
Status majątkowy: bogata
Zawód: magipsychiatra, początkująca trucicielka po godzinach
Wzrost: 172cm
Waga: 61kg
Kolor włosów: srebrzysty blond
Kolor oczu: lodowaty błękit
Znaki szczególne: wystawiona zbyt długo na słońce, jej skóra pokrywa się drobnymi, brązowymi piegami, przez co stara się zazwyczaj unikać kontaktu z promieniami, co przyczynia się również do niemalże porcelanowo białej skóry; z lewej strony szyi biegnie podłużna blizna kończąca się na wysokości obojczyka


Jej rodowe nazwisko nosiło na sobie pewną presję – od wczesnych lat wpajano jej wartości, które miały ukierunkować jej przyszłość, a rodzice sprawiali wrażenie ludzi, którzy nie potrafili znieść słowa sprzeciwu. Szlachetna krew płynąca w jej żyłach z czasem jednak zaczęła ją parzyć – jeszcze zanim rozpoczęła naukę w Hogwarcie i miała okazję oddychać na własną rękę, wciąż jednak czując na sobie spojrzenie jej rodzicieli i słysząc w tyle głowy ciche szepty mające prowadzić ją krok za krokiem, miała wrażenie, że wszystko to, czego oczekiwali od niej rodzice tak naprawdę nie było tym, czego sama pragnęła.



Pod dachem Appleby Castle była ich dwójka. Jasnowłose bliźnięta które w dzieciństwie wyglądały jak dwie krople wody, o takim samym odcieniu jasnoniebieskich, niemalże lodowatych oczu i porcelanowej skórze, która, gdy wystawiona została zbyt długo na ciepłe promienie słońca, pokrywała się konstelacjami piegów, zupełnie tak, jak gdyby ktoś prysnął na ich twarze jasnobrązową farbą. Byli nierozłączni, wypełniając ciemne i chłodne korytarze posiadłości śmiechem, który niósł się donośnym echem po wszelkich zakamarkach ich domu, nie raz doprowadzając ich matkę do szaleństwa. Portrety ich przodków, wiszące na ścianach i spoglądające z dezaprobatą, często kiwały głową z niezadowoleniem, próbując uciszyć niesforne bliźnięta, przestrzegając ich przed konsekwencjami, które miały ich spotkać. Edukację rozpoczęli wyjątkowo wcześnie, a magia, jak na młodych czarodziejów z szanowanego rodu przystało, otaczała ich od zawsze. Ojciec zamierzał dopilnować, by rodzinna tradycja wybitnych alchemicznych zdolności była praktykowana przez każde z jego dzieci, choć przecież nikt nie oczekiwał tego, by Madeline jako dziewczynka w przyszłości miała podążać ścieżką jakiejkolwiek kariery. Miała posiadać wiedzę i zdolności, aby nie przynieść rodzinie zawodu i podczas bankietów oraz kolacji być w stanie konwersować z przybyłymi gośćmi, jednak na pierwszym miejscu zawsze miało stać bycie prawdziwą damą. Pomimo tego, jak na szlachciankę przystało, od dziecka wpajano jej historie rodowe, nakładając nacisk na to, by wraz z bratem byli świadomi pozycji, którą ród Slughornów zajmował w świecie czarodziejów oraz jakie obowiązki, przywileje, ale i konsekwencje wiązały się z ich nazwiskiem. Podczas gdy jej brat bliźniak spędzał więcej czasu nad książkami, poznając bardziej skomplikowane formuły, zapamiętując magiczne rośliny i odkrywając możliwości, które były dla niego dostępne, pani Slughorn podjęła sobie za cel wychowanie swojej jedynej córki na panią domu. Zabierając ją znad książek uczyła, jak zarządzać domem, siać postrach wśród domowych skrzatów czy dobierać stroje. To właśnie Helena odpowiadała za nauczanie Madeline obycia się w towarzystwie. Pomimo tego, iż w naturze Slughornów nie leżało zamiłowanie do sztuki, pochodząca z rodu Flintów matka starała się dopilnować, by jej córka miała chociażby blade pojęcie o ówczesnych trendach w literaturze.



Niesprawiedliwość tej sytuacji już wtedy zaczynała uderzać kilkuletnią Madeline, która od sukien i kwiatów o wiele bardziej wolała księgi i bulgoczące kociołki. Nienawiść do brata i rodziny, choć przecież nie do końca uzasadniona, powoli wykwitała w jej żyłach, gdy czuła, że bliźniak odbiera jej szansę wykreowania dla siebie błyskotliwej przyszłości, a zazdrość przyczyniła się do buntu, który rozpoczął się jeszcze zanim otrzymała list z Hogwartu – pod osłoną nocy zakradała się do garderoby swojej matki niszcząc jej suknie i obrusy, ścinając rosnące w ogrodzie przy domu kwiaty, a raz próbując wręczyć wszystkim domowym skrzatom fragmenty ubrań, chcąc zwrócić im wolność i pozbawić posiadłość służby na dzień przed bankietem, w którego przygotowanie jej rodzicielka włożyła spory wysiłek. Jedyną osobą, będącą w stanie utemperować jej silny charakter był dziadek – starszy już mężczyzna i wyśmienity alchemik, który jeszcze bardziej rozbudził w swojej wnuczce miłość do magicznych roślin i eliksirów. Chcąc nie chcąc młoda panna Slughorn zaczęła iść śladami swoich przodków, marząc o przyszłości, w której będzie mogła parać się czymś powiązanym z jej uwielbieniem do bulgoczących kociołków i skomplikowanych receptur. Nie potrafiła jednak przeboleć tego, iż powoli stawała się ucieleśnieniem wszelkich rodowych cech Slughornów. Studiując od małego historię rodu szukała czegoś, co pomogłoby jej choć trochę wyrwać się z ustalonego schematu. Zaprzeczając wszelkim wymaganiom, odkryła w sobie zamiłowanie do muzyki, które zazwyczaj tłumione było przez naukę o wiele bardziej praktycznych umiejętności. W szczególności zafascynowały ją skrzypce – gładkość drewna pod opuszkami jej palców i ostre dźwięki szarpanych strun przemówiły do niej na jednym z przyjęć, gdy obserwowała muzyków mających uprzyjemnić czas zgromadzonym gościom. Naukę gry na instrumencie rozpoczęła jednak dopiero na trzecim roku w Hogwarcie, wydając długo odkładane monety na instrument, którego używa do dziś.  Muzyka stała się dla niej pewną ucieczką, zapewniając jej poczucie swego rodzaju kontroli. Dźwięki skrzypiec należały tylko do niej, a rozbrzmiewając po całym domu sprawiały, że na twarzach rodziców pojawiał się grymas niezadowolenia, z faktu, iż już od dzieciństwa ich córka odważyła się przeciwstawić ich woli. To z kolei sprawiało Madeline przyjemność; świadomość tego, że ta jedna cecha, którą wypracowywała w sobie przez lata dzięki swojemu uporowi, była czymś, co odróżniało ją od reszty krewnych, zupełnie niezainteresowanych żadnymi formami sztuki.



Wyjazd do szkoły magii i czarodziejstwa był ucieczką, o której zawsze marzyła. Wyrwanie się z murów Appleby sprawiło, że nagle mogła w pełni oddychać. Moment, w którym przekroczyła próg Wielkiej Sali zmienił jej życie na zawsze – na ustach jasnowłosej jedenastolatki zagościł szeroki uśmiech, a ciekawskie spojrzenie nie potrafiło skupić się na jednej rzeczy, wędrując dookoła starając się ogarnąć wszystko, co działo się wokół. Złość, którą czuła w stosunku do rodziców i brata powoli stawała się jedynie przeszłością. Chwila radości została zachwiana na krótki moment, gdy, siadając na drewnianym stołku i nakładając na głowę Tiarę Przydziału, zamiast donośnego „Slytherin” usłyszała pewne i stanowcze „Ravenclaw”. Jasne oczy powoli zaszły łzami, gdy jej wzrok mimowolnie powędrował w stronę usadzonego pośród Ślizgonów brata bliźniaka, na którego dziecięcej twarzy, wciąż tak bardzo podobnej do jej, wykwitł wyraz niedowierzania. Krukoni przywitali ją jednak gromkimi brawami, zupełnie tak, jakby naprawdę tam należała. I tak też się stało – od pierwszego momentu przy ich stole, aż do dnia, w którym na dobre opuszczali mury Hogwartu, Ravenclaw był dla niej domem w każdym znaczeniu tego słowa.



Rodzice nie byli specjalnie dumni, gdy dzień po ceremonii przydziału przysłali jej sowę z gratulacjami i życzeniami pomyślnego semestru, jednak Madeline była do tego przyzwyczajona. Ciepłe słowa nigdy nie były czymś, do czego byli oni specjalnie zdolni. Przez pierwsze tygodnie zastanawiała się, co uwarunkowało decyzję Tiary. Miała wątpliwości, chociaż przecież od zawsze uczono ją, że ona nie popełnia błędów. W rodzinnym domu wpajano jej jednak, że jej przesłaniem jest poślubienie kogoś o podobnym statusie, wyprowadzenie się z rodzinnego zamku, zostanie panią domu i wychowanie kolejnych pokoleń czarodziejów i czarownic szlachetnej krwi. Mimo wszystko jednak czuła ona pociąg do zdobywania wiedzy, odkrywania świata i bycia czymś więcej niż lalką wystawianą na pokaz - chciała przetrzeć dla siebie szlak tym, kim była, a nie tym, z jakiej rodziny pochodziła. Te pierwsze tygodnie, gdy biblioteka stawała się miejscem, w którym potrafiła spędzać długie godziny pochylona nad księgami, z których najciekawsze wydawały się być te o eliksirach, uświadomiły jej jednak, że Tiara rzeczywiście nie popełniła błędu.



Kilka lat później, gdy stała w swojej sypialni trzymając w dłoniach skrzypce, których pęknięta struna chwilę wcześniej odskoczyła gwałtownie spod jej palców w momencie, w którym jej matka wtargnęła do sypialni, zapytała ją o to, czy wraz ojcem zawsze wiedzieli, że mimo stawianego oporu nie będzie w stanie uciec od rodowego przeznaczenia. Na twarzy kobiety wykwitł delikatny, dość tajemniczy uśmiech, a młodej dziewczynie, z trwogą, ale i ekscytacją oczekującej na rozpoczęcie przyjęcia zaręczynowego, wydawało się, iż w jej oczach mogła wyczytać dumę. Nie dlatego, że wkrótce miała poślubić Amadeusa Croucha. Choć nigdy nie przyznałaby tego na głos, sama wyrzekając się jakiejkolwiek kariery dla dobra swojego imienia, Helena Slughorn w głębi duszy cieszyła się, że upór, który okazywała jej córka, pozwolił na pójście własną drogą i osiągnięcie w życiu czegoś więcej, niż zostanie jedynie żoną.



Z każdym kolejnym rokiem powroty do domu stawały się o wiele łatwiejsze, tak samo jak rodzinne kolacje czy wystawiane przez rodziców od czasu do czasu przyjęcia. Życie, które kiedyś zupełnie odrzuciła, teraz sprawiało jej swego rodzaju przyjemność, tak samo jak pochwały płynące od krewnych i przyjaciół. Powoli stawała się coraz bardziej podobna do reszty rodu Slughornów, nie tylko przez zamiłowanie do eliksirów i alchemii; nie należała do duszy towarzystwa, a nic nieznaczące rozmowy szybko ją nudziły. Przez większość wieczorów, podczas których pokazywała się jedynie z obowiązku, wiedząc, że to właśnie dzięki nim będzie w stanie nawiązać znajomości będące w stanie ułatwić jej lawirowanie w zbliżającym się wielkimi krokami dorosłym życiu, stała w kącie sali, bacznym okiem obserwując zgromadzonych i posyłając im wyuczone uśmiechy. Szlachetna krew kładła na niej pewne obowiązki i pokazywanie się od czasu do czasu w szerszym towarzystwie, bez względu na to, jak bardzo wolała spędzać ten czas w towarzystwie książek w zaciszu własnej sypialni, należało do jednego z nich. Na bawiących się ludzi patrzyła z góry – rozrywki takie jak taniec nie sprawiały jej przyjemności, a wręcz wydawały się być stratą czasu. Młode kobiety, które towarzyskie spotkania traktowały jako okazję do znalezienia męża traktowała jako głupiutkie i pozbawione wszelkich ambicji; sama była uparta, o wiele zbyt pewna siebie i pyszna. Choć swój cięty język potrafiła używać z umiarem, czasem nie potrafiła znaleźć odpowiedniej granicy, pomimo wszystko będąc przekonaną, iż wszystko zawsze ujdzie jej na sucho. Mimo wszystko jednak w końcu udało jej się ponownie wkupić w łaski rodziny, stając godną nazwiska Slughorn, młodą kobietą, która mogła w przyszłości wiele osiągnąć. Chciałaby móc powiedzieć, że w tamtym momencie role zaczęły się odwracać – gdy ona wspinała się na szczyt, jej brat staczał się w dół. Nie była to jednak prawda, w cichym wyścigu, którego być może tylko ona była świadoma, powoli znajdowali się już na równi. Nie potrafiła zapomnieć mu dzieciństwa, a raczej znaczenia, jakie sama przypisała wszystkiemu, co się wydarzyło, ale też nie potrafiła dalej go nienawidzić. Przez wszystkie lata, gdy unikała go na szkolnych korytarzach i uciekała od niego spojrzeniem, czuła się tak, jakby połowa jej duszy zupełnie uschła, a teraz powoli zaczynała rozkwitać na nowo. Duma nie pozwalała jej jednak przyznać się do swoich błędów. Jedyne, do czego była zdolna to powolne gesty – chwycenie jego dłoni podczas toastów czy posłanie mu ciepłego uśmiechu z drugiego końca pokoju. On jednak rozumiał, i znając ją być może lepiej, niż ona znała samą siebie, wychodził Madeline naprzeciw – wkrótce znów spędzali całe wieczory rozmawiając o wszystkim tym, co stracili. Przez długie godziny spacerowali po błoniach, patrząc na lśniące nad nimi gwiazdy, a w wiosenne popołudnia wylegiwali się nad brzegiem jeziora, razem ucząc się do egzaminów i na nowo budując więź, która tym razem miała przetrwać nawet najgorszy sztorm.



W szkole odnosiła prawdziwe sukcesy, z których dumy nie potrafili ukryć nawet jej rodzice. Była lubiana i szanowana przez rówieśników, z których przyjaciół dobierała sobie z prawdziwą starannością. Była tajemnicza, każdemu opowiadając inne historie i nigdy w pełni nie dzieląc się z nikim prawdą o swoich uczuciach czy ambicjach, które stopniowo zaczynały wykwitać w jej sercu. Na światło dzienne wystawiała tylko to, co mogło przynieść jej jakąś korzyść, na innych ludzi działając jak magnet. Potrafiła być miła, choć lekcja, którą wyniosła z domu nauczyła ją tego, że ufać może jedynie sobie. Zamiast lubianą wolała więc być podziwianą i szanowaną. Z czasem jednak wszystko co posiadała – wąska grupa przyjaciół, szerokie grono adoratorów, ukochany brat i pozyskane w końcu uznanie rodziny – przestały jej wystarczać, a codzienne życie pod dachem Hogwartu zaczynało ją nudzić. Pragnęła czegoś, co stymulowałoby jej zmysły i dawało poczucie tego, że naprawdę żyje - pożądała prawdziwego przypływu adrenaliny, którego nie mogły zapewnić jej nawet lekcje eliksirów. Echo śmierci Marty, która zginęła w pierwszym roku pobytu Madeline w Hogwarcie, już dawno ucichło, a ona sama była wtedy jeszcze zbyt młoda, aby przykładać do wydarzenia dużą wagę. Korytarze szkoły, nawet pod osłoną nocy, nie wydawały się dla niej stanowić specjalnego niebezpieczeństwa, choć nawet i to nie byłoby w stanie powstrzymać jej przed zrealizowaniem swojego planu. Co więcej, w swojej inicjatywie nie była osamotniona – u boku miała kogoś, kto kiedyś wydawał jej się być pierwszą i być może jedyną miłością jej życia, jednak z czasem okazał się być jedynie narzędziem na wypadek, gdyby coś poszło nie tak. Panna Slughorn nigdy jednak nie zamierzała się zakochać – miłość, jak powtarzała jej matka, nie była niczym przydatnym; małżeństwo jej i ojca zostało zaaranżowane przez ich rodziny i zdawało się działać niczym idealnie naoliwiona maszyna. Ona sama, myśląc o swojej przyszłości, nigdy nie myślała o niej w kwestii potencjalnego małżeństwa. Osiąganie naukowych sukcesów i zdobycie pewnej kariery wydawało się być o wiele ważniejsze, jednak on, chłopak o kasztanowych włosach i niezwykle błękitnych oczach na krótką chwilę zawrócił jej w głowie, sprawiając, że była gotowa odstawić wszystkie wcześniejsze przekonania na bok. Połączyła ich pasja do eliksirów, i ona też okazała się powodem rozłąki. Plan wydawał się prosty – włamać się do Działu Ksiąg Zakazanych i pod osłoną nocy warzyć trucizny i eliksiry, których z oczywistych powodów nie nauczano na zajęciach. Byli jednak wciąż dziećmi, którym wydawało się, że posiadają zdolności większe, niż w rzeczywistości mieli, a ich działania być może z góry skazane były na porażkę. Wystarczył jeden zły ruch i niedokładnie odmierzony składnik, by następnego ranka Madeline obudziła się w skrzydle szpitalnym przy akompaniamencie podenerwowanego i zawiedzionego głosu ojca. Pytania o to, co stało się z jej partnerem w zbrodni obywały się bez odpowiedzi i dopiero tygodnie później dowiedziała się, że został on obarczony winą za przedsięwzięcie, które było w całości jej pomysłem. Jej rodzice, korzystając z tego, że chłopak nie posiadał ani statusu majątkowego ani tym bardziej czystej krwi, postarali się, by został wydalony ze szkoły, podczas gdy jej pozwolono kontynuować naukę. Z jakiegoś powodu nie czuła się jednak winna. Szybko odkryła, że tak naprawdę wcale go nie kochała – był jedynie narzędziem, które pomogło jej zaspokajać swoje pragnienia. Dzięki niemu nauczyła się, że swoje wdzięki i talenty może wykorzystywać na wiele sposobów, a lekcje, które w dzieciństwie wpajała jej matka, wcale nie były aż tak bezużyteczne.



Wyniki owutemów nie były idealne – ale nie o to przecież chodziło. Od zawsze zależało jej jedynie na dotarciu do wyznaczonego celu, dlatego zamiast rozdrabniać się na wszystkie przedmioty, skupiała się na tych, które mogły umożliwić jej spełnienie swojego marzenia i kontynuowanie nauki w stronę kariery magipsychiatry – zawodu, który od kilku lat niezwykle ją fascynował i w którym czuła, że mogłaby naprawdę się spełnić oraz rozwinąć. Dlatego też przedmioty takie jak opieka nad magicznymi zwierzętami czy historia magii traktowała z lekkim pobłażaniem, swoją uwagę kierując zdecydowanie bardziej w stronę eliksirów. Z perspektywy rodziny jednak nie wypadało jej podążać ścieżką kariery – miała zostać damą, znaleźć odpowiedniego męża i urodzić mu dzieci; coś, co dla Madeline zawsze wydawało się niezwykle ograniczające jak dla kogoś, kogo ambicje sięgały zdecydowanie dalej niż tereny posiadłości Appleby Castle. Była uparta – tak samo jak jej ojciec. To po nim odziedziczyła silny charakter, po matce zyskując urodę i osobisty czar. Gdy żadne z nich nie zamierzało ustąpić, postanowili pójść na kompromis – w zamian za przyzwolenie na osobisty rozwój i zdobycie zawodu, gdy nadejdzie odpowiedni czas i gdy pojawi się odpowiedni kandydat, Madeline bez wahania miała poślubić osobę, którą wybiorą dla niej rodzice. Młoda kobieta nie mogła podejrzewać jednak, iż oboje państwo Slughorn liczyli na to, że przyszły małżonek będzie w stanie okiełznać jej naturę i wyperswadować pracę w wybranym przez nią zawodzie.



Przez następne lata ten jednak nie pojawiał się na horyzoncie, a sama panna Slughorn zbyt zajęta była najpierw trzyletnim szkoleniem ogólnym, a następnie nauką specjalizacji, by rozglądać się za kandydatem na męża. Odkąd postawiła sobie za cel zdobycie dalszego wykształcenia, na własną rękę poszerzała wiedzę w zakresie niezbędnej anatomii i magii leczniczej, chcąc już na pierwszym etapie szkolenia wykazać się wiedzą oraz przygotowaniem. To zresztą przełożyło się również na wcześniejsze wyniki owutemów, szczególnie w przedmiotach, których Madeline nie okazywała większym zainteresowaniem. Czuła się niezależna, niemalże wolna pomimo zamieszkiwania w dalszym ciągu w rodzinnej siedzibie, stołowania wraz z rodzicami i pojawiania się na wystawianych przyjęciach oraz bankietach. Umowa, którą zawarła tuż po opuszczeniu murów Hogwartu odeszła w niepamięć; światem magicznym wstrząsały tragedie, które ocierały się również o słuch Madeline, zdając się jednak odciągać uwagę jej rodziców od tego, iż ona nie stawała się coraz młodsza i z każdym rokiem coraz bardziej zbliżała się do staropanieństwa, które dla państwa Slughorn z pewnością przyniosłoby ujmę na jej honorze. Okres stażu był więc czasem, w którym w pod dachem siedziby Slughornów wyczuć się dało ogromne napięcie. Zbiegał się on bowiem ze zmianami, które odbijały się głębokim piętnem na czarodziejskim świecie – chociaż jako ród polityka nigdy nie leżała w centrum ich zainteresowań, szacunek, którym cieszyli się wśród pozostałych rodów wiązał się również z tym, iż chaos ogarniający całe społeczeństwo, dotyczący zarówno zmian zachodzących w Ministerstwie Magii jak i powołaniem na dyrektora Hogwartu Gellerta Grindelwalda, dotykał również i ich. Niezależnie jednak od tego, co działo się dookoła, Madeline skupiała się jedynie na poszerzaniu wiedzy i pięciu się po szczeblach kariery. Wśród pozostałych stażystów oraz pracowników szpitala Świętego Munga, gdzie odbywała staż, cieszyła się szacunkiem oraz uznaniem za szybko czynione postępy. Jednocześnie jednak jej uwadze nie umknęły szepty oraz wyrazy zdziwienia – osoba jej pokroju, pochodząca z rodziny szlachetnej i będąca na dodatek młodą, niezamożną kobietą, nie była codziennością w profesjonalnym środowisku szpitala. To jednak nie było w stanie przekonać ją do porzucenia postawionego sobie wyzwania – po ukończeniu stażu udało jej się otrzymać pozycję magipsychiatry, co przyczyniło się jedynie do pogłębienia goryczy zarówno w jej relacji z rodzicami jak i, ku jej zdziwieniu, bratem, który w tej kwestii twardo stanął po stronie rodu, wyrażając niezadowolenie z obejmowanej przez siostrę bliźniaczkę drogi. Ich relacje nie nowo uległy ochłodzeniu – to on znów stawał się przykładnym przedstawicielem rodu – od kilku lat będąc po ślubie, wraz ze swoją żoną spodziewał się pierwszego dziecka, jednocześnie nie ukrywając swojej niechęci do mugoli oraz stanowiska w kwestii toczącej się wojny; podobnie do większości członków rodu, on również twardo popierał ideę zachowania czystości krwi, nie opowiadając się jednak po stronie Gellerta Grindelwalda.



Niezadowolenie rodziców z kierunku, który przyjęło życie jej córki zaczynało się stopniowo pogłębiać, a umowa, którą zawarli kilka lat wcześniej powoli znów dawała o sobie znać. Państwo Slughorn, ku skrywanemu niezadowoleniu Madeline, wznowili na nowo poszukiwania odpowiedniego kandydata na męża, znajdując go w końcu w najmniej spodziewanym członku jednego z zaprzyjaźnionych rodów szlacheckich. Amadeus Crouch był wieloletnim przyjacielem rodziny – Madeline pamiętała go pojawiającego się na wystawianych przez rodziców kolacjach czy zamykającego się w gabinecie wraz z ojcem, gdy z bratem przykładali uszy do drzwi próbując podsłuchać, o czym rozmawiali. Gdy pojawił się podczas pogrzebu brata jej dziadka, Horacego Slughorna, młoda kobieta nagle zaczęła być niezwykle świadoma jego obecności oraz spojrzeń, które zaczęły przeciągać się na jej sylwetce. Gdy jakiś czas później jej matka poinformowała ją, iż to właśnie Amadeus został wybrany na jej kandydata na męża, coś w niej pękło. Nie tylko nie potrafiła wyobrazić sobie bycia panią jego domu i przejęcia obowiązków, które dotychczas sprawowała jedynie jej matka – w tym mężczyźnie było coś, co wywoływało w niej pewien niepokój. Choć może bardziej obawiał ją fakt, że nie potrafiła go nienawidzić, mimo faktu, iż już wtedy potrafiła zauważyć, że jej poglądy odbiegały odrobinę od tych propagowanych zarówno przez jej rodzinę jak i Amadeusa. Jeszcze wtedy nie nazwałaby siebie sympatykiem mugoli, jednak nie do końca zgadzała się z polityką świata czarodziejów – wbrew wychowaniu w rodzinie o konserwatywnych poglądach, która twardo stała po stronie czystości krwi i nie raz była przedmiotem plotek o zamiłowaniu do czarnej magii, ona sama nie potrafiła wykrzesać z siebie tej nienawiści, mugoli czy czarodziejów mugolskiego pochodzenia traktując raczej z obojętnością i chłodnym dystansem. Nosiła w sobie sekret, który bała się ujawnić nawet przed własnym bratem, jednak ukrywanie go wydawało się wyjątkowo łatwe, może dlatego, że przez pierwsze lata jej dorosłego życia sama do końca nie była świadoma, że jakiś czas później umocni się w tych przekonaniach i zacznie zauważać wszystkie niedoskonałości, które były jej wpajane od wczesnych lat dzieciństwa, jednocześnie prowadząc niemalże podwójne życie. Wraz z rodzinną tradycją, sama Madeline starała się trzymać z dala od polityki, traktując napływające informacje o toczących się w świecie czarodziejów konfliktach jako coś, czym nie zamierzała specjalnie zawracać sobie głowy. Początkowo wizja poślubienia Croucha naprawdę jednak ją odrzucała – nie potrafiła wyobrazić sobie życia pod jednym dachem z człowiekiem, który wzbudzał lęk w tak wielu ludziach. Z czasem jednak, choć sama nie potrafiła tego zrozumieć, ta niechęć zaczęła powoli przeradzać się w swego rodzaju fascynację, której nie umiała wyjaśnić i do której bała się przyznać nawet przed samą sobą. Podświadomie przerażało ją również to, jak bardzo chciała mu zaimponować – mając świadomość o czasie, który ten spędził we Włoszech, powzięła sobie za cel nauczenie się języka, którym jej przyszły mąż zdawał się posługiwać tak, jakby był jego własnym, a dowiedziawszy się o odbywanych w wolnym czasie konnych przejażdżkach postarała się o to, by samej spróbować czynności, którą zaniedbała w dzieciństwie przez lęk przed nieobliczalnymi zwierzętami. Wydawał się on być jednak dość nietypowym kandydatem, głównie ze względu na różnicę wieku pomiędzy nim a młodą jeszcze panną Slughorn. To jednak zdawało się nie sprawiać problemów dla jej rodziców – wręcz przeciwnie, wierzyli oni, iż dojrzałość oraz doświadczenie lorda Croucha sprawi, iż będzie on w stanie powstrzymać ich córkę przed dalszym brnięciem w praktykowanie zwyczajów, które zupełnie nie pasowały do roli szlachcianki. W dzień ich zaręczyn stanęła więc u jego boku, uśmiechając się do gości i wznosząc toast ku nowej przyszłości, podczas gdy on szeptał jej do ucha obietnice, w których spełnienie chciała uwierzyć. Nie była naiwna, a jednak na jakiś czas dała mu się kompletnie omotać, wierząc w to, że życie po ślubie będzie wyglądać dokładnie tak, jak do tej pory.



Patronus: Ku własnemu niezadowoleniu, Madeline nie potrafi wyczarować cielesnej formy patronusa.


Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 0 Brak
Zaklęcia i uroki: 5 Brak
Czarna magia: 0 Brak
Magia lecznicza: 17 +2 różdżka
Transmutacja: 0 Brak
Eliksiry: 13 +3 różdżka
Sprawność: 1 +1 waga
Zwinność: 5 Brak
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: angielski II0
włoskiI 1
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
AnatomiaIII25
ZielarstwoII10
AstronomiaII10
RetorykaI2
KłamstwoI2
Historia magiiI2
SpostrzegawczośćI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Odporność magicznaI5 (0)
Szlachecka etykietaI0
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Brak -0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Muzyka (skrzypce)I½
Muzyka (wiedza)I½
Literatura (wiedza)I½
AktywnośćWartośćWydane punkty
Taniec balowyI½
JeździectwoI½
GenetykaWartośćWydane punkty
brak-0
Reszta: 9

Wyposażenie

różdżka, sowa


[bylobrzydkobedzieladnie]


You got a hold on me and I don't know how
I don't just stand outside and scream

I am teaching myself how to be free.



Ostatnio zmieniony przez Madeline Slughorn dnia 28.08.18 18:56, w całości zmieniany 15 razy
Madeline Slughorn
Zawód : magipsychiatra, początkująca trucicielka po godzinach
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Oh well, the devil makes us sin
But we like it when we're spinning in his grip
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 13
UZDRAWIANIE : 17
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6406-madeline-slughorn https://www.morsmordre.net/t6422-madeline https://www.morsmordre.net/t6419-clever-as-the-devil#163453 https://www.morsmordre.net/
Re: Madeline Slughorn [odnośnik]21.09.18 16:09

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana
INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam pw lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!

Lady Slughorn zawsze kroczyła własnymi, dość krętymi, ścieżkami. Indywidualistka, perfekcjonistka, skupiona na sukcesie swych eliksirów alchemiczka ze słabością do magii uzdrowicielskiej, z pewnością wyróżniała się z tłumu skupionych na bardziej przyziemnych kwestiach szlachcianek. Pomimo niechęci arystokracji i plotek, które o Madeline krążyły, postawiła na swoim, dostając się na kurs uzdrowicielski, by podjąć trudny i niepasujący damie zawód magipsychiatry. Kontrowersyjne wybory nie ograniczyły się jedynie do kwestii pracy, zaręczyny ze sporo starszym lordem także odbiły się na reputacji panienki Slughorn, lecz kobieta dalej odważnie kroczy w przyszłość, pogłębiając swą wiedzę i stawiając przed sobą ambitne plany. Czy uda się jej spełnić je wszystkie, godnie reprezentując przy tym ród znanych alchemików?

OSIĄGNIĘCIA
Człowiek Mors
 STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
Brak
Kartę sprawdzała: Deirdre Tsagairt


Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Madeline Slughorn Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Madeline Slughorn [odnośnik]21.09.18 16:09
WYPOSAŻENIE
Różdżka, sowa

ELIKSIRY-

INGREDIENCJEposiadane: pnącze diabelskiego sidła, akonit, kość człowieka x3, jad smoka, ropa czyrakobulwy x2, róg dwurożca, ślaz x2, róg buchorożca, korzeń diabelskiego sidła x2, piołun x3, skórka boomslanga, krew człowieka, gałka oczna, waleriana, pędy wnykopieńki, księżycowy pył

[13.10.18] Ingrediencje (lipiec/sierpień)
[23.02.19] Ingrediencje (wrzesień/październik)
[01.03.19] Zużyto: piołun x1
[13.04.19] Ingrediencje (listopad/grudzień)

BIEGŁOŚCI
[20.03.19] Wsiąkiewka wrześniopaździernik  0,5PB

HISTORIA ROZWOJU[28.08.18] Karta postaci, -50 PD
[03.03.19] Zdobycie osiągnięcia (Mały pędzibimber), +30 PD
[20.03.19] Wsiąkiewka wrześniopaździernik +30PD, 0,5PB
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Madeline Slughorn Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Madeline Slughorn
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach